Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )


Scarlettt Napisane: 01.05.2007 13:32


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Uwaga przenoszę opowiadanie na bloga
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #302983 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 22.02.2007 17:09


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Na samym wstępie ostrzegam - w tym rozdziale będą same retrospekcje - akcja niestety nie ruszy dalej. Ale zachęcam do czytania bo to wyjaśni wiele zagadek i być może dzięki temu to, co sie od tej pory działo stanie sie bardziej zrozumiałe smile.gif
Następnym razem zacznie sie coś dzieć - obiecuję wink2.gif




IV
Kiedy przybyła do Anglii i stała się jedną z NICH, Harry dla niej nie istniał.
Tego pierwszego dnia, zmęczona jeszcze podróżą (rządowy samolot, żadnych teleportacji) i lekko oszołomiona eliksirem wzmacniającym, stała przed aulą wypełnioną aurorami i marzyła żeby natychmiast się stąd zdeportować. Stała tuż obok swojej mentorki, opiekunki i przyjaciółki, z którą przybyła na odczyt w ramach Międzynarodowej Konferencji Czarodziejów
Przy okazji, Serafina Hillstrome zgodziła się wygłosić cykl wykładów dla szkolonych na aurorów młodych czarodziejów.
Laura zachwiała się lekko na nogach czując narastające pulsowanie w okolicach lewej skroni. Magicznie wzmocniony głos Serafiny dudnił jej głowie: … nadzwyczajne okoliczności sprawiły… szukać bezpiecznego schronienia… są pewne miejsca…kryjówka śmierciożerców… możliwa natychmiastowa masowa ewakuacja…
Z roztargnieniem rozejrzała się po Sali. W trzech pierwszych rzędach znajdowali się specjalnie zaproszeni goście z ministerstwa, paru przedstawicieli rządu z innych krajów, którym najwyraźniej nudziło się w hotelu, i garstka podnieconych reporterów. Resztę auli zajmowali studenci, nie tylko z wydziału aurorów. Ci ostatni tworzyli najbardziej charakterystyczną grupę spośród wszystkich zebranych. Odziani w przepisową czerń, z poważnymi minami, spijali każde słowo z ust wykładającej. Wiedzieli, że te słowa skierowane są właśnie do nich.
Laura, ukryta nieco w cieniu za katedrą, leniwie przesunęła wzrokiem po skupionych, przedwczesnie dojrzałych twarzach przyszłych aurorów. Jej wzrok przyciągnęła ognistoruda czupryna, doskonale wyrózniająca się na tle czarnych szat. Należała ona do młodego mężczyzny o ostrych rysach bladej twarzy i męskim, stanowczym podbródku. Jego oczy pozostawały w cieniu. Laura zapatrzyła się w tę twarz. Wyglądała jak wyrzeźbiona w kamieniu, jak starożytna maska; maska tragiczna. Była jak gdyby martwa, a jednak życie tliło się tuż pod powierzchnią – ta maska krzyczała. Krzyczała, mówiła, szeptała; wtedy na tej Sali Laura czuła, że wiele by dała, żeby usłyszeć, o czym mówi i szepce.
Obok rudowłosego mężczyzny (mów tragiczna masko, mów!) stał nieco niższy, lecz równie szczupły brunet w okularach. I to właśnie on, po skończonym wykładzie podszedł do Serafiny i Laury i poprosił o poświęceniu mu paru chwil.
W ten sposób Laura poznała Harry’ego Pottera i Ronalda Weasley’a.

***
Na początku Harry dla niej nie istniał. A właściwie istniał tylko i wyłącznie jako przyjaciel Rona Weasley’a.
Nie interesowało ją to, że był najlepiej zapowiadającym się aurorem na uczelni; ani to, że dwa lata temu kolejny raz przeżył starcie z Lordem Voldemortem, drugie – lecz nie ostateczne; ani to, że również dwa lata temu stracił ukochaną kobietę, która właśnie urodziła mu córkę.
Nie obchodziło ją, że był tak doświadczony przez wszelkiego rodzaju tragedie, że wydawało się niemożliwością, aby jeden człowiek był w stanie to wszystko znieść.
Nie ważne było dla niej, że wszyscy podziwiają Harry’ego Pottera, bo nie dość, że wciąż miał siłę walczyć, to jeszcze samotnie wychowywał dziecko.
Nie było istotne, że Harry jak nikt inny zasługiwał na zainteresowanie, uwagę i miłość.
Dla niej istniał Ronald Weasley, który w walce ze śmierciożercami miał przecież takie same zasługi jak Harry; który nie stracił, co prawda ukochanej kobiety (przeklęta Hermiona!), lecz stracił pięciu braci, siostrę i ojca.
Który nie stał twarzą w twarz z Voldemortem, ale przeżył upokarzające tortury i widział umierającą rodzinę.
Ron był dla niej wszystkim. A dla niego wszystkim była Hermiona.
Z Harrym zaczęła się spotykać na złość całemu światu, na złość wszystkim zakochanym w Wybrańcu studentkom, na złość Ronowi. Chciała się mścić w najbardziej żałosny sposób.
Związała się z Harrym, kiedy przeszedł jej etap negacji, złości, depresji i pozostała tylko smutna akceptacja.
Natomiast poczuła coś do niego dopiero wtedy, kiedy zorientowała się, że jej głęboka i niepohamowana namiętność do Rona jest i będzie niespełniona.
Oczywiście namiętność pozostała.
Uczucie do Harry’ego również.
Chęć zemsty także.

***
Często myślała, że gdyby Harry nie był w niej tak mocno zakochany, nigdy nie byliby razem. Jednak on nieustępliwie i cierpliwie o nią walczył, tak samo, jak ona niegdyś walczyła o Rona. Dla niej przestawał grać obojętność, był chaotyczny i gwałtowny. Jego zimna, wyniosła postawa ukrywała wszystkie lęki i godziny zwątpień, których przed nią nie wahał się odkryć. Byli do siebie bardzo podobni.
Czasami bardzo go krzywdziła. Najczęściej z rozmysłem; dobrze celując i niespodziewanie atakując. Harry usłyszał wiele niepotrzebnych słów, przeżył mnóstwo jej ucieczek i powrotów, znosił jej krzyki, łzy i dni absolutnego milczenia.
A mimo wszystko trwał przy niej.
Kilka lat później, kiedy kolejne tragiczne śmierci i atmosfera strachu nierozerwalnie ich ze sobą skuły, kiedy Harry stał się więźniem własnego domu, to ona musiał wykazac się nieustępliwością i cierpliwością.
Trwać przy nim, kiedy on zamieniał się w zrezygnowanego, zmęczonego i zgorzkniałego człowieka.
Mieli po dwadzieścia sześć lat.

