Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )


Stephanie Plonk Napisane: 03.09.2012 14:00


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Pisz Pisz! Już się bałam że porzuciłaś to opowiadanie. :(
Czekam! :)
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #375308 · Odpowiedzi: 42 · Wyświetleń: 30123

Stephanie Plonk Napisane: 25.06.2010 16:51


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Witam wszystkich. Parę dni temu udało mi się napisać kolejny part, jednakże jak zwykle jest on krótki... Proszę o wybaczenie.

***

Odpowiedź na pytanie: Tak, Steph jest metamorfomagiem.

***

Zapraszam do czytania.



VII

Gdy wyszliśmy już wreszcie z pociągu i dotarliśmy do zamku, zaczynało robić się powoli ciemno.
Zasiedliśmy przy naszych stołach. Huncwoci jak zwykle musieli się postarać i usiąść obok nas.
Tak jak zawsze - powitanie nowych, tiara przydziału, gadanie Dumbla o zasadach(które NAS przecież i tak nie obowiązują) i tak dalej i tak dalej. Taka normalka.
W końcu kiedy całe gadanie dobiegło końca, nadszedł wyczekiwany przez wszystkich moment - na stołach pojawiło się jedzenie i zaczęła się uczta (a raczej wyżerka).
- Plonk? - zagaił Syriusz.
- Ta?
- Wiesz że jak szłaś przez Wielką Salę to znowu wszyscy o Tobie mówili?
- Wiem?
- Skąd?
- Bo zawsze tak jest, w sumie już powoli przywykłam. Co tym razem?
- Standardowo - jak z takiej laski może być taka suka.
- Straszne. Jeśli chcą to dopiero mogę być wredna.
Syriusz puścił mi jeden ze swoich Syriuszowatych uśmieszków i wrócił do konsumowania zawartości swojego talerza.


* * * * *

Po uczcie powitalnej udaliśmy się do swoich dormitoriów. Gdy tylko dziewczyny ułożyły się spać - ja zamknęłam się z Lilly w łazience i opowiedziałam jej o wszystkim. O listach Blacka, o tym jak rozmawialiśmy w pociągu, gdy ona czytała książkę, o Kenazie, o moich mugolskich chłopakach... Dużo tego.
Kiedy tak opowiadałam jej to wszystko, uświadomiłam sobie, że ostatnio tak strasznie dużo się we mnie dzieje. Tyle ostatnio myślę o samej sobie, o życiu, o tym co robię... To dziwne, bo jakoś nigdy taka nie byłam. Zawsze byłam zimna. Nic mnie nie obchodziło. Po prostu żyłam chwilą i miałam wszystko głęboko gdzieś. A teraz? Teraz myślę nad życiem i zastanawiam się nad moją osobą. To już ostatni rok. Za dziesięć miesięcy będzie koniec wszystkich końców. To już ostatni raz... Ostatni raz jechałam do Hogwartu. Ostatni semestr, potem ostatnie egzaminy i ostatni powrót do... No właśnie gdzie? Do domu? A co to jest Dom? Miejsce ciepła i miłości, której nigdy nie miałam okazji zaznać. Ja nie mam Domu. Ja mam tylko miejsce zamieszkania. Nic więcej. No więc co ja potem zrobię? Nie mam niczego swojego. I nie wierzę w to, że moi umm... rodzice jakoś mnie wspomogą. A nawet jeśli to na pewno nie za darmo.... Pracy też żadnej nie znajdę. Taka sobie zwykła Plonk bez przyszłości. To takie... przykre? Wszyscy mają plany, marzenia. A ja? Ja nic nie mam...

- Hey! - Lilly machała mi ręką przed nosem. - Co z tobą?!
- Ehm... odpłynęłam... Wybacz, ostatnio trochę nie jestem sobą... Na czym skończyłyśmy?
- Tak nagle przestałaś się odzywać. Pomyślałam, że po prostu zastanawiasz się nad czymś co jeszcze chcesz mi powiedzieć, a chwilę później byłaś już gdzieś daleko. Więc cię no ten, tego...
- Muszę iść spać. Jak najszybciej. Wybacz ale padam. - skłamałam.
- Eeeee... To było dziwne. Zazwyczaj chodzisz spać najpóźniej z nas wszystkich. Ale no jak sobie chcesz.
- Wiem, ale trochę... Nie czuję się najlepiej, chyba trochę za dużo zjadłam. - straciłam całą ochotę na rozmowę.
- No to dobranoc.

