Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

2 Strony  1 2 > 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Mój Przyjaciel Zabini

MathildaBoom
post 23.08.2012 18:44
Post #1 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz




Pierwszy raz publikuję jakiekolwiek opowiadanie dlatego sama do końca nie jestem przekonana czy to dobry pomysł.
Może jak komukolwiek przypadnie do gustu to i będę miała odwagę w rzucić dalsze części. Otwarta jestem na wszelką krytykę i opinie.

Mój przyjaciel Zabini
Dont you ever, dont you ever
Stop being dandy, showing me youre handsome
Dont you ever, dont you ever
Stop being dandy, showing me youre handsome

Prince charming
Prince charming
Ridicule is nothing to be scared of
Dont you ever, dont you ever
Stop being dandy, showing me youre handsome



ROZDZIAŁ PIERWSZY
Pułapka

cz1

- Słuchaj Zabini – warknęła Hermiona czując, że jest na skraju załamania psychiczno nerwowego i zaraz po prostu wybuchnie płaczem z bezradności. – Proszę cię tylko o jedno, rusz swoim rzekomym mózgiem i wymyśl coś żeby nas stąd wydostać. Bo już dłużej tak nie wytrzymam. Wszystko mnie boli – cicho jęknęła czując lekkie mrowienie w dłoniach.

Z twarzy Blaise nie znikał szyderczy uśmieszek co jeszcze bardziej irytowało młodą Gryfonkę. W przeciwieństwie do niej, bawiła go ta cała sytuacja w jakiej się znajdował. W końcu nie na co dzień ma okazje być sam na sam z tak "przeuroczą" lwicą. Oj nie na co dzień.

- O ile pamiętam Granger, to TY jesteś największym mózgiem całego Hogwartu, więc możesz się wykazać w praktyce. – odrzekł spokojnie Ślizgon najwyraźniej zadowolony z poirytowanej dziewczyny - I zrób coś z tą czupryną bo dłużej nie wytrzymam tego łaskotania - wycedził zdmuchując kasztanowe włosy z policzek. Nic z tego. Puszyste kłaczki bezwładnie opadały na jego zakrzywioną twarzyczkę powodując te same mrowienie co przed chwilą. Hermiona prychnęła z niesmakiem i pogardą na te słowa, po czym odezwała się z wyższością robiąc minę wszystko wiedzącej panny ( w końcu nią była).

- A to ciekawe Zabini, wyobraź sobie, że w książkach nie pisali nic na temat „ utknięcia w tajemniczym ciasnym schowku bez drzwi czy czegokolwiek z OGREM". – warknęła rzucając mu spojrzenie psa mordercy po czym zaczęła kontynuować dalej już z większym spokojem i opanowaniem- Podejrzewam, że to pomieszczenie zostało stworzone za czasów Fred i Georga. Tylko oni mogli wpaść na taką głupotę jak ta.
Hermiona znowu się zarumieniła kiedy Blaise świdrował ją swoim twardym spojrzeniem. Jeszcze nigdy nie znajdowała się w tak beznadziejnej i zawstydzającej sytuacji jak ta. Bo siedzenie okrakiem na Blaise to była zawstydzająca sytuacja, przynajmniej dla niej. Zabini nie wyglądał na specjalnie pokrzywdzonego tym faktem. Mało tego chłopak mimo wszelkich uprzedzeń (o jakich nie raz było mu dane słyszeć) czuł sympatię do młodej Gryfonki.
- Nie świruj Granger, mogło być gorzej. - rozbawiony Ślizgon posłał jeden ze swoich "morderczo rozbrajających uśmiechów" po czym delektował się widokiem coraz bardziej zawstydzonej dziewczyny.
- Mógłbyś rozwinąć myśl? - warknęła znacząco podnosząc jedną z brwi.
- Pomyśl – zaczął dobitnym głosem i cicho odchrząknął – Gdyby na moim miejscu był na przykład Malfoy.
Hermiona na to nazwisko momentalnie wybałuszyła oczy i skrzywiła usta w lekki grymas czując mimo wszystko nieprzyjemne fale strachu.
- Sama widzisz, najpierw wydrapalibyście sobie oczy, a później to przebiegłe smoczysko odebrało by Ci niewinność i porzuciło, a ty byś została z urazem psychicznym do końca życia.
Hermiona zrobiła zażenowaną minę wzdrygając się na samą myśl o możliwości zaistnienia takiej sytuacji. Na beret Merlina to było zbyt...zbyt sadystyczne żeby w ogóle to pojąć.
- Chyba sam nie wierzysz w to co mówisz Zabini. Między mną a tym obślizgłym osobnikiem płci męskiej do niczego nigdy nie doszło i nie dojdzie. Bez względu w jakiej sytuacji byśmy się znajdowali. Wolałbym pocałować Snape’a niż tego zadufanego w sobie pacana. - wyrecytowała starając się zachować pełną powagę w głosie, niestety była już tak wyprowadzona z równowagi, że stawało się to coraz trudniejsze.

Blaise wybuchnął śmiechem pokazując swoje lśniące i ostre ząbki.
- Draco nie jest taki zły jak się go dobrze pozna – odezwał się po chwili.
- Oj tak tak, nie wątpię – stwierdziła mało przekonana Gryfonka posyłając mu spojrzenie z serii „nie ma głupich i naiwnych, chyba że ty”
- Ale to szczera prawda. Owszem jest zadufanym w sobie egoistą i cynikiem, uważa siebie za pana świata, wszędzie widzie podteksty erotyczne i ma obsesje na punkcie Pottera ale...– Hermiona przytakiwała mu energicznie głową lekko zdziwiona, że to właśnie Blaise Zabini, rzekomy przyjaciel blondyna , dostrzega jaki jest naprawdę Draco Malfoy. Krótko mówiąc: IDIOTĄ!
- Ale potrafi być też czułym, delikatnym, zabawnym facetem... Hermiono - zaakcentował jej imię w charakterystyczne miękki sposób wykrzywiając usta w sarkastycznym uśmiechu.
- Wiesz jakoś nigdy nie zauważyłam żeby Malfoy był kiedykolwiek czuły czy delikatny – stwierdziła rzeczowno dziewczyna – chyba, że z tobą w łóżku Zabini.
Cóż... może i nie chciała być taka nieprzyjemna, ale trudno, w końcu zawsze miała dość cięty język ( a szczególnie dla Ślizgonów).
Zanim lekko zaszokowany, ale nie urażony Blaise skomentował tą jakże trochę ale tylko trochę ( w jego mniemaniu) absurdalną wypowiedź, Hermiona zaczęła mowić dalej.
- Nieważne, skończmy temat Malfoy’a. – znowu wykrzywiła usta wymawiając to nazwisko. To już chyba weszło jej w nawyk. - Ale rzeczywiście masz racje, mogło być gorzej.

Kolejne kilka minut przeleżeli w ciszy. Na Gobliny! Czemu ona Hermiona Granger, wybitna uczennica Hogwartu ma znosić "coś" takiego jak Blaise Zabini? Czy to dzieje się naprawdę? Bo niestety ONA nie była przyszykowana na taką irytującą i żenującą sytuację w jakiej właśnie uczestniczy. A niech to na beret Merlina!
Niestety ( a może stety) Blaise przerwał panujące napięcie :
- Z drugiej strony gdyby to był Potter…
- Znowu zaczynasz? – przerwała mu poirytowanym głosem.
- Daj mi skończyć – oburzył się Zabini – a więc gdyby to był Potter to zasadniczo miedzy wami narodziła by się więź.
- Między nami już jest więź Zabini, jeśli nie zauważyłeś ja i Harry przyjaznymi się od dawna – wyrecytowała godnie z prawdą.
- Możesz nie przerywać? – teraz wydawał się być bardziej zniecierpliwiony niż poprzednio. – Chodzi mi o więź damsko – męską.
Hermiona spojrzała na niego uważnie, nie bardzo wiedząc do czego konkretnie zmierza ten osobnik.
- Mianowicie – kontynuował – Potter zrozumiałby, że to dobra okazja żeby miedzy wami narodziło się coś więcej niż przyjaźń, ty także byś to zrozumiała i straciłabyś z nim swoja cnotę a potem…
- Do czego zmierzasz tymi insynuacjami? – przerwała mu po raz kolejny nerwowym głosem starając się nie splunąć na tę jego przemądrzałą twarzyczkę. Od kiedy to zrobiła się taka impulsywna? Może to przez ten stres związany z egzaminami... Z egzaminami?
- Do tego, że czy Mafloy czy Potter i tak straciłbyś dziewictwo.
Hermiona zmrużyła oczy pokazując na twarzy grymas poirytowania. Gryfonka która przez cały ten czas podpierała się dłońmi o podłogę aby całkowicie nie leżeć na Zabinim ostatkiem sił podparła się na jednej ręce i przywaliła Ślizgonowi pięścią prosto w klatkę piersiową. Blaise wyjąkał coś na znak „auuua” i zaczął groteskowo pochlipywać. W tym momencie naprawdę walczyła ze swoim drugim JA, tym bardziej impulsywnym i nieobliczalnym.
- Nonsens! Skończ już te wywody! I skąd wiesz czy w ogóle jestem dziewicą, hm?
- Jesteś - odpowiedział automatycznie, a w jego głosie słuchać było dobitną pewność. Ta pewność jeszcze bardziej doprowadzało ją do szału.
- A ty niby skąd masz o tym wiedzieć? Ah tak zapomniał, przecież jesteś moją bratnią duszą Zabini, psiapsiułęczka której wszystko mówię… - tak tak, nadchodzi ten moment, Hermiona Grenger zaraz zamieni się w górskiego trola i rozedrze biednego niejakiego Zabiniego Blaise na strzępy głośno wyjąc i rozwalając wszystko co napotka na swej nieszczęsnej drodze. Niczym Hulk zacznie dudnić zielonymi pięściami w swoją klatkę piersiową mając na sobie jedynie postrzępione resztki spodni.
- Oj nie denerwuj się tak no – zaczął się bronić i pociągnął dziewczynę bliżej siebie, tak że podpierała się jedynie łokciami. Uff poziom zamiany w bestie znacznie opada. – wiem bo wiem.
- Genialny argument „wiem bo wiem” – zakpiła czując, że zaraz przywali w twarz temu dreblowi. Jak on w ogóle śmiał coś takiego powiedzieć?
- Mam dar rozpoznawania niewinnych cnotliwych dziewczyn i wiem, że ty do nich należysz Granger. - podsumował dokładnie badając twarz Gryfonki. Jego głos był miękki i spokojny.
- Dar? – zakpiła mimowolnie ( powiedzmy) .
- Tak Granger. Dar, wrodzony dar.
- Wrodzony dar to ty masz chyba do idiotyzmu. Razem z Malfoyem!
Blaise zrobił rozbawioną minę i podniósł głowę tak, że jego usta znajdowały się obok ucha młodej Gryfonki i trudno jej było nie poczuć palącego oddechu chłopaka. Serce Hermiony momentalnie podeszło do gardła powodując znaczne trudności w oddychaniu, a nawet odczuwalne były zaburzenie wzrokowe.
- Nie musisz się wstydzić Granger, dziewice są bardziej pociągające. – szepnął z szyderczym uśmiechem mając przez chwilę ochotę delikatnie ugryźć płatek jej ucha. Na szczęście w ostatniej chwili się opamiętał. Hermiona poczuła na całym ciele nieprzyjemne ciarki, szybko odchyliła głowę i starając się nie tracić panowania, powoli niemal ze stoickim spokojem powiedziała.
- Nadal. Nie. Rozumiem. Co. Cię. To. Obchodzi.?!
- Nie obchodzi wcale, po prostu zbijam nudę.
- Moim kosztem?
- To ja nie rozumiem czemu się tak irytujesz. Każdy kiedyś był dziewicą, no albo prawiczkiem.
- Nie omieszkam stwierdzić, że ty już nie jesteś? - prychnęła z nutką sarkazmu.
Zabini posłał jej tajemnicze spojrzenie seksownego drania a następnie mlasnął pod nosem.
- Cóż- zaczął i odgarnął jej kosmyk włosów za ucho. – Można powiedzieć, że mam już ten etap za sobą…
- Czemu mnie to nie dziwi. – powiedziała bardziej do siebie niż do niego. – Skończmy ten durny temat. Jestem zmęczona.
- To się prześpij.
Hermiona przesłała mu tym razem spojrzenie z serii „ Masz mnie za idiotkę?” .
- No przecież cię nie zgwałcę głupia. Połóż normalnie głowę, a jak coś wymyślę to cie obudzę…
Hermiona przez chwile biła się z myślami. Spać na Zabinim? To absurd! Ale z drugiej strony była już bardzo zmęczona podpieraniem się na dłoniach, że z wielką chęcią by odpoczęła. A, pal licho niech straci na dumie!
- No dobra, ale jak zaczniesz robić coś głupiego…
- Obiecuję że nie.
Dziewczyna powoli jakby z obawą położyła głowę na ramieniu Blaise i cicho westchnęła z ulgą. Owszem ta sytuacja może i była krępująca ale teraz nie miała zamiaru o tym myśleć… W końcu kto wie ile jeszcze będą tu tak leżeć, a przecież jej ciało nie jest ze stali. Już czuła mrowiący ból w przedramieniach. Mało tego szyja też zrobiła jej się sztywna od długiego i żmudnego podpierania. Chcąc nie chcąc stwierdziła, że Zabini jest naprawdę przyjemnym łóżeczkiem i nie zaszkodzi na chwile wykorzystać go jako poduszeczki. Później pomyśli nad konsekwencjami.
- Wygodnie Ci? – zapytał przyjaznym głosem chłopak i lekko pogładził dziewczynę po włosach. Hermiona przez chwile miała ochotę zamruczeć jak kot ale ostatkiem sił się opamiętała. Do jasnej cholery?! PRZECIEŻ NIE BĘDZIE MRUCZEĆ przy Ślizgonie! ( lub co gorsza z jego powodu)
- Jak na takie warunki nie jest najgorzej. - niemal szepnęła
- Wybredna! – zaśmiał się chłopak. Pomieszczanie było tak strasznie wąskie, że jedynie jedno ciało mogło się w nim zmieścić i to w pozycji leżącej. Kiedy oboje się w nim jakimś dziwnym trafem znaleźli Hermiona już leżała na Blaise. Jakże magiczna była ta historia. Ale o tym trochę później.