  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #295722 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 06.12.2006 02:07


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


oooch...
ależ mi się tak jakoś szeleszcząco i szumiąco zrobiło...
klimat super, takie to odrealnione a opisujesz samą naturę
wiesz ja mogę być trochę nieobiektywna bo właściwie pół życia spędziłam między drzewami blink.gif i niezmiennie mnie zachwycają...
przeczytam jeszcze parę razy i się "ponapawam" a potem spróbuję to obiektywnie ocenić biggrin.gif
pozdrawiam
  Forum: Poezja · Podgląd postu: #286932 · Odpowiedzi: 5 · Wyświetleń: 4136

Scarlettt Napisane: 05.12.2006 13:28


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


QUOTE(Hagrid @ 03.12.2006 21:08)
Moim zdaniem teoria iż Snape zabijając starego "trzemila" działał po jego myśli jest absurdalnie głupia.
*




Zgadzam się! Jeśli pani Rowling uniewinni Snape'a będzie to wyglądało jakby nagle pożałowała swojej decyzji o jego zdradzie i za wszelką cenę (może za namową wiernych fanów Nietoperza biggrin.gif) chciała nawrócić go na dobrą stronę. Takie rozwiązanie sytuacji wcale mnie nie satysfakcjonuje. huh.gif
Wolałabym, aby pani R. podała prawdopodobne wyjaśnienie jak to się stało, że Snape tak genialnie oszukiwał Dumbla - a wyjaśnienie to musi być naprawdę, naprawdę dobre...
  Forum: Harry Potter · Podgląd postu: #286763 · Odpowiedzi: 56 · Wyświetleń: 18737

Scarlettt Napisane: 03.12.2006 19:08


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Masz rację smile.gif - za dużo banałow.
Umieściłam to tutaj, bo to jeden z moich pierwszych i najmniej osobistych wierszy... Ale obiecałąm sobie, że przed wklejeniem nic nie poprawię - taki ekperyment. Napisałam go jakieś trzy lata temu, tak po prostu, żeby sprawdzić, czy potrafię. Do tej pory kiedy tylko coś mnie od wewnątrz dusiło (na pewno wielu z Was zna to uczucie) to pisałam opowiadania albo krótkie impresje. Nigdy nie wyrażałam się przez wiersze. Ale byłam ciekawa co na to powiecie...
Tych nowszych (i chyba lepszych) kawałków raczej nie umieszcze - zbyt osobiste, zbyt bolesne...
Ale dziękuję za wszelkie komentarze biggrin.gif
  Forum: Poezja · Podgląd postu: #286473 · Odpowiedzi: 2 · Wyświetleń: 2433

Scarlettt Napisane: 03.12.2006 19:00


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Zatem...
Od razu mówię, że nie chodzi o to, że się zniechęciłam, ale po przeczytaniu całości czuję się trochę zmęczona... Nadal bardzo mi się podoba, ale... No właśnie, to 'ale'... Zbyt duży ładunek emocji naraz. Negatywnych emocji. To emanujące zewsząd cierpienie i mroczność są zupełnie w porządku, skupienie się na uczuciach bohaterów również, jednak po lekturze można się poczuć nieco przytłoczonym. Wiesz, czasem podczas czytania miałam takie wrażenie, że wszystkie negatywny emocje w Twoim prawdziwym życiu odbijają się na tym ficku. Może powinieneś zacząć pisać pamiętnik tongue.gif ?

Poza tym, niektóre reakcje bohaterów wydają mi się troszkę naciągane. Uczyniłeś z tych nastolatków chyba wszechmocnych tytanów, skoro są w stanie znieść tyle tragedii (i to jedną po drugiej - to tempo wykańcza, naprawdę).

Za to wciąż pozostaję pod wrażeniem bogactwa Twojego słownictwa, stylu i zabiegów stylistycznych - mam nadzieję, że te, które zauważyłam są zamierzone wink2.gif .

Co do treści - pomysł iście magiczny; równoległe światy, portale... To sprawia, że HP nabiera innego wymiaru heh wink2.gif wink2.gif wink2.gif
Bardzo podoba mi się również pomysł odwrócenia ról niektórych bohaterów - ci negatywni stają po stronie dobra i na odwrót. Dzięki temu stają się mniej standardowi i przez to - mniej nudni.
Walka dobra ze złem jako temat ficka może wydawać się nieco banalna - ale Ty uniknąłeś tego banału - może dlatego, że Twoje postacie nie są jednowymiarowe. Wszyscy przeżywają wahania nastrojów, załamania albo tracą nad sobą kontrolę, i to sprawia, że są tacy jak my, realistyczni (chociaż wciąż uważam, że są za silni psychicznie - z drugiej strony jednak dlaczego nie idealizować bohaterów? w końcu to opowiadanie, a nie kartka z pamiętnika tongue.gif jednak - niewielu byłoby w stanie znieść to wszystko, na co narażasz tych biednych nastolatków... <roni łzę nad ich nieszczęsnym losem> ).

Cóż... Jeśli coś mi jeszcze przyjdzie do głowy to napiszę.
Mam nadzieję, że jesteś zadowolony z długości (i treści) tego komentarza biggrin.gif
No i oczywiście czekam na dalszy ciąg...
Pozdrawiam
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #286472 · Odpowiedzi: 264 · Wyświetleń: 149042

Scarlettt Napisane: 03.12.2006 17:57


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Wyrosłeś marnym pędem
na gruzach świata
Otwierasz oczy w stronę słońca
Wolisz być oślepiony
niż widzieć swoje opadające płatki

Rozsypano cię
jak okruszki chleba na powierzchni stołu.
Niepotrzebne
Ścierane jednym ruchem ręki

Wytarto cię z bieli kartki
Jesteś niewidzialny
Przezroczysty
Już nie otwierasz ust
Milczysz znikając
Dźwięki w próżni nie istnieją
Lepiej umrzeć bez nadziei
na żaden raj żadnego boga
Wreszcie bez klatek
wreszcie bez snów...
  Forum: Poezja · Podgląd postu: #286458 · Odpowiedzi: 2 · Wyświetleń: 2433

Scarlettt Napisane: 28.11.2006 19:26


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Pewnie spodziewacie się, że będe tu publicznie ciskać gromy?
Nie, z Piotrusiem już się policzyłam. Biedny jest. W tym domu nawet nie można sobie herbaty zrobić żeby ktoś się nie wpi******ł gdzie go nie chcą.
Ale Wam należy się parę słów wyjaśnienia - owszem, nie jestem debiutantką, ale tematyka HP "przytrafiła" mi się po raz pierwszy. Jeśli ktoś nie zna moich poprzednich prac to faktycznie może "Tylko bądź" może mu się nie spodobać. I MA DO TEGO ŚWIĘTE PRAWO, PIOTRZE!!!

Estiej - co mają znaczyć te insynuacje? Czekam na wyjaśnienia...

Parę spraw:
Ellentari - z tego co zauważyłam na forum, ficki kręcą się wokół kilku dobrze znanych postaci łączonych w przeróżne pary i trójkąty i inne układy... ;P
Szczerze? Dziwnie się czuję czytając o parze Hermiona/Draco... Dla mnie jedynymi prawdopodobnymi parami są Hermiona/Ron oraz Ginny/Harry. Niestety - nie znoszę Ginny. Nie wiem dlaczego, ale chyba każdy ma jakieś swoje sympatie i antypatie. Dlatego też wprowadziłam nową postać - chyba przede wszytskim po to, żeby móc się z nią łatwiej utożsamić. A co do Ginny - jeszcze się pojawi wink2.gif

Wątek erotyczny - no cóż, z tym to dopiero zabawnie wyszło... Miało być ROMANTYCZNY, nie EROTYCZNY.
Hehe, jak to się mówi, głodnemu chleb na myśli... laugh.gif
Ale może i dobrze się stało. Erotyków jeszcze nie pisałam, ale jestem gotowa na podjęcie rękawicy tongue.gif


  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285872 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 28.11.2006 02:00


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Moi Drodzy...
No cóż...
Jasne, że nie wszystkim musi podobać się mój styl.
Może i jest trochę patetycznie, zwłaszcza dla kogoś, kto przyzwyczaił się do innego rodzaju ficków wink2.gif
Ale szczerze mówiąc miałam już dość czytania o tym, co który bohater jadł na śniadanie albo co kto komu powiedział podczas szczegółowo opisanego spaceru dookoła jeziora... bleeeee...
Po co czytać o czyimś zwykłym codziennym życiu? Własnego nie macie?! tongue.gif
Ja osobiście nigdy nie byłam miłośniczką literatury obyczajowej.
Nuuuudy...
Ale co kto lubi...

