Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

8 Strony  1 2 3 > »  
Closed TopicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> I Believe In A Thing Called Love, lekki, łatwy i przyjemny erotyk:>

Co sądzicie o tym opowiadaniu?
 
Dobre - zostawić [ 31 ] ** [100.00%]
Gniot - wyrzucić [ 0 ] ** [0.00%]
Zakazane - zgłoś do moderatora [ 0 ] ** [0.00%]
Suma głosów: 31
  
Kitiara
post 09.12.2004 06:49
Post #1 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Któryś z kolejnych moich opowek. Długi jak diabli tongue.gif
Występuje tu między innymi paring: Hermiona/Draco - ostrzeżenie dla tych, którzy mają na nich uczulenie.
Pisałam to z myślą opowiadaniu erotycznym, lekkim, prostym, nieskomplikowanym odbiorze i z dużą dawką humoru. Mam nadzieję, że mi się udało stworzyć takie przyjemne i zaskakująco długie (nawet dla autorki) czytadło z happy endem.
Ostrzegam, że od rozdziału czwartego zaczynają się sceny erotyczne i jest ich dosyć sporo. Autorka ponadto nie bawi się w owijanie w bawełnę, tak zwane i pisze wprost, chociaż oczywiście bez wulgaryzmów i z ogromną starannością o zachowanie dobrego smaku.
Milutkiej lektury.


Rozdział I
NOWA


Czarnowłosa dziewczyna uczesana w pyszny warkocz sięgający pośladków była urzekającym zjawiskiem. Była piękna i miała cudne, kobiece kształty. Czarne, niskie i obcisłe biodrówki opinały pośladki i odsłaniały jędrny brzuch z kolczykiem w pępku.
Nieznajoma wyciągnęła z podręcznej torebki papierosy i uchyliła okno w korytarzu pociągu Hogwart Express. Jej biała, raczej kusa bluzka, podkreślała jędrny i zdecydowanie duży biust...
„Bogini” – pomyślał wysoki, przystojny brunet, stojący dwa okna dalej.
Harry gapił się jak zahipnotyzowany. Skończył palić, ale nie wszedł do swojego przedziału. Wyciągnął kolejnego papierosa, tylko po to, żeby sobie na nią popatrzeć. A było na co.
Jak on chciał z nią zagadać, tylko nie potrafił....
On, który pokonał samego Voldemorta w czerwcu bieżącego roku, nie wiedział jak zagadać z dziewczyną, która spokojnie paliła parę metrów od niego.
„Bogini – pomyślał znowu – bogini w ludzkim ciele.”
Gdyby Harry wiedział jak sam wygląda i jak na niego patrzą dziewczyny, może byłoby mu dużo łatwiej. Ta jego chorobliwa nieśmiałość... Skrzywił się na myśl o niej.
Miał na sobie zielony podkoszulek, który podkreślał jego oczy i granatowe, dopasowane dżinsy. Ciotka nie mogła mu już wciskać starych rzeczy Dudleya. Były dużo za szerokie i zdecydowanie za krótkie, jeżeli chodziło o spodnie. Harry miał długie nogi. Długie, zgrabne nogi, chociaż nie tak zgrabne jak jego blond rywal ze Slytherinu... i bardzo kształtny, jędrny tyłeczek.
Petunia musiała mu kupować „nowe” rzeczy w... lumpeksach...
Ale i tam można było czasem znaleźć coś ciekawego.
Harry urósł przez wakacje całe dwanaście centymetrów i miał dosyć imponujący wzrost 188 centymetrów.
Chociaż co to było przy 198 centymetrach Snape’a, albo o dziesięć centymetrów wyższego Dumbledore’a? O Hagridzie nawet nie wspominając.
Włosy sterczały mu jak zwykle na wsze strony, ale były trochę dłuższe i wyglądały dosyć uroczo. Rysy twarzy lekko mu się wyostrzyły i nabrały wyrazistości. Harry był przystojniejszy od swojego świętej pamięci ojca. Jego oblicze miało w sobie bowiem pewną delikatność i słodycz, której brakowało Jamesowi, i które nadawały jego męskim rysom dozę chłopięcości.
Tak, gdyby Harry był własnym ojcem, pewnie nie miałby problemu, żeby z nią zagadać. Ale on był po prostu sobą. Nieśmiałym wobec kobiet chłopakiem.
Prawiczkiem...
Tak...
Nawet Ron już nie był niewinny... ba, nawet Neville stracił cnotę pod koniec roku szkolnego i to z kim? Z Pansy Parkinson, która przez pierwsze dwa miesiące szóstego roku miała bardzo burzliwy romans z Malfoy'em, a później musiała sobie zrobić pół roku przerwy, żeby ochłonąć i wziąć się za Neville'a. Longbottom wyrósł i wyprzystojniał. I nie był już taką łamagą.
A jego dziewczyna już nie była podobna do mopsa. Pansy była bardzo ładna i, co się okazało przy bliższej znajomości – inteligentna.
A on nawet na randki się nie umawiał. Miał uraz po wiecznie beczącej i niezadowolonej ze wszystkiego Cho Chang. I był tak cholernie nieśmiały.
Boże... całował się tylko raz w życiu, prawie dwa lata temu i to była totalna porażka. Chang w ogóle była totalną porażką... zaczął się nawet poważnie zastanawiać nad swoimi preferencjami seksualnymi... aż do teraz .
Ale bóstwo przed nim nie było Cho, chociaż też miało czarne włosy, to na tym podobieństwo się kończyło.

- Dużo palisz – niski, ciepły, lekko zachrypnięty, seksowny głos należał niewątpliwie do bóstwa.
- Eee... ty tak do mnie? – zaczął jak zwykle z powalającą elokwencją.
„Ale kaszana” – pomyślał od razu.
- A widzisz tu jeszcze kogoś? – nieznajoma zaciągnęła się głęboko patrząc mu prosto w oczy. Jej oczy były piękne. Ogromne, czarne i bezdenne... nieprzeniknione... i ich oprawa. Grube, czarne i długie rzęsy wywinięte do góry. Bez śladu makijażu. Te rzęsy były jej chlubą. I brwi. Regularne, ładnie wyprofilowane brwi nie wymagające zbyt częstych poprawek.
- No, trochę palę...
„Pieprzę głupoty.”
- Widzę. Jednego od drugiego. Masz jakieś zmartwienie?
- Eee. Chyba nie...
Dziewczyna zaśmiała się wdzięcznie. Miała cudowny, gardłowy, raczej niski śmiech z chrypką.
Harry'ego przeszły ciarki od tej chrypki.
- Widzę, że nie jesteś zbytnio wygadany, co? – wydawała się rozbawiona, ale i przyjaźnie nastawiona do niego. Zagasiła peta o framugę okna i wywaliła, a gryfon poszedł w jej ślady.
- Jakie palisz? – zapytała od niechcenia.
Harry patrzył na jej długie, zgrabne palce, zakończone schludnie wymalowanymi na czarno paznokciami.
- Camele – żałował, że jest taki nieśmiały.
- Marlboro są dużo lepsze – powiedziała marszcząc mały, zgrabny nosek i patrząc na niego uważnie.
- Mugole są wspaniali. Wymyślają tyle fajnych, przydatnych rzeczy – rzuciła nagle – na przykład Internet, słyszałeś o czymś takim? – w jej głosie zabrzmiało szczere zainteresowanie.
- Owszem – lakonicznie odrzekł chłopak – mieszkam u mugolskich krewnych.
- Rozumiem – skinęła głowa.
- A co do fajek. Nie stać mnie na lepsze. To znaczy nie mam tyle funtów, żeby sobie lepsze kupić. I tak cudem jest, że naciągam wuja na te Camele... Wymieniłem trochę kasy na mugolską i kupiłem dwa kilo tytoniu i bibułę, żeby mieć co palić w szkole... – Harry uśmiechnął się niepewnie i zarumienił.
„Co ją to obchodzi?” – pomyślał z roztargnieniem.
Dziewczyna znowu się zaśmiała.
- Zabawny jesteś. I zaradny. Miło było cie poznać.. – zmarszczyła brwi i popatrzyła pytająco.
- Harry... mam na imię Harry.
- Okey, miło cię poznać Harry – uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła do niego rękę.
„Ale ze mnie gafiarz... – pomyślał - to ja powinienem wyciągnąć dłoń pierwszy.. ach....”
Odwzajemnił jej gest lekko się rumieniąc. Miała ciepły, silny, pewny uścisk. Cudowny uścisk i ślicznie pachniała i była taka, taka... Harry nie wiedział jak to ująć, ale mógłby ją schrupać razem z kosteczkami.
Jego wyobraźnia doprowadziła go do większego rumieńca i spuszczenia wzroku.
„Uroczy, nieśmiały chłopak... nie żałuję zmiany szkoły.” – pomyślała dziewczyna.
- Ciebie też miło poznać... – Harry w końcu odważył się na nią spojrzeć ponownie.
- Lilien – powiedziała po prostu a oczy chłopaka zrobiły się jak spodki.
- Lilien?!
- Aha... Jest takie imię, gdybyś nie wiedział, Harry.
- No wiem o tym.... tylko... tak na imię miała moja mama... nieważne
- Twoja mama – zapytała i zmarszczyła czoło i twarz jej się lekko rozjaśniła zrozumieniem – ach... jesteś Harry Potter, tak?
Chłopak przełknął ślinę i skinął głową.
„Zaraz będzie chciała oglądać bliznę” – pomyślał z irytacją, ale nic takiego nie nastąpiło.
Na jej twarzy wykwitł teraz dosyć złośliwy uśmieszek. Ten uśmiech kogoś mu przypominał, zresztą oczy dziewczyny też... ale za bardzo mu się podobała by zastanowił się nad tym głębiej.
- No... teraz rozumiem twoją wybujałą elokwencją...Słyszałam z kilku źródeł, że nie jesteś zbyt, jak to powiedzieć... lotny umysłowo –zaśmiała się i posłała mu przyjazne, rozbawione i wyzywające spojrzenie.
Harry poczuł się dotknięty, chociaż nie za bardzo i zarumienił się jak buraczki w occie, które jadł przedwczoraj.
- Ciekawe, kto ci o mnie opowiadał? – odważył się spytać.
- Draco Malfoy. Przyjaźnię się z nim – wypaliła – i mój stary.
Harry popatrzył na nią uważnie.
Lilien wyciągnęła papierosy.
- Zapalisz? – poczęstowała Harry'ego.
- Tak, dziękuję. Od swojego ojca? – nad nieśmiałością wzięła górę ciekawość. Kolejna cudowna cecha, wiecznie wpędzająca go w kłopoty. – A czy ja go znam?
Tym razem dziewczyna śmiała się bardzo długo.
- Wybacz - zachichotała i zgięła się wpół – jasne, że go znasz... Przyjrzyj mi się dobrze. Tylko usta i nos mam po matce. Reszta to wykapany tata. No, może poza niektórymi częściami ciała i wzrostem – zażartowała – Mam jego poczucie humoru i podobno jestem wredna. Poza tym zawsze mówię to co myślę...
„Nie da się nie zauważyć” – pomyślał ironicznie Harry.
- W Durmstrangu, dokąd uczęszczałam do tej pory miałam ksywę Modliszka – patrzyła na niego rozbawiona.
Harry był zdziwiony jej reakcją, poza tym coraz bardziej go intrygowała.
I on ponoć znał jej ojca... ciekawe.
Zaciągnął się mocno i przyjrzał seksownej nieznajomej.
Miała duże, piękne usta, zgrabny nosek i wysoko osadzone kości policzkowe. Teraz jej nozdrza leciutko się rozchyliły i wypuściła dym przez nos.
Twarz miała szczuplutką, pociągłą. Tak naprawdę nie miała przeciętnej, ładnej buzi. Jej uroda była nietypowa i przez to bardziej atrakcyjna, przynajmniej dla Harry'ego. Lilien była bardzo różna od cukierkowatej Cho.
Jej skóra była blada, niemal perłowobiała, co przyczerni oczu i włosów dawało niesamowity efekt. Uroda tej dziewczyny była niepokojąca, wyglądała trochę jak niebezpieczna kusicielka i Harry przełknął głośno ślinę.
Po jej twarzy błąkał się teraz drwiący, nikły uśmiech.
- No, Potter – powiedziała rozbawiona – naprawdę cienko u ciebie z myśleniem.
„Czarne oczy czarne włosy” – powtarzał Harry w myśli litanię czterech słów.
„Wredny charakter...”
Nagle go olśniło i omal nie zachłysnął się powietrzem.
- Cholera jasna, to nie możliwe! – powiedział na głos.
- Co jest niemożliwe? – uśmiechnęła się szeroko odsłaniając szereg białych, równych i zapewne ostrych ząbków.
- Nie wierzę, żebyś mogła być córką mistrza eliksirów Hogwartu, chociaż oczy i włosy masz rzeczywiście takie jak on i ten twój uśmiech. Ale to niemożliwe, bo ty przecież jesteś piękna – powiedział rozbrajającą szczerością Harry.
Natychmiast zdał sobie sprawę, że palnął gafę i poczuł się jak tuman ostatni.
Dziewczyna śmiała się głośno, szczerze, perliście, dźwięcznie i naprawdę seksownie.
- O rany! Jesteś przezabawny – wydyszała w końcu i zgasiła papierosa.
- Nazywam się Lilien Snape – powiedziała już prawie zupełnie opanowanym i spokojnym głosem – i owszem jestem córką Severusa Snape’a, o którym raczyłeś wspomnieć. Szczęśliwy?
- A czemu miałbym być szczęśliwy? – tępo spytał, trochę zakręcony sytuacją Harry.
- Lubię cię - stwierdziła po chwili, tak po prostu. – Jesteś troszkę niekumaty, ale przesympatyczny.
Lilien puściła do niego perskie oko.
„Ma mnie za niekumatego, rany... – Harry był lekko poirytowany. – Jak on śmiał jej dać imię po mojej matce?! Jak mógł jej mówić, że jestem jakiś opóźniony?!!
No ale ona ma prawo się nabijać, przecież zachowuję się jak kretyn... Raz kozie śmierć!”
- Słuchaj – powiedział stanowczo, ale zrobił się przy tym naprawdę czerwony – może jestem trochę nieśmiały.
„Trochę?!?!?” – pomyślała rozbawiona dziewczyna - ciebie trzeba porządnie rozruszać...”
- ... ale to nie znaczy, że jestem opóźniony w rozwoju.
„Chyba jednak jestem” – pomyślał z rozpaczą.
- A co do twojego ojca. On mnie wręcz chorobliwie nie cierpi i biorąc pod uwagę pewne fakty z jego przeszłości, które miałem nieszczególny zaszczyt kiedyś poznać, nie mogę mu się dziwić. To ma jednak wpływ na bardzo subiektywną i bardzo negatywną ocenę mojej osoby. Szczęśliwa?
Dziewczyna popatrzyła na niego uważnie.
-Wreszcie gadasz do rzeczy i to całkiem inteligentnie. Wiedziałam – uśmiechnęła się rozkosznie – że stary przesadza. A Draco ma tendencję do koloryzowania – wzruszyła ramionami.
Harry uśmiechnął się szeroko.
- To nie fair – powiedział – podpuszczałaś mnie...
- No widzisz, sporo kumasz... – puściła mu figlarnie oko – Patrzyłeś się na mnie i nic nie mówiłeś, to odezwałam się pierwsza. Zauważyłam że jesteś nieśmiały i wyglądałeś na sensownego człowieka...– Lilien leciutko się zarumieniła, Harry poczuł jak jego żołądek podskakuje radośnie. – Mam nadzieję, że nie będziemy wrogami tylko dlatego, że jestem córką Sam – Wiesz – Kogo – przewróciła zabawnie oczami i uśmiechnęła się rozbrajająco.
Harry gapił się na nią jak zauroczony.
„Jeszcze trochę i się zakocham. Ona jest piękna, inteligentna, mądra, urocza, boska, ni mnie lubi... ma tylko jedną wadę... jest córką.. aaa! Pieprzyć to.”
- Ja też liczę na to, że nie będziemy drzeć kotów – gryfon się uśmiechnął.

- Lil, co ty tak długo robisz na tym korytarzu. Rodzisz? – w przedziale obok przedziału Pottera i spółki pojawiła się głowa z długimi pasmami blond włosów.- POTTER?!
Na korytarz wyszedł nie kto inny, tylko mocno zdziwiony Draco Malfoy. Bardzo wysoki, bardzo przystojny i pięknie opalony Draco Malfoy. Harry nie mógł się nie zdziwić tym widokiem. Draco nie był już wysokim chłopcem, mierzącym prawie metr osiemdziesiąt. Teraz przekroczył 190 centymetry. Dokładnie jego imponujący wzrost osiągnął metr dziewięćdziesiąt cztery
Włosy, które nosił związane w kucyk przez kilka ostatnich miesięcy na szóstym roku, teraz opadały swobodnie aż za jego łopatki. W dłoni trzymał paczkę papierosów. On też wydawał się zdziwiony zmianami jakie zaszły w wyglądzie Pottera.
„Wielki Harry Potter jest przystojny? No nie...będzie mi robił konkurencję...”
I rozmawiał z jego serdeczną kumpelką. Chryste.
- Gadasz z Potterem?!
- Tak – spokojnie odrzekła dziewczyna – zabronisz mi? – spytała wyzywająco
- Oczywiście, że nie - Draco się lekko zająknął.- tylko się zdziwiłem.
Blondyn wyjął papierosa i zapalił.
Lilien Snape nie była imponującego wzrostu. Nie. Ale posiadała coś takiego jak wewnętrzny autorytet, charyzmę i była dosyć pewną siebie osobą.
Teraz uśmiechnęła się do blondasa.
- No, ja myślę, misiaczku – uniosła wysoko brew a Malfoy przewrócił oczami.
- Tobie akurat można czegoś zabronić - wzruszył ramionami i spokojnie palił dalej, oparty łokciem o framugę okna.
- Jesteś kłamczuchem Draco – spokojnie powiedziała Lilien oglądając z zainteresowaniem swoje raczej, długie, czarne paznokcie.
- Nie rozumiem – chłopak zaciągnął się i spojrzał na przyjaciółkę spod zmarszczonych brwi.
Snape popatrzyła na niego uważnie, a Harry obserwował ich rozmowę z zaciekawieniem. Ślizgon niezaprzeczalnie liczył się z tą sięgającą mu zaledwie do klatki piersiowej, dziewczyną.
- Mówiłeś mi, że Potter jest a) brzydki, b) opóźniony umysłowo, c)arogancki i pewny siebie, czasem zastanawiałam jak to nie kłóci się z tym rzekomym opóźnieniem.... d) myśli, że mu wszystko wolno, a teraz pewnie będzie jeszcze gorszy, bo udało mu się wykończyć Czarnego Pana. Podczas, gdy w rzeczywistości, Harry jest...
- No, ale przecież – wszedł jej w słowo Malfoy.
- Nie przerywaj mi, jak mówię – powiedział cicho, ale dobitnie i popatrzyła na kumpla bardzo sugestywnie.
„Rzeczywiście, drugi Snape... Malfoy się jej słucha.... niespotykane.” – Harry zaczynał być rozbawiony, chociaż generalnie nie cierpiał, gdy mówiono o nim w jego obecności.
- Podczas, gdy Harry jest – tu spojrzała przepraszająco na gryfona – a) przystojny, b) inteligentny, c)nieśmiały a nie opóźniony, c) sympatyczny a nie zakochany w sobie.
W miarę jak mówiła Harry stawał się coraz bardziej zarumieniony i żałował, że nie ma takich długich włosów jak Malfoy, więc robił wszystko, żeby patrzeć się w innym kierunku
- A teraz Draco, pozwolisz, że wymienię twoje cechy charakteru, prawda? – Lilien uśmiechnęła się złośliwe
- Nie, dziękuję. Postoję. – Malfoy wyglądał na poirytowanego i nawet dostał lekkich rumieńców. Doskonale wiedział, że i tak ta mała cholera wymieni jego cechy, a niech ma...
W końcu Severus był jego ojcem chrzestnym i Draco poznał ją na początku lipca. Zaprzyjaźnili się dosyć szybko. Nikt nie miał na niego takiego wpływu, jak Lilien Snape. Potrafiła sprawić, że żałował bardzo wielu rzeczy ze swojej przeszłości a nawet tego co robił obecnie. Potrafiła sprawić, że czuł się zawstydzony swoją małostkowością i skłonnościami do rasizmu. Cóż miała sporo racji w tym co wytykała niektórym czarodziejom, także własnemu ojcu i Lucjuszowi. Mimo, że jej ciotka była okropna, Lil uwielbiła mugoli i tępiła wszelkie, nawet najmniejsze przejawy szowinizmu rasowego. Była za daleko posuniętą tolerancją. Uważała nawet, że czarodzieje powinni przestać tak się ukrywać i zacząć współpracować z mugolami na szerszą skalę.
Na początku miał nadzieję na jakiś mały, przelotny romansik, bo na pewno nie chciał się z nikim wiązać na stałe. Nie w tak młodym wieku. A miłość? Cóż to takiego? Draco nie bardzo wiedział.
Tylko, że Lilien dała mu do zrozumienia bardzo szybko, że dla niej seks to nie zabawa, więc musiał zadowolić się przyjaźnią i trzeba przyznać, że nie żałował ani trochę Była świetnym kumplem. Jak to mówią mugole „do tańca i do różańca.” Można było z nią pogadać o wszystkim, wyskoczyć na piwo, czy zrobić jakąś drakę...
Potrafiła też przylać, jak jej się coś nie podobało. Ile razy go strzeliła po łbie, to wiedział tylko sam zainteresowany. Nieraz dostał od niej takiego kuksańca w bok, że się skrzywił, ale przecież w życiu nie uderzy żadnej kobiety. Kobiet się nie bije. To chyba rozumie się samo przez się, nie? Mało tego, kobiecie nie wypada nawet oddać. Draco miał pewne zasady, których nigdy nie przekraczał. Nie uderzyłby nawet mugolki, ani tym bardziej szla... no tak, gdyby Snape znała jego myśli... zapamiętaj Draco Malfoyu – „czarownicy pochodzenia mugolskiego”. Yah! Dlaczego Lilien potrafiła tak mu pojechać po ambicji? tak go ustawić?, nie wiedział. Ale ona potrafiła wiele...
Wystarczyło popatrzeć na Snape’a od kiedy zamieszkał razem z córką w zapuszczonym do tej pory Snape Manor. Kobiety bywają potężne. Zwłaszcza te pokroju Lilien Snape.

- Harry, chodź do przedziału – głos Hermiony brzmiał natarczywie. – A ty, kim jesteś? – spytała zdziwiona czarnowłosą nieznajomą.
- Jestem Lilien Snape – dziewczyna uśmiechnęła się życzliwie do gryfonki. .
- Jesteś córką profesora? Fajnie. Ja jestem...
- Hermiona Wiem To Wszystko Omnibus Granger – wycedził złośliwie Draco, bezczelnie taksując ją wzrokiem
Przed wakacjami Hermiona miała spory biust i kształtne biodra. Teraz jej biust był bardzo spory, a biodra bardzo kształtne.
Dziewczyna zwróciła ze złością swoje duże, orzechowe oczy na blondyna, z zamiarem opieprzenie tegoż właśnie i... ją zatkało.
Stał nonszalancko oparty o framugę okna i spokojnie palił. Blond Bóg Seksu.
Uniósł wysoko jedną brew i ironicznie się do niej uśmiechnął.
Był wysoki, bardzo wysoki i pięknie się opalił, a jego włosy...
Hermiona poczuła skurcz w żołądku, który niebezpiecznie przypominał uczucie jakiejś dziwnej, bolesnej tęsknoty.
- Jak śmiesz przerywać kobiecie, Draco? – spytała oburzona Lilien – To ja z nią rozmawiam, nie ty! Dobra, Granger skoro już tu jesteś, to też sobie posłuchasz co mam do powiedzenia na temat pana Draco Malfoya. Ty arogancki dupku – zwróciła się do chłopaka - Myślisz, że jak jesteś wysokim , przystojnym arystokratą o czystej krwi – skrzywiła się przy tych słowach - to wolno ci wszystko? Co za szowinizm! To, że się z tobą przyjaźnię, nie oznacza, że nie widzę twoich wad.
- Och, daruj sobie..
- NIE PRZERYWAJ MI! – Lilien się lekko wkurzyła – Wysłuchasz co mam ci do powiedzenia, może przy świadkach coś do ciebie dotrze... jesteś egoistą, szowinistą i rasistą. Masz się za niewiadomo kogo i myślisz, że masz wielu przyjaciół, a ci pseudo-przyjaciele kochają tylko twoją kasę i twoje wpływy... to przejaw naiwności i narcyzmu, Draco – chłopak się zarumienił i wymruczał coś pod nosem. - Twoje pozytywne cechy niestety nie równoważą negatywów., chociaż trzeba przyznać, jakieś masz. Ale co mi tam, wymienię i je żebyś nie czuł się pokrzywdzony – Lilien uśmiechnęła się złośliwie, a Herm i Harry popatrzyli uważnie na Dracona. Hermiona była bardzo ciekawa tych cech pozytywnych, chociaż część jej psychiki podpowiadała, że właśnie na te pozytywy patrzy...
- Jesteś naprawdę sexy – kontynuowała Lilien i Hermiona pomyślała, że córka Snape’a czyta w jej myślach – inteligentny, a ta cecha raczej zobowiązuje... Jesteś sarkastyczny i masz boskie poczucie humoru. Towarzysz do picia i do rozmów z ciebie idealny, ale to chyba troszkę za mało... zwłaszcza na kogoś o twoim pochodzeniu, kto powinien świecić dobrym przykładem
Hermiona patrzyła to na Draco, to na Lilien. Ciekawił ją, co blondas na to... Jakoś wątpiła by przełknął jakąkolwiek krytykę, ale Malfoy wydawał się raczej spokojny.
- Zapomniałaś dodać, że jestem boski w łóżku – wycedził Draco patrząc na Hermionę, czego Lilien nie omieszkała nie zauważyć. Rzuciła przelotne spojrzenie całkiem ładniutkiej gryfonce, która się ślicznie zarumieniła.
- Nie mam o tym pojęcia, bo z tobą nie sypiam – wycedziła Snape i uśmiechnęła się paskudnie unosząc sugestywnie lewą brew – śmiem jednak w to wątpić, bo za często to powtarzasz.
Harry zaśmiał się szczerze
- A ty Potter co rżysz? – spytał wściekle Malfoy.
Jak Lil mogła go tak znieważyć przy Potterze i przy Granger, która teraz patrzyła na niego drwiąco. Drwiąco i... zaraz, zaraz z zainteresowaniem? Ciekawe. Draco uniósł wysoko brew i bezczelnie spojrzał Hermionie w oczy. Piękne, orzechowe oczy.
- No to my czekamy w przedziale – rzuciła spłoniona dziewczyna do Harry'ego.
- Okey, zaraz wrócę. Zapalę jeszcze tylko jednego. Chcesz Herm?
- Nie, na razie dziękuję – powiedziała i już miała zniknąć za rozsuwanymi drzwiami gdy usłyszała męski pobrzmiewający zaciekawieniem głos.
- To ty palisz, Granger?
Uniosła wzrok na blondyna, który uśmiechał się sardonicznie.
- Mało, ale palę – co ona robi, tłumaczy się Malfoyowi? – A tobie co do tego?! – warknęła
- Absolutnie nic – Draco uśmiechnął się szerzej a Hermiona znikła w przedziale. Zrobiło jej się dziwnie gorąco.

- No, nieźle. Widziałaś Lil jakie ona ma duże cyc... znaczy piersi? – poprawił się Malfoy szybko widząc, że brew jego przyjaciółki niebezpiecznie podjeżdża do góry a ona sama zaczyna sugestywnie obracać w dłoniach różdżkę. – Prawie takie jak twoje – Draco nie mógł sobie odpuścić tej uwagi a Harry szybko odwrócił głowę, żeby żadne nie widziało jego kretyńskiego uśmiechu.
- No i powiedz, Potter, czy to nie cham? – spytała Lilien, ale uśmiechnęła się przy tym szeroko i Harry odwzajemnił ten uśmiech.
- Spadam – blondas wzruszył ramionami – a ty dalej podrywaj Pottera.- tylko nie wiem, czy coś ci wyjdzie, Lil. Z tego co wiem, on nadal jest prawiczkiem... – Draco uśmiechnął się złośliwie
- A ty skąd o tym... – poirytowany Harry zdał sobie sprawę z tego co mówi i szybko się zamknął, oblewając się rumieńcem i klnąc w duchu na czym świat stoi.
Malfoy zaśmiał się serdecznie.
- Jednak to prawda – Draco zgiął się wpół i omal nie zawył ze śmiechu trzymając się drzwi przedziału – Słynny Harry Potter, Pogromca Śmierciożerców i Czarnego Pana – tu nastąpił silny atak niepohamowanego śmiechu do łez - jest cnotliwy.
Draco konał ze śmiechu, a Harry ze wstydu.
Lilien skrzyżowała ręce na piersi i wysoko uniosła brwi. Bardzo teraz przypominała swojego ojca w chwili sardonicznego rozbawienia i Harry poczuł dziwny skurcz żołądka, chociaż bynajmniej nie nieprzyjemny.
- A możesz mi pan wytłumaczyć co ma jedno do drugiego, panie Malfoy? – powiedziała do blondyna, gdy ten trochę ochłonął.- zastanawiam się czym ty myślisz, Draco, bo chyba nie głową? – w jej głosie zabrzmiało politowanie. – Dla twojej wiadomości, nie podrywam Pottera, tylko z nim rozmawiam, a nawet jeśli miałabym zamiar go uwieś nawet tu i na twoich oczach, to nic ci do tego. – Harry poczuł dosyć silne podniecenie na myśl, że ta piękność mogłaby go uwieść właśnie w tej chwili i nawet przyglądający się temu Malfoy mało by go obszedł. – A poza tym licz się ze słowami, bo ja też jestem dziewicą i nie uważam tego za zabawne, a ty? – spytała na koniec wyzywająco.
- Jesteś dziewicą?! – oczy Dracona były jak spodki i Harry też się nieco zdziwił, chociaż nie tak jak Malfoy.
- A co w tym dziwnego? Mam szesnaście, nie sześćdziesiąt lat.
- A to... przepraszam – powiedział elokwentnie Malfoy.
- Poza tym to żałosne oceniać kogoś po tym, czy z kimś spał, czy nie.
Jak zwykle musiała go zawstydzić i Draco się zarumienił.
- Spadaj do przedziału – rzuciła mu jeszcze z rozdrażnieniem.
Malfoy wzruszył ramionami i schował się za rozsuwanymi drzwiami.

- Przepraszam za niego – odezwała się Lilien po chwili niezręcznego milczenia – mimo arystokratycznego pochodzenia bywa czasem nieokrzesany i nietaktowny.
- Nie szkodzi, zdążyłem przyzwyczaić się do tego przez sześć lat – powiedział spokojnie Harry. – Masz szesnaście lat to znaczy, że będziesz chodziła do szóstej klasy, tak? -spytał zaciekawiony.
- Nie, do siódmej, tak jak ty, poszłam do szkoły o rok wcześniej. W grudniu, będę w końcu pełnoletnia. Na jakie nutki chodzisz?
- Opiekę, Obronę Przed Czarną Magią, Transmutację, Zaklęcia i Eliksiry – Harry śmiesznie skrzywił się przy ostatnim słowie.- Chcę zostać Aurorem, a ty?
- Jeszcze nie wiem co chcę robić, może pracować dla Gringotta... ale chyba będę pracownikiem Ministerstwa, zależy mi na szerszym dialogu z mugolami.
Harry się zdziwił. Zaskakiwała go coraz bardziej, i zaskakiwała go pozytywnie.
Lubiła mugoli i przyjaźniła się z Malfoyem, który ją szanował i chyba trochę podziwiał. Niepojęte.
- Ach... Obrona, Opieka, Transmutacja, Eliksiry, Zaklęcia, Mugoloznastwo, Starożytne Runy, Numerologia...- Zarumieniła się lekko – mogłabym chodzić na wszystko, ale po co?
Harry poczuł się tak, jakby słyszał Hermionę, która uczęszczała na tylko o dwa zajęcia więcej – Astrologię i Zielarstwo. Nie wzięła tylko Wróżbiarstwa.
- W Durmstrangu nie było Obrony, ale po prostu Czarna Magia. Obrona przed nią była w ramach tego przedmiotu., więc nie wiem czy nadążę z programem.
- Powinnaś sobie poradzić – powiedział Harry szczerze – co roku mamy nowego nauczyciela. Ciekawe kto przyjdzie w tym... A gdybyś miała problemy – dodał nieśmiało – to, nie chwaląc się jestem z Obrony najlepszy w grupie. Zaraz po mnie są Hermiona i Malfoy, ale to jedyny przedmiot, w którym jestem naprawdę wspaniały.
- Dziękuję za propozycję, ja chętnie pomogę ci w Eliksirach – powiedziała z dosyć przewrotnym uśmiechem, a Harry się zarumienił.
To będzie kicha, jak ona się dowie, że dostał się na Eliksiry po protekcji McGonagall. Ma same Akceptowalne a czasami wpadnie mu jakieś P. Jest najsłabszy w grupie... Lilien suchej nitki na nim nie zostawi.
- Naprawdę mogę ci pomóc, Harry. Jestem genialna z tego przedmiotu – dziewczyna skrzywiła się komicznie i wywróciła oczami. – Wiem, że nie za bardzo sobie radzisz...
„Niech zgadnę od kogo” – pomyślał chłopak z przekąsem.
- Podobno tak bardzo ci zależało , że stary cie przyjął, jak to on powiedział z czystej litości, ale ja uważam, że dla świętego spokoju– Harry myślał, że zapadnie się pod ziemię ze wstydu – no i ta cała słynna McGonagall suszyła mu głowę. Nie mogę się doczekać, aż ją zobaczę.
Harry spiekł takiego raka, jak nigdy wcześniej w całym swoim życiu, a przynajmniej tak mu się wydawało.
„Ale jestem taktowna” – skarciła się w duchu.
- No, nie masz się czego wstydzić – powiedziała cicho Lilien - wcale się nie zamierzam z ciebie nabijać, ani nic takiego – dziewczyna, ku zdziwieniu Harry'ego lekko się zarumieniła. – Jesteś w porządku...
- Dzięki – bąknął gryfon niewyraźnie – um... może skorzystam.
„Co za elokwencja” – pomyślał. ze złością o swojej wypowiedzi.
- Nie ma za co – powiedziała Lilien Snape i uśmiechnęła się do niego tak promiennie, że słynny Harry Potter, który przeżył znowu i to chyba na dobre, poczuł się szczęśliwy.

>>>>>>

„Rany, jestem coraz bliższy zakochania się... o ile już się nie zakochałem” – pomyślał Harry gdy wszedł do przedziału.
„Co się ze mną dzieje? – Potter nigdy nie czuł się, tak jak teraz – chętnie zerwałbym z niej te obcisłe ciuchy i...”
- ... dużo. Harry, czy ty słyszysz, co do ciebie mówię?- spytał głośno zirytowany Ron.
- Hę?
- No o czym ty myślisz?
- Nie chcesz wiedzieć - bąknął Harry i się zarumienił.
- Dobra, nie chcę – Ron zrobił śmieszną, zdziwioną minę – ale mógłbyś uważać jak cos do ciebie mówię. Pytałem , czy masz zamiar iść po jutrze, w sobotę do Hogsmeade ..
- Em, och... oczywiście – Harry zamknął oczy i oddał się marzeniom o dzikim seksie z Lilien Snape.

I nie tylko on odpłynął w tym przedziale.
Hermiona Granger gapiła się w okno i myślała o Malfoyu.
Jak on cholernie urósł. Pod koniec szóstej klasy był od niej może cztery centymetry wyższy, a teraz? Ona mimo, że jak na dziewczynę wysoka, w końcu mierzy dobrze ponad metr siedemdziesiąt, a Draco jest teraz od niej wyższy o ponad głowę... Boże.
I te jego cudownie umięśnione ręce. Nie za bardzo, tak akurat.
„Pewnie jest silny” – pomyślała z czymś na kształt rozmarzenia.
Długie lśniące jasne włosy, duże, szare oczy, wąskie, ale cudownie pełne wargi.
„To nieprzyzwoite, żeby facet miał takie włosy, oczy i usta” – pomyślała z roztargnieniem.
Silnie zarysowane kości policzkowe, powalający, ironiczny uśmiech, drwina w oczach...
„No ładnie... podnieca mnie drwina w oczach Malfoya... cudownie” – jej roztargnienie sięgnęło zenitu a twarz przybrała wyraz irytacji.
A jak na nią w pewnym momencie popatrzył... rozbierał ją wzrokiem.
Z jednej strony ją to wkurzyło, ale z drugiej, cóż, pannie Granger zrobiło się gorąco...
Hermiona nigdy nie kochała się fizycznie z mężczyzną (nie mogła teraz myśleć o Malfoyu, jak o chłopcu, o nie!). Owszem całowała się ze swoim byłym, Krumem, z którym zerwała listownie już pół roku temu, ale cóż, do niczego więcej nigdy nie doszło i tak szczerze to nawet nie miała nigdy większej na to ochoty, tylko do tej pory myślała, że powodem jest jej młody wiek, a teraz...
Bo jeżeli chodziło o Malfoya, to z nim pewnie nie miałaby większych oporów
„Hola, o czym ty myślisz, Hermiono Granger?” – skarciła się w duchu, ale jakoś nie bardzo to pomogło.
Niezależnie od tego, co powiedział ta cała Snape, on naprawdę musiał być dobry w łóżko. To... no cóż... było widać.
„Cholera” – zaklęła w duchu Hermiona.

Ten post był edytowany przez Kitiara: 09.12.2004 22:39


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 09.12.2004 17:01
Post #2 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Rozdział 2
„ONA MA SIŁĘ”


W pokoju nauczycielskim wrzało. Jak zwykle na samym początku roku szkolnego.
Severus patrzył na swoich kolegów po fachu z politowaniem.
„Znowu baba będzie uczyć obrony” – pomyślał.
Co za cholerny, niesprawiedliwy świat. Dlaczego on, Severus Snape nie może dostać tego przedmiotu?
Przecież jest w tym doskonały, on we wszystkim jest doskonały...
Poza tym, mógłby podręczyć Pottera jeszcze bardziej.
Zgroza. Nowa pewnie będzie albo starą raszplą o skłonnościach satanistyczno- sadystycznych wobec uczniów, albo dwudziestoletnią bździągwą, tak jak w zeszłym roku. Może i ta Tonks coś wiedziała, ale jaka z niej była ciamajda. I ten jej romans z Remusem Lupinem, który ciągnie się nadal. Podobno teraz ze sobą zamieszkali i są zaręczeni.
Raz nawet zrobili TO w lochach. W jego ukochanych lochach. Sprofanowali je. Ohyda... Wilkołak i ta cholerna Tonks, która ani nazwiska, ani imienia normalnego mieć nie może. Remus i Nymphadora. Żałosne.
Severus Snape nigdy wżyciu nie przyznałby się przed sobą, że im po prostu zazdrości, nieprawdaż?
Nie był w łóżku z kobietą od jakichś dwóch lat i nawet jego córuchna zauważyła, że „powinien sobie kogoś znaleźć, bo niedługo nie będzie się można w ogóle do niego odezwać, bez narażenia się na dostanie Cruciatusem, lub Avadą”.
Jakoś sobie radził, ale ile czasu można sobie radzić samemu?
Odegnał te denerwujące myśli.

Był wściekły na Dumbledore’a. Żeby jeszcze zatrudnił jakiegoś statecznego faceta. Nie! Trzeci rok z rzędu babę. Severus był pewien, że Albus robi mu to specjalnie.
„Jak ten nieszczęsny kretyn Potter, po takiej pseudo-edukacji zostanie dobrym Aurorem, to ja jestem chiński mandaryn.”
W ogóle kobiety na dobrą sprawę są koszmarnymi istotami
Jeszcze musi użerać się z własną córką. Przerobiła go całkowicie. Jego i to zasyfiałe Snape Manor, które do tej pory stało praktycznie nieużywane. Teraz i domostwo i on sam wyglądały inaczej, a Severus nie lubił zmian, oj nie lubił...
Lilien kazała mu się zdrowo odżywiać. Ba! Gotowała mu i to dobrze gotowała, ale akurat co do tego nie miał jakichś przeciwwskazań. Skóra Snape’a nabrała zdrowszego odcienia. Był nadal blady,, ale nie tak żółty, co mu się nawet podobało.
Zaczął biegać z nią codziennie o szóstej rano (wymysł ukochanych mugoli Lilien). Robił to od połowy sierpnia i szczerze polubił. Tu nie było za bardzo warunków, chociaż można biegać skrajem Zakazanego Lasu i pewnie tak zrobią..
Przyzwyczaił się też do częstego i dokładnego mycia włosów i używania pasty wybielającej. On sobie teraz nawet nie mógł wyobrazić, że jest, lub było inaczej Córeczka go przerobiła. No ale ona jest taka urocza – w końcu jest jego córką, nie?
Jak to możliwe, że w ogóle miał krzywe, żółte zęby?
Kiedy jego koledzy i koleżanki ujrzeli go rano, patrzyli jak na dziwadło. Nikt jednak nie ośmielił zapytać się o tą nagłą metamorfozę, ponieważ Severus lukał na wszystkich oczami głodnego i bardzo złego bazyliszka.
Kochane dziecko wyprostowało mu zgryz jednym prostym, pieprzonym „Reparo”, uprzednio wgniatając go w fotel Drętwotą – w Snape Manor było tyle zaklęć ochronnych, że Lilien mogła nawet ćwiczyć Avadę na komarach, co robiła z niewysłowionym wdziękiem i czego zabronił jej dopiero w momencie, gdy oboje się wstawili winem, a ona zaproponowała, że wypróbuje zaklęcie zabijające na „kochanym tatku” – może i żartowała, ale w końcu jest jego córką i nie należało ryzykować. Poza tym i tak dalej ćwiczyła na komarach (przeklęte geny Snape’ów, zero posłuszeństwa...), a raz zagroziła Kedavrą Malfoyowi, który opowiadając ze złośliwym uśmiechem o tej gryfońskiej kujonce Granger użył określenia „szlama”. Zrobiła to tak sugestywnie, że Draco więcej tak nie powiedział, przynajmniej w tym samym dniu.

