Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Closed TopicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Nigdy Więcej, całość

Annoaoi
post 25.12.2004 23:13
Post #1 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 4
Dołączył: 07.11.2004




Zamieściałam już tutaj moje jedno opowiadanie. Tylko, że nie zwązane ze światem hp.
Tak więc mozna uznać to za mój debiut ff. Wklejam to co prawda w święta, ale tematycznie ze świętami nie ma nic wspólnego. ^ ^
Podziękowanie dla Serathe. Za pomoc i za korektę.
Dodam coś jeszcze zanim bedziecie mogli w spokoju poczytać - proszę o komentarze smile.gif


* * * * * *

„Nigdy więcej”

Ciemność. I zimno. Przeszywające, nienaturalne zimno. Nie mógł się do tego przyzwyczaić. Nikt nie mógłby się do tego przyzwyczaić. Za każdym razem gdy przechodzili oni, trząsł się i kulił, próbując się schować. Nawet nie słyszał gdy nadchodzili. Wyczuwał to.
Znajdował się w małej celi. Szczególnie małej dla osoby o jego gabarytach.
Nie widział nic. Nie było tu żadnego okna, przez które wpadałoby choć trochę światła. To jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Czasami wydawało mu się, że widzi jakieś kształty. Wyobrażał je sobie. Najczęściej, gdy dementorzy przepływali obok jego celi. Nie wchodzili do środka. Wysysali jakiekolwiek, nawet najmniejsze uczucie szczęścia i podążali dalej by odwiedzić wszystkie tunele. Czasami miał więc chwile spokoju. Lecz nie na długo. Przychodzili następni.
Światło widział tylko raz dziennie. Gdy dostawał swoje jedzenie. Nie pamiętał, ile razy ciemność rozjaśniało światło pochodni. Może siedział tu tydzień? Miesiąc? A może minęło jeszcze więcej czasu, odkąd ostatni raz zobaczył światło słoneczne? Czas wydaje się być tu czymś nieśmiertelnym, a zarazem nie istniejącym.
Oskarżyli go. Niesprawiedliwie. Ponownie, z tej samej przyczyny. Ale ostatnim razem nie wysłali go do Azkabanu. Dumbledore na to nie pozwolił. Dyrektor w niego wierzył, pomógł mu wielokrotnie. Lecz jeśli to prawda, to dlaczego go tutaj wysłano? Dla ostrożności, jak powiedział Knot. Był niewinny. Nie powinien tu być... Więc czemu był?
Siedział przy ścianie obejmując rękami swoje kolana. Plecami dotykał ściany. Czuł się dzięki temu bezpieczniej. Nikt nie mógł go zaatakować z zaskoczenia od tyłu.
Trząsł się. Sam już nie wiedział czy z zimna czy ze strachu. Myślał o jednym. Chciał się stąd wydostać. Nie wiedział w jaki sposób. Wszyscy mówili, że stąd nie można uciec. Chyba, że w śmierć. Ale on nie chciał umrzeć. Miał powód by żyć. Miał dla kogo żyć… Więc czemu o tym myślał?
Na początku miał nadzieję, że to wszystko niedługo się skończy. Był tego pewny. Z upływem czasu to przekonanie gasło. Nigdy nie był cierpliwy. Kiedyś wiecznością wydawało mu się oczekiwanie na szósty grudnia, gdy są jego urodziny lub na obiecane przez ojca nowe zwierzątko. Teraz było o wiele gorzej. Prawie ciągle siedział w napięciu, z otwartymi oczami, próbując dojrzeć coś w gęstej ciemności. Czekał na ratunek. Wierzył, że ktoś niedługo do niego przyjdzie i wreszcie go stąd zabierze. Nic się nie zmieniało. Z czasem wyczuwał w sobie coraz większą pustkę. Coraz więcej ciemnych i smutnych myśli. Naprawdę zaczęło mu się wydawać, że lepiej byłoby już umrzeć, niż tu być. Nigdy wcześniej nie sądził, że coś lub ktoś kiedykolwiek doprowadzi go do takiego stanu.
Powoli zaczynał wariować. Obrazy, które przypominał sobie gdy dementorzy przechodzili obok niego, były coraz wyraźniejsze. Zaczynał nawet słyszeć dość wyraźne głosy w swojej głowie. Najgorsze fragmenty z jego życia znowu powracały... Tylko, że teraz czuł się dużo gorzej. Nie pamiętał dobrych i szczęśliwych wydarzeń. Na początku wydawały mu się tylko snem. Nie pamiętał szczegółów. Wiedział, że o czymś myślał, ale nie potrafił wyjaśnić o czym. A może całe życie jest snem? Może czas się obudzić? Nie wiedział tego. Przestał mysleć sensownie.

