Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Fabryka łez (18+), Hermiona główną bohaterką

zla_modliszka
post 18.12.2014 19:36
Post #1 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 6
Dołączył: 09.07.2009
Skąd: z miasta, gdzie jest dużo drzew

Płeć: Kobieta




Prolog

-Już czas… - młoda, szczupła kobieta podbiegła w stronę schodów, wychyliła się za poręcz i nadstawiła ucha - Uff… Nikogo nie ma… - szybkim krokiem zbiegła na dół. Wbiegła do kuchni, rozejrzała się i z metalowego pudełka stojącego na szafce wzięła kilka ciasteczek. Zamknęła pudełko i z powrotem rzuciła się biegiem na górę.
"Nie chcę się bać. To już ostatnia próba. Dzisiaj nie zawiodę samej siebie. Zemszczę się." -Pomyślała, a rumieńce buńczuczności wystąpiły na jej policzkach. Wzięła ulubioną Historię Hogwartu i czytając wracała do najlepszych lat jej życia. Lat, kiedy stawała oko w oko ze śmiercią, ale tak rzadko czuła strach. Teraz był on jej niemalże jak kochanek. Samotna łza spłynęła po jej nosie i zatrzymała się na wargach. Kobieta przymrużyła oczy i zlizała słoną ciesz z ust.
-Hermiona! - Usłyszała ryknięcie z dołu. Zdrętwiała i całkiem straciła nie tylko kolory, ale także cały zapał. Teraz ogarnęło ją przerażenie. - Zejdź na dół!
Podniosła się i z całej siły uderzyła się w twarz - "To twoja ostatnia szansa!" - Krzyknęła na siebie w duchu. Wyjęła ukrytą pod materacem różdżkę, tyle czasu zajęło jej odszukanie atrybutu czarownicy. Wsunęła ją za spodnie, przy plecach. "Nie zobaczy jej, dam sobie radę, jestem przecież Hermioną Granger!". Powoli wyszła z pokoju. Z każdym krokiem coraz mniej się trzęsła, czuła narastający gniew, który zebrał się przez ostatni rok, czuła żal, że to ona musiała tak cierpieć, kiedy nikt nawet o tym nie wiedział. Weszła do salonu z pochyloną głową, tak, żeby nie zauważył ognia palącego jej twarz. Siedział na fotelu ustawionym tak, że widziała tylko jego profil. Patrzył przez okno w jasny mrok zimowego wieczoru.
-Znowu zjadłaś moje ciastka- powiedział spokojnie, ale w jego głosie był gniew większy niż zwykle. Zawsze tak mówił. Ten przerażająco spokojny ton i to coś w oczach… Szaleństwo. Zamarła, bała się, że nie da rady. Wstał i z rękami w kieszeniach powoli szedł w jej stronę.
Gdy wreszcie się zatrzymał paradoksalnie delikatnie uniósł jej podbródek i wymierzył siarczysty policzek. Nie złapała się za niego. Musiała pilnować różdżki. To wreszcie musi się skończyć. Ponieważ nie zareagowała, zaśmiał się, śmiechem tak brutalnym i pełnym pogardy, aż poczuła ciarki na plecach.
- Taka jesteś twarda? Klękaj.- rozkazał. Ona nie chciała. Nie zrobiła tego. Był od niej dużo wyższy i silniejszy, więc siłą zmusił ją do klęknięcia położywszy ręce na jej ramionach. Nie opierała się. Posłusznie klęknęła. Rozpiął rozporek, wyjął swojego członka i wepchnął jej siłą głęboko do gardła, głośno przy tym jęcząc. Po niespełna minucie doszedł w jej ustach. Nie połknęła jego nasienia, nadal trzymała je w ustach. Zapiął rozporek i pogłaskał ją po głowie.
