Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> "heartbeat In The Silence", fanfiction Dramione

LethalDose
post 24.07.2012 14:24
Post #1 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1
Dołączył: 24.07.2012
Skąd: Toruń

Płeć: arbuz



Pisane NA BIEŻĄCO (ważna informacja!) Fanfiction Dramione pt.: "Heartbeat in the Silence". Na razie Prolog+3 pierwsze rozdziały. Powiedzcie czy dodawać dalej smile.gif

uwaga: elementy Fremione!


Prolog

jak ja się tu dostałam?, pomyślała Hermiona.
Zadawała sobie to pytanie niemal każdego ranka, spoglądając na leżącego u jej boku mężczyznę, tylko do pasa zagrzebanego w pościeli. Wyciągnęła rękę, i leniwym, delikatnym ruchem odgarnęła kosmyki opadające mu na twarz.
Kiedy spał wyglądał z 10 lat młodziej, jak chłopak, którego poznała podczas swojego pierwszego roku nauki w Hogwarcie. Gdyby wtedy ktoś zasugerował jej, że ten dzieciak wyrośnie na mężczyznę, u boku którego będzie się budziła jako dorosła kobieta – parsknęłaby temu komuś śmiechem prosto w nos. Lub ewentualnie – w zależności od humoru – wymierzyłaby mu siarczysty policzek. Teraz jednak nie wyobrażała sobie poranków u boku kogokolwiek innego.
- skarbie? - odezwał się zaspany głos po jej lewicy.
- jestem – odparła w odpowiedzi, na powrót odgarniając niesforne pukle z czoła mężczyzny,
- co dziś na śniadaaa……nie? - spytał jej mąż, ziewając potężnie i przecierając oczy jak przedwcześnie wybudzone dziecko. Kochała ten widok. Uśmiechnęła się do niego czule, i delikatnie ucałowała go w czubek głowy, po czym zgrabnie zeskoczyła z łóżka na dywan.
- tosty – oznajmiła wesoło, na bosaka podążając do kuchni.
Jestem szczęśliwa, pomyślała Hermiona, jak niemal każdego ranka od ostatnich 5 lat.




Rozdział I


- no świetnie! - warknęła Hermiona pod nosem, gdy kółeczko jej kufra utknęło w szczelinie między drzwiami a pokładem pociągu – fantastycznie, no bajecznie po prostu! Kto zawsze musi mieć problemy z bagażem? Granger!, bo przecież CZEMU NIE! - pomstowała gniewnie, szarpiąc się z pechowym kufrem, który nie wykazywał jakiejkolwiek chęci do współpracy.
- proszę, proszę! - rozległ się ironiczny głosik ponad nią – Zawsze wiedziałem, że masz nie po kolei w głowie, ale żeby aż gadać do siebie?
-siedź cicho, Malfoy – rzuciła ostrym tonem, nawet na niego nie spojrzawszy. Ten chłodny, złośliwy głos poznałaby wszędzie. - nie jestem w nastroju do żartów.
- a czy ktokolwiek żartuje? - odparował Draco, udając szczere zdziwienie. - przesuń się, blokujesz przejście – dodał arogancko.
- no co ty nie powiesz! - zakrzyknęła Hermiona, której cierpliwość była na skaju wyczerpania. Czuła, że dzielą ją sekundy od ‘wielkiego wybuchu’. - pretensje kieruj do mojej walizki, która za cholerę nie chce wyleźć z tej szczeliny!
- nic mnie nie obchodzi dlaczego tu ślęczysz, po prostu zrób przejście bo szukam wózka z żarciem – odparł, bynajmniej nie po dżentelmeńsku. Hermiona postanowiła nie zwracać na niego uwagi, zamiast tego skoncentrowała się na manipulowaniu kufrem. Zniecierpliwiony Malfoy podrygiwał nogą i co chwila wzdychał teatralnie, aż w końcu nie wytrzymał
- oh, na litość Boską, odsuń się Granger! - wykrzyknął, trącając ją lekko by zrobiła mu miejsce przy walizce. Jednym, potężnym szarpnięciem wydostał kółeczko ze szczeliny. - nie musisz dziękować, i tak mam gdzieś wszystko co mówisz – rzucił po chamsku, po czym postawił walizkę u stóp dziewczyny i ruszył korytarzem w poszukiwaniu wózka ze słodyczami.
Przez chwilę Hermiona miała ochotę go zabić.
Po trochę dłuższej chwili zapragnęła jedynie rąbnąć go w pysk.
Natomiast po JESZCZE dłuższej chwili doszła do wniosku, że powinna po prostu poszukać Harrego i Rona zamiast tracić czas na utarczki z Malfoyem.

***
- cześć, chłopaki – wysapała gramoląc się do przedziału, z kufrem w objęciach. Postanowiła, że przytarga go tutaj na rękach, za wszelką cenę chcąc uniknąć powtórki z sytuacji na korytarzu. Ron natychmiast rzucił się jej na pomoc, choć pod ciężarem bagażu ugięły mu się kolana. Jakimś cudem zdołał jednak umieścić kufer na jednej z górnych półek, po czym na powrót zajął miejsce w przedziale.
Hermiona rozejrzała się po twarzach swoich towarzyszy podróży. Ron, Ginny, Harry, Luna, Neville… - byli w komplecie.
- no, to jak tam wakacje? - zagadnęła przyjacielsko. W przedziale natychmiast zgęstniałą atmosfera.
- Wuj Vernon kazał mi mieszkać w namiocie w ogródku. Nie mogłem nawet wejść do domu na herbatę albo po pranie – odezwał się Harry.

