Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

3 Strony  1 2 3 > 
Closed TopicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Za głosem serca (zak), zmieniłam tytuł,

Nivery
post 23.10.2003 17:30
Post #1 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Zmieniłam tytuł, ponieważ tamten nie był odzwierciedleniem tego co mam zamiar napisać.

Za głosem serca



PROLOG

Noc była bezchmurna i chłodna. Wiatr raz po raz chłostał korony drzew, które bezwiednie uginały się pod jego ciężarem. Księżyc świecił wysoko na niebie rozświetlając mrok gęstego lasu. Od czasu do czasu słychać było pohukiwanie jakiejś sowy. W powietrzu czuło się napięcie.
W samym środku lasu na małej polance stały na przeciwko dwie postacie w czarnych pelerynach. Blask księżyca padał na ich pełne napięcia twarze. Nie poruszały się. Stały tylko mierząc się wzrokiem. Ciszę przerwał cichutki płacz. Mniejsza postać mocniej przytuliła do siebie tobołek, który trzymała na rękach. Kiedy płacz ustał i najwyraźniej dziecko zasnęło, wysoki mężczyzna przemówił zimnym, wypranym z uczuć tonem.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego wezwałaś mnie tu w środku nocy?
- Tak. Chciałam z tobą porozmawiać.
- Nie mamy, o czym rozmawiać. Raz już to powiedziałem i więcej nie będę powtarzał. Jeżeli masz jakieś problemy z mężem to wiedz, że ja ci nie pomogę – oznajmił kładąc nacisk na ja-, Po co wzięłaś ze sobą tego bachora? – popatrzył z pogardą na zawiniątko trzymane przez kobietę.
- On wcale nie jest bachorem! – Krzyk wściekłości obudził dotychczas śpiące dziecko, a jego płacz rozniósł się echem po lesie. Kobieta zaczęła kołysać syna, podczas gdy mężczyzna mocniej opatulił się peleryną.
- No, więc powiesz mi wreszcie, po co mnie tu ściągnęłaś? Nie mam zamiaru stać tu i zamarznąć na kość. Mam dużo pracy.
- Chodzi o dziecko – powiedziała cicho.
- O dziecko?! Nie… nie będziemy do tego wracać. Już wyraziłem w tej kwestii swoje zdanie i nie mam najmniejszego zamiaru go zmieniać. Koniec dyskusji.
- Ale ja mówię prawdę! Dlaczego mi nie wierzysz?! Wiesz, że nigdy bym cię nie okłamała!
- Nie, powiadasz? – warknął patrząc na nią z nienawiścią – Nie? Nie dość, że mnie okłamałaś to jeszcze zdradziłaś, a teraz ośmielasz się mówić, iż mnie nie okłamałaś?!
- Posłuchaj. To wcale nie było tak jak myślisz. Ja…
- Nie! Nie chcę słuchać twoich kłamstw. Zdradzałaś mnie, podczas gdy ja ciebie ślepo kochałem. Mówiłaś mi, że mnie kochasz, a za moimi plecami sypiałaś z innym. I to jest prawda. Nie ma żadnej innej prawdy i nie trudź się wymyślaniem jakiejś przekonującej bajeczki.
Kobieta spojrzała na niego z potępieniem wyraźnie tracąc cierpliwość. Na miejsce żalu wkroczyła nieopanowana furia. Z oczu ciskała na wszystkie strony błyskawice, ale twarz pozostała nienaruszona.
- Nieprawda! To nieprawda! Nigdy cię nie zdradziłam! Nigdy! Słyszysz?! - po jej policzkach potoczyły się długo wstrzymywane łzy.- Jeżeli jesteś takim aroganckim dupkiem, by tego nie zrozumieć to nie moja wina! Wiesz, co? - spytała już bardziej opanowanym głosem - Jesteś ślepy. Jesteś bardzo ślepy. - to powiedziawszy mocniej przytuliła wystraszone tym nagłym wybuchem dziecko, odwróciła się i pobiegła w głąb czeluści lasu.

Nie wiedziała jak trafiła do domu. Biegła przed siebie zaślepiona coraz to nowymi potokami łez nie zważając na to, dokąd się udaje. Kiedy dotarła do drzwi frontowych i bezszelestnie weszła do środka od razu udała się do pokoju dziecięcego. Położyła dziecko do kołyski, opatuliła je mocno i wpatrywała się w teraz już spokojną, uśpioną twarzyczkę syna, na którą spadały kruczoczarne włoski. Wtem usłyszała za sobą szelest. Odwróciła się przestraszona i omal nie wpadła na stojącego przy niej mężczyznę. Bez słowa rzuciła się w ramiona męża. Rozszlochała się. Mąż nic nie mówiąc pogłaskał ją po plecach. Za oknami zaczęło się błyskać. Deszcz najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej bębnił w okna.
- Nie mogę już tak żyć James. Nie chciał mnie słuchać. Nigdy nie dowie się, jaka jest prawda. - wychrypiała pomiędzy kolejnymi spazmami szlochu.
- Ciii… - James mocniej objął żonę próbując ją uspokoić. Nagle za oknem przemknął cień, a za nim następny i jeszcze jeden. James nie wiedział ile ich było, ale groziło im niebezpieczeństwo. Nagle ogarnął go strach. Źle zrobił posyłając żonę na spotkanie z tym bydlakiem myśląc, że wszystko się w końcu wytłumaczy. Nie zważając na ostrzeżenia Dumbledore złamali zaklęcie Fidelusa, wiedząc jak poważne niebezpieczeństwo im grozi. Odsunął od siebie żonę i popatrzył jej prosto w oczy.
- Lily… posłuchaj mnie. Weź Harry’ego i schowaj się gdzieś. - Kobieta popatrzała na niego przestraszonym wzrokiem. - Oni tu są. Źle zrobiliśmy łamiąc te zaklęcie. Mogliśmy przewidzieć, że Voldemort wykorzysta każdą sytuację. - potrząsnął lekko sparaliżowaną ze strachu Lily - Idź! Trzeba chronić dziecko. - rozkazał.
- Ale.. ale… co będzie z tobą James? Boję się.
- Nie wolno ci się bać. Musisz być silna, jeżeli masz chronić naszego syna. Ja odwrócę ich uwagę, a ty niepostrzeżenie wyślizgnij się z domu wraz z dzieckiem. - Widząc, że kobieta otwiera usta dodał szybko - Nic mi nie będzie! Najważniejszy jest Harry. Idź już! - mówiąc to wziął śpiące dziecko i wcisnął jej w ramiona. - Jeżeli coś mi się stanie… Nieważne. Biegnij prosto do Dumbledora.
Po chwili kobieta została sama. Niewiele zapamiętała z tego, co stało się później. Słyszała odgłosy walki. Krzyki wściekłości i bólu. Nie wiedziała jak długo tam stoi dopóty, dopóki nie usłyszała krzyku swego męża. Wiedziała, że to koniec. Zabili Jamesa. Odgłos zbliżających się kroków otrzeźwił ją. Zanim zdążyła wykonać jakiś ruch drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, a do środka nie wszedł nikt inny jak sam Lord Voldemort. Sparaliżowana nagłym strachem o dziecko wrosła w ziemię. Nie mogła się poruszać, więc wpatrywała się tylko w te szkarłatne zimne i mroczne oczy. Voldemort spojrzał w bok i zanim zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje ktoś za nią wyszeptał Drętwota. Potem zaległa ciemność.

CDN

*********************************
Proszę śmiało komentować.
Jestem dziewczyną choć mój nick temu zaprzecza ^__^

Ten post był edytowany przez Nivery: 23.10.2003 19:00


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 24.10.2003 17:34
Post #2 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Okay. Napisałam dalszą część prologu, lecz jest ona krótka. Wybaczcie...

- Nie, nie nie… to się nie stało naprawdę. Ja tylko śnię. To sen. Koszmarny sen. Powiedzcie, że to się nigdy nie wydarzyło… - Lily Potter leżała zwinięta w kłębek na jednym z łóżek skrzydła szpitalnego. Płakała nieustannie od ponad godziny, kiedy to się przebudziła i nawet ogromne wysiłki Dumbledora nic nie pomogły. Nie chciała nikogo do siebie dopuścić i już po pół godziny profesor zaprzestał wszelkich starań. Siedział przy niej po prostu i dzielił z nią ból.
- Minervo trzeba jej powiedzieć, że Harry żyje. Nie mogę się z nią dogadać od ponad godziny. - szepnął do siedzącej obok profesorki. - Jak tak dalej pójdzie to Lily popadnie w depresje, a do tego z pewnością nie możemy dopuścić. Musi być silna. Jeżeli nie dla siebie to przynajmniej ze względu na dziecko.
- A może bym przyniosła tu małego Pottera? - odszepnęła Minerva.
- Przynieś go. To powinno na nią wpłynąć.
Dumbledore patrzył przez chwilę na odchodzącą McGonagall zastanawiając się, co teraz nastąpi. Ostatnie godziny to wielka radość i chaos. Wszyscy świętują odejście z tego świata Czarnego Pana. Nikt nawet nie przypuszcza, jakie nieszczęście dotknęło kobietę płaczącą na łóżku, przy którym czuwał. Wszyscy mówią o Chłopcu - Który - Przeżył. Tak, tak. Dumbledore nie wie jak to możliwe, że zaledwie roczne dziecko nieposiadające żadnej magicznej mocy mogło zniszczyć Lorda Voldemorta. Wielu już próbowało, a każdy nie wychodził z tego żywy. Wiedział tylko, że coś musiało się stać skoro zaklęcie zabijające, jak przypuszczał, odbiło się od młodego Pottera i ugodziło Voldemorta. W każdym bądź razie w tym dziecku coś było. Coś tak wielkiego, że zdołał przeżyć zaklęcie AVADA KEDAVRA z jedną tylko na czole blizną w kształcie błyskawicy… Kiedy przybyli do Doliny Godrica zobaczyli prawie zrujnowany dom, a wokół biegających śmierciożerców. Aurorzy nie zdołali wszystkich wyłapać, ale tych, którym się nie poszczęściło od razu zawieziono do Ministerstwa Magii. Ciało Jamesa znaleźli w salonie. Naokoło panował totalny nieporządek. Koło ciała znaleźli kilkoro nieżywych popleczników Czarnego Pana, którzy najprawdopodobniej zginęli w walce. Przeszukiwali cały dom, a kiedy dotarli do pokoju dziecinnego pod ścianą leżała nieprzytomna Lily. Zanim zdołali przedrzeć się do kołyski po drugiej stronie pokoju nie wierzyli, że dziecko przeżyło. Cóż to było za zdumienie, kiedy odkryli spokojnie śpiącego Harry’ego. Wyglądał zdrowo, ale gdy odwrócił się przez sen z boku na plecy zobaczyli na jego czole bliznę w kształcie błyskawicy… Dalsze rozmyślania przeszkodziło mu nadejście Minervy, która niosła na rękach ów chłopca.



--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 25.10.2003 16:09
Post #3 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Cześć! Jest to zakończenie prologu, a następne party będę starała się wklejać całymi rozdziałami. Miłej lektury happy.gif

Dumbledore wstał i podszedł do MacGonagall. Wziął od niej śpiące dziecko i przyjrzał mu się dokładnie. Niewątpliwie włosy musiał mieć po ojcu. Jedwabne w dotyku i trochę rozwichrzone. Buzię miał uroczą, kiedy spał. Na pewno urośnie na przystojnego mężczyznę, pomyślał. Rzucił okiem na kobietę, leżącą na łóżku i stwierdził, że usnęła. Musiało już ją zmęczyć to ciągłe płakanie. Ostrożnie podszedł do niej i potrząsnął ją lekko wolną ręką.
- Lily… dziecko… zbudź się. - mówił półgłosem, aby nie obudzić młodego Pottera, który smacznie spał wtulony w ramię starca. Lily zamruczała coś, a potem otworzyła jedno oko.- Lily obudź się. Harry żyje. On…
Nie zdążył dokończyć, bo kobieta usiadła jak sparzona. Spojrzała na dziecko w ramionach Dumbledora i zaniosła się płaczem. Wzięła go na ręce i mocno w siebie wtuliła.
- Harry… Harry… Nikt mi ciebie nie odbierze kochanie… nikt! - Urwała i spojrzała na profesora, a potem na Harry’ego. - Ale… ale jak? Przecież Voldemort… chciał go zabić, prawda? Co się stało?
Dumbledore odetchnął z ulgą. Widocznie Lily otrząsnęła się ze stanu całkowitej rozpaczy i zaczęła jasno myśleć.
- Słuchaj, nie wiem, co się dokładnie stało, ale mam przypuszczenia. Wiem tylko, że Voldemort chciał rzucić na Harry’ego zabijające zaklęcie, ale ono w jakiś sposób się od niego odbiło i ugodziło Czarnego Pana. Wszystko wytłumaczę ci jak dojdziesz do siebie. Twoje ubrania… raczej to, co zdołaliśmy wyratować, przyniesie ci Popy. Jak będziesz gotowa to przyjdź do mnie. Będę w swoim gabinecie. - Wstał z zamiarem odejścia. Przy drzwiach zatrzymał się i dodał. - Musisz być silna Lily. - spojrzał jej w oczy. - Zrób to. Dla Harry’ego.
To powiedziawszy wyszedł z sali.

Gabinet Dumbledora

- To znaczy, że Harry w jakiś sposób zdołał przeżyć zaklęcie AVADA KEDAVRA? - spytała z niedowierzaniem Lily. Spojrzała na syna, który bawił się z Fawkesem, a potem znów na Dumbledora siedzącego naprzeciwko niej. - Ale przecież to niemożliwe. Nikt nigdy nie zdołał przeżyć tego zaklęcia.
- Wiem Lily. Ale w jakiś sposób zdołał przeżyć.
Długo jeszcze tak rozmawiali. Kiedy księżyc świecił już mocno na niebie, Dumbledore oznajmił:
- Przez najbliższe tygodnie będzie trochę zamieszania. Powinnaś wyjechać z Harym do Francji, albo gdzieś, gdziekolwiek z tego kraju. Tak będzie dla was najlepiej. Przynajmniej na razie.
- Na jak długo mamy wyjechać?
- Myślę, abyś wychowała syna w spokoju. Kiedy osiągnie wiek szkolny przyjedziesz z nim do kraju. Chłopak rozpocznie naukę w Hogwarcie…


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 25.10.2003 21:51
Post #4 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 1.

