Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Francuzki, Bez magi

Anni
post 05.03.2010 23:34
Post #1 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1
Dołączył: 05.03.2010




-Camile Levittoux. – powiedział na głos.
Jean był wysokim, przystojnym siedemnastolatkiem, z burzą rudych włosów wokół głowy. Właśnie wybierał się do studia, gdzie miał nagrać płytę ze słynną Camile. Przed drzwiami przepuścił szczupłą dziewczynę. Jean popatrzał na nią mimowolnie widok zgrabnych nóg i podkreślonych piersi, głębokim dekoltem, może przyprawić mężczyzn o szybsze bicie serca, a on w dodatku był mężczyzną bez kobiety.
-Dzisiaj o 18 masz spotkanie z fanami, w cafe „Madam” … Jean słuchasz mnie? – spytał menadżer, idealny garnitur, sprawiał że był poważniejszy niż powinien.
-Tak – pierwsze kłamstwo w tym pięknym listopadowym dniu, użyte przez popularnego Jeana Maunier.
W tym samym momencie weszli do sporego pokoju. Przy stole siedziało już kilka osób, chłopak rozpoznał tylko producenta. Oczywiście Alexis, bo tak ma na imię menadżer, od razu przedstawił wszystkich.
-Nie ma jeszcze Camile. – powiedział jeden z muzyków
-Zawsze się spóźnia.
-Ja nigdy się nie spóźniam, a teraz chciałabym już zacząć. – powiedziała kobieta a bardziej dziewczyna w drzwiach. Długie blond włosy spadały na ramiona, a niebieskie oczy patrzyły na Jeana. Chłopak szybko zorientował się że to właśnie ją wpuścił do budynku.
-Camile o to Jean Maunier. Jean, Camile Levittoux. – chłopak uścisnął jej wyciągniętą dłoń.
-Możemy zaczynać? – spytała, w jej głosie dało się słyszeć irytację.
-Oh, oczywiście.
Prezes zaczął tłumaczyć im ich role w przedsięwzięciu. Jean przez cały czas obserwował Camile, była denerwująca, bardzo dużo wymagała od innych, ale i od siebie, i miała coś co pociągało chłopak, ale nie miał pojęcia co to było.
-Dobra zaśpiewajcie coś razem¬¬.
Zaczęła ona, chwilę nuciła pod nosem, aby potem jej głos rozniósł się po sali. Jean znał tą piosenkę, niania śpiewała mu ją do snu („Kołysanka”), dołączył do niej przy refrenie. Gdy skończyli w pomieszczeniu zapadła głucha cisza. Po chwili producent klasnął w dłonie, jakby wyrwany z marzeń.
-Cudownie. Dobra na dzisiaj kończymy, spotykamy się za tydzień już w studiu.
Dziewczyna kiwnęła głową i wyszła, Jean szybko ją dogonił.
-Pięknie śpiewasz.
-Wiem – nawet na niego nie spojrzała.
-Wyjdziemy gdzieś na miasto?
-Nie mam czasu.
Podeszła do motoru zaparkowanego na boku, szybko nałożyła kurkę i zapięła kask. On też wszedł do samochodu.
-Do domu - polecił kierowcy.

-Camile – zawołała starsza kobieta.
-Barbaro miło cię widzieć.
-Camile opowiadaj! Jak tam nagrywanie płyty? Co u rodziców? Jaki jest Jean?
-Barbaro spokojnie. – powiedziała dziewczyna, teraz nie była rozpuszczoną małolatą z gazet, była opiekuńcza, wyrozumiała i co najważniejsze w domu starości, miała dużo poczucia humoru – Mamy całe trzy godziny, ale najpierw ty. Jak operacja biodra?
I staruszka zaczęła opowiadać jak spędziła trzy dni w szpitalu. Camile sprawiało jej to samo przyjemność, siedzieć i słuchać ludzi. Teraz to oni mogli się poczuć w centrum uwagi, a nie ona.
-No dobrze to ja, a ty? – domagała się kobieta
-Ja jak zwykle perfekcyjnie, płyta idzie świetnie. Jean jest miły. A prezes… - przerwała jej
-Miły? A cóż to za słowo?
-Oh. Barbaro takie tam słowo. Jest przystojny, chyba mądry. Właściwie to go nie znam.
-No dobrze, dam ci spokój. A teraz leć do domu, do mnie przyjdzie jeszcze pan Schulz – puściła jej perskie oko.
Camile pożegnała się ze wszystkimi i wyszła na zalane zachodzącym słońcem ulice. Po piętnastu minutach stała przed małym, ale zadbanym domem. Okna zaopatrzone w firanki przyciągały uwagę, jak oczy dziewczęta, a czerwona cegła, ozdabiana była przez malutki ogródek, przed domkiem. Pośpiesznie weszła do mieszkania.

