Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Choroba Wściekłych Powideł

inline
post 04.01.2007 12:16
Post #1 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 2
Dołączył: 03.01.2007




Lof stori jak w mordę strzelił. Na początku chciałam zrobić z tego jakiś kryminalik, a w międzyczasie, kiedy myśli krążyły wokół sprawdzianów i kartkówek, moje paluchy napisały harlequina... od tej pory nastała wojna między paluchami a mózgiem. Trudno przewidzieć wynik tego niezwykle interesującego (chrrrrrr) zjawiska, zwanego inaczej jako "walka ze samym sobą" (a masz mój prawy policzku! A masz moje lewe kolano!). Większość opowiadania pisałam przed przeczytaniem piątej cz. HP. Smacznego XD.

1. Proszę państwa, oto miś:

Pierwszy września. Godzina szósta zero, zero. "Pieprzony budzik! Po cholerę dzwoni skoro i tak nie śpię?". Jak zawsze Wiktoria miała mnóstwo pretensji do otaczającego ją świata. Poruszyła się. Łóżko, na którym leżała przybierając dziwną pozę skrzypnęło głośno. Wstała. Przetarła oczy wierzchem dłoni i ziewnęła przeciągle. Podeszła do lustra. Wysoka, szczupła dziewczyna o srebrno-blond włosach spojrzała na nią piwnymi oczyma z niezadowoloną miną. Jej bardzo jasna cera sprawiała, że myślała o sobie niczym o trupie. Srebrzyste włosy były jedyną pozostałością po starym słowiańskim rodzie magów.
- I tak wszyscy myślą, ze farbowane... A ty Pela jak uważasz?
Szara sowa Pelagia poruszyła leniwie główką.
- Pela! Bo kupię sobie żwawszą sowę! - spojrzała na nią groźnie.
Przedstawicielka gatunku sów szarobo - buro - pospolitych kłapnęła dziobem z oburzeniem.
- Żartuję! Ciebie kocham najbardziej... - uśmiechnęła się krzywo.
Podeszła cicho do drzwi. Po drodze minęła kufer, z którego aż kipiało. Cóż, do czyściochów Wiktoria nie należała. Otworzyła stare łuszczące się białą farbą drzwi. Na korytarzu było jeszcze cicho. Zamknęła delikatnie drzwi i wróciła do pokoju. Rozejrzała się po nim. Na nocnej lampce leżała skarpeta. Mała toaletka zawalona była stanikami, bluzkami i resztkami wczorajszego obiadu z pobliskiego fast foodu. Widok ten nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Podeszła do okna i lekko rozchyliła brudne firanki. Na dworze było szaro. Ciężkie chmury płynęły leniwie po niebie.
Do ulubionych rzeczy Viki należało: ciągłe przeklinanie, noszenie srebrnych pierścionków oraz wkurzanie wszystkich ludzi - przy czym to ostatnie wiodło zdecydowany prym. Dziewczyna kochała zwierzęta, szczególnie wieprzowinę i drób. Gdy się denerwowała przygryzała dolną wargę. Podczas śmiechu czasami wymykało jej się "chrum"("Wiem, świnia ze mnie"). Viki uwielbiała budzić ogólną sensację, jednak do swoich korzeni się nie przyznawała.
Ubrała się szybko. Jeszcze raz wyjrzała na korytarz. Po upewnieniu się, że nikt się jeszcze nie obudził zabrała się za pakowanie rozrzuconych rzeczy. Szło jej to nader sprawnie. Nic nie składała, tylko "na chama" wszystko upychała. Sprawdziła czy wszystko spakowała, Specjalnie wybrała pokój na parterze w podrzędnym hotelu "Karmazyn". Kufer, sowa za okno i siup. Zanim skoczyła rozejrzała się ostatni raz po pokoju, czy nie zostawiła czegoś, po co musiałaby wracać. Zapałki hotelowe i mydełko z łazienki już tkwiły w jej kieszeni. "Ok. No to lecę." Cicho przeskoczyła parapet. Chwilę nasłuchiwała, jednak nic się nie działo.
- Jak będę bogata to im zwrócę. Co nie Pela? - próbowała usprawiedliwić się przed Pelagią.
Sowa zahukała cicho z dezaprobatą.
- Ta... też cię kocham. Ciekawe jak mugole zareagują na moją i twoją osobę...
Ruszyły w kierunku stacji King's Cross.

- Ramiączko mi się wżyna! Noga mnie boli. Jak to daaaleekoo!! - Viki było słychać
przynajmniej na pięćdziesiąt stóp. Ludzie wytykali ją sobie palcami ("Gdzie z temy paluchamy!!"). Sowa schowała główkę pod skrzydełko, jakby nie chciała żeby ktoś z jej gatunku ją rozpoznał. Trudno jej było utrzymać taką pozę, kiedy Viki nierównomiernie ciągnęła kufer, na którym stała klatka z Pelagią.
- Jeszcze trzy godziny do odjazdu...
Viki usiadła na kamiennej ławeczce w małym parku. Była to jedyna ostoja zieleni w promieniu wielu ulic. Dziewczyna przymknęła oczy i nabrała dużo powietrza w płuca. Poczuła błogi nastrój. Poczuła się jakby mogła latać. Bach. Bum. Huhuuu. Usłyszała głośne hukanie sowy i dźwięk jaki wydają jej skrzydła uderzające o pręty klatki. Prawie udławiła się powietrzem, kiedy brutalnie wyrwano ją z jej własnego świata. Błyskawicznie wstała jakby ją ktoś kopnął. Spojrzała w kierunku kufra. Sowa nadal niemiłosiernie hałasowała.
- Nie drzyj się - wypaliła ostro Viki.
Sowa całkowicie ją zlała i dalej hukała wniebogłosy. Dziewczyna dopiero po chwili zrozumiała o co chodzi. Otworzyła klatkę.
- No, Pela, polataj sobie.
Sowa z gracją betoniarki wzbiła się w powietrze. Jak najszybciej chciała odlecieć od swojej właścicielki.
- Masz dwie godziny! - Viki krzyknęła do szybko oddalającej się Pelagii - niewdzięczne zwierzę. - mruknęła pod nosem.
W ciągu godziny dziewczyna przeczytała cały mugolski brukowiec, który kupiła niedaleko od parku. Od czasu do czasu prowadziła również budujące intelektualnie konwersacje z tubylcami ("Ach! Jakiej farby pani używa? Taki kolor chyba trudno uzyskać?" , "Moczem, psze pani, moczem"). Następną godzinę nudziła się i marzyła na przemian. Wyobrażała sobie swoją starą, rodzinną posiadłość na południu Polski. Tęskniła za domem. Chociaż właściwie to już nie był jej dom. Po śmierci wszystkich krewnych, przyszywany wujek srebrnowłosej mieszkał najpierw w pałacu, lecz potem sprzedał go, by spłacić długi. Do jedenastych urodzin Viki mieszkała w kamienicy z tymże wujkiem w stolicy Polski. Nie mogła narzekać na swój los. Wujek troszczył się o nią... ale wiedziała, ze gdyby sąd uznał, że wuj nie opiekuje się dzieckiem jak należy, straciłby on prawa do jej rodzinnych pieniędzy.
Spojrzała w górę. "O, Pela wraca". Sowa była nader szczęśliwa.
- Zażyłaś rozkoszy, czy co? Coś taka uradowana? - zapytała bez najmniejszych złudzeń, że dostanie odpowiedź.
Po chwili Pelagia siedziała już w klatce i obie oddalały się od parku. Po trzydziestu minutach mozolnego chodzenia przy dwudziestu siedmiu stopniach gorąca, dotarły na stację King's Cross.
- To po prostu trzeba się nazywać, żeby chodzić w taki upał w czarnych jeansach i
czarnej bluzce...O kurna, ile ludu. - zerknęła na perony.
- Po cholerę tu przyszły całe rodziny! Jakby podróżujący przyszedł sam, byłoby o
połowę mniej ludzi.
Ona w każdym razie nie musiała nikogo fatygować. Wzięła najbliżej stojący wózek.
- Ej jest mój!
- Już nie...
Wtaszczyła na niego kufer i sowę. Ruszyła w kierunku peronu dziewiątego.
- No, nareszcie... - Doszła do barierki między peronami 9 i 10. Przystanęła.
- Rusz się dziewczyno!! Tarasujesz przejście! - usłyszała za sobą zniecierpliwiony głos.
- Zara! Chce się pożegnać na dziesięć miesięcy z tym parszywym miastem!! I skąd wiesz, czy jestem dziewczyną?
Odwróciła się. Za nią stał James Potter.
Zwęziła oczy. Nie lubiła go. Myślał, że wszystko mu wolno. Zawsze trzymał się z trzema innymi chłopakami : Syriuszem Blackiem (wysokim chłopakiem o ciemniej cerze, czarnych włosach i piwnych oczach - w babskim rankingu, którego Viki nie uznawała, znajdował się na wysokim miejscu. I to mimo swojej arogancji oraz pewności siebie.), Remusem Lupinem (chłopiec o jasnobrązowych włosach i przyjaznej twarzy, który tajemniczo opuszczał dwa dni w miesiącu - w rankingu niedaleko za Syriuszem) i Peterem Pettergiew (niski chłopak o mysich włosach. Żadna piękność). Czasami robili fajne "kawały" nauczycielom, ale na tym jej sympatia do nich się kończyła. Pottera nie lubiła także za jeszcze jedną rzecz... przez niego nie mogła grać w składzie reprezentacyjnym Gryffindoru w quidditchu. Cała Czwórka zwała siebie samych Huncwotami. Dziewczyna uważała to za sposób samo dowartościowania...
- O Viki! Nie wiedziałem, że to ty...hehe... - chłopak uśmiechnął się sympatycznie. Jego włosy tworzyły doskonały obraz chaosu tego świata.
- No tak, przecież normalnie każda dziewczyna w Hogwarcie ma takie włosy. Tak
trudno nas odróżnić...po prostu bliźniaki stu jajowe. No ba! - zaczęła się denerwować.
- No już nie wkurzaj się. Złość piękności szkodzi. Różowa się zrobiłaś, wiesz? - przez jego twarz przebiegł cień drwiny.
- Spadaj - odwróciła wysoko uniesioną głowę.
- Też się cieszę, że cię widzę.
Kiedy tłum za nią trochę zgęstniał ("Denerwować ludzi, oto moje przeznaczenie!"), oparła się o barierkę. Momentalnie przeniosła się na peron 9 i 3. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby w drodze do pociągu nie potknęła się na idealnie płaskiej powierzchni peronu.
Wszyscy witali się ze znajomymi i równocześnie próbowali pozbyć się starych, czyli w skrócie żegnali się. Wsiadła do pociągu. Jakiś chłopak o kruczoczarnych włosach i ziemistej cerze pomógł jej z kufrem. Był to Severus Snape.
- Dzięki Sev. - czuła, że czerwienią się jej uszy.
- Nie ma sprawy.
Nikły uśmiech wykrzywił mu twarz ("Chyba nie za często zmienia minę...").