Londyn ok. 10 lat później

Gabinet dyrektora Hogwartu


- Nie możesz tego zrobić Albusie! Nie możesz! Przecież wiesz, co mi zrobiła. Nie chcę widzieć jej i tego bachora! - Severus Snape nauczyciel Eliksirów w Hogwarcie trząsł się z wściekłości, siedząc w jednym z foteli w gabinecie Dumbledora. Za biurkiem dyrektor patrzył na niego z powagą i nieskrywanym współczuciem. Wesołe iskierki, które zawsze gościły w jego oczach przygasły.
- Rozumiem cię Severusie, ale chłopak ma już prawie jedenaście lat i musi iść do szkoły.
- Przecież może chodzić do innej szkoły. Dlaczego akurat do Hogwartu?!
- Ponieważ ja tak zdecydowałem. Nie zamierzam zmieniać zdania tylko, dlatego bo dorosły mężczyzna zachowuje się jak dziecko obrażone na cały świat, ponieważ dziewczynka zabrała mu lizaczka. - odpowiedział surowym głosem Dumbledore. - Jeżeli ci to nie odpowiada to możesz opuścić Hogwart. Wiesz jednak, że takiego wyboru nie masz.
- Albusie! To jest szantaż.
- Kiedy opuściłeś Voldemorta i zgodziłeś się zostać naszym szpiegiem poinformowałem cię o pewnych warunkach. Jeden z nich zabrania ci opuszczania Hogwartu, jeżeli ja sobie tego nie zażyczę.
Zrezygnowany Mistrz Eliksirów ciężko oparł się o fotel.
- Niech będzie. Chłopaka jakoś zniosę, ale dlaczego do diabła postanowiłeś osadzić ją na posadzie nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią?!
- Wiesz, że Lily jest bardzo dobrą i wykwalifikowaną czarownicą. Na czarnej magii zna się bardzo dobrze. Potrafi się dogadać z dziećmi i nauczyć ich wszystkiego, co trzeba Severusie. Nadaje się na to stanowisko jak nikt inny.
- Niech to szlag!
- Severusie! Zachowuj się! - głos dyrektora podniósł się nieco.
- Jeżeli to wszystko dyrektorze, to czy mogę odejść?
- Oczywiście.
- Dziękuję.
Dumbledore patrzył za odchodzącym mężczyzną póki ten nie zatrzasnął z hukiem drzwi. No Albusie, pomyślał, ciekawe czy twój plan się powiedzie…

***

- Harry!
- Słucham mamo!
- Spakowałeś się już?!
- Kończę!
Średniego wzrostu chłopak o kruczoczarnych włosach pochylał się nad kufrem, do którego pakował niezbędne rzeczy. Na wielkim łożu z baldachimem leżał list z czerwoną pieczęcią. Harry włożył ostatnie ubrania i zatrzasnął wieko. Porwał z łóżka kopertę i zszedł na dół do kuchni.
Lily Potter chodziła po ich dotychczasowym mieszkaniu we Francji i sprawdzała czy wszystko zostało zapakowane. Widząc zbiegającego na dół syna uśmiechnęła się promiennie.
- Wszystko spakowane?
- Tak mamo. Nie mogę się doczekać, kiedy będziemy na miejscu.
Lily podeszła do syna i złożyła na jego policzku czułego całusa. Nie chciała go martwić, mówiąc, iż nie podziela jego entuzjazmu, więc próbowała przywoływać uśmiech na twarzy kiedy tylko był w pobliżu.
- Znieś swoje kufry kochanie. Zaraz jedziemy.
Harry posłusznie udał się na górę, a po chwili oboje jechali taksówką na Stację kolejową. Na peronie ósmym wsiedli do pociągu i znaleźli pusty przedział. Rozlokowali kufry na półkach, zmachani usiedli na siedzeniach.
- Mamo?
- Tak?
- Będziemy mieli prawdziwy czarodziejski dom, A nie mugolski, prawda?
- Tak kochanie. Będzie to duży jednorodzinny domek z wielkim ogrodem. Kiedyś tam mieszkaliśmy. Ja i twój ojciec dostaliśmy go w dniu ślubu od twoich dziadków. - chcąc ukryć, przed synem jakie wrażenie zrobiły na niej te wspomnienia zamknęła oczy, powstrzymując łzy. - Jest tam pięknie. Na pewno ci się spodoba. Wybudowaliśmy tam nawet boisko do Quiditha. - niepowstrzymane łzy spłynęły po jej policzkach.
- Mamo? Czemu płaczesz? - spytał zaniepokojony chłopiec. - Nie płacz. Wszystko będzie w porządku.
- Nigdy nic nie będzie w porządku synku. - powiedziawszy to rozszlochała się na oczach bardzo zaniepokojonego chłopaka. Harry wstał ze swego miejsca, usiadł koło matki i mocno ją objął. Nic nie mówił. Wiedział, że mama musi się czasem wypłakać. Położył swą głowę na ramię kobiety i patrzył na śmigający krajobraz za oknem.
Tymczasem Lily pogrążyła się w wspomnieniach, kiedy to razem z Jamesem oczekiwali narodzin dziecka. Jaką wielką radość zobaczyła w jego oczach, gdy nadszedł czas rozwiązania. Nie… nie będzie wspominać, bo to przynosi tylko ból. Najlepiej zrobi skupiając się na tym, co ma nastąpić. Jedzie do Hogwartu by uczyć tam OPCM. Dumbledore bardzo na to nalegał, choć nie wiedziała, dlaczego. W końcu zgodziła się, kiedy dyrektor oznajmił jej, że nie ma na tą posadę żadnych chętnych, a dzieci muszą uczyć się bronić przed czarną magią. Na pewno zgodziłaby się wcześniej, gdyby nie było tam pewnego człowieka. Teraz jednak będzie zmuszona widywać go codziennie. Ciekawe jak on zareagował, gdy dowiedział się, kto ma zająć jego od dawna upragnione stanowisko, pomyślała. Pewnie się wściekł i przez cały jej pobyt w Hogwarcie będzie jej docinał, albo ją ignorował. Lily wolałaby oczywiście gdyby nią gardził niż gdyby nie okazywał, że w ogóle wie o jej istnieniu. Najbardziej bała się jednak o syna. Jak on go będzie traktował? Czy będzie go ignorował, czy może się na nim odegra? Na samą myśl o tym zadrżała. Gdyby wiedział… och, gdyby tylko wiedział. Ocknęła się z rozmyślań z zaskoczeniem stwierdzając, że za oknami zrobiło się już całkiem ciemno. Natomiast na jej ramieniu bezwładnie leżała główka syna, a jego pierś unosiła się w równomiernie zdradzając sen. Uśmiechnęła się smutno i pogłaskała dziecko po głowie. Harry miał już prawie jedenaście lat. Nie widziała nikogo poza nim. Kochała go bezinteresownie i głęboko. On także bardzo ją kochał. Nie ukrywał tego. Odkąd skończył trzy lata przychodził nieraz w nocy do jej pokoju i usypiał mocno w nią wtulony. Nie mówili nic, tylko przytuleni zasypiali. Nawet, kiedy dorósł nie zaniechał tego „rytuału”. Większość chłopców w jego wieku zawstydziłaby się, ale nie Harry. Oparła głowę na piersi i odpłynęła w krainę snu.

Obudziła się o świcie. Blade promienie słońca oświetlały wnętrze przedziału. Widząc, że syn jeszcze śpi, wstała ostrożnie kładąc go na siedzeniu. Wyjrzała przez okno i zobaczyła znajome lotnisko, przy którym mieściła się Stacja Kolejowa.
- Harry. Obudź się kotku. Musimy już wysiadać. Za pół godziny mamy samolot do Londynu.
Chłopak przeciągnął się na niewygodnym siedzeniu i powoli z pewnym ociąganiem usiadł.
- Juuuuż? - pytając ziewnął.
- Tak Harry. Pomóż mi z tymi bagażami.
W samolocie było pełno ludzi. Zanim Lily zdążyła się dobrze rozsiąść, spostrzegła, iż Harry smacznie sobie śpi na fotelu obok. Uśmiechnęła się. Ostatni tydzień był naprawdę pracowity. Musieli znosić meble do sprzedaży, pakować błyskotki i zabawki Harry’ego, a na domiar złego szukać kupca na dom, w którym mieszkali. Musieli sprawić sobie paszport, na który czekali dwa miesiące. Kiedy wszystko było już O.K okazało się, że pociąg, którym mieli jechać aż do granicy wykoleił się niedaleko wsi Margyt, a na następny musieli czekać trzy dni. Dumbledore pewnie się niepokoi. Spóźniają się ponad tydzień. W Londynie będą musieli jechać na ulicę Pokątną, by zakupić wszystkie potrzebne rzeczy do szkoły.

***

- Więc to jest nasz nowy dom, mamo?
- Tak skarbie. To tutaj kiedyś mieszkaliśmy.
Lily i Harry stali prze dużym jednorodzinnym domkiem, który otaczał wspaniały ogród. Dzień był słoneczny i ciepły. Prosto z lotniska przyjechali do Doliny Godrica, by rozpakować niezbędne rzeczy. Później zawiadomię Dumbledore, pomyślała Lily. Dziesięć lat temu zanim wyjechała, kazała odnowić dom i cały czas go pielęgnować wraz z ogrodem. Jak widać jej polecenia zostały starannie wypełnione. Nikt, kto by teraz popatrzał na dom Potterów, nigdy by nie uwierzył w to, co stało się dziesięć lat temu.
- Wchodzimy? - spytała wesoło syna.
W holu czekały na nich trzy skrzaty.
- Dzień dobry pani! Dzień dobry paniczu!- zawołały wszystkie chórem.
Lily skinęła głową na znak powitania i spytała.
- Pokoje są gotowe? - spytała. Kiedy skrzaty pokiwały głową zarządziła - Przygotujcie kąpiel dla mnie i dla panicza. Następnie o ósmej podajcie kolację.
- Tak psze pani!
Popchnęła Harry’ego w stronę schodów, zachęcając by szedł dalej. Na górze mieściły się cztery sypialnie i łazienka. Dwa pokoje były przeznaczone dla gości, a dwa dla Lily i chłopca. Pokój kobiety był duży. Ściany koloru bladego różu kontrastowały z wielkim łożem z baldachimem, oraz zasłonami na okna. Pod ścianą mieściła się toaletka. Dywan był bogato zdobiony. Szafki zrobione z mahoniowego drewna pochodziły z okresu baroku. Sypialnia chłopca była również duża, lecz ściany miały kolor szkarłatu przetykanego srebrem i zielenią. Całość wyglądała bardzo imponująco. Tak jak w pokoju Lily stało tam wielkie łoże. Szafki jednak, były nowe. Na półkach mieściły się najróżniejsze zabawki.
Na dole zwiedzili kuchnię, salon, bawialnię, jadalnię, aż w końcu znaleźli bibliotekę.
- To największa biblioteka, jaką widziałem w życiu. - szepnął podekscytowany Harry.
Ogarnął wzrokiem pomieszczenie przywodzące na myśl lochy. Stało tam dwanaście regałów po przynajmniej dziesięć półek. Tych książek jest chyba tysiące, pomyślał.
- Choć Harry. Zaraz podają kolację.
Jadalnia była ogromna. Na środku stał długi stół okryty białym obrusem. Lily zasiadła na jednym końcu, a Harry na drugim. Po chwili do Sali weszły skrzaty niosąc najróżniejsze potrawy. Kiedy wszystko ułożyli na stole, ukłoniły się i wyszły.
- Mógłbym tak cały czas jadać. - powiedział już syty Harry.
- Przyzwyczajaj się już d tego. Koniec z Hamburgerami i Chipsami. Teraz będziesz jadał naturalne i niekoniecznie zdrowe posiłki - uśmiechnęła się do syna. - Jutro jedziemy na Pokątną. Masz list z Hogwartu?
- Oh! Całkiem o nim zapomniałem. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Francji włożyłem go do kieszeni i zupełnie o nim nie myślałem.- sięgnął do kieszeni czarnych jeansów i wyciągnął z niej pogiętą kopertę. - Ups! Chyba się pogięło. - dodał z figlarnym błyskiem w oczach.

***

Na ulicy Pokątnej jak zwykle było tłoczno. Lily przypomniała sobie stare dobre czasy, kiedy to z koleżankami wybierała się na zakupy. Kilkoro ludzi zaczepiło ich, albo wołało „Patrzcie! to Harry Potter i jego matka!”. Najczęściej jednak ludzie zaczynali chodzić za nimi, a potem niby przez przypadek usiłowali zwrócić na siebie ich uwagę, wywracając się lu wpadając na nich. Normalnie Lily denerwowałoby to, ale widząc pełną radości twarz syna szybko o tym zapominała. Od dziecka Harry wiedział, że jest sławny w świecie czarodziejów. Lily zawsze mu mówiła, że kiedy przybędą do Londynu wszyscy będą na niego patrzeć. Kiedy skończyli zakupy wszystkich niezbędnych rzeczy do szkoły, Lily wysłała syna do domu, a sama pojechała do Hogwartu.