- Grzeczna dziewczynka, obiecaj tatusiowi, że już nie będziesz podkradała ciasteczek- powiedział ochryple. Kiwnęła głową, na co on odwrócił się zmierzając w stronę swojego fotela. Drżącą ręką wyjęła różdżkę. Wymierzyła nią w swojego ojca i cały strach ustąpił. Znowu czuła się pewnie, a jej serce wypełniła rządza zemsty.
"Petrificus totalus" - zaklęła ojca używając magii niewerbalnej. Delikatny promień wystrzelił z różdżki dziewczyny i trafił jej ojca, który w efekcie upadł na ziemię. Podłoga się zatrzęsła od jego ciężaru. Hermiona podeszła w jego stronę i kopnięciem odwróciła jego ciało na plecy - nie wiedziała skąd w niej tyle siły. Popatrzyła na niego. Wiedziała, że ją słyszy i widzi, widziała strach w jego oczach, kiedy wpatrywał się w wycelowaną w niego różdżkę.
Z jego czoła ciekła krew gęstym, brunatnym strumieniem. Splunęła na niego jego własnym nasieniem, które ciągle trzymała w ustach sprawiając, że krew i sperma połączyły się tworząc na jego twarzy różowe smugi.
- Tatuś był niegrzeczny i tatuś musi zostać ukarany - powiedziała Hermiona słodkim głosikiem.
Rozpięła jego spodnie i ściągnęła je na wysokość kolan. Stojąc nad nim rozkoszowała się chwilą, kiedy widziała przerażenie w jego oczach. Uśmiechnęła się do niego i kolejnym kopniakiem odwróciła go z powrotem na brzuch.
-Teraz tatuś przekona się, że nie tylko tatuś ma prawo do karania.- Powiedziała uśmiechając się niewinnie. Podeszła po butelkę piwa, która stała na stoliku obok fotela. - Ohh… Szkoda by było, żeby to piwko się zmarnowało. - Mówiła idąc w stronę ojca i patrząc na prawie pełną butelkę piwa. Stanęła nad wyciągniętym ciałem mężczyzny i głośno zastanawiała się, co powinna z tym zrobić:
- Może powinnam je wypić? Nie, przecież ja nie lubię MUGOLSKIEGO piwa, ale taki zapijaczony MUGOL z pewnością chętnie przyjmie taką buteleczkę!
Jej wzrok i głos wyrażały obłęd. Usta wykrzywił szaleńczy uśmiech, nie zważając na to, że wylewa piwo wszędzie dokoła wepchnęła butelkę prosto w odbyt mężczyzny. Usłyszała zduszony jęk, co skwitowała jeszcze szerszym uśmiechem. Ponieważ ciało mężczyzny było niesamowicie sztywne, dziewczyna miała utrudnione zadanie, ale z uporem wciskała butelkę między jego pośladki, w końcu ręce odmówiły jej posłuszeństwa i uznała, że ma dość. Wstała i kopniakiem znów odwróciła jego ciało. Z satysfakcją zobaczyła jego brudną twarz i zaczerwienione od łez oczy.
- Teraz tatuś już wie, że nie można nikogo krzywdzić. - znów się uśmiechnęła. Podeszła do stolika, z którego wcześniej wzięła piwo i wyciągnęła papierosa z paczki. Zapaliła go za pomocą różdżki i z rozkoszą zaciągnęła się dymem. Obrzuciła ojca ostatnim spojrzeniem i poszła zapakować wszystkie niezbędne jej rzeczy do małego plecaka, który potraktowała zaklęciem zmniejszająco- zwiększającym.


