Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Trudna Miłość, O Syriusza Blacka miłosnych wypadkach ;)

Casiopeja
post 16.03.2009 20:45
Post #26 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 44
Dołączył: 31.01.2009




Kiedy pojawi sie cos nowego???
Widze,że moje ulubione ficki stoją w miejscu-smutno trochę sad.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
escalate_of_scence
post 13.04.2009 00:02
Post #27 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 107
Dołączył: 09.04.2009
Skąd: masz te laczki?!

Płeć: Kobieta



Ojciu... sad.gif

Jasmin wyszła na "łatwą". sad.gif Zrób coś z tym (proszę smile.gif)

Pozdrawiam Escalate czekolada.gif


--------------------
whatever you are
whatever you say
however you live
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Stephanie Plonk
post 14.04.2009 21:48
Post #28 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009

Płeć: Kobieta



eee tam od razu łatwą, chciało jej się, bo ją kręcił. proste ;)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
escalate_of_scence
post 21.06.2009 18:06
Post #29 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 107
Dołączył: 09.04.2009
Skąd: masz te laczki?!

Płeć: Kobieta



QUOTE(Stephanie Plonk @ 14.04.2009 22:48)
eee tam od razu łatwą, chciało jej się, bo ją kręcił. proste wink2.gif
*



Stephanie, to co napisałaś jest opisem słowa 'łatwa'.


--------------------
whatever you are
whatever you say
however you live
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
NimfadoraTonks
post 23.06.2009 14:03
Post #30 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 19
Dołączył: 25.03.2009
Skąd: Pasłęk City (zapadła dziura)

Płeć: Kobieta



Hej, a gdzie następne rozdziały?????
Mam nadzieję, że jakiś pojawi się w niedalekiej przyszłości....
A to na zachętę : czekolada.gif nutella.gif zelka1.gif zelka2.gif

wink2.gif wink2.gif wink2.gif wink2.gif wink2.gif wink2.gif wink2.gif wink2.gif


Pozdrawiam Tonks


--------------------
''Od grzechu zaczął się Mój świat, a że Bóg Mnie stworzył, a Szatan opętał - Jestem więc odtąd po dziś dzień raz grzeszna, a raz święta

--------------------------------------------------------------------

"Do tej pory wszystko było proste. Bałam się to próbowałam uciec. Nienawidziłam to próbowałam walczyć. A teraz... Prawda jest taka, że kiedy kocha się tego, kogo chce się zabić, brakuje wyboru. Co mogłam zrobić? Jak mogłam uciec, jak mogłam walczyć, skoro zadałabym wtedy ukochanej osobie ból? Skoro nie chciała ode mnie nic innego prócz życia, jak mogłam go jej nie ofiarować? Przecież tak bardzo kochałam..."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Casiopeja
post 05.07.2009 15:52
Post #31 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 44
Dołączył: 31.01.2009




Kiedy pojawi sie cos nowego w moim ulubionym opowiadaniu o Syriuszu???
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Aquarelle
post 09.07.2009 17:09
Post #32 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 13
Dołączył: 29.03.2008

Płeć: Kobieta



Auu..- z gardła dziewczyny wydobył się cichy jęk bólu. Po omacku próbowała znaleźć wyjście z ciemnego, ciasnego pokoju w którym się znalazła. Wreszcie niecierpliwymi palcami namacała klamkę i szarpnęła ją z całej siły. Do pomieszczenie wpadło światło. Gdy tylko jej oczy przyzwyczaiły się do jasności powoli otworzyła zaciśnięte powieki i rozejrzała się wkoło. Stała w komórce na miotły. "hmm...przyjemny początek dnia" pomyślała Czarna. Zaczęła rozcierać skronie, próbując sobie przypomnieć co się wczoraj wydarzyło. Wspomnienia zaczęły powoli powracać. Szła w stronę Wielkiej Sali, kiedy zatrzymała ją ta podstępna dziewczyna, która zaledwie kilka tygodni temu romansowała z Blackiem. Widocznie Black nie traktował jej tak poważnie jak ona jego. W każdym razie ta dziewczyna była niezwykle wyrachowana, zwabiła Czarną w jakiś zaułek i uderzyła czymś w głowę. Jas skrzywiła się na wspomnienie tego wydarzenia, ból głowy wciąż nie ustawał. Później zamknęła ją tu.. ale dlaczego? Jasmin nie bardzo wiedziała, dlaczego tej podstępnej Margaret mogło zależeć na tym by spędziła w pomieszczeniu na miotły cały dzień i noc. Jakkolwiek niemożliwe i abstrakcyjne mogłoby się to wydawać, Czarna czuła, że stało się coś niedobrego. Powoli wygramoliła się z ciasnego pomieszczenia i skierowała swe kroki ku pokojom Gryffindoru.


* * *


- Mówię ci, że tak było! Ruda, nie rozumiem dlaczego miałabym kłamać - Jas opowiedziała przyjaciółce całą historię wczorajszego dnia, wyjaśniając tym samym swoje zniknięcie. Jednak Lilly nie chciała przyjąć tego do wiadomości.
- Co ty opowiadasz, siedziałam naprzeciw ciebie w Wielkiej Sali. Cóż może wstydzisz się teraz tego, że tak kokieteryjnie wywabiłaś Blacka z sali, ale po co od razu te kłamstwa. Jestem twoją przyjaciółką i nie zamierzam cię oceniać.
- Co? Blacka? - powtórzyła zaniepokojona Jas. Zaczynała wreszcie rozumieć całą tę intrygę w którą została nieświadomie wplątana. - Lilly czy zdajesz sobie sprawę z tego, że ona użyła eliksiru wielosokowego? Nie zaprzeczam, że zaczęło mi zależeć na Blacku, ale dobrze wiesz, że nie posunęłabym się do czegoś takiego. - wybuchła płaczem, który był wynikiem głęboko skrywanej urazy i złości. Jej własna bezsilność ją przerażała.
- Ale...- zastanawiała się Ruda. - Wierzę ci i nie wiem jak to teraz wszystko odkręcić. Nie sądzę, żeby Black szybko uwierzył w fakt, że jego wrodzony wdzięk nie miał z tym nic wspólnego. - Ruda przytuliła przyjaciółkę, myśląc jednocześnie o tym jak wyjaśnić tę sprawę Rogaczowi i Syriuszowi.