***

- Jest tu?! - wrzasnął Severus Snape na McGonagall, która przed chwilą poinformowała go, że Lily Potter jest w zamku. Odzyskawszy panowanie nad sobą spytał już normalnym głosem - Przywiozła bach… dzieciaka?
- Nie Severusie jest sama. Obecnie w gabinecie dyrektora. I jeżeli nie przestaniesz się tak wydzierać to na pewno cię tam usłyszą. - przyjrzała się mu, a potem dodała. - Jutro rozpoczęcie roku, więc doprowadź się do porządku. Masz wory pod oczami i wyglądasz tak jakbyś dopiero, co wstał z łóżka Severusie. Do widzenia.
Dopiero po słowach Minervy Severus zdał sobie sprawę, że, od kiedy dowiedział się, że Lily będzie uczyć w szkole nie przespał spokojnie ani jednej nocy(Pewnie się też nie mył- dop. autorki). Nie może ta dalej postępować tylko, dlatego, że jakaś baba, którą zdążył wyrzucić ze swego życia, znowu się w nie pakuje. Musi jak najszybciej doprowadzić się do porządku.



--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mordoklejka
post 17.11.2003 21:49
Post #5 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 83
Dołączył: 24.08.2003
Skąd: Wolsztyn




Świetne i takie... inne?
Bez wrednych Dursley'ów od których śniadanie mi sie cofa w żołądku.
Poza tym TYM RAZEM Harry ma przynajmniej "połowę rodziny", a nie jest samotnym, biednym dzieckiem, któremu należy współczuć na każdym kroku. I to mi sie podoba!! Czekam na next parta!


--------------------
Wczoraj wieczór myślałem o ratowaniu świata. (...) Dziś rano o ratowaniu ludzkości. Ale cóż, trzeba mierzyć siły na zamiary. I ratować to, co można.

A. Sapkowski "Narrenturm"
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Cinija Nicija
post 26.11.2003 11:47
Post #6 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 17
Dołączył: 23.04.2003




No, no ludzie, nie potraficie powiedzieć nic innego jak : "ja też" i "popieram"? Pachnie mi to nabijaniem postów...
Na początku nie chciałam tu wejść, bo myślałam, że to nie bdzie o HP, a jednak było. Myślę, że nie napisałaś, że to o HP, bo ludzie by nie wchodzili? Dobre posunięcie.
Na początku prawie nic nie zdradza
Skapnęłam się dopieri na 15 zdaniu! smile.gif smile.gif
Jak się zaczyna peleryny + dziecko, to od razu zapachniało Potterem...
Ale nie wiedziałam, że to Snape! Prędzej Voldemort.
Zalety:
- długie party smile.gif
- niezbyt monotonna akcja
- w miarę oryginalne
- nieoparte na zasadzie: co by było, gdyby...
- ortograficznych raczej brak
- był tam jeden interpunkcyjny, jak Dumble rozmawia że Snaoe'm, z tym lizaczkiem
- podoba mi się!
- brawo!


--------------------
Padfoot... Padfoot, where are you?!
You aren't beyond the veil, so where ARE you?
You are in the different place...
Strong's gone... only Wormtail and Moony left...
Padfoot...
Pad...foot...
Pad...........foot............
- said Harry. Ron was looking at the floor. Hermione was crying...


<img src="http://nimbo.net/quiz/raven.gif" alt="i'm in ravenclaw!"><br>
<a href="http://nimbo.net/quiz/houses.html" target="0">be sorted</a> @ <a href="http://nimbo.net" target="0">nimbo.net</a>
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 22.12.2003 11:47
Post #7 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




No i wrocilam.
Nastepny rozdzial brdzie za jakies 3-4 dni, poniewaz mam problemy z komputerem i musze wszystko poustawiac. Pozdrawiam serdecznie!


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 22.12.2003 11:58
Post #8 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 2.

Siedząc w Wielkiej Sali na rozpoczęciu roku, Lily obserwowała jak jej dawna nauczycielka prof. MacGonagall wprowadza na salę pierwszoroczniaków. Kiedy zbliżyli się do stołka z tiarą uchwyciła spojrzenie syna i uśmiechnęła się doń promiennie. Harry odpowiedział jej uśmiechem lekko zdenerwowanym, ale nie widziała u niego takiego napięcia jak na dworcu Kings Kros. Zaczęła się ceremonia przydziału. Minerva podeszła do stołka, wzięła listę pierwszoroczniaków i zaczęła wyczytywać kolejno osoby.
- Malfoy Draco! - zagrzmiała. Chudy, wysoki chłopak wyszedł z tłumku przestraszonych nowo przybyłych uczniów i usiadł na stołku. McGonagall włożyła mu na głowę tiarę przydziału.
- Slytherin!
Malfoy wstał i z szerokim uśmiechem zasiadł przy stole Ślizgonów.
- Granger Hermiona! - Lily obserwowała jak dziewczyna idzie w kierunku MacGonagall. Tak jak wcześniejszy chłopiec usiadła na stołku i czekała aż nauczycielka nałoży jej na głowę tiarę.
- Gryfindor!
Lily nie patrzyła już na dziewczynę. Przyjrzała się uważnie otaczającym ją nauczycielom. Nie miała za bardzo okazji by poznać wszystkich. Nagle zamarła. Czarne jak otchłań oczy wpatrywały się w nią intensywnie, nie kryjąc nienawiści i pogardy. Ich spojrzenia spotkały się. Zaschło jej w gardle. Jego oczy zdawały się przewiercać ją na wylot.
- Potter Harry!
Szybko odwróciła wzrok, by popatrzeć jak jej syn wkłada na głowę tiarę. Uświadomiła sobie, że na Sali zapadła cisza. Wszyscy skierowali wzrok na Harry’ego. Niektórzy tylko szeptali coś między sobą, ale nie była w stanie usłyszeć tego, co mówią. Skierowała spojrzenie na syna. Według niej siedział tam bardzo długo. Przynajmniej dłużej niż inni. Lily zaczęła się denerwować. Miała nadzieję, że Harry nie trafi do tego domu, o którym myślała. W końcu tiara krzyknęła, lecz zdawała się wahać.
- Slytherin!
Jej najgorsze obawy się potwierdziły. Harry wstał i skierował na nią niepewny wzrok. Skinęła mu tylko głową chcąc przez to powiedzieć, że wszystko w porządku. Lecz tak nie było. Wszyscy wiedzą, że ona i James chodzili do Gryfindoru. Miała jednak nadzieję, że nikt niczego nie będzie podejrzewał. Spojrzała na Dumbledora, który od dłuższej chwili przyglądał jej się. W jego oczach dostrzegła błysk zrozumienia i wiedziała już, że on wie.
Kiedy ceremonia przydziału dobiegła końca Dumbledore wstał by jak co roku przemówić.
- Moi drodzy! Witam wszystkich na kolejnym roku w Hogwarcie. Jak wiecie jest zasada, która was obowiązuje, i którą co roku ogłaszam. Oczywiście nie znaczy to, że możecie łamać inne punkty regulaminu szkolnego. Jeszcze raz przypominam, że nie wolno wam wchodzić do Zakazanego Lasu. Za złamanie tego regulaminu grozi wysoka kara, więc odradziłbym robienie tego. Kto tam wejdzie niech wie, że najprawdopodobniej nie wyjdze stamtąd żywy.- dodał już poważniejszym tonem.- A teraz z wielką przyjemnością chciałbym przedstawić wam nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią - Profesor Lily Potter…

***

On wie, pomyślała Lily idąc pustym korytarzem do gabinetu dyrektora. To, dlatego mnie wezwał. Pewnie będzie żądał wyjaśnień. Zatrzymała się przed chimerą. Wzięła głęboki oddech i podała hasło. Zanim weszła do gabinetu zatrzymała się i próbowała uspokoić. Ostrożnie zapukała, a potem weszła do środka. Gabinet wyglądał dokładnie tak, jak to sobie zapamiętała od ostatniej wizyty. Dyrektor spojrzał na nią bacznie, a potem odezwał się.
- Jak widzę wiesz, po co cię wezwałem.- urwał i wstał.- Usiądź Lily. Musimy porozmawiać...

Rozdział 3

Lochy

Do diabła! Czy ten cholerny bachor musiał trafić do Slytherinu?! Do jego domu! Nie dość, że będzie musiał pracować z jego matką, to jeszcze los skazał go na odpowiedzialność względem młodego Pottera! Nie, nie może się załamywać z powodu jednej porażki. A taką miał nadzieję, że dzieciak znajdzie się w Gryfindorze. Już widział, jak co lekcję będzie wyżywał się na Potterze, strach malujący się na twarzy chłopaka przed każdymi następnymi zajęciami… Ach… to tylko marzenia… Jego największym jednak problemem jest Lily. Tak, dzieciak jest tylko dodatkiem, natomiast nowa nauczycielka, którą szczerze nienawidził i pogardzał, jest dla niego utrapieniem. Przypomniał sobie jej zapach… lawenda. Dotyk jej jedwabnej skóry i pięknych złocistych włosów… Nie! Nie może o tym myśleć! To już skończone. Zdradziła go! Nie może o niej myśleć!
Severus Snape chodził w kółko po swojej komnacie. W końcu dał upust nerwom i zdjął maskę pozwalając by jego uczucia były widoczne. Na jego twarzy pojawiła się najpierw rezygnacja, pogarda, rozmarzenie, a na końcu bezsilna wściekłość. W pewnej chwili podszedł do kominka i zapadł się w głębokim fotelu. Popatrzał na płomienie tańczące, jakby odprawiały swój wieczny rytuał, wziął do ręki, stojące na stoliku kremowe piwo i zaczął powoli opróżniać kufel. Kiedy skończył, wstał. Musiał spotkać się z Dumbledorem i porozmawiać z nim na temat jego stosunków z Lily. Poprosi go… Nie! Zażąda od niego, aby ukrócić jego spotkania z tą kobietą do minimum. Dumbledore wie, jak cierpiał, kiedy dowiedział się, że pomylił się, co do kobiety, którą bezinteresownie kochał. Jeszcze raz spojrzał na płomienie, które już przygasały i opuścił kwaterę.

***

Tymczasem w gabinecie dyrektora, Lily z niepewną miną siedziała na jednym z foteli naprzeciw Dumbledora, który po okrążeniu swojego gabinetu usiadł za biurkiem. Bardzo zdenerwowana czekała na jego reakcję. Po kilku minutach, pełnej napięcia ciszy chciała się odezwać, lecz dyrektor ją w tym uprzedził.
- A więc to prawda, co mówiłaś.
- Tak - zdołała wyksztusić. Ręce jej się trzęsły, a umysł zaćmiewała ciemna mgła. Nie była w stanie myśleć. Wpatrywała się tępo w dyrektora.
- Najpierw chciałbym cię przeprosić.
- Za co? - spytała oszołomiona, tym, iż zamiast wybuchnąć dyrektor ją przeprasza.
- Może tego ci nie powiedziałem, ale zwątpiłem w ciebie jedenaście lat temu. Naprawdę uwierzyłem, że zdradziłaś Severusa. Chciałbym cię za to przeprosić. Wiem, że bardzo go kochałaś i być może nadal go kochasz. Znając cię nie mogłem uwierzyć w to, co twierdził Severus. - urwał i spojrzał jej w oczy - Powiedz mi teraz… kto jest prawdziwym ojcem Harry’ego?
Lily milczała. Wiedziała, że Dumbledore domyśla się prawdy, ale wiedziała też, że nie ma całkowitej pewności. Chciała mu powiedzieć wszystko. Całą prawdę…, lecz nie mogła się na to zdobyć. Kiedyś chciała, aby człowiek, którego kochała nad życie dowiedział się wszystkiego. Nie chciał jej słuchać. Nie mogła powiedzieć tego nikomu oprócz Severusa, nawet dyrektorowi.
- Lily proszę cię… nie utrudniaj wszystkiego. Wyrzuć to z siebie. - nalegał - Kto jest ojcem chłopaka? - dodał, już ostrzejszym tonem niż zamierzał. - Lily! Powiedz proszę, kto jest prawdziwym ojcem Harry’ego! - zabrzmiało to jak rozkaz i oboje doskonale o tym wiedzieli. Lily wiedziała, że nie ma szans na żadne spory z dyrektorem, więc czując na policzkach palące łzy wykrzyknęła:
- Severus! Severus Snape jest prawdziwym ojcem Harry’ego! - łkała - Czy tego ode mnie chciałeś dyrektorze?! Tego chciałeś?!
- Przepraszam Lily. - powiedział Dumbledore ze współczuciem w oczach. - Przepraszam. Usiądź. Mam jeszcze kilka pytań.
Kiedy Lily posłuchała kontynuował.
- Czy Harry jest podobny do Jamesa Pottera, ponieważ użyliście zaklęcia adopcyjnego?
- Tak
- Wiesz, jakie to niebezpieczne, prawda? Oczywiście, że wiesz. Dlaczego zdecydowaliście się na takie ryzyko? Zaklęcie adopcji jest bardzo złożone i jeden nieprawidłowy ruch może spowodować śmierć matki, a wraz z nią dziecka. Wiesz ile ryzykowałaś?
- Wiem dyrektorze. Musiałam to zrobić, ponieważ…
- Rozumiem. Nie musisz tłumaczyć. Chciałbym jednak, abyś wszystko mi opowiedziała. Jak doszło do tego, że Severus myślał, że go zdradziłaś?
- Dyrektorze, ja… ja nie mogę. Jeszcze nie. Proszę, niech mi pan da czas…błagam.
Rozmawiając, nie zdawali sobie sprawy z obecności czarodzieja, który pod drzwiami podsłuchiwał ich rozmowę, a po jego policzkach spływały grube strumienie łez.

Rozdział 4.