Tłok na korytarzu przyprawiał ją o zawrót głowy. W takich sytuacjach traciła nad sobą kontrolę(co się zdarzało nader często).
- Widzisz... mam taki mały kufereczek do przeniesienia, więc może byś się
PRZESUNĘŁA??
W końcu znalazła pusty przedział pod koniec trzeciego wagonu. Ustawiwszy kufer byle jak rzuciła się na siedzenia.
- Aaaaaaaaaach jak mnie noooogiii boooolą.
Pela miała chyba wszystkiego wyraźnie dość. Zaczęła nerwowo pohukiwać i trząść się w klatce. Nie sprawiało to, że Viki się uspakajała.
- Hucz głośniej! Może nikt kurde nie wejdzie. - rzuciła w klatkę opakowaniem gumy do żucia, którą miała w spodniach.
Sowa miała chyba jeszcze wiele do wyhuczenia, ale pozostawiła to dla siebie.
Viki otworzyła okno.
- Strasznie czadzi, do tego jeszcze ten hałas.... - zaczęła marudzić do bogu ducha winnego siedzenia naprzeciw niej.
Zamknęła okno i ponownie usiadła.
- Duszno mi.
Otworzyła okno.
- Smrodzi.
Po wielu dywagacjach "Otworzyć czy nie tworzyć, oto jest pytanie.", zdecydowała się zostawić mały lufcik. W tym momencie drzwi do przedziału otworzyły się. Jakaś istota zaczęła wchodzić tyłem i wciągać kufer. Viki nie zareagowała. Usiadła spokojnie i zaczęła zbierać siły na wybuch gniewu.
Za pierwszą istotą weszła druga. Istota numer jeden odwróciła się. To znowu był James Potter. Widząc minę Viki powiedział poważnym tonem do drugiej istoty, która okazała się być Syriuszem.
- Bez gwałtownych ruchów. Ona zaraz wybuchnie...
Viki parsknęła widząc minę James'a. W drzwiach przedziału pojawiła się głowa Nicka Goldena - Puchona - kujona, z którym musiała w zeszłym roku jechać w jednym przedziale.
- Wolne? - zapytał uśmiechając się promiennie do Viki.
- Ech... wiesz, oni byli pierwsi. A tak poza tym to jeszcze ma tu przyjść parę osób, więc
sorry, ale chyba się nie zmieścisz i ja tego, wiesz... - zaczęła gęsto się tłumaczyć.
Nick spojrzał groźnie na Syriusza i James'a.
- Czy oni, aby cię nie zaczepiają?
- Uwierz mi, Nick - odparł James - gdybyśmy chcieli zaczepiać Viki, już dawno
leżelibyśmy na peronie z połamanymi nogami.
- A nasze flaki leżałyby wszędzie - dodał Syriusz.
- Yyy... dzięki za to zobrazowanie... Syrek hehe... ała, ała nie po włosach, człowieku! - Potter próbował obronić się przed kuksańcem od Blacka.
- Ano tak, faktycznie - Nick wycofał się z przedziału i poszedł na tył wagonu.
- No, no Wiktorio, fajnego masz chłopaka - powiedział Remus Lupin, który właśnie
wszedł oglądając się za Nickem. - normalnie najlepsza partia w Hogwarcie - mrugnął do chłopaków.
- Nie, no serio. Ona zaraz wybuchnie. - James już na poważnie przyjrzał się minie Viki.
- To jak? możemy spędzić tu podróż? Zapytał głos za Lupinem. Viki nie widziała tej
osoby, ale wiedziała kto to. Peter wychylił się zza przyjaciela z uśmiechem.
- No dobrze... - Viki nie wierzyła w to, co powiedziała. Rozłożyła się na siedzeniu, ale gdy przypomniała sobie Nicka dodała już z uśmiechem:
- Spoko. Nie ma kurna sprawy.
Wszyscy chłopcy wyglądali na zaskoczonych.
- Cóż za gest Vik, nie spodziewałem się tego po tobie! - pierwszy odezwał się Remus.
Ułożyli wszystkie kufry na półkach nad głowami. Klatki z sowami postawili obok siebie na wolnym miejscu. Pela wyróżniała się od innych i od razu zaczęła głośno hukać na współtowarzyszki podróży.
- Jaka właścicielka, taka sowa - Peter nie mógł się powstrzymać od komentarza.


Pociąg ruszył. Milczeli. Nikt nie wiedział jak rozpocząć rozmowę, a Viki wcale nie miała ochoty odzywać się pierwsza. James kopnął Petera w kostkę, aby ten cos zagadał.
- eee (P)
- ?? (V)
- eeee no… (P)
- …. sleep.gif (V)
Przerywając tą nader ciekawą "rozmowę", Remus zapytał dziewczynę:
- Pochodzisz z Polski, nie?
Przez sześć lat nikt nie rozmawiał z nią o jej kraju. Tylko dyrektor Dumbledore i prof. McGonagall zadali jej kilka pytań, kiedy została przyjęta do szkoły.
- Mhm - odpowiedziała wyczerpująco i nadal uciążliwie przyglądała się widokom zza okna.
- A jak tam jest? - Lupin nadal próbował podtrzymać rozmowę.
- Normalnie.
- No... a jest coś co rożni Anglików od Polaków? - te ciągłe pytania już ją męczyły.
- Jak jesteśmy cholera głodni, to jemy swoich sąsiadów. A kiedy jest nam zimno,
robimy sobie z nich okrycia. - spojrzała na niego podirytowana. Aż się biedny chłopak skulił.
- Ekonomiczne - wyszczerzył się Syriusz.
Od tego momentu rozmowa potoczyła się wartko. Chłopcy okazali się być ciekawi nieznanego im kraju. Po raz pierwszy Viki mogła pochwalić ojczyzną.
Na drugie śniadanie (dla niektórych pierwsze) wszyscy kupili sobie po kilka czekoladowych żab i coś do picia.

