Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

11 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
Closed TopicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Być Szlachetnym [cdn?], czasem trzeba bardzo szybko dorosnąć...

Co sądzicie o tym opowiadaniu?
 
Dobre - zostawić [ 122 ] ** [93.13%]
Gniot - wyrzucić [ 8 ] ** [6.11%]
Zakazane - zgłoś do moderatora [ 0 ] ** [0.00%]
Suma głosów: 131
  
Kitiara
post 03.01.2005 21:10
Post #51 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Z tymi literówkami to jest (za przeproszeniem), cholera, tak.
Word mi się ostatnio trochę wali.
Ale już niedługo będzie git, bo kumpel jutro przychodzi coś z tym zrobić.
Niestety - co innego pisac długopisikiem, co innego na komputerku, zwłaszcza, że nigdy nie chodziłam na kursy pisania na kompie - sama doszłam do jako takiej, nawet sporej, szybkości klikania.
Obiecuję, że kolejne odcinki będą lepiej dopracowane.
Dziękuję Wam za wsie komenty.
Pozdrawiam serdecznie, Kit.

PS: dzięki Raist, za to że podobają Ci się dialogi Malfoy/Potter. Uwielbiam je pisać, czuję się wtedy taka perfidna i przewrotna...*twisted*


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Potti
post 03.01.2005 22:46
Post #52 

Plotkara


Grupa: czysta krew..
Postów: 2140
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Paris or maybe Hell

Płeć: Kobieta



już przy pierwszym ficku, jaki czytałam Twojego autorstwa- pomyślałam, że nie polubię Twojego stylu pisania. powiedzmy, że się sporo pomyliłam ;> pal licho literówki, Haroldy i inne tego typu... po prostu mnie wciągnęło. może od następnego parta spróbuję zwracać uwagę na błędy.

i mam tylko takie jedno pytanie, bo nie wiem jak się nastawić psychicznie na kolejne party: skończyłaś to już? (oczywiście party z Mirriel zdążyłam pochłonąć) ;p


--------------------
voir clair dans le ravissement
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Emily Strange
post 03.01.2005 23:01
Post #53 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 77
Dołączył: 11.03.2004
Skąd: Lublin




Nie skończone ale widzę że Kit wzięła się do roboty i ładnie pisze i się nie obija tongue.gif
A ty Potti bierz z niej przykład i won do pisania tongue.gif


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 04.01.2005 12:08
Post #54 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Czwartek, 15.11.1996

Hermiona wyszła z łazienki i usiadła pod ścianą. Była blada i wyglądała bardzo mizernie.
Zwróciła cały obiad.
Harry usiadł obok niej i mocno ją przytulił. Nie czuł się źle, chyba świadomość tego, że dziewczyna została - tak samo jak on - mocno zraniona, powodował, że mógł ją teraz objąć i nie poczuć mdłości.
- To koniec. Jestem w ciąży.
- Powinnaś się przebadać.
- Tak, jasne. Pójdę do pani Pomfrey i jej powiem: zostałam zgwałcona podczas przesłuchania, czy może mnie pani przebadać i powiedzieć mi czy jestem w ciąży? – Hermiona popatrzyła z niemym wyrzutem na przyjaciela i odsunęła się od niego. Strasznie bolał ją żołądek i kręciło się jej w głowie.
Na śniadanie zjadła tylko jednego tosta i popiła go herbatą. Nic jej nie było aż do obiadu, podczas którego Harry wmusił w nią cały talerz rosołu, a później z własnej woli pochłonęła jeszcze udo z kurczaka i kawałek ciężkostrawnego ciasta z czekoladą. Wiedziała, że nie powinna tyle jeść na niemal pusty żołądek, ale rosół pobudził tylko jej apetyt.

- Chodź, Hermiona. Pójdę z tobą do ambulatorium... Nie patrz tak na mnie, nie powiemy pani Pomfrey, że znowu wymiotowałaś. Powiedz jej, że boli cię brzuch i niech cię przebada, może się po prostu czymś strułaś.
- Jasne, a miesiączka? – popatrzyła na niego nieprzyjaźnie, ale posłusznie wstała i ruszyła za Harrym do skrzydła szpitalnego.

*
Madame Pomfrey wypytała ją dokładnie o to, co jadła cały dzień.
- Nic dziwnego, że boli cię żołądek dziecino. Zjadłaś za dużo na raz...
Hermiona i Harry patrzyli z zaciekawieniem, jak pielęgniarka podchodzi do szafki z eliksirami i wyjmuje małą buteleczkę z jadowicie żółtym płynem.
- Masz, to są krople na pobudzenie apetytu. Zacznij brać od jutra... Dwie kropelki na język na parę minut przed każdym posiłkiem. Jeżeli będziesz czuła głód to oczywiście ich nie zażywaj.
Hermiona kiwnęła pokornie głową i wzięła fiolkę z rąk Pomponii.
- I radzę ci się wyspać, wyglądasz tak, jakbyś nie odpoczywała od kilku dni – pielęgniarka otaksowała dziewczynę uważnym spojrzeniem, pod którym Gryfonka lekko się zarumieniła. To, co powiedziała pani Pomfrey było prawdą. Od niedzieli prawie nie zmrużyła oka. Spała po trzy, cztery godziny, martwiąc się swoją bardzo prawdopodobną ciążą.
Pani Pomfrey ponownie podeszła do gabloty z różnego rodzaju wywarami. Harry przyglądał się zachłannie zróżnicowanym pod względem zawartości i wielkości butelkom, w których przebywały płyny wszelkiej maści i o różnym stopniu płynności. Jedna z butelek zawierała klarowną, jasnoczerwoną ciesz.
Chłopak ostatnio zainteresował się eliksirami. Od niedawna nie czuł się tak zestresowany na zajęciach w lochach, jak kiedyś, i okazało się, że przedmiot prowadzony przez Severusa Snape’a jest bardzo ciekawy, chociaż niezmiernie obszerny i trudny.
„Zaczynam być miłośnikiem eliksirów” – pomyślał z odrobiną ironii, ale także z jakimś wewnętrznym spokojem.
- Proszę, to eliksir na sen bez snów – powiedziała pielęgniarka odwracając się od szafki i wręczając Hermionie kolejną fiolkę. - Musisz przez kilka nocy go używać. Pij jeden porządny łyk przed położeniem się do łóżka.
- Dobrze, pani Pomfrey – powiedziała dziewczyna i zawahała się na chwilę. – Dziękuję – dodała jeszcze i uśmiechnęła się blado.

- No, widzisz? – powiedział Harry z nadzieją po wyjściu z ambulatorium. – Pani Pomfrey powiedziała ci, że cierpisz z przejedzenia.
- Oby to była prawda – sarkastycznie odrzekła Gryfonka i przyspieszyła kroku.
Chciała znaleźć się już u siebie w dormitorium, znowu miała ochotę płakać. Nikt jej nie rozumiał, a Harry najwidoczniej uznał, że jest przewrażliwiona i wydaje się jej jedynie, że będzie miała dziecko.
Ale ona WIEDZIAŁA, że jest w ciąży.

******

Draco wpatrywał się w Mistrza Eliksirów. Czarnooki mężczyzna intensywnie myślał, co zdradzała silnie pogłębioną pionowa zmarszczka na czole.
- Ja, bym poczekał jeszcze kilka dni... Ale należałoby ją przepadać.
- Tylko, że ona za cholerę przebadać się nie da.
- A ty byś się dał ? – Severus wbił swoje bezdenne, czarne oczy w oczy Dracona, który po chwili odwrócił wzrok i lekko się zarumienił.
Mistrz Eliksirów westchnął ciężko.
- Co ja się z wami mam... – pokręcił z irytacją głową i podszedł do szafki pełnej eliksirów leczniczych.
Wyjął fiolkę z granatowym płynem i usiadł przy biurku, by napisać kilka zdań na pergaminie, który starannie zwinął i opieczętował.
Draco czekał w milczeniu przez dobrych pięć minut, przyglądając się spokojnym, opanowanym ruchom nauczyciela. Palce Severusa były długie i zwinne. Chłopaka uderzyła myśl, że w ruchach profesora jest mnóstwo niewymuszonej gracji i elegancji.
- Proszę. Daj to pannie Granger, tylko sam nie czytaj, bo jak się dowiem, a się dowiem... – Severus zawiesił efektownie głos i uniósł brew – ...to wiesz sam, jaki będę wtedy dla ciebie miły. A teraz zmykaj... I wszystkiego najlepszego w dniu urodzin. Jesteś już dorosły.
Draco wyglądał na obruszonego insynuacją, jakoby miał zaglądać do cudzej korespondencji.
- Dziękuję – powiedział lekko naburmuszonym tonem. – Wiesz doskonale, że potrafię być dyskretny.
- No idź już, idź. Jest dosyć późno, a ja jeszcze muszę popracować nad udoskonaleniem Wywaru Mandragorowego.
- Dziękuję jeszcze raz i życzę owocnej pracy – Draco uśmiechnął się blado i wyszedł po cichu z gabinetu Mistrza Eliksirów.
Severus westchnął i usiadł przy biurku.
„Mam nadzieję, że ona nie jest w ciąży” – pomyślał. – „I tak cierpi, po co jej dodatkowy stres?” – schował twarz w dłoniach, westchnął i zamyślił się głęboko. Czuł, że już tego wieczoru nie da rady popracować nad udoskonaleniem składu żadnego eliksiru.

***

Draco doskonale wiedział gdzie powinien szukać Hermiony. Oczywiście w bibliotece.
Był bardzo ciekaw, co Snape napisał w liście do Gryfonki , ale był też zbyt honorowy by odpieczętować go i przeczytać. Doskonale wiedział, że nauczyciel nie rzucił na zwinięty pergamin zaklęcia zabezpieczającego, dając mu tym samym do zrozumienia, że ma do niego pełne zaufanie. Draco za nic nie chciał tego zaufania zdradzić, ani stracić.
Hermiona siedziała nad jakimś tomem dotyczącym transmutacji czasowej ludzi w zwierzęta.
„Przecież to będzie dopiero w przyszłym roku” – pomyślał Malfoy junior. – „No tak, ale panna Granger musi być zawsze do przodu z materiałem.”
- Hermiona... – odezwał się cicho.
Dziewczyna uniosła ciemnokasztanową główkę znad książki i spojrzała na niego z zaciekawieniem i lekkim zniecierpliwieniem. Nie rozmawiali od czasu tamtej wymiany zdań w jego dormitorium, kiedy opatrzyła mu obrażenia z ministerstwa i Draco nie wiedział jak ma poprowadzić dialog.
- Proszę – zaczął ostrożnie – to jest list od Snape’a do ciebie... i dał ci też tą fiolkę. Miałem ci tylko to dostarczyć.
- Dziękuję – odpowiedziała nieco oschle i podejrzliwie.
Do tej pory nie mogła mu wybaczyć, że chciał jej narzucić sposób postępowania.
- Ja przepraszam, że wtedy sugerowałem ci, co masz robić, a czego nie. Przepraszam. - Zrobisz , co zechcesz, a ja to zaakceptuję i ci pomogę, jeśli oczywiście będziesz chciała moją pomoc otrzymać – uśmiechnął się niepewnie.
Ku jego zdziwieniu, Hermiona także odpowiedziała uśmiechem.
- Nie szkodzi, ja zareagowałam trochę za ostro, ale to akurat mi się zdarza ostatnio... zbyt często – Malfoy dostrzegł w jej oczach coś na kształt skruchy i wpatrywał się w nią przez chwilę, lekko oniemiały. To przecież on powinien czuć się winny.
- Eee... – Draco ku swojemu rozdrażnieniu i konsternacji nie wiedział, co odpowiedzieć, i lekko się zarumienił.
„Na pewno wyglądam jak Potter w chwili zaćmienia umysłowego” – pomyślał poirytowany. Hermiona patrzyła jednak na niego bez cienia antypatii.
- Ja już pójdę... Nie zamęcz się tym czytaniem – odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi. Czuł się, przy tym, nieco idiotycznie.
- Do zobaczenia, Draco – usłyszał za sobą cichy głos i odwrócił się, żeby posłać jej uśmiech z serii „wszystko się ułoży”.
„Boże” – pomyślał wbrew temu spokojnemu uśmiechowi. – „Czemu wszystko musi być takie zagmatwane?”

Hermiona otworzyła pergamin i przeczytała równe, czytelne pismo Mistrza Eliksirów. Wywar, który jej dał pozwalał na ustalenie prostego faktu, czy jest w ciąży, czy nie. Był na tyle skuteczny, że już w trzecim dniu ciąży dawał bezbłędny wynik, którego nie należało kwestionować.
Wystarczyło wypić zawartość fiolki i po godzinie – dwóch udać się do łazienki. Hermiona jednak za bardzo bała się prawdy, żeby wypić eliksir. Była przekonana o swojej ciąży, a mimo wszystko obawiała się potwierdzenia własnych przypuszczeń w rzeczywistości.
Już i tak przeraziły ją dwa momenty w których wymiotowała.
„Wypiję jutro” – pomyślała z lękiem, wmawiając sobie, że nie motywuje ją do tego czysty strach, a zwykłe zmęczenie i chęć skupienia się na nauce.
Po kwadransie musiała opuścić bibliotekę, bo nie mogła się skupić na dalszym czytaniu.

Zasypiała z myślą o flakoniku, który bezpiecznie spoczywał pod jej poduszką.
Kolejnego dnia miał potwierdzić jaj największe obawy, a właściwie to, czego była pewna.
W piątek okazało się jednak, że picie eliksiru od Snape’a było zupełnie niepotrzebne.

***
******


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raistlin
post 04.01.2005 14:57
Post #55 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 57
Dołączył: 11.12.2004
Skąd: Krynn




No jak to tak zakończyc w taki momencie?? Jestem zły na ciebie za coś takiego mad.gif Mam nadzieje że jeszcze dzisiaj dostaniemy następna część bo inaczej...

Ps: do jasnej ch****y co znaczy to "kose spojrzenie"?? wytłumaczcie mi.


--------------------
DragonLance Forum

"Kto wcześnie się z łóżka zbiera,
ten wcześnie umiera."
Rincewind
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 04.01.2005 17:11
Post #56 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Raistlinie drogi: kose spojrzenie oznacza spojrzenie nieufne, nieprzyjemne, pełne niechęci. Mówi się czasem też "patrzeć na kogoś bykiem."
Tak przy okzji wyjaśnie jeszcze inny termin, o który ktoś mnie kiedyś pytał:
"Sardoniczny uśmiech" - uśmiech pełen wyższości, ironiczny albo lekko pogardliwy.
Jakbyście mieli jeszcze jakieś pytania to piszcie.


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raistlin
post 04.01.2005 20:40
Post #57 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 57
Dołączył: 11.12.2004
Skąd: Krynn




A mamy pytania mamy: kiedy następny part?? smile.gif

No i dzięki ci Kit, że mi to wytłumaczyłaś bo wogóle nie wiedziałem co to znaczy smile.gif

Pozdrowienia i życze weny na nie napisane jeszcze party.



--------------------
DragonLance Forum

"Kto wcześnie się z łóżka zbiera,
ten wcześnie umiera."
Rincewind
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Cat
post 05.01.2005 11:09
Post #58 

Unregistered









QUOTE
Mówi się czasem też "patrzeć na kogoś bykiem."

Patrzeć wilkiem.
LUB
Patrzeć jak spod byka.
Dziękuję za uwagę.
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 05.01.2005 15:24
Post #59 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Patrzeć wilkiem, patrzeć jak spod byka, jak najbardziej droga Cat, ale patrzeć bykiemtożie:]

Raistlin, co ty taki nieuświadomiony?!
Bez skojarzeń proszę.

Kit w baaaaaardzo dobrym chumorku:]

PS: PART - grube płótno konopne lub lniane; taśma pleciona ze szpagatu, używana na szleje i inne wyroby rymarskie.
Part (muz.) - termin oznaczający część utworu śpiewaną przez danego śpiewaka, np. w operze lub musicalu.
Part (reg. kaszubskie) - część połowu przypadająca na każdego z rybaków.
Podane za Słownikiem języka polskiego, pod redakcją Witolda Doroszewskiego.
Proponuję używanie słowa "część", "odcinek", itp...
Ktoś już gdzieś na ten temat pisał, między innymi Toroy, ja tylko przypominam.


Piątek, 16.11.1996

Harry’ego obudziły silne mdłości. Znowu miał koszmarny sen, w którym Nott używał żelaznego haka.
Zamknął oczy i zaczął głęboko oddychać, starając się odsunąć od siebie myśli dotyczące pobytu w sali tortur „nobliwego obywatela” społeczności brytyjskich czarodziejów.
Harry niepewnie przejechał palcami po bliźnie na prawym boku. Skrzywił się lekko czując pod palcami delikatne wybrzuszenie. Zagryzł dolną wargę i spróbował przesunąć opuszkami palców po bliźnie jeszcze raz, bez obezwładniającego uczucia obrzydzenia.
„To moje ciało” – powtarzał sobie w duchu, błądząc palcami po „uroczej” pamiątce. Blizna była ledwie wyczuwalna i bardzo blada. Chłopak dowiedział się, że może całkowicie się jej pozbyć, zwłaszcza jeżeli jeszcze troszeczkę urośnie. Rana po haku była jednak na tyle głęboka, że nie dała się zaleczyć całkowicie żadnymi eliksirami, ani medycznymi zaklęciami, dlatego musiał męczyć się ze szramą, która przypominała mu najgorszy okres w życiu.
„Nie chcę być emocjonalnym kaleką” – pomyślał z żalem, zdając sobie sprawę, że teraz musi ciężko nad sobą pracować by odzyskać równowagę psychiczną i wiedział, że przede wszystkim musi CHCIEĆ pogodzić się z tym, co go spotkało, i chcieć żyć dalej jak normalny człowiek. Musi bardzo chcieć.
Na początku zbytnio mu na tym nie zależało, ale od momentu spotkania z Blaise w bibliotece zaczął naprawdę zastanawiać się nad sensem życia, zaczął pragnąć normalności.
Może dlatego, że Zabini nie patrzyła na niego jak na poszkodowanego, na ofiarę, ale jak na człowieka.
Harry westchnął głęboko. Było jeszcze ciemno, więc zacisnął mocno powieki i spróbował zasnąć ponownie.

******
Hermiona obudziła się o siódmej. Czuła się podle bolała ją głowa, bolał ją brzuch, miała stan podgorączkowy.
„Chyba jestem chora” – pomyślała i po omacku udała się do łazienki.
Dziesięć minut później siedziała na łóżku i łkała z ulgi jak mała dziewczynka.
- Nie jestem w ciąży - szeptała sama do siebie. – Nie jestem...

******
Harry patrzył z zaciekawieniem na swoją przyjaciółkę. Hermiona mężnie zmuszała się do zjedzenia drugiej kanapki. Była blada i co chwilę lekko się krzywiła, jakby coś ją bolało, ale nie wyglądała na nieszczęśliwą.
- Herm nie wyglądasz najlepiej – powiedział cicho. - Nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku – odrzekła i uśmiechnęła się lekko.
- Na pewno? – zmarszczył brwi i popatrzył prosto w jej ciemne oczy.
- Właśnie, bo jesteś taka blada – włączył się do rozmowy Ron.
- Och, wszystko w porządku. Bardzo boli mnie brzuch i trochę mnie mdli, ale czuję się świetnie - oznajmiła uśmiechając się jeszcze szerzej.
Harry z Ronem wymienili zaciekawione spojrzenia.
- Weź i mnie oświeć – cicho powiedział Ronald Weasley. – Albo mi się wydaje, albo jesteś zadowolona z tego, że masz mdłości i boli cię brzuch.
- Powiedzmy, że mi z tym dobrze i mi to nie przeszkadza, chociaż jest dokuczliwe – odrzekła i ugryzła następny kęs kanapki.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet – skomentował Harry.
Hermiona w odpowiedzi puściła mu perskie oko, a zielonooki jedynie wzruszył ramionami.
Ron natomiast pałaszował jajecznicę, zastanawiając się jednocześnie jak można czuć się szczęśliwym z powodów bólu brzucha i mdłości.

Hermiona nie przejmowała się zaciekawionymi spojrzeniami przyjaciół, uśmiechała się tylko pod nosem, a gdy skończyła śniadanie, udała się szybko do pani Pomfrey po eliksir przeciwbólowy.
Nie cierpiała miesiączki, ale tym razem była po prostu wniebowzięta faktem, że znienawidzony zwykle okres, w końcu raczył się pojawić.

******
- Cześć, co robisz? – słodki jak miód, kobiecy głos wyrwał Dracona z zamyślenia.
Zbliżała się pora kolacji, a chłopak ślęczał nad zadaniem domowym na przyszły tydzień, bo był to jeden z tak zwanych kolosów.
- Piszę wypracowanie o Eliksirach Medycznych stosowanych w piątym wieku przed naszą erą na terenie Azji – odrzekł spokojnie, patrząc w bardzo ciemne, niemal czarne, oczy filigranowej brunetki.
Nie była to do końca prawda. Starał się oczywiście skupić i napisać to cholerne wypracowanie dla Snape’a, ale nie bardzo mu wychodziło, bo myślał o Granger i jej domniemanej ciąży...
- Aha, fajny temat – dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła obok niego, wyrywając Malfoya z ponownej sesji zamyślenia. – Obszerny, ciekawy i zaskakujący. Pomóc ci?
- Słuchaj Chang, ja naprawdę świetnie sobie radzę – mimo lekkiej irytacji i roztargnienia, starał się być uprzejmy i grzeczny. Uśmiechnął się lekko i popatrzył Cho prosto w oczy.
- Jak wolisz... Wiesz zaimponowałeś mi wtedy, kiedy ochrzaniłeś Parkinson za zachowanie wobec Hermiony – oznajmiła jeszcze słodszym niż na początku głosem.
- Za to ty mi nie zaimponowałaś brakiem reakcji – odrzekł chłodno.
Irytowała go. Niemal wszyscy faceci w szkole oglądali się za nią i marzyli by się z nimi umówiła. Niemal, gdyż Dracona ta cukierkowa, śliczna jak z obrazka dziewczyna, po prostu irytowała. Teraz zaczynała go na dodatek bardzo denerwować.
Sam nie potrafił wyjaśnić braku jakiejkolwiek sympatii wobec niej. Po prostu jej nie lubił od początku, a ostatnio stwierdził, że nie lubi jej jeszcze bardziej.
- Nie musisz być taki oschły i niemiły – oświadczyła niezrażona, patrząc mu, nieomal wyzywająco, w oczy.
- Ja po prostu taki jestem, Chang. Jestem, bo chcę taki być. Zastanawiam się jak przeszło ci przez gardło imię Grangerówny. Niemal cała szkoła wie, że jej nie lubisz, Chang – Draco starał się nie być zbyt lodowaty w obejściu, ale za bardzo mu nie wyszło. Od jego spojrzenia mógłby zatrząść się nawet miś polarny, tylko niestety, nie Cho.
- Och, może i na początku jej nie lubiłam. Teraz jest mi całkowicie obojętna. Wiesz, kiedyś spotykałam się z Harrym i głupio pomyślałam, że ona może mu się podobać... A przecież ona jest tak mało atrakcyjna i taka z niej kujonica, że to chyba raczej niemożliwe... Ewentualnie mógłby się nią zainteresować jakiś ślepy i przygłuchy kretyn, nie sądzisz? – uśmiech dziewczyny był jadowicie słodki.
- Chang, to co ja sądzę, to moja prywatna sprawa – grzecznie oznajmił Draco, chociaż gdzieś w głębi duszy miał ochotę strzelić ją w tą śliczna buźkę i sprawić, że przestanie się bezczelnie uśmiechać.
- Jaki niemiły, pewny siebie i zimny... Cały Draco Malfoy – oświadczyła. – Podobasz mi się, wiesz?
Draco miał ochotę wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymał. Był wściekły i rozbawiony jednocześnie. Prawie każdy facet na jego miejscu posikałby się ze szczęścia. Nawet bohaterski Potter przeszedł przez fazę fascynacji Cho Chang. Czasami Draco zastanawiał się czy aby wszystko z nim w porządku, skoro nie leci na „najgorętszą laskę w szkole”. Nigdy jednak nie zastanawiał się nad tym głębiej, ani zbytnio się tym nie przejmował. Tłumaczył sobie, że Cho Chang nie jest w jego typie, ale jego antypatia musiała mieć jakieś głębsze podłoże, które nie do końca sam rozumiał. Ta dziewczyna wyzwalała w nim negatywną energię i go drażniła.
- Cały Draco Malfoy – powtórzył chłodnym, obojętnym tonem, kiedy już stłumił w sobie dziką wesołość. – A co ty o mnie wiesz, Chang? – uśmiechnął się ironicznie. – Jedyne co wiesz, to jak zaliczyć kolejnego faceta Dlaczego nie zwrócisz uwagi na kogoś, kto się tobą interesuje, albo się za tobą ugania? Sam znam paru takich. Dlaczego podoba ci się ktoś, kto jest zimny, pewny siebie i przy tym niemiły, co? – zadrwił.
- Bo to jest dużo bardziej ekscytujące – odrzekła i położyła dłoń na jego kolanie.
Draco uśmiechnął się do niej, a jego uśmiech był fałszywie słodki i zimny.
- Wybacz Chang, ale mnie osobiście to nie ekscytuje – delikatnie, acz stanowczo zsunął dłoń dziewczyny ze swojego kolana.
- A to dlaczego? – spytała Cho. Mimo, że wyglądała na niezadowoloną, nadal była arogancka i pewna swoich możliwości, co tylko rozdrażniło go bardziej. Zamknął z trzaskiem książkę, z której korzystał i przepraszająco popatrzył na poirytowaną pannę Pince. Teraz na pewno nie byłby w stanie napisać nic sensownego.
- Może to dziwne jak na kogoś, kto jest z Domu Węża – oznajmił lodowatym tonem – ale generalnie, żmijami się nie interesuje, chyba że z punktu widzenia zastosowania ich jako składników do eliksirów. – Nie chciał być przykry, ani złośliwy, Bóg mu świadkiem, że się starał. Musiał jednak powiedzieć coś, bo inaczej strzeliłby Chang po twarzy, a to raczej nie było kulturalne zachowanie. Jej zdziwiona, niemal zaszokowana mina, jedynie go rozbawiła. Nie byłby sobą gdyby wstając od stołu nie dodał:
- Tobie też nie radziłbym się interesować tak nietypowymi osobnikami jak ja – uśmiechnął się z jeszcze większą dozą słodyczy i zmrużył oczy. – Wiesz, przykro mi to mówić Chang, ale jako przygłuchy i ślepy kretyn, nie jestem wart twojej drogocennej ekscytacji. Do zobaczenia. – Malfoy odwrócił się na pięcie i wymaszerował z biblioteki. Od bardzo dawna nie czuł się tak zadowolony z siebie.

Cho Chang nie mogła uwierzyć, że jakiś mężczyzna raczył jej dać kosza. Była jednak na tyle inteligentna, żeby odpuścić sobie przygłuchego i ślepego kretyna, Draco Malfoya, nawet jeżeli miał mnóstwo galeonów na koncie i był przystojny. Zdawała sobie sprawę, że dla niej jest całkowicie nieosiągalny.

******
Blaise uśmiechnęła się przyjaźnie i usiadła obok orzechowookiej Gryfonki. Było późno, ale z biblioteki jeszcze można było korzystać.
- Cześć – powiedziała nieśmiało. – Piszesz wypracowanie z Transmutacji?
- Tak – Hermiona uśmiechnęła się w odpowiedzi. Zawsze uważała, że Zabini nie do końca pasuje do Slytherinu. Cicha, spokojna, nigdy nie wyzywała dzieci pochodzenia mugolskiego od szlam. Nie przesiadywała w bibliotece tak często jak Hermiona, ale miała bardzo dobre oceny.
- Dobrze się czujesz? – spytała ostrożnie Ślizgonka Wydawało się jej, że pomimo bladości i podkrążonych oczy, Gryfonka jest spokojniejsza niż zwykle i nie wygląda już tak, jakby w każdej chwili mogła się rozpłakać. – Wyglądasz jakoś tak... lepiej niż przez kilka ostatnich dni – posłała jej przy tych słowach przepraszający uśmiech.
„Ale się popisałam taktem” – pomyślała od razu z lekkim przekąsem.
- A od kiedy się interesujesz moim losem? – spytała po chwili ciszy Hermiona. W jej głosie nie było ani odrobiny sarkazmu, raczej niedowierzenie i lekkie zaciekawienie. Blaise nigdy z nią nie rozmawiała; może poza kilkoma razami w bibliotece na temat wypracowań dla Snape’a, ale były to rozmowy lakoniczne i dotyczyły jedynie zajęć, a teraz temat schodził na rejony życia osobistego.
- No, po prostu... Może to głupio wyszło. Ale ostatnio byłaś taka mizerna, przygaszona i wyglądałaś na zdesperowaną. Już dawno zbierałam się na odwagę, żeby z tobą pogadać, a że dziś wyglądasz na nieco mniej przybitą niż zwykle... – odetchnęła głębiej i przełknęła ślinę - ...W końcu zebrałam się w sobie i postanowiłam cię zagadnąć. – Blaise ponownie przełknęła nerwowo ślinę, obawiając się słusznej złości i irytacji ze strony Granger. W końcu nie miała prawa interesować się jej samopoczuciem.
– Nie gniewaj się, ja tylko... po prostu chciałam wiedzieć... Oczywiście zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała ze mną rozmawiać.
- W porządku. Miałam mały kryzys, ale powoli wracam do siebie – Gryfonka popatrzyła uspokajająco na Zabini. – To bardzo osobiste i więcej ci nie mogę powiedzieć, ale dziękuję za troskę.
Twarz Blaise rozpogodziła się nieco i nerwy prawie całkowicie z niej opadły.
- Ja po prostu uważam, że jesteś w porządku – oświadczyła. – Inaczej taki wartościowy chłopak jak Harry by się z tobą nie przyjaźnił – wypaliła z rozpędu.
Hermiona zmrużyła lekko oczy i popatrzyła na Ślizgonkę z półuśmiechem.
„Cholera” – pomyślała Blaise.
- Znaczy, chciałam powiedzieć, że on też jest... no, w porządku – Zabini zarumieniła się mocno i odwróciła wzrok. – No i w ogóle, i pewnie ten cały Weasley też jest okey, skoro się z wami zadaje.
Hermiona wpatrywała się w Blaise z zaciekawieniem i z coraz bardziej rosnącą sympatią.
- Przestań, Zabini – oświadczyła w końcu. – Przecież to, że Harry ci się spodobał, to nic strasznego. Nie musisz się tłumaczyć... I owszem, to wartościowy chłopak, tylko teraz trochę ciężko się do niego w jakikolwiek sposób zbliżyć, bo zbyt wiele przeszedł. Sama coś o tym wiem.
- Na pewno – Blais wbiła w Hermionę zatroskany wzrok. – Słuchaj... – zaczęła bardzo niepewnie i oblizała nerwowo wargi. – Ja nie chcę być wścibska, ale domyślam się, że na przesłuchaniu w ministerstwie zaszło coś okropnego – Zabini zauważyła jak Gryfonka blednie i jak mocno zaciska dłoń na gęsim piórze. – Draco nie chce mi o tym nic powiedzieć, chociaż ostatnio się prawie zaprzyjaźniliśmy...
- Przestań – syknęła Granger. – Nie mów ani słowa więcej. Nie chcę o tym nawet myśleć – Hermiona spojrzała z bólem i irytacją na Blaise.
- Okey, ja tylko... Przepraszam, nie chciałam się urazić, ani sprawić ci przykrości, Hermiono – Zabini wyglądała jak ucieleśnienie szczerej skruchy.
- W porządku, po prostu o tym nie wspominaj, dobrze? – Gryfonka wyglądała na bliską załamania nerwowego.
- Oczywiście, to na pewno przykre dla ciebie i dla niego. Jestem idiotką, jeszcze raz przepraszam. – Blaise zarumieniła się mocniej niż kilka chwil wcześniej i poczuła pod powiekami piekące łzy. Nie chciała być namolna, a jednak okazała się właśnie taka. Gruboskórna i małostkowa.
- Nie zrobiłaś nic złego. Wiem, że nie powiedziałaś tego ze zwykłej chorej ciekawości... Po prostu nie potrafię o tym rozmawiać i nie wiem czy kiedykolwiek będę mogła... – gorycz w słowach Hermiony zasmuciła i przestraszyła Blaise.
- Rozumiem i jeszcze raz przepraszam... Cieszę się, że czujesz się trochę lepiej – Zabini posłała Hermionie niepewny uśmiech
- Dziękuję – Hermiona popatrzyła na swoją nową koleżankę z zainteresowaniem. – Wiem, że jesteś szczera i masz dobre intencje.
Zabini skinęła tylko głową.
- Ty też jesteś w porządku, Blaise – oświadczyła Hermiona. Jej orzechowe oczy patrzyły łagodnie i ciepło, i Ślizgonka odetchnęła z ulgą.
- Dzięki, Herm... Eee... chyba mogę do ciebie tak mówić? – Blaise patrzyła niepewnie na Grangerównę.
- Możesz Blaise, oczywiście...
- Pozwolisz, że skorzystam z tej cudownej Księgi transmutacji przez wieki? Jest tylko jeden egzemplarz – Zabini uśmiechnęła się. Tym razem bardzo szczerze i bardzo szeroko.
- Nie krępuj się – Hermiona zamoczyła swoje pióro w inkauście i wróciła do skrobania na pergaminie.
- Dzięki serdeczne – Blaise rozłożyła pergamin i zabrała się za wykańczanie swojego obszernego wypracowania dla McGonagall.

******
Hermiona wykąpała się w ogromnej wannie Prefektów, Długi, powolny masaż jakuzzi bardzo jej pomógł a zapach olejku z drzewa sandałowego ukoił jej roztrzęsione nerwy, które przez ostatnie dni miała napięte do granic możliwości.