Ten post był edytowany przez zla_modliszka: 12.01.2018 22:32
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
zla_modliszka
post 14.01.2018 01:37
Post #2 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 6
Dołączył: 09.07.2009
Skąd: z miasta, gdzie jest dużo drzew

Płeć: Kobieta



Rozdział I

-Hermiona?! - Harry i Ron nie kryli swojego zdumienia widząc dziewczynę, która nagle pojawiła się przed domem w Norze. Przerwali mecz quidditcha i podbiegli do niej obaj naraz ją obejmując.
-Boże jakaś ty chuda! Nie jadłaś nic, czy co?- Krzyknął Ron.
- Nie odzywałaś się do nas od roku… Od kiedy twoja mama… - dodał nieśmiało, ale z wyrzutem Harry.
-Umarła. - Dokończyła dziewczyna. - Zabita przez ostatnich zwolenników Voldemorta. - Miała inny ton głosu, przepełniony bólem i rozpaczą, ale jednocześnie twardy i nieustępliwy.
Harry i Ron spojrzeli się na siebie nie bardzo wiedząc jak zachować się w tej sytaucji. W końcu Ron wziął dziewczynę jeszcze raz w objęcia i pobiegł z nią do domu krzycząc:
- Mamo, zobacz, co znalazłem! To mówi, że jest Hermioną, ale wygląda bardziej jak jej cień!
Molly Wesley, która przygotowywała właśnie obiad spojrzała na syna marszcząc brwi. Kiedy w końcu zorientowała się, że paplanina Rona, to nie tylko głupie żarty podbiegła do dziewczyny.
-Hermionka! Moje dziecko, coś ty taka chudziutka? Zaraz będzie obiad! - Mówiła pani Wesley w przerwach przytulając i całując policzki młodej kobiety.
Wyściskana i wycałowana Hermiona usiadła przy stole. Długo jednak nie nacieszyła się spokojem, gdyż chwilę później po jej prawej usiadł Harry, a po lewej Ron. Widząc, że chłopcy zaraz zaczną zadawać jej niewygodne pytania sama zaczęła rozmowę.
- Jak się miewa reszta rodziny? Gdzie jest Ginny i Georg?
- Tata w pracy, Charlie oczywiście pielęgnuje swoje smoczki, Bill i Fleur żyją sobie nad morzem w Muszelce, Georg wyszedł gdzieś z Angeliną Johnson, pamiętasz ją prawda? A Ginny pojechała z koleżanką - tu Ron zrobił gest cudzysłowu palcami i zerknął na mamę - na wakacje do Hiszpanii… - skończył swoją wypowiedź z przekąsem.
- Myślałam, że Ginny i Harry… - zaczęła mówić Hermiona, co gwałtowanie przerwał jej Harry:
- Oh.. stare dzieje - powiedział lekko się rumieniąc.
- No cóż… To znaczy, że u was po staremu - uśmiechnęła się. Poczuła się bardzo miło wracając do tej cudownej, rodzinnej atmosfery. Tutaj zawsze czuła się jak w domu. Odetchnęła z ulgą odpędzając od siebie przykre wspomnienia ostatnich miesięcy.
- Może chciałabyś wziąć kąpiel? - Zapytała wychylając się do nich pani Weasley. - Na dworze straszny upał, a Ty pewnie zmęczyłaś się podróżą.
- Byłoby cudownie - rozpromieniła się dziewczyna.
- No to leć, a ja w tym czasie zagonię chłopaków, żeby nakryli do stołu. - Molly odwzajemniła uśmiech i wróciła do gotowania. Czuła, że Hermiona wiele przeszła i chciała dać jej chwilę wytchnienia zanim będzie musiała stawić czoła ciekawości chłopaków.
Hermiona wzięła swój plecak i ruszyła w stronę łazienki. Kiedy była już na miejscu odkręciła wodę, która ciepłym strumieniem napełniała wannę. Dziewczyna rozebrała się i stojąc przed lustrem zaczęła oglądać swoje ciało. Gdzieniegdzie widać jeszcze było ślady siniaków. Ale już dużo mniej. Włosy, kiedyś orzechowe i sprężyste - dziś matowe i suche, wręcz brzydkie. Podkrążone oczy, szara cera. Odwróciła głowę, nie mogła na siebie patrzeć. Weszła do wanny, do której uprzednio nalała płyn i olejki do kąpieli. Zamknęła oczy i wydarzenia dnia wczorajszego wróciły ze zdwojoną mocą. Wychodząc z domu wyczyściła pamięć ojca, a jego ciało przeniosła na kanapę. Pozbyła się go. Żałowała, że po śmierci matki przywróciła mu pamięć. Nie chciała, żeby sam znosił cierpienie, chciała go wspierać. A on… A on po prostu oszalał. Może to jej wina? Może to ona zawiodła przy przywracaniu jego wspomnień? Otworzyła oczy. Pokręciła szybko głową, wzięła głęboki wdech i zanurzyła się cała w wodzie. Zanim wyszła z domu ojca zabrała mu pieniądze, które trzymał w sejfie, w gabinecie. Potrzebowała ich. Dzięki temu będzie mogła zacząć żyć na nowo. Wynurzyła się z wanny. Właśnie. Na nowo. Wyszorowała się dokładnie z każdej strony. Wyzbyła się z głowy wszelkich myśli. Czysta i pachnąca wyszła z wanny. Wysuszyła magicznie swoje ciało i zaczęła eksperymentować ze swoją fryzurą. Nowe życie, więc te kłaki też trzeba zmienić. Ubrała ciemne jeansy, czarną bokserkę i zioną koszulę w kratę. Ostatni raz zerknęła w lusterko i wyszła z łazienki.
- Mogę wam jeszcze w czymś pomóc? - Zapytała stając na progu kuchni i w tym samym momencie usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Spojrzała w stronę skąd dochodził dźwięk.
-O kurczę, Hermiono, wyglądasz… niesamowicie…- jąkał się Ron jednocześnie zbierając szkło.
- Reparo - Hermiona uśmiechając się wycelowała różdżkę w rozbitą szklankę - dziękuję, Ron. - Odpowiedziała speszonemu chłopakowi.
Włosy Hermiony nie były już szopą skręconych, suchych kłaków sięgających łopatek. Teraz pokrywały ramiona delikatnymi, lśniącymi falami, a ich kolor znów był orzechowy. Jej oczy okalała ciemna zasłona gęstych rzęs, a na malinowych ustach cały czas gościł figlarny uśmiech. Wisienką na torcie były nieliczne piegi dodające jej uroku.
- Jedna kąpiel, a ty kochanieńka wyglądasz jak nowo narodzona! - Ucieszyła się pani Weasley. - A teraz zapraszam wszystkich do stołu!