Severus Snape wpadł jak burza do swojej kwatery. Podszedł do okna i otworzył je. Popatrzył na księżyc, otoczony milionami gwiazd. Jego ręce zacisnęły się na framudze okna z taką siłą, że pobielały mu knykcie. Oddychał szybko, niespokojnie. Wierzchem dłoni mężczyzna otarł mokre od łez policzki. Jak mogła? - pomyślał, zgrzytając z gniewu zębami. - Dlaczego mi nie powiedziała? Przecież mogła mi powiedzieć, że spodziewa się dziecka. MOJEGO dziecka. Gdybym wiedział… gdybym wiedział nigdy nie dopuściłbym do rozwodu. No… może do rozwodu by doszło, bo nie wierzę, że ona mnie nie zdradziła. Sypiała z Porterem za moimi plecami, a ja ślepo jej ufałem. W czarnych jak otchłań oczach Severusa na nowo zalśniły łzy.
Przypomniał sobie noc, kiedy dowiedział się od Peterwinga, że ten widział Lily i Jamesa jak całowali się w parku. Severus nigdy by w to nie uwierzył, ale kiedy Peter pokazał mu zdjęcie, na którym Lily i Jamek stoją w mocnym uścisku, ogarnął go gniew, upokorzenie i żal. Czym prędzej pobiegł do domu. Kiedy zastał Lily uśmiechniętą promiennie, pragnął żeby ów uśmiech zniknął z jej twarzy na zawsze. Porwał ją jak burza do ich wspólnej sypialni i zaczął zarzucać jej zdradę i kłamstwo. Kiedy Lily próbowała wszystkiemu zaprzeczyć, wyzwał ją od najgorszych, a na koniec zażądał rozwodu. Nie słyszał jej szlochu ani okrzyków protestu. Nie widział jej bladej twarzy, po której spadały, co raz to nowe potoki łez. Słyszał tylko słowa Petera i widział przed oczami żonę ściskającą Pottera.
Rozwód przebiegł cicho i spokojnie. Oboje nie zamienili ze sobą słowa od pamiętnej nocy. Po miesiącu Lily wyszła za Jamesa, a to był prawdziwy dla Severusa dowód na to, iż postąpił dobrze. Mimo to zżerała go złość, ponieważ wiedział, że Potter od lat szkolnych kochał jego byłą żonę, a teraz ma to, czego od zawsze pragnął. Ma Lily. Na własność.
Może Dumbledore wierzy tej kłamliwej… suce, ale ja tego nie zrobię. - pomyślał, zamykając okno i udając się do łazienki. - Mam syna i Lily nie może temu zaprzeczyć. Jeżeli będzie chciała to zrobić, zrobię prosty test krwi.

***

Po wyjściu z gabinetu Dumbledore Lily udała się do swoich kwater. W pewien sposób odczuła ulgę po wyżaleniu się dyrektorowi. Powiedziała mu o wszystkim, co ją dręczyło przez te lata. Dumbledore słuchał i nie próbował ukryć współczucia, które malowało się w jego oczach i na twarzy. Lily nienawidziła jak ktoś jej współczuje, ale w gabinecie dyrektora nie miało to znaczenia.
Kiedy ułożyła plan zajęć na drugiego września, z żalem udała się na patrolowanie korytarzy. Dzisiaj ona i profesor McGonagall sprawowały dyżury. Spojrzała na plan i z ulgą stwierdziła, że ani jednej nocy nie patroluje z Severusem.
Na drugim piętrze spotkała Minerve i razem zniknęły w ciemnościach korytarzy.

***

Po wykonanej toalecie, Severus położył się do łóżka. Cały czas myślał jakby się zemścić na jego byłej, niewiernej żonie. Chciał również jak najwięcej czasu przebywać z synem. W końcu wpadł na doskonały pomysł. Gasząc lampkę stojącą na komodzie koło łóżka Severus ze złośliwym uśmieszkiem powiedział do siebie cicho.
- Ciekawe Lily, co powiesz na to, abym zastosował mały szantaż. Harry James Potter tak naprawdę nazywa się Harry… hm… jakby tu dać ci na drugie imię synu? Ach tak. Harry Snivelus Evans - Snape. Co by pomyśleli sobie ludzie, dowiedziawszy się, że sławny Potter nie jest Potterem? Oh Lily, ale to byłby skandal… - Śmiejąc się zimno zapadł w głęboki sen.

Rano Severus był w wyjątkowo świetnym - jak na niego - humorze. Idąc na lekcje, ani razu nie napomniał żadnego ucznia, który biegał po korytarzu i nie miał na ustach paskudnego, drwiącego uśmieszku. Podążając ku klasie eliksirów prawie się uśmiechnął widząc z oddali klasę pierwszorocznych ślizgonów i gryfonów. Oczywiście nie cieszył się na widok Gryfindoru, lecz na Slytherinu. Dokładniej mówiąc na widok swojego syna - Harry’ego Jamesa Pottera. Severus musiał przyznać, że Lily i James odwalili kawał dobrej roboty z zaklęciem adopcji. Gdyby nie podsłuchał rozmowy w gabinecie, nigdy by nawet nie pomyślał, że chłopak może być jego synem. Był uderzająco podobny do Pottera. Severusowi śnił się (pierwszy raz w życiu coś mu się śniło) syn. W tym śnie patrzył na chłopaka i zastanawiał się jakby wyglądał gdyby nie rzucono na niego zaklęcia adopcji. Byłby podobny do Lily czy do niego? Miałby rysy Snape’ów czy Evansów? Takie i inne pytania tłoczyły się we śnie Severusa, a kiedy wstał miał migrenę. Ta jednak nie zepsuła mu humoru, ani na sekundę. Severus miał teraz ważniejsze sprawy na głowie. Zamierzał powiedzieć Lily, iż wie, kto jest prawdziwym ojcem Harry’ego. Najpierw jednak chciał lepiej poznać chłopaka i dobrze mu się przyjrzeć. W końcu jest jego ojcem i ma prawo do widywania syna, kiedy chce. Musi też wiedzieć, co Harry’ego cieszy, a co smuci, co lubi, a czego nie, czym się interesuje, a czym nie itd. Wszystkie te informacje przydadzą mu się na przyszłość. Wczorajszego wieczoru, kiedy to dowiedział się, że ma syna, wiadomość ta wpłynęła na życie Severusa. W końcu ma, dla kogo żyć. Ma kogoś, kogo może kochać i opiekować się nim.
W klasie panowała idealna cisza, kiedy Severus sprawdzał obecność i wygłaszał swoją coroczną mowę. Tak jak dziś przemawiał cichym, niemal złowieszczym głosem, od którego wszystkie dzieci dostawały gęsiej skórki, a na ich twarzach była widoczna trwoga. Severus z dumą przyjrzał się swojemu synowi. Na jego twarzy nie dostrzegł żadnego śladu świadczącego o strachu. Było zupełnie odwrotnie i Severus uśmiechnął się w duchu zerkając na skupioną i zainteresowaną twarz chłopca.
- Dobrze. Widzę, że wszyscy zrozumieli - powiedział patrząc na uczniów - Teraz przygotujemy Eliksir Energii, ale najpierw powiedzmy sobie coś o eliksirach.
Odwrócił się od klasy i na tablicy napisał: Podstawowe zasady przyrządzania eliksiru
- Proszę teraz bardzo uważnie mnie słuchać.
- Aby zacząć przygotowywać jakikolwiek eliksir musicie zaopatrzyć się w kociołek. Na pewno potrzebny wam będzie komplet szat roboczych, a także rękawice ze smoczej skóry. Niewykluczone, że może wam się przydać waga z odważnikami do odmierzania wielkości składników, jak również zestaw szklanych lub kryształowych fiolek.
Znajomość
Pierwszą podstawową zasadą przyrządzania jakiegokolwiek wywaru jest znajomość pochodzenia jego składników. Dzięki temu możecie bez problemu robić eliksiry własnej roboty, ale ostrzegam, trzeba znać składniki. Jeżeli już wiecie, czego potrzebujecie do zrobienia eliksiru i znacie pochodzenie składników możecie przystąpić do określania ich ilości - do tego może przydać się waga.
Proporcje
To wcale nie jest trudne. Musicie tylko przyjąć, że w eliksirze musi się znaleźć dwa razy więcej produktów pochodzenia zwierzęcego niż produktów pochodzenia roślinnego - trzeba pamiętać też, że w każdym eliksirze powinna znaleźć się jakakolwiek ciecz; nawet w małych ilościach. Do przyrządzenia Eliksiru Energii potrzebujecie składników: zwierzęcych - sproszkowany ogon jaszczurki, dwoje oczu nietoperza, kroplę krwi jednorożca; roślinne - 2 listki mandragory. W tym wywarze 2 listki mandragory ważą dwa razy mniej niż pozostałe cztery składniki. Pamiętajcie o tej proporcji, kiedy będziecie przyrządzać eliksir własnej roboty; nie przestrzeganie tej zasady może skończyć się tragicznie.
Kolejność
Mogłoby wydawać się to dziwne, ale w przyrządzaniu eliksirów liczy się też kolejność dodawania składników. Najpierw powinniście wlać ciecz do kociołka. Następnie wrzucić mniej ważny składnik zwierzęcy, a potem roślinny - zazwyczaj jest tylko jeden, ale jeżeli jest ich więcej wrzućcie je wszystkie. Jeżeli są jeszcze jakieś mniej ważne produkty zwierzęce należy je dodać. Na samym końcu wrzucacie do naczynia najważniejszy składnik pochodzenia organicznego - zazwyczaj zwierzęcy składnik jest najważniejszy.
Wyjątki
Od powyższej reguły mogą występować wyjątki, np. "Co zrobić, kiedy najważniejszym składnikiem jest ciecz?". Bez względu na wszystko ciecz musi być dodana jako pierwsza. Może się też zdarzyć, że najważniejszym składnikiem jest produkt pochodzenia roślinnego - robimy wszystko po kolei (jak wyżej) i na samym końcu dodajemy najważniejszy składnik (nawet roślinny).
Jak odgadnąć, który składnik jest najważniejszy?
Czasami wystarczy wiedzieć, który składnik ma właściwości magiczne - ten będzie najważniejszy. Często bywa też tak, że nazwa eliksiru wiele nam mówi (np.: Eliksir Pieprzowy - wiadomo, że najważniejszy jest pieprz). Ale co zrobić, kiedy nie ma żadnych produktów o właściwościach magicznych, albo jest ich więcej niż jeden, a nazwa nic nam nie mówi? Wtedy najlepiej zajrzeć do różnych ksiąg, gdzie opisuje się poszczególne składniki - tam znajdziecie odpowiedź. Czasami też najlepszym rozwiązaniem jest zapytać się nauczyciela.
Po tej wyczerpującej przemowie Severus z irytacją stwierdził, że wszyscy prawie śpią. Jedni leżą na ławach i chyba jednak usnęli, drudzy natomiast próbowali sprawiać wrażenie zainteresowanych tym, co mówią, ale ziewanie i klejące się powieki psuły cały efekt. Severusa ogarnął gniew. Powiedział tym dzieciakom wszystko, co przed zrobieniem eliksiru będą musieli wiedzieć, a oni to lekceważą. Myślał, że już stracił humor, ale kiedy zobaczył syna wpatrującego się w niego z nieskrywanym zainteresowaniem odzyskał go natychmiast. Podszedł do biurka, pacną ręką o blat i z zadowoleniem stwierdził, że wszyscy, no prawie wszyscy, podskoczyli jak oparzeni i usiedli poprawnie w ławkach.
- Niestety nie będę powtarzał tego, co powiedziałem. Wszystko możecie przeczytać w podręcznikach. Mamy dzisiaj ze sobą dwie lekcje. Do końca tej lekcji, widzę wszystkich z nosami w książkach na pierwszym temacie, jasne?. Pięć minut przed lekcją przepytam kilka osób z materiału, który przeczytacie. Natomiast na drugiej lekcji uwarzymy Eliksir Energii.
Do końca lekcji Severus sprawdzał testy, które zrobił piątoklasistom, by sprawdzić ile zapamiętali z czwartej klasy. Raz po raz zerkał na uczniów, sprawdzając czy zastosowali się do jego poleceń. Pięć minut przed końcem lekcji przepytał osoby, które podczas jego przemowy dały mu odczuć brak zainteresowania i odebrał 45 punktów Gryfonom.
Kiedy zabrzmiał dzwonek uczniowie z ulgą opuścili klasę i udali się na przerwę.
Druga lekcja okazała się triumfem dla Severusa. Prawie nikt nie zrobił dobrze Eliksiru Energii. Z zadowoleniem stwierdził, że jego syn posiadł umiejętność warzenia eliksirów po nim. Patrząc na perfekcyjnie zrobiony wywar, Severus poczuł dumę. Wiedział już, że lubi chłopaka, może nawet kocha…&middot;

Rozdział 5.