- Pani Prefekt Gryffindoru – usłyszała Hermiona po wyjściu z łazienki kobiecy głos. Słodki i łagodny głos. – Witam koleżankę po fachu.
Granger spojrzała w ciemne, duże oczy Chang. Krukonka taksowała ją oceniającym wzrokiem i dziewczyna poczuła się nieswojo pod jej spojrzeniem.
Cho musiała z niechęcią przyznać przed samą sobą, że Pierwsza Kujonka Hogwartu ma zgrabną figurę i całkiem ładną buzię. Jej atutem były gęste, poskręcane, kasztanowe loki i duże orzechowe, ostatnio wypełnione melancholią, oczy. Zgrabne biodra i pełne, chociaż nie za bardzo obfite piersi, podkreślał obcisły bawełniany podkoszulek i skromne, zabudowane figi w białym kolorze. Hermiona narzucała właśnie bordowy szlafrok na ramiona
- Cześć, Cho – odpowiedziała z rezerwą. Chang miała przewieszoną przez ramię czarną, mocno prześwitującą koszulkę i kusy szlafroczek o tym samym kolorze. – Życzę miłej kąpieli – panna Granger nie wykazywała ochoty do konwersacji, co wcale nie zraziło panny Chang.
- Masz ostatnio powodzenie – powiedziała niewinnym tonem Prefekt Ravenclawu. Zbyt niewinnym i zbyt cichym.
- Słucham? – Hermiona spojrzała na „koleżankę po fachu” z jawnym zdziwieniem, niemal szokiem w orzechowych oczach i zamrugała, zaskoczona, powiekami.
- No, podobasz się chłopakom. Fajnym chłopakom – powiedziała słodko się uśmiechając i w taki sposób jakby tłumaczyła coś małemu dziecku.
- Wiem, co to znaczy mieć powodzenie. Nie wiem tylko, o co ci chodzi – ostrożnie i bardzo chłodno oświadczyła Hermiona, nieufnie patrząc na Cho.
- I jaka skromna – słodycz w głosie Chang mogłaby przyprawić o mdłości i przyprawiła o mdłości pannę Granger. Hermiona czuła, że Cho chce jej powiedzieć coś, co wcale nie będzie miłe, mimo że udawała przyjaźnie nastawioną.
- Na przykład... taki Draco Malfoy – Krukonka skromnie spuściła wzrok i mówiła na pozór obojętnym tonem. Hermionę przeszły zimne dreszcze. Instynkt samozachowawczy podpowiadał jej, żeby uciąć tą bezsensowną rozmowę i iść spać, ale oczywiście nie posłuchała ani instynktu, ani głosu rozsądku.
– Wiesz, co powiedział? – ciągnęła Chang niewinnie. - Właściwie to komplement z ust tak ustawionego i tak przystojnego faceta... chociaż niezbyt subtelny, ale wiesz jacy są mężczyźni... – nieznacznie się skrzywiła i przewróciła oczami. - Gadał z jakimś Ślizgonem z siódmej klasy i niechcący usłyszałam...
Coś w Hermionie krzyczało głośno, żeby nie słuchała głupot, które wygaduje Chang, ale jej ciekawość i ta przejmująca nieufność do mężczyzn, którą ostatnio nabyła, kazały jej stać i słuchać.
- Ale może nie chcesz tego wiedzieć... W końcu mężczyźni są dosyć gruboskórni – w głosie Krukonki zabrzmiała fałszywa troska.
Hermiona milczała i Cho uznała to za przyzwolenie. Jej uśmiech stał się słodszy od miodu. Podeszła do drzwi łazienki i otworzyła je na oścież. Jeszcze raz otaksowała obojętnym wzrokiem Hermionę.
- Chociaż w sumie... taka dziewczyna jak ty powinna cieszyć się z tego, co powiedział o niej pierwszy łamacz serc niewieścich w tej budzie - powiedziała niezwykle cicho. - Według Malfoya Granger... – Chang zawiesiła efektownie swoją wypowiedź – ...jesteś do przerżnięcia....
cichy i słodki ton głosu Cho wyrył się w świadomości Hermiony jak ślad po ostrym skalpelu. Krukonka odwróciła się i weszła do łazienki z triumfalnym uśmiechem na ustach.

Hermionie cała krew odpłynęła z twarzy. Zrobiła się blada jak płótno i musiała mocno oprzeć się o zimną ścianę, do której przytknęła po chwili rozpalone czoło.
„To niemożliwe, on by tak nie powiedział” – myślała w gorączce, a po jej policzkach płynęły gorące łzy.
Ale przecież wszyscy oni są tacy sami, są jak dzikie zwierzęta – odezwał się w jej głowie znienawidzony, demoniczny i fałszywie miły głos.
Odetchnęła głęboko kilka razy i ruszyła na ugiętych nogach do Wieży Gryffindoru.
Nie pamiętała jak doszła do siebie, szła po omacku, bo drogę powrotną przysłaniały jej łzy. Rzuciła się na łóżko i wybuchła niepohamowanym, cichym i pełnym goryczy szlochem.

******
Draco czuł się wyprowadzony z równowagi przez Cho Chang. Nigdy wcześniej nie myślał, że ta dziewczyna mogłaby zwrócić uwagę na kogokolwiek ze Slytherinu. Zazwyczaj gdy mijała go na korytarzu miała minę pełną wyższości i pogardy, a on odwdzięczał się jej tym samym z niewymuszonym i naturalnym wdziękiem Ślizgona. Dopiero od momentu, gdy zachował się w sposób nietypowy, Cho rzeczywiście zaczęła na niego inaczej patrzeć, ale Malfoy junior był zbyt zaabsorbowany własnymi problemami, aby to zauważyć.
Ciepła woda lejąca się strumieniem na jego nagie ciało wydawała mu się niedostatecznie gorąca, więc ją podkręcił.
Teraz miał wyrzuty sumienia, że potraktował Krukonkę zbyt ostro, ale gdy tylko przypomniało mu się, w jaki sposób Chang wyraziła się na temat Hermiony, całe poczucie winy wzięło w łeb i chłopak zaklął cicho pod nosem.
Właśnie, Hermiona...
Od poprzedniego dnia kiedy zamienił z nią kilka zdań, dając jej eliksir od Snape’a, w ogóle z nią nie rozmawiał. Dzisiaj wydawała mu się spokojniejsza i kilka razy chciał ją zagadnąć, ale przez cały dzień był zabiegany i ciągle coś załatwiał. Ostatnio cały czas był rozkojarzony i zalatany do tego stopnia, że zapomniał nawet o swoich siedemnastych urodzinach.
„Jestem dorosły” – pomyślał z przekąsem i znowu puścił nieco gorętszą wodę.
Tak naprawdę to nikt nie pamiętał o jego urodzinach poza Millicentą i Blaise, które złożyły mu wieczorem ciche życzenia i poza matką, której list z życzeniami dotarł dopiero w piątek rano wraz z prezentem. Jak zwykle był to piękny i gustowny podarunek. Tym razem Draco dostał od Narcyzy szmaragdowy golf z wełny lequera. Zwierzątka te pokryte były miękką i ciepłą białą wełenką, która miała właściwości antyalergiczne. Były małe, ruchliwe, a gdy się je ogoliło, na nowo porastały gęstym puchem w ciągu jednej doby. Zostały wyhodowane przez mago-hodowców i swetry wyprodukowane z ich wełny robiły furorę na czarodziejskim rynku... Tak, Narcyza Malfoy zawsze odznaczała się niezwykle dobrym gustem.
Draco westchnął ponownie. Martwił się o matkę, martwił się o ojca, martwił się o Grangerównę. Martwił się o mnóstwo rzeczy.
Doszedł szybko do wniosku, że musi porozmawiać z Hermioną i jeszcze raz przeprosić ją, że sugerował, a nawet narzucał jej rozwiązanie, w przypadku gdyby okazało się, że jest w ciąży...

Zakręcił wodę, wytarł ciało białym ręcznikiem frotte, przetarł zaparowaną taflę szkła nad umywalką i spojrzał w lustro.
„Boże....” – pomyślał. Schudł i zrobił się znowu blady; opalenizna, której się dorobił latem w końcu zaczęła schodzić.
- Stary, weź się za siebie – oznajmiło mu odbicie kręcąc z politowaniem głową.
Draco nie uznał za stosowne odpowiadać nic na tę oczywistą prawdę, wzruszył jedynie ramionami i zabrał się za szorowanie zębów...

******
Severus Snape pracował w swoim uroczym osobistym laboratorium, do którego nikt poza nim ( i Dumbledore’em) nie miał wstępu. A to nad czym pracował obecnie, było bardzo skomplikowanym i delikatnym dziełem. Opracowywał najskuteczniejszy jak dotąd eliksir na gojenie ran. Miał mieć bardzo silne i szybkie działanie ze względu na rzadki składnik dostarczony przez... Charliego Weasleya.
Severus uśmiechnął się pod nosem. Tak, miał doskonałe układy z rudowłosym znawcą smoków, który dostarczał mu zarówno jadu, kłów, jak i krwi tych niebezpiecznych i fascynujących stworzeń. I właśnie do tego eliksiru Charli dostarczył mistrzowi w dziedzinie warzenia chwały i usidlania zmysłów, krew bardzo rzadkiego smoka, Lewiatana Słowackiego .
Weasley omal nie zapłacił za zdobycie tego rzadkiego i drogocennego płynu, własnym zgonem. Wyszedł jednak z akcji z niegroźnym dla życia draśnięciem pazurów Lewiatana, które przeorały mu klatkę piersiową i cudem uniknął o stokroć bardziej niebezpiecznych kłów smoka nasączonych śmiertelnym jadem, wykorzystywanym w śladowych ilościach do eliksirów o działaniu usypiającym, halucynogennym oraz w niektórych antidotach.
Charli Weasley zdobył krew i udał się na szybką rekonwalescencję do specjalistycznego punktu dla dragonów, jak sami siebie nazywali miłośnicy skrzydlatych bestii.
Lewiatan poczuł się urażony i zawstydzony faktem, że grupce marnych ludzików udało się go przechytrzyć i zdobyć nieco (jedną kwartę) jego cennej krwi. Resztę dnia przespał w swojej ogromnej klatce, bijąc przez sen ogonem w bezsilnej irytacji i frustracji. Gdyby to piękne, umaszczone na tak intensywną , że aż wpadającą w granat, czerń, stworzenie wiedziało jak jego krew jest cenna, zapewne poczułoby się dumne. Takiej świadomości Lewiatan jednak nie posiadał, więc pozostało mu tylko przełknąć mężnie porażkę w samotności.

Teraz Snape trzymał w dłoni cenne sześć uncji, które było mu potrzebne do wywaru opracowywanego przez Mistrza Eliksirów Hogwartu od ponad roku. Skład i sposób przyrządzenia określił dokładnie już trzy miesiące wcześniej. Eliksir zawierał między innymi sproszkowaną mandragorę i jad rzadkiego węża australijskiego (magicznego zresztą) Sperratona. Krew Lewiatana Słowackiego należało dodać na sam koniec i właśnie teraz, pochylony nad kociołkiem Severus, dokonywał tego z pełnym samozadowolenia uśmiechem.
Zamknął oczy i policzył do trzech. Powoli wlał połowę krwi, czyli trzy uncje i zamieszał zawartość kociołka sześć razy z godnie z kierunkiem ruchu wskazówek zegara, a po chwili dodał resztę płynu o ciemno-bordowej barwie i zamieszał trzynaście razy w stronę odwrotną.
Odsunął się na bezpieczną odległość, modląc się o powodzenie misji i przyglądał się podejrzliwie płynowi buzującemu teraz i dymiącemu na potęgę.
„Nie wybuchnij!” – powtarzał w duchu czarnowłosy. – „Nie wybuchnij, bo cię rozwalę!”
Zapach specyfiku był dziwny, nieco mdlący i słodki, ale nie duszący. Severus wyciągnął szyję, żeby lepiej widzieć zmiany zachodzące w eliksirze. Zabulgotało, zadymiło mocniej i para opadła z cichym sykiem do kociołka.
Mistrz podszedł bliżej i nachylił się nad swym dziełem.
Płyn miał piękną, przejrzyście bursztynową barwę i Severus uśmiechnął się niemal radośnie.
- Jestem genialny – powiedział na głos, z wrodzoną sobie skromnością i pokorą. – Teraz tylko mały test...
Severus nalał do małej fiolki próbkę nowo wyprodukowanego, dla potrzeb świata czarodziejów, wywaru i przyjrzał się jej uważnie. Barwa i konsystencja były idealnie zgodne z jego wyliczeniami.
Wziął przygotowany wcześniej ostry nóż myśliwski, który zawsze nosił pod szatą na wszelką okazję (na przykład mogło zdarzyć się, że jakiś Gryfon, chociażby Potter, wkurzy go do tego stopnia, że Severus będzie musiał go wykończyć, żeby nie psuć sobie zdrowia i nerwów) i zrobił spore, dosyć głębokie nacięcie na lewym przedramieniu, tuż pod Mrocznym Znakiem.
Mężczyzna syknął z bólu, poczekał chwilę i wylał na ranę troszkę eliksiru. Zaszczypało potężnie i Snape musiał zacisnąć zęby, żeby nie krzyczeć. Przez kilka sekund, dłużących się jak godziny, wydawało się, że eliksir nie zadziała, aż nagle krew zaczęła płynąć mniej obficie, a szerokie nacięcie zaczęło się szybko zabliźniać. Po minucie Severus patrzył zaszokowany i zafascynowany na cienką, różową i świeżutką bliznę. Musiał przyznać, że efekt zaskoczył nawet jego samego.
Zagwizdał i ze złośliwym uśmiechem wyobraził sobie minę i klątwy Charliego Weasleya, jakie zacznie rzucać młody miłośnik smoków, kiedy otrzyma list od mistrza eliksirów z prośbą o całą kwartę krwi Lewiatana Słowackiego.

******
Hermiona nie mogła zasnąć. Nie wierzyła w to, co powiedziała jej z taką satysfakcją na ślicznej umalowanej subtelnie twarzy, Cho Chang. Ale przecież Krukonka nie miała żadnych podstaw do tego, żeby kłamać. Nie lubiła Ślizgonów, wszyscy o tym wiedzieli, nie lubiła także Hermiony, ale jej kłamstwo i tak nie miałoby większego sensu.
Poza tym część psychiki panny Granger bardzo starała się ją przekonać, że Malfoy to taka sama świnia jak każdy inny samiec.
Z jednej strony czuła, że nie może tak być, Draco nigdy nie powiedziałby nic takiego, z drugiej jej zraniona dusza skłaniała się ku daniu wiary w tą niedorzeczną informację. Przecież wszyscy mężczyźni są tacy sami....
„Ale on nigdy nie zachował się wobec mnie w taki sposób....” – pomyślała. – „Nie od chwili, kiedy razem ze mną i Harrym przeszedł przez piekło przesłuchań. To niemożliwe.”
Czyżby? – odezwał się w jej głowie cichy, jadowity głosik. – Aż taka naiwna jesteś, Granger? Przecież to Ślizgon. Co by nie zrobił, pozostanie Draco Malfoyem, a Malfoyowie nigdy nie byli święci. Skąd wiesz jak chłopcy, nawet ci najbardziej mili, nieśmiali i pozornie uczciwi rozmawiają między sobą o dziewczynach?
Hermiona zatkała uszy, ale nie mogła uciszyć tego wrednego, wbijającego się w jej umysł jak nóż w masło, szeptu. Zacisnęła powieki i skuliła się pod kołdrą. Poczuła kolejną porcję łez goryczy, żalu i nienawiści na policzkach.
Świadomość, że ktoś, kto okazał się wobec niej dobry, delikatny i taktowny mógłby być podłym, dwulicowym człowiekiem bolała jak nigdy nic wcześniej. Ktoś, komu zaufała i kogo zaczęła traktować jak prawdziwego przyjaciela, okazywał się być nic niewartym sukinsynem, który wcale nie zmienił się na lepsze.
„Ale przecież wiem, że się zmienił. Wiem, bo widzę, słyszę i czuję w głębi serca, że jest inny. Dlaczego? Dlaczego świat jest taki podły?” – myślała przełykając łzy i starając się nie krzyczeć z bezsilnej złości i rozpaczy.
Ból, który czuła gdzieś w okolicy serca był tak silny, że zacisnęła zęby na własnej dłoni zwiniętej w pięść, po to żeby zagłuszyć wewnętrzne cierpienie, które stawało się nie do zniesienia.
I chociaż powtarzała sobie, że to nie może być prawda, ta część jej, która postrzegała wszystkich mężczyzn jako złych, okazała się zbyt silna, żeby mógł zwyciężyć głos rozsądku... Kiedy udało się jej w końcu zasnąć, była wyczerpana rozpaczą, nienawiścią i bezsilnym płaczem.

***
******


Ten post był edytowany przez Kitiara: 05.01.2005 16:02


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 06.01.2005 16:50
Post #60 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Sobota, 17 listopda 1996

- Chodź Draco, mam dla ciebie prezent z okazji urodzin – zazwyczaj chłodny głos Mistrza Eliksirów, brzmiał teraz prawie ciepło.
- Och, panie profesorze, to pan jednak pamięta – Draco kończył właśnie jeść śniadanie i teraz patrzył wymownie na swojego ojca chrzestnego.
- Tak, pamiętam, pamiętam. Wcześniej nie miałem prezentu. Wiesz, że robienie prezentów to nie jest moja mocna strona. Nie wiedziałem co ci kupić, ale przed wczoraj mnie olśniło i nie kupiłem NIC – Severus niemal szeptał. Po co inni Ślizgoni mieliby wiedzieć, co mówi do Dracona.
- Już idę, poczekaj – odszepnął chłopak i uśmiechnął się lekko. Jego opiekun wyglądał na poruszonego.
„Ależ on wychudł” – pomyślał Snape. – „Niedługo będą z niego sama skóra i kości.”- Przyjrzał się krytycznie chrześniakowi i ruszył do wyjścia. Postanowił na niego poczekać.
Draco powoli dopił sok z dyni i znowu popatrzył na stół Gryffindoru. Hermiona wyglądała na strasznie przybitą. Już było z nią lepiej, a teraz sprawiała wrażenie jakby miała się w każdej chwili rozpłakać. Spojrzała na niego jeden raz, a w jej oczach było tyle wyrzutu i żalu, że chłopak zaczął się zastanawiać o co jaj chodzi. Może było jej przykro, że ostatnio nie próbował zbyt często z nią rozmawiać? Może tego potrzebowała? Obiecał sobie, że spróbuje ją złapać jeszcze przed południem, zapewne w bibliotece.

*
- Hermi, co z tobą? Wczoraj miałem wrażenie, że czujesz się lepiej, a dziś jesteś strasznie smutna. Zobacz, trzęsą ci się ręce – ostatnie zdanie Harry powiedział tak cicho, że tylko sama zainteresowana mogła go usłyszeć.
- Wczoraj rano okazało się, że nie jestem w ciąży – powiedziała cichutko i Harry pokiwał głową ze zrozumieniem. Naprawdę mu ulżyło. Złapał się na tym, że zastanawia się, czy poinformowała o tym Malfoya, i czy sam nie powinien oznajmić Slizgonowi, że ma o jedną troskę życiową mniej.
„Czyżbym zaczynał go lubić?” – pomyślał z sarkazmem.
Ron popatrzył z zaciekawieniem na przyjaciół i Harry posłał mu uspokajający uśmiech.
- To już wiem dlaczego wczoraj byłaś pogodna, a co się stało dzisiaj? – bardzo łagodnie spytał Chłopiec Który Przeżył.
- Nie wyspałam się – chłodno ucięła temat rozmowy. Było widać, że nie spała dobrze. Harry jednak zastanawiał się mocno, co było powodem tego niewyspania.
Spojrzał na stół Puchonów, później na stół Slytherinu, gdzie Snape zaczął właśnie rozmawiać z Malfoyem, w końcu jego wzrok padł na Krukonów. Cho Chang patrzyła prosto na niego. To nie było miłe spojrzenie, raczej pogardliwe. Nie przejął się zbytnio i nie odwrócił wzroku. Już dawno się w niej odkochał. Uśmiechnęła się kpiąco i rzuciła lodowate spojrzenie Hermionie.
„A ta co?” – pomyślał. – „Znowu zazdrosna o Hermionę. Jezu, przecież nie spotykamy się ze sobą” – Harry powoli zaczynał dochodzić do wniosku, że jednak świat jest mocno pokręcony. Zadziwiające są zwłaszcza istoty zwane kobietami. Żeby je zrozumieć, zapewne trzeba się urodzić jedną z nich.
Jego źrenice zatoczyły delikatny łuk i wróciły do stołu szacownego Domu Węża.
Draco wyglądał na lekko przybitego, zmęczonego i – co można myło zauważyć już wcześniej - schudł. Harry zastanawiał się jak ten aroganci gówniarz mógł tak szybko zmienić się w dorosłego, logicznie myślącego młodzieńca. Myślał nad tym, co sam by czuł będąc na miejscu arystokraty. Wiedział jedno – na przesłuchaniu w ministerstwie nie chciałby być na jego miejscu. Wzdrygnął się lekko i przeniósł wzrok z arystokraty na miejsce po jego prawicy.
Obok Dracona siedziała Blaise. Zawsze kiedy na nią patrzył łapała jego wzrok. Nie miał pojęcia, jak ona to robi. Teraz było dokładnie tak samo. Kiedy spojrzał na nią, niemal natychmiast jego wzrok skrzyżował się ze wzrokiem ciemnoniebieskich oczu dziewczyny. Wyglądała zdecydowanie lepiej od Malfoya i zdecydowanie bardziej wolał patrzeć na nią. Uśmiechnęła się delikatnie do niego i Harry odwzajemnił uśmiech.
„Jest piękna” – pomyślał.

„Ciekawe czy Harry jest takim samym chamem jak Draco?” – przemknęło w tym samym momencie przez umysł Hermiony . Nie chciała takich myśli. Jej świadomość buntowała się przeciw nim, ale nie mogła poradzić nic na własne odczucia. Powtarzała sobie, że to niemożliwe, żeby Draco w taki sposób pomyślał, a co dopiero powiedział. Kiedyś tak, na pewno był do tego zdolny, ale nie po tym wszystkim, co ostatnio przeżył. Dla niego to też było piekło. A jednak; czuła żal, przygnębienie i bezsilną złość wobec niego...
Ogromna część jej wierzyła słowom Cho Chang, w końcu Cho była dziewczyną i nie miała żadnych obiektywnych podstaw do tego by kłamać, a Draco Malfoy nadal był arystokratą, nadal potrafił być złośliwy i zapewne zawsze potrafił dobrze grać.
Doszło do tego, że pomyślała źle nawet o Harrym, który przeżył rzeczy dużo gorsze od Dracona, ba nawet od tego co spotkało ją. Hermiona w skrytości ducha podziwiała przyjaciela. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić ogromu cierpienie, który go dotknął, a teraz patrzyła na niego i zastanawiała się, czy jest zwykłym samcem. Harry, ten nieśmiały chłopak, którego prywatne piekło było dożo bardziej przepastne od jej własnego. Nawet Draco musiał wycierpieć więcej niż ona. Tortury Voldemorta... Coś w niej krzyczało, że żaden z jej przyjaciół (do których należał od niedawna także Malfoy) nie byłby zdolny do słów, które zacytowała jej Chang, a jednak nie potrafiła tego odrzucić. Coś kazało jej w to wierzyć.

Cho Chang, co jakiś czas, patrzyła na Hermionę. Nie czuła żadnych wyrzutów sumienia. Kiedyś nie była tak zimna, ale życie nauczyło ją, że wyrachowanie pozwala jej dostać zawsze to, czego się chce. Już nie była płaczliwa, już pogodziła się ze śmiercią Cedrica. Teraz postanowiła „chwytać dzień” pełnymi garściami i brać od życia - niekoniecznie uczciwie - to, czego pragnęła, bądź potrzebowała.
Nie miała pojęcia, o tym co spotkało Hermionę, może wtedy nie powiedziałaby jej czegoś takiego, a może... a może powiedziałaby tym bardziej. To mogła wiedzieć tylko Cho. Kiedy Gryfonka na nią nie patrzyła, Chang posyłała jej spojrzenia pełne chłodnego triumfu. Jeżeli nawet miałaby nie zdobyć Malfoya, to ta mała kujonka także nie będzie go miała.

- Coś się stało? – spytał nagle Harry i Hermiona uświadomiła sobie, że gapi się na niego od dobrych dwóch minut.
- Nic, tylko się zamyśliłam – dziewczyna wróciła do konsumowani ciasta porzeczkowego. Tak naprawdę nie czuła nawet smaku, ale musiała czymś się zająć i odegnać od skibie bolesne myśli.
- Hermiona, nie kłam - tym razem odezwał się Ron. – Coś cię gryzie i nie chcesz żadnemu z nas powiedzieć, założę się, że prędzej powiedziałabyś Malfoyowi – w jego głosie było rozżalenie, ale i prawdziwa troska o dobro dziewczyny.
- RON! – Harry nie mógł ścierpieć nieuleczalnej zawiści przyjaciela wobec Malfoya. Nie mógł mu powiedzieć o tym, co stało się w ministerstwie, ze względu na obietnicą złożoną Hermionie, ale starał się jak mógł przemówić rudzielcowi do rozsądku. Jak na razie nie bardzo mu to wychodziło. Potter za bardzo się temu nie dziwił – w końcu Ron niemało nasłuchał się pod adresem swojej rodziny od młodego arystokraty – ale wiedział, że takie słowa sprawiają Hermionie ból.
Reakcja panny Granger zaskoczyła ich obydwu. Dziewczyna pobladła, zdawała się też nie dostrzegać troskliwości obu chłopców. Odłożyła widelczyk do ciasta i wstała.
- Żaden facet nie zrozumiałby tego, co czuję. Żaden samiec – powiedziała niemal z nienawiścią. Jej wargi drżały. – Żaden z was.
Ron wyglądał na przerażonego słowami przyjaciółki i otworzył usta w niemym szoku, a Harrym wstrząsnęło.
„Boże, przecież mimo wszystko ona nigdy aż tak nie reagowała...” – pomyślał, a wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu dreszcz silnego niepokoju. Wiedział, że na pewno coś się stało. Nie miał tylko pojęcia co. Zachował na tyle zdrowego rozsądku, by łagodnie powiedzieć.
- Herm usiądź, przecież nie musisz o niczym mówić...
Hermiona spojrzała na niego nieufnie, ale usiadła z powrotem.
- Hermiona, co z tobą? – Ronald patrzył przestraszony na przyjaciółkę. Jej twarz wyrażała skrajną rozpacz, jej ręce się trzęsły. Zamknęła oczy i potrząsnęła głową, jakby chciała coś od siebie odpędzić.
- Ron, błagam – szepnął Harry i popatrzył na niego prosząco. Weasley wzruszył tylko ramionami, ale się już nie odezwał.
- Hermiona – powiedział bardzo cicho Harry . – Nie musisz się tłumaczyć, ale powiedz mi jedno, czy ktoś ci coś zrobił? Bo jeżeli tak , to osobiście ukatrupię...
Dziewczyna potrząsnęła przecząco głową.
- To może czegoś się dowiedziałaś, Hermi, może ktoś ci coś przykrego powiedział? Wiesz, że możesz na mnie liczyć...
- Wiem, ale nie potrafię ci zaufać tak jak kiedyś – nagle wszystkie wewnętrzne tamy puścił i dziewczyna cichutko się rozpłakała. Ron patrzył na nią z głębokim współczuciem, nic nie rozumiejąc. Prawe cały stół Domu Lwa i część uczniów siedzących przy pozostałych stołach zwróciło uwagę na zachowanie Prefekt Gryffindoru. Harry łagodnie wziął Hermionę za rękę i wyprowadził z Wielkiej Sali. Nie chciał żeby była przedmiotem plotek; i tak snuto wystarczająco głupie, bądź po prostu okrutne domysły.
Rzucił tylko Ronowi spojrzenie pod tytułem: „później pogadamy”, zastanawiając się czy nie powiedzieć mu o wszystkim w tajemnicy.

„Histeryczka” – pomyślała chłodno Cho, patrząc na roztrzęsioną Granger i Pottera, który wyprowadzał ją z sali, i spokojnie wróciła do konsumowania zasmażanej parówki z żurawiną.

***
- O co chodzi, Miona? – Harry posadził dziewczynę w fotelu w pokoju wspólnym i popatrzył na nią łagodnie. Właściwie śniadanie jeszcze się nie skończyło i poza młodym Malfoyem, i profesorem Snape’em byli jedynymi osobami, które opuściły Wielką Salę.
- Nieważne, po prostu ludzie okazują się często dużo gorsi niż myśleliśmy...
- Ach, zauważyłaś coś ,co cię przygnębiło, tak? – chłopak pomyślał na głos.
- Nic nie widziałam i nie chcę widzieć! – odpowiedziała ostro. – Wystarczy mi to, co wiem...
„Aha, czyli jednak ktoś, coś powiedział...” – Harry uważnie przyglądał się przyjaciółce. Nagle złapał się na myśli, że mógłby ją przytulić, tak po prostu, i nie poczuł przy tym żadnego obrzydzenia, ale Hermiona wyglądała na osobę, która raczej nie chciałaby być przytulona. Siedziała z rękami splecionymi na piersi i wpatrywała się w jeden punkt na podłodze.
- Hermiona, nie przejmuj się tym, co zawistni ludzie mówią na twój temat – powiedział bardzo cicho i delikatnie położył dłoń na jej ramieniu. Wzdrygnęła się i musiał zabrać rękę..
„Było z nią dużo lepiej i znowu jest fatalnie” – pomyślał. – „Niech tylko dorwę osobę za to odpowiedzialną” – Harry złapał się na tym, że ani na chwilę nie wątpił, iż tym kimś na pewno nie jest Draco.
- Nie przejmować się? Nawet jeżeli jest to ktoś komu zdążyłam zaufać? Łatwo ci mówić – uśmiechnęła się smutno i wytarła pojedynczą łzę.
- Tylko nie mów, że Malfoy coś palnął, jeżeli tak to przez głupotę. Nie wierzę, żeby chciał cię skrzywdzić....
- O tak, przez głupotę..... – Hermiona wyglądała tak, jakby Harry właśnie ją uderzył.
- Co on ci powiedział? – spytał Potter niemal ze złością. Już zaczynał myśleć o Malfoyu inaczej, nawet Blaise powiedziała, że chłopak się zmienił na lepsze... I to wszystko miałoby się okazać nieprawdą. Harry otrząsnął się wewnętrznie, próbując odgonić irracjonalną - jak mniemał - złość. Absolutnie w to nie wierzył; mógł mieć uraz do Malfoya, ale miał też oczy... Dlatego ciągnął dziewczynę za język, chociaż sprawiało jej to ból. Zresztą był wobec niej delikatny, bo sam doskonale wiedział, czym jest cierpienie i zdawał sobie sprawę, że nikomu innemu Hermiona nie powiedziałaby tyle, co może powiedzieć jemu, jeśli okaże się wystarczająco cierpliwy.
- Nie mi, tylko o mnie! – odwarknęła i skuliła się w sobie, a na jej twarzy pojawiły się rezygnacja i smutek.
- Był na tyle bezczelny, że powiedział coś na twój temat w twojej obecności.? To zupełnie jak stary, dobry Malfoy... – Harry nie dawał za wygraną. Uparł się, że wyciągnie z Hermiony wszystko, nawet gdyby musiał świsnąć Veritaserum z gabinetu Snape’a.
- Nie przy mnie – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Jest zbyt cwany, nie sądzisz? – skrzywiła się boleśnie i odwróciła wzrok.
- Zaraz, zaraz... Chcesz mi powiedzieć, że ktoś ci przekazał wesołą nowinę, a ty w to uwierzyłaś? – Harry uniósł bardzo wysoko brew (jak rasowy Snape, lub Malfoy) i wbił zaciekawione spojrzenie w Hermionę. Ona nie była zwykła wierzyć w to, co usłyszała od osób trzecich. Była sceptyczna wobec wszystkich „życzliwych” i tym podobnych osobników; cóż - widocznie aż do teraz.
- Cholera jasna! – Hermiona zerwała się z fotela i spiorunowała przyjaciela wzrokiem rozjuszonego smoka. – Nie twój interes Harry! Daj mi święty spokój.
- Boże, Hermiono, przecież nie każę ci się spowiadać. Nigdy nie wierzyłaś w plotki... Co takiego usłyszałaś, że wierzysz i że tak to przeżywasz i najważniejsze OD KOGO?!
- Harry jesteś facetem, myślisz, że mogę z tobą uczciwie rozmawiać? – spytała sarkastycznie.
- Możesz, bo jestem przede wszystkim twoim przyjacielem i ...
- Wybacz, ale ja mam inne zdanie – dziewczyna nie miała zamiaru dać mu dokończyć. - a teraz przepraszam, muszę iść do biblioteki.
- Jest sobota, możesz iść w każdej chwili, masz czas.
- Nie, nie mam - warknęła
- Hermiono nie gniewaj się na mnie – powiedział z żalem. – Nie chciałem cię zdenerwować, ani być wścibski, po prostu nie chcę żebyś cierpiała.
Dziewczynie zrobiło się po prostu głupio i usiadła na powrót obok Harryego.
- Przepraszam, wiem, ale ja nie chcę o tym mówić.
- Okey, rozumiem i już o nic nie pytam. Ale jak się dowiem, że ktoś ci nagadał bzdur i przez to jesteś taka przybita, to nie ręczę za siebie.
Hermiona wzruszyła ramionami. Była przyzwyczajona do tego, że „jest przybita”.