- A jak tu umrzemy? – mruknęła po chwili nadal wtulona w Ślizgona. Blaise powoli odwrócił głowę tak żeby spojrzeć w jej brązowe oczy.
- Cóż, będzie to chyba najzabawniejsza śmierć jaka mogła by się przytrafić.
Hermiona parsknęła śmiechem. Dobrze było patrzeć w oczy Blaise. Był spokojny i opanowany. Bezpieczny. – Zawsze możemy przejść do etapu pozbawiania cię dziewictwa…
- Oj skończ już, nawet nie wiesz czy nią jestem
- Owszem wiem. – odpowiedział automatycznie.
- I znowu zaczynasz? - Hermi przekręciła głowę w drugą stronę tak by nie widzieć twarzy chłopaka. Obecny stan: ZŁA ZŁA ZŁA.
- No dobrze niech ci będzie, załóżmy że nie jesteś. To kto był twoim wybrakiem, hm? - Hermiona otworzyła usta ale nie bardzo wiedziała co ma powiedzieć. Wybrankiem? Przecież nie było rzadnego wybranka, to oczywiste.
- A czemu miałabym ci mówić o takich rzeczach?
- A czemu nie? Ja ci mogę powiedzieć… Millicenta, totalna porażka, schlała mnie na cacy i uwiodła w swoim dormitorium. W sumie to powinienem czuć się lekko wykorzystany - tu zrobił chwile pauzy jakby wspominał minioną historię po czym głośno ale z sentymentem westchnął - Jednak w końcu otworzyła mi drzwi do świata erotycznego. I za to jej jestem wdzięczny. Wcześniej mało mnie to interesowało.
- Zaiste ciekawe Zabini. Schlać się i stracić swoją niewinność w taki żenujący sposób. - powiedziała pełnym dezaprobaty głosem panna WIEM-WSZYSTKO.
- Było zabawie.
- Nie wątpię.
- No więc teraz twoja kolej?
- Kolej na co?
- Skoro rzekomo twierdzisz, że nie jesteś dziewicą to kto ci to dziewictwo ukradł? - drażnił się z nią i to doprowadzało Gryfonke do szału. Zrobiła się lekko poczerwieniała na twarzy a brwi wykrzywiły się w akcie namysłu i sformowania odpowiedniej odpowiedzi. Trzeba wiedzieć by nie palnąć nic głupiego i kompromitującego przy kimś taki jak Zabini Blaise.
- A czy ja twierdze że nią nie jestem? Po prostu zastanawiam się skąd TY to możesz wiedzieć.
- Widzisz, czyli nią jesteś. Gdybyś była w Slytherinie już dawno ktoś dobrałby ci się do majteczek. – uśmiechnął się pod nosem Zabini na samą myśl o tym jak Ślizgoni łapczywie patrzą na dziewczynę.
- Pff, na szczęście nie jestem o dzięki Merlinie!
- Slytherin jest najlepszy Granger!
- Nie wiem, z której strony?!
- Ze wszystkich stron.
- Będziemy się teraz kłócić, który dom jest lepszy a który nie? Może zakończmy tą farsę i pomyślmy o tym żeby się stąd wydostać. Masz już jakiś pomysł?
- Kilka ale raczej każdy do bani. A ty?
- Mam jedno logiczne wytłumaczenie.
- Mianowicie?
- Jak wcześniej mówiłam, podejrzewam że ten pokój to sprawka braci Weasley’ów. A oni nie robią śmiertelnie poważnych wybryków, narażające czyjeś życie.
- I? - lekko wybałuszył swoje ciemne oczy.
- I to, że trzeba nam czekać, a pokój sam zniknie. Pytanie tylko do czego on tak naprawdę służy? - zapadła chwila zimnej i nienaturalnej ciszy.
- Wiem! - z ust Blaise wydobył się nagły krzyk - Może tu chodzi o rozdziewiczanie!
Poirytowana Hermiona zamknęła oczy mając nadzieje, że jak je znowu otworzy to znajdzie się w Pokoju Współnym Gryfonów, a sytuacja z Blaisem okaże się durnym, mało zabawnym koszmarem. Tak się jednak nie stało.
- To nie jest śmiesznie Zabini! – oburzyła się Hermiona czując drganie mięśni na twarzy.
- Mówię poważnie. Zobacz, jestem tu ja, wybitny kochanek, bóg seksu i rozpusty, zbrodniarz kobiecych jęków i erotycznych uniesień
- Skromny to ty nie jesteś - przerwał ale on nie wydawał się zwracać na to uwagi.
- I Ty, Hermiona Granger, zimnokrwista, kujonka. Honorowa Gryfonka. Delikatny aniołek który nie wie nic o życiu.
- Wiem więcej o życiu niż ty Zabini!
- Chyba z książek Granger.
- Wątpię żeby o to chodziło. Fred i Geroge raczej nie robili dowcipów na tle seksualnym.
- Facet to facet. Zawsze coś zrobi na tle seksualnym.
- To nie może chodzić o to. – oburzyła się jeszcze bardziej. Jak Blaise przewidział, owszem Hermiona była dziewicą, ale nie miała zamiaru tracić swojej niewinności z przypadkowym Ślizgonem i to w jakiejś ciasnej nieprzyjemnej dziurze. Chciała się przecież zakochać… Zakochać? Ona? A kto by się chciał zakochać w Hermionie Granger. „zimnokrwistej kujące”? Z drugiej strony Blaise jest przystojnym Casanovą. Mimo tego nie miała zamiaru robić „to” tu i teraz. Z nim. Niedorzeczne.
- To jak Hermi, bierzemy się do roboty? Nie martw się sprawię, że to będzie niezapomniana chwila. Kto wie, może po tym wszystkim wdamy się w przelotny romans… - oczy chłopaka lekko się zaszkliły, a usta wygięły się w drapieżnym uśmiechu. Hermiona poczuła ogarniający ją lęk.
- Widzę, że dobrze się bawisz Zabini, ale dla twojego oświecenia, JA NIE. - jej głos mimo tego, że brzmiał stanowczo momentami drżał. - Nie mam zamiaru tracić dziewictwa z kimś takim jak TY. To obrzydliwe.
- Miłość fizyczna cię brzydzi Granger?
- Skończ i wyjdź!
- Z chęcią bym to zrobił, gdybym wiedział jak.
- To może rusz czymś takim jak mózg, i coś wymyśl SENSOWNEGO.
- Już wymyśliłem, tu chodzi o twoje dziewictwo.
- Niedoczekanie! Tu chodzi o coś innego.
- To może mnie oświecisz i powiesz o co konkretnie?
- Eeee tego to jeszcze nie wiem. - speszyła się dziewczyna i lekko zarumieniła. Przecież musi być jakieś normalne logiczne rozwiązanie. Bez pozbawiania kogoś dziewictwa.
- Sama widzisz. Nie zaszkodzi spróbować…
- Nie zaszkodzi spróbować? – oburzył a się Hermi nastraszając włosy i lekko marszcząc mały nosek. Tego już za wiele. Podniosła się na kościstych dłoniach i wbiła zimne spojrzenie w Blaise.
- A pomyślałeś TY PRYMITYWIE, że dla mnie te sprawy nie są takie „hop siup”? Że chcę to zrobić z kimś dla mnie ważnym? – powoli napływały jej łzy do oczu chociaż bardzo bardzo tego nie chciała. - A jak się okaże , że to nie o to chodzi? Co w tedy? Dla ciebie to będzie tylko kolejny numerek. Pozbawienie dziewictwa Granger. A ja jak się będę w tedy czuła? No tak ciebie to w ogóle nie obchodzi. – Szybko podparła się na łokciach i schowała twarz w roztrzęsionych dłoniach nie potrafiąc powstrzymać cichego ale jednak szlochu. Ten nagły wybuch z jej strony bardzo go zaskoczył i przez chwile sam nie wiedział co ma zrobić. Przecież on tak naprawdę żartował… No chyba żartował… i nie chciał jej jakkolwiek skrzywdzić… Niech ona tylko nie płacze, nienawidził kiedy kobieta płacze i to na dodatek z jego powodu. Stawał się w tedy roztargniony i zbyt czuły. Miała racje. Przecież Hermiona była inna niż te wszystkie dziewczyny, które znał. Owszem Zabini może i był niebywale przystojny i szarmancki, ale było w nim także okrucieństwo i zło, które dane mu było odziedziczyć po swoich rodzicach. Teraz jednak wcale nie miał zamiaru w jakikolwiek sposób urazić Granger. Chociaż, w ostateczności właśnie to zrobił i wcale się z tym nie czuł za dobrze. Dłużej nie myśląc ujął roztrzęsioną dziewczynę w ramiona…
- Granger nie płacz – szepnął, delikatnie gładząc jej kasztanowe miękkie włosy trochę zaskoczony, że to robi. – ja tylko żartowałem mała. Przecież bym cię nie skrzywdził… Czasami robi się ze mnie dupek, to efekt zbyt częstego przebywania z Malfoy’em.
Hermiona wierzyła mu, sama nie wiedząc dlaczego. Blaise Zabini mimo wszystko budził w niej spokój i bezpieczeństwo. A nawet się zaśmiała słysząc ostatnią frazę wypowiedzi Blaise. Powoli uspokoiła oddech.
- To ja za bardzo panikuję. Przepraszam.
- Nie przepraszaj Granger, nie przepraszaj. Za bardzo mnie poniosło z moim idiotyzmem.
- Może ociupinkę…
- Oj bardziej niż ociupinkę. To ja cię przepraszam.
Hermiona energicznie wyrwała się z jego objęć i zaszokowana spojrzała w jego oczy.
- Blaise Zabini! Ty jednak jesteś człowiekiem!
- Ty lepiej Granger nie kpij sobie bo cię naprawdę zgwałcę. – zaśmiał się Ślizgon i znowu objął Gryfonkę…

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 22.11.2012 13:41


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 23.08.2012 22:42
Post #2 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Całkiem całkiem, podoba mi się smile.gif Znalazłam kilka rażących oczy błędów ortograficznych, ale wystarczy, że trochę nad tym popracujesz i będzie świetnie. Czekam na dalszą część. wink2.gif

Łap, na wenę -> czekolada.gif nutella.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Gabriellka
post 26.08.2012 22:57
Post #3 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1
Dołączył: 26.08.2012




Podoba mi się smile.gif Czyta się fajnie, ale tak jak wyżej było napisane, jest parę rzucających się w oczy błędów, popracuj nad tym i będzie lepiej.
Jak na razie czekam z niecierpliwością na więcej!! smile.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 29.09.2012 17:38
Post #4 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Ech nie wiem jak się włącza korektę błędów dlatego przepraszam, że tyle "byków" znowu narobiłam. ;/
Miłego czytania smile.gif

cz2

Tymczasem w Hogwarcie.

Draco Malfoy od samego rana był w kiepskim nastroju, dlatego rzeczowo stwierdził, że najlepsze lekarstwo na paskudny humor jest poznęcanie się nad Potterem. Co też czasu nie marnował.

- Mógłbyś przestać obmacywać mój tyłek Potter? – zamruczał figlarnie Draco przyglądając się już do reszty wyprowadzonemu z równowagi Harry'emu – Wiem, że trudno ci się powstrzymać ale jednak nalegam zachować wstrzemięźliwość… Przynajmniej na boisku.
- Nie wydurniaj się Malfoy i oddaj mi tego znicza! – nalegał Harry lekko zdyszanym głosem.
- Znicza? Jakiego znicza? – zdziwił się Draco wymownie patrząc na swojego odwiecznego rywala. – Aa tego, którego trzymam w majteczkach? Oj ty mój mały zbereźniku. – Draco kurtuazyjnie poklepał się po kroczu. Ślizgoni wybuchli głośnym rechotem, a nawet i kilku Gryfonom zdarzyło się tłumić falę śmiechu. I trudno im było się dziwić… Draco Malfoy, wysoki, dobrze zbudowany blondyn, gwiazda Slytherinu i nie tylko, bożek większości kobiet stał teraz naprężony na boisku z założonymi rękami na piersi, a obok niego niesfornie gramolił się Harry Potter. Niewiele niższy od swojego rywala, ale równie sławny i uwielbiany przez płeć piękną chłopak.
- Malfoy radze ci dorosnąć… nie mamy już trzynastu lat.
- Czyli, że z nami koniec? Tak serio serio? – znowu rozległo się gruchanie i gwizdanie. Neville tym razem zemdlał…
- Przestań pieprzyć i powiedz czego chcesz?
- No Potter kochanie, jak chcesz to umiesz gadać do rzeczy.
- Szkoda, że ty nie. To czego?
Draco zrobił podejrzaną minę po chwili grymas, który gościł na jego ustach zmienił się w dziecięcy radosny uśmiech. Zbliżył nieco twarz w stronę rozczochranego bruneta i otworzył usta delikatnie przy tym oblizując śniade wargi.
- Powiedzmy, że jednak mogę mieć jakiś znicz. Przypadkiem. – szepnął prosto do wrażliwego ucha Harrego.
- Powiedzmy, że TY go na pewno masz Malfoy.
- Powiedzmy – uśmiechnął się znowu zagryzając dolną wargę… Przekrzywił głowę lekko w bok i szepnął nieco głośniej - Powiedzmy też, że boisko, które jest zarezerwowane na czwartek dla Gryfonów, będzie wolne dla Ślizgonów.
Poirytowany Harry wiedział od początku, że chodzi o boisko i tak naprawdę oddał by je Malfoy’owi bez żadnych problemów gdyby go o to poprosił. W końcu jego drużyna była naprawdę śnietnie przygotowana do meczu. Ale że Draco prędzej odgryzłby sobie własny język niż poprosił o cokolwiek Harrego Pottera to już inna sprawa.
- Dobrze – odparł obojętnie Harry
- Tak po prostu się zgadzasz? – Blondyn nie ukrywał zaskoczenia jego szybką rekcją.
- Owszem Draco. Boisko w czwartek jest wasze, a teraz proszę oddaj znicz bo chciałbym zacząć trening. Mógłbyś?
Dumny Malfoy bez słowa rzucił znicz w stronę Harrego.
- Nie bądź taki miły Potter bo naprawdę pomyśle, że się we mnie bujasz – zarechotał i odszedł w stronę Hogwartu wraz z innymi Śłizgonami.
- Dureń– uśmiechnął się pod nosem czując coraz większa sympatie do swojego odwiecznego wroga.



Pokój wspólny Slytherinu.

- Goyle – jęknął rozpaczliwie Draco, który właśnie został okryty przez Goyla ciepłym ciemno zielonym kocykiem, na którego środku znajdował się wielki wąż (no bo cóż mogło by się znajdować na kocyczku Malfoya?) . – Sprawdziłeś schowek na miotły?
- Tak Draco, sprawdziłem schowek na miotły i może cię to zdziwi ale nie znalazłem tam wisielca w postaci Blaise. – sam usadowił się obok w fotelu i sięgnął po nowe wydanie „Proroka Codziennego”. Goyle od niedawna starał się być człowiekiem obytym i wyższym umysłowo . Tak zwany Intelektualista.
- A Sowiarie? Sprawdź sowiarnie, może leży w łajnie tych wstrętnych puchatych sów...
- Sowirnie też sprawdziłem i ku kolejnemu zdziwieniu nie znalazłem tam zwłok Blaise. Nie świruj tak Draco – uspokajał go Goyle jednocześnie czytając ciekawy artykuł na temat dziwnych wydarzeń w Ministerstwie – Na pewno zabawia się z jakąś panienką …
Draco rzucił mu spojrzenie z cyklu „ I tak mnie nie przekonasz” po czym z wyrzutem w oczach obrzucił wszystkich znajdujących się w pokoju wspólnym. Cóż za żałosne istoty!
Pansy siedziała z nogami zawieszonymi na fotel i co chwile rechotała przeglądając jakieś mugolskie czasopismo, które zwinęła młodej Weasleyównej. „ Ci mougole są przezabawni” – od czasu do czasu powtarzała do samej siebie. Millicenta grała w szachy z Crabbem sącząc Ognistą Whiskey ( że też się dobrali do tej partii – pomyślał poirytowany). Dracze miał ochotę wziąć siekierę i uciąć im wszystkim łby. Dosłownie. W końcu był tylko niewinnym sadystą. Ostatnio polubił siekiery, a to wszystko przez Blaise, który dorwał coś takiego jak telewizor i zmusił go do oglądania masochistyczno sadystycznych filmów, które zwinął Finniganowi. Czy Ślizgoni naprawdę tak nisko upadli żeby okradać biednych Gryfonów? Oczywiście, że nie! Oni po prostu nie przyzwyczaili się pytać kogoś o pozwolenie do pożyczania czegokolwiek. Urok Slytherinu.
- Te te, słuchajcie tego – zaczęła wić się na fotelu Pansy nie potrafiąc powstrzymać śmiechu. – cytuję „ Ja i mój chłopak od niedawna współżyjemy, ostatnio zaczęłam całować go w intymnych miejscach, bardzo mu się to spodobało, on jednak nie chybi się do tego by się odwdzięczyć tym samym. Jak mam mu za insynuować to, aby także całował mnie w intymnej części ciała? Proszę o pomoc„ podpisane Kate.
Większość ślizgonów poszła w jej ślad i również parsknęli śmiechem. Jedynie Draco pozostał ze swoją cmentarną wyrafinowaną miną.
- Goyle, ty ostatnio jesteś obyty, we no odpowiedz na problem biedaczki.
Goyle powoli odłożył gazetę, poprawił okulary (tak tak Goyle stwierdził, że w okularach jeszcze bardziej zacznie budzić szacunek) zrobił poważną minę i rzeczowo odpowiedział.
- Oczywiście Pansy, nic co ludzkie nie jest mi obce. - mlasnął pod nosem delikatnie złączając dłonie w charakterystycznym geście. - Dyktuję ” Droga Kate, najpierw upewni się czy osobnik, z którym współżyjesz jest twoim najlepszym wybrakiem. Ale bowiem masz duże możliwości wyboru stałego partnera, jeśli jednak stwierdzisz że nim jest, to poważnie z nim porozmawiaj o swoim problemie. Musi być konkretny powód, dla którego nie chce cię całować w „ tych miejscach” . Może jest zbyt wstydliwi? Lub posiada jakieś uraz z przeszłości związany z pochwami kobiet? Koniecznie nakłaniam do szczerej rozmowy. Życzę powodzenia, doradca Goyle.
Pansy zaczęła klaskać, po chwili jednak zakrztusiła się śmiechem i spadła teatralnie z fotela. Draco popatrzył z politowaniem na przyjaciela i prychnął pod nosem.
- To bez sensu „doradco Goyle”, jak można mieć uraz do pochwy?
- A skąd wiesz, że nie? – oburzył się Ślizgon
- Z twoim doświadczeniem seksualnym prędzej brałby się za dział „ Rolnictwo i hodowla” – zgasił go przebiegły Draco i odchrząknął . Pansy znowu zaczęła krztusić się własnym rechotem, a chwilę później machała dłonią przed twarzą aby ostudzić poczerwieniałe policzka.
- Skoro jesteś taki mądry to sam wypowiedz się lepiej. - Goyle był aż tak bardzo zbulwersowany, że ściągnął swoje profesorskie okularki wymownie trzymając je w dłoni.
- Nie mam zamiaru uczestniczyć w czymś tak idiotycznym.
I taka była prawda. Draco lubił dyskutować, ale nie z takim umysłem jak Goyle i nie w takiej chwili jak teraz. Może i by się nie martwił o Blaise gdyby wcześniej nie był umówiony z nim na libacje alkoholowe, a on nigdy go nie wystawiał. Goyle posłusznie przyjął krytykę. W końcu teraz było kolejny poziom wyżej od innych. Jest wyrozumiały.
- Czy tylko ja martwię się o tego kretyna? !
- Tak – odpowiedzieli mu chórem.
Draco wstał i z wrodzoną gracją wyszedł mając wszystkich w swoim głębokim poważaniu.

Pokój Wspólny Gryfonów

Sprawdzili bibliotekę i wszystkie sale lekcyjne, a po zacnej Gryfonce o imieniu Hermiona Granger ani śladu. Większość siedziała w pokoju wspólnym i snuła insynuacje co też mogło się przytrafić ich przyjaciółce.

- To pewnie Malfoy! Uprowadził ją do tej swojej wstrętnej pieczary i robią tam jakieś zboczone obrzędy! – wycedził czerwony ze złości Ron, zmagając się z suwakiem od kieszeni bluzy.
- Biedna Hermi! – jęknęła Levander obejmując zacnie Ronalda.
- Malfoy jest jaki jest ale nie sądzę żeby posunął się aż do czegoś taaakiegooo– ziewnął Harry zastanawiając się czy nie właściwe byłoby po prostu wyjście i przespanie się na błoniach. Na niebiosa! Hermiony nie było dopiero od dwóch godzin, a oni już szaleją. Przecież nie mogła rozpłynąć się w powietrzu. Na pewno zaraz się zjawi. Nie to, że się nie martwił, po prostu ufał swojej przyjaciółce i rozumiał, że potrzebuje chwile prywatność. Leniwie przetarł dłonią oczy czując zmęczenie.
- A ja myślę, że Ron o dziwo ma racje - odezwała się bojowym głosem Ginny i wstała energicznie z kanapy podnosząc podbródek ku górze. Wyglądała... co najmniej zjawiskowo – Sprawdziliśmy już wszędzie. Za niedługo się ściemni! Nie zaszkodzi sprawdzić i tam. Ja idę nie wiem jak wy!
- Ginny poooczekaj – uspokoił ją Harry zatykając dłonią usta przy długim ziewnięciu. Ginewra Weasley jednak nie miała zamiaru szybko się uspokoić.
- Na co? Aż Hermiona od tak spadnie nam z nieba? Pewnie Malfoy i ten pacan Zabini dobierają się teraz do niej! – wybuchła złością, a jej drobne ciałko aż poskoczyło.
- Ginny ma racje – przyznał rację Semaus Finnigan również podnosząc swoje cztery litery. – Z Malfoyem niewiadomo. Kto wie co mu wpadnie do tego durnego łba
I takim to sposobem, na czele z 160 centymetrową Ginny Weasley, pełni zapału i nastawienia bojowego Gryfoni ruszyli na ratunek nieszczęsnej Hermiony Granger aby wyrwać ją z obślizgłych objęć Ślizgonów. Armia wyposażonych w różdżki żołnierzy, czujnym krokiem zbliżała się w stronę bazy wroga. Wyczuwalne było napięcie. A nawet Ginny je poczuła mimo, że nie chciała tego po sobie pokazać… no bo co? Wejdą od tak do ich dormitoriów i zaczną żądać wolności Hermiony? Wszyscy wiedzą jacy są ludzie ze Slytherinu ( a szczególnie wiedzieli to Gryfoni) na pewno łatwo nie będzie.
- Ktoś się zbliża! – wycedził Ron a Ginny teatralnie nastroszyła swoje rude włosy. Nadchodząca zjawa powoli wyłoniła się z cienia ukazując swoją majestatyczną posturę.
- Nie „ktoś”, tylko twój Pan i Władca ty durniu – nie trudno było zgadnąć do kogo ten głon należał.
- Malfoy! Coś ty powiedział?! – krzyknął Ron i w akcie szału chciał się rzucić na blondyna, czego efektem było potknięcie się o stopę Nevilla i leżenie plackiem przed nogami Dracona. "Litości" - pomyślał Ślizgon przewracają oczami.
Chwile później chcąc poprawić sobie swój jakże paskudny humor entuzjastycznie zaklaskał w dłonie.
- Brawo Weasley, brawo! Widzę, że się szybko uczysz. Kto wie, może awansuje cię na swojego parobka.
Ronald cały czerwony to i z nerwów to i ze wstydu, podniósł głowę ku górze i krzyknął.
- Na co czekacie? Brać typka! - rozkazał i chwycił go mocno za kostki, a reszta Gryfonów jak stado rozwścieczonych byków ruszyła na bezradnego i zaskoczonego Dracona. Jednie Harry stał z głową opartą o ścianę i słodko drzemał.
- Na tyłek trola, weźcie i jego - jęknęła Ginny.