Drugi września był dla Lily udany. Z zaskoczeniem stwierdziła, że uczniowie przyjęli ją z uśmiechem na twarzy, kiedy zapraszała ich do klasy. Lekcja poszła bardzo sprawnie i spokojnie. Dzięki wrodzonemu talentowi do zaciekawienia słuchaczy, Lily nie musiała nikogo napominać, bo uczniowie słuchali jej w największym skupieniu. Później miała lekcję z piątoklasistami i również, kiedy weszła do klasy, została przywitana uśmiechem uczniów.
- Proszę usiąść. Zanim przejdziemy do lekcji sprawdzę listę obecności.
Kiedy skończyła, wstała i jak to miała w zwyczaju, kiedy coś mówiła, przechadzała się po klasie.
- Na dzisiejszej lekcji opowiemy sobie o Amuletach. Amulet od łacińskiego słowa amuletum, czyli "sposób obrony", to przedmiot, który według wierzeń w magiczny sposób chroni swego właściciela przed złem. Amulety mają różne rozmiary i kształty, są wykonywane z rozmaitych materiałów. Amuletami bywają małe wisiorki, pierścionki i torebeczki z ziołami noszone na szyi dla ochrony przed chorobami, a także spore statuetki albo portiery, które mają strzec całego domostwa, budynku lub wioski. Babilończycy lubili nosić maleńkie gliniane wałeczki wysadzane kosztownościami, stanowiące ochronę przed złymi duchami, Rzymianie zbierają rzeźby Priapa, bożka pomyślności i płodności, natomiast Amerykanie wciąż wieszają nad drzwiami podkowy, by odegnać niepowodzenie i nieproszonych gości.
Amulety znane są dosłownie w każdej społeczności od początku dziejów. Najwcześniejsze to prawdopodobnie kamienie lub kawałki metalu, którym dla ich intensywnych kolorów lub niezwykłych kształtów przypisywano magiczne właściwości. Jednak z biegiem czasu zaczęto nadawać amuletom kształty zwierząt, bogów i bogiń albo magicznych znaków. Wyobrażenia rogów i rąk symbolizujących płodność i życie, a także narysowane lub wyryte wizerunki ludzkiego oka - wskazujące na nieustanną czujność - widnieją na amuletach z całego świata. Wiele amuletów opatrzonych zostało magicznymi słowami, zwięzłymi zaklęciami albo imionami bogów.
Kiedy skończyła popatrzyła się na uczniów.
- Nie będę mówiła wszystkiego, ponieważ będzie to wasze zadanie domowe. Na następną lekcję chciałabym, abyście napisali referat na dwie stopy o amuletach. W referacie mają być zawarte informacje takie jak: Gdzie można spotkać najwięcej amuletów, jak używamy amuletów, jakie konsekwencje nosi ze sobą złe użycie amuletu oraz kto i w którym roku próbował za pomocą amuletu przywołać duchy.
Na Sali zapanował śmiech. Jeden z piątoklasistów podniósł do góry rękę.
- Tak? - spytała Lily
- Pani profesor, kto mógłby pomyśleć, że przy pomocy amuletu można przywołać duchy? - spytał się chudy, wysoki chłopak. Niektórzy zaczęli chichotać, ale Lily uciszyła ich ruchem ręki - Przecież jak pani mówiła, amulety służą do tak jakby ochrony. - kontynuował młodzieniec.
- Tak. Był jednak człowiek, który wierzył, że za pomocą amuletu, mógłby się skontaktować z istotami pozaziemskimi.
- Kto to był? - spytała jedna uczennica, kryjąc chichot.
- To, kim on był, sami macie się dowiedzieć. Powiem wam tylko, że to nie był mugol, lecz czarodziej, który uchodził za inteligentnego i prawego człowieka.
- Naprawdę…
Do końca lekcji Lily dyskutowała i żartowała z uczniami.

***

Późnym wieczorem Dumbledore wezwał ją do gabinetu. Zapukała doń i weszła do środka.
- Ach… Witaj moja droga. - przywitał ją Dumbledore z ciepłym uśmiechem.
- Dobry wieczór Albusie.
- Usiądź.
- Masz do mnie jakąś sprawę?
- Nie - znowu się uśmiechnął - Tak się złożyło, że staruszek taki jak ja, nie ma towarzystwa i chciałby sobie trochę pogawędzić.
Lily uśmiechnęła się do dyrektora. Staruszek, pomyślała, mimo swojego wieku wygląda wspaniale, a porusza się jak dwudziestoletni chłopak.
- O czym to Albusie chciałbyś porozmawiać?
- Słyszałem pogłoski, że jesteś wspaniałą nauczycielką. No… no… pierwszy dzień, a już zrobiłaś taką euforię na uczniach. - zachichotał cicho.
- Nie przesadzaj Albusie. Nie wiem, co uczniowie sobie mówią, ale na pewno nic dobrego. Dzisiaj każdej klasie zadałam długi referat.
- To nie zmienia faktu moja droga, że potrafisz zaciekawić słuchaczy. Jeżeli temat jest nudny sam ton twojego głosu zachęca do słuchania. No dobrze. Nie wezwałem cię tu, abyśmy rozmawiali o plotkach chodzących po szkole, ale o twoim synu.
- O Harry’m? - zaniepokoiła się Lily - Co on takiego zrobił?
- Spokojnie Lily. Nic nie zrobił. Po prostu chciałbym się, co nieco o nim dowiedzieć.
- Och! Już myślałam, że coś przeskrobał. Wie pan… on jest złotym dzieckiem, ale figlarz z niego większy od wszystkich Huncwotów razem wziętych.
- Naprawdę? Myślę, że wiem, czego mniej więcej się po nim spodziewać. A co z nauką? Uczył się czegoś przez te wszystkie lata?
- Och! Naturalnie. Uwielbia książki. Pochłania trzy dziennie i nigdy nie ma dosyć. Czyta o wszystkim, ale najbardziej interesują go…
- … eliksiry. - wpadł jej w słowo Dumbledore i uśmiechnął się. - To chyba rodzinne u Snape’ów.
- Myślę, że tak.
- No dobrze, już, co nieco wiem. Przepraszam, że cię tak o niego wypytuje, ale prof. Binns chwalił go dzisiaj.
- Za co?
- Mówił, że Harry ma bardzo dużą wiedzę o Historii Magii. Powiedział również, że zgłosił się na ochotnika, by opowiedzieć uczniom o Merlinie. Powiedział też, że kiedy Harry zaczął opowiadać wszyscy zaczęli go słuchać.
- To raczej ma po mnie. - powiedziała Lily z uśmiechem.
Później rozmawiali o czasach, kiedy byli młodzi. Wspominali figle, jakie wtedy robiono nauczycielom i o starych przyjaciołach, którzy licznie zginęli w walce z Voldemortem.

***

Lily zmęczona wracała pustymi korytarzami do swoich kwater. Rozmowa z Dumbledorem przypomniała jej stare dobre czasy, kiedy byli jeszcze młodzi. Ile szalonych rzeczy się wtedy wyprawiało, pomyślała i uśmiechnęła się do siebie, śledząc w pamięci wspomnienia. Nagle wpadła na coś… nie, na kogoś i poleciała z impotentem na posadzkę. Kiedy podniosła wzrok, zauważyła parę czarnych oczu wpatrujących się w nią z wściekłością.


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Pola
post 22.12.2003 14:11
Post #9 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 27
Dołączył: 19.11.2003




Pierwsze co powiem to, to że żałuje, że nie przeczytałam tego wcześniej turned.gif
Może i tematyka nie jest orginalna, ale jest przedstawiona w bardzo sympatyczny sposób. ymm... kilka razy spotkałam się z przydziałem Pottera do Slytherin'u, ale tutaj jest o tyle dobrze że Potter nie jest taki jak Malfoy (chyba każdy łapie o co biega), za to czyta ksiązki i nie trzesie portkami na eliksirach (dobrze, dobrze duży plus dla autorki) tongue.gif co tu jeszcze dopisać, na literówki i ortografie nie zwracałam uwagi, a zdania wyglądaja apetycznie.
aaa... party są długie, ale może lepiej byłoby je wstawiać częściej?

życze Wesołych Świąt i duuuuużej ilości weny turned.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Klaud ze Slytha
post 22.12.2003 21:28
Post #10 

Ślizgonka


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 429
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Mazańcowice

Płeć: Kobieta



QUOTE (Nivery @ 22-12-2003 11:58)
Amuletami bywają małe wisiorki, pierścionki i torebeczki z ziołami noszone na szyi dla ochrony przed chorobami, a także spore statuetki albo portiery, które mają strzec całego domostwa, budynku lub wioski.

Heh, co do tych portierów... Słusznie mi się kojarzą z nazwiskie Potter? biggrin.gif


Trochę się zdziwiłam, że Potter został przydzielony do Slytherinu, ale jak widać... fajnie to wychodzi. Mam tylko nadzieję, że nie zrobi się z tego romans typu:

- Wybacz mi Lily... Ja... wiesz... kocham Cię - rzekł Snape.
- Och... Severusie, ja Ciebie też - odpowiedziała Lily.


Ale myślę, że czegoś takiego nie będzie, bo jak narazie, jak na opowiadanie w świecie Harry'ego jest jak najbardziej na poziomie.
Dobrze, że zachowałaś proporcje - dialogi i opisy.

Pozdrawiam, pisz dalej smile.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mordoklejka
post 22.12.2003 22:44
Post #11 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 83
Dołączył: 24.08.2003
Skąd: Wolsztyn




Nie wiem jak wam ale mi wydaje sie troche mdłe.
Chociaż...kto wie co bedzie dale!!
WESOŁYCH ŚWIĄT!! biggrin.gif


--------------------
Wczoraj wieczór myślałem o ratowaniu świata. (...) Dziś rano o ratowaniu ludzkości. Ale cóż, trzeba mierzyć siły na zamiary. I ratować to, co można.

A. Sapkowski "Narrenturm"
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 23.12.2003 15:04
Post #12 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 6.

- Co ty tu robisz?!
- Patroluje korytarze. A czy ja mogę wiedzieć, co t y tu robisz? – powiedział obojętnym, całkiem wypranym z uczuć głosem. Tylko po wyrazie jego oczu można było zgadnąć, że jest wściekły.
Lily poczuła lęk.
- Ja... ja... – jąkała się.
- Tak? – kucnął przy niej i przybliżył twarz do jej twarzy tak, że prawie się stykały.
Poczuła jego gorący oddech i dreszcze podniecenia przebiegające przez jej ciało. To śmieszne, pomyślała, nawet mnie nie dotyka. Minęło jedenaście lat odkąd ostatni raz go widziała i była przekonana, że o nim zapomniała. Okazało się jednak, że sama jego bliskość wywołuje w niej pożądanie i odtwarza w pamięci pełne rozkoszy noce, które razem spędzili.
Wspomnienia musiały odbić się w jej oczach, bowiem Severus jakby na zawołanie powiedział cicho i chrapliwie.
- Pamiętasz, prawda?
Musnął ustami jej usta. Nie był to pocałunek, jednak Lily zaczęła trząść się z pożądania. Uczucia sprzed jedenastu lat powróciły z niewiarygodną siłą. W tej chwili zrozumiała, że tak naprawdę jej miłość do Severusa nigdy nie ulotniła się, pomimo tego, iż przez lata próbowała sobie to wmówić. Jęknęła z rozkoszy, gdy jej były mąż niepewnie pogłębił pocałunek i zarzuciła mu ręce na szyję.
Cichutki, a jednak stanowczy głosik w umyśle Severusa mówił mu, że nie powinien do tego dopuścić, że kobieta w jego ramionach jedenaście lat temu go zdradziła i zataiła przed nim swój stan. Ten cichutki, a jednak stanowczy głosik wystarczył, by Severus oprzytomniał. Odepchnął od siebie ciepłą, tak bardzo przez niego pożądaną kobietę i z zadowoleniem stwierdził, że miejsce pożądania zajęła furia. Przypomniał sobie o postanowieniu jakie na siebie nałożył. To, że dał się ponieść emocjom jeszcze o niczym nie świadczy. Popatrzył na zaskoczoną i zażenowaną Lily, która już zdążyła się podnieść i starała się ukryć rumieńce, odznaczające się szkarłatnymi plamami na jej bladej twarzy. Kiedy uspokoił oddech, wstał i cofnął się o krok, całkiem obojętnym, jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło, głosem przemówił.
- Widzę, że pamiętasz. – złowieszczo cicho dodał – Ja również pamiętam. Wszystko. Każdy dotyk, smak..., a wiesz co najbardziej utknęło mi w pamięci?
Zahipnotyzowana Lily z trudem zdołała wyksztusić odpowiedź, bowiem jeszcze nie ochłonęła po minionym pocałunku.
- Nie...
- Nie? A więc ci powiem. – powiedział, a potem bez ostrzeżenia jego głos stał się ostry i bardzo nieprzyjemny – Otóż wciąż mam przed oczami twoją zdradę.
I zanim Lily zdążyła zaoponować, rzucił brutalnie.
- Nie zaprzeczaj, bo na własne oczy widziałem, jak obściskiwałaś się z Potterem.
- To kłamstwa. Ja go tylko...
- Dosyć!
- Ale...
- Powiedziałem dosyć! Przestań kłamać. Niby mam uwierzyć, że Potter od tak sobie żeni się z kobietą, która oczekuje dziecka innego mężczyzny?! – Ostatnie zdanie Severus wykrzyczał, zanim zdążył ugryźć się w język. Właśnie dał Lily do zrozumienia, że wie o dziecku. Przecież to nie tak miało być.
Lily zbladła jeszcze bardziej niż wydawało się to możliwe.
- S...skąd wiesz o dziecku? – spytała drżącym głosem.
Severus zaklął pod nosem, bowiem jego była żona wyglądała tak, jakby miała zaraz zemdleć. No cóż..., pomyślał, jeśli prać brudy to wszystkie.
- Niechcący usłyszałem twoją rozmowę z Dumbledorem.
- Co?!
- Nie patrz tak na mnie. Mówiliście trochę zbyt głośno. – To za mało powiedziane, bowiem Severus bardzo dobrze pamiętał krzyki, wydobywające się z gabinetu dyrektora. I szloch niewątpliwie należący do Lily.
- Ale to nie tak miało być!
- No właśnie. – mruknął do siebie Severus, a potem już wypranym z wszelkich uczuć głosem powiedział – Ale to nie zmienia faktu, że mnie oszukałaś. Byłaś przy nadziei i nie powiedziałaś mi o tym. A tego ci nie wybaczę.
W Lily po każdym jego słowie narastała furia. Jak on śmie mówić jej, że ona zataiła przed nim fakt, iż spodziewa się dziecka? Dokładanie pamiętała ile razy próbowała mu to powiedzieć. Ale czy on jej wtedy słuchał? Nie. Więc jakim prawem zarzuca jej oszustwo?
Tej nocy, kiedy zarzucił jej zdradę błagała go, by jej wysłuchał. Jednak on nie zważał na jej krzyki, tylko bezlitośnie wyrzucał jej wszystko, co miał do powiedzenia, a na końcu zażądał rozwodu.
- A co byś zrobił, gdybym ci o tym powiedziała? – spytała jak najspokojniej potrafiła w tej sytuacji.
Severusa zatkało, bo rzeczywiście nie wiedział co by zrobił. Lily widząc, że osiągnęła spodziewany efekt, ciągnęła.
- Powiem ci co byś zrobił. Powiedziałbyś... nie, nie. Wykrzyczałbyś mi prosto w twarz, że dziecko, którego się spodziewam nie jest twoje, a Jamesa.
- Nieprawda! Poczekałbym z rozwodem dopóty, dopóki nie nadeszłoby rozwiązanie. Miałbym wtedy pewność czy rzeczywiście dziecko jest moje. Wtedy wszystko inaczej by się potoczyło.
- To znaczy jak?
- Do diabła! Nie wiem! – zaczął się do niej zbliżać.