Jean stanął przed ogromnym domem, zrobiony na zamek, przypominał drogie wille. Wspaniały ogród otaczał go ze wszystkich stron, a czarny mur oddzielał go od świata. Jean nie lubił takiego przepychu, ale pasowało do Camile. Drzwi otworzył mu starszy lokaj, idealnie skrojony garnitur wtapiał się w eleganckie wnętrze. Po chwili pojawiła się pani domu, kobieta w czarnych spodniach i białej zbyt dużej bluzce, oba elementy stroju były mocno poplamione farbą.
-Oh, ty pewnie jesteś Jean.
Kiwnął głową.
-Florence, miło mi. Jakbym powiedziała że Camile pisnęła o tobie słówkiem to skłamałabym.
Po tych słowach ulotniła się tak szybo, że chłopak nie wiedział przypadkiem czy to nie była jakaś zjawa. Jego przemyślenia przerwał odgłos kroków w korytarzu. W tym samym momencie w drzwiach pojawiła się Camile.
-Możemy zaczynać – wskazała na fortepian w rogu pokoju.
-Jasne.
Usiedli obok siebie na stołku, pośpiesznie rozłożyła nuty. Próba trwała dwie godziny, ale skończyła się idealnie. Oboje dopasowali głosy do muzyki i do siebie. Po zaśpiewaniu ostatniej zwrotki Jean wstał.
-Muszę iść.
-Znasz drogę.
Po spędzeniu godziny w towarzystwie dziewczyny, nabrał przekonania że tak łatwo nie jest zostać jej znajomym, a żeby powiedziała „coś” normalnego – stałby się jeden z cudów świata. Ale oczywiście Maunier bardzo się myli, Camile po prostu nie zbliżała się do nikogo ze świata popularnych.
-Pa Camile.
Kiwnęła głową i zaczęła grać. Z pod jej palców wydobywały się dźwięki tak znane, że Jean aż stanął. Była to piosenka o miłości, nienawiści, kłamstwie, a najważniejsze że była o życiu. Co najśmieszniejsze nikt nie odkrył kto napisała tą piosenkę, ale też mało osób znało do niej muzykę, była jak przepis sławnego kucharza, bezcenna.
-Znam to.
-Jak każdy – nie przerywała gry.
Znów usiadł koło niej.
-Znam muzykę.
Mruknęła coś pod nosem, po czym gwałtownie wstała i wyszła, przerywając ciszę stukotem wysokich obcasów. Chłopaka zamyślił się na chwilę, była drugą osobą która znała nuty, wstał i udał się w przeciwnym kierunku co dziewczyna. Camile stała przy oknie i spoglądała jak odjeżdża, po czym sama pojechała do małego domku na przedmieściach, dalekiego od zamku i kamer. Domku w którym mieszkała i nie zamierzała tego nigdy zmieniać.

-Camile miło że wpadałaś.
-Cześć Madelin. Wcześniej nie mogłam.
-Tylko mi się nie tłumacz że korki, widziałam na czym ty jeździsz.
Dziewczyna nie zauważyła chłopaka w rogu.
-Nie korki, tylko próba.
-Rozumiem mi też się to przytrafiało, i to ciągle.
-Mi wystarczy raz na rok. Opowiadaj co u ciebie! – zażądała.
-Chciała mi przedstawić mojego młodszego wnuka – wskazała na chłopca w kącie. Potargane rude włosy, pasowały do piegowatej twarzy i intensywnie zielonych oczu.
-Cześć, jestem Camile.
-Hej, Chris
-Ten Chris? – zwróciła się do Madelin – wiesz ile o tobie słyszałam. Podobno masz wspaniały głos, a do tego nie rozstajesz się z aparatem. Marzyłam żeby cię poznać.
Chris miał wyjątkowy dar umiał ocenić czy człowiek zmyśla czy mówi prawdę. Camile mówiła rzeczy prawdzie, co mocno poruszyło malca, ciągle żyjącego w cieniu brata. Stanął w kącie trochę zawstydzony, ale dziewczyna od razu pociągnęła go za rękę.
-No to mów. Słyszałam że robisz boskie zdjęcia, pokażesz – wskazała na aparat na krześle.
-Jasne
Po przejrzeniu zdjęć i długiej rozmowie, Camile stwierdziła:
-Masz wspaniały talent i nie waż mi się go zmarnować. A jak nie znajdziesz pracy, zawsze możesz powołać się na mnie. Jasne?
Chris kiwnął tylko głową. Jeszcze mocniej potargała mu włosy, a do kieszeni włożyła kartkę z jej numerem telefonu. Szybko pożegnała się z Madelin i wyszła.
-Camile – Chris krzyknął, obróciła się i pstryknął jej zdjęcie. Uśmiechnęła się i ruszyła do wyjścia. Na zimy, przesycone spalinami powietrze.