- oooh…to… - zająknęła się Hermiona – to przerąbane – dokończyła w końcu, przybierając współczującą minę.
- przez pół wakacji miałem areszt domowy, a przez drugie pół tata zmuszał mnie do łowienia ryb mugolskimi wędkami – dorzucił Ron z kwaśną miną.
- właśnie – wtrąciła się Ginny – przy czym ja musiałam nadziewać im robaki na haczyki – wszystkie siedzące w przedziale dziewczyny wzdrygnęły się jak na sygnał – ohyda – skwitowała Weasleyówna.
- racja, trochę do bani – przytaknęła Hermiona – aha, Ron, przykro mi z powodu twoich wakacji.
Chłopak odpowiedział krótkim skinieniem głowy, ale minę nadal miał nieciekawą.
- a Ty, Neville?
- proszę cię – wywrócił oczami – przez bite dwa miesiące babcia ciągała mnie po wszystkich sklepach z kapeluszami na terenie całego kraju. Myślałem, że oszaleję!
Z ust wszystkich obecnych – może z wyjątkiem Luny – wyrwało się chóralne, pełne niechęci „yłk!”, będące najwyższym wyrazem solidarności z umęczonym przez babcię gryfonem.
- a co z twoimi wakacjami, Luna? - Hermiona zwróciła się do siedzącej pod oknem blondynki. Dziewczyna - z lupą w dłoni – pogrążona była w lekturze nadzwyczaj maciupkiej książeczki, o jaskrawoniebieskiej, pokrytej brokatem okładce, na której nie widniał ani jeden napis.
- jabłka też mogą zmywać naczynia – odezwała się poważnym tonem, podnosząc znad tajemniczego opracowania swoje wielkie, błękitne oczy.
Hermiona spodziewała się podobnie irracjonalnej odpowiedzi. Właściwie zagadnęła Lunę tylko dlatego, że pominięcie jej byłoby niegrzeczne.
- dobrze wiedzieć – rzucił Harry w stronę blondynki, która zdążyła już powrócić do czytania – zapamiętam to sobie.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, nie podnosząc jednak wzroku znad książki.
To właśnie Hermiona lubiła w Harrym – że nawet jako Wybraniec pozostawał miły dla takich świrów jak Luna. Że nie wywyższał się jak Malfoy, mimo faktu, że – w przeciwieństwie do ślizgona – miałby po temu solidne podstawy.
Spontanicznie posłała Potterowi promienny uśmiech, i rzuciła mu jednego ze swoich croissantów.
- o, dla mnie też masz? - zainteresował się natychmiast Ron.
- pewnie, chwytaj. - odparła Hermiona, doskonale przygotowana na tę okoliczność.
- dzięki! - zakrzyknął Ron ze szczerym uwielbieniem, z jakim mógłby mówić tylko o Quidditch’u i jedzeniu – jesteś najlepszą Hermioną na świecie!
- wiem, wiem – odparła Hermiona nonszalancko – ludzie w kółko mi to mówią.
Cała ich trójka zachichotała cicho.
Oh, jak dobrze, jak to dobrze w końcu znaleźć się wśród przyjaciół!, pomyślała gryfonka. Jak mi tego brakowało!
Co prawda nie mówiła o tym chłopakom, bo żaden z nich nie zapytał, ale jej lato także było pechowe (swoją drogą – co za dziwny zbieg okoliczności). Tęskniła za Hogwartem, bo prawie przez całe wakacje jej rodzice kłócili się ze sobą. Bezustannie. I o ile z początku Hermiona miała mgliste pojęcie o co w ogóle się sprzeczają, o tyle w końcu całkiem się pogubiła. Nie mogła nic na to poradzić, więc po prostu starała się ich unikać i zając się własnym życiem, dopóki sami nie rozwiążą spraw między sobą. Ale to trwało i trwało. I prawdopodobnie trwa nadal. Na dworzec przywiozła ją mama, choć zwykle robili to całą rodziną, a po drodze milczała jak zaklęta, więc nic się z niej nie dało wyciągnąć, mimo że Hermiona wzniosła się na wyżyny dyplomacji.
Tak naprawdę gdyby miała wybierać pomiędzy problemami rodzinnymi, a narzuconym przez ojca wędkowaniem – nie wahałaby się ani chwili.
Odegnała przykre myśli, skupiając się na teraźniejszości.
Teraz jest z Nimi – ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi – w drodze do najfantastyczniejszego miejsca na Ziemi – Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Przed wejściem do pociągu mama chwyciła ją za ramiona i powiedziała „baw się dobrze” a Hermiona odpowiedziała „postaram się, mamo”. Zamierzała dotrzymać słowa.
- hejooooł! - rozległo się chóralnie, w drzwiach przedziału. Stali tam Fred i George – bliźniacy Weasleyów. W zeszłym roku rzucili szkołę, ale po upadku Voldemorta zdecydowali się wrócić i powtórzyć rok. W efekcie wylądowali w roczniku niżej, czyli w klasie Harrego, Rona i Hermiony. Co prawda nie tryskała ona radością na myśl, o nauce razem z nimi - mając przed oczami wszystkie ich lekcyjne wybryki – ale pochwalała podjętą przed nich decyzję by jednak ukończyć szkołę. W gruncie rzeczy sama ich do tego nakłaniała, co należało do jej kujońskich obowiązków.
- jakoś tu drętwo -odezwał się George. - Fred, trzeba rozruszać to towarzystwo bo inaczej trafimy do najnudniejszej klasy w całej historii Hogwartu.
- święta racja, George! - potwierdził ochoczo bliźniak. Nawet ich głosy brzmiały łudząco podobnie. - to kto gra w muzo-plujki?
- muzo-plujki? - spytał Ron, nic nierozumiejącym ale i zaciekawionym tonem.
- taaak, to takie gumy w kształcie kulek. Wkładasz je do ust i na minutę zyskujesz głos i wygląd losowej gwiazdy muzycznej.
- dobra, skumałem tę część z muzyką, ale dlaczego „plujki” - dociekał Harry.
- bo po minucie musisz je natychmiast wypluć, inaczej eksplodują ci w buzi – zakomunikował George beztroskim tonem, jakby wcale nie informował zebranych, że jedzenie jakie im proponuje ma właściwości wybuchowe.
- wchodzę w to! - wykrzyknął olśniony Ron, jakby to właśnie doustne eksplozje przekonały go o świetności tej gry.
- nooo, i to jest prawdziwy Weasley! Moja krew! - pochwalił go Fred, z aprobatą klepiąc brata po ramieniu.
- doooobra, a co mi tam – westchnął Harry. - w końcu co może być gorsze, niż całe lato w śmierdzącym namiocie, no nie?
Dobre pytanie, pomyślała z przekąsem Hermiona, ale ostatecznie przystała na propozycję bliźniaków. Bądź co bądź po takich wakacjach przyda jej się trochę rozrywki, a jeżeli o rozrywkę chodzi, to Fred i George są niekwestionowanymi mistrzami.
- zaczynaj, Ronuś – rzekł Fred, wyciągając w stronę Rona otwartą dłoń, na której spoczywała czerwona, niewinnie wyglądająca kulka, wielkości orzecha laskowego.
- raz się żyje – odparł chłopak, biorąc muzo-plujkę do ust. Po sekundzie Ron przybrał postać Shakiry. Podniósł się z miejsca, stanął na środku przedziału i odtańczywszy najgorszy taniec brzucha, jaki Hermiona w życiu widziała, zawył „Wakę – Wakę” głosem do złudzenia przypominającym wokal piosenkarki. Stanowiło to widok tak komiczny, że wszyscy gryfoni jak jeden mąż wybuchli gromkim śmiechem.
- trzy….dwa…jeden… - zaczął odliczać George, wlepiając oczy w zegarek. Ron natychmiast wypluł gumę najdalej jak tylko potrafił.
- Granger, chcesz być następna? - zapytał ochoczo Fred.
- pewnie, dawaj ją – odparła Hermiona, szczerząc się do niego w uśmiechu.




Rozdział II

Z chłopakami bawiła się wyśmienicie, wręcz wybornie. Najlepszy ubaw mięli kiedy Fred, przybrawszy postać Marylin Monroe, wylazł na korytarz i ostentacyjnie obnosząc się ze swoim nowym biustem, uwodzicielsko trzepotał rzęsami do każdego przechodzącego ślizgona.