- Ile jeszcze? - Viki zapytała się po raz niewiadomo który.
- Wiesz, ktoś mógłby pomyśleć, że się z nami nudzisz - James spojrzał na nią wesoło.
- Nie, nie o to kurde chodzi - nie załapała żartu - ale już chciałabym być na uczcie. Uwielbiam tamtejsze...
Urwała. Przez nie zasłonięte drzwi Viki zobaczyła Severusa. On także na nią spojrzał. Syriusz i Lupin dostrzegli to. Snape spuścił wzrok i pomaszerował na przód wagonu.
- ...smakołyki... - dokończyła nadal gapiąc się w drzwi.
Syriusz przez jakiś czas dziwnie jej się przyglądał, a Remus nad czymś się głęboko zastanawiał.
Po pięciu minutach wszystko wróciło do normy. Nadal gawędzili sobie wesoło.


User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
rhiamona
post 04.01.2007 21:00
Post #2 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 177
Dołączył: 12.08.2006
Skąd: Z kapusty :D

Płeć: Kobieta



Hmm... chyba czytałam gdzieś juz tego ficka. Myle się?

QUOTE
Pierwszy września. Godzina szósta zero, zero. "Pieprzony budzik! Po cholerę dzwoni skoro i tak nie śpię?". Jak zawsze Wiktoria miała mnóstwo pretensji do otaczającego ją świata. Poruszyła się. Łóżko, na którym leżała przybierając dziwną pozę skrzypnęło głośno. Wstała. Przetarła oczy wierzchem dłoni i ziewnęła przeciągle. Podeszła do lustra. Wysoka, szczupła dziewczyna o srebrno-blond włosach spojrzała na nią piwnymi oczyma z niezadowoloną miną. Jej bardzo jasna cera sprawiała, że myślała o sobie niczym o trupie. Srebrzyste włosy były jedyną pozostałością po starym słowiańskim rodzie magów.
- I tak wszyscy myślą, ze farbowane... A ty Pela jak uważasz?
Szara sowa Pelagia poruszyła leniwie główką.
- Pela! Bo kupię sobie żwawszą sowę! - spojrzała na nią groźnie.
Przedstawicielka gatunku sów szarobo - buro - pospolitych kłapnęła dziobem z oburzeniem.
- Żartuję! Ciebie kocham najbardziej... - uśmiechnęła się krzywo.
Podeszła cicho do drzwi. Po drodze minęła kufer, z którego aż kipiało. Cóż, do czyściochów Wiktoria nie należała. Otworzyła stare łuszczące się białą farbą drzwi. Na korytarzu było jeszcze cicho. Zamknęła delikatnie drzwi i wróciła do pokoju. Rozejrzała się po nim. Na nocnej lampce leżała skarpeta. Mała toaletka zawalona była stanikami, bluzkami i resztkami wczorajszego obiadu z pobliskiego fast foodu. Widok ten nie zrobił na niej żadnego wrażenia. Podeszła do okna i lekko rozchyliła brudne firanki. 

hehehe... jakbym widziała siebie na rano, oprócz tego że ja nie mam sowy tylko psa i jak patrze w lustro to myśle "Co to za facet z cyckami?"
No dobra ale skończmy z tymi osobistymi wywodami, wróćmy do rzeczy. Fick mi sie podoba biggrin.gif Postać przerysowana i śmieszna. Fabuła troche banalna ale co tam... czekma na kolejne części
tongue.gif
Pozdro
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
inline
post 05.01.2007 00:03
Post #3 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 2
Dołączył: 03.01.2007




"Ostrzegam! nie odpowiadam za konsekwencje po przeczytaniu wulgaryzmów zamieszczonym w tym ficu"


2. Ach, te kurczaki.

- No nareszcie! Niedługo wyżerka! - Viki nie mogła doczekać się chwili, kiedy zatopi zęby w pysznym kurczaku z sosem, którego składu jeszcze nie odgadła.
Po pewnych zmaganiach z bagażami - oraz Pelagią, która dostała wścieklizny roku - cała piątka stanęła na stacji w Hogsmeade. Viki wzięła głęboki oddech. Tutaj nawet powietrze niosło w sobie zapach magii. Nikomu tego nie mówiła, ale za tym zapachem tęskniła najbardziej. Niestety Pela zniszczyła uczucie spokoju, gdyż tylko sobie znanym sposobem wydostała się z klatki i zaczęła nękać Pottera. Widocznie na jego głowie upatrzyła sobie gniazdo. Chłopcy w pierwszej chwili się wystraszyli i chcieli biedakowi jakoś pomóc, ale po chwili doszli do wniosku, że jednak takie tortury mu się należą i go zahartują. Biedny chłopak bronił się jak mógł. Lecz po zapewnieniach Viki, że:
- I tak z nią nie wygrasz.
dał sobie spokój. Chodził teraz z zadowoloną z siebie sową na głowie. Trzeba przyznać, że wyróżniał się z tłumu.
- Ależ jesteś trendi - dokuczał mu Syriusz z bananowym uśmiechem na twarz.
Kiedy James dostawał już białej gorączki i szukał wzrokiem jakiegoś okazałego pierwszaka, którym mógłby rzucić w Blacka Peter zapiszczał:
- Nowe powozy!
Równo w rządku czekały za nimi środki transportu, które miały ich bezpiecznie dowieźć do zamku. "Bezpiecznie" traciło trochę na znaczeniu, gdy zobaczyło się stwory, które były zaprzęgnięte do powozów
Ogromne zielono-granatowe jaszczurki* zaprzężone do tychże powozów, zawsze robiły ogromne wrażenie na uczniach. Czasami ogromne wrażenie robili też uczniowie na tych stworach, które od czasu do czasu chciały bliżej poznać jakiegoś osobnika. Nierzadko kończyło się to bliznami. Viki, jako jedna z wielu wolała się do nich za bardzo nie zbliżać. Huncwoci natomiast namiętnie bawili się w "Podejdź Jak Najbliżej Potwora I Nie Daj Się Zabić". Podczas, gdy dziewczyna uważnie obserwowała zwierzaki, co by się który za bardzo nie zbliżył chłopcy starannie wypatrywali najczystszego powozu.
- Bierzemy ten! Chodźcie! - James był podekscytowany.
- Ale są tylko cztery miejsca... - Peter zrobił smutną minę, kiedy zajrzał do powozu.
- Nie ma kurna sprawy. Pojadę zaraz za wami - powiedziała Viki trochę smutnym tonem. Miała do opowiedzenia jeszcze parę fajnych dowcipów, a z doświadczenia wiedziała, że już nie będzie raczej okazji do rozśmieszenia chłopaków. Nie wierzyła, że ta znajomość zaprocentuje.
- Nie ma mowy! Jedziesz z nami i tyle! - Syriusz i reszta nawet nie chcieli słyszeć o rozdzieleniu grupy.
- Ale bagaże się nie zmieszczą. - powiedział rzeczowo Lupin odruchowo pocierając brodę kciukiem i palcem wskazującym.
- Dobra. To ja pojadę z wami, ale te cholerne bagaże mogę zostawić w następnym kurna powozie. W przyszłości kufry powinny być dowożone osobno! Ot, co! - Viki zaczęła się pieklić i wygłaszać mowę pod tytułem "poskarżę się dyrektorowi".
- Ok, ok. Dziewczyno... zwolnij, bo nie zdążymy na uroczystość. Szybko! Bo ci kurczaki uciekną! - Syriusz zaczął się śmiać.
- Zara! Nie poganiaj mnie. - zaperzyła się i trochę porumieniała.
Kiedy podchodziła do następnego powozu słyszała jak o niej gadają. Nie sprawiło jej to przyjemności. W swoim mniemaniu ona mogła każdego obgadywać, ale ją?? Co to, to nie!
- Sorry. Mogę tu zostawić kurde kufer? - zapytała, nadal patrząc w kierunku chłopaków i próbując odgadnąć z ruchu warg, co mówią.
- Nie możesz Wiktorio. Ale żeby takie przekleństwa w ustach arystokratki? Ach przepraszam, przecież Ty jesteś "upadłą arystokratką". Twój kufer jest brudny. Mógłby pobrudzić mi szatę.
Głos był zimny i wyniosły. Odwróciła się szybko w kierunku mówiącego. Był to Lucjusz Malfoy. Przystojny blondasek. Ślizgon. W streszczeniu: niezłe, wredne ciacho.
- Myślę, że ten powóz nie należy tylko do ciebie Blondi, więc zapytam współtowarzyszy. - przybrała maskę "jestem wielka i tobą pomiatam". Co prawda trochę jej to nie wychodziło, ale i tak było lepiej niż w poprzednich latach. W końcu straciła pół wakacji siedząc przed lustrem i ćwicząc przydatne miny.
Zwróciła się do chłopaka siedzącego naprzeciw Lucjusza.
- Mogę.... - głos ugrzązł jej w gardle. Chłopakiem tym był Severus Snape.
Nic nie odpowiedział.
- Co Lucjusz? Jesteś za gruby i nie zmieścisz jednego kufra więcej? A może twoja duma nie pozwala ci pomagać ludziom?
Viki usłyszała szyderczy głos obok siebie. Syriusz zaniepokojony dosyć długą nieobecnością dziewczyny, podszedł do niej, a gdy zauważył Malfoy'a i Snape'a wprost nie mógł powstrzymać się od paru uwag na temat wyglądu Lucjusza i jego kolegi oraz ich manier.
Severus i Viki nadal się w siebie wpatrywali. I Lucjusz i Syriusz to dostrzegli, bo błyskawicznie oboje powiedzieli:
- Spadajcie już.