* * *


Syriusz wyciągnął się na łóżku. Otworzył oczy a na jego wargach zagościł uśmiech zdobywcy, gdy przypomniał sobie o wydarzeniach minionej nocy. Nie rozczarował się, była namiętna i uległa, być może nawet zbyt uległa. Ale tę myśl szybko odrzucił. Był w niej zakochany i wiedział, że ona go kocha, mówiła o tym cały czas. Wzdrygnął się na to wspomnienie i gwałtownie usiadł na łóżku. A jeśli ona teraz będzie go prześladować jak wszystkie inne …? Nie to do niej niepodobne. Ale jeśli..? pytał ten natarczywy głos w głębi jego podświadomości. „Jeśli będzie za tobą chodzić, łapać za rączkę żądać ciągłych zalotów, robić wymówki?” NIE – krzyknął Syriusz, widząc oczami wyobraźni te sceny i czując coraz większy niepokój. Pospiesznie wstał z łóżka i wyszedł do pokoju wspólnego. Było bardzo wcześnie, jednak już ktoś tam był. Dostrzegł Rudą i Rogacza zaciekle o czymś dyskutujących, nieopodal zauważył Jamin tępo wpatrującą się w dogasający ogień w kominku. Nie bardzo wiedział co ma zrobić, ale z udawaną nonszalancją podszedł do kumpla, któremu oczywiście zdążył już pochwalić się ze swego miłosnego podboju.
- O czym tak plotkujecie z samego rana? – zapytał, po czym od razu odwrócił się by zobaczyć czy Czarna również go usłyszała, ale nie drgnęła. Wstyd jej na myśl wczorajszej nocy, pomyślał Black z satysfakcją.
Ruda i Rogacz spojrzeli na niego jednocześnie i zaprosili do rozmowy. Trwało to bez mała 2 godziny, w czasie których Black był oszołomiony, zdziwiony i nieco również upokorzony.
- Więc chcecie mi powiedzieć, że to była Margaret, że całą tę noc spędziłem z Margaret?
-Tak – odezwał się cichy delikatny głos w głębi pokoju. Czarna, która do tej pory nie brała udziału w dyskusji, bo najzwyczajniej krępowały ją takie rozmowy, wreszcie zabrała głos.
Black spojrzał na nią rozszerzonymi ze zdumienia oczami
– Już ja się policzę z tą dziwką – krzyknął rozwścieczony Black – tak mnie oszukać – burknął do siebie.
- Daj spokój – powiedziała spokojnie Jas – Dziś rano wyjechała. – dodała.
Ruda i Rogacz powoli wyszli z Pokoju Wspólnego by dać im nieco swobody. Jasmin czuła się niezręcznie, gdy myślała o nim i … i o sobie. To było takie dziwne a zarazem krępujące uczucie. Wydawało jej się, że dostrzegł jej zmieszanie, starała się nie patrzeć mu w oczy. Black uśmiechnął się nieznacznie.
- Jak mogłem pomyśleć, że z taką łatwością zdobędę to płoche ucieleśnienie niewinności – pomyślał, po czym dodał na głos – Nie bądź taka zawstydzone, w końcu to nie ty mnie wczoraj uwiodłaś, przynajmniej nie do końca. Szczerze żałuję, że to nie byłaś ty, ale cóż zawsze możesz się jeszcze zdecydować. – spojrzał na nią zachłannie – by naprawić ten błąd – dodał z błyskiem w oku i aroganckim uśmieszkiem na swoich seksownych ustach. Jasmin zalała się rumieńcem, była zupełnie bezsilna. Jego impertynencja zawsze potrafiła zbić ją z tropu. Odwróciła się by nie musieć oglądać jego triumfującej twarzy.

Stali tak chwilę w milczeniu. On dumny z tego, że udało mu się ją zawstydzić, ona pełna obaw, szukająca jakiegoś wyjścia z tej niewygodnej sytuacji. Obserwowała przez okno chmury leniwie przesuwające się po niebie. Nagle poczuła na swojej szyi dotyk jego ciepłej, zdecydowanej dłoni. W pierwszym odruchu próbowała się wyrwać, ale przytrzymał jej nadgarstek. Badał jej puls, wyczuwał go tuż pod drgającą skórą jej szyi. Wdychał wrzosowy zapach jej włosów. Tamta dziewczyna, która oddała mu się wczoraj nie mogła być nią, była pozbawiona wszelkiej delikatności, mimo takiego samego wyglądu było w niej coś ordynarnego.
– Czy naprawdę aż tak niepokoi cię moja obecność, mój… dotyk? – szepnął jej prosto do ucha.
- Nie zbliżaj się do mnie Black – wyszeptała cicho. – Nigdy więcej – Kiedy jego uścisk nie zwalniał się – niemal błagalnym tonem dorzuciła. – Proszę…
- Ależ moja droga, ja JUŻ raz się do ciebie zbliżyłem i byliśmy bardzo, bardzo blisko – stwierdził z wrodzoną sobie złośliwością.
-Dobrze wiesz, że to nie byłam ja!- krzyknęła zdesperowana, gdy udało jej się mu wyrwać.
-Być może, ale musisz przyznać, że już co nieco o tobie wiem – powiedział i otaksował ją spojrzeniem. Był nad wyraz sugestywny.
- Nic o mnie nie wiesz, nic. I daj mi wreszcie spokój, skoro ta sprawa się wyjaśniła, możesz już wreszcie dać mi spokój. – rzuciła, chcąc by jej głos brzmiał opanowanie.
- Och przestań zgrywać taką cnotkę Jas! – krzyknął poirytowany i już próbował zbliżyć się do niej, kiedy niespodziewanie odskoczyła. Zatrzymał się rozbawiony.
- Jestem nią! Ty impertynencki, gburowaty egoisto! – krzyczała, nie mogąc się opanować. Miała już dość jego uwag, jego rozwiązłości, nie była przyzwyczajona do czegoś takiego. Nikt nigdy nie interesował się nią w ten sposób. Była zirytowana i zażenowana, tym, że wreszcie zmusił ją do tego by mu to wyznała. Zupełnie niespodziewanie przycisnął ją do siebie i wyszeptał pełnym zrozumienia głosem.
- To by wielu tłumaczyło moja śliczna. Ale…widzisz dla ciebie potrafię być też delikatny. – czule pogładził ją po policzku, patrząc prosto w pochmurne, niebieskie oczy. Jas tym razem nie wahała się ani chwili i odepchnęła go dość zdecydowanym ruchem. Pośpiesznie ruszyła w kierunku pokoju dziewcząt, nie chcąc już ani chwili pozostawać sam na sam z Syriuszem.
- Nie zrezygnuję z ciebie tak łatwo! – krzyknął za nią.
Liczę na to – pomyślała. Mimo tego, że bała się jego dzikości, onieśmielało ją też doświadczenie jakie posiadał w kontaktach z płcią przeciwną, doświadczenie, którego jej brakowało, nie potrafiła z niego zrezygnować. Coś ją do niego przyciągało.