Po prostu komedia. Nawet Luna pochłonęła jedną muzo-plujkę i zaskoczyła wszystkich przemieniając się w Elvisa Presley’a.
Jednak nie zależnie od tego, jak pysznie się razem bawili – w końcu podróż dobiegła końca. Hermiona rzuciła obrażone spojrzenie w kierunku swojego kufra, ignorując oczywisty fakt, że obrażanie się na przedmioty zwykle nie przynosi żadnych rezultatów. Tym razem Ronald nie przyszedł jej z odsieczą, całkowicie pochłonięty rozmową z Bliźniakami na temat najnowszego prototypu grypówek mikrusich. Gryfonka skazana była na siebie.
Należała raczej do drobnych dziewcząt, choć nie była wyjątkowo szczupła. (Nieznaczna, maleńka wręcz „skłonność do tłuszczyku”- jak to z czułością określał jej tata). Co się jednak tyczy wzrostu…niecały metr sześćdziesiąt był wynikiem raczej marnym. W efekcie Hermiona podskakiwała jak małe dziecko, usiłując ściągnąć swój kufer na ziemię, lecz – niestety – bezskutecznie.
Pociąg już niemal opustoszał, a ona nadal, z narastającą frustracją, męczyła przedziałową podłogę, odbijając się od niej raz za razem. W końcu nie wytrzymała. Zza szaty wyciągnęła różdżkę i szeptem wypowiedziała zaklęcie. Kufer posłusznie sfrunął na ziemię u jej stóp, a Hermiona rozejrzała się nerwowo dookoła. Teoretycznie nadal znajdowała się poza terenem szkoły, co oznacza, że używając czarów łamie regulamin.
- no, no, no – kogo my tu mamy!
O nie, tylko nie on.
- Hermiona Granger we własnej osobie, naruszająca kodeks szkoły. Myślę, że Severusa bardzo to zainteresuje. Ba, jestem pewien, że wlepi wam dziesiątkę. - Malfoy nie posiadał się z rozkoszy.
- musiałam to zrobić, jasne? - warknęła Hermiona, wlokąc kufer korytarzem. - nic nie poradzę na to że…
- trzeba było rosnąć – oświadczył Draco bezlitośnie, posyłając jej wyjątkowo złośliwy uśmiech. - …kiedy był na to czas. - dokończył.
Trafił w jej czuły punkt. Nienawidziła – dosłownie nie-na-wi-dzi-ła – kiedy ktoś żartował z jej wzrostu.
- uważaj sobie, Malfoy – rzuciła ostro – po incydencie z Dziobkiem powinieneś już wiedzieć, że cios mam całkiem niezły.
Musiał przyznać (głównie przed samym sobą) że go zaskoczyła. Nie tylko tym jednym zdaniem – gdy dłużej się nad tym zastanawiał, dochodził do wniosku, że jej generalny, tegoroczny całokształt był zaskakujący…a skoro już mowa o kształtach… Ślizgon zmierzył dziewczynę od stóp do głów, spojrzeniem, które…ogólnie rzecz biorąc można by kulturalnie opisać jako „niezbyt subtelne”. Nawet nie próbował ukryć bezczelnie oceniającego wyrazu twarzy, który w połączeniu z jego bladą cerą i białymi włosami tworzył wyrachowane i wyniosłe oblicze. Jeżeli natomiast chodzi o samą OCENĘ Hermiony Granger, to wypadała ona całkiem nieźle. Jej figura w rozmiarze M/L nie stanowiła dla Malfoya żadnego problemu, bo nigdy nie gustował w obsesyjnie odchudzających się kościotrupach. Wręcz przeciwnie – lubił dziewczyny, które…hmm…było za co uszczypnąć. Najważniejsze, że zachowywała dobre, a wręcz wyśmienite proporcje. Uczta dla oczu - kształtne biodra, krągłe piersi, zgrabny tyłek… nawiasem mówiąc – nieźle się tego lata wylaszczyła. Twarz miała w kształcie serca, o łagodnych rysach, które jednak przez minione dwa miesiące przybrały na szlachetności. Jej nosek pozostał delikatnie zadarty, dokładnie taki, jakim go Draco zapamiętał z pierwszego roku, ale piegów na nim miała jakby trochę mniej…
Cóż, z pewnością były one rzadziej rozrzucone, jednakże chłopak – czy raczej: młody mężczyzna - odetchnął z ulgą, widząc, że jednak wciąż tam są (o ile jakoś przełknął fakt, że pomiędzy 4 a 5 klasą opanowała kasztanowy żywioł swoich włosów, o tyle Hermiony Granger bez piegów by nie zniósł). Będąc przy temacie włosów – dokładnie przyjrzał się długim, falowanym puklom, spływającym sprężyście po jej ramionach. Nadal miały ten sam, głęboko kasztanowy odcień, który tak ją wyróżniał spośród innych uczennic.
Generalnie rzecz biorąc, po ogólnych oględzinach Draco Malfoy gotów był przyznać – niechętnie bo niechętnie, ale jednak - że Hermiona Granger to definitywnie kuszący kawałek mięsa. I na pewno plasowała się w pierwszej 10 najseksowniejszych starszaczek szkoły. (bez przesady - rozwrzeszczanych małolat nie wliczał do swojego rankingu).
- nie gap się tak na mnie! - zakrzyknęła z niejakim obrzydzeniem Hermiona – jesteś lubieżnym draniem, Draco.
Odwróciła się natychmiast, speszona jego natarczywym spojrzeniem, po czym w tempie ekspresowym opuściła pociąg. Karmiła się wątłą nadzieją, że jeżeli się pospieszy to dogoni jeszcze Harrego i Rona.
- chłopaaaaaki!!! - wydarła się na całe gardło, przyspieszając kroku, bo daleko w tłumie przed sobą dostrzegła ogniście rude czupryny Weasley’ów. Malfoy spokojnie podążał za nią, bez jakiegokolwiek pośpiechu. Jeden jego krok równał się dwóm krokom dziewczyny, więc gdy ona niemal biegła – on szedł średnim marszem. W pewnym momencie wtopił się w tłum po jej lewej, by dołączyć do Crabe’a i Goyle’a, i tyle go widziała.
- Haaaarry! - wrzeszczała nieustępliwie – Roooooon! - zero reakcji. Malutka Gryfonka brnęła przez tłum, rozpychając się łokciami i szarpiąc zaciekle kufer, który niewątpliwie miażdżył stopy wszystkim w jej otoczeniu.
- chło-chło-chło-chłopaki! - wysapała, dotarłszy do nich – czy wyście już całkiem ogłuchli? Wywrzaskuję wasze imiona chyba na pół Anglii, a wy nic.
- ooo, Hermiona! - szczerze zdziwił się Ron – co ty tak dyszysz? myślałem, że cały czas idziesz tuż za nami.
- tak, ponieważ twój mózg jest wielkości rodzynki – odrzekła kąśliwie dziewczyna, wciąż lekko wyprowadzona z równowagi zajściem w pociągu.
Bo ten Malfoy… ten parszywy gnojek… on…
…patrzył się na nią Z CZYMŚ TAKIM. Z czymś takim, czego nie potrafiła trafnie nazwać, ale był to ten sam, niesamowity (i poniekąd zmysłowy) czynnik, który zauważyła w spojrzeniu Rona gdy pojawiła na zimowym balu z Victorem Krumem. Na dodatek nie wiedziała, czy powinna być o „to coś” zła na Draco, czy wręcz przeciwnie – uznać to za miłe. A trzeba wam wiedzieć, że Hermiona Granger ciężko znosiła wszelką niewiedzę. Dlatego właśnie wyładowała się na, bogu ducha winnym, Ronaldzie W.