Kufer pojechał z trzema Puchonami


W Sali było bardzo tłoczno. Viki okryta szkolnym płaszczem szła tępo za Lupinem. Co chwila odbijała się od czyjegoś ramienia, tudzież głowy. "Czemu Sev nic nie powiedział? Przecież mógł mi pomóc. Ale czemu ja się tak tym przejmuję! Żałosne...". Najlepsze miejsca na końcu stołu zaraz koło nauczycieli były już zajęte. Chłopaki pozwolili zrobić Viki nieziemską awanturę.
- Spadajta stąd! Krowy doić!
Poprawiło jej to humor na tyle, że znowu zaczęła się uśmiechać. W efekcie kłótni z drugoklasistami, Piątka siedziała na upragnionych miejscach. Viki, James (niecnie pozbył się sowy strzepując ją z głowy i gubiąc w tłumie) i Peter po jednej stronie, a Syriusz i Remus po drugiej. Wiktoria miała dobry widok na Ślizgonów. Gdy większość uczniów usiadła, a pierwszaki czekały za Tiarą Przydziału, dziewczyna dostrzegła Lucjusza i Severusa siedzących obok siebie("tra la la sexi boys.." śpiewała w duszy. Chociaż Malfoy obszedł się z nią dosyć niedelikatnie, to ludzie, którzy byli od niej wredniejsi budzili w niej szacunek. Natomiast Snape miał w sobie coś, co przyciągało jej uwagę. Był tajemniczy. Aż korciło, żeby poznać go bliżej).
Mimowolnie cicho westchnęła i zrobiła maślane oczka.
- Do kogo tak wzdychasz dzieweczko? - Syriusz pochwycił odgłos westchnięcia, albo mu powiało.
- Na pewno nie do ciebie - odpowiedziała nadal wpatrując się w "ciacha".
- Łeeee a czemu nie do mnie? - zastosował na niej swoje słynne mrugnięcie, po którym każda dziewczyna była gotowa mu się oddać**.
- Bo cię nie kocham - Viki traciła powoli cierpliwość. Chciała już wreszcie coś zjeść a pierwszoroczniaki jeszcze nie przydzielone.
Znowu popatrzyła na stół Ślizgonów. Wzrok jej i Lucjusza spotkały się.
- Ach, nasze dzieci byłyby takie piękne. Takie małe wredne bachorki... - rozmarzyła się.
- O wow! Viki! Ty już o macierzyństwie myślisz? - James i Peter spojrzeli na nią jak na kosmitkę.
- Nooo.... moje geny i geny Lucjusza zapewniłyby mi pięękne dzieciątka. Wredne dzieciątka. Takie, co bym im nie można było w kaszę dmuchać.
- Rany Vik, ty chyba nie w nim?! - Lupina prawie zmiotło. - przecież to największy kretyn w całej szkole. - oczy wychodziły mu z orbit. - przecież jesteś Gryfonką!
- Ale jaki przystojny... i ma kasę - Viki nie chciała się z nimi kłócić. Wciąż patrzyła na Lucjusza. Żadne nie chciało opuścić wzroku jako pierwsze. Taki mały konkurs. Kto dłużej wytrzyma. I jedno i drugie tak myślało. Tak ich nauczono.
- Eee Viki już jest jedzenie. - James szturchnął ją w ramię.
To wyprowadziło ją z równowagi.
- ŻARCIE!! - wszyscy dookoła razem z Czwórką popatrzyli na nią dziwnie. No tak... znowu się zapomniała, tym razem z radości krzyknęła po polsku.
- Sorki. Za bardzo się ucieszyłam. - spaliła raka i spuściła głowę.
Przez pojawienie się jedzenia, zapomniała o konkursiku. Znów spojrzała na Lucjusza. Jego szyderczy uśmieszek mówił wszystko. Przegrała.
Odwzajemniła uśmiech.
- Jeszcze będziesz mój kotecku. - szepnęła do siebie.
Malfoy zaczął rozmawiać ze Snapem. Rozmawiali o niej. Lucjusz nie zapomniał patrzeć na nią co jakiś czas, żeby wiedziała komu obrabia tyłek.
Nie chcąc zawracać sobie głowy chłopakami, Viki rzuciła się na jedzenie. Po szóstym udku kurczaka i trzeciej dokładce sałatki pomidorowej oraz po drugim dolaniu sobie soku dyniowego ciągle przeżuwając spojrzała na Syriusza, Lupina, Jamesa i Petera. Wszyscy patrzyli w nią ze zdziwieniem.
- O kuuuurcze. Ile ty...... POCHŁANIASZ!! - Remus z podziwem patrzył na stosik dokładnie objedzonych kości biednych kurczaków.
- Tojsefam, muse dzuso yec. - spróbowała odpowiedzieć jedząc i pijąc jednocześnie.
- Co?? - Lupin zmarszczył czoło w próbie identyfikacji słów.
Viki przegryzła wszystko kawałkiem chleba.
- Dojrzewam, muszę dużo jeść.
- Ale gdzie ci to wszystko idzie? - Syriusz przyjrzał się jej połowie wystającej znad stołu.
- Gdzie mi się patrzysz ty zboczylu. - odchyliła się do tyłu i zakryła peleryną.
- I tak nie ma nic do oglądania - zrobił znudzoną minę.
Viki porwała niedojedzone udko z talerza Jamesa i rzuciła nim w Blacka. Ten ze zdziwienia nawet się nie uchylił. Porwawszy ze stołu butlę dyniowego soku, dwa udka i spory kawałek chleba "na przegryzkę", wyszła dostojnym i szybkim krokiem z Wielkiej Sali. Nie patrzyła na pozostawioną Czwórkę. Ukradkiem spojrzała tylko w stronę Severusa.

