Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

[ Drzewo ] · Standardowy · Linearny+

> Bez Słów, HG&DM trochę inaczej

etusia
post 18.02.2010 01:30
Post #1 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 6
Dołączył: 07.11.2008




Cóż. Jest to krótka jednopartówka napisana zdecydowanie pod wpływem chwili. Chciałam tylko powiedzieć, że fick ten pokazuje jak dużo w związku (i nie tylko) może zmienić zwykła rozmowa.

Bez słów

- Kur*wa jeb*ana mać!
Młody arystokrata wszedł do przestronnego salonu i już od progu zaczął „rzucać mięsem”. Przechodząc obok cennej, starodawnej wazy stwierdził, że musiała mu czymś zawinić, bo złapał ją w obie ręce i cisnął w ścianę za sobą. Rozległ się dźwięk tłuczonej porcelany i cichy pisk dochodzący z pokoju obok.
- Malfoy do cholery, czy ciebie już do końca pogięło?
Właścicielka owego pisku i powyższych słów weszła do salonu i złożywszy ręce na piersi zaczęła nerwowo tupać nogą, czekając na wyjaśnienia.
Nie była wysoka, ale postawą jaką przyjęła mogła by przestraszyć nie jednego faceta. Jej piękne, orzechowe oczy ciskały w tej chwili błyskawice, a spływające falami brązowe włosy zdawały się być lekko naelektryzowane.
Wysoki blondyn nazwany Malfoyem, nie zraził się jednak napastliwą postawą orzechowookiej i ruszył na przód a później niemalże rzucił w nią gazetą, którą zdawał się być Prorok Wieczorny. Dziewczyna złapała lecący w jej kierunku przedmiot tuż przed własnym nosem i już miała oddać cios, gdy Malfoy wrzasnął:
- Sama zobacz co się kur*wa stało!
- Albo przestaniesz kur*wować, albo zjeżdżaj z mojego salonu!
- Adieu! – mężczyzna odwrócił się i wyszedł zamaszystym krokiem.
Dziewczyna prychnęła i rozłożyła gazetę. Nie przejmowała się zachowaniem Dracona. Już nie raz tak wychodził, trzaskając drzwiami. Zawsze wracał.
Zagłębiła się w lekturę artykułu na pierwszej stronie. Krzykliwy tytuł głosił, że „Najwięksi wrogowie tego stulecia są najprawdopodobniej parą!” Kilka zdań niżej i zachęcenie do przeczytania całości na stronach 12. i 13. oraz na zobaczenie szokujących zdjęć, na stronach od 14. do 17. Przerzuciła te kilkanaście stron i aż usiadła na najbliższym pufie. Szybko „przeleciała” wzrokiem tekst wychwytując takie zwroty i wyrazy jak „nieprawdopodobne, ale…”, „pani Auror i były Śmierciożerca”, „wieczory spędzają wspólnie”, „romans”, „ukrywają się” i „niedorzeczne”. Na następnej stronie zobaczyła wielkie zdjęcie pokazujące jak żegna Malfoya szybkim pocałunkiem w policzek. Na następnym stała na balkonie swojego domu obok blond mężczyzny palącego papierosa. Ona w szlafroku, on jedynie w jeansach. Na kolejnym w okularach przeciwsłonecznych i kapeluszu trzymając go za rękę przebiegała przez ulicę. I następne, i jeszcze jedno, i kolejne…
- To jakiś koszmar… - wyszeptała i odłożyła gazetę na szklany stolik. Z korytarza dobiegły ją ciche kroki i gdy podniosła głowę w drzwiach salonu stał jej kochanek. Patrzył na nią dziwnie pustymi i spokojnymi oczami. Z jego wyrazu twarzy nie dało się nic wyczytać. Ale on wiedziała o czym on myślał.