* * *

Jego ciało przeszedł dreszcz. Lodowaty dreszcz, który zmroził jego serce. Zbliżali się. Czuł, jakby serce pochodziło mu do gardła. Nie słyszał nic, oprócz jakiegoś nieznośnego buczenia w środku czaszki. Nagle usłyszał przed sobą świszczenie. Włosy zjeżyły mu się na karku. Próbował jakoś stamtąd uciec. Schował się w kącie, a szum w jego głowie narastał coraz bardziej. Zaczynał słyszeć jakiś głos. Z początku cichy, jakby był wyobrażeniem, a potem głośniejszy i wyraźnie brzmiący w jego głowie.
„Zawiodłem się...- usłyszał ostro brzmiące słowa - Darowaliśmy ci poprzednie wybryki. Nie wykorzystałeś szansy. Tym razem zostaniesz ukarany. Odtąd nie jesteś uczniem tej szkoły... Wyjeżdżasz już dzisiaj.”
Mężczyzna zaczął szlochać, a pojedyncze łzy spływały mu po gęstej brodzie. Zamknął oczy. Próbował bezsilnie zagłuszyć głos, zatykając sobie rękami uszy. Słowa odbijały się echem w jego głowie. Przed jego oczami migały obrazy. Im bardziej próbował o nich nie myśleć, tym stawały się one widoczniejsze.
Gabinet dyrektora, ten fatalny dzień, kiedy wyrzucili go ze szkoły.
Pogrzeb jego ojca. Martwa twarz, oczy, które nadal były otwarte, ale już nie miały radosnego błysku.
Moment, gdy Dumbledore powiedział mu o śmierci osoby, która opiekowała nim się przez całe życie.
Zemdlał.

Gdy się obudził, jego głowa nadal boleśnie ciążyła, lecz nie czuł tak wyraźnego zlodowacenia na całym ciele. Leżał na zimnym kamieniu i usiłował przestać się trząść. Przypomniał sobie co ostatnio czuł, jęknął i obrócił się twarzą do ściany. Nie chciał ponownie tego przeżywać. Zamknął oczy i powoli odpływał w krainę snu.

Szedł długą ścieżką. Niebo było ciemne od atramentowo-niebieskich chmur. Gdzieniegdzie rozjaśniało się blaskiem błyskawic. Otaczały go wielkie drzewa o masywnych, wystających często spod ziemi korzeniach. Rośliny stały tak gęsto przy sobie, że stwarzały barierę, przez którą nie mógł przejść. Im bardziej starał się przez nie przedostać, tym bardziej wydawały się większe, a szpary między nimi mniejsze. Nie mając wyboru poszedł naprzód ścieżką. Wędrował już jakiś czas, ale ona nadal wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Było nienaturalnie cicho. Żadnego szelestu, mimo, że gałęzie poruszały się pod wpływem wiatru. Nie było widać ani jednego zwierzęcia. Bez nich świat wydawał się pusty. Przynajmniej dla niego.
Nagle zauważył, że znajdował się na jakiejś równinie. Rozciągała się aż do horyzontu. Od razu zobaczył drewniany dom, który przyciągnął jego uwagę. Znał go. Tu się wychował! Tylko czemu okolica się zmieniła? Podszedł do drzwi. Otworzył je. Przeszedł przez pusty korytarz. Na ścianach była naklejona czarna tapeta. Dlaczego? Kiedy był tutaj ostatnio nic takiego nie było...
Po krótkiej chwili dotarł do dużego pokoju. Wszystkie okna były zabite deskami. Poruszył się niespokojnie. Zaczął mieć złe przeczucia. Co się działo?
Jedyne światło pochodziło ze świecy, która stała na stole znajdującym się na środku pokoju. Ktoś siedział na krześle. Nie poruszał się. Mężczyzna podszedł bliżej i rozpoznał twarz tej osoby. Poczuł, że nie jest zdolny do wypowiedzenia czegokolwiek. To był jego ojciec. Martwy.
- Musiałem to zrobić, wszystko zaszło zbyt daleko - usłyszał głos za sobą - Z pewnością on przysłał ci tego potwora. Nie mogłem dopuścić, by ponownie komuś coś się stało - ostatnie zdanie powiedział z wyraźną kpiną.
Słowa te wypowiedział szesnastoletni chłopak. Miał ciemne włosy, ubrany był w czarną szatę. Mężczyźnie wydawało się, że go zna. Ciągle był w szoku, po tym, co zobaczył. Otworzył usta, by zaprzeczyć słowom dzieciaka, lecz żaden głos nie wydobył się z jego krtani. Nie mógł niczego powiedzieć! Jak to się mogło dziać?! Nikt nie rzucił na niego Silencio.
- Znaleźliśmy winowajcę tych napadów! Wspaniale się spisałeś, Tom - odezwał się prawie całkiem łysy staruszek - Już po raz kolejny nie stosuje się pan do zasad... Doprawdy. Czy naprawdę sądził pan, że nikt się nie dowie o smoku?
Mężczyzna ponownie został niemile zaskoczony. Co więcej zauważył jakiś czarny kształt leżący na stole. Czarny kształt. Norbert! Smok się nie poruszał.
Zaczął się trząść. Miał przed oczami zarówno zwierzę, jak i swego ojca. Ogarnęła go wielka rozpacz. Tymczasem staruszek mówił dalej.
- Na szczęście unieszkodliwiliśmy tą krwiożerczą bestię. Pewnie tą gadzinę też przysłał panu ojciec? Ten niebezpieczny osobnik już w niczym nie będzie łamał prawa. Tacy ludzie nie powinni w ogóle opiekować się żadnym dzieckiem.
Mężczyzna na początku nie zrozumiał tego, co starzec mówił. Po chwili otrząsnął się i wściekłym głosem chciał powiedzieć co myśli o starcu i jego pomysłach. Jego ojciec?! Zły?! Otworzył usta, lecz nie wydobył się z nich żaden głos. Tak jak wcześniej. Złapał się rękami za szyje i nadal próbował coś wykrztusić. Nadaremnie. Nie słyszał swych słów.
- Miał takich rodziców... Nie dziwię, że wyrósł na kryminalistę. Pewnie tą miłość do bestii masz po mamusi, co? - szesnastolatek powiedział szydzącym głosem.
Mężczyzna, tracąc rozsądek, chciał złapać chłopaka i jakoś zmusić go, by przestał mówić. Nie mógł tego zrobić. Jego ręce przepłynęły przez chłopaka. Z całą pewnością szesnastolatek nie był duchem. Jak to możliwe?
Mężczyzna zaczął słyszeć jadowite głosy wydobywające się z jego głowy.
„To byłeś ty...”
„To już koniec. Zamierzam cię wydać...”
„Muszę. To po prostu mój obowiązek. ”
„To były wystarczające dowody!”
„Ma pan zakaz używania różdżki. Na zawsze.”
Zsunął się na podłogę. Łzy kapały po jego brodzie.