5 minut później.

Draco siedział przywiązany do krzesła w pokoju Gryffidoru i rzucał nienawistnym spojrzeniem wszystkich zebranych. Po tym jak z jego szlacheckich usteczek zaczęły wydobywać się tysiące obelg w stronę porywaczy ( nie chce cytować) Ron wpadł na genialny pomysł zakneblowania mu ust. Niech no tylko go rozwiążą, niech no tylko pozbędzie się tych sznurów, on się im odwdzięczy i to aż zanadto. Pożałują! Oj pożałują! Kogoś takiego jak Draco Malfoy się tak nie traktuje.
- No Malfoy gadaj co zrobiliście z Hermioną bo szybko stąd nie wyjdziesz! – głos Rona mimo wszystko wyrażał błogą satysfakcje. W końcu ma okazje wyżyć się na tym parszywcu Malfoyu. Rudzielec stał tuż nad nim, trzymając przy twarzy Dracona różdżkę. Oczywiście blondyn obdarzył go zażenowanym spojrzeniem. Co ten wjeprzlej sobie wyobraża?
- I lepiej nic nie kręć bo i tak ci to nie ujdzie płazem – tym razem odezwała się Ginny która dołączyła do gwardii „Tępienia wszelakich oznak Malfoyowskich” i stanęła obok Rona tupiąc znacząco nóżką.
- Właśnie Malfoy! Lepiej gadaj, bo jak nas wkurzysz to…to zginiesz tu we własnych odchodach i wymiocinach! – wyjąkał Neville dumny ze swojego bogactwa słów. Wszyscy włącznie z Malfoyem obdarzyli go pytającym i lekko zaszokowanym spojrzeniem.
- Tak czy siak skończysz marnie - poprawił się Nevill na co wszyscy znowu zwrócili się w stronę torturowanego, nieszczęsnego, Malfoya.
Draco obrzucił go spojrzeniem psychopaty mordercy i gwałtownie zaczął się wiercić.
- Tak Malfoy, właśnie tak. Z nami się nie pogrywa! Co zrobiliście z Hermioną?! – powtórzył Ronald, starając się aby jego głos brzmiał groźnie i srogo. Cóż, powiedzmy, że tak wszyło.
- A niby w jaki sposób ma wam cokolwiek powiedzieć skoro ma ZAKNEBLOWANE usta?! A może porozumiewacie się telepatycznie? – mruknął zdenerwowany Harry, powoli rozbudzając swoje zmęczone powieki.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 08.10.2012 17:13


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Siluvajne
post 29.09.2012 19:04
Post #5 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 7
Dołączył: 26.09.2012
Skąd: Warszawa

Płeć: Kobieta



Nieeezłe laugh.gif Wstawiaj szybko następne części. Bardzo mnie ciekawi co dalej się wydarzy biggrin.gif


--------------------
Non omnis morian
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 30.09.2012 20:25
Post #6 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Podoba mi się, nawet bardzo smile.gif Błędów jest dużo mniej niż poprzednio, ale przyznam się, że nawet szczególnie na to nie patrzyłam, tak mnie wciągnęła historia biggrin.gif Czekam na kolejną część, mam nadzieję, że tym razem dodasz ją szybciej.


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 06.10.2012 22:41
Post #7 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Też czekam na dalszą akcjęsmile.gif


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 08.11.2012 19:32
Post #8 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Witajcie kochani. Przepraszam, że tak długo nie wstawiałam kolejnej części ale laptop mi się zepsuł -.- i muszę pisać na komputerze brata. :) Miłego czytania. Możliwe że ten rozdział będzie przynudzał, ale inaczej się nie dało xD (sr za błędy)

Rozdział drugi.
To dopiero początek.
cz.1


Gdyby kolor oczu zmieniał się wraz z naszym nastrojem z pewnością tęczówki Dracona Malfoya były by teraz koloru krwisto czerwonego. Niestety ( a może stety) mimo, że oczy Ślizgona były tak samo szare jak zwykły być każdego dnia, wyraźnie można było dostrzec w nich żądzę mordu. Mięśnie twarzy napinały mu się raz po raz nerwowo podskakując i wydymając kształtne kości policzkowe. Nie trudno było się domyśleć, o czym myślał przywiązany do krzesła Draco Malfoy. Oczywiście o zemście. Planów było wiele. Zainspirowany licznymi filmami sadystyczno psycho masochistycznymi, młody Ślizgon zaczął snuć w swojej pokrzywdzonej podświadomości krwawe scenariusze. W roli swoich ofiar obsadził rzecz jasna wstrętnych, dzikich, niedorozwiniętych umysłowo Gryfonów. On, jako pan i władca ( w gruncie rzeczy przecież nim był) ukarze plebs za swoje zuchwalstwo i zniewagę jego majestatycznej osoby. Mówiąc prościej: zrobi im tutaj Hogwarcką Masakrę Piłą Mechaniczną.
Tymczasem wracając do smutnej i jakże okrutnej dla Dracze rzeczywistości, nasz arystokrata był teraz bezbronnym aniołkiem w szponach bezlitosnych Gryfonów.
- Tylko proszę cię Malfoy - odezwał się niepewnie Harry Potter, stojący tuż obok niego. - Nie daj się ponieść eee …. - Tu zrobił krótką przerwę szukając odpowiedniego słowa - Nerwom…
Stanął za unicestwionym i ciągłym ruchem zbliżał swoją dłoń do materiału zawiązanego wokoło jego głowy. Jeszcze sekunda i Draco Malfoy będzie wolny, a w tedy…
- Czekaj! - Krzyknął zdezorientowany Ronald Weasley, nerwowo wymachując w powietrzu swoją różdżką - To chyba nie jest dobry pomysł Harry.
Chłopiec Który Przeżył Aby Uwolnić Draco Malfoya zawahał się, z zastygniętą dłonią. Spojrzał poirytowany na swojego przyjaciele mając wciąż sen na powiekach.
- A masz jakiś lepszy? - Krótką prychnął - Po jaką cholerę wy go w ogóle tu sprowadzaliście?!
Ronald i "inni" spojrzeli na Harrego z wyrzutem. Może i uprowadzenie Malfoya nie było najlepszym pomysłem, ale za to jedynym, na jaki wpadli. Dlatego ani Ron ani też reszta Gryfonów nie miała specjalnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Zresztą był pewien, że Malfoy ma coś w wspólnego z zagięciem Hermiony. Szkoda tylko, że Harry Potter nie podzielał w pełni ich zdania.
Sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Ginewra Weasley, która pochyliła się nad nieszczęsnym Malfoyem i ze wzrokiem "czającej się do ataku modliszki" warknęła mu do ucha.
- Radze ci Malfoy, lepiej nic głupiego nie kombinuj - niezaprzeczalnie dla Draco był to głos bardziej jadowity niż trucizna żmij - Bo możesz tu tak jeszcze dłuuuugo sobie posiedzieć.

A mówią, że to Ślizgoni są najgorsi - pomyślał Malfoy przyglądając się sztywno stojącej Ginny, która rytmicznie stukała różdżką w otwartą dłoń.
- Dobra Harry , rozwiąż mu usta - rozkazała spokojnie, posyłając znaczące spojrzenie w stronę Dracona.
To też Harry przełknął głośno ślinę i posłusznie rozplątał supełek materiału, który delikatnie zsunął się na ramiona ślizgona. Draco miał zamknięte oczy, tylko od czasu do czasu drgała mu powieka, zaś usta zaciśnięte miał tak mocno, że po chwili przybrały kolor bieli.
W Pokoju wspólnym Gryfonów nastała nienaturalna cisza, w której słychać było jedynie ciężki oddech Nevilla.
- Widzicie? - Zaczął Harry spoglądając na wszystkich z osobna- Malfoy może być spokoj…
Niestety niedane było mu dokończyć. Usta Draco Malfoya przemówiły.
- Ubije!! - Krzyknął twardym głosem marszcząc brwi - Ubije jak psa!
I stało się. W oczach Draco Malfoya zapłonęły dwa małe płomyki, z nosa wydobyła się buchająca para, a z ust pasma żarzących się płomieni. Ciało Ślizgona pokryło się szklistymi łuskami zaś jego niegdyś blond włosy teraz wybiły się ku górze falując czerwonymi iskierkami. Z potężnych pleców wyrosły wielkie skrzydła, pokryte czarnymi łuskami i licznymi pulsującymi żyłkami. Był to zaiste przerażający widok dla Nevilla, których dostał ciężkich zawrotów głowy, doprowadzających do omdlenia. Gryfon od dawna miewał problemy ze swoją wybujałą wyobraźnią, teraz jednak przekroczyła wszelki normy. Ciało Nevilla bezwładnie opadło na podłogę zastygając w bezruchu.

Tymczasem w rzeczywistości Draco wyglądał zupełnie tak samo, jaki kilka minut wcześniej z tym wyjątkiem, że stał się bardziej… rozmowny. Ślizgon zaczął gwałtownie wiercić się na krześle nie oszczędzając miłych słów kierowanych do swoich oprawców. Wszyscy zamilkli z przerażenia
Ginny ze stoickim spokojem otworzyła swoje przymknięte powieki i wycelowała różdżką w Dracona.
- Sillencio - krzyknęła, a w pokoju Gryfonów nastała ponowna cisza. Rudowłosa wytrzeszczyła oczy na blondyna wykrzywiając usta w diabelskim uśmiechu.
- Malfoy, Malfoy, Malfoy - mlasnęła kręcąc kurtuazyjnie głową i machając mu palcem wskazującym przed twarzą. - Nie wiem, czego nie zrozumiałeś w sformowaniu " lepiej nic głupiego nie kombinuj"…, ale skoro nie chcesz po dobroci to inaczej ci to wytłumaczę. - Założyła dłonie na piersi i zaczęła chodzić po pokoju z dumnie podniesioną głową ku górze. Harry zastygł w bezruchu czując mrowienie w stopie. To była dość niekomfortowa sytuacja dla niego, bo naprawdę miał wielką ochotę podrapać się po łydce, jednak nie śmiał psuć mrocznego klimatu, jaki stworzyła aura Ginny. Semaus Finnigan siedział nad leżącym Nevillem i machał mu książką przed twarzą. Ronald patrzył to na swoją siostrę to na Malfoya, z napięciem wyczekując, co się stanie. Poczuł ogarniającą go dumę.
Ginewra dopiero po minucie odtworzyła usta.
- Widzisz, radzę Ci współpracować z nami i grzecznie odpowiadać na pytania, bo w innym przypadku potraktuję cię paroma nieprzyjemnymi klątwami, po których nie poznasz siebie w lustrze. - Stanęła w miejscu pokazując Dracze swój olśniewający uśmiech. - A tego chyba nie chcesz prawda?
Draco Malfoy nawet bardzo tego nie chciał. Potraktował Ginny swoim zimnym spojrzeniem czując jak krew gotuje mu się w żyłach. Ta mała jadowita lisica mści się na nim w bardzo podstępny sposób.
- Prawda? -Powtórzyła, a blondyn zmusił się do przytaknięcia głową.
- Wyśmienicie! Skoro już wszystko sobie wytłumaczyliśmy to możemy zacząć przesłuchanie - Ginny zgrabnie zdjęła zaklęcie z Malfoya i przysunęła krzesełko naprzeciw niego. Reszta stanęła za nią pochylając niżej głowy. Draco postanowił zachować spokój chcąc jak najszybciej zostać uwolnionym i wprowadzić w życie swój nikczemny plan zemsty.
- Co wiesz o zaginięciu Hermiony, niejakiej Granger z domu Gryffindora? - to pytanie mogła zdać tylko jedna osoba, mianowicie Ronald Weasley.
- Granger wam się zgubiła? - Prychnął pokazując swoje białe zębiska.
- Zła odpowiedź - warknęła Ginny kując go różdżką w żebro.
- To znaczy ehem - brząknął robiąc niezadowoloną minę - nic nie wiem.
- Nic nie wiesz mówisz? - Pisnęła mrużąc oczy.
- To właśnie mówię Weasley. I szczerze to guzik mnie obchodzi, co się dzieje z Granger.
- A to ciekawe panie Malfoy - mlasnęła Ginny, a na jej twarzy pokazał się znowu uśmiech modliszki tym razem przyczajonej na liściu. - Bo panna Granger widziana była ostatnio na eliksirach, a jak wszyscy wiedzą pan panie Malfoy traktuje ją bardzo… szczególnie.
- Szczególnie to jak mogę was potraktować jak będę wolny! - Warknął blondyn szarpiąc się na krześle.
- Stawiamy się? - pisnęła wysokim głosem Ginny uderzając, różdżką w jego spiczasty zadarty nos.
Draco zagryzł mocno zęby tak, że mięśnie żuchwy zaczęły mu podskakiwać.
- To znaczy…- jęknął zabijając wzrokiem rudowłosą - powtarzam wam, że nie wiem gdzie jest Granger!
- ŁŻE! - Krzyknął Ronald napinając mięśnie. Podejrzliwie obrzucił wzrokiem wszystkich zebranym, po czym wygłosił swoją interesującą przemowę.
- Pewnie przywiązał ją do..do łóżka i robi z nią różne rzeczy - przełknął głośno ślinę - wiecie… TE RZECZY!
Wszyscy zebrani, wydali z siebie głos zdumienia. Harry zakrztusił się herbatką karmelową. Ginny dziarsko wyciągnęła dłoń i mocno "klepnęła" go w plecy tak, że Harry upadł na kolana z miną zbitego psa. Draco w tym momencie potwierdził swoją tezę, co do opóźnionych w rozwoju debili zwanych potocznie Gryfonami.
- Weasley, radze Ci podłączyć język do mózgu zanim cokolwiek powiesz - mruknął Draco czując narastającą abominację do tego osobnika.
- Też ci to radze Ronaldzie - westchnęła zmęczona Ginny, po czym z prędkością jaguara zwróciła głowę w stronę poszkodowanego Dracze.
- Tak czy siak, wytłumacz mi, co robiłeś na korytarzu o tej porze i to na dodatek sam!
Draco ze spokojem obdarzył rudowłosą rozbrajającym uśmiechem, po czym westchnął ze znużenia.
- Szukałem Zabiniego. - Odpowiedział, po czym wszystko zaczęło układać się w całość. Przynajmniej, dla Ginny, bo Ronald nadal był święcie przekonany, że znajdą Hermione w dormitorium Malfoya, przywiązaną do jego skażonego łoża.
- Zabiniego?! - powtórzyła Ginny, po czym skoczyła na równe nogi. - Gdzie go ostatnio widziałeś?
- Na eliksirach. Ej czekaj, chyba nie myślisz, że oni mogliby… - zawahał się Draco przeczuwając najgorsze. "Ta szuja Blaise" - pomyślał.
- IDZIEMY! - krzyknęła Ginny, po czym wszyscy wyszli z pokoju. No prawie wszyscy, bo Nevill leżał ciężko dysząc na kanapie, a Draco siedział z nietęga miną nadal przywiązany do krzesła. Kilka sekund później wbiegł do pokoju zdyszany Harry.
- Wybacz Malfoy - mruknął, po czym szybko go odwiązał. Draco w końcu wolny zaczął rozmasowywać swoje ramiona.
- Nie myśl, że wam odpuszczę - mrukną zesztywniały od ciągłego siedzenia - po prostu teraz musimy ich znaleźć.
- Masz pierniczka - wystawił w jego stronę paczkę ze słodkościami.

*
Życie towarzyskie Hermiony Granger ograniczało się praktycznie do dwóch osób: Rona i Harrego. To z Nimi zaczęła swoją przygodę w Hogwarcie i tak już pozostało do teraz. Trójka przyjaciół była do siebie przywiązana w tak dużym stopniu, że z trudem dostrzegali codzienne życie innych uczniów.

Harry dzięki swojej sławie przyciągał ludzi równie szybko jak ich od siebie odstraszał.
Przecież to Harry Potter! Chłopiec Który Przeżył, do niego nie podchodzi się od tak porozmawiać!"

Ron był zbyt wstydliwy a zarazem impulsywny, aby zawierać nowe znajomości. Szczególnie niekomfortowo czuł się, kiedy dochodziło do konfrontacji z płci piękną Gryfon w takich chwilach zwyczajnie zapominał o języku.