----

- Głupie chamy... NIC DO OGLĄDANIA?? TO CO JA MAM SIĘ ROZEBRAĆ DO
STANIKA?? - "Albo raczej do jego braku...." - podpowiedział głosik w głowie dziewczyny.
Viki przyglądała się sobie w lustrze w swojej sypialni. Hasło do pokoju wycwaniła od prefekta, którego dorwała przed salą. Trochę go poszantażowała.
- No rzeczywiście, jakoś to jedzenie mi w biust nie wchodzi. Co za wstyd być tak dokładnie obejrzaną przez chłopaka. - powiedziała do mydełka leżącego sobie spokojnie na umywalce. Mydełko było tak zaskoczone słowami skierowanymi do niego, że aż nie odpowiedziało.
Nadal stała przed lustrem.
- Nikt jeszcze nigdy nie pochwalił moich cholernych włosów. Myślałam, że każdy mi ich zazdrości. Nawet Lucjusz takich nie ma. - tym razem zaczęła napastować szampon do włosów.
Podeszła do swojego łóżka.
- Super. I nawet nie przysłuchiwałam się Dumbledorowi. Znowu nic nie będę wiedziała. - rzuciła się na pościel i przymknęła oczy. Było tak spokojnie...
Ciszę rozdarł krzyk z pokoju wspólnego
- Viki jesteś tam? - zadudniło na schodach.
- Zostaw wiadomość po usłyszeniu sygnału... - odwrzasnęła czując, że podskoczyło jej ciśnienie.
- Co?
- Kurna nieważne... - wymamrotała i zwlokła się z łoża.
Zeszła po schodach. W pustym pokoju wspólnym samotnie stał Remus.
- Wiesz, głupio mi, że Syriusz się trochę nie pohamował, ale czy ty aby trochę nie przesadzasz? - wydął usta. Przypominał teraz nauczyciela karcącego ucznia.
- Jakoś nie zauważyłam, żebym zrobiła coś złego. Nic się nie stało ..... (już chciała powiedzieć Syriuszowi) .... udku? - dokończyła nieśmiało.
- Chyba jeszcze dycha. Syriusz też, ale nieźle go zatkało. - Lupin najwyraźniej miał z tego wszystkiego radochę, bo uśmiechnął się jak na reklamie budyniu.
Ciszę, która trwała przez jakiś czas przerwał Remus:
- Przyniosłem ci trochę puddingu - podał jej przykrytą spodeczkiem miseczkę.
- O dzięki. - wykrztusiła porażona wizją niezaplanowanego posiłku.
Pudding został pochłonięty w niesamowicie krótkim czasie. Jedzenie "na przekąskę" Viki spożyła w drodze do obrazu Sir Cadogana i już odczuwała trochę głód.
- Może usiądziemy? - zaproponował chłopak i wskazał fotele obite zieloną tkaniną.
- A bardzo kurde chętnie. Kołki znów zaczynają mnie boleć. - ziewnęła.
- Kołki? - spytał ze zdziwieniem.
- Czyli inaczej giry. - spojrzała na niego dziwnie.
- Giry? - teraz wydawał się już całkowicie zbity z tropu.
- ..nogi - wielkodusznie wyjaśniła i bez czekania na odpowiedź ruszyła, aby usiąść w podjedzonym przez różne stworki fotelu.
- Ahaaa... - skwitował po chwili Remus i analizując słowa "giry" i "kołki" podążył za dziewczyną.
Domowe skrzaty zdążyły napalić już w kominku. Było ciepło i przytulnie.
- Chcą nas zabić przez przegrzanie... cholerne kurduple. - Viki zaczęła rozmowę od wściekania się. Standard.
- Wiesz trochę słyszałem o twojej rodzinie. - Remus sprawnie zmienił temat i spojrzał na dziewczynę.
- Serio? A cóż takiego? - próbowała wygrzebać łyżeczką mikroskopijnej wielkości resztki puddingu.
- Noo, że zaraz po Dumbledorze to twój stary był najlepszym czarodziejem. - spojrzał na nią z ukosa. Chyba według jego obserwacji córka nie bardzo przypominała ojca.
- Możliwe. Nie pamiętam. - odparowała i zaczęła wylizywać łyżkę.
Lupin zrozumiał, ze chyba lepiej nie ciągnąć tego tematu.
- Co mamy jutro jako pierwsze? - Viki szturchnęła go nogą przerywając przedłużającą się ciszę z gatunku tych niezręcznych.
- Co? Aha.. eee... niech spojrzę. Co za pech... eliksiry ze Ślizgonami. - po chwili dodał - Słuchaj co ty tak do tej dwójki?
- Do blondaska i czarnuszka? - już nie miała niczego do oblizania, więc odstawił naczynia na najbliższy stolik.
- No... -potwierdził inteligentnie.
- A co cię tak to ciekawi? - rozłożyła się wygodnie w fotelu i położyła splecione dłonie na brzuchu.
- Nie, nie, nie, Czemu...no tak jakoś... Wiesz. My - zaakcentował "my" - jesteś z Gryffindoru, a oni....eee.... nie.
- Zaraz mi się tu spalisz z ciekawości. - roześmiała się z jego miny - Ok. Powiem ci, ale nie mów nikomu. Dobra? - pochyliła się ku niemu.
Remus skinął głową
- Lucjusz jest wredny i sexi i ma sporo kasy a Snape jest taki hmmm... tajemniczy i sexi. Wystarczy? - wróciła do dawnej pozy.
- Hmmm - podparł głowę ręką - nie.
- Eeee no to... Lucek....hmmm...Lucek.... och sama nie wiem! - wyrzuciła ręce do góry i spochmurniała.
- A Sev? Ciągle na siebie "tak" patrzycie - nie dawał dziewczynie spokoju.
- Nie niuchaj tak w moich sprawach, bo cię tego nosa pozbawię. - wymruczła wściekła.
- Ok. sorki za te pytania, ale tak jakoś dziwnie jak ktoś z Gryffindoru brata się ze Ślizgonami. - zmarszczył czoło.
- To może teraz ty mi opowiesz kto ci się podoba? - chciała przerwać "rasistowską" wypowiedź chłopaka.
- Nie powiem. - roześmiał się.
- Eeeeej czeeeemu. Ja ci powiedziałam! - zaczęła grymasić jak małe dziecko. Żeby skłonić Remiego do zwierzeń zrobiła minę zbitego hipogryfa.
- Nie powiedziałaś. Ja już o tym wiedziałem. Wiesz, taki mały kruczek prawny. I nie rób wielkich oczu, bo wyglądasz jakbyś się nawdychała eliksiru clejorihuany.
Usłyszeli za sobą kroki i szybko się odwrócili.
- O tu jesteście gołąbki!
- Spadaj Potter - równocześnie powiedzieli Lupin i Viki.
Syriusz się do nich nie przysiadł. Posłał dziewczynie spojrzenie, które mogło tylko mówić: "Wredna baba jesteś. Nie zasługujesz na naszą przyjaźń, a poza tym dużo żresz, dupa ci urośnie i będziesz mogła [brzydkie słowo]ć z portretem Grubej Damy". Przynajmniej tak Wiktoria to odczytywała, chociaż równie dobrze jego mina mogła oznaczać "mam ostre wzdęcie".
- Blackuś usiądź z nami. Nie wyróżniaj się! - Peter próbował nakłonić kolegę.
- Nie dzięki. Wolę już się rozpakować Pitusiu. - zaseplenił ostatnie słowo i posłał w ich kierunku wredny uśmiech.
- Jak chcesz. Ale jak już się "rozpakujesz" to zejdź do nas. - skwitował Potter i skoczył na najbliższy fotel.
Viki poczuła się trochę niemiło. Czuła na sobie wzrok chłopaków. Tak jakby ją posądzali za humor Syriusza! To przecież on zaczął...
Rozmawiali ze sobą jeszcze około piętnastu minut, kiedy Viki nadal z poczuciem winy, które próbowała ukryć ("kurna kurna kurna kurna kurna to nie moja wina. To on. Tak to on zawinił. Tej wersji będziemy się trzymać" - myślała nieustannie) podziękowała ze przytoczenie, co ciekawszych fragmentów przemowy dyrektora oraz podyktowanie planu na najbliższy tydzień. Wstała z fotela. Uczniowie zaczęli się już powoli schodzić i w pokoju wspólnym zapanował wesoły gwar.
- Do jutra Vik! - zawołał przyjaźnie James do oddalającej się dziewczyny.
Odwróciła się raptownie z grymasem na twarzy.
- Nie mówcie mi "Vik"... czuję się wtedy jak pies. Jak już to mówcie kurna, Wiktoria, albo Viki, albo "Ej ty podaj masło". - odwróciła się na pięcie i pomaszerowała krokiem zamaszystym do swojej sypialni.