Sen niestety nie chciał przyjść. Podczas gdy Lilly i dziewczyny już dawno spały, ja nadal kręciłam się po łóżku i walczyłam z wyjątkowo niewygodną tej nocy pościelą. Wreszcie poddałam się i postanowiłam wybrać na krótki spacer i papierosa. Wyszłam na balkon biegnący wokół wieży Gryffindoru i oparłszy się o kamienną balustradę odpaliłam fajkę.
- Dasz mi jednego? - Aż podskoczyłam z przerażenia. Nie spodziewałam się, że zastanę tutaj kogoś o tej porze.
- Black! - krzyknęłam kiedy spostrzegłam, że to on. - Co ty tu robisz o tej porze?!
- Jak widać nie tylko ty nie możesz dzisiaj spać. Coś cię boli? Przejadłaś się, masz te dni, może głowa? Albo może coś cię po prostu dręczy co? - Black zrobił się dziwnie zainteresowany moją osobą. Co mu w ogóle do tego?
- Koleś czego ty ode mnie chcesz?! Po co się pytasz co mi dolega? To nie twoja sprawa!
- Dasz mi tą fajkę? - No, fajnie. Zmienia temat, do tego jeszcze sępi.
- Odpowiesz mi na moje pytanie?
- Ty na moje też nie odpowiedziałaś. - No tak. Mogłam się spodziewać, że powie coś w tym stylu. Hmmm w sumie...
- Za dużo mam w głowie. - powiedziałam, dając mu papierosa.
- A nie na głowie? Ognia?
- Nie, za dużo na głowie nigdy nie mam. Za dużo myśli w głowie. - sprecyzowałam, podając mu zapalniczkę.
- Myśli? O czym tak myślisz?
- Black, czy ty aby nie chcesz za dużo wiedzieć? - znowu zaczęłam się irytować.
- Po prostu pytam. Słucham tego co mówisz, zadaję pytania i interesuję się tym co masz do powiedzenia. Czy to źle? - teraz to on wyglądał na poddenerwowanego.
- Tak. Nie. Nie wiem. - nie wiedziałam co powiedzieć, a on czekał na odpowiedź i coraz bardziej się irytował. - To dlatego że ty nie jesteś poważny. Myślisz tylko o sobie albo o Potterze, cały czas bawicie się kosztem innych ludzi i nic was nie obchodzi to co myślą i czują inni. Więc takie zachowanie z twojej strony jest po prostu... po prostu... nienaturalne? Czuję podstęp, albo coś w tym stylu. Żałuję, że w ogóle zaczęłam tą rozmowę. - to powiedziawszy wyrzuciłam wypalonego już papierosa i skierowałam się do wyjścia. Co on sobie myśli? Co oni obaj sobie myślą? No bo przecież pewnie Potter też się za tym kryje. Może to on poprosił Blacka, żeby spróbował wyciągnąć ze mnie jakieś informacje o tym czy ma jakieś szanse u Lilly (ha! chyba śnisz kolego!). Przecież Black na pewno nie zachowywałby się tak bez powodu. Hmm to dobry motyw, całkiem możliwe, że o to właśnie chodzi. Zatrzymałam się w pół kroku i odwróciłam w kierunku Blacka.
- Potter nie ma żadnych szans u Lilly. Możesz mu to ode mnie przekazać. Misja skończona. - powiedziałam do Syriusza, który wyglądał na zaskoczonego.
- Co? Jaka misja o czym ty gadasz dziewczyno? A to czy James ma u niej szanse czy nie to nie ma żadnego znaczenia i tak będzie walczył. - podszedł do mnie.
- No jak to jaka, nie udawaj że nie wiesz o co chodzi. To pewnie Potter cię poprosił, żebyś podstępnie wyciągnął ze mnie jakieś informacje na ten temat. - czy na pewno dobrze zrobiłam że powiedziałam mu co myślę? CO?! Ja się WAHAM? Ja?! Nie nie waham się! Dobrze zrobiłam mówiąc mu co myślę. Przecież zawsze tak robię i nigdy się nie przejmuję ani tym bardziej nie waham. Co jest ze mną?
- A nie pomyślałaś o tym, że może po prostu chcę pogadać? - znowu zaczął się trochę irytować.
- Pogadać? Tak po prostu? TY? Ze mną? Po co? Przecież wiesz że nie jestem taka jak te wszystkie pustaki. Nie dam ci, więc szkoda twojego zachodu. Nie ta liga koleś. - teraz to już jestem zła.
- A więc teraz myślisz że o to mi chodzi tak? - prawie wrzasnął.
- A o co innego może chodzić? Nie gadasz z dziewczynami jeśli czegoś od nich nie chcesz. I o ile dobrze wiem, zazwyczaj chodzi ci tylko o jedno. Więc co innego mam niby myśleć? - ja też prawie krzyczałam.
- Za takiego mnie uważasz?! - teraz teraz już krzyczał.
- Nie, Black. Ty taki jesteś. Tak się zachowujesz i taki wizerunek sobie stworzyłeś. Więc sam jesteś sobie winien. - powiedziałam spokojnie i odeszłam zostawiając go samego.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #372653 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 08.07.2009 14:43


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


No, więc wreszcie udało mi się napisać coś nowego.
Dodaję na prośbę Alexandry. ;)

I oczywiście z góry przepraszam za to, że takie krótkie, oraz za wszelkie ewentualne błędy jakie popełniłam.




VI


- Cześć dziewczyny!
Naszą spokojną i jakże przyjemną atmosferę przerwało właśnie to jedno zdanie, wypowiedziane przez niejakiego Syriusza Blacka, potocznie zwanego(jakże ambitnie z resztą) Łapą. Zaraz za nim wepchnęli się do przedziału nie kto inny jak James Potter ze swoją przylepą Pettigrew oraz Remus - jedyny przynajmniej w połowie normalny chłopak z ich paczki.
- Długo wam zajęło znalezienie naszego przedziału. Miałyśmy aż 10 minut na to, żeby spokojnie usiąść i ledwo co zacząć rozmawiać czy coś. - powiedziałam, z przesadną uprzejmością.
- Zawsze najlepsi! - napuszył się Black.
- Najlepsi we wszystkim, w nauce, w quiditchu, w dziewczynach... - Potter jak zwykle musiał pokazać co to z niego nie jest, po czym bezceremonialnie rozsiadł się obok Lilly, a jego chłopak naprzeciwko mnie gdyż siedziałam obok okna, a z drugiej strony miałam klatkę z Ehwaz'em.
- O nie, nie... Naprawdę nie musicie siadać! Lepiej już sobie może idźcie? - zbuntowała się Lilly.
Chcąc nie chcąc nie miałyśmy wyboru i musiałyśmy pozwolić im z nami zostać. Teoretycznie, mogłyśmy iść poszukać innego przedziału, ale zrezygnowałyśmy z tego pomysłu, bo pewnie i tak byśmy już nic nie znalazły. W rezultacie jechałyśmy z tymi frajerami i za wszelką cenę starałyśmy się unikać jakiejkolwiek rozmowy czy kontaktu. Niestety jednak zarówno Potter jak i Black nie należą do osób które nie dają się tak łatwo.
- Jak tam Plonk wakacje minęły? - zagaił pan korespondent.
- Za wolno.
- Za wolno, mówisz?
- Za wolno, mówię.
- No to mamy coś wspólnego ze sobą!
- Skaczę z radości.
- A mówiłem Ci już dzisiaj, że ślicznie wyglądasz?
Na te słowa, automatycznie przybrałam wygląd Smarkerusa.
- Och, dziękuję! Miło mi to słyszeć.
- Ugh... przestań! Jeszcze sobie zaszkodzisz czy coś... Albo ci tak zostanie! Nie! Proszę za ładna jesteś.
- Jak się ma takie zdolności jak moje to mogę być zarówno piękna jak i szkaradna. Tą postać przybrałam właśnie dla Ciebie.
- Wszystko tylko nie Smark!
- Co Smark? Gdzie?! AAAAA! - James, na sam dźwięk słowa 'Smark' wybudził się z letargu, jakim było wpatrywanie się w biedną Lilly usiłującą skupić się na czytaniu książki, zerwał się na równe nogi i wyjął różdżkę.
- No sam zobacz, stary co ona sobie zrobiła! - jęknął Black, wskazując w moją stronę.
- O w morde! Steph jesteś genialna! - wrzasnął Potter gdy tylko zobaczył mnie z krzywą mordą Severusa S, po czym usiadł chowając swojego badyla.
- Co proszę?
- Jak mogłem nie wpaść na to wcześniej?! W kogo jeszcze możesz się zamienić?
- W ciebie na przykład. Ale nie zrobię tego bo jeszcze mi tak zostanie i co wtedy?
- No wtedy to byś musiała się przestawić na dziewczyny i umawiać z moimi fankami.
- Dajcie mi siekierę.
- No, ale dobra mniejsza o to. Tak na poważnie to jak to jest? - James był bardzo zafascynowany moim darem.
- No nie wiem w Lucjusza na przykład? - i już wyglądałam ja mój kuzyn.
- McGonagall?
- Proszę bardzo.
- Na brodę Merlina! - teraz to już nawet i Syriusz się podniecił. - W końcu rozumiem o co ci chodzi stary!
- A czy ja też mogłabym się w końcu dowiedzieć czym się tak cieszycie? - zaczynałam się już powoli irytować.
- A no tak. No więc chodzi o to, że skoro masz takie duże zdolności to możesz zmieniać się w np. takiego Smarka i jako on narobić mu jakichś 'problemów'. W rezultacie Slytherin straci punkty a prawdziwy Smark zarobi szlaban! - obrazowo wytłumaczył Potter. W sumie, to nawet ciekawy pomysł...
- Niegłupie... Nigdy się nie zastanawiałam nad moimi mocami pod tym kątem... Mogłabym zdradzać chłopaków dziewczyn które mnie drażnią a potem one płakałyby po nocach... 'Aaa bo on ze mną zerwał!', 'Powiedział, że to dlatego, że go zdradziłam!'. Mogłabym też narobić gnoju mojej siostrze, dzięki czemu odkułabym się jej za wszystko! - zaczęłam snuć plany.
- Kurde Steph, jesteś sprytniejsza niż mi się wydawało... No i wredna przy okazji... To lubię! - napalił się Black.
- Chcesz mogę być jeszcze gorsza, ale wierz mi - lepiej żebyś nie chciał.