- a tej co? - mruknął wspomniany Ronald do Pottera, który tylko bezradnie wzruszył ramionami. Dziewczynie zrobiło się trochę głupio, ale była zbyt rozdrażniona, żeby przepraszać. W ostateczności przecież nie zrobiła nic niewybaczalnego, tylko porównała mózg swojego przyjaciela do zasuszonego owocu, prawda?
- jeżeli już koniecznie musicie wiedzieć, to Draco Malfoy nabijał się ze mnie w pociągu. - poskarżyła się odrobinę płaczliwie, niczym małe dziecko – i to tylko dlatego, że nie dosięgałam do kufra! - dodała.
- ale przecież masz swój kufer przy sobie – zauważył przytomnie Neville – czyżby Malfoy go dla ciebie ściągnął? (tutaj Ron zakrztusił się sokiem dyniowym, malowniczo obryzgując szatę idącej przed nim krukonki).
- a skąd! - żachnęła się Hermiona – nawet gdyby chciał, nie pozwoliłabym mu tknąć mojej walizki choćby czubkiem paznokcia! - oczywiście kłamała. Czuła się źle z faktem, że zataiła przed chłopakami szlachetny gest Malfoya, gdy ten pomógł jej z zaklinowanym bagażem, ale chyba czułaby się jeszcze gorzej, gdyby im o tym powiedziała.
- no więc co zrobiłaś? - dopytywał się uparcie Longbotom, wyrywając ją z zamyślenia.
- cóż… - zaczęła Hermiona -…przez to, że Ron – tu posłała mu spojrzenie mordercy-psychopaty – postawił mój kufer na najwyższej możliwej półce… musiałam posłużyć się magią – dokończyła cicho, spuszczając wzrok. Chłopacy zachichotali, zupełnie nie podzielając jej radykalnych poglądów na temat łamania regulaminu.
- oj, Herm… - westchnął Ron – przecież to nic takie…
- Draco Malfoy mnie na tym przyłapał. - ucięła twardym tonem, buntowniczo podnosząc wzrok. - co oznacza, że Gryffindor traci punkty już pierwszego dnia szkoły. Nadal tak wam wesoło? - Wszyscy posłusznie umilkli, choć Hermiona gotowa była się założyć, że utrata 10 punktów także nie robi na nich ogromnego wrażenia. Przynajmniej nie takiego, jak na niej.
Gdy tylko władowali się do powozu (po Wielkiej Bitwie niemal wszyscy uczniowie widzieli testrale) i ruszyli brukowaną ścieżką w stronę zamku, Hermiona za wszelką cenę starała się nie myśleć o słowach Neville’a. Starała się – a i owszem - ale z marnym skutkiem…
„czyżby Malfoy go dla ciebie ściągnął?”
Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, jakby zareagowała gdyby faktycznie jej to zaproponował.
Zgodziłabym się, szepnął głosik w jej głowie. Oczywiście tylko po to, by nie złamać regulaminu, stwierdziła po chwili, bardzo trzeźwo i bardzo stanowczo.
BARDZO stanowczo… oj, coś za stanowczo.
- …korepetycje – usłyszała gdzieś z boku – Herm, czy ty mnie w ogóle słuchasz? - to był głos Harrego.
- tak, jasne, oczywiście. Korepetycje. - pokiwała głową ze znawstwem, tak jakby dokładnie słyszała każde jego słowo. Jestem okropna, pomyślała z rozpaczą. Skłamałam dzisiaj już dwa razy. To chyba więcej niż przez cały ostatni rok.
Aby wynagrodzić chłopakom swoje oszustwa – niewinne co prawda, ale jednak oszustwa – od tamtego momentu słuchała ich wypowiedzi ze szczególną uwagą, by nie uronić choćby wyrazu. Wątpiła, prawdę mówiąc, czy którykolwiek z nich to zauważył, ale sama poczuła się dzięki temu odrobinkę rozgrzeszona. Kiedy w końcu bezpiecznie dotarli na Wielką Salę, usadowili się przy stole Gryfonów i poczęli uważnie obserwować Ceremonię Przydziału. Cóż, „uważnie” trwało tylko przez pierwsze 15 min, ponieważ wysłuchiwanie 4 wyrazów w kółko i w kółko było nudne jak flaki z olejem, zwłaszcza któryś rok z rzędu.
Hermiona wręcz śliniła się z głodu (ponieważ prawie cały swój prowiant na drogę oddała chłopakom. A w zasadzie przez „chłopaków” należy tu rozumieć Ronalda Weasley’a, który wcinał tyle co Rogogon Węgierski, jak nie dwa razy więcej).
-…na koniec chciałbym jeszcze przedstawić tegoroczną nauczycielkę Obrony przed Czarną Magią, panią Mirandę Scottwood, która przybyła do nas z dalekiej Kanady – gromkie brawa! - na sali wybuchły entuzjastyczne oklaski, zwłaszcza ze strony płci niepięknej, gdyż Miranda Scottwood prezentowała się zgoła niebrzydko, żeby nie powiedzieć „smakowicie”. Oh, na litość boską, czy wszystko musi mi się kojarzyć z jedzeniem!, pomyślała Hermiona, starając się zignorować bulgotanie w żołądku. - i tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć moją koszmarnie długą i nudną przemowę, oraz życzyć wam wszystkim „Smacznego” ! - wykrzyknął Dumbledore, patrząc prosto na Hermionę. Skąd on, do diabła, wie?, pomyślała panna Granger, nie po raz pierwszy zresztą. Ten człowiek to istna kopalnia tajemnic. - Żarcie na stół! - dokończył staruszek, a długie blaty w sekundę zapełniły się apetycznymi potrawami, na których sam widok ślinka ciekła do ust. Uczniowie wybuchnęli śmiechem i klaskali jak opętani, gdy dyrektor kłaniał się lekko i zajmował miejsce przy stole nauczycielskim. Hermiona niemalże rzuciła się na gładkie piure z ziemniaków i indyka w pomarańczach, dzięki czemu zarobiła zaskoczone spojrzenie Rona.
- szarpiesz to bogu ducha winne udko jakby to miał być twój ostatni posiłek w życiu – odezwał się rudzielec, na wpół zgorszony na wpół rozbawiony.
- zamknij się, chłopcze, który wciągnął jak odkurzacz mój cały prowiant podróżny – odcięła się błyskawicznie Hermiona, skutecznie go uciszając. Harry zachichotał pod nosem, podobnie jak bliźniacy.
- zadziornaś nam się zrobiła przez te wakacje, Ginger – rzucił Fred z wyraźnym zadowoleniem – podoba mi się. - to powiedziawszy przybił z siedzącym obok Georgem głośną piątkę, nie musząc nawet patrzyć w jego stronę.
Hermiona w żaden sposób nie skomentowała faktu, iż bliźniak przekręcił jej nazwisko w nazwę całkiem mocnego trunku z „Trzech Mioteł”. Normalnie aż by się najeżyła z oburzenia, teraz jednak była przede wszystkim głodna. Zatapiając widelec w soczystym kawałku polędwicy, miała jedynie nadzieję, że ksywka nie przylgnie do niej na dobre. Chociaż…kiedy dłużej się nad tym zastanawiała dochodziła do wniosku, że rzeczywiście zmieniła się przez wakacje, i to nie tylko z wyglądu. Wydoroślała. Dojrzała. W pewnym stopniu nawet wyrosła ze swojego irytującego kujoństwa.
No i nie mogła też zignorować faktu, że dotarłszy na peron 9 i ¾ pierwsze co zrobiła to rozejrzała się po chłopakach, oceniając który z nich jest przystojny, który przeciętny, a który całkiem nie do przyjęcia – choć wstydziła się tego sama przed sobą. Więc może jednak „Ginger” wcale nie jest takie całkiem nie ma miejscu?