***

-Ohhh… Mój brzuch…- wyjęczał Ron
- Nic dziwnego Ronaldzie, wpakowałeś w siebie więcej jedzenia niż cała reszta razem wzięta. - Powiedziała Hermiona zbierając naczynia ze stołu i uśmiechając się pobłażliwie do Rona - Pani Weasley… - zwróciła się do rudowłosej kobiety.
- Słucham kochaniutka?
- Czy mogłabym zostać u Was kilka dni? Dopóki sobie czegoś nie znajdę? - Zapytała dziewczyna nieśmiało zerkając w dobrotliwe oczy kobiety.
- Ależ oczywiście! Sprawisz nam ogromną przyjemność! Zostań u nas tak długo, jak będziesz chciała. Póki Ginny nie wróci zajmiesz jej pokój. - Molly jak zwykle wykazała matczyną troskę w stosunku do przyjaciół jej dzieci.
- Dziękuję… Nawet pani nie wie, ile to dla mnie znaczy - powiedziała Hermiona, a jej oczy zaszkliły się, co nie umknęło uwadze Pani Weasley, która natychmiast przytuliła dziewczynę i powiedziała:
-Jesteś częścią naszej rodziny, pamiętaj o tym Hermiono.
Hermiona uśmiechnęła się, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Pierwszy raz od bardzo dawna była to łza szczęścia.