„Kobiety mają zdecydowanie za duży wpływ na mężczyzn” – pomyślał po raz setny Severus ziewając nad dziennikiem siódmego roku Slytherinu.
A jego córka miała same wady...
Była piękna, miała cudowne kobiece kształty i o zgrozo... Ubierała się w obcisłe ciuchy, czego w żaden sposób z głowy wybić jej nie można było. I ten tatuaż na kości krzyżowej. Smok z rozpostartymi skrzydłami. Dobrze że miała takie długie włosy.
„Ale ona czasem je wysoko upina, Severusie” – odezwał się w jego głowie złośliwy chochlik.
Niech tylko któryś uczeń spojrzy na nią nie tak. Zginie...
Zgroza... Mało miał problemów? Teraz jeszcze musi pilnować córki przed tymi napalonymi, buzującymi hormonalnie jak gejzery, nastolatkami.
Miał szczerą nadzieje, że Potter nie wyprzystojniał przez wakacje (co za zawód przeżyje *wink* – przyp. autorki), bo jego córka nie omieszkała uświadomić go, że bruneci o zielonych oczach to jest to, jak się wyraziła „co tygryski lubią najbardziej”, a jemu wcale się to nie spodobało. Nadzieja w tym, że Lil ceniła u chłopaków nie tylko wygląd ale przede wszystkim - inteligencję...
Ach i istnieje jeszcze możliwość otrucia Pottera, w końcu dopełnił swojej misji, nie był już potrzebny... Severus popadł na kilka chwil w przyjemny stan zamyślenia o morderstwie jedynej latorośli Potterów.
Ale Lilien ma strasznie uparty charakter i jak się na coś zaprze i uprze to o rany... Zupełnie jak on. Walczyć z jej wolą to jak walczyć z przysłowiowymi wiatrakami... A przy jej skłonności do przekory... Severus wolał nie myśleć co może się stać.
„Boże dopomóż” – jęknął w duchu mistrz eliksirów. Zapowiadał się naprawdę ciężki rok.

Kochał córkę. Był wściekły na Dumbledore’a, że kazał mu ją zostawić z ta jędzą Anną – siostrą jego świętej pamięci żony. Och, żonę też kochał. Poczuł ukłucie bólu na jej wspomnienie. I cóż z tego, że pochodziła z mugoli? Była wyjątkowa. Była ładna (może nie piękna – tak jak Lil, ale ładna), mądra, cierpliwa i taka kochana...
To była jedna z przyczyn opuszczenia przez niego, szeregu Śmierciożerców. Miłość do „szlamy”. I ciąża Sary...

A teraz przyjdzie mu się użerać z nową nauczycielką. I to z kim? Z babką pochodzenia mugolskiego – ha!

Flitwick coś pił. Co jakiś czas mlaskał i mówił „mniam” Severus co i raz powstrzymywał się od podejścia do małego człowieczka i wywalenia go przez okno. Od tych jego odgłosów cholery dostać można było.
McGonagall popatrzyła na skwaszoną minę mistrza eliksirów. Doskonale wiedziała co było przyczyną jego fatalnego samopoczucia.
- Nie bądź taki zły Severusie. Albus twierdzi, że ta de Lincourt to całkiem dobra nauczycielka.
- Cholera, Minervo, co ty mi tu chrzanisz?! – Wszyscy popatrzyli na niego z zainteresowaniem – Chcecie poznać moje zdanie?! – Severus był wściekły i nie zauważył, że w drzwiach pojawiła się piękna, wysoka kobieta, która cicho i dyskretnie przyglądała się zajściu. Obok niej stał ogromny kufer.
- Baby nie powinny uczyć! –Zagrzmiał mistrzunio. Poczuł wenę i musiał dać jej upust, a damska część grona pedagogicznego jawnie się oburzyła. Zwłaszcza Trelawney.
„To ona poczuwa się do bycia kobietą? Niesamowite!”- Pomyślał przez mgłę irytacji i słusznego w swym mniemaniu gniewu, Snape.
- Baby nie powinny uczyć, zwłaszcza Obrony Przed Czarną Magią. – Severus mówił teraz ciszej i wpadł w ton moralizatorski, a Minerva poczuła ogromną ochotę, by go trzasnąć w ten zakuty łeb dziennikiem piątego roku Gryffindoru, który trzymała w swej smukłej dłoni. –To zbyt trudne i skomplikowane dla kobiet.
Na chwilę zapadła dzwoniąca w uszach cisza, którą przebił nagle brzmiący lekko z francuska , ciut zachrypnięty, seksowny i niezawodnie damski głos:
- Tak pan uważa? – Poza akcentem francuskim dało się wyczuć w tym głosie także ogromne pokłady drwiny.
Severus, który wstał do swej przemowy, odwrócił się na pięcie w stronę kobiety.
- Dokładnie tak! – Niemal wrzasnął z irytacją.
I w tym momencie mistrza eliksirów dosłownie przytkało.
Przed nim stał anioł, a raczej anielica.. Anielica w idealnie obcisłym skórzanym stroju. Miała na sobie wysokie glany a jej wzrost był imponujący, chociaż przy swoich 198 centymetrach, Severus przerastał ją trochę więcej niż o głowę. Kobieta podeszła bliżej do trzaśniętego szokiem mężczyzny. Ślicznie pachniała. Jakimiś perfumami i subtelną kobiecością. To było zniewalające i jeszcze to odważne, bezczelne spojrzenie jej niebieskich – nie ciemnogranatowych oczu. Biedny Snape poczuł, że zaczyna mieć erekcję.
„Dzięki ci Boże za te luźne szaty” – pomyślał niewierzący, chociaż ochrzczony Severus.
Ciemnogranatowe oczy płonęły rozbawieniem i ironią.
- Tak pan uważa, doprawdy? – Pełne, ciemnoróżowe usta wykrzywiły się drwiąco. Skrzyżowała ręce na piersiach i uniosła jedną brew.
„Szatańskie nasienie” – pomyślał wyprowadzony z równowago Snape.
Wszyscy nauczyciele przyglądali im się z rosnącym zainteresowaniem i rozbawieniem. Większość czekała tylko na to aby usłyszeć jakiś zbijający nową panią profesor z pantałyku, tekst Severusa. Hooch i McGonagall jednak, miały ogromną nadzieję, że tym razem będzie odwrotnie.
Flitwick przestał mlaskać i mówić „mniam”, a to o czymś świadczyło...
Snape patrzył na piękną kobietę i powolutku zaczął mu wracać zdrowy rozsądek, co nie niwelowało jednak denerwującego podniecenia seksualnego.
„Co się ze mną dzieje? Przecież żeby podniecić mnie, to trzeba się naprawdę nieźle postarać” – pomyślał i siłą woli nakazał sobie spokój i opanowanie.
- Może mi pan wytłumaczyć, dlaczego kobiety nie nadają się od nauczania Obrony? – Spytała słodko piękność.
- Tak po prostu jest – Severus zdążył troszkę ochłonąć.
Patrzył bezczelnie na kobietę, co ją wcale nie speszyło. Była nieziemsko piękna. Ciemna oprawa oczu, wysoko osadzone kości policzkowe. Regularne ciemnobrązowe brwi i gęste zaczesane w kok włosy koloru czystej miedzi. Nie rude jak u Weasleyów, czy kasztanowe jak u Granger. Piękne, gęste, gładkie miedziane włosy, odbijające złotymi refleksami promienie słoneczne wpadające przez uchylone okno.
- Poproszę o jakieś sensowne argumenty, panie...- Na twarzy kobiety pojawił się wyraz oczekiwania.
- Severus Snape, mistrz eliksirów Hogwartu – powiedział mężczyzna, który zdążył już odzyskać prawie całą pewność siebie.
„To tylko baba” – pocieszył się w duchu.
- Do usług, pani... – Uniósł przy tych słowach do góry swą lewą brew. We własnym mniemaniu wyglądał zabójczo. Jego usta wykrzywiły się w sardonicznym uśmiechu, ale stojąca przed nim kobieta ani się nie speszyła, ani nie odwróciła wzroku i odpowiedziała z takim samym uśmiechem.
- Panna de Lincourt. Arabell de Lincourt, monsieur Snape – odrzekla drwiąco.
“Samiec – pomyślała z pogardą – chociaż trzeba przyznać, że całkiem przystojny samiec”
Wśród beztroski w głosie nowej znajomej Severus wyraźnie usłyszał z jaką zawziętością podkreśliła swój wolny stan, swoją niezależność.
„Aha! Feministka!” – Pomyślał triumfalnie.
Nie lubił feministek.
Poza tym, każdą kobietę, która nie uważała, że jest strwożona jedynie na kurę domową, pielęgniarkę, albo opiekunkę starców, czy sprzątaczkę, automatycznie uważał za feministkę i to wojującą.
Swoją córkę tez uważał za takową, ale obiecał sobie nad tym popracować. Biedny Severus codziennie sobie to obiecywał, a tak naprawdę to ona pracowała nad nim i już uzyskała jakieś wyniki, a on?
Ale wierzył w siłę swych męskich argumentów. Pozostawmy go więc w tej błogiej naiwności, że to mężczyźni rządzą światem...

- No, więc czekam na te argumenty – kobieta przekrzywiła lekko głowę, przyglądając mu się uważnie.
- Droga panno de Lincourt – Severus wykrzywił się drwiąco – moje argumenty są bardzo proste do zrozumienia, żeby nie powiedzieć, że oczywiste... – Tu zawiesił efektownie głos. – Kobiety są od rodzenia dzieci, sprzątania, gotowania, nauczania Zielarstwa, lub Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, obejmowania jakichś niskich stanowisk urzędniczych, które nie wymagają zbyt wiele myślenia i zbyt dużej odpowiedzialności. W Hogwarcie Obrony uczyły przez ostatnie dwa lata kobiety i obydwie były koszmarne!
- Nie mów tak, Severusie – odezwała się urażonym tonem Minerva – Nymphadora Tonks była dobrą nauczycielką
- O tak! – Severus uśmiechnął się jadowicie. – Zwłaszcza gdy wpadała w korytarzu na nauczycieli, potykała się o własną szatę, oblewała siebie i innych sokiem z dyni, albo – słowa Severusa sączyły się jak trucizna – kiedy uprawiała miłość francuską z Lupinem w lochach... Niedaleko moich prywatnych kwater – uśmiech Snape’a stał się jeszcze bardziej kwaśny i złośliwy. – Zaiste, powiadam wam, dobra z niej była nauczycielka Obrony Przed czarną Magią.
Wszystkich przytkało. Minerva zrobiła oczy jak talary i odchrząknęła z gestem irytacji, a Trelawney ku uciesze Severusa usiadła i przycisnąwszy dłoń do piersi, wykrzyknęła cicho „Och!” Jedynie pani Hooch wzruszyła ramionami i złośliwie się uśmiechnęła.
Arabell de Lincourt była lekko rozbawiona.
- Panie Snape – spytała z figlarnym błyskiem w oczach – skąd pan tak dokładnie wie, że uprawiali miłość francuską. Czyżby pan podglądał? – Brew kobiety powędrowała wysoko w górę
Nauczyciele mieli iście komiczne miny.
„Nie zgorszyła się – pomyślał zdziwiony mistrzunio – ciekawe...”
- Nie... – Severus obleśnie się uśmiechnął -Ale mam niestety bardzo dobry słuch, a akurat tego wieczoru, drzwi do mojej sypialni były uchylone.
- To i tak nie tłumaczy, skąd pan wie, że to był właśnie ten rodzaj miłości fizycznej, panie Snape. – Kobieta była teraz bardzo rozbawiona, a większość nauczycieli otworzyło szeroko buzie ze zdziwienia.
„Kretyństwo” - pomyślał Severus.
- Jeżeli już koniecznie chce pani wiedzieć, to proszę bardzo – wycedził mężczyzna. - Poznałem to po intensywnych jękach i nawet, o zgrozo krzykach obojga, które bynajmniej nie były zsynchronizowane. – Severus jawnie próbował doprowadzić de Lincourt do rumieńców, tylko jakoś nie bardzo mu to wychodziło. – Aby być dokładniejszym. Najpierw krzyczała i jęczała ona a dopiero potem on. Ta historia powtórzyła się kilkakrotnie... Nie muszę chyba zaznaczać, że rozdzierający wrzask „och Remusie!” był dosyć częsty. – Na twarzy mistrza eliksirów pojawił się iście szatański uśmiech.
Nauczyciele poodwracali z zażenowaniem wzrok. A Arabell patrzyła tylko na niego. Patrzyła drwiąco i wyzywająco.
- Chce pan powiedzieć, że nie zamknął pan drzwi od sypialni, ale bezwstydnie sobie słuchał? Nieładnie. –Ostatkiem sił powstrzymała wybuch śmiechu i wydęła pogardliwie wargi.
Część grona pedagogicznego wyglądała tak, jakby miała dostać zawału, część powstrzymywała śmiech, a część była po prostu zaciekawiona, tym co się może zdarzyć. Pani Hooch mimo dużego zainteresowania i rozbawienia zachowała największy dystans do tego co słyszały jej wrażliwe uszy i obserwowały bursztynowe tęczówki. Ona chyba jako jedyna w gronie nauczycielskim – oczywiście nie licząc Albusa – w pełni rozumiała charakter Severusa i doskonale się z nim dogadywała. Lubiła go i odpowiadało jej jego poczcie humoru. Teraz jednak obstawiała de Lincourt. Szybko oceniła ją jako silną osobowość. Poza tym Severus był facetem i raczej nie mógł pozostać obojętny na tej kobiety, a to raczej rozpraszało, niż pomagało utrzymać riposty na wysokim poziomie, chociaż musiała przyznać, że złośliwy nietoperz doskonale sobie radził.
- Nie będę zamykał drzwi tylko dlatego, że ktoś niedyskretnie zaspakaja swoje wyuzdane żądze w pobliżu moich kwater - wycedził przez zęby wściekły na aluzję Snape.
Kobieta nie wytrzymała więcej i wybuchła perlistym śmiechem. Musiała cofnąć się do drzwi i usiąść na swoim sporym kufrze. Podparł się pod boki i śmiała do łez.
- Proszę mi wybaczyć, ale jest pan uroczym i zabawnym człowiekiem panie Snape.
Grono pedagogiczne miało zaciekawione miny, a sam zainteresowany patrzył na nią z dezaprobatą i zdziwieniem.
- Uważa pan seks oralny za wyuzdaną formę pieszczot, bądź też stosunku?... Zwał jak zwał. Osobiście nie uznałabym tego za wyuzdane. Użyłabym raczej przymiotnika „wyrafinowany”, panie Snape – popatrzyła mu z ironią w oczy.
Severus poczuł się dotknięty i ku swej irytacji lekko zażenowany.
„Wyszedłem na sztywniaka” – pomyślał.
„Zaraz, zaraz, a co mnie obchodzi jej zdanie na temat mojej osoby?” – Dodał w myśli i postanowił zrobić to co robi najlepiej – być złośliwym.
- Widzę, że ma pani doświadczenie praktyczne – powiedział z jadowitym uśmiechem. I przez chwilę był zadowolony z siebie, ale nie za długo..
- Niesamowite... Widzi pan? – Spytała udając szczere zdziwienie. – A gdzie pan to widzi?
Większość nauczycieli była bliska rechotu. Nawet sztywna pani wicedyrektor stłumiła uśmiech na widok bardzo głupiej miny mistrza eliksirów
„Wyszedłem na idiotę. – pomyślał Severus. – Nie daruję jej”.
„Wyżyje się na uczniach – refleksyjnie stwierdziła Hooch.
- Czy ja zasugerowałam, że kiedykolwiek i z kimkolwiek uprawiałam miłość francuską, panie Snape? – Chyba, że ma pan, aż tak bujną wyobraźnię... – Powiedziała triumfalnym tonem.
- A teraz – dodała uśmiechając się uroczo – państwo wybaczą, ale muszę udać się do gabinetu Dyrektora, porozmawiać o moim zakwaterowaniu.
„Potter ma przesrane jak stąd w pizdu...” – Refleksje trenerki Quiddicha sięgnęły apogeum optymizmu i chociaż nie przepadała za Harrym, zrobiło się jej go żal.
„Ty jadowita, mała żmijo – pomyślał mistrzunio – ja cię jeszcze nauczę kto ma racje.” Był tak wściekły i upokorzony, że nie mógł racjonalnie myśleć. Ktoś pokonał go w walce na słowa i była to kobieta. Mógł zrozumieć własną córkę, w końcu miała to po nim, ale nie obcą, zfracuziałą, wyuzdaną emancypantkę. On jej jeszcze pokaże...

Ten post był edytowany przez Kitiara: 09.12.2004 17:31


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
avalanche
post 09.12.2004 19:08
Post #3 

Mistrz Różdżki


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1391
Dołączył: 11.04.2003
Skąd: Mementium Morium

Płeć: Kobieta



Zabawnie ujęte myśli, doskonale przedstawione sceny potyczek słownych i ta lekkość z jaką prowadzisz narrację przyciąga. Tekst nie jest ociężały, trudny czy męczący, ale przyciągający uwagę czytelnika, co ci się chwali.
Tak czytam sobie niektóre ficki i myślę, że element rywalizacji, chęci pokazania kto jest górą jest na tyle zabawny, że ludzie chętnie takie rzeczy czytają, gdyż naturalnie wyzwala to w nich ciekawość, co do dalszych poczynań bohaterów.
Umiejętność wywoływania uśmiechu na twarzy czytającego automatycznie zachęca go do dalszych odwiedzin tematu.

ale żeby nie było za dobrze (wybacz to moje zboczenie) muszę ci coś pokazać i przestrzec, pogrozić palcem i dać ostrą reprymandę: jak można napisać "durze" ? ;p

QUOTE
Dziewczyna zwróciła ze złością swoje durze, orzechowe oczy na blondyna, z zamiarem opieprzenie tegoż właśnie i... ją zatkało.


banalny błąd i w porównaniu z ilością tekstu to oczywiście błahostka, ale jak mówię, mam zboczenie ortograficzne i aż mnie poraziło.



--------------------
"Oznaką inteligencji najwyższej klasy jest zdolność do uznawania dwóch przeciwstawnych idei jednocześnie."
F. Scott Fitzgerald
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Magya
post 09.12.2004 19:15
Post #4 

Czarodziej


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 874
Dołączył: 01.08.2004

Płeć: Kobieta



Bardzo mi się podoba ten fick. Błędów gramatycznych nie zauważyłam, fabuła bardzo ciekawa. Czekam na następne party.


--------------------
Motylem jestem.


user posted image

Członkini The Marauders - fanklubu Huncwotów
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
vaampir
post 09.12.2004 20:17
Post #5 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 82
Dołączył: 22.01.2004




podoba mi się, jest przezabawne, napisane lekko, świetnie się czyta i wciąga. fabuła w gruncie rzeczy bez zarzutu ( nawet parę Draco+Herm jestem w stanie przełknąć), jedyne co mogę dodać, to to, że czekam na więcej.


--------------------
My candle burns at both ends;
It will not last the night;
But, ah, my foes, and oh, my friends -
It gives a lovely light.

Edna St Vincent Millay

Sprawdź, jak dobrze mnie znasz...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
fumsek
post 09.12.2004 20:23
Post #6 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 156
Dołączył: 09.05.2004
Skąd: z chlewa

Płeć: Kobieta



Pierwszy rozdział nie powalił mnie na kolana ale za drugi wielki tłusty plus XD
Ogółem całkiem zgrabnie, małe wpadki pozostana dzisiaj niezauważonymi, nie mam siły, żeby ci nawytkać XD
-->„Dzięki ci Boże za te luźne szaty” – pomyślał niewierzący, chociaż ochrzczony Severus.
*
„Potter ma przesrane jak stąd w pizdu...” – Refleksje trenerki Quiddicha sięgnęły apogeum optymizmu i chociaż nie przepadała za Harrym, zrobiło się jej go żal. „ XD

Ten post był edytowany przez fumsek: 09.12.2004 21:46
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 09.12.2004 22:33
Post #7 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



QUOTE
Dziewczyna zwróciła ze złością swoje durze, orzechowe oczy na blondyna, z zamiarem opieprzenie tegoż właśnie i... ją zatkało.

Mnie też poraziło! Poważnie, nie jestem dyslektyczką i nic mnie nie usprawiedliwia, zwłaszcza, że byłam w szkole dobra z dyktand. O zgrozo! Ja się przyznaję...

Hehe: To opowiadanie to miał być taki banalny komiczno-erotyczny tekst. Wszyscy piękni, zgrabni i etc... Źl i dobrzy, i tak dalej. Niemal jak w serialu brazylijskim. I o zgrozo! Dobrze się czułam gdy to pisałam tongue.gif


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
malfoyek
post 09.12.2004 22:56
Post #8 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 10
Dołączył: 07.06.2004
Skąd: Legionowo




Trzeci raz to już czytałem biggrin.gif za każdym razem tak samo mi się podoba =)
A dlaczego? Bo jak widzi się przy tytule napis "Kitiara", wiadomo, że nie trafi się na tendetę. Zawsze ma się do czynienia z pełnym profesjonalizmem. To tak jak jeść snickersa - nigdy nie masz go dość. Możesz jeść i jeść.
Tak samo jest z fickami Kit - możesz czytać i nigdy Ci się nie znudzą. Teksty idealnie dobrane, dialogi wypracowane do perfekcji.
Sukces =)


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Blue
post 09.12.2004 23:27
Post #9 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 11
Dołączył: 21.08.2004




Aaaa... znam opowiadanko. Jest w czołówce moich ulubionych biggrin.gif
Mimo to nie zaszkodzi przeczytać po raz któryś tam tongue.gif

Miłego wklejania laugh.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Jade^_^
post 10.12.2004 00:50
Post #10 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 124
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: z dużej wsi

Płeć: Kobieta



to opowiadanie jest cudne Kit, podobnie jak inne... po prostu brak mi słów na opisanie Twojego kunsztu =)) oczywiście już jestem po jego pełnej lekturze z Dziurawca, ale z niekłamaną przyjemnością do niego powrócę.. po raz kolejny XDDD

jestem ciekawa, czy może planujecie z Nag wkleić tutaj któreś ze swoich wspólnych opowiadań? Nie wiem.. np. "Zmowę dziewic"? Proooooszę =)

PoZdRo

Naczelny Korektor MF


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 10.12.2004 14:12
Post #11 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Rozdział III
“PRAWDA CZY ZADANIE?”


Pierwsze dwa tygodnie szkoły okazały się Harówą (przez duże "H") i jak to zauważyła Hooch, Potter naprawdę miał "przesrane"... I żył na skraju załamania nerwowego. Obronę i Eliksiry mieli aż po trzy razy w tygodniu. A on nie miał lekko, nie tylko u Snape’a ale i u de Lincourt. Po prostu wymagała od niego więcej niż od reszty. W końcu był najlepszy, a to jak mówiła nowa nauczycielka, zobowiązuje. Hermionę też cisnęła Na szczęście obydwoje całkiem nieźle sobie radzili. Draco i Lilien też.
Nowa pani profesor od Obrony był złośliwa, sarkastyczna i ironiczna. „Snape w spódnicy”, jak mówili niektórzy, chociaż wcale spódnicy nie nosiła, lecz wybitnie obcisłe ciuchy, czym doprowadzała Snape’a do szału. A konkretnie – onanizował się przez nią prawie co noc, tak jakby miał 17 a nie 37 lat. Wkurzało go to niepomiernie.
Obydwoje byli okropni i rywalizowali w tym, kto jest ostrzejszym i bardziej wymagającym nauczycielem. Harry ze zdziwieniem zauważył, Snape wcale nie pobłaża Lilien, Wręcz przeciwnie. Ale ona radziła sobie bezbłędnie. Harry natomiast był w tym roku wybitnie gnębiony przez Severusa i Hermiona w drugim tygodniu szkoły zaczęła mu ważyć eliksir uspakajający, żeby mógł go pić przed Eliksirami, które były w poniedziałki, środy i piątki – zawsze od razu po obiedzie. Gdyby nie ten eliksir i życzliwe spojrzenia Lilien, chyba by wykorkował. Nawet Draco nieco mu zaczął współczuć. Minimalnie, ale jednak.

De Lincourt już na pierwszych zajęciach pokazała na co ją stać.
- To miało być Protego, Weasley? Żałosne, doprawdy... – Ron zarumienił się jak różyczka.
- Potter, pokaż koledze jak wygląda Protego – zimny i drwiący głos pani profesor działał na uczniów bezbłędnie. Tak jak Snape, wcale nie musiała podnosić głosu by zachować ciszę w klasie.
- No całkiem nieźle – usłyszał trzy minuty później Harry – ale szczerze muszę przyznać, że po sławnym Harrym Potterze oczekiwałam czegoś bardziej efektownego...
Mimo, że była sprawiedliwa, to i tak uczniowie przeżywali stresy na jej zajęciach. Mówiono, że jest tak samo złośliwa, szczera i wymagająca, jak piękna.
Jednym z jej ulubionych powiedzeń było:
-„Gdyby głupota umiała fruwać, wzlatywalibyście jak orły pod niebiosa” – wymawiane zawsze tym samym, zimnym jak lodowiec arktyczny, głosem.
Severus niechętnie musiał przyznać, że znała się na rzeczy i była godnym rywalem.
Tylko, że przez tą ich rywalizację nawet McGonagall doczekała się określenia „miłosierny nauczyciel.”

Przez te dwa tygodnie, Potter głodnym wzrokiem obserwował Lilien, która stawając w obronie Harry'ego wcale nie przyczyniła się do złagodzenia jego sytuacji. Była jednak uparta i nie rezygnowała Raz tak wkurzyła się na Eliksirach ( w pierwszym tygodniu szkoły – w piątek), że:
- To nie w porządku tato!!!... Znaczy, sir! - na lekcjach musiała zwracać się do Snape’a jak wszyscy uczniowie.
- Jak pan może?! Nie dziwię się Harry'emu, że mu ciągle coś nie wychodzi. Jak można tak kogoś bezustannie krytykować?! I karać właściwie bez przyczyny! - oburzyła się dziewczyna.
Wszyscy patrzyli się na nią jak na dziwadło, a Draco pomyślał :”Jaja jak berety” i uśmiechnął się ironicznie. Hermiona pomyślała natomiast, że ten jego smirk jest całkiem sexy i sama siebie skarciła za tą myśl.
- Jak ci się nie podoba, panno Snape, drzwi są tam! – warknął wkurzony bezczelnością córki Severus.
Ku zdziwieniu absolutnie wszystkich, Lilien wzięła swoje rzeczy i wyszła w samym środku lekcji trzaskając drzwiami.
„Fajnie! To teraz mam przesrane na całej długości” – optymistycznie pomyślał Harry, a Hermiona popatrzyła na niego ze współczuciem. Byli jedynymi gryfonami na tych zajęciach i musieli wspierać się duchowo.
„Będę musiał poprosić Lilien o te korepetycje, Malfoy może się śmiać, ale jak tak dalej pójdzie ,to przepłacę to załamaniem nerwowym”
Nie wiedział tylko czy to do końca dobry pomysł, bo dziewczyna ze względu na swoje walory fizyczne i osobowość (to też Harry zauważył, a co?!) raczej go rozpraszała. Ale czy on do cholery miał jakieś lepsze wyjście?
Do końca tych pamiętnych zajęć (a takich „pamiętnych” miało być jeszcze trochę) Harry stracił jeszcze 20 punktów i zarobił wieczorny szlaban u Filcha. Na szczęście, lub nieszczęście eliksir wyszedł mu całkiem dobry, co Snape’a tylko rozwścieczyło. Nawet Malfoy posłał Harry'emu spojrzenie pełne litości. A potem Draco popatrzył na Hermionę i uśmiechnął się tajemniczo. Lubił na nią patrzeć.
„Ona jest przesłodka. Czemu ja tego wcześniej nie zauważyłem? Te usta i duże orzechowe oczy”
Myśli Hermiony nie odbiegały daleko od jego własnych:
„Te usta i duże szare oczy” – myślała gryfonka z rozmarzeniem i nic na to poradzić nie mogła, a także ku swojemu zaniepokojeniu, radzić sobie z tym nie bardzo chciała.
A czasami tak na nią patrzył...
„Nie dam się – myślała co jakiś czas – to tylko, tylko... Hormony... To przejdzie” Ale nie przechodziło a nawet było coraz intensywniejsze i jakoś nie miało odniesienia do innych przedstawicieli płci brzydkiej, nawet tych, którzy uchodzili za przystojnych.

******
Harry zebrał się w sobie i w poniedziałek po porannej Obronie poprosił Lilien o pomoc w Eliksirach. Zgodziła się od razu i chętnie. Ustalili, że będą się spotykać we wtorki o 19:30, po kolacji w Komnacie Potrzeby.
- Już myślałam, że nigdy nie poprosisz i będziesz się tak męczył – powiedziała z tym swoim promiennym uśmiechem – a nie chciałam się narzucać...
Harry zarumienił się, a ona pomyślała, że mogłaby go schrupać razem z kosteczkami.
- Słuchaj, czy ty nie będziesz miała z tego powodu żadnych nieprzyjemności?
- Eee – machnęła ręką –mój ojciec jest niegroźny. Brak mu tylko kobiety i trzeba umieć z nim postępować.
Harry zdziwił się taka szczerością i sam postanowił być boleśnie szczery.
- Jak ty go namówiłaś do mycia włosów? – Powiedział i od razu stwierdził, że jak zwykle palnął gafę.
Spiekł raka.
- Um, przepraszam – powiedział ze spuszczonym wzrokiem
„Ciasteczko – pomyślała Lilien – kiedyś się na niego rzucę.”
- Spoko – uśmiechnęła się uspakajająco - Jako kobieta mam swoje sposoby. Teraz wygląda całkiem nieźle, nie? Biegamy codziennie o szóstej rano. Jak chcesz możesz się przyłączyć.
- Snape biega?! Nie, nie, dziękuję bardzo! – Harry przestraszył się taj perspektywy nie na żarty.
- Nie dałabym cię palcem tknąć. Potrafię być ostra i stanowcza, po kimś to mam... – Uśmiechnęła się - ale nie będę nalegać, nie każdy ma skłonności masochistyczne.
- Nad jego charakterem też pracuję – dodała tajemniczo się uśmiechając.
- Optymistka – Harry przewrócił oczami.
- Jeszcze zobaczysz! – powiedziała szczerząc, raczej złośliwie swoje piękne ząbki.

Pierwsze korepetycje okazały się oczywiście niewypałem.
Tak był zafascynowany jej dekoltem, że wybuchł mu kociołek z Eliksirem Bezsennego Snu.
„Kur**!” – Pomyślało smętnie zielonookie ciasteczko.
Jak zwykle uśmiechnęła się do niego uroczo, przepytała go trochę (to już była mniejsza kicha) i sprawdziła jego wypracowanie na środę, w którym nie było prawie wcale błędów i tylko kilka niedociągnięć, które skrzętnie poprawiła razem z nim.
Powiedziała mu, żeby się nie przejmował wybuchem, i że ma talent do eliksirów, tylko nie wierzy w siebie. Harry wiedział, ż Lilien mówi szczerze i to go naprawdę pocieszało.
Jakże ona mu się podobała. Pragnął jej tak mocno, że czasami zaciskał z tyłu pięści gdy mówiła mu cześć... I zawsze tak pięknie pachniała. Cholera, jak on miał się skupić na nauce?!
Ale obiecał sobie, że skoro Lilien w niego wierzy to on podciągnie się z tych przeklętych eliksirów.
Nie miał biedak pojęcia, że ona myśli o nim w każdej wolnej chwili.

******
Lilien uwielbiała uroczą nieśmiałość Harry'ego, dołeczki w jego policzkach, kiedy się uśmiechał, a nade wszystko, kochała obserwować jak czyścił z roztargnieniem lub zakłopotaniem okulary o rąbek szaty. Zawsze wtedy starała się zajrzeć mu głęboko w oczy, bo uważała, że są piękne, a tan cholerny Potter spuszczał wzrok i się rumienił. Czasem tylko przez chwilę patrzył na nią, co powodowało szybsze bicie jej serca i napływ adrenaliny. No i wstyd się przyznać, ale robiła się wilgotna...
„Gdyby ojciec wiedział o czym myślę codziennie przed snem.” – Lilien zarumieniła się leciutko i wróciła do swojego eliksiru
Snape pochylił się nad kociołkiem Hermiony Granger, z którą jego córka zdążyła się już zaprzyjaźnić ku irytacji ale też dziwnemu i zadowoleniu Malfoya.
Spośród Świętej Trójcy Gryffindoru nie lubił jej jedynie Ron, uważał że jest fałszywa i złośliwa, ale Lilien to "zwisało". Ron kłócił się o nią zarówno z Harrym jaki i Hermioną, a nawet z Luną, swoją dziewczyną, która lubiła młodą Snape.

- Co to jest Granger? – rozległ się chłodny głos, a Draco popatrzył w tym kierunku z lekkim rozbawieniem.
- Eliksir Przeciwkrwotoczny, sir – powiedziała Hermiona i się zarumieniła
Czy to do cholery jasnej była jej wina, że ten pieprzony Draco Malfoy postanowił akurat dziś być dżentelmenem, i że puszczając ją kurtuazyjnie w drzwiach, omal je nie objął?
Zresztą Draco Malfoy nabył jakiejś szlachetności w wyglądzie i w obyciu, oraz w sposobie wysławiania się.
Owszem bywał chamowaty, ale dużo mniej, zapewne dzięki Lilien. Nawet jeżeli komuś dokuczał, to robił to w sposób wyrafinowany, bez chamskich odzywek „twoja matka...” jakimi zwykł posługiwać się wcześniej. Chyba wydoroślał.
Hermiona dostała gęsiej skórki, gdy blondas przepuszczając ją w drzwiach, dotknął odruchowo jej łopatki (och, czyż to nie urocze, że Ty Drogi Czytelniku w przeciwieństwie do niej wiesz, że Malfoy zrobił to absolutnie specjalnie?). To było ekscytujące, boskie uczucie. Nie dosyć, że tak ładnie pachniał, to miał taki ciepły, cudowny dotyk. Teraz biedna Hermiona nie mogła się skupić. Była tak rozproszona, jak jeszcze nigdy na zajęciach, zwłaszcza z Eliksirów. Gdyby wiedziała ile jeszcze razy w tym roku będzie roztargniona... Ech...
- Eliksir Przeciwkrwotoczny? Ciekawe... Co z tobą, dziewczyno? – Spytał złośliwie Snape.
- Nareszcie coś jej nie wyszło – szepnął zaciekawiony i uradowany Draco.
Lilien, która siedziała obok niego posłała mu spojrzenie pełne dezaprobaty, na co tylko wzruszył ramionami
- No słucham? Co to ma być? To nawet NIE JAST PODOBNE do tego czym miało być. To jest jadowicie żółte, Granger, a miało być niebieskie.
Mistrz eliksirów był nie mniej uradowany od Malfoya. Nareszcie, ta cholerna Granger zrobiła coś nie tak.
- Zakochałaś się? – Spytał jadowicie – A może po prostu myślisz o seksie? – Musiał się wyżyć. W końcu on myślał tylko o tym jak dobrać się do Arabell i jakoś miłość francuska w stosunku do niej nie wydawała mu się ani wyuzdana ani nawet wyrafinowana. Raczej byłaby czymś zupełnie naturalnym. Dlatego tak pojechał biedniej Hermionie. Cóż przez przypadek strzelił w dziesiątkę.
Hermiona przygryzła dolną wargę...
„Mm... to jest sexy”- pomyślał Draco unosząc brew, a Lilien tylko pokiwała głową z dezaprobatą, widząc jego jednoznaczną minę.
.... I zarumieniła się bardzo mocno.
„Kochanie, mogę ci pomóc” – pomyślał młody, seksowny jak diabli Malfoy i naprawdę cichutko i zmysłowo zamruczał trącają przyjaciółkę ramieniem.
- Tylko się nie podniecaj, to niezdrowo – szepnęła Lilien.
- Za późno to mówisz – Draco udał zakłopotanie i skruchę.
- Jah!. Odsuń się ode mnie zwyrodnialcu. – Snape przewróciła oczami, ale się do niego uśmiechnęła. Był naprawdę uroczy i Lilien czasami zastanawia się jak Draco reaguje na przyjemność seksualną. Chętnie popatrzyłaby z boku jak jej przyjaciel kocha się z jakąś dziewczyną.
„Jestem wyuzdana” – pomyślała przekornie

- Ja wszystko mogę zrozumieć. Nawet zakochanie się, czy myślenie o seksie... Zwłaszcza w waszym wieku – rozejrzał się po sali i uniósł brew, a potem ponownie popatrzył na zakłopotaną dziewczynę.
Ludzie się zdziwili. Snape i seks – ciekawe. Tak pomyśleli dokładnie wszyscy obecni, czyli aż dwanaście osób z czterech domów. Oczywiście zero Puchonów.
- Ale na lekcjach, panno Granger, ma pani myśleć o lekcjach, zrozumiano?
- Tak sir – pisnęła cicho Hermiona i nawet nie próbowała protestować.
„Skąd on wie o czym myślę, co za wstyd.”
- Szlaban. Dziś od 20 do 24. Jeszcze coś wymyślę.
- Dobrze, sir.
Severus wyczyścił zawartość jej kociołka i ciężko westchnął.
Hermiona miała ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Przelotnie spojrzała na Malfoya.
Grr... Przeszywał ją spojrzeniem. Jednoznacznym spojrzeniem.
„Ratunku” – pomyślała i wszyscy mogli obserwować jak kładzie głowę na blacie i zakrywa ją rękami.
Harry popatrzył na nią z najwyższym współczuciem.
- Wyluzuj Hermiona, on tylko tak gada – powiedział niestety trochę za głośno i Lilien w geście rozpaczy ukryła twarz w dłoniach
„Co za ciapa” – pomyślała z czułością.
- Coś ty powiedział, Potter? – Rozległ się zimny głos Sam- Wiesz- Kogo drogi czytelniku.
Harry się załamał.
- Bo ... ja ... nic... ja... ee.... – Lilien ze zgrozą słuchała jak Harry się pogrąża i nawet Malfoy pokiwał głową z politowaniem.
„Co za kretyn” – pomyślał.
- To był – gryfon przełknął głośno – um... ten no, skrót myślowy.
- Skrót myślowy, Potter? To ty myślisz? Jakie to wzruszające. Zdajesz sobie sprawę, że masz szlaban razem z uroczą koleżanką?
„Mogło być dużo gorzej” – pomyślał Harry i troszeczkę mu ulżyło.
- Hermiona – Harry postanowił, acz nie specjalnie pogrążyć przyjaciółkę w jeszcze większej rozpaczy – nieważne o czym myślałaś. Każdemu czasem się zdarza.
- Harry – odpowiedział niezbyt głośno dziewczyna, ale na tyle głośno, że wszyscy usłyszeli – czy możesz się przymknąć?
Snape patrzył na to z politowaniem i ironią.
Hermiona wzięła ze stołu gruby wolumin i położyła go dobie na nadal spoczywającej na blacie głowie.
- Proponuję Granger - chłodno i dobitnie odezwał się rozbawiony Malfoy, który nie mógł sobie odpuścić i nie powiedzieć tego co zamierzał, niezależnie od konsekwencji – żebyś sobie włożyła na głowę swój kociołek. Będzie ci wygodniej.
Hermiona cichutko jęknęła.
Zarówno Harry jak i Lilien musieli mocno się trzymać, żeby nie zacząć się śmiać. Bądź co bądź, słowa Malfoya były naprawdę na miejscu i była to dosyć komiczna sytuacja.
- Czy to był skrót myślowy, panie Malfoy? – chłodno i sugestywnie zapytał Severus.
Pansy musiała zacząć udawać, że kaszle, bo wybuchłaby na cała klasę, tak zabawną minę zrobił Draco. Harry wsunął pięść między zęby a Lilien odwróciła wzrok, starając się myśleć o pokoju na świecie.
Draco wyglądał na lekko speszonego i zdziwionego.
- Ja o coś spytałem, Malfoy – zimno wycedził Snape.
- To była koleżeńska propozycja. – Draco zaczął odzyskiwać pewność siebie. – Kociołek chyba się do tego nadaje lepiej od książki..
- Cóż za lotność umysłu, Draco – powiedział Snape jadowicie i złośliwie się uśmiechnął. – Szlaban. Razem z Granger i Potterem.
- Ale za co?! – Oburzyła się latorośl Narcyzy i Lucjusza Malfoyów.
- Och zamknij się Draco! Należy ci się ten szlaban. Ciągle dokuczasz Hermionie! – Zirytował się Lilien – Może ona ma jakieś poważne problemy, a ty jej mówisz żeby sobie wsadziła kociołek na głowę. Sam sobie wsadź!
- No, ma problem – powiedział szeptem do przyjaciółki, najseksowniejszy obecnie Ślizgon – Brak jej chłopa.
- Draco! Do cholery, jesteś niewyżyty seksualnie.!!!
Ups! Chyba powiedziała to bardzo głośno. Mm... Chyba krzyknęła.
Harry popatrzył ze zgrozą na skonsternowaną Lilien i nawet Hermiona uniosła zaróżowioną buzię.
„Cóż za cudny rumieniec – Draco uśmiechnął się rozkosznie – Jestem podniecony i dobrze mi z tym”. Chłopak rozwalił się na krześle jakby siedział w kawiarni a nie na zajęciach. I tak już] dostał szlaban.
„Ciekawe jakby się zarumieniła, gdybym jej zaproponował, żeby...”
- SZLABAN, SNAPE!!!- Severus przerwał romantyczno –erotyczne myśli blondasa –Co to za słownictwo na zajęciach?
- Rozumiem, że ten szlaban to dzisiaj między 20 a 24, tak? – Spytała słodkim tonem czarnowłosa bogini seksu (wpadłam w tok myślowy Harry'ego – przyp. autorki)
- Nie między – warknął mistrzunio – ale od do! Jeszcze jedno słowo mądrzenia się a Slytherin straci 10 punktów droga panno!
Wszyscy popatrzyli na niego w gigantycznym szoku. Snape gadał o seksie i był gotowy odjąć punkty swojemu Domowi i to własnej córce.
„Świat się kończy” – pomyślała Zabini.
Draco uniósł wysoko brew, ale nic już nie powiedział.