Ich związek zaczął się jakieś półtora roku temu. Oboje nienawidzili się wtedy tak bardzo, że gdyby tylko spotkali się gdzieś w bocznej uliczce, na pewno pozabijali by się nawzajem. Hermiona nienawidziła Dracona tym bardziej, że po upadku Czarnego Pana zdołał się jakoś wymigać od kary i choć na jego przedramieniu widniał Mroczny Znak, udało mu się przekonać społeczność, że został wypalony wbrew jego woli. Jego rodzice zapłacili śmiercią za służbę u Voldemorta. Zostali zabici przez innych Śmierciożerców, gdy tylko próbowali się wycofać. Krążyły pogłoski, że Malfoy Senior dostał zlecenie zabicia własnej żony. Gdy odmówił i starał się uciec za granicę, został napadnięty i zamordowany. Tak więc Draco, jako sierota, pozbawiony rodziców przecież przez zwolenników Czarnej Magii, nie mógł być z własnej woli jednym z nich. I tylko ona wiedziała, że to nie prawda. Malfoy nie potrafił kochać, więc nigdy nie darzył specjalnym uczuciem swojej rodziny. To sprawiło, że tylko poczuł ulgę gdy jego rodzice zginęli. Wreszcie był wolny.
Ministerstwo jednak uznało go niemal za bohatera, bo po części, chociaż nieświadomie, przyczynił się do upadku Czarnego Pana. To co się wydarzyło, zostało objęte tajemnicą państwową, a młody arystokrata został mianowany zastępcą Ministra. Znaczyło to tym samym, że był zwierzchnikiem Granger, która z kolei była zastępcą szefa Departamentu Aurorów. Gdy się o tym dowiedziała, myślała że ją krew zaleje. Za każdym razem gdy mijali się na korytarzach, posyłał jej ironiczny, pełen wyższości uśmiech.
Dopiero po 5 latach „współpracy” zaczęło się coś zmieniać. Hermiona zaczęła dostrzegać w nim pewne zmiany. Mężczyzna kończył w sumie 30 lat, więc powinien już zmądrzeć. W tym samym czasie on dostrzegł w niej kobietę. Do tego piękną i inteligentną kobietę, a nie tą wiecznie rozczochraną kujonkę, którą była w szkole.
Pierwsza konfrontacja miała miejsce, gdy zachorował Alex Barney, szef Departamentu Aurorów, więc Hermiona jako najwyżej położona w tym czasie, została wysłana do zastępcy Ministra, pana Malfoy’a z prośbą o przedłużenie możliwości szkoleń, ze względu na niezaspokajające wyniki szkolonych. Z zaciśniętymi zębami i teczką pod pachą, wyprostowana i dumna weszła do jego gabinetu. Wtedy dostrzegła to, czego nie chciała dostrzec ostatnimi czasy. Że on wcale nie patrzy już na nią z wyższością, jakby była przedstawicielką jakiejś gorszej rasy. Patrzył z podziwem, ba niemal z namiętnością. Ale ona nie pozwoliła sobie na rumieniec, chociażby na zadrżenie głosu. Ona była opanowana, choć w środku niemal gotowała się z ciekawości. Chciała wiedzieć co ten blondyn, którego nienawidziła te wszystkie lata, o niej myśli. Dopiero gdy znalazła się w swoim gabinecie odetchnęła głęboko i pozwoliła sobie na chwilę refleksji.
Później poszło już jakoś łatwiej. Wizyty w swoich biurach, pod różnymi pretekstami, rekrutacji nowych chętnych, oddalania wniosków, popraw różnych ustaw oraz zwykłej kontroli. Czas mijał a ludzie niczego nie podejrzewali. Wtedy też oboje zaczęli myśleć o związku. Chociaż nie. Związek byłby określeniem na wyrost. Byli sobą zainteresowani, ale tak naprawdę Draco nie myślał poważnie o przyszłości a i Hermiona nie łudziła się, że z tego może coś później być. Oboje żyli chwilą, zarabiali pieniądze, robili kariery. Coraz bardziej liczyli się w czarodziejskim świecie, ale osobno, nigdy razem. Dziewczyna bała zwierzyć się nawet swoim najbliższym przyjaciołom. W końcu jej powierniczką została Ginny, która pod przysięgą nie powiedzenia nikomu, wysłuchała całej tej niesamowitej historii. Może i nawet była w szoku, ale nie dała tego po sobie poznać. Była prawdziwą przyjaciółką.