Ten post był edytowany przez Aquarelle: 10.07.2009 09:47


--------------------
Le plus beαu vetement
qui puisse hαbiller une femme,
ce sont les brαs de l' homme qu' elle αime
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
escalate_of_scence
post 09.07.2009 21:08
Post #33 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 107
Dołączył: 09.04.2009
Skąd: masz te laczki?!

Płeć: Kobieta



Niesamowite.
Bardzo fajny pomysł.
Jestem pozytywnie zaskoczona smile.gif

Językiem nie błyszczysz jakoś specjalnie, ale to zmienia faktu, że fabuła jest niezwykle ciekawa.
Po prostu - wciąga.

Jedno zastrzeżenie:
Podobało mi się, kiedy pisałaś o Jasmin per Czarna, ale później zaczęłaś też Lily nazywać Rudą. Mi się to nie podoba. Lepiej będzie, jeżeli od koloru włosów będziesz nazywała tylko Jasmin.

Pozdrawiam.


--------------------
whatever you are
whatever you say
however you live
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Casiopeja
post 10.07.2009 19:57
Post #34 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 44
Dołączył: 31.01.2009




No proszę jak ciekawie wybrnełaś z sytuacji z poprzedniej notki!!!
Musze Ci powiedzieć, że takie rozwiązanie bardzo mi się podoba:)
Dalej czekam na notkę, któa będzie wstanie mnie zaskoczyć tak jak Twoje dwie pierwsze biggrin.gif biggrin.gif biggrin.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Aquarelle
post 11.07.2009 17:50
Post #35 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 13
Dołączył: 29.03.2008

Płeć: Kobieta



Pierwotna magia


Kolejne opasłe tomisko świsnęło tuż nad głową Rogacza, po czym z głuchym łoskotem zwaliło się na ziemię poddane zapewne wszechmogącemu prawu grawitacji.
- Furiatka! – zaperzył się James, prychając pogardliwie z stronę Lill.
- Ja ci dam furiatkę, ty …ty…dręczycielu! – wykrztusiła. Niesforne kosmyki zasłaniały czoło dziewczyny, jednak pełne pasji zielone oczy łypały na niego groźnie. Stała w samym, ścisłym centrum Pokoju Wspólnego, za nic mając ciekawskie spojrzenia rozbawionych uczniów Gryffindoru. W tej chwili liczyła się dla niej tylko ona sama i ten gburowaty, nieznośny James. Panna Evans zawsze należała do osób nader bezpośrednich, więc dlaczego tym razem miałaby powściągać emocje, w końcu i tak znaczna część Hogwartu wiedziała na co stać tę niepozorną rudą istotkę.
- Przestań robić sceny – zakrzyknął teatralnie Rogacz i w obronnym geście zasłonił twarz rękoma, bo oto kolejny egzemplarz Transmutacji: dla zaawansowanych świsnął mu koło ucha. – do licha – zaklął pod nosem, wciąż trzymając dłonie na wysokości twarzy i powoli przesuwając się w kierunku Evans. Gdy był dostatecznie blisko niej, złapał ją w pół i przyciągnął do siebie, niwelując tym samym możliwość ataku.
- Zostaw wreszcie Severusa w spokoju – wydyszała, nie mogąc złapać tchu w jego silnych ramionach. Zdjęła delikatnie okulary chłopaka, chcąc spojrzeć w jego orzechowe oczy. Było w nim coś co sprawiało, że nie potrafiła długo chować urazy. Jak to możliwe, że tyle czasu opierała się jego wdziękom? – pomyślała w duchu, a cały gniew z niej uleciał. Wspięła się na palce i wtuliła w jego ramiona.
- Nigdy więcej tego nie rób – westchnęła zrezygnowana. – Wiesz, że Severus był i będzie moim przyjacielem, choćby nie wiem co – dodała groźnie.
- Kochanie – rzekł uspokajająco – zrozum, nie mogę ci obiecać, że będzie zupełnie bezpieczny, bo…- tu zamilkł na chwilę, szukając odpowiednich słów. – bo nawet jeśli ja zostawię go w spokoju, to za Syriusza… eee no jakoś nie mogę za niego ręczyć – uśmiechnął się przepraszająco, chcąc załagodzić spór. Szczerze mówiąc, ta rozmowa i tak nie przypadła mu do gustu. Znał o wiele przyjemniejsze sposoby spędzania wolnego popołudnia i bynajmniej nie były to rozmowy o Smarku.
Odgarnął jej włosy z czoła i nachylił się lekko by spojrzeć w jej piękne, szmaragdowe oczy. Już od momentu kiedy pierwszy raz ją zobaczył, wiedział, że będzie jego, prędzej czy później. Kochał ją i nie ulegało wątpliwości, że różnił się znacznie od Blacka, przynajmniej okazywanie uczuć przychodziło mu z łatwością, o ile, były to uczucia dla panny Evans. Pochylił się by ją pocałować, musnął ustami jej wargi po czym rozpoczął słodką torturę smakując wnętrze jej ust. Odepchnęła go delikatnie. W pytającym geście uniósł lekko prawą brew. Miał cichą nadzieję, że po tych niewygodnych i nużących rozmowach o Smarku, nastąpi wreszcie coś o wiele przyjemniejszego, co mogłoby zrekompensować mu przeżyte trudy. Lill spojrzała na niego przepraszająco i uśmiechnęła się z wdziękiem.
- Wydaje mi się, że muszę porozmawiać z Severusem, przeprosić go, dziś przekroczyłeś pewne granice James…- położył palec na jej słodkich ustach. – Nie wracajmy do tego – zakończył ugodowo. – Wrócę – rzuciła, oddalając się pospiesznie w kierunku wyjścia. Jej silna wola zaczynała ją niestety opuszczać, jeszcze chwila w ramionach Jamesa i mogłaby zapomnieć o całym świecie, z nim…Poczuła ciepło rozchodzące się po całym ciele. Czy to możliwe, że to właśnie jest szczęście?

Po krótkich poszukiwaniach znalazła wreszcie Severusa opartego niedbale o framugę jednego z wielkich zamkowych okien. Spoglądał na błonia, był zamyślony, jak zawsze świat, który go otaczał wydawał mu się obcy. Ucieczką była dla niego własna świadomość, do której zdawałoby się nikt nie miał dostępu. Jego skóra skąpana w jesiennym słońcu wydawała się być jeszcze bledsza, kontrastowała z głęboką czernią włosów opadających aż do ramion. Lilly nie wiedziała czy powinna mu przeszkadzać, bywał na tym punkcie niezwykle drażliwy, już w dzieciństwie najbardziej cenił sobie swoje własne towarzystwo. Uśmiechnęła się na wspomnienie ich dzieciństwa.