Obudziła się, kiedy słońce już świeciło i ogrzewało swoimi jasnymi promieniami chłodne, szkolne mury. Nieśmiało pociągnęła palcem kotarę i wyjrzała za zewnątrz. Wszystkie jej koleżanki z dormitorium jeszcze głęboko spały. Leniwie cofnęła palec i wygodnie wymościła się w ciepłej pierzynce. Po pewnym czasie bezcelowego leżenia Viki postanowiła wstać. Jak spokojnie leżała pod pierzyną, tak teraz szybko z niej wyskoczyła.
- O kurna zimna mać! - jęknęła i zanurkowała w dopiero co opuszczoną pościel
Po pół godziny miarowego odkrywania się wstała z wyrka. Przeciągnęła się i ziewnęła szeroko niczym potwór po udanym obiedzie. Coś niemiło strzeliło jej w ramieniu.
- Ach my staruszki - zaśmiała się do samej siebie.
Udała się do łazienki, na której drzwiach któraś z dziewcząt wyczarowała napis "oaza błogości". Szybko opłukała sobie twarz nad kamienną umywalką, umyła zęby <"uuuu ale mam oddech smoka"> i ubrała się już po szkolnemu
- wyglądam jak pedał...o ile to możliwe. - wymruczała do lustra, które widocznie nie chcąc jej urazić nie zareagowało.
Ociągając się zeszła do pokoju wspólnego. Wyjrzała zza rogu. Zawsze, gdy była sama, to tak robiła. Wynikało to z tego, że bała się spotkać czegoś, czego bardzo się obawiała - mianowicie skrzata. Te stworzenia działały na nią, jak myszy na większość istot rodzaju żeńskiego. Na szczęście żadnego stworka nie było w pobliżu. Przybrała pewną siebie minę i wkroczyła na miękki dywan, który w paru miejscach był wypalony. W kominku ogień trzaskał wesoło. Zupełnie jakby ktoś tu przed chwilą był i napalił. Przeszły ją dreszcze. Obejrzała się podejrzliwie dookoła, żeby się przekonać, czy aby żaden skrzat nie czyha na jej życie. Nic takiego nie zauważyła.
"No nic, skoczę do chłopaków" - zdecydowała po krótkim namyśle. Wyciągnęła różdżkę.
- Kamios!. - szepnęła i po kolei dotknęła trzech niczym niewyróżniających się kamieni w ścianie tuż przy wejściu na schody prowadzące do dormitoriów szkolnego towaru. Dzięki tej sztuczce zaobserwowanej u starszych dziewcząt, mogła bez przeszkód wejść do sypialni chłopców.
Wkroczyła na pierwszy stopień.
"Ciekawe, jak wyglądają jak śpią. Szkoda, że nie mam aparatu fotograficznego... kurde" - ponarzekała sobie w myślach stąpając po kolejnych stopniach.
Najciszej jak mogła weszła do sypialni. Drzwi leciutko skrzypnęły. Viki zatrzymała się w połowie kroku i zaczęła nasłuchiwać, czy aby żaden ćwok się nie obudził. Wszyscy jej nowi przyjaciele (ekhem) byli jeszcze w objęciach Morfeusza. W dormitorium kimał jeszcze jeden chłopiec którego nie znała. Jak się później okazało był to Frank Longbottom.
Podeszła do drugiego łóżka od prawej. Leżał na nim James i chrapał wniebogłosy śliniąc się przy tym, ale widocznie reszta była już przyzwyczajona, bo nie okazywała żadnych oznak niewygody.
Gdyby pierzyna, co jakiś czas się nie unosiła, pomyślałaby, że Peter kitną.
Remus spał na boku i co jakiś czas nerwowo poruszał nogą.
Syriusz leżał na plecach. Nie chrapał. Cichutko wspięła się na jego łóżko i usiadła na półkolistym zakończeniu wyrka. Przed sobą miała człowieka, który według jej mniemania jej nie lubił.
- Trzeba będzie go... przeprosić... - nawet w myślach było jej ciężko przyznać się do błędu. Nie była przyzwyczajona do szczerych przeprosin jak i do samego słowa "przepraszam".
Nadal przyglądała się twarzy Blacka. Jego usta ułożyły się w "dziubek". Oddychał jednocześnie nosem jak i ustami (można było usłyszeć cichuteńki gwizd).
"Hmmm fajne imię - Syriusz. Jakby to zdrobnić? Syrek? Syfek?" - uśmiechnęła się mimowolnie i założyła nogę na nogę. Jedną ręką przytrzymała się kolumienki łóżka.
James chrapnął donośnie. Nie zwróciła na to uwagi.
- Ty... przystojny nawet jesteś - szeptem powiedziała do samej siebie.
Przyjrzała się jego śniadej cerze okraszonej gęstymi czarnymi włosami. Teraz naprawdę żałowała, że w ten sposób go potraktowała. "Ładny początek przyjaźni".
"Chyba trochę za serio biorę wszystko do siebie... ale ja naprawdę... nie umiem z ludźmi spokojnie rozmawiać. Czemu?". Naszła ją tak zwana "chwila dla debila", czyli użalanie się nad sobą.
Pogrążona w myślach nie zauważyła, kiedy Syriusz powoli otworzył oczy.
- AAAAAA!! - wrzask Blacka rozdarł ciszę w dormitorium.
- AAAAAA!! - Viki przeraziła się krzykiem Syriusza i wylądowała na plecach na podłodze. Tylko nogi wystawały nad łóżko.
Wszyscy się pobudzili.
- Co jest?? - spytał zaspany głos z lewej. Był to prawdopodobnie Potter.
- Syriusz! Co się stało?
- Miałeś koszmary? - posypały się inne pytania.
Nagle umilkli. Spojrzeli na dziewczynę gramolącą się na podłodze.
- Viki? - wszyscy prócz nieznanego jej chłopaka, który chyba nadal spał lub dostał ataku serca, zapytali z niedowierzaniem.
- Tak, to ja. - odpowiedziała trochę bardziej wysokim głosem niż zwykle.
Wstała. Odgarnęła włosy z twarzy. Uniosła dumnie głowę, chociaż czuła, że się czerwieni.
- Co ty..... TY!! Myślałem, że umrę ze strachu!! - Syriusz nadal patrzył na nią z przerażeniem, trzymając kołdrę pod brodą.
- A ja to co?? Wiesz, jakiego miałam kurna stracha? Plecki mnie przez ciebie kurde bolą! Żeby tak człowieka z rozmyślań wytrącać... - zaczęła marudzić.
- Ee.... chciałaś mnie zabić? - spytał z pewną dozą nieufności, kiedy dziewczyna skończyła obwiniać go za całe zło świata.
- Nie! Coś ty debilu! Przyszłam sobie do was, bo wcześnie się kurna obudziłam! - wyjaśniła gestykulując zawzięcie.
Widząc minę Viki i Syriusza, James zaczął się tarzać ze śmiechu.
- HAHAHAHAHA O RAJU!! JA NIE MOGĘ!! ALE Z WAS DEKLE!!
- Ty się nie śmiej, tylko wytrzyj tą zaślinioną poduszkę pacanie - syknęła dziewczyna.
Wszyscy, łącznie z "niedoszłą" zabójczynią zaczęli się śmiać (tylko James tak jakby ciszej).
Kiedy się uspokoili, Viki przeprosiła(!) ich za przedwczesne obudzenie i ku zdumieniu wszystkich w tym samego Syriusza, przeprosiła(!!) Blacka za swoje wczorajsze zachowanie. Co prawda nie bardzo jej to wychodziło:
- Ech... wiesz Syriusz. Głupio mi strasznie za tego kurczaka ..yyy.. Mam nadzieję, że nie za bardzo ci w twarz chlapnął. Baaardzo cię....eee... prze....praszam. Wy-wy-baczysz? - dokończyła czerwona na twarzy.
Syriusz uśmiechnął się do niej przyjaźnie***.
- Jasne, ze wybaczam! Tylko jak byś kiedykolwiek chciała mnie jeszcze przeprosić to nie próbuj wywołać u mnie palpitacji serca, ok.? - podniósł się na łóżku.
- Ok... - prawie parsknęła śmiechem widząc szopę jaką Black miał dookoła głowy.
- A tak ogólnie, to jak się tu dostałaś? Słyszałem, że dziewczęta nie mogą wchodzić do sypialni chłopców. - James spoważniał.
- Ile razy mam powtarzać, że widocznie nie jestem dziewczyną... - odpowiedziała mu zdenerwowanym głosem.
Czuła się strasznie. Zerknęła na Lupina. Miał trochę nadąsaną minę. Tak jakby żałował, że to nie na jego łóżku usiadła.
- To ja już pójdę. Może poczekam na was w pokoju wspólnym i pójdziemy coś przekąsić? - zaproponowała nieśmiało i zaczęła wycofywać się w stronę drzwi.
Właściwie, to jej ostatnie słowo podniosło ją na duchu. Przecież to już czas śniadania! Chłopcy się zgodzili, więc zeszła pospiesznie po schodach.
Stanęła przy oknie i bez większego zaciekawienia wyjrzała na zewnątrz. Słońce, które jeszcze przed chwilą pięknie dawało po oczach, teraz skryło się za burymi chmurami, z których zaczął padać drobny deszczyk.
- Cholernie głupia plucha. - trzeba przyznać, że na poetę się nie nadawała. Jej poczucie estetyki zaczynało się i kończyło na jedzeniu. Tylko potrawy uważała za prawdziwe dzieła sztuki.
Po chwili znudziła się przyglądaniem błoniom i odwróciła się od okna. "Łobuzersko" oparła się łokciami o parapet. Prawa noga była wysunięta do przodu. "Ach wyglądam teraz jak modelka!" - uśmiechnęła się w myślach - "chłopaki oniemieją jak mnie zobaczą!".
- Viki, stoisz tak jakbyś zaraz miała upaść - pierwszy do pokoju wszedł Peter.
- I cały plan w pizdu - szepnęła, a na jej twarzy zawitał grymas a'la "zniszczyłeś mój demoniczny plan".
Za Pettigrew zeszła cała reszta, prócz piątego chłopca.
Porzuciła zamiar olśnienia samców i ruszyła za nimi przez dziurę za obrazem sir Cadogana.
- Hej wy parszywe psy! Chdzcie tu i walczcie!!