- yyłk! - padło gdzieś z boku pełne odrazy „słowo”, jak się okazało, z ust Demelzy Robins. Nie ulegało najmniejszym wątpliwościom, że odnosiło się ono do Hermiony „Ginger” Granger, która w spokoju konsumowała krewetki-giganty w sosie śmietanowym.
- no co? - zapytała Hermiona, niewinnym, nic nie rozumiejącym tonem. Rozejrzała się dookoła, i podchwyciła zniesmaczone spojrzenia większości siedzących wokół niej gryfonek. Pojęła o co chodzi gdy tylko omiotła wzrokiem ich talerze. Spoczywały na nich jedynie maleńkie porcyjki jedzenia, w dodatku niemal samej zieleniny – owoców i warzyw.
- no co, jestem głodna! - odrzekła Hermiona, czując się ździebko osaczona przez otaczające ją nieprzychylne twarze. W sumie co mi tam, do cholery, pomyślała buntowniczo, nie będą mnie jakieś zbzikowane badyle wpędzać w kompleksy. - TAK, jem mięso! - wykrzyknęła do gryfonek. Połowa uczniów z Domu Lwa spojrzała się w stronę Hermiony, gdy ta kontynuowała – ja nie wiem co wam odbija z tym ciągłym odchudzaniem! Matko, dziewczyna też człowiek, nie?! Jakoś nie widzę, żeby którykolwiek z chłopaków przejmował się obsesyjnie tym, co je! Nie – wpieprzają aż miło! - teraz już nie tylko gryfoni gapili się na nią jak na kosmitę, a chyba połowa Wielkiej Sali…