******
Prezent, który otrzymał od swojego ojca chrzestnego, bardzo przypadł Draconowi do gustu. Eliksir, który leczył fizyczne obrażenia, nawet te głębokie, był po prostu genialny. Severus zgodził się także żeby nazwa była taka, jaką zaproponował chłopak: po prostu „Lewiatan”. Tak więc fiolka – i to porządna – Lewiatana spoczywała teraz w wewnętrznej kieszeni szaty Ślizgona.
Szedł sobie spokojnie do biblioteki, mając nadzieję, że spotka Hermionę i rzeczywiście była tam, i jak zwykle coś czytała. Udało mu się dojrzeć okładkę „Tysiąca magicznych ziół i grzybów”. Uśmiechnął się do siebie. Wyglądała uroczo; pochylona i zupełnie pochłonięta lekturą. Bezgłośnie poruszała wargami i marszczyła czoło, przy każdym fragmencie, który bardziej ją zainteresował. Przez kilka chwil po prostu stał i patrzył, bo nie mógł oderwać od niej oczu. W końcu otrząsnął się i cichutko do niej podszedł.
- Cześć – powiedział po prostu. – Czy mi się wydaje, czy bogini mądrości mnie po prostu unika? – zażartował, pochylając się i zaglądając jej w oczy.
Drgnęła na dźwięk jego głosu i odwróciła od niego wzrok. Zaniepokoiło go to, a jeszcze bardziej zaniepokoiły go wypowiedziane chłodnym tonem słowa:
- Jestem zajęta.
- Chciałem po prostu z tobą porozmawiać... – Draco nie stracił nadziei chociaż poczuł bolesny skurcz w żołądku.
- Naprawdę? – sarkazm.
Zdziwiony zamrugał powiekami. Poczuł, że stoi na bardzo niepewnym gruncie i ostrożnie zaczął konwersację od początku.
- Wiesz, miałem niedawno urodziny i już myślałem, że mój chrzestny o nich zapomniał, ale dał mi dziś fantastyczny prezent. Spodobałby ci się... – wiedział, że Gryfonka interesuje się eliksirami, dlatego wspomniał o podarunku. Popatrzyła na niego zarazem z kpiną i z żalem. Gdyby nie ten żal, widoczny na dnie jej orzechowych oczu, Draco zapewne poczułby się urażony, a tak poczuł po prostu wątpliwości i silny niepokój.
- Czy jest coś jeszcze, czym chciałbyś się pochwalić, poza tym, że jesteś dorosły, i z tej okazji dostałeś fascynujący prezent od Snape’a? Bo, jak już wspominałam, jestem zajęta.
Chłopaka ubodła drwina w jej głosie, ale nic nie dał po sobie poznać. Hermiona zachowywała się zupełnie irracjonalnie i doszedł do wniosku, że musi mieć to jakąś głębszą przyczynę.
- Herm, ja się nie chwalę, ja po prostu próbuje z tobą rozmawiać – odrzekł łagodnie, chociaż jej słowa bardzo go zabolały.
- A może po prostu sugerujesz mi, że to nieładnie z mojej strony, iż nie raczyłam pamiętać o twoich siedemnastych urodzinach? – podjęła wątek dziewczyna, jakby zupełnie nie słyszała tego, co powiedział do niej Ślizgon. – Może w ramach prezentu powinnam rozłożyć przed tobą nogi...
Po tych słowach, Draco zupełnie stracił głowę. Nie wiedział co ma myśleć, co ma czuć, a tym bardziej powiedzieć. Cisnęły mu się na usta słowa: „kobieto, co ty bredzisz?”, ale odnosił wrażenie, że nie są ani trochę odpowiednie na tą okazję.
„Boże, co z nią?” – pomyślał ze zgrozą, a głośno spytał, starając się przy tym, aby jego głos nie drżał zbytnio (prawie się udało) i aby był łagodny (w tym osiągnął perfekcję):
- Nie bardzo zrozumiałem o co ci chodziło. Mogłabyś powoli i łopatologicznie, jak do człowieka opóźnionego w rozwoju?
Hermiona nawet nie raczyła na niego spojrzeć.
Draco był bliski frustracji. Czuł się tak jakby miał za chwilę się rozpłakać. Był zdezorientowany i głęboko dotknięty zachowaniem Hermiony. Czuł się bezsilny.
- Herm, ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi... – powiedział z desperacją. – Skąd w tobie tyle rozżalenie i dlaczego mówisz takie rzeczy?
- Jakie? – spytała obojętnie. – Po prostu złożyłam ci propozycje – Hermiona wiedziała, że zachowuje się podle, ale była niemal przekonana, że Draco jest zwykłym samcem. I chociaż głos rozsądku bardzo mocno krzyczał: „robisz błąd, dziewczyno!”, nie zamierzała zatrzymać tej farsy. Głos rozsądku był w mniejszości i miał ogromną konkurencję w postaci urazu psychicznego, zranionych uczuć i rozżalenia. Zmieszanie Dracona sprawiło jej nawet wewnętrzną satysfakcję.
- O co chodzi? – dodała jadowicie słodko. – Przecież podobno jestem do przerżnięcia... – w jej głosie dało się wyczuć niewyobrażalne cierpienie. Szok widoczny w szarych oczach młodzieńca sprawił jej przewrotną – chociaż niezbyt dużą i zaprawioną ogromną dawką goryczy - przyjemność
Dla chłopaka to było już zbyt wiele. Wpatrywał się w Hermionę jakby ją widział po raz pierwszy w życiu. Ona zaś spokojnie go ignorowała; czytała i robiła notatki. Malfoy zupełnie stracił głowę. Zamknął oczy i policzył do dziesięciu, żeby uporządkować myśli i dopiero po dłuższej chwili się odezwał. Mówił cicho, spokojnie i łagodnie, chociaż aż gotowało się w nim od emocji, i to niekoniecznie tych pozytywnych.
- Nie wiem dlaczego tak mówisz. Nie wierzę, żebyś sama na to wpadła i nie rozumiem dlaczego uwierzyłaś w coś takiego. Nie mam też pojęcia od kogo usłyszałaś taką brednię, ani tym bardziej dlaczego. Nie pojmuję z jakiej racji dajesz wiarę takim okrutnym plotkom i traktujesz mnie jak zwykłego chama – w miarę jak mówił narastała w nim frustracja i poczucie krzywdy. Hermiona wydawała się go w ogóle nie słyszeć, co sprawiło, że zaczynał być zły, a nawet wściekły.
- Spójrz na mnie jak do ciebie mówię! – warknął w końcu. – Spójrz na mnie i wyjaśnij mi, o co ci do cholery jasnej chodzi? – rozpaczliwie starał się nie krzyczeć, bo nie chciał zostać wywalony z biblioteki przez panią Pince. To nie było łatwe bo miał ochotę wrzeszczeć na całe gardło.
- Myślałam, że wyraziłam się jasno. Może ty wyjaśniłbyś mi, dlaczego udajesz świętego? – Hermiona także zaczynała być zła. Uznała, że Draco jest arogancki i bezczelny.
- A ja myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, i że nigdy w życiu nie uwierzyłabyś w żadną plotkę o swoim przyjacielu.... – nie dokończył, bo Hermiona mu przerwała.
- Ja też wiele rzeczy myślałam, na przykład, że mogę ci zaufać – wysyczała wściekle.
Zabolało, zabolało go tak, jakby dała mu w twarz
- Rozumiem, że jednak wolisz ufać komuś, kto udaje zatroskanego twoim szczęściem – jego głos był cichy, Draco wręcz szeptał. - Że wolisz wierzyć w plotki, bo chyba sama nie wpadłaś na to, że mógłbym w takich kategoriach o tobie pomyśleć, tym bardziej powiedzieć. A Jeżeli tak, to masz bardzo bujną wyobraźnię – ostatnie zdanie mu się po prostu „wymsknęło”. Nie mógł powstrzymać potoku słów. Był zbyt rozgoryczony.
Odetchnął głęboko i spróbował się uspokoić. Hermiona drgnęła i spojrzała na niego niemal z nienawiścią.
- Powiedz po prostu, kto ci nagadał takich głupot? – w głosie Dracona została już tylko desperacja i ogromny żal. Zdawał sobie sprawę, że cokolwiek Hermiona usłyszała, przyjęła to tak , a nie inaczej, bo została bardzo okrutnie potraktowana przez los. To w niczym nie zmieniało faktu, że czuł się pokrzywdzony, ale chociaż tłumaczyło dlaczego musiał tak się czuć. Mimo, że starał się do niej dotrzeć, Hermiona nie wyglądała na chętną do współpracy.
- Może Pansy, której bardzo często zdarza się powiedzieć głośno i dobitnie impotent, kiedy przechodzę obok niej? Ona na pewno życzy ci z całego serca dobrze – ciągnął swoją wypowiedź, a w tonie jego głosu Hermiona słyszała sarkazm, chłodną drwinę i zwykły żal. – Może Thomas Fallet z siódmego roku z Hufflepuffu, uganiający się za Chang, która uparła się, że go zignoruje i robi słodkie oczy do mnie, chociaż mnie mdli na jej widok... A może Magnus Terrence, Krukon; z tej samej przyczyny, oczywiście, co Thomas. Całkiem możliwe, bo obydwaj mnie po prostu chorobliwie nienawidzą, jedynie za to, że istnieje i mam się dobrze, a nie tylko z powodu tej słodkiej, durnej Cho...
Hermiona po raz pierwszy słyszała, żeby jakiś chłopak w taki sposób wyrażał się o Chang i spojrzała z zaciekawieniem na Dracona. Poza tym wzmianka o niej w niewytłumaczalny sposób zaniepokoiła panią Prefekt Gryffindoru. Chłopak mylnie zrozumiał jej zaintrygowany wzrok.
- Tak, kochanie – rzekł sarkastycznie, patrząc jej w oczy. – W tej szkole znajdzie się trochę życzliwych mi, lub tobie osób... – zmarszczył brwi głęboko odetchnął. - Nieważne, od ciebie pewnie i tak się nie dowiem kto, ale obiecuję ci, że jeśli się dowiem, to ta osoba będzie biedna. Nie pozwolę zniszczyć ci życia przez zwykłe chamstwo... A teraz wybacz, muszę się przejść – wstał i wyszedł szybkim krokiem, rzucając spojrzenie niezadowolonego hipogryfa, w kierunku pani Pince, która jak zwykle patrzyła na niego bardzo nieprzychylnie.

...uganiający się za Chang, która uparła się, że go zignoruje i robi słodkie oczy do mnie, chociaż mnie mdli na jej widok... – tych kilka słów rozbrzmiewało w umyśle Hermiony, cofając się uparcie jak zepsuta płyta i powodując, że czuła się dziwnie nierealnie. Nie mogła się już skupić na nauce. Serce zjechało jej w okolice żołądka i tam pozostało na pewien czas, a potem wróciło na miejsce, boleśnie przy tym się kurcząc.
„Ależ nie, to niemożliwe” – pomyślała. Odłożyła książkę i wyszła na ugiętych nogach z biblioteki. Wirowało jej w głowie i myślała, że za chwile straci przytomność. Oparła się o ścianę i przytrzymała się jej kurczowo. Chciało jej się płakać. Odetchnęła kilka razy głęboko. Wiedziała już co musi zrobić...

***
- Virginio, możesz podać hasło? – Draco zamrugał zalotnie i spojrzał na wychodzącą zza portretu Grubej Damy dziewczynę. Za nią pojawił się Longbottom i ujął w swoją dłoń drobną rączkę rudowłosej.
- Ładnie proszę! – Malfoy ukłonił się udając, że zamiata kapeluszem.
- Mam na imię Ginewra... Kiedy to do ciebie dotrze, matole? – dziewczyna zmarszczyła z irytacją brwi.
- Ale Virginia tak słodko do ciebie pasuje, zupełnie jak virgin...
- Nie jestem dziewicą i nie rób słodkich oczu, bo nie jesteś w moim typie. I w ogóle po co miałabym slytherińskiej żmii podawać hasło, co? – spytała słodkim tonem panna Weasley.
- Bo się zakochałem i muszę z kimś pogadać, a mianowicie z Harrym P. – na twarzy Malfoya wykwitł krzywy uśmieszek.
- No, no – Neville wyglądał na rozbawionego.
- Wiesz, Longbottom, nie liczy się płeć, liczy się uczucie... Błagam podajcie hasło desperatowi – zrobił zbolałą minę, a kiedy obydwoje Gryfonów spojrzało na siebie z dziwnymi minami, spoważniał i rzekł:
- Słuchajcie, muszę pogadać z Potterem... Nie zamierzam nikogo zaczepiać, ani demolować wam pokoju wspólnego, a to, o co mi chodzi jest naprawdę ważne przynajmniej dla mnie, no i nie tylko... – wyglądał na maksymalnie sfrustrowanego
- Wiesz, jakby ci to powiedzieć? Harry jest u siebie z Blaise; ona mu pomaga w eliksirach, a on jej w Transmutacji, ale spróbuj szczęścia... Dormitorium faciów z szóstego roku jest na pierwszej kondygnacji, trzecie drzwi na lewo – oznajmiła rudowłosa. – Hasło to: Eliksir Wielosokowy...
Gruba Dama odskoczyła od ściany, przepuszczając niechętnie Malfoya i mrucząc coś pod nosem o „zboczonych Ślizgonach, którzy nie powinni mieć wstępu do szacownego Domu Lwa”. Draco ją zignorował..
- Dzięki – rzucił w stronę oddalających się Nevilla i Ginewry. – Jestem twoim dłużnikiem młoda.
Ginny jedynie uśmiechnęła się zaskoczona postawą chłopaka.
- Co w niego wstąpiło? – spytał Longbottom.
- Nie wiem, ale cała trójka uczniów, którzy byli przesłuchiwani trochę się zmieniła, nie zauważyłeś? – spytała Ginny i ścisnęła mocniej jego dłoń.
- Tak, ale nie myślałem, że jemu cokolwiek może pomóc – Neville pochylił się i pocałował Ginny w policzek.
- Wiesz, Draco Malfoy wygląda całkiem ładnie kiedy się uśmiecha – powiedziała zalotnym tonem panna Weasley i niewinnie uśmiechnęła się do swojego chłopaka.
- Czy ty mnie podpuszczasz, Ginewro?
- Ależ skąd, sprawdzam tylko, czy ci się jeszcze podobam, a poza tym to prawda – dziewczyna wyszczerzyła się i radośnie obserwowała konsternację malującą się na twarzy Nevilla.
- Głuptasie, przecież kocham tylko ciebie – roześmiała się perliście i ucałowała go w usta.
- Młodzież to teraz w ogóle wstydu nie posiada – oburzyła się Gruba Dama i oczywiście została całkowicie zignorowana. Jak zwykle...

*
W Pokoju Wspólnym było kilkoro młodziutkich Gryfonów i ... Ronald Weasley. Colin wybałuszył gały kiedy ujrzał osobę, która odważyła się postawić nogę w progu „salonu” Domu Lwa. Większość młodziaków wyglądała na zaintrygowanych i niemal przestraszonych. Draconowi zachciało się śmiać. Zrobił groźną minę, ale gdy zobaczył, że oczy jakiejś drugoklasistki zaszły łzami, westchnął i powiedział:
- Czy ja wyglądam jak bazyliszek?
- Nawet gorzej – Ron wyciągnął różdżkę i skierował ją na Malfoya.
- Wiem, że ostatnio schudłem i w ogóle – Ślizgon powoli wyciągnął swój przyrząd do czarowania i podał go rudemu chłopakowi. – Masz, jestem teraz nieuzbrojony. Malfoy bez różdżki, to tak jak bazyliszek bez zębów jadowych – zażartował. Przestraszona drugoklasista odprężyła się nieco, ale nadal łypała podejrzliwie w jego stronę.
- Jakoś nadal ci nie ufam – brat aktualnego Wiceministra Magii zmarszczył brwi. Był mile zaskoczony działaniem Malfoya juniora, lecz nie dał tego po sobie poznać.
- Nie masz podstaw, ale tym razem radziłbym ci pozytywne nastawienie. Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało... Przepraszam resztę towarzystwa, ale czy moglibyście nas zostawić samych? - spytał i swoim zwyczajem uniósł jedną brew.. – Muszę porozmawiać z nim na osobności – wskazał głową w kierunku Ronalda. – To naprawdę ważne.
Młodsze lwiątka patrzyły niepewnie na dwóch szóstoklasistów, a rudzielec uważnie obserwował niecodziennego gościa. Mina blondyna była nieprzenikniona, ale brakowało na niej zwykłego wyrazu przebiegłości, czy wrednego uśmiechu. Ślizgon był raczej poważny.
- Dobra, idźcie – powiedział Ron. – Nasze dormitorium jest zajęte, a wy możecie wrócić tu już za pół godziny.
- Gwarantuje, że nic się nie stanie waszemu koledze – Draco splótł dłonie na plecach i odchrząknął.
- Oczywiście, prędzej stanie się coś tobie – potwierdził jego słowa Gryfon.
- Tak naprawdę chciałem porozmawiać z Potterem, ale twoja siostra powiedziała, że jest zajęty, łasiczko – Draco nie mógł sobie darować drobnej złośliwości.
- Owszem... I radziłbym ci się zachowywać z odpowiednią dozą szacunku w stosunku do mnie, nie jesteś u siebie w Slytherinie, tchórzofretko.
Draco skrzywił się nieznacznie.
- Mam uraz do osób, które naciskają na szacunek wobec siebie i mają na nazwisko Weasley.
Ron zaczerwienił się lekko. Czuł się podle za każdym razem, gdy ktoś wspominał o jego wyrodnym bracie.
– Sorry, ale mnie to po prostu stresuje – dodał Draco widząc nieciekawą minę chłopaka.
- Mam tak stać, czy pozwolisz mi usiąść na kanapie, albo na fotelu? – spytał „gość” po chwili krępującego milczenia.
- Siadaj i mów szybko, o co ci chodzi, bo nie zamierzam ci poświęcać dużo czasu.
- A ja nie zamieram zabierać czasu tobie – Draco usiadł w fotelu naprzeciwko tego, który zajmował Ronald. – Wiesz co się stało Hermionie? To znaczy inaczej... Wiesz może kto nagadał jej na mój temat takich bzdur, że niedobrze mi się robi jak o tym pomyślę? Chciałbym z tą osobą sobie... porozmawiać – ton jakim Ślizgon wypowiedział ostatnie słowo nie nasuwał żadnych wątpliwości, co do jego intencji morderczych, względem delikwenta.
- Nie, nie wiem, ale mogłem się domyślać, że chodzi o ciebie. Nie wiem jak to robisz, ale wszystko, co złe, to ty Malfoy. I widzę, że bardzo ci zależy na utrzymaniu swojego... dobrego imienia – ze zjadliwą ironią powiedział Ron.
- Szczerze? Zwisa mi w tej chwili moje dobre imię, ale to co usłyszała Hermiona, w jej przypadku nie było zwykłym łgarstwem... Ślizgona zamilkł na chwilę, dobierając odpowiednie słowa. - Było najgorszym świństwem jakie można było jej obecnie zrobić... I nie obchodzi mnie, że ten ktoś o tym nie wiedział. Każdy powinien liczyć się z konsekwencjami słów które wypowiada...
Ron patrzył w zamyśleniu na Dracona. Nigdy by nie przypuszczał, że przyjdzie mu do głowy, iż facet o nazwisku Malfoy wygląda na szczerze zmartwionego drugą osobą.
- Wierz mi Ronald, mam gdzieś to, co zostało o mnie powiedziane, chociaż za samą plotkę tego rodzaju powinno się walić prosto w zęby. Obchodzi mnie natomiast bardzo to, jak odpiło się to na Hermionie... Wiesz, przesłuchanie w ministerstwie było dla nas czymś w rodzaju traumatycznego przeżycia – Ron zamknął oczy, bo przypomniała mu się reakcja Hermiony na ostatnią wizytę jego cholernego brata w Hogwarcie.
- Sorry – powiedział Draco niepewnie, widząc, że Ronald W. jest bliski łez. – Nie chciałem, żeby to wyszło tak, jakbym ci wypominał pokrewieństwo z Percivalem – chłopak wypluł z pogardą ostatnie słowo. – On jest... jedyny w swoim rodzaju.
Na kilka chwil zapadła pełna konsternacji cisza, w czasie której, przepełniony poczuciem winy za zachowanie brata, Ron wbijał wzrok w bardzo ciekawy wzór na bordowym dywaniku przed kominkiem, a Draco z zakłopotaniem międlił róg swojej czarnej szaty.

W pewnym momencie przez dziurę w portrecie wsypał się tłumek rozchichotanych czwartoklasistek i to trochę przywróciło ich do rzeczywistości. Dziewczyny zamilkły na ich widok skonsternowane.
- Możecie iść do siebie? Proszę – Ron spojrzał na nie z poważnym wyrazem twarzy i dziewczęta skierowały się z zafrapowanymi minami do swojego dormitorium.
- Nie mam pojęcia co jest powodem podłego samopoczucia Hermiony. Cóż, Harry też wspominał, że wycisnąć mu się dało z niej jedynie to, iż czegoś się dowiedziała, ale nie wie biedak czego i mocno go to gryzie – Ron nie raczył wspomnieć, że oznajmił wtedy przyjacielowi, że cokolwiek złego usłyszała Herm na temat Malfoya, było to zapewne prawdziwe. - Widzę, że ty wiesz trochę więcej.
- Wiem po prostu, co usłyszała, bo... jakby to powiedzieć, raczyła mi rzucić tę prawdę prosto w oczy – sarkastycznie oznajmił Ślizgon.
- Nie, wierz mi, że nie chcesz wiedzieć tego, co usłyszała Hermiona – powiedział szybko, gdy zauważył, że Weasley zamierza go o to zapytać. – Naprawdę...
- Okey, nie chcesz to nie mów...
- Po pierwsze to naprawdę podłe, a po drugie, jakoś nie chce mi przejść przez gardło....
- Nie mówcie mi, że tak zwyczajnie sobie rozmawiacie – usłyszeli nagle dobrze znajomy głos. Harry, który zszedł po sok dyniowy, był co najmniej zdziwiony.
- Och, nie tak zwyczajnie Potter – oznajmił Draco, gdy ochłonął z zaskoczenia. – Weasley najpierw mnie rozbroił.
Ron wyszczerzył się do przyjaciela i pokazał mu, że trzyma dwie różdżki, a Draco podrapał się za uchem i zrobił bardzo dziwną minę.
- Jak tam eliksiry? – spytał Ronald.
- Całkiem dobrze, a co? – Harry doskonale udawał Greka.
- A tak spytałem, z ciekawości.
Potter nie komentował słów przyjaciela
- W jakiej sprawie przyszedłeś? – spytał za to Dracona i popatrzył na niego z zainteresowaniem.
- Hermiona – krótko i zwięźle odpowiedział Malfoy.
- Ach tak...
- Usłyszałem od niej parę bardzo nieprzyjemnych rzeczy i bardzo chciałbym wiedzieć, co się stało. To znaczy kto wcisnął jej na mój temat totalne bzdury i to takie, że mnie krew zalewa jak pomyślę...
- Aha, więc wiesz, co takiego usłyszała Hermiona. A mi nie chciała powiedzieć.... – Harry wzruszył ramionami.
- Och, ona mi tego nie powiedziała, przynajmniej nie tak normalnie... To nie było przyjemne i naprawdę nie chcesz wiedzieć, co to było – dodał na wszelki wypadek.
- Wcale mnie to nie ciekawi – obruszył się Gryfon, który właśnie układał w myśli jak najkulturalniej brzmiące pytanie.
- Powiedzmy – westchnął Draco rzucając mu spojrzenie z serii: „wiem lepiej”, a Rona aż zżerało zainteresowanie. Wiedział jednak, że nie ma szans się niczego dowiedzieć.

***
Hermiona szła po omacku korytarzem. Sama nie wiedziała, które uczucia władające teraz jej wnętrzem są silniejsze. Wstyd za własną głupotę i naiwność, i za to, że sprawiła przykrość Draconowi, czy nieokiełznany gniew, który rósł w niej z minuty na minutę. Hermiona zaczynała być po prostu wściekła, a wtedy lepiej było jej schodzić z drogi.
Pierwszą rzeczą jaką zrobiła był spacer do najbliższej czynnej damskiej łazienki, gdzie obmyła twarz lodowatą wodą. Później spojrzała w lustro i widząc gorycz oraz ogień wzburzenia we własnych oczach, odetchnęła głęboko i policzyła do dziesięciu. W szacie i ciepłym swetrze zrobiło się jej nieznośnie gorąco, i wiedziała, że za taki stan rzeczy odpowiadają buzujące w niej emocje. Gdyby w tej sekundzie natknęła się na Cho, rzuciłaby w nią pierwszym okropnym przekleństwem jakie przyszłoby jej na myśl, albo strzeliłaby ją bez uprzedzenia w twarz, a nie o to chodziło pannie Granger.
Najdziwniejsze było to, że nie czuła zbyt wielkiego żalu w sensie własnej krzywdy. Najbardziej bolał ją fakt, że tak okrutnie potraktowała chłopaka, który nawet w najmniejszym stopniu nie zasłużył na słowa krytyki. Była wściekła za to, że Cho swoim wyrafinowanym kłamstwem przyczyniła się do cierpienia Malfoya. Bo on na pewno cierpiał, o tym Hermiona była przekonana. Raz po raz zalewała ją fala świętego oburzenia, gdy przypominała sobie fałszywy i pseudo-niewinny uśmiech Krukonki.
- Suka – powiedziała cicho sama do siebie i nagle zdała sobie sprawę, że kiedyś nie użyłaby takiego określenia.. Ale kiedyś było kiedyś, a teraz było teraz.
- Podła, bezwstydna zdzira – wysyczała i poczuła, że trochę jej ulżyło, ale gniew na Chang wcale nie zmalał. Obmyła twarz jeszcze raz i szybkim krokiem ruszyła w stronę Wieży Gryffindoru. Musiała się przebrać i trochę ochłonąć. Jeszcze nie wiedziała, co dokładnie zamierza powiedzieć Cho, ale liczyła na swoją inwencję twórczą.

***
Hermiona jak burza wpadła do pokoju wspólnego, powodując, że trzej młodzieńcy doznali lekkiego szoku. Nie była blada i przygaszona. Jej wzrok ciskał błyskawice, a policzki były lekko zarumienione. Na twarzy panny Granger malował się wyraz zaciętości i zdecydowania
- Wow, Hermiona, wyglądasz jakbyś chciała kogoś zabić - wydukał Ron, a Harry zamarł z dwoma szklankami soku z dyni w dłoniach. Draco zmarszczył brwi i patrzył na nią z zaciekawieniem. Hermiona poszła w stronę schodów, prowadzących do żeńskich dormitoriów. Poczuła falę silnego wstydu na widok Malfoya i przygryzła z konsternacją dolną wargę. Niemal wbiegła na górę, gdzie szybko zdjęła szatę, i zamiast ciepłego swetra włożyła czarny, bawełniany półgolf, który doskonale zgrał się z obcisłymi (teraz luźnawymi) dżinsami w tym samym kolorze. Lekko wilgotne od potu włosy spięła wysoko i ciasno, żeby jej nie przeszkadzały i chwyciła swoją różdżkę.
Najchętniej wzięłaby jeszcze zimny prysznic, ale była zbyt rozgniewana i zdeterminowana, by tracić na to czas.

***
- Co w nią wstąpiło? – spytał Ron.
- Po prostu jest wściekła – odrzekł Harry.
- Zgadnijcie na kogo – sarkastycznie oznajmił Draco.
- To się dopiero okaże, w końcu nie rzuciła się na ciebie, raczej była zaskoczona i skonsternowana twoim widokiem. Chyba ją ktoś inny wpienił – trzeźwo zauważył Chłopiec Który Przeżył.
Zza balustrady schodów prowadzących do dormitoriów męskich, wyłoniła się damska głowa okolona długimi i gładkimi czarnymi włosami.
- Kąpiesz się w tym soku Harry? – spytała zaciekawiona Blaise i uniosła wysoko brwi, gdy jej wzrok padł na „całokształt” pokoju wspólnego.
- Co ty tu robisz, Smoku? – spytała i zostawiła jedną brew zalotnie uniesioną, a Harry poczuł niechciane ukłucie zazdrości..
- Rozmawiam sobie – Draco nie mógł nie posłać Blaise uroczego uśmiechu ala Casanova.
- Przyszedłeś po mnie? Mrrrrrrrau – Draco szczerze się roześmiał, a Ron zachichotał. Musiał przyznać, że Blaise była fajna.
- Cześć Blaise – usłyszeli nagle opanowany i chłodny dziewczęcy głos. Hermiona schodziła pełnym gracji krokiem z kondygnacji, która znajdowała się naprzeciwko tej, „okupowanej” przez Ślizgonkę.
- Witaj... Herm? – Blaise zacięła się lekko, uniosła brwi w geście zdziwienia i złożyła ręce na piersi. – U lala – dodała i zagwizdała cicho.
Panna Granger nie wyglądała już jak zastraszone i przybite dziewczątko. Wyglądała jak pewna siebie młoda kobieta, która wie czego chce. Posłała blady uśmiech czarnowłosej i zasalutowała jej różdżką.
- Wyglądasz jakbyś szła się pojedynkować i ten błysk w twoich oczach... Tak wygląda albo kobieta zakochana, albo żądna zemsty – z uznaniem oświadczyła mieszkanka nobliwego Domu Salazara.
- Zgadnij, co kieruje mną – cicho syknęła Granger i sugestywnie podrapała się końcem różdżki za uchem.
- Nie wiem kto ci podpadł, ale nie chciałbym być na jego miejscu... – powiedziała Blaise po części na poważnie, po części z rozbawieniem.
Hermiona zdążyła troszeczkę ochłonąć i sprawiała wrażenie rozgniewanej, ale przy tym bardzo racjonalnej osoby, świadomej własnej siły oraz własnej racji.
- Czy ja zmieszczę się pod tą kanapą? – spytał niepewnie Draco.
- He...he...he – Blaise posłała mu spojrzenie pełne współczucia. – Nawet jeśli, to już nie zdążysz...
Hermiona nie zwróciła uwagi na słowa Malfoya.
- Kto? – spytał rzeczowo Harry. – Kobieta czy mężczyzna?
- Kreatura – sucho odrzekała panna Granger.
- Jezu, Herm... z tymi spiętymi włosami wyglądasz jak rozgniewana McGonagall – oznajmił Ron ściskając obie różdżki w dłoni i przełykając ślinę.
- Dziękuję za komplement, Ronaldzie – sarknęła dziewczyna, ale uśmiechnęła się lekko. Ron się zarumienił i odwzajemnił uśmiech.
- Zdradź mi tajemnicę. Na ucho. Proszę... – Zabini przestępowała z nogi na nogę.
- Czyli jednak nie ja... – Draco rozejrzał się nieprzytomnie po otoczeniu.
- Toż ci głąbie powiedziałem – Harry zmarszczył brwiami a Ślizgon tylko wzruszył ramionami.
- Zobaczysz kto, Blaise... Jeśli tu łaskawie poczekasz – powiedziała Hermiona. – Ale zanim wyjdę chciałam was chłopaki przeprosić za tekst przy śniadaniu – popatrzyła na Rona i Harry’ego z prawdziwą pokorą i skruchą. – I ciebie też chciałam przeprosić – spuściła wzrok, bo nie miała odwagi spojrzeć Malfoyowi w oczy.
Podeszła do dziury w portrecie i powiedziała bardzo cicho.
- Draco, poczekaj na mnie, proszę – rzuciła mu niepewne spojrzenie i szybko wyszła.

Widok smutnego i zmęczonego wzroku Ślizgona tylko podsycił jej gniew. Szła bardzo szybko, nie oglądając się za siebie i nie zwracając uwagi na zdziwione spojrzenie uczniów, których spotkała po drodze. Miała też w dużym poważaniu pogwizdywania i zaczepki niektórych chłopców. Jeszcze nikt tak szybko jak ona nigdy nie doszedł od Wieży Gryffindoru do Wieży Ravenclawu. Nie miała pojęcia jakie jest hasło i właśnie głowiła się nad tym jak je zdobyć, gdy nagle wpadła (dosłownie) na Lunę.
- Spadasz mi z nieba – powiedziała do szalonej blondynki. – Czy Chang jest w waszym wspólnym, a jeżeli tak, to jakie jest hasło? To naprawdę ważne.
- Hermiona? Wyglądasz jakoś... inaczej. Podoba mi się twój image.
- Lepiej mi powiedz to, co chcę wiedzieć, Luna, a nie zachwycasz się moim wizerunkiem kobiety upadłej – powiedziała niecierpliwie Hermiona z zadowoleniem stwierdzając, że określenie którego użyła jest całkiem zabawne w swojej przewrotności.
- Ale Cho tam nie ma, parę minut temu wyszła do biblioteki... Pójdę z tobą, bo też tam się wybieram.
Hermiona przewróciła oczami i ruszyła za panną Lovegood.
- Chciałaś z nią o czymś pogadać? W końcu obie jesteście Prefektkami..
- Tak, chciałam bardzo poważnie porozmawiać z panienką Mam Wszystkich w Dupie Bo Jestem Piękna Chang – wycedziła z jadowitym, iście ślizgońskim uśmiechem Granger.
- Chyba ci podpadła – Luna aż gwizdnęła, widząc mordercze błyski w oczach koleżanki.
- Nawet nie pytaj – odrzekła Hermiona marszcząc gniewnie brwi. Lovegood nie spytała. Patrzyła z fascynacją, jak cichutka i przybita od rana dziewczyna, zamieniła się nagle we wściekłą, gotową do walki lwicę. Domyśliła się jednego, że Chang musiała zachować się wybitnie paskudnie.

***
- Czy ktoś nie powinien za nią był iść? – niepewnie spytał Ron drapiąc się po głowie.
- Da sobie radę – oznajmił Harry.
- Nie o to mi chodziło... Może kogoś uszkodzić po drodze – Weasley spojrzał na przyjaciela wymownie. Na chwilę we wspólnym zaległa cisza
Draco tylko westchnął i ukrył głowę między kolanami.
- A temu co? – Ronald popatrzył z niepokojem na Ślizgona. – Nawet nie waż mi się tu rzygać!
- Mówił ci ktoś, Weasley, że jesteś szurnięty? – spytał Malfoy nie podnosząc głowy.
Harry zarechotał radośnie, a Ron wyglądał na urażonego. – Skąd ci do tego rudego łba przyszło, że ja chcę wymiotować, co? – Draco poparzył litościwie na Ronalda.
- Tak jakoś, – powiedział Ron – ale mógłbyś mnie nie obrażać, dobra? Następnym razem walnę w ciebie przekleństwem za taki tekst.
- Okey, przepraszam – Ślizgon nie miał ani ochoty, ani siły na kłótnię.
- Chyba nici z naszej nauki, Harry – oznajmiła nagle Blaise.
- Aha – elokwentnie poparł ją Potter.
- Posiedzimy tu i poczekamy na rozwój wydarzeń – Zabini walnęła się na kanapę i zaprosiła na nią gestem zielonookiego. – Będziesz tak stał z tym sokiem?
Chłopak wzruszył ramionami, usiadł obok niej podał dziewczynie szklankę.
Przez kolejne trzy kwadranse siedzieli w niemal zupełnej, pełnej oczekiwania ciszy i tylko parę razy prosili zaciekawionych Gryfonów, żeby im nie przeszkadzali i szli do siebie. Ich skład wzbudzał sensację, ale ludzie grzecznie szli im na rękę, słysząc łagodną prośbę, i widząc to samo napięcie na czterech różnych twarzach.