Hermiona nie wiele różniła się od nich. Nie miała innych przyjaciół. Jedno było pewne, była osobą zabieganą. Zawsze. Na barkach nie tylko spoczywało jej wybijanie z głów durnych, narażających życie pomysłów Rona i Harrego , ale także musiała zadbać o swoją ( i ich także) edukację. Chłopaki? Hermiona Granger zapominała o czymś takim jak szkolna miłość.
Tym sposobem cała fantastyczna trójka dostała łatkę "zbyt zajętych ratowaniem świata aby zadawać się ze zwykłymi czarodziejami"
Teraz jednak ta właśnie zabiegana osóbka spała smacznie ze swoim największym wrogiem.
- Mionka? - ziewną Zabini powoli się rozbudzając. Hermiona automatycznie otworzyła oczy i spojrzała na niego ze zgrozą.
- Mionka? – powtórzyła z sarkazmem.
- Wiedz, że po czterech godzinach spędzonych z dziewczyną zaczynam zdrabniać ich imiona.
Hermiona miała powiedzieć coś opryskliwego jednak zamiast tego zaczęła rozglądać się na wszystkie strony.
- Zabini? Jesteśmy… wolni?
Blaise Zabini również zaczął rozglądać się na boki, po czym uśmiechnął się z przekąsem.
- O rzeczywiście - wyjąkał, po czym spojrzał na dziewczynę dwuznacznie. Hermiona wstała na równe nogi i spoglądała na niego z przerażeniem. A jeśli.. jak ona spała… to on… i ona. To całe to rozdziewiczanie… E nie, przecież by coś…poczuła? Chyba? Prawda?
- Nie martw się Granger - uspokoił ją Zabini jakby czytał w jej myślach - Nadal jesteś dziewicą - po czym sam podniósł się z podłogi. Gryfonka nie ukrywała ulgi. Znajdowali się kilka kroków od sali eliksirów. Hermiona poczuła ogarniające ją zmęczenie. Blaise również nie wyglądał najlepiej.
- Miałaś rację. - powiedział chłopak leniwie się przeciągając.
- Rację? - powtórzyła nie pewna, co miał na myśli.
- Pokój sam zniknął
- ach… - burknęła cicho. Stali tak na przeciwko siebie, zmęczeni, śpiący, a przede wszystkim głodni.
- Więc to już koniec - mruknął Ślizgon i niespodziewanie przytulił mocno zdziwioną Hermione.
- Chyba tak - mruknęła zawstydzona.
Niestety nie dane było im przeżyć tą rozczulającą chwilę w samotności bo na pierwszy plan wyszedł tłum rozszalałych Gryfonów z jednym cmentarnym Ślizgonem. Wszyscy stanęli w miejscu jak kamienne posagi z minami noworodków. Słychać było spadającą paczkę pierniczków z rąk Harrego.
Hermiona odepchnęła od siebie Zabiniego spoglądając z przerażeniem na swoich przyjaciół.
- To nie tak jak myślicie - powiedzieli w tym samym czasie.
- No ja myślę, że nie tak jak myślimy Herm- warknął Ronald - Co robiłaś z tym gnojkiem?! - wskazał palcem na Zabiniego. Hermiona chciała coś powiedzieć, naprawdę, ale nie bardzo wiedziała, co. Przecież nie mogła oznajmić im, że przez ten cały czas leżała na Blaise zamknięta w jakimś tam pomieszczeniu. Spaliliby ją na stosie.
- Lepiej powiedźcie, co tu robi Malfoy?! - zmieniła szybko temat.
- Uprowadziliśmy go - powiedział beznamiętnym głosem Harry po czym podszedł przytulić swoją przyjaciółkę.
- Co zrobiliście? - krzyknął zaszokowany Zabini!
- Dobrze słyszysz nikczemniku! - do gry wkroczył najbardziej pokrzywdzony w tej całej sytuacji Draco- Ty sobie romansowałeś z Granger, a ja musiałem znosić tych kretynów!
- Ty tu jesteś kretynem, kretynie! - warknął Ronald.
- Sam widzisz - mruknął Dracze do Zabiniego.

I te kłótnie trwały by zapewne kolejną dekadę gdyby nie pewna wykwalifikowana osoba, która śmiała tę farsę przerwać.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 17.08.2013 12:28


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 08.11.2012 20:50
Post #9 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Bardzo wciągający kawałek, można by pomyśleć o zmianie Ronalda na Rona, ta pełna forma nie brzmi naturalnie:) Dobry tekst z tym ratowaniem świata przez trójkę przyjaciółwink2.gif


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 10.11.2012 23:49
Post #10 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Bardzo mi się podoba biggrin.gif Znalazłam tylko dwa i pół błędu, o dziwo wszystko w jednym zdaniu. Mam nadzieję, że się nie obrazisz, jeśli je tu zacytuję? wink2.gif
"Zainspirowany licznymi filmami sadystyczno psycho masochistycznymi, młody Ślizgon zaczął snuć w swojej pokrzywdzonej podświadomości krwiste scenariusze."
Dwa błędy to literówki, zaznaczone na pomarańczowo wink2.gif A ta połówka to za te "krwiste scenariusze". Według mnie lepiej brzmiałoby "krwawe", bo krwiste to mi się kojarzą steki, ale co kto woli wink2.gif

Czekam na kolejną część smile.gif A na wenę łap trochę słodkości -> nutella.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 11.11.2012 19:48
Post #11 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



och rzeczywiście. Czytałam to kilkakrotnie i jakoś nie wyłapałam tych literówek. smile.gif Dzięki, zaraz to poprawię.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 11.11.2012 20:12


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 11.11.2012 23:33
Post #12 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



To świetnie, czekamy na kolejne party wink2.gif


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 13.11.2012 14:00
Post #13 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Uprzedzam, że ta część jest taka sobie. Musiałam jakoś zakończyć ten rozdział, bo rozmach akcji zaczyna się w trzecim. xD Tradycyjnie|: sorry za błędy i miłego czytania.

Cz.2

Powietrze zrobiło się chłodne , a Ron dostrzegł nawet przymrozek obrastający podłogę i ramy chichoczących obrazów.

- Snape - wymamrotał Harry, tępo wpatrując się w nauczyciela, po czym namiętnie ugryzł kawałek pierniczka czując w kościach nadchodzące problemy. A i było, czym się martwić. Otóż obecność Snape'a, nigdy nie zwiastowała nic dobrego. Co gorsza, przynosiła same problemy. Zwłaszcza dla Gryfonów.
- Cóż za bystre spostrzeżenie Potter - zakpił mistrz Eliksirów obrzucając każdego morderczym spojrzeniem. - Minus 10 punktów za kretynizm Potter - dodał chwile później, zaszczycając Harrego spojrzeniem pełnym pogardy.
Hermiona poczuła ukłucie w żołądku. Nie potrafiła stwierdzić czy spowodowane jest to obecnością Snape'a, czy może wynikało to z głodu. Z ukosa spojrzała na Zabiniego. Ślizgon miał nietęga minę, wzrok trochę mętny i sam wydawał się być zaskoczony przebiegiem akcji.
- Może ktoś - zaczął Książę Śliskiej Fryzury - byłby tak łaskawy wyjaśnić mi, co tu się wyczynia?

Jak można było się spodziewać odpowiedziała mu cisza. Gryfoni. jako że są ludźmi honoru zacisnęli mocno zęby i wywalili oczy ku górze.
- Widzę, że nie ma chętnych - skwitował krótko, po czym z szybkością pantery odwrócił się w stronę blondyna. - Draco?
Malfoy, który jako jedyny wydawał się być w pełni opanowany, stał kilka kroków od grupki Gryfonów i z uśmiechem mordercy psychopaty zaczął zbliżać się do profesora.
No to jesteśmy w dupie - jęknęła w duszy Ginny zaciskając mocno swoje małe dłonie w pięści. W pełni przekonana, że Malfoy zaraz zacznie opowiadać każdy szczegół swojego "rzekomego uprowadzenia" cicho westchnęła czując nadchodzącą klęskę. Najpierw minus 100 punktów (jak nie wydalenie), później niekończący się szlaban… no i oczywiście przyznanie się do błędu. Jak wynikło, Draco rzeczywiście nie miał nic wspólnego z zagięciem, Hermiony i tylko ich głupota podkusiła do tego by porwać Malfoya i oskarżać go o coś, o czym nie miał zielonego pojęcia. Zrobiło jej się wstyd, trochę żałowała, że potraktowała blondyna tak szorstko i ostro. Nie wiedziała, co chciała przez to osiągnąć. Pokazać, że jest dla niej nikim? Że ją nie zranił? Że…
- Z miłą chęcią - powiedział niemal śpiewającym tonem, po czym wbił na chwilę swój triumfalny wzrok w przybitą Ginny.
- Mamy pewien problem - zaczął nadal trzymając Gryfonów w napięciu. Wyprostował się ukazując swoją potężną posturę po czy westchnął - Otóż nasz szkolny Geniusz Umysłu - zaśmiał się wyciągając przy tym ręce z kieszeni - dla niewtajemniczonych, Potter . W akcje namiętności i prawdopodobnie niezaspokojenia seksualnego bądź emocjonalnych zaburzeń na tle erotycznym, - tu urwał robiąc bardzo poważną minę - nie chcę wnikać, rzucił się na moją jakże skromną, ale i niewyobrażalnie przystojną osóbkę w zamiarach nieczystych i lubieżnych.
- Raczysz kpić Draco? - przerwał mu zbulwersowany profesor.
- Ależ bym nie śmiał! - zaprotestował młody Ślizgon wyciągając dłonie w akcie obronnym. - Proszę słuchać dalej bo tu robi się ciekawiej, No i tenże zuchwały osobnik zaczął rozpinać mi…
- KONIEC - krzyknął Królewicz Idealnego Poślizgu po czym warknął - Dość, wynocha mi stąd. Precz nic nie warte, bezmózgie kreatury! - odwrócił się na pięcie, a chwile później pofrunęła za nim jego mroczna, czarna, przerażająca a nawet mrożąca krew w żyłach peleryna. Wszyscy wydali z siebie ciche wooow będąc pod wrażeniem tego niesamowitego wydarzenia. - Odejmuje każdemu po 10 punktów! Rozejść się. - i zniknął w ciemności równie szybko jak się z niej poprzednio wyłonił.
Grupka Gryfonów niemo wpatrywała się w blondyna, który właśnie ogarniał kosmyk włosów z czoła. Ron stwierdził, iż Malfoy nie wygadał się tylko, dlatego, że sam szykuje coś równie obrzydliwego jak Snape. Harry wydawał się być mało zainteresowany tą cała sytuacja, dlatego nie zaprzątał sobie głowy zbędnymi myślami. Tylko Ginny poczuła uścisk w gardle, a jej oddech stał się chaotyczny. Czy Draco właśnie, uchronił ich przed gniewem Snape'a? Jakie ma w tym intencje? Poczuła zmęczenie i żal do samej siebie.
- Mionka, do jutrzejszych igraszek! - zaśpiewał Zabini mrugając zawadiacko do niej okiem. Hermiona postukała się palcem w czoło, po czym zbulwersowana, zła, głodna, zmęczona i przede wszystkim nieprzygotowana na jutrzejsze lekcje, ruszyła w stronę grupki rozgadanych Gryfonów. Zanim ktokolwiek zaczął zadawać jej pytania Hermiona mruknęła pod nosem żeby wcześniej wrócić do pokoju to im wszystko opowie. Co w jej zamiarach tłumaczyło się szybkim prysznicem i schowaniem się pod pościelą. Prawda jest taka, że ustalili razem z Zabinim wspólną wersję wydarzeń, ale naprawdę nie miała teraz ochoty przed nikim się tłumaczyć.
- M - Mionka? - powtórzył z obłędem w oczach Malfoy.
Zanim Zabini cokolwiek mu odpowiedział, spojrzał na niego znacząco kiwając głową w przód. Draco ze zmieszaną miną odwrócił się i zobaczył przed sobą Ginny, która wyglądała jak siedem nieszczęść. Spojrzał jej prosto w oczy, z obojętnym wyrazem twarzy. Zawsze tak na nią patrzył. Ginny tak bardzo pragnęła, aby uwolnił jakikolwiek uczucie pokazał, że jest wściekły, niż jeżeli traktował ją jak powietrze.
- Draco, ja - zaczęła zatopiona w jego zimnym spojrzeniu, poczuła rozdzierające się stare rany, które miały ze sobą tyle bolesnych wspomnień. - Ja przepra…
- Wracaj do pokoju - przerwał chłodnym tonem, perfidnie odwracając się do niej plecami. Ginny poczuła jakby dostała w policzek, albo co najmniej ktoś napluł jej w twarz. Oczy zalały się gorzkimi łzami sprawiając, że obraz zaczął powoli się rozmazywać. Zacisnęła mocno zęby. Chciała coś powiedzieć. Wykrzyczeć mu do ucha, jakim jest draniem, ale nie dała rady. Odwróciła się i szybko pobiegła w stronę Wspólnego Pokoju starając się powstrzymać potok łez.
- Jak zawsze, milusi i słodziusi - mlasnął Zabini

*
Hermiona rzuciła się na kanapę czując przeszywający ból każdego centymetra swojego ciała. Syknęła pod nosem rozmasowując delikatnie skronie. Harry wykradł z kuchni kilka ciasteczek cynamonowych, dlatego Granger na ich zapach zareagowała jak rekin ludojad. Ron wręczył jej kubeczek z ciepłą herbatą, czekając z niecierpliwością na wytłumaczenia przyjaciółki.
- To prawda, że uprowadziliście Malfoya? - zapytała trochę niepewnie upijając łyk ciepłego napoju. Mając mętny wzrok dostrzegła przygarbioną sylwetkę Ginny, która na chwile zatrzymała się w miejscu, po czym ruszyła w stronę dormitoriom dziewczyn. Hermiona wzruszyła ramionami i spojrzała na swoich przyjaciół.
- No prawda - mruknął Ron widząc jak Hermiona nabiera głośno powietrza do płuc - Ale Hermi tylko się nie denerwuj, my to zrobiliśmy dla twojego dobra. - dodał szybko gestykulując dłońmi. Harry przesłał mu minę "A nie mówiłem", po czym wyrzekł się jakiejkolwiek współpracy podczas tego porwania. Gryfonka miała wygłosić im długą litanię na temat uprowadzania i łamania wszelkich zakazów zagrażających ich dalszej edukacji w Hogwarcie, ale zamiast tego przeciągnęła się leniwie na kanapie i ziewnęła.
- Co robiłaś z Zabinim? - Hermiona wiedziała, że wcześniej czy później to pytanie padnie i będzie się trzeba z nim należycie uporać.
- W sumie to nic - mruknęła cicho machając dłonią do Harego aby ten podał jej kolejne ciasteczko. W pewnej chwili miała nawet ochotę powiedzieć im prawdę, w końcu nigdy nie miała przed swoimi przyjaciółmi żadnych tajemnic. Jednak szybko tę myśl odrzuciła. Nie miała siły słuchać krzyków Rona jaka to z niej zepsuta przyjaciółka, która nosi się z wrogiem po korytarzach( co nie było z jej winy).
- Nic?! - uniósł się Ron podnosząc godnie swe cztery litery. - chcesz mi powiedzieć, że przez tyle czasu robiliście… nic? Chyba nie myślisz, że w to uwierzymy!
Dziewczyna ze spokojem przeżuła ciastko, po czym powoli upiła łyk ciepłej herbaty. Chrząknęła pod nosem i obrzuciła Ronalda twardym, zdecydowanym spojrzeniem.
- Ale to prawda, McGonagall wlepiła nam szlaban za "zaburzanie porządku na korytarzach". - starała się mówić przekonująco - myślisz, że chciałam siedzieć z … z tym… wstrętnym… Ślizgonem tyle czasu? - i chociaż Hermiona nie uważała Zabiniego za "wstrętnego Ślizgona" to musiała użyć dobitnych wyrazów, aby Ron zakodował wszystko prawidłowo.
- Znowu Cię przezywał?! - krzyknął podnosząc zaciśniętą pięść na wysokość swojej czerwonej twarzy - Jak spotkam tego gnojka to..
- Oj Ron wiesz, że to nic nie zmieni - przerwała starając się zachować obojętność - Zresztą, to była nasza pierwsza sprzeczka w tym roku. Za która, mnie przeprosił. Nie rób z igły widły - Hermiona rzeczywiście w tym roku nie miała okazji posprzeczać się z jakimkolwiek Ślizgonem. Nawet Malfoy wydawał się być nieobecny i jakoś mniej się kwapił do wyzywania jej, niż jeżeli robił to w ubiegłych latach.
- Idę się wykąpać i spanko - wstała rozmasowując kark. - Do jutra kochani - poklepała Harrego i Rona po ramieniu, chwile później ulatniając się z pokoju.

Obaj delikwenci siedzieli przy kominku i intensywnie o czymś myśleli. No przynajmniej Ron myślał o czymś bardziej ambitnym, niż jeżeli Harry.
- Nie uważasz, że to podejrzane - stwierdził Ronald Weasley ssąc kciuk.
- Co masz naaaaa myśli? - ziewnął Harry wpatrując się w martwy punkt na ścianie.
- A to - zaczął mrużąc oczy - że uknuty jest spisek. I pewien jestem, że Malfoy maczał w tym swoje wstrętne paluchy!
Harry świadomy był, że każdy Gryfon, a szczególnie jego przyjaciel jest wyczulony na Malfoya w każdy możliwy sposób, dlatego nawet nie próbował wdrażać się w głębszą dyskusję.
- Czy ja wiem - zaczął znudzonym tonem - sam widziałeś, że Malfoy o niczym nie wiedział.
- Wiedział, nie wiedział - pisnął Ron - Jest Malfoy są kłopoty.
I z tym stwierdzeniem Harry niestety musiał się zgodzić.
- Robisz widły z igły. - Zbagatelizował otwierając Proroka Codziennego.
- Jestem pewien prawie w stu procentach- mruknął bardziej mrużąc swoje oczy - że źle to powiedziałeś…

Slytherin.