- Lilly! Lilly! wracaj tu, przestań, wiesz, że nie lubię biegać – krzyczał mały zmanierowany chłopiec o bladej cerze i dużych, mądrych, czarnych oczach.
- Dalej Sev! dalej, złap mnie! – krzyczała roześmiana ruda dziewczynka biegająca zwinnie po zielonej łące. Miała brudną sukienkę i potargane płomienno marchewkowe włosy. Ta roześmiana istotka o pulchnej buzi stanowiła zupełne przeciwieństwo nadąsanego chłopca próbującego ostatkiem sił przywołać do siebie przyjaciółkę.
- Przestań! Nie ma ochoty na zabawy – zakrzyknął zdenerwowany chłopiec i opadł miękko na trawę.
Dziewczynka wyczuwając humor przyjaciela, niechętnie zrezygnowała z dalszej zabawy, zbliżając się do niego pośpiesznie i zaglądając bystrymi zielonymi oczami w jego szczupłą twarz.
- Co się stało? – spytała rezolutnie, świdrując chłopca ciekawymi dziecięcymi oczyma..
- Mama mówi, że nie może się doczekać aż wreszcie wezmą mnie do magicznej szkoły i zostanę prawdziwym czarodziejem. Mówi, że…że wreszcie nie będzie musiała mnie oglądać – dodał chłopiec, wyraźnie próbując ukryć łzy. Lilly spojrzała na niego uważnie, po czym z dziecięcą dobrocią przytuliła go. – Nie ma żadnej magii, mama tak mówi i tata też, a oni nigdy nie kłamią – stwierdziła rezolutnie.
- Jest! – zakrzyknął chłopiec, a na jego bladej twarzyczce pojawiły się wreszcie rumieńce. –Jest! – powtórzył – i ty też jesteś taka jak ja, umiesz robić różne niezwykłe rzeczy i .. i… razem będziemy w takiej szkole. – dodał pośpiesznie.
- Możliwe – powiedziała dziewczynka pojednawczo.
- I ty nigdy nie będziesz miała mnie dość? Zawsze będziesz moją koleżanką? – pytał chłopiec próbując znaleźć oparcie w tej żywej, pełnej radości dziewczynce, oparcie, którego odmówiono mu w jego rodzinnym domu.
- Tak. Będę cię bronić, bo jesteś moim przyjacielem. – powiedziała poważnie Lilly, ściskając ramię swojego towarzysza.



Lilly otrząsnęła się z zamyślenia, uświadamiając sobie w pośpiechu, że wciąż stoi na korytarzu i wpatruje się tępo w Severusa, który zdaje się nie zauważył jej nawet. Nie chcąc go zdenerwować czy przestraszyć podeszła bliżej i kaszlnęła znacząco, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. Aż podskoczył słysząc szmer tuż za sobą, nerwowo rozejrzał się wkoło, zapewne poszukując wzrokiem Huncwotów - jego etatowych dręczycieli. Odetchnął z ulgą, gdy jego wzrok padł na pannę Evans.
- ach, to ty – rzucił jak zwykle obojętnie, próbując ukryć strach, który zawładnął nim zaledwie sekundę wcześniej.
- Tak…Ja przyszłam przeprosić Sev. To się już nigdy więcej nie powtórzy. James potraktował cię okropnie i tak mi żal...
-Przestań – przerwał jej zdecydowanym tonem – nie potrzebuję twojej litości ani skruchy, jak widać tylko ty masz jakieś wyrzuty sumienia, twój chłoptaś się tu nie pojawił. – syknął jadowicie.
- Sev, proszę cię przestań, nie bądź dla mnie taki oschły, kiedyś było inaczej – spojrzała na niego badawczo, by sprawdzić, czy uda jej się obudzić w nim dawnego Severusa.
- Nie graj ze mną w ten sposób Lilly – rzucił pośpiesznie czując, że dawny sentyment bierze górę nad jego wystudiowanym chłodem i obojętnością.
- Pamiętasz co ci wtedy obiecałam? Wtedy na łące? – drążyła.
- Że…Że zawsze będziesz moją przyjaciółką. – wyszeptał zrezygnowany.
- I tak jest, nie odtrącaj mnie Severusie – powiedziała zbliżając się do niego.
Nie miał już ochoty protestować, przy niej zawsze mógł pozwolić sobie na to by być znowu sobą, by obudzić w sobie na nowo dziecięcą ufność w to, że świat wcale nie jest tak bezwzględnie okrutny. Przytuliła go przyjacielsko. Czuł ciepło bijące od jej ciała, pragnął by ta chwila żyła wiecznie. Radość mieszała się z nienawiścią. Tak bardzo chciał żeby James Potter nigdy nie stanął na ich drodze. W jego myślach zatliła się słaba iskierka nadziei, że może wtedy, Lilly...pokochałaby go?
W tej chwili jego rozważania zostały brutalnie przerwane przez pannę Evans, która odsunąwszy się od niego, posłała mu szczery, przyjacielski uśmiech i odeszła. Odprowadził ją wzrokiem do najbliższego zakrętu. Westchnął cicho i po raz kolejny pogrążył się we własnej samotności, tworzącej egoistyczną powłokę oddzielającą świat jego prawdziwych uczuć od rzeczywistości.


* * * *


Czarna siedziała spokojnie przy biurku w Pokoju Wspólnym próbując ogarnąć zadanie z Transmutacji. Jej determinacja nie była w rzeczywistości wywołana wyłącznie chęcią otrzymania noty pozytywnej, lecz również pragnieniem uniknięcia natarczywych oczu Blacka. Syriusz pozornie zajęty grą w szachy, całą swą uwagę skupiał na obserwowaniu Jas. Rogacz widocznie poirytowany tym, że niechybna przegrana zbliża się nieuchronnie, nie był w stanie spostrzec, że myśli jego przyjaciela błądzą nieco dalej.
- Co my właściwie o niej wiemy? – spytał Syriusz, naiwne myśląc, że James jest wtajemniczony w zawiły tok jego rozumowania.
- O… o kim? O twojej wieży wiem tyle, że właśnie zbiła mojego gońca. – rzekł rezolutnie Rogacz. Jego stwierdzenie spotkało się z dezaprobatą Blacka, który z wyżyn swej boskiej boskości spojrzał z politowaniem na przyjaciela.
- O Czarnej mówię łosiu – rzucił zniecierpliwiony.
James obrócił się w kierunku Jas, wyraźnie próbując sobie przypomnieć jakieś fakty z jej życia, o których wspominała Lill.
- Eee no Lilly, mówiła, że jej rodzina pochodzi ze wschodu, wschodu Europy. Przeniosła się do nas z Durmstrangu i zdaje się jej prababka była wilą, dlatego ma taką jasną skórę.
- No dobrze wiem, ale poza tym nigdy jakoś nie wspomina o rodzinie, o przeszłości. – zamyślił się Black.
- No wiesz stary, ty w tej materii też nie jesteś zbyt wylewny – żachnął się Rogacz. – Poza tym lubisz tajemnicze kobiety, nieprawdaż? – i udał jedną z rozmarzonych pierwszoklasistek.
- Ogarnij się James – rzucił Black, po czym wrócili do przerwanej partii szachów. Syriusz czuł, że jedynym kluczem do zdobycia Czarnej będzie zrozumienie jej. Musiał dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Co prawda nie wiedział jeszcze jak to zrobi, ale nagroda była warta starań i dobrze o tym wiedział.