***

-Hej, można? - Hermiona spojrzała w stronę drzwi, gdzie zobaczyła głowę uśmiechniętego rudzielca.
-Hej, jasne - odpowiedziała i zeszła z parapetu, gdzie przesiedziała ostatnią godzinę. Zerknęła na zegarek, zaraz północ. -Czemu nie śpisz?
- Mogę zapytać cię o to samo… - odpowiedział Ron z zawadiackim uśmiechem.
-Faktycznie - uśmiechnęła się. Tak bardzo go jej brakowało. Podeszła do niego i dotknęła jego policzka opuszkiem palca wskazującego - Tęskniłam za tobą… - westchnęła i usiadła na łóżku.
-I ja za tobą…- usiadł obok niej i objął ją mocno. Kobieta wtuliła się w jego ramię i wydała z siebie zduszony jęk. - Hermiono? Co jest grane? - Powiedział Ron chwytając ją za ramiona i zaglądając jej w oczy z taką szczerością i troską, że dziewczyna spuściła wzrok, a jedna samotna łza spłynęła po jej policzku. Już dawno nikt nie był w stosunku do niej taki czuły i troskliwy, jak w ciągu dzisiejszego dnia. Dziewczyna znowu zaczęła zastanawiać się, czy powiedzieć o jej ostatnich przeżyciach przyjaciołom. Myślała o tym przez całą drogę, z domu ojca do motelu, gdzie wynajęła pokój i rzuciwszy się na łóżko płakała, póki wyczerpana nie zasnęła. Myślała też rano, kiedy się obudziła i nawet się nie myjąc poszła zjeść śniadanie w motelowym barze. Myślała o tym również wtedy, kiedy pokonywała drogę do Nory. I choć tyle czasu poświęciła na podjęcie tak ważnej dla niej decyzji - nie podjęła jej.
- Ron… Ja… Nie chcę o tym mówić… Przyjdzie czas, kiedy się na to odważę, ale nie teraz… Jeszcze nie teraz…
Chłopak przez chwilę patrzył na nią z troską, aż w końcu nic nie mówiąc mocno ją przytulił.
- Dziękuję, że to rozumiesz… albo raczej, akceptujesz. - Szepnęła mu w szyję, na co on złożył delikatny pocałunek na jej czole i powiedział:
- A może się nawalimy? Jak dwa pijaki? Może Harry będzie chciał zostać trzecim pijakiem?
Dziewczyna nie wytrzymała i roześmiała się głośno.
- Co się tutaj dzieje? - w drzwiach pojawiła się głowa z blizną na czole i okrągłymi okularami.
- Ronald planuje zostać pijakiem i chce nas wciągnąć do tego kręgu. - Powiedziała Hermiona z miną McGonagall upominającą pierwszoroczniaków biegających na korytarzach.
- No cóż… - Harry założył ręce na piersi - jestem za! - Wyszczerzył się do nich.
- To ja ogarnę Ognistą Whiskey! - Powiedział teatralnym szeptem Ron i wybiegł z pokoju.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
zla_modliszka
post 14.01.2018 17:56
Post #3 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 6
Dołączył: 09.07.2009
Skąd: z miasta, gdzie jest dużo drzew