***

…wśród wspomnianej połowy Sali, która z zainteresowaniem chłonęła bezprecedensowy i buntowniczy występ Hermiony, znajdował się Draco Malfoy.
Jej wrzaski przerwały mu spokojną degustację kurczaka, więc początkowo odwrócił się w stronę stołu Gryffindoru z zamiarem uciszenia jej, jednak… coś go powstrzymało. Tym „czymś” były jej słowa. Jej słowa i… - choć niechętnie to przyznawał - …sposób, w jaki je wypowiadała (a raczej wykrzykiwała, żeby nie powiedzieć wypluwała). Z taką…pasją, tak…żarliwie!
- JESTEŚ TYM, CO JESZ, DEMELZO, A JEŻELI TY TAK USILNIE PRAGNIESZ BYĆ SAŁATĄ, TO MOGĘ CIĘ W NIĄ PRZEMIENIĆ JEDNYM PROSTYM ZAKLĘCIEM! - darła się coraz głośniej Hermiona – Wiem – To – Wszystko – Granger. Na stołówce zapadła niemal całkowita cisza, nawet nauczyciele w skupieniu śledzili przemowę gryfonki, która właśnie wgramoliła się na ławkę i górując nad resztą uczniów kontynuowała:

– weźcie że się opanujcie z tym odchudzaniem! Tak jakby każdy chłopak miał się na was rzucić tylko dlatego, że wystają wam kości biodrowe – no nie bądźcie śmieszne! (tu uszczypnęła się lekko w biodro, z którego bynajmniej nie wystawała kość) Kalorie, na litość Boską, nie zabijają!!! A MIĘSO MA DUŻO BIAŁKA! - zakończyła, jak na kujona przystało, swoją gniewną przemowę, po czym usatysfakcjonowana klapnęła z powrotem na siedzenie. Draco wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Szczególnie podobał mu się ten tekst (i gest!) o biodrach, ponieważ pod tym względem zdecydowanie podzielał jej zdanie (o czym wiedziało niewielu). Koniec końców – ta mała kujonica zaimponowała mu.

- panno Granger! - rozległ się wzmocniony magicznie głos Albusa Dumbledore’a. Hermiona podskoczyła na tyłku i zbladła błyskawicznie. - zakłócanie Uczty w taki sposób jest absolutnie niestosowne. Z tego względu jestem zmuszony pozbawić Gryffindor 10 punktów. JEDNAKŻE… - zaznaczył głośniej dyrektor. - …zarówno ja, jak i wszy…(tu spojrzał na Severusa Snape’a) prawie wszyscy nauczyciele, uważamy, iż w swoim… - zawahał się, nie wiedząc jakiego użyć słowa - …wystąpieniu – orzekł w końcu - poruszyłaś bardzo istotny problem, na który należy zwrócić uwagę. W uznaniu za to przyznaję Gryffindorowi 5 punktów. - Hermiona odetchnęła głęboko z czymś pomiędzy zażenowaniem a ulgą.
- acha! - odezwał się jeszcze starzec – twoja inicjatywa zamienienia panny Robins w sałatę zaklęciem transmutującym, na pewno szczerze wzruszyła profesor McGonnagal. - uczniowie wybuchnęli cichym śmiechem, i posiłek zaczął powoli wracać na normalne tory. Draco taksował poważnym wzrokiem Hermionę, która nagle zyskała sobie jego podziw, a nawet – ku zaskoczeniu samego ślizgona – niejakie ostrożne zainteresowanie.
Crab trącił Dracona łokciem w żebra, przemawiając z pełną buzią:
- stary, musisz spróbować tej cielęciny, niebo w gębie!
- taaa, już lecę, Crab – mruknął Malfoy, niechętnie odwracając się w stronę półmisków z jedzeniem. Nie mógł nic poradzić na to, że co chwila zerkał w stronę stołu Gryffindoru

***

Hermiona Granger z ulgą przyjęła fakt, że powoli wszyscy wracają do jedzenia i rozmów, a nie gapią się na nią jak na dwugłowego Hipogryfa (Demelza Robins spozierała na swoją sałatę takim wzrokiem, jakby miała się na nią obrazić). Tylko siedzący naprzeciwko Fred przeszywał dziwczynę wzrokiem, zmuszając ją, by się do niego odezwała.

- no co? - rzuciła mu zaczepnie prosto w twarz.
- ja… - zaczął chłopak – gratuluję. Taka zadyma i to już pierwszego dnia? Fiu, fiu, Ginger. Jak tak dalej pójdzie to wreszcie przestanę żałować faktu, że powtarzam rok. - obdarzył ją szerokim uśmiechem, ukazując jej swój calutki arsenał śnieżnobiałych zębów. Ten rudy badyl wyglądał przy tym tak rozbrajająco i głupkowato, że Hermiona nie mogła – chociaż bardzo chciała – po prostu nie-mogł-ła się należycie oburzyć.
- tak? - wtrącił się Ron – to ciekawe co powiesz na fakt, że już w pociągu złamała regulamin i w dodatku dała się na tym przyłapać Draconowi.
Boże, czy ten debil nie ma za grosz wyczucia?!, pomyślała Hermiona z wściekłością, komu jak komu, ale bliźniakom nie należy się chwalić łamaniem kodeksu!
- NO, NO, NO! - zakrzyknął rozradowany Fred. Wyglądał jakby był w siódmym niebie – siostro! Ja tu widzę, że z ciebie wyrasta niezły materiał!
- no wiesz? - obruszyła się dziewczyna
- zmieniłaś się – oznajmił najmłodszy syn państwa Weasleyów, kiwając z powagą głową.
- oooo tak! - odrzekła Hermiona, porywając z odległego talerza gigantyczną kanapkę.
- to będzie niesamowity rok – dodała jeszcze pomiędzy jednym kęsem a drugim, kopiując poważną minę, i ton głosu Rona. Wywołało to uśmiechy na ustach całej paczki przyjaciół, oraz – o dziwo – wielu innych Gryfonów. Wszyscy zgodnie pokiwali głowami, z błogim wyrazem twarzy.
To będzie nasz rok.



Rozdział III

- panie Malfoy, jestem zdegustowana – powiedziała profesor McGonnagal, z dezaprobatą kręcąc głową.

- tak, pani profesor – odparł posłusznie Draco. Jedyne czego chciał, to móc jak najszybciej z powrotem usiąść na miejscu. Wszyscy dookoła gapili się na niego jak kretyni, tylko dlatego, że nie udało mu się zamienić chrząszcza w guzik i na odwrót.
- czarodziej twojego pokroju powinien reprezentować sobą większe umiejętności. Gdyby twój ojciec widział cię teraz…a co gorsza oglądał twoje żałosne wyczyny z tym biednym chrząszczem! - nauczycielka zacmokała z niezadowoleniem, po czym ponownie pokręciła głową (chyba już po raz setny)
- tak, pani profesor – powtórzył Malfoy, nie patrząc w jej stronę. Spojrzenia całej klasy swędziały go na całym ciele, a już szczególnie pogardliwy wzrok tej małej Granger…zaraz, zaraz…pogardliwy? Tak – z całą pewnością jej jej brązowe tęczówki wyrażały wyniosłą pogardę, ale czaiło się w nich coś jeszcze. Coś…coś jakby…zainteresowanie? Nie, nie do końca. Fascynacja? Nie, to też nie to. Draco starał się jak mógł, szukał i szukał, ale na próżno. Szybko okazało się, że jego słownik nie zawiera rzeczownika, który odpowiednio nazwałby tajemniczy błysk w oku Hermiony.
- ehh…możesz usiąść – westchnęła profesor McGonnagal, z miną wyraźnie strapioną. Chłopak natychmiast zajął miejsce, zły na nauczycielkę że skompromitowała go przed całą klasą, ale i wdzięczny że nie odjęła Slytherinowi punktów. Rzucił okiem na Hermionę, a ta natychmiast odwróciła się przodem do katedry, jak dźgnięta szpilką. Zanim jednak ukryła swój profil za lśniąca kurtyną włosów, zdążył zauważyć, że dziewczyna spłonęła rumieńcem. A to ciekawe, pomyślał autentycznie zaintrygowany, bardzo ciekawe. Przyznał jednak, w zaciszu swojego umysłu, że całkiem jej do twarzy z tym różowym pąsem.
Nie wiedzieć czemu, nagle nabrał ochoty, by zmyć swą hańbę, a jeżeli mamy być szczerzy – zaimponować pannie Granger. Spojrzał w skupieniu na wyjątkowo szkaradnego chrząszcza i wyćwiczonym ruchem uniósł elegancko różdżkę.
- FERAVERTO – wypowiedział głośno i wyraźnie, by mieć pewność że słychać go w całej sali. Insekt zatrząsł się, zalśnił, podskoczył…a gdy wylądował był już modelowym okazem błyszczącego i misternie zdobionego guzika. Co ciekawe, guzik uzyskany przez Draco Malfoya miał kolor do złudzenia przypominający kolor oczu pewnej drobnej Gryfonki, siedzącej jedną ławkę w lewo, i jedną do przodu od niego. Chłopak błyskawicznie łypnął na wspomnianą gryfonkę, by ta nie zdążyła odwrócić wzroku. Na sekundę ich spojrzenia się spotkały.
Zaskoczony zdał sobie sprawę, że choć usta dziewczyny są zaciśnięte, jej oczy uśmiechają się do niego. W odpowiedzi leciutko, odrobinkę uniósł kącik ust, czego za żadne skarby nie zrobiłby w zeszłym roku. Z całą pewnością dojrzał. Wydoroślał. Chyba oboje wydorośleli, bo jakoś nie wyobrażał sobie, żeby zeszłoroczna Hermiona–wiem–to–wszystko–Granger patrzyła na niego w taki sposób.
- no, no, Draco – powiedziała oszczędnie McGonnagal, chwytając brązowy guzik w dwa palce – widzę, że zebrałeś się do kupy.
- tak, pani profesor – powiedział chłopak chyba po raz setny tego dnia, lecz tym razem na jego twarzy zamiast miny wisielczej – gościła mina bezmyślnie rozradowana.