Jeszcze jedna sprawa - na początku opowiadanie może wydawać się trochę chaotyczne (jak zapewne zauważyliście unikam chronologii) ale uwierzcie mi, że wszytsko pokolei się wyjaśni. I tu pewnie nastąpi kolejna rozbierzność z poglądami wielu czytelników - osobiście wolę pewne nieuporządkowanie akcji i stopniowe rozwiązywanie wszytskich wątków.
Nie lubię mieć wszytskiego podanego na tacy.
Ale szanuję Wasze odmienne zdanie biggrin.gif
Dlatego zapraszam do komentowania - nawet jeśli mnie zjedziecie, dla mnie to będzie tylko impuls do poprawy i dalszego pisania.
Uczę się pokory smile.gif
Pozdroooooooooo dla wszystkich
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285753 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 27.11.2006 18:46


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


ja już kończę czytać, niestety wczoraj zasnęłam przed monitorem, przysięgam... (nie dlatego, że mnie znudziło Twoje opowiadanie tongue.gif )
a może Ty też w ramach rewanżu przeczytasz i skomentujesz moje?
pozdrawiam...
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285637 · Odpowiedzi: 264 · Wyświetleń: 149042

Scarlettt Napisane: 27.11.2006 03:16


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


III
To miejsce było więzieniem, choć nie każdy widział ciemne lochy i okratowane okna.
To miejsce było piekłem, jednak tylko nielicznym wydawało się, że pali ich piekielny ogień.
To miejsce było koszmarem, ale nikt nie miał szans się obudzić. Z krzykiem i zimnym potem na plecach. Ale obudzić.
Niektórzy bez końca błądzili we mgle.
Inni wciąż przeżywali coś, o czym kiedyś mówili, że drugi raz już nie są w stanie tego przeżyć.
Jeszcze inni wciąż i wciąż podcinali sobie żyły, jednak krew nie wypływała z ran. Skakali w przepaście, aby za chwilę na nowo stanąć na ich skraju. Chcieli umrzeć, po prostu zniknąć. Jednak wciąż trwali.
Byli zawieszeni.
Zawieszeni w przerażającej, osaczającej próżni wypełnionej jedynie ich cierpieniem.
Zawieszeni między życiem a śmiercią.
W wiecznym więzieniu, na dnie piekieł, w niekończącym się śnie.

„Córeczko, córeczko... Gdzie jesteś? Malutka, pozwól mi się odnaleźć... Córeczko...”
Tysiące myśli kłębiło się w jej głowie. Była skrajnie skoncentrowana; musiała zachować absolutną trzeźwość umysłu żeby nie zawładnęły nią koszmary, szeptać słowa formuły, ostrożnie stawiać stopy aby nie osunąć się w przepaść i próbować nawiązać kontakt z poszukiwaną osobą.
Wokół trwała noc, lśniąca srebrzystymi smugami, przypominającymi leniwie unoszące się pasma dymu. Każda ulotna smuga była uwięzioną duszą, nieświadomą miejsca w którym się znajduje, zamkniętą w klatce swoich lęków i ogłuszoną swoim własnym krzykiem.
Laura szła powoli po kamiennym moście; moście zbyt wąskim, aby pomieścił idące obok siebie dwie osoby, zbyt wysokim, żeby ośmielić się spojrzeć w dół.
Szła po moście zawieszonym w próżni, utkanym w nadziei na ocalenie z ostatnich przebłysków świadomości nieszczęsnych więźniów swoich własnych lęków.
Pasma dymu, niczym szare węże oplatały się wokół postaci dziewczyny, muskały odsłoniętą skórę jej dłoni wywołując dreszcze, a jednocześnie kojąco chłodząc jej poparzone palce. Mimo skupienia wszystkich myśli w na konkretnych, klarownych zadaniach, jakąś częścią umysłu wychwytywała uczucia i emocje cierpiących dusz. Część z nich odbywała tu zasłużoną karę, straszliwszą od wszystkiego co mogło ich spotkać z rąk i woli innych ludzi. Tym razem ich katem był Los, którego nieuchronne wyroki prędzej czy później urzeczywistniały się, nie dając szans na odkupienie. Jednak większość trafiła tu przez Przypadek – odwiecznego wroga Przeznaczenia – wpadając w szczeliny świata. Wiele było wrót i przejść do Otchłani Cieni. Jedno zostało odkryte i odosobnione w czeluściach Departamentu Tajemnic. O drugim wiedziały trzy osoby. Jedna już nie żyła.

Zasłona falowała delikatnie.
- Przyjrzyj się uważnie. A teraz poczuj. Nie bój się, tylko przysuń dłonie. Bliżej. Czujesz?
Mrowienie. Pulsowanie. I te niepokojące szmery.
- Też je słyszysz?
Wysoka kobieta przytaknęła bez słowa.
- To oni?
- Tak.
Laura dyskretnie otarła czoło, na którym pojawiły się drobne kropelki potu. Miała ogromną ochotę odwrócić się i uciec, wybiec na zewnątrz, na powietrze, pod otwarte niebo. Kręciło się jej w głowie a w uszach narastał trudny do zniesienia szum. Próbowała skupić się na swoim oddechu, tak jak ją uczono, jednak jakaś potężna siła opanowała jej wolę, sprawiając, że słuch się wyostrzył a inne zmysły uległy przytępieniu. Chaotyczne dźwięki napierające nieustannie na jej uszy nagle zamieniły się w możliwe do rozpoznania głosy. Głosy ludzkie. Szepty, krzyki, jęki. Urywane słowa, brzmiące jak modlitwy.
Hipnotyzowały. Przyzywały. Laura bezwiednie pochyliła się do przodu, nie widziała falującej zasłony tuż przed jej oczami; głosy stały się wyraźniejsze.
„Skup się. Oddychaj. Odblokuj zmysły.”
Wyraźny, zimny głos. Stanowczy. Nakazujący posłuszeństwo.
Słowa, słowa, słowa...
Płacz.
Modlitwa.
„Skup się na oddechu. Wsłuchaj się w siebie, to tylko głosy.”
Laura wzdrygnęła się i zachwiała. Uświadomiła sobie swoją niewygodną pozycje – górną część ciała miała wygiętą do przodu, jakby szykowała się do skoku w przepaść rozważając jeszcze wszystkie za i przeciw. Wyprostowała się i cofnęła do tyłu stawiając jedną drżącą stopę za drugą. Raz, dwa, trzy. Gwałtownie chwytała powietrze. Wdech, wydech...
- Widzisz, jakie to niebezpieczne? – rzekła wysoka, blada kobieta. - Nie patrz tak na mnie. Musiałaś to poczuć. Nie mogłabym nauczyć cię formuły, dopóki nie usłyszałabyś ich na trzeźwo. Nie zabezpieczona.
- Oni... Oni... Tak cierpią...
- Zgadza się. Dlatego tu jesteśmy. Oni cierpią. A my wiemy jak im pomóc. Przynajmniej niektórym.
Laura bez słowa przyglądała się płaskorzeźbom na kamiennym łuku. Tajemnicze znaki były dla niej zagadką; jednak wiedziała już, że to w nich zaszyfrowana jest Formuła Przejścia. Nikt, nawet towarzysząca jej kobieta, nie wiedział, jak powstał łuk. A to właśnie ona odcyfrowała starożytne symbole i odkryła formułę. I teraz Laura miała odziedziczyć jej wiedzę, stając się tym samym jej jedyną zastępczynią. Kobieta uśmiechnęła się do ciemnowłosej dziewczyny, lecz zanim Laura zdążyła odwzajemnić uśmiech, zimny, dźwięczny i poważny głos rozległ się echem po sali.
- Lekcja pierwsza: nigdy, przenigdy, nie próbuj tędy przejść. To droga tylko w jedną stronę. Nie istnieje żadna formuła, żadne zaklęcie które pomogłoby ci wrócić. Zapamiętaj.