Oprócz nich w Wielkiej Sali było tylko kilku uczniów.
- No to szybko! Za dziesięć minut będzie tu już spory tłumek. - Peter wyglądał na bardzo głodnego.
- Ale trzeba będzie poczekać za pocztą. - i tym razem rzekł rzeczowo Lupin.
- A no tak... - przyznała reszta.
Usiedli. Viki nadal unikała wzroku Syriusza. Jeszcze się wstydziła i tego zdarzenia w dormitorium i swoich przeprosin.
- Szanowna Wiktorio. Wybaczyłem ci twój haniebny czyn, więc nie musisz na mnie nie patrzeć. - powiedział do niej Black głosem naśladując dumnego króla, który zlitował się nad poddanymi.
Podniosła głowę i uśmiechnęła się nieznacznie.
- Dzięki Blackuś.
- Ooooo....znowu zaczynasz... - Syriusz nagle spochmurniał.
- Hej! Koniec tych dywagacji! Jemy! - przeczuwając zbliżające się kłopoty, James spróbował odwrócić ich uwagę. Poskutkowało.
Viki jeszcze bardziej się ożywiła. Widząc to, Syriusz już chciał coś powiedzieć, ale zdążył ugryźć się w język.
Była mu za to wdzięczna.
Coraz więcej ludzi zaczęło się schodzić. Sala wypełniła się uczniami. Zewsząd było słychać szczęk sztućców. Jak Viki zaczęła jeść pierwsza, tak skończyła ostatnia.
- Moi mili! - głos Dumbledora uciszył wesoło gawędzących uczniów - jeszcze raz życzę Wam otwartych umysłów na naukę i jak najmniejszych kłopotów, tudzież niemiłych przygód.
Viki dałaby sobie odciąć rękę i przepłukać jelito, że dyrektor puścił oko do Czwórki.
"Zapowiada się ciekawie" - nawiedziła ją przyjemna myśl, która zaraz została odgoniona przez trzepot skrzydeł.
- śzofki nadlaczujom.
- Viki... z takiej dobrej rodziny, a mówisz z pełną gębą - po tych słowach Syriusza, James odsunął od dziewczyny swój talerz, na którym spoczywała niedojedzona kanapka z szynką.
Wiedziała, co przyniesie jej sowa. Już w wakacje zamówiła prenumeratę "Proroka Codziennego" i jednego z mugolskich magazynów <"Wolę być na bieżąco ze sprawami z "zewnątrz"">.
Zdziwiła się widząc jak jej sowa targa nie tylko dwie gazety, ale jeszcze list. Chłopcy także podostawali listy, a Peter sporą paczkę. Najwyraźniej zapomniał zabrać czegoś z domu. Viki dłużej się nad tym nie zastanawiała. Sowa wylądowała ciężko na stole potrącając wszystkie możliwe naczynia, które napotkała na drodze lądowania.
- No Pela. Spisałaś się znakomicie. - dziewczyna przełknęła ostatni kęs.
- Pela? - James trochę się zdziwił.
- To zdrobnienie. Ma na imię Pelagia. - wytłumaczyła nie patrząc na niego.
Sowa słysząc swoje imię, napuszyła się dumnie oczekując wynagrodzenia za swoje trudy.
- Nawet fajne imię. - pochwalił Potter - podoba mi się.
- Dzięki. Kurde. Niewielu osobom przypada ono do gustu.
Dała Pelagii dojeść ze swojego talerza (co oznaczało spore poświęcenie). Wkrótce list, który chciała pospiesznie wyjąć z koperty "zabił" w niej apetyt.
- O ty też masz list. Pewnie też czegoś zapomniałaś, co? - Syriusz przyglądał się ciekawie to listowi, to sowie, która co jakiś czas łypała na niego groźnie.
Nie słuchając, co do niej mówili, Viki otworzyła kopertę. W środku był tylko kawałek pergaminu z szybko nabazgrolonymi na czarno słowami:

"Dzisiaj o 22 pszy pomnikó wiedźmy na piontym pientrze"

- I co tam napisali? - tym razem Lupin zapytał, widząc zdziwioną minę Viki.
- A...że nie wzięłam... (nic nie przychodziło jej do głowy)...yyy... podręcznego zestawu do czyszczenia miotły.
Z uśmiechem spojrzała na kolegów.
- Cyganisz - Syriusz od razu się poznał.
- Weź przestań... to jej sprawa - Remus chciał go chyba skarcić, ale ton jego głosu wskazywał raczej na zaciekawienie treścią listu.
<"Rany... nie dość, że niepodpisane, to jeszcze byki ortograficzne jak stąd do Moskwy!">. Schowała pergamin razem z kopertą do wewnętrznej kieszeni szaty. Wolała nie ryzykować chowając list do "zwykłej" kieszeni, bo wiedziała, że zaraz ktoś z Czwórki by jej to buchnął. W końcu byli specjalistami od drobnego kryminału.
Był jeden problem. Przecież piąte piętro jest rozległe, a ona nie wie gdzie jest ten cholerny pomnik wiedźmy. "Będę musiała wyjść z pokoju chyba przed dwudziestą, żeby tą głupią figurkę znaleźć...".
Poczuła dreszcz na plecach. Ktoś musiał ją obserwować dość długo, że to odczuła.
Od razu spojrzała na stół Ślizgonów. Patrzył na nią Severus. Po chwili spuścił wzrok.
"Czy to on wysłał mi ten dupny list?" - pomyślała.
- "Ej ty podaj masło" idziemy na eliksirki! - Lupin wyrwał ją z przemyśleń.
- Aha, no kurna lepiej już idźmy.
Po drodze zaplotła szybko długie włosy w warkocz. Psor Sevlakow nie lubił, gdy dziewczęta na jego zajęciach miały rozpuszczone włosy. Mówił, że to przypominało mu jego dzieciństwo, gdy zmuszano go, żeby nosił długie włosy. W jego kraju było to modne.
- Wyglądam jak chłopka... - wyżaliła się tuż przed klasą eliksirów.
- Nie ja to powiedziałem! - James zaczął się śmiać. Skończył gdy Viki zasadziła mu kopa w tyłek.
- Witajcie SIÓDMOKLASIŚCI... spokój PROSZĘ!
Sevlakow był bardzo ciekawą postacią. Akcentował, co drugie słowo unosząc przy tym wysoko brwi.
Viki lubiła go chyba bardziej za wschodnie pochodzenie, niż za charakter.
- W tym ROKU będziemy UCZYĆ się BARDZO intensywnie, PONIEWAŻ pod KONIEC przyszłego SEMESTRU będziecie MIELI egzamin Z eliksirów O zasięgu KRAJOWYM. ("oo to w Anglii jest więcej takich szkół jak Hogwart?" - zdziwiła się Viki).
- Dzisiaj BĘDZIEMY przerabiać....
Dalej nie słuchała. Zastanawiała się, czy rzeczywiście Snape mógł wysłać jej ten list. Po lewej siedzieli Ślizgoni. Wiedziała, że eliksiry były ulubionym przedmiotem Severusa. Siedział w pierwszej ławce pod oknem. Ona zaś na końcu pod ścianą. Mogła, więc bez przerwy bezkarnie mu się przyglądać. Widać on też czuł czasami dreszcze, bo kilka razy odwrócił się w jej stronę, ale ona szybko przekręcała głowę na profesora udając bezgraniczną niewinność.
- Dobrze...KTO może MI powiedzieć, JAKIEGO najważniejszego SKŁADNIKA trzeba UŻYĆ do ELIKSIRU zapomnienia?
Ręka Seva natychmiast wystrzeliła w górę.
- A czy KTOŚ jeszcze WIE?
Viki wolno podniosła dłoń.
- słucham PANNO Czartoryska...
Wszyscy na nią spojrzeli. Sev miał lekko rozdziawioną minę.
- eeee trzeba użyć chyba odrobiny suszonej płetwy trytona... - poliki zaczęły ją piec. Zawsze tak miała przy publicznych wystąpieniach. Nawet jeżeli trwały dwie sekundy.
- BARDZO dobrze, PIĘĆ punktów DLA Gryffindoru.
Odetchnęła. Spojrzała w kierunku Snape'a i uśmiechnęła się. Nie odwzajemnił tego.
Zauważyła, że Malfoy, który siedział obok niego ukuł go różdżką.
- Kochany blondasek. - szepnęła.
- Mówiłaś coś? - Lupin, z którym siedziała obserwował ją pilnie.
- Mówiłam "kochany blondasek". - powtórzyła nieco głośniej.
- Ja ciebie kobieto naprawdę nie rozumiem. - wywrócił oczami.
- Punkt dla mnie - uśmiechnęła się.