***


- tak, pani profesor – wymamrotał zażenowany Malfoy, uparcie wpatrując się w ławkę. Dlatego właśnie – oraz dlatego że stał – Hermiona mogła bez skrępowania omieść wzrokiem jego sylwetkę, dokonując w myślach szybkiej, skrótowej oceny ślizgona. Ogólnie rzecz biorąc prezentował się całkiem-całkiem. Nawet bardzo całkiem-całkiem, co w naturalny sposób działało na dojrzewającą i przepełnioną hormonami dziewczynę, ale jednocześnie niepomiernie irytowało jej gryfońską, dumną i trzeźwą część umysłu.
Włosy chłopaka były jasne, niemal białe, i sięgały mu do połowy karku. Były także proste, ale miękko układały się wokół jego głowy. Twarz miał pociągłą i szlachetną, aczkolwiek jeszcze nie całkiem pozbawioną chłopięcości, co tylko dodawało mu uroku. Brwi i rzęsy pozostawały o odcień lub dwa ciemniejsze włosów, lecz nadal zaliczały się do kategorii „blond”, i – co Hermiona przyznała niechętnie – pasowały do jego szaro-błękitnych oczu, w kształcie migdałów. Nos miał prosty, proporcjonalny i, co tu dużo mówić, ładny, a usta… dziewczyna – bądź co bądź lojalnie w stosunku do swoich przyjaciół i całego Domu – postanowiła ominąć usta Draco Malfoya w swojej wzrokowej podróży po jego ciele. Dojrzewanie i hormony to jedno, ale gryfońska duma i solidarność przeciwko ślizgonom – to drugie.
Co się natomiast tyczy całej reszty wysokiego blondyna, widocznej przez jego rozpiętą szatę… cóż, reszta owa, od czubka głowy aż po palce stóp, liczyła sobie około metra dziewięćdziesięciu i prezentowała się w każdym calu obiecująco (żeby nie powiedzieć kusząco, czego Hermiona wstydziłaby się przed sobą i przed całym światem chyba do końca życia). Szerokie, potężne barki, męska klatka piersiowa, pozbawiona zbędnego tłuszczu ale w żadnym wypadku nie należąca do cherlawych, wąskie biodra i szczupłe, zgrabne nogi. Chryste, kiedy ten matoł tak wyprzystojniał?, zapytała się w duchu, ku własnej zgrozie Hermiona „Ginger” Granger.
Zaraz jednak przypomniała sobie o fakcie, że to „obiecujące” ciacho nie potrafiło przemienić głupiego chrząszcza w jeszcze głupszy guzik i to zwykłym feraverto, co skutecznie odpędziło wszelkie jej pozytywne myśli pod adresem wspomnianego ciacha. Był gorszy od Rona, którego guzik co prawda bardziej przypominał kostkę do gry, ale przynajmniej posiadał 2 dziurki i ŻADNYCH odnóży – czego nie można było powiedzieć o dziwacznej hybrydzie wyczarowanej przez Malfoya, a przecież „feraverto” to zaklęcie poziomu III. W głębi ducha dziewczyna wiedziała, że Draco wcale nie jest złym czarodziejem, i że źle rzucone zaklęcie było skutkiem chwilowego roztargnienia lub zwykłej nieuwagi, a nie brakiem umiejętności, mimo wszystko jej kujońska część była dosłownie oburzona ignorancją chłopaka, czego z kolei nowo nabyta, wyluzowana i dojrzalsza część nie była w stanie zignorować… Wtem Draco Malfoy spojrzał na nią. Odwróciła od niego wzrok najszybciej jak umiała, z obawy że chłopak dostrzeże w jej oczach to, co właśnie odczuwała, czyli mieszankę pogardy i zaintrygowania. Wnioskując po cieple rozpływającym się na jej policzkach, była niemal pewna, że oblewa ją rumieniec, i szczerze się za to nienawidziła, jednak przytomnie ukryła profil za zasłoną długich, gęstych włosów.
- FERAVERTO – rozległ się w pomieszczeniu dobitny głos Malfoya, i cała klasa zwróciła głowy w jego stronę. Panna Granger oczywiście nie stanowiła tutaj szlachetnego wyjątku. Przyglądała się z niejakim zadowoleniem przemianie paskudnego chrząszcza w kształtny, czekoladowo brązowy guzik, i z całych sił zaciskała wargi, by się nie uśmiechnąć. Pochwyciła tryumfalne spojrzenie Dracona i tym razem postanowiła podtrzymać ich kontakt wzrokowy. Bardzo ze sobą walczyła, żeby się do niego, gratulacyjnie, nie wyszczerzyć, tymczasem on o milimetr uniósł lewy kącik ust. Ust, które dziewczyna solennie sobie obiecała omijać wzrokiem, toteż skromnie odwróciła spojrzenie z powrotem na własną ławkę.
Co prawda owa skromność i konsternacja nie całkiem pasowały do nowej ksywki „Ginger”, ale trudno. Ostatecznie dziewczyna cieszyła się, że cośtam w niej jednak pozostało z zeszłorocznej niewinnej panny Wiem – to – wszystko.
- co teraz mamy? - wyrwał ją z zamyślenia głos Ronalda Weasley’a, i dziewczyna dopiero teraz zdała sobie sprawę, że uczniowie zaczęli się już pakowac i tłumnie opuszczać klasę.
- matko, Ron. Nie zachodź mnie tak od tyłu bo zawału przez ciebie dostanę. Przestraszyłeś mnie na śmierć – skarciła przyjaciela nerwowo, używając tych słów poniekąd jako przykrywki, w obawie, że wyraz jej twarzy zdradzi mu o czym myślała.
- kobieto, ochoczo wskoczyłaś do Komnaty Tajemnic, w konspiracji majstrowałaś przy kontinuum czasoprzestrzennym, na nielegalu pomogłaś facetowi w ucieczce z paki, czule pertraktowałaś z olbrzymem, włamałaś się do banku Gringotta z którego, warto wspomnieć, uciekłaś na smoku, w radosnych pląsach uganiałaś się po całym kraju za horkruksami najgroźniejszego czarnoksiężnika w dziejach… i twierdzisz, że zadane znienacka pytanie mogłoby cię wykończyć? Niezła jesteś. - odparł Ron kurtuazyjnie, czym w pełni zasłużył na szeroki uśmiech ze strony panny Granger.
- ależ Mon-Ron – odparła słodko Hermiona – problem nie tkwił w elemencie zaskoczenia, tylko w twoim skrzekliwym, jak krzyki Hipogryfa, głosie, rudzielcu mój kochany. - to mówiąc dała mu zaczepnego kuksańca łokciem w żebra, i zebrawszy swoje rzeczy ruszyła ku drzwiom klasy. Doskonale wiedziała, że Weasley Junior nadąsa się za tego „Mon-Rona”, bo było to jawne nawiązanie do jego koszmarnego (i dzięki Bogu byłego) związku z Lavender Brown, którym Harry z Hermioną posługiwali się nieraz, gdy chcięli się z Ronem podroczyć, lub – rzadziej – mu dogryźć. Fred ma rację, pomyślała niespodziewanie Hermiona, zrobiłam się zadziorna. Jeżeli jednak miała być szczera…wcale jej to tak bardzo nie przeszkadzało.
- nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie – odezwał się rudzielec, jak się spodziewała: nadąsanym tonem.
- dobrze, Ronusiu, a zatem informuję posłusznie, że mamy teraz godzinne okienko, a po nim Obronę z profesor Scottwood. - odparła uprzejmie Hermiona, dodając po chwili:
- czego osobiście nie mogę się doczekać, i jestem pewna, że ty również.
- o tak, zgadzam się całkowicie – odparł chłopak, wbrew sobie czerwieniąc się jak burak aż po czubki włosów.
- z czym sięę zgadzasz, braciszku? - spytali jednocześnie Fred i George, bezceremonialnie wpychając się między Rona i Hermionę. Biedna dziewczyna aż podskoczyła ze strachu, wydając z siebie przenikliwy pisk.
- Boże, co wy, Weasleyowie, macie z tym zachodzeniem człowieka od tyłu! - wykrzyknęła zirytowana, strząsając z siebie ramię Freda.
- to u nas rodzinne – odparł niezrażony bliźniak, szczerząc się rozkosznie – i „od tyłu” wcale nie jest takie złe, niektórzy tak lubią – dodał robiąc sugestywną minę. O dziwo – Hermiona nie uderzyła go, nie żachnęła się, ani nawet nie zarumieniła – tak, jakby to zrobiła rok, a może nawet jeszcze kilka miesięcy temu. Zamiast tego uśmiechnęła się pod nosem, uznawszy uwagę Freda za całkiem zabawną.
- no, Ginger, jestem pod wrażeniem – skomentował bliźniak – spodziewałem się, że oberwę w pysk, a przynajmniej że odskoczysz ode mnie jak poparzona, a tu jedynie sprośny uśmieszek. Robisz postępy, tak trzymaj.
- on wcale nie był sprośny! - oburzyła się jak na komendę Hermiona – a jeżeli tak ci zależy, żebym od ciebie odskoczyła, to już się robi. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – i z tymi słowy obeszła grupkę przyjaciół by znaleźć się po jej przeciwnej stronie (obok Harrego). Będąc w bezpiecznej odległości od bliźniaka, wywaliła do niego język, na co ten zareagował tylko jeszcze szerszym uśmiechem. Coś czuła, że niebawem przekomarzanki z Fredem wejdą jej w nawyk.
- ciekawe jaka jest ta cała Scottwood – rozmyślał na głos Ron, nie zwróciwszy najmniejszej uwagi na wymianę zdań pomiędzy swoją przyjaciółką a rodzonym bratem.
- seksowna? - podpowiedział usłużnie, zawsze chętny do pomocy George.
- tu akurat się zgadzam – wtrącił Harry – ciekawe ile może mieć lat.
- no wiecie co?! - zakrzyknęła Hermiona ze świętym oburzeniem. Może i była w tym roku mniej powściągliwa i stanowczo bardziej wyluzowana, ale pewnych granic (np. takich jak fantazjowanie o członkach grona pedagogicznego) nie miała zamiaru przekraczać. - to wasza na-u-czy-ciel-ka! - przesylabizowała dziewczyna dobitnie, w nadziei że coś dotrze to tych kapuścianych łbów.
- no i? - zapytał beztrosko George – założę się, że…w pewnych dziedzinach (tu wymienił z Fredem wiele mówiące spojrzenia) i ja mógłbym ją czegoś nauczyć. - chłopacy zachichotali, i Hermiona poczuła się irytująco osamotniona w swoim zbulwersowaniu.
- życzę wam – powiedziała słodkim jak miód głosikiem – żeby panna Scottwood okazała się tak złośliwą jędzą, jakiej świat nie widział - dokończyła, biorąc odwet za ich samcze zachowanie, naruszające granice przyzwoitości.
- jej charakter mi akurat, kulturalnie mówiąc, zwisa i powiewa, panno Granger – odparował Fred, naśladując ton jej głosu – jak dla mnie może mieć i najbardziej cięty język ze wszystkich nauczycieli…chociaż jej język akurat mógłby się okazać przydatny… - chłopacy zarechotali jak opętani, a Hermiona zazgrzytała zębami ze złości. - …w pewnej dziedzinie oczywiście – dodał Fred pomiędzy wybuchami śmiechu, znów wymieniając z Georgem te spojrzenia.
- jesteście bezwstydni, idę od was! - oznajmiła Hermiona wyniośle, i zgodnie z obietnicą ruszyła holem w przeciwną stronę. Cała banda nadal rechotała jak umysłowo chora, więc nikt nawet za nią nie zawołał.