Pamiętała. I zawsze korzystała z tych drugich drzwi, chociaż każde przejście wywoływało długo pamiętany ból. Jednak ból ten był niczym w porównianiu ze świadomością wyrwania kolejnej duszy z tego wiecznego koszmaru.
Szła przez most. Ostrożna. Skupiona.
Wreszcie ją poczuła. Impuls był delikatny, subtelny, jednak na tyle wyraźny, aby miała pewność, że się nie myli.
Smuga Suzannah była bardzo jasna, przejrzysta i połyskiwała czystym srebrem. W końcu była jeszcze taka niewinna.
Z ust Laury wydobył się cichutki gwizd; po sekundzie wargi dziewczyny zmieniły ułożenie a dźwięk stał się wyższy i głośniejszy. Skupiła wzrok na srebrzystym strzępku mgły.
„Córeczko...”
Po chwili stała w ciemnym, dusznym korytarzu. Tuż przed nią, sięgając nisko sklepionego sufitu znajdowały się potężne drzwi z metalowymi okuciami i solidną kłódką. W powietrzu zamierały ostatnie nuty wygwizdanej melodii. Miała nadzieję, że właściwie dobrała skalę dźwięku - jeśli nie, w pomieszczeniu za drzwiami mogła znaleźć nie tę osobę.
Wyciągnęła rękę; drzwi uchyliły się pod naciskiem jej dłoni. Tak jak myślała, kłódka była tylko iluzją.
Stanęła w progu.
Na środku ciemnej celi leżała mała figurka w jasnej, letniej sukience.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285594 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 25.11.2006 21:51


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Domagasz się komentarzy więc masz
Co prawda jestem dopiero w połowie, ale...
Cóż...
Podoba mi się Twoja umiejętność kreowania magicznego nastroju. Czytając Twoje opowiadanie - najlepiej w środku nocy, przy słabym migotaniu monitora i kufelku piwa wink2.gif - czuje się po prostu ten mroczny klimat Hogwartu opanowanego przez Śmierciożerców... Wszystkie opisywane wydarzenia stają sie wtedy dużo bardziej prawdopodobne a emocje przeżywane przez bohaterów bardziej na miejscu. Więcej Ci nie napiszę, bo muszę skończyć czytanie tongue.gif
Jak narazie nic mnie nie razi ale zobaczymy... Może jeszcze Cie skrytykuję...
Jak narazie pozdrawiam
Buziaka Ci nie dam bo chyba jeszcze niepełnoletni jesteś...
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285502 · Odpowiedzi: 264 · Wyświetleń: 149042

Scarlettt Napisane: 25.11.2006 21:14


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


phi... to może jeszcze kolokwium idź za mnie zaliczyć... wink2.gif
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285498 · Odpowiedzi: 202 · Wyświetleń: 220589

Scarlettt Napisane: 25.11.2006 21:08


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


ekhm... cóż...
nie wiem od czego zacząć...
może od tego, że już drugą godzinę marnuję przed monitorem komputera zamiast wkuwać geodezje.
przez Ciebie...
i że pewnie będę tu zaglądać regularnie zarywając noce i przesypiając zajęcia.
hm... przez Ciebie.
i że w ciągu tych dwóch godzin przeżyłam mnóstwo skrajnych emocji...
za to akurat muszę podziękować...
tyle.
pozdrawiam
...
...
...




  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285496 · Odpowiedzi: 202 · Wyświetleń: 220589

Scarlettt Napisane: 25.11.2006 19:20


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


II
Właśnie zalewała wrzącą wodą herbatę w imbryku kiedy Ron wbiegł do pokoju. Była odwrócona do niego plecami ale odgadła, że zatrzymał się w progu i przejechał wzrokiem po wszystkich zebranych w przytulnej kuchni. Rozmowy ucichły w jednej sekundzie, w drugiej Laura z całych sił zacisnęła dłonie na uchwycie czajnika. Uporczywie wpatrywała się w kwietny motyw zdobiący lśniące czystością kuchenne kafelki. Wiedziała.
- Harry... Harry... Mają ją...
Trzask odsuwanego gwałtownie krzesła przerwał zapadłą po tych słowach przeraźliwą ciszę. Zawtórował mu cichy kobiecy krzyk.
- Lauro! – Molly zerwała się z krzesła i podbiegła do dziewczyny. – Pokaż tą rękę.
Młoda kobieta pozwoliła dotknąć swej poparzonej dłoni różdżką. Drżała lekko. Nawet nie czuła bólu. Coś ścisnęło ją w środku; zakotłowało się w jej wnętrzu przyprawiając o mdłości. Wielka czerń rozlała się przed jej oczami, aż musiała przymknąć powieki. Spod spuszczonych rzęs dojrzała jeszcze jak czarnowłosy mężczyzna rzuca się w stronę drzwi i zostaje powstrzymany przez rudego czarodzieja. Widziała jak przez sekundę siłują się, jak dłoń Harry'ego uderza w opięte czarnym płaszczem ramię Rona, jak otwierają się jego usta, jak wydobywają z nich słowa, pełne bólu, wściekłości, desperacji. Czuła, że każda komórka ciała mężczyzny wyrywa się ku ciemnej pustce za drzwiami, ku niczemu, ku niewiadomo czemu.
Zaciskająca się coraz mocniej dłoń Molly na jej nadgarstku.
Szeroko otwarte oczy Hermiony.
Przewrócone krzesło na środku kuchni.
Rozlany wrzątek.
Delikatnie odsunęła od siebie matkę Rona i podeszła do Harry'ego. Wyciągnęła rękę i położyła dłoń w tym miejscu, gdzie jego ciemne kosmyki miękko układały się na karku. Czuła jego drżenie.
On nie mógł iść. Tkwił w Norze jak niegdyś Syriusz na Grimmauld Place.
Bezużyteczny. Samotny.
Ale ona mogła.
Szybkim ruchem zdjęła dłoń z karku chłopaka i przecisnęła się obok tarasującego wyjście Rona. Poczuła na sobie jego pełne niepokoju spojrzenie, ale odpowiedziała dodającym otuchy uśmiechem. Wszystko w porządku, Ron, mówiły jej podkrążone oczy. Robiłam to już nie raz. Wszystko będzie dobrze.
Wybiegając z budynku złapała czarną pelerynę i otuliła się nią przykrywając czarną materią kaptura poplątane kosmyki. Zawirowała w miejscu, tkanina z furkotem zatańczyła wokół jej sylwetki. Po chwili już jej nie było.