******
Oczywiście dostali bardzo milutki szlabanik u Filcha. Mieli Wyczyścić salę Trofeów bez użycia magii, ale ponieważ było ich aż czworo, Filch zażyczył sobie, żeby umyli podłogę i ściany. Severus jakoś się temu nie sprzeciwił. Mieli cztery godziny czasu
Teraz stali na środku sali i się rozglądali.
- Wspaniale – powiedział Harry
- Cudownie – dodała Hermiona.
- Ty się Granger nie odzywaj, bo przez ciebie tu siedzimy – blondas popatrzył na gryfonkę ze złością i z wyrzutem
- Nie musiałeś gadać głupot, Malfoy – odwarknęła mu dziewczyna – wtedy byś mógł leżeć do góry brzuchem w swoim dormitorium.
- Ale ja miałem ochotę to powiedzieć i powiedziałem. Coś ci nie pasi, Granger?
- To jak musiałeś gadać to teraz się jej nie czepiaj – fuknęła Lilien.
- Dobrze już dobrze – Draco podniósł ręce w obronnym geście – Będę grzeczny.
- Już to widzę – cicho syknęła Hermiona ale Draco posłał jej niewinne spojrzenie, zbitego szczeniaka i z konsternacją zauważyła, że ten tani chwyt na nią działa.
- Grzeczny ty jesteś jak śpisz i jeść nie wołasz – skwitowała Snape –ale mniejsza o to.
- Mamy przesrane – rezolutnie zauważył Harry.
- Długo nad tą sentencją myślałeś, Potter? – Grzecznie spytał Malfoy
- Oj przestańcie, siedzimy w tym razem – zirytowała się Hermiona. – Nie kłóćcie się.
- No, panna Granger ma racje, poza tym wcale nie jest tak źle – zrobiła tajemniczą minę Lilien.
- Fakt, Filch może w końcu odzyskać kiedyś dawne przywileje, dopiero wtedy my uczniowie będziemy mieli raj. – Draco wyłożył swą nad wyraz optymistyczną filozofię.
- Gdyby nie ja, byście marnie tu zginęli - stwierdziła Lilien.
Rozejrzała się szybko, czy w pobliżu nie ma pani Norris albo Filcha, ale on zostawił ich samych sobie. W końcu nie mieli różdżek i musieli sprzątać.
I tu w jednej rzeczy się nie pomylił – mieli sprzątać, ale co do drugiej nie miał racji.
Snape sięgnęła do swojego wysokiego glana i wyjęła zapasową różdżkę.
- Wow – to była Hermiona.
- Um.... ee... Super - to był Harry
- Jesteś boska Lilien – Draco rozjaśnił się jak słoneczko. – Ale czy twój stary nie domyślił się, że zrobisz mu ten numer?
- Mój stary zabrał mi zapasową różdżkę, tyle że ja mam zawsze dwie w zapasie – uśmiechnęła się drapieżnie.
Była niezłą spryciarą i Harry pomyślał, że nie chciałby mieć w niej wroga.
- Dobra, zrobimy część ręcznie, aby Filch nie mógł nic zakapować, jak wpadnie za godzinę lub dwie sprawdzić co robimy – powiedziała rzeczowo Lilien.
- Do dzieła! – Draco wczuł się w rolę i entuzjastycznie ściągnął z siebie wierzchnią szatę. Nie trzeba się dziwić bo nie dosyć że było ciepło, to z Malfoya jest gorący towarek.
Hermiona przygryzła dolną wargę. Młody Malfoy wyglądał... Aaa!
Miał na sobie obcisłe, czarne dżinsy i takiż sam podkoszulek ( też obcisły, Drogie Czytelniczki *wink*) z wielkim czerwonym 69 na piersi.
Miał na lewym ramieniu wytatuowanego zielono-srebrnego węża owijającego się spiralnie wokół miecza.
Widok tego tatuażu spowodował, że panna Granger omal nie krzyknęła „wow”, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. Za to gapiła się na ramię blondyna, jak urzeczona.
- Podoba ci się, Granger? – usłyszała lekko drwiący, męski głos.
- Ee... Co? – Zapytała trochę roztargniona.
- Pytałem, czy podoba ci się mój tatuaż.
- Ani trochę – Hermiona nie zamierzała przyznać się do fascynacji tatuażem, ani tym bardziej fascynacji zgrabnym ciałem chłopaka.
Lilien odwróciła wzrok, żeby Hermiona nie mogła zobaczyć jej szerokiego uśmiechu i puściła oko do Harry'ego, który się oczywiście zarumienił.
- No jasne – Draco niemal zamruczał gdy to mówił i Hermionę przeszły ciarki.- Właśnie dlatego tak gapiłaś się na moje ramię. Co za kretyn ze mnie. – Nie mógł sobie podarować lekkiej drwiny.
Harry i Lilien przyglądali się tej scenie z rozbawieniem.
- Patrzyłam bo jest brzydki i nie wiem jak można dać sobie wytatuować coś takiego – łgała jak najęta, chociaż tego nie lubiła. - Jest okropny. W końcu to wąż. brr... – Hermiona zarumieniła się z powodu kłamstwa w żywe oczy.
Malfoy popatrzył na nią z ukosa, był raczej rozbawiony.
- Wiesz Granger, to ciekawe doświadczenie – powiedział cicho przyglądając się jej uważnie
- Co, Malfoy?! – Odwarknęła i zarumieniła się bardziej pod jego spojrzeniem.
- Patrzeć, jak kłamiesz – wyjaśnił z zabójczym uśmiechem triumfu na twarzy i zmrużył cholernie seksownie oczy. – Rób to częściej, uroczo się wtedy rumienisz.
Hermiona zrobiła się tak czerwona, jak bluzka Lilien, która właśnie zdjęła szatę i omal nie włożyła jej sobie całej do ust, żeby nie parsknąć śmiechem.
- Ja stąd idę – wkurzyła się Hermiona – Nie będę siedział na jednym szlabanie z tym... Z NIM!!! – Oskarżycielsko wysunęła palec w kierunku chłopaka
Lilien nie wytrzymała i zarechotała. Harry natomiast szeroko się uśmiechnął
- No wiecie co?! – Teraz Hermiona była na prawdę wściekła. - Uważacie, że to śmieszne?
Ale domyślała się, że z boku musi to komicznie wyglądać, co wcale nie poprawiło jej humoru
- Idź Granger, idź - Draco pobłażliwie się uśmiechnął a oczy zwęziły mu się jeszcze bardziej. – Zobaczymy co na to powiedzą Snape i Filch.
- Nie odzywaj się do mnie, Malfoy – wycedziła ze złością. Wiedziała, że właśnie przegięła i zachowała się irracjonalnie, ale jak on śmiał... No właśnie, co on właściwie takiego śmiał? Spytał tylko, czy podoba się jej jego tatuaż...
- Dobrze już, dobrze – chłodno powiedział Malfoy. – Przepraszam, że uraziłem twoją gryfońską dumę.
Hermiona musiała mu przyznać w duchu rację. Powoli opuściła ją złość.
Cholera, wystarczyło tylko powiedzieć „masz ładny tatuaż”, a ona musiała zrobić z siebie idiotkę. Byłą skonsternowana.
- Z tobą Granger nie da się normalnie porozmawiać? Chyba źle zrobiłem odzywając się do ciebie na neutralnym gruncie. Jesteś z Gryffindoru, więc nie możesz się zniżyć do normalnej, uczciwej konwersacji z kimś ze Slytherinu. Zwłaszcza ze mną. – Powiedział gorzkim tonem Draco. Poczuł się dotknięty. Wcale nie starał się być niemiły, a ona...
- Jeżeli będę się do ciebie odzywał, to tylko po to, by powiedzieć coś niemiłego – dodał zimno. - Wtedy chociaż będę wiedział dlaczego od razu wyciągasz pazury.
- Dobra, sorry – Hermionę naprawdę wiele kosztowały te słowa, ale przełknęła dumę. W końcu jako uczciwa osoba, wiedziała, że postąpiła nie fair.
Popatrzył na nią trochę zdziwiony. Nawet mu do głowy nie przyszło, żeby Granger mogła powiedzieć do niego „sorry” i jego lodowaty wzrok trochę odtajał.
Wzruszył tylko ramionami i lekko skinął głową.
„Sorry, to sorry” – pomyślał.
„Niech mnie goły Snape kopnie” – zdziwił się Harry na słowa przyjaciółki, a Lilien uśmiechnęła się szeroko.
- No nie kłóćcie się kochane żuczki, bo robota czeka - powiedziała. - Później możecie sobie poflirtować. Uroczo wam to wychodzi.
Obydwoje popatrzyli na nią bykiem. Lilien uniosła ręce do góry.
- Nie bijcie, już nic nie powiem, chociaż mogłabym powiedzieć wiele – spojrzenia Malfoya i Granger ciskały błyskawice. – Milczę jak grób.
Zaczęli czyścić najmniej wymagające wysiłku trofea, ale Lilien nie potrafiła „milczeć jak grób”.
- Ten podkoszulek, Draco... – zaczęła.
- Uhm? – Zamruczał pytająco chuchając na jakiś puchar blondyn.
- Czy to deklaracja, że masz ochotę na seks oralny? A może po prostu tak lubisz? – Lilien nigdy nie zastanawiała się, gdy chciała o coś zapytać. Chyba, że było to naprawę coś delikatnego. Nie chodziło o brak taktu, ale o niepoprawną skłonność do bezpośredniości. Lilien bowiem potrafiła być bardzo taktowna, gdy wymagała tego sytuacja.
Hermiona zachłysnęła się powietrzem i zarumieniona spuściła wzrok, a Harry ściągnął okulary i zaczął je natarczywie czyścić, rumieniąc się dużo efektowniej od koleżanki. Draco popatrzył na nich z politowaniem. On już zdążył się przyzwyczaić do tego, że ma bardzo bezpośrednią przyjaciółkę.
- Nie zadawaj takich pytań przy Potterze i Granger, Lil. Twój Harry gotów dostać zawału – przy tych słowach, Draco puścił oko do Hermiony, która szybko odwróciła wzrok.
- Od kiedy to Harry jest mój? Nic mi o tym nie wiadomo – skwitowała Snape.
-Uczycie się razem – Draco szeroko się uśmiechnął.
- Och Draco, ależ masz bujną wyobraźnię – powiedziała dziewczyna pobłażliwym tonem.... – No to jak z tą koszulką?
- Tak szczerze, to nigdy tego nie robiłem, Lilien. Nie wiem, podobno fajna sprawa.- Draco wzruszył ramionami – Lubię tą koszulkę, może właśnie ze względu na skojarzenie – uśmiechnął się trochę niepewnie.
Hermiona i Lilien były zdziwione, zwłaszcza panna Snape. Harry był zażenowany, ale także spojrzał uważnie na blondyna.
Na widok tego niepewnego uśmiechu Dracona, Hermiona poczułą lekki zawrót głowy.
"To on się tak potrafi usmiechać?" - pomyślała z roztargnieniem
- A ja myślałam, że ty już zdążyłeś spróbować wszystkiego...
- No, ostatnio słyszałem, że miałem około setki kochanek i mam nawet doświadczenia z mężczyznami. – Draco się wyszczerzył – Nie wiesz we wszystko co usłyszysz, Lil.
- W to akurat nie wierzę i nie słucham plotek. Po prostu wydawało mi się, że ty już jesteś dokładnie obcykany w seksie. Widocznie się myliłam.
Draco przewrócił teatralnie oczami.
- Widocznie –stwierdził chłodno.- Czy jam mam 17, czy siedemdziesiąt lat, Snape, żeby już tak wszystko wiedzieć, co?
- O?! Dobra, dobra! Ale czemu łapiesz mnie za słowa? – uśmiechnęła się.
– Pamiętliwa bestia z ciebie.
- wiesz co, Lilien – odezwała się Hermiona – jesteś cholernie bezpośrednia.
- Och, ty też potrafisz taka być – powiedział Harry.
- Ale nie aż tak – żachnęła się gryfonka, a Lilien uśmiechnęła się szeroko.
- No właśnie – powiedziała – i to jest problem z większością ludzi jeśli chodzi o seks... Wszyscy o tym myślą, ale mało kto o tym mówi, jakby to było coś złego. Nie lubię takiego zakłamania.
Hermiona spojrzała na nią uważnie i ku zdziwieniu wszystkich powiedziała:
- Chyba wiem o co ci chodzi. W sumie masz sporo racji... – wzruszyła ramionami i zaczęła czyścić jakiś ogromny, nieźle zakurzony puchar.
Draco przyjrzał się jej spod półprzymkniętych oczu; sumie myślał, że Granger raczej się zgorszy, a już na pewno nie oczekiwał takiej reakcji... Zdmuchiwała właśnie kurz z pucharu.
„Z nią mógłbym spróbować wszystkiego” – pomyślał szczerze, a w tym samym momencie, Harry pomyślał dokładnie to samo o Lilien.
- Uuch! – Hermiona otrzepała się z kurzu – Cholera ile może tego być na jednej rzeczy?!
Lilien zachichotała i oczyściła ją prostym zaklęciem.
- Dzięki... – Buzia panny Granger rozjaśniła się, gdy spojrzała na napis na pucharze – „Dla Jamesa Pottera – przeczytała – za zasługi na polu sportowym.” Harry to twojego taty – popatrzyła na niego z uśmiechem.- Chcesz... – Nie zdążyła dokończyć.
- Nie chcę tego oglądać – powiedział zimno gryfon.
Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni. Hermiona zdała sobie sprawę, że przez cały szósty rok unikał rozmowy o swoim ojcu. Teraz w głosie chłopaka zabrzmiał płynny lód.
- Nie jesteś dumny ze swojego ojca, Harry? – Lilien była w szoku – Rany, powinieneś być dumny i blady, że dostał takie wyróżnienie. Ja bym była.
Jeszcze nigdy nie widziała, żeby ten uroczy, ciepły chłopak wyglądał tak surowo
- Czyżby?!
- To chyba naturalne... – Nawet Draco się wtrącił.
Harry uśmiechnął się gorzko
– Nie mam ochoty zachwycać się czynami mojego starego - powiedział jadowitym tonem - Hermiono, bądź tak dobra i to odłóż. – Wystarczy, że codziennie muszę patrzeć w lustro i przypominać sobie, jak bardzo jestem do niego podobny. Dumny, o tak. Jestem dumny jak cholera. Był w końcu pieprzonym gwiazdorem. – Jego głos był tak przesiąknięty ironią i sarkazmem, że pozostała trójka była zaskoczona i zdezorientowana. Nikt nie odważył się już odezwać, a Hermiona odstawiła, szybko doczyszczony przez Lilien puchar, na miejsce.
Przez następne pół godziny kończyli pracę w zupełnym milczeniu, zszokowani postawą Harry'ego, który później był już zupełnie spokojny.
>>>>>>>
- Zagrajmy w coś – powiedziała Hermiona, gdy skończyli, czyli o 22:15 i przeciągnęła się rozkosznie. – Proponuję „Prawda lub zadanie”. To fajna, mugolska gra.
- Znam – Lilien wsparła się pod boki i szeroko uśmiechnęła – powinno ci się spodobać, Draco
Chłopak uniósł brew.
- Mówisz, Lil?
- Aha...
- A na czym polega ta gra? – spytał ciekawie Harry.
- Siada się w kręgu. Jedna z osób, wybrana lub wylosowana, zaczyna, mówiąc do wybranej przez siebie osoby: ”prawda lub zadanie.” Jeżeli osoba wybiera „prawdę”, zadajesz jej pytanie, na które musi szczerze odpowiedzieć, jeżeli wybiera zadanie, cóż... Musi zrobić coś, co każesz. Następnie osoba wybrana jako pierwsza wybiera kolejną i tak dalej. Wybierasz absolutnie kogo chcesz. – Wyjaśniła Hermiona.
- To wszystko? – Spytał Draco i uśmiechnął się przekornie. Podobało mu się.
- Musimy tylko ustalić ile razy można odmówić – dodała Lilien –To znaczy, ile razy jedno z nas może się nie zgodzić się odpowiedzieć, czy wykonać zadania. i to by było na tyle. Proponuję standardowe trzy razy.
- Tak będzie uczciwie – powiedziała Hermiona.
- Mi się ten pomysł podoba – powiedział Harry.
- Wchodzę w to obydwoma nogami – powiedział Draco –Jestem za, a nawet przeciw – blondyn wyglądał na szczęśliwego.
„Szelma’ – pomyślała Lilien.
Malfoy popatrzył zalotnie na Hermionę. Zdjęła szatę, jak wszyscy. Stała teraz w dopasowanej, obcisłej niebieskiej bluzce z niewielkim , ale wystarczającym by poruszyć wyobraźnię Dracona, dekoltem i w dopasowanych, granatowych dżinsach. Miała długie, zgrabne nogi i bardzo wąską talię. Malfoy miał ogromną ochotę sprawdzić, czy da radę objąć ją dłońmi w pasie, tak była szczuplutka. Omal nie podszedł do niej i tego nie zrobił. Uśmiechał się do niej szeroko.
- I co się szczerzysz? – Spytała Hermiona.
- Uśmiecham się do ciebie, Granger. Nie mogę? Czasem masz zaje*biste pomysły. Pogratulować – jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
Oczy Hermiony zwęziły się lekko. Nie podobało jej się, że tak entuzjastycznie podszedł do gry. Ale teraz za nic nie wycofałaby tej propozycji. Nie zrobi z siebie idiotki po raz drugi.
- Tak uważasz? – Zapytała zaczepnie.
- Aha – odpowiedział lakonicznie.
- A może ja nie chcę, żebyś się na mnie gapił, co? – Fuknęła.
- Zawsze możesz spróbować wydrapać mi oczy, gryfońska lwico – zażartował cynicznie – uprzedzam tylko, że jestem silny...
„Nie wątpię” – Hermionie przeszły po plecach przyjemne ciary
- Jasne, Malfoy – powiedziała na głos i wywróciła oczami.
- Nie zastosowałby przemocy fizycznej wobec kobiety, pod żadnym pozorem. NO chyba, żeby któraś próbowałaby go zabić, chociaż nawet tego nie jestem pewna – poinformowała Hermionę, Lilien.
Draco wykorzystał słowa przyjaciółki żeby się odegrać:
- Kobiety bym nie uderzył. Ale to jest Granger. Cóż, nie jestem pewien, czy jest kobietą. – Powiedział złośliwie, taksując gryfonkę bezczelnym spojrzeniem od stóp do głów.
Hermiona poczuła się urażona w swej kobiecej dumie, a Harry i Lilien uśmiechnęli się do siebie znacząco. Z boku było wyraźnie widać, że Draco po prosty droczy się z Hermioną i ją podpuszcza, ale dziewczyna połknęła przynętę.
- To czego się na mnie gapisz, co?!-
Draco uśmiechnął się bardziej, niż rozkosznie.
- Przyglądam ci się, bo mi się nie podoba twoja fryzura. I w ogóle zastanawiam się, jaką płeć sobą reprezentujesz, dlatego tak się gapię.
Lilien zachichotała i złapała Harry'ego za ramię. Gryfon poczuł przyjemne ciepło bijące od dziewczyny i jej cudowny, kobiecy zapach. Trochę zakręciło mu się w głowie i kretyńsko się uśmiechnął.
Mina Hermiony Granger mówiła sama za siebie
„Cholera – pomyślała – Ale mnie podszedł.”
- Ale ci pojechał, Granger! Dobre! – Snape był wniebowzięta, a Hermiona zawstydzona.
- Dałaś się podpuścić – stwierdził Harry – Musisz bardziej uważać na to co robisz i mówisz, przy prawdziwym Ślizgnie. Z nimi bywa różnie.
- A ty skąd o tym wiesz? – Spytała zła Hermiona.
- Czasem gadam z Lilien, a poza tym, Tiara chciała mnie przydzielić do Slytherinu – Harry uśmiechnął się szeroko widząc trzy zdziwione miny. – Tylko czekałem jak się wkopiesz. Wiesz to naprawdę zabawne, widzieć cię zgaszoną....
Gryfonka wyglądała tak, jakby miała się popłakać.
- Miałeś być w Slytherinie, Potter? Serio? – Spytał zaciekawiony Draco. Harry zaintrygował go już drugi raz podczas tego szlabanu i Malfoy zaczął dochodzić do nieprzyjemnego wniosku, że w ogóle go tak naprawdę nie zna i nic o nim nie wie.
- To jak się stało, że jesteś w Gryffindorze?
- Bo nie chciałem iść do Slytherinu. To wszystko. Mój wybór.
- A toś mnie zaskoczył, Harry – powiedziała Lilien – No, ciekawe, co by na to powiedział mój stary.
Hermiona stała naburmuszona z boku i przełykała gorzką porażkę. Miała skwaszoną minę.
- Nie pękaj, Granger – powiedział Malfoy – mnie potrafi zgasić tylko Lilien, no i jej ojciec – Te słowa wcale nie pocieszyły Hermiony.
- Jeden zero dla ciebie, Malfoy! – warknęła odzyskawszy część pewności siebie.
- No tak lepiej. To mi się podoba, lwico. – Wyszczerzył się chłopak.
- Nie mów do mnie tak!
- Będę mówił do ciebie jak mi się podoba.
- Przestańcie! Gramy czy nie? - Przerwała kłótnię, Lilien.

Zabawa okazał się całkiem fajna.
Draco oczywiście posłużył się przewrotną strategią.
Za każdym razem, słyszał od Hermiony: „prawda”, więc zadawał jej specjalnie takie pytania, na które nie udzieliłaby odpowiedzi.
Za pierwszym razem spytał, jaki kolor ma jej owłosienie łonowe i Lilien niemal nie opluła ze śmiechu Harry'ego, który też miał niezły ubaw.
Za drugim razem spytał ją o najbardziej śmiałą fantazję erotyczną, co zostało skwitowane potężnym rykiem śmiechu Lil i Harry'ego, a Draco się wyszczerzył jak głupi do sera.
Za trzecim razem, zapytał jak często podmywa się gdy ma okres i wtedy zaśmiał się tylko Potter, a obydwie dziewczyny wyglądały, jakby chciały go zamordować.
I kiedy po raz czwarty, Draco wskazał na Hermionę ta bojąc się kolejnego, durnego pytania szybko odpowiedziała:
- Zadanie!
Draco uśmiechnął się jakby wygrał najwyżej punktowany los na loterii i Herm wiedziała już, że znowu dała się nabrać.
„Chryste” – pomyślała ze zgrozą.
„Jestem mistrzem intryg” – pomyślał seksowny blondyn
„Szelma – po raz kolejny stwierdziła w duchu Lilien – urocza szelma.”
Draco wstał i wykonał gest Tarzana a Lilien z trudem powstrzymała histeryczny napad śmiechu. Gryfonka nie wyglądała na rozbawioną.
„Biedna Hermiona” – pomyślał Harry.
Blondas usiadł.
- Oki, Granger – zalotnie uniósł brew – niech się zastanowię... – Powiedział, chociaż doskonale wiedział co jej każe zrobić.- Spełnisz moich pięć życzeń.
- CO?! – Hermiona nie posiadała się z oburzenia – To niedorzeczne. Ma być tylko jedno zadanie!
- No i jest – spokojnie odrzekł chłopak. – To zadanie, to spełnienie moich pięciu życzeń. To chyba zgodne z zasadami
- No nie wiem!!!
- Przykro mi, Hermiona – Lilien starała się zachować powagę – ale Draco ma rację.
- To nie fair – powiedziała żałośnie gryfonka – On mnie podpuścił, zadając debilne pytania!
- Nie moja wina, że nie uczysz się na błędach – Malfoy wzruszył ramionami.
- Podstępna żmija!!! – Wrzasnęła wściekła Hermiona, a Draco jedynie szczerze się roześmiał.
- No w końcu jestem ze Slytherinu, Granger.
- Trzeba było uważać – powiedział filozoficznie Harry
- Odwdzięczę ci się, za te słowa, przyjacielu – powiedział dziewczyna do Gryfona.
Harry też już wyczerpał limit odmów, dzięki następującym pytaniom i zadaniom:
1) Jak często się onanizujesz? (Draco)
2) Z kim chciałbyś się przespać, gdzie i w jakiej pozycji? (Lilien)
3)Powiedz na najbliższych eliksirach przy całej klasie Snape’owi, że go uwielbiasz i za nim szalejesz. (Draco)
Mimo to Harry nie przejął się słowami Hermiony.
- Zlituj się Malfoy na boga i zmień to zadanie... Proszę – Hermiona miała zrozpaczoną minę.
- Granger, ty mnie prosisz? Urocze. Niestety, mi się bardzo podoba perspektywa wydawania ci poleceń. – Uśmiechnął się i zmrużył seksownie oczy.
Hermiona wyglądała nieszczęśliwie i Lilien jej pożałowała:
- Nie łam się kobieto! Co ten blond kretyn może kazać ci zrobić? To samo o co mnie wiecznie prosi.. „Napisz mi wypracowanie z Transmutacji” Wyluzuj.
- Granger, chyba się nie boisz? – Spytał słodko Malfoy i trafił w dziesiątkę.
- Czego? – Spytała wyniośle – Ciebie, Malfoy? Zapomnij!!! Spełnię te twoje głupie życzenia.
Draco był szczęśliwy. I miał taki cudowny plan. Hermiona mu się cholernie podobała. Musiał to sam przed sobą przyznać. A teraz miał szerokie pole do popisu... Och, nie rzuci się na nią, przynajmniej nie przy pierwszym życzeniu. Draco potrafił być cierpliwy gdy mu na czymś zależało...

******
Przez kolejne trzy dni wydarzyło się naprawdę kila ciekawych i wesołych akcji, które zawdzięczały swoje zaistnienie, cudownej, opisanej powyżej mugolskie grze.

Sobota:
Zadanie autorstwa Dracona Malfoya:
Podczas śniadania, gdy wszyscy zaczęli jeść, Harry Potter wstał i wrzasnął na całą salę:
- DRACO MALFOY RZĄDZI! GŁOSUJCIE NA PREFEKTA NACZELNEGO SLYTHERINU!!
Ludzie na sali doznali szoku. Nauczyciele pootwierali paszce ze zdziwienia i tylko pani Hooch miała wyluzowaną, drwiącą minę, Dyrektor starał się nie śmiać, a Snape i de Lincourt patrzyli na to z chłodnym zainteresowaniem i ironią.
- MALFOY NA DYREKTORA HOGWARTU !– Darł się Harry.
Lilien rechotała jak szalona, Ron wyglądał jakby miał dostać ataku serca a Hermiona się uśmiechała.
- DRACO MALFOY NA MINISTRA MAGII!!! – Harry poczuł niebezpieczny napływ weny twórczej. – MALFOY NA PREMIERA!!! MALFOY NA KRÓLA WIELKIEJ BRYTANII!!!
Kiedy usiadł został uroczyście zaproszony prze McGonagall do jej gabinetu, „gdy tylko skończy się śniadanie”, ale nie przejął się tym zbytnio.
Gdy wychodził z Wielkiej sali dopadł go Malfoy, twierdząc z szerokim uśmiechem, że sam by tego lepiej nie wymyślił i że Potter ma u niego wódkę.
U Minervy dostał szlaban, ochrzan i stracił 10 punktów, ale miał to w nosie. W gruncie rzeczy dobrze się bawił, widząc miny kolegów.

Niedziela
Zadanie autorstwa Harry'ego Pottera:
Całe popołudnie, Draco Malfoy paradował w czarnej bluzie z czerwonym, krzykliwym napisem: „Kocham Mugoli i gryfonów!!!” Uśmiechał się przy tym kretyńsko i próbował obejmować każdego gryfona w zasięgu swojego wzroku.
Dostał za to niegroźny opieprz od Snape’a. Większość jego kolegów natomiast uznała to za niezły żart.

Poniedziałek rano –Obrona Przed Czarną Magią
Zadanie autorstwa Dracona Malfoya:
Lilien Snape bezczelnie zdjęła szatę , ukazując wszystkim króciutką, zieloną bluzeczkę i bardzo niskie, czarne lateksowe biodrówki. Włosy miała upięte wysoko, więc jak na dłoni widoczny był jej tatuaż w dole pleców. Jej chluba!
Miała mocny, niemal wyzywający makijaż i bezczelnie żuła gumę.
Męska część uczniów z Ronaldem Weasleyem na czele, omal nie dostała ślinotoku .
Na zimne słowa nauczycielki: „załóż szatę, Snape”, dziewczyna zadeklarowała ze spokojem, że jest lesbijką i krzyknęła, rzucając się przy okazji nauczycielce na szyję:
- Kocham cię, Arabell!!!
Draco myślał, że skona z tłumionej wesołości.
Lilien wylądowała na dywaniku u Dyrektora, który jedynie dał jej łagodną naganę i odjął 15 punktów Slytherinowi. W końcu on też kiedyś był młody.
Za to stary ją objechał ostro przed obiadem, chociaż to jej za bardzo nie dotknęło.

Poniedziałek po południu - Eliksiry
Zadanie autorstwa Lilien Snape:
Hermiona Granger doprowadziła rozmyślnie do widowiskowego wybuchu kociołka
A wrzeszczącemu na nią, wściekłemu Snape’owi odpowiedziała grzecznie bez zająknięcia i mrugnięcia okiem:
- Nic się nie stało. Po prostu znowu myślałam o seksie, sir – czym zdobyła sobie gorącą aprobatę Lilien i Dracona, a Harry musiał włożyć sobie do buzi pieść, żeby nie zabić śmiechem wszystkich w promieniu pięciu mil.
Hermiona dostała szlaban u Filcha i strąciła aż 20 punktów, ale widok miny Snape’a, kiedy wybuchł jej kociołek i później – kiedy mu chłodno odpowiadała na pytanie, był tego wart.
Malfoy podszedł do niej po zajęciach i stwierdził z szerokim uśmiechem:
- Widzisz, Granger? Jak chcesz to potrafisz. To było bomba!

Ten post był edytowany przez Kitiara: 10.12.2004 15:00


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Lum
post 10.12.2004 15:18
Post #12 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 8
Dołączył: 19.07.2003




Ogólnie ładnie piszesz, ale większość Twoich dialogów jest strasznie wymuuuszoooona i wyyymęczooona...
ludzie normalnie tak ze sobą nie rozmawiają; jakby tygodniami układali scenariusze konwersacji; kto co i kiedy powie żeby było zabawnie biggrin.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 10.12.2004 15:35
Post #13 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



QUOTE
Ogólnie ładnie piszesz, ale większość Twoich dialogów jest strasznie wymuuuszoooona i wyyymęczooona...

Ciekawy zarzut, pierwszy raz się z nim spotykam. Zazwyczaj słysze, że piszę w sposób lekki i przystępny. A te dialogi nie były układane, same wpadły mi do główki podczas pisania, właściwie tak po prostu, więc skąd pomysł ze scenariuszem? Tak naprawdę bawiłam się tym opowiadaniem, dlatego nie do końca Twój zarzut rozumiem...
Poza tym jak mże nie być zabawnie, gdy rozmawiają gryfoni ze ślizgonami, nie ponimaju. Wolałam zrobić z tego komedię, niż tragedię (to znaczy: walki na noże i słowa; mam dosyć wizji pani Rowing: młodego Malfoya, który zachowuje się jak dziesięciolatek).
Może to ja się mylę, nie wiem...
Zdziwiona kit:]

Ten post był edytowany przez Kitiara: 10.12.2004 15:39


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 10.12.2004 16:57
Post #14 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



A co mnie tam... Dam wam czwarty rozdział:]
Tak na zachętę do czytania kolejnych...
Ekhem, ekhem... zaczynają się sceny sami-wiecie-jakie...


Rozdział IV
JUST A SIMPLE KISS


It' s the way you love me
It's a feeling like this
It's centripetal motion
It's perpetual bliss
It's that pivotal moment
It's (ah) subliminal
This kiss, this kiss
It's criminal
This kiss, this kiss
[Faith Hill, "This Kiss"]



Hermiona nie posiadała się z rozpaczy: PIĘĆ ŻYCZEŃ tego dupka, Malfoya.
Dorwał ją w niedzielę rano i powiedział, że jego pierwszym życzeniem jest, aby napisała mu wypracowanie z Transmutacji na poniedziałek. Jak się wyraził z obleśnym uśmiechem:
- Ja, Granger, wolę praktykę od teorii. Ty na przykład w teorii jesteś całkiem niezła. Powinnaś postawić więcej na działanie praktyczne...
Hermiona zarumieniła się ze złości, zażenowania i upokorzenia na wyraźną aluzję, ale ugryzła się w porę w język.
-I niech lepiej to wypracowanie będzie bardzo dobre... Zapraszam na spotkanie przed Pokojem Wspólnym Slytherinu o ósmej wieczorem, z wypracowaniem.
- Mam to zrobić dzisiaj?!
- Przecież Transmutacja jest jutro rano, na drugich zajęciach po śniadaniu a muszę to jeszcze przepisać. Nie mam twojego charakteru pisma, Granger... – Jego głos nasączony był drwiną - A ty pewnie i tak swoje już masz...
I to się zgadzało, już miała. Długie, wspaniałe wypracowanie. Nad którym męczyła się dwa dni. Trudno, będzie musiała mu dać to, które już napisała, a swoje napisać od nowa. Najwyżej nie pójdzie spać. Wątpiła, czy odwalenie wypracowania dla Malfoya odbije się dobrze na ich obecnej „relacji”...
- Dobra - Hermiona miała swoją godność osobistą – ale TY przyjdziesz pod portret Grubej damy. W końcu to z mojej strony, dosyć duże poświęcenie.
- Poświęcenie? – Draco zmrużył niebezpieczne oczy – Co ty wiesz o poświęceniu? Poświęcenia to ja mogę dopiero zażądać... Ale nich ci będzie. Przyjdę, tylko to wypracowanie ma być Wybitne, Granger... Do zobaczenia – zadrwił na koniec.
- Kur** – zaklęła cicho Hermiona.

******
- Twoja córka to ciekawy obiekt, Severusie – zagadnęła de Lincourt w poniedziałek, w porze lunchu, Snape’a. Potem opowiedziała mu o zajściu na Obronie.
- Czyżby nie miała odpowiednich wzorców wychowawczych? – zadrwiła Arabell pod koniec swojej relacji. – Wiesz, ona chciała mnie nawet pocałować. To byłoby całkiem zabawne, gdyby nie działo się przy całej klasie...
Snape był blady.
- Moje zdolności wychowawcze to nie twoje sprawa – wysyczał wściekły mistrz eliksirów, co Arabell skwitowała wzruszeniem ramion i złośliwym uśmiechem.
On już da tej jędzy, Lilien. Guzik go obchodzą te bzdetne zakłady, dopóki nie dotyczą jego małej. Myślał, że go krew zaleje gdy uświadomił sobie, że Potter bezkarnie gapił się na tatuaż jego córki w takim miejscu...
Tak naprawdę jednak, najbardziej go rozwścieczył inny aspekt całego zajścia. Jego córka ośmieszyła go swoim zachowaniem, przed tą de Lincourt. Podłą wredną babą, której niestety coraz bardziej pożądał.
I Lilien dostała wieczorem niezłą reprymendę...

Kiedy Severus przestał się drzeć jak opętany, Lilien spokojnie zmrużyła oczy.
- Czy ty nigdy nie miałeś siedemnastu lat, tato? – Spojrzał na nią takim wzrokiem, że postanowiła nie kontynuować tego toku myślowego.
- Ta wredna krowa, de Lincourt, kwestionowała przez twoją dzisiejszą głupotę moje zdolności wychowawcze! – Wzrok Snape’ ciskał błyskawice.
- Podobno chciałaś ją pocałować? – Dodał już odrobinkę łagodniej.
- To już była taka moja, prywatna inicjatywa – wyjaśniła. -Ona jest piękną kobietą, tato.... Ale to chyba zdążyłeś zauważyć?
- Co ty mi sugerujesz? – W głosie mistrza eliksirów zadźwięczały kostki lodu.
- Daj spokój! – Lilien się zirytowała. Byli w jego prywatnej kwaterze i dziewczyna spokojnie usiadła sobie na łóżku, a raczej na sporym łożu, zupełnie takim jak to w prywatnym dormitorium, skłonnego do snobizmu Malfoya młodszego, z którym dla niewiadomych (a raczej bardzo wiadomych) przyczyn tak się zżyła. Byli niemal jak rodzeństwo.
- Cała męska część Hogwartu, począwszy od klas piątych na Hagridzie kończąc rumieni się i szczerzy na jej widok, a Draco próbował się nawet z nią umówić, tylko zwyzwała go od dzieci i dała szlaban.
- Kiedy?! – Warknął wściekły Snape.
„A jednak zazdrosny” – pomyślała triumfalnie dziewczyna.
- Na naszych pierwszych zajęciach - odpowiedziała spokojnie
- A on to już o niczym innym nie myśli?!
- No, ostatnio, chyba dosyć intensywnie myśli o Granger, więc nie żołądkuj się tak. W końcu gdzie taka dojrzała kobieta z takim szczawikiem, chociaż doświadczonym... Jest przecież z dziesięć lat starsza od niego i jest jego nauczycielką, a zresztą Draco nie jest tak niepoważny, by nie zdawać sobie z tego sprawy.
- A co ona mnie obchodzi?! Niech się umawia z kim chce!
- Czyli mogę ją poderwać? Fajnie!
- Zawsze sądziłem, że jesteś inna!
- Jestem zdrowa! Ona ci się podoba! To przecież widać! Nie rób ze mnie kretynki! Na Boga, jestem twoją córką, ze mną możesz być szczery. Mógłbyś chociaż raz być dla niej miły i się z nią umówić, a nie zarzucać uczniom, że myślą o seksie, podczas gdy to ty ciągle marzysz o erotycznych uniesieniach z Arabell de Lincourt! – Lilien zirytowała się uporczywym zaprzeczaniem ojca.
Nie po raz pierwszy, Severus musiał w duchu podziwiać niesamowitą intuicję swojego dziecka. Ale przecież w dużej mierze miała to po nim, a to że była kobietą, jedynie potęgowało te zdolności.
- Powiedz mi tato o czym myślisz codziennie przed zaśnięciem? – Ton głosu sugerował, że wcale nie chodzi jej o „myślenie”, ale o coś zupełnie innego i Sev leciutko się zarumienił. - Bądź szczery chociaż przed sobą samym i przed własnym dzieckiem. Jak tak dalej pójdzie, to w przypływie tłumionej żądzy i napadzie furii, zabijesz jakiegoś ucznia. Tak nie można.
- Mądrala. Co ty wiesz o jak to się pięknie wyraziłaś „żądzy”? – Wycedził Severus.
„Bardzo wiele - pomyślała – nawet nie wiesz jak wiele.”
- Jeny, tato! Mam ciało, zmysły i odczuwam jak każdy człowiek. Ty też, chociaż starasz się być maksymalnie oziębły. Muszę przyznać, że nieźle ci to wychodzi.
- Odczuwasz, jak każdy człowiek? – Nozdrza mężczyzny rozszerzyły się, a oczy zwęziły. – O czymś nie wiem?
„Nie wiesz o wielu rzeczach.”
- Nie zmieniaj tematu. Rozmawiamy o tobie. Ja sobie ze sobą, świetnie radzę – skłamała gładko - ale ty jak widzę, nie. Twój stan psychofizyczny zaczyna odbijać się na wszystkich dookoła.
- Po co ona nosi te obcisłe ciuchy? Jest taka sama jak i ty, jeśli o to chodzi. Faceci mają oczy! Są bardziej pobudliwi od was! – Wybuchł mistrzu.
- Rozumy ponoć też, mają! – Uśmiechnęła się złośliwie.
- Lilien, uważaj!
- Och! Po prostu zrób coś z tym, tato! – Tupnęła nogą. - Kocham cię i nie mogę patrzeć jak się męczysz. - Podeszła do niego i dała mu buziaka w policzek, co całkowicie niemal go udobruchało.
- Dobranoc.
- Dobranoc Lilien. I niech ja się tylko dowiem, że Potter tknął cię chociaż jednym palcem.
„Gdyby mnie tknął to bym była, najszczęśliwszą dziewczyną w tej szkole” – pomyślała.
„Chyba sama będę musiała go tknąć...”
Nic jednak po sobie nie dała poznać.
- Naprawdę? – Zapytała drwiąco. – Harry jest tak nieśmiały w relacji do kobiet, że nie masz się raczej o co martwić... I pamiętaj tato, że do tanga trzeba dwojga. Śpij dobrze.
Zostawiła go w takim stanie, że przez pół nocy nie spał, rozmyślając nad tym co powinien zrobić.