- Gatki Snape'a - wypowiedział hasło Zabini i razem z Draco weszli do Pokoju Wspólnego gdzie po zrobieniu kilka kroków stanęli w miejscu z wywalonymi oczami. Millicenta, która siedziała naprzeciw Malcolma Buddock'a, uśmiechnęła się do niego zawadiacko, po czym oboje z szybkością światła zaczęli wypróżniać kieliszki znajdujące się na stole. Obok nich stał Crabbe trzymając w ustach niebieski gwizdek i bacznie obserwując ten wyścig alkoholowy ( sam znajdował się w stanie nieokreślonym). Panna Greengrass stała za barkiem i energicznie polewała szoty do kieliszków od czasu do czasu żonglując drinkami. Jej młodsza siostra, której twarz było lekko zarumieniona ( prawdopodobnie spowodowane było to wcześniejszymi zalotami pewnego chłopca) siedziała razem z Tracey Davis i nieustanie o czymś chichotały. Punktem kulminacyjnym byli rzecz jasna Pansy i Goyle, którzy mianowali się gospodarzami całej imprezy. Goyle rzucał swoimi "śmiesznymi" dowcipami odruchowo poprawiając sobie profesorskie okularki. Zaś Ślizgonka miała zawieszony na ubraniu biały koronkowy fartuszek, a w prawej ręce trzymała tacę z drinkami i kieliszkami. Na widok Dracona i Zabiniego ruszyła w ich stronę chwiejnym krokiem.
- Ludu mój ludu - pisnęła będąc już obok nich - A kogóż to do nas przywiało! Jaśnie paniczów! Zapraszamy, uczta syta! A i dziewuchy dorodne do wydania mamy! - wyrecytowała śpiewająco podając drinka Zabiniemu i kieliszek z wódką Dracze.
Blaise podniósł ręce ku górze i w duchu dziękował siłą najwyższym za Slytherin i Parkinson.
- Moja kochana słodziutka - zaczął miękkim głosem Blaise całując dłoń Pansy - Zawsze pomyśli o biednym, spragnionym Zabinim. - Dziewczyna wybuchła donośnym śmiechem upijając swojego drinka. Draco z tym samym obłędem w oczach, co poprzednio, jednym łykiem wypił kieliszek z wódką ni krzty się nie krzywiąc, po czym mechanicznym ruchem robota mściciela skierował się do swojego pokoju.
- A cóż to się stało, że naszego Malfoya tak pogniewało? - zadumała Pansy śledząc wzrokiem blondyna. Blaise machnął ręką i skwitował: - Taki typ
Chociaż Draco Malfoy rzadko odmawiał libacji alkoholowy tym razem postanowił sobie odpuścić. Czuł nawet na sobie wzrok Astori, ale kiedy obrzucił ją swoim spojrzeniem ( zapewne nie świadomy, że ma obłęd psychopaty w oczach), dziewczyna szybko się speszyła zagadując Tracey. "A to ciekawe" pomyślał rozbawiony w duchu, po czym wyciągnął dłoń w stronę drzwi do swojego luksusowego, prywatnego dormitorium mając w zamiarach spokojny sen. Niestety niedane było mu wejść gdyż rozległ się krzyk Pansy.
- Stać mi tu proszę! - wepchnęła tacę Zabiniemu, po czym zamknęła oczy spuszczając głowę w dół, a prawą dłoń wyciągnęła w przód. Ta poza była, co najmniej… intrygująca. - Goyle, pogłośnij. - rozkazała, a na twarzy pokazał jej się tajemniczy uśmieszek - Zapewne drogi Draconie nie dane ci było usłyszeć najnowszy hit muzyczny tego roku!
Draco nie był w stanie nic odpowiedzieć. Odwrócił się w jej stronę z miną człowieka obdartego ze skóry. I chociaż blondyn świadomy był, że Pansy pod wpływem alkoholu zaczyna mówić językiem średniowiecznym i co najmniej niepokojącym, tym razem zaskoczyła go dobitnie. Rozległa się muzyka ( od autora: coś w stylu naszego dico polo haha xD) i zaczęła ruszać rytmicznie nogą.
- O niee…moja kochanaaa - zaczęła śpiewać pokazując na twarzy swój ból istnienia. Wszyscy zwrócili się w jej stronę, a nawet barmanka napiła się z podmiecenia szota. - dziewczynooo, dziewczynooo, to już koniec, nie kocham cię, musisz wiedzieć, że moją miłością nową jest….. BAZILISZEK O IMIENU JACK! - tutaj wszyscy wstali, i śpiewali razem z Pansy. Millicenta zaczęła robić piruety z Malcolmem, a Goyle zaprezentował swój nowoczesny taniec brzucha. - nanana zakochałem się nanana w Bazyliszku o imieniu JACK! W Bazyliszku o imieniu Jack nanana w Bazyliszku o imieniu JACK nanana NA Na!
Draco z niebywałą szybkością zabarykadował się za drzwiami swojego dormitorium i ciężko dysząc oparł się o drzwi. Miał dość niespodzianek na dzisiejszy dzień, którego zakończenie było bardzo… ciekawe. Rzucił się na łóżko, słysząc jeszcze śpiew rozwydrzonych Ślizgonów " w Bazyliszku o imieniu Jack". Gwałtownym ruchem przykrył głowę poduszką i zamknął swoje zmęczone powieki. Mimo, że rzucił zaklęcie wyciszające na pokój, udało mu się zasnąć dopiero nad ranem.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 24.12.2012 11:56


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 13.11.2012 21:41
Post #14 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Coraz bardziej intryguje mnie to opowiadanie wink2.gif Jak na razie jest inne, niż wcześniej przeze mnie czytane, a to bardzo dobrze, bo mam już dosyć ciągle tych samych pomysłów smile.gif W którymś momencie rzuciły mi się w oczy przecinki, ale jestem dzisiaj tak zmęczona, że nawet nie chce mi się ich szukać wink2.gif

Oby tak dalej, czekam na kolejny rozdział smile.gif A na wenę łap nutellę - nutella.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 14.11.2012 11:46
Post #15 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Bazyliszek o imieniu Hack, kocham Cię! biggrin.gif Naprawdę to jest jeden z fajniejszych ff jakie czytałem, dobra partia Rona i Harry;ego, Ślizgoni świetnei pokazani, duzo humoru brawo!:)


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 17.11.2012 16:58
Post #16 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



A dziękuje Wam bardzo . ;p To miło słyszeć, że się podoba.


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 18.11.2012 02:12
Post #17 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Witajcie kochani. Nie jestem najlepsza w opisówkach, no ale wyszło jak wyszło. Miłego czytania.

Rozdział trzeci.
Znowu Razem

Cz 1

Dzień zapowiadał się być przyjemny. Słońce wypuściło swoje pierwsze promienie, niebo przybrało koloru jasnego błękitu, a krajobraz wypełniła różnorodność zieleni. Hermiona być może zachwycałaby się tą nieskazitelną panoramą, gdyby nie ciekawy poranek, który dany był jej przeżyć.
Gryfonka, powoli się rozbudzając, poczuła jak do jej nozdrzy dostaje się przyjemny męski zapach. Twarz wykrzywiła w błogim uśmiechu. Zaiste, było jej niebywale przyjemnie i miło. Pewna była, że zapach ten znała, ale będąc nadal zaspaną, odurzoną i zadziwiająco ociężałą, nie kwapiła się do główkowania na ten temat. Jeszcze się zdrzemnie a później… Chwila, chwila… męski zapach?! W jej łóżku?? W dormitorium dziewczyn? Gryfonka otworzyła gwałtownie oczy, jakby obudziła się z koszmaru, po czym z przerażeniem wpatrzyła się w szafkę stojąca obok łóżka. Zmarszczyła mocno brwi starając się wstrzymać napływający natłok myśli. Z pełną determinacją zamknęła ponownie oczy, aby po chwili je otworzyć. Znowu nieznana szafka. Szybko przeniosła się do pozycji siedzącej, tępo wpatrując się w białą ścianę. A pewna była, że widzi tę ścianę po raz pierwszy w życiu. Przekonana, że znajduje się w sennym amoku, zsunęła białą satynową pościel i stoczyła się powoli z łóżka. Bardzo wielkiego łóżka. Skrzywiła się czując jak ciało ma całe napięte i zesztywniałe. Mocno się przeciągnęła zahaczając dłonią o nagi brzuch. Nagi brzuch? Co się stało z jej piżamą? Dziewczyna mechanicznie spuściła wzrok na swoją klatkę piersiowa i cicho pisnęła.
Z… zniknęły! - Wydukała w myślach głucho łapiąc się za sutki. -Zniknęły całkowicie! Przeżywając największy szok w życiu zachwiała się lekko na nogach dotknięta tym, że zawsze coś takiego tylko jej się przytrafia. Kiedy już znalazła równowagę, zsunęła wzrok w stronę brzucha. Kolejny policzek prosto w twarz. Przejechała palcami po włoskach okalających pępek ( lekko się przy tym wzdrygając), po czym dźgnęła palcem wskazującym w jednego z twardych mięśni. Chwile zadumała, kiedy to miała czas wyrobić sobie taką klatę, ale szybko pokręciła głową przekonana, że to co się dzieje jest przecież nierealne. Ze strachem jej wzrok prześliznął się jeszcze niżej, perfidnie zatrzymując się na nogach. Hermiona zatkała usta dłońmi, wydając z siebie głuchy dźwięk.
Jak? K… kiedy? - pytała siebie w duchu dotykając czarnych loczków na nogach. Nie no, to już zupełnie nie może być prawdą! Przecież przez jedną noc nie mogła zmienić się w goryla! Z rozpaczą w oczach ujrzała uchylone drzwi. Potykając się o stopy, gwałtownie je otworzyła i z ulgą stwierdziła, że to łazienka. Starając się podnieść na duchu, zmotywowana wykrzywiła usta w uśmiech. Pocieszyła się historią Harrego, który opowiadał jej kiedyś o swoim niepokojącym śnie. Mianowicie Harry był transwestytą, który jako pierwszy z odmieńców miał wylądować na kosmosie. Hermiona zastanowiła się przez chwile, czy to możliwe, aby jej się coś podobnego teraz śniło.
Nie świruj, nie świruj
Hermiona nigdy by nie przypuszczała, że aż tak bardzo może nie znać swojego ciała. Przynajmniej włosy są w porządku - zdopingowała się, po czym sięgnęła dłonią w stronę głowy. Jedynie, co tam wymacała, to puszystą czuprynę sięgającą zaledwie do czubku uszu. Z oczami wielkości planet spojrzała w lustro opierając się dłońmi o wierzch śliskiej umywalki. Serce podeszło jej do gardła. Trwała tak chwile w ciszy, po czym wydała z siebie bardzo krótki jazgot. W panice gwałtownie przykucnęła. Nie kontrolując swoich odruchów weszła pod umywalkę zakrywając głowę białym ręcznikiem. W ciszy panującej w pomieszczeniu słychać było jedynie nieregularny i płytki oddech dziewczyny. Usilnie starała się uspokoić, histerycznie śmiejąc się w duchu, że to jakiś pokręcony koszmar i zaraz się niego obudzi( tak bardzo się myliła). Policzyła do dziesięciu, po czym niepewnie wysunęła się spod umywalki wyprostowując się do pozycji pionowej. Powoli wręcz powolutku odkrywała głowę powtarzając w myślach "to tylko sen, tylko sen". W końcu gwałtownie szarpnęła za ręcznik i ku jej zdziwieniu… odbicie nie zmieniło się ni krzty. Tym razem już będąc całkowicie wyprowadzoną z równowagi krzyknęła histerycznie i tak krzyczała i krzyczała…
Puk Puk. DUM DUM (walenie walenie)
- Raczysz przestać drzeć mordę z rana, kretynie?! - Usłyszała kobiecy ochrypły głos dobiegający zza drzwi. Hermiona, która już była wystarczająco przestraszona i przerażona, nie była wstanie nic odpowiedzieć może i dlatego że wciąż nie przestawała krzyczeć. Dziewczyna skuliła się pod umywalką, desperacko wpychając ręcznik do ust, aby uciszyć swoje niekontrolowane jęki. Przez chwile zastygła w bezruchu mocno zaciskając palce na ręczniku. Zagryzła dolną wargę czując jak kilka łez skapuje jej z brody.

Kolejna próba. To samo odbicie. Krzyk. Ucieczka pod umywalkę. I tak, co kilka chwil.

Będąc już wystarczająco zmęczoną i spoconą, Hermiona mając wciąż wilgotne oczy, niezgrabnie się wyprostowała przyglądając się dłużej swojemu odbiciu. Niepewnie przejechała dłonią po swojej pociągłej twarzy, dokładnie analizując każdy jej centymetr. Czują, że zaraz zwariuje, (jeśli już to się nie stało) gwałtownie oddaliła dłoń od twarzy jakby została oparzona, po czym z miną poszczutego psem człowieka, pobiegła prosto do łóżka zakrywając się kołdrą.



*

Zabini Blaise po wczorajszych baletach zapewne przespałby pół dnia mając w planach olanie wszystkich szkolnych zajęć (tak zazwyczaj robił po nocnych libacjach alkoholowych). Jego nieprzyzwoite zamysły ziściłyby się, gdyby nie straszliwie skrzeczący głos, który zaczął wrzeszczeć mu nad uchem.
- WSTAWAJ! WSTAWAJ! WSTAWAJ! WSTAWAJ!
Przeklną cicho pod nosem leniwie zwalając z półki magiczny budzik, po czym znowu zapadł w sen.
- No też mi coś! - prychnął budzik turlając się po podłodze - Rzucać się zachciało?! Tak mnie traktujesz?! WSTAAAAAAAAWAJ! WSTAAAAAAAAAWAJ!
Zabini otworzył swoje zaspane oczy mając na twarzy chęć popełnienia na kimś mordu. Zacisnął mocno wargi i pochylił się podnosząc miotający budzik na wysokość swojej skrzywionej twarzy.
Co jest do cholery?! - Pomyślał poirytowany, energicznie potrząsając urządzeniem.
- OSZLAAAAŁAŚ! - zawył piskliwie głos - ZOSTAW MNIE! ZOSTAW MNIE!
Blaise zmarszczył brwi zastanawiając się, kto też mógł mu zrobić taki kawał z rana. Przyszedł mu do głowy Malfoy, z którym jeszcze nie miał okazji porozmawiać o wczorajszych wydarzeniach. A pewien był, że urazę do niego chowa.
- Dzień dobry - wytrącił go z rozmyśleń delikatny głosik. Podciągnął się do pozycji siedzącej wypuszczając budzik z dłoni, po czym namierzył wzrokiem osobę stojąca do niego plecami. - Widzę, że ciężki poranek. Mogłabyś? - zapytała trzymając dłonie za koniuszki stanika.
Blaise poczuł ogarniający go niepokój. Dopiero teraz zwrócił uwagę na pomieszczenie, w którym się znajduje. Zdecydowanie nie było to jego dormitorium. Nie dając się jednak prosić dziewczynie ( no jakże by mógł?), zwlókł się z łóżka i podszedł do jej pleców. Z dziarskim uśmieszkiem wziął w dłonie końce od stanika i delikatnie go zapiął. Czyżby w nocy aż tak zaszalał?
- Dzięki - odwróciła się z promiennym uśmiechem jak się okazało była to Lewander Brown, która zaczęła z zaciekawieniem przyglądać się Zabiniemu.
- Wszystko w porządku Hemiono? Masz straszne worki po oczami. - Zabini słuchał jednym uchem to, co Gryfonka mówi, bardziej skupił swoją uwagę na jej dekolcie. Trwał tak chwilę w rozkoszy, kiedy spojrzał obłąkanie w twarz dziewczyny.
- Harmiono? - powtórzył słysząc swój cienki głos. Wziął w palce pasemko kręconych włosów przyglądając się mu zezowatym wzrokiem. Wykrzywił usta wypuszczając z dłoni loczki, po czym podbiegł do lusterka znajdującego się na stoliku. Z ust wydobył mu się piskliwy jazgot!
- Grnager?! - krzyknął szczypiąc się za policzki. Zdezorientowany okręcił się wokół własnej osi przyglądając się wszystkiemu, co go otaczało.
- yyyy Hermi? Coś się stało? - zaczęła pytać Lewander zakładając pomarańczową bluzkę.
Zabini miał zamiar krzyknąć, że nie jest żadną Hermi, i że owszem bardzo dużo się stało, ale zamiast tego sięgnął po trampki znajdujące się obok łóżka i szybko wsunął je na stopy. Spuścił głowę przyglądając się dwóm wypukleniom przez szarą koszulkę oraz krótkim różowym spodenkom w misie, które miał na sobie. Prychnął pod nosem nerwowo otwierając drzwi od dormitorium. Sięgnął jeszcze dłonią po niebieską apaszkę, wisząca na drzwiach szafki, po czym zakrył nią włosy i wybiegł.