* * * *



Czarna weszła cicho do pokoju dziewcząt. Dogasające światło dnia wpadało przez szerokie okno napełniając pokój złocistym, głębokim blaskiem. Patrzyła urzeczona na swobodną grę świateł. Potrzebowała samotności i w duchu poczuła ulgę, że nie będzie musiała znosić podejrzliwych spojrzeń przyjaciółek. Lubiła je, były teraz w pewnym sensie jej nową…rodziną. Na wspomnienie własnej rodziny Czarna wzdrygnęła się. Podeszła do swojego kufra i otworzyła wieko. Usiadła na krawędzi szukając ostatniego prezentu od babci.
Po przekopaniu znacznej zawartości przepastnego pudła stwierdziła z zadowoleniem, że udało jej się znaleźć to czego szukała. Przesunęła palcami po gładkiej powierzchni owalnej świeczki, w kolorze bursztynu. Przysunęła ją do twarzy wdychając przyjemny, kojący zapach cedru. Zapach jej dzieciństwa. Od tak dawna starała się nie myśleć o przeszłości. Chciała zostawić za sobą wszystkie wspomnienia, wszystkie rodzinne sekrety, zawiłą historię i… przeznaczenie. Odrzuciła natrętne myśli, wysiłkiem woli zmuszając się do skupienia uwagi na tym co było dobre, na tym co pragnęła odzyskać, będąc jednocześnie wolną, wolną od zobowiązań wobec własnej rodziny, którą mimo wszystko kochała.
Podeszła do małego stolika stojącego tuż przy oknie. Chwilę patrzyła na wyłaniający się zza horyzontu księżyc, po czym sięgnęła do szuflady by wyciągnąć mały, srebrny świecznik. Umieściła w nim cedrową świeczkę i zapaliła różdżką lont. Usiadła przy stoliku wpatrując się w zawieszone nad nim lustro. Jego tafla odbija płomień świecy, rzucający blady blask na jej oblicze. Przeczesała palcami włosy, rozdzielając je na trzy partie, powoli dobierała pasma zaplatając je w luźny warkocz. Przymknęła oczy próbując sobie przypomnieć ostatnią rozmowę z babką, to jak delikatnie rozczesywała jej splątane włosy, uspokajając i tłumacząc, że zmiana szkoły nie jest karą, ale z dawna zaplanowaną koniecznością.
Zapach cedru wypełnił z wolna cały pokój ciężkim, mocnym zapachem. Mimo przymkniętych powiek Czarna poczuła, że w pokoju zrobiło się nieco ciemniej. Leniwie otworzyła oczy i spojrzała na płomień. Świeczka była prawie cała, a mimo to jej płomień zbladł. Nad lekko igrającą iskierką ognia unosił się niewielki kłąb dymu, wyraźnie formujący się w jakiś kształt. Jas wytężyła wzrok i skupiła się na tym zjawisku. Z wolna światło świecy poczęło odzyskiwać dawny blask, natomiast dym ułożył się w coś znajomego.
- To niemożliwe! – wyrwało się Jas, gdy uświadomiła sobie wreszcie, że patrzy wprost na uśmiechniętą twarz swojej babki.
– Babciu, czy to mi się śni? – spytała naiwnie, mając nadzieję, że za chwilę obudzi się we własnym łóżku.
- Moje dziecko, gdybyś w dzieciństwie przywiązywała większą wagę do tego, co do ciebie mówiono, wiedziałabyś, że nasza magia jest inna od tej, której uczą w szkołach. – Obraz wykrzywił się pogardliwie. Jasmin już zapomniała jak dumna i wyniosła była jej rodzina. Westchnęła cicho. Postanowiła skorzystać z okazji i wypytać o całą rodzinę, byleby tylko uniknąć rozmów o sobie samej. Cichy głos w głębi jej podświadomości mówił jej, że to nie zwykła tęsknota babci za wnuczką sprowadziła tu jej rozmówczynię. Ona nigdy nie robiła niczego bezinteresownie.
- Jesteś taka piękna kochanie. Odziedziczyłaś urodę po matce, ona też nigdy nie wiedziała jak wykorzystać dar, który otrzymała. – dodała babka.
- Ależ babciu. – Zaperzyła się Jas.
- Kobiety z naszej rodziny zawsze były silne, zdecydowane i dumne – powiedział dobitnie zniecierpliwiony głos.
- Przykro mi, że…- Czarna chciała się zdobyć na jakieś słowa sprzeciwu, ale nie mogła wykrztusić z siebie słowa.
- Przestań dziecko, wiesz dobrze, że twoje narodziny były dla rodziny błogosławieństwem. Twoja matka na łożu śmierci przekazała mi opiekę nad tobą. Już wtedy wiedziałam jak wykorzystamy dar w postaci tej małej kruchej istotki. Urodziłaś się po to by połączyć nierozerwalnymi więzami pokrewieństwa dwa potężne klany. Jamie przyszedł na świat zaledwie dwie godziny po tobie. Wasze drogi zostały splecione i mimo twojej uległości wobec moich decyzji czuję, że próbujesz zboczyć z drogi, którą dla ciebie wybraliśmy. Ale nie da się uniknąć przeznaczenia, moje dziecko. Mimo, że wydaje ci się to teraz absurdalne, nauczysz się kiedyś być dumna z tego kim jesteś, z tego, że jest w tobie pierwotna magia.