***
- Mogę cię prosić na słówko? – szepnęła nad wyraz grzecznie Hermiona nachylając się nad zaczytaną w „Eliksirach na każą okazję” Cho.
Dziewczyna podniosła na nią leniwie wzrok i naprawdę mocno się zdziwiła. Spodziewała się ujrzeć pobladłą, niepewną siebie istotę, a ujrzała surowe oblicze kobiety, która chłodno i uprzejmie się do niej uśmiechała.
- A możesz poczekać pięć minut? – spytała lekceważącym tonem. Za nic na świecie nie dałaby po sobie poznać, że wygląd i postawa Hermiony zrobiły na niej jakiekolwiek wrażenie.
- Nie mogę. Muszę pogadać z tobą od ręki, to ważne i jeżeli nie chcesz, żebym naprawdę się na ciebie wkurzyła, ruszysz swój zgrabny tyłek i wyjdziesz razem ze mną – Hermiona mówiła bardzo cicho i spokojnie, ba nawet się przy tym się uśmiechała, ale jej różdżka wbiła się nieprzyjemnie w lewy bok Cho.
- Nie ośmielisz się – syknęła ze złością Krukonka. – Wszyscy wiedzą, że jesteś psychicznie chora... Stałaś się lepszym okazem od Lovegood - rzuciła pogardliwe spojrzenie Lunie, która usiadła kilka stolików dalej i obserwowała poczynania Hermiony. - Już naprawdę ostro ci odbija – dodała jeszcze, a w odpowiedzi w oczach Granger zalśniły iskierki chłodnej drwiny.
- No widzisz – odezwała się Gryfonka przymilnym tonem. – Skoro jestem niepoczytalna, stać mnie na wszystko, Chang, a na pewno stać mnie na rzucenie w ciebie paskudnym przekleństwem.
- Jesteś naprawdę szurnięta – po tych słowach różdżka Hermiony wbiła się mocniej w lewy bok Cho. - Nie wiem o co ci chodzi, wariatko – syknęła ze złością Krukonka.
- Gdzie się podział ten miły, słodki ton, którym uraczyłaś mnie wczoraj? – Hermiona uniosła brwi, udając szczere zdziwienie.- Jak ruszysz swój szanowny tyłek, to się dowiesz. Nie każ mi się niecierpliwić – z każdym słowem uśmiech na ustach Gryfonki stawał się coraz bardziej chłodny, a jej ton coraz bardziej ociekał sztucznym miodem.
Cho Chang przemyślała wszystkie za i przeciw. Według jej obliczeń wyszło, że Hermiona Granger mówi całkiem poważnie. Wstała z ociąganiem i obydwie dziewczyny wyszły przed bibliotekę. Jak się nietrudno domyślić, ze względu na sobotę, teren w tym miejscu był opustoszały.
- Chciałbym się dowiedzieć, komu konkretnie Draco Malfoy powiedział, że jestem do przerżnięcia? – Granger miała ogromną satysfakcje, obserwując pełną zaskoczenia minę Krukonki.
- A czy ja znam Slizgonów z imienia i z nazwiska? – odpowiedziała ironicznie Cho.
- Gdybyś była dobrze wychowana wiedziałbyś, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie – Chang po tych słowach uśmiechnęła się z wyższością i Hermiona opanowała impuls strzelenia jej z całej siły w twarz. – Wiedziałbyś też, – kontynuowała spokojnie, sugestywnie bawiąc się różdżką - że nie jestem głupią gęsią i opowiadanie mi wierutnych bzdur niekoniecznie musi się kończyć dobrze dla tego, kto je opowiada.
- Możesz jaśniej Granger? – Cho otaksowała ją bezczelnym spojrzeniem od stóp do głów i popatrzyła na nią z impertynenckim uśmiechem.
- Nie igraj ze mną, bo jestem wystarczająco zdenerwowana. Przez ciebie powiedziałam bardzo przykre słowa komuś, kto na to nie zasłużył, Chang. Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę i lepiej bądź ze mną szczera.
- Wzruszyłaś mnie, a teraz pozwól mi wrócić do poważnych rzeczy i sama zajmij się swoją zwichrowaną psychiką – bez cienia szacunku odrzekła Chang i to był jej błąd. Hermiona błyskawicznie przystawiła czubek różdżki do gardła Krukonki i bardzo cichym, jadowitym tonem wysyczała przez zaciśnięte zęby:
- Chciałam po dobroci, ale z taką żmiją jak ty po dobroci się nie da, Chang...
Cho, zaskoczona reakcją Hermiony, nie była w stanie nic powiedzieć, zwłaszcza, że różdżka Gryfonki wbijała się boleśnie w czułe miejsce pod brodą.
- W tej chwili pójdziesz ze mną i przeprosisz Draco Malfoya za to, co mi wczoraj powiedziałaś. A jeśli uczynisz chociaż jeden gest, lub powiesz po drodze coś, co mi się nie spodoba, to każę ci go przeprosić publicznie i na kolanach. Nie zmuszaj mnie do bycia bardziej wredną niż muszę. Zrozumiałaś? – dziewczyna odsunęła na chwilę różdżkę, tak żeby Cho mogła odpowiedzieć na jej pytanie.
- Jesteś chorą, walniętą suką, Granger – powiedziała zła i lekko przestraszona Krukonka.
- Ale nie jestem jadowitą żmiją, ani zimną, wyrachowaną zdzirą, Chang. I może byś raczyła odpowiedzieć na moje pytanie. Zrozumiałaś, co do ciebie mówiłam, czy mam powtórzyć? – w głosie Gryfonki brzmiały stalowe nutki, dlatego Cho wolała grzecznie przytaknąć, i udać się za Hermioną do Wieży Gryffindoru. Panna Granger całą drogę nie przestała się rozkosznie uśmiechać.

******


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 06.01.2005 16:51
Post #61 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



******
W czasie gdy Hermiona szła korytarzem, rozkosznie się uśmiechając, Severus Snape uśmiechał się do siebie bardzo złośliwie i ... kombinował.
Otrzymał rano zawiadomienie, przypominające mu o wieczornym przesłuchaniu, a sam dyrektor rozbawił go tym, co odpisał wiceministrowi nocą, w odpowiedzi na urzędowe pismo wzywające Hermionę Granger i Dracona Malfoya na przesłuchanie w sobotę o godzinie osiemnastej. Otóż stary dobry Dumbledore odesłał urzędową sową pismo następującej treści:
Pan Draco Malfoy i panna Hermiona Granger nie stawią się na żadnym przesłuchaniu z kilku powodów:
1) obydwoje byli już przesłuchiwani i powiedzieli wszystko, co mogli powiedzieć,
2) są pod moją opieką i nie dam ich krzywdzić,
3) to nie żadne przesłuchanie, tylko jawna kpina ze sprawiedliwości,
Z brakiem jakiegokolwiek poważania:
Dyrektor Hogwartu, Albus Dumbledore

PS: Radzę Panu, Panie Wiceministrze wypuścić Lucjusz Malfoya na wolność i to do soboty w wieczór. To wstyd i hańba, żeby zamykać uczciwego i szanowanego członka społeczności czarodziejów, Przewodniczącego Rady Nadzorczej i wielkiego filantropa z powodu takiej błahostki jak przetrącone żebro (zwłaszcza, jeżeli wcześniej obrażało się żonę tegoż obywatela). W przeciwnym razie podejmę środki mające na celu zdegradowanie pańskiej pozycji, panie Weasley, ku czemu posiadam o panu wystarczającą ilość informacji, więc radzę przemyśleć moją propozycję pozytywnie.


Albus mógł sobie pozwolić na taki bezczelny dopisek bo: po pierwsze był Albusem, a po drugie nie bał się już o życie państwa Granger; Narcyza odpisała, że godzi się na propozycje dyrektora i właśnie w tej chwili rodzice Hermiony byli w trakcie „przeprowadzki”. Sam Dumbledore został zaś ich Strażnikiem Tajemnicy. Dyrektor Hogwartu nie bał się też o życie pana Malfoya. Wiedział, że Percival za bardzo kocha swój urząd by zignorować wyraźne ostrzeżenie.

Tak, Severus Snape miał wiele powodów do radości. Uśmiechnął się jeszcze raz i napełnił nowym eliksirem - na wszelki wypadek - kolejną fiolkę. Dziś na przesłuchaniu nie zamierzał być grzeczny, nie zamierzał też pozostawać przez cały czas w ludzkiej postaci. A jeżeli jego „wystąpienie” nie przyczyni się do dobrowolnej rezygnacji Percivala z urzędu wiceministra, wymyśli coś innego.
„Jestem geniuszem zła” – przyszło mu do głowy i zaniósł się wewnętrznym chichotem.

******
- Przepraszam, nie przeszkadzam? – spytała szeptem Hermiona przekroczywszy próg pokoju wspólnego. Troje młodych ludzi siedziało w ciszy, popijając sok dyniowy i niepewnie zerkając co jakiś czas jedno na drugie. Dziewczynie ulżyło, gdy zobaczyła, że młody Malfoy jednak na nią poczekał. Wcale nie była pewna tego, że go zastanie. W końcu bardzo go zraniła, więc dlaczego miałby wysłuchiwać jakichkolwiek jej próśb?
- No co ty? – Blaise uśmiechnęła się szeroko.- Wszystkich grzecznie wyganiamy, ale tobie pozwolimy z nami posiedzieć.
Panna Granger westchnęła tylko i spojrzała nieśmiało na Ślizgona.
- Draco, pozwól na chwilkę. Ktoś chce z tobą porozmawiać – powiedziała łagodnie. Kątem oka dostrzegła jak Blaise i Harry rzucają sobie porozumiewawcze spojrzenia. Ron wyglądał na zdezorientowanego, a Draco zmarszczył ze zdziwienia brwi.
- Ze... ze... mną? K... ktoś? – spytał mało elokwentnie, pokazowo przy tym się jąkając.
- Tak, z tobą, chodź – Hermiona niepewnie się do niego uśmiechnęła i oparła się ręką o ścianę tuż obok dziury zostawionej przez portret.
Draco ostrożnie wyjrzał na korytarz, a później spojrzał na Gryfonkę i ironicznie się uśmiechnął.
- Nie zamierzam gadać z Chang – powiedział spokojnie. – Nie lubię jej.
- Powinieneś z nią porozmawiać – upierała się Hermiona.
- Dlaczego? – nie dawał za wygraną.
- Bo cię o to proszę... Okey, błagam cię – dodała cicho – To dla mnie ważne...
Chłopak potrząsnął głowa i popatrzył zdziwiony, i zakłopotany na dziewczynę.
- Wiesz, że to dziwaczna prośba.
- Wcale nie, Draco – odrzekła. Spojrzała na niego prosząco i usiadła obok reszty towarzystwa, które przyglądało się jej z zainteresowaniem

Draco westchnął i wyszedł na korytarz, zastanawiając się o co może chodzić. Portret Grubej Damy zamknął za nim swe podwoje
- Okey, mów czego chcesz i spadaj, bo nie przepadam za twoim towarzystwem – oznajmił „grzecznie” Krukonce. Chang wbiła w niego mało przyjemne spojrzenie i bez ogródek oświadczyła:
- Twoja dziewczyna kazała mi cię przeprosić. Pojęcia nie mam, co jej odbiło, ale tego właśnie chce – powiedziała z pogardą. Draco splótł dłonie na piersi i uniósł wysoko brwi. To co usłyszał było dosyć ciekawe.
- Chang, po pierwsze, Hermiona nie jest moja dziewczyną, chociaż, jako głupi i ślepy kretyn, muszę przyznać, że mi się podoba – oznajmił. – Po drugie, jeżeli kazała ci mnie przeprosić, widocznie miała ku temu konkretny powód, nie sądzisz? Chociaż szczerze powiedziawszy mało mnie on interesu... Zaraz, zaraz – Draconowi nagle wpadły poszczególne klapki w mózgu na właściwe miejsca i popatrzył na Krukonkę podejrzliwie. – Mówisz, że Hermiona kazała ci mnie przeprosić?
- Sam widzisz, że jest stuknięta – beztrosko oświadczyła Cho, źle rozumiejąc jego zaintrygowaną minę.
Malfoy patrzył na nią jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. Nagle dotarło do niego za co Chang miała go przeprosić. Powoli zaczął w nim narastać gniew. Ale jego twarz pozostała niewzruszona i spokojna.
- Jak mogłaś powiedzieć jej coś takiego? – spytał bez ogródek. - Skąd ci do głowy takie brednie przyszły, co? – jego głos był niebezpiecznie cichy, a dziewczyna popatrzyła z zaciekawieniem na Ślizgona.
- Przecież na nią lecisz – spokojnie oznajmiła. – A skoro tak, nie powiedziałam nic niezgodnego z prawdą. Ujęłam to tylko wprost.
Chłopak zacisnął zęby i zamknął oczy. Starał się opanować wzbierającą w nim jak huragan furię.
- Masz ciekawy sposób interpretowania cudzych słów – powiedział cicho po chwili ciężkiego jak ołów milczenia.
- Nie mów, że nigdy nie myślałeś o niej w kategoriach seksualnych. W końcu jesteś facetem – ton jej głosu był pełen kpiny.
- Jesteś wulgarną szmatą, Chang – powiedział ze złością chłopak.
- Po mówię otwarcie o seksie? – sarknęła, a Draco poczuł, że zalewa go czysta wściekłość.
- Nie – odrzekł zimno. – Bo kłamiesz i używasz niewybrednych określeń.
Jej ironiczny śmiech sprawił, że Ślizgon przestał próbować opanowywać wszystkie emocje, które nim targały, ale dał się im ponieść.
- Zamknij się! – krzyknął, wykręcając ręce dziewczyny do tyłu i przytrzymując je w żelaznym uścisku.
- To boli – warknęła zła i trochę przestraszona Cho.
Malfoy był po prostu wściekły. Pochylił się nad nią i uśmiechnął się drapieżnie
- Ma boleć Chang... A słowa potrafią czasami bardziej zranić niż czyny! – w jego głosie była nie tylko wściekłość, ale też smutek i bezsilny gniew.
- Taki poczułeś się urażony? – zadrwiła mimo strachu Cho.
- Powiedziałem, żebyś się zamknęła! – warknął. –Nie masz bladego pojęcia jaką krzywdę wyrządziłaś Hermi swoim wulgarnym kłamstwem! Nie masz za grosz wstydu, nie potrafisz nawet przeprosić za oszczerstwo ani mnie, ani jej, chociaż to co zrobiłaś było po prostu obrzydliwe!
Odepchnął ją z całej siły i się odsunął.
- Brzydzę się tobą! - mówiąc to wytarł dłonie o poły szaty z wyrazem niesmaku na twarzy.
- Obydwoje jesteście chorzy... – zaczęła Krukonka, ale Ślizgon nie pozwolił jej dokończyć.
- Nie przeginaj Chang, bo pójdę po różdżkę i wyzwę cię na pojedynek, którego prawdopodobnie nie przeżyjesz... – wysyczał ze złością.
- Pasujesz do Granger – powiedziała Cho jadowitym szeptem. – Do dziś nie byłam pewna czy jest wredną suką, która udaje nieprzystępną i cnotliwą pannicę, czy nie.... Teraz jestem pewna, że jest.
Draco już zupełnie nad sobą nie panował. Trzasnął Chang z całej siły w twarz i popatrzył na nią wyzywająco.
- Jeszcze jedno słowo... – wyszeptał, a Cho z niewyjaśnionych powodów wolała się nie odzywać, ani nie oddawać Malfoyowi, chociaż miała w kieszeni szaty różdżkę. Żaden facet nigdy jej nie uderzył. A on ja po prostu strzelił bez zastanowienia w policzek...
Gruba Dama zaczęła wyzywać Dracona od gburów, ale kiedy posłał jej swój uroczy, zimny uśmiech zamilkła.
- Odejdź – powiedział bardzo cicho. Nadal był zły, rozżalony i rozgniewany, ale uznał, że nie warto marnować nerwów na taką żmiję. - Nie chcę od ciebie żadnych przeprosin – ciągnął spokojnie nie patrząc nawet na zszokowaną jego zachowaniem dziewczynę. – A jeżeli chodzi o Hermionę, to gdybyś nawet przepraszała ją na kolanach, nie naprawisz tego, co czuła, kiedy... Lepiej odejdź zanim cię uszkodzę gołymi rękami i módl się, żebyśmy nie spotykali się sam na sam na korytarzu. Żegnam...
Miała ochotę powiedzieć mu parę przykrych rzeczy, ale widząc gniew w jego szarych oczach, odwróciła się i odeszła dumnym krokiem.

Draco stał na korytarzu jeszcze przez dobrą minutę i oddychał głęboko, usilnie starając się ukoić rozkołatane nerwy. Gruba Dama przyglądała mu się z zaciekawieniem, ale wolała nic nie mówić. Co prawda Ślizgon nie miał różdżki, mógł mieć jednak ukryty sztylet w bucie (strażniczka Wieży Domu Lwa miała traumatyczne przeżycia związane z bliskim spotkaniem trzeciego stopnia z Blackiem dzierżącym w dłoni nóż).
- Eliksir Wielosokowy – powiedział w końcu grobowym tonem Draco, posyłając jej niemiłe spojrzenie i chcąc nie chcąc musiała odskoczyć od ściany wpuszczając go do środka.

***
- Dlaczego on ma gadać z Cho? – spytał zaciekawiony Harry.
- Chang chce go przeprosić..... – Hermiona spuściła skromnie wzrok i nalała sobie soku z dyni. Paliło ją niemiłosiernie uczucie wstydu. Wstydu, że uwierzyła w takie niedorzeczności, jakie wcisnęła jej Krukonka. Złość powoli minęła, zostawiając żal do samej siebie za niesprawiedliwe słowa pod adresem Dracona, których już nie mogła cofnąć.
- Chce? – Blaise zmarszczyła czoło. – Chce czy musi?
- Powiedzmy, że chce – ucięła Gryfonka.
- Rozumiem....
- Co ona takiego powiedziała o Malfoyu? – spytał Harry.
- Och, totalny kit mi wcisnęła, a ja, głupia, w to uwierzyłam! – wykrzyknęła dziewczyna ze złością. – To ja go powinnam przepraszać, za swój brak rozumu. Cholera!
- Spokojnie, Herm – Ron patrzył na nią ze zdziwieniem i lekką konsternacją, Blaise z zaciekawieniem, a Harry z zainteresowaniem i cieniem zrozumienia.
- Każdemu zdarza się uwierzyć w bzdurę – Zabini popatrzyła na nią łagodnie.
- Jasne... i powiedzieć parę przykrych rzeczy osobie skrzywdzonej przez los, także zdarza się każdemu, Blaise... – Hermiona wyglądała jakby miała za chwilę się rozpłakać.
- Herm, chciałem ci przypomnieć, że ty też zostałeś skrzywdzona, może nawet bardziej – powiedział cicho Potter.
- Wcale nie bardziej – dziewczyna popatrzyła na niego z wyrzutem. – Spróbuj się postawić na jego miejscu, Harry.
W duchu musiał przyznać Hermionie trochę racji. Nie miał pojęcia jak przeżyłby patrzenie na gwałt i własną całkowitą niemoc. Nawet sobie nie mógł tego wyobrazić. Bezsilne patrzenie na cudzą krzywdę wydawało mu się czymś strasznym.
- Herm, masz prawo do tego by cierpieć, czuć się pokrzywdzona i do tego, żeby dokonywać błędów. Założę się o sto tysięcy galeonów, że Draco nie chowa do ciebie urazy...
- Wiem, Harry, ale mi jest strasznie głupio... Nawet nie wiesz jakich bzdur mu nagadałam w bibliotece. Mam ochotę walić głową w ścianę, wyć i wyrywać sobie włosy z głowy... Nieistotne, po prostu mi cholernie przykro – uśmiechnęła się smutno do przyjaciela i pozwoliła mu się przytulić.

Blaise i Ron patrzyli na pozostałą dwójkę, nie bardzo rozumiejąc o co im chodzi. Mogli się tylko domyślać, że rozmawiają o przesłuchaniu. Rona zaskoczył niebywale fakt, że przytulili się do siebie jak gdyby nigdy nic. Hermiona Popatrzyła na Blaise i na Ronalda, a z jej gardła wydobyło się głośne westchnienie.
- Chyba mogę wam powiedzieć, chyba – szepnęła cicho.
Zabini uśmiechnęła się nieśmiało, a Ron wbił w przyjaciółkę zatroskane spojrzenie. Hermiona zamknęła oczy i mocno przytuliła się do Harry’ego.
- Zostałam zgwałcona przez Weasleya i Matrojewa, Draco nic nie mógł na to poradzić, a jego interwencja mogła mi tylko zaszkodzić... Przepraszam Ron – dodała, gdy zauważyła, że jej przyjaciel gwałtownie pobladł i jest bliski łez.
Blaise wypuściła swoją szklankę z dłoni. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że szkło z brzękiem rozbiło się o posadzkę. Ron Weasley otarł łzy cisnące się do jego ciemnych oczu. Poczuł się tak okropnie jak nigdy wcześniej w całym swoim nastoletnim życiu.
- Proszę, nie mówcie o tym Gin, ona by się załamała – powiedział drżącym z emocji głosem.
- Boże - szepnęła Blaise ze łzami w oczach. – Tak mi przykro...
- Nie powiem nic Ginny, Ron. A ty nawet nie waż się obwiniać o czyny twojego brata – powiedziała stanowczo Hermiona. Miała ochotę się rozpłakać, ale z drugiej strony poczuła się lepiej. Troszkę jej ulżyło. Nie za bardzo, ale to zawsze było coś. Popatrzyła przepraszająco na resztę towarzystwa i usiadła przy kominku.

Przez dziurę w portrecie zaczął się ktoś gramolić, a wszyscy spojrzeli w tym kierunku. Draco podniósł wzrok i Blaise aż się wzdrygnęła. Był blady, usta miał zaciśnięte, a w szarych oczach jeszcze tlił się gniew.
Bez słowa nalał sobie szklankę soku z dyni, wypił kilka łyków i z furią cisnął dopełnione do połowy szkło o gzyms kominka.
- Kurwa! – warknął ze złością i wytarł wierzchem dłoni usta.
- Trochę mi ulżyło – oznajmił po chwili, patrząc na zaskoczonych i lekko przestraszonych uczniów.
- To był poroniony pomysł – powiedział do Hermiony niemal ze złością. Nie odpowiedziała, a jej wzrok cały czas spoczywał na buzujących w kominku płomieniach. – Prędzej pocałuję sklątkę tylnowybuchową w odwłok niż dam się przeprosić tej szmacie. Poza tym nie mnie powinna przepraszać tylko ciebie Herm, mi tylko popsuła i tak już podły humor.
- Nie potrzebuje jej przeprosin – powiedziała cicho Granger.
- Ja też nie – odwarknął Malfoy.
- Chciałabym wiedzieć, co ona takiego powiedziała, że zioniesz ogniem i masz żądzę mordu w oczach... – spytała Blaise, roztrzęsiona jeszcze po tym, co usłyszała od Hermiony; było jej niedobrze. Ślizgon nie zamierzał odpowiadać.
- Dlaczego zbiłaś szklankę? – zmienił gładko temat patrząc pod nogi Blaise, gdzie leżało stłuczone szkło i widać było niewielką kałużę soku..
- Po prostu ją upuściłam – Zabini się wzdrygnęła, a chłopak uważnie na nią popatrzył. Zarumieniła się i odwróciła wzrok.
– Dobra nie będę wnikał – Malfoy przeniósł spojrzenie na Rona i doznał szoku. Rudzielec był blady i patrzył gdzieś przed siebie w jeden punkt. Wydawał się nie reagować na nic i na nikogo.
- Co z nim? – spytał Draco przyglądając się Gryfonowi. – Co ci się stało Weasley? – zrobił kilka kroków w jego kierunku i lekko się pochylił.
- Daj mu spokój – ucięła stanowczo Hermiona.
- Możecie powiedzieć, co tu się stało? - zapytał zaintrygowany. - Bo wyglądacie jakbyście wrócili z pogrzebu, a Chang jeszcze żyje... – próbował rozładować sytuację, mimo że sam odznaczał się podłym samopoczucie.
Nikt mu nie odpowiedział. Blaise unikała jego wzroku, Harry patrzył na niego ze smutkiem, Ron wydawał się nieobecny, a Hermiona w zamyśleniu grzebała pogrzebaczem w kominku. Draco podniósł swoją różdżkę i z westchnieniem uprzątnął szkło i sok z dyni. W samą porę bo przez portret wsypało się stadko drugorocznych Gryfonów, którzy wbili w niego zaciekawiony wzrok. Głośna grupka stała się w jednej chwili grupką bardzo cichą.
- Co im zrobiłeś? – pisnęła jakaś dziewczynka, mylnie interpretując nieciekawe miny Gryfonów i Ślizgona stojącego, wydawałoby się nad nimi, z podniesioną różdżką. Po tych słowach schowała się za wyższego od siebie chłopca
- Nic, sprzątałem stłuczoną szklankę – Draco opuścił różdżkę
- Spadajcie, dobrze? – z rozdrażnieniem powiedział Harry widząc zainteresowanie dzieciaków stanem Rona, który teraz schował twarz w dłoniach i wyglądał na totalnie załamanego.
- Już was nie ma – warknęła Hermiona, widzą brak jakiejkolwiek reakcji. – To nie jest cyrk. Zostawcie nas samych.
Młodsi Gryfoni woleli nie zadzierać ze starszymi kolegami i rozeszli się bez słowa do swoich dormitoriów, łypiąc niepewnie na Blaise i Dracona.

Malfoy jeszcze przez chwilę stał, w końcu usiadł obok Pottera i Zabini. Obserwował jak Hermiona powoli podchodzi do Rona, kuca obok niego i mówi mu coś cicho do ucha. Weasley podniósł na nią zrozpaczone spojrzenie i zamrugał powiekami, spod których spłynęły ogromne łzy. Zaskoczony Ślizgon wbił oniemiały wzrok w Harry’ego i Blaise. Jego oczy zdawały się zadawać nieme pytanie o wszystko, co zaszło podczas jego nieobecności we wspólnym. Oboje jednak pokręcili w milczeniu głowami i Draco z westchnieniem dalej obserwował Hermionę oraz Rona.
Weasley rozpłakał się cicho i przytulił do siebie przyjaciółkę..
- Przepraszam Herm, tak mi przykro, naprawdę – powiedział z rozpaczą.
- Wiem, wiem, przecież to nie twoja wina. I Ron... udusisz mnie – oznajmiła Hermiona, a rudzielec lekko rozluźnił uścisk wokół jej szyi.
- Sorry – zarumienił się mocno i nieśmiało spojrzał jej w oczy.
- Nie płacz, jesteś wspaniałym chłopakiem i zabraniam ci się tak niedorzecznie obwiniać – panna Granger delikatnie wytarła kciukiem łzy z twarzy przyjaciela i z wahaniem dotknęła wargami jego policzka.

- Powiedzcie mi w końcu, do jasnej cholery, co tu się dzieje! – Draco nie wytrzymał psychicznego napięcia i zerwał się z kanapy, zwłaszcza że poczuł falę zazdrości, w momencie, gdy Hermiona pocałowała Ronalda w policzek. – No, czy ktoś mi powie?!
- Draco, weź się uspokój – Blaise wyciągnęła dłoń i poklepała go po pośladku. – Ron jest tylko przyjacielem Hermiony. Siadaj grzecznie na tyłku, albo jak już stoisz to nalej mi soku, okey?
Mina Dracona była przezabawna. Wyrażała wściekłość, dezorientację i rozżalenie z powodu niedoinformowania, a także lekkie zawstydzenie. Hermiona poczuła jak na jej policzki wypełza delikatny rumieniec. Miała ochotę strzelić Blaise po głowie i coś jej powiedzieć, ale ostatecznie się powstrzymała
- Cholera, nie o to mi chodziło i dobrze o tym wiesz, Zabini! – Malfoy zrobił się buraczany na policzkach i posłał koleżance spojrzenie ala hipogryf na diecie bezmięsnej, czym Blaise absolutnie się nie przejęła. – A sok możesz sobie nalać sama, masz rączki!
- Dżentelmen – sarknęła w odpowiedzi, a Draco teatralnie wywrócił oczami, nalał jej soku i podał go z ukłonem do samej ziemi, rozchlapując nieco z rozpędu na posadzkę.
- Dziękuję – grzecznie oznajmiła Ślizgonka.
- Sorry za mój wybuch, ale coś ściemniacie.
- Nie wiemy nic, czego ty byś nie wiedział i wcale z powodu tej wiedzy nie czujemy się szczęśliwi – Blaise surowo zmarszczyła brwi. – A teraz siądź na dupie i bądź grzeczny.
Draco oklapł na kanapę jak skarcony szczeniak. Patrzył z niedowierzaniem na Hermionę, która coś bardzo cicho mówiła do Rona. Weasley nie wyglądał już na smutnego. Był ewidentnie rozgniewany.
- Ukatrupię go – oznajmił Ronald zimno. – Poszatkuję go na drobne kawałeczki i spalę... Nigdy nie traktowałem go do końca jak brata. Zawsze miał jakieś powalone jazdy, ale teraz przeszedł samego siebie... Czemu mi nie powiedziałaś wcześniej Herm? On już by nie żył!
Draco wlepił intensywne spojrzenie w Hermionę. Był bardziej niż zaskoczony. Wcześniej nie chciała w ogóle mówić gwałcie, a teraz opowiedziała aż dwóm osobom o przykrym zdarzeniu z przesłuchania.
- Ukatrupię go na miejscu, jak go tylko gdzieś zobaczę... I ta gnida miała czelność przychodzić jeszcze raz do Hogwartu. Niech on się modli, żeby mnie nie spotkać – Ron był coraz bardziej wściekły.
- Zabijesz gnidę i wsadzą cię do Azkabanu, jak za morderstwo porządnego obywatela, nobliwego, jak Nott... – sarkastycznie oznajmiła Blaise i przepraszająco spojrzała na Harry’ego, który automatycznie się wzdrygnął.
- To wsadzą – Dracona nie odstraszała wizja więzienia, kiedy snuł wyobrażenia o morderstwie aktualnego Wiceministra Magii. - Ale musisz Weasley poczekać w kolejce. Ja mam pierwszeństwo w urwaniu łaba twojemu starszemu bratu, później możesz go poćwiartować i spalić.
- Nieprawda, ja mam prawo i obowiązek go wykończyć, bo przynosi wstyd rodzinie, której się przy okazji wyrzekł, i którą pogardza! – wściekle wysyczał Ronald – Gdzie moja różdżka?!
- Przestańcie – szepnęła nagle Hermiona – dobrze?
Obaj chłopcy zamilkli zawstydzeni i wybąkali pod nosem przeprosiny.
- Oj, chłopy, kiedy wy rozumu nabierzecie – westchnęła Blaise i podeszła do zasmuconej Hermiony, która siedziała teraz na podłodze i wyglądała jak siedem nieszczęść. – Kretyni – dodała dla lepszego efektu, gdy siadała obok koleżanki.
- Dobrze się czujesz, Herm? – spytała łagodnie, a Gryfonka pokiwała twierdząco głową i posłała jej nieśmiały uśmiech.
- Trochę mnie zmęczyła i zszargała mi nerwy rozmowa z Chang – powiedziała cicho. – Czuję się przez to wszystko psychicznie wypruta.
- Nie trudno mi w to uwierzyć – Blaise spojrzała na swój zegarek i zrobiła okrągłe oczy. – Wiecie, że już trwa od piętnastu minut obiad? Dlatego prawie nikt nie przychodzi.
- To w takim razie ja idę – powiedział Ron i spojrzał ze smutkiem na Hermionę.
- Idziesz? – spytał, a dziewczyna pokręciła przecząco głową
- A ja chętnie pójdę – powiedziała Blaise. – Jesteś pewna, że nie chcesz jeść?
- Tak – Hermiona powolutku wstała z podłogi. – Idźcie ja sobie coś poczytam w dormitorium.
Harry, Blaise i Ron ruszyli w kierunku wyjścia, ale Draco nadal siedział na kanapie i wpatrywał się w Hermionę.
- Nie idziesz Malfoy? – spytał zielonooki.
- Po rozmowie z Chang odebrało mi apetyt na miesiąc – spokojnie odparł Ślizgon.- Zostanę z Hermioną – dodał łagodnie i dziewczyna lekko drgnęła słysząc z jego ust swoje imię. Nie wiedziała jak spojrzy mu w oczy, po tym co od niej usłyszał w bibliotece, ale bardzo chciała z nim porozmawiać i go przeprosić.

*
Kiedy trójka uczniów wyszła przez dziurę w portrecie, Hermiona nieśmiało usiadła obok Dracona.
- Przepraszam, byłam podła – powiedziała niemal szeptem. Draco nie odpowiedział; wpatrywał się w ogień buzujący na kominku.
- Masz prawo się na mnie gniewać – dodała niepewnie i aż podskoczyła, bo kilkoro drugorocznych lwiątek płci męskiej z rykiem zbiegło po schodach spiesząc się na obiad, który już dobiegał półmetka. Chłopak znowu nic nie odpowiedział.
Kiedy dzieciaki wyszły przez dziurę w portrecie, odwrócił się i spojrzał Hermionie w oczy.
- Przepraszam – uciekła wzrokiem na bok, bo nie mogła znieść jego szczerego i wyczekującego spojrzenia. Czuła się podle.
„Ależ musi być wściekły” – pomyślała wbijając spojrzenie w posadzkę.
- Herm, spójrz na mnie – powiedział cicho i poczekał, aż zwróci na niego ciemnoorzechowe oczy.
„Boże, on wcale nie jest zły” – pomyślała. O wiele bardziej wolałby ujrzeć iskierki gniewu w jego spojrzeniu, a nie to co widziała. Nie smutek, ciepło, zrozumienie i łagodność. Przez to czuła się jeszcze gorzej.
- Tak mi wstyd – wyszeptała. – Tak bardzo...
- Cii... – Draco nie pozwolił jej dokończyć i delikatnie położył palce na wargach dziewczyny.
Drgnęła pod wpływem jego dotyku, ale chłopak nie cofnął dłoni, tylko pogłaskał ją po policzku. Jego pieszczota była lekka, była ledwie muśnięciem, ale sprawiła, że żołądek Hermiony na moment zamienił się miejscami z sercem, by za chwile wrócić na swoje miejsce i lekko się skurczyć. Wzdrygnęła się, czując do siebie złość za nielogiczną reakcję, ale on zdawał się nie zwracać na to uwagi.
– Przestań się tłumaczyć, błagam. Nie mam do ciebie żalu. Na początku byłem urażony, ale teraz już nie jestem, Herm. Nie mam najmniejszych powodów. To ja przepraszam, że przeze mnie musiałaś usłyszeć od Chang przykre słowa. Nie powinienem jej sugerować, że tysiąc razy bardziej wolę ciebie od takiej płytkiej laluni jak ona. Ale zdenerwowała mnie i.... przepraszam – nagle zdał sobie sprawę ze znaczenia słów, które powiedział. – Nie bądź na mnie zła.
Harmonia wpatrywała się w niego zaskoczona, zdziwiona i trochę zakłopotana.
- Wiem, odznaczam się głębią emocjonalną kałuży. Sorry, Herm – był mocno zmieszany, bo nie chciał je wprowadzić w konsternację. Zaklął w duchu nad własną głupotą.
– To ja już sobie pójdę – dodał i zdjął swoją szatę z oparcia kanapy.
- Draco, poczekaj – Hermiona nie miała zamiaru pozwolić mu odejść, nie po tym co usłyszała.
Zaczekał. Siedział i bezmyślnie międlił w dłoniach materiał szaty.
- Nie mów o sobie w taki sposób. To ja popisałam się głębią emocjonalną kałuży dzisiaj w bibliotece, nie ty. Uważam, że jesteś wrażliwy i... dzięki za komplement – Draco popatrzył na nią mile zaskoczony i niepewnie się uśmiechnął. Nie wiedział czego się spodziewać, ale na pewno, nie tego co usłyszał.
- Nie chcę żebyś wychodził, bo bardzo dobrze się z tobą czuję...
Amen. Powiedziała to, powiedziała coś, czego tak bardzo, wręcz panicznie, bała się powiedzieć wcześniej.
Chłopak nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Dopiero teraz dostrzegła jak wiele jest w jego oczach troski i uwielbienia. Było zadziwiające jak bardzo szare tęczówki Draco Malfoya mogą być ciepłe i łagodne. Nie potrafił, nie mógł i nie chciał się dłużej powstrzymywać. Delikatnie ujął jej twarz w dłonie i musnął wargami usta dziewczyny. To nawet nie był całus, a zaledwie nieśmiałe dotknięcie warg.
Hermiona zamarła, ale nie wyglądała na przerażoną, nie próbowała go też odepchnąć. Dojrzał w jej oczach obawę, ale także wyczekiwanie i ciekawość. Niepokój i nadzieję.
- Tyle rzeczy chcę ci powiedzieć – wyszeptał jej do ucha. Zsunął przy tym dłonie na plecy dziewczyny przygarnął ją do siebie.
Nie opierała się. Mimo napięcia, które czuła, dała się przytulić i pozwalała mu na nieśmiałe pieszczoty.
– Boje się, że mogę sprawić ci przykrość. Nie chcę cię zrazić do siebie, ani w żaden sposób zranić, Herm...
- Wiem Draco i wiem, że mnie nie zranisz – wtuliła twarz w miękki ciemnogranatowy sweter. Był ciepły i przyjemnie pachniał, pachniał nim. Objęła go mocno, z całych sił próbując odsunąć od siebie wszystkie złe wspomnienia, rozpaczliwie pragnąc odczuwać prawdziwą, niezmąconą radość z bliskości drugiego człowieka.
- Mogę się skrzywdzić... niechcący – powiedział cicho, czując się szczęśliwy, że obdarza go takim zaufaniem.
- Nie, ty mnie nie skrzywdzisz, wiem, że mnie nie skrzywdzisz w żaden sposób. Ja tylko nie potrafię normalnie reagować – powiedziała i usłyszał w jej głosie rozpaczliwą prośbę, błaganie o zwyczajne, szczęśliwe życie.
- Nie wolno ci myśleć w takich kategoriach... a ja nic od ciebie nie chcę i niczego nie oczekuję, Herm – jego głos był ciepły i cichy. Draco pieścił delikatnie ramiona dziewczyny i pogładził palcami wrażliwą skórę na jej karku. Zesztywniała pod wpływem przyjemnego dreszczu, który przebieg jej wzdłuż kręgosłupa.
- Przepraszam – powiedział i przytulił ją mocniej.
- Nie chcę, żebyś mnie przepraszał. Chcę, żebyś mnie dotykał, żebyś do mnie mówił, żebyś był blisko – wyszeptała odwzajemniając delikatną pieszczotę. To co zrobiła było cudowne, zbyt cudowne... Łagodnie odsunął ją od siebie, ujął jej przeguby i uniósł ręce dziewczyny do ust. Całował każdy palec, kciukami pieścił wnętrze dłoni i tulił je do swojej twarzy.