Płeć: Kobieta



Rozdział II

- Na gacie Merlina. Co się dzieje z moją głową? - Wyszeptał Ron zaraz po przebudzeniu. Pierwsza rzecz, którą chciał zidentyfikować, to miejsce swojego aktualnego pobytu, ale żeby to zrobić musiał najpierw otworzyć oczy.
Powoli i z ogromnym wysiłkiem spróbował odkleić od siebie powieki. Rozmazany obraz nie przedstawiał w zasadzie niczego konkretnego, ale po kilku mrugnięciach zaczynał nabierać ostrości, a on sam zastanawiał się, kto nad nim stoi. Kiedy udało mu się odzyskać upragnioną ostrość stwierdził, że to nie ktoś, a coś nad nim stoi. A konkretniej - żółty fotel Ginny.
- Co jest grane? - Zapytał sam siebie.
-Właśnie, co jest grane? - Usłyszał jęk dochodzący z drugiego końca pokoju.
Ron zaczął zastanawiać się, czy nie ma przypadkiem halucynacji, bo w pokoju nie było nikogo oprócz niego samego, ale jego wątpliwości zostały rozwiane, kiedy z szafy z głośnym "Ała" wypadł Harry.
-Stary, coś ty tam właściwie robił? - Zapytał Ron nie bardzo rozumiejąc zaistniałą sytuację.
-Sam chciałbym wiedzieć… - powiedział zaskoczony Harry i podniósł się z podłogi. - Dobrze, że chociaż moje okulary zostały na swoim miejscu - ucieszył się Harry i zaczął poprawiać lekko przekrzywiony przedmiot swojej radości.
- O widzę, że już wstaliście - w drzwiach pokoju pojawiła się Hermiona, która wcale nie wyglądała jakby jej poranek, chociaż w najmniejszym stopniu przypominał ten, który przeżyli chłopcy.
-Hermiono… - zaczął Ron. Nie chciał, co prawda znów wyjść na tego mniej poinformowanego, ale ciekawość wzięła górę. - Czy ty wiesz, co się tutaj stało? Dlaczego ja leżę pod fotelem, a Harry był w szafie?
- Nic nie pamiętacie z dzisiejszej nocy? - Hermiona wyszczerzyła się na wspomnienie ostatnich wydarzeń i spojrzała na chłopaków, którzy smętnie pokręcili głowami na znak swojej niewiedzy. - Ah chłopcy, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie z was jeszcze dzieciaki. - Powiedziała dziewczyna i usiadła na łóżku. - Rozmawialiśmy pijąc Ognistą Whiskey o przeróżnych rzeczach. W końcu zeszło na temat zabaw, w które bawią się dzieci mugoli i dzieci czarodziejów. Harry i ja doszliśmy do wniosku, że zabawa w chowanego była jedną z najlepszych, a ty - tu Hermiona uniosła brwi i uśmiechnęła się do Rona - koniecznie chciałeś ją wypróbować.
- Hehe - zaśmiał się szyderczo Harry.
- Na twoim miejscu bym się tak nie śmiała Harry, bo ty schowałeś się do szafy, - powiedziała Herremu Hermiona. - A Ronald wlazł pod fotel, nie wiem w zasadzie, co sobie myślałeś, że jesteś taki mały, czy taki żółty? - Zwróciła się do rudzielca śmiejąc się półgębkiem.
-A ty? Co ty zrobiłaś w tym czasie? - Zapytał zaczerwieniony Ron chcąc zmienić temat na taki, który mniej go będzie kompromitował.
-A ja poszłam do twojego łóżka spać - odpowiedziała Hermiona tym razem nie wytrzymując i śmiejąc się do rozpuku. - A teraz chodźcie jeść, śniadanie gotowe. - Zakończyła swoją wypowiedź, gdy trochę opanowała napad radości.
Chłopcy zaczęli gramolić się z podłogi ze zwieszonymi ze wstydu głowami, choć w duchu sami z siebie mieli ubaw po pachy.
Hermiona zaś doszła do wniosku, że nigdzie nie czuje się tak dobrze, jak w towarzystwie tych dwóch młodych mężczyzn. To oni podnoszą ją każdego dnia na duchu, to dzięki nim ma odwagę kroczyć twardo po ziemi i nie dawać się pokonać trudnościom losu. I wreszcie, to oni sprawiają, że jej ostatnie przeżycia wydają się odległym wspomnieniem.
Dziewczyna spojrzała przez ramię na obiekty swoich rozmyślań i doszła do wniosku, że kocha te duże dzieci. Harry szedł drapiąc się po głowie z miną mówiącą, że przez długi czas nie zamierza spożywać alkoholu, a tuż za nim wlókł się Ron śmiejący się pod nosem, zapewne z własnej głupoty.
-Witaj Harry, cześć Ron. Cud, że Hermionie udało się was dobudzić. - Przywitał się z chłopcami Artur Weasley.
- Cud, że Hermiona w ogóle ich ZNALAZŁA - dodał ze śmiechem George akcentując ostatnie słowo. Harry i Ron spojrzeli na siebie, widocznie ich nocna zabawa była wszystkim doskonale znana.
- Wstaliście wreszcie - powiedziała Molly, która właśnie weszła do kuchni. - Jedzcie, naleśniki zaraz wam wystygną.
- Więc Hermiono…- Zaczął pan Weasley, co natychmiast przerwała mu jego żona:
-Arturze, skoro masz dzisiaj wolne, to czy moglibyśmy wybrać się razem na Pokątną?
- Eee… Oczywiście Molly. - odpowiedział Artur zaskoczony tym, że żona przerwała mu wypowiedź, ale gdy tylko zerknął na Hermionę dłubiącą widelcem w talerzu, zorientował się, że chyba nie powinien o nic wypytywać.
- Bardzo się cieszę - powiedziała pani domu i uśmiechnęła się pod nosem zadowolona z elokwencji męża.