***

Tymczasem w gabinecie dyrektora.


- Minervo, jestem pewien, że oni się nadal kochają.
- A ja uważam, że Severus nie jest w stanie przebaczyć Lily, Albusie.
- Może... kiedy pożuci dumę i odważy się iść za głosem serca... – Dumbledore urwał i mrugnął znacząco do Minervy – Chyba przyda im się jakaś pomoc, nie sądzisz?
- Nie sądzę, by wtrącanie się do ich prywatnego życia było właściwe. – zaoponowała McGonagall.
- Och Minervo! Wyrzuć etykietę do kosza. Nie czas na przestrzeganie zasad dobrego wychowania. – Widząc, że profesorka patrzy na niego z oburzeniem, dodał – Czasem miłości trzeba pomóc. To nie tylko dla dobra Severusa i Lily, ale także dla chłopca. Chyba lepiej by było, gdyby miał obydwóch rodziców.
- No dobrze. – westchnęła – Przekonałeś mnie. Co mamy zrobić?
- Najpierw dobrze by było...

***

Lily z przerażeniem patrzyła na Severusa, który z każdą chwilą był coraz bliżej. Próbowała się cofać, ale na przeszkodzie stanęła ściana. W sumie to mogła uciec, bowiem Severus zbliżał się niemiłosiernie wolno..., ale nie. Nie da mu tej satysfakcji. Nie okaże przed nim strachu.
Severus Snape zobaczył błysk determinacji w oczach Lily i o mało się nie roześmiał. Stanął przed nią, a ręce oparł po obu stronach jej głowy tak, by nie mogła uciec.
- Wczoraj w nocy bardzo dużo myślałem... o naszym synu.
Lily zadrżała. Co on kombinuje?
- I wiesz co postanowiłem zrobić? – spytał, patrząc jej prosto w oczy. Dostrzegł w nich lęk. – Otóż postanowiłem... nie, nie, nie. Chcę zawrzeć z tobą układ.
- Jaki? – spytała niespokojnie Lily. Co też on u diabła planuje?!
Kiedy Severus się odezwał, jego głos brzmiał stanowczo i poważnie.
- Żądam, abyś jutro po lekcjach powiedziała naszemu synowi, kto jest jego prawdziwym ojcem.
Świat wokół Lily zawirował z taką siłą, że Severus musiał podtrzymać ją, aby nie upadła na ziemię.
- Nie mogę tego zrobić. – wykrztusiła, gdy była już w stanie o własnych siłach utrzymać się na nogach.
- Możesz i zrobisz! Jutro po lekcjach u mnie w gabinecie. Albo mu powiesz kim jest jego prawdziwy ojciec i pozwolisz mi się z nim widywać, albo wniosę sprawę do sądu, o przyznanie mi opieki nad synem. Wybieraj sama. – to powiedziawszy, odwrócił się i odszedł, zostawiając przerażoną i osłupioną Lily.


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Pola
post 23.12.2003 23:14
Post #13 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 27
Dołączył: 19.11.2003




hm, cóż... nie wiem dlaczego, ale ten part jakos nie przypadł mi do gustu, no ale poczekam co będzie dalej turned.gif wtedy ewentualnie ponarzekam turned.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 24.12.2003 14:15
Post #14 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 7.


Tej nocy Lily źle spała. Nie. Ona w ogóle nie spała. Myślała. O tak. Musiała podjąć decyzję. Bardzo dla niej ważną decyzję, która zadecyduje o przyszłości. Miała dylemat. Jak ma powiedzieć synowi, że ojciec, który umarł, wcale nie jest jego ojcem, a jego opiekun nim jest? Lily była w rozterce. Miała do wyboru albo powiedzieć Harry’emu prawdę, albo zaryzykować i być może stracić syna. Co było gorsze? Oczywiście ta druga możliwość. Bo tak czy siak Harry i tak dowie się prawdy. Jeżeli sama mu nie powie, to na pewno zrobi to Severus. Niech go diabli wezmą, pomyślała idąc na śniadanie. Nie miała żadnego wyboru. Jej były małżonek potrafił trafić w czuły punkt.
Lily usiadła między McGonagall i prof. Sprout. Popatrzyła na zapełnione po brzegi półmiski i zebrało jej się na mdłości. Wcale nie miała apetytu. Była zmęczona, niewyspana i porządnie wkurzona na człowieka, z którym kiedyś dzieliła życie. Na mężczyznę, który przez stół uśmiechał się do niej zjadliwie, wiedząc o jej porażce. Lily starała się nie patrzyć w stronę Severusa, ale nie mogła się oprzeć, więc podjęła rozmowę z Minervą.

***

Natomiast Severus Snape po raz pierwszy od jedenastu lat przespał spokojnie całą noc. Był szczęśliwy. Okropnie szczęśliwy. Od razu wiedział, że Lily nie ma wyboru, chociaż z tego co wczoraj powiedział, dawał jej go. Ale nie było mowy, że Lily wybierze tę drugą ewentualność. Jednak mimo całej radości ze zwycięstwa, zamiast być wniebowzięty, w głębi duszy czuł się pokonany. Dlaczego? Nie wiedział. Ale miał zamiar się tego dowiedzieć. Siedząc przy stole nauczycielskim i patrząc na bladą, zmęczoną i przygnębioną Lily poczuł wyrzuty sumienia.

***

Cały dzień minął Lily okropnie. Bardzo okropnie. Nie mogła się skupić na lekcjach i paplała coś czego później w ogóle nie pamiętała. Zadała jakieś prace domowe, ale jakie i komu też nie wiedziała. Myślami ciągle była przy Severusie i Harry’m. Jak jej syn zareaguje na prawdziwego ojca? Czy będzie miał do niej pretensje, o to że żył w kłamstwie z nieświadomością tego, iż jego biologiczny ojciec z nimi nie mieszka? Jak ona mu to wszystko wytłumaczy?
Takie pytania nurtowały ją przez cały dzień. Późnym popołudniem kiedy lekcje się skończyły udała się do gabinetu Severusa. Była cała roztrzęsiona. Zapukała trzy razy i nie czekając na zaproszenie weszła do środka.
Gabinet był mroczny. Jedynym źródłem światła był kominek, na którym wesoło tańczyły płomienie. Lily rozejrzała się dokoła i zauważyła ciemne masywne, mahoniowe biurko i czarny skórzany fotel, na którym wygodnie rozpostarty mężczyzna przyglądał jej się uważnie.
- Usiądź. – powiedział cicho, a po plecach Lily przebiegły ciarki.
Cały ten widok wyglądał jak wyjęty z powieści fantastycznej. Poczuła, że włosy jeżą jej się na karku. Wiedziała już jaką podjęła decyzję i wcale nie zamierzała jej zmieniać. Wiedziała, że ryzykuje, ale o mężczyźnie, który siedział na fotelu i przyglądał jej się z jakimś dziwnym wyrazem twarzy, chciała zapomnieć. Już dość przez niego wycierpiała.
Zajęła miejsce na dużym krześle i spojrzała na Severusa nieufnie.
- Podjęłam decyzję. – zaczęła – Wiem, że dużo ryzykuję, ale nie zgadzam się na twoje warunki. Mogę powiedzieć Harry’emu kto jest jego ojcem, ale nie pozwolę ci się z nim widywać. – zakończyła drżącym szeptem, wiedząc jak zareaguje były małżonek.
I wcale się nie pomyliła. Wręcz wyrwał się z fotela, okrążył biurko i stanął nad nią, drżąc z wściekłości.
Severus takiego obrotu zdarzeń nie przewidywał. Przez ułamek osłupiał, gdy powiedziała mu o swoim postanowieniu, ale szybko się zreflektował, bowiem narastała w nim coraz większa furia. Był wściekły i wcale tego nie ukrywał. Poderwał Lily z krzesła i przygniótł ją własnym ciałem do biurka.
Lily nie mogła złapać oddechu. Kant biurka boleśnie wbijał jej się w pupę, a napierające na nią ciało uniemożliwiało najmniejszy ruch.
Toczył sobą wewnętrzną walkę. Co raz bardziej był świadomy ciepłego ciała Lily i swego, aż do bólu wielkiego pożądania. Całą siłą woli próbował przywrócić gniew, ale nie mógł. Z cichym jękiem jedną ręką zmiótł wszystko co stało na biurku, położył Lily na nim i nakrył ją swoim ciałem.
Próbowała się bronić, jednak gwałtowne i namiętne pocałunki Severusa osłabiały jej wolę walki. Nienawidziła siebie za tą słabość. Nienawidziła jego. Wiedziała, że nie wygra. Kiedy jednym ruchem różdżki zdjął z niej ubranie, nie protestowała, tylko jeszcze mocniej do niego przywarła.
Wchodził w nią brutalnie i głęboko. Mimo siły jaką w to wkładał nie czuła bólu, lecz rozkoszne napięcie które z każdą chwilą było coraz większe. Kiedy osiągnęła szczyt, krzyknęła i mocno przywarła do kochanka, który znieruchomiał i wydał z siebie przeciągły jęk.
Severus wiedział, że przytłacza Lily swym ciężarem. Co raz bardziej był świadomy tego, co uczynił. Zgwałcił ją. Mimo tego, że wspólnie z nim odbywała wędrówkę ku spełnieniu, na początku się broniła, a Severus z rozmysłem osłabiał jej wolę, aż w końcu się poddała. Był to gwałt. Podniósł się na łokciach i spojrzał na jej twarz. Lily płakała.
- Lily...




--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 25.12.2003 21:44
Post #15 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 8.

Severus nie wiedział co powiedzieć. No bo jak to wytłumaczyć? To była tylko i wyłącznie jego wina. Dał się ponieść emocjom. Zszedł z Lily, by jej nie przytłaczać swoim ciężarem i położył się obok. Chcąc ją jakoś pocieszyć, wyciągnął rękę, by ją objąć. Zanim zdążył ją dotknąć, wstała, pozbierała swoje porozrzucane rzeczy i zaczęła się ubierać.
- Lily, musimy porozmawiać.
- Nie mamy o czym. – powiedziała bezbarwnie nie przerywając czynności.
Severus nie wiedząc co zrobić, również zaczął się ubierać. Chciał zobaczyć jej twarz, zobaczyć jaki ból jej zadał, lecz kaskada długich lśniących włosów uniemożliwiała mu to. Zanim się spostrzegł zamknęły się z trzaskiem drzwi i został sam w gabinecie.

***

Następnego dnia Lily zaspała na śniadanie. Obudziła się o ósmej. Stanąwszy przed lustrem, stwierdziła, że wygląda okropnie. Całą noc wypłakiwała wszystkie troski, smutki i cierpienia, jakie nieustannie towarzyszyły jej w ciągu jedenastu lat. Zanim nadszedł sen, postanowiła, że już ani razu nie uroni łez, przez Severusa Snape’a.
- Wyglądam jak jedno wielkie nieszczęście. – powiedziała do siebie, widząc w lustrze wielkie szmaragdowe, zaczerwienione i podpuchnięte po płaczu oczy. Jej włosy przypominały jedną wielką kopę siana, a twarz miała tak bladą, że można by ją porównać do cery Severusa.
Lily starała się nie myśleć o wczorajszym wydarzeniu w gabinecie. Lecz nie mogła. Ciągle myślami powracała do tego zdarzenia. Kiedy Severus skończył, popłakała się. Nie z bólu, czy smutku. Popłakała się ze szczęścia, ponieważ znów znalazła się w ramionach ukochanego.

***

Severusa dręczyły wyrzuty sumienia. Płakała... Sprawił jej ból. Ale dlaczego? Przecież zasłużyła. Dlaczego czuje się tak okropnie? W każdym bądź razie wczorajsze wydarzenie w jego gabinecie, nie miało wpływu na sprawę dotyczącą ich syna. Severus mówił poważnie, że zamierza starać się o przyznanie mu opieki nad dzieckiem, jeżeli Lily odmówi. I odmówiła, a on po południu uda się do Ministerstwa i rozstrzygnie tą sprawę raz na zawsze.
Siedział w Wielkiej Sali. Spóźnił się na śniadanie i stwierdził, że po Lily nie ma śladu. Poszukał wzrokiem syna. Siedział między Nottem, a Ravlingiem. Mimo, iż Severus bardzo lubił Lucjusza, poczuł ulgę kiedy spostrzegł, że Harry nie zadaje się z Malfoy’em. Nie lubił Dracona, ale ze względu na jego ojca musiał go wyróżniać. Mimo braku apetytu wmusił w siebie kilka kęsów jajecznicy na bekonie.

***

Lily wybierając się na lekcje miała nadzieję, że dobrze zamaskowała swój stan. Pod oczy nałożyła gruby makijaż, a na policzki róż. Wyglądała nawet całkiem normalnie, poza tym, że normalnie się nie czuła. Była obolała i ledwo żyła. A winę za to wszystko ponosił niejaki Severus Snape. Jej były małżonek. Arogancki, przebiegły, nieznośny i... i... uroczy. Inaczej nie potrafiła go określić. Uroczy. Tak, i taki słodko tajemniczy. Skarciła się w duchu za takie rozmyślania i pośpieszyła do klasy OPCM.