W końcu Hermiona kupiła dom w jednej z podmiejskich miejscowości i mogli zacząć spotykać się po pracy. On przyjeżdżał niemalże codziennie. Pod osłoną nocy przesiadywali na balkonie, porośniętym częściowo bluszczem. Cały dom był zresztą otoczony zielenią a Hermiona była dzięki temu wolna od wścibskich spojrzeń sąsiadów.
Kochali się w blasku księżyca, na trawniku, kąpali w basenie i przesiadywali tak długo na balkonie, aż zaczynało robić się jasno. Wtedy to Malfoy znikał niepostrzeżenie z jej życia na następne długie 12 godzin. W pracy byli cały czas tymi samymi, zimnymi wobec siebie wrogami sprzed kilkunastu miesięcy.
Czy się kochali? Chyba nie. Przynajmniej żadne z nich nigdy tego słowa na głos nie wypowiedziało w innym kontekście, niż miłość cielesna. Było im ze sobą dobrze. Wspólnie śmiali się z durnych rzeczy, dogadywali się w łóżku i kłócili, co było oznaką tego, że im na sobie zależy. Malfoy nie raz wychodził z willi trzaskając drzwiami. Hermiona obrzucała go wtedy najwymyślniejszymi wyzwiskami. Sama siadała później na balkonie i liczyła gwiazdy. Po policzkach nigdy nie popłynęła jej ani jedna łza. Wiedziała, że Draco wróci. Wróci, bo jej potrzebuje. Bo tak już ma być. Bo są dla siebie. Zawsze wracał.
Malfoy nigdy nie był romantyczny, a i Granger nie wymagała tego od niego. Oboje nie byli typami ludzi, którzy czegoś od siebie oczekują. Po prostu byli ze sobą. W te dobre i złe chwile. Gdy Hermiona miała okres, gdy wkurzała ją sąsiadka mieszkająca dwa domy dalej, gdy przypaliła zupę, gdy jej kuzynka wyrzuciła jej, że dawno się ze sobą nie kontaktowały, więc Hermiona musiała nie mieć dla niej czasu, gdy zdechł Krzywołap, gdy wjechała samochodem do rowu, gdy się przeziębiła. On ją przytulał i tak po prostu trwali. Czasami nie potrzebowali słów, by się zrozumieć. Gdy on był wkur*wiony, gdy kumpel pożyczył od niego kupę kasy i przegrał ją w pokera, gdy sprzątnęli mu sprzed nosa upatrzony już dawno model samochodu, gdy jego ulubiona sowa jastrzębia wyleciała w noc i już nie wróciła, gdy bolał go ząb. Wtedy wiedziała, że po prostu milcząc pokazuje mu jak jej na nim zależy. Widzisz drogi czytelniku? Nie potrzebowali słów. Swoją znajomość określali mianem „idealnego układu dwojga idealnych ludzi”. Nigdy nie użyli określenia „dwojga zakochanych ludzi”.
Być może oboje bali się odtrącenia. Przecież nie rozmawiali o tym jak to będzie w przyszłości. Temat ślubu był raczej dobrym powodem do dowcipów niż poważnej rozmowy. Dzieci? Nigdy w życiu! Wspólne mieszkanie? To za duża odpowiedzialność. No i bali się tego, co powiedzą ludzie. Choć nigdy się do tego nie przyznali.
Tak byli zaślepieni swoim sprytem i tym, że grają wszystkim na nosach, robiąc na złość całemu światu tym, że tworzą w miarę zgraną parę, że nie zauważyli, że zaczął im się ktoś przyglądać. Ktoś, kto uznał za niezdrowe to, że widział ich razem po pracy. Ktoś, kto postanowił odkryć prawdę i pokazać ją publice. Stali się nieostrożni i to ich w końcowym efekcie zgubiło.