******
Wtorkowy poranek jak zwykle zaczął się od śniadanka i Hermiona, wybitnie głodna tego dna, pochłaniała kanapki z szynka jakby..
- Co ty, w ciąży jesteś? – Zdziwił się Ron..
- A czy wyglądam na wiatropylną? – Odpowiedziała pytaniem na pytanie i "szamała" dalej.

Wyszła jako jedna z ostatnich osób, ponieważ omal nie zaspała na posiłek i jej oczom ukazał się ciekawy widok.
W korytarzu przed Wielką Salą, niemal na środku całowali się najspokojniej w świecie Nevill i Pansy.
„Jak zwykle nie mogą się powstrzymać” - pomyślała Hermiona.
- Też tak chcesz? – Usłyszała zmysłowy szept i poczuła ciepły oddech na karku, a jej nosek wyłowił bardzo przyjemny męski zapach.
„Żesz ku***” - pomyślała
- Jasne, Malfoy – warknęła, szybko się odsuwając. Zbyt szybko. – Chciałbyś..
- Trochę uprzejmości, Granger. Mogę cię pocałować, jeśli chcesz. Nawet tu i teraz – podszedł niebezpiecznie blisko i musnął palcami jej policzek.
Poczuła, że się rumieni, i klęła w duchu, na czym świat stoi, że nie jest doświadczoną, młodą kobietą, bo wtedy może nie reagowałaby w ten sposób.
- Jeszcze czego – syknęła.
- Ewentualnie mogę tego zażądać – powiedział takim tonem, jakby ustalał wszystkie „za” i „przeciw”, a Hermionie zrobiło się gorąco.
- No jasne! Chyba jakieś granice tych twoich życzeń muszą istnieć?! – Hermiona była lekko przestraszona, ale poczuła też podniecenie na myśl o pocałunku Malfoya.
- A ustalaliśmy jakieś? – Spytał chłodno. - Obawiam się Granger, że nie krępują mnie żadne granice, ciebie natomiast tak. Racz być uprzejma. – Ostatnie słowa zabrzmiały jak ostrzeżenie, a oczy chłopaka zwęziły się niebezpiecznie.
- A propos moich życzeń...
Hermiona przełknęła głośno, a Draco sardonicznie się uśmiechnął.
- Mam wypracowanie dla Snape’a na jutro, ale chyba nie jest zbyt dobre. Bądź tak miła i wpadnij dziś o dwudziestej do mojego dormitorium je sprawdzić...
Hermiona westchnęła ciężko.
- Dobrze, przyjdę – trochę jej ulżyło, gdy powiedział czego sobie życzy.
- Nie masz wyjścia, skarbie. Hasło do wspólnego to „Zabić Pottera”... Tylko żartowałem – dodał widząc jej urażoną minę. – Naprawdę hasło brzmi: „krew wampira”. Schodami w górę na trzecią kondygnację. Drzwi po prawej na samym końcu korytarza. Możesz przynieść szampana – dodał żartobliwym tonem.
- Dla kumpli z którymi mieszkasz też? - Odcięła się szybko.
- Och! Ty przecież nie wiesz!
- Czego znowu nie wiem?! – zirytowała się gryfonka.
- Widzisz, Granger. Jako snob z dobrej rodziny, z dużą ilością kasy, należę do nielicznych, którzy mają prywatne dormitoria. Mieszkam sam. W warunkach, co tu dużo ukrywać, luksusowych.
Bladość, która pojawiła się na twarzy Hermiony, była wręcz widowiskowa.
- Tylko nie zemdlej z wrażania – Draco uśmiechnął się zmysłowo – i może zamiast szampana weź swoje wypracowanie i jakąś dobrą książkę do eliksirów zaawansowanych. Żegnam.
„Nich cię szlag, Malfoy” – pomyślała Hermiona.

******
Drugie wtorkowe spotkanie w Komnacie Potrzeby, było miłym zaskoczeniem, zarówno dla Lilien jak i dla Harry'ego. Chłopak zrobił tak dobry Szkiele–Wzro, że dziewczyna stwierdziła, iż po przepisowym tygodniu „ustania się” można go spokojnie dać pani Pomfrey do skrzydła szpitalnego. Snape nie była głupiutką nastolatką i wiedziała, że Harry'ego rozpraszał jej spory dekolt poprzednim razem, dlatego postanowiła się na te spotkania ubierać mniej prowokacyjnie.
Teraz była w bordowej, raczej luźniej, ale ładnie układającej się na ciele sukience do kostek i z rękawami trzy czwarte. Długie, lśniące włosy, których Harry pragnął tak dotykać, miała spięte luźno na karku.
W końcu jej „uczeń” był tylko facetem. Bardzo przystojnym i bardzo nieśmiałym, niewinnym facetem. Lilien nie chciała go spłoszyć bezpośrednim "podrywem". Poza tym sama nie była za bardzo doświadczona (nie licząc paru randek i kilku raczej nieśmiałych pocałunków) i troszkę obawiała się konsekwencji bliższego kontaktu. Nikt wcześniej nie podobał się jej tak jak ten zielonooki, wiecznie rozczochrany gryfon, dlatego dziewczyna, chociaż uchodziła za bardzo ładną, czuła lęk przed zwykłym „koszem.” Ponieważ nie była zadufaną w sobie słodką idiotką, nie uważała, że nieśmiałość Harry'ego wobec niej musi koniecznie oznaczać, że chłopak coś do niej czuje. Bała się odrzucenia.
- No widzisz, mówiłam ci, że masz talent do eliksirów – powiedziała, gdy skończyła sprawdzać jego wypracowanie na środę – musisz tylko wierzyć w siebie.
Harry się zarumienił, ale czuł się też szczęśliwy.
- To co napisałeś jest naprawdę dobre – uśmiechnęła się promiennie. – Osobiście postawiłabym ci za wypracowanie Wybitnie, więc stary da ci pewnie Powyżej Oczekiwań.
- Dzięki, że mi pomagasz.
- Nie ma za co. Poza tym... Niedługo wcale nie będę musiała, Harry.

******
Severus miotał się po Pokoju Nauczycielskim.
- Ja jej dam... „Korepetycji, Harry'emu udzielam. We wtorki wpół do ósmej”... Ja jej dam korepetycje. Niech ja tylko dorwę Pottera... „Robi postępy” Ja im dam „postępy” – powtarzał pod nosem.
De Lincourt patrzyła na to z najwyższą dezaprobatą. Starała się (co nie oznacza, że zawsze jej się to zawsze udawało) być uczciwym, bezstronnym pedagogiem i już zdążyła zauważyć, że Gryffindor traci zawsze u Severusa trochę za dużo punktów. Zauważyła też, że mistrz eliksirów, bez większych powodów nie cierpi Pottera i chłopak ma u niego notorycznie przechlapane.
Postanowiła przemówić mu do rozsądku. Uważała go za przystojnego, mądrego faceta, który niestety jest stronniczy i niesprawiedliwy. Podobał się jej i to nawet bardzo, ale niektóre cechy jego charakteru.. Boże! Tylko strzelić w łeb i patrzeć, gdzie doleci, ta zakuta łepetyna.
Tym razem postanowiła się „poniżyć” i mówić mu po imieniu. Sprawa była delikatna. Ku jej zadowoleniu w pomieszczeniu, byli tylko oni, bo dochodziła już dziewiąta wieczorem.
- Dlaczego jesteś przeciwny temu, żeby twoja córka, pomagała Potterowi w eliksirach, Severusie? Skoro jest świetna z tego przedmiotu, a on sobie nie radzi za bardzo... To chyba nawet wskazane. Uważam, że Lilien zachowuje się bardzo ładnie i...
- Och! Jasne. Ładnie! „Uwielbiam brunetów o zielonych oczach” – Sev przedrzeźniał własne dziecko, a Arabell się skrzywiła. Nienawidziła, gdy jej ktoś przerywał i wchodził w słowo. Zupełnie jak on i jego córka. – Tak mówiła w wakacje. A teraz udziela korepetycji zielonookiemu brunetowi.. Pięknie. Jak on śmiał urosnąć i stać się podobnym do mężczyzny a nie wymoczka! – Przy tych słowach Snape'a, de Lincourt, zaczęła się zastanawiać nad ciekawą psychiczną chorobą, zwaną „nerwicą natręctw.” - Jak ją tknie, to wykastruję go bardzo powoli, bardzo tępym nożem...
- Posłuchaj sam siebie - zakpiła z politowaniem. –To jego wina, że rośnie i wyprzystojniał? A twój cudowny Malfoy? Jak wygląda? Wszystkie małolaty sikają po nogach, gdy idzie korytarzem No tak, ale jemu wolno, bo twoja córka gustuje w brunetach, nie blondynach... To się leczy Severusie...
- Ja ci dam! Co tymi sugerujesz, że jestem chory psychicznie?!
- To ty powiedziałeś – rzuciła szybko, a na widok jego miny dodała spokojnie:
- Pamiętaj o jednym... To czy Potter tknie Snape, czy też ona jego, to raczej nie twoja sprawa...
- Ona jego?! Co ty sobie wyobrażasz? Robisz z mojej córki dziwkę?! – Wrzasnął wkurzony i natychmiast, zdał sobie sprawę, że przesadza. Zrobiło mu się trochę głupio.
-USPOKÓJ SIĘ! - Krzyknęła wściekle kobieta. – Jak mogłabym to robić? Nazwać uczennicę dziwką?! Opanuj się ! To twoje jedyne dziecko! Co ty mówisz? Ona jest prawie dorosła i jest emocjonalnie dużo dojrzalsza od ciebie, Snape! Powinieneś się jeszcze od niej uczyć podejścia do życia i do ludzi! - De Lincourt wiedziała co mówi, bo była dobrym psychologiem i obserwatorem ludzkich zachowań. -Żyj i daj żyć innym... Daj żyć chociaż własnej córce. To, że ty chcesz być oziębłym sukinsynem, to twoja sprawa, ale nie wymagaj od niej, żeby była taka jak ty! To chore i podłe! Zabronisz jej odczuwać?! A jeżeli oni się nawet w sobie zakochają to co zrobisz?! Zabijesz Pottera?
- Ja im się...
- NIE PRZERYWAJ MI!!! – Severus był zszokowany jej wybuchem. Była naprawdę wściekła. – Jesteś okropny, stronniczym, draniem! Powinieneś nad sobą pracować, a nie wypominać córce, że komuś pomaga z Eliksirów. To żałosne! Wiesz co?! Myślałam, że jesteś inny... – Zezłoszczona kobieta opuściła wściekłym krokiem Pokój Nauczycielski
„Kur**, znowu się przed nią zbłaźniłem. Znowu bezsenna noc.” – Pomyślał Severus.
To, że musiał w duchu (bo przecież, że nie na głos) przyznać rację „tej babie”, wcale go nie cieszyło. Poza tym, do cholery jasnej znowu miał erekcję. De Lincourt wyglądała fantastycznie, gdy się wściekała.
„Lilien wie co mówi... Ja muszę coś z tym zrobić i to szybko” – pomyślał roztargniony, pięć minut później, gdy robił sobie drinka.

******
Hermiona wychodziła z Pokoju Wspólnego z wypracowaniem i grubym tomiszczem: „Eliksiry zaawansowane dla każdego”
- Gdzie idziesz?- Spytał leniwie Harry, wyciągnięty na podłodze.
Hemina prychnęła:
- Do swojego pana i władcy, pomóc mu poprawić wypracowanie – wycedziła.
- Hehehe! Pan i władca – zadrwił Potter.
- Bardzo śmieszne, Harry. Dzięki za duchowe wsparcie!
- „Pana i władcy”? Znaczy kogo? – Spytał zdziwiony Ron, gdy dziewczyna wyszła i Harry opowiedział mu o tym jak Draco „cudownie” wmanewrował Hermionę w pięć życzeń. Później niestety musiał tego żałować...

W Pokoju Wspólnym Ślizgonów było parę osób. Wszyscy obecni patrzyli na nią ze zdziwieniem. Ku uldze Hermiony, była też Pansy, z którą obecnie, dzięki Nevillowi, pozostawała raczej na granicy neutralno – ciepłych stosunków.
- Cześć Hermiona, co tu robisz? – Spytała, a gryfonka przewróciła tylko oczami.
- Ach, rozumiem, powiesz mi później, jeżeli się o to upomnę.
- Tak – Hermiona skierował swe kroki na schody wiodące do męskich dormitoriów. Jakiś chłopak zagwizdał a inny zarechotał, co gryfonka po prostu "olała".
- Mordy w kubeł – usłyszała chłodny głos Millicenty - niewyżyte seksualnie bestie. Nie widzicie głąby, że niesie książkę, nie prezerwatywy? Myślicie tylko jednym i o jedynym. Ruszcie czasem mózgami – po tych słowach dał się słyszeć chichot Pansy i gryfonce bardzo zachciało się śmiać, ale szybko jej przeszła ochota na wesołość, gdy dotarła do drzwi dormitorium Dracona.
Malfoy na szczęście, czy też nie(Hermiona nie była pewna), nie rzucił się na nią w progu dormitorium. Był rzeczowy i suchy. Dał jej wypracowanie i gdy czytała, on spokojnie palił papierosa..
- Poczęstujesz się? – Spytał dziewczynę, gdy wyciągał kolejnego.
Hermiona skończyła czytać właśnie pierwszą rolkę i stwierdziła, że wypracowanie jest bardzo dobre. Nie było błędów, jedynie dwa czy trzy braki.
- Nie dziękuję. – Spojrzała na niego przelotnie i wróciła do czytania. Draco spokojnie ją obserwował spod opuszczonych rzęs
„Granger jest bardzo ładna. Trochę sztywna w obejściu, ale ładna. Ciekawe jakie ma doświadczenia seksualne?” - Dla Dracona nie było wątpliwości, że musi jakieś mieć. W końcu jak mówiono wszem i wobec, była z Krumem ponad rok. I dwa razy wyjechała nawet do niego w czasie wakacji. Tajemnicą Poliszynela, było też, że zerwała z nim, w październiku zeszłego roku. Odległość.
Parę minut później Hermiona pochylała się nad wypracowaniem i coś poprawiała.
- Co robisz? - spytał Draco.
- Masz trochę braków. Dopisuje ci parę zdań.
Chłopak zachichotał.
- Co tak cię raduje, Malfoy?
- Ta sytuacja.
- To miłej zabawy – odpowiedział cierpko.
- Nie wątpię, że będzie miła. Mam jeszcze trzy życzenia, nie?
Hermiona zbyła milczeniem jego słowa.
- To wypracowanie i tak było na P. Nie wiem po co chciałeś, żebym ci je poprawiła.
- Może chciałem sobie popatrzeć, jak robisz coś dla mnie... – Jego głos pobrzmiewał chłodną drwiną
Hermiona spojrzała na niego zdziwiona i trochę skonsternowana.
- A co, bawi cię to? – Spytała z lekkim rozdrażnieniem.
- Nie.. Sprawia mi przyjemność – z zadowoleniem patrzył, jak dziewczyna się rumieni.
Wstała.
- Wypracowanie jest bardzo dobre, panie Malfoy, czy mogę już odejść, czy ma pan jeszcze jakieś życzenia? – Spytała chłodno i kurtuazyjnie.
- Wiesz co? Mam wrażenie, że ci się to podoba, Granger.
- Jak cholera, Malfoy. Po prostu chcę mieć to już za sobą.
- Będziesz miała to za sobą, wtedy, kiedy ja zechcę – odrzekł spokojnie.
- Sprawia ci przyjemność wydawanie ludziom rozkazów?
- Nie, sprawia mi przyjemność wydawanie rozkazów tobie i patrzenie jak je wykonujesz – chłopak zapalił kolejnego papierosa.
Hermiona poczuła się dotknięta a jednocześnie zrobiło je się gorąco. Mówił to takim tonem... Nawet wolała o tym nie myśleć.
- Możesz już iść – spojrzał na nią z satysfakcją stwierdzając, że nadal się rumieni – chyba, że chcesz się jeszcze ze mną kochać.
- Wiesz co? Jesteś chorym zboczeńcem! – Wybuchła i oblała się jeszcze intensywniejszą czerwienią.
Draco popatrzył na nią zimnym, wyrachowanym wzrokiem
- Mówiłem ci, Granger, żebyś uważała na słownictwo. Ale ty chyba bardzo chcesz mnie sprowokować, mam rację?
- Nie masz racji. Po prostu mnie wkurzasz. – Była bliska płaczu.
- Błąd Granger, ja zawsze mam rację, więc uważaj na to co mówisz. Nawet Potter ci to powiedział. Myślałem, że jesteś inteligentna.
- Jesteś podły, wiesz? Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że to ty mnie prowokujesz, żebym się złościła, a nie ja ciebie!
- Och? Naprawdę? To czemu dajesz się prowokować, co? – Zapytał zaczepnie. Był rozdrażniony.
- Spadaj Granger, zanim naprawdę zażyczę sobie czegoś perwersyjnego..
- Dobranoc – odpowiedziała z zimną ironią.
- Nawzajem – odpłacił jej tym samym. – Granger – dodał jeszcze – ja naprawdę na razie cię tylko uprzedzam, nie jestem nieskończenie cierpliwym człowiekiem, pamiętaj o tym.
Hermiona bez słowa wyszła i bardzo dużym wysiłkiem woli zdołała nie trzasnąć drzwiami. Czuła się oszukana i upokorzona. Wypracowanie Malfoya było naprawdę cholernie dobre i musiała się wysilić, żeby wyszukać w nim niedociągnięcia. To ją raczej zaniepokoiło.
„Sukinsyn bawi się mną - pomyślała – ja mu jeszcze pokażę.”
Tylko co ona u diaska, mogła mu pokazać?

******
- Co się z panią dzieje, panno Granger - spytała chłodno Minerva McGonagall oddając im w środę wypracowania. – Dostała pani Akceptowalny. Pierwszy raz. O co chodzi?
Malfoy zarobił z Transmutacji Wybitny i patrzył teraz ze zdziwieniem na Hermionę. Wyglądało na to, że oddała mu swoje wypracowanie a dla siebie napisała drugie w niedzielę. Poczuł się dziwnie.
„A ja wczoraj znowu byłem dla niej przykry” – pomyślał ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, bo w końcu, co go obchodzi, czy jest dla Granger przykry czy nie? Ta ambiwalencja uczuć w stosunku do dziewczyny była coraz głębsza i strasznie go wkurzała.
- Tak wyszło, pani profesor – odpowiedziała spokojnie dziewczyna
- Co to znaczy tak wyszło? - Głos McGonagall był lodowaty. - W tym roku zdajecie Owutemy. Nauka ma być dla was najważniejsza. Nie spodziewałam się tego po tobie, panno Granger. Powinna pani świecić przykładem dla innych... Mogę zrozumieć, że jesteście w takim wieku, kiedy o nauce wolicie nie myśleć. Ale to wręcz karygodne, żeby uczennica z tak dobrymi stopniami dostała nagle zaledwie Akceptowalnie i mówiła „tak wyszło.” Nieładnie, Granger. Następnym razem wyciągnę z tego konsekwencją. Możesz usiąść. - McGonagall wyglądała na osobiście obrażoną, faktem niskiej oceny Hermiony.
Gryfonka naprawdę odwaliła to wypracowanie, Dostałaby pewnie P., gdyby posiedziała ze trzy godziny dłużej, ale sen morzył ją już o ósmej i o dziesiątej musiała się koniecznie położyć. Nie czuła się źle z powodu niższej oceny. Tak naprawdę poczuła przypływ buntowniczej pewności siebie.
- Nie łam się Hermiona, następnym razem zarobisz Wybitnie.
- Och, zamknij się Harry. – Hermiona podniosła dłoń
- O co chodzi Granger?
Dziewczyna wstała.
- To co pani powiedział, było nie fair - zaczęła i od razu ze zwykłej ciszy zrobiła się cisza absolutnie głucha. - Czy ja jestem tu na innych prawach niż reszta uczniów? Mi nie może przytrafić się ocena niższa od Wybitnej, bo zaraz to wzbudza podejrzenia i zdziwienie, wręcz szok. Hermiona – Wiem – To – Wszystko -Granger dostała jedynie Akceptowalny. – Głos dziewczyny pełen był jadowitej drwiny, ale pobrzmiewał w nim także żal. - Jestem tylko człowiekiem i też popełniam błędy. Nie musiała mnie pani upokarzać, wytykając mi przy wszystkich, że panią zawiodłam. To przykre.
Zapadła taka cisza, że w uszach dzwoniło.
Granger sprzeciwiła się nauczycielowi i to przy całej klasie. Świat się kończył.
Draco gapił się na Hermionę, jakby widział ją po raz pierwszy w życiu.
„Ale ma gadane” – pomyślał. Musiał przyznać sam przed sobą, że mu trochę zaimponowała. Lilien patrzyła na nią z jawną aprobatą, a Harry przyglądał się jej z zainteresowanie. Wiedział o tym wypracowaniu dla Malfoya i bardzo ciekawiła go reakcja Hermiony.
McGonagall, kazała jej zostać po lekcji.
- Dobrze, pani profesor. – Powiedziała obojętnie i usiadła.
Przez resztę zajęć Hermionie towarzyszyły zaciekawione, ukradkowe spojrzenia innych uczniów. Panna Granger, Prefekt naczelny Gryffindoru, mimo że i tak darzona respektem, zdobyła sobie właśnie ogromny szacunek prawie wszystkich obecnych i wielkie zainteresowanie u płci przeciwnej. Nawet McGonagall musiała jej przyznać trochę racji. Jedynie Ron patrzył na dziewczynę z chłodną niechęcią.

***
Przed Salą Transmutacji, czekał na nią Draco.
- Bardzo ci się dostało, Granger? – Spytał z zainteresowaniem
- A obchodzi ci to? – jej ton był opryskliwy.
- Zwykła ciekawość... To niecodzienny widok, żebyś objeżdżała nauczyciela, a poza tym nigdy nie posądzałbym cię o tak daleko posuniętą autoironią. Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
- Odjęła mi tylko pięć punktów – Hermiona popatrzyła uważnie na Malfoya – A nawet przeprosiła mnie, że była trochę za surowa, ale jak to powiedziała, od takich uczniów jak ja „automatycznie więcej się wymaga”. Powiem ci, że zaczynam mieć tego dosyć. – Sama była zdziwiona swoją szczerością.
- W sumie dostałaś ten opieprz przeze mnie. Oddałaś mi swoje wypracowanie, a sama zaniosłaś jakieś niedzielne wypociny. Rzeczywiście poświęcenie. – W głosie chłopaka nie było tej wiecznej, nieodłącznej drwiny, raczej ciekawość i odrobina zdziwienia.
- Malfoy, o ile pamięć mnie nie myli, nie pozostawiłeś mi innego wyboru. A poza tym, co cię to obchodzi, do ku*** nędzy, że McGonagall mnie opieprzyła, co?! – w Hermionie narastało rozżalenie i gniew. Zazwyczaj unikała wulgaryzmów, nawet mniej dobitnych.
- Ale brzydko mówisz, Granger, nieładnie – zadrwił blondyn. – Cóż, tak szczerze, to mało mnie to obchodzi, po prostu znowu mnie zaskoczyłaś. I znowu pozytywnie. Chyba Lilien ma na ciebie dobry wpływ.
- Odczep się ode mnie i daj mi spokój. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać, zwłaszcza dziś.
- Zapomniałaś chyba, że nie bardzo od ciebie to za leży, raczej ode mnie – głos Dracona odzyskał swój charakterystyczny chłód.
Hermiona pomyślał całkiem bezwolnie o tym, co czułaby gdyby ten głos rozkazywał jej w łóżku. Ogarnęło ją zadziwiająco silne podniecenie na tą myśl, co zirytowało i wkurzyło ją jeszcze bardziej.
- Uwielbiasz być, jak to mówią „na górze” co? Świetnie bawisz się moim kosztem, prawda? To gratulacje i powodzenia.
- Nie powiem, że mnie to nie bawi, bo tak właśnie jest. A co do bycia na górze, Granger, szczerze powiedziawszy, pozycja na jeźdźca też jest świetna. Jeżeli nie znasz, powinnaś spróbować.
- To propozycja? – Spytała bezczelnie. Malfoy ją naprawdę zdenerwował i przestawała uważać na to, co mówi.
- A mówiłaś, że to ja cię prowokuje, Granger. Zaiste, ciekawe.
- Bo tak jest. Łazisz za mną i czerpiesz radochę z upokarzania i z wykorzystywania mnie. Nie jest tak, Malfoy?
- Lepiej bądź grzeczna i nie pyskuj, a tak swoją drogą to doceniam to poświęcenie z wypracowaniem na Transmutację, aż tak bezduszny nie jestem. - Uśmiechnął się drapieżnie. - Kto wie może ci się nawet odwdzięczę. – Ostatnie słowa powiedział takim tonem, że Hermionie ciarki przeszły po plecach
- Nie wiem czy chcę twojej wdzięczności Malfoy. – Powiedziała chłodno, chociaż wewnątrz, aż się w niej gotowało z tłumionych emocji i z tego okropnego uczucia, które nie mogło być niczym innym, jak fascynacją zimnym blond draniem, stojącym na przeciw.
- Jak już mówiłem, nie od ciebie to zależy, Granger. Miłego lunchu.
Odszedł zastanawiając się, jak zachowywałaby się w łóżku. Wielu chłopaków mówiło, że kto jak kto, ale Hermiona Granger jest raczej zimną i niedostępną dziewczyną. Jednak jego "samczy" instynkt mówił mu, że przy odpowiednim partnerze (zgadnijcie kim, kochani? – przyp. autorki) byłoby zgoła inaczej.

******
Lilien była wkur*****. Nie zdenerwowana, nie zła. Po prostu zalewała ją krew z oburzenia. Strasznie pokłóciła się z ojcem o korepetycje, które dawała Harry'emu. Od kiedy mu opowiedziała o tym, czyli od poprzedniego wieczoru, cały czas jej docinał i robił wymówki. W końcu nie wytrzymała i po tym jak dosłownie za nic wlepił Harry'emu szlaban i odjąłdwadzieścia punktów, zrobiła mu dziką awanturę w jego prywatnej kwaterze, po kolacji. Nawrzeszczała, że jest stronniczym, nieodpowiedzialnym, zimnym draniem, który nie potrafi docenić cudzych wysiłków. Ku jej zdumieniu, ojciec po prostu wysłuchał jej krzyków i ani słowem się nie odezwał. To wpieniło ją jeszcze bardziej. Wrzasnęła, że jest zimny i nieprzystępny, i że go nienawidzi, po czym wybiegła i trzasnęła z hukiem drzwiami.
Biegła korytarzem pierwszego piętra, nie wiedziała dokąd i po co. Chciała się schować przed całym światem.
„Niesprawiedliwy sukinsyn” – myślała.
Drogę przed nią przysłaniały, płynące z jej oczu łzy. Nagle wpadła na kogoś z impetem i przewróciłaby się, gdyby nie przytrzymały ją silne, męskie dłonie.
- Lilien, co ty robisz w pobliżu Wieży Gryffindoru? – Zapytał znajomy ciepły i zdziwiony teraz głos.
Popatrzyła w górę, zaglądając w jasnozielone oczy. Harry nadal trzymał ją w ramionach i jakoś nie kwapił się jaj wypuścić, a ona wcale się nie wyrywała. Było jej cudownie ciepło.
- Czemu płaczesz? – Spytał z troską i odruchowo przytulił ją jeszcze bardziej. Panna Snape poczuła się jak w niebie. Po raz pierwszy mogła sobie tak bezkarnie patrzeć w oczy Harry'ego. Nie speszył się ani nie odwrócił wzroku, a w jego spojrzeniu było autentyczne, pełne przejęcia zainteresowanie jej samopoczuciem. Lilien zaczęła się w duchu modlić, żeby ta chwila trwała wiecznie.
- Ach, to nic – szepnęła – troszkę się zdenerwowałam, przepraszam, że tak na ciebie wpadłam.
- Nic się nie stało – uśmiechnął się do niej z wyrazem ulgi, a dziewczyna niepewnie odwzajemniła uśmiech.
Harry wiedziony jakimś wewnętrznym instynktem podniósł prawą dłoń i starł z jej policzka łzy.
„Boże, wysłuchaj moich modlitw – myślała Lilien – nich on się nade mną zlituje i pocałuje mnie wreszcie.” Ale Harry tylko na nią patrzył i uśmiechał się trochę zakłopotany. Czuł zniewalające ciepło dziewczyny i jej przyjemny, subtelny zapach. Tak chciał ją pocałować, tylko bał się, że jedynie się zbłaźni.
„Przecież na pewno ani trochę jej się nie podobam” - pomyślał
„Pocałuj mnie, durniu jeden” – pomyślała niemal z irytacją w tym samym momencie dziewczyna..
Uwielbiała jego silny, miły męski zapach, a teraz kiedy ją mocno obejmował, czuła permanentny i przyjemny zawrót głowy. To uczucie było takie cudowne, że...
Ślizgoni są cierpliwymi ludźmi, to prawda. Ale ich cierpliwość też ma jakieś granice, zwłaszcza cierpliwość panny Snape. Już i tak od dawna trzymała się na nikłym włosku a teraz i ten włosek został brutalnie przerwany zaistniałą sytuacją.
„Mam to gdzieś” – pomyślała.
Dziewczyna wspięła się na palce, ujęła w dłonie twarz Harry'ego i przytuliła swoje usta do jago warg. Przez chwilę bała się, że go tym spłoszy, ale chłopak, ku jej przyjemnemu zaskoczeniu przytulił ją jeszcze mocniej – aż omal nie zabrało jej tchu i powolnym, zmysłowym ruchem wsunął język do jej ust.
Jeżeli Lilien wcześniej uważała, że kręci jej się w głowie to, to co poczuła teraz, było istnym wirowaniem. Miała wrażenie, że gdyby teraz ją puścił , straciłaby równowagę i upadła na twardą podłogę.
Harry nie był pewien, jak dziewczyna zareaguję na ten odważny przecież jak na niego wyczyn, ale ona rozwiała szybko jego niepewność ochoczo rozchylając wargi i odpowiadając tym samym. Myślał, że jeszcze chwila i oszaleje, kiedy Lilien wsunęła swój język do jego ust. Grunt pod jego nogami stał się nagle czymś dużo mniej pewnym niż był parę chwil wcześniej.
Obydwoje młodych ludzi ogarnęło zmysłowe szaleństwo. Ich języki splotły się w powolnym tańcu. Nagle Harry przesunął swoim językiem po zębach dziewczyny, na co ona zareagowała niekontrolowanym i nieco nerwowym chichotem, a zaraz potem cichym jękiem, kiedy, chłopak powtórzył tą samą operację na jej ustach.
Lilien przyciągnęła jego głowę mocniej do siebie i zaczęła go całować bardziej zapalczywie, na co Harry bez oporu odpowiedział tym samym. Był zdziwiony swoją inwencją twórczą i swoimi odczuciami.
To co robili było bajecznie rozkoszne i chłopakowi było ciągle mało. Pocałunek całkowicie różnił się od tego sprzed prawie dwóch lat. Był cudowny. Nie wiedzieli ile czasu zajęło im to wspaniałe doświadczenie i kiedy Lilien oderwała się, by zaczerpnąć tchu, obydwoje mieli porządnie obrzmiałe wargi.
- Rany, przepraszam – szepnął Harry patrząc na jej rozanieloną twarz.
- Za co? – Spytała zalotnie zaglądając mu głęboko w oczy – Jesteś cudowny wiesz? – Dodała, gdy się mocno zarumienił.
- No wiesz? Co w takim razie powiedzieć o tobie?
- Tylko tyle, ze jestem szczęśliwa, że w końcu mnie pocałowałeś.
Popatrzył na nią mocno zdezorientowany.
- Chciałaś tego? Rany, nie miałem pojęcia.
- No to teraz już wiesz. Możesz to robić kiedy zechcesz... No może nie podczas lekcji, ale we wtorki... – Przygryzła dolną wargę i zalotnie uniosła brew.
- Wiesz co zrobi twój ojciec jak się dowie? – Zapytał mało romantycznie Harry i przesunął dłonią po jej włosach.
- A zamierzasz mu powiedzieć? – Spytała przekornie.
- Oczywiście, że nie... A ty powiesz mi teraz czemu płakałaś?
Mina dziewczyny natychmiast spochmurniała.
- Przykro mi Harry ale nie chcę o tym mówić, nie dziś. Okey?
- Okey – Harry westchnął cicho. - Zmykaj do siebie Lilien, zanim nie zrobię czegoś więcej, niż zwykły pocałunek – zażartował Harry
- O! Podoba mi się to! – Dziewczyna zachichotała lubieżnie – Nie poznaję kolegi.
- Nie wiem co ty we mnie widzisz, Snape.
- Jesteś cholernie seksownym gryfonem, Potter, to wszystko. Trzymaj się ciepło i całuj mnie częściej – szybko cmoknęła go w policzek i uciekła. Harry był absolutnie szczęśliwy i kiedy wszedł do Pokoju Wspólnego, jego twarz rozświetlał szeroki uśmiech lekko stukniętego gościa, z placówki dla normalnych inaczej.

******
- U lala – Draco wylazł (innymi słowy nieco niezdarnie się wygramolił) z łazienki prefektów w samym ręczniku na biodrach i z szamponem oraz płynem do kąpieli w obu dłoniach.
Nieomal nie wpadł na Hermionę, która była w bardzo kusym czymś, koloru zielonego a na tym miała niewiele dłuższy szlafroczek. Zapewne myślała, że już na nikogo się nie natknie, w końcu dochodziła północ i prawie wszyscy spali.
- Przepuść mnie – prychnęła zdziwiona, że ktoś o tak później porze się kąpał.
- Wiesz Granger, to chyba przeznaczenie. Zazwyczaj biorę prysznic u siebie w dormitorium, rzadko kiedy tu przychodzę i rzadko kiedy tak późno. Ciekawe, nie sądzisz?
- Przykre, nie sądzisz? – Odwarknęła.
- Jesteś urocza jak się złościsz – na ustach Dracona pojawił się wiele mówiący uśmiech i Hermiona poczuła znowu to dziwne zniewalające, od środka ciepło. Podszedł niebezpiecznie blisko, nachylił się nad nią i spojrzał głęboko w oczy.
- Granger, bądź tak dobra i przyjdź do mojego dormitorium jak skończysz, właśnie oświeciło mnie co do mojego kolejnego życzenia.
- Raczysz żartować, Malfoy – oczy Hermiony rozszerzyły się w ciężkim szoku a ona sama pobladła.
- Mmm... nie sądzę – Wzrok Malfoya był niebezpiecznie przenikliwy.
„Chryste, dopomóż” – pomyślała dziewczyna ze zgrozą.
- Dlaczego mi to robisz? – Spytała niemal z rozpaczą i Draco zaczął zastanawiać się, czy rzeczywiście robi dobrze, ale od paru miesięcy nie był z kobietą, a Hermiona coraz bardziej na niego działała i miał naprawdę ciekawe myśli o tematyce seksualnej, kiedy na nią patrzył. No i jej ciepły, cholernie zmysłowy kobiecy zapach.... W tej chwili miał ochotę tylko na jedną, maleńką, wyrafinowaną rzecz i nie zamierzał przepuścić okazji. Chciał usłyszeć jak Hermiona Granger krzyczy z rozkoszy i koniec. Nic dodać nic ująć.
Chciał tego i był w uprzywilejowanej sytuacji, więc będzie to miał...
Nad jego sumieniem, które i tak było dosyć rzadko używane, zapanowały jak zwykle snobizm i egoizm, ale także silne pożądanie do dziewczyny.
Hermiona odsunęła się trochę.
- Ja nie robię tego tobie, Granger. Robię to dla siebie, no, może w tym wypadku, także trochę z myślą o tobie... Wzruszyła mnie ta historia z wypracowaniem z Transmutacji. - Jego oczy zwęziły się lekko.
Hermiona była zrozpaczona. Wiedziała że nie może odmówić, poza tym doprowadzało ją do szału to, że tak podoba jej się zapach Malfoya i ciepło bijące od niego. No i jego piękne ciało. Piękne ciało, zmysłowe rysy twarzy, głęboki, przyjemnie brzmiący, mimo swego chłodu, głos.
- Nie radzę zignorować mojego żądania. Do zobaczenia - spojrzał na nią jeszcze raz i odszedł.

Hermiona cały czas podczas kąpieli nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.
„Ja nie chcę tego. Nie tak” – pomyślała wycierając się ręcznikiem, a do oczu napłynęły jej łzy.
„O nie, jak myśli, że zobaczy mnie płaczącą to się grubo myli” – na jej twarzy pojawił się wyraz zaciętości.