Jasmin zapłakała. Czuła jak łzy spływają po jej bladych policzkach, rosząc obficie materiał zielonej bluzki. Od dawna hamowany potok żalu wylał obficie, uwalniając z dawna tłumione wyrzuty. Jamie… nigdy o nim nie zapomniała. Na dźwięk jego imienia wspomnienia odżyły w niej na nowo. Już od wczesnego dzieciństwa byli nierozłączni. Niedalekie sąsiedztwo sprawiało, że spędzali ze sobą niemal każdą wolną, beztroską chwilę. Jak była naiwna myśląc, że Hogwart może być dla niej schronieniem, namiastką nowego życia, wolnego od trosk przeszłości.
- Uspokój się moje dziecko. Nie czas na łzy, no już. – pocieszał ją znajomy głos. – Jestem tu, bo kochamy cię wszyscy i nie pozwolimy byś o nas zapomniała. Spotkasz się z Jamie’m w odpowiednim czasie.
- Ale…Jeśli się zakocham? Co będzie jeśli Jamie zmienił się, on nie będzie mógł mnie pokochać, a ja nie będę mogła zobaczyć w nim nikogo poza mym dawnym przyjacielem? – spytała cicho.
- Nić waszego przeznaczenia jest silna. Nie bój się, nic nie zdoła jej zerwać. – Babka chciała rozwiać jej wątpliwości. – A teraz śpij już. Dobranoc.
Czarna chciała zatrzymać widzenie jak najdłużej. To „spotkanie” obudziło w niej na nowo dawne lęki i wątpliwości. Prysł sen o uwolnieniu.
Z jej chmurnych oczu przestały już płynąć łzy niepewności i strachu. Krople zastygły na jej policzkach wilgotną rosą. Bezradnie opadła na łóżko, tuląc głowę do miękkiej poduszki.
Była pewna, że nie będzie mogła zasnąć, ale zmęczenie i smutek sprawiły, że gorączkowa gonitwa myśli ustała i Jas usnęła.


- Jamie! Pojedźmy na błonia konno, proszę – nalegała 10 letnia, czarnowłosa dziewczynka, wykręcając gruby warkocz z deszczu. Jej perlisty śmiech odbijał się echem po marmurowych posadzkach, dużego hallu.
- Daj mi rękę Jas, pójdziemy po konie, za chwilę powinno się przejaśnić. – odparł delikatny chłopiec, o niemalże dziewczęcych rysach. Jego jasne, splątane włosy, przypominały łany zboża. Spojrzał na swą towarzyszkę wesołymi, błękitnymi oczyma.
- No dawaj rękę Jas – powtórzył rozbawiony.
- Nie, nie dam, sama trafię. – nadąsała się i zwinęła usta w podkówkę.
Chłopiec roześmiał się, lubił się z nią droczyć od zawsze. Była jedyną jego przyjaciółką i nie wymieniłby jej na żadną inną. Czasem oboje dziwił fakt, że ich rodzinom tak zależy na tym by się lubili, ale szybko odrzucali podejrzenia, gdy tylko byli razem. Przekornie chwycił Jas za rękę i oboje roześmiali się biegnąc ku tylnym drzwiom stajni. Jamie wszedł pierwszy. Zawsze wszędzie był pierwszy, ze względu bowiem na to, że był od niej sporo wyższy, uważał się za jej przewodnika.
- Cii…Ktoś tu jest – uprzedził dziewczynkę i pociągnął ją za sobą tak, że ukryli się za kępą siana, tuż koło boksu kasztanowej klaczy jego ciotki.
- To ciocia Arabella i wuj Maverick - skwitował szeptem chłopiec. Dziewczynka zaglądnęła mu niecierpliwie przez ramię.
- Och! – krzyknęłaby głośniej gdyby nie zakrył jej ust dłonią. Obserwowali chwilę w milczeniu całujące się małżeństwo, cicho chichocząc z ich poczynań. Nieświadoma niczego para zakochanych oddaliła się w kierunku domu czule trzymając się za ręcę.
- Po co oni się całują? – spytała Jas.
- Nie wiem. Wydaje mi się, że z miłości. – odparł chłopiec z wyższością. – My też będziemy się całować jak dorośniemy i będziesz moją narzeczoną. – dodał zupełnie poważnie.
- Skąd wiesz?
- Podsłuchałem jak wczoraj wszyscy rozmawiali w salonie. – wyjaśnił. I z zaskoczenia pocałował otwarte usta dziewczynki.
- Co robisz? – obruszyła się zawstydzona.
- Sprawdzam jak się całuje, żebym w przyszłości wiedział co robić – dodał roześmiany – Nie podobało ci się? – spytał.
- Nie wiem, oni robili to jakoś inaczej – odpowiedziała szczerze dziewczynka.
- No tak, bo oni mieli otwarte usta, widziałem. – wyjaśnił.
- Ale to musi być obrzydliwe! – stwierdzili zgodnie i radośnie wybiegli z ukrycia by zabrać konie.






Przedstawiciele dwóch klanów otoczyli małe jezioro trzymając się zgodnie za ręce. Ich wschodnie obyczaje były zupełnie oderwane od reguł rządzących światem czarodziejów zachodu. Tliły się w nich jeszcze pozostałości dawnych wierzeń i kultów związanych z przyrodą. Piąty dzień wiosennego przesilenia był jednocześnie dniem, w którym tarcza księżyca wypełniała się.
W płytkim jeziorku stało dwoje przestraszonych, trzymających się za ręce dzieci. Nad ich głowami dwie najstarsze przedstawicielki rodów trzymały gliniane naczynia wypełnione wodą księżycową. Szeptały słowa ledwie dosłyszalne dla przestraszonych dzieci, po pas zanurzonych w przejrzystej wodzie jeziora.

Usłysz teraz słowa czarownic,
Sekrety, które kryłyśmy w nocy
Kiedy ścieżka naszego przeznaczenia
Była mroczna,
A które teraz wynosimy na światło



Modlitwa szeptana przez kobiety z wolna rozbrzmiewała wkoło. Wszyscy członkowie zgromadzenia powtarzali ją niczym mantrę. Trzymali się za ręce sprawiając, że dzieci i dwie opiekunki były zamknięte w magicznym kręgu. Po jakimś czasie z glinianych naczyń buchnął błękitny ogień i wszystko ucichło. Dzieci spoglądały urzeczone w tańczące nad ich głowami płomienie. W jednej chwili i one wygasły. Kobiety wzięły dzieci na ręce.
- Teraz zostaniecie rozdzieleni, by los mógł was znów w przyszłości połączyć – powiedziała babcia Jasmin.
- Ale kiedy? ja nie chcę się rozstawać z Jas - lamentował Jamie.
- Drogi waszego przeznaczenia zostały splecione na zawsze. Dopełniono obrzędu – dodała w stronę stojących w oddali krewnych.




* * * *


Jas obudziła się zapłakana we własnym łóżku. Już dawno przeszłość nie nękała jej w tak wizualnej i niemal rzeczywistej postaci. Upewniwszy się, że Meg i Lilly śpią, podeszła do okna. Na zewnątrz panował jeszcze mrok, choć świt zbliżał się nieubłaganie. Jamie -pomyślała. Nie widziała go od tamtej pamiętnej nocy nad jeziorem, minęło 7 lat. Tak łatwo zapomniała o tym, że ich rodziny zaplanowały już przyszłość.
Nie wiedzieć czemu pomyślała o Blacku. A gdyby pokochała go, czy przeznaczenie mogłoby się odwrócić? Czy los jaki wybrała dla niej rodzina mógłby obrać inną kolej?
Po raz pierwszy pomyślała o Syriuszu jak o kimś kto pomógłby jej być wreszcie…wolną.