  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #366358 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 14.04.2009 21:48


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


eee tam od razu łatwą, chciało jej się, bo ją kręcił. proste ;)
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #364666 · Odpowiedzi: 42 · Wyświetleń: 30123

Stephanie Plonk Napisane: 07.04.2009 20:33


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


V

Kenaz został. Po kilku kłótniach z rodzicami w końcu, choć bardzo niechętnie odpuścili. Wiedzieli, że nie mają wyjścia, bo i tak postawiłabym na swoim. Jedynym, wciąż nierozstrzygniętym problemem było to co z nim zrobię kiedy pojadę do Hogwartu. No bo przecież nie zostawię go z rodzicami. Może u któregoś z moich mugolskich kumpli? Pomysł nie głupi, z tym, że Kenaz jakimś cudem ich nie lubi.
Od kiedy go mam, jesteśmy nierozłączni. Kiedy zabrałam go do naszych odludnych miejsc gdzie zazwyczaj przesiadujemy z chłopakami – dostał szału. Zaczął na nich szczekać i warczeć i w rezultacie musiałam przywiązałać go do drzewa – żeby pobył trochę sam i uspokoił się.
Nie wiem dlaczego ich nie lubi. Przecież to całkiem w porządku goście. Pomimo iż mugole.
Można z nimi posiedzieć pogadać, napić się i zapalić. Co jest rzeczą przyjemną. Nie robimy nic złego i ogółem wszyscy dobrze się bawią w swoim towarzystwie. Może Kenaz jest zazdrosny – w końcu to chłopcy. NIE! To jest chore... miłość zwierzęcia do człowieka? Bez przesady...
No ale cóż, powinnam się pośpieszyć – w końcu wyjazd już w poniedziałek (a dzisiaj jest piątek).
Może rodzice Lilly się z zgodzą... Tak, to jest pomysł.
Wzięłam kawałek pergaminu i zaczęłam pisać:

[I]Kochana Liluś,
w ostatnim liście pisałam Ci o Kenazie. Rodzice zgodzili się, żeby został, z tym, że został ale ze MNĄ nie z nimi. W rezultacie nie mam go gdzie zostawić na czas kiedy będę w Hogwarcie. Chciałam Cię zapytać, czy Twoi rodzice nie zgodziliby się na przechowanie go przez te 10 miesięcy. Byłabym bardzo wdzięczna gdybyście uratowali Kenaza przed brukiem.

Liczę na szybką odpowiedź.
Plonk




Wysłałam list, wzięłam psa i wyszłam.
Przemierzałam różne alejki i ulice, aż w końcu dotarłam do miejsca gdzie nigdy nikt nie chodzi. Nikt oprócz nas.
Weszłam na pusty ogródek jakiegoś opuszczonego domu i skierowałam się do szopy. To Hunter – jeden z moich kumpli odkrył to miejsce jakiś czasi temu. Siedzimy (a raczej czaimy się) tu teraz przez cały czas. Trochę ciasno ale przyjemnie. Dla Kenaza niestety nie było już miejsca w środku, jednak na zewnątrz jest mu chyba dużo lepiej – nie musi siedzieć przy chłopakach których tak bardzo nie lubi, a do tego – na pożytek dla nas wszystkich – daje sygnał szczekaniem kiedy ktoś się zbliża. Tak więc zostawiłam go przy wejściu, gdzie od razu wygodnie się rozłożył, a sama weszłam do środka. Na przywitanie dostałam kubek wina i papierosa. TAK! To dopiero jest życie! Aż się nie chce jechać do szkoły...
Siedzimy, pijemy palimy, śpiewamy... no czego chcieć więcej!
Po którymś tam winie, sama nie wiem które to już było (chyba 6 bo tyle butelek tam leżało) i braku funduszy na następne stwierdziliśmy, że zbieramy się do domu. I w sumie słusznie bo było już po 23.
Zapaliliśmy na drogę, a ja wyszłam z szopy i poszłam po Kenaza, po drodze potknęłam się o własne nogi i wylądowałam na trawie. Hunter od razu to zauważył, więc podszedł, żeby mi pomóc – jednak kiedy mnie podnosił, Kenaz zaczął na niego warczeć i szczekać.
- Kenaz! Przestań! Zostaw go! On mi pomaga! Ślepy jesteś?! - wrzeszczałam, próbując ustać na nogach, a kiedy mi się w końcu udało – wzięłam psa i pożegnawszy się z kumplami potoczyłam się do domu.
Kiedy weszłam wszyscy już spali, w końcu było już trochę późno. Skierowałam się do kuchni – zrobiłam sobie kanapki i nalałam soku do szklanki.
Myślę. To nic, że trochę myśli mam teraz słabe ale myślę... będzie mi tego brakować w Hogwarcie. Teraz wychodzę i wracam kiedy chcę, robię co chcę a ICH to i tak nie obchodzi. Gdybym nie wróciła to pewnie by się ucieszyli.
A w szkole? Więcej zasad i zakazów niż jakichkolwiek przywilejów. Głowa opadła mi na stół, już zaczynałam zasypiać, kiedy Kenaz zaczął kłaść mi łapy na kolanach a zębami szarpał mój rękaw.
- Tak tak... Już idę...
Dalej mnie szarpał.
- No! Już, już idę spać... Zaraz...
Szczeknięcie.
- Dobra! I tak widzę że Cię nie nabiorę. - powiedziałam i wstałam z krzesła. Powłóczyłam się po schodach do mojej sypialni. Rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam.