***
- Widzę, że jednak przyszłaś – powiedział gdy weszła do dormitorium. Specjalnie zostawił uchylone drzwi, chociaż nie był pewien, czy nie stchórzy. Ale w końcu była gryfonką, a gryfoni są lojalni i honorowi, czyż nie?
Hermiona popatrzyła na niego wyzywająco. Był w czarnych, tak obcisłych, że sprawiających wrażeniw za małych, bokserkach. Przez chwilę miała ochotę stamtąd uciec
„Dlaczego nie chodzę się myć z różdżką?” – Pomyślała zupełnie bez sensu.
Draco wstał powoli z łóżka, przeszedł niebezpiecznie blisko niej i zamknął drzwi na klucz, który odłożył na stolik.
Uśmiechnął się do niej drapieżnie. Jego włosy już były prawie suche. Wyglądał pociągająco. Ale mimo pożądania, które Hermiona zaczęła czuć, dziewczyna obawiała się tego przebiegłego i nieprzewidywalnego młodego mężczyzny. Obronnym gestem złączyła poły szlafroka.
Draco bez uprzedzenia wziął ją na ręce
- Puść mnie! – Wrzasnęła oburzona.
- Już się robi kochanie – chłopak podszedł do łóżka i ją na nie rzucił. Hermiona szybkim ruchem odsunęła się pod ścianę. Draco obserwował ją z rozbawieniem i zainteresowaniem. Tak bardzo chciał ją zaspokoić seksualnie, że aż sam się sobie dziwił. To było ciekawe uczcie. Chcieć jedynie cudzej przyjemności... No ale on też z tego będzie miał satysfakcję, prawda?
Popatrzył na skuloną dziewczynę i powoli wszedł na łóżko. Hermiona wyglądała tak jakby chciała się zrobić jak najmniejsza, w ogóle niewidoczna. Trochę go to rozczuliło i gdy podsunął się do niej musnął palcami jej policzek.
- Nie denerwuj się tak, chcę cię tylko pocałować – Hermionie troszeczkę ulżyło, ale tylko troszkę, bo nie ufała Malfoyowi za grosz.
Chłopak pochylił się nad nią i polizał delikatnie za uchem. Hermiona wzdrygnęła się i odsunęła.
- Rozbierz się – szepnął jej do ucha.
- Co?! Przecież mówiłeś, że chcesz mnie pocałować. Po co mam się rozbierać?! - Dziewczyna była skonsternowana.
Draco popatrzył na nią uważnie.
- A czy ja powiedziałem, że chcę cię pocałować w usta, Granger ?– Zapytał z rozbrajającym, zmysłowym uśmiechem , unosząc do góry braw. Podobał mu się rumieniec który wykwitł po tych słowach na jej policzkach. – Nie rumień się tak, tylko ściągaj ten seksowne ciuszki – jego uśmiech stał się jeszcze bardziej zmysłowy.
- Jak śmiesz?! – Była przestraszona i wściekła.
- Nie dyskutuj, Granger i mnie nie zmuszaj, żebym zerwał to z ciebie siłą.
- Nie ośmielisz się! - Warknęła ale w jej głosie była także rozpacz.
- Owszem, ośmielę się.
- Będę krzyczeć.
Draco zaśmiał się serdecznie.
- Przecież to dormitorium jest obwarowane zaklęciami dźwiękoszczelnymi i ochronnymi, kobieto. Możesz krzyczeć ile zechcesz. Mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie.
- Jesteś sadystą!
- Mogę nim dopiero być, jeśli mnie do tego zmusisz.
Hermiona zacisnęła zęby i powoli zdjęła szlafrok. Wzrok chłopaka przesunął się po jej nagich ramionach i smukłych nogach. Onieśmielało ją to, ale także trochę podniecało, zwłaszcza, że patrzył na nią z podziwem.
Hermiona zawahała się przez chwilę.
- No, na co czekasz? – Spytał cicho Draco.
Dziewczyna drżącymi rękami podniosłą koszulkę i ją z siebie zsunęła.
„To się nie dzieje naprawdę” – pomyślała rozpaczliwie.
Kiedy była już całkiem naga obronnym gestem podwinęła kolana pod brodę szczelnie zakrywając wszystkie strategiczne miejsca przed wzrokiem Malfoya. W pokoju panował przyjemny półmrok a Hermiona czuła się zawstydzona i poniżona, tym co się działo. Chłopak zdawał się rozkoszować jej rosnącym z każdą chwilą zakłopotaniem, strachem i podnieceniem.
- Daj spokój – powiedział – nie wstydź się – w jego głosie nie było żadnej drwiny i Hermiona odważyła się spojrzeć mu w oczy, ale skuliła się jeszcze bardziej i owinęła podkulone nogi rękami.
Chłopak skwitował to lekkim, sardonicznym uśmiechem.
- Kochanie, bądź grzeczna, dobrze ci radzę – ale Hermiona nie ruszyła się ani na milimetr. Była zbyt sparaliżowana wszystkimi uczuciami targającymi jej psychiką i jej ciałem.
Draco ukląkł przed nią i powoli rozsunął jej ręce, opierając je o łóżko. Cały czas patrzył jaj przy tym w oczy. Dziewczyna zacisnęła z całej siły ręce na kołdrze. Chłopak delikatnie ujął w dłonie jej twarz. Rozczuliło go trochę jej zawstydzenie. Gdyby chociaż przez chwilę pomyślał nad reakcjami Hermiony, zrozumiałby, że jest zupełnie niedoświadczona, ale on za bardzo jej pragnął. Za bardzo chciał dowiedzieć się, jak reaguje na rozkosz i za bardzo chciał jej tą rozkosz dać.
Sam nie wiedział skąd bierze się w nim to pragnienie, ale było w niej coś takiego, czego nie było w żadnej jego dotychczasowej kochance. Coś, czego do końca nie potrafił ani określić, ani nazwać.
Pochylił się i pocałował ją w policzek i chociaż było to zaledwie muśnięcie warg, poczuła na całym ciele przyjemny dreszcz.
- Nie daj się prosić – szepnął jej do ucha – będzie ci dobrze, zobaczysz.
Jedyną odpowiedzią z jej strony, było silniejsze zaciśnięcie dłoni na kołdrze i silniejszy rumieniec.
Draco westchnął z irytacją.
Delikatnie, ale stanowczo rozsunął jej nogi i lekko pociągnął je do siebie. Hermiona była tak zawstydzona, że zacisnęła na chwilę z całej siły powieki i zaczęła modlić się o cud.
Draco ujął jej biodra i przyciągnął ją łagodnie ku sobie. Nie był ani brutalny, ani natarczywy. Był delikatny, niemal subtelny. Hermionie zakręciło się lekko w głowie od jego ciepłego dotyku na biodrach. Przygryzła dolną wargę, co wywołało jedynie większe podniecenie chłopaka. Cały czas patrząc dziewczynie w oczy rozchylił mocniej jej uda i przesunął się tak, że klęczał między nimi.
Powoli przesunął wzrokiem po jej ciele. Jej klatka piersiowa unosiła się w szybkim rytmicznym oddechu. Miała piękne, pełne i jędrne piersi i chłopak delikatnie pogładził jedną z nich. Popatrzył na jej płaski brzuch, ładnie zaokrąglone biodra i łono, które okolone było ciemnobrązowymi, mocno poskręcanymi loczkami. Przesunął dłonią po tych cudownie miękkich loczkach, myśląc z zaskakującą dla samego siebie czułością, że za chwile będzie ją tam całował. Dziewczyna zareagowała odruchowym strąceniem jego dłoni.
Draco wiedział, że Hermiona nie ufa mu ani trochę. Położył dłonie na jej przedramionach i pochylił się nad nią.
- Nie zrobię ci krzywdy – zamruczał jej do ucha – Odpręż się.
„Odpręż się, dobre sobie” – pomyślała dziewczyna z rozpaczą.
Chłopak delikatnie musnął wargami jej szyję i popatrzył na nią łagodnie. To było ciepłe spojrzenie i zdziwiona tym ciepłem, troszeczkę się uspokoiła
- Odpręż się, dobrze? – Powtórzył, delikatnie pieszcząc dłońmi jej ramiona i Hermiona zmusiła się do lekkiego skinienia głową.
- Jesteś piękna - dodał jeszcze patrząc jej głęboko w oczy.
Draco pchnął ją lekko na łóżko, tak, żeby leżała wygodnie i oparł ręce po obu stronach jej bioder, ale za chwilę, położył je na dłoniach dziewczyny, ściskając je uspokajająco.
Pochylił się i delikatnie pocałował zagłębienie między piersiami liżąc ciepłą, leciutko słonawą skórą. Hermiona zamknęła oczy. To było tak miłe doznanie, że westchnęła cichutko.
Zachęcony jej reakcją Draco całował ją coraz niżej i zatrzymał się na dłużej przy pępku, by delikatnie polizać jego wnętrze, a dziewczyna cicho jęknęła.
Draco zdjął dłonie z jej rąk i położył na biodrach Hermiony delikatnie pieszcząc skórę powolnymi, zmysłowymi ruchami.
Palce dziewczyny zacisnęły się mocniej na pościeli a z jej gardła wydobył się głuchy jęk. Chłopak polizał wnętrze jej uda i Hermiona jęknęła głośniej.
- Podoba ci się? - Zapytał cicho ciepły męski głos, ale nie była w stanie odpowiedzieć, jedynie jej oddech stał się szybszy i bardziej urywany.
Jego długie włosy opadały na jej nogi i brzuch, drażniąc napiętą skórę. Hermiona była silnie podniecona i teraz za żadne skarby świata, nie chciała, żeby Draco przestał ją pieścić.
Mężczyzna oparł łokcie po bokach ciała dziewczyny, pocałował delikatnie jej łono i Hermiona krzyknęła.
To, co czuła było tak cudowne, że miała wrażenie, iż za chwilę jej cały jej umysł, inteligencja, jej rozum zrobią sobie wolne, a ona po prostu zwariuje z rozkoszy.
Zachwycony jej reakcją i smakiem, oraz zapachem podnieconego ciała kobiety, Draco zaczął ją całować śmielej, a Hermiona zaszlochała z rozkoszy, silnie wyginając biodra i plecy. Pomyślała, że umrze od tej cudownej tortury. Ale myślała tak tylko przez chwilę, bo później już nie była w stanie myśleć, a jedynie gwałtownie reagować na nieznane jej dotychczas, wspaniałe doznania.
Chłopak wsunął język do jej wnętrza, dostosowując rytm swoich pieszczot do gwałtownych, niekontrolowanych ruchów bioder, podnieconej do granic wytrzymałości dziewczyny.
Teraz to ona zacisnęła swoje dłonie na jego rękach, wbijając mu palce w przeguby niemal do bólu, ale jemu to w ogóle nie przeszkadzało.
Dziewczyna szlochała, jęczała i krzyczała jego imię, błagając o więcej i więcej a Draco z rozkoszą całował jej cudownie wilgotną i ciepłą kobiecość, aż doprowadził ją do wysokiego i przeszywającego krzyku spełnienia.
_________________

wiem, że ten rozdział się kończ tak... jak się kończy tongue.gif
Piąty wrzucę jutro..

Ten post był edytowany przez Kitiara: 10.04.2005 15:59


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Justa
post 10.12.2004 21:28
Post #15 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 15
Dołączył: 10.12.2004




Baaardzo mi sie podoba!

Jest napisane lekko i przyjemnie, wciaga przeokropnie! I juz nie moge sie doczekac kolejnego rozdziału
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
vaampir
post 10.12.2004 23:51
Post #16 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 82
Dołączył: 22.01.2004




QUOTE(Lum @ 10.12.2004 14:18)
Ogólnie ładnie piszesz, ale większość Twoich dialogów jest strasznie wymuuuszoooona i wyyymęczooona...
ludzie normalnie tak ze sobą nie rozmawiają; jakby tygodniami układali scenariusze konwersacji; kto co i kiedy powie żeby było zabawnie biggrin.gif
*


skądś ty dziecko spadło, z księżyca? nie wiem, gdzie ty widzisz to wymuszenie i wymęczenie, bo ja nie widzę nic takiego, a kłopotów ze wzrokiem nigdy nie miałam. blink.gif


--------------------
My candle burns at both ends;
It will not last the night;
But, ah, my foes, and oh, my friends -
It gives a lovely light.

Edna St Vincent Millay

Sprawdź, jak dobrze mnie znasz...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
daigb
post 11.12.2004 00:01
Post #17 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 92
Dołączył: 25.05.2004

Płeć: Mężczyzna



po prostu idealny fick a wieczorek smile.gif dobra, wieczorek i noc bo tego to tu duzo jest tongue.gif

fick fajny....fajnie przedstawione postacie.....bardzo dobrze napisane dialogi....genialne

pozdrowionka
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 11.12.2004 13:02
Post #18 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Rozdział V
„LET’S TALK ABOUT SEX”


Yeah I have my adictions
I keep my share of secrets
And things you'll never see
I get selfish and defensive
And pay too much attention to my insecurity (…)

Yes, my heart breaks for the homeless
I worry about my parents
And all my bills are late
Yeah I I'm dealing with the changes
This complicated strangeness
I'm seeing life this way
(Fait Hill, “This Is Me”)


Draco delikatnie scałował kropelki potu z brzucha Hermiony, polizał jaj nabrzmiałe sutki i zagłębienie szyi.
Popatrzył na twarz dziewczyny. Była absolutnie piękna. Jej oczy były zaciśnięte, usta lekko rozchylone, a włosy wilgotne od potu. Policzki miała mokre od łez. Delikatnie uwolnił prawą dłoń z uścisku panny Granger i starł kciukiem ciepłe łzy.
Oddech miała szybki i płytki, a rumieniec seksualny pokrywał jej twarz, szyję i dekolt. Draco pogładził wierzchem dłoni rozpaloną skórę dziewczyny, która powolutku bladła.
Sam był dosyć silnie podniecony, ale nie odczuwał potrzeby rozładowania swojego napięcia erotycznego. Czuł się z nim dobrze.
Hermiona otworzyła oczy i młodego mężczyznę uderzył ich wyraz. Popatrzyła na niego z tak silnym wyrzutem i zakłopotaniem, że aż mu się zrobiło przykro. Była mocno zawstydzona i troszkę przestraszona, tym co się stało. Jej twarz wyrażała zdezorientowanie, zaskoczenie i szok.
Draco przyjrzał się jej uważnie i doznał olśnienia.
To wszystko mogła tłumaczyć tylko jedna rzecz. Hermiona nigdy wcześniej nie była w sytuacji chociaż trochę podobnej, do tej, zaistniałej obecnie.
„Ku*rwa – pomyślał – Dobrałem się do ucieleśnienia niewinności. Gdybym wiedział, że ona...”
Zrobiłbyś dokładnie to samo – przerwał mu głos z wnętrza głowy, niepokojąco podobny do głosu Lucjusza, który teraz siedział w Azkabanie.
Chłopak musiał niechętnie przyznać „ojcu” rację. Draco Malfoy miał zawsze to czego zapragnął, bez względu na konsekwencje. Pod tym względem był nieodrodnym synem swojego starego.
Zupełnie nie wiedział co ma zrobić w takiej sytuacji, co było tym bardziej irytujące, iż jako ten doświadczony powinien wiedzieć.
Draco Malfoy miał to szczęście, bądź nieszczęście, że żadna z jego wcześniejszych kochanek, nie była dziewicą. Sam stracił niewinność z o trzy lata starszą od siebie daleką kuzynką z Estonii, która gościła przez dwa tygodnie w domu Malfoyów, w wakacje ubiegłego roku. To ona uwiodła jego, co wcale mu nie przeszkadzało. Było to ciekawe chociaż lekko stresujące doświadczenie, lecz nawet nie w połowie tak interesujące jak to obecne.
„Gdyby Lilien o ty się dowiedziała, zamordowałaby mnie z zimną krwią” – przyszła mu do głowy niepokojąca i zupełnie niekontrolowana myśl, którą pospiesznie wyrzucił ze swojego umysłu.
Postanowił zachować się tak, jak podpowiadały mu wcześniejsze doświadczenia i jego własne odczucia.
„Chyba powinienem ją przytulić– pomyślał – przecież tego właśnie pragnie kobieta, gdy jest już po wszystkim, nie?”
Położył się obok Hermiony i otoczył ją opiekuńczo ramieniem. Miał wrażenie, że za chwilę dziewczyna popłacze się z zażenowania. Do pewnego stopnia mógł zrozumieć jej samopoczucie. Był to wstyd z powodu własnych reakcji i tego co odczuwała.
Spojrzała na niego z głębokim zakłopotaniem i wtuliła twarz w jego klatkę piersiową obejmując go mocno.
„Granger się do mnie przykleiła– pomyślał – niesamowite.”
Mimo, że starał się doszukać w tym fakcie jakieś oznak dyskomfortu, wysilał się na próżno. Było mu po prostu dobrze. Na dodatek, ku swemu ślizgońskiemu zaniepokojeniu, zaczął odczuwać podejrzane ciepło w okolicy serca i to mu wcale nie przeszkadzało. Dziwne.
Pogłaskał łopatki Hermiony. Jej wilgotna od potu skóra była tak cudownie ciepła i delikatna, że zamknął oczy, by czerpać większą przyjemność z dotykania jej.

Och jak ona cierpiała. O wstydzie!
„Boże, co się ze mną dzieje?” – Myślała zrozpaczona dziewczyna.
Czuła się wykorzystana – to fakt. Ale czuła też, że została obdarzona czymś nad wyraz pięknym i doskonale cudownym, co napełniało ją specyficznym poczuciem dumy. Hermiona czuła się wyróżniona, czuła się chciana, czuła się jak kobieta.
To jednak wcale nie niwelowało jej silnego zażenowania całą sytuacją. Dziewczyna nigdy wcześniej nie doświadczyła czym jest rozkosz erotyczna , a tym bardziej czym jest orgazm. Zdawała sobie sprawę z tego, co właściwie się z nią stało. Bądź co bądź, na temat seksu wiedziała dosyć dużo, ale to była teoria, nie praktyka. Ale to, że miała świadomość, że właśnie przeżyła pierwszy orgazm w swoim życiu, wcale nie czyniło całej sytuacji łatwiejszej w odbiorze. Zwłaszcza, że ten orgazm był zasługą, nie kogo innego, jak Draco Malfoya, którego z całej siły nie cierpiała, a przynajmniej tak się jej wydawało.
Miała straszną ochotę go pocałować, ale za bardzo się wstydziła
Z jednej strony czuła się spełniona i zaspokojona, z drugiej odczuwała dziwny niedosyt, który zaczął mijać, kiedy ją objął i pogłaskał po plecach. To było takie miłe, słodkie uczucie, że cichutko zamruczała i przytuliła się mocniej, nadal bardzo zakłopotana.

Draco wsunął wolną dłoń w cudownie miękkie włosy dziewczyny i zaczął przeczesywać je palcami.
Hermiona wsłuchiwała się w coraz bardziej miarowe bicie serca chłopaka.
„To Draco Malfoy ma serce?” – Pomyślała.
Powoli zaczęło do niej docierać, że jeszcze parę minut temu krzyczała jego imię i błagała go o... O Boże, co za wstyd! Jak ona spojrzy teraz w lustro, nie rumieniąc się przy tym?
Nagle zdała sobie sprawę, że on ma jeszcze dwa życzenia. O zgrozo! Miała nadzieję, że nie zażyczy sobie już nic w tym stylu. Ogromną nadzieję... Tylko nie była pewna, czy naprawdę i tak do końca miałaby coś przeciw temu.

Draco czuł, że dziewczyna przytula się do niego mocniej.
„Chyba nie zamierza tu spać?” - Pomyślał
Taka opcja była zupełnie niewskazana, nie tylko ze względu na potencjalne konsekwencje, ale także na niego samego. Nie ręczył tak do końca za siebie. Jeżeli by została, nie wiedział czy potrafiłby się powstrzymać, przed całkowitym odebraniem jej dziewictwa.
Za dużo przeżył tego wieczoru i jego organizm mógł w każdej chwili zacząć domagać się rozładowania nie tylko erotycznego napięcia, ale także dużo mniej przyjemnego, napięcia psychicznego, i starał się w tej chwili o tym nie myśleć.
Cotygodniowe wieczorne odwiedziny w domu nie należały do przyjemnych. Matka po miesięcznym pobycie w Św. Mungo wymagała jednak tych wizyt i Draco wdzięczny był wujowi, za to, że on też, raz w tygodniu odwiedza swoją starą przyjaciółkę. Tylko Snape i Dumbledore, wiedzieli jego wyskokach do Malfoy's Manor.
Dziś matka miała znowu niekontrolowany atak złości i chłopak pojawił się wyczerpany z powrotem w kominku Dyrektora, dopiero o jedenastej, a nie, tak jak chciał, o dziewiatej wieczorem. Cóż, dokładnie rozplanowane wypracowanie o wampirach z Obrony na dzień jutrzejszy, „poszło się kochać”. Nie byłby w stanie napisać ani słowa. No a później natknął się w łazience na Granger i ...
„Bywam niewolnikiem swoich zachcianek” – pomyślał zgodnie z prawdą i cicho westchnął. Hermiona zdawała się nie mieć ani cienia zamiaru ruszenia się z jago wygodnego wyrka.
„Sam tego chciałeś” – odezwał się wredny głos w jego głowie, wkurzająco podobny do głosu tej małej, rozbestwionej Snape.

Hermiona poczuła powoli ogarniającą ja miłą senność. Wiedziała, że nie może zostać, ale było jej tak dobrze w ciepłych i opiekuńczych ramionach Malfoya, iż nawet nie chciała o tym myśleć. Wiedziała, że rano będzie się czuła podle, ale teraz najchętniej nic by nie zmieniała.
- Wiesz, że musisz iść do siebie? – Spytał niechętnie. Tak naprawdę, to potrzebował mieć kogoś przy sobie, tylko że znał siebie, i nie chciał prowokować sytuacji, ułatwiających mu pójście z panną Granger „na całość”. Na razie przytulanie jej zupełnie mu wystarczało, ale to mogło się zmienić po opięciu minutach.
Dziewczyna wymamrotała coś niewyraźnie.
- Granger, rusz swój zgrabny tyłek, ubieraj się i spadaj do siebie.
Hermiona odsunęła się bardzo niechętnie i schyliła po swoje ubranie. Tu było cieplutko, a na korytarzu będzie zimno. Skrzywiła się lekko, myśląc o tym.
Ale Malfoy niestety miał rację. Ubrała się, usiadła na brzegu łóżka i schowała twarz w dłoniach. Jej świadomość nadal opierała się przyjęcia do siebie w pełni zaistniałej rzeczywistości. Wiedziała, że następnego dnia będzie miała gigantycznego kaca moralnego i wolała o tym nie myśleć.
Popatrzyła na chłopaka i zarumieniona ruszyła do drzwi. Miał lekko obrzmiałe usta. To było seksowne ale wprawiło ją w jeszcze większe zakłopotanie.
„Jutro będę się rumieniła cały dzień. Świetnie” – pomyślała.
- Poczekaj – zatrzymał ją niemal w progu. - Po pierwsze musisz otworzyć drzwi kluczem ze stołu, a po drugie weź sobie z szafy jakiś sweter – on nie zamierzał się ruszać, żeby jej podać coś ze swojej garderoby. - Na korytarzu raczej się nie spocisz.
- No, co się tak patrzysz? –Powiedział poirytowany parę chwil później, gdy wlepiała w niego ze zdziwieniem wzrok – potrzebujesz specjalnego podania na piśmie?
Hermiona otworzyła szafę i wzięła pierwszy z brzegu, ciepły czarny półgolf. Draco obserwował z przyjemnym rozleniwieniem, jak ubiera się w jego ciuch i z jakichś nie określonych powodów wydało mu się to trochę perwersyjne.
Uśmiechnął się do siebie lekko. W wakacje musiał wymienić prawie całą garderobę i dziewczyna dosłownie topiła się w jego swetrze, który sięgał jej za kolana.

Ten cholerny sweter wprawił ją w jeszcze większe zakłopotanie. Pachniał nim.
Bardzo mocno nim pachniał, co było strasznie podniecające
„To tylko Malfoy – pomyślała podwijając długaśne rękawy– co się ze mną dzieje?”.
W za dużym swetrze wyglądała jeszcze bardziej niewinnie i pociągająco. Draco bardzo dużym wysiłkiem woli opanował pragnienie podejścia do niej i ściągnięcia z niej z powrotem tego swetra i nie tylko swetra.
„Niech ona już się wynosi” – pomyślał.
- Dzięki – to był prawie szept i właściwie Draco nie był pewien za co mu dziękuje. Czy za ten przeklęty ciuch, czy za to, że ją przytulił. Prawdopodobnie z jedno i za drugie . Ku jego silnej irytacji, to podziękowanie wywołało napływ miłego ciepła do jego wnętrza.
- No idź, już idź – powiedział najłagodniej jak potrafił.
Wzięła klucz i otworzyła sobie drzwi.
- Dobranoc – powiedziała od progu i szybko wyszła.
- Dobranoc – odpowiedział, wcale nie będąc pewien, czy usłyszała.

Jej łóżko było cieplutkie, ale nie tak cieplutkie, jak to, w którym była kilka minut wcześniej. I tu nie było do kogo się przytulić, chyba że do swetra. Tak też zrobiła. Szczelnie nakryła się kołdrą aż po szyję, przytulając do piersi sweter. Teraz i ona, i jej pościel będą pachniały Malfoyem, ale to jej nie przeszkadzało.
Sweter był ciepły i miękki, lecz z jakichś bliżej nieokreślonych powodów wcale jej to nie uspokoiło. Hermiona zapłakała cichutko. Tak strasznie nie chciała być teraz sama, a on jej zupełnie nie rozumiał i kazał wracać do siebie. Nie przyszło jej do głowy, że właściwie zrobił to ze względu na jej dobro.
„Nienawidzę go” – pomyślała zanim zasnęła.

>>>>>>
Po wyjściu Hermiony Draco zapalił, a później jeszcze długo gapił się w sufit, myśląc o wszystkim co stało się tej nocy. Zasnął dopiero o trzeciej nad ranem.

******
Severus długo Nie mógł zasnąć. Myślał nad tym, co powiedziała mu córka. Oczywiście wiedział, że słowa „nienawidzę cię” wykrzyczała w złości i wcale tak nie myślała. Mimo wszystko to bolało. Bolało jak cholera.
Severus zdawał sobie oczywiście sprawę, że Potter nie jest do końca taki jak jego ojciec, inaczej Lilien by go nie cierpiała. Nienawidziła zadufanych w sobie kretynów, zupełnie jak kobieta, po której imię nosiła. Ale to ani na jotę nie poprawiało jego odniesienia do chłopaka. Ba! Nawet pogarszało, bo udowadniało, że mistrz eliksirów Hogwartu nie ma racji, a on nie lubił się mylić, oj nie lubił. W końcu był zodiakalnym Skorpionem.
Severus westchnął ciężko. Musi porozmawiać ze swoim dzieckiem. Nie martwił się tak naprawdę tym, co Lilien zrobi i jakich wyborów w życiu dokona. Nieraz się przekonał, że jest mądrą dziewczyną, ale gdy pomyślał, że podoba jej się Potter, a tak przecież było, to trafiał go przysłowiowy jasny szlag, a przed oczami pojawiała się czerwona mgła. Ten nieznośny mały bohater gapił się na jego córkę z jawnym uwielbieniem, a jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Ona sama wpatrywała się w niego jak w obrazek, gdy chłopak patrzył w inną stronę. ZGROZA.
No i jeszcze ta cała de Lincourt. Może gdyby uporządkował w sobie wszystko, co do niej czuje i szczerze z nią porozmawiał, to by mu pomogło także zrozumieć lepiej własną córkę– tylko jak miał to zrobić? Czy tak doskonale piękna i chłodna kobieta mogłaby go zechcieć? A nawet jeżeli, co stałoby się gdyby odkryła, że jest byłym Śmierciożercą? Wolał nie myśleć. Ale przecież coś zrobić musiał. Lilien miała rację, niedługo jego humory spowodowane tym, że nie potrafi poradzić sobie ze swoim pożądaniem do Arabell, odbiją się tragicznie na jakimś uczniu. Prawdopodobnie na Potterze, co pociągnie za sobą wściekłość Lilien i tak dalej, i kółko się zamyka I „abarot” – jak mówią Rosjanie - wszystko zacznie się na nowo. KOSZMAR
„Dlaczego życie jest takie posrane?” – pomyślał Snape "optymistycznie" przed zaśnięciem.

******
Hermiona obudziła się o siódmej rano. Spała jak kłoda i czuła się wypoczęta. Jej współlokatorki – Lavaeder i Parvati - spoczywały nadal w objęciach Morfeusza.
Poczuła, że przytula się do czegoś. Czegoś miękkiego, co bardzo przyjemnie pachniało i budziło w niej ogromną tęsknotę.
Powoli zaczynała sobie przypominać co się stało. Ten sukinsyn Malfoy perfidnie ją uwiódł, wykorzystując jedno ze swoich życzeń. Cham. Poczuła złość. Niepohamowaną i silną złość..
Z drugiej strony okazał jej niewyobrażalne pokłady miłosierdzia i litości, jak na kogoś o jego nazwisku - przytulił ją i dał ten ten cholerny sweter. Bez niego straszliwie by zmarzła. W lochach przecież było zimno, korytarze na wyższych piętrach też do najcieplejszych nie należały, a z Wieży Slytherinu do Wieży Gryffindoru był spory kawałek do przejścia. Tylko jakoś go to nie obchodziło, jak do niego szła....
„No ale on sam pomykał tylko w ręczniku na biodrach, prawda? – pomyślała.
„Tyle, że jest przyzwyczajony do tych swoich lochów, a ja nie” – za chwillę zbuntowała się wewnętrznie.
„Chory, zboczony sukinsyn. Nienawidzę go. Nienawidzę. Nienawidzę..." – myślała z mocą, tak jakby sama siebie chciała przekonać o tej nienawiści.
Wstała po cichu, złożyła sweter i schowała do szafki z ubraniami. Jej dłonie, koszulka, jej ciało pachniały swetrem Dracona, pachniały nim. Pachniały zniewalająco. Widziała, że będzie musiała oddać mu ten sweter, ale teraz nad tym nie chciała się zastanawiać..
„Ku*rwa” – pomyślała Hermiona, która prawie nigdy nie przeklina – „Ku*rwa, ku*rwa,ku*rwa...”
Postanowiła znienawidzić Malfoya jeszcze mocniej. Nie wiedziała tylko czy jej się to uda.

Na śniadaniu nie przełknęła prawie nic. Czuła się dziwnie. Jakoś inaczej niż zwykle. Doroślej? Pewniej? Na pewno była bardziej świadoma tego, że jest kobietą, bardziej pewna swojej atrakcyjności, co oczywiście odbiło się w postrzeganiu jej przez osoby trzecie.
- Ładnie wyglądasz – Harry się do niej wyszczerzył, a ona popatrzyła na niego zdziwiona. Wyglądała tak jak zwykle.
- Dzięki – mruknęła.
Harry od wczorajszego wieczora miał piekielnie dobry humor. Niesamowicie dobry humor. Hermiona mu zazdrościła.
- Czekałem na ciebie w Pokoju Wspólnym do pierwszej nad ranem – głos Rona był zimny. – Chciałem żebyś mi poprawiła wypracowanie z Obrony na dziś. Możesz mi powiedzieć, co ty robiłaś tak długo w wannie?
Ron ostatnio działał Hermionie na nerwy. Nie podobało się jej jego irracjonalna niechęć do Lilien i to, że od środy rano bardzo interesował się tym, co Hermiona robi i gdzie chodzi. Powoli trafiał ją jasny szlag.
- Próbowałam się utopić – powiedziała zimno. - Nic cię to Ron nie obchodzi – dodała obojętnym tonem. - Jestem prawie pełnoletnia, a ty nie jesteś ani moim ojcem, ani moim bratem, ani moim chłopakiem... Pilnuj swojej dziewczyny, Luny.
Ron wyglądał na wściekłego.
- Ja rozumiem – wycedził przez zęby – że nie jestem tak przystojny i tak bogaty jak Draco Malfoy. Ale chociaż trochę czasu mogłabyś znaleźć dla swojego przyjaciela.
- Ron – powiedział z naganą w głosie Harry i Hermiona popatrzyła na bruneta ze złością..
- Powiedziałeś mu? – Warknęła. – Wiedząc, jak Ron ostatnio się zachowuje, jaki jest niemiły, powiedziałeś mu o tych chorych życzeniach Malfoya? Teraz nie tylko Malfoy będzie mi dokuczał. Dziękuję ci, Harry.
Harry mocno poczerwieniał.
- Przepraszam... - wyszeptał – ...teraz wiem, że nie powinienem.
- Jak to nie powinieneś?! – zbulwersował się Ronald Weasley, waląc tak mocno pięścią w stół, że prawie wszyscy obecni na śniadaniu spojrzeli w jego kierunku i trochę się opanował – Jako wasz przyjaciel chyba powinienem wiedzieć o takich rzeczach, nie sądzisz? Jej chyba sprawia przyjemność usługiwanie temu kretynowi, skoro się zgodziła..
Hermionie zrobiło się przykro i poczuła się dotknięta do żywego. Te słowa naprawdę zabolały.
- Ron, – powiedział spokojnie i stanowczo Harry – wiesz, że Hermiona jest cholernie honorowa, Nie rań jej swoim zachowaniem jeszcze bardziej, proszę cie.
Dziewczyna popatrzyła na bruneta z bezmiarem wdzięczności za jego słowa. Miała chociaż jednego prawdziwego przyjaciela, który ją rozumiał. Harry uśmiechnął się do niej tak ciepło, że nie mogła mu się nie odwzajemnić tym samym.
Ron nic więcej nie powiedział, ale było widać, że jest wściekły.

******
- Ciekawe, panie Malfoy... – Oczy Arabell de Lincourt niebezpiecznie się zwęziły. – Zapomniał pan o wypracowaniu na dzisiaj. A mogę wiedzieć , co było tak istotne, że pan zapomniał.?
- Miałem je napisać wczoraj późnym wieczorem, ale zaistniały pewne okoliczności, które spowodowały, że... nie miałem głowy do pisania wypracowania – Draco mówił bardzo cicho, ale pewnie, i patrzył prosto na nauczycielkę. Cała klasa uważnie mu się przyglądała, zwłaszcza Hermiona.
- Nie miał pan głowy? Pan zaiste nie myśli zapewne zbyt często tym szlachetnym organem, jaki jest głowa, panie Malfoy – Ron roześmiał się na głos i automatycznie stracił dziesięć punktów. De Lincourt była surowa.
- I dlatego, jakoś nie dziwię się tym słowom, Malfoy – uśmiech kobiety był ironiczny i jadowity. Nie lubiła go. Nie lubiła go zwłaszcza dlatego, że Severus Snape go lubił i mu pobłażał. Wiedziała, że jest stronnicza. Ale cóż, takie jest życie.
Chłopak wyglądał na upokorzonego. Spuścił głowę i się zarumienił. Nieprawdopodobne...
„Bardzo ci tak dobrze” – pomyślała mściwie orzechoowoka Gryfonka siedząca parę rzędów dalej.
- Możesz mi powiedzieć, co to za okoliczności spowodowały, że nie mogłeś wieczorem napisać tego wypracowania? A może są one zbyt osobiste? – ostatni wyraz podkreśliła tak znaczącym tonem, że nikt nie miał wątpliwości o co jej chodzi i Hermiona pobladła, a wszyscy uczniowie patrzyli na nauczycielkę z szokiem w oczach.
Draco wyglądał na poirytowanego. Podniósł głowę.
- Tak, pani profesor, to bardzo osobiste okoliczności i nie chcę o tym mówić publicznie – jego wzrok ciskał teraz błyskawice.
- Nie wątpię, panie Malfoy, nie wątpię, że miał pan do roboty coś o wiele bardziej ciekawego i przyjemnego niż pisanie wypracowania.
Hermiona spiekła raka, a Draco po prostu się wściekł.
„Jak tak bardzo chce to jej powiem. Ciekawe co zrobi jak się dowie? Sadystka.” – Pomyślał w słusznym gniewie młody Malfoy.
- To wstyd, pani profesor, żeby pani wierzyła we wszystkie plotki o moim wybujałym temperamencie erotycznym... Nie to żebym stronił od seksu, ale to co o sobie słyszałem wprawiło nawet mnie w zakłopotanie, pani profesor – powiedział chłodnym, rzeczowym tonem.
- Jakie to wzruszające... Proszę kontynuować to ciekawe – nauczycielka dobrze bawiła się upokorzeniem Malfoya i nawet Harry popatrzył na niego łaskawszym okiem.
„Ona potrafi być gorsza od Snape’a” – pomyślał.
Teraz wściekłość Dracona osiagnęła apogeum i musiał na chwilę zacisnąć zęby, by się opanować.
- Tak bardzo chce pani to wiedzieć, to pani powiem. Ale nie sądzę, żeby to pani się spodobało, ani nikomu spośród obecnych tu uczniów – mówił nad wyraz spokojnie chłopak. - Musiałem odwiedzić moją matkę. Jak pani wiadomo, mój ojciec siedzi w więzieniu, był Śmierciożercą. Matkę przesłuchiwali w związku z tym Aurorzy... Trochę ich poniosło przy Tormento i wylądowała na prawie miesiąc w Mungo z silnym załamaniem nerwowym. Od czterech tygodni jest w domu i opiekuje się nią nasza krewna, ale... raz w tygodniu odwiedzam ją. Wiedzą o tym tylko dyrektor i profesor Snape. Muszę to robić - jego głos stał się trochę cichszy.
Hermiona gapiła się oniemiała na Malfoya i już żałowała tego, co pomyślała o nim wcześniej. W oczach Harry'ego natomiast pojawiło się autentyczne współczucie.
- Ona wczoraj dostała jeden z tych swoich ataków... – powiedział Draco łamiącym się głosem i de Lincourt poczuła się jak ostatnia świnia. Zauważyła, że chłopak stara się nie dopuścić do popłynięcia łez żalu i upokorzenia. – I.. ja ... wróciłem o dwie godziny później... bo musiałem ją trzymać, żeby nie zrobiła sobie, ani nikomu innemu... krzywdy – Draco mężnie przełknął łzy, a w sali zaległa dzwoniąca w uszach cisza.
„Boże” – Pomyśleli jednocześnie Arabell, Harry i Hermiona. Nevill przełykał łzy, a siedząca z nim w ławce Pansy otworzyła szeroko swoje modre oczy ze zdziwienia.
De Lincourt była poważna i blada.
- Napiszesz to wypracowanie na następne zajęcia – powiedziała jak na siebie bardzo łagodnie, chociaż chłodno. - Na poniedziałek. W takiej sytuacji nie wyciągną konsekwencji, ale na drugi raz nie będę ci pobłażać, Malfoy. Każdy ma jakieś problemy i musi pogodzić je z obowiązkami. Możesz usiąść... I przepraszam cię za to, że byłam za ostra i robiłam ci insynuacje.
- Dziękuję pani profesor – powiedział chłopak patrząc w oczy nauczycielce. Jej wzrok był teraz łagodniejszy.
Hermiona była bliska łez. Jej cała nienawiść ulotniła się gdzieś w przestrzeni. Harry był blady i smutny.
Lilien patrzyła ze współczuciem na Dracona. Kiedy usiadł, objęła go obronnym, ale nie zaborczym, lecz opiekuńczym gestem, a on wcale się nie bronił. Oczywiście wiedziała o tych wizytach, tylko nigdy nie pomyślała o bólu jaki sprawiają jaj przyjacielowi.
Tylko Ron wyglądał na całkowicie obojętnego.
Dalsza część zajęć była nieprawdopodobnie spokojna.

******
Po tym, co Hermiona usłyszała na Obronie, było jej tak strasznie przykro, że unikała Draco jak tylko mogła, ponieważ czuła się winna myśląc o nim źle. Teraz było jej go żal i uświadomiła sobie, że jego wczorajsze życzenie w dużej mierze wynikało z potrzeby bliskości drugiego człowieka (nawet jeżeli nie zdawał sobie z tego sprawy) i nie mogła się już tak bardzo gniewać. Nie mogła gniewać się w ogóle.
On też wobec niej czuł się winny. Wykorzystał ją i zdawał sobie z tego sprawę, aż nazbyt mocno. Wolał obchodzić ją dookoła.
Obydwoje darzyli się cały dzień chłodną obojętnością. Starali się zachowywać tak jakby to drugie nie istniało, świadomie raniąc samych siebie i drugą osobę.
To co było w nocy, minęło. Teraz rządziła smutna i okrutna rzeczywistość.