CDN

Ten post był edytowany przez Aquarelle: 24.07.2009 18:21


--------------------
Le plus beαu vetement
qui puisse hαbiller une femme,
ce sont les brαs de l' homme qu' elle αime
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Annik Black
post 11.07.2009 19:47
Post #36 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 64
Dołączył: 02.11.2005
Skąd: Wrocław

Płeć: Kobieta



Opowiadanie bardzo mi się podoba wink2.gif Syriusz jest jedną z moich ulubionych postaci, więc to działa na duży plus wink2.gif Oprócz tego bardzo przyjemnie i łatwo się czyta. Ciekawe, chwilami zabawne i tajemnicze. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy xD
Anniś wink2.gif


--------------------
"There is no good and evil, there is only power... and those too weak to seek it."
"Died rather than betray your friends."
"Voldemort... is my past, present and future...

Nieruchomości - znam się na tym :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
escalate_of_scence
post 11.07.2009 19:50
Post #37 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 107
Dołączył: 09.04.2009
Skąd: masz te laczki?!

Płeć: Kobieta



QUOTE(Aquarelle @ 11.07.2009 18:50)
- Dalej Sev dalej złap mnie! – krzyczała roześmiana ruda dziewczynka biegająca zwinnie po zielonej łące.
*



Tutaj coś z przecinkami ewidentnie nie gra.
Ogólnie masz problem z interpunkcją. Beta? Przyda się na pewno.

Lily pisze się przez jedno "l".
Pozdrawiam.


--------------------
whatever you are
whatever you say
however you live
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
katbest
post 13.09.2009 21:31
Post #38 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 01.04.2009
Skąd: Gdynia

Płeć: włóczykij



Fajne, tylko gdzie reszta???


--------------------
"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać." - Antoine de Saint-Exupéry
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
szkatułka
post 23.01.2010 22:38
Post #39 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1
Dołączył: 23.01.2010




Bardzo ciekawe opowiadanie, szkoda tylko, że tyle czasu stoi w miejscu. Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg! czarodziej.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Aquarelle
post 07.08.2011 20:57
Post #40 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 13
Dołączył: 29.03.2008

Płeć: Kobieta



Witajcie...Wiem, że kolejny part pojawia się nieprzyzwoicie za późno, ale szczerze mówiąc miałam już porzucić tego ficka. Ostatecznie mam trochę czasu, kilka pomysłów, więc jeśli macie ochotę czytać, postaram się go wskrzesić =)






Duchy przeszłości






Jasnowłosy chłopak stał przed gabinetem dyrektora. Nonszalancko oparty o kolumnę tuż przy wejściu, lustrował spokojnym wzrokiem zatłoczony korytarz . Jego oczy, błękitne jak czerwcowe niebo, z zimną obojętnością taksowały wszystko wokół. Zastanawiał się co takiego skłoniło rodzinę do przeniesienia go z Beauxbatons do Hogwartu, tym bardziej, że był to środek zimowego semestru. Rozczochrał niesforne, złote kosmyki opadające na szlachetną twarz. Myślał o niej, wiedział, że ten pośpiech, te sekrety, wszystko musi mieć związek z nią. Na wspomnienie o dawnej towarzyszce zabaw, jego dotychczas obojętne i chłodne oblicze rozjaśnił ciepły, niewinny, niemalże dziecięcy uśmiech. Ciotka mówiła mu, że dobrze byłoby gdyby trafił do Gryffindoru, wtedy mieliby szansę by nadrobić z Jas stracony czas, poznać się na nowo „ Cholerna tiara nawet nie czekała na to żebym włożył ją na głowę” – pomyślał chłopak, niezbyt zadowolony z przydziału do Slytherinu. Niespiesznie zszedł do ciemnych, wilgotnych korytarzy położonych w lochach zamku. Po kilku minutach błąkania się w mroku znalazł wreszcie salę, gdzie odbyć się miały jego pierwsze zajęcia w nowej Szkole Magii.
Czarna pochłonięta mieszaniem zielonej, błotnistej mikstury, nie zwróciła nawet uwagi na podniesione szepty i ciche nerwowe chichoty, które błyskawicznie przebiegły ciemną salę i dotarły nawet do uszu Profesora. Lily szturchnęła ją łokciem tak mocno, ze niewiele brakowało a upuściłaby chochlę.

-Pssst…patrz! Młody Apollo, cudo, no…no…gdyby nie James, być może sama bym się skusiła. Podobno to jakiś nowy uczeń, chyba francuz. –zamyśliła się. –co sądzisz? –dodała widząc, że Jas nadal nie reaguje na te ekscytujące informacje.

Czarna czując, że brakiem zainteresowania niczego nie wskura, powoli podniosła wzrok chcąc jednym komentarzem ostudzić zapał Rudej. Obejrzała dokładnie profil nowego ucznia, jego lekko kręcone, jasne włosy przypominały aureolę, która miękko okalała twarz. Było w nim coś znajomego,ale nie mogła przyjrzeć mu się dokładniej, bo wciąż spoglądał przed siebie. Wreszcie, prawdopodobnie pod wpływem jej wzroku, obrócił się i spojrzał prosto w jej fiołkowe oczy…Przypomniała sobie, Jamie! To był naprawdę on. Rozpromienił się na jej widok, a ona uśmiechem dała mu do zrozumienia, że poznała dawnego przyjaciela.

- Możesz mi powiedzieć co tu się kroi? – zaczęła Ruda, przybierając ton moralizatorski.

Czarna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jamie! Jej jedyny przyjaciel, nikt nie znał jej sekretów, jej rodziny tak dobrze jak on. Jamie…Jej narzeczony, jej przyszły mąż…Te myśli sprawiły, że z jej twarzy w jednej sekundzie spełzł uśmiech.
Jamie obserwował jej oczy, radość przechodzącą w niezdecydowanie i…tak to była Jas jaką znał z dzieciństwa, skryta i wrażliwa, pełna sprzecznych uczuć .

* * *

Lekcja wreszcie dobiegła końca. Jas, nękana ciągłymi pytaniami Rudej, zgarnęła rzeczy do przepastnej, skórzanej torby i ruszyła czym prędzej w stronę drzwi.
-Jas! Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo! – krzyknęła za nią Ruda, zanosząc się wdzięcznym śmiechem.