***
Wschodziło słońce gdy wsuwała się w czarny otwór studzienki ściekowej. Kanały zapraszały przytulną czernią. Przemknęła bezszelestnie w bezpieczny cień, jej oczy szybko przyzwyczaiły się do mroku. Nieomylnie wybierała drogę skręcając w coraz to nowe odnogi, jej stopy podążały po swoich własnych śladach. Nikt nie znał kanałów tak dobrze jak ona. Miała najlepszego nauczyciela i przewodnika.

- Każdy nowy korytarz wydaje się taki sam jak setki innych. Ale to tylko złudzenie. Jeśli tylko się przyjrzysz, dostrzeżesz, że każdy ma jakąś niepowtarzalną cechę, każdy czymś się wyróżnia.
Laura przesunęła dłonią po chropowatej wilgotności starych murów.
- Tu jest tak mokro... I śmierdzi...
Wyższa z dwóch kobiecych postaci roześmiała się.
- Szybko się przyzwyczaisz. Najpierw musisz zrozumieć, że żaden inny budynek, żadna ulica nie da ci takiego schronienia jak kanały. Nauczę cię, jak wykorzystywać grę światła i cienia, aby stać się niewidzialną. Pokaże ci, jak wnikać w te mokre ściany aby nikt cię nie zauważył. I udowodnię ci – spojrzała z góry we wpatrzone w nią szare tęczówki – że kanałami możesz dojść wszędzie. Wszędzie.


Tunel rozszerzał się nieznacznie – oznaczało to, że zbliżała się do bardziej zamieszkałych terenów. Również sufit był tutaj o wiele wyżej sklepiony, kamienne łuki przecinały się na krzyż ponad jej głową. Tuż pod sklepieniem wąskie szczeliny wpuszczały smugi rannego światła, tworząc mozaikę jasnych plam na wilgoci muru. Słyszała jak woda szerokim strużkami powoli spływa ze ścian tworząc pod jej nogami lśniące głębią kałuże. Nagle tunel zakończył się pionową ceglastą ścianą. Dziewczyna spojrzała w górę. Stary mur przywodził na myśl pooraną zmarszczkami twarz człowieka. Głębokie bruzdy i wyłomy w czerwieni ściany świadczyły o tym, że ktoś próbował się przez nią przedostać. I stanowczo nie był delikatny. Koniuszki palców dziewczyny błądziły po pokruszonych cegłach. Opuszki pulsowały. Ktoś użył bardzo zaawansowanej magii żeby zatrzymać nieproszonych gości; tylko wtajemniczeni wiedzieli jak przełamać starożytne zaklęcia. Ona wiedziała.
Westchnęła i zdjęła z serdecznego palca mały srebrny pierścień połyskujący szmaragdowym klejnotem. Zapatrzyła się na zielone refleksy i ponownie westchnęła. Pamiętała ten dzień, jego roześmiane oczy, i jej jedwabiste włoski. I to uczucie kiedy opasała ją w talii swoimi kruchymi ramionkami a on wciąż i wciąż się uśmiechał.
Wsunęła dłoń między fałdy peleryny na szyi i wyciągnęła cienki łańcuszek. Wyślizgnął się z jej zdrętwiałych palców. Wciąż nie chciały się zagoić po ostatnim przejściu. Jeszcze raz chwyciła gładkie pasemko srebra i przez chwilę walczyła z opornym zameczkiem. Zawiesiła pierścień i schowała go na sercu.
Odetchnęła głęboko. Wiedziała, że musi skupić się na jakimś przyjemnym wspomnieniu, żeby oderwać myśli od czekającego ją bólu. Zacisnęła powieki i przyłożyła dłonie z szeroko rozpostartymi palcami do muru. Wsłuchała się w swój oddech.

Była na ich skarpie. Stała jak zwykle, na samym brzegu, pod stopami mając ocean a za plecami wrzosowisko. Szeroko rozpostartymi ramionami chłonęła promienie słońca i podmuchy wiatru, dostrajając się niczym najczulsza antena do otaczającego ją gęstego, pulsującego powietrza.
Szelest.
Miękkie kroki.
Odwróciła się błyskawicznie i chwyciła w ramiona czarnowłosą roześmianą istotkę. Dziecko przylgnęło do niej całym drobnym ciałkiem zaśmiewając się i wtulając twarz w jedwab jej sukni. Całkiem odruchowo objęła maleńką, by za chwilę postawić ją na trawie.
- Ile razy ci mówiłam, żebyś tego nie robiła?
Dziewczynka założyła rączki do tyłu, wydęła usteczka i spojrzała spod rzęs.
Szybko się uczy, mała bestia...
- Przecież i tak mnie złapiesz...
- A jeśli nie?
- Złapiesz...
Musiała się uśmiechnąć.
- Nigdy więcej, rozumiesz?
Ale dziewczynka już jej nie słuchała. Tym razem w szaleńczym pędzie biegła w drugą stronę, w kierunku ciemnowłosego mężczyzny, padając mu w objęcia.
Cóż za uroczy obrazek... Szczęśliwa rodzinka... Ściągnęła brwi. Jeszcze tylko mamusi brakuje...


Zimna ściana powoli się rozgrzewała. Wargi dziewczyny spierzchły od szybko wypowiadanych słów, zasychało jej w gardle. Jednak nie przerywała. Czuła jak końcówki jej palców wnikają w mur, który był już gorący. Czuła jak palą ja opuszki. Wykrzywiła usta w grymasie bólu, jednak nie przestawała szeptać.