-Cześć Jean.
-Oh Chris, nie widziałem cię. – powiedział chłopak.
Chłopiec uśmiechnął się krzywo i znów wrócił do przeglądania zdjęć z pobytu u babci. W dłoni mieli kartkę z numerem telefonu Camile.
-Co się stało? – spytał brat i usiadł na schodach.
-Nie – spojrzał na niego zdziwiony.
-Masz dziwną minę. Zrobiłeś nowe – szybko zmienił temat.
Chłopak podał mu aparat. Jean przejrzał zdjęcia, na wszystkich była babcia, zatrzymał się przy ostatnim. Z ekranu uśmiechała się do niego dziewczyna, włosy zaplątane w pośpieszny warkocz, niebieskie oczy roześmiane i prawdziwe. Poznał tą twarz, była w we wszystkich gazetach, tam była sztuczna, a tu prawdziwa.
-Camile. –szepnął- Skąd wziąłeś to zdjęcie?
-Zrobiłem, wczoraj, jak odwiedzałem babcie.
-Była tam.
-No przecież jest wolontariuszką. Babcia mówi że jest dla niej jak wnuczka. Szczerze mówiąc jest fajna, da się z nią pogadać i w ogóle.
-Gadałeś z nią?
-No jasne, ciągle się o coś pytała i powiedział że marzyła aby mnie spotkać. – przy ostatnich słowach zarumienił się odrobinę.
-I opowiadała mi o swoim domku. Powiedziała że kiedyś mnie tam zabierze.
-Przecież ona mieszka z rodzicami.
-Też się zdziwiłem, ale powiedziała że nienawidzi paparazzich a jej rodzice są do nich przyzwyczajeni, więc ona kupiła domek.
Chłopak położył się na poduszce. A on ja wyzywał, a tak naprawdę to tylko udaję jędze.
Szybko wstał i nałożył długi czarny płaszcz, jesień stawała się nie do zniesienia. Znalezienie domku Camile nie było trudne, była w nim zameldowana, ale te informacje Jean wyciągnął z trudem, dziewczyna mocno ceniła sobie prywatność.

Mocno zastukał w drzwi, deszcz zagłuszał wszystkie hałasy. Po chwili napiętego oczekiwania, w drzwiach ukazała się kobieta, w mokrych włosach i zbyt dużej bluzce, która nie podkreślała żadnych wdzięków jej urody. Miła komiczną minę, patrzyła w oczy Jeana z takim zdziwieniem, że sam zastanowił się czy na pewno chcę z nią pogadać.
-Wejdź – zreflektowała się.
Domek był mały, ale przykuwał uwagę, idealnie dopasowane meble, a wszystko to w ciepłych kolorach. Wskazała mu miejsce na kanapie.
-Zaraz wrócę – powiedziała i oddaliła się. Chłopak wstał i przejrzał zdjęcia na półce, połowa z nich przedstawiał ją z ludźmi z „domu późnej starości”, nawet znalazł tam swoją babcię. Z myśli wyrwało go głośne chrząknięcie. Na progu stała kobieta w wysokich szpilkach, wydekoltowana koszulka, odsłaniał jej pępek, a zgrabne nogi podkreśliła jeansową miniówką. Chłopak już sam nie wiedział czy wolał rozmawia z tą kobietą, czy z tamtą. Chociaż czuł że jest to ta sama osoba.

-Dzisiaj witamy na gali, którą zaczyna koncert najlepszej pary tego roku Camile Levittoux i Jean Maunier – mówiła kobieta, pewnie jakaś sławna dziennikarka, do kamery.
Na czerwony dywan weszła para roku, oboje uśmiechnięci, przytuleni. Od razu zaatakowali ich fotografowie. Camile wygladała cudownie w skromnej białej sukience, Jean obejmował ją w talii. Promieniowali szczęściem. Na końcu, za namową ludzi, dziewczyna pocałowała go. Po chwili odwzajemnił pocałunek.
KONIEC



--------------------
"Absurdem jest, żeśmy się urodzili, i absurdem, że umrzemy." - Jean-Paul Sartre
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Poterina
post 03.11.2010 15:50
Post #2 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 10
Dołączył: 27.10.2010




hmm... po pierwsze: szczerze mówiąc chyba nie za bardzo zrozumiałam, co to u licha ma wspólnego z Harrym Potterem?... może autor wytłumaczy?

a po drugie... po drugie, to powiem, że naprawdę nieźle się to czyta... na początku kilka błędów styliostyczno-językowych, ale wielki, olbrzymi plus za to, że tekst naprawdę zaciekawia. i chce się czytać dalej, za co należy się wielki plus smile.gif
popracuj jeszcze jednak trochę nad fabułą, bo koniec nastąpił zbyt szybko i był zbyt oczywisty. Tak się nie robi wink2.gif ale ogólnie nieźle, serio! smile.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Izyda
post 23.04.2011 21:34
Post #3 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 20
Dołączył: 23.04.2011

Płeć: Kobieta



To chyba nie powinno być w tym dziale? Bo co to ma wspólnego z HP?
Zgadzam się z moją poprzedniczką. Podobało mi się, zarejestrowałam jakieś tam błędy typu brak przecinka, ale nie są rażące. Trzymaj tak dalej!


--------------------
Wielbicielka kawy, czekolady, książek i Severusa Snape' a.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 22.09.2018 01:52