Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Sonic Youth - Daydream Nation (1988)

Katon
post 14.12.2007 20:25
Post #1 

YOU WON!!


Grupa: czysta krew..
Postów: 7023
Dołączył: 08.04.2003
Skąd: z króliczej dupy.

Płeć: tata muminka



Dobra, zacznę. Trochę zastanawiałem się z czym wystartować. Nie miałem ochoty zaczynać od czegoś absolutnie oczywistego, jak Beatlesi, Dylan czy choćby i "OK Computer", ale wolałem też uniknąć zaproponowania czegoś zbyt kontrowersyjnego, rozpalającego od razu dyskusję do białości. I tak targując się z samym sobą i przeglądając zawartość dysku znalazłem płytę ni mniej ni więcej tylko całkiem w sam raz (chociaż w sumie ta logika może się przecież okazać zupełnie kulą w płot, okaże się) - "Daydream Nation".

Mam wrażenie, że każdy, kto twierdzi, że lubi "Confusion Is Sex" jest kłamliwym snobem. Proponuję posłuchać i opowiedzieć się szczerze. Uznając więc ten album za nie nadający się do słuchania oddaję mu jednocześnie hołd, bo Sonic Youth to zespół, który dokonał konkretnej ewolucji i bez jej pierwszego szczebla kolejne nie wydają się możliwe. Hałas przekształca się na przestrzeni pięciu lat w arcydzieło i misterium hałasu, Thurston z psychopatycznego gwałciciela gitar w ikonę grania na nich (ciągle jednak z gwałtem w tle), a przecież i tak to on zawsze był tym 'grzeczniejszym' od Kim, której zmiany bynajmniej nie omijają, nie odbierając zarazem nic z tego co w niej esencjonalne (kto był na koncercie openerowym ten widział, że do dzisiaj w tej kwestii nie zaszły żadne widoczne zmiany poza zmarszczkami). Tak więc Sonic Youth dojrzało do wydania arcydzieła i robi to w roku 1988 uprzejmie się przy tym nie wypalając - "Goo" i "Dirty" mógłbym przecież niebezpodstawnie oceniać tu w miejsce "DN", czego jednakowoż nie robię, bo raz, że wcześniejsza, dwa, że jednak lepsza.
Są takie płyty, które nie mają lokomotywy i jadą same. Żadnego kultowego 'musisz znać' - albo łykasz całość, albo nie ma o czym mówić. "Daydream Nation" jednak nie jest taką płytą i wypełnia całkowicie potrzebę obcowania z piosenką pokoleniową i porażającą. Po spokojnym wstępie w którym Kim swoim zwyczajem mruczy pod nosem kilka wersów, zwieńczonych niepokojącym 'we will fall' wchodzi riff. Jeden z tych najważniejszych w ogóle. Bez fajerwerków oczywiście. Broni się zupełnie sam, nie, nie broni się, tylko atakuje. Thurston nie krzyczy i nie wzywa na barykady, bo tym się bardzo często różni rock alternatywny od rocka - nie opowiada bajek o rewolucji tylko się nad nią zastanawia. "Teen Age Riot". 4:51, po cudownym spiętrzeniu wraca riff podbity przez drugą gitarę powtarzającą rytmicznie ósemkowy rytm - esencja stylu. Pięć minut minęło niemal niepostrzeżenie, a to jeszcze nie koniec. Nikt tu nie połamie rytmu, nie będzie też zwrotu akcji. Genialny riff, genialny tekst - tyle zwykle wystarcza, żeby skomponować hymn pokolenia. Lokomotywa ruszyła. "Silver Rokcet" to już dzika, punkowa torpeda z obowiązkowym jazgotem w środku; na tej płycie hałas nie jest jednak sztuką dla sztuki - wyłaniający się z niego przy akompaniamencie szybkich uderzeń w werbel motyw prowadzący do powtórnego wejścia riffu jest najbardziej elektryzującym fragmentem całej piosenki. Płyta zaczęła się na dobre. "The Sprawl" z recytacjami Kim prowadzącymi do skradającego się, niepokojącego refrenu - 'come on down to the store, you can buy some more and more and more and more' (śpiew na granicy fałszu u SY zawsze wydaje się kolejnym elementem artystycznej układanki, a nie wadą), dzikie "Cross The Breeze", które zaspokoi chyba najbardziej głodnych miłośników naprawdę szybkiego, naprawdę brudnego i naprawdę nieuczesanego grania (a to wszystko przecież niezwykle melodyjne, nawet jeśli są to melodie z tych nienadających się do nucenia pod nosem), wpsaniałe i poniekąd monumentalne "Eric's Trip", motyw gitarowy zaczynający się w 45 sekundzie "Hey Joni", balladowy początek "Candle" napisany jakby specjalnie po to, żeby gitarzyści ze Seattle mieli skąd ściągać patenty na ballady (im zapewne wystarczyłby na cały numer - tu jest tylko wstępem do piosenki, która aż skrzy się od sonicowych harmonii i gitarowych wybuchów), piękne "Kissabilty" - piękne w sposób surowy i tajemniczy, niepokojący i jakby trochę histeryczny (solo gitarowe wchodzi do 20tki ever, tak myślę), no i wreszcie końcowa Trylogia: "The Wonder", "Hyperstation", "Eliminator JR". Czternaście minut nieprzerwanej muzyki. Godne zakończenie wielkiej płyty. Każda z trzech części to arcydzieło, ale 7:57, w którym Thurston śpiewa: 'It's an anthem in a vacuum on a hyperstation/ Day dreaming days in a daydream nation' i nie powtarza już tego drugi raz, chociaż wydaje się to w oczywisty spósób niezbędne sprawia, że ciarki przechodzą po plecach. Niczego nie jest tu za dużo. Nikt tu nie ekspoatuje świetnych melodii całymi minutami aż zdąrzą się znudzić. Cała płyta pozostawia genialny niedosyt i może to czyni ją arcydziełem.
Nie można też nie zwrócić uwagi na 'kontekst historyczny'. "Daydream Nation" jest interludium do lat 90tych. Na równi z płytami Pixies dała impuls, który zmiótł trzy lata później ze sceny wszystkich pudli - warto jednak pamiętać, że może tylko Nirvana zdołała osiągnąc potem jej poziom. A przecież Thurston, Kim i reszta nie spoczęli na laurach, lecz wkrótce wypuścili ze studia kolejne muzyczne torpedy. Nagroda? Niepamięć oczywiście, poza alternatywnym światkiem. Większość entuzjastów Nirvany czy PJ nigdy nie dowie się, że dosłownie kilka lat wcześniej w Nowym Jorku... Szkoda. Móuj pierwszy kandydat do 50tki.