Szybkim truchtem szedł przez korytarz Hogwartu czując na sobie wzrok nielicznych uczniów, którzy już powstawali ze swoich łóżek. Kilka razy z nerwów potknął się o własne stopy, nie oszczędzają przekleństw wypowiedzianych pod różnymi adresami. Co to do cholery ma znaczyć? Czemu jest Granger?! I kto śmiał wywinąć mu taki kawał?! Pytał się w duchu mocno zaciskając dłonie za końce apaszki.
- Gatki Snape'a- mruknął chwile później wchodząc do pokoju wspólnego Slytherinu. To, co tam zastał o mało nie wywołało u niego omdlenia. Kieliszki i puste butelki po alkoholach były niemal wszędzie. Na podłodze, kanapach, stoliku a nawet na żyrandolu. Crabbe leżał pod stołem cały umazany w czymś czerwonym ( swoją droga Zabini zastanawiał się co to do cholery może być?), Goyle kimał w fotelu luźno trzymając w zwisającej dłoni swoje słynne okulary, Millicenta i Malcolm spali w dwuznacznej pozycji na kanapie zaś Pansy… Pansy właśnie zbliżała się w jego stronę ze wzrokiem narkomana na głodzie.
- Granger! - chciała powiedzieć bardziej dobitnie, ale Sahara panująca w jej gardle stanowczo jej na to nie pozwoliła. - Zgubiłaś drogę do swojej ciasnej norki z lwiątkami? - Zmierzyła ją od stóp do głowy zatrzymując wzrok na jej różowych spodenkach - A może przyszłaś tu w celach… zarobkowych? - zaśmiała się z własnego dowcipu, po czym szybko obrzuciła Zabiniego morderczym spojrzeniem.
- Pansy - wyjąkał Blaise i bez zastanowienia objął dziewczynę z całych sił. Ślizgonka wywaliła oczy jakby zaraz jej miały wyjść, po czym pisnęła oddalając się kilka kroków od niego.
- Słuchaj Granger - zaczęła mocno zaniepokojona - jeśli rzeczywiście przyszłaś tu w celach em..zarobkowych, to wiedz, że nie jestem zainteresowana. - Założyła dłonie na piersi i kiwnęła głową w stronę stołu - Spróbuj u Crabba, raczej będzie chętny albo…
- Czekaj, czekaj - przerwał Zabini machając dłońmi. A więc Pansy nie była zamieszana w ten cały przekręt z Granger. Musi zachować pozory, przynajmniej teraz. - Jestem u siebie? - szybko przeklną w myślach własny geniusz, po czym zaczął znowu - to znaczy… czy… czy Zabini jest u siebie?
Pansy podejrzliwie uniosła jedną brew w górę i uśmiechnęła się szyderczo pod nosem.
- Widzę Granger, że tykasz tylko towar z najwyżej pułki, he? - zaśmiała się, ale szybko przestała czując jak mózg zaczyna jej się rozlewać na boki. Cholerny kac! - Jest, ale na twoim miejscu bym do niego nie szła.
Zabini obrzucił Ślizgonkę pytającym spojrzeniem. Pansy miała wielką ochotę podrażnić dłużej swojego gościa, ale niestety stan fizyczny jej na to nie pozwalał.
- To znaczy?
- A to, że drze mordę od rana. Nie wiem, co tam się dzieje i szczerze to nie wiem czy chce wiedzieć. Lepiej się tu nie panosz tak Granger, bo może Ci się stać krzywda. - zarechotała idąc w przeciwną stronę, Zabini usłyszał chwile później jak Ślizgonka krztusi się głośno wdychając powietrze.
Blaise zmrużył oczy r, po czym zacisnął mocno dłoń na klamce od swojego dormitorium.
Wbiegł do pokoju zatrzymując się kilka kroków od łóżka. Na tymże wielkim królewskim łożu ktoś siedział przykryty cały kołdrą i głośno szlochał. Blaise zrobił kilka kroków w przód będąc coraz bliżej swojego posłania. Zacisnął powoli (nie)swoją dłoń na pościeli po czym za jednym zamachem szarpnął za tkaninę tak, że opadła na podłogę.
Hermiona przestała szlochać i zaczęła siorbać nosem przecierając dłonią wilgotne i poczerwieniałe oczy. Podniosła powoli głowę i spojrzała na postać stojącą obok. Zapanowała cisza. Zabiniemu zsunęła się apaszka z głowy. Oboje znajdujących się w pokoju patrzyli na siebie zszokowani i przerażeni mając wciąż otwarte usta ze zdumienia. Dopiero po niecałej minucie Hermiona zaczęła przeraźliwie krzyczeć uderzając pięściami w materac. Blaise, aby nie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń innych Ślizgonów ( Pansy wystarczała) szybkim ruchem zatkał jej usta dłonią.
- Na litość boską, Granger! - wydukał nadal nieprzyzwyczajony do swojego nowego głosu - Opanuj się, proszę! To ja Zabini.
Hermiona spojrzała na niego obłąkanym wzrokiem nerwowo wdychając i wydychając powietrze z nosa. Kiwnęła niepewnie głową starając się uspokoić oddech. Blaise powoli oddalił dłoń wyczekująco się wpatrując ( szczerze mówiąc w swoją twarz).
- Możesz mi wytłumaczyć - zaczęła nadal drżącym głosem - co to wszystko ma oznaczać?
Zabini sam chciał się tego dowiedzieć, dlatego zdziwiło go pytanie Gryfonki ( Ślizgonki?).
- Myślałem, że TY mi powiesz!.
- Ja?!! - pisnęła wstając z łóżka i mając przy tym dziwne uczucie wydzierać się na swoją twarz - Niby skąd mam to wiedzieć?! Budzę się, w jakiś… negliżu, patrzę w lustro a tu WYOBRAŹ SOBIE TWOJA MORDA ZABINI!- zaczęła piszczeć nie kontrolując swoich emocji.
- Tylko nie morda! - powiedział ostrzegawczo. - Dobra, dobra, nie kłóćmy się a lepiej zastanówmy. Jak do tego mogło dojść?
Hermiona usiadła na końcu łóżka ciężko wzdychając. Odchyliła głowę do góry i wpatrzyła się tępo w biały sufit.
- Jakieś sugestie? - prychnęła.
- A i owszem Granger - odpowiedział Zabini chodząc po pokoju - w przeciwieństwie do CIEBIE, ja zdążyłem już coś wydedukować.
- Mógłbyś mnie oświecić? Bo nie nadążam za twoim GENIUSZEM.
- Eliksir wielosokowy. Mówi ci to coś?
Hemriona chwile zadumała, po czym gorzko się roześmiała opadając bezradnie na łóżko.
- Wykluczone - skwitowała krótko.
- Bo?
- Booo - powtórzyła z przekąsem - jak zdążyłeś zauważyć, nie pozamienialiśmy się ciałami ale UMYSŁAMI. Gdyby to był eliksir wielosokowy, to obudzilibyśmy się we własnych dormitoriach.
Blaise momentalnie przygasł, siadając obok Hemriony. Miała racje, niestety.
- To wymyśl coś, w końcu jesteś w tym najlepsza.
Dziewczyna oparła się na ramionach i obrzuciła Zabiniego wścibskim spojrzeniem.
- A jak myślisz, co robię? - odszczeknęła - Niestety trudno mi się teraz skupić…
- Aż tak Cię rozprasza moje gorące ciałko? - zarzucił zalotne spojrzenie.
- Ha. Ha. Ha. - zaśmiała się sucho - Raczej twój żołądek. Nie wiem, kiedy ostatnio jadłeś, ale jak zaraz czegoś nie skonsumuje to padnę tutaj trupem.
Zabini sam poczuł ogarniający go głód. Dlatego aby nie przeciągać sprawy wpadł (jego zdaniem) na genialny pomysł.
- Dobra Mionka - wstał z łóżka biorąc sprawy w swoje ręce - Zrobimy tak: Zejdziemy na śniadanie.
- Zgłupiałeś? - przerwała spanikowana.
- Nie szalej - uspokoił ją wciągając pokojowo dłoń przed siebie - jak powiedziałem, zjedziemy na śniadanie. Musimy do tego czasu zachować pozory. Ubierz się będę czekać przed wielką salą.
- Pozory? To są te twoje pozory?! - powiedziała przez zęby wskazując na różowe spodenki - Coś ty sobie myślał przychodząc tutaj tak ubranym?!
Zabini zrobił przepraszająca minę. Może i rzeczywiście nie powinien wychodzić w tych różowych (jego zdaniem słodkich) spodenkach w misie, ale był w zbyt wielkim szoku aby o tym w tedy myśleć.
- Dlatego - odpowiedział spokojnie- pójdę się teraz przebrać, tobie też to radzę. Będę czekał przed Wielką Salą. - i zaczął kierować się w stronę wyjścia.
- Czekaj - pisnęła za nim Hermiona lekko zawstydzonym głosem. - Bo.. bo wiesz, chce mi się siku.
- Siku? - powtórzył sztywno, odwracając się w jej stronę. - Po Prost Zrób to, nie będzie… tak źle. - starał się przekonać samego siebie, chociaż w głębi duszy wiedział jak to się skończy.
- No… no dobra. - wydukała zawstydzona i powoli ruszyła do łazienki. Zabini stał tak jeszcze chwile wyczekując na reakcję Hermiony. w końcu była dziewica, i nie wiadomo jak sobie z obecną sytuacją poradzi.
Cisza.
Cisza.
Cisza.
- AAAAAAAAAAA - usłyszał krzyk dobiegający z łazienki. Blaise przymknął oczy wykrzywiając twarz i sycząc coś pod nosem. Pewnie przeżyła szok- pomyślał wychodząc z dormitorium. No i się nie mylił. Hermiona wyszła przygarbiona z łazienki, mając na twarzy wypisany swój ból istnienia. Z pewnością był to najgorszy poranek jaki dany było jej przeżyć. A to jeszcze nie był koniec.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 26.09.2013 16:38


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Saoirse
post 18.11.2012 14:15
Post #18 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 18.11.2012




Wow. Bardzo mi się podoba to opowiadanie. smile.gif Ciekawy pomysł.
Ostatni rozdział mnie powalił na łopatki. O mało nie pobudziłam całej rodziny, bo zaczęłam się śmiać xD
Jakiż to musiał być szok, kiedy Hermiona musiala iść "siku" biggrin.gif Hahahaha
Czekam ze zniecierpliwieniem na nowy rozdział.
A i błędy!! Literówki i przecinki biggrin.gif
Ale poza tym jest super!
Pozdrawiam i życzę weny . ---> czekolada.gif
Saoirse
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 18.11.2012 18:21
Post #19 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Bardzo bardzo mi się podoba biggrin.gif Jestem ciekawa, jak się to potoczy dalej, więc nie trzymaj nas zbyt długo w niepewności wink2.gif
Błędy, tak jak wspomniała Saoirse, są, ale nie jest tragicznie wink2.gif
Łap krowki.gif na wenę smile.gif

Ten post był edytowany przez Mannolita: 18.11.2012 18:22


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Gorillaz
post 22.11.2012 00:40
Post #20 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 10
Dołączył: 27.06.2012




Bardzo podoba mi się to opowiadanie smile.gif Przezabawne akcje i dużo humoru. Czekam na kolejne rozdziały mam nadzieję że wkrótce je dodasz bo to genialne;p
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 23.11.2012 02:38
Post #21 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Kolejna część. Wyszła jak wyszła, bez szału. Miłego czytania xD
Ps: Podziękowania Dla Saoirse za betowanie! smile.gif


Cz2

Jak pech to pech - podsumował Blaise stojąc już jakiś czas przed Obrazem Grubej Damy. Objął dłońmi ramiona i wzrokiem seryjnego zabójcy obserwował puszystą kobietę. Jak do cholery mógł zapomnieć zapytać się Hermiony o coś takiego jak hasło? Bąknął coś pod nosem z niezadowolenia, po czym zagryzł mocno wargi przymrużając z irytacji swoje oczy.
- Przecież mnie znasz - oburzył się.
- Może znam, może nie znam - odwarknęła wścibsko - bez hasła nie wejdziesz.
Z ust Zabiniego po raz setny tego dnia wydobyło się pasmo przekleństw, na co Gruba Dama fuknęła robiąc obrażoną minę.
- Miałam nosa, co do ciebie - odezwała się z pogardą - wiedziałam, że nie jesteś taka niewinna jak wszyscy myślą!
- O! A jednak mnie kojarzysz, co? - Krzyknął machając w powietrzu dłońmi - Obraz ze 160 kilowym babsztylem będzie mi teraz prawił kazania.
- Ty bezczelna dziewucho! - Zapiszczała cieniutkim głosem Gruba Dama machając głową w boki tak, że obrośnięte tłuszczykiem policzki zaczęły zabawnie podskakiwać w górę i w dół. Blaise wykrzywił twarz z niesmakiem zastanawiając się jak to jest w ogóle możliwe, aby ktoś miał takich rozmiarów twarz.
- Hermiona? - usłyszał niepewny głos za sobą. Wciąż naburmuszony, odwrócił się i z ulgą stwierdził, że pokurcz, który właśnie się w niego wpatruje to nie kto inny jak Neville.
- Shlombo - zanim skończył, ugryzł się szybko w język przypominając sobie o "zachowaniu pozorów". W końcu był teraz Hermioną Granger i nie wypadało nabijać się z kolegów (do czasu).
- Neville - zaśpiewał wymuszając na ustach uśmiech. - Jak dobrze, że cię widzę brachu! Widzisz, wypadło mi z głowy hasło, bądź taki miły i mi je przypomnij.
Neville nie ukrywał swojego zdziwienia. Po pierwsze, to rzadki widok, spotkać na korytarzu koleżankę w samej piżamie. A po drugie, tą osobą była HERMIONA GRANGER! Ta sama Hermiona Granger, która rzekomo nie pamięta hasła do Pokoju Wspólnego Gryfonów! Czy to w ogóle możliwe?
- J…jasne - wyjąkał - Malfoy cuchnie.
- Mogłem się domyśleć. - Mruknął zirytowany Blaise idąc tuż za onieśmielonym Nevillem.


Jakiś czas później


Hermiona zbliżała się do Wielkiej Sali z zamiarem przeprowadzenia poważnej rozmowy z Blaisem. Przez ostatnie pół godziny zdążyła ochłonąć i trzeźwo spojrzeć na zaistniałą sytuację. Poza tym odkryła coś bardzo niepokojącego, co bynajmniej nie mogło umknąć jej uwadze. Musi uzmysłowić Zabiniemu pewne ważne sprawy i wytłumaczyć, jakie mogą być konsekwencje jego życiowych wyborów. Teraz jednak musiała koniecznie zaspokoić swój głód. Żołądek, który prawdopodobnie był rozmiarów słonia, dokuczał jej cały poranek i szczerze miała tego już serdecznie dość. Kiedy spostrzegła czekającego Blaise przed wejściem do Wielkiej Sali, przyśpieszyła kroku nie dowierzając własnym oczom.
- Skretyniałeś? - wydukała przez zaciśnięte zęby zupełnie odbiegając od swoich planów - Co to ma być?
- War.Ko.Czy.Ki, Granger - powiedział sylabami odkręcając się kurtuazyjnie wokół własnej osi. Hermiona przyczajonym wzorkiem pociągnęła Blaise kilka kroków od sali i zaczęła nerwowo rozplatać włosy. W między czasie posyłając kilka morderczych spojrzeń w stronę zaciekawionych uczniów.
- Nie świruj, wyglądam słodko. - Drażnił się z nią, czując jak zaczyna dobierać się do drugiego warkoczyka.
- Słodko? - Powtórzyła z niedowierzeniem mając wciąż nadszarpane nerwy. - Wykluczone! - Pokiwała głową z dezaprobatą.
Hemriona jeszcze przez krótką chwilę męczyła się z włosami, obchodząc Zabiniego z wszystkich stron. Oczywiście, nie umknęło to uwadze uczniów, którzy zatrzymywali się z niedowierzeniem, aby upewnić się co do tożsamości tych dwojga. Do cholery jasnej, co też może mieć wspólnego Blaise Zabini z włosami Wszystko Wiedzącej Omnibus Granger?
- Skończyłaś? - zamruczał przewracając oczami.
- Słuchaj, - zaczęła ściszonym głosem dając sobie spokój z włosami. - Co zrobimy po śniadaniu? Nie możemy przecież opuścić zajęć. Może powinniśmy to komuś zgłosić…
Blaise zanim cokolwiek odpowiedział najpierw posłał w jej stronę swój szyderczy uśmieszek. Hermiona nigdy by nie przypuszczała, że jej twarz może wyglądać tak wrednie. A jednak, nadeszły ciężkie ślizgońskie czasy, z którymi trzeba będzie się jakoś uporać.
- Nie martw się Hermi ja już wszystko obmyśliłem.
Hermi? Zakpiła w myślach. Uniosła w górę prawą brew czekając na dalsze wytłumaczenia. Niestety nie szybko uzyskała odpowiedź, gdyż Blaise zaczął uważnie przyglądać się swojej byłej (przynajmniej na razie) twarzy.
- Co takiego? - Zapytała zniecierpliwiona. Możliwe, że Zabini rzeczywiście wpadł na jakiś genialny pomysł albo jeszcze lepiej: udało mu się rozgryźć przyczynę ich zamiany. Z pewnością musi być to coś interesującego skoro tak długo myśli.
- Nic, po prostu - zaczął zaintrygowany. - Wiedziałem, że dobrze wyglądam. - Jego powaga w głosie niemal przerażała - Ale jak tak teraz na siebie spojrzę, to rzeczywiście nie dziwię się tym wszystkim szalejącym za mną dziewczyną. No, nie zaprzeczysz, natura mnie już bardziej przystojniejszym stworzyć nie mogła. - Skwitował pełen podziwu do samego siebie.
Mięśnie twarzy zaczęły jej nerwowo podskakiwać. Hermiona zmrużyła oczy, ostatkiem sił powstrzymując się od uderzenia Blaise, może i dlatego, że głupio by się czuła okładając pięściami własne ciało, które w niczym przecież nie zawiniło.
- Przestań się wydurniać, bo zaraz oszaleję! - Warknęła starając się opanować furię w głosie. - I tak już zwracamy na siebie zbyt dużą uwagę, nie sądzisz? - Blaise podejrzliwie rozejrzał się na boki, strasząc wzrokiem Wściekłego Bazyliszka, jakiegoś pierwszoroczniaka.
- Wyluzuj miednice, Granger. - Zaczął ją uspokajać. - Plan jest prosty. Jak wspomniałem wcześniej, musimy zachować "pozory" - Hermiona już otwierała usta, aby zaprotestować, ale Blaise ją uprzedził. - Chyba nie chcesz żeby ominęły nas zajęcia, prawda?
Chociaż Zabini miał w swoim głębokim poważaniu lekcje, to bardzo dobrze wiedział, że ten argument na nią zdziała.
- To znaczy - zaczęła podenerwowanym głosem - że mam udawać…ciebie?
- Dokładnie tak. - Odparł przytakując głową. - No nie rób takiej miny. Będzie zabawnie! Zawsze chciałem uwieść Pottera.
- Nawet o tym nie myśl! - Zagroziła mu ostrzegawczym tonem. I chociaż ten plan jej pod każdym względem nie pasował, to niestety lepszego rozwiązania na chwilę obecną nie widziała.
- No dobra, ale po zajęciach musimy coś z tym zrobić. - Zgodziła się nie ukrywając zgorszenia - Tylko masz być miły dla Rona i Harrego. - Nakazała świdrując go wzrokiem - I żadnego uwodzenia, rozumiesz?! Pierwszą masz transmutację.
- Jasne, jasne - odezwał się zadowolony Blaise - A teraz kilka wskazówek dla Ciebie Granger: Po pierwsze, trzymaj się Malfoya (Hermiona skwitowała to prychnięciem). Po drugie, masz zaklęcia z Puchonami, pod żadnym pozorem nie siadaj obok Hanny Abott - Hermiona wzruszyła obojętnie ramionami nic nie komentując - Po trzecie, na litość boską, przestań chodzić jak jakiś przestraszony pierwszak. - Dziewczyna pokręciła z oburzeniem głową rzucając jakieś niemiłe słowo w jego stronę - Jesteś Blaise Zabini kochana. Pierś do przodu, głowa do góry i idziemy. - machnął zachęcająco ręką i wszedł prosto do Wielkiej Sali. Hermiona ruszyła się z miejsca dopiero po chwili. Zbyt zaskoczona szybkością akcji zupełnie zapomniała o jakimkolwiek "męskim chodzeniu". Z przerażeniem w oczach poczłapała za Zabinim czując jak serce podchodzi jej do gardła. Zapomniała nawet o głodzie, który jeszcze niedawno tak strasznie jej dokuczał. W głowie miała same najgorsze scenariusze, zaraz po prostu ucieknie, zamknie się w pokoju i nie ruszy z miejąca dopóki wszystko nie wróci do normalności. Mętlik panujący w głowie uniemożliwiał jej trzeźwe myślenie. Musi porozmawiać z Harrym i Ronem, musi im wszystko powiedzieć, musi…
- No i gdzie leziesz?! - Wydukał Blaise przez ramie kiwając głową w przeciwną stronę.
- Chyba nie myślisz, że pójdę tam siedzieć - prychnęła, ale Zabini wysłała jej tylko zadziorny uśmieszek.