******
Wieczorem Severus Snape poprosił swoją córkę do prywatnych kwater na rozmowę.
Zasiedli w pokoju, tuż obok sypialni. Pomieszczenie było niewielkie. Dwa duże regały zajmowały książki - same wybitne powieści klasyków literatury powszechnej. Poza tym był tam jeszcze okrągły mały stolik i krzesła.
Lilien usiadła przy stole i bez słowa zapaliła. Severus popatrzył na to niechętnie. Sam też palił, więc wszelkie uwagi na ten temat, jego dziecko kwitowało sardonicznym uśmiechem. Poza tym, ona paliła dwa razy mniej od swojego ojca.
Kiedy po raz pierwszy zwrócił jej uwagę, powiedziała: „Przez ponad piętnaście lat odwiedzałeś mnie zaledwie raz na rok, a teraz zgrywasz takiego wielkiego opiekuna? Daj spokój, szanujmy się, tato. Nie zamierzam mieć o to do ciebie żalu, w końcu wiem, że nie było ci łatwo, ale ty w zamian pozostaw mi pewną swobodę działania.”
Musiał się z nią zgodzić, zwłaszcza że tak bardzo ją kochał. Mimo częstych kłótni doskonale rozumieli wzajemne intencje i motywy działania. Utarczki wynikały nie z braku zrozumienie, ale z potrzeby dominacji tak silnej u każdego z nich. Severus musiał jednakże przyznać, że Lilien czasem ustępowała dla świętego spokoju, była też bardziej zdolna do kompromisu niż on, co bardzo pomagało w ich wzajemnych relacjach. Mistrz wiedział jednak, że jego córka nigdy nie ustąpiłaby w ważnej dla niej kwestii. Na przykład, gdyby zakochała się w kimś, kogo on by nie zaakceptował. Mężczyzna usiadł obok córki i także zapalił.
- Nie masz mi nic do powiedzenia? – zapytał.
Lilien zaciągnęła się mocniej.
- Owszem – powiedziała. – Dwie rzeczy. Po pierwsze, chciałam przeprosić za moje wczorajsze mocne słowa. Doskonale wiesz, że nie czuję do ciebie nienawiści. Ale nie cofną innych słów. Jesteś niesprawiedliwy wobec Harry'ego... Wybacz, ale odbieranie komuś punktów i dawanie szlabanu, za to, że się przepraszająco uśmiecha i mówi nie wiem panie profesorze, jest po prostu okrutne, zwłaszcza, że ani ja nie, ani Malfoy, ani Granger, z którą rozmawiałam później, nie byliśmy pewni odpowiedzi.
- Wzruszające – spokojnym tonem odparł Severus
- Raczej przykre, tato, i nieprzyjemne dla mnie jako dla twojego dziecka, bo przynosi mi wstyd.
- A ta druga sprawa?- spytał obojętnie.
Dziewczyna zagasiła papierosa w ukochanej zielono - srebrnej popielniczce ojca.
Jej głos był poważny i spokojny.
- Posłuchaj uważnie, bo to bardzo ważne i nie wściekaj się, bo to nic nie da, tato. Harry mi się podoba, a ja podoba się jemu i nic na to nie poradzisz. Finito.
Oczy Severusa ciskały pioruny, ale przełknął złość. Zapytał za to jadowicie.
- A skąd wiesz, że mu się podobasz?
Dziecko Severusa nie zamierzało owijać w bawełnę.
- Bo mnie pocałował, kochany tatusiu.
Oczy mistrza eliksirów zaszły czerwoną mgłą gniewu.
- Co zrobił? – Wysyczał mężczyzna.
- Pocałował mnie... Och, oczywiście musiałam go do tego bardzo zachęcić, bo tak po prostu by się na pewno nie odważył – dziewczyna czerpała przewrotne zadowolenie ze wściekłości ojca.
- Zamorduję go – powiedział zimno Severus.
- A spróbuj go tylko tknąć. Nie ustąpię ci w tej kwestii ani o milimetr. Wybacz, ale nie możesz mi w takich sprawach rozkazywać, tato, przecież wiesz – mówiła rzeczowo i spokojnie
- Jak cię tknie, to go zabiję – powiedział jeszcze raz Snape. Z obietnicy, którą sobie złożył, że będzie wyrozumiały dla Lilien, w tej chwili nie zostało nic.
Dziewczyna mocno się zirytowała.
- Wtedy będziesz musiał zbić także i mnie – powiedziała dobitnie. – Bo i ja tknę jego.
- Jak śmiesz? – mężczyzna walnął pięścią w stół.
- Przestań, nie przystoi ci takie zachowanie, tato – powiedziała spokojnie. - Musisz zrozumieć, że nie możesz mi nakazywać, kto ma mi się podobać, a kto nie. To niedorzeczne. Kocham cię, ale nie mogę robić wszystkiego pod kątem twojego widzimisię, chyba przyznasz mi rację – smutek w oczach dziewczyny, ostudził nieco gniew Severusa.
- Owszem. Ale ja sobie pomyślę, że.. Nawet wolę nie myśleć.
- Czemu ty go tak nienawidzisz? Czy on osobiście ci coś zrobił? Jakoś śmiem w to wątpić. Jesteś raczej racjonalnym człowiekiem, ale w tym konkretnym przypadku, całkowicie irracjonalnym.
- Nie nienawidzę Pottera – zaczął poirytowany.
- Tak, jasne. A ja jestem baletnicą... Nie cierpisz go bardziej niż zarazy i czerpiesz radochę z poniżania go. Nawet Malfoy zaczął się nad nim litować. To chyba o czymś świadczy.
- Świadczy o twoim wpływie na Malfoya.
- Dobra, dobra. Nie mam na niego większego wpływu, niż na ciebie – Lilien uśmiechnęła się łagodnie.
- To mam spokojnie patrzeć na wasz romans? – Spytał mężczyzna kwaśno.
- Cóż za szumne słowo! –dziewczyna roześmiała się szczerze rozbawiona. – Lepiej sam nawiąż jakiś romans, zanim ogarnie cię głębsza frustracja i zaczniesz rzucać w uczniów przekleństwami. Szczerzę ci radzę. Jesteś atrakcyjnym facetem i nie powinieneś mieć problemu. Zresztą wydaje mi się, że podobasz się de Lincourt – nie omieszkała dorzucić.
- Ona mnie nie cierpi - warknął Severus
- A ty jej, co nie przeszkadza czuć ci do niej pożądania... Nie krzyw się tak i nie udawaj niewiniątka. Kto się czubi ten się lubi.
- Według tej maksymy, to Granger powinna lubić Malfoya, nie?
- Całkiem możliwe – Lilien nawet nie mrugnęła okiem. – On ją lubi na pewno, jeśli wiesz, co mam na myśli. – Uśmiechnęła się złośliwie. - Ale nie rozmawiamy ani o Hermionie, ani o Draconie, tato. Proszę cię, bądź rozsądny i nie wchodź mi w drogę. Jestem w Slytherinie, ale w obronie własnego prawa do szczęścia nie będę jedynie uciekać się do podstępów. Będę walczyła otwarcie i odważnie jak lew.
- To, to ja akurat wiem. Tylko dlaczego Potter? Czemu mi to robisz? – zapytał niemal z rozpaczą.
- Tato, twoje pytanie jest bez sensu. Przecież ja nie rozbię ci tego na złość. Doskonale o tym wiesz - mówiła takim tonem, jakby tłumaczyła coś dziecku.
- Wiem, ale to mi niczego nie ułatwia.
- Może gdybyś wyrzucił z siebie, dlaczego nie cierpisz tak tego uczciwego chłopaka, to trochę by ci ulżyło.
- Może kiedyś...
- To już postęp... Tak trzymać – odpowiedziała Lilien.
– Wiesz.. – rzuciła jeszcze od niechcenia. - Ostatnio zastanawiałam się nad jego dziwnym zachowaniem na szlabanie. Pierwszy raz widziałam, żeby ktoś odnosił się z taką chłodną pogardą wobec własnego ojca. To do niego absolutnie niepodobne. Zazwyczaj mówi o rodzicach z szacunkiem i miłością.
Severus popatrzył na nią bardzo uważnie, ale nie dał po sobie poznać, że jej słowa go ruszyły. Nie cierpiał jej trafiania w sedno, jej intuicji i jej szybkiego kojarzenia faktów. Nie cierpiał i podziwiał. Miała to w końcu po nim.
- Okey. Miło mi się gawędziło, ale obiecałam partię szachów Draconowi. Dobranoc, tato – cmoknęła go w policzek i przytuliła.
„Ma na mnie za duży wpływ” - pomyślał bezsilnie mężczyzna, obejmując jedyne dziecko. Za nic nie chciałby jej stracić. A wiedział, że tak by się stało, gdyby stanął między nią a Potterem.
- Przemyśl tą kwestie romansu. Tylko broń Boże nie rzucaj się na nią od razu, bo gotowa cię uszkodzić.
Pocałowała go jeszcze raz i wyszła.
Z czwartku na piątek znowu się nie wyspał.

******
Hermiona i Harry siedzieli pod rozłożystym dębem. Piątkowe popołudnie było ciepłe i sporo osób wyległo na błonia.
- Jeszcze tylko Eliksiry i już weekend – stwierdziła dziewczyna.
- Jasne, tylko Eliksiry – Harry uśmiechnął się.
- Nie łam się, kolego. Będzie dobrze – Hermiona uśmiechnęła się do Harry'ego pocieszająco, na co rozczochrany brunet westchnął tylko ciężko.
Nagle na murawę przed nimi padł cień, a chłody, acz uprzejmy, ślizgońskim głos ozwał się w te słowa:
- Spadaj, Granger.
- Nigdzie nie idę – warknęła Hermiona.- Tu mi dobrze.
- Nie mam czasu się z tobą użerać. Chcę pogadać z Potterem – na te słowa dwójka gryfonów zdziwiła się niepomiernie. – Lepiej mnie nie drażnij.
- Bo co mi zrobisz? –bezczelnie spytała. Wkurzyła ją chamska odzywka Dracona i odezwał się w niej duch bojowy urażonej kobiecej godności.
– Bo jeżeli nie zamierzasz mnie otruć, udusić, torturować, lub załatwić Avadą, w co wątpię, to ja się stąd nie ruszam.
Harry popatrzył uważnie na koleżankę. Była zła jak osa.
Draco poczuł mimowolnie lekki podziw. Kucnął obok Hermiony i popatrzył jaj z lekką drwiną głęboko w oczy. Dziewczynie zrobiło się gorąco i poczuła zawrót głowy z powodu bliskości i zapachu Malfoya.
„Jest mi za ciepło w tych szatach” – próbowała tłumaczyć sobie zaistniały stan.
- Widzę, że Panna Granger, jak zwykle, nie grzeszy zdrowym rozsądkiem. – Powiedział uśmiechając się do niej raczej drapieżnie.
- Daj spokój, Hermiona, zostaw nas samych, okey? – Harry próbował nie dopuścić do rozlewu krwi. Hermiona wyglądała jak lwica przestraszona o swoje potomstwo. Mogła sobie narobić niepotrzebnych kłopotów.
- Nie jest okey - odpowiedziała dziewczyna. - Możesz sobie, Malfoy, uważać mnie za głupią szlamę, ale minimum szacunku od ciebie wymagam – warknęła.
Draco poczuł się podle, słysząc z jej ust słowo „szlama”- ale nie dał po sobie nic poznać.
- Słuchaj, Granger, jeżeli chcesz o tym porozmawiać, to innym razem chętnie, ale nie w tej chwili. Teraz po prostu spasuj, wyluzuj i spłyń, dobra? Czy potrzebujesz specjalnego podania na piśmie?– jego głos był cichy i sugestywny.
- Bo jak nie spłynę to co? – spytała spokojnie.
- Potter, może ty jej wyjaśnisz, co? Moje argumenty do Hermiony Granger nie trafiają. A ja nienawidzę się powtarzać.
- Magiczne słowo, Malfoy – spokojnie stwierdziła dziewczyna.
- Dobrze, tylko uprzedzam, że zapłacisz za to, kochanie – pogłaskał ją czule po policzku, ale nie docenił jej. Strzeliła go w twarz tak mocno, że kanarki mu w głowie zaśpiewały..
Od razu pożałowała tego, co zrobiła, ale było już za późno.
- Bardzo ładnie proszę, żebyś zostawiła nas samych – powiedział chłodno, a wyraz jego oczu był nieprzenikniony. - Zadowolona?
- Chyba przesadziłaś – Harry popatrzył niepewnie na dziewczynę.
„Ku*rwa” – pomyślała. Ostatnio często myślała w ten sposób. - „Zawsze coś spieprzę.”
Wstała i odeszła, raczej ze spuszczoną głową.
Draco usiadł obok Harry'ego.
- Zapomniałem już, jaki ona ma cios – zaśmiał się blondyn
- Nie jesteś na nią wściekły? – spytał zdziwiony gryfon.
- Nie za bardzo. Tak naprawdę, to chyba spodziewałem się tego.
- Wiesz co? Nie mścij się na niej za bardzo. Nawet nie wiesz jak z powodu tych twoich życzeń Ron uprzykrza jej życie. Czasami sam mam ochotę strzelić go w twarz. Po cholerę ja mu o tym mówiłem.
- Nie wiem, Potter, i to wzruszające, co powiedziałeś, ale ja do ciebie w zupełnie innej sprawie – tak naprawdę zrobiło mu się trochę przykro z tego powodu, ale to nie był interes, tego wiecznie potarganego dupka.
- Czego chcesz?
- Chodzi o Lil- Draco wyciągnął papierosy i poczęstował Harry'ego.
- A co? – agresywnie spytał gryfon.
- Spokojnie. Zrób coś, bo ona jakaś taka... jak postrzelona chodzi. Weź ty się za nią, bo dziewczyna zeświruje.
- A tobie co do tego?
- Patrzę jak się męczy. Ot co – Draco zaciągnął się mocno.
- I co mi proponujesz? – zadrwił Harry,
- Seks.
- CO?!
- Sugerujesz, że nie wiesz co to takiego, Potter? – zadrwił ślizgon.
- Wiem co to jest seks, Malfoy. Ale tak od razu?
- Jeżeli leci się na siebie tak mocno, jak wy, nie radziłbym czekać. Ona ma temperament i jak kiedyś ją poniesie, gotowa rzucić się na ciebie w środku zajęć z Eliksirów.
Harry się zarumienił.
- No to... co ja mam robić? – wyglądał na załamanego, a w sercu Draco zagościła litość.
- Zrób jej dobrze – powiedział po prostu.
- Co?!
- To samo tylko, że w odwrotną stronę... Zrób jej dobrze – powtórzył cierpliwie.
- Tylko, że ja nie wiem co i jak - wyjęczał Harry, zapominając że rozmawia ze swoim wrogiem
- To żałosne Potter. Nawet w teorii się nie orientujesz?
- Oj, teoria to nie praktyka- żachnął się naburmuszony gryfon.
- Po to tu jestem. Bo mi zależy na dobru mojej przyjaciółki... Przede wszystkim muszę cię uprzedzić, że pierwszy raz to nie jest nic nadzwyczajnego dla żadnej ze stron. Więcej stresu niż tej całej przyjemności.
- Ale ja nie chcę , żeby ją bolało.- Harry wyglądał jak zbity pies.
- Pociesz się, że ciebie też poboli, może nawet bardzo, bo obydwoje jesteście niewinni... - Draco śmiesznie zmarszczył nos; rozbawiło go dawanie rad Potterowi - Co się tak gapisz? Czysta fizjologia.
Harry westchnął.
- Ku*rwa – powiedział nieinteligentnie. - Żeby tak Hermiona była już po , to bym z nią pogadał, ale ta czeka nie wiadomo na co! – zirytował się chłopak.
- Potter, ona mogłaby dokładnie to samo powiedzieć o tobie, czyż nie? Wyluzuj, chłopie.
- Racja – Harry nieco ochłonął.
- Polecam ci – Draco uniósł wysoko brew i uśmiechnął się bezczelnie. Nachylił się do ucha Harry'ego i coś wyszeptał.
- MALFOY!!! – Harry się zerwał z wrzaskiem, a wszyscy dokoła patrzyli na niego zdziwieni, bo raz robił się blady raz czerwony.
- Człowieku! – Harry był skonsternowany, a Malfoy się śmiał.
- Jesteś komiczny, Potter. Siadaj.
- Wiesz co by mi zrobił jaj ojciec gdyby usłyszał tą rozmowę?
- A zamierzasz mu zdać relację? No to biegnij, może go dorwiesz przed zajęciami.
- No, przecież że nie - Harry był zakłopotany. - A w ogóle, to powiedz mi, jak możesz doradzać coś, o czym sam masz małe pojęcie? Bo, o ile mnie pamięć nie myli, to tydzień temu na szlabanie mówiłeś...
- To było tydzień temu, a teraz jest teraz - przerwał mu blondyn.
- No to szybki jesteś.
- Możliwe. Ale gwarantuję ci obopólną satysfakcję. To bardzo miłe... całować tam kobietę, naprawdę – Draco nieświadomie uśmiechnął się jak kretyn, a Harry przyglądał mu się z mieszaniną fascynacji, zgrozy i zdziwienia serdecznego.

Lilien i Hermiona próbowały coś wyłowić swoimi uszami, ale obaj panowie rozmawiali za cicho.
- Idź, Granger, podsłuchaj.
- Ta, jasne... Ciekawe co on mu powiedział, że Harry tak się zgorszył?
- Harry'ego łatwo zgorszyć, jest zbyt nieśmiały.
- Przecież o tym wiem- Hermiona wywróciła oczami.

- A możesz zdradzić, kto jest tą szczęściarą? – zadrwił Harry.
- Och, moja słodka tajemnica. Nie zamierzam ci się zwierzać ze swoich doświadczeń. Wiesz co, Potter? Ty w ogóle doceń to, że cokolwiek ci doradzam, ale za bardzo kocham Lilien, żeby narazić ją na mało przyjemne doznania z kimś, kto absolutnie nie wie co i jak. Ach, i jeszcze jedno. Oczywiście we wszystkim, co zrobisz, musisz być delikatny. Kobiety uwielbiają być całowane i pieszczone dosłownie wszędzie... Powodzenia – uśmiechnął się ironicznie.
- Głupio mi tego słuchać, Malfoy, zwłaszcza z twoich ust.
- Chyba lepiej posłuchać kogoś, kto wie o czym mówi, niż narazić niewinną dziewczynę na dodatkowe nieprzyjemności.
- Sugerujesz, że bym sobie nie poradził bez twoich rad? – Harry się zaperzył. Została urażona jego męska duma.
- Nie, Potter – zirytował się Draco. – Chcę oszczędzić jej i, przy okazji, tobie niepotrzebnych stresów. Pojąłeś?
- Tak. I w sumie to... dzięki...
- Nareszcie coś dotarło do tej twojej zakutej łepetyny. I uprzedzam , że jak jej złamiesz serce to cię zamorduję.
- Nie zamierzam jej skrzywdzić, Malfoy! – oburzył się Harry.
- No ja myślę, Potter...
Draco wstał i spokojnie odszedł, zostawiając Harry'ego samemu sobie.

******
Eliksiry minęły nad wyraz spokojnie, bo Snape po prostu ignorował obecność Pottera. Było to ciężkie dla mistrza eliksirów, ale czego nie robi się dla ukochanej córki?
Pewien był tylko, że długo tak nie wytrzyma i w końcu coś Potterowi zrobi.

Ten post był edytowany przez Kitiara: 06.11.2005 14:52


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Justa
post 11.12.2004 15:22
Post #19 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 15
Dołączył: 10.12.2004




Naprawde mnie wciągneło. Gdzie mogę przeczytać całe opowiadanie na raz?? smile.gif
Czekam na kolejny rozdział!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Magya
post 12.12.2004 12:31
Post #20 

Czarodziej


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 874
Dołączył: 01.08.2004

Płeć: Kobieta



Nadal bardzo podoba mi się to opowiadanie. Masz bardzo ładny styl pisania, błędów nie zauważyłam, masz też bardzo fajny "nawyk" takiego pisania, że chce się czytać dalej. Czytanie nie jest męczące i nie sprawia kłopotu. Czekam na następne party:D
Pozdrawiam, Magya :*


--------------------
Motylem jestem.


user posted image

Członkini The Marauders - fanklubu Huncwotów
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 12.12.2004 19:06
Post #21 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Rozdział VI
ALKOHOL ŁAGODZI OBYCZAJE


Though I
I'm just like everybody else
I try to love Jesus send my soul,
I don't know what you believe
What you think or what you see
But this is a part of me
What I do and who I am
All about your purities oh
I'm right here up my sleeve
This is me
This is me
[Faith Hill, “This is Me”]


Arabell de Lincourt miała lekkiego kaca moralnego po incydencie z poprzedniego dnia, z Malfoyem w roli głównej. Mimo, że go przeprosiła nadal czuła się podle, iż zmusiła go do takich zwierzeń na forum publicznym. Z drugiej strony, pomogło jej to usunąć uprzedzenia, które miała do tego chłopaka.
Drażniło ją to, że zachowała się tak niekompetentnie, niemal infantylnie wykorzystując swą przewagę nad młodym Malfoyem.
Postanowiła porozmawiać z Draco w sobotę, albo w poniedziałek wieczorem, poważnie porozmawiać. Ale najpierw musiała pogadać z Severusem, który był przecież w to wtajemniczony. Nie wiedziała dlaczego pomyślała akurat o nim a nie o dyrektorze. Samą siebie próbowała przekonać, że nie chce starszemu mężczyźnie, który ma i tak dużo zadań, zawracać głowy jeszcze tym.
Ale tak naprawdę, w ogóle chciała porozmawiać z Severusem. Ten facet budził w niej ambiwalentne uczucia - od niechęci do silnego pożądania, tak że sama nie wiedziała co ma o ty myśleć. Jej przygoda z poważnym zaangażowaniem w związek z mężczyzną skończyła się tragicznie pięć lat temu i od tego czasu już nigdy nie pozwoliła sobie na jakiekolwiek, najmniejsze nawet zbliżenie z jakimkolwiek facetem. Za bardzo została zraniona i za bardzo bała się zaufać.
Ale Severus budził w niej tak silne pragnienia, że chwilami chciało się krzyczeć i walić głową w mur.
Pewnie dlatego właśnie z nim chciała porozmawiać, przekonać się jakim człowiekiem jest mistrz eliksirów

- Zabieraj swoje szpargały – niski głos Rolandy Hooch przerwał jej roztargnione rozważania. Starsza o dziesięć lat kobieta wręczyła jej plik papierów z szerokim, nieco drapieżnym uśmiechem.
Arabell polubiła Rolandę. Nauczycielka latania i trener Quiddicha była według nirj bezpruderyjną, szczerą i sympatyczną babką. Każdą rewelację przyjmowała ze stoickim spokojem i właściwie wszyscy w gronie nauczycielskim ją lubili, chociaż wady potrafiła wytknąć człowiekowi wprost. Może Trelawney jej się trochę bała, ale Severusa bała się także, no i czuła lekki niepokój w stosunku do pani wicedyrektor. Dziwna kobieta z „wewnętrznym okiem”, na temat którego wszyscy żartują...
- Dziękuję Rolando, już zabieram – wzięła wypracowania piątego roku i poszła do siebie, a ponieważ była zamyślona, nie uważała jak idzie i...
ŁUP! Wszystkie pergaminy leżały na ziemi w ciężkim nieładzie, a ona z impetem zatrzymała się na silnym, wysokim męskim ciele w długiej czarnej pelerynie. Ciele zmysłowo pachnącym jakimiś wyrafinowanymi perfumami, czystością i swoim własnym, niepowtarzalnym aromatem. Gdyby nie szybka reakcje mężczyzny zapewne "zaliczyłaby glebę". Jego szybka reakcja i:
- Kurwa jak ty chodzisz, de Lincourt?! Chcesz kogoś zabić?!
- Przepraszam – wymamrotała wysuwając się z przyjemnego uścisku Severusa, Arabell..
Popatrzył z zaciekawieniem na jej uroczy rumieniec. To było coś zgoła nowego. Trochę zmiękł. Klęknął i pomógł jej zebrać wypracowania.
Po chwili wstali, a pani profesor mała pod pachą zgrabny stosik wypocin uczniów z piątego roku.
- Dziękuję i jeszcze raz przepraszam.
- Eee... – taki brak elokwencji u Snape’a był dosyć dziwnym zjawiskiem i popatrzyła na niego uważniej. – Ja przepraszam, że grubiańsko zareagowałem.
- Ale miałeś prawo się zdenerwować. - Wyszczerzyła się do niego niemal radośnie, a on ukazał jej coś na kształt krzywego i niepewnego uśmiechu.
„My normalnie rozmawiamy” – oświeciło Severusa.
- Słuchaj, chciałam z tobą pogadać o Draco Malfoyu, możesz poświęcić mi chwilę dziś wieczorem?
Popatrzył na nią uważnie i odrzekł.
- Oczywiście. Jeżeli ci to nie przeszkadza, to bądź u mnie w prywatnej kwaterze o dziewiątej – był trochę zdziwiony, ale nie dał po sobie tego poznać, ani tego, że jest zadowolony...
- Nie ma problemu.
Wytłumaczył jej jak do niego trafić i poszli każde w swoją stronę.
„Czemu ona tak zniewalająco pachnie?” – Pomyślał Severus w drodze do miejsca, które przed chwilą opuściła Arabell, czyli Pokoju Nauczycielskiego.

***

- Proszę wejść – Severus przygasił papierosa. Siedział przy okrągłym stoliku. Zdążył już wziąć prysznic w swojej prywatnej, urządzonej w kolorach czarnym, srebrnym i zielonym – zupełnie jak sypialnia – sporej łazience.
Zastanawiał się jak de Lincourt zareaguje na jego wygląd.(Cóż za skromność – przyp. autorki).
Był ubrany w czarne, obcisłe skórzane spodnie i bordowy półgolf. Prezentował się tak bajecznie, że nawet on sam nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo jest pociągający. Do koloru bordowego namówiło go dziecko. W czerwonym wyglądał jak kretyn, bo jego cera była lekko żółtawa (Lilien za to genialnie prezentowała się w krwistych barwach) – ale w bordo... cóż, jak to określiła Lilien "cacy i zajebiście, tatku."
Włosy upiął w luźny kucyk, co podkreśliło jego ostre, nieco drapieżne i bardzo męskie rysy twarzy.
Arabell weszła do pomieszczenia i ją zamurowało. Wyglądał jak bóg seksu - przynajmniej według jej oceny. W pierwszej chwili chciała nawet uciec, tak bardzo nie ufała temu co może powiedzieć lub zrobić.
Fakt, Severus Snape miał wady, ale jak właśnie – a właściwie już wcześniej zauważyła – także sporo zalet. Poza tym, cóż, był inteligentny, wygadany i miał takie poczucie humoru jakie jej odpowiadało. Prawdę powiedziawszy był zupełnym przeciwieństwem mężczyzny, który złamał jej serce.
Severus popatrzył na nią. Wyglądała ślicznie. Rozpuszczone włosy przytrzymane były jedynie niebieską opaską, co podkreślało niesamowity kolor jej oczu. Była ubrana na czarno w skórzaną obcisłą bluzkę i dopasowane dżinsy Nieśmiało się uśmiechnęła, a on miał ochotę rzucić się na nią i od razu zanieść kobietę do sypialni obok. Zamiast tego, odzdwajemnił uśmiech i powiedział:
- Proszę, siadaj.
Usiadła.
Na stole stało, nie otwarte jeszcze, czerwone wino półwytrawne.
- Napijesz się? –Spytał Severus – I tak zamierzam pić, więc..
- Bardzo chętnie – odpowiedziała szybko.
„Fajnie – pomyślał Severus - dużo łatwiej będzie mi ją uwieść niż myślałem”
No ładnie, ładnie, tani chwyt, zaprawdę, żałosne – odezwał się w jego głowie głos podobny do głosu jego ukochanej latorośli, który ze zwykłą sobie kurtuazja zignorował.
Arabell usiadła. Obydwoje wypili po lampce wina, a ona opowiedziała o zajściu na lekcji Obrony w czwartek. Ku jej zdziwieniu ujrzała w oczach mężczyzny szczerą troskę.
- Przyznam ci się, że zachowałam się podle i mam kaca moralnego, Snape – powiedziała w końcu.
- Przecież nie wiedziałaś de Lincourt, a o Draco krążą istotnie niewybredne plotki. Poza tym bywa narcystycznym gnojkiem, ale pobłażam mu bo jest moim chrześniakiem. Poza tym, w głębi duszy nie jest taki zły. Nigdy się nie przyzna, że tak naprawdę potrzebuje czyjegoś ciepła i akceptacji i udaje samowystarczalnego...
„O! Cholera, zupełnie to samo słyszę ciągle od Lilien na swój temat” – pomyślał rezolutnie Severus.
„Mówisz o nim czy o sobie"? – w tym samym momencie pomyślała Arabell i leciutko się uśmiechnęła. – "Pokrewne dusze. Stąd to porozumienie. No i jest jego ojcem chrzestnym. To wiele wyjaśnia...” – zaczynała czuć do mistrza eliksirów coraz większą sympatię i coraz większy pociąg erotyczny.
„Cholera nie powinnam pić – myślała w roztargnieniu. – Tyle lat nie miałam chłopa, a on na mnie działa i nie sądzę, żeby miał przytępiony temperament seksualny. Cholera, cholera.” – W tym samym momencie poprosiła na głos o dolewkę wina.

Nadeszła godzina dziesiąta. Zaczęli mówić do siebie po imieniu i rozmawiać na różne, neutralne tematy. Praca, ulubione potrawy, stosunek do mugoli, itd..., itp...
Severus musiał otworzyć już drugą litrową butelkę. Nie przejmował się. Posiadał dużo wina i miał mocną głowę. Uśmiechnął się pod nosem. Coraz bardziej chciał iść z nią do łóżka. Była cholernie atrakcyjna, zabawna, miła, wykształcona i wbrew pozorom posiadała dużą dozę samokrytyki. Miała licencjata z psychologii i taki sam tytuł z pedagogiki. Co prawda były to nauki mugolskie, ale pozwalały jej na swobodne odnalezienie się w roli nauczyciela. Mówiła ładnie i z sensem, była też wdzięcznym słuchaczem.
Stanowiła idealny materiał na kochankę. Severus nigdy nie pomyślałby, że będzie w stanie zakochać się po raz drugi. Wszystkie kobiety, które miał po śmierci żony były tylko krótkodystansowymi kochankami.
Tak właśnie patrzył na Arabell de Lincourt. Jak na potencjalną kochankę, broń Boże coś więcej... Czuł wewnętrzny lęk, że jeżeli się naprawdę zakocha, straci swoją miłość.
Rozmawiali dalej. Poszła druga butelka a antyczny zegar ścienny wybił jedenastą w nocy. Opowiedziała mu o swoim byłym – Marcu Ardiente, który miał twarz i włosy anioła a duszę diabła wcielonego. Oczywiście nie zwierzyła mu się jakim piekłem stało się już po pół roku mieszkanie z nim, kiedy zaczął pić i ją źle traktować. Taki stan rzeczy utrzymywał się ponad rok, aż odeszła. Severusowi powiedziała jedynie, że ich miłość umarła śmiercią naturalną, i że jej kochany miał zbyt duży pociąg do hazardu, co zresztą było prawdą.

O północy, po trzech butelkach wina, zaczęło się jej lekko kręcić w głowie. Była mocna w piciu, ale nie aż tak mocna jak Severus. Zaczęli rozmawiać już zupełnie swobodnie i w pewnym momencie zeszli na temat seksu.
- Od pięciu lat nie byłam z nikim w łóżku – przyznała się w nagle. – Czasami mam ochotę wyć.
„O cholera – pomyślała – co ja mówię?!”
Snape zdziwił się na taką szczerość i zauważył, że kobieta automatycznie poczuła się zażenowana.
„Chyba się lekko wstawiła” - pomyślał
- Ja nie byłem z nikim od dwóch lat, więc wiem o czym mówisz – starał się by zabrzmiało to jak najswobodniej, chociaż pożądanie zżerało go od środka.
Uśmiechnęła się niepewnie. Nie czuła się najlepiej. Z jednej strony pragnęła tego mężczyzny, bardziej niż czegokolwiek do tej pory, z drugiej, czuła że nie powinno tak szybko dojść między nimi do czegoś poważnego Była moralnie rozbita.
- Pójdę już – obdarzyła go przepraszającym uśmiechem. – Przykro mi za to co powiedziałam, nie chciałam żebyś myślał o mnie, że...
- W porządku – popatrzył na nią uważnie. – Wino zawsze rozwiązuje ludziom języki, czasem za bardzo.
- Dziękuję, za tą rozmowę i w ogóle. Jesteś trochę inny niż myślałam...
- A co myślałaś? – Spytał zaciekawiony.
- Że z ciebie zwykły szowinista, który nie szanuje kobiet i ewentualnie próbuje jakąś z nich zaciągnąć do łóżka, ale jesteś w porządku. Jedynie nas nie doceniasz.
Severus poczuł się podle. Przecież właśnie na tym mu zależało. Żeby zaciągnąć ją do łóżka. Zawstydził się sam przed sobą.
„Cholera – pomyślał – mam skrupuły...”
Ale nie mógłby teraz tak po prostu jej uwieść, nie po tym co powiedziała przed chwilą.
„W końcu zwariuję” – pomyślał, ale zdobył się na heroizm i zapytał:
- Dasz radę iść sama, czy cie odprowadzić?
- Och, aż tak się nie wstawiłam. Ale dziękuję za dobre chęci, Severusie.
Kiedy wyszła, walił przez minutę głową w stół.

******
Całe popołudnie i wieczór piątkowy Hermiona czuła się źle.
Po co dałam mu w twarz? Przecież może się na mnie w każdej chwili zemścić. Dlaczego ja nie potrafię nad sobą zapanować? Cholera jasna.”
Cały czas spodziewała się, że Malfoy zażyczy sobie znowu czegoś równie „ciekawego”, co poprzednio, ale on w ogóle zdawał się nie zwracać na nią uwagi. Musiała przyznać się sama przed sobą, że jej to sprawiło przykrość. Tylko czego ona się spodziewała, po tym jak walnęła go z całej siły w policzek?
Może był zły, a może po prosty urażony. Nie wiedziała. Chciała go przeprosić tylko nie miała pojęcia jak się do tego zabrać. Docinki Rona pogarszały jeszcze jej samopoczucie i kiedy około dziewiątej szła pod prysznic, a Weasley zapytał czy wybiera się do swojego „pana i władcy”, omal się nie popłakała.

***
„Kolejny cudowny dzionek” – pomyślała Hermiona.
Nie zjadła sobotniego śniadania, bo po prostu zaspała.
Jej oczom ukazał się nagle ciekawy widok. Draco Malfoy pomykał właśnie z jakimś tomiszczem do biblioteki.
„Tak nie można - pomyślała. - Oddam mu ten sweter i go przeproszę za wczoraj.”
Poczłapała do swojego dormitorium, modląc się o to aby nie spotkać na swej drodze Rona. Następnie udała się ze swetrem do biblioteki.
Siedział tam. Robił notatki i wyglądał tak... ładnie.
„Ależ on ma zgrabne uszy” – pomyślała w roztargnieniu.
Miał na włosach czarną bandamę, więc jego uszy mogła podziwiać w całej okazałości. Uszy i dość przystojną męską twarz. Wyglądał troszeczkę jak elf.
Podniósł głowę, zanim do niego podeszła i popatrzył na nią pytająco.
- Cześć – powiedziała niepewnie.
- Witam.
- Chciałam ci oddać sweter – zarumieniła się jak piwonia na wspomnienie okoliczności, w których weszła w posiadanie tego uroczego ciucha.
- Dziękuję bardzo – odpowiedział grzecznie bez żadnych aluzji i podtekstów.
Oddała mu sweter ale nie odeszła.
„Stoję jak ta cipa” – pomyślała z irytacją.
- Coś jeszcze, Granger? Streszczaj się bo jestem, jak widzisz zajęty, a za dwie godziny idę do Hogsmeade z Lilien.
- Chciałam cię przeprosić – zarumieniła się jeszcze bardziej, a on popatrzył na nią ze szczerym zdziwieniem. – Za wczoraj - dodała i na twarzy chłopaka pojawił się wyraz zrozumienia.
Ku jej zdumieniu Draco machnął ręką.
- Potter powiedział, że żyjesz w stresie, więc ci tego nie policzę za grzech córko – powiedział tonem mentora i się uśmiechnął.
Teraz ona zmarszczyła brwi ze zdziwienia.
- Powiedział, że Weasley ci nie daje żyć z powodu moich życzeń. Jak dla mnie to on by się chętnie zamienił. Ze mną oczywiście nie z tobą... Chociaż , cholera go wie.
- To prawda. Mam już go serdecznie dosyć. Ron ostatnio składa się z samych wad.
- Pomożesz mi? – zapytał nagle patrząc na nią uważnie.
- W czym? – starała się ukryć zdziwienie. Malfoy właśnie ją o coś prosił. Cud.
Uśmiechnął się niepewnie.
- Pomożesz mi zrobić notatki? Tylko z jednego rozdziału. Nie zdążę się z tym uporać sam, a jeszcze muszę napisać dla de Lincourt zaległe wypracowanie.
Hermiona nie miała w tej chwili nic do roboty, więc uznała, że czemu nie i kiwnęła głową na znak zgody.
Ależ on się ładnie potrafił uśmiechać.

- Co to za notatki? – spytała siadając obok niego z piórem i inkaustem pożyczonym od bibliotekarki
- Proszę. Chodzi mi o rozdział Magiczne zranienia psychiki i ich leczenie. Z góry dziękuję
- Nie trzeba. – Automatycznie zrobiło jej się go żal. – Przykro mi z powodu twojej mamy.
- Nie szkodzi. Tak naprawdę, czwartkowa scysja z de Lincourt wyszła mi na dobre. Czuję się teraz lepiej.
- I tak mi przykro.
- Daj spokój – żachnął się – zrób mi te notatki, a nie przepraszasz za coś co nie od ciebie zależy.
- Och, po prostu ci współczuję! – stwierdziła i ugryzła się w język. On tego na szczęście nie skomentował.
- Postawię ci piwo kremowe, albo wódkę. Jak wolisz.
- Za wódkę dziękuję. A piwa nie musisz mi stawiać. Uznaj to za koleżeńską przysługę.
- A od kiedy jesteś moją koleżanką? – Nie mógł sobie tej drwiny odpuścić, a gdy się zarumieniła znowu , zaśmiał się cicho i dodał: – Dobra już nic nie powiem.

Półtorej godziny później obydwoje skończyli pisać i Draco rozciągnął się z głośnym ziewnięciem, co spotkało się z reprymendą pani Pince.
- Powinien cię ktoś przelecieć, stara krowo – szepnął sam do siebie w odwecie. – Byłabyś bardziej ludzka.
- Malfoy! – warknęła oburzona Hermiona.
- No co, nie mam racji? Durna stara panna, która wywnętrza się na uczniach.
- To wyświadcz tą przysługę światu i ja przeleć – powiedziała chłodno.
Draco zachichotał.
- Wiesz, nie mam co robić Granger. Ale chyba poproszę kogoś, żeby to załatwił. Może Goyla?
- Rzeczywiście zabawne.
- Nie chcę, żebyś była zazdrosna... - uśmiechnął się zalotnie
- To jest jeszcze zabawniejsze.- Jej głos był lodowaty, podczas gdy w jej wnętrzu zapłonął dziwny ogień.
„Dlaczego on tak na mnie działa. Drań.”
- Skończyłaś? – gładko zmienił temat.
- Tak, jeszcze tylko coś sprawdzę - pochyliła się nad pergaminem.
Popatrzył na nią z zainteresowaniem. Położył dłoń na oparciu krzesła Hermiony i wsparł się łokciem o stół. Schylił głowę, tak, żeby zasłonić jej napisany tekst i zajrzał dziewczynie w oczy.
- Czemu mi nie powiedziałaś? – Zapytał ciekawie.
- Czego? – Popatrzyła na niego niepewnie. – Mógłbyś nie używać skrótów myślowych?
- Dlaczego nie powiedziałaś mi, że nie masz absolutnie żadnych doświadczeń seksualnych? – Cierpliwie spytał pełnym zdaniem.
Zarumieniła się i odwróciła wzrok.
- Skąd wiesz, że... – zaczęła dosyć agresywnie i spojrzała na niego wyzywająco.
- Mogłabyś nie kłamać w żywe oczy? – Przerwał jaj spokojnie. – Możesz mnie mieć za kretyna, ale nie pozwolę ci robić z siebie ślepego kretyna. Posiadam coś takiego jak dobry wzrok i wbrew opinii wielu, także coś takiego jak rozum.
- A czy to by coś cię obeszło? – Odpowiedziała mu pytaniem. - Co by to zmieniło? W ogóle byś mnie słuchał? – Mówiła cicho i była lekko zażenowana.
Draco popatrzył przez chwile na biurko pani Pince. Ku jego zadowoleniu bibliotekarka zasnęła.
- Akurat tego bym wysłuchał.
- Ach i po prostu powiedziałbyś mi, że mogę sobie iść, prawda? Jakoś w to wątpię. - Ton jej głosu był chłodny i niemal sarkastyczny.
- Aż tak szlachetny nie jestem – Draco przysunął się bliżej do Hermiony i teraz mówił je prosto do ucha, niemal szepcząc. - Powiedzmy, że byłbym bardziej wyrozumiały, taktowny i delikatny.
Hermiona poczuła się trochę niepewnie. Denerwowała ją jego bliskość, ale słowa młodego mężczyzny, bardzo ją zdziwiły. Bo mimo faktu, że rzeczywiście, wyrozumiały raczej nie był, nie zgrzeszył ani brakiem taktu, ani delikatności
- Powinnaś mi była powiedzieć - dodał łagodnie. Jego oczy były teraz ciepłe i znikły z nich prawie cały chłód i rezerwa
- Posłuchaj – powiedziała, lekko poirytowana. – Szczerze powiedziawszy, moim jedynym marzeniem było stamtąd uciec. O ile w ogóle pamiętasz to byłam raczej przestraszona, a nie ufnie nastawiona na zwierzenia, nie sądzisz?- zaskoczyła ją własna szczerość i szybko umilkła.
- Okey, masz trochę racji, ale i tak uważam, że powinnaś mi jak to ujęłaś się zwierzyć. To tylko moje osobiste, skromne zdanie. - Popatrzyła na niego z wyrzutem – Doba, już nic na ten temat nie powiem.
Hermiona poczuła się dziwnie. W ogóle nie przyszło jej do głowy że ktoś mógłby być bardziej delikatny, niż był Draco, zwłaszcza on. Miała mętlik w głowie.
- Dziękuję za notatki. - Powiedział grzecznie blondas
- Nie ma za co.
-Lepiej tak nie mów, bo będę częściej cię prosił o pomoc, aż się przyzwyczaję – zażartował .
- A temu swojemu Ronaldowi Weasleyowi, możesz powiedzieć – dodał po chwili - że jak będzie ci dokuczał, to mu po prostu zajebię.
– Po pierwsze to on nie jest mój. - Obruszyła się Hermiona. - Po drugie, się wyrażaj, a po trzecie, tylko mi tym zaszkodzisz
-To wleję mu jeszcze raz i trzeci, i czwarty, aż zrozumie – odrzekł Draco spokojnie.
- Lepiej się nie wtrącaj. Tym razem to ja ci dobrze radzę. Ron się zmienił na gorsze i nie jestem w stanie przewidzieć jak się zachowa. Nie podoba mi się jego postępowanie ani wobec Pansy, ani wobec Lilien, ani wobec Harry'ego, ani wobec mnie. W ogóle nie podoba mi się to, co ostatnio robi i mówi.
- Dobrze. Tylko nie wymagaj ode mnie, że będę spokojnie patrzyła na coś takiego. Jeżeli przy mnie wyrazi się wobec ciebie niestosownie, to po prostu bez większych wstępów dam mu w zęby czy się na to zgadzasz, czy nie. Rozumiesz?
- Aż za dobrze. – Hermiona była bardzo zdziwiona tym co powiedział, ale nie dała tego po sobie poznać. - I nie chce o tym więcej rozmawiać.
- Wedle życzenia - Draco bez sarkazmu i ironii, nie byłby sobą.
Na tych słowach, skończyła się ta, jakże miła, rozmowa.