***

Kiedy następnego ranka wstałam i zeszłam na dół, żeby zjeść śniadanie, ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie ma ani Sheryl ani moich rodziców. Było to rzeczą niesamowicie radosna, gdyż nie specjalnie lubiłam przebywać w towarzystwie mojej rodziny.
Tak więc po przyjemnym i spokojnym śniadaniu wzięłam Kenaza i poszłam do parku, gdzie od razu skierowałam się w kierunku najmniej uczęszczanej przez ludzi części – to jedno z tych miejsc w których zazwyczaj siedzimy z chłopakami. Wiedziałam, że tam będą. O tej porze zawsze tam siedzą.
Przywitałam się i grzecznie poprosiłam o papierosa. Odpaliłam i siedziałam rozkoszując się smakiem tytoniu który wdychałam do płuc.

Po 2 godzinach obracaliśmy 4 wino. Czułam błogą sielankę, czułam wolność i jeszcze coś... nie wiem co to było ale uczucie było przyjemne...

Obudził mnie Kenaz nachalnie szczekając mi do ucha. Leżałam na trawie.
- Oj Steph, ten twój pies jest zajebisty
- Co? Co sie dzieje? O co chodzi?
- Ledwo co sobie lekko przysnęłaś a on od raz Cię zaczął budzić, jakby się bał że coś Ci się stanie.
- eeyyyhhhm...

Przytuliłam psa i szepnęłam mu do ucha:
- Dziękuję, chociaż naprawdę nie musiałeś tego robić, nic by mi się nie stało, po prostu sobie przysnęłam.

Nie wiem dlaczego to robiłam, po prostu czułam gdzieś w głębi siebie, że on mnie rozumie. Rozumie lepiej niż ktokolwiek inny.

***

Kiedy po południu wróciłam do domu nadal nikogo nie było. Zjadłam coś co miało być obiadem, a później zamknęłam się w swojej sypialni i zaczęłam grać. To była jedna z tych niewielu rzeczy które uwielbiałam. Oprócz tego był jeszcze Ehwaz, był Kenaz, była Lilly, i Hogwart... tak Hogwart niby tylko głupia szkoła jednak dla mnie to nie była TYLKO szkoła... to był dom. Dom w którym miałam prawdziwych przyjaciół, dom w którym nie było moich rodziców z którymi nie układało mi się zbyt dobrze.
Hogwart był moim największym szczęściem.
Jeszcze tylko jutro i znowu tam wrócę. Ten ostatni raz.
Z zamyślenia wyrwało mnie stukanie w okno - to pewnie odpowiedź od Lilly!
Szybko podeszłam do okna i wpuściłam sowę. Wzięłam list i zaczęłam czytać.
Nie myliłam się.

Kochana Steph,
moi rodzice z chęcią przyjmą Kenaza na czas szkoły. Możemy zrobić tak, że zabierzesz go w poniedziałek na dworzec i po prostu przekażesz moim rodzicom kiedy będziemy wyjeżdżać.
Odpisz mi czy pasuje Ci takie rozwiązanie.

Do zobaczenia, na dworcu
Lilly.


Wzięłam pióro i na drugiej stronie listu napisałam tylko:

„No jasne! Pomysł jest świetny, podziękuj swoim rodzicom i do zobaczenia pojutrze!”
S.


Przywiązałam sowie list do nóżki i wypuściłam ją przez okno.

***

Reszta soboty minęła bez żadnych specjalnych wydarzeń. Moi rodzice i Sheryl wrócili późnym wieczorem – jak się okazało cały dzień byli załatwiać jakieś, mało obchodzące mnie sprawy. Pojęcia nie mam po co im była do tego moja siostra ale jakoś specjalnie w to nie wnikam. Jedyne co mnie obchodzi to nie musieć ich oglądać, więc każda okazja kiedy znikają jest dobra.

Niedzielę spędziłam na pakowaniu mojego kufra, tłumaczenia Kenazowi dlaczego nie mogę go zabrać ze sobą i ogólnym nic nierobieniu.
Jednak poniedziałkowy ranek przysporzył mi nie lada niespodziankę... Kenaz zniknął. Po prostu nigdzie go nie było ponad godzinę spędziłam na szukaniu wołaniu i proszeniu żeby wrócił. Nic nie pomogło. Pies po prostu rozpłynął się w powietrzu.
W końcu jednak dotarło do mnie, że Kenaz po prostu odszedł. Zupełnie jakby zrozumiał, że wyjeżdżam. Zupełnie jakby nie chciał mieszkać z nikim innym, tylko ze mną.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #364482 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 01.04.2009 21:50


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Tak wiem, że krótkie. Z góry przepraszam. Następnym razem będzie więcej.




IV

Następne dni mijały i mijały.
Pewnego słonecznego poranka, wstałam zaskakująco wcześnie, gdyż chciałam przejść się na samotny spacer po parku. Narzuciłam na siebie pierwsze lepsze rzeczy walające się po podłodze i bez śniadania wybiegłam z domu. Plątałam się alejkami przez długi czas nie mając w tym żadnego celu. Znudziwszy się tą przechadzką skierowałam się w stronę domu. Nagle ni z tąd ni z owąd wyskoczył na mnie duży czarny pies.
- Złaź ze mnie! Ty wstrętny kudłaty olbrzymie! - wrzasnęłam próbując zrzucić z siebie zwierzę, ten jednak wcale nie miał zamiaru odpuścić – rozłożył się na mnie i oparł przednie łapy o moje ramiona.
- No złaź! Dusisz mnie! - próbowałam go zepchnąć, pies wydawał się dać za wygraną bo jakby lekko się uniósł, liznął mnie po policzku swoim wielkim jęzorem i wstał. Korzystając z okazji jak najszybciej się od niego uwolniłam, wstałam i odeszłam. Jednak, co było do przewidzenia pies jak to pies poszedł za mną.
Chcąc nie chcąc próbowałam go jakoś przegonić ale – co również było do przewidzenia pies nie dał za wygraną. Oczywiście w przeciwieństwie do mnie – a co mi tam niech sobie idzie - pomyślałam.
I tak sobie szłam a pies co jakiś czas ocierał się o moje nogi. Kiedy doszłam do furtki jak najszybciej przez nią przeszłam – tak, żeby pies został z drugiej strony i szybkim krokiem doszłam do drzwi.
Ku mojemu zdziwieniu pies siedział pod furtką przez cały dzień. Kiedy wieczorem wyjrzałam przez okno – nadal tam był. Pomyślałam, że chyba naprawdę mnie polubił skoro tak mu zależało na moim towarzystwie. Kiedy wszyscy już spali wyszłam na ulicę i wpuściłam go po cichu do domu. Jutro rano matka powie, że jest okropny, a ojciec że mam się go pozbyć. Nie odpuszczę. Właśnie dlatego zrobię wszystko, żeby u mnie został – na złość rodzicom.
Pies o dziwo był bardzo posłuszny i po kolei spełniał wszystkie polecenia. Kiedy wreszcie znalazł się w mojej sypialni – otworzyłam drzwi do łazienki i zaczęłam go wpychać do środka.
- Jeśli chcesz tutaj zostać -zaczęłam patrząc z powagą na psa- to muszę Cię wykąpać - powiedziałam czując się głupio bo miałam wrażenie, że pies zdaje się rozumieć co mówię. Nie, to totalnie bez sensu przecież ja to mówię tylko tak dla siebie, żeby po prostu się odezwać. Pies walczył ze mną jak szalony warczał i zapierał się łapami – wszystko, z wyjątkiem gryzienia, co było dla mnie rzeczą dziwną.
- Nie...wejdziesz...do... - wystękałam próbując go wepchnąć do łazienki - mojego...łóżka...dopóki...cię...nie...wykąpię – na te słowa pies zerwał się i sam wskoczył do wanny.
- Nie, po prostu dał za wygraną, to nie możliwe, że zrozumiał. - powiedziałam do siebie. Umyłam go, wytarłam i wysuszyłam, był przy tym niesamowicie spokojny. Zostawiwszy go w pokoju, zbiegłam do kuchni po coś do jedzenia. Kiedy wróciłam pies siedział na fotelu. Eeee, że co?? Pies na fotelu? Nie. To wszystko jest jakieś dziwne. Postawiłam koło drzwi dwie miseczki – w jednej kawałek chleba i kiełbasę a w drugiej wodę. Zwierzak od razu rzucił się na jedzenie a ja w tym czasie sypnęłam trochę karmy Ehwazowi, po czym rzuciłam się na łóżko biorąc Sylabariusz w celu znalezienia odpowiedniej runy. W końcu nadałam mu runę Kenaz. Zdjęłam spodnie i rzuciłam się do łóżka – Kenaz, z ochotą wskoczył za mną. Jak dobrze było się przytulić do kogoś tak ciepłego i miękkiego jak on.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #364328 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 16.02.2009 13:02