Gryfoni

Blaise nałożył na twarz wielki uśmiech i namierzając wzrokiem dwójkę swoich rzekomych przyjaciół, zdecydowanym krokiem ruszył w ich stronę.
- Przyjaciele - powiedział śpiewająco wciskając się miedzy nimi - Przyjaciel Ron, przyjaciel Harry.
Ron Weasley, który chwile wcześniej włożył sobie całego eklerka do ust, teraz się nim krztusił. Spojrzał zdziwiony na Harrego, który wzruszył jedynie ramionami.
- A tobie, co? - Zapytał rudzielec przełykając resztę ciastka.
- Mam dobry humor. - Zabini posłała mu rozbrajające spojrzenie, po którym Ron lekko się zaczerwienił. - Ależ jestem głodny/Na!! Eee znaczy, że głodna. - Zaplątał mu się język. Blaise rzucił się na smażone kiełbaski, tosty z serem następnie zabrał się za miodowe pierniczki i eklerki, którymi wcześniej opychał się Ron. Harry polecił mu także kremowe bułeczki posypane orzeszkami i rodzynkami, na które przystał z wielką przyjemnością.
Harry, jako że od niedawna był człowiekiem lewitującym ponad przestrzenią, ugryzł kawałek kanapki i poklepał Zabiniego w ramię.
- Jak się czujesz po wczorajszym? - Zapytał z lekką troską w głosie. - Wszystko już w porządku?
- Tak, tak. - Odparł krótko starając się ominąć ten temat. Prawdą było, że nie miał pojęcia, czy Granger zdążyła rozmawiać z nimi po wczorajszych zdarzeniach, a nie miał zamiaru wkopać się po kilku minutach.
- Ten pajac ci bardzo wczoraj dokuczał? Pamiętaj, że w każdej chwili mogę poczęstować go swoją pięścią. - Zaproponował Ron rzucając serię groźnym spojrzeń w stronę stołu Ślizgonów.
- Kogo mas na mysli ? - zaseplenił Blaise mając w buzi kremową bułeczkę.
- Jak to, kogo? Tego zmutowanego gumochłona Zabiniego. Powinien wiedzieć, że nie może cię tak traktować!
Zabini zakrztusił się orzeszkiem, który stanął mu w gardle. W jednej chwili poczerwieniał na twarzy czując jak Harry zaczyna klepać go po plecach. Gumochłon? Czy ten zapyziały rudzielec właśnie nazywał go gumochłonem? Kiedy w końcu udało mu się przełknąć zawadzającego w gardle orzeszka, łapczywie zaczął pić sok pomarańczowy, który również podał mu jakże miły Harry.
- Oż ty Potter. Chyba mi pożałowałeś tej bułeczki chłopie. - Zaśmiał się upijając jeszcze kilka łyków napoju.
- No wiesz Herm. - Oburzył się brunet
- A Ty, - zaczął groźnie Zabini odwracając się w stronę Rona - Daj sobie spokój z kimś tak super przystojnym, inteligentnym i seksownym jak Zabini, - Ron obrzucił go sfrustrowanym spojrzeniem - a zajmij się lepiej Malfoyem.
Na to nazwisko zareagowała Ginny, która większość czasu była nieobecna i milcząca.
- Malfoyem? - powtórzył Ron - A co ma do tego Malfoy?
- A to, - zaczął Zabini tym razem obrzucając przenikliwym spojrzeniem rudowłosą, która szybko spuściła wzrok na talerz. - że Draco nie odpuści wam tej akcji z porwaniem. Lepiej coś wymyślcie, bo będzie kiepsko, abuhahaha - Zabini zaprezentował im swój złowieszczy śmiech w wersji light, po czym nonszalancko założył ręce na piersi.
- Bądź, co bądź Hermiona ma rację - stwierdził niechętnie Harry - Malfoy będzie chciał zemsty. Może jak go przeprosimy…
- Oszalałeś? Nie mam zamiaru przepraszać Malfoya za coś na co sobie zasłużył - oburzył się Ronald, który z nerwów zaczął wpychać do ust garść ciasteczek.
- Naprawdę uważasz, że sobie na to zasłużył? - do kłótni wkroczyła rozwścieczona Ginny.
- A ty nie? Przecież sama z chęcią w tym uczestniczyłaś. Malfoy to tchórzliwa fretka i cham. - skwitował krótko Ron potwierdzając wszystkim, że zdania to on szybko nie zmieni.
- Uczestniczyłam, ale wcale nie jestem z tego dumna. - Pisnęła histerycznie Ginny - A jak wytłumaczysz akcję ze Snapem? Dzięki tej "tchórzliwej fretce" udało nam się uniknąć szlabanu, jeśli nie wydalenia.
- Fantazjujesz. - Przewrócił oczami jej starszy brat.
- A ty uciekasz od konsekwencji. - Odwarknęła.
- Ron, - przemówił Harry Potter z pełnym spokojem w głosie - Ginny ma rację, gdyby nie Malfoy to Snape mściłby się na nas do końca roku.
- To co? - Oburzył się nastraszając rude włosy - Mamy mu z tego powodu dziękować na klęczkach? Oświadczam, WY-KLU-CZO-NE. - Ron samemu sobie przytaknął głową wciąż nie rozumiejąc, po co o tym dalej dyskutować - Zapomnieliście? To MALFOY! Nasze przeprosiny miałby w swoim głębokim poważaniu.
- Co racja, to racja. Samymi przeprosinami nic nie wskóracie. - Przyznał Blaise, który przecież znał blondyna nie od dzisiaj i nie od wczoraj.
- Wiemy, kto to jest Ron - westchnęła Ginny - Po prostu tym razem my zawiniliśmy postępując nie po Gryfońsku, nie sądzisz?
- Nie przypominam sobie, żeby ten dupek kiedykolwiek NAS przepraszał.
- A przypominasz sobie żeby kiedykolwiek kogoś z nas uprowadził?
- Uspokójcie się do cholery. - Odezwał się Blaise w duchu przyznając, ze Gryfoni to bardzo temperamentne bestyjki, które trudno ujarzmić. - Malfoyowi trzeba to jakoś wynagrodzić.
- Masz jakiś pomysł? - przymrużył oczy Harry. Ron obraził się na cały świat odwracając się z miską precelków w stronę wystraszonego Nevilla.
- Mam i to całkiem niezły. - Uśmiechnął się tajemniczo Zabini.



*
Ślizgoni

Hermiona nigdy nie przypuszczała, że przyjdzie jej kiedyś siedzieć przy stole Ślizgonów, mało tego ona teraz była Ślizgonem. Wyglądając jakby szła na ścięcie, powoli ruszyła w stronę Zielonych czując, że zaraz padnie na zawał. To ją zdecydowanie przerosło. Niepotrzebnie się zgadzała na tą całą farsę. To oczywiste, że się nie uda. Zostanie zdemaskowana, a później… Nawet nie chciała myśleć, co może być później. Dlaczego coś takiego zawsze musi przytrafiać się jej? Co takiego zrobiła, że pakuje się cały czas w kłopoty? Zamknęła na chwile oczy starając się uspokoić myśli. Nic z tego. Panika rosła w niej coraz bardziej. No i ta cała sprawa z Malfoyem. Przecież to nierealne żeby mogła odbyć z nim nomalną rozmowę. Spojrzała szybko na stół Ślizgonów i z ulgą stwierdziła, że blondyn był nieobecny. W ogóle, jakoś tak mało osób siedziało przy tym stole. Może jednak zawróci… Pójdzie do biblioteki i poszuka coś na temat Zamian Umysłów.
- Blaise człowieku, gdzieś ty był jak cię nie było? - Hermiona podskoczyła, przerywając swoje ambitne plany i z przerażeniem spojrzała na osobę stojącą obok niej. "O Merlinie, goryl Goyle" - jęknęła w duchu. Zanim cokolwiek odpowiedziała, Goyle popchnął ją w stronę stołu krzycząc: "Jedzenie!". Wciąż sparaliżowana, sztywno usiadła na miejscu przy stole śledząc wzrokiem Gregorego, który nakładał na swój talerz wszystko, co mu się nawinęło pod ręką.
- Toż to skandal jest! - Hermiona lekko podskoczyła szukając wypowiadającej się osoby. - Żeby okres spóźniał się aż dwa tygodnie!
- Wyluzuj Mill. - Mlasnęła pokrzepiająco Dafne Greengrass czując jak stado rozwścieczonych chochlików skacze jej w mózgu robiąc coraz większy kocioł. Wczorajsza impreza była dużym przegięciem, nawet jak dla takich alkoholowych zawodników, jakimi byli Ślizgoni. - To pewnie przez streeeees. - Ziewnęła podpierając głowę na dłoni.
- Może zaciążyłaś. - Zarechotał Goyle dławiąc się tostem.
- Może cię zabić? - Odwarknęła spanikowana Millicenta pijąc już trzecią szklankę soku dyniowego.
Hermiona dopiero po kilku chwilach odważyła się ugryźć kawałek samego chleba. Miała w planach zrobić sobie Tosta z dżemem truskawkowych, ale przez głowę przemknęła jej absurdalna myśl. A jak Blaise ma na coś alergię? Choćby na dżem truskawkowy? Kto wie, lepiej nie ryzykować.
- Jest wiele powodów zaburzenia cyklu miesiączkowego. - Stwierdziła rzeczowo Hermiona nie potrafiąc się powstrzymać od komentarza. Ślizgoni spojrzeli na nią z zainteresowaniem odrywając się na chwile od jedzenia.
- … Że niby co na przykład? - wyjąkała Millicenta przenikliwie świdrując ją wzrokiem.
- Zmiana diety, alkohol, zatrucie pokarmowe, za mało tłuszczów, odwodnienie, lekki spadek wagi, choroba, pobyt w szpitalu, stres, intensywne ćwiczenia, zaburzenia hormonalne, niedoczynność tarczycy, menopauza (co cię oczywiście nie dotyczy)…
- Chwila, chwila - przerwała jej wykład Millicenta - A ty niby skąd to wiesz?
Hermiona miała ochotę strzelić sobie w łeb kilkoma zaklęciami za swoją głupotę. Po co ona w ogóle się odzywała? Przecież miała siedzieć na tyłku, zjeść śniadanie i nikomu nie zawadzać. Teraz ta grupka Ślizgonów wywaliła gały i czeka na uzasadnioną odpowiedź.
- Kiedyś usłyszałem jak jakieś Krukonki o tym rozmawiają. - Wymyśliła przełykając ze stresu głośno ślinę i wbijając wzrok w swój talerz. Argument chyba podziałał, bo skacowani Ślizgoni wrócili do jedzenia.
- No to problem rozwiązany. - Mruknęła Dafne bawiąc się kosmykiem włosów - U ciebie to będzie ALKOHOL!
- No… chyba masz rację. - Zamyśliła się Millicenta, po czym zwróciła się w stronę Hermiony mówiąc: Dzięki Blaise.
- Eee, nie ma sprawy. - Wydukała. Hermiona poczuła się trochę bardziej wyluzowana, dlatego postanowiła zaryzykować i posmarować jednak tost tym dżemem truskawkowym. Jak to mówią "Raz kozie śmierć". A co? Hermiona Granger tez może zaszaleć i posmarować tost dżemem.
- Co ty robisz? - oburzył się Goyle mając w policzka wypchane jedzeniem. Hermiona znieruchomiała trzymając w dłoni nóż. Wlepiła w niego przerażony wzrok. No to wpadła. Blaise rzeczywiście musi mieć alergię na truskawki. Co za pech. Już otwarła usta, aby pogrążyć się jeszcze bardziej w swojej klęsce, ale Goyle odezwał się, jako pierwszy - Ja ci posmaruję, stary - wyrwał jej nożyk z dłoni i starannie zaczął nakładać dżem. Hermiona obserwowała go z niedowierzeniem wciąż mając rozchylone usta ze zdziwienia. Stwierdziła, że mieszkanie w Slytherinie rzeczywiście może okazać się nie być takie złe. Najwidoczniej, Blaise jest bardziej popularny niż myślała, a jak wiadome popularni i lubiani mają lżej w życiu. I chociaż siedziała z największymi wrogami, jakich miała w Hogwarcie, to przyzwyczaić się mogła do takich luksusów, jak wyręczanie jej w przygotowaniu śniadania.
Niestety bardzo krótko trwała ta chwila relaksu, prawdopodobnie dlatego, że na horyzoncie pojawił się nie kto inny jak Draco Malfoy, który w końcu zaszczycił ich swoją majestatyczną posturą. Wyglądając jak kolejne bóstwo świata skierował się pewnym krokiem w stronę Ślizgonów. Parę centymetrów za nim snuła się Pansy wyglądając jak lunatyk zombie. Hermiona poczuła uścisk w gardle. Zahipnotyzowana blondynem stwierdziła, że ziemia została stworzona tylko po to, aby stopy Draco Malfoya miały po czym chodzić. Wiedziała jedno, ten człowiek ją przeraża. To właśnie przez niego w pierwszych latach nauki najbardziej cierpiała, wpajając sobie do głowy, że rzeczywiście jest z nią coś nie tak. Dla Hermiony, Draco Malfoy był najwyższej jakości złem i nieważne, że to zło było porażające przystojne. Jak ktoś taki jak ona ma mu stawić czoła?
- Nie wiem jak, ale kiedyś zaciągnę go do łóżka. - Westchnęła do siebie Millicenta przerywając myśli Hermiony.
- Kawy. - Padła na stół Pansy mając wzrok narkomana na głodzie. - Dajcie mi kawy!
Draco w milczeniu usiadł obok Hermiony delikatnie rozmasowując sobie skronie. Ostatnio nie sypiał za dobrze, czego konsekwencją były częste bóle głowy i migreny.
- A wy, co tak razem? Czyżby poranne bzykanko? - Zarechotała Dafne podając koleżance kubek z gorącym napojem.
- Bzykanko? Kobieto ja ledwo, co na oczy widzę a ty mi tu z takimi rzeczami wyjeżdżasz. - Wystękała zachrypniętym głosem Pansy, z ulgą upijając łyk kawy. - Ale za to Blaise chyba miał przyjemny poranek, co? Skorzystałeś z usług Granger?
Hermiona zastygła z grobową miną zupełnie nie wiedząc, o co chodzi.
- Właśnie - zaczął zaczepnym głosem Draco unosząc wymownie prawą brew. - Podobno Granger Cię dzisiaj odwiedziła w bardzo…wyzywającym ubraniu. Nie pochwalisz się?


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 23.11.2012 15:53
Post #22 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Jak na razie nie jest źle, czekam na dalszą część smile.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 23.11.2012 23:31
Post #23 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Świetna ta zamiana osobowości, to mnie nieźle wciągneło:)


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 28.12.2012 01:25
Post #24 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Wesołych świąt kochani! Kolejny rozdział pisany w pośpiechu. Jutro postaram się dodać kolejną część. No i standardowo: Przepraszam za błędy.