Była zaskoczona jego reakcją. Westchnęła cicho i zabrała ręce, ale tylko po to by wsunąć je w miękkie włosy chłopaka. Przyciągnęła go do siebie i przytuliła twarz do jego ciepłego policzka.
- Nawet nie wiesz jaki jesteś cudowny – powiedziała bez zastanawiania się nad wymową tych słów.
- Ja? – spytał zaskoczony, a po chwili złożył czuły, nieśmiały pocałunek na jej ustach. - Jesteś kochana – wyszeptał i pocałował ją jeszcze raz. Hermiona zamknęła oczy i ufnie pozwalała mu na wszystko. Był tak delikatny, że ledwie dotykał jej warg swoimi, rozbudzając w niej tylko pragnienie prawdziwego pocałunku, ale jeszcze za bardzo się bała i niestety jej strach był silniejszy od pragnień. Draco zachowywał się tak jakby o tym wiedział. Nie zrobił żadnego gwałtownego ruchu. Wszystkie jego pieszczoty były niewinne i subtelne, a on sam przemawiał do niej cicho i łagodnie. Czuła się przy nim cudownie i bezpiecznie.
- Jesteś mądra, kochana i dobra – szeptał jej do ucha. - Jesteś wspaniałą, uroczą dziewczyną. Uwielbiam twoją bliskość, uwielbiam ciebie całą. Tak bardzo chciałbym ci pokazać ile dla mnie znaczysz, jak bardzo cię potrzebuję – jego szept stawał się coraz bardziej urywany, gwałtowny i czuł, że do oczu napływają mu łzy.
– Tak bardzo pragnę twojej bliskości, tak bardzo pragnę ciebie, chciałbym cię całą pieścić i całować, chciałbym ci dać wszystko, co tylko można dać drugiej osobie...
Wtulił twarz w jej szyje. Poczuła na skórze jego gorący oddech i ciepłe łzy, i przytuliła go mocno.
- Przepraszam za to, co mówię, ja... przepraszam – wyszeptał.
- Nie powiedziałeś nic złego Draco, już dobrze... – nie przeszkadzały jej gorące wyznania chłopaka, ale były czyś nowym i zaskakującym. Była oszołomiona tym co powiedział i z trudem dobierała słowa. - Nie wiedziałam, że coś do mnie czujesz – Nie wiedziałam... - podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i starła z policzków Dracona łzy.
- Po prostu się zakochałem. Podobno czasem się to ludziom przytrafia – patrzył na nią łagodnie, a Hermiona się zarumieniła.
- We mnie? – spytała ze zdziwieniem.
- Nie, w Grubej Damie – odrzekł bardzo poważnym tonem. – Tylko nie wiem jak jej to powiedzieć. Pomożesz mi? W końcu znasz ją lepiej...
- To ja jej powiem sama – Hermiona nie wytrzymała i uśmiechnęła się szeroko. Uwielbiała jego poczucie humoru.
- Dzięki, nie wiedziałem jak cię o to poprosić. Mnie mogłaby się przestraszyć. Z tego co wiem, nie przepada za Ślizgonami – powiedział i pocałował Hermionę w policzek. – Kocham cię, czy to takie dziwne? - dodał z delikatnym uśmiechem.
Drgnęła i przytuliła się do niego.
- Zaskakujące – odpowiedziała cicho. Sama też coś do niego czuła, ale ani nie potrafiła swoich uczuć nazwać, ani o nich mówić. Ba, ona nawet nie potrafiła się z nimi do końca pogodzić. Teraz, kiedy Draco powiedział, że ją kocha, zrobiło się jej ciepło na sercu. Nie miała wątpliwości, co do tego, że chce być kochana przez tego człowieka.
- Mam nadzieje, że nie poczułaś się źle po wszystkim, co ci powiedziałem – patrzył na nią poważnie.
- Nie, bo to co powiedziałeś było... piękne – zawahała się na moment i spuściła nieśmiało wzrok.
- Kiedy się rumienisz, kocham cię jeszcze bardziej – palnął bez zastanowienia. – Sorry.
- Nie przepraszaj za wszystko, bo dam ci po łbie – zirytowała się lekko Hermiona.
- Okey, to ja może nic nie będę mówił – oznajmił grzecznie i ją objął.
- Tak lepiej...........
Siedzieli przez kilka minut w zupełnej ciszy. Było im po prostu dobrze i żadne z nich nie chciało, żeby ta chwila się kończyła. Skończyła się jednak szybko, bo Gryfoni zaczęli wracać z obiadu i każda z grupek, które wchodziły przez dziurę w portrecie rzucała im zdziwione, a czasem nawet pełne zgorszenia spojrzenia, bo nie raczyli się od siebie odsunąć i siedzieli cały czas objęci na bordowej kanapie pokoju wspólnego.
Hermionę zdenerwował do tego stopnia pełen oburzenia wzrok niektórych uczniów Domu Lwa, że w końcu pokazała jakiejś wybitnie zdegustowanej czwartoklasistce język, a Draco nie wytrzymał i się roześmiał.
- Co cię tak cieszy, Malfoy? Jej brak wychowania? – zażartował Harry, który właśnie przelazł przez dziurę.
- A chcesz w zęby, Potter? – odpowiedział grzecznie pytaniem na pytanie Draco.
- Wzbudzacie powszechne zainteresowanie, czy to dziwne? – Harry uśmiechnął się szeroko. Miał dobry humor, bo Blaise poprosiła go żeby dokończyli naukę następnego dnia, w niedzielę, a dziś zaproponowała spacer po błoniach; byli umówienie równo za godzinę. Jego samopoczucie psuł tylko „marginalny” fakt, że Zabini nie była w stanie logicznie myśleć i się uczyć po tym, co usłyszała od Hermiony. Dlatego posłał przyjaciółce spojrzenie pełne troski.
- Może nie dziwne, ale nie przepadam, gdy ludzie patrzą na mnie jak na okaz w ZOO – spokojnie odrzekł Ślizgon, opiekuńczo ściskając ramię dziewczyny, a Hermiona próbowała w tym czasie zabić wzrokiem kolejne stadko zadziwionych lwiątek i lwiczek. Dosyć dobrze jej wyszło, bo stadko szybko rozproszyło się do swoich pokoi.
- Herm, zaraz zaczniesz zionąć ogniem jak prawdziwa smoczyca – powiedział zadowolony ze swego wyostrzonego dowcipu Harry.
- Długo nad tym myślałeś? – Gryfonka uniosła jedną brew i zabawnie zmarszczyła nos.
- Cały obiad – odrzekł niezrażony Potter.
- Och, nie wątpię w to - Draco rzucił mu rozbawione spojrzenie. – Gdzie Ronaldini?
- Kto?! – krzyknęli razem Hermiona i Harry.
- Weasley, co nie pasuje do niego? – spytał niewinnie Malfoy, a Granger uśmiechnęła się złośliwie. Miała dla Rona nową ksywkę.
- Roniasty udał się na randkę z szaloną Lovegood. Dziś chyba jakieś dziwne fluidy wiszą nad Hogwartem – popatrzył znacząco na obejmującą się dwójkę, ale został totalnie zignorowany .

Chwile później Draco z kamiennym wyrazem twarzy pokazywał środkowy palec dwóm siódmoklasistom, którzy właśnie weszli prze dziurę w portrecie i patrzyli na niego mało przychylnie. Naprawdę mało przychylnie.
- Chcesz zarwać w zęby, Malfoy? – spytał ciemnoskóry Antony Hopes i Hermiona nie wytrzymała.
- Słuchajcie, jeśli wam przeszkadza widok Dracona, możecie iść do siebie. Nie zamierzam go wyrzucać. To jest miejsce, gdzie mogą swobodnie przebywać różni uczniowie...
- My jesteśmy u siebie, a on nie – włączył się Thomas Derris; wysoki blondyn z ciemnoniebieskimi oczami i aparycją tolkienowskiego elfa.
- Dracona – zadrwił Anthony i Ślizgon powoli wstał.
- Chodź, Herm – powiedział cicho – Nie będziemy się narzucać. Chcesz się przejść?
Panna Granger była w dość bojowym nastroju, ale nie chciała prowokować żadnej kłótni, dlatego wstała i obrzuciła starszych kolegów z domu nieżyczliwym spojrzeniem.
- Kultura aż bucha – powiedziała.
- Nie masz wstydu, Herm – powiedział z przekąsem Thomas i nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Draco błyskawicznie przyłożył różdżkę do jego piersi i zimno się uśmiechnął.
- Powiedz coś takiego jeszcze raz, – oznajmił arktycznym tonem – a tak cię urządzę, że rodzina cię nie pozna, rozumiesz? Możesz mnie nie lubić, nawet powinieneś, bo ja nie lubię ciebie, ale nie radzę ci obrażać Hermiony. Mam nadzieję, że dotarło.
Thomas i Anthony patrzyli na nich z drwiną, ale Derris lekko pobladł i Hermiona poczuła wewnętrzną satysfakcję. Kilkanaścioro uczniów, którzy stopniowo schodzili się do wspólnego, przyglądało się zajściu z zaciekawieniem.
- Muszę poprzeć kolegę ze Slytherinu w całej rozciągłości – grzecznie powiedział Harry, wzbudzając tym powszechny szok. - Nie radzę żadnemu z was mówić źle o Hermionie, bo mogę być wtedy bardzo nieprzyjemny.
- U, Harry, ale jesteś ostry! – Ginny wysunęła się do przodu, żeby mieć lepszy widok i pociągnęła za sobą Nevilla. – Oszukałeś mnie Draconie Malfoy, mówiłeś, że zakochałeś się w Harrym – uśmiechnęła się szelmowsko, gdy zobaczył, że chłopak delikatnie ujmuje w swoją dłoń rękę Hermiony. Ślizgon posłał jej spojrzenie z serii: „już nie żyjesz”, a panna Granger „uratowała” go z opresji mówiąc:
- Tak naprawdę bujnął się w Grubej Damie, tylko nie wie jak ma jej to wyznać...
- To wpadłeś, ona wszystkim daje kosza – oznajmił z grobową miną Longbottom.
- Dzięki, będę pamiętał. Chodź Herm, może spotkamy po drodze Irytka i zrobimy jakąś drakę...
- Powodzenia – powiedział Harry i udał się do swojego dormitorium.

- I co ja mam ci teraz zrobić? Ale mnie wrobiłaś. Zakochał się w Grubej Damie – powiedział z wyrzutem gdy szli korytarzem w stronę lochów. - Połowa z tych głąbów gotowa w to uwierzyć.
- Hej, Gryfoni nie są głąbami! – oburzyła się Hermiona. – Załóż szatę, zmarzniesz – dodała po chwili z troską. – I dlaczego idziemy do ciebie?
- Nie idziemy do mnie – Draco uśmiechnął się tajemniczo, a Hermiona wbiła w niego zaintrygowane spojrzenie. - To znaczy do mnie, ale gdzie indziej... Ach, i na pewno nie zmarznę, gdy idziesz obok mnie, Miona – mówiąc to ścisnął opiekuńczo jej dłoń.

******
Severus sam miał się stawić na przesłuchaniu i jakoś mało go to obeszło. W ogóle miał podejrzanie dobry humor. Po kolacji gwizdał sobie wesoło w Pokoju Nauczycielskim, podczas układania dokumentów i wszyscy patrzyli na niego co najmniej dziwnie.
- Co z tobą Sever? – cicho spytała Tonks. – Jesteś masochistą? Idziesz na przesłuchanie i pogwizdujesz sobie „Dziewczynę Aurora?”
- Raczej „Dziewczynę Śmierciożercy” – Snape uśmiechnął się przebiegle, a koleżanka po fachu wywróciła oczyma.
- Coś kombinujesz ....
- Ja? – niewinnie spytał Severus. – Niby co?
- Ty mi powiedz...
- Tajemnica, skarbie – mówiąc to mrugnął do niej szelmowsko. – Lepiej się nie interesuj – dodał po chwili z poważną miną. – Nie zamierzam nikogo obrabować ani zabić, bądź spokojna.
- Jakoś mnie nie uspokajają twoje słowa- nauczycielka skrzyżowała dłonie na piersi i popatrzyła na niego podejrzliwie.
- Przyrzekam, że nie zrobię nic okropnego... Tonks – po tych słowach objął ją i pocałował w policzek, wywołując chrząknięcie pani wicedyrektor.
- Sev, co z tobą? – Tonks zamrugała ze zdziwieniem powiekami. Nie żeby jej się nie podobało, ale to było dziwaczne zachowanie jak na oschłego Mistrza Eliksirów.
Mężczyzna uniósł wysoko brew i szepnął jej do ucha.
- Za dwie godziny mam być na przesłuchaniu – zawiesił głos. – Nie wiadomo, czy przeżyję – jeszcze raz zamilkł i dotknął wargami jej ucha, a Nymphadora uśmiechnęła się rozbawiona. – Czy tak piękna kobieta jak ty zaszczyci moje kwatery i moje... łóżko przed niebezpieczną misją, z której mogę nie wrócić? – Tonks zachichotała rozkosznie, wywołując kolejne chrząknięcie Minervy.
- Jesteś niemożliwy – odsunęła się i spojrzała mu prosto w oczy, a Mistrz Eliksirów posłał jej niemal lubieżny uśmiech, pod wpływem którego uroczo się zarumieniła.
- Teraz jestem w stu procentach pewna, że wrócisz cały i zdrowy, Severusie – powiedziała. – Coś wymyśliłeś i nie chcesz się ze mną podzielić wiadomościami. Szelma.
- Jeśli nikt nic nie wie, jest bezpiecznie i tak jak ma być – oświadczył z powagą i Nymphadora o nic więcej się nie dopytywała.

***
To było irytujące. Ten śmieć, to zwierzę siadło sobie spokojnie na fotelu do przesłuchań i bezczelnie się uśmiechało. Wiceminister był wściekły. Nie dość, że godzinę temu wypuścił Lucjusza Malfoya z Azkabanu, ulegając „namowom” Dumbleodre’a, to jeszcze musiał znosić zadowolonego z życia Severusa Snape’a.
- Zaraz zetrę ci ten uśmiech z twarzy, durna bestio – powiedział zdenerwowany Weasley.
- Czekam, panie wiceministrze – grzecznie odpowiedział Mistrz Eliksirów.
Matrojew przykuł go bardzo mocno, czym mężczyzna absolutnie się nie przejął. Wlał w siebie tyle Amorfikusa, że przemiana nie sprawi mu najmniejszego problemu. Według niego mogli sobie stalowymi obręczmi tyki podetrzeć.
Igor Matrojew uderzył go pięścią w twarz a Percy Weasley poprawił z drugiej strony.
- Mocny pan jest panie wiceministrze, jak ktoś jest skrępowany – powiedział cicho Snape. Percy jedynie krzywo się uśmiechnął a Igor rozmasował kostki.
- Jakie to uczucie dać w twarz bezbronnej nastolatce? – spytał czarnooki po chwili, a jego głos był bardzo łagodny. Gdyby Percival nie był zdenerwowany bezczelnym – w jego mniemaniu – listem dyrektora Hogwartu – i gdyby nie był zbyt pewny siebie, ten łagodny ton obudziłby jego czujność.
- Bardzo miłe uczucie – odpowiedział opryskliwie. – Zwłaszcza gdy gówniara prowokuje swoim bezczelnym pyskowaniem. Cyniczny uśmiech na twarzy Weasleya zagotował krew w żyłach Severusa, ale wampir nie dał nic po sobie poznać.
- To znaczy, że Hermiona Granger była bezczelna i do wszystkiego co jej zrobiliście was sprowokowała, tak? – spytał jeszcze łagodniej i jeszcze ciszej.
- Kto tu jest przesłuchiwany Snape? Ja, czy ty? I ona i Malfoy kręcili i kłamali nam w żywe oczy, by cię chronić. Uważam, że nauczka którą dostali jest za słaba i należałoby ją powtórzyć – Severus poczuł jak przed oczami zaczyna mu drgać czerwona mgiełka wściekłości.
- Kolejne przesłuchanie tych bezczelnych bachorów to tylko kwestia czasu i odrobiny pieniędzy na konto Knota....
- Jeszcze jedno słowo i pożałujesz, że się urodziłeś, Percy... – Severus musiał zamknąć oczy, bo czuł jak trafia go przysłowiowy „jasny szlag”. Przemiana w chwili złości mogła wymknąć się spod kontroli a na pewno nie o to mu chodziło.
- Grozisz mi? – Weasley spojrzał w jego kierunku mało przychylnie.
- Nie, ja po prostu obu was ostrzegam. Lepiej się obchodźcie dzisiaj ze mną delikatnie, jeżeli nie chcecie, żeby mnie... poniosło.
Matrojew popatrzył z pogardą na Mistrza Eliksirów:
- Jesteś zakuty w stal zwierzaczku – oznajmił chłodno.
- Jestem tez na stal odporny jak każdy wampir, ale wy nie wierzycie w przesądy na temat dwimerytu. Nie rozumiem jak możecie być tak naiwni....
- Każde dziecko wie, że żaden wampir nie jest w stanie rozerwać stalowych obręczy – nie zważając na Severusa dokończył Percy.
- Założymy się, Weasley? – chłodno spytał Snape.- A propos wilkołaków, Lupin jest w Hogwarcie i wspominał coś o tym, że chce odwiedzić cię przy najbliższej pełni księżyca.... Ach, nie chciałbym być na twoim miejscu, gdy oswojony wilkołak Albusa dowie się, co zrobiłeś małej Granger – Severus zacmokał z dezaprobatą. – Możesz być bardzo biedny, Percy.
- A co takiego zrobiłem? – niewinnie spytał Weasley, notując w pamięci, że „pieprzona szlama nie trzymała mordy na kłódkę, więc jej rodzice będę biedni”. Nie wiedział tylko, że jej rodzice od kilku godzin są nietykalni i tak samo jak Malfoyowie są chronieni tajemnica, której strażnikiem jest sam Dumbledore.
- Obaj wiemy co, Weasley – Severus zdziwił się, że jest w stanie tak spokojnie odpowiedzieć. Odzyskiwał panowanie nad sobą i oto właśnie mu chodziło. – Obaj wiemy, co i pamiętaj, że istnieje coś takiego jak Veritaserum, oraz obdukcja, i że prędzej czy później odpowiesz za to co zrobiłeś, bo to tylko kwestia czasu. Nie pomoże ci ani piastowany urząd ani żadne koneksje, nie wtedy gdy Dumbledore się wścieknie.... – Percy patrzył zaskoczony na Snape’a, który niezrażony ciągnął dalej. – No i właśnie dochodzę do sedna sprawy. Mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia. Ustąpisz ze stanowiska i rozwiążesz tą niedorzeczną Komisję, którą ostatnio powołałeś. Zrobisz to po dobroci i nikt nie ucierpi... Radziłbym posłuchać. Jeżeli nie pójdziesz mi na rękę będzie z tobą bardzo źle.

Wiceminister patrzył na Snape’a jak na dziwadło. Patrzył i cynicznie się uśmiechał. Severus także się uśmiechał i także cynicznie, a Matrojew roześmiał się na całe gardło.
- Zwierzaczek nam stawia ultimatum – Igor podszedł do fotela i uderzył z całe siły pięścią w twarz Severusa, który poczuł jak łamie mu się nos. Jęknął, a do oczu napłynęły mu łzy.
- Naprawdę chciałem po dobroci – powiedział bardzo cicho po dłuższej chwili kiedy był już pewien, że nie straci przytomności z bólu.- Próbowałem. Powiem ci jedno, jeżeli mnie nie posłuchasz to marnie skończysz. Lupin cię nie lubi, Draco Malfoy planuje na tobie morderstwo z zimną krwią, a ja marzę o tym, żeby cię wypatroszyć, powiesić na linie głową do dołu i patrzeć jak umierasz. Wybór należy do ciebie. Radziłbym posłuchać durnego zwierzaka i wyjechać z kraju co najmniej na rok..... Dodam, że Dumbledore może być bardzo nieprzyjemny kiedy zechce, a właśnie zaczyna chcieć.
- Przestań jęczeć, Snape – warknął zirytowany, ale także lekko zaniepokojony jego słowami Percy. Wstał i po cichu zaczął coś tłumaczyć swojemu kumplowi, a Severusowi było to bardzo na rękę.
Oni szeptali, a Mistrz Eliksirów zamknął oczy i skupił się na częściowej, powolnej przemianie. Po minucie poczuł przypływ energii, siły, wyczuł też jak jego, i tak wrażliwe zmysły , nabierają nienaturalnej wręcz ostrości. Mógł czuć zapach krwi obydwu mężczyzn i doskonale słyszał o czym mówią. Nie zdziwiło go, że planują jego szybką śmierć. Jego mentalne umiejętności osiągały właśnie apogeum i mógł poczytać sobie w myślach, i we wspomnieniach Matrojewa i Weasleya jak w otwartych księgach. Otworzył swoje żółte gadzie oczy i jednym ruchem zerwał ze swoich rąk, i nóg stalowe obręcze.
Zaskoczenie obu mężczyzn działało na jego korzyść. Co prawda Weasley bardzo szybko wyciągnął różdżkę z zamiarem rzucenia Drętwoty. Nie zdążył jednak nic zrobić, a już po sekundzie leżał z rozerwaną szatą i okropnymi szramami w poprzek piersi, z których sączyła się krew. Matrojewa na chwilę sparaliżowało i Snape jednym, niewyobrażalnie szybkim dla ludzkiego oka, ruchem powalił go na zimną kamienną posadzkę. Igor stracił przytomność i wampir przykuł bezwładnego mężczyznę do fotela. Trochę przeszkadzały mu szpony, ale sobie poradził. Przerażony Weasley zaczął drzeć się z bólu wniebogłosy, co rozdrażniło tylko przeczulone zmysły wampira.
- Zamknij się, mięczaku – warknął. - Bo w szale mogę się zapomnieć i przegryzę ci tętnicę, a tego bardzo bym nie chciał.
Percy zaczął drzeć się jeszcze głośniej i Severus musiał zatkać mu usta szponiastą dłonią.
- Przymknij mordę. Nie zabiję cie gnoju, bo podpisałbym na siebie wyrok.
Weasley przestał krzyczeć, bo po prosu nie mógł wyć z zatkanymi ustami .
- Ale śmierdzisz strachem, panie wiceministrze – powiedział ochrypłym, nieludzkim głosem Snape. – Podobno krew nikczemników smakuje całkiem dobrze – drapieżny uśmiech na strasznej i niemal pięknej w swym okrucieństwie twarzy wampira przeraził Weasleya jeszcze bardziej.
- Już nie żyjesz, zobacz co mi zrobiłeś, świrze! – wrzasnął sparaliżowany grozą rudowłosy mężczyzna.
- Co? – łagodnie spytał Severus powolutku wracając do ludzkiej postaci. Jedynie oczy jeszcze pozostały żółte. Wyjął z kieszeni szaty fiolkę i wylał jej zawartość na szramy Percy’ego, które momentalnie zaczęły się zabliźniać. Weasley wrzasnął z bólu, bo mocno go Zaszczypało. Następnie, Severus Snape, podniósł różdżkę wiceministra i prostym zaklęciem załatał mu ubranie.
- Będą ślady – powiedział niedbale. – Ale blade... Wiesz, że mogło odbyć się bez tego? – dodał nad wyraz łagodnie, patrząc z politowaniem i pogardą na szybko oddychającego Weasleya, który jeszcze do końca nie wyszedł z szoku.
- Jesteś chory – Weasley powoli zaczął się podnosić z ziemi.
- Czy pozwoliłem ci wstać? – Severus uniósł brew. – Teraz ja mam różdżkę i ja tu żądzę, a ty w tej chwili jesteś śmieciem, tak jak byli nimi moi uczniowie... Jak to jest być śmieciem, Percy, hę?
- Teraz to ja sobie z tobą i Matrojewem porozmawiam...

I porozmawiał... Rozmawiał do tego momentu, w którym przyznali mu rację i postanowili iść mu na rękę. Wtedy dopiero zostawił ich w spokoju i wrócił do Hogwartu. Oczywiście nie uwierzył żadnemu z nich i postanowił uprzedzić Dumbledore’a, że prawdopodobnie już w poniedziałek zostanie ogłoszony wyrok śmierci na niego, czyli na Severusa, a jak „dobrze pójdzie” Hermiona i Draco zostaną skazani na Azkaban za chronienie groźnego przestępcy. Dyrektor musi to wiedzieć, żeby być przygotowanym na „odparcie ataku”.
„Weasley ma przerąbane” – pomyślał niemal radośnie, lądując w kominku swojej kwatery.

******
Hermiona wpatrywała się w sufit. Nie mogła zasnąć. Tak wiele rzeczy dziś przeżyła, że była zbyt podniecona by spokojnie odpłynąć do krainy Morfeusza. Trochę gryzło ją sumienie. Gryzło ją, bo o dużo silniejsze bicie serca i co najważniejsze – o rumieńce, przyprawiała ją nie myśl o tym, że rodzice są bezpieczni w rezydencji państwa Malfoy (tam właśnie zabrał ją Draco), ale wspomnienie delikatnego pocałunku jakim obdarzył ją blondyn po tym jak powiedział jej „dobranoc”. Właściwie to nawet nie był pocałunek, bo zaledwie musnął wargami i językiem usta dziewczyny, ale jej ciało przeszedł cudowny, subtelny dreszcz przyjemności, a serce wykonało podwójne salto.
Oczywiście cieszyła się też z tego, że jej mama i tata są otoczeni opieką samego Dumbledore’a, który strzeże ich tajemnicy, tylko największe emocje wzbudzało wszystko, co wiązało się Draconem. Nie mogła do końca uwierzyć, że ją kocha, ale wiedziała, że nie kłamie, nie po tym przez co przeszli obydwoje i przez co przeszedł sam z rozkazu Voldemorta.
- Draco mnie kocha – szepnęła sama do siebie dotykając koniuszkami palców swoich warg. Zamknęła oczy i podjęła ponowną próbę zaśnięcia, tym razem udaną.

***
******


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raillie
post 06.01.2005 17:40
Post #62 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 22
Dołączył: 05.01.2005
Skąd: ...z piekła rodem

Płeć: Kobieta



Heh nie przeczytalam tego, nie lubie ff bezposrednio o Harrym. Ja tam wole romansidla o Draco i Herm tongue.gif


--------------------
"Wszyscy chcą zmieniać świat, ale nikt nie chce zmienić siebie..."


Mój blog
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raillie
post 06.01.2005 21:02
Post #63 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 22
Dołączył: 05.01.2005
Skąd: ...z piekła rodem

Płeć: Kobieta



Cofam to co napisalam, wlasnie skonczylam czytac to opowiadanie. Uważam, że jest świetne, czyta się je strasznie szybko i strrasznie wciąga. smile.gif Już niedlugo biore sie za czytanie kolejnych Twoich ff, zostaly mi już chyba tylko 2 albo 3 sad.gif Niestety... Bedę musiala szukac na forum kogos o podobnym stylu do twojego albo sama w koncu cos napisac. Tobie mimo wszystko zycze weny i mam nadzieje, że niedlugo wrzucisz coś nowego do poczytania. Pozdrawiam


--------------------
"Wszyscy chcą zmieniać świat, ale nikt nie chce zmienić siebie..."


Mój blog
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
AnDzIkA
post 06.01.2005 21:20
Post #64 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 20
Dołączył: 26.06.2004
Skąd: Zza gór, zza lasów




Bardzo mi się podobało. Zresztą jak już pisałam, podobają mi się też inne Twoje opowiadania, ale to najbardziej. Podoba mi się postawa Dracona. Taki opiekuńczy...

Więc życzę dalszej weny i wytrwałości przy pisaniu dalszych części.


AnDzIkA



PS. Raillie, wystarczyło edytować posta, aby napisać coś innego. Po co nabijać posty?

A dla Kitary wielka czekolada.gif za tą część.


--------------------
"Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana... Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie się mu oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna... I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje... Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana, narodzi się, gdy gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca..."
HPiZF
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raistlin
post 07.01.2005 20:13
Post #65 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 57
Dołączył: 11.12.2004
Skąd: Krynn




Dziękuje za wykład encyklopedycznej wiedzy na temat znaczenia słowa "part", wiesz zazwyczaj pisze część a wtedy tak jakoś mnie naszło smile.gif , a teraz przejdźmy do krytyki: zamiast nas tu uświadamiać czytaj uważnie tekst bo w tym odcinku znalazłem pare błędów (co zazwyczaj w poprzednich częściach się nie zdarzało)
np. brak paru znaków przestankowych i interpunkcyjnych, pomyłki w podawaniu liczby osób i kilka literówek. No i to by było chyba na tyle.

Pozdrawiam

Ps. kiedy następna część?? smile.gif

Pps: Na jakim jeszcze forum oprócz tego i Miriell publikujesz swoje opowiadania??

Ten post był edytowany przez Raistlin: 07.01.2005 21:17


--------------------
DragonLance Forum

"Kto wcześnie się z łóżka zbiera,
ten wcześnie umiera."
Rincewind
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 08.01.2005 18:13
Post #66 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Proszę bardzo.
Kolejny "odcinek"
Z góry przepraszam, że krótki, niezbyt ciekawy, i że mało się w nim dzieje.
To taka "przejściowa" trochę część.