-Aaaa! Krzyknęła Jas, gdy z impetem wpadła na postać, która niemalże wyrosła przed nią w ułamku sekundy. Pochyliła się by podnieść torbę i spojrzała w górę. Wpatrywała się w nią para znajomych, dziecięcych oczu.

- Chyba nie uciekasz ode mnie Jas? – spytał Jamie i uśmiechnął się łobuzersko, prawie tak samo jak dawniej, gdy nabroił i liczył na to, że ujdzie mu to na sucho.

- Jamie! Nie mogłam uwierzyć, że to ty, myślałam o tobie. – przytuliła go nieśmiało. A chłopak, wykorzystując w pełni sytuację przygarnął ją do siebie i mocno pocałował w usta.

- Ja myślałem o tobie przez cały ten czas, bez przerwy. – wymruczał jej do ucha.

- Och Jamie, proszę … byliśmy dziećmi.

- Wciąż nimi jesteśmy – zripostował. –Moja niewinna, słodka Jas. – delikatnie pogładził ją po policzku.

- Jamie proszę…- powtórzyła cicho. – Mam tyle pytań. – Nie mogła oderwać wzroku od jego oczy, pełnych ust, złotych włosów. Od zawsze tak było, w towarzystwie Jamie’go wszyscy byli onieśmieleni, miał w sobie siłę i urok.

- Nie teraz, przyjdź do mnie wieczorem, musimy wyjaśnić sobie wiele rzeczy. Zasługujesz na to by wiedzieć co się dzieje u nas…co się dzieje w domu. – dodał, widząc jej zmieszanie.

- Ale…- zaczęła Czarna.

-Cii…wieczorem, tutaj. – pocałował ją w czoło, jak dziecko, które zadaje zbyt wiele pytań.
Odszedł, zostawiając ją zupełnie zdezorientowaną na środku korytarza. Miała wrażenie, że jest tam całkiem sama, ale myliła się, nie wiedziała nawet jak bardzo.

***

Całą tę scenę obserwował Black, a wkrótce potem i Potter. Widząc, że kumpel nie słucha jego wywodów o potrzebie udoskonalenie techniki gry na najbliższy mecz Quiditcha, podążył wzrokiem za punktem w który wpatrzony był Syriusz. Zobaczył Czarną z jakimś nieznajomym, diabelnie przystojnym chłopcem.

- Stary weź się ocknij, już poszedł, może to znajomy – uspokajał James. – Daj spokój –dodał gdy spostrzegł, ze pięści kumpla zaczynają się niebezpiecznie zaciskać.

- Rozerwę gnoja, na strzępy rozerwę. – wymamrotał Black. Widząc jednak, jak Jas stoi skamieniała na środku korytarza, zagadnął. – Czy…on ją spetryfikował? Stoi jak wryta od kilku minut.

- Tak kobiety reagują gdy całuje je ktoś nieziemsko przystojny, ale co ty możesz… - Aaaau!- Black nie dał mu dokończyć myśli. Ciężkim podręcznikiem wycelował prosto w czuprynę przyjaciela.

- Jak wolisz, prawda boli!- krzyknął Potter za oddalającym się w Blackiem.

Black zdecydował się na szybkie działanie, nie przywykł do okazywania zazdrości, więc nie mógł jednoznacznie stwierdzić czy to silne ukłucie w klatce piersiowej zwiastowało właśnie to uczucie. Był jednak pewien, że ta cała sytuacja mało przypadła mu do gustu. W jego działaniu było wiele desperacji, gdy chwycił ją za rękę i brutalnie pociągnął na błonie. Była tak oszołomiona, że szła za nim bez słowa. Pogrążona we własnych myślach, zdała sobie sprawę, że zawsze potrzebowała kogoś silniejszego, kogoś kto kierowałby nią i jej życiem. Niespodziewanie poczuła pod sobą ciepłą trawę i ciężar który przygniótł ją do ziemi. Oprzytomniała i wyrwana z letargu spojrzała na Blacka. Jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od jej własnej. Próbował wyczytać coś z jej oczu, ale patrzyła na niego smutnym wzrokiem. Leżała spokojnie pod nim, spojrzał niżej, widział jak jej piersi opadają i unoszą się miarowo. Podciągnął jej czerwoną spódnicę i sięgnął niecierpliwie między uda.

* * *

Czarna obserwowała go spokojnie, potrzebowała rozmowy, chciała by ją przytulił i powiedział, że zależy mu na niej, ale nic takiego się nie stało. Gdy sięgnął między jej nogi, drgnęła i próbowała się szarpnąć, ale mocno ją przytrzymał. Zdała sobie sprawę, że Black nie był i nigdy nie będzie ucieczką przed jej władczą rodziną. Podobnie jak oni chciał ją kontrolować, chciał mieć ją tylko dla siebie, chciał ją po prostu MIEĆ. Zaczęła się szarpać, aż wreszcie zniechęcony Black puścił jej nadgarstki.
- To przez tego gogusia? Nie sądziłem, że ślinisz się na widok każdego faceta, który zwróci na ciebie uwagę. - parsknął ze złością Black, obserwując jak Jas poprawia spódnicę.
- Jesteś taki sam jak on, wszyscy jesteście tacy sami Black! Nie byłam i nigdy nie będę twoją zabawką! – krzyknęła i pobiegła w stronę zamku.

Black zastanawiał się co to właściwie ma znaczyć. Sygnały, które mu dawała były tak sprzeczne, że nie miał pojęcie co robić. Właściwie co on o niej wiedział? Czy naprawdę coś do niej czuł…


--------------------
Le plus beαu vetement
qui puisse hαbiller une femme,
ce sont les brαs de l' homme qu' elle αime
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Aquarelle
post 25.07.2012 19:45
Post #41 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 13
Dołączył: 29.03.2008

Płeć: Kobieta



O ! Wieki tu nie zaglądałam. Chętnie skrobnę jakąś kontynuację, jeśli choć parę osób zadeklaruje chęć czytania wink2.gif


--------------------
Le plus beαu vetement
qui puisse hαbiller une femme,
ce sont les brαs de l' homme qu' elle αime
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Midori
post 01.08.2012 11:49
Post #42 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1
Dołączył: 01.08.2012




pisz dalej!bardzo podoba mi się pomysł na to opowiadanie,strasznie wciaga,nie moge się doczekac kontynuacji:D specjalnie założyłam konto,żeby to napisac!

Ten post był edytowany przez Midori: 01.08.2012 11:50
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Stephanie Plonk
post 03.09.2012 14:00
Post #43 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 16
Dołączył: 12.01.2009

Płeć: Kobieta



Pisz Pisz! Już się bałam że porzuciłaś to opowiadanie. :(
Czekam! :)
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

2 Strony < 1 2
Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 17.02.2018 23:08