******
Harry i Hermiona siedzieli w Trzech Miotłach. Do Hogsmeade poszli we dwoje. Ku radości Hermiony, Ron wybrał się ze swoją dziewczyną Luną. Harry też nie był nieszczęśliwy z tego powodu. Miał dosyć docinek na temat siebie i Lilien.
Ron wprost chorobliwie nie cierpiał tej dziewczyny i nawet Luna Lovegood nie potrafiła mu przemówić do rozumu.
- Możemy się dosiąść? – usłyszeli wesoły damski głos.
Lilien szczerzyła się radośnie z kuflem grzanego piwa z goździkami i miodem w ręku.
- Proszę siadaj – zarumieniony Harry szybko się przesunął robiąc jej miejsce, a Hermiona, która siedziała naprzeciwko niego stłumiła uśmiech. Byli ubrani dosyć swobodnie. Hermiona miała na sobie czarne sztruksy i zielony sweter, Harry był ubrany na czarno, a Lilien miała czarne spodnie i krótką, czerwoną bluzkę pod czarną, skórzaną kurtką.
- No, ale może przeszkadzam Hermionie?- Czarnooka figlarnie się uśmiechnęła.
- No co ty?! – Spytała oburzona. dziewczyna.
Snape "walnęła się" obok Harry’ego. Wstała i dała buziaka Hermionie na „cześć’ a potem zrobiła to samo z Harrym, który się elegancko zaróżowił.
- Cześć skarbie –zimny, wyrachowany i rozbawiony głos Dracona, był skierowany do Hermiony. Postawił lodowate piwo na stole i usadził swój zgrabny tyłek opięty dość mocno białymi spodniami. bardzo blisko tyłka panny Granger, nie fatygując się wcale pytaniem o pozwolenie.
- Chciałam zauważyć, że na tej ławie jest dużo miejsca i nie musisz siadać prawie na mnie – Był jak zwykle ciepł,y ładnie pachniał i wcale jej nie przeszkadzało, że tak blisko usiadł, tylko musiała zachować pozory.
- Aaa? Chcesz, żebym usiadł jeszcze bliżej? - Mówił nienaturalnie głośno i zaglądał jej głęboko w oczy. - Sorry mam problemy ze słuchem.
Następnie usiadł Hermionie na kolanach, czym wywołał niekontrolowany rechot Lilien i szeroki uśmiech gryfona
„Świetnie” – pomyślała Granger czując na kolanach rozkoszny i zniewalająco pachnący ciężar.
- Przestań mnie rozśmieszać – powiedziała czarnowłosa dziewczyna.
- Całą drogę udawał niedosłyszącego, lub niewidomego – wyjaśniła Harry’emu i Hermionie z szerokim uśmiechem. – Ale mi obciachu narobił.
- Złaź ze mnie – powiedziała gryfonka.
- Kiedy mi tu dobrze – odrzekł bezczelnie.
- Ale mi nie. Jesteś ciężki i masz kościstą dupę! – Skłamała. Jego ciężar wcale jej nie przeszkadzał, a tyłek miał jędrny a nie kościsty.
Draco usiadł obok, lekko się odsuwając i robiąc minę zbitego i smutnego psa.
Harry zarechotał, a Lilien odezwała się z udawanym żalem i współczuciem
- Zobacz co mu zrobiłaś, łamiesz mu serce. Jak możesz?
- On nie ma serca - chłodno odrzekła gryfonka
Draco opatrzył na nią bykiem, a kiedy spojrzała na niego, widowiskowo wywalił jęzor, wywołując nową falę śmiechu Harry’ego i Lilien. Nawet Hermiona się uśmiechnęła.
- Jesteś niemożliwy – Ślizgonka wywróciła oczami – ale weź się i spoważniej chociaż na minutę, bo nie mam już siły rechotać.
- Dobra, dobra – Draco wyciągnął paierosy i poczęstował wszystkich. Hermiona też zapaliła. Piła drinka, a przy alkoholu, zawsze jej się trochę chciało palić. Do tej chwili opalała Pottera.

- O, twoja miłość, Granger! – Stwierdził nagle Draco, patrząc na gryfonkę. Hermiona się odwróciła. Do knajpy weszli Ron i Luna.
- Kurwa! – Powiedziała na głos, z irytacją uświadamiając sobie, że przez to wszystko zaczęła przeklinać.
- Olej Hermiona – powiedział Harry. – Jak olejesz da ci spokój
- Akurat, sam w to nie wierzysz! – Dziewczyna wyglądała na podłamaną.
- Chyba schowam się pod stół – dodała z desperacją.
- Nie ma sprawy – powiedział poważnym, uroczystym tonem Draco. - Cała przyjemność po mojej stronie.
Lilien o mało nie spadła z ławki od rechotu, a Harry puścił Hermionie oko i się szelmowsko uśmiechnął, co jego przyjaciółka skwitowała krótkim
- Debil.
- Dlaczego ciebie ciągle trzymają się takie durne aluzje? – Zwróciła się ze złością i zażenowaniem do Malfoya .
- A dlaczego nie? – Odpowiedział zaczepnie.
- Z tobą nie ma sensu dyskutować. - Złość.
- To po co to robisz?- Stoicki Spokój.
- Czemu się ze mną droczysz?!- Irytacja i Wściekłoś.
- Bo się zabawnie wkurzasz i ładnie rumienisz. Wystarczający powód? –Sardoniczny Uśmiech.
Lilien i Harry mieli niezły ubaw z reakcji Hermiony.
- Dobrze się bawicie? – Spytał zimno Ron przechodząc obok ich stolika.
- Doskonale – odpowiedziała ze złością Hermiona
- Właśnie widzę. Kiedy przenosisz się do Slytherinu?
- Odwal się, Ron.
- Oczywiście, ty się już ze mną nie chcesz zadawać.
- Ja z tobą? Odnoszę wrażenie, że jest odwrotnie.
- Czyżby?
- Odwal się od niej Weasley, okey? – Wtrącił się Malfoy. - Dobrze ci radzę.
- Ron – cicho powieszała Luna - dlaczego ciągle dokuczasz Hermionie? Chociaż przy mnie się hamuj. Zachowujesz się okropnie.
Lovegood popatrzyła przepraszająco na ludzi przy stole. Ron jednak nie zamierzał spasować.
- Słuchaj Malfoy, nie wtrącaj się.
- Słuchaj Weasley, odpierdol się – elegancko odpowiedział Draco, który zaczynał być na Rona zły. W końcu rudzielec zawsze go irytował i działał mu na nerwy.
- Przestańcie obydwaj w tej chwili! – Powiedziała wściekle Lilien, czego Draco postanowił posłuchać, przynajmniej na razie, ale Ron absolutnie nie.
- Nie będziesz mi rozkazywała, Snape. Jesteś podstępną suką...
- RON! – Wrzasnęły naraz Hermiona i Luna.
- Jeszcze jedno słowo, Weasley a pożałujesz, że się urodziłeś – Malfoy był wściekły.
- Przymknij się Malfoy. Już niżej nie mogłaś upaść? – Zapytał z drwiną Hermionę.
- Nie odzywaj się do mnie takim tonem, Ron. I to nie ja upadłam, ale ty. Odbija ci – Hermiona była nieźle wkurzona. – Stajesz się powoli zwykłym rasistą. Gówno cię obchodzi co robię, gdzie i z kim. Mam dosyć tego, że patrzysz mi na ręce i cały czas mi docinasz. Odwal się ode mnie.
- Masz racje, nie będę ci już zwracać uwagi , bo to nie ma sensu – Ron był w stanie istnej furii. – Jak chcesz możesz sobie być dalej ślizgońską dziwką, mało mnie to obchodzi!
Harry'ego wmurowało. Luna spojrzała na Weasleya, jakby go widziała po raz pierwszy w życiu. Hermiona odwróciła głowę. W oczach miała łzy. Lilien zacisnęła pięści i wstała z zamiarem strzelenia Rona w twarz, ale Draco był zarówno szybszy jak i skuteczniejszy od niej. Walną rudego chłopaka tak mocno, że z rozciętej szczęki pociekła krew. I kiedy Weasley zamierzył się, żeby mu oddać, Luna powiedział zimno:
- Jeżeli to zrobisz to ja uderzę ciebie Ron. - Miała w oczach łzy, chociaż nie tak obfite jak Hermiona, która teraz prawie płakała.
- Powinieneś się wstydzić – Harry wstał. – Odejdź stąd, bo ja też ci za chwilę przyłożę.
Ron był wściekły. Popatrzył z nienawiścią na Lunę.
- Już nie jesteśmy razem!
- Oczywiście, że nie - odpowiedziała chłodno dziewczyna, chociaż w jej głosie krył się ból. – Nie po tym co powiedziałeś do Hermiony. I dopóki jej nie przeprosisz i się nie zmienisz, ja na pewno do ciebie nie wrócę.
- Bardzo dobrze – dopowiedział Ron i wściekły wyszedł z "Trzech Mioteł".
- No i świetnie! – Powiedziała zła i rozżalona Lilien, patrząc ze współczuciem na Hermionę, która z marnym skutkiem próbowała powstrzymać płynące łzy. Draco był w bardzo zły i zaciągał się dymem tak mocno jak na smoka przystało.
- Nie płacz Herm, nie warto - łagodnie powiedział Harry i dostał odpowiedź w postaci silniejszego szlochu dziewczyny
- Przepraszam za niego – Luna usiadła z brzegu obok Lilien. – I sorry Lilien za tą sukę.
- Już się przyzwyczaiłam – Snape machnęła ręką. - Nie rozumiem tylko jak mógł do własnej przyjaciółki powiedzieć, że jest dziwką – dla mnie to niepojęte. Draco nigdy w życiu by tak mnie nie nazwał, choćbym nie wiem co zrobiła. Wiem o tym. A on? Idiota.
- Nie przepraszaj za tego palanta, Lovegood. Chuj z nim. - Rzeczowo wyraził swoje zdanie na temat Weasleya, młody Malfoy.
- Draco , proszę cię. – Lilien była zdegustowana.
- Oj, pierdolić go – dodał Harry.
- Następny kulturalny – skwitowała Luna. - Ale macie racje, chuj mu w dupę... Ulżyło mi.
Lilien pokiwała głową z dezaprobatą i rzekła.
- Niech go piorun zabłąkany pierdolnie po drodze.
- Amen – z nabożną czcią powiedział Malfoy i zgasił papierosa. Zapadła cisza i było słychać tylko pochlipywania Hermiony.
- Nie płacz – Draco popatrzył na nią niepewnie. Miał ochotę ją objąć, ale krępował się przy innych. Na szczęście wyręczył go Harry, który niemal położył się na stole, żeby przytulić przyjaciółkę, co ta przyjęła z wdzięcznością.
- Kocham cię, Harry – pisnęła.
- Ja ciebie też, Herm.
- Co za wyznanie – Luna popatrzyła na nich z czułością a Draco wywrócił teatralnie oczami.
- Przepraszam, że przeze mnie zerwaliście. - Chlipnęła gryfonka.
- To od dwóch tygodni już się sypało Hermiono. Nie jesteś niczemu winna. Ron się zmienił na gorsze, nie ty. Nie daj sobie nic takiego wmówić. Jesteś jak zawsze, wspaniałą dziewczyną i tyle! A nim się nie przejmuj. Szkoda nerwów.
- Dziękuję – Granger popatrzyła na wszystkich, jakby chciała przeprosić za to, że płacze.
Czuła się jak szmata i było jaj przykro, ale świadomość, że wszyscy, siedzący przy stole, są po jej stronie dodawało jej otuchy.
Hermiona trochę się uspokoiła, ale reszta pobytu w Trzech Miotłach, upłynęła w nienaturalnej ciszy i spokoju.

******
Sobota to był szczęśliwy dzień Lilien Snape. Zepsuł go tylko na trochę, incydent w trzech miotłach.
Jej ojciec odwalał jakąś misję dla Dumbledore’a, a potem wybierał się do Azkabanu odwiedzić starego przyjaciela, Lucjusza. Miał wrócić, dopiero około czwartej – piątej rano i co najważniejsza, zostawił jej w związku z tym klucze do swoich prywatnych kwater, proponując, że może spać tej nocy u niego. Próbowała nie skakać z radości, gdy brała te klucze do ręki. Czuła się trochę nie fair, zdając sobie sprawę do czego ma zamiar wykorzystać sypialnię ojca. Ale tylko trochę. Gdy powiedziała o tym po obiedzie Draconowi, ten rechotał jak opętany i gratulował jej zabójczego pomysłu.
- Jesteś perfidną, wyrafinowaną kobietą, Lilien. – Powiedział uśmiechając się lubieżnie.
- Taką samą kobieta, jak ty mężczyzną – odparowała.
- Nie, nie. Ja jestem gorszy Lil. – Kwaśno się uśmiechnął.
- Wiem o tym, Draco, wiem... Ale nie jesteś nawet w połowie taki jak mówią to wszem i wobec plotki o tobie. Dostałeś ostatnio jakieś listy z erotycznymi propozycjami?- Zapytała zalotnie.
„Nie jestem, ale niedługo stanę się taki wobec Granger. Mam jeszcze dwa życzenia i poza seksem jakoś nic mi do głowy nie przychodzi. A im bardziej staram się przeczekać te napady, tym gorsze życzenia moja chora wyobraźnia mi podsuwa”- pomyślał.
- Tak, a ty, Lil? – Nie pozostał dłużny przyjaciółce.
- Mnóstwo...
- My, pożądani i kochani, musimy trzymać się razem, bo zwariujemy. Niektóre dziewczyny są tak bezpruderyjne, żeby nie powiedzieć wulgarne, że aż się rumienię, uwierz.
- Wierzę, pomyśl jacy są faceci i co mi najczęściej proponują. Mam już dosyć. Jak się kiedyś wkurzę to poszukam adresata i mu wleję tak, że zapomni jak się nazywa.
- Kiedy zamierzasz powiedzieć Potterowi swoją Wesołą Nowinę?
- Wieczorem. Postawię go przed faktem dokonanym – uniosła wysoko brew i rozkosznie się uśmiechnęła.
- Zaczynam mu zazdrościć.
- Zbereźnik.
- Jak cię skrzywdzi w jakikolwiek sposób, to go załatwię.
- Prędzej ja skrzywdzę jego, jak się do niego dobiorę.
Draco się roześmiał.
- Powodzenia – rzucił jeszcze Lilien, która szła do biblioteki.
- Nie dziękuję, nie chcę zapeszyć – odpowiedziała i wyszła z dormitorium przyjaciela.

******
- Przyszłam po Pottera, dawać moi go!
- Lilien, jest dwudziesta druga, Harry poszedł do dormitorium. Wrócił właśnie spod prysznica i jest w pidżamie. – Hermiona nie potrafiła ukryć zdziwienia.
- A , to dobrze, że się umył. Ja też już się wykąpałam. Niech kto poleci po niego, każe mu zakładać szlafrok, czy co tam ma i przyjść tutaj. Zabieram go na małą pogawędkę. – Lilien uśmiechnęła się szeroko.
Hermiona mimo szczerego zdziwienia wstała i poszła po Harry'ego, który przybiegł w podskokach, pytając o co chodzi i zakładając w biegu szatę na swoje szczupłe ciało.
- Chodź, chcę z tobą poważnie pogadać...
- Już idę. Co to za pora na gadkę?
- Oj chodź, nie bądź taki wścibski. Dobranoc – rzuciła wszystkim i obydwoje znikli za portretem Grubej Damy.

Harry zdziwił się niemiłosiernie, gdy skręcili w przeciwnym kierunku niż do Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
- Gdzie idziemy? – Spytał zaciekawiony.
- Do prywatnych kwater mojego ojca – Harry przyjrzał się jej uważnie. Miała na sobie zwykłe dopasowane czarne dżinsy i granatową koszulową bluzkę. Szybko wytłumaczyła mu, że Severusa Snape’a nie ma w Zamku.
- Chcę z tobą porozmawiać w spokoju, Harry. A tam będziemy mieli zupełną ciszę.
- A o czym chcesz rozmawiać?
- O tobie, o mnie, o nas... – Powiedziała to trochę niepewnie. W końcu nie wiedziała jak zareaguje.
- Aha – zarumienił się. – To znaczy, że będziesz mnie o wszystko wypytywać?
- Tylko o to, co sam zechcesz mi powiedzieć. – Uśmiechnęła się do niego uspakajająco. – Nie zamierzam robić z tobą szczegółowego wywiadu.
- Rozumiem.
- Możesz mnie zapytać o cokolwiek. Nie chcę mieć przed tobą żadnych większych tajemnic. Ty - to co innego. Miałeś dosyć porąbaną przeszłość i zrozumiem, jeżeli nie zechcesz o czymś mówić.
Harry zarumienił się jak buraczek w porze wykopków.

Lilien wyciągnęła dwa duże kieliszki do czerwonego wina, butelkę tegoż i postawiła wszystko na okrągłym stoliku. Następnie otworzyła trunek w tradycyjny, mugolski sposób – korkociągiem, czym nieco zdziwiła Harry’ego.
- Nigdy nie otwierałeś w ten sposób wina?- Spytała zaskoczonego chłopaka.
- Setki razy.
- Więc czemu się dziwisz? Ja też mieszkałam z mugolską ciotką. Co prawda rzadko piła wino, częściej uprzykrzała mi życie, wyzywając mnie od wiedźm i córek szatana, i każąc wykonywać wszystkie możliwe prace w domu, oraz tłukąc mnie od czasu do czasu, ale zdążyłam nauczyć się kilku pożytecznych rzeczy... – Uśmiechnęła się przepraszająco. – Sorry, nie chciałam, żeby to zabrzmiało jak użalanie się nad sobą.
- Nie szkodzi. Rozumiem cię i przykro mi z powodu twojej ciotki. Moi mugole traktują mnie w każde wakacje strasznie. Często dostaję w kość. Poza tym potrafię chyba wykonać każdą pożyteczną pracę w domu.
Lilien rozlała pierwszą porcję wina.
- W takim razie napijmy się za nasze praktyczne umiejętności – powiedziała.
- Twój ojciec nie zauważy braku butelki?- Zapytał zaniepokojony.
- Sam dużo pije, poza tym ma tego sporo i ciągle uzupełnia. Nie zdziwiłby się gdybym mu oznajmiła, że sama wypiłam litr wina. Mamy obydwoje mocne głowy, Harry i lubimy alkohol, zwłaszcza wino. Często razem pijemy wieczorem i rozmawiamy.
- No, nieźle. To z nim da się tak normalnie porozmawiać? – Zapytał zdziwiony.
- Owszem.
- Dlaczego chcesz ze mną pogadać ? Dlaczego tu i teraz? – Odważył się zapytać.
- Cóż – myślała, że przyjdzie jej to łatwiej, ale się myliła. – Bardzo mi się podobasz i chyba ja tobie też... I nie wiadomo, kiedy powtórzy się taka okazja, jak dziś, więc.. Czy ja jestem zbyt natarczywa?
Ku jej uldze Harry uśmiechnął się promiennie.
- Ktoś musi być natarczywy. Ponieważ to ja jestem ciapowaty i nieśmiały, ty się wzięłaś za mnie.
Jej ujmujący, bezpretensjonalny sposób bycia spowodował, że czuł się przy niej coraz swobodniej.
Lilien zaśmiała się szczerze.
- No. Chyba trafiłeś w sedno. Jest coś, co chcesz o mnie wiedzieć, zanim cię uwiodę? – Poczuła się dziwnie z aż tak szczerą wypowiedzią na ustach.
- Słucham?! – Chłopak uniósł wysoko brwi.
- No, sorry Harry. Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale ty mi się tak bardzo podobasz. – Zawahała się na chwilę. – Słuchaj ja po prostu nigdy nie czułam się tak przy żadnym chłopaku, jak przy tobie. Przepraszam, plotę głupoty... – Nagle poczuła się zażenowana swoją szczerością, a Harry ku swojemu zaskoczeniu w ogóle się nie zawstydził. Poczuł się cudownie.
- Wcale nie pleciesz bzdur. Wiem, bo ja czuję zupełnie to samo w stosunku do ciebie. Lilien. – Nalał kolejną porcję wina.
Dziewczyna była mu wdzięczna za te słowa.
- Chcę wiedzieć jedną rzecz i zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała o tym mówić, lub po prostu nie będziesz znała odpowiedzi na to pytanie – Popatrzyła na niego z zainteresowaniem. – Chodzi o twoje imię... - teraz HArry się zarumienił.
- Tak, dostałam je po twojej mamie. - Powiedziała szybko. - Na drugie mam Sara, tak jak moja mama. Z tego co mi mówił ojciec, rodzice bardzo się kochali – Harry poczuł się dziwnie, myśląc o Snape’ie, który kogoś kocha, no ale przecież kochał także własną córkę. Lilien nie raz dawała to ludziom do zrozumienia.
- Ale dlaczego? – Nalegał.
- Mój tato i twoja mama przyjaźnili się trochę na szóstym roku... – Nie chciała mówić mu, że Lilien Evans lubiła poznawać tajniki Czarnej Magii. Powie mu za jakiś czas jak chłopak przetrawi w ogóle fakt, że jego matka mogła kolegować się z kimś, kto tak go nie cierpi. – To była specyficzna, raczej chłodna przyjaźń, ale ojciec wspomina ją miło. To dlatego. Więcej nie chciał powiedzieć.
Harry popatrzył ze zrozumieniem i ledwie dostrzegalny smutkiem na dziewczynę. Drugi powód aż za dobrze znał.
Zdziwiła się że przyjął to tak spokojnie, ale nie pytała o przyczyny. Czuła że nie powinna. Jeszcze nie teraz.
- A ty co chcesz wiedzieć o mnie? - Zapytał
- Tylko dwie rzeczy. - Wyjęła papierosy z tylnej kieszeni spodni i obydwoje zapalili. - Po pierwsze, ale proszę , nie obraź się... Dlaczego tak nie cierpisz mówić o swoim ojcu? Dlaczego tak go nie trawisz?
- Wiesz... to skomplikowane – Harry się zachmurzył. To nie było skomplikowane, tylko nie umiał o tym mówić.
„Jestem kłamcą” – pomyślał i postanowił podać jej chociaż część prawdy.
- Dowiedziałem się, że gdy mój ojciec chodził do szkoły – powiedział po dłuższej chwili milczenia - był raczej niemiły dla innych, arogancki i zadzierał nosa. No i uwielbiał popisywać się przed dziewczynami. Nie jestem zbyt dumy gdy o tym pomyślę.
Czuła, że chłopak nie mówi do końca całej prawdy, ale nie naciskała. Zauważyła jaką trudność sprawiło mu powiedzenie chociaż tego.
- Rozumiem Harry – nic więcej nie musisz mówić.
- A ta druga rzecz? - zapytał wdzięczny, że nie drąży tematu.
- Chcę wiedzieć – dziewczyna zarumieniła się nagle i zgasiła peta w popielniczce o kształcie zwiniętego węża - co pomyślisz o mnie, jeżeli powiem ci, że... – Cholera to było piekielnie trudne. Zacisnęła na chwilę powieki i wzięła głębszy oddech – Że pragnę cię i chcę się z tobą kochać. – Koniec. Kości zostały rzucone.
„Rany, teraz pomyśli, że jestem łatwa. Super”.
Harry poczuł jak jego żołądek wiąże się w supeł, a serce szaleńczo uderza o ściany klatki piersiowej, jakby chciało wyrwać się na wolność W pierwszym odruchu, chciał się na nią po prostu rzucić, ale pohamował się.
„Skąd we mnie takie dzikie instynkty?” – Pomyślał zdziwiony. Po krótkiej chwili dotarł do niego w pełni sens jej słów i zrozumiał, że skoro mu to mówi, musi mu ufać. Poczuł się szczęśliwy.
- Ja też cię pragnę – usłyszał ze zdziwieniem własny, opanowany głos.
Popatrzyła na niego.
- I uważam, że to cudownie, że czujesz do mnie to samo, co ja do ciebie – Dodał cicho..
Lilien uśmiechnęła się nieśmiało, a on odwzajemnił się jej tym samym.
Nagle przypomniał sobie wczorajszą rozmowę z Malfoyem i poczuł zarówno ulgę, że w ogóle do niej doszło, jak i lekkie zażenowanie
Dziewczyna wstała, podeszła do niego, pochyliła się i delikatnie pocałowała go w usta.
„Raz kozie wio” –pomyślał.
Chłopak wstał i pocałował ją trochę mocniej, a Lilien odpowiedziała mu takim samym zaangażowaniem. Dziewczyna odsunęła się nagle, zdjęła chłopakowi okulary i odłożyła na stolik. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy a potem pocałowali się ponownie. Harry przesunął swoim językiem po jej podniebieniu i przytulił ją mocniej do siebie, a Lilien wspięła się na palce, żeby jeszcze silniej odwzajemnić jego pocałunek. Powoli mijało w nich zawstydzenie a jego miejsce zajmowało rosnące pragnienie czegoś więcej.
Chłopak wsunął dłonie pod bluzkę dziewczyny i pieścił jej nagie plecy, a ona zaczęła rozpinać jego szatę. Uwielbiała ten dotyk. Cicho jęknęła, gdy wsunął dłoń za jej spodnie, gładząc palcami pośladki. Ściągnęła z niego czarne okrycie i przywarła do niego mocniej. Z westchnieniem rosnącej rozkoszy oderwała usta od jego warg i pociągnęła jego głowę w dół.. Harry zaczął namiętnie całować jej szyję, a ona cichutko pojękiwał, zdziwiona, że tak silnie reaguje na jego pocałunki i pieszczoty.
-Poczekaj – szepnęła nagle odsuwając się od niego z niechęcią i podnosząc jego szatę z podłogi. – Przecież nie zrobimy tego na tym cholernym okrągłym stoliku.
Zamruczał z dezaprobatą, ale posłusznie wziął ze stołu swoje okulary i poszedł za nią. Do sypialni prowadziły nie tylko drzwi zewnętrzne, ale także wewnętrzne, które nie były zamykane na klucz.
Kiedy tylko weszli do przytulnego pomieszczenia z ogromnym łóżkiem zaczęli całować się ponownie. Harry ssał delikatnie wargi dziewczyny, najpierw dolną, później górną a Lilien odwzajemniała mu się tym samym.
Chłopak zerwał gwałtownie spinkę z jej włosów na co zareagowała cichym okrzykiem.
- Przepraszam - wyszeptał.
- To nic – westchnęła i w rewanżu pchnęła go z całej siły na łóżko.
Harry zaśmiał się.
- Jesteś silna.
- Wiem – odpowiedziała zalotnie unosząc brew i pochylając się aby go pocałować.
- Ale ja jestem silniejszy...
Nawet nie wiedziała kiedy leżała pod nim, a on całował jej policzki, uszy i szyję.
Objęła udami jego biodra i jęknęła z rozkoszy, czując jak bardzo jest podniecony.
Harry odsunął się trochę od niej i zaczął rozpinać jej bluzkę, w czym mu ochoczo pomagała, a kiedy już ją ściągnęła, entuzjastycznie zabrała się za guziki od pidżamy Harry'ego.
- To trochę perwersyjne, że robimy to akurat tutaj – zauważył z przekornym uśmiechem zielonooki brunet, rzucając górę od zielonej pidżamy na podłogę.
- Ale absolutnie bezpieczne – dziewczyna uśmiechnęła się szelmowsko. - Chociaż będziesz musiał stąd spadać przed czwartą.
- Przeżyję.
Szybko rozebrali się do końca, czując przy tym lekkie zażenowanie.
Popatrzyli na swoje nagie ciała i każde z nich odwróciło z zawstydzeniem wzrok, ale tyko na chwilę.
Harry zaczął delikatnie pieścić ramiona dziewczyny. Lilien popatrzyła mu w oczy. Uwielbiała ich kolor. Teraz lekko pociemniały z podniecenia i pożądania, i spoglądała w nie z nieskrywaną fascynacją. Pocałował ją a ona odwzajemniła jego delikatny pocałunek. Położył ją na łóżku i dziewczyna objęła jego szyję. Wsunęła dłonie w miękkie i gęste włosy chłopaka.
Obydwoje lekko się denerwowali i starali się zachowywać jak najtaktowniej i najdelikatniej a wszystko co robił Harry, robił pod dyktando swojego instynktu i co tu dużo ukrywać, dobrych rad Malfoya.
Pochylił się nad nią opierając łokcie na pościeli. Muskał wargami jej policzki, szyję, zagłębienie między dużymi, pięknie zaokrąglonymi piersiami.
Zaczął ssać delikatnie jeden z niedużych, różowych sutków, na co zareagowała głuchym jękiem. Zsunęła dłonie na jego klatkę piersiową a później przesunęła je w górę, zaciskając palce na ramionach Harry'ego.
Chłopak całował brzuch Lilien i coraz bardziej podobało mu się obdarzanie jej pieszczotami. Podniósł głowę i spojrzał na jej twarz. Miała przymknięte powieki i leciutko rozchylone usta.
Harry delikatnie musnął dłonią wnętrze jej uda, na co dziewczyna zareagowała głośnym westchnieniem i wyszeptała jego imię.
Chłopak całował jej pępek delektując się subtelnym smakiem i zapachem skóry młodej, podnieconej kobiety, później zaczął pieścić językiem jej uda i łydki. Dziewczyna uniosła się na łokciach.
- Harry – powiedziała cicho.
- Co się stało, coś nie tak?
- Nie, jesteś cudowny – popatrzyła mu w oczy – tylko... ja też chcę cię pieścić i całować.
Harry pokręcił głową .
- Nie ma mowy, kochanie - uśmiechnął się przy tym się przekornie.
- To nie fair – Lilien prawie warknęła.
- To jest bardzo fair. W końcu to ty jesteś kobietą.
- Proszę..
- Nie i koniec.
- Gbur.
- Niegrzeczna dziewczynka.
Lilien się żachnęła oburzona, ale Harry naprawdę był dużo silniejszy. Przytrzymał jej ręce i pocałował jędrny brzuch, a dziewczyna znowu jęknęła i zamknęła z rozkoszy oczy. Chłopak trzymał jej dłonie w żelaznym uścisku i nie mogła absolutnie nic na to poradzić, jedynie pokornie przyjmować jego pieszczoty.
Harry pocałował jej wilgotną z podniecenia kobiecość i Lilien krzyknęła głośno wyginając ciało w łuk. Chłopak wsunął w nią język, poznając jej subtelny, a zarazem silny, zmysłowy smak. Jego pieszczota została nagrodzone głośnymi jękami.
Lilien jednak nie lubiła być osobą bierną.
- Harry, ja nie wytrzymam dłużej! – Brunet podniósł z irytacją rozczochraną głowę. - Też chcę cię całować. Proszę. – Ale mimo prośby w tonie głosu, popatrzyła na niego niemal wyzywająco.
W odpowiedzi ścisnął jedynie mocniej dłonie dziewczyny i ponownie zaczął pieścić ustami i językiem jej łono. Krzyknęła głośniej i cicho zaszlochała z rozkoszy.
- Weź mnie, proszę. Chcę się z tobą kochać, błagam!
O to akurat Harry nie dał się długo prosić. Był bardzo podniecony, a sądząc po reakcjach Lilien, ona już też ledwie zachowywała zdrowy rozsądek. Puścił jej dłonie pozwalając dziewczynie objąć się i pieścić swoje plecy. Uniósł się na rękach i wszedł w nią silnym pchnięciem bioder. Dziewczyna krzyknęła z bólu i z rozkoszy a Harry leciutko się skrzywił. Jego też zabolało, czego, mimo uprzedzenia Malfoya, właściwie się nie spodziewał, ale z drugiej strony ucieszyło go, że nie tylko ona cierpi.
Chociaż Lilien spodziewała się większego bólu, to i tak taka zmiana odczuć była trochę przykra. Jednak nie obeszło jej to zbytnio i ścisnęła lekko udami biodra swojego kochanka, który teraz poruszał się w niej bardzo powoli. Popatrzyli sobie w oczy.
- Bardzo cie boli? – Spytał z troską Harry
Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Tylko trochę.
- Pociesz się, że mnie też – szepnął jej do ucha i się do niej uśmiechnął. Popatrzyła na niego zdziwiona..
To prawda, że czuł lekki ból, ale on szybko minął i Harry całkowicie zatracił w swym pożądaniu.
Lilien nie cierpiała zbytnio, ale nie odczuwała też tak silnej rozkoszy jak jej chłopak.
Harry wsunął dłonie we włosy dziewczyny i wtulił twarz w jej szyję. Jego ruchy były teraz szybkie i gwałtowne a oddech płytki i urywany.
Jęczał głośno a ona tuliła go mocno do siebie, uspakajająco szepcząc jego imię i gładząc gęste, czarne włosy chłopaka.
Czuła się szczęśliwa, że jest mu z nią tak dobrze i kiedy krzyczał momencie szczytowania, Lilien uśmiechała się do siebie niemal triumfalnie.
Harry opadł bez sił na ciało dziewczyny, a ona na chwilę straciła oddech pod jego ciężarem. Nie przeszkadzało jej to jednak. Pogłaskała go po wilgotnym od łez policzku i przytuliła mocniej.
- Jesteś kochany – szepnęła.
- Przepraszam, że ci sprawiłem ból.
- Nic się nie stało , Harry. – Odpowiedziała i uśmiechnęła się do niego rozbrajająco.
- Nie jestem już dziewicą – dodała a jej uśmiech stał się jeszcze szerszy i Harry też się do niej wyszczerzył..
- Cieszy cię to? – Spytał..
- Nie sam fakt utraty cnoty, ale to, że to właśnie TY zabrałeś mi niewinność i że było ci ze mną dobrze.
Harry się zarumienił i delikatnie odsunął się od dziewczyny, uwalniając ją od swojego ciężaru. Ale zaraz objął mocno swoją kochankę i czule przytulił.
Lilien zamruczała cichutko i wtuliła się w ciało młodego mężczyzny.
Leżeli kilka chwil w zupełnej ciszy, a Harry z czułością gładził jej miękkie włosy.
- Obrazisz się jak zapalę? – zapytał nagle.
- Ależ skąd? Ja też chcę.
Palili w milczeniu. Wcale nie odczuwali potrzeby rozmowy, wystarczyła im bliskość tej drugiej osoby i cicha akceptacja. Potem zasnęli mocno przytuleni i tylko Lilien nastawiła na na wpół do czwartej, aby Harry mógł zwiać przed powrotem Smoka do jaskini. Nawet wolwolała nie myśleć co by się było, gdyby..

Ten post był edytowany przez Kitiara: 14.12.2004 06:17


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
karolka
post 13.12.2004 19:15
Post #22 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 87
Dołączył: 11.02.2004
Skąd: szczecin

Płeć: Kobieta



fajne......................świetne..................piękne................. ........cudowne
co tu dużo mówić??? blush.gif


--------------------
Jeśli czsem Polka Panu Bogu się uda, to już mówiąc po prostu, klękajcie narody!"
Henryk Sienkiewicz


WEJDŹ KONIECZNIE ! ! !

user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Aluminiowa_Dziewica
post 14.12.2004 00:18
Post #23 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 9
Dołączył: 13.12.2004
Skąd: Nowa Rura koło Biłgorurowa




Do treści siędziś nie będe czepiać, to innym razem.
Dziś poczepiam się do błędów i ogólnego wyglądu, więc są literówki, czasem przecinek jest w środku słowa. Może prześlij błędy komuś kto by je mógł poprawić? Bardzo mi przeszkadzało nadmiar znaków zapytania, znak zapytania na początku słowa i na końcu?! Znak zapytanie wszędzie...
Koniecznie to popraw.
A_V


--------------------
Like a Virgin!
Like a Virgin!
Like a Virgin!
<<<<RURA PROJECT>>>>>
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 14.12.2004 00:26
Post #24 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Znaki zapytania...
To nie zmojej winy - wklejałam niektóre części, wchodząc na tą stronę, przez Operę, a nie Explorera, i wtedy powtały te "kwiatki", ale oczywiście poprawię jak tylko znajdę chwilę czasu.


Rozdział VII
“LET’S MAKE LOVE”


Feel the love it's in the air,deep and burning love affair
Come on and touch the fire of my soul, I wanna give you full control.(…)
Fantasies of love come true , when I make sweet love to you
Before you got me going on, I wanna love you all night long(…)
Bolingo, bolingo, this what keeps you on my mind
Bolingo, bolingo, we can make love anywhere, anytime
Bolingo, bolingo, boy you might feel we got a lot to share
Bolingo, bolingo, we can make love anytime anywhere
[La Bouche, “Bolingo”]

I look at you and my blood boils hot, I feel my temperature rise
I want it all, give me what you got, there's hunger in your eyes
I'm getting closer, baby hear me breathe
You know the way to give me what I need
Just let me love you and you'll never leave (…)
I got a fever ragin' in my heart, you make me shiver and shake
Baby don't stop, take it to the top, eat it like a piece of cake
You're comin' closer, I can hear you breathe
You drive me crazy when you start to tease
You could bring the devil to his knees (…)
I'm getting closer, baby hear me breathe
You know the way to give me what I need
Just let me love you and you'll never leave
Feel my heat takin' you higher, burn with me, Heaven's on fire
Paint the sky with desire, angel fly, Heaven's on fire
[KISS, “Heaven’s on Fire”]


Hermiona nie mogła uwierzyć w to co usłyszała od Rona w Trzech Miotłach. Nie mogła zrozumieć jego podłego zachowania. To było dla niej jak koszmar. To, że Harry powiedział jej później żeby się nie przejmowała zachowaniem Rona, i że nikt poza „tym rudym idiotą” nie uważa jej za dziwkę, pomogło niewiele i cały dzień chodziła jak struta. Wolała nie myśleć jak nazwałby ją jej rudy przyjaciel, gdyby wiedział o wszystkim, zwłaszcza gdyby wiedział, jakie uczucia nią targają.
I ten cały pobyt w knajpie... Później wszyscy siedzieli jak na pokucie i aż jej ulżyło, gdy w końcu mogła wyjść. Do Zamku dotarła jako pierwsza, bo prawie biegła i na szczęście, nikt nie próbował jej gonić
„Ale ja chyba rzeczywiście jestem łatwa...” – pomyślała przed snem, analizując wszystkie swoje uczucia

Ani ona, ani Harry nie odzywali się do Weasleya cały dzień, co nie wydawało mu się przeszkadzać. Był urażony i obrażony. Potter miał kilka razy ogromną ochotę strzelić go w łeb.
W niedzielę na śniadaniu, Ronald W. obdarzył Hermionę tak chłodnym i jednoznacznym spojrzeniem, że nie miała wątpliwości, iż nie zamierza jej przeprosić.
„Świetnie. MIAŁAM przyjaciela. Nienawidzę Malfoya.”- pomyślała.
„Tylko, że wcale nie jest to wina Malfoya i wcale go nie nienawidzę...Kurwa mać... Robię się wulgarna.”
- Podaj mi chleb! – Usłyszała zimny głos Rona.
- Może uprzejmiej – powiedział chłodno Harry.
- Ona LUBI jak jej się rozkazuje, nie? – Jadowicie zapytał rudy chłopak.
- Nie odpuścisz? – spytał brunet. – Mało ci, że wczoraj zachowałeś się jak ostatni cham?
- A jak twoim zdaniem zachował się Malfoy ,co? A ty na co czekasz, podaj mi ten chleb. – Zwrócił się do Hermiony.
- Malfoy zachował się nad wyraz ładnie, w przeciwieństwie do ciebie – Harry zaczynał być zły. A to że musiał pomykać w nocy przez puste korytarze, wyrwany z ciepłych objęć „swojej dziewczyny” (napawał się tym określeniem), co wcale nie pomagało mu zachowaniu spokoju.
- Daj spokój, Harry. Może Ron miał rację, nazywając mnie dziwką. Skąd wiesz, że nie?- spytała zaczepnie, na co ku jej zdziwieniu otrzymała następującą odpowiedź:
- Po pierwsze nie pieprz Granger, po drugie, chyba trochę cię znam, a po trzecie jestem twoim przyjacielem i nie pozwolę nikomu tak o tobie ani mówić ani myśleć, więc mnie nie drażnij takimi głupotami!
- Gadasz jak Ślizgon - Hermiona uśmiechnęła się do niego blado.
- Wpływ Lilien i tego głupiego Malfoya też. Żebyś ty kobieto wiedziała, co on mi wczoraj pod tym dębem mówił... Mózg się lasuje. On naprawdę bywa perwersyjny i ma bujną wyobraźnię...
- Doczekam się chleba?!- Na te słowa z ust Rona, Hermiona nie wytrzymała Wstała i niemal krzyknęła na całą salę.
- Jak chcesz chleb, to sobie go łaskawie weź, albo kulturalnie poproś!- większość obecnych na śniadaniu osób popatrzyło na to z zaciekawianiem. - MASZ!!! – Dodała jeszcze, niemal rzucając w chłopaka koszyczkiem z pieczywem, Ron na chwilę zaniemówił..
- W takim razie, Harry – stwierdziła, gdy usiadła z powrotem – wolę nie wiedzieć co ci mówił. Wiesz, że Lilien próbowała mnie namówić, żebym podsłuchała?
- Cwaniara. Jak chcesz to ci później powiem
- Nie dzięki. Chyba, że zrobił ci propozycje - Hermiona złośliwie się uśmiechnęła.
- No co ty?! – Harry się obruszył.
- Na żartach się nie znasz?
- W fantastycznym towarzystwie się teraz obracacie, nie ma co – zakpił Weasley
- Zamknij się Ron! – odpowiedzieli mu chórem Harry i Hermiona.
Resztę śniadania spożyli w milczeniu.
Panna Granger zauważyła jeszcze, że Draco na nią co jakiś czas patrzyz zaciekawieniem
„Świetnie” - pomyślała.