***
"Muszę znaleźć pracę i jakieś lokum." - Pomyślała Hermiona wertując Proroka Codziennego. Dotarła w końcu do tego, czego szukała, do ogłoszeń pracy. Rozsiadła się w wygodnie w fotelu, a gazetę położyła na stoliku znajdującym się tuż obok niego.
- Hm… To nie. To też nie. To na pewno nie. - Wyliczała mrucząc sobie pod nosem. - O! To jest interesujące! - Krzyknęła w końcu do siebie.
-Co takiego? - W drzwiach pojawił się George.
-Przeglądam ogłoszenia pracy. - Odparła Hermiona zwijając gazetę. - Muszę się czymś zająć i wynająć coś własnego, nie mogę siedzieć wam na głowie.
-Daj spokój. - Powiedział George i usiadł na fotelu po drugiej stronie stolika. - Jesteś jak członek rodziny, zawsze jest tutaj dla ciebie miejsce. Jak wróci Ginny możesz spać w moim łóżku - dodał z zawadiacką miną i puścił do niej oczko.
Hermiona pomyślała, że Georg to niesamowicie silna psychicznie osoba. Umarł jego brat- jego kompan, najlepszy przyjaciel, wspólnik, a on otrząsnął się z tego i w tym momencie żyje normalnie. Spojrzała na niego jak dmuchał na herbatę, którą trzymał w dużym, pomarańczowym kubku.
- Jeśli nie zdążę się wyprowadzić do powrotu Ginny to z chęcią przyjmę twoją propozycję - powiedziała robiąc zalotną minkę. Georg spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną?! - wyszeptał rudzielec udając przerażenie.
- Pożarłam ją! Ale przedtem ogoliłam jej głowę na łyso, żeby mieć zapas do eliksiru wielosokowego! -powiedziała Hermiona również szeptem nachylając się nad stolikiem w stronę Georga.
-W sumie… Podoba mi się ta zmiana. - Georg również nachylił się nad stolikiem i spojrzał na usta dziewczyny, które ta nieznacznie przygryzła, gdyż poczuła delikatny, niezidentyfikowany dreszcz przechodzący jej ciało. Jej policzki zaróżowiły się, a ona sama odsunęła się gwałtownie upuszczając na podłogę gazetę, która spoczywała na jej kolanach.
Dziewczyna odchrząknęła, wstała, podniosła gazetę i idąc w stronę schodów powiedziała:
- Idę się przebrać, muszę się wybrać na Pokątną.
-Może dotrzymać ci towarzystwa? - zapytał Georg odstawiając kubek na stoliku i podchodząc do Hermiony.
-Dlaczego nie? - odparła i czym prędzej uciekła do pokoju, który aktualnie zajmowała, bo sytuacja, która przed chwilą miała miejsce była dziwna. Bardzo dziwna. Hermiona musiała to sobie przeanalizować - najlepiej w samotności.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
zla_modliszka
post 18.01.2018 22:28
Post #4 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 6
Dołączył: 09.07.2009
Skąd: z miasta, gdzie jest dużo drzew

Płeć: Kobieta



Rozdział III

Hermiona Granger i George Weasley, po tym jak przenieśli się do Dziurawego
Kotła za pomocą sieci Fiuu, maszerowali Pokątną w poszukiwaniu niedawno otwartej księgarni Erudyta. Tam była Gryfonka miała zapytać, czy ogłoszenie o pracę jest nadal aktualne. Praca ta wydała się dziewczynie idealna na otrząśniecie się po wszystkich nieprzyjemnych wydarzeniach, które ją spotkały w ostatnim czasie.
Hermiona i George szli śmiejąc się, ponieważ wspominali dawne, dobre chwile, które przeżyli razem w Hogwarcie. Wszelkie jej obawy, co do intencji Geroga, które pojawiły się przez incydent w salonie - zniknęły na dobre. Nagle dziewczyna zatrzymała się.
-To tutaj - powiedziała i spojrzała na Georga. - No, to idę. - Uśmiechnęła się do rudzielca.
-Idź, ja w tym czasie zajdę do Miodowego Królestwa, żeby kupić ci coś na pocieszenie. Pracę dostaniesz na pewno i na pewno będziesz płakać, kiedy dowiesz się, że będą ci płacić pół galeona za godzinę. - George wyszczerzył zęby w uśmiechu i uciekł unikając łokcia Hermiony, który z pewnością dotkliwie trafiłby go w żebra.
Dziewczyna pokręciła głową z dezaprobatą zerkając na uciekającego Wesleya i patrząc na obiekt jego kpin, weszła do środka.