Mężczyzna odstawił dziecko na ziemię i przysłaniając jedną dłonią oczy od słońca drugą przesłał odległy pocałunek. Laura zmusiła się do uśmiechu i powoli ruszyła w kierunku szczęśliwej parki. Mężczyzna szepnął coś do maleńkiej, która odbiegła i znikła w morzu bujnych wrzosów.
Laura, wyprostowana, miękko stawiając kroki, szła do niego; szła, choć chciałaby biec. Chciałaby zebrać w dłoniach fałdy długiej sukni i pobiec, pobiec wzorem tej małej zachwycającej wróżki, pobiec wprost w jego ramiona.
Szła.
- Kochanie. Kochanie.
Złożyła ciemną głowę na jego ramieniu i oplotła rękoma w pasie kładąc rozwarte palce na jego plecach. On wsunął dłonie pod jej opadające kaskadą włosy przygarnął do siebie. To był ich rytuał. Słowa były zbędne; to milczenie ich zbliżało a serca biły tuż obok siebie. Poczuła jak całuje jej włosy.
- Posłuchaj mnie przez chwilę.
Odsunęła się.
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Ale pozwól mi najpierw z nią porozmawiać. Nie chcę, żeby odeszła bez pożegnania.
Mężczyzna zamrugał gwałtownie.
- Odeszła? O czym ty mówisz...?
Laura zagryzła wargi i spuściła wzrok.
- Odeszła... – wyrzekł te słowa z trudem, jego głos załamał się na ostatniej nucie. – Lauro... Nikt nie chce odejść. Ja chciałem... Ja chciałem...
Błysk zrozumienia rozświetlił jego zielone tęczówki.
- Och... Ty głuptasie...
Chwycił jej dłoń o pokrwawionych opuszkach i przycisnął do ust.
- Coś ty sobie znowu wymyśliła? To przez Molly? Zgadza się?
Dziewczyna odwróciła wzrok.
- Zapamiętaj. Nigdy. Od ciebie. Nie odejdę... Dopóki sama nie zechcesz. A teraz mnie posłuchaj. Ale najpierw spójrz na mnie.
Dwoma palcami delikatnie uniósł jej podbródek. Gdy wzniosła powieki mężczyzna głośno wciągnął powietrze. Pierwszy raz w życiu widział łzy w oczach tej niezłomnej kobiety. Przez to jej twarz stała się taka bezbronna, tak prawdziwa... W dziennym świetle, którego tak rzadko mieli okazję zaznać, widać było jak bardzo blada jest jej skóra i jak mocno podkrążone oczy. Do tej pory nie zauważał tego, pracując i żyjąc w mroku lub sztucznym świetle wszyscy wyglądali na zmęczonych i chorych. Jednak nikt nie narzekał.
- Za ciężko pracujesz. To się musi zmienić. Już więcej nie będziesz przechodzić.
- Wiesz, że muszę.
- Nie, nie musisz. Ktoś cię zastąpi. Przekaż komuś formułę, nie możesz robić wszystkiego sama.
- Nie, Harry, nikt się nie nadaje.
- Na Merlina, nie jesteś niezastąpiona!
Czarne brwi dziewczyny podjechały do góry.
- To znaczy jesteś, dla mnie jesteś... Ale w przejściach ktoś cię może wyręczyć! Nie mogę patrzeć jak to cię wyniszcza. Spójrz na swoje palce!
Podsunął jej dłonie do jej oczu. Połamane paznokcie, zakrzepła krew... Jeszcze tydzień temu były krwawą miazgą. Teraz już nawet nie bolały.
- Wy też się poświęcacie! Wy też walczycie! Dlaczego ja mam bezużytecznie siedzieć w... – urwała. – Przepraszam, Harry... Zapomniałam, że ty...
Mężczyzna pokiwał głową. Linia jego dumnych ramion załamała się.
- Wiem, masz rację. To, że JA jestem bezużyteczny, nie znaczy, że tobie mam zabraniać być bohaterka...
- Harry!
- Masz rację, wszyscy się poświęcają, wszyscy walczą, tylko ja...
- Harry! Przestań się nad sobą użalać! To nie pasuje do Wybrańca... – dodała głosem zabarwionym ironią. Wiedziała, że tylko bezpośredni atak pomoże mu odzyskać twarz. Nawet w swoich własnych oczach.
Miała rację. Uśmiechnął się.
- Wiem, że zachowuję się jak dzieciak. Ale martwię się o ciebie...
- Wiem. Ja też się martwię. O Suzannah, o Hermionę. O Rona.
- O Neville’a, o Lunę. O Hagrida i Remusa...
- Nie kpij. Harry... Nie kpij.
Znowu złożyła głowę na jego piersi. To tutaj był jej azyl.


Spuściła głowę, pozwalając by wilgotne od potu kosmyki opadły jej na twarz. Czuła łunę gorąca bijącego od ściany. Zacisnęła zęby i prawie wykrzyczała ostanie wersy formuły. Jej dłonie płonęły.

- Miałem ci coś powiedzieć... – wyszeptał jej prosto do ucha. – Ale właściwie to jest pytanie. Może i nie robię tego jak należy, ale ostatnio nic nie jest tak, jak powinno być... Marna prowizorka... – zaśmiał się cichutko. - Lauro, wyjdziesz za mnie?
Zdrętwiała. Wstrzymała oddech. Wyswobodziła się z jego objęć i zrobiła dwa kroki do tyłu. Zwilgotniały jej oczy.
Na Merlina, to już drugi raz dzisiaj...
Unosiła się i opadała. Gdzieś w oddali słyszą głuchy odgłos, jakby ktoś w szaleńczym rytmie uderzał w bębny.
Przez łzy widziała zielone błyski. Morskie refleksy... To niebo? Czy ocean? Musiała coś powiedzieć.
- Tak... Tak!!!
Później czuła już tylko chłód metalu na palcu i pocałunki, pocałunki, pocałunki...
Och, jakież one mogą być słodkie i upajające...
Poczuła jak w talii opasają ją malutkie ramionka. Przed oczami zobaczyła wielki pęk wrzosów. Słyszała śmiech Harry'ego...


Płonęła. Czuła jak ogień wędruje jej żyłami, jak rozrywa ją od wewnątrz, jak powoli dochodzi do serca. Nie odrywała dłoni od ściany. Jęknęła. I wtedy mur ustąpił.
Przeszła.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285486 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 25.11.2006 15:16


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


Drodzy Czytelnicy! Kilka słów sprostowania.
"Tylko bądź..." NIE będzie romansem. W zamierzeniu miał to być thiller psychologiczny z wątkiem erotycznym, ale co z tego wyjdzie - czas pokaże.
Temat może nie należy do tych najorginalniejszych - walka Harry'ego & co ze Złem po zakończeniu Hogwartu - ale po prostu ten wątek najbatrdziej przemawia mi do wyobraźni.
Cóź więcej mogę dodać?
Mam nadzieję, że czytanie tego opowiadania sprawi wam tyle samo satysfakcji co mnie jego pisanie.
Pozdrooooooooooooo dementi.gif

"The rest is a silence"
William Shaekspheare
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285449 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 25.11.2006 02:53


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


I
Leżąca na podłodze dziewczęca figurka stanowiła jedyny jasny punkt na tle ciemnych ścian i nieprzeniknionej głębi nocy za okratowanym oknem. Małe piąstki rytmicznie uderzały w zimne kamienie posadzki. Wokół unosiły się obłoki kurzu, sprawiając że ciemne włosy dziewczynki wydawały się szare a jej biała sukienka utraciła swój pierwotny kolor.
- Nie, nie, nie...! Już... nie...
- Uspokój się – kobiecy głos był zimny i opanowany.
Na zwinięta na podłodze figurkę padł cień. Dziewczynka szarpnęła się do tyłu wzbijając kolejne tumany kurzu; podkuliła nóżki pod siebie i schowała głowę między wstrząsanymi płaczem ramionkami. Cień zbliżył się. Dziecko zdrętwiało pod dotknięciem chłodnej dłoni. Zacisnęła powieki z całej siły; czekała na uderzenie.
Raz, dwa, trzy...
Otworzyła oczy. Nie poczuła bolesnego szarpnięcia za włosy ani ciosu w twarz. Ciemna sylwetka klęczała przy niej pochylając zacienioną kapturem twarz. Nieznajoma delikatnym ruchem pogładziła dziewczynkę po głowie i odgarnęła poszarzałe włoski ukazując bladą, trójkątną twarzyczkę.
- No już... Już... – głos kobiety był wciąż chłodny, lecz jej pieszczotliwy dotyk koił, uspokajał.
Z ust dziewczynki wydostało się pełne niedowierzania westchnienie. Razem z tym oddechem uszła z niej cała energia i resztki przytomności. Wyczerpana płaczem i mękami tortur, nie wiedziała nawet kiedy pozwoliła opatulić się miękką materią i wziąć w dziwnie znajome ramiona. Zanim zasnęła poczuła jeszcze, że włosy kobiety pachną jak zbierane wiosną konwalie.