W tej chwili, gdy ze strony 16. patrzyła w brzoskwiniowy sufit roześmiana twarz Hermiony trzymającej za rękę Dracona, ta prawdziwa z krwi i kości Granger patrzyła na prawdziwego Malfoy’a z niedowierzaniem. Ktoś odkrył ich tajemnicę. A to oznaczało tylko jedno.
Mężczyzna podszedł do kobiety i wziął ją za rękę. Poprowadził ją szybkim krokiem przez tak dobrze znany mu labirynt pokoi, korytarzy i łazienek do jej sypialni. Księżyc zaglądał przez szparę w zasłonach, znacząc swoją obecność cienką smugą białego światła. Skąpani nim stali przez chwilę i ściągali z siebie nawzajem ubrania. Wreszcie on zniecierpliwiony pchnął ją a ona upadła w miękką, jedwabną pościel. Jej nagie ciało niemal przyciągało jego ciało niczym dwa bieguny magnesu. Niby takie różne, a jednak tylko razem tworzyły całość. Spleceni w miłosnym uścisku kochali się bardzo długo. Bez słów. Znów nie były one potrzebne. Były zbędną stratą czasu.
Po wszystkim Hermiona odwrócona do niego plecami nawet nie odezwała się, gdy poczuła papierosowy dym. Nigdy nie pozwalała palić mu w środku, a tym bardziej w łóżku. Teraz było inaczej.
- Musimy porozmawiać – powiedział Malfoy, gdy po raz kolejny wypuścił dym z ust.
- Pieprzysz Draco. Nie mamy o czym.
- Skoro tak uważasz…
Mężczyzna wstał, zgasił papierosa w podręcznej popielniczce i zaczął zakładać na siebie ubrania. Wyszedł z sypialni nie zapalając świateł w po kolei mijanych pomieszczeniach. Znów bez słowa. Hermiona została sama. Delikatny, letni wiatr mierzwił zasłony. Poprzez uchylone okno wdzierał się brutalnie do jej sypialni i smagał jej rozpaloną skórę.
W końcu zerwała się z łóżka i nie dbając o to, że nie ma nic na sobie przebiegła tą samą drogę, którą pięć minut wcześniej pokonał Draco.
- Malfoy? – krzyknęła, ale nie odpowiedział jej żaden odgłos.
Weszła do salonu i zobaczyła na szklanym stoliku kartkę. Leżała w tak niewielkiej odległości od pozostawionej tam gazety, że aż sprawiały wrażenie, że się zaraz pogryzą. Kobieta podeszła na palcach do stolika, jakby nie chciała przestraszyć jakiegoś płochliwego zwierzęcia. Podniosła ją i po raz pierwszy w życiu pozwoliła sobie na drżenie palców. Przeczytała jedno, jedyne słowo, którego tak bała się przez te półtora roku. „Żegnaj.”
Kartka wysunęła się jej z ręki a ona poczuła dziwną wilgoć na policzkach. Dotknęła jednego z nich palcem, a potem wsadziła go do ust. Był słony.
Ten wieczór, był pasmem nowości. Po raz pierwszy została odtrącona. Po raz pierwszy pozwoliła sobie na okazanie emocji. Po raz pierwszy zapłakała. Po raz pierwszy zrozumiała, że kochała.

Ten post był edytowany przez etusia: 18.02.2010 01:43


--------------------
- To die after fulfilling a dream or to desert a dream to live. Which do you think is a right choice?
- It's not a matter of which is right... What's important is which decision you will not regret.
'Taiyou no uta' ep 10
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Posts in this topic


Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 28.03.2024 23:38