***

-Z takimi predyspozycjami może pani pracować wszędzie, chociażby w Ministerstwie Magii. I to na wysokim stanowisku!
-Mimo wszystko chciałabym pracować tutaj. - Odparła Hermiona uśmiechając się do Thomasa, właściciela nowej księgarni.
- W takim razie, nie pozostaje mi nic innego niż panią zatrudnić, pani Granger. - Mężczyzna również się uśmiechnął.
Był wyjątkowo przystojny i bardzo spodobał się Hermionie, lecz dystans, który się w niej zakorzenił przez ostatnie wydarzenia sprawiał, że ograniczyła się jedynie do delikatnego uśmiechu w jego kierunku.
Należał do grupy wysokich mężczyzn. Nawet bardzo wysokich, na oko Hermiony miał około 190cm wzrostu. Gęste czarne włosy miał w nieładzie, który bezbłędnie do niego pasował. Jego czarne, jak dwa węgielki oczy w ciemnej oprawie gęstych rzęs przysłaniały okulary, które znajdowały się na idealnie prostym nosie. Usta miał pełne, bladoróżowe, a jego urodę dopełniała równo przycięta, zadbana broda.
-Panno Granger - odpowiedziała Hermiona znowu się uśmiechając. - Nie mam męża. - Dodała. - Kiedy mogłabym zacząć?
-Myślę, że od najbliższego poniedziałku. - Odpowiedział Thomas, po czym odłożył dokumenty, które trzymał w rękach, zdjął okulary i uważnie przyjrzał się siedzącej przed nim młodej kobiecie. - Pozostaje jeszcze kwestia finansowa. Proponuję pani na początek dziesięć galeonów na godzinę. Z czasem może zasłuży pani na podwyżkę. - Znów się uśmiechnął, tym razem puszczając zaskoczonej dziewczynie oczko.
- Świetnie! Super! Bardzo panu dziękuję! - Ucieszyła się i poderwała się z krzesła, żeby uścisnąć mężczyźnie dłoń. Nie zgadzała się, co prawda z Georgem, że jej godzinna stawka wyniesie pół galeona, ale nie sądziła też, że przekroczy pięć galeonów. Ale… chyba przesadziłam z tym entuzjazmem… - dodała w myślach i zarumieniła się niczym pensjonarka z powrotem siadając na krześle. Tym razem to mężczyzna wstał i podszedł, żeby uścisnąć jej dłoń uśmiechając się do niej rozbrajająco. Widać było, że rozbawiła go jej reakcja.
- W takim razie do poniedziałku. - Powiedział, na co dziewczyna jedynie nieśmiało spuściła wzrok. - Panno Granger. - Dodał, kiedy ta wychodziła ze sklepu.

***

-Serio? Zabrałaś ze sobą tego pajaca, a nam nawet nie powiedziałaś, że idziesz na rozmowę o pracę? - Jęknął Ron leżąc na łóżku i zakrył głowę poduszką.
Hermiona i George wrócili objadając się czekoladowymi żabami i od razu ruszyli do pokoju Rona i Harrego, żeby przekazać nową wiadomość.
- A co dokładnie będziesz tam robić? I jakie będą twoje zarobki? I oczywiście, od kiedy zaczynasz? - zapytał Harry ignorując reakcję przyjaciela. Stwierdził, że powinien być bardziej wyrozumiały w stosunku do swojej przyjaciółki. W końcu nie wiedzieli, co przeżyła, kiedy nie odzywała się przez rok od śmierci swojej mamy.
-Jak to w księgarni, będę układać, sprzątać, sprzedawać, ogólnie będę zajmować się sklepem, a Thomas będzie załatwiał sprawy papierkowe. Dostałam 10 galeonów na godzinę i zaczynam od poniedziałku. - Wyszczerzona Hermiona usiadła po turecku obok Harrego. - Jest, co opijać chłopaki! To już za cztery dni! - Dodała i padła na łóżko rozkładając szeroko ręce. Wszystko zaczyna się układać. Wszystko zaczyna schodzić na dobre tory. W końcu.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 24.01.2018 01:56