Sonic Youth - Daydream Nation (możliwe, że znowu coś się tam u mnie spieprzyło, piszcie. ładowaniu płyt zawsze średnio mi idzie, hehe)

'a-must-see': "Teen Age Riot" (klimat tego klipu powala, kocham ich!!!)

Ten post był edytowany przez Katon: 14.12.2007 20:31
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MisieK
post 16.12.2007 17:24
Post #2 

Chrapiący Mesjasz New Age


Grupa: czysta krew..
Postów: 4619
Dołączył: 27.03.2004

Płeć: Mężczyzna



Od wczoraj zastanawiam się, co by tu jeszcze napisać. Bo Katon napisał już prawie wszystko. Przy Cross The Breeze przed oczami pojawia mi się zawsze scena z paniami tańczącymi kankana. Eliminatora powinno się puszczać każdemu gówniarzowi który sięga po jakiś instrument i chce grać jak Metallica. Total Trash w 454 sekundach streszcza mi cały grunge. Providence, jakby stworzony do bicia otwieraczem, tutaj jest w środku i brzmi to świetnie. I tekst do Eric's Trip uwielbiam.
W pięćdziesiątce - must be.


--------------------
QUOTE
MisieK: Ja jepie [pozdro dla matoosa, przyp. red.]
PrZeMeK_Z.: Tak trochę.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ahmed
post 16.12.2007 22:09
Post #3 

The Fallen


Grupa: czysta krew..
Postów: 2027
Dołączył: 16.07.2005
Skąd: 20eme arrondissement de Paris

Płeć: Mężczyzna



pozycja obowiązkowa dla każdego. bez względu na wiek i gusta muzyczne. jeden z najważniejszych 'gitarowych' albumów wszechczasów. nie mam wątpliwości. dzięki daydream nation w muzycznym nazewnictwie zaistniało pojęcie rock alternatywny, które obecnie wyewoluowało i zostało zastąpione terminem indie rock. chłopcy z grzywkami mogliby jeszcze dużo się nauczyć od Sonic Youth, żywej legendy nowojorskiego undergroundu. na kolana niewierni!


--------------------
w nocy spać i grzecznym być za dnia.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 20.02.2018 09:23