Rozdział czwarty
Wspólna noc

cz1

Czy każdy Ślizgon musi wszystko odbierać w kontekście seksualnym? - Pomyślała zirytowana Hermiona. Zabini musiał spotkać Pansy, kiedy z samego rana przybiegł do pokoju Wspólnego Ślizgonów. Swoją drogą to bardzo miło z jego strony, że raczył ją o tym poinformować.
- Tak, Zabini… Ja, - zaczęła mając mętlik w głowie - znaczy Hermiona Granger była u mnie rano, - wydusiła w końcu z siebie te słowa gorzko przełykając ślinę - ale w zupełnie innej sprawie niż myślicie. - Dodała pośpiesznie patrząc przy tym w mętny wzrok Pansy.
- W innej sprawie? - Zadumał Draco zagryzając dolną wargę i przekrzywił głowę lekko w bok. Hermiona pomyślała, że pierwszy raz w życiu może bez obaw przyjrzeć się jego twarzy z tak bliska. Podczas poprzednich starć z Malfoyem nie zwracała uwagi na jego twarz, na ogół rzucała w jego stronę wyzwiskami i przekleństwami. Traktowała Malfoya bardziej jak twór czegoś, co jest kumulacją wszelkiego zła, niż jak człowieka a tym bardziej młodego mężczyznę. Teraz jednak nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Zastanowiła się, jak tak podły człowiek może posiadać tak przystojną twarz. Bo i owszem Malfoy jest przystojny, ale dla Hermiony od zawsze był, bo prostu odrażającym snobem. Postanowiła jednak odstawić na później rozmyślenia o wyglądzie Malfoya, bo teraz musiała zając się ważniejszymi sprawami. A mianowicie swoją irytująca przemianą w Zabiniego. Szukała logicznej odpowiedzi po cóż by to miała się fatygować aż do pokoju Slytherinu, aby spotkać się z Blaise? Nic konkretnego nie przychodziło jej do głowy za to wyczekujące spojrzenie Dracona jeszcze bardziej ją rozpraszało.
- Hermiona przyszła sprawdzić mój esej z ruin. - Zaimprowizowała czując jak rumieńce rozpalają jej twarz. Draco uniósł wysoko jedną z brwi, po czym zupełnie niespodziewanie posłał jej rozbrajający uśmiech.
- Ach tak, - zaświergotał - to wszystko rzecz jasna tłumaczy.
Hermiona odetchnęła z ulga, ale na jej nieszczęście to nie był jeszcze koniec tej żenującej rozmowy.
- Jasne Blaise, - prychnęła Pansy zza kubka z kawą, po czym upiła długi łyk napoju - Panna Wszystko Wiem najlepiej przyszła sprawdzić ci esej. - Zakpiła twardym głosem posyłając innym spojrzenie " prędzej zgolę sobie głowę niż w to uwierzę", po czym zaczęła opowiadać całą historię jak to rzekomo spotkała Pannę Granger w dziecinnie różowych spodenkach w misie.
- To prawda! - Zaprzeczyła żywo Hermiona - Po..Poprosiłem ją wczoraj o pomoc no i ona się zgodziła.
- Wyluzuj ogierku się już nie tłumacz. - Ziewnął leniwie Draco, po czym przeciągnął się mocno wydłużając swoje dłonie ku górze. Hermiona usłyszała jak cicho mruknął pod nosem delikatnie rozmasowując sobie kark. Hermiona Granger nigdy w życiu by nie pomyślała, że coś takiego jak Draco Malfoy potrafi mruczeć i to jeszcze w taki naturalny sposób. Stwierdziła, że wygląda jak rozleniwiony kociak, który czeka na to, aby go trochę popieścić. Znała się przecież na kotach, Krzywołap był jej pupilkiem i uwielbiał jak go się drapało za uszkiem, a tym bardziej za… Cholera by to! Czy ona właśnie pomyślała o pieszczeniu Malfoya? Krzywiąc usta, znowu się zaczerwieniła wbijając wzrok w swój pusty talerz.
- To, co ty mój porządny uczniu, idziemy się edukować? - Odezwał się Draco i kurtuazyjnie objął Hermione ramieniem. Zanim jednak zdążyła mu cokolwiek odpowiedzieć ( znowu jej twarz zrobiła się dziwnie czerwona) blondyn sprytnie złapał ją za nadgarstek i pociągnął za sobą. Nie bardzo widziała, co się dzieje. Nie zauważyła momentu, kiedy przeszli przez Wielką Salę ani kiedy przebyli kawałek korytarza. Dopiero, gdy Draco puścił jej nadgarstek i stanął do Hermiony plecami, powoli zaczęła uspokajać swój oddech.
- Wieczorem mam to zrobić. - Powiedział półszeptem. Hermiona mimo tego, że nie mogła ujrzeć jego twarzy pewna była, że jest cała napięta. Nie za bardzo jednak wiedziała, co Draco ma konkretnego na myśli. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa postanowiła po prostu milczeć. Blondyn odwrócił się do niej twarzą, marszcząc brwi.
- Ja… - zaczął trochę głośniejszym tonem. Milczał krótką chwilę jakby chciał ułożyć swoje sprzeczne myśli w głowie. Hermiona stwierdzała, że to, dlatego Draco odciągnął ją od stołu Ślizgonów. Chciał powiedzieć jej, a konkretniej Zabiniemu, o czym ważnym. O czymś, czego nikt inny nie mógł usłyszeć. - Ja muszę - ale nie dokończył, bo ktoś inny przerwał mu zdanie.
- Echem, Malfoy - usłyszeli podenerwowany męski głos dobiegający kilka kroków za nimi. Draco zanim odwrócił się, posłał Hermione spojrzenie pełne goryczy, po czym ze stoickim spokojem rozejrzał się za przybyszami.
- Potter i reszta bohaterskiej załogi - zakpił wkładając dłonie do wnętrza kieszeni spodni, po czym przechylił głowę lekko w bok, tak że kilka jasnych kosmyków opadło mu na blady policzek - Czymże sobie zasłużyłem na to spotkanie?
Hermiona nastroszyła włosy posyłając piorunujące spojrzenie w stronę Zabiniego, który nawiasem mówiąc wydawał się nic sobie z tego nie robić.
- Chodzi o to, że my… - Zaczął szorstko Harry, przełykając głośno ślinę - My chcemy Ciebie przeprosić za to całe uprowadzenie. - Ostatnie zdanie powiedział tak cicho, że Hermionie z wielkim trudem udało się je dosłyszeć. Rzuciła pytające spojrzenie w stronę Zabiniego, ale ten odpowiedział jej tylko podejrzanym uśmiechem.
- Wy, co?- Zarechotał Draco przysuwając niebezpiecznie blisko swoją twarz w stronę Harrego. - Mówże głośniej Potter, bo jeszcze pomyślę, że mnie obrażasz - Hermiona była pewna, że Draco bardzo dobrze usłyszał słowa Harrego, ale najwidoczniej nabrał nagłej chęci podrażnienia się z Gryfonami. Ron, który od początku tego starcia był najbardziej nerwowy i rozdrażniony w tym momencie poczerwieniał na twarzy wyglądając jak cykająca bomba zegarowa. Ginny, co chwile na niego zerkała modląc się w duchu o to, aby przypadkiem jej brat nie zrobił czegoś głupiego.
- Chcieliśmy Cię przeprosić Malfoy. - Powtórzył niecierpliwym głosem Harry i uniósł swój podbródek lekko w górę. Draco powolnym ruchem wyprostował się i cicho westchnął. Hermiona pomyślała, że imię Draco idealnie do niego pasuję. Wyglądał właśnie jak biały smok, znudzony, zjawiskowy a przed wszystkim zwracający na siebie uwagę innych.
- Gdyby słowo przepraszam, rzeczywiście miało taką wielką wartość, jaką mu przypisujecie, - zaczął lekceważącym tonem, a Hermionie nie umknęło uwadze, że jego wzrok był teraz wbity w dziwnie milczącą Ginny - to, po co mielibyśmy jakiekolwiek prawo prawda? - Kilka sekund później kiwnął głową do Hermiony dając jej znak, że Draco Malfoy jest znudzony i ta rozmowa zupełnie go nie interesuje.
- Dlatego do przeprosin dołączamy specjalne przyjecie dla Ciebie - odezwała się pośpiesznie Ginny. Draco zamarł w bezruchu.
- Przyjęcie? - Zaniepokoiła się Hermiona posyłając spojrzenie psychopaty w stronę Zabiniego. - Jakie przyjęcie?
Draco odchylił swój profil i spojrzał znowu na grupkę Gryfonów.
- Hm? - Zadumał nie dając poznać swoich myśli . Hermiona poczuła dziwne mrowienie na karku. Co za durny pomysł? Przecież to szczyt idiotyzmu urządzać przyjęcie dla Malfoya? To jak wpuścić obślizgłego węża prosto w gniazdo ptaków. Nie, nie, nie, za żadne skarby świata nie może do tego dopuścić. Czy Gryfoni byli aż tak naiwni, myśląc, że udobruchają Malfoya w ten sposób? Nasunęły jej się podejrzenia, co do pomysłodawcy tego przyjęcia. BLAISE ZABINI. Tylko ten osobnik mógł wpaść na tak kontrowersyjny i ryzykowny plan. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jej przyjaciele naprawdę myśleli, że obecna Hermiona jest prawdziwą Hermioną, której można zaufać. Och gdyby tylko wiedzieli, kim naprawdę jest osobą przebywająca w jej ciele.
- Mało tego, możesz przyprowadzić ze sobą tyle znajomych ile tylko zechcesz. - Dodał Zabini, który wydawał się być najbardziej zadowolony z siebie.
- Echem. - Krząknął Ron mając płomyki w oczach. - Nic takiego nie uzgadnialiśmy! - Na szczęście zanim Ronald Weasley zaczął bardziej wgłębiać się w ten temat, Ginny stanęła mu na stopie.
- Zwariuje. - Szepnęła do siebie Hermiona modląc się w duchu, aby Malfoy w żadnym wypadku nie zgadzał się na tą propozycję.
- Cóż pomyśle nad tym, - powiedział posyłając swój rozbrajający uśmiech w stronę, Harrego - ale doceniam twoje intencję… Potter. - Kończąc to zdanie mruknął do Hermiony "idziemy", po czym zaczął oddalać się od grupki Gryfonów. Hermiona przelotnie posłała Zabiniemu wrogie spojrzenie dając mu tym do zrozumienia, że czeka go bardzo nieprzyjemna rozmowa.

Odwróciła się na pięcie i pośpiesznie ruszyła w pogoni za Draco. Czy ten dzień może być jeszcze gorszy? Wchodząc do sali lekcyjnej gdzie czekał już na uczniów profesor Flitwick, usadowiła się obok Draco tak, aby nie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń. I tak już to wszystko zaszło za daleko. Musi trzeźwo pomyśleć nad rozwiązaniem tego kłopotliwego problemu zamiany z Zabinim. Czy Harry i Ron naprawdę nie zauważyli, że mają do czynienia zupełnie z kimś innym niż z prawdziwą Hermioną Granger? Może Blaise rzeczywiście dobrze się maskował? Nie chciała dopuścić do głowy myśli, że jej przyjaciele po prostu nie znali Hermiony na tyle dobrze by zauważyć coś podejrzanego w jej zachowaniu. A może rzeczywiście nie mieli powodów ku takim podejrzeniom? Skoro Blaise tak dobrze wczuł się w roli Hermiony Granger, to czemu ona by nie miała wczuć się w rolę Blaise Zabiniego? Mogłaby mieć z tego spore korzyści. Znowu zaczęła myśleć o Draconie i o wcześniejszej rozmowie na korytarzu. Co takiego musi zrobić Malfoy dzisiejszego wieczoru? I dlaczego miała wrażenie, że był tym czymś zdenerwowany? Kątem oka zaczęła go obserwować. Ten obecny Draco zupełnie różnił się od tego na korytarzu. Był spokojny, trochę znudzony, zdecydowanie nie wydawał się być przerażonym. Co takiego chciał jej powiedzieć? Ta myśl jeszcze długo nie dawała jej spokoju.
- Och Blaise.- Wzdrygnęła się słysząc przepełniony słodkością głos tuż nad uchem. - Znajdzie się tu dla mnie jakieś miejsce?
Hermiona otworzyła lekko usta wbijając zakłopotany wzrok w Dracona. Dziewczyna stojąca tuż nad nią przesłała jej cmoka tak, że Hermiona wykrzywiając usta czując dziwne ukłucie z żołądku - Cóż myślę, że nie ma tu zbyt wiele…- ale za nim dokończyła zdanie zgrabnie wyręczył ją w tym Draco.
- Ależ oczywiście Hannah. Siadaj. - Jego entuzjazm w głosie był dla Hermiony zbyt podejrzany, ale nie potrafiła dokładniej przejrzeć jego intencji. Draco przesunął się w bok tak, że teraz pomiędzy nimi siedziała wniebowzięta Hannah Abbott niespuszczająca pożądliwego wzroku z Hermiony. Gryfonka wzruszyła bezradnie ramionami i zaczęła wsłuchiwać się w referat profesora Flitwicka na temat konfliktu czarodziei z trollami. Hermiona pośpiesznie wertowała strony książki i robiła zapiski w jednym z notatników. Co prawdę mogła sobie dzisiaj odpuścić tą całą skrupulatność, z którą nie rozstawała się na co dzień, ale chęć robienia cokolwiek innego byle by nie myśleć o Malfoyu i jego dziwnym zachowaniu była silniejsza.
- Za-Bi-Ni - usłyszała znowu ten przesłodzony głos tuż nad uchem. Starając się nie odrywać od pisania notatek mruknęła w jej kierunku ciche "hm?". Ta reakcja najwidoczniej nie zadowoliła Puchonki, bo po kilku sekundach znowu zaczęła dręczyć Hermionę.
- Blaise. - Hermiona podenerwowana, odłożyła powoli pióro i mechanicznym ruchem robota odwróciła się w jej kierunku rzucając twarde: Słucham?
- Blaise, zobacz, o tutaj! Tu! - Zaczęła cichutko piszczeć kiwając głową na swój sweter - Coś dziwnego mnie szczypie! Nie ma tam niczego? O tutaj! - Wskazała smukłym palcem na swój brzuch. Hermiona zaczęła przyglądać się zielonemu sweterkowi, ale niczego nie mogła się doszukać.
- Nic nie widzę - odezwała się po krótkiej chwili jeszcze na koniec skanując sweter Puchonki. Sięgnęła dłonią po pióra z zamiarem powrócenia do notatek, lecz zanim udało jej się to uczynić usłyszała cichy jazgot siedzącej obok dziewczyny.
- Au! Blaise! Boli, swędzi o tutaj! Au! - Zaczęła machać dłońmi przed twarzą. Hermiona w akcie paniki zaczęła drapać ją w miejscu pokazanym wcześniej palcem.
- T… Tutaj? - Wyjąkała czując lekkie zażenowanie.
- Wyżej! Wyżej! Ach Au! - Zagruchała, głośniej dysząc. Chcąc czy nie chcąc Hermiona przesunęła palce wyżej o kilka centymetrów i z powrotem zaczęła ją drapać.
- Lepiej już? - ale Hannah nic nie odpowiedziała. Chwyciła dłoń Hermiony i gwałtownie przyciągnęła ją do jednej z jej pokaźnych piersi, zagryzając dolną wargę i zalotnie trzepiąc rzęsami.
- Tak jest wspaniale. - Wydyszała.
Hermione zamurowało przez kilka pierwszych sekund z tępym wzrokiem utkwionym w oblizującej wargi Puchonce. Dopiero po dłuższej przerwie wyrwała swoją dłoń jakby właśnie została ugryziona przez wilkołaka i oblała się sporym rumieńcem.
- Co…Ty… - wydukała na tyle głośno, że nie omieszkał tego usłyszeć nauczyciel historii.
- Jakiś problem Blaise? - Usłyszała skrzeczący i lekko zachrypnięty głos profesora Flitwicka, który niepewnie zachwiał się stojąc na stosie grubych ksiąg.
- Nie, - odpowiedziała zaawstydzona Hermiona lekko unosząc się z miejsca - wszystko w porządku. Przepraszam. - Po wypowiedzeniu tych słów markotnie opadła na siedzenie wbijać zażenowany wzrok w swoje notatki. Flitwick zachrumkał pod nosem coś niezrozumiałego i zaczął dokańczać swój żmudny referat. Ku uciesze Hermiony następne 10 minut minęło w spokoju, tylko czasami słyszała irytujący chichot Hanny. Starając się uspokoić, zaczęła jeszcze intensywnej zapisywać notatki tak, aby dać do zrozumienia Puchonce, że jest zbyt pochłonięta lekcją by zajmować się jej piersiami. Niestety ta chwila spokoju nie trwała zbyt długo, bo Hermiona poczuła jak obca dłoń zaczyna masować jej uda. Sparaliżowana tym dotykiem zastygła w bezruchu tępo wpatrując się w tablice gdzie profesor Flitwick zapisywał kilka ważnych dat do zapamiętania. Obca dłoń w pewnym momencie przesunęła się jeszcze wyżej, tak że teraz niebezpiecznie znajdowała się w miejscu jej krocza. Hermiona poczuła fale prądu przechodzące przez jej roztrzęsione ciało. Plecy zesztywniały jej jakby pokryły się twardym betonem, a nogi zwiotczały odmawiając posłuszeństwa. Szybko jednak dochodząc do siebie wstała energicznie z miejsca i wydała głuchy krzyk. Wszyscy zebrani w sali zwrócili swoje głowy w jej stronę wyraźnie zaciekawili powodem tego zamieszania. Hermiona czując zimne krople potu na czole i w okolicy karku, poczerwieniała tak bardzo, że jej twarz przybrała koloru dojrzałego pomidora.
- Dobrze się czujesz Zabini? - Padło pytanie ze strony profesora Flitwicka. Hermiona zanim odpowiedziała, przejechała drżącą dłonią po wilgotnym czole i przełknęła głośno ślinę.
- Ja, - wydukała dziwnie wysokim głosem, czując, że poziom jej irytacji właśnie sięgnął szczytu - jest mi duszno. - Jęknęła, nerwowo rozpinając kołnierz przy szyi. - Głowa, strasznie boli mnie brzuch i głowa. - Spoconymi dłońmi wrzuciła książki do torby i zacisnęła mocno palce na szorstkim pasku. Zrobił kilka chwiejący się kroków w tył rozglądając się panicznie po klasie i czując rozpalające ból w uszach.
- Pójdę do Madam Pomfrey i…i - I Hermiona Granger wybiegła z sali potykając się o własne stopy. Przebiegła kilka metrów przez pusty korytarz słysząc za sobą dźwięk własnych kroków odbijających się o zimne kafle podłogi, po czym stanęła przy jednym z wielkich mosiężnych okien i gwałtownie je otworzyła wychylając głowę. Przymknęła delikatnie drżące powieki czując jak fala chłodnego wiatru uderza w jej już mniej rozpaloną twarz. Nie mogąc pozbierać myśli zaczęła wsłuchiwać się w cichy świergot ptaków i głuchy szelest roztańczonych liści. Uspokój się - otworzyła oczy wpatrując się w czysty błękit nieba. Cicho westchnęła. Dopiero teraz przypomniało się jej, że Blaise rzeczywiście coś napomknął o tej całej Abbott. Mimo tego nadal miała do niego wyrzuty. Jak mógł jej nie ostrzec przed tą… tą lubieżną dziewuchą? Jak mógł narazić Hermione na taki wstyd i upokorzenie? A Malfoy? Też mi pomocna dłoń. Specjalnie wpuścił tą Puchonkę, aby dręczyła Bogu niczego winną Hermionę. Mimo tego, że teoretycznie powinna mieć go po swojej stronie, najwyraźniej dobrze bawił się jej upokorzeniem. Przeklęta Hannah Abbott, przeklęty Malfoy, przeklęty Zabini. Będą już w trochę lepszym stanie postanowiła udać się do biblioteki, aby w końcu uczynić ruch w stronę problemu zamiany z Blaise. Po drodze kilka razy się wzdrygnęła przywołując w myślach Hanne Abott. Niech ten okropny dzień się już zakończy. Niestety jak na przekór, trwał on dłużej niż mogłaby przypuszczać.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 20.08.2013 19:36


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Anima
post 11.01.2013 17:59
Post #25 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 3
Dołączył: 11.01.2013

Płeć: Kobieta



Cudne, cudne, cudne. Zakochałam się w Twoim opowiadaniu. Zabawna i zaskakująca fabuła. Bohaterowie są tak zmodyfikowani, że budzą mnóstwo pozytywnych emocji wink2.gif Dialogi Hermiona - Blaise tongue.gif po prostu się rozpływam.
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
A na wenę czekolada.gif

Ten post był edytowany przez Anima: 11.01.2013 18:00
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

2 Strony  1 2 >
Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 23.05.2018 16:47