Lekcje dobiegały końca. Na transmutacji, Viki zamiast przemienić patyk w rzadko spotykaną, złotą jaszczurkę, przemieniła go w lizaka.
- Sorry psorko. Głodna jestem.
- Ach Wiktorio. Jak zawsze jesteś bardzo bezpośrednia. - nauczycielka załamała ręce (nie po raz pierwszy).

Po obiedzie: "AAAAA kocham kurczaki!!"
I podwieczorku: "Nie będziesz tego jadł?? Nie? No to super... mniam mniam".
Cała piątka znalazła się w pokoju wspólnym Gryffindoru. Dużo uczniów pozajmowało już fotele. Gęsto leżały otwarte książki - oznaka, że kujony przystąpiły do pracy.
- Syriuszuuu!!! - słodki głos Alex Chairman rozległ się po sali.
- Ech... zaraz ją spławię - powiedział Black widząc lekceważące uśmieszki kolegów i udającą wymioty Viki.
- Tylko szybko! Ostatnio zajęło ci to pół godziny - Peter chyba jednak mu zazdrościł, a przynajmniej tyle Viki wywnioskowała z jego miny.
Spojrzała na zegarek. Osiem minut po siedemnastej.
- Ej! Mogłabyś mi tak nie wykręcać ręki?? - Remus wyglądał na niezbyt zadowolonego.
- To kup mi zegarek na Boże Narodzenie. - skwitowała niegrzecznie.

I tym razem słodka Alex w swojej słodkiej różowej bluzeczce nie dała się szybko spławić. Aby Syriusz odzyskał wolność, musiała interweniować Viki.
- Ooo tu jesteś kotku! Wszędzie cię szukałam! Chodź szybko, bo musimy omówić naszą przyszłość. - zaświergotała nad ich głowami.
I Alex i Syriusz patrzyli na nią dziwnie.
Viki z czerwonymi "pulasami" odeszła od ich stolika. Po dziesięciu minutach przyszedł "więzień".
- Wiesz, nie chcę być niemiły, ale następnym razem niech któryś z chłopaków mnie ratuje. - jego głos ujawniał niezadowolenie.
- Ale... - Viki próbowała wyjaśnić.
- Musiałem teraz uspakajać tą dziewczynę, bo się rozpłakała słysząc, że chcesz mieć ze mną dzieci, piękny dom i coroczne wakacje na Balearach.
Wszyscy prócz Srebrnej (jak ochrzcili ją James i Peter) i Syriusza wybuchli śmiechem.
- Ale ja nic takiego cholera nie powiedziałam!! - zaczęła się bronić.
- Dziewczyny zawsze sobie lubią dopowiadać... ("hmmm coś w tym musi być" ) - Syriusz zajął się mokrą plamą na szacie. Alex miała nader sprawne gruczoły łzowe.
Po około dwudziestu minutach Viki odczuła, że chłopcy są trochę skrępowani. Widocznie chcieli o czymś porozmawiać a ona tylko przeszkadzała.
- Wiecie, co? Przejdę się trochę przed kolacją. - powiedziała ni z tego ni z owego.
- A ta żyje tylko jedzeniem. - westchnął Potter.
Udała, że nie słyszy. Wstała. Raczej jej nie zatrzymywali. Przeszła przez dziurę za obrazem. "Chyba poszukam mojego kochanego Irytusia". Gdy wędrowała schodami na szóste piętro, usłyszała donośne hałasy z jakiejś sali. Popędziła w tamtym kierunku. Otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się przynajmniej "powojenny" widok. Wszystko, co znajdowało się w klasie nie było w jednym kawałku.
- Irytek!! - wrzasnęła uradowana, że widzi swojego ulubionego ducha. Kochała jego chamstwo (chociaż w towarzystwie się do tego nie przyznawała).
- OOOO to ty!! - Irytek trochę się zdziwił, ale zaraz potem wybuch radości zastąpił zdziwienie.
- Ale super, że przyszłaś!! Widzisz? - dumnie pokazał ręką zrujnowaną klasą.
- Widze... jest ekstra! Jesteś normalnie Panem Demolką. - pochwaliła go.
- Och, jesteś taka miła... - poltergeist udawał zawstydzenie.
- Jak ci minęły wakacje, co? Dużo nabroiłeś jak mnie nie było?? No opowiedz! - popędzała ducha.
- No cóż, trochę tego było - Irytek gdyby mógł pękłby z dumy. - a więc na początku wakacji....
Następne dwie godziny upłynęły Viki na wesołym słuchaniu, co też jej ulubiony duch zrobił przez dwa miesiące. A było tego dosyć sporawo. W międzyczasie chodzili sobie po różnych piętrach i zatrzymywali się przy, co ciekawszych miejscach "zbrodni".
- Irycie? Która godzina? - spytała przerywają monolog poltergeista opowiadającego akurat o zastawieniu pułapek na myszy na całym piętrze.
- A co ja, zegarynka jestem? - obruszył się.
- Jestes... - odpowiedziała na "odwal się".
- Jest. Godzina. Dwudziesta. Minut. dwanaście. Sekund. Trzydzieści pięć. - wyrecytował głosem "telefonistki".
- Dzięki. Będę już musiała chyba spierniczać na żarcie, bo kiszki mi marsza grają. - jakby na potwierdzenie tych słów po korytarzu zadudniło burczenie z jej brzucha.
- Bezdenny worek.. - szepnął Irytek ze złośliwością.
- Słucham? - odwróciła do niego głowę.
- Bezgłowy Stworek mówiłem, Bezgłowy Stworek.




*to nie są testrale (czy coś tam), więc wszyscy mogli je zobaczyć. jasne? : D
** bierz mnie Syriusz XD
*** co ja bym za taki uśmiech dała... ach, och i w ogóle.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Somei
post 05.01.2007 21:24
Post #4 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 23
Dołączył: 28.10.2006
Skąd: Gdynia (taki cmentarz w centrum)

Płeć: Kobieta



Fick bardzo mi się podoba, huncwotów niegdy mi mało:D Chociaż zdeczka mi nie pasuje że Wiktorię zrobiłaś taką huncwociastą, no jak np. gadał z irytkiem. Moim zdaniem to Huncwoci są od żartów, ale ogólnie jest spoko. Czekam na kolejne notki. Pozdro.

PS. Nazwa jest powalająca lol. XD


--------------------

-=> Jestem nędzarzem posiadam tylko marzenia, rozsiałem je u twoich stóp, stąpaj lekko gdyż stąpasz po moich marzeniach

-=> Ludzie są jak kwiaty - 8 miliardów narcyzów

-=> Uwierze w anioły nawet jeśli ich skrzydła są czarne

-=> Moje serduszko toczyło się drogą, a ty je podniosłeś i zostało z tobą
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 26.11.2022 14:58