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Rozumiem Twoje odczucia, ale no cóż... osobiście chciałam stworzyć sytuację kiedy dwie osoby które od lat za bardzo za sobą nie przepadały nagle znajdują wspólny język, ponieważ nagle okazuje się, że nadają na tych samych falach.

A jeśli chodzi o Twoja hipotezę co do końca to pamiętajmy, że Syriusz został zamknięty w Azkabanie itd... ;)
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #363276 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 14.02.2009 12:48


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Nareszcie! ;)
Już myślałam, że nigdy się nie doczekam.
Bardzo ładnie Ci wyszło. A co do tego, że szybko uległa to moim zdaniem w życiu też często tak się zdarza. Myślę, że w następnych częściach będą kolejne zgrzyty, kłótnie itd... i o to właśnie chodzi prawda? :>
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #363234 · Odpowiedzi: 42 · Wyświetleń: 30123

Stephanie Plonk Napisane: 25.01.2009 12:28


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


III

Wakacje mijały i mijały.
W sumie to nawet się tym cieszyłam. Chciałam żeby jak najszybciej się skończyły. Chciałam wrócić do Hogwartu i na kolejne 10 miesięcy uwolnić się od moich rodziców. Dlatego też z utęsknieniem czekałam na dzień 1 września.

Od tej pamiętnej nocy kiedy Sowa przyniosła mi list od Blacka minęły trzy tygodnie i do tej pory nic nie napisał. Pewnie po przeczytaniu mojej odpowiedzi zrozumieli, że MNIE nie nabiorą i dali sobie spokój. I bardzo dobrze.
Huncwoci... chyba raczej 2 frajerów jeden kujon i ciota której wydaje się że jest super.
Jak wrócę do Szkoły to zobaczą gdzie ich miejsce.

***

Dzisiejszy dzień przyniósł mi jednak dużo dziwnych niespodzianek. Przy śniadaniu matka rzuciła na stół dwie sakiewki pełne Galeonów. Jedną dla mnie drugą dla Sheryl.
- Jedźcie dzisiaj na Pokątną i kupcie sobie wszystko co wam potrzebne. - powiedziała i wyszła do ogrodu.
Tak więc wycieczka na sklepy i mnóstwo złota do wydania – zapowiada się miły dzień. Pomyślałam, że może Lilly też będzie chciała pojechać więc pobiegłam do pokoju żeby szybko wysłać jej sowę. Po około godzinie sowa wróciła z krótką wiadomością :
„Dziurawy Kocioł o 11.00”.

Spojrzałam na zegarek – była 10.00. - No to mam jeszcze godzinę – pomyślałam, po czym podeszłam do gramofonu i włączyłam jedną z moich ulubionych płyt. Wzięłam Ehwaz'a na kolana, usiadłam na biurkiem i zaczęłam czytać listę rzeczy które będą mi potrzebne w tym roku...