Na drugim piętrze, za zakrętem miała pecha, bo akurat tamtędy – co za zbieg okoliczności, pomyślała kwaśno. – szedł obiekt jej rozmyślań. Szedł prosto, patrząc na nią. Wyraz oczu i twarzy miał nieprzenikniony. Lily chciała go wyminąć, lecz na jej ramieniu jak kleszcz zacisnęła się ręka Severusa. Nawet na niego nie spojrzała.
- Cholera... – zaklął, kiedy Lily z całej siły szarpnęła się próbując wyrwać. Obrócił ją stanowczo twarzą do siebie. Jak na złość nie patrzyła mu w twarz, tylko wbiła wzrok w punkt, gdzieś nad jego ramieniem. Postanowił stłumić zniecierpliwienie i zignorować upartość kobiety. W końcu chciał jej coś uświadomić.
- Możesz mnie nie słuchać, ale później nie miej do mnie pretensji, że cię nie uprzedziłem. Dzisiaj po południu wybieram się do Ministerstwa, by upomnieć się o prawa rodzicielskie względem Harry’ego.
Lily spojrzała na niego, upominając się w myślach, że należy zachować spokój.
- Nie uwierzą ci. Harry jest wielce podobny do Jamesa. – powiedziała oschle.
Severus zaśmiał się zimno, a potem z ironią w głosie powiedział:
- Nie wiem jak we Francji, ale u nas przez ostatnie jedenaście lat dużo się zmieniło. Powiem sędziemu, że na dziecko zostało rzucone zaklęcie adopcji, a on już będzie wiedział jak sprawdzić kto jest ojcem i zdemaskuje Harry’ego. Nie będzie już podobny do Pottera. Będzie taki, jaki miał być zanim rzuciliście na niego to przeklęte zaklęcie.
Lily z przerażeniem zaczęła zastanawiać się nad konsekwencjami, jakie niesie jej pochopna decyzja. Chciała wszystko cofnąć. Chciała powiedzieć Severusowi, że zgadza się na jego warunki, ale jego już nie było. W korytarzu poza nią nie było nikogo.

***

Tak jak Severus postanowił, po południu wszedł do budynku Ministerstwa i skierował się do Sądu rodzinnego. Na miejscu powitała go sekretarka.
- Dzień dobry panu. Niestety będzie pan musiał poczekać jakiś kwadrans, ponieważ pan Droido jest na konferencji.




--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 29.12.2003 18:38
Post #16 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 9.

Lily nie mogła wytrzymać napięcia jakie towarzyszyło jej od rana. Była wystraszona i wykończona. Próbowała złapać gdzieś Severusa i błagać go, by nie szedł do Ministerstwa, ale ten jak na złość unikał jej. Nawet drań nie przyszedł na obiad!
Siedziała na łóżku w swojej kwaterze, tępo wpatrując się w niebo za oknem. Cała drżała. Severusa nigdzie nie było. Na pewno jest w Ministerstwie – pomyślała, a w jej oczach zabłysły łzy. – Dlaczego to robisz Severusie? Dlaczego chcesz mi odebrać syna? Jedyną osobę dla której żyję? Z zemsty?
Coś mignęło przed szybą i rozmyślania Lily pierzchły. Ni to zlękniona, ni to zaciekawiona podeszła do okna i otworzyła je. Natychmiast do pokoju wleciała duża czarna sowa. Od razu ją rozpoznała.
- Witaj Anqulecie – powiedziała drżącym ze strachu głosem i wyciągnęła ręce, by odwiązać list od nóżki ptaka.
Usiadła z powrotem na łóżku i drżącymi rękami odwijała papierek. List był od Severusa. Informował ją w nim, że ma czas do końca roku. Jeżeli nie powie Harry’emu prawdy, pójdzie do Ministerstwa. I tyle.
Lily musiała przeczytać kilkakrotnie list, by dotarł do niej jego sens. A więc jest uratowana? Uśmiechnęła się, ale jej uśmiech szybko zgasł, gdy uświadomiła sobie, że spokój będzie miała tylko do końca roku, bowiem później rozpoczną się dopiero kłopoty. Po co u diabła ona tutaj przyjeżdżała? Przecież we Francji było dobrze. Mieszkali w mugolskiej dzielnicy, w mugolskiej rezydencji i obracali się w mugolskiej śmietance. Nie było żadnych poważnych kłopotów. Do diabła! Teraz Lily nie była przestraszona, ona była wściekła.
Zerwała się z łóżka i wyszła z pokoju.

***

Nie mógł tego zrobić. Co się u czorta ze mną dzieje? – pomyślał wychodząc spod prysznica. Owinął sobie ręcznik na biodrach, by zasłaniał te bardziej intymne części jego ciała i zaczął nerwowo przechadzać się po swojej komnacie.
Kiedy czekał na pana jakiegoś tam w Ministerstwie, dużo rozmyślał. Po dwóch godzinach, gdy konferencja się skończyła podjął decyzję i dosłownie uciekł, nie zważając na wołania zdezorientowanej sekretarki. Poszedł do Hogsmade, z zamiarem upicia się, ale rozmyślił się i udał do Hogwartu. Napisał do Lily list. Ciekawe jak zareaguje – pomyślał i uśmiechnął się, bowiem dobrze wiedział jakiej reakcji się spodziewać. Najpierw poczuje ulgę, bo nie poszedł do Ministerstwa, potem zacznie się denerwować, bo do końca roku musi wszystko załatwić, a następnie wpadnie we wściekłość i...
Trzask! Drzwi do komnaty Severusa otworzyły się z hukiem. Do środka wpadła rozsierdzona dzika kotka.
- Severusie Snape. – powiedziała zimno, podeszła do niego i machając przed jego nosem kartką papieru, wysyczała mu prosto w twarz – Co to wszystko ma znaczyć? Szantaż?
Severusa trochę zamurowało. Popatrzył na Lily. Najwyraźniej zapomniała założyć szlafroka, gdyż na sobie miała różową, prawie przezroczystą koszulkę na ramiączkach, mającą głęboki dekolt i sięgającą niewiele za uda.
Pewna część jego ciała zaczęła się buntować. Zdrajca! – pomyślał, nadaremnie próbując spojrzeć Lily w twarz, lecz jego wzrok bezwiednie zsuwał się niżej.
- Nic nie powiesz?! – krzyknęła.
Lily musiała długo wpatrywać się w twarz Severusa, by uświadomić sobie gdzie spoczywa jego wzrok. Poszła za jego spojrzeniem i sapnęła, bowiem głęboki dekolt jej koszuli nocnej obnażał połowę piersi. Pod gorącym spojrzeniem Severusa obserwowała jak jej brodawki twardnieją.
Chciała zakryć się rękami, ale wtedy spostrzegła, że Severus jest prawie nagi. Tylko ręcznik, którym owinął się wokół bioder, był jego okryciem. Popatrzyła na jego obnażony, umięśniony tors i poczuła skurcze żołądka. Jak bardzo pragnęła by jego ramiona ją obejmowały. Zaraz skarciła się w duchu za takie myśli, i właśnie wtedy Severus nachylił się i pocałował ją. Zatopiła się w tym pocałunku.
Była zgubiona. Przestała myśleć. Resztki jej oporu zniknęły i oplotła rękami szyję Severusa. Chciała, chciała się z nim kochać, ale wiedziała, że nie może. Nadludzką siłą otrząsnęła się z transu w jaki wprowadził ją pocałunek Severusa i odepchnęła go od siebie.
- Nigdy więcej tego nierób – wyksztusiła.
Severus spojrzał na nią uważnie, a potem niespodziewanie zapytał zachrypniętym głosem.
- Pragniesz mnie?
Patrzył na nią tak pałającym wzrokiem, że nie mogła mu się oprzeć. Zanim zrozumiała co zrobiła, kiwnęła głową i szepnęła:
- Tak.
- Więc o co chodzi? Dlaczego mnie odtrącasz? Przecież obydwoje tego chcemy. – powiedział i na dowód swoich ostatnich słów odwinął ręcznik z bioder.
O tak. Lily wiedziała. Mimowolnie popatrzyła na części ciała osłonięte ręcznikiem i zaschło jej w ustach, bowiem doskonale widziała dumnie sterczącą siłę pożądania Severusa.
Przestraszona swoją słabością do byłego męża zaczęła się cofać, aż w końcu natrafiła plecami na drzwi. Odwróciła się, by je otworzyć i uciec, ale Severus chwycił ją za ramiona i odwrócił twarzą do siebie.
- Nie mogę Severusie.
- Możesz i zrobisz to – powiedział z mocą i Lily wiedziała, że jest stracona.







--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mira
post 29.12.2003 19:15
Post #17 

Ścigający


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 289
Dołączył: 05.04.2003

Płeć: Kobieta



fick nawet fajnie napisany smile.gif
tylko czy oni muszą tylko o jednym? (wiadomo o co chodzi kiss.gif ) blink.gif blink.gif
człowieka zaczyna to zanudzać dry.gif

ale generalnie to może byc
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 31.12.2003 16:02
Post #18 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 10

Lily popatrzyła na śpiącego mężczyznę, leżącego na łóżku. Wiedziała, że to co stało się przed kilkoma godzinami, nie może się powtórzyć. Uległa mu, a nie powinna. Starała się kontrolować, ale zmiękła pod namiętnymi pocałunkami Severusa. Nic nie mogła na to poradzić. Wyszła, zamykając za sobą cichutko drzwi.
Była noc. Lily wracała do swoich komnat. Owinęła się szatą, a resztę odzienia niosła w ręku. Powinna trzymać się od Severusa z daleka. Tak. To będzie najlepsze wyjście.
Położyła się do łóżka i momentalnie zasnęła.

***

Severus obudził się wyjątkowo wypoczęty. Ziewnął i wyciągną ramiona, by przytulić się do ciepłego ciała kobiety, jednak trafił na puste poduszki. Zaskoczony usiadł. Był sam. Porozrzucane po pokoju rzeczy Lily zniknęły, natomiast na jej poduszce leżała kartka papieru. Podniósł ją i przeczytał.

Severusie.
Doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeżeli to, co się wczoraj stało, więcej się nie powtórzy. Przysięgam, że będę cię do końca roku unikać. Byłabym wdzięczna, gdybyś ty także tego spróbował.
Lily.


I tyle? Tak po prostu? – pomyślał – Unikać. Ciekawe jak. Mimo, iż ten zamek jest duży to przecież nie sposób unikać się na zebraniach, lub przy posiłkach. Czyżby żałowała tego co się wczoraj stało?
Wściekły ubrał się i pospieszył na lekcje.

***
Trzy miesiące później.

Lily była koszmarnie głodna i zmęczona. Usiadła między McGonagall, a Sprout i zaczęła z zapałem pałaszować kolację. Nie była taka głodna od... od... sama nie wiedziała. Od dwóch miesięcy, była wiecznie zmęczona. Zasypiała na lekcję i musiała poprosić skrzata, by ją rano budził. Widać posada nauczyciela wcale nie jest taka łatwa jak się wydawała. Chodziła blada, miała wory pod oczami i denerwowała się o byle co.
Dyrektor wezwał ją pewnego dnia do gabinetu.
- Witaj Lily. Widzisz, wszyscy się o ciebie martwimy. Czy coś jest nie w porządku?
- Nie, nie Albusie. Wszystko w porządku. Po prostu jestem zmęczona.
- Na pewno? Wyglądasz jakbyś z miesiąc nie spała. Jeżeli posada nauczyciela jest dla ciebie za bardzo męcząca, to mogę znaleźć innego nauczyciela, chociaż wątpię czy takiego znajdę.
- Nic mi nie jest. Naprawdę.
A jednak coś jej było. Nie mogła tego wytłumaczyć, ale coś jej było. Zamiast się polepszać, tylko się pogarszało. Na kilku lekcjach nawet zemdlała, a później zwalała wszystko na zmęczenie i nie chciała iść do pielęgniarki.
Po skończonej kolacji poszła do swoich kwater. Położyła się do łóżka, z zamiarem zaśnięcia, ale coś nie dawało jej spokoju.
Był szósty grudzień. Grudzień. Niedługo dostanie...
- O Boże!
Wszystko ułożyło się w całość. Mdlenia, zmęczenie, głód...
Wstała z łóżka, chwyciła szlafrok. Musiała porozmawiać z Dumbledorem.

***
Pukanie.
- Proszę – powiedział siedzący za biurkiem starzec.
Do pokoju wpadła Lily.
- Witaj L...
- Profesorze! Musi mi pan pomóc.
Dumbledore zauważył, że Lily się trzęsie.
- Usiądź proszę i uspokój się.
Kiedy spełniła jego prośbę i wzięła kilka głębokich wdechów, Albus spytał:
- Co się stało dziecino?
- Mam kłopoty – powiedziała patrząc na niego. Albus uniósł brwi, dając jej znak, że czeka na wyjaśnienia.
Lily wzięła jeszcze kilka głębokich wdechów i załamującym się głosem oznajmiła.
- Jestem w ciąży. Noszę w sobie dziecko Severusa.






--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mira
post 31.12.2003 20:41
Post #19 

Ścigający


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 289
Dołączył: 05.04.2003

Płeć: Kobieta



hehe, no to się poplatało! ohmy.gif

P.S. Szczesliwego Nowego Roku! tongue.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Eva
post 01.01.2004 16:54
Post #20 

nocturnal


Grupa: czysta krew..
Postów: 5438
Dołączył: 10.04.2003
Skąd: Poznań, miasto doznań.

Płeć: Kobieta



Nie jest to nic powalajacego na kolana ale wciaga. Bledów nie mam ochoty wyszukiwac, i tak pewnie bym nic nie znalazla, moze z powodu tego taniego ruskiego szampana, a moze po prostu fabula jest ciekawa i nie zauwazam wiekszych byczkow. W kazdym razem czekam na nastepna czesc.