Uwaga: Scena erotyczna, ale bardzo delikatna

Niedziela, 18 listopada 1996

Niedziela była słoneczna i ciepła. Dlatego po śniadaniu wszyscy z szóstego roku udali się na do Hogsmeade lub na błonia, no prawie wszyscy...
Harry zamknął podręcznik do Transmitancji i popatrzył na Blaise łagodnie.
- Doskonale, panno Zabini - powiedział uśmiechając się szeroko. - Znakomity.
- Dziękuję panie profesorze... - odwzajemniła jego uśmiech. - Czuję się jak idiotka, ucząc się w niedzielę - otrząsnęła się i popatrzyła na chłopaka uważnie.
- Nie mam ochoty iść na obiad - dodała po chwili... - A ty?
Harry pokręcił przecząco głową i zmarszczył nos. Nie był głodny.
- To co porobimy? - zapytała nieśmiało Blaise i skupiła cała swoja uwagę na dłoniach Harry'ego. Jeszcze nigdy nie przyglądała się tak uważnie czyimś rękom. A dłonie Harry'ego Pottera były bardzo ciekawe. Czyste, choć nierówno obcięte paznokcie, plamki po atramencie na opuszkach palców i odciski po treningach. Jego dłonie były ładne - przynajmniej dla niej. Takie... potterowe i chyba to się najbardziej liczyło.
- Może porozmawiamy... o.. Quiddichu? - palnął Harry i zaraz przeklął się za głupotę.
"Tak Potter to było genialne, może porozmawiamy o Quiddichu, a ją to akurat interesuje. Ciamajda z ciebie i kretyn" - pomyślał. - "Boże, co ona tu w ogóle robi? Ze mną... Przecież ze mną nie umówi się żadna normalna, śliczna dziewczyna. A ona jest bardzo śliczna."
Blaise popatrzyła na Harry'ego. Zauważyła, że lekko się zarumienił, zażenowany swoimi ostatnimi słowami, i delikatnie się uśmiechnęła.
- Oczywiście, może być o Quiddichu... Możemy rozmawiać o czym tylko zechcesz i robić to, co chcesz... - teraz ona poczuła się głupio.
"Super, a Hermiona twierdziła, że to ona jest kretynką... no teraz to dałam ciała" - pomyślała zrozpaczona swoimi słowami.
- Uważaj bo wezmę to na serio - Harry, ku jej uldze, zażartował, a chwile później miał ochotę wyjść z siebie, stanąć obok i dać sobie samemu kopa.
"Rany Boskie, zabrzmiałem jak kretyn, pewnie się obrazi i da mi w zęby... zaraz ona się uśmiecha... jak ona się ładnie uśmiecha..."
- Czy ja powinnam się bać?
- Podobno bywam niebezpieczny... Na eliksirach....
- Oj przestań, nie jest tak źle - Blaise przysunęła się do Harry?ego i pogłaskała jego dłoń. - Ostatnio idzie ci całkiem dobrze.
- Aha, zobaczymy na zajęciach - powiedział chłopak. W pierwszej chwili omal odruchowo nie cofnął ręki, ale ze zdziwieniem i konsternacją zauważył, że dotyk jej palców jest po prostu miły. - Nie wierzysz w moje pedagogiczne umiejętności?
- Nie wierzę w swoje zdolności do warzenia eliksirów...
Zabini nie mogła się oprzeć i dotknęła delikatnie policzka Harry'ego.
- Jesteś zupełnie inny niż kiedyś myślałam... - powiedział cicho. - Miałam cię za nadętego, aroganckiego dupka, a ty jesteś fantastycznym, nieśmiałym i kochanym człowiekiem.
"Ups. Chyba się zagalopowałam."
- Ja przepraszam.. ja nie powinnam tak mówić, zachowałam się idiotycznie, przepraszam Harry...
- Blaise, spokojnie, wcale nie zachowałaś się idiotycznie... ja... lubię szczerość. Wolę to od tego fałszu i zakłamania jakie prezentują sobą inni... i ty.. eee... naprawdę myślisz, że jestem kochany?
- Ja - Blaise zrobiła się buraczana na buzi, chciała nawet cofnąć rękę, ale Harry przytrzymywał ją zbyt mocno. - Tak.. myślę, że taki jesteś.
- Ty też jesteś wspaniała dziewczyną... naprawdę.
Chciała zaprotestować i powiedzieć coś, cokolwiek, ale nie potrafiła. Mogła tylko wpatrywać się w jego jasnozielone oczy. Jak w transie wyciągnęła wolną dłoń, zdjęła delikatnie okulary chłopka i odłożyła je na stolik.
- Uwielbiam twoje oczy - wyszeptała nieśmiało, a jej umysł powtarzał rozpaczliwie, że uwielbia nie tylko oczy Pottera, ale uwielbia go całego, że po prostu absolutnie i totalnie się zakochała.
Harry podświadomie oczekiwał dreszczów obrzydzenia i strachu, ale gdy nic takiego nie nastąpiło bardzo delikatnie przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował ją w rozchylone usta. Pocałunek był nieśmiały i subtelny. Ich usta ledwo się dotknęły. Żadna ze stron nie była pewna, czy ta druga osoba sobie tego życzy. Kiedy jednak Blaise nie odepchnęła Harry'ego, ten ośmielił się dotknąć jej warg końcem swojego języka.
- Chcę się z tobą kochać - wyszeptała dziewczyna po kilku chwilach niewinnych, delikatnych pieszczot. - Proszę... - Jej dłonie powoli zaczęły rozpinać ciemnogranatową koszulę chłopaka. Harry lekko drgnął, ale pozwolił się rozbierać do mementu, gdy odpięła ostatni guzik i rozsunęła koszulę.
- To nie jest dobry pomysł - oznajmił myśląc z zawstydzeniem o bliźnie na boku, ale Blaise delikatnie dotknęła jego brzucha i pocałowała go w kark.
- Owszem - odpowiedziała cicho. - Doskonały - powoli zsunęła materiał z jego ramion, patrząc mu prosto w oczy. - Chcę ci pokazać, że dotyk nie musi być zły, może być bardzo dobry - muskała wargami jego obojczyki, a jej palce błądziły delikatnie po klatce piersiowej Harry'ego i zataczały subtelne kółeczka wokół sutków.
- Pragnę cię i potrzebuję - szepnęła mu prosto do ucha. Odsunęła się i popatrzyła na jego nagi tors. Nie przestraszyła się i nic nie powiedziała. Uklękła na podłodze, by całować i pieścić dłonią bliznę chłopaka.
- Blaise... - Harry zarumienił się i próbował ją odsunąć, ale nie pozwoliła na to.
- Ale ja nigdy... - wyszeptał niepewnie.
- Cii... - nie dała mu dokończyć. - To nic. Pozwól mi...
Wstała, ściągnęła swoją niebieską bluzkę i zdjęła czarny stanik. Miała ładne, jędrne piersi z małymi jasnoróżowymi sutkami. Zdjęła gumkę i jej gęste czarne włosy rozsypały się na plecach. Wzięła ze stolika swoją różdżkę, rzuciła zaklęcie na drzwi do dormitorium i rozebrała się zupełnie do naga, a Harry patrzył na nią jak urzeczony. Miała zgrabne, dziewczęce jeszcze ciało, chociaż jej biodra były już wyraźnie zarysowane.
- Sama mam cię rozebrać? - spytała łagodnie, siadając obok niego. Nie odpowiedział, tylko nieśmiało dotknął jej piersi i Blaise westchnęła cichutko. Pocałowała go. Głęboko, zmysłowo i powoli, a jej dłonie spokojnie sięgnęły do rozporka chłopaka. Rozebrała go i lekko pchnęła na łóżko, przykrywając własnym rozpalonym ciałem. Dotyk nagiej skóry Blaise na jego skórze był tak cudowny, że Harry jęknął cicho. Dziewczyna pieściła językiem jego sutki i sięgnęła dłonią w dół by gładzić jego męskość. Omal nie krzyknął z rozkoszy, kiedy go dotknęła
On nie miał żadnego doświadczenia, ona małe, ale na tyle duże, że doskonale wiedziała co i jak. Przeturlała się na plecy i pociągnęła go za sobą. Teraz Harry był na górze; całował jej szyję i piersi. Robił to troszkę nieporadnie i zbyt gwałtownie, ale Blaise to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Wsunęła dłonie w jego gęste włosy i zamknęła oczy. Jęknęła głośno, kiedy nieśmiało dotknął jej wilgotnego łona.
- Harry, proszę... - szepnęła przyciągając go mocno do siebie i wyginając ciało w łuk.
Kochali się bardzo krótko i bardzo niezgrabnie. Harry był zbyt podniecony i niedoświadczony by dać Blaise rozkosz. Doszedł zbyt szybko, zbyt gwałtownie i opadł na jej ciało bez sił, przepraszając ze łzami w oczach za swoje zachowanie.
- Harry, jesteś cudowny i nigdy nie było mi tak dobrze jak teraz tobą - powiedziała stanowczo dziewczyna, tuląc go mocno do siebie. Kiedy próbował powiedzieć coś jeszcze zamknęła mu usta pocałunkiem.
- Nic nie mów, proszę, po prostu mnie przytul.
Spełnił jej prośbę i leżeli w czułym uścisku i w zupełnej ciszy.

******
- Nadal nie wiem czy to dobry pomysł - Lucjusz leżał na wznak w wielki małżeńskim łożu i przypalał cygaro z serii limitowanych magicznych cygar (odpowiednio zakonserwowanych i "wzmacnianych") "Cool Wizard's Style".
Rzadko palił cygara, a jeszcze rzadziej palił w łóżku. Ale obecna sytuacja nie należała do naturalnych i normalnych pod dachem rezydencji państwa Malfoy.
Piętro wyżej w mniejszej sypialni (gościnnej) przebywała para mugoli, a on właśnie ostatecznie przylepił sobie etykietkę "Zdrajcy Czarnego Pana"...
Narcyza skrzywiła się nieznacznie. Nie lubiła zapachu cygar męża.
- Myślę, że Dumbledore to odpowiednia ochrona dla nas i dla nich - mówiąc zmarszczyła mocniej nos. - To śmierdzi, co za świństwo tam dodają?
- Sproszkowany pazur smoka kochanie. Daje mentalnego kopa, w niewielkich dawkach nie uzależnia i pobudza czachę do myślenia, a ja muszę trzeźwo myśleć - tonem mentora odrzekł mężczyzna.
- No właśnie, trzeźwo, a nie na wspomagaczach - kobieta z dezaprobatą pokręciła kształtną głową.
- O co ci chodzi, Nar? Raz do roku to i goblin ma prawo do orgazmu - Lucjusz wykorzystał radośnie świńskie powiedzenie czarodziejów i piękność przy jego boku westchnęła przeciągle.
- Luc, wiem, że ta sytuacja nie jest dla ciebie łatwa, ale wierz mi, że dla mnie też nie i dla państwa Granger tym bardziej. Nie widzisz jacy ci biedacy są skrępowani? - przytuliła się do męża i pogłaskała jego lśniące jasne włosy rozsypane na poduszce. - Wcale im nie ułatwiasz życia, kiedy łypiesz na nich z ukosa. Dobrze, że nie było cię, gdy Hermiona z Draconem przyszła ich odwiedzić. Pewnie by się przestraszyła...
Lucjusz zachichotał:
- Ach, już tak mam! Pamiętasz jak Draco do dziesiątego roku życia bladł ze strachu i wargi mu się trzęsły gdy mu rzucałem najgroźniejsze spojrzenia?! - radośnie oznajmił.
- No, a potem po części na niego przeszło! I co w tym zabawnego, Luc? - wykrzyknęła Narcyza, ale uśmiechnęła się pobłażliwie. - Widzisz? Rechoczesz jak błazen i powiesz mi, że to co jest w tych cygarach, nie ma skutków ubocznych - dodała ze złośliwym uśmiechem.
- Nie drwij ze mnie - Lucjusz zrobił groźną minę i wydmuchnął potężny kłąb dymu prosto w twarz żony, która zaczęła teatralnie kaszleć.
- To naprawdę nieprzyjemnie śmierdzi! - kobieta podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła odpędzać dłonią dym. Oczom Lucjusza ukazały się jędrne piersi żony.
- Ale świetnie smakuje! - oznajmił wbijając pożądliwy wzrok w dwa ponętne sutki.
- Yah! - to była jedyna odpowiedź Narcyzy na zapewnienia o walorach smakowych cygara.
- Co robisz? - zdziwiła się, gdy pan Malfoy zaczął przygaszać, do połowy wypalone, cygaro.
- Chcę się zająć czymś przyjemniejszym. Czymś, co bardziej mnie odstresuje - mężczyzna uśmiechną się szelmowsko.
- Skąd wiesz, że ja też tego chcę? - spytała zalotnie, odrzucając burzę czarnych włosów.
- Nawet jeśli nie, to zaraz zechcesz - wymruczał prosto w jej kark. Dłonie Lucjusza delikatnie ścisnęły piersi żony by za chwilę czule je gładzić. Narcyza westchnęła głośno i przytuliła go do siebie z całej siły. Obdarzali się coraz śmielszymi pieszczotami i pocałunkami, powoli odpływając w krainę rozkoszy, aż tu nagle... usłyszeli pukanie do drzwi, które zburzyło subtelny nastrój romantyzmu.
- Nie otwieraj - błagalnie szepnął Lucjusz, ale Narcyza nakładała już jedwabny granatowy szlafrok na nagie ciało.
- Spokojnie - powiedziała i pocałowała go delikatnie. ? Trzeba być kulturalnym.
Mężczyzna jęknął z rezygnacja i opadł na poduszkę.

- Dzień dobry, w czymś pomóc? - spytała stojącą w drzwiach Jane Granger. Mugolka była już całkiem ubrana. Miała na sobie dżinsy i jasnoniebieski golf.
- Tak, ja tylko chciałam panią spytać, gdzie jest kuchnia... - kobieta uśmiechnęła się niepewnie. - Dzień dobry panu - dodała zerkając niepewnie na Lucjusza, który patrzył na nią wzrokiem bazyliszka.
- Dobry - odburknął.
"Ciekawe dla kogo?" - pomyślał z irytacją.
- Oczywiście, zaprowadzę panią - grzecznie oznajmiła Narcyza, łypiąc groźnie na męża. Lucjusz się nie przejął. Podniósł zgniecione i do połowy wypalone cygaro, i ostentacyjnie podpalił je różdżką.

***
- Mieliśmy kiedyś skrzata domowego, ale już nie mamy... - oznajmiła Narcyza wyjmując mleko z lodówki. Nie takiej zwykłe mugolskiej oczywiście, ale czarodziejskiej, w której chłód utrzymywał się za pomocą czarów.
- Aha - mało elokwentnie odpowiedziała jej rozmówczyni i "sublokatorka", nie wiedząc jak i o czym rozmawiać Mugolskie były jedynie piekarnik i zlew, ale i tak kuchnia, zbytnio od kuchni państwa Granger, się nie różniła. Mnóstwo szafek, półka z przyprawami, wspomniana wcześniej lodówka i ogromna miska z kostkami lodu; zresztą taka sama jak ta, którą Jane widziała wcześniej w salonie. Pomieszczenie było po prosu obszerniejsze i bardziej bogato urządzone, to wszystko. Może też było tu nieco mroczno, ze względu na ciemną kolorystykę dominującą w rezydencji tych "dziwnych ludzi". Jane skarciła się w duchu za tą myśl. Jej córka przecież też był czarownicą.
- Wie pani co? Nigdy nie wierzyłam w czary, nawet jak byłam młodsza, a moja córka... - mugolka pokręciła głową. - Dziwne...
- Narcyza - odezwała się łagodnie czarownica i kobieta z burzą kasztanowych loków na głowie, spojrzała na nią pytająco.
- Mam na imię Narcyza, dla przyjaciół Nari - dodała i upiła łyk mleka ze szklanki.
- A mi proszę mówić Jane...
- W życiu dzieją się różne dziwne rzeczy, Jane powiedziała pani Malfoy. - Ja nigdy nie pomyślałam o tym, że pod moim dachem kiedykolwiek zamieszkają mugole i proszę - uśmiechnęła się łagodnie.
- Twój mąż za nami nie przepada... Narcyzo... Wręcz nas nie cierpi - pani Granger zarumieniła się przy tych słowach.
- Cóż, nie przepada za mugolami, to prawda, zwłaszcza jeżeli mieszkają pod jego dachem i przerywają mu z samego rana miłosne igraszki z żoną - wypaliła czarownica, szelmowsko się uśmiechając.
- Ach, przepraszam! - Jane popatrzyła ze skruchą na Narcyzę.
- Nic się nie stało, odrobimy w nocy, albo po południu, nie ma problemu - czarnowłosa machnęła ręką i jej rozmówczyni nieco się odprężyła.
- Mój Sean jeszcze śpi jak zabity. Chciałam zrobić dla nas śniadanie... Oczywiście wszelkie koszty związane z utrzymaniem nas... - nie dokończyła bo pani Malfoy niemal natychmiast jej przerwała.
- Nawet o tym nie myśl, Jane! Jesteśmy naprawdę zamożnymi ludźmi i nie poczujemy, że wydaliśmy trochę więcej, nawet gdybyśmy mieli was utrzymywać latami. I tu nie chodzi tylko o pieniądze. Nie ma o czym mówić - ostatnie zdanie powiedział z mocą i dolała sobie mleka.
- Ależ jest! - pani Granger okazała się tak samo upartą osobą jak ona. - Jesteśmy dentystami, prowadzimy prywatną klinikę stomatologiczna i stać nas na bardzo wiele rzeczy! To byłby wstyd, gdybyśmy żerowali na waszej dobroci!
Narcyza zamarła ze szklanka w dłoni. Jeszcze nigdy nikt, w stosunku do jej rodziny nie użył określenia "dobry" w takim sensie, w jakim zrobiła to, ta - obca w zasadzie - kobieta.
- Jaka tam dobroć - mruknęła pod nosem rumieniąc się mocno. - Zwykła przysługa.

- Nie ma mowy o zwracaniu żadnych kosztów - oznajmił zimno Lucjusz Malfoy, stając w drzwiach kuchni. Ton jego głosu i mina świadczyły o tym, że przyzwyczajony jest do wzbudzania posłuchu, szacunku, a nawet strachu wśród innych. - A ty Nari, mogłabyś wziąć przykład z porządnej kobiety i przynieść mężowi śniadanie do łóżka.
- W zasadzie to miałam nawet taki zamiar, ale skoro mi rozkazujesz... - Narcyza zrobiła minę urażonej.
- Dobra, dobra - burknął Lucjusz. - Idźcie stąd obie. - Ja zrobię śniadanie dla wszystkich. Za godzinę w salonie...
Obydwie kobiety wyglądały na totalnie zaskoczone. Mężczyzna poprawił zielony szlafrok i popatrzył na nie wyzywająco.
- Luc - Narcyza odzyskała po kilku chwilach zdolność logicznego myślenia. - Jak ty zrobisz sam śniadanie, to nie wiem czy się najemy... Jane idź do siebie i przyjdź za godzinę z mężem do salonu. Ja i Lucjusz przygotujemy coś do jedzenia.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale, Jane! ? Kobieta uśmiechnęła się szeroko i niemal wypchnęła panią Granger z kuchni. - Za godzinę w salonie, w pełnym rynsztunku! ? krzyknęła wesoło i Jane poszła zaskoczona na górę.
- Jane ? przedrzeźnił żonę Lucjusz. - Masz nową przyjaciółkę?
- Och, na pewno jest milsza od ciebie! - odgryzła się pani Malfoy. - A teraz bądź grzeczny i posmaruj kromeczki masełkiem, kochanie - dodała ze słodkim uśmiechem.
- A co będę z tego miał? - Lucjusz łakomie popatrzył nie na kromki chleba, a na żonę, której przez tyle lat nie doceniał.
- Zastanowię się jeszcze... - kobieta stanęła na palce i cmoknęła go w policzek. - Teraz mam na głowie śniadanie.

******
- Lewiatan - szepnęła Hermiona, która doskonale znała nowe hasło do Wieży Slytherinu. Ściana posłusznie rozstąpiła się przed nią i dziewczyna weszła do środka. Draco prosił ją, żeby przyszła do niego po obiedzie i przyszła, ale teraz nie była zadowolona, bo we pokoju wspólnym siedziało dwóch Ślizgonów z siódmej klasy, których właściwie nie znała i... Pansy Parkinson. Ani śladu Malfoya. Postanowiła zignorować ich i ruszyła prosto w kierunku schodów wiodących do męskiego dormitorium.
- Granger, - zagadnęła ją słodko Pansy. - powiedz jaki masz pożytek z faceta, który niestety chwilowo nie może? - dwóch chłopców zaniosło się rubasznym śmiechem.
Hermiona zarumieniła się lekko, ale nie raczyła odpowiedzieć na prowokacyjne pytanie blondynki.
- Pytałam cię o coś, nędzna szlamo! - warknęła Parkinson. - Kultura wymaga grzecznych odpowiedzi na pytania.
Hermiona poczuła nagłą złość.
- Skąd wiesz, że nie może, Parkinson? - popatrzyła wyzywająco na Ślizgonkę. I tak, niezależnie od tego, co by powiedziała, Pansy będzie rozpuszczać o niej niewybredne plotki.
- A co, już mu przeszło? - Scott Naile, ciemnooki i ciemnowłosy przystojniak podszedł do Gryfonki. - A może chciałabyś się zabawić ze mną, co? Skoro dajesz Draconowi, mogłabyś dać i innym. Draco jest dobrym kumplem, podzieli się... - złapał ją za ramię.
Hermiona zbladła i poczuła niemiły skurcz w żołądku. Skuliła się w sobie i spróbowała się wyrwać, ale chłopak mocno ją trzymał. Przestraszyła się. W pomieszczeniu nie było nikogo więcej, a Draco przecież obiecał, że będzie właśnie tu na nią czekał. Poczuła do niego żal i zachciało się jej płakać. Szarpnęła się; tym razem silniej, ale Scott mocno ją do siebie przyciągnął obiema rękami. Krzyknęła i kopnęła go w goleń, ale to tylko go rozwścieczyło.
- Myślisz, że możesz sobie tak bezkarnie tu przychodzić- Przecież jesteś tylko szlamą - warknął. - Coś za coś, Granger..
- Puść mnie! - wrzasnęła przerażona. Nie panowała już zupełnie nad sobą, rozszlochała się na dobre. Puścił ją i popatrzył na nią zaskoczony.
- Jesteś walnięta - oznajmił z pogardą
Hermiona była przerażona, miała mdłości i cała się trzęsła. Jej twarz zrobiła się nienaturalnie blada, tak że nawet Pansy poczuła niepokój. Orzechowooka nie miała siły zrobić kroku na przód, więc przytrzymała się balustrady i osunęła się na posadzkę. Miała wrażenie, że albo zemdleje, albo zwymiotuje.
Pansy podeszła do niej i spytała
- Granger, co ci jest ?
Gryfonka wyciągnęła różdżkę i skierowała ją na Ślizgonkę.
- Nie zbliżaj się do mnie, ani nie waż się mnie dotykać. Żadne z was niech się do mnie nie zbliża ? podniosła się powoli, otarła wolną dłonią łzy z oczu i oparła się o balustradę. Starała się uspokoić oddech.
Scott, Pansy i Stewart - bladolicy okularnik z szopą rudobrązowych włosów - patrzyli na nią w niemym szoku.
- Co tu się dzieje? - Draco właśnie schodził do wspólnego. Od razu rzucił mu się w oczy niespotykany na co dzień widok i nienaturalna bladość Hermiony.
- Nic, twoja nowa dziewczyna miała napad szału - zimno oznajmiła Parkinson.
- A ja widzę, że jest roztrzęsiona. Coście jej zrobili? - Draco zignorował sarkazm w głosie Pansy i świadomie nie zdementował słów "twoja nowa dziewczyna". Wyglądał na wściekłego.
- Zupełnie nic - powiedział ze słodkim uśmiechem Scott. - Niewinnie sobie zażartowałem, a ona wpadła w histerię.
- Niewinnie, tak? - oczy Dracona zwęziły się niebezpiecznie. - Wolę nie wiedzieć jak niewinnie, bo pewnie bym cię zamordował. Jeżeli ktokolwiek tknie Hermionę choćby jednym palcem, to ubiję jak bezpańskiego psa - warknął.
- Chodź Miona - jego ton był teraz czuły i łagodny. Troje Ślizgonów, którzy obserwowali go ze zdziwieniem, byli zaskoczeni delikatnością tego, znanego z zimnego i cynicznego postępowania, chłopaka. Nie byli w stanie nawet skomentować, tego co widzą.

Hermiona przytuliła się ufnie do Malfoya i pozwoliła się zaprowadzić na górę. Szła niemal na ugiętych nogach i Draco cały czas łagodnie do niej przemawiał. Posadził ją na łóżku w dormitorium i wyczarował dla niej gorący kubek czekolady.
- Co się stało? - spytał cicho gdy już wypiła kilka łyków.
- N... nic, naprawdę...
- Już widzę to nic, Hermiono. Gdyby to było nic, nie leciałabyś mi przez ręce i nie byłabyś biała jak to prześcieradło.
- Gdybyś na mnie tam czekał do niczego by nie doszło! - krzyknęła z wyrzutem. - Przepraszam - dodała cichutko.
- To ja przepraszam, że nie czekałem. Opowiesz mi co się stało, czy mam ci podać Veritaserum? - Nie chcę o tym mówić - po jej policzku potoczyła się pojedyncza łza.
- Wiem, że nie, kochanie. Wiem. Ale nie możesz dusić tego w sobie, nawet jeżeli ci trudno. Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.
Hermiona spuściła wzrok i zacisnęła dłonie na kubku.
- Herm, nie musisz teraz o tym mówić, możesz opowiedzieć kiedy indziej. Nawet nie wiesz jaki jestem wściekły na tego dupka!
- No właśnie... Nie lubię jak jesteś zły, a ty się wściekasz...
- Wściekam się, bo ci zrobił krzywdę, skarbie. Przecież nie na ciebie.
- Ale i tak tego nie lubię...
- A jak obiecam, że nie pobiegnę do niego z wyciągnięto różdżką, opowiesz co się stało?
Pokiwała głową i zaczęła mówić. Mówiła tak cicho, że musiał usiąść bardzo blisko i pochylić się, tak aby mu nie umknęło żadne słowo. Zacisnął zęby i wysłuchał jej do końca. Bardzo żałował, że obiecał dziewczynie powstrzymać się przed użyciem przemocy.
- Już dobrze, nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić. A jemu i tak dam nauczkę... kiedy cię nie będzie w pobliżu - ostatnie słowa dodał gdy zobaczył, że buzia Hermiony wykrzywiła się lekko. Pogładził ja po plecach.
- Nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty....
- Nie będę miał kłopotów, powiem mu po prostu parę słów i tyle, nie martw się.
Popatrzyła mu w oczy i kiwnęła głową. Jego spojrzenie było szczere i jasne, nie potrzebowała martwić się o to, że mógłby kłamać.
- Chciałem cię zabrać do Dragon Tower, do rodziców - Draco zmienił delikatnie temat. - Wczoraj tak krótko się z nimi widziałaś. Jesteś w stanie wybrać się do nich teraz?
Kiwnęła w odpowiedzi głową i przygryzła dolną wargę.
- Nie jestem normalna, prawda? - spytała niepewnie.
- Nie wolno ci tak ani myśleć, ani mówić, Hermiono - odrzekł stanowczo. - To nie prawda. Osoby, które cię krzywdzą są podłe, a nie ty nienormalna, tak nie można.
- Reaguję histerycznie, jak wariatka - dodała z masochistycznym uporem, jakby w ogóle nie słyszała, co chłopak do niej powiedział.
- Herm... - Draco spojrzał na nią z wyrzutem. ? To nie twoja wina, że zostałaś brutalnie zgwałcona. To nie twoja wina, że się boisz... Mogę cię przytulić? - zapytał łagodnie, niepewny jej reakcji, po tym co przeżyła niemal przed chwilą. Czuł bezsilną złość na ludzką głupotę, ale przecież nic nie mógł na to poradzić.
- Możesz, ty możesz wszystko - szepnęła, wtulając się w niego ufnie.
- Nieprawda, nie wszystko, skarbie... Jeszcze bardzo długo nie, ale to cudownie, że pozwalasz mi się przytulić.
- Tobie naprawdę pozwoliłabym na wszystko - usłyszał w jej głosie desperację i serce skurczyło mu się z bólu. Tak bardzo ją kochał, że niemal fizycznie czuł jej cierpienie, jej potrzebę bycia normalnie odczuwającym człowiekiem.
- Tak ci się tylko wydaje, ale potrzebujesz czasu, czułości, ciepła i bezinteresownej miłości, a ja pragnę ci to dać z całego serca, Miona, i nic... zupełnie nic nie chcę w zamian... - chłonęła każde jego słowo wszystkimi zmysłami, całą sobą. Upajała się jego łagodnym pełnym ciepła tonem głosu. Był chyba jedynym człowiekiem na ziemi (poza Harrym), który mógł liczyć na jej pełne zaufanie. Nawet z rodzicami witała się dużą dozą rezerwy i nic nie mogła na to poradzić.
Przez chwilę siedzieli w zupełnym milczeniu, a Draco tulił do siebie Hermionę. Żadne z nich nie odczuwało potrzeby mówienia. Rozumieli się doskonale bez słów W końcu spytał ją łagodnie:
- Herm, powiedz mi co z twoją domniemaną ciążą? Ja nic nie wiem, ale jeżeli nosisz w sobie dziecko, to tylko od ciebie zależy, co z tym chcesz zrobić...
- Nie będę miała dziecka... Nie jestem w ciąży. W piątek dostałam miesiączki. Przepraszam, że ci nie powiedziałam wcześniej... - popatrzyła na niego ze skruchą.
- Nie szkodzi - Malfoyowi bardzo mocno ulżyło. Ze względu na Hermionę. Miałaby tylko dodatkowy problem i stres. - Cieszę się, że masz o jeden kłopot mniej - uniósł jej dłoń do ust i delikatnie pocałował.
- Lepiej się czujesz? - spytał z troską. - Mamy trochę czasu, kolację możemy zjeść u moich rodziców, jeżeli będziesz chciała trochę pobyć ze swoimi, nie musimy jeść w szkole. Zanim wybierzemy się do Dragon Tower możesz jeszcze trochę sobie posiedzieć, odpocząć jeśli chcesz. Ja mogę poświęcić ci cały mój czas. Chociaż pożytecznie go spędzę - uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Dziękuję - powiedziała cicho i lekko się zarumieniła.
- Nie dziękuj mi za coś, co robię z radością, Miona... Potrzebujesz czegoś? - zapytał cicho.
- Tak, chciałabym skorzystać z prysznica, trochę się odświeżyć - czuła się brudna i zbrukana, chciała z siebie zmyć wszystkie złe wspomnienia, wszystko co ją raniło.
Draco nie okazał nawet cienia zaskoczenia, był w stanie spełnić nawet najdziwniejszą jej zachciankę. - Proszę bardzo - uśmiechnął się do niej łagodnie. - Chodź, dam ci ręcznik. Poszedł z nią i wyjął świeży, ciemnozielony ręcznik frotte. - Łazienka jest do twojej dyspozycji.
- Dzięki - odwzajemniła uśmiech.

Hermiona się myła, a Draco cierpliwie na nią czekał i zastanawiał się jak ich odwiedziny zostaną przyjęte przez Narcyzę i Lucjusza. Wiedział, że chcieliby pobyć sami, ale miał nadzieję, że zrozumieją, iż Hermiona potrzebuje kontaktu z rodzicami, zwłaszcza z mamą. Pragnął też po cichu, żeby dziewczyna odważyła się powiedzieć rodzicom, co ją spotkało, bo oni na pewno potrafiliby okazać jej odpowiednią dozę troski, opieki, zrozumienia i miłości, a teraz potrzebowała tego bardziej niż kiedykolwiek.
- Powiesiłam ręcznik na pręcie przy prysznicu - głos Gryfonki wyrwał go z zamyślenia.
- Okey - odpowiedział i uśmiechnął się do niej delikatnie. - Jesteś pewna, że chcesz porozmawiać z rodzicami?
- Tak, nawet bardzo - dziewczyna popatrzyła na niego z wdzięcznością. - Dziękuję, że chce ci się fatygować i w ogóle... Jestem też wdzięczna twojemu tacie i mamie.
Draco zaczerwienił się tak mocno, ze musiał odwrócić wzrok.
- Nie dziękuj mi więcej, proszę. A moi starzy... No, oni trochę się ostatnio zmienili, zwłaszcza ojciec - spojrzał na nią przepraszająco.
- Ty też się zmieniłeś - Hermiona uśmiechnęła się delikatnie. - Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że możesz okazać się taki kochany jak jesteś teraz ? nie odpowiedział, bo nie miał pojęcia co miałby rzec i czuł, że w tej chwili dorównałby elokwencją Potterowi, w jego najbardziej "kwiecistych przemowach". Było mu niewypowiedzianie głupio przyjmować od niej jakiekolwiek komplementy, czy przeprosiny, ale sama zainteresowana zdawała się nie zawracać sobie tym głowy.
- Dzięki-? bąknął tylko niewyraźnie. - Idziemy?
- Tak i nie bądź taki skromny, bo się zamienisz w skrzata domowego - zażartowała delikatnie.
- Tak jest, Hermiona Granger łaskawa pani, Smoczuś już będzie grzeczny - radośnie podchwycił temat Draco.
Hermiona nie wytrzymała i cmoknęła go w policzek, a chłopak rozpromienił się jak słoneczko na malunku mugolskiego przedszkolaka.

***
- Rany, nie w salonie, ktoś może nas odwiedzić, Luc... - Narcyza zaśmiała się i opuściła granatową sukienkę, którą jej mąż namiętnie podwijał.
- Hehehe, to dodaje pikanterii - mężczyzna miał na ten temat swoje własne zdanie, nieco odmienne od tego, które reprezentowała jego żona.
- Luc, przestań... Grangerowie mogą....
- Cicho, myślisz, że oni nie chcą pobyć trochę sami? Daj spokój. Przecież mają wszystko na górze. Zjedli z nami obiad i na pewno zajmują się czymś pożytecznym - oznajmił stanowczo, wsuwając dłoń pod granatową sukienkę Narcyzy. Jego język błądził po karku żony i kobieta powoli dawała się przekonać do pomysłu uprawiania miłości na ciemnozielonej sofie w salonie. Tak naprawdę była zachwycona zachowaniem męża. Wcześniej nigdy nie okazywał jej takiego zainteresowania, nie był tak spragniony jak teraz. I chociaż ją to troszeczkę krępowało, czuła się chciana, pożądana i szczęśliwa.
Powoli poddała się pieszczotom i pocałunkom Lucjusza. Było jej tak cudownie, że jęknęła głośno i przyciągnęła go do siebie mocno.

- O ŻESZ CHOLERA! - rozbrzmiał w salonie mocny, młodzieńczy głos, bynajmniej nie należący do Lucjusza. - HERMIONA, NIE PATRZ!
Narcyza pisnęła jak małoletnia uczennica przyłapana przez mamę na schadzce z chłopakiem, a Lucjusz nie przejmując się, że ma do czynienia z dwoma kobietami, gromko oznajmił:
- KURWA, DRACO, ALE MASZ WYCZUCIE! - miał w oczach żądzę mordu. Już drugi raz dziś przerwano mu miłe sam na sam z żoną i czuł ogromną frustrację. Hermiona zarumieniona, z rozdziawioną buzią, obserwowała, jak Narcyza poprawia swój strój i misternie zaczesany kok.
- Wstydziłabyś się, mamo - sapnął wzburzony Draco.
- A ty myślisz gówniarzu, że znalazłem cię w skrytce u Gringotta, czy że podrzucił cię skrzat domowy?! - ze złością zawołał zirytowany i bliski płaczu Lucjusz, nie przejmując się panną Granger, która miała ochotę zapaść się pod ziemię, albo po prostu zniknąć.
- Lucjusz! - warknęła Narcyza, widząc zmieszanie dziewczyny i rzuciła rozjuszonemu mężowi znaczące spojrzenie.
- Przepraszam - bąknął skruszony pan Malfoy, uświadamiając sobie nagle obecność nieszczęsnej Grangerówny.
- Mamo, sorry - Draco doszedł do siebie. - Ale, no wiesz... Szok.
- Dobra, nie tłumacz się, junior - machnęła ręką, rozbawiona rozpaczą męża, Narcyza. - A nie mówiłam, Luc? - spytała z satysfakcją, a Luc zgrzytnął tylko zębami i poszukał wzrokiem papierosów.
- Przepraszam, Hermiona, naprawdę - Narcyza uśmiechnęła się łagodnie.
- Nic się nie stało - dziewczyna nie śmiała podnieść wzroku, a Draco miał ochotę zamordować własnych rodziców.
- Twoi mama i tata są piętro wyżej, zaprowadzić cię? - spytała kobieta podchodząc do Gryfonki i całując ją w policzek. Hermiona drgnęła lekko, ale się nie odsunęła.
- Tak, dziękuję - bąknęła, rzucając jej spojrzenie pełne wdzięczności.
- Nie ma za co, chodź.