Podręczniki do Zaklęć, Transmutacji, Obrony Przed Czarną Magią, Eliksirów, Zielarstwa i Run.
Do tego jeszcze podstawowy zapas ingrediencji na eliksiry, pióra kałamarze i pergaminy, no i oczywiście nowe szaty. Skończywszy wrzuciłam do torby sakiewkę oraz listę rzeczy, i podeszłam do kominka, ze stojącej na gzymsie misy wzięłam trochę proszku fiu po czym weszłam do środka. Zawołałam „Dziurawy Kocioł”, wypuściłam proszek i poleciałam. W chwilę później stałam już w Pubie i otrzepywałam się z sadzy. Spostrzegłszy, że jest dopiero 10.45 usiadłam przy barze i zamówiłam Kremowe Piwo żeby zabić czymś czas. Punktualnie o jedenastej pojawiła się Ruda więc dokończyłam piwo i poszłyśmy na Pokątną. Na początku zakupy były nieco nudne, bo musiałyśmy kupić wszystko to było na listach.
W księgarni Lilly doznała szoku widząc, że będę miała tylko jeden dodatkowy przedmiot(ona sama miała jeszcze numerologię, astronomię i opiekę nad magicznymi stworzeniami). Nie ma mowy, jeśli chce marnować czas na bezsensowne i niepotrzebne przedmioty to niech go marnuje, ale ja swojego marnować nie będę. Kiedy już kupiłyśmy książki i ingrediencje poszłyśmy do najlepszego sklepu z przyborami do pisania. Mieli największy wybór na Pokątnej: kolorowe pergaminy, różnego rodzaju pióra – samonotujące, kolorowe, różnego rodzaju grubości oraz te robione na zamówienie. Były też rewelacyjne atramenty które przyjmują taki kolor - jaki w danej chwili jest nastrój piszącego, oraz wiele innych gadżetów. Obkupiłyśmy się z Lilly wszystkim po trochu i udałyśmy się do Madame Malkin, gdzie mało co nie pobiłam się z ową krawcową o długość naszych spódnic. W końcu, kiedy stanowczo powiedziałam że jeśli KLIENT płaci - to KLIENT decyduje jak ma owa rzecz wyglądać a ona tylko szyje i powinna się jedynie podporządkować. W rezultacie kupiłyśmy sobie z Lilly dwie spódnice – jedną normalną a drugą nad kolano.
- Na zajęciach będziemy nosić te długie, żeby nikt się nie czepiał a później te krótkie. W ogóle najlepiej jakby były takie spódnice które każdy widzi w taki sposób, w jaki chciałby zobaczyć. - powiedziałam wychodząc ze sklepu.
- Mhm- mruknęła Lilly patrząc na coś w oddali.
- Co jest?
- Nic. Wydawało mi się, że widziałam tego dupka Potter'a...
- Miejmy nadzieję, że tylko Ci się wydawało, bo zjadłam zbyt dobre śniadanie, żeby je zwracać.
Na tą uwagę obie wybuchnęłyśmy śmiechem, jednak natychmiast ucichłam gdy tylko usłyszałam znajomy głos za plecmi:
- Sie masz Malfoy...
Udałam, że nie słyszę i razem z Lilly poszłyśmy dalej.
- Dzień dobry! - zawołał Black równając się z nami krokiem.
- Witaj Syriuszu - odpowiedziałam - a gdzie Twój chłopak Potter? Myślałam, że nigdzie się bez niego nie ruszasz. Nie boisz się, że któryś w was się zgubi albo no nie wiem... może stanie się coś złego?
- Nie bój się, James zaraz przyjdzie, ale wiesz... raczej nic z tego nie będzie. On kocha inną.
- On kiedykolwiek kochał kogoś poza samym sobą? - powiedziałam zaskoczonym tonem.
- No pewnie. Kocha Evans od kiedy tylko ją zobaczył.
Na te słowa Lilly prychnęła pogardliwie a ja, chcąc się uwolnić od tego frajera zaczęłam mówić coś o tym, że musimy już iść ale w tym momencie pojawił się Potter zachodząc Lilly od tyłu i zasłaniając jej oczy.
- Odwal sie Potter! Nie waż się mnie więcej dotykać bo jeszcze się czymś zarażę!
- Ależ Liluś... kochanie, jedyna rzecz którą możesz się zarazić to miłość...
- Tym bardziej się do mnie nie zbliżaj!
W czasie kiedy Lilly obrzucała Pottera błotem a on na wszystko miał choćby najgłupszą odpowiedź, Black wziął mnie na chwilę na bok i zaczął...
- Hej Steph...
- Czego?
- Weź, może nie tak ostro co? Ja jestem dla Ciebie miły i uprzejmy a Ty traktujesz mnie jak psa... - tu lekko się uśmiechnął, chociaż nie mam pojęcia dlaczego.
- Teraz nie wiadomo czemu udajesz miłego, na ogół jednak wcale taki nie jesteś.
- Dlaczego nie potraktowałaś mojego listu poważnie tylko uważasz, że to była ściema? - przywalił z prosto z mostu, tego się nie spodziewałam.
- Bo TY nie jesteś poważny. Nigdy.
- Jak widać jesteś w błędzie. Bo może i na ogół staram się dobrze bawić, niczym się nie przejmować i żyć chwilą, ale są sytuacje kiedy trzeba być poważnym. Taką sytuacją na przykład jest to, że opuściłem dom i teraz mieszkam u Jamesa.
Popatrzyłam mu prosto w twarz, był jakiś taki inny. Jakby nieco zmizerniały i zmęczony, a nawet momentami miałam wrażenie jakby w jego oczach krył się smutek.
- A skąd wiesz o tym co dzieje się u mnie w domu?
- Twój kuzyn Lucjusz chodzi z moją kuzynką Narcyzą, w wieczór kiedy odszedłem byli u nas na kolacji. Mój ojciec jak zwykle mówił jaki jestem okropny, że niszczę rodzinę itd... I wtedy twój wspaniały kuzyn powiedział, że TY jesteś taka sama. Postanowiłem, że do Ciebie napiszę bo miałem nadzieję, że znajdę w Tobie bratnią duszę.
Zatkało mnie. Po prostu stałam tam z otwartymi ustami i gapiłam się na niego nie wierząc że to co właśnie usłyszałam naprawdę padło z ust Syriusza Blacka.
- Lilly! Idziemy, bo nie mam zamiaru spędzić ani chwili dłużej w tym towarzystwie. - powiedziałam odwracając się na pięcie.
- Dzięki Steph już myślałam, że nigdy sie od NIEGO nie uwolnię... - powiedziała patrząc pogardliwie na Pottera odchodząc ze mną jak najdalej od nich.
- To co? Idziemy na kremowe? Muszę ci opowiedzieć o Blacku. -zapytałam.
Wróciłyśmy więc do Dziurawego Kotła. Zamówiłyśmy po piwie i usiadłyśmy przy wolnym stoliku. Opowiedziałam jej całą historię z Blackiem począwszy od jego listu a skończywszy na dzisiejszej rozmowie.
- To o to chodziło Potterowi! Powiedział, że mam chwilę zaczekać bo Black chce z Tobą pogadać o czymś ważnym do czego nikt nie powinien się wtrącać.
- Że co?
- No tak powiedział kiedy Syriusz wziął cię na stronę a ja chciałam zareagować. James mnie zatrzymał i powiedział żebym zaczekała aż skończycie.
- Coś jeszcze ci powiedział?
- Że mam najpiękniejsze oczy na świecie.
-A ty co?
- Powiedziałam, że chyba je sobie wydłubię.
- Dobre!
- No też go przez moment wcięło. Już chciał coś odpowiedzieć ale wtedy Ty powiedziałaś, że idziemy.
- Yhym. Spoko, tylko że nadal nie wiemy o co chodziło Blackowi.
- Na pewno o coś co jest totalnie na jego poziomie i nie zasługuje na uwagę z naszej strony.
- No tak, to fakt. Tylko, że ciekawość dalej nie daje mi spokoju. Na razie to oleję, ale jeśli w Szkole nadal mu się nie znudzi, to gorzko tego pożałuje. - skończyłam rozmowę wstając. - Idziemy?
Lilly też wstała i skierowałyśmy się do kominka z którego obie odleciałyśmy do swoich domów.
No może z tą różnicą, że mój „dom” to tylko teoretyczna nazwa będąca używana czysto z przyzwyczajenia bo tak naprawdę to raczej jest więzienie a nie dom.

***

Kiedy wróciłam, na parapecie czekała już na mnie sowa.
TA sama sowa co ostatnio.
Wzięłam od niej list i położywszy się na łóżku zaczęłam czytać.

Droga Stephanie,
wiem, że nie pałasz do mnie sympatią i dzisiaj dałaś tego dowód ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się stopić Twoje zimne serce.

Syriusz



Ze złości podarłam list na małe kawałeczki i rozrzuciłam po całym pokoju.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #362257 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 18.01.2009 17:46


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


***
QUOTE
Skąd Ci się wzieli ci Malfoyowie? Od platynowłosej rodzinki? Nasza bohaterka ma na nazwisko Plonk. Co też jest dziwne, bo wygląda tak, jakby nową postać wepchnąć do starej, kanonicznej rodziny. Ale z drugiej strony nie tylko Malfoyowie są rodzinką Śmierciożerców z blond włosami, prawda?