--------------------
“You may be as vicious about me as you please. You will only do me justice."

deviantART
last.fm
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 02.01.2004 15:12
Post #21 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 11

W gabinecie zaległa przeraźliwa cisza. Za oknami słychać było odgłosy dochodzące z Zakazanego Lasu i zawodzenie wilków, które wyły do księżyca. Nawet dotychczas wiercący się feniks, z zainteresowaniem począł przyglądać się osobom siedzącym nieruchomo na fotelach. Tiara przedziału, która dotychczas w ciszy przysłuchiwała się prowadzonej rozmowie zaczęła się niespokojnie poruszać skrępowana pełną napięcia ciszą.
Dumbledore patrzył się tempo na Lily. Na jego twarzy widniała troska, zamyślenie i radość? Lily poczęła się zastanawiać po co u diabła tu przyszła. Radość? Z czego on się cieszy?
Uniosła brwi w niemym pytaniu, a dyrektor poderwał się z fotela, okrążył biurko, nachylił się nad nią i z uśmiechem na ustach powiedział:
- Będzie ślub.
Lily doznała wstrząsu. Ślub? Jaki ślub? Chyba Albus nie chce powiedzieć, że ona i... ona i Severus... razem...
Albus widząc niepewność kobiety dodał:
- Ty i Severus musicie się pobrać – uciszył spojrzeniem Lily, która miała zamiar protestować i ciągnął – To jedyne wyjście. Chyba, że usuniesz dziecko – spojrzał na nią uważnie – Ale wiem, że tego nie zrobisz. Nie byłabyś zdolna do czegoś takiego. Więc jedynym rozwiązaniem jest wasz ślub.
- Nie! Nie wyjdę za Severusa Snape’a, a on mnie poprze.
- Wątpię. Wiesz jaki skandal wybuchnie? Matka Harry’ego Pottera jest w ciąży. Ojciec nie znany – zacytował wątłym głosem przypominającym głos Ritty Sketer (nie wiem jak się pisze) – Pomyśl jakie będą tego następstwa. Zaczną grzebać w twojej przeszłości Lily. A chyba wiesz co mogą odnaleźć... – spojrzał na nią znacząco – A poza tym, widziałaś nagłówki gazet odkąd zjawiłaś się w Anglii?
Lily pokręciła przecząco głową.
- Otóż w każdej gazecie trąbią, że Harry Potter wraz z matką przyjechali po dziesięciu latach do ojczyzny. Nawet snują domysły na temat, dlaczego wyjechaliście do Francji.
Lily w zadumie patrzyła na dyrektora siadającego na fotelu za biurkiem. Ślub? O Boże! Po co ona tu przychodziła. Mogła tego nie robić. Wpędziła się w niezłą kabałę.
Albus zaczął coś do niej mówić, ale w ogóle go nie słuchała. Jak zareaguje Severus? Czy zrzuci na nią całą winę? Czy wyrazi zgodę na ślub?
Lily wiedziała, że po jej byłym mężu można było się wszystkiego spodziewać. Znała go bardzo dobrze. Pracowali razem dla Voldemorta, a potem byli szpiegami Dumbledora. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Lily dobrze to pamiętała.
Krąg śmierciożerców. Prowadzili ją jacyś ludzie. Miała na głowie worek. Nic nie widziała. Zatrzymano ją. Poczuła, że została sama. Nagle ktoś podszedł, złapał ją za ramię i podwinął rękaw. Wiedziała co teraz nastąpi. Inicjacja. Usłyszała głos Voldemorta.
- Panie i panowie. Dzisiaj w tą piękną noc przyjmiemy w nasze kręgi nowego członka, a raczej członkinie.
Po zebranych przeszedł śmiech. Przejął ją strach. Voldemort kontynuował swą przemowę.
- Wystarczy. Nasza nowa członkini nazywa się Lily. Za chwilę nastąpi inicjacja, a potem pokażemy oblicze naszej owieczki. Zaczynajmy.
Lily do dzisiaj nie wiedziała, dlaczego przystąpiła do Voldemorta. Po bolesnym napiętnowaniu, kiedy zdjęto worek z jej głowy, jej spojrzenie padło na wysokiego mężczyznę, stojącego przed nią. Miał długie do ramion czarne włosy. Czarne jak otchłań oczy. Poznała go. Przecież on chodził do Slytherinu. Był o cztery lata od niej starszy, ale dobrze go pamiętała, bowiem każdy znał małego, chudego, okropnie bladego Severusa Snape’a. Tyle tylko, że w ciągu minionych lat wiele się zmienił. I wtedy właśnie się w nim zakochała.

- Lily? – dobiegł ją zatroskany głos dyrektora – Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Zamyśliłam się – powiedziała odzyskując równowagę psychiczną.
- Pewnie mnie nie słuchałaś.
- Nie, przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Mówiłem tylko, że po ślubie dam wam do dyspozycji kwaterę, w której hmm... będziecie mogli się czuć nieskrępowani. – na chwilę się nad czymś dumał a potem spytał cicho – Lily, czy on... to znaczy Severus no tego... wiesz. On to zrobił wbrew twojej woli?
Lily oblała się szkarłatnym rumieńcem i przecząco pokręciła głową.
- To dobrze. Czy powiedziałaś mu, że spodziewasz się dziecka?
- Co?! O Boże! Nie!
- Spokojnie. Trzeba mu to powiedzieć. Zaraz go zawołam...
- Nie!
Dumbledore popatrzył na nią ze zdumieniem.
- Usiądź spokojnie. Nie martw się, wszystko będzie w porządku.
Podszedł do kominka, rzucił do środka jakiś proszek i powiedział:
- Severusie, mogę cię prosić na chwilkę?
Z kominka wyłonił się mężczyzna i zaczął otrzepywać się z kurzu. Lily w tej chwili wolała by być gdziekolwiek, byle ni tu. Zaczęło jej się kręcić przed oczami. Zemdlała.


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Eva
post 02.01.2004 17:29
Post #22 

nocturnal


Grupa: czysta krew..
Postów: 5438
Dołączył: 10.04.2003
Skąd: Poznań, miasto doznań.

Płeć: Kobieta



Ta czesc troche mniej mi sie podoba. Nie wiem, dlaczego.. Moze z powody tego Voldemorta. Jakos sobie jego nie wyobrazam mowiacego:
QUOTE
Panie i panowie. Dzisiaj w tą piękną noc przyjmiemy w nasze kręgi nowego członka, a raczej członkinie.
Po zebranych przeszedł śmiech. Przejął ją strach. Voldemort kontynuował swą przemowę.
- Wystarczy. Nasza nowa członkini nazywa się Lily. Za chwilę nastąpi inicjacja, a potem pokażemy oblicze naszej owieczki. Zaczynajmy.


Tu mi cos nie gra. Nie pasuje mi ta scena. Powinna byc bardziej.. mistyczna? deemoniczna? tajemnicza? I raczej zamiast 'Po zebranych przeszedł śmiech' napisalabym 'Wszyscy zebrani zaniesli sie smiechem' albo cos w tym rodzaju.


--------------------
“You may be as vicious about me as you please. You will only do me justice."

deviantART
last.fm
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 06.01.2004 16:34
Post #23 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




Rozdział 12

Powoli otworzyła oczy. Bolała ją głowa, a żołądek buntował się. W pomieszczeniu w którym się znalazła było ciemno. Widziała zarys postaci, wstającej i podchodzącej do niej. Ktoś podsunął jej do ust szklankę wody. Napiła się i jej żołądek zażądał natychmiastowego wypróżnienia. Chciała się podnieść, by iść do łazienki, ale gdy tylko uniosła głowę zamroczył ją ból.
- Spokojnie – ktoś szepnął. Przez pulsowanie w głowie zdołała jednak rozpoznać głos Severusa.
- Zaraz zwymiotuję – wysapała próbując powstrzymać żółć ciskającą jej się do gardła.
- Poczekaj chwilę, zaraz przyjdę.
Chwila przez którą nie było przy niej mężczyzny wydawała się wiecznością. Kiedy wreszcie pojawił się przy niej z wiaderkiem, nachyliła się i dała nurka głową w wiadro. Gdy po kilku minutach wreszcie uniosła głowę, zobaczyła klęczącego przy niej Severusa, który patrzył na nią z niepokojem. Czując się o wiele lepiej zapytała:
- Co ja tu robię? – zauważyła, że znajdują się w lochu, w kwaterze Severusa, a ona sama leży w jego łóżku.
- Leżysz – padła odpowiedź.
- To wiem, ale dlaczego leżę w twojej kwaterze i w twoim łóżku? – była coraz bardziej zirytowana.
- A jak myślisz? – odpowiedział pytaniem na pytanie Severus.
Lily jeszcze bardziej zirytował fakt, że jest rozbawiony. Popatrzyła mu w oczy i dostrzegła nie tylko wesołość..., ale i troskę. Zmusiła swój umysł do większego wysiłku i zaczęła sobie wszystko przypominać. Jej kwatera... gabinet dyrektora... mężczyzna i kominek... ciemność. O Boże! Czy on wie? Miała nadzieję, że Dumbledore nie powiedział mu o dziecku i ślubie tylko zostawił to jej. Widać nadzieja matką głupich, bowiem z oczu Severusa zniknęła troska i niepokój, a pojawił się gniew.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? – spytał wzburzonym głosem.
Lily postanowiła, że zachowa się tak jakby o niczym nie wiedziała.
- O czym? – spytała niewinnie.
Severus sapnął, złapał ją za ramiona i zaczął trząś.
- Nie udawaj głupiej. Dobrze wiesz o czym mówię. O dziecku. Naszym dziecku – zaakcentował – Dumbledore mi wszystko powiedział i żadne twoje wykręty tu nie pomogą. Słyszysz? – zaczął nią trząś gwałtowniej – Weźmiemy ślub. Z własnej woli lub nie, ale poślubisz mnie...
Lily jęknęła gdyż znowu poczuła, że zbiera jej się na mdłości. Nie zwracając sobie zbytnio uwagi na teraz już wrzeszczącego coś do niej Severusa, nachyliła się, a jej ciałem wstrząsnęły konwulsje.
Mężczyzna zaklął gdy uświadomił sobie, że jego była i tym samym przyszła małżonka wymiotuje mu prosto na szatę. Po kilku minutach zaczął żałować, że odstawił wiadro na bok.
Wyczerpana Lily uniosła się nieco i popatrzyła na miejsce gdzie wymiotowała. Tak się jakoś niefortunnie złożyło, że szata Severusa była cała ubrudzona.
- Do diabła! – osobnik płci męskiej wydał z siebie żałosny jęk i popatrzył wściekle na kobietę.
- Nie patrz tak na mnie. To nie moja wina. Mogłeś mną tak nie trząść – powiedziała i zaczęła ciężko oddychać – Jeżeli nie chcesz kolejnej porcji to podaj mi wiaderko.
Przerażony nie na żarty Severus szybko spełnił jej polecenie.

***

Po godzinie trzydziestu minutach, oraz dwóch pełnych wiaderkach, kiedy Severus już przebrany siedział koło łóżka, na którym leżała, Lily wykorzystując poczucie winy i troskę mężczyzny zaczęła mu komenderować.
- Mam ochotę na lody truskawkowe z ogórkami kiszonymi – powiedziała przybierając minę, która świadczyła o jej chorobie.
- Tak, tak... daj mi chwilkę – powiedział pospiesznie zbolały Severus i wyszedł z kwatery.
Na początku Lily chciała zrobić mu na złość, ale z czasem uświadomiła sobie, że naprawdę ma ochotę na ten dziwny posiłek. Jak przyjdzie Severus będzie musiała mu powiedzieć, że chce coli, takiej mugolskiej. A! Ma ochotę jeszcze na dużą zapiekankę z serem, szynką i pomidorami, mniam... mniam, a może Hod – Doga? Jeszcze się zastanowi.

***

O północy wykończony do cna możliwości Severus patrzył na śpiącą kobietę. Musiał z nią porozmawiać. O ślubie. Ich ślubie. Przysiadł na brzegu łóżka i w ostatniej chwili opanował się i zamiast nią potrząsnąć nachylił się do jej ucha i szepnął:
- Lily kochanie, obudź się – widząc, że to nic nie pomaga, bowiem kobieta mruknęła coś, czego nie był w stanie zrozumieć i przewróciła się na drugi bok.
Severus westchnął przeciągle i złożył na ustach Lily przeciągły, namiętny pocałunek. Widać podziałało, bo krzyknęła przestraszona i uderzając go głową w brodę usiadła jak parzona.
- Auu! – stęknął rozcierając sobie podbródek – Za co?
- Co ty u diabła wyprawiasz?!
- Muszę z tobą porozmawiać, a żeby to zrobić musisz być świadoma tego co mówię.
- To nie mogłeś mnie obudzić słowami?
- Próbowałem, ale tylko się przewróciłaś na drugi bok.
- To potrząsnąć?
- O nie! Ostatnim razem jak tobą potrząsnąłem źle na tym wyszłem.
- Nie dramatyzuj.
- Przejdźmy do rzeczy.
- Niech będzie.
- Musisz powiedzieć wszystko Harry’emu.
- Okay.
- Co?! – krzyknął zdumiony Severus. Spodziewał się protestów, błagań, ale nie zgody!
- To co słyszysz. Zgadzam się, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Najpierw muszę poczuć się lepiej, a dobrze zrobiłaby mi duża kanapka z...



--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Eva
post 06.01.2004 16:46
Post #24 

nocturnal


Grupa: czysta krew..
Postów: 5438
Dołączył: 10.04.2003
Skąd: Poznań, miasto doznań.

Płeć: Kobieta



QUOTE
wyszlem


WYSZEDLEM na Boga..!


--------------------
“You may be as vicious about me as you please. You will only do me justice."

deviantART
last.fm
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nivery
post 06.01.2004 16:52
Post #25 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 33
Dołączył: 23.10.2003
Skąd: MaGiCzNy ŚwIaT hArRy'EgO pOtTeRa




tongue.gif Sorki, ale zawsze mam z tym problem


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

3 Strony  1 2 3 >
Closed TopicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 24.09.2018 20:07