***


10 min. później dziewczyna wyszła z damskiej łazienki na korytarz, zapamiętale grzebiąc w torbie w poszukiwaniu miętówek.
- patrz jak, ku*wa, łazisz! - wykrzyknęło „coś”, na co Hermiona z impetem wpadła, istotnie nie patrząc dokąd idzie. - G…Granger. - zająknęło się „coś” co po dłuższych oględzinach okazało się być Draco Malfoyem.
- o. - powiedziała niezbyt inteligentnie Hermiona – to ty.
- ano ja – odparł z podobną, porażającą wręcz elokwencją chłopak, po czym, sam nie wiedząc czemu, ukucnął by pozbierać porozrzucane na ziemi książki. Dziewczyna natychmiast poszła w jego ślady, i czując się zobowiązana do tłumaczeń i przeprosin przemówiła:
- sorry, Malfoy, nie chciałam. Szukałam miętówek w torbie no i tak jakoś wyszło.
Gdy pochyliła się nad podłogą, jej włosy spłynęły w dół po ramionach, zasłaniając twarz dziewczyny. Biedny Draco, nie mógł nic poradzić na to, że zrobiło mu się cieplej gdy w nozdrzach poczuł ich zapach, trącący mieszanką piżma i wanilii.
- okay, okay, nic się nie stało, ale następnym razem patrz gdzie idziesz – odparł, gdyż nie byłby sobą bez choćby odrobiny złośliwości. - miętówek, powiadasz? - dodał niewinnie, jakby właśnie coś mu się przypomniało.
- tak, a co? Chcesz trochę?
- nie, nie – w jego niebieskich oczach zalśniły figlarne ogniki, co podziałało na gryfonkę w sposób, z którego nie była dumna – rozumiem, że szukałaś miętówek bo wybierasz się na schadzkę z Weasley’em? - mówiąc to spodziewał się gwałtownej reakcji. Oburzenia, krzyku, może nawet obelg. Na pewno jednak nie był przygotowany na to:
- zależy o którym Weasley’u mówisz, Dracuś, bo jak wiesz – mam w czym wybierać. - odparła zaczepnie, podejmując wyzwanie.
- o Fredzie, rzecz jasna – odrzekł prosto chłopak, takim tonem, jakby stwierdzał najbardziej ewidentny fakt świata, jak to, że Gryffindor ma w godle lwa, a Slytherin węża. - to chyba oczywiste – dodał bezlitośnie, widząc jej zaskoczoną minę. Mimowolnie dała się podejść.
- o Fredzie? - zapytała unosząc brwi niemal do samej linii włosów – i niby czemu to takie oczywiste?
Draco ze zdziwieniem zauważył, że w jej głosie pobrzmiewa szczera ciekawość. Ona nie wie!, pomyślał, gdyż nagle go olśniło.
- gdzie ty masz oczy, karzełku, co? Pół rocznika już zauważyło, że facet praktycznie na tobie wisi, śliniąc się przy tym jak pięciolatek na widok „Miodowego Królestwa”. - Malfoy starał się drwiną ukryć irytację, która pobrzmiewała w jego głosie. Sam nie wiedział dlaczego, ale zaborcze i (na Weasleyowski, pokrętny sposób) jawnie zalotne zachowanie bliźniaka w stosunku do Granger, działało mu na nerwy. Że też zdecydowali się powtarzać rok!
- kłamiesz – rzuciła Hermiona machinalnie, lecz widząc poważne błyski w błękitnych tęczówkach chłopaka, zmusiła się by rozważyć jego słowa. Zszokowana przyznała, że rzeczywiście coś w tym było. - albo i nie kłamiesz – szepnęła patrząc w przestrzeń. - nie, nie, to nie poważne – dodała zaraz, jakby prowadząc dialog z sama sobą. Draco uśmiechnął się pod nosem, nagle zauważywszy, że wszystkie rozsypane podręczniki wylądowały już w ich torbach, a oni nadal kucają naprzeciwko siebie. Postanowił nie wspominać o tym pannie Granger, ciekawe kiedy sama się zorientuje…
- nie, to ewidentna bzdura – orzekła Hermiona ostatecznie – on wcale na mnie nie wisi.
- dobra, dobra, maluszku, możesz się upierać jak chcesz, ale żeby nie było że nie ostrzegałem, jak wylądujecie wspólnie w dormitorium…albo w pokoju życzeń – dodał uśmiechając się do swoich myśli - …chociaż polecam też łazienkę prefektów, do których skromnego grona, jak wiem, należysz.
- po pierwsze nie jestem maluszkiem – syknęła jadowicie Hermiona, mimo oblewającego ją, pysznego rumieńca – a po drugie wedle moich informacji ty też jesteś w tym roku Prefektem. Czyżby za twoimi radami stało jakieś prywatne doświadczenie? - Malfoyowi zrobiło się goręcej, na widok przewrotnych ogników w czekoladowych oczach dziewczyny…czy raczej młodej kobiety. Przewrotnych, i – jak zauważył w-bardzo-skrytej-skrytości-ducha – seksowych ogników. Z trudem powstrzymał się od poluzowania srebrno-zielonego krawata i rozpięcia górnych guzików koszuli. Choć miał na to straszną ochotę, wiedział, że Granger mogłaby odebrać to dwuznacznie.
- nie powiem że tak, nie powiem że nie – odparł Draco tajemniczo, w odpowiedzi na jej śmiałe insynuacje. Przecież nie będzie się jej zwierzał ze swojego życia seksualnego – a co, jesteś ciekawa szczegółów? - przyjął rzuconą mu rękawicę, z dość śmiałym uśmiechem. Ta sytuacja zaczynała mu się coraz bardziej podobać.
- więc jednak były jakieś szczegóły! - zauważyła tryumfalnie Hermiona, nie mając pojęcia że chytry Draco wygłosił tę uwagę specjalnie. Tak naprawdę nigdy nie zabawiał się z żadną panną w łazience prefektów, ale tego ona nie musiała wiedzieć. Szczerze mówiąc - sam nieczęsto tę łazienkę odwiedzał, korzystając zazwyczaj ze swojego własnego prysznica w prywatnym dormitorium.
- nie powiem, że tak, nie powiem, że nie – powtórzył Draco, delikatnie unosząc brwi. Był to jeden z jego „trików” na laski, który zawsze działał, tym razem jednak chłopak użył go całkowicie nieświadomie. Nawet nie wiedział, że uraczył Hermionę swoja popisową, na wpół zalotną na wpół drwiącą miną.
- matko, co ja tu jeszcze robię – westchnęła dziewczyna w odwecie – na śmierć zapomniałam, że Fred czeka na mnie w dormitorium. Muszę go bezzwłocznie poinformować o zmianie planów!
- jakiej to zmianie planów? - spytał Malfoy, nie mogąc się powstrzymać.
- no jak to? - odrzekła Hermiona tonem, jakby ten dopytywał się o rzecz całkowicie oczywistą – że przenosimy się do łazienki prefektów! – wyjaśniła usłużnie, a jej oko zalśniło groźnym blaskiem. Ślizgon zaniemówił – nie martw się: wspomnę, że to ty podsunąłeś mi ten pomysł – to mówiąc puściła mu oko, i z satysfakcją podniosła się do pozycji stojącej. Zabrała swoja torbę, i oddaliła się zostawiając oniemiałego Malfoya samego pośrodku holu.
Zadziorna nam się zrobiła ta Granger, pomyślał, gdy nieco ochłonął, ale nie zadziorniejsza ode mnie.


--------------------
Trying to forget someone you love is like trying to remember someone you've never met. [COLOR=purple][FONT=Courier][SIZE=7]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
EviL'owaTa
post 02.11.2012 01:08
Post #2 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 3
Dołączył: 04.10.2009
Skąd: Gliwice/Szczygłowice

Płeć: Kobieta



QUOTE
jak ja się tu dostałam?, pomyślała Hermiona.


Jak ja się tu dostałam? - pomyślała Hermiona.

QUOTE
- skarbie? - odezwał się zaspany głos po jej lewicy.
- jestem – odparła w odpowiedzi, na powrót odgarniając niesforne pukle z czoła mężczyzny,
- co dziś na śniadaaa……nie? - spytał jej mąż, ziewając potężnie i przecierając oczy jak przedwcześnie wybudzone dziecko.


- Skarbie? - odezwał się zaspany głos po jej lewicy.
- Jestem - odparła w odpowiedzi, na powrót(?) odgarniając niesforne pukle z czoła mężczyzny.
- Co dziś na śniadaaanie? - spytał jej mąż, ziewając potężnie [...]

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Strasznie to razi w oczy jak jest raz małą literą rozpoczęte zdanie, a raz dużą. Niewygodnie się wtedy czyta.
I mimo usilnych prób starałam się przeczytać twoje opowiadanie do końca.
Niestety, przeczytałam 3/4 tekstu i dalej nie mogłam.
Oczywiście to jest tylko moja uwaga. Nie zrażaj się i pisz dalej.
Pozdrawiam. ;)


--------------------
Gubię się nawet we własnym nieograniczonym Świecie.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Saoirse
post 18.11.2012 14:40
Post #3 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 18.11.2012




Kiedy przeczytałam prolog to pomyślałam sobie, to może być fajne opowiadanie, idę czytać dalej. Ale niestety pierwszy paragraf pierwszego rozdziału doprowadził mnie do wielkiego facepalmu.
Ja przepraszam. Ja nienawidzę krytykować, ale no po prostu nie dałam rady dalej czytać. Strasznie w oczy rzucają się braki dużych liter.
"Rozmowa" Hermiony z Draco, była no...płytka.
Oczywiście nie zniechęcaj się do pisania. Może zamiast pisania opowiadań, zacznij na razie pisać miniaturki? To tylko taka sugestia.
Pisz dalej!
Pozdrawiam i życzę weny
Saoirse.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 23.02.2018 23:56