Stephanie ma na nazwisko Malfoy, a Plonk to tylko jej ksywka (ang. jabol).





***
Co do ortografii i interpunkcji to po prostu na nią nie uważam i tyle. Z tąd te błędy.




***
QUOTE
Kim jest Stephanie?



Stephanie Malfoy (lat 16)
Tak tak, nazwisko nie kłamie. Lucjusz to mój kuzyn... Ale nie będę pisać przecież o tym co beznadziejne.
Nie jestem w Slytherinie i bynajmniej nie mam obsesji na punkcie czystości krwi. Jestem dumna ze swoich czerwono-złotych barw Gryffindoru a wszyscy czarodzieje są równi.
Przez moje poglądy oraz zachowanie "plamię honor rodziny Malfoy'ów".




***
QUOTE
Po trzecie uwaga do Ciebie - nie wiem, czy tylko ja tak uważam, ale denerwuje mnie, jeśli autor piszący na forum ma login brzmiący jak nazwisko bohatera jego utworu. Już wyjaśniam dlaczego:
- Jeśli będziesz pisać również inne opowiadania lub wiersze Twój login i tak będzie kojarzył Cię jedynie z tym pierwszym utworem. Chyba, że umieścisz Stephanie we wszystkich swoich opowiadaniach. Ale ostrzegam, że wtedy trzeba będzie się dosyć mocno natrudzić żeby bez zbędnych nowych postaci utwory nie były nudne i szablonowe;
- Wydaje mi się, że Ty jako autorka utożsamiasz się ze swoją bohaterką do tego stopnia, że jeśli masz możliwość, to zmieniasz sobie imię i nazwisko na jej imię i nazwisko. Nie chcę Cię obrażać, ale myślę, że to trochę dziecinne.




1.to jedyne opowiadanie jakie mam zamiar tu zamieścić.
2.nie chciałam ujawniać prawdziwego imienia, przezwiska nie posiadam więc uznałam, że tak jakoś będzie wygodniej. jakby to Steph siedziała na forum i sama pisała swój niedoskonały pamiętnik itd.
3.nie. nie utożsamiam się z bohaterką.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361849 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 14.01.2009 18:10


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


II

Stuk. Stuk. Stuk. Otworzyłam oczy. W całym pokoju było jeszcze ciemno. Z resztą nikt mnie nigdy nie budzi więc po co ktokolwiek miałby stukać do drzwi. Wydawało mi się. Zamknęłam oczy. Stuk. Stuk. Stuk.
Teraz już nie mogło mi się wydawać. Stuk. Stuk. Stuk. Znowu. Popatrzyłam w okno. Na parapecie siedziała nie znana mi dotąd sowa i stukała w szybę. Tylko czyja to sowa i kto mógłby do mnie pisać? Wpuściłam sowę, wzięłam list i zaczęłam czytać.

Droga Stephanie,
Jeśli już spałaś to przepraszam, że sowa Cię obudziła ale postanowiłem do Ciebie napisać bo wiem, że jako jedyna mnie zrozumiesz. Wiem, że masz w domu podobną sytuację i też nie raz dostawałaś szału. Wiem, też, że tylko w Hogwarcie odnajdywałaś prawdziwy dom i prawdziwe szczęście. Wiem, że Twoi rodzice tak samo jak moi mają chore poglądy na temat czystości krwi i oczyszczenia świata czarodziejów ze „szlam” i „plugawych mieszańców”. Nie raz się z nimi o to kłóciłem, jednak teraz miarka się przebrała. Mam tego dość, chcę odejść od nich i nigdy nie wracać. Nie wytrzymam dłużej pod jednym dachem z ludźmi o takim nastawieniu. Uważają, że psuję dobre imię mojej rodziny i przez cały czas mi to wypominają. Nie mam zamiaru dłużej tego znosić. Nie wiem co mam zrobić i nie wiem gdzie iść, przed chwilą wysłałem sowę do Jamesa pytając go czy zgodziłby się żebym mógł u niego pomieszkać przez resztę wakacji. Wiem, że będzie chciał jak najlepiej i zrobi wszystko żeby mi pomóc, jednak nigdy tak naprawdę nie zrozumie tego co czuję bo nigdy nie był w takiej sytuacji. I to jest właśnie powodem dla którego piszę to wszystko Tobie – bo wiem, że TY mnie zrozumiesz. Może pomyślisz, że jestem idiotą, albo że to jakiś kolejny głupi żart zarozumiałego Huncwota, ale wiedz, że tak nie jest. Nie zależy mi na pocieszeniach czy coś. Chcę tylko zrozumienia, od jedynej osoby która wie co znaczy taka sytuacja.
Życzę Ci żebyś TY wytrzymała to przez co przechodzisz i mam nadzieję, że nie masz tak źle jak ja.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i jeszcze raz przepraszam jeśli Cię obudziłem.
Do zobaczenia w szkole.

Syriusz




Musiałam to przeczytać chyba z 5 razy, żeby dotarł do mnie sens listu oraz to kim jest nadawca.
Syriusz Black? Nie... dalej w to nie wierzę! ON?! Ten zarozumiały kretyn który zgrywa takiego twardziela? Który jest taki boski i wspaniały? Niemożliwe. To znaczy... wiedziałam, że walczy ze swoją rodziną. Nie raz byłam świadkiem jak walczył z Bellatrix albo z Regulusem. Ale byłam pewna, że to tylko tak. Żeby się popisać że potrafi postawić się każdemu. Żeby coś sobie udowodnić. Ale nigdy nie wpadłabym na to, że ma w domu takie piekło jak ja. Albo nawet gorsze.
A już tym bardziej nigdy by mi do głowy nie przyszło, żeby mógł o tym komukolwiek napisać. A w szczególności jakiejś dziewczynie, przecież to by było poniżej jego godności. A już tym bardziej żeby napisał to MNIE.
Co jak co, ale dziwnie się poczułam. Wspaniały Syriusz Black napisał do Wrednej i Zarozumiałej Stephanie Malfoy? Opisał wszystkie swoje problemy? Może to jednak serio tylko głupi żart?
Hmmm... zastanawiam się czy mu odpisać. Nie. Nie powinnam tego robić. Po co mam sobie szkodzić. Otworzę przed nim duszę a później okażę się, że to tylko kolejny głupi dowcip a cała ta jego historia to zwykła bajka, żeby zdobyć moje zaufanie. W rezultacie Huncwoci będą mieli świetną zabawę moim kosztem.
Już wiem. Wiem co mu odpiszę. Wzięłam czysty pergamin i zaczęłam pisać:

Drogi i Jakże Wspaniały Syriuszu.
Nie wiem skąd tyle wiesz na mój temat, ale myślę, że nic Cię to nie powinno obchodzić, bo bynajmniej nie jest to Twoja sprawa. Nie nabierzesz mnie na takie bajki, bo raczej nie są one w Twoim stylu. Zawsze gdy tylko miałam okazję to starałam się nie dać Ci ani Twoim Cudownym kolegom satysfakcji bawienia się cudzym kosztem i teraz też nie mam zamiaru pozwolić na to byście bawili się moim.
Do zobaczenia w Szkole.