***
- Mogłabyś pójść do niej chociaż na chwilkę.
- Pójdę. Później.
Dwie sylwetki opierały się o szeroki parapet w obszernym holu, dzieląc ze sobą ten kawałek intymnej przestrzeni oddzielony od całego świata miękkością zasłon i mrokiem nocy. Wysoki mężczyzna trzymał w dłoni papierosa wpatrując się w stojącą obok kobietę; kobieta leniwym ruchem gładziła materię ciężkich, aksamitnych kotar; zielono - szare oczy zwrócone były ku nocnemu niebu za oknem.
- Wciąż o ciebie pyta.
Westchnienie.
- Jego też unikasz...
- Posłuchaj, Ron – zimny głos przerwał mężczyźnie w pół zdania. – To nigdy ciebie nie dotyczyło, więc nie rozumiem dlaczego ze mną o tym rozmawiasz.
Kobieta odgarnęła z czoła ciemne włosy i przeniosła wzrok na towarzysza. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w milczeniu. Spojrzenie mężczyzny było takie jak zawsze – pełne ciepła, figlarności i łagodnego, niemożliwego do przekazania słowami zrozumienia. Patrząc w oczy o takim wyrazie wiesz, że znalazłeś przyjaciela. Westchnęła ponownie, tym razem nad swoją niewdzięcznością.
- Przepraszam...
Spuściła oczy by po chwili znów je podnieść, tym razem pełne niespodziewanych błysków rozbawienia.
- Hermiona miała rację... Kiedy tak patrzysz na kobietę to naprawdę ma ona ochotę zaciągnąć cię czym prędzej do ołtarza...
Mężczyzna roześmiał się opierając rudą czuprynę o taflę zimnej szyby. Ciepło bijące od jego włosów tworzyło fascynujący kontrast z chłodem szkła. Kiedyś miałaby ochotę wsunąć dłonie w tą cudowną miękkość, przesunąć po niej palcami, wtulić twarz...
Zamiast tego zawtórowała mężczyźnie śmiechem dźwięcznym, lecz sztucznym, rozpaczliwym. Tragicznym... Pełnym zawodu i wspomnień. Wiedziała, że przy nim nie musi już grać, nie musi silić się na obojętność. On i tak nic nie zauważy. Ani sztuczności, ani rozpaczy, ani tragedii. Ani jej spojrzeń. Ani zaciśniętych ust. Nigdy nie zauważał.
Dla niego liczy się tylko jedna kobieca twarz; tylko jedne oczy, w które wpatruje się z tym jego przeklętym ciepłem i oddaniem; tylko jedne usta, które całuje delikatnie i namiętnie, ach jak namiętnie... Widziała to. Zazdrościła. Nic nie mogła zrobić.
Tak było kiedyś.
Kiedyś nienawidziła go za tą miłość - ją musiała kochać. Hermiony nie można było nie kochać.
Zapomniała. Pokochała od nowa.
I była ich przyjaciółką.
I tak było dobrze.
Westchnienie. Westchnienie. Trzepot rzęs.
- Wszystko w porządku? Tak nagle posmutniałaś...
- Tak, Ron, wszystko w porządku. Pójdę do niej. Teraz.
Mężczyzna zgasił papierosa i kierując swe kroki w głąb korytarza pomyślał o burzy miękkich brązowych włosów, w które za chwilę wtuli twarz.

***
Na maleńkiej, bladej twarzyczce malował się błogi spokój świadczący o spokojnym śnie. Jedna ręka, rzucona niedbale ponad głowę odsłaniała szerokie, nabiegłe krwią szramy na wewnętrznej stronie przedramienia. Druga spoczywała na obszytej koronką kołdrze; najmniejszy palec drgał ledwo zauważalnie.
- Nie można nic z tym zrobić? Tak już jej zostanie?
Molly pokręciła przeczącą głową.
- Blizn po fałszywym srebrze nie można zlikwidować metodą magiczną. O ile jakąkolwiek można.
Kobieta zmęczonym wzrokiem spojrzała na stojącą przy łóżku dziewczynę. Gęste, sięgające brody włosy przysłaniały jej twarz, odbierając wszelką możliwość interpretacji malujących się na niej emocji.
- Dobrze że przyszłaś.
- Twój syn mnie o to prosił.
Nie musiała używać jego imienia – Ron był jedynym synem Molly, który wciąż żył. Poza tym kobieta lubiła kiedy mówiono o jej synu; wtedy znów czuła się matką.
- Myślałam, że najpierw zechcesz porozmawiać z Harrym...
- Porozmawiam. Później.
- Lauro...
- Molly... Nie mów nic więcej. Proszę – dodała.
Kobieta westchnęła i wstała, zbierając w dłoni obfity materiał szaty.
- Mogę cię tu na chwilę z nią zostawić? Kiedy się przebudzi, po prostu z nią bądź.
Ruszyła w stronę wyjścia, utykając lekko na prawą nogę. W drzwiach odwróciła się i omiotła spojrzeniem jasny pokój, dziecko w białej pościeli i czarną, wyniosłą postać o nieodgadnionym wyrazie twarzy.
- Jeszcze jedno... Lauro... Postaraj się być dla niej miła...
Zamknęła drzwi.
Dziewczyna upadła.
Właściwie to miękko osunęła się na kolana, ale ten ruch, to załamanie jej dumnej postaci, było niczym upadek.
- Maleńka... Maleńka...
Szept niczym jęk, ból tak głęboki, że aż odbiera oddech, dusi...
Dziewczyna ściągnęła brwi i wgryzła się zębami w oślepiającą biel pościeli, zaciskając zęby coraz mocniej i mocniej... W głowie pulsowały jej powtarzające się słowa: „dlaczego... dlaczego? córeczko... moja córeczko... dlaczego...?”
- Lauro!
Młoda kobieta uniosła głowę i spojrzała na ślad swoich zębów na prześcieradle i zasychającą na nim strużkę śliny. Bała się odwrócić głowę w kierunku mężczyzny, który przez ostatnie lata był jej dniem i nocą, chwilą i wiecznością.
Słyszała za plecami jego ciche, wyszkolone kroki aurora. Po chwili męskie ramiona gwałtownie objęły ją i uniosły z klęczek zamykając w ciszy zapomnienia. Milczał.
Od kiedy powiedziała mu to, wtedy, tamtej nocy, często milczał.