- Cholera - oznajmił Lucjusz, gdy Narcyza i Hermiona znikły na schodach.
- Dokładnie tak - zgodził się Draco.
- Nie miałeś kiedy?!
- Nie miałeś gdzie?!
- To mój dom!
- Wiem, wiem! Spokojnie - chłopak podniósł dłonie w geście poddania. - Wkurza mnie fakt, że ona musiała na to patrzeć - skrzywił się i spojrzał na rodziciela z wyrzutem.
- A co ja wróżka jestem? - spytał z pretensją mężczyzna. - A zresztą, siadaj, nie stercz tak i podaj mi papierosy z kominka.... Tak, możesz się poczęstować - Lucjusz uprzedził pytanie syna i obydwaj zapalili.
- Mogę się przyłączyć? - spytała Narcyza, która szybko zaprowadziła Hermionę do Seana i Jane, i teraz zeszła do dwóch mężczyzn jej życia.
- Jasne mamo - Draco uśmiechnął się do niej i Narcyza wepchnęła swoje zgrabne pośladki między męża i syna.
- Dziękuję za pozwolenie - oznajmiła, biorąc sobie papierosa i puszczając oko do Lucjusza.
- Wyglądasz jakbyś chciał coś powiedzieć - zwróciła się do syna, który cicho odchrząknął i wbił wzrok w wygasły kominek. Owszem chciał, ale nie wiedział jak. Najlepiej było wprost, ale jak to zrobić wprost?
Zaciągnął się mocno i wypalił:
- Kocham Hermionę.
Lucjusz zachłysnął się dymem.
- Nie miałeś w kim się zakochać? - spytał z irytacją. Postanowił być naburmuszony.
- Lucjusz! - warknęła Narcyza. - Jak możesz?! - przeniosła wzrok na syna i jej oczy złagodniały. - Jesteś pewien, że to miłość?
- Niczego nigdy bardziej nie byłem pewny i nigdy wcześniej nie kochałem żadnej dziewczyny. Tak, na pewno - spojrzał szczerze matce w oczy i wzruszył ramionami. - Stało się.
- A będziesz potrafił okazać jej cierpliwość, szacunek i zrozumienie? Liczysz się z tym, że...
Draco nie dał matce dokończyć.
- Tak, mamo, potrafię i WIEM, że nie będzie mi łatwo, zwłaszcza, że ona mi tak bezgranicznie ufa... Ale chcę podjąć taki wysiłek, właśnie dla niej. Jej jest o wiele ciężej niż mi, nie sądzisz? - ostatnie pytanie zadał z żalem.
- Wiem, kochanie... i wierzę w ciebie - uśmiechnęła się łagodnie i przytuliła Dracona.
- A ja nie mam nic do powiedzenia w tym domu?! - zagrzmiał Lucjusz, który poczuł się pominięty.
- Oczywiście, że masz tato - Draco rzucił ojcu rozbawione spojrzenie. - Ale przecież nic nie mówisz...
- Zaskoczyłeś mnie. Zawsze nie lubiłeś Grangerówny - mężczyzna podrapał się za uchem i zgasił papierosa w popielniczce.
- To było kiedyś, a teraz jest teraz. Myślę, że powinieneś się z tym pogodzić.
- Nie muszę się z niczym godzić - Lucjusz machnął ręką. - Jesteś już dorosły i widzę, że zmądrzałeś. Nie sądzę, że mógłbyś dokonać złego wyboru - uśmiechnął się krzywo i puścił synowi oko.
- Dzięki, zawsze wiedziałem, że nie jesteś aż takim sztywniakiem na jakiego wyglądasz - Malfoy junior nie mógł sobie odpuścić.
- To miło, że masz tak dobre zdanie o ojcu - z tonami sarkazmu i ironii w głosie, odrzekła głowa rodziny, a Narcyza roześmiała się serdecznie.
- Kocham was obu, a to chyba oznacza, że nie jest ze mną dobrze, bo jesteście po prostu okropni! - zażartowała i objęła obu mężczyzn. - Jestem dumna z moich chłopów! - oznajmiła.

***
Podczas gdy Narcyza i dwóch mężczyzn jej życia gawędziło beztrosko w salonie, Hermiona siedziała naprzeciw swoich rodziców i międliła w palcach niebieski golf.
- Herm, powiedz nam co się dzieje. Jesteś jakaś przygaszona. Wczoraj aż tak bardzo nie było po tobie tego widać, ale dziś... - Jane usiadła obok córki i przytuliła ją mocno. Hermiona odziedziczyła po niej kasztanowe loki, ale oczy miała po swoim ojcu, przystojnym, niemal zawsze uśmiechniętym, ciemnym blondynie o radosnym usposobieniu. Teraz Sean był jednak poważny i z troską patrzył na swoje jedyne dziecko.
Dziewczyna spuściła wzrok, zamrugała powiekami i poczuła jak po jej policzku toczy się ogromna łza.
- Ja nie wiem, jak wam o tym powiedzieć, naprawdę... Chyba was zawiodłam...
- Kochanie - pan Granger zmarszczył brwi. - Jak dotąd mieliśmy tylko powody do dumy, jeśli chodzi o ciebie. Cokolwiek zrobiłaś, postaramy się to zrozumieć, bo cię kochamy.
Hermiona pokręciła głową i ukryła twarz w dłoniach.
- Nie, teraz jest zupełnie inaczej i już nigdy nie będzie tak samo. Nie jestem już taka... jak byłam - poczuła, że traci nad sobą panowanie, a tak bardzo nie chciała się rozpłakać.
- Dla nas zawsze będziesz ukochaną córeczką - Jane przytuliła ją mocniej. Poczuła nieokreślony niepokój. - Kochanie, możesz powiedzieć nam absolutnie o wszystkim, my cię nie potępimy.
- Wy nie rozumiecie - dziewczyna drgnęła. - Ja już nigdy nie będę normalna... - czuła jak ogarnia ją czarna rozpacz. - Nigdy.
- Cii... Powiedz o co chodzi, dobrze? - Sean kucnął przy córce i ujął jej drobne dłonie.
- Ja, ja zostałam brutalnie zgwałcona przez dwóch mężczyzn z ministerstwa, podczas przesłuchania - głos jej się załamał i poczuła jak pękają wszystkie tamy. - Jestem zbrukana i strasznie mi źle, boję się, że już nie zasługuję na waszą miłość i szacunek - czuła jak po jej twarzy spływają łzy. - Przepraszam.
Cisza jaka zapanowała w pokoju państwa Granger była ciszą doskonałą. Obydwoje nie mogli uwierzyć w to, co usłyszeli, a Jane była tak wstrząśnięta, że nie potrafiła nawet się rozpłakać.
- Kochanie - poruszony Sean usiadł obok Hermiony i ją przytulił. Oboje mocną ją obejmowali, głaskali po plecach, całowali jej mokre od łez policzki i chociaż poza żalem, i współczuciem czuli także wściekłość, okazali jej jedynie milczące zrozumienie i czułość. O nic więcej nie pytali, nic nie mówili. Tylko byli przy niej. Dziewczyna była im bezgranicznie wdzięczna. Zachowali się cudownie i dali jej poczucie bezpieczeństwa.
- Dziękuję - szepnęła i mocno ścisnęła dłonie rodziców..

******
Dumbledore patrzył w sufit ze zmarszczonym czołem. Wyglądał na przygnębionego, poirytowanego i zdecydowanego. Severus odczytał to jako dobry znak. Taki Albus mógł być bardzo nieprzyjemny dla osób, które mu podpadły i o to chodziło. Lupin siedział za to milczący i przygnębiony, ale w jego brązowych oczach dało się też dostrzec gniew i determinację.
Remus zapałał tak ogromną nienawiścią do Percy'ego, że chyba nawet wzajemna nienawiść Snape'a i Blacka z lat szkolnych musiała być niczym w porównaniu z tym, co czuł teraz wilkołak.
- Też tak uważam Severusie. Zupełnie nie ufam wiceministrowi - spokojnie powiedział dyrektor. - Nie obawiajcie się jednak. Żadne przesłuchanie Dracona, ani Hermiony nie będzie miało miejsca, a ty Severusie nie bój się o własne życie. Nie pozwolę cię skrzywdzić.
- Już od dawna się o siebie nie boję. Mną proszę się nie przejmować, dyrektorze - oschle odparł Snape.
- Zabraniam ci tak mówić, a nawet myśleć Severusie - Albus zmarszczył groźnie brwi, a Lupin miał wrażenie, że starszy mężczyzna z trudem powstrzymał się od walnięcia pięścią w stół.
Mistrz Eliksirów wolał nic więcej nie mówić.
- Jakie kroki pan podejmie, dyrektorze? - spytał z szacunkiem Remus, delikatnie zmieniając drażliwy temat.
- Och, mam wiele pomysłów - Albus uśmiechnął się łagodnie. - Parę pomysłów i parę możliwości. Najpierw musze wiedzieć co zamierza szanowny pan wiceminister, a potem działać...
- Jak zwykle tajemniczy - Snape wlepił czarne, bezdenne oczy w swojego przełożonego.
- Nie tajemniczy. Ostrożny i rozważny... Poza tym, jest jeszcze parę spraw do przemyślenia i muszę się nimi zająć.
- To zrozumiałe - Remus kiwną głową. - Ja najchętniej zrobiłbym Percivalowi krzywdę, chociaż na codzień uchodzę za spokojnego...
- Trzeba zachować cierpliwość - oznajmił łagodnie Dumbledore. - Zło zawsze kończy marnie i jeżeli Percy nie przyjmie do wiadomości treści listu, który zamierzam mu wysłać dzisiejszego wieczoru, to cóż... zapewne też nie skończy dobrze.
Te słowa wyraźnie podniosły na duchu obydwu pozostałych mężczyzn. Dyrektor i dwaj jego zaufani ludzie rozmawiali jeszcze przez jakiś czas w zaciszu gabinetu Dumbledore?a snując plany i przypuszczenie, co do najbliższych wydarzeń.

***
******

Ten post był edytowany przez Kitiara: 09.01.2005 13:13


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raillie
post 08.01.2005 19:03
Post #67 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 22
Dołączył: 05.01.2005
Skąd: ...z piekła rodem

Płeć: Kobieta



Heh... Niezły rozdział Ci wyszedł, zaciekawił mnie, życzę weny, żebyś mogła jak najszybciej wrzucić nam kolejnego parta. Pozdro


--------------------
"Wszyscy chcą zmieniać świat, ale nikt nie chce zmienić siebie..."


Mój blog
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raistlin
post 08.01.2005 21:01
Post #68 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 57
Dołączył: 11.12.2004
Skąd: Krynn




Wiesz Kit zgadzam się, że krótki ale, że nieciekawy to juz się nie zgodze.
Mam tylko jedno pytanie dotyczące tego odcinka, dlaczego Harry nie mówi Blaise po imieniu??

Pozdrawiam

Ps: kiedy następny part i ile tak jeszcze do końca tego opowiadania??


--------------------
DragonLance Forum

"Kto wcześnie się z łóżka zbiera,
ten wcześnie umiera."
Rincewind
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 09.01.2005 12:38
Post #69 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



QUOTE
Mam tylko jedno pytanie dotyczące tego odcinka, dlaczego Harry nie mówi Blaise po imieniu??

Ja też mam pytanie, Raistlinie Drogi i pozwól, że sparafrazuje to, co w piatym tomie powiedział na leksji eliksirów Snape do Harry'ego:
Tell me, Majere, can you read?

Bez obrazy Raist, ale naprawdę przeczytaj jeszcze raz i ze zrozumieniem.
Pozdrawiam,
rozbawiona własna "elkwencją" kit:]


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Silda
post 09.01.2005 13:49
Post #70 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 58
Dołączył: 05.04.2003




Przeczytałam wczoraj to wszystko, zajęło mi to trochę czasu, ale myślę, że warto było.
Tylko.

'na plakietkę Prefekta na piersi Parkinson' yhm to nie jest plastikowa, papierowa ni żadna inna pakietka, z tego co pamiętam, Tom Riddle miał tarczę, to się raczej kojarzy z czymś przyszytym z materiału, jak nasze mamy na PRLu miały na mundurkach. Co dalej, papierosy... Nie żybym miała coś przeciwko (a mam), bo to Twoja wizja, ale przy ich częstotliwości palenia Hogwart musi nieźle śmierzdzieć. Ja sama nie palę, nie rozumiem tej ideologii i kiedy czytam coś w rodzaju 'ponownie zapalił, biorąc dobry przykład z ucznia' albo 'zaciągnął się z rozkoszą dymem' to mi się w kieszeni otwiera. Kolejna rzecz, to ciąża Hermiony. Naprawdę, już myślałam, że znowu będzie pokrzywdzona przez los i urodzi, ale tym razem bardzo dobrze wymanewrowałaś akcją i odczułam autentyczną ulgę, że jednak nie jest w ciąży. Poza tym cała sytuacja z wszechmocnym Percym kojarzy mi się z Procesem, są oskarżeni i nawet nie wiedzą o co, nie mają żadnego prawa do obrony i własnego zdania... absurd, zgroza, zgroza... (powiedział Kurtz i umarł). Podoba mi się sposób w jaki opisujesz ich dylematy i paranoje. To nadaje temu opowiadaniu charakter, jest niebezpieczne, realistyczne i na początku, gdzie wydarzenia rozgrywały się na gruncie czysto moralnym, byo takie hmm jak coś jest dobre, nie wiem jak to określić smile.gif Jeśli jednak chodzi o Hermionę i tą malutką Anne, mam wrażenie, że każda kobieta, jaka dostała się w szpony Złych będzie teraz gwałcona i siniaczona. To pozbawia elementu zaskoczenia, o, kolejne przesłuchanie, pewnie znowu ją zgwałcą. Nie, żeby to nie był dramat, ale czytelnik robi się obojętny. Kończąc swoje wypociny chciałąm jedynie napisać, że ilość jest tekstu jaką wyprodukowałaś jest porażająca, opisujesz wszystko bardzo szczegółowo, co Ci się oczywiście chwali.

Pozdrawiam i czekam z niecierpiliwością na ciąg dalszy smile.gif


--------------------
sekai no hatemade
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 09.01.2005 16:53
Post #71 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Papierosy, papierosy!
Przyznam, ze jestem tolerancyjna dla palenia i picia, chociaż nie pochwalam pijaństwa. Wiem, to małe zboczenie:] i nie dziwię Ci się, ze tak zareagowałaś.

Co do plakietki to nie mam pojęcia jaka ona jest - chyba metalowa, przypinana do szaty. blush.gif

QUOTE
Poza tym cała sytuacja z wszechmocnym Percym kojarzy mi się z Procesem, są oskarżeni i nawet nie wiedzą o co, nie mają żadnego prawa do obrony i własnego zdania... absurd, zgroza, zgroza...

Bo ma Ci się kojarzyć z "Procesem". Właśnie powieść Kafki zainspirowała mnie do tej niemiłej i niemal absurdalnej w swojej brutalności sceny. Nareszcie ktoś, kto to zauważył. smile.gif
Chwała Ci za to!
Proces wywarł na mnie ogromne wrażenie i chociaż czytałam go ostatnio trzy lata temu nadal mam w pamięci nieco groteskowy obraz perypetii głównego bohatera. W jego bezsilności było poruszajcego i szokująco realnego.

Co do gwałtów i siniaczeń; nie jestem aż tak bezduszna aby zaaplikować Hermionie kolejny gwałt, ale nie jestem też tak "wyrozumiała" żeby oszczędzić jej cierpienia. Świat nie jest słodki. I, może to wyda się Ci paradoksalne, ale właśnie dlatego, że wierzę w zdolność ludzi do bycia dobrymi, bardzo rzuca mi się w oczy zło i bardzo mnie boli.

BARDZO DZIĘKUJĘ Sildo za obszerny i dopracowany komentarz. Poproszę jeszcze trochę takich;]

Pzdrawiam serdecznie, kit:)

Ten post był edytowany przez Kitiara: 09.01.2005 17:00


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Silda
post 10.01.2005 17:43
Post #72 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 58
Dołączył: 05.04.2003




O kurcze Kit, zwracam honor. Komnata Tajemnic, rodział The Secret Diary: '...błyszczącą, srebrną odznakę prefekta'.
Ale hmm jeszcze coś Ci miałam napisać... Ah. Co do zła i dobra i związanej z tym głupoty ludzkiej, to podzielam Twój punkt widzenia. Raczej nigdy nie będę mieć litości dla świadomie zadawanego cierpienia, a szczególnie po próbnej maturze z historii, gdzie tematem było "wyjaśnij na przykładach, procesach, wydarzeniach, dlaczego cywilizację XX wieku nazywa się cywilizacja śmierci". Uświadamialiśmy sami siebie. No, to by było na tyle. Pozdrawiam smile.gif


--------------------
sekai no hatemade
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Tajemnicza
post 11.01.2005 00:34
Post #73 

Prefekt


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 385
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: Tureeeek/Poznań

Płeć: Kobieta



...WOW...Brak słów by określić to co o twoim opowiadaniu sądzę...cudowne i bardzo perfekcyjne. Moim skromnym zdaniem cąle opowiadanie mogłoby byc częścia ksiązki i bylo by o wiele ciekawiej. Normalnie nie wiem co pisac zeby zrobić to jak Ri =P W oczy rzucilo mi sie tylko jedno: "odpiła" hehehe =) Dla mnie to az głupio wygląda.
Wracając do opowiadania: jest naprawdę bardzo dobre, ale kilka rzeczy jest juz spowszechnione. Np. ciąża Hermiony. To jush normalka =P Przyzwyczailam się. Zmiana ich wszytskich czyli Severa, Draca i reszty, tak troche dla mnie nie do uwierzenia jest, ale czesto sie tak pisze wiec sie z tym pogodze juz ostatecznie =) Watpie czy ktos zrozumie to co pisze ale ja zawsze byłam jestem i bede chaotyczna =P
Całe opowiadanie i historia ktora przydarza się bohaterom jest niezwykle dopracowana. Wszytko się ze sobą zgadza. Tylko nie jestem pewna tego czy od zmiany day przesluchania Severusa minęlo naprawdę 2 tygodnie. To mnie boli, ale przymru(ó)ze oko tongue.gif Ja nie wiem, jak tobie wogle sie udało napisac to opiwadanie tak zeby wszytsko dos iebie pasowało...serdecznie ci tego gratuluję. Doznania w tym ficku czesto pokładają się z moimi. Często az mi sie plakac chce z ich bezsilności. Czesto sie wzruszam, chociaz u mnie to naprawde rzedkie zjawisko... =)
I tak nie napisałam tego co chiałam do tej pory. Ja nie wiem Kit skąd ty bierzesz tyle talentu. Ja nie potrafie opisac tego jak gratuluję ci i szczerze zazdroszczę talentu. Mi nigdy w zyciu nie udalo napsiać czegos normalnego, co daloby się czytac. Kocham twoje opisy zdarzen i wogle jak wsztsko drobnostkowo i szczegolowo opisujesz... Jestem elna czystego powdziwu.
Przepraszam za wszytskie błedy i jeszcze raz gratutluję i skladam całusy =*
Ps. Dawaj szybko następny dcinek, bo wytrzymac nie moge.
Ps2. Napisz jak duzo zostalo ci tego opowidania. Mam nadzije ze dużo.
Ps3. Wydrukowałam sobie to opiwadanie bez ostatnich 5 czesci i wyszlo mi 79 stron; czcionka 5,5 verdana... Duzooo....

Ten post był edytowany przez Tajemnicza: 11.01.2005 00:37


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 11.01.2005 12:33
Post #74 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Dzięki, Tajemnicza...
Postaram się wkleić następny kawałek dziś w nocy, ale niestety całego opowiadania nie jest jeszcze wcale tak dużo. "Pisze się powoli" tongue.gif
Pozdrawiam, kit

PS: o tak, Silda, niestety przyszło nam żyć w ciekawych czasch...


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 10.04.2005 15:05
Post #75 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Niedziela - Północ, 18 listopada, 1996

Lord Voldemort lubił cmentarze. Takie jak ten przy Lake Street na przedmieściach Londynu. Z tego względu właśnie na cmentarzach odbywały się czasem spotkania jego sług i z tego też względu właśnie tu spotkał się z człowiekiem, który chciał dołączyć do grona jego poddanych.
Mężczyzna był zakapturzony, dokładnie tak samo jak Czarny Pan i patrzył na czerwonookiego mistrza zła z wyraźnym podziwem.
- Mówisz, że mój wierny sługa mnie zdradził.... - Lord nie mógł do końca uwierzyć w to co usłyszał przed chwilą, a usłyszał wiele. Ponoć Lucjusz Malfoy zamierzał zostać szpiegiem Dumbledore'a, o ile już nim nie był...
Kandydat na Śmierciożercę nie wydawał się kłamać, mógł być jednak Oklumentą i wtedy Tom nie doszukałby się fałszu, nawet gdyby stojący przed nim mężczyzna łgał mu w żywe oczy. Mało kto jednak był na tyle dobry w Oklumencji, więc Lord postanowił wziąć pod rozwagę jego słowa.
Z drugiej strony, nie wydawało mu się, żeby Malfoy zdradził. Pasowało to do niebo jak bukiet róż do łapy goblina. No i jego syn - Draco. Czyż nie okazał się wspaniałym materiałem na Śmieciożercę? Należało jednak być ostrożnym. We wszystkim.
- Zdajesz sobie sprawę, że Lucjusz Malfoy służy mi od lat i zawsze był wierny? Jeżeli to oszczerstwo, to czeka cię stosowna kara...
- Wiem, Panie - mężczyzna odpowiedział nad wyraz pewnym tonem, co jednak, jak nauczyło Voldemorta życie, jeszcze o niczym nie świadczyło..
- Masz jakieś dowody? - zimno spytał czarnoksiążnik.
- Na razie tylko moje słowo, Panie... Ale możesz przecież sprawdzić jego lojalność.
- Nie mów mi co mogę, a czego nie - wysyczał Lord. Nienawidził, gdy ktoś sugerował mu rozwiązania.
- Jak sobie życzysz, Panie. Ale na twoim miejscu przyjrzałbym się też uważnie jego synowi. Draco Malfoy diametralnie zmienił swój stosunek do szlam. Chyba się nawet w szlamie zakochał....
Lord bez uprzedzenia skierował swoją różdżkę na mówiącego:
- Crucio - oznajmił zimno i mężczyzną wstrząsnęły spazmy niekontrolowanego bólu. Omal nie zawył. Był jednak tak zaskoczony, że jedynie upadł na wilgotną trawę cmentarza. Voldemort patrzył przez chwilę obojętnie na leżącego po czym schował różdżkę między poły swej szaty.
Kiedy się odezwał, jego głos był łagodny i spokojny.
- Ze mną nie rozmawia się jak z kolegą. To przypomnienie. Ja żądam bezgranicznego szacunku...
Zamilkł i patrzył jak mężczyzna podnosi się na nogi i powoli ociera krew z nosa. Nadal miał zaciśnięte z bólu zęby, ale zaczął powoli dochodzić do siebie.
- Zrozumiałeś? - spytał z lodowatą pogardą mistrz zła.
- Tak jest, Panie - odrzekł drżącym i pełnym szacunku głosem kandydat na Śmierciożercę.
- A wracając do tego, co raczyłeś mi oznajmić... - wycedził Lord.
- W moich szeregach nie ma miejsca na miłość do szlam - w czerwonych oczach rozbłysła drwina. - Wiele moich sług się o tym przekonało. Jeżeli to prawda, Draco Malfoy, wcześniej czy później, będzie musiał poświęcić swoją miłość dla mojej służby... Poświęcić w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Mężczyzna stojący naprzeciwko uśmiechnął się drapieżnie i Voldemort pomyślał przez chwilę, że w to młode ciało wstąpił Świętej Pamięci Salomon Nott. Tom nie przeżył zbyt mocno jego straty. Nott był fanatykiem. Z wiekiem mógłby stać się zdziwaczały i zaszkodzić sprawie. I to jego niepoprawne zamiłowanie do mugolskich tortur...
- Czy mogę już odejść, Panie, czy masz dla mnie jeszcze jakieś zadania? - wyrwał go z zamyślenia głos zakapturzonego jegomościa.
- Zadania? Nie mam, chyba że potrafisz mi w pojedynkę sprowadzić Pottera - w głosie Lorda zabrzmiała jadowita drwina. - Możesz odejść, tylko pamiętaj, że mnie się nie okłamuje... zwłaszcza w tak istotnych sprawach. Za to grozi tylko jedna kara...
- Tak jest , Panie - pokornie odrzekł kandydat do Próby. Skłonił się nisko przed Voldemortem, załopotał szatą i w mgnieniu oka uniósł się nad ziemię jako słusznych rozmiarów czarny kruk. Ptak odleciał z łopotem smolistych skrzydeł, krakając triumfalnie, a Lord jeszcze przez chwilę wpatrywał się w noc.
Jeżeli to, co usłyszał było prawdą, Lucjusz, Draco i oczywiście Narcyza (Lord wyznawał zasadę odpowiedzialności zbiorowej - przynajmniej jeżeli chodziło o najbliższe rodziny jego sług, co procentowało niezwykle wysokim współczynnikiem lojalności), poniosą odpowiednie konsekwencje, chyba że okażą się wierni, wtedy kto inny rozstanie się z tym światem. Lord nawet nie zaprzątał sobie głowy, tym co spotka szlamę, w której rzekomo zakochał się Draco - to przecież było oczywiste. Należało jednak wymyślić plan na kolejne spotkanie Śmierciożerców. Na tę myśl, uśmiech na nieludzkiej twarzy Voldemorta stał się przerażająco błogi.

***
******

Poniedziałek, 19 listopada, 1996

Harry posłał nieśmiały uśmiech w kierunku stołu Ślizgonów, a Blaise odpowiedziała mu tym samym. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co między nimi zaszło. Miał mieszane czucia. Ta dziewczyna w jakiś niespotykany sposób potrafiła pokonać jego opory i lęki, lecz nie to było najistotniejsze.
Potter zrozumiał, że nigdy nie był zakochany w Cho, to była jedynie fascynacja i zauroczenie ładną dziewczyną za którą uganiał się co drugi Hogwartczyk. Teraz czuł coś zupełnie innego. Blaise poruszyła jakieś nieznane mu dotąd rejony jego duszy. Czuł się tak jakby znał ją od lat i znał, ale tylko pobieżnie, a miał wrażenie, że dzielił z nią całe swoje życie. Czuł coś na kształt szczęścia, chociaż nie wiedział, czy Blaise nadal go chce. Może to dla niej była tylko przygoda? W końcu był cholerną chodzącą legendą...
Wiedział, że takie myślenie jest irracjonalne, ale nie mógł poradzić nic na fakt, że ciężko mu uwierzyć, aby tak ładna i inteligentna dziewczyna obdarzyła go jakimiś uczuciami. Ta cecha charakteru różniła go zasadniczo od Jamesa. Harry nie był pewny siebie w kontaktach z płcią przeciwną - jego ojciec natomiast bardzo...

Przeleżeli w łóżku całe niedzielne popołudnie, zamieniając ze sobą zaledwie kilka zdań. Cisza im nie ciążyła. Potrafili po prostu być. Nigdy wcześniej nie doświadczył niczego takiego i wiedział jedno: albo ta, albo żadna. Jeszcze raz uśmiechnął się do Zabini, tym razem pewniej i szerzej, a ona puściła mu perskie oko i lekko się roześmiała.
Harry był tak zajęty myśleniem o Blaise, że zapomniał o jedzeniu i dopiero po chwili uświadomił sobie, że jest głodny. Ron siedział zamyślony po jego lewej stronie - wyglądało na to, że tym razem nie zje tyle co zwykle, ale to od jakiegoś czasu było normalne. Nagle Potter uświadomił sobie, że jego przyjaciel schudł dobrych parę kilogramów i ma podkrążone oczy.
- Zjedz tosta, Ron - powiedział łagodnie. - I na miłość boską przestań siebie obwiniać o całe zło tego świata bo ci przyłożę...
Rudzielec uśmiechnął się blado i nałożył sobie trzecią zaledwie kromkę, tego ranka, a Harry spojrzał w prawo.
Hermiona wpatrywała się w talerz i wyglądała na smutną, przygnębioną i niewyspaną.
- Herm, co z tobą? - spytał łagodnie. - Wczoraj wszystko było w porządku...
Dziewczyna drgnęła i lekko się skrzywiła. Zastanowiła się, co ma odpowiedzieć przyjacielowi. Może wprost: "Słuchaj Harry, śnił mi się gwałt, który przeżyłam"? Powiedziała jednak zupełnie co innego.
- W porządku... Załapałam lekki dół, zaraz mi przejdzie. Wiesz przecież, że u mnie to ostatnio normalne - uśmiechnęła się blado i Harry objął ją delikatnie. Drgnęła, co obudziło jego czujność. Przytulił ją mocniej i spojrzał przyjaciółce głęboko w oczy. Poczuł, że się powoli odpręża i pogłaskał ją po policzku.
- Herm, jeżeli ktokolwiek powie ci coś przykrego albo obrazi, lub skrzywdzi w jakikolwiek sposób, masz mi natychmiast przekazać. Tak, masz naskarżyć jak mała dziewczynka do starszego brata - dodał gdy zobaczył, że marszczy z dezaprobatą nos. - Jesteś w uprzywilejowanej sytuacji i to wykorzystaj.
Hermiona pobladła i odsunęła się gwałtownie.
- Dla ciebie to uprzywilejowana sytuacja? - spytała drżącymi wargami i Potter przeklął się w duchu za elokwencję godną oświadczającego się goblina.
- Przepraszam, źle się wyraziłem, Herm. Wiesz, że nie to miałem na myśli. Jeszcze raz sorry. Wybacz moją głupotę..
- W porządku. Po prostu już chyba nigdy nie będę normal...
- Nawet nie waż mi się kończyć - uciął Harry i położył palec na jej ustach, a Ron odwrócił się w ich stronę i spojrzał na Hermionę z lekką przyganą.
- Zachowujesz się jak Draco - dziewczyna wyglądała na obrażoną.
- To znaczy, że coś w tym musi być, prawda? - uciął jej wywody na samym wstępie.
- Jesteś kochana, ale przestań myśleć o sobie w takich kategoriach!
- A tobie wolno? - zaperzyła się Granger.
- Staram się z tym walczyć, ty też spróbuj.
- Myślisz, że nie próbuję? - Hermionę ogarniał gniew. Nie mogła poradzić nic na to, że czuła się winna. Starała stłamsić w sobie to uczucie, ale wrażenie, że w tragedii, której doświadczyła tkwi jakaś cząstka jej własnej winy, było silniejsze od niej, a teraz przyjaciel wyrzucał jej, że nie chce nad tym pracować.
- Może nie jestem taka silna jak ty! - omal nie krzyknęła, a Harry i Ron popatrzyli na nią łagodnie. Weasley znowu wyglądał jakby miał się popłakać.
- Herm, ja też cierpię...
- Wiem, przepraszam...
- Też cię przepraszam...
- Już zawsze będziemy tak ze sobą rozmawiać?
- Mam nadzieję, że nie. Przecież teraz nie zawsze tak rozmawiamy... - skinęła w odpowiedzi głową.
- Tylko jak mam doła - nieśmiało się uśmiechnęła i Harry się rozpromienił.
- I zawsze możecie na mnie liczyć - odezwał się nieśmiało Ron.
- Wiemy - Harry i Hermiona odpowiedzieli jednocześnie i popatrzyli z wdzięcznością na przyjaciela. Ron nie mógł wytrzymać spojrzenia Hermiony, jeszcze nie, i odwrócił szybko wzrok. Dziewczyna wydawała się to rozumieć.
- Zjedz coś jeszcze - powiedział Harry do Hermiony.
- Dobrze - odrzekła nakładając sobie jajecznicę na bekonie. - Wiesz, śnił mi się dziś cały ten koszmar z ministerstwa... Dlatego tak marnie wyglądam - powiedziała bardzo cicho. Nie chciała, żeby Ron ją usłyszał, bo zaraz zacząłby przepraszać.
- Doskonale wiem co to znaczy i szczerze ci współczuję, Hermiono - odrzekł Potter, ujmując jej dłoń.
Skinęła głową i nieznacznie się uśmiechnęła.
- Dziękuję...

*
Przy stole nauczycielskim panowała przygnębiająca cisza. Severus był napięty jak struna. Każdy szmer powodował, że prostował się na krześle oczekując wkroczenia wiceministra wraz ze swoja świtą u boku i nakazem aresztowania w dłoni. Nie wiedział jak na to zareaguje Dumbledore, był bowiem pewny, że po niego przyjdą. Napięcie, które czuł w dużej mierze związane było z troską o uczniów.
Przyzwyczaił się już do wizyt wiceministra w porze śniadaniowej, dlatego teraz też spodziewał się go w Hogwarcie rano.
Przyglądał się z troską Hermionie i zastanawiał się jak dziewczyna będzie dawała sobie w życiu radę, zwłaszcza jeżeli Weasley zechce ją przesłuchać, a sam Knot będzie starał się mu to umożliwić. Podejrzewał, że w swoim wyrachowaniu, wiceminister zechce przesłuchać także Dracona i Pottera. Ot tak, po to, żeby pokazać Dumbleore'owi, że dyrektor jest już stary i niewiele może....
Percy nie pojawił się jednak podczas śniadania, co wcale nie uspokoiło Snape'a. Jakoś nie wierzył w to, że list który zamierzał wysłać poprzedniego dnia Albus, wpłynął na decyzję Weasleya.
Zmartwieniem Severusa, nie był tylko Weasley. W nocy przyśnił mu się nie kto inny, tylko sam Voldemort. Voldemort śnił mu się bardzo rzadko (dzięki Bogu) i nigdy nie działo się to bez powodu. To, że w marzeniu sennym Mistrza Eliksirów nie wydarzyło się nic naprawdę złego, nie oznaczało, że sen ten nie był niepokojący a nawet - na swój sposób straszny i nieco irracjonalny.

Czarny Pan stał przed lustrem i poprawiał na sobie odświętne czarne szaty. Severus stał obok i przypatrywał się temu z zaciekawieniem.
- Gdzie się wybierasz, Panie? - spytał w końcu.
Lord odwrócił się do niego i nagle obaj znaleźli się na jakimś cmentarzu. Severus spojrzał na płytę nagrobną i doszedł do wniosku, że jest to grób podwójny, ale litery były zamazane i za nic na świecie nie mógł ich odczytać. Wydawały się tańczyć mu przed oczami i im bardziej się wysilał, tym mniej mógł dostrzec.
- Czyj to grób, Panie? - zwrócił się w końcu do Voldemorta.
- Jeszcze nie wiem, czy ten grób powstanie - Severus nienawidził wyrazu błogości na upiornej twarzy Voldemorta.
- Nie rozumiem...
- Ja też nie Severusie, w ogóle nie wiem czy ktoś umrze...
- Gdzie jesteśmy? Co to za cmentarz, Panie? - we śnie Snape się nie bał, był zaintrygowany tym co widzi, niepokój przyszedł dopiero później
- Mój, Severusie.
Snape się rozejrzał. Cmentarz sprawiał wrażenie upiornego. Severus podszedł do mogiły obok i lekko się wzdrygnął. Na płycie widniały słowa "Anna Salior". Zaraz obok wznosił się nagrobek bez żadnego napisu. Był bardziej okazały od innych.
- Przygotowałem go dla Pottera - nie bez dumy oznajmił Czarny Pan. - Są tu wszystkie moje ofiary.
- Imponujące, Panie - Severus mówił prawdę. Cmentarz był całkiem spory.
Snape popatrzył jeszcze raz na nagrobek, który się z nim "droczył", ale nic z tego nie wyszło i nie udało mu się odczytać napisu.
- Kto miałby tu leżeć, Panie? - spytał jeszcze raz ignorując stare, mądre porzekadło o skutkach ciekawości.
Voldemort popatrzył na niego pustym wzrokiem.
- Nie wiem - odrzekł zupełnie szczerze. - Nawet nie wiem, czy ktoś ma tu leżeć, przecież już ci mówiłem - do głosu Voldemorta zakradło się rozdrażnienie i Snape chciał go już przeprosić za arogancje, ale nagle znalazł się w jakimś obszernym salonie. Voldemort też tam był. Siedział w fotelu, a u jego stóp leżała, zwinięta w kłębek Nagini. Severus patrzył jednak na ramię Lorda, na którym spoczywał duży, czarny kruk.
- To moja nowa maskotka - powiedział niedbale Czarny Pan. Kruk popatrzył w oczy Snape'a, a jego wzrok wydawał się kpić z Mistrza Eliksirów. - Powinieneś do mnie wrócić. Może dałbym ci drugą szansę...
Severus już miał coś odpowiedzieć, ale kruk na ramieniu Voldemorta zakrakał głośno, budzik w kwaterze mistrza zadzwonił i Snape został brutalnie wyrwany z królestwa Morfeusza.