Plonk




Zakręciłam kałamarz, zwinęłam list w ciasny rulonik, przywiązałam Sowie do nóżki i wypuściłam ją przez okno. Wskoczyłam do łóżka, naciągnęłam kołdrę na głowę i nic mnie już nie obchodziło.
Zapadłam w sen.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361753 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 13.01.2009 22:58


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Oj tak, masz rację, błędów mam dość sporo, ale jak już wyżej wspomniałam zaczęłam pisać w lipcu i w sumie ledwo udało mi się to wydobyć z otchłani komputera. Pisałam w notatniku i jedynie skopiowałam i wkleiłam nie patrząc na wszelkie błędy bo z lekka się spieszyłam. Co do imion to Ehwaz to runa oznaczająca partnerstwo(co akurat musiałam wpleść do opowiadania bo mój zwierz nie mógłby uciec uwadze).
Co do domysłów na temat tekstu to powiem Ci, że mnie rozgryzłaś ;-)
A drobne błędy zaraz poprawię i będzie git. ;-)
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361734 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 13.01.2009 19:18


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


to nie jedyny fragment jaki posiadam, po prostu nie chciałam tego podawać od razu w całości. a za oprawę graficzną z góry przepraszam.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361727 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 13.01.2009 18:15


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Żart? Nie rozumiem? Jestem tutaj nowa i chciałam się podzielić tym co sama kiedyś zaczęłam pisać. Teraz mam natchnienie żeby dokończyć. To chyba dobrze prawda?
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361724 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 13.01.2009 17:49


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


No to zaczynam, zaczęłam to tworzyć jeszcze w wakacje ale jakoś odeszło mi to w zapomnienie. Po przeczytaniu kilku tutejszych prac uznałam, że zamieszczę trochę tego co sama napisałam.
Smacznego!


I


- Jak śmiesz tak się zwracać do matki?! Przeproś i to natychmiast! - wrzasnął mój ojciec ze złością.
- Nie ma mowy! Z resztą nie będziesz mi mówił co mam robić. Nie masz prawa. - rzuciłam mu prosto w twarz.
- Nie przeginaj bo...
-Bo co? Zamkniesz mnie w pokoju jak małe dziecko? Albo zabierzesz ulubione zabawki? I myślisz, że to ci coś da? Jeśli tak gratuluję inteligencji...
- Na temat INTELIGENCJI to ty się lepiej już nie odzywaj bo twoje wyniki z SUM'ów są bardzo wymowne.
-Też mi coś! Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy. Można być inteligentnym ale nie trzeba być mądrym, bo to dwie podobne ale nie te same rzeczy. Z resztą doskonale wiesz, że nie zależy mi na byciu wybitnym, artystom to i tak nie jest potrzebne.
- Artystom?! Ty siebie nazywasz artystką?
- Jeśli ktoś potrafi...
- Dość! Nie chcę więcej słuchać tych bzdur!
-Bardzo dobrze, bo i też nie warto marnować sobie słów na takich jak TY!- prychnęłam z pogardą, obróciłam się na pięcie i zostawiłam moich wściekłych rodziców siedzących w salonie a sama zamknęłam się w swoim pokoju.
Wyjęłam z klatki mojego szczurka i posadziłam sobie na ramieniu.
Tak strasznie chciałabym stąd uciec...oni są nienormalni.
Podeszłam do lustra. Moje włosy był wściekle czerwone, co było pewnie efektem wybuchu złości. Zaczęłam zmieniać kolory: fioletowy, niebieski,zielony, żółty, czerwony, aż w końcu zostałam przy czarnych.Specjalnie. Żeby zrobić im wszystkim na złość. Cała moja rodzina to wstrętni platynowcy. Nie chcę być taka jak oni. Jeszcze raz spojrzałam w lustro, stwierdziłam, że efekt jest zadowalający i usiadłam na łóżku. Ehwaz od razu zszedł mi z ramienia i zakopał się w pościeli a ja przekopałam stare papiery, żeby jeszcze raz zobaczyć swoje zeszłoroczne wyniki z SUM'ów. Nie wiem o co się tak czepiają, przecież nie były takie złe. Transmutację,zaklęcia, eliksiry i zielarstwo zdałam na P, obronę przed czarną magią i runy na W. Reszty nie zdałam bo po co? Do przeżycia potrzebne mi są tylko te podstawowe reszta się nie liczy. Z dodatkowych jedynie runy są jakie takie, co oczywiście moi „wspaniali” rodzice uważają za„żałosne”. Żałosne to są ich poglądy na temat czystości krwi i tego że plamię honor rodziny będąc w Gryffindorze... TRZASK!
- Kolacja Panienko Stephanie!- to nasz Skrzat - deportował się przed moim łóżkiem aby dać mi do zrozumienia że mam zejść do jadalni.
- eeee- wymamrotałam otwierając oczy. -zaraz zejdę...
Skrzat tylko kiwnął głową i zniknął, a ja stoczyłam się z łóżka, zamknęłam Ehwaza w klatce i zeszłam na dół. Kolacja przebiegała w ciszy. No,przynajmniej jeśli chodzi o moją osobę. Ja nie odzywałam się do rodziców a rodzice do mnie.
Moja siostra Sheryl - wredna i zarozumiała ślizgonka, taka sama jak rodzice. Spoglądała na mnie co jakiś czas i wymieniała ukradkowe spojrzenia z rodzicami. Za 5 razem miałam dość wstałam od stołu i po prostu wyszłam. Nikt się nawet nie odezwał. I bardzo dobrze.
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361722 · Odpowiedzi: 24 · Wyświetleń: 10079

Stephanie Plonk Napisane: 13.01.2009 17:32


Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009
Nr użytkownika: 13457


Świetne opowiadanie! Osobiście uwielbiam historie z młodych lat Huncwotów i Lilly, a przygody Syriusza należą do moich ulubionych. Sama też trochę piszę w tej tematyce.
Mam nadzieję, że napiszesz co było dalej! wink2.gif
  Forum: Kwiat Lotosu · Podgląd postu: #361721 · Odpowiedzi: 42 · Wyświetleń: 30123


New Posts  Nowe odpowiedzi
No New Posts  Brak nowych odpowiedzi
Hot topic  Gorący temat (Nowe odpowiedzi)
No new  Gorący temat (Brak nowych odpowiedzi)
Poll  Sonda (Nowe odpowiedzi)
No new votes  Sonda (Brak nowych odpowiedzi)
Closed  Zamknięty temat
Moved  Przeniesiony temat
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 22.09.2018 17:31