Obudził się. Miał mokrą twarz. Zajęło mu kilka chwil, zanim zrozumiał, że to był tylko sen. Nic takiego się nie stało. To nie miało miejsca. Ale jego ojciec naprawdę nie żyje... Przed oczami zaczął widzieć jego trumnę. Grób. Jęknął głośno i złapał się rękami za głowę, próbując to przerwać. Usłyszał świst i wspomnienia stały się jeszcze wyraźniejsze.

* * *

Nie chciał już żyć. Na pewno nie w tym miejscu. Wszystko stało się bezsensowne. Chciał się stąd wydostać. Być gdziekolwiek indziej.

Obudziły go rozsuwające się kraty. Jakieś ręce chwyciły go i podniosły z podłogi. Co prawda, tej osobie przyszło to z wielkim trudem, ale po chwili stanął, chwiejąc się na nogach. Wyprowadzili go z celi. Był zdezorientowany. Gdzie go prowadzą? Co chcą z nim zrobić?
Więzień był przez cały czas podtrzymywany przez strażników. Po dość długiej podróży po korytarzach, wyszli na światło dzienne. Zeszli po dróżce i wprowadzili mężczyznę do łódki. Powoli zaczynał rozumieć. Był wolny. Wypuścili go. Zostało udowodnione, że nie miał nic wspólnego z tymi zamachami. Ktoś siedział obok niego, co więcej zorientował się, że ten ktoś do niego mówi.
- ... przyjmiesz moje gorące przeprosiny. Mam nadzieję, że zrozumiesz, że to było dla bezpieczeństwa dzieci. Ostrożności nigdy nie za wiele.
Dawny więzień spojrzał na niego zimnym wzrokiem. Nawet nie chciał się kłócić. Nie spojrzał do tyłu, by ostatni raz zobaczyć znienawidzony budynek. Nie chciał już nigdy więcej tam wrócić. Zamiast tego oglądał rozświetlone światłem słonecznym widoki.

* * *


„Nie macie pojęcia - odpowiedział cicho Hagrid - Nigdy wcześniej nie byłem w czymś takim. Myślałem, że już mi odbija. Wciąż mi to wszystko we łbie łomotało... (...) Myślałem tylko o jednym, żeby umrzeć we śnie... Jak mnie wypuścili, to jakbym się na nowo narodził, wszystko wróciło(...).
Nie chcę wrócić do Azkabanu. Nigdy.

HP i Więzień Azkabanu (str. 233)

KONIEC

Ten post był edytowany przez Annoaoi: 25.12.2004 23:17
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
skicia
post 26.12.2004 20:58
Post #2 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 227
Dołączył: 16.11.2003
Skąd: Place where the angels fall...




Nie spodobało mi się Twoje opowiadanie, nie było nic co mnie zaciekawiło. Ogólnie jestem na "nie".


--------------------
user posted image

user posted image WE ARE ELITA user posted image LEAGUE OF SZYDERCY user posted image
(hm...)Kto nie jest z nami , ten jest przeciwko nam(hm...)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
anagda
post 26.12.2004 22:09
Post #3 

Członek Zakonu Feniksa


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1994
Dołączył: 05.04.2003

Płeć: Kobieta



nie no... mogło byc lepsze... ale mogło i gorsze... początek ciekawie się zapowiadający, jednak dalej... żadego rozwinięcia. dobrze że nie spadło...


--------------------
user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Closed TopicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 23.11.2019 04:41