***
- ... nawet nie udało mu się dotrwać do pierwszego egzaminu, wyobrażasz sobie? A był jedynym, który zamiast ściskać różdżkę w jednej ręce a księgę w drugiej, latał Pod Wściekłego Hipogryfa chwaląc się, że ma transformacje w jednym palcu! A teraz wrócił pod opiekę rodziców i tylko na Proroka może czekać!
Harry pociągnął duży łyk kremowego piwa i spojrzał w oczy siedzącej naprzeciwko niego dziewczyny. Mimo że, z racji wieku, już dawno mógł sobie pozwolić na coś mocniejszego niż piwo, pozostał przy ulubionym trunku ze względu na szczególnie intensywny sentyment do czasów Hogwartu.
- I wiesz co, Lauro? Kiedy się pakował, powiedział, że ma dość tego systemu, w którym na aurorów szkoli się tylko dzieci bogatych lub słynnych czarodziejów a umiejętności są na drugim miejscu! Dodał, że lista przyjętych była już ustalona przed egzaminami... Lauro?
Dziewczyna potrząsnęła długimi, gęstymi lokami i spojrzała na chłopaka. Brwi miała uniesione w nadającym jej uroku wyrazie ironicznego zdziwienia. Pełne usta wygiął sarkastyczny uśmieszek.
- Tak, Harry?
- Słuchasz mnie?
- Oczywiście, kochanie.
Chłopak zmrużył nieufnie oczy, później pokiwał głową i roześmiał się.
- Jak zawsze. Nieuchwytna. Powiedz mi – pochylił się do przodu szukając intymności w zatłoczonym pubie. - Powiedz mi, czy ty oprócz tego, że jesteś obok mnie, choć przez chwilę jesteś ze mną?
Śmiał się, lecz jego zielone oczy były całkowicie poważne. Ten przerażający kontrast ujawniał się prawie zawsze gdy Harry cierpiał, gdy był tylko zranionym człowiekiem a nie Wybrańcem, gdy wątpił, gdy coś tracił. Śmiał się, lecz w oczach był ból. Tym ją ujął. Tym ukrywaniem uczuć pod pozorem chłodu lub sarkazmu – był taki sam jak ona.
Ironiczny uśmieszek zniknął z jej warg. Pochyliła głowę jak winowajca przyznający się do swej straszliwej zbrodni.
- Nie patrz na mnie w ten sposób.
- A ty możesz, tak? Ty możesz sprawiać, że czuje się jak odchody hipogryfa przy księżniczce śniegu? Ty możesz? – Jego przeraźliwy szept wwiercał się w jej umysł.
Uniosła dłonie do uszu jednak zamarła w pół gestu. Nie da mu tej satysfakcji. Jej wzrok mógł teraz zamrozić.
- Ludzie patrzą. Porozmawiamy w domu.
- Nie! – krzyknął i uderzył pięścią w stół.
Co było dziwne, nikt nawet nie spojrzał w kierunku ich stolika. Goście zajęci byli przyglądaniem się pojedynkowi przy stoliku koło drzwi. Pojedynkowi bez przestrzegania żadnych reguł.
- Nie, Lauro. Ja już nie mogę. I ty też tak dłużej nie możesz...
Zielony błysk rozświetlił ciemne wnętrze przy akompaniamencie głośnych gwizdów i braw.
- Wiesz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko. Wszystko. Wiesz.
Huknęło. Ponad ramieniem Harry’ego Laura dostrzegła jak szczupły czarodziej unosi się w górę, machając bezradnie rękami i z trzaskiem upada na drewniane krzesło, łamiąc je w drzazgi.
- Kiedy się poznaliśmy byłem oszołomiony. I myślałem tylko jedno – że nie mam u ciebie żadnych szans. Że jestem nikim. Zrozum, wystarczyło jedno twoje spojrzenie a z tego... no... Wybrańca... też nienawidzę tego tytułu... z Wybrańca... stałem się nic nieznaczącym charłakiem. Wciąż tak robisz.
Wrzawa przy drzwiach nabrała na intensywności. Błyski. Błyski. Światło. Ciemność.
- Walczyłem o ciebie, walczyłem...
- Harry...
- A kiedy pozwoliłaś mi wtedy... wtedy...
- Harry!
- Lauro... Lauro? Co...?
Dziewczyna wyszła zza stolika i stanęła przy krześle mężczyzny. Chwyciła go za ramię. Wstał. Wokół błyskały zaklęcia oświetlając sklepienie baru. Błyski. Błyski. Uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.
- Harry... Czy zamiast tyle gadać, nie mógłbyś po prostu być? Trwać? Przestać się starać, przestać się bać że zaraz ucieknę, tylko pomilczeć ze mną? Po prostu być?
Źrenice chłopaka rozszerzyły się gwałtownie. Jeszcze nigdy jej głos nie był taki miękki a spojrzenie takie zaskakująco... dobre? Cisza... I błyski.
- Lauro...?
- Harry... kocham cię...
Utonęła w jego ramionach, zapomniała się w dotyku jego warg i cieple jego oddechu.

***
Często razem milczeli. Po prostu trwali.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #285427 · Odpowiedzi: 15 · Wyświetleń: 14801

Scarlettt Napisane: 20.10.2006 15:08


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


mnie bardziej zastanawia iloraz inteligencji kobiet związanych z w.w. superbohaterami.
zrozumiałe jest ze kobiety Batmana nie poznawały swojego mężczyzny - w końcu jako człowiek nietoperz nosił maskę (chyba że któraś miała fioła na punkcie budowy męskiej szczęki tudzież ust wink2.gif)
zrozumiałe jest także że ukochana Spidermana spędziła wiele bezsennych nocy fantazjując na temat ciacha w czerwonym trykocie
ale jak to świadczy o niezwykle odważnej i porażająco inteligentenej (!) Lois Lane skoro dla zmylenia jej oczu wystarczyło zdjąć okularki i przylizać włoski?
do tego widywali się codziennie a spostrzegawcza kobieta nawet pod eleganckim garniturem dostrzeże fajne ciałko... wink2.gif


"Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu
patrzę w niebo, gwiazd szukam, przewodniczek łodzi (...)"
  Forum: Talk Show · Podgląd postu: #281415 · Odpowiedzi: 92 · Wyświetleń: 30521

[ ? ]: Nowa Era
Scarlettt Napisane: 17.10.2006 15:54


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 16.10.2006
Nr użytkownika: 5046


hm...
ja raczej chwalić nie będę...
brak mi tu fantazji - czegoś bez czego ff nie może naprawdę zaistnieć
brak również głębi; wszystko jest jakieś mdłe i bez wyrazu
a do tego "magia" stylu jest na poziomie zdecydowanie niewystarczającym jak na taki temat
ale czyta się dość lekko - może nawet za lekko (kurczę, znowu krytykuję wink2.gif)
mam też sprawę do wszystkich czytelników i to nie tylko tego ff którzy zamieszczają krytyki - naprawdę bez sensu jest wyszczególnianie wszystkich literówek i drobnych nieścisłości
chodzi o klimat a nie brak jakiejś kropki tongue.gif
pozdrawiam wszytskich serdecznie i pamiętajcie:

"Są rzeczy na niebie i ziemi
o których nie śniło się naszym filozofom (...)"
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #281087 · Odpowiedzi: 50 · Wyświetleń: 44931


New Posts  Nowe odpowiedzi
No New Posts  Brak nowych odpowiedzi
Hot topic  Gorący temat (Nowe odpowiedzi)
No new  Gorący temat (Brak nowych odpowiedzi)
Poll  Sonda (Nowe odpowiedzi)
No new votes  Sonda (Brak nowych odpowiedzi)
Closed  Zamknięty temat
Moved  Przeniesiony temat
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 23.05.2024 11:20