Severusa intrygowały najbardziej dwie rzeczy: nagrobek i kruk, ale za nic na świecie nie mógł dojść do tego, co one symbolizują i czy w ogóle są symbolami. W nosił na przedramieniu Mroczny Znak i na pewno w jakiś sposób mógł odbierać nastroje Voldemorta. Widocznie Lord coś planował skoro przyśnił mu się tak wyraźnie, a Snape'owi bardzo się to nie podobało. I tak miał na głowie mnóstwo zmartwień. Ten pokręcony sen tylko pogarszał jego nastrój.
Weasley i Matrojew byli jak na razie wystarczającymi problemami i Severus nie miał chęci martwić się jakimiś ewentualnymi zamysłami Lorda, ale wyglądało na to, że nie miał wyboru.

******
Harry też miał sen i musiał mu się on przypomnieć akurat na zajęciach z Transmutacji. Właściwie to nie był sen, ale, jak zwykle - wizja. Widział Voldemorta stojącego na cmentarzu i uśmiechającego się upiornie. W jego uśmiechu była jakaś groteskowa błogość. Wizja była krótka i ulotna, oraz dużo mniej niepokojąca niż wszystkie poprzednie, dlatego Potter ani się nie obudził, ani nie przeraził i szybko zapomniał, że coś widział. Żył tym, co działo się w jego sercu i miał inne, dużo bliższe i realne problemy niż osławiony Tom Marvolo Riddle. Tymi problemami byli przede wszystkim Hermiona i Ron, ale także - ku zdziwieniu i konsternacji Bohatera z Blizną - Severus Snape i Draco Malfoy, których los, ostatnio, przestał mu być obojętny...

Teraz wizja do niego powróciła ze zdwojoną mocą i skrzywił się lekko. McGonagall tłumaczyła właśnie skomplikowaną transfigurację wody w ciała stałe. Jak sama zaznaczyła na początku zajęć miał to być najtrudniejszy temat w tym semestrze i Harry starał się maksymalnie skupić, a uśmiechający się na tle ponurego cmentarza, jego stary dobry wróg Voldemort, na pewno mu w skupieniu nie pomagał.
Blizna na czole lekko go zakuła, więc Harry zmarszczył brwi i odegnał natrętny obraz, koncentrując się na robieniu sensownych notatek.

- Ruch nadgarstka przy transfiguracji wody jest nieznaczny, ale MUSI być pre-cy-zyj-ny - perorowała starsza, dystyngowana czarodziejka, akcentując każdą sylabę wyrazu, aby podkreślić jego wagę. - Zapiszcie sobie, że przegub ma być rozluźniony, lecz nie do maksymalnego stopnia, a przy inkantacji formy zaklęcia, odpowiedniej do rodzaju substancji jaką chcemy otrzymać, dłoń odgina się nieznacznie do góry, a palce z różdżką wykonują delikatny i krótki ruch zgodny z kierunkiem obrotu wskazówek zegara. - Minerva zademonstrowała opisany przed sekundą manewr i Draco Malfoy zaklął w duchu. "Trick" (tak na ruchy nadgarstka mówili potocznie uczniowie Hogwartu), jak zwykle, wyglądał na niewinny i prosty i zapewne, jak zwykle, był cholernie skomplikowany. Spojrzał na Ronalda Weasleya i ku jego uldze ujrzał minę pełną rozpaczy, tak bardzo podobną do swojej własnej. Popatrzył na Hermionę i mimo woli, odwrócił z irytacją wzrok. Na niej trudności nowego zaklęcia nie zrobiły wrażenia. Nic nowego. Patrzyła z zaciekawieniem na nauczycielkę, która powtórzyła ruch nadgarstka. Draco westchnął i wbił z rezygnacją swoje szare tęczówki w McGonagall.
"Sadystka" - pomyślał rozpaczliwie.
- Wiele wody upłynie - pozwoliła sobie na niewinny żart nauczycielka - zanim opanujecie do perfekcji ten rodzaj transmutacji... Proszę wziąć różdżki do rąk, poćwiczymy sobie sam ruch nadgarstka.
Uczniowie z ciężkimi westchnieniami sięgnęli po przyrządy do czarowania.

******
Percy Weasley zżymał się ze złości. Po raz kolejny czytał list od dyrektora Hogwartu, który dostarczyła mu sowa w niedzielę późnym wieczorem.
"Cholerny stary dziad" - pomyślał wściekle.
Nie mógł zrozumieć, jak Dumbledore może mu sugerować rezygnację ze stanowiska. Jak śmie pisać, że on - Wiceminister Magii - ma zdymisjonować i na piśmie uzasadnić swoją decyzję nadużyciem władzy i zastosowaniem psychicznej i fizycznej przemocy wobec trójki uczniów Hogwartu - Harry'ego Pottera, Draco Malfoya i Hermiony Granger?
- Twoje niedoczekanie stary, postrzelony pierdzielu - powiedział na głos, bez odrobiny szacunku, zgniatając mściwie list, który znał już niemal na pamięć. Ze zgrozą i obrzydzeniem wyobrażał sobie uszczęśliwioną minę Lucjusza Malfoya, w momencie, gdy na zebraniu Rady Nadzorczej podałby pod głosowanie swój pisemny wniosek o dymisję... Jeszcze z takim, a nie innym uzasadnieniem, o jakim mu pisał stary czarodziej.
Miał taki cudowny plan na poniedziałek...
Chciał przesłuchać tych troje jeszcze raz, a Snape'a zamknąć w Azkabanie i kazać mu czekać na wyrok - oczywiście w grę wchodziła jedynie kara główna.
Jednak rady Albusa i jego sugestia, że w razie nieprzystosowania się do tychże rad, Percy może gorzko pożałować, spowodowały, że musiał się porządnie zastanowić nad dalszymi krokami.
Myślał wcześniej nawet o przystąpieniu do zwolenników Voldemorta. Czarny Pan jednak za bardzo go przerażał, a poza tym, gdyby został pokonany, on - Percival Weasley, trafiłby do twierdzy Azkaban i to, być może, z wyrokiem śmierci na karku. Poza tym Lucjusz Malfoy ponoć wciąż należał do świty Śmierciożerców - oczywiście to były nieoficjalne plotki, bo Ministerstwo nadal nie podjęło otwartej wojny z Lordem Zła, a Malfoy, mimo że trafił do więzienia, został szybko wypuszczony. To oczywiście o niczym nie świadczyło. Lucjusz miał ogromne pieniądze i ogromne wpływy. Poza tym zdrowy rozsądek podpowiadał wiceministrowi, że dumny arystokrata nie zrezygnował ze starych przyzwyczajeń. Przynależność do tej samej organizacji, do której należał Lucjusz, wydawała mu się raczej obrzydliwą perspektywą na życie i to też przemawiało przeciwko sprzymierzeniu się z Voldemortem.

Percival Weasley wrzucił z wściekłością zmięty list do kominka i złapał czysty pergamin.

Zrobię to, co uznam za stosowne, Dumbledore. A jeżeli zechcę - ty będziesz się patrzył na to jak wygląda "nadużycie władzy", które według mnie jest słusznym jej użyciem w obronie dobra społecznego. Zrobię to wtedy kiedy będę chciał i jak będę chciał, Dumbledore, a swoje rady możesz sobie wsadzić głęboko w starą i zapewne mądrą rzyć. Nie będzie mi groził ktoś, kogo czas jest na wyczerpaniu i kto niebawem całkiem zeświruje.
Beż poważania:
Wiceminister Magii Percival Weasley


***
Godzinę później, Albus Dumbledore ze smutkiem, ale i dojrzewającym coraz mocniej gniewem w jego sercu, podarł list Percivala i wrzucił go do kominka w swoim gabinecie. Od tej chwili był już całkowicie pewny, że Percy jest stracony i żadne słowa do niego nie trafią.

******
List otrzymał także Lucjusz Malfoy.
Mężczyzna był blady i przygnębiony.
We wtorkowy wieczór miało się odbyć "specjalne zebranie" Śmierciożerców i arystokrata, poczuł niemal pewność, że Lord ma jakieś wątpliwości, co do tego, czy jego sługa jest lojalny. Świadczył o tym suchy, oficjalny i niemal patetyczny ton listu.
Lucjusz bał się o własne życie. Ale o wiele bardziej bał się o żonę i syna i ogarniało go przerażenie na myśl o wątpliwej jakości atrakcjach, jakie może mu przygotować jego "ukochany pan".
"Cholera" - pomyślał i natychmiast przyszła mu do głowy jedyna osoba, która mogła mu pomóc. Stary Dobry Sarkastyczny Snape.
Właściwie nie wiedział jak Mistrz Eliksirów mógłby mu pomóc, ale rozpaczliwie liczył na to, że Severus coś wymyśli.

******
Narcyza patrzyła na swojego męża z konsternacją. Lucjusz grzebał widelcem w puree z sosem pieczarkowym. Był milczący, zamyślony i bardziej oficjalny niż zwykle. Państwo Granger byli natomiast lekko zakłopotani odczytując zachowanie pana domu jako niechęć wobec ich obecności.
- Luc, zjedz coś. Czym się tak martwisz? Czy zaszło coś w ministerstwie? – nieśmiało i ostrożnie zagadnęła Narcyza.
- Nie – ku jej uldze Lucjusz odpowiedział bardzo łagodnie. – Nie chodzi o pracę. Później z tobą porozmawiam... – nerwowo zastukał widelcem w talerz, pokręcił głową i wstał od stołu. – Przepraszam cię i państwa także. Nie jestem głodny i muszę pomyśleć. Proszę się mną nie przejmować, życzę smacznego – zdobył się nawet na blady uśmiech, za co Narcyza była mu wdzięczna, ale była też zaniepokojona, bo jej mąż wyglądał na mocno podenerwowanego.
- Przepraszam za Luca – uśmiechnęła się przyjaźnie, chociaż troszeczkę nerwowo, do swoich gości. – Musiał przeżyć coś niemiłego, albo niepokojącego. Proszę się czuć swobodnie...
Reszta obiadu minęła w milczeniu, a Narcyza z niepokojem zastanawiała się nad zmartwieniem męża.

******
Po wszystkich zajęciach, tuż przed kolacją, Draco zawitał do biblioteki. Szukał Hermiony. Siedziała nad jakimś wypracowaniem, ale wyglądała na nieobecną duchem i trochę smutną. Bezszelestnie podszedł do jej stolika i usiadł obok.
- Co jest, Herm? – spytał łagodnie.
- Nic – uśmiechnęła się do niego blado.
- A ja widzę, że coś – zaczął ostrożnie. – Cały dzień jesteś przygnębiona... Jeśli ktoś powiedział ci coś przykrego...
- ... albo w jakikolwiek sposób mnie zranił, – wpadła mu w słowo Hermiona – to mam ci o wszystkim opowiedzieć, a ty się odpowiednio delikwentem zajmiesz. Tak?
Draco został „wzięty z zaskoczenia” i tylko uniósł w zdumieniu brwi.
- Aha. A skąd wiesz? – zapytał po chwili z delikatnym rozbawieniem i uprzejmym zdziwieniem. Ku jego uldze dziewczyna uśmiechnęła się trochę pewniej.
- Harry to samo powiedział mi dzisiejszego ranka – wyjaśniła.
- No, Potter się dżentelmen zrobił – wycedził ironicznie Draco, ale w jego szarych oczach dostrzegła ciepło i rozbawienie.
- Macie wiele cech wspólnych – oznajmiła, niemal jadowicie, Hermiona. – Upór, przekonanie o własnej racji i skłonność do nadopiekuńczości.
Malfoy zarumienił się lekko i zmarszczył nos, ale ogniki wesołości nie zniknęły z jego szarych tęczówek.
- Nie skomentuję tego dogłębnie – oznajmił z niesmakiem. – Powiem tylko, że primo; Potterowi wydaje się że ma rację, a ja MAM rację. Secundo; nie jestem uparty ale stanowczy, Potter natomiast odznacza się uporem osła – Hermiona poczuła napływ dobrego humoru. – Terzio; to nie jest nadopiekuńczość, ale odpowiedzialne podejście do zapewnienia ci bezpieczeństwa i dbałość o twoje dobro – przy ostatnich słowach spoważniał. – No, co się stało? – z czułością położył dłoń na jej plecach.
- Nic takiego – spochmurniała i odwróciła wzrok.
- Jest postęp. Już nie nic, ale nic takiego – odpowiedział łagodnie Draco.
- Śniło mi się przesłuchanie – Hermiona przełknęła ślinę i poczuła że po jej policzku płynie łza. Wytarła ją ze złością.
Draco nic nie odpowiedział. Jedynie podniósł jej dłoń do ust i czule ją ucałował. Usłyszeli chichot jakichś dzieciaków i Malfoy odwrócił się w tamtą stronę z irytacją. Autorami śmiechu było kilku chłopców z drugiej, góra trzeciej klasy, ale gdy popatrzył na nich wzrokiem zirytowanego Puszka, przestali się śmiać.
- Smarkacze – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Mogę ci dotrzymać towarzystwa? – zwrócił się łagodnie do Hermiony, ale przy okazji łypnął groźnie na niesubordynowanych małolatów..
Skinęła głową. Była wdzięczna Draconowi za to, że nie drąży nieprzyjemnego tematu i za to, że po prostu przy niej jest.

******
Harry przechadzał się po błoniach. Mroźne powietrze zabarwiło jego policzki na zdrowy, mocny róż. Opatulił się szczelniej płaszczem i ruszył w kierunku jeziora.
- Się masz, Harry - usłyszał nagle znajomy tubalny głos gajowego Hogwartu. – Coś ostatnio do mnie nie zaglądasz - czarne oczy Hagrida wyrażały troskę i zaciekawienie. – Wiem, że ostatnio macie wszyscy troje swoje problemy, ale może by dziś po kolacji wpadli do mnie na herbatke? Jak nie zechcesz...
- Ależ nie! - ku jego zdziwieniu i radości, Harry uśmiechnął się promiennie. – Przyjdę z Ronem i Hermioną, Hagridzie. Na pewno.
Oczy Rubeusa zalśniły radością.
- A jak tam Ron? Bardzo mu źle przez brata?
- Jest przygnębiony jego zachowaniem, ale na pewno przyjdzie.
- Powiedz mu, że z niego równy chłop – zagrzmiał Hagrid z mocą.
- Powtórzę mu i przyciągnę jego i Hermionę wieczorem. Trzymaj się Hagridzie!
- Ty też Harry i do zobaczenia!
Harry pomachał dłonią w kierunku oddalającego się do swojej chatki gajowego i ruszył w kierunku jeziora.

*
- Harry... – zielonooki chłopak odwrócił się w kierunku głosu i zanim ujrzał właścicielkę ciepłego szeptu poczuł siarczystego całusa w policzek. Zarumienił się lekko.
- Cześć, Blaise – wydukał i także ucałował jej policzek.
- Co się dzieje? Unikasz mnie? – dziewczyna odrzuciła gęste czarne włosy do tyłu i zajrzała przenikliwie w jasnozielone oczy Pottera.
- Nie, tylko nie byłem pewien, czy ty chcesz mieć ze mną nadal coś wspólnego. To znaczy... – chłopak spuścił wzrok i przygryzł dolną wargę. – Przepraszam... ale ja przecież nie jestem do końca normalny i w ogóle, a ty jesteś piękną i mądrą dziewczyną, i ... – zaciął się i odwrócił od Blaise lekko załzawione oczy. Nagle uświadomił sobie, że może ją tylko unieszczęśliwić.
- Harry... – Zabini wzięła rękę Pottera w swoją dłoń. – Ale z ciebie głuptas. Nie wolno ci tak mówić, bo mnie ranisz... Jesteś dobry i kochany. Nie pozwalam ci myśleć o sobie źle. Zabraniam ci, rozumiesz, Potter? – Harry uśmiechnął się blado. Blaise doskonale potrafiła naśladować sposób mówienia Snape’a
- Rozumiem, madame...
- Tak lepiej! Mogę z tobą pospacerować?
- To będzie dla mnie zaszczyt – Harry kurtuazyjnie podał ramię Blaise, a ona równie kurtuazyjnie je przyjęła.

***
- Hagrid nas zaprosił? – Hermiona popatrzyła na Harry’ego i uśmiechnęła się. Byłby to promienny uśmiech, gdyby nie cień smutku w oczach dziewczyny.
„Zapewne nigdy w pełni nie będzie radosna” – pomyślał Potter. – „Zupełnie jak ja...”
- Tak – odwzajemnił jej uśmiech. – Idziesz z nami, Ron, prawda? – popatrzył znacząco na przyjaciela.
- Ja... – Ron przełknął ślinę. – No, nie wiem... Co teraz może o mnie myśleć Hagrid? Może nawet nie chce mnie oglądać...
- Och! Przestań, Ron! – Hermiona walnęła łyżką w opróżniony talerz, a rudzielec lekko podskoczył na krześle.
- Ron, Hagrid CHCE żebyś przyszedł – odpowiedział stanowczo Harry. – Dał mi to wyraźnie do zrozumienia.
Weasley zamrugał powiekami i uśmiechnął się niepewnie.
- Przestań siebie obwiniać, to niepoważne – głos Pottera był niemal zmęczony. – Jak to powiedział Hagrid, równy z ciebie chłop, Ron. Weź to pod uwagę, okey?
- Stary, dobry, poczciwy Hagrid – Ron uśmiechnął się raczej smutno, ale widać było, że poczuł ulgę. – Oczywiście, że z wami pójdę.
- Wreszcie mówisz do rzeczy – ucięła chłodno Hermiona, ale postarała się posłać ciepłe spojrzenie swojemu rudowłosemu przyjacielowi. Przeniosła wzrok na stół nauczycielski. Hagrid uśmiechał się do niej przyjaźnie.

***
- Hagrid, to my! – Harry walnął pięścią w drzwi chatki gajowego.
- O cholibka! – Rubeus otworzył im i mocno się zarumienił. - Nie zdążyłem posprzątać, tak szybko wy przyszli... Wejdźcie! – zaprosił ich gestem do środka.
Kieł od razu rzucił się radośnie na Pottera, by namiętnie wylizać mu twarz.
- Spokojnie, Kieł! – Harry roześmiał się i odepchnął psa.
- Leżeć, Kieł! – tubalnie ryknął Hagrid i psisko, szczeknąwszy parę razy radośnie na powitanie, ułożyło się posłusznie przy kominku.
- Czego się napijecie? Hierbatki? – zapytał rozweselony wizytą przyjaciół gospodarz.
- Tak, poprosimy – Hermiona wiedziała, że odmowa uraziłaby półolbrzyma o wrażliwym sercu, a poza tym na zewnątrz panował tak przenikliwy chłód, że nawet po krótkim spacerze ich organizmy domagały się czegoś gorącego.
- Powiedzcie, co tam u was? Z tego, co ja widział Harry, masz dziewczynę!
- Och! – Harry poczerwieniał i spuścił wzrok. – To znaczy spotykam się z Blaise Zabini, a Ron z Luną! – dodał szybko, żeby zetrzeć przekorny uśmiech z twarzy przyjaciela.
- Ona jest Ślizgonką – zdziwił się Hagrid, patrząc z zaskoczeniem na Harry'ego. – No nic, zawsze wydawała mi się spokojna i raczej miła – jego czarne oczy przeniosły się teraz na rudzielca.
- Oj, my z Luną tylko tak... – Ron zaczerwienił się mocniej niż Harry i popatrzył koso na przyjaciela.
- Szalona Luna? – zagadnął Hagrid.
- No co?! – wyzywająco krzyknął Weasley.
- Ostatnio mnie odwiedziła – Hermiona po tym oświadczeniu spojrzała ze zdziwieniem na gajowego. – Pytała, czy pokażę wam chrapaka krętorogiego. Niech skonam, jeśli wiem, co to takiego! – Hagrid starał się nie wybuchnąć śmiechem. – Całkiem sympatyczna chociaż postrzelona – dodał widząc nieciekawą minę Rona.
- Ona jest w porządku - zaperzył się ten ostatni.
- Nie mówię, że nie jest – Rubeus starał się spoważnieć. – Ale pomysły ma nie z tej ziemi.
- Jej tato jest redaktorem naczelnym Żonglera – Hermiona powiedziała to takim tonem, jakby zawód ojca Luny wszystko wyjaśniał.
- Aha! – wyglądało na to, że gajowemu rzeczywiście wystarczało takie wytłumaczenie.
- Zapytaj Hermiony z kim ona się spotyka – ze złością oznajmił Ron, który miał dosyć znaczących uśmiechów pozostałych trojga osób.
- O! Z kim, Hermiono? – Hagrid wydawał się zainteresowany sercowymi rozterkami nastolatków, a Ron odetchnął z ulgą; w końcu zeszli z tematu Luny.
- Eee... To nic takiego – panna Granger wbiła wzrok w podłogę i przeklęła w duszy Weasleya.
- Nie wstydź się Herm – Rubeus usiadł obok niej. – Proszę – podał jej parujący kubek, a raczej wielki kubas.
- Dzięki – bąknęła i ostrożnie odebrała naczynie od gajowego. – To taka skomplikowana historia – uśmiechnęła się przepraszająco.
- Jeżeli nie chcesz, to nie mów – powiedział łagodnie Hagrid, ale jego czarne oczy lekko posmutniały.
- Och, powiem, okey, tylko nie wypytuj mnie o szczegóły... Ja, to znaczy... Eee... Zakochał się we mnie Draco Malfoy – zarumieniła się lekko i niemal poczuła gęstnienie powietrza. Hagrid na chwilę zaniemówił.
- Spotykasz się z Malfoyem? – zapytał z niedowierzeniem, gdy w końcu odzyskał głos. – CHOLIBKA! Nie odwiedzaliście mnie tylko dwa tygodnie i takie rewolucje zaszły między uczniami... Nich skonam! - Hagrid w zamyśleniu podrapał się po brodzie.
- Hermiona... – zaczął niepewnie po chwili milczenia Rubeus. – Wiesz jaki jest Malfoy. Czy ty wierzysz, że on naprawdę cię kocha? – w głosie gajowego zabrzmiała szczera troska. Co prawda, Hagridowi obiło się już o uszy, że Draco zmienił się bardzo w ostatnich dniach, mimo swej poczciwości jednak, półolbrzym nie był skłonny od razu uwierzyć w przemianę młodego arystokraty.
- On się zmienił – Hermiona powiedziała na głos to, o czym Hagrid myślał.
Harry i Ron przezornie milczeli. Potter posłał jedynie Weasleyowi pełne dezaprobaty spojrzenie, na co Ron tylko wzruszył ramionami.
- Wiem, że do brzmi niedorzecznie, Hagridzie, ale to prawda...
- Fakt, na ostatnich zajęciach nie puszczał durnych komentarzy i był dziwnie spokojny – Rubeus westchnął. – Wy troje też jesteście poważniejsi. To wszystko przez te przesłuchanie, tak? – Hagrid z troską powiódł spojrzeniem po trójce nastolatków i z niepokojem zauważył, że Ron jest bliski łez, Harry zaciska usta, a Hermiona blednie. – O rany, cholibka, zawsze coś walnę... – dodał zasmucony i przejęty reakcjami przyjaciół.
- Nie szkodzi, Hagridzie – Harry popatrzył przyjaźnie na gajowego. – Nie da się udawać, że nic się nie stało i wszystko jest okey.
- Percy to śmieć! – wybuchnął nienawistnie Ron.
- Nie mów tak, on jeszcze zrozumie, że robi źle – powiedział z nadzieją w głosie Hagrid i popatrzył łagodnie na rudzielca. – A ty jesteś całkowicie w porządku.
- Nie, on się nie zmieni, Hagridzie – słowa Rona były zimne i stanowcze. – To po prostu niemożliwe. Przekroczył wszelkie granice.
- Możecie o nim nie mówić?! - Harry prawie krzyknął, bo zauważył że w oczach Hermiony zalśniły łzy. – Nie poruszajmy nieprzyjemnych tematów!
Dziewczyna popatrzyła na niego z wdzięcznością.
- Sorry – nieśmiało przeprosił Ron.
- W porządku – Hermiona otarła pojedynczą łzę i spróbowała się uśmiechnąć. Marnie jej to wyszło i Hagrid posmutniał.
- Nie martw się, Miona – pogładził wielką dłonią niesforne loki Gryfonki. – Nie będziemy już o tym wspominać – Rubeus może i był dosyć prymitywnym osobnikiem, ale potrafił zauważyć, że wymiana zdań sprzed kilku chwil sprawiła Hermionie ból.
Z tego samego powodu nie zaczął jej o nic wypytywać i okazywać wścibstwa.

Reszta wizyty minęła im na rozmowie o wszystkim i o niczym. Już nikt ani razu nie wspomniał nawet słowem o tym, co dzieje się w Ministerstwie Magii, ani o poczynaniach nowego wiceministra.

******
Narcyza, przez cały dzień, nie miała okazji aby zapytać swojego męża o przyczynę pochmurnego nastroju, bo Lucjusz najzwyczajniej w świecie jej unikał. Kobieta była przygnębiona i zaniepokojona, i gdy wieczorem poczuła, jak małżonek kładzie dłoń na jej ramieniu, drgnęła i odwróciła się przodem do Lucjusza.
- Nari, - szepnął – muszę udać się do Severusa po radę...
- Do Severusa? – Narcyza wyrwała ramię i popatrzyła chłodno na męża.
- Do Severusa, tak?! Ja przecież nie jestem odpowiednią osobą, z która mógłbyś porozmawiać, której mógłbyś się zwierzyć! Jestem TYLKO TWOJĄ ŻONĄ! – kobieta wykrzyczała ostatnie słowa.
- To nie tak... – Malfoy wyglądał na skonsternowanego, a na jego bladej twarzy pojawił się lekki rumieniec. – Nari, zanim ci opowiem o co chodzi, MUSZĘ porozmawiać ze Snape’em. Nie chcę cię niepotrzebnie martwić Chcę mieć pewność, że wszystko będzie dobrze – Lucjusz modlił się w duchu, aby Severus był w stanie mu pomóc. Nie chciał ze swoimi problemami iść do Dumbledore’a. Szczerze powiedziawszy byłoby mu głupio, ale rozpaczliwie potrzebował jakiegokolwiek wyjścia z podbramkowej sytuacji, w której się znalazł. Miał bardzo przykre wrażenie, że za jego niesubordynację zapłaciliby Narcyza i Draco; zapłaciliby w sposób straszny, a do tego dopuścić po prostu nie mógł.
- Jak wrócę, wszystko ci opowiem, kochanie, nie gniewaj się... – Narcyza zmarszczyła brwi i wbiła pełne dezaprobaty spojrzenie w swojego małżonka.
- Przepraszam, Nari – Lucjusz przełknął ślinę. – nie mogę inaczej postąpić. Nie gniewaj się na mnie, proszę – podszedł do niej i mocno ucałował policzek żony. – Poczekaj na mnie, powiem ci wszystko, gdy wrócę, przysięgam.
Narcyza skrzywiła się lekko, ale skinęła głową.
- Do zobaczenia, mam nadzieję, że bardzo niedługo – Lucjusz wziął garść proszku Fiuu z kominka i z westchnieniem wrzucił go w buzujący ogień.
- Hogwart. Kwatery prywatne Severusa Snape’a – wyrecytował kiedy znalazł się w płomieniach.

***
Severus w zadumie obserwował Lupina.
- Chcesz mi powiedzieć, że składasz mi gratulacje z powodu mordu na Salomonie Nottcie?- spytał w końcu, z drwiną, Snape.
- No... nie dosłownie Severusie W końcu to morderstwo... Ale nie zasługiwał na to, aby dalej żyć – w głosie wilkołaka pojawiły się, obce mu, stalowe nutki nienawiści.
- Wstrząsnęło tobą to, co zrobił z Potterem? – bardziej stwierdził niż zapytał Mistrz Eliksirów i podał Remusowi parujący kufel z eliksirem. Przez twarz Lupina przebiegło drgnienie cierpienia i odrazy.
- Dziękuję – machinalnie odebrał naczynie z rąk wampira.
- Nie wiem, jak on może z tym żyć – głos wilkołaka był tak cichy, że Snape nie miał pewności czy mówi do niego, czy sam do siebie, zdecydował się jednak zareagować i odpowiedzieć:
- Ja także nie wiem, Lupin. Faktem jednak jest, że wybrał życie, a nie... – Severus westchnął i nie dokończył.
Remus wzdrygnął się po raz drugi i mocniej ścisnął w dłoniach dymiący kufel.
- Jeszcze raz dzięki, Severusie... Ten eliksir bardzo mi pomaga – taktownie zmienił temat.
- Nie ma za co – grzecznie odrzekł Mistrz Eliksirów.
- Dobranoc, Severusie.
- Dobranoc.

Gdy tylko zamknęły się za wilkołakiem drzwi, Severus usłyszał głuchy stukot i zimne przekleństwo.
- Czy ty, do cholery, zawsze musisz mieć lodowaty kominek? – Lucjusz, z miną pełną dezaprobaty, wygramolił się z rzeczonego kominka i machnięciem różdżki rozpalił w nim ogień.
- Jak zwykle wejście z klasą, Lucjuszu – z kwaśną miną odrzekł Mistrz Eliksirów. – Co tu robisz? – nie krył swojej irytacji czarnooki.
- Jak zwykle uprzejme powitanie – Malfoy senior nie pozostał dłużny przyjacielowi.
- Po prostu jestem zdziwiony twoją wizytą. Siadaj i mów, co cię sprowadza – ton głosu Snape’a trochę złagodniał.
Lucjusz usiadł w jednym z foteli i westchnął.
- To, co ci powiem, nie bardzo ci się spodoba. Nie spodoba ci się też moja prośba – mający tendencję do pełnego wyższości obchodzenia się z otoczeniem arystokrata, miał teraz bardzo niepewną i niemal przestraszoną minę.
- Kawy z prądem? – usłużnie zapytał Severus, któremu nagle przyszło do głowy, że wizyta przyjaciela jest ściśle związana z jego niemiłym snem o Voldemorcie. Wcale nie pomogło mu to w uspokojeniu nerwów związanych z dziwnym brakiem odzewu Weasleya na list Dumbledore’a. Przyczyniło się jedynie do tego, że jego nerwy napięły się jeszcze mocniej.
- Z prądem? – zdziwił się Lucjusz.
- Tak mugole mówią o dodatku promilowym, Luc – wyjaśnił Mistrz Eliksirów. – Konkretnie mam na myśli, zakupiony w Trzech Miotłach, rum Hokus-Pokus.
- W takim razie poproszę...
- Mów, co ci leży na wątrobie – łagodnie ponaglił Snape. – Nie zamierzam z tobą siedzieć całą noc.
- Dostałem list od Czarnego Pana... Szykuje jutro wieczorem specjalne spotkanie, jak zrozumiałem, ze mną w roli głównej... – Severus zamarł z butelką rumu Hokus-Pokus w dłoni. - Pocieszające jest tylko to, że nie każe mi wziąć ze sobą rodziny. Wiesz, to oznacza, że ktoś mu doniósł o mojej rzekomej zdradzie, ale ma do mnie na tyle zaufania, że chce mnie po prostu sprawdzić... Tylko, że ja do cholery jestem marny w Oklumencji... Więc jak tylko coś mu się nie spodoba... Ratuj Sev! – Lucjusz nie wytrzymał psychicznie i ukrył twarz w dłoniach. Był bliski załamania nerwowego.
Przez kilka chwil panowała pełna napięcia cisza, podczas której Snape w zamyśleniu przygotował kawę. Z jakichś niewyjaśnionych powodów, nie uznał za stosowne, aby opowiadać swojemu gościowi niepokojący sen. Doszedł do wniosku, że mógłby wpędzić blondyna w stan lekkiej psychozy maniakalno-depresyjnej i wolał to przemilczeć.
- Ma być Bellatrix, McNair, Avery i może ktoś jeszcze, nie wiem. Sami najznakomitsi, włącznie ze mną... – arystokrata potarł nerwowo skroń i wziął drżącą ręką kubek parującej kawy.
- Nie wiem jak ci pomóc Luc... Poproś Dumbledore’a – Severus zmarszczył czoło.
- Myślałem o tym, ale strasznie głupio mi go o coś prosić... Tyle lat nim pogardzałem – Malfoy skrzywił się lekko. – Jesteś łebski facet, wymyśl coś...
- Łebski facet – prychnął czarnooki i łypnął koso na swego gościa. - Też coś – łyknął potężnie z kubka . Mimo pełnej dezaprobaty miny, poczuł się mile połechtany komplementem.
- Jestem Mistrzem Eliksirów a nie Wielkim Harrym Wyjdę z Każdej Opresji Bohaterem – dodał Snape tonem niemal zrzędliwym. – O właśnie! Poproś Pottera. Jemu się już tyle razy udało wynieść swój chudy tyłek z tarapatów, że mógłby ci pomóc.
- Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz – zaperzył się Malfoy.
- Och, no już dobrze. Ale jak mogę ci pomóc, skoro moimi najmocniejszymi stronami są czarna magia i eliksiry, a nie ratowanie ludzkości? – westchnął Snape i nagle na jego czole pojawiła się silnie zarysowana pionowa zmarszczka, a ręka z kubkiem zatrzymała się o milimetry przed wąskimi ustami profesora Hogwartu.
„O bogowie! Chyba jestem uratowany!” – Lucjusz jak zahipnotyzowany wpatrywał się w minę Severusa. Oznaczała ona tylko jedno – czarnowłosy na coś wpadł i teraz to analizował. Malfoy wstrzymał oddech i w kwaterze Mistrza Eliksirów zapadła głucha cisza.
- Pomogę ci – powiedział w końcu Snape, a Lucjusz poczuł ogromną ochotę, aby zatańczyć kankana. – Nie wiem czy to wypali. Do jutra i tak nic bardziej pożytecznego nie wymyślę, a to może się powieść, będę musiał tylko być bardzo ostrożny i muszę mieć twoją zgodę na tak... zaawansowaną pomoc. Musisz mi zaufać, Lucjuszu. Zaufać totalnie i bez zastrzeżeń.
- Masz moje zaufanie, stary – Malfoy miał ochotę ucałować Snape’a w same usta, ale uznał za stosowne powstrzymać się od takich czułości.
- Dobrze, w takim razie nadstaw ucha, bo nie zamierzam się powtarzać...

***
Kiedy po godzinie, Lucjusz wrócił do domu i opowiedział swojej żonie co się dzieje, Narcyza pokiwała smutno głową tylko i oznajmiła:
- Mam nadzieję, że takie ryzyko się opłaci.
- Ja też – Malfoy senior westchnął głęboko. – Ale ufam mądrości i logice Severusa, Nari.

***
******


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

11 Strony < 1 2 3 4 5 > » 
Closed TopicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 22.07.2018 14:38