- Granger poczekaj – blondas krzyknął na nią po wyjściu z Sali.
- Czego chcesz? – Spytała opryskliwie.
- Schowaj pazury, chcę tylko pogadać.
Hermiona westchnęła niepocieszona.
- A ty Weasley, zejdź mi lepiej z oczu – dodał jeszcze Draco lodowatym tonem – bo ubiję. - Hermiona posłała Malfoyowi spojrzenie hipogryfa – zabójcy, na co chłopak wzruszył ramionami.
- Mam gdzieś, Malfoy ciebie i to co robisz, albo mówisz – Ron uśmiechnął się zjadliwie.
- Lepiej spłyń, bo nie ręczę za sobie. Sam twój widok rodzi we mnie mordercze instynkty, więc weź sobie moje słowa do serca.... Nigdy cię nie kochałem – Draco uniósł znacząco brew i uśmiechnął się sarkastycznie.
- Zamknij się Malfoy, a ty – chłodno zwróciła się Gryfonka do Rona – lepiej spadaj, bo osobiście ci przyłożę. - Ponieważ Ron widział, że Hermiona jest zła, wolał odejść, bo bywała w takich chwilach nieobliczalna.
- Czego?!
- Trochę uprzejmości, Granger. Za każdym razem mam to powtarzać?
- O co ci chodzi? – powiedziała już łagodniej
- Chciałem ci tylko powiedzieć – chłopak wyglądał na lekko zmieszanego – że mi przykro, iż masz z mojego powodu nieprzyjemności... Weź mu wlej, przecież cios masz niezły.
- Nie taki dobry jak twój – odpowiedziała chłodno dziewczyna z zadowoleniem zauważając lekki rumieniec na policzkach chłopaka.
- Być może... Tylko chętnie bym sobie popatrzył jak bijesz kogoś innego.
- Może za bardzo się nim brzydzę , żeby go uderzyć... a poza tym ostatnio Ron zrobił się okropny i to, że zachowuje się w taki a nie w inny sposób wobec mnie jest tylko następstwem ogólnych zmian na gorsze. Dlatego nie mogę ani mieć o to do ciebie żalu, ani cię obwiniać. – Hermiona była zaskoczona swoimi słowami, chociaż, nawet nie w połowie tak bardzo jak zaskoczony był Draco
- Mimo wszystko . Przykro mi. Nie jestem taki całkowicie bezduszny.
- On jak zwykle kłamie – Lilien wychyliła się zza pleców przyjaciela. – Nie wierz w ani jedno jego słowo.
- Długo tak za mną stoisz? – zapytał zimno.
- A co ci do tego?
- Możesz mnie nie śledzić?
- Ale ja lubię to robić, kochanie. Nie ufaj mu , Hermiona.- Jej uśmiech był zimny i złośliwy, i Gryfonka odwzajemniła się jej równie paskudnym wyrazem twarzy.
- Czemu mi to robisz, co?
- Bo mi to sprawia przyjemność – Lilien uroczo zmrużyła oczy i wzruszyła ramionami.
- Idę do Hogsmeade z Harrym, idziecie z nami?
- Nie, dzięki – odrzekła Hermiona.
- Z Potterem? Dobre sobie... – Malfoy się skrzywił
- O ile pamiętam obiecałeś mu wódkę – Lilien uśmiechnęła się szelmowska.
- Innym razem. Nie zamierzam łazić z Potterem po Hogsmeade... Poza tym mam do napisania to nieszczęsne zaległe wypracowanie dla de Lincourt
- No i dobrze, i tak chcieliśmy iść sami, spytałam tylko dla uprzejmości – Lilien się wyszczerzyła. – Nara!
- Przyjdzie, wbije człowiekowi szpilę i pójdzie. Cudowna przyjaciółka. – Mimo chłodu, w głosie Draco dało się wyczuć nutę subtelnej czułości.
- Pewnie, ty za to , Malfoy, jesteś chodzącą niewinnością – zakpiła Hermiona.
- Nie prowokuj mnie...
- Czym ja cię prowokuje, co? – Zirytowała się dziewczyna – jesteś dla mnie złośliwy. Nie mogę się odgryźć?
- Nie – spokojnie odrzekł chłopak.
- Dlaczego? Podaj mi jakiś dobry powód.
- Bo to ja u ciebie mam jeszcze dwa życzenia, a nie ty u mnie. – Odpowiedział zimno.
- Wiesz, co? – Hermiona naprawdę się zirytowała. – PIEPRZĘ te twoje życzenia i ciebie też. Idź się udław. – Przez dłuższą chwilę Draco patrzył na nią szczerze zdziwiony i powstrzymywał śmiech.
Była tak uroczo komiczna w swojej bezsilnej złości, że zaczynał jej współczuć. Co by nie zrobiła, albo nie powiedziała, z góry była na straconej pozycji.
„Kurwa – wesoło pomyślała sama zainteresowana – PRZERĄBANE. Kur*wa, świetnie” – Hermiona wyglądała na lekko podłamaną.
Draco nie wytrzymał i się wyszczerzył
- Pieprzysz mnie? Wiesz, to interesujące... No to gdzie, jak i kiedy? Dostosuje się do wszelkich propozycji.
„Zaraz się popłacze, albo wybuchnie” – Pomyślał ślizgon, ale nie zamierzał odpuścić. Ślicznie się rumieniła.
Hermiona spuściła wzrok i nic nie powiedziała.
- Ciebie, Granger, trzeba trzymać krótko. Nie można ci popuścić, bo się zapominasz. – Draco starał się być zimny i opanowany, co mu doskonale wychodziło. - A może to i lepiej, że się ZAPOMINASZ? – Z każdym jego słowem, Hermiona traciła nadzieję na tzw. „lepsze jutro”
- Muszę naprawdę mocno przemyśleć to co powiedziałaś. Jestem pod wrażeniem. Nara, Granger – I oddalił się dostojnym krokiem z miejsca „zbrodni”.
„Teraz, to się dopiero wkopałam” – optymistycznie pomyślała Hermiona.
Byłaby jeszcze bardziej załamana, gdyby widziała szeroki i bezczelny uśmiech na twarzy odchodzącego Ślizgona.

******
Gdy Harry wymykał się z prywatnych komnat Snape’a, Lilien zaspana, klnąc sprzątnęła kieliszki i zakorkowała resztę wina.
„Może nie zwietrzało” – pomyślała, poczym wróciła, szeroko ziewając, do łóżeczka.

Teraz szła sobie szczęśliwa ulicami Hogsmeade, trzymając a Harry trzymał ja pod rękę. Harry był nie mniej szczęśliwy. Mało tego. Szczerzył się do wszystkich przechodniów, jakby chciał zakomunikować: „Zobaczcie jaką mam fantastyczną dziewczynę!”
Wyglądali razem naprawdę ładnie, więc ludzie się za nimi oglądali.

W Trzech Miotłach właściwie nie rozmawiali. Co najwyżej mówili sobie jakieś czułości i wymieniali buziaki.
- No to Draco pokazał wczoraj klasę – powiedziała Lilien po wyjściu z knajpy. – Pokazowo strzelił z liścia Ronaldowi. Gdyby nie on, ja bym to zrobiła.
- Albo ja, Chyba i tak mu kiedyś przyłożę... Żebyś wiedziała jak się dziś przy stole popisał.
- Obejrzałam występ Hermiony, nieźle była wnerwiona, to mi wystarczy.
- Całkiem dobrze sobie poradziła, myślałem, że będzie gorzej do tego podchodzić.
- Harry, ty matołku, ona to bar-dzo prze-ży-wa, tylko stara się tego nie okazywać i nie użalać nad sobą. Jak sobie wyobrażę, że ktoś kogo uważam za przyjaciela, nazywa mnie dziwką... Uwierz mi, że ona bardzo cierpi, tylko nie na pokaz.
- Pewnie masz racją. Z Rona zrobił się straszny faszysta. W Gryffindorze są sami dobrzy a w Slytherinie sami źli, to jego dewiza. Uważa, że powinienem cię traktować jak wroga. Jak jeszcze raz cię nazwie suką to go zabije. Wtedy byłem zbyt zaskoczony.
- A ja się przyzwyczaiłam.
- CO?! – Harry był zbulwersowany i miał minę seryjnego mordercy.
- Nie pierwszy, nie ostatni raz
- Nich ja go dzisiaj lepiej nie spotkam.
- To samo rano powiedział mi Draco Lepiej niech mi się Weasley nie pałęta dzisiaj pod nogami.... Wies,z co mi powiedział parę dni temu, ten rudy kretyn? Że jestem fałszywą żmiją, która chce cię zniszczyć. Dosadnie, nie?
- Jest okropny, Najlepiej na razie go olewać, może mu przejdzie. Nie wiedziałem, że kiedykolwiek będę wolał towarzystwo Malfoya od towarzystwa mojego przyjaciela.
- Życie bywa podłe.
- Dobrze, że mam ciebie.
- Nawzajem- powiedziała i pocałowała go siarczyście w policzek, a Harry zapłonił się jak różyczka, co dziewczyna skwitowała cichym chichotem.
- Uwielbiam ten rumieniec - dodała jeszcze gilgocząc go w bok.

******
„Co mi szkodzi? Mam świeże wiadomości, napiszę mu te wypracowanie o różnicach między wilkołakami a wampirami. W końcu to jeden z moich ulubionych tematów.”
Myśląc tak Hemina zmieniła kierunek i ruszyła do biblioteki.
„Co mi tak zależy, żeby mu to wypracowanie napisać?” – pomyślała, ale „olała” głos rozsądku.
„Jestem po prostu uczynna” – pocieszyła się szybko.
Pisała bardzo szybko. Malfoy i tak będzie musiał to skopiować własnym charakterem pisma, a ona nawet śpiesząc się , pisała dosyć wyraźni. Nie zauważyła, kiedy zbliżył się czas obiadu i spóźniła się dziesięć minut. Jadła mało i w pośpiechu, aby jak najszybciej powrócić do pisania, chociaż miała już ponad połowę pracy.

Podjadła i zabrała się z nowym entuzjazmem za pisanie.
- Co koleżanka tak szybko spisuje, co? – jakiś czterdzieści minut później, przy jej uchu , zabrzmiał drwiący męski głos i zrobiła kleksa.
- Malfoy, zajmij się sobą!.
- Jestem po prostu ciekawy.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła – dziewczyna zasłoniła pergaminy i popatrzyła na niego wyniośle.
- Do innych rozkoszy też – odpowiedział Draco z lubieżnym uśmiechem, a Hermiona spiekła raka
- Dobra idę, zając się sobą, jak radzisz. Miłego pisania, cokolwiek to jest i częściej się rumień, lecę na to. – Puścił jej oko i zniknął między książkami. Po paru minutach pojawił się przy pobliskim stoliku, gwiżdżąc coś cicho.
„Bardzo dobrze i sam się rumień częściej, pacanie” – pomyślała Hermiona.
Godzinę później wręczyła zdziwionemu chłopakowi prawie trzy rolki drobno zapisanego pergaminu, mówiąc „powodzenia” i szybko wyszła. Było ciepło, więc się trochę spociła i postanowiła zrobić sobie dodatkowy prysznic, oraz się przebrać w coś lżejszego. Nie miała pojęcia, że uśmiecha się sama do siebie idąc korytarzem.

Draco omal nie połknął własnego języka kiedy zobaczył, co dostał od Hermiony.
„Ja ją po prostu ozłocę – pomyślał. – Jak ją spotkam to pocałuję ja na środku korytarza. Jeszcze trochę i polubię Granger... A w ogóle, to dlaczego ona to zrobiła?! Dziwne...” – Z takimi myślami wstał od stołu i poszedł do siebie przepisać wypracowanie ze szczerym postanowieniem porozmawiania z Hermioną. Powinien zdążyć przed kolacją.

******
Od pamiętnej rozmowy z Severusem Arabell chodziła jak tąpnięta. Tak do końca sama nie była pewna czego chce. Trochę żałowała, że nie zaciągnął jej do łóżka.
Ech... życie potrafi być zagmatwane. Naprawdę CHCIAŁA się z nim przespać. Coraz bardziej tego pragnęła, i chociaż nie wiedziała, jak to wygląda z jego strony, podejrzewała, że nie miałby nic przeciwko temu i może jedynie krępuje się trochę poderwać ją tak bezpośrednio.
„Cholera, cholera, cholera...”
- Sprawdzasz wypracowania? – Chłodny, męski głos wyrwał ją z tych optymistycznych rozmyślań w niemal pustym pokoju nauczycielskim, nie licząc Hooch i McGonagall omawiających coś cichymi głosami parę metrów dalej.
- Och, tak, Severusie – uśmiechnęła się blado. Był ubrany w czarną, obcisłą bluzkę z długim rękawem i oczywiście czarne spodnie.
„Czemu on nigdy nie nosi krótkich rękawów? Dziś jest ciepło” – pomyślała z zastanowieniem. Sama miała zwykłe, granatowe dżinsy i biały podkoszulek (oczywiście jak zwykle obcisłe).
- Który rok?
-Siódmy, oddaje im w poniedziałek.
- Pomóc ci?
- Tak, poproszę.. Ale ty...
- Ja już skończyłem sprawdzać wszystkie na jutro i wtorek, mogę ci pomóc.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy, Arabell.
Przez kilka minut siedzieli w milczeniu. Severusowi trafiło się wypracowanie Pottera i na jego nieszczęście było dobre. Musiał mu postawić P. Nagle de Lincourt nie wytrzymała.
- Bardzo się wygłupiłam wtedy wieczorem?
- Słucham? – W pierwszej chwili był zaskoczony, ale szybko skojarzył o co jej chodzi i popatrzył na nią wyrozumiale.
- No co ty? JA wiecznie zachowuję się okropnie i żyję, a ty nic złego nie zrobiłaś. Nie myśl o tym To wino było dosyć mocne, nawet Lilien potrafi się nim wstawić... Nie patrz tak, ona ma łeb ze stali, zupełnie jak ja, może nawet jest lepsza w tym sporcie.
- To nie sport – powiedziała Arabell.
- A jakie rozrywki zaliczasz do sportu? – spytał i nagle zdał sobie sprawę z podtekstu zawartego w tym pytaniu.
„Cholera” – pomyślał – „Nie chciałem...”
- Takie które z zasady zaliczają się do sportu , np. Quiddich – odpowiedziała ku jego uldze spokojnie, chociaż dobitnie. - A ty?
- Mmm...tak samo. Biegam codziennie o szóstej rano... z Lilien.
- Naprawdę? – Zdziwiła się – ja też, ale o piątej.- Uśmiechnęła się triumfalnie.
- Aha.. Dziś nie biegaliśmy. Lilien chciała spać, ja zresztą też, bo byłem zmęczony.
„Masło maślane – pomyślał – Pieprzę trzy po trzy.”
- Mi też się czasami zdarzy dzień leniwca. To norma.
- Ale u Lilien to nie norma. Co prawda, wczoraj wypiła sama pół litra wina, ale nigdy wcześniej coś takiego nie stanowiło problemu.
- Może była wyczerpana psychicznie, bądź fizycznie. Może po prostu ma stresy.
- Owszem ma stresy, a jej największym stresem jestem JA. – Jego głos był naładowany bólem I niepewnością. – Przepraszam za te zwierzenia.
- Nie szkodzi, jak chcesz o tym pogadać, proszę bardzo.
- A wiesz – Severus miał zakłopotaną minę. –Tak szczerze, to chyba rozmowa dobrze mi zrobi.
- Wal.
I Sev opowiedział Arabell o tym, że jego córka spotyka się z Potterem. I jak on ma ochotę”z przeproszeniem przypierdolić temu pseudobohaterowi”, ale tak kocha córkę i takie ma zaufanie do jej wyborów, że nie może tego zrobić.
Arabell okazała się bardzo taktowną osobą.
- Posłuchaj – powiedziała – sam mówisz, że ona jest mądrą dziewczyną i nie zainteresowałaby się jakiś chłopakiem, który jest płytki i nic sobą nie reprezentuje. Myślę, że nie powinieneś się wtrącać, a nawet okazać pełne ciepła, nienatarczywe zainteresowanie. – Severus zaczął słuchać kobiety ze szczerym zaciekawieniem. - Zobaczysz, że wtedy ona zacznie ci okazywać większe zaufanie, a ty ją lepiej będziesz rozumiał. Tylko nie możesz naciskać i musisz być delikatny i wyrozumiały. Żadnych aluzji, podtekstów i jawnych złośliwości, to ją tylko zrazi i zrani. Jestem kobietą, Severusie. Nie wciskam ci kitów, ale samą prawdę. Jak się mnie posłuchasz, to Lilien nie tylko ci zaufa, ale będzie do ciebie przychodzić po rady...
- Ale ja to wiem. Teoretycznie przynajmniej, tylko jak pomyślę...
- Severusie – jej głos zabrzmiał ostrzej – jeżeli masz jakieś osobiste, bądź przedawnione urazy do Pottera, to musisz sam sobie z nimi poradzić. Może powinieneś z nim porozmawiać.
- Ty chyba nie wiesz o czym mówisz – Snape wyglądał na zszokowanego. – Absolutnie nie zamierzam z nim rozmawiać na takie tematy! – Mężczyzna poczuł że go poniosło i się zamknął.
- To oznacza, że cokolwiek masz do niego, bądź do jego przodków będzie się tak ciągnęło za tobą ciągnęło... i może doprowadzić do tragedii.- Arabell westchnęła. - Mam pomysł. Porozmawiaj z nim o Lilien. Krótko, na temat i po męsku.
- Agrhh..
- Co to za odgłosy? Dobra ja z nim pogadam o Lilien, zgoda?
- Zgoda – Severus się zdziwił. – Tylko nie chciałbym cię wykorzystywać do...
- Nie szkodzi, chętnie z nim porozmawiam. Jest nieco inny niż mi się na początku wydawało. Wygląda na inteligentnego chłopaka.
- Inaczej ta moja cholera by się nim nie zainteresowała, nawet gdyby był piękny jak sam Apollo i spał na galeonach.
- Sam sobie odpowiadasz na własne obawy...
- Wiem, wiem. Masz rację. – Był uroczo zakłopotany.
McGonagall i Hooch opuściły kilka chwil wcześniej pomieszczenie i teraz byli sami. W milczeniu ułożyli sprawdzone wypracowania z Obrony i Severus odważył się na chwilę szczerości.
- Jesteś piękną kobietą, wiesz?
„Cholera, co ja mówię?!” – Pomyślał od razu.
- Eee.. – Zabłysnęła kobieta iście potterowską inteligencją. – Dziękuję za komplement, Severusie – zarumieniła się przy tych słowach
- Nie ma za co – on zarumienił się jeszcze mocniej.
- Pójdę już do siebie – kobieta wstała, z zakłopotaniem przeczesując palcami rozpuszczone włosy. Ten uroczy gest „dobił” Severusa.
- Poczekaj – powiedział i gdy zatrzymała się z niepewną miną w drzwiach, podszedł do niej i namiętnie ją pocałował...

Arabell zakręciło się lekko w głowie, gdy mężczyzna mocno ją objął i wsunął język do jej ust. Przez chwilę stała zupełnie sztywna, ale bardzo szybko zaczęła odwzajemniać jego erotyczne zapędy. Nagle przestraszyła się tego co poczuła i jak mocno zareagowało na zwykły pocałunek jej ciało. Odepchnęła Severusa od siebie i się odsunęła. Mężczyzna był zdezorientowany, gdyż odpowiedziała większą namiętnością niż on, by po chwili przerwać ten cudowny stan uniesienia.
„Nigdy nie zrozumiem kobiet”- pomyślał niechętnie. Nie chciał, żeby ten pocałunek się kończył, chociaż czuł, że zareagował zbyt pochopnie i może nawet natarczywie.
- Ja przepraszam – zaczęła Arabell – przykro mi, ale nie mogę...
„Owszem możesz, tylko się boisz” – odezwał się głos rozsądku w jej głowie. – „Ciekawe czego, w końcu jesteś dorosła. Może własnych, gwałtownych reakcji, co?”
- Nie, to ja przepraszam – powiedział bardzo niechętnie, lekko skruszony mistrz eliksirów. – Nie powinienem tak się rzucać na ciebie.... naprawdę sorry. - Czuł zarazem złość, zmieszanie i niepewność. Teraz, kiedy jasne było, że ona też ma na ochotę na coś więcej niż stosunki czysto koleżeńskie, wcale nie czuł się pewniej. Widać było, że Arabell ma za sobą złe wspomnienia, zresztą sama mu o nich opowiedziała, ale tylko o części, Severus był o tym przekonany.
Nie wiedział biedak, jak ma się zachować. Wiedział tylko, że powinien dać jej czas, a na to nie miał wcale ochoty, w końcu ile do cholery jasnej można czekać? Zwłaszcza teraz, kiedy ją pocałował i wiedział, że byłoby mu z nią wspaniale.
- Och, nie przepraszaj, Severusie... To ja jestem jakaś dziwna, sama nie wiem czego chcę... Ja już pójdę, przykro mi – powiedziała zażenowana i uciekła zostawiając go z tysiącem rozterek na głowie.
Czuła się podle.
„Ale musi być na mnie wściekły” – myślała w drodze do swoich prywatnych kwater. Pocałunek, chociaż krótki, był wspaniały i zapowiadał się jak wstęp do nieziemskich rozkoszy. Pozostawił w niej poczucie pustki i niespełnienia... albo coś z tym zrobi, albo czeka ją bezsenna noc
Severus jednak nie był wściekły. Czuł jedynie lekką złość. A przede wszystkim był zdezorientowany i zakłopotany.

******
Harry i Lilien długo spacerowali po Hogsmeade i obiad zjedli w jednej z knajp, a do Zamku wrócili zaledwie pół godziny przed kolacją.
- Cze, Draco! – Lilien wparowała bez pardonu do jego dormitorium.
- Kobieto – powiedział unosząc głowę znad pergaminu i udając śmiertelną powagę – a gdybym robił sobie dobrze, albo kochał się z kobietą? Pukaj...
- Gdyby tak było – uśmiechnęła się szelmowsko – drzwi miałbyś zamknięte... A właśnie, jak tam życie erotyczne boskiego Malfoya Juniora. Pamiętasz jeszcze jak to się robi?
- Odwal się – odrzekł kwaśno. – A co?!
- Ja już jestem po...– Wyszczerzyła się rozkosznie.
- O żesz! Jak było?!– Zapytał z uśmiechem. - Opowiadaj! – Sprzątnął pergaminy. Dokończy po kolacji..
- Super – dziewczyna usiadła na łóżku i Draco zajął miejsce obok niej. Objęła go i się przytuliła. – I wiem więcej do ciebie na temat miłości francuskiej, kochanie – powiedziała mrużąc oczy jak kociak.
Draco pogłaskał ją po głowie.
- Czyżby? – spytał unosząc brew. Miał dosyć przy tym tajemniczą minę.
- No wiem, jak to jest, kiedy ktoś cię tam całuje... – zachichota i się zarumieniła, a potem zrobiła urażoną minę.
- Co jest? – Zapytał zaciekawiony jej zmianą nastroju.
- Bo ten cholerny Potter nie pozwolił mi się odwzajemnić.
Draco zachichotał i zgiął się wpół.
- Cała ty! Jesteś KOBIETĄ, kochanie, to naturalne, że wolał dawać niż brać, znaczy wszystko z nim w porządku i go rozumiem.... Aha! Przyszłaś sprawdzić ze mną jak to jest w drugą stronę? No, mała, nie krępuj się.
Draco zaczął udawać, że rozpina czarne dżinsy a Lilien zarechotała opętańczo.
- Może lepiej wykorzystaj swoje życzenia wobec Granger. Myślę, że Harry byłby zazdrosny. – Powiedziała zalotnie .
- Mówisz?- Draco uniósł brew.
- Hej! – dziewczyna przestała rechotać – tylko nie weź tego na poważnie... Chyba bym cię zabiła.
- Za kogo ty mnie masz, Snape?- żachnął się.
- Za Malfoya.
- Szanujmy się – warknął, patrząc na nią „spod byka”.
- Przecież wiem, że aż takim dupkiem nie jesteś. A ile jeszcze życzeń masz?
- Dwa.
- Każ jej umyć sobie plecy.
Draco rozjaśnił się jak słońce.
- Jak Boga kocham, jesteś genialna! – ucałował ją w policzek.
- Nie mów, że to zrobisz... To był żart... - oczy panny Snape zrobiły się okrągłe.
- Owszem.
- Kretyn! – rzuciła Lilien, a potem zaczęła się śmiać. - Tylko nie mów jej, że ja ci podsunęłam ten pomysł... Zabije mnie.
- Nie powiem...
Rozległo się niepewne pukanie i Draco podszedł do drzwi – w końcu kwatera była dźwiękoszczelna.
Chłopak otworzył na oścież, wyszczerzył się i rzekł zanim sprawdził, kto stoi w wejściu.
- Proszę... nie wchodzić – i z łoskotem zamknął drzwi z powrotem. Lilien spadła ze śmiechu z łóżka. Draco otworzył drzwi ponownie i gestem zaprosił gości do środka. Harry i Hermiona weszli niepewnie do dormitorium Ślizgona.
- Bardzo śmieszne, Malfoy – powiedział Potter.
- Mi się podobało- Lilien zbierała swoje zwłoki z podłogi.- Przyciągnąłeś Hermionę?
- Tak. Wyglądała na nieszczęśliwą i samotną, więc wziąłem ją na spacer po Zamku. Pancy powiedziała gdzie cię znajdziemy.
Gryfonka miała naprawdę skwaszoną minę.
- Jesteś niedopieszczona? – spytała Lilien. – Ja cie przytulę.
Bez uprzedzenia zarzuciła jej ręce na szyją i zgniotła ją w uścisku.
- Ała – powiedziała po prostu Hermiona, ale uśmiechnęła się i odwzajemniła uścisk.- Mam doła. Ron powiedział, żebym spadała do Slytherinu, i że działam mu na nerwy. Mam dosyć.
- Możesz mieszkać ze mną – z poważną miną stwierdził Draco.
- Jasne, Malfoy! Nie mam ochoty na niewybredne żarty.
- To była tylko koleżeńska propozycja.
- Od kiedy to jesteś moim kolegą? – Odcięła się z wrednym uśmiechem.
- O! Widzę, że szybko się uczysz. Jestem pod wrażeniem. Poprawić ci humor?
- Nie, dziękuję.
- Przestańcie, zanim poleje się krew! – Lilien czuła się świetnie i nie chciała sobie psuć niczym nastroju. – Idziemy na kolację?
- Ja nie jestem głodna, a poza tym jak pomyślę, że spotkam w Wielkiej Sali Rona... – Hermiona skrzywiła się z obrzydzeniem
- Biedactwo – Draco uśmiechnął się zalotnie. – Chcę z tobą pogadać, a wy wynocha!
- Nie możemy zostać?- Lilien zatrzepotała zalotnie rzęsami.
- Spadaj Lil . Idź na kolacją, ja też zaraz przyjdę.
Harry wyszczerzył się do przyjaciółki.
- Powodzenia.
- Strzelić cię, Harry? – Spytała zimno.
- Dobra, dobra, wychodzimy. A tobie radzę strzelić w końcu Rona – powiedział trochę urażony Harry.
- To samo jej mówiłem, ale ona woli bić niewinnych – powiedział Draco, a spojrzenie Lilien, mówiło mu wszystko na temat tego, co ona myśli o jego niewinności i lekko się zirytował.
- WON! – Krzyknął udając świętą złość.

- Siadaj kobieto. Chcesz piwa?
- Poproszę – powiedziała niepewnie, siadając na łóżku, które było bliżej od krzeseł i dalej od stojącego na środku sporej kwatery, Malfoya.
Draco wyjął z barku dwie puszki Heinekena , usiadł obok niej i podał jej jedną.
- No proszę, schłodzone – powiedziała. – Nie za dobrze ci tu? – spytała z przekąsem.
- W sam raz. Już ci mówiłem, że jestem snobem.
- Tego, akurat, nie musiałeś wyjaśniać. Ale jestem pod wrażeniem pana samokrytyki, panie Malfoy, chociaż nie jestem pewna czy to samokrytyka czy szpan? – Uśmiechnęła się chłodno.
- Daruj sobie.
- O co ci znowu chodzi?
- O to wypracowanie. Czy to koleżeńska przysługa?
Hermiona lekko się zarumieniła. Właśnie tego pytania się spodziewała. Tylko jak ona ma mu wyjaśnić dlaczego zdecydowała się pomóc?. Nie chciała, żeby pomyślał, że się nad nim lituje, ani broń Boże, że jej na nim w jakikolwiek sposób zależy.
„Bo to przecież nieprawda” – przekonywała samą siebie.
- No słucham? – Spytał patrząc na nią ciekawie.
- Okey, powiem ci. Czułam się podle po tym co sobie, pomyślałam na twój temat. Nie miałam pojęcie o tym co się dzieje z twoją mamą i co musisz przeżywać...
- A co takiego strasznego sobie o mnie pomyślałaś, co? – Spytał z lekką drwiną, popijając piwo z puszki.
- Chyba nie chcesz wiedzieć. To naprawdę nie było miłe. Wiesz, byłam zadowolona, że de Lincourt tak cię potraktowała, ale później mi przeszło Czułam się trochę winna, dlatego napisałam dla ciebie to wypracowanie – Hermiona wzruszyła ramionami.
„Jestem naiwną kretynką” – pomyślała optymistycznie i wypiła duszkiem połowę swojego trunku.
Draco popatrzył na nią przenikliwie. Zupełnie nie wiedział, co ma o tej dziewczynie sądzić. Uderzyła go silnie myśl, że nie wie o niej kompletnie nic i nie ma pojęcia jaka Hermiona Granger rzeczywiście jest. Uzmysłowił sobie w całej okazałości, że miał pewne, prawie całkowicie nierealne wyobrażenia o niej i o Potterze.
„Szlama...” – Pomyślał nagle i to określenie wzbudziło w nim jak zwykle odrazę, ale tym razem innego rodzaju niż zazwyczaj. Otrząsnął się szybko z nieprzyjemnych rozważań.
Pod wpływem nagłego impulsu, objął ją i pocałował w policzek.
Wzdrygnęła się lekko i zamrugała ze zdziwienia oczami.
- Co z tobą? - zapytała nieufnie
- Dziękuje – powiedział i wzruszył ramionami.
Popatrzyła na niego jak na kosmitę, co trochę go rozbawiło..
- Nie ma za co – wymamrotała, czerwieniąc się lekko i szybko dopiła resztę piwa.
- O, widzę, że koleżanka lubi sobie wypić.
- Zależy kiedy – odcięła się.
Draco uśmiechnął się szeroko.
- Mam kolejne życzenie – wypalił.
- O nie! – Wyrwało się jej.
- Wyluzuj, to coś o czym zawsze marzyłaś. – Nie mógł sobie odmówić tej odrobiny sarkazmu, a po jej minie odgadł iż dziewczyna przypuszcza, że skoro tak mówi, to na pewno nie jest to, o czym ona marzy.
- Wal – powiedziała takim tonem, jakby mówiła „dobij”, co go po troszkę rozczuliło, ale wprawiło też w świetny humor.
Powoli dopił piwo delektując się jej postępującym załamaniem nerwowym.
Zgniótł z zamyślonym wyrazem twarzy pustą puszkę.
- Otóż – zaczął cedząc każde słowo – mam życzenie, żebyś przyszła do mnie pół godziny po kolacji, i mi... umyła plecy pod prysznicem – popatrzył na nią tłumiąc wzbierającą w nim wesołość
- Kurwa...
- Gdzie? – Draco teatralnie się rozejrzał. – Ja tu niegdzie Weasleya nie widzę.
- To nie jest, kurwa, zabawne, Malfoy.
- Owszem jest, Granger.
- Chryste – Hermiona ukryła twarz w dłoniach.
- Nie mów tak do mnie, bo się zarumienię.
- O mój Boże... – Ciągnęła niezrażona
- Jeszcze lepiej.
- Przestań. Daj mi lepiej piwa... Albo czegoś mocniejszego.
- Jesteś absolutnie pewna?
- Tak.
- Brandy z lodem? - Zapytał kurtuazyjnie.
- Tak, dziękuję. Zmień to chore życzenie. Błagam.- Jej głos pobrzmiewał głuchą rozpaczą.
- Uważasz, że ono jest chore? – Spytał nalewając do dwóch szklanek porządną ilość Brandy i wyczarował lód.
- Trochę tak.
- Wiesz, Granger, mogę być tak miły i zmienić je na naprawdę chore, chcesz?
- Nie, dziękuję. Postoję.
- Proszę – podał jej szklankę z alkoholem. Wypiła duszkiem
- Jeszcze – powiedziała.
Dracona zatkało.
- Granger, masz niezły spust. Wiesz co, ja nie chcę, żebyś zarzygała mi pościel, albo coś w tym stylu...
- Nie obawiaj się. Nalej mi jeszcze... ładnie proszę.
- Wedle prośby, ale więcej nie dostaniesz. Nie mam zamiaru cię spić.
Podał jej kolejnego drinka i tym razem Hermiona upiła tylko mały łyk.
- Dlaczego? - spytała
- Co, dlaczego?
- Dlaczego chcesz, żebym ci umyła plecy? To bez sensu.
- A czy wszystko musi mieć sens i być logiczne? Ja tak nie uważam. Nienawidzę być poprawny i grzeczny.
- Ale DLACZEGO? – Nie dawała za wygraną.
- Tak po prostu. Bo tak chcę i mam taką możliwość. Dla mnie to wystarczające wytłumaczenie.
- Ale ja nie chcę – szepnęła.
- Ale musisz... – Draco wzruszył obojętnie ramionami.
- Tchórz – Dodał po chwili i popatrzył na nią wyzywająco.
- Wcale nie – zaperzyła się. – Przyjdę, pacanie jeden i ci umyję te zawszone plecy!
- Maniery, Granger. – Draco uniósł znacząco brew. Dziewczyna dopiła jednym haustem alkohol i bez słowa wyszła.
„O żesz w pizdu” – pomyślała idąc na kolację.

*****
Arabell de Lincourt snuła się po zamku jak cień, aż do pory kolacji. Po kolacji nie wytrzymała i poszła do Severusa, który w Wielkiej Sali się nie pojawił.
Zapukała i weszła. Mistrz eliksirów stał w samym szlafroku z ręcznikiem przewieszonym przez ramię. Szlafrok był czarny a ręcznik zielony.
- Och, przepraszam – powiedziała i chciała zawrócić.
- Nie szkodzi, wejdź.
Niepewnie wsunęła się do środka i zamknęła drzwi.
- Usiądź – kobieta usadowiła się za okrągłym stolikiem, a Severus usiadł naprzeciwko niej i popatrzył na nią pytająco.
- Szedłeś się myć ?- Zapytała, myśląc przy tym „jestem beznadziejna.”
- Owszem.- Odrzekł lakonicznie.
- Przeszkadzam ci?
- Absolutnie nie.
- Ja chyba też powinnam iść pod prysznic – powiedziała całkiem bez sensu.
- Chcesz się wykąpać razem ze mną? Wanna jest duża. – Severus zdobył się na mały żart. Uśmiechnęła się blado
- Nie wiem, czy to wypada. – Odwzajemniła mu się z humorem i na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- A czy to ważne? – Zapytał nagle całkiem poważnie.- Czy zawsze trzeba robić to co wypada?
- Sama nie wiem... Chciałam się przeprosić za to moje niezdecydowanie. To wszystko jest dla mnie trochę zagmatwane...
- Rozumiem – przerwał jej. Zastanawiał się mocno nad całą zaistniałą sytuacją i doszedł do wniosku, że jeżeli ona potrzebuje czasu, to czemu jej go nie dać? Czy gdzieś mu się spieszyło? Co prawda nie cierpiał być cierpliwy, ale to nie oznaczało, że nie potrafił taki być.
- Poczekam – dodał łagodnie. – Nie chciałem się narzucać po prostu mnie napadło i teraz mi trochę głupio, Arabell.
Popatrzyła na niego ciekawie. Jego wzrok był niemal ciepły, tak inny od zwykłego chłodu i obojętności, i kobieta odważyła się na odrobinę większą szczerość.
- Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja nie wiem, czy chcę czekać, po prostu nie wiem absolutnie nic... Ja się trochę boję, Severusie. A nawet bardzo. Boję się komukolwiek zaufać. – Zdziwiła się bezpretensjonalną szczerością w swoim głosie.
- W porządku. Nie zamierzam cię skrzywdzić, Arabell –powiedział nad wyraz cicho i łagodnie, i naprawdę tak myślał i tak czuł.
Spojrzała na niego spod spuszczonych lekko powiek i dostrzegła w jego oczach nie tylko pożądanie, ale też troskę i czułość, któreych tak bardzo potrzebowała.
- Naprawdę mnie chcesz? – Zapytała niepewnie. – Przepraszam... – dodała słysząc własne, niedwuznaczne słowa.
Severus wstał i podszedł do kobiety. Pochylił się i pocałował ją w usta. Tym to razem zrobił to bardzo delikatnie i sam zdziwił się, że potrafi być taki czuły i łagodny. Odwzajemniła mu pocałunek, bez żadnego oporu. Ukląkł na podłodze i przyciągnął jej twarz ku sobie. Arabell zanurzyła palce w jego miękkich włosach i poddała się pieszczocie jego warg i błądzących po jej ciele silnych, ciepłych i nad wyraz delikatnych dłoni.
Przesunął językiem po jej podniebieniu, a ona odwzajemniła się tym samym. Zaczął pieścić palcami jej twardniejące pod podkoszulkiem sutki i kobieta westchnęła cicho z rosnącej rozkoszy.

Mężczyzna wstał, wziął Arabell na ręce i zaniósł do sypialni. Położył ją delikatnie na łóżku, usiadł obok i niespiesznie ściągnął z niej biały podkoszulek.
Popatrzył na nią tak jakby się chciał zapytać, czy na pewno tego chce, a kobieta w odpowiedzi na jego spojrzenie wyciągnęła dłoń i rozwiązała pasek czarnego szlafroka.
Severus uśmiechnął się do niej, i miał nadzieję, że jest to ciepły uśmiech, chociaż nie był pewien, bo ta mina nie była jego mocną stroną, mimo że Lilien bardzo starała się pracować nad uśmiechami. Powoli rozpiął spodnie Arabell a ona uniosła biodra aby ułatwić mu zdjęcie zbędnej garderoby. Później zsunął jej majtki. Robił to bardzo powoli, pieszcząc palcami biodra, uda i łydki kobiety, która przymknęła oczy i cichutko westchnęła, gdy przesunął opuszkami wzdłuż zagłębienia pod kolanem.
W ogóle nie odczuwał potrzeby pośpiechu, chociaż wcześniej wydawało mu się, iż nie byłby w stanie zapanować nad sobą i by się na nią rzucił.
Miała cudowne, jędrne i wysportowane ciało, niemal jak nastolatka i patrzył na nią z nieskrywanym zachwytem.
- Jesteś piękna – powiedział nachylając się nad nią.
Całował jej nabrzmiałe sutki a Arabell cicho jęczała, gdy to robił.
Severus zdjął szlafrok, który teraz jedynie mu przeszkadzał i go wkurzał.
Kobieta popatrzyła bez skrępowania na jego ciało. Była silnie pobudzona, a wszystko co robił z nią ten tajemniczy mężczyzna, nasączone było tak ogromną ilością czułości i zmysłowości, że przestała odczuwać prawie całkowicie naturalne zawstydzenie, tak charakterystyczne dla pierwszego zbliżenia seksualnego z kimś nowym. Nie bała się też, że sprawi jej ból, albo jakąś przykrość. Pieszczoty Severusa odznaczały się pewnością i spokojem świadczącym o dużym doświadczeniu na polu erotycznych zmagań.
Jego skóra była bardzo jasna, ciało szczupłe i lekko umięśnione. Brzuch miał płaski, a nogi ku jej zaskoczeniu, zgrabne. Był bardzo podniecony i Arabell pomyślała, nie bez lekkiego zażenowania, że mistrz eliksirów jest chojnie obdarzony przez naturę.

Severus położył się obok niej i pocałował jej wargi a ona przyciągnęła go ku sobie, zachęcając do śmielszych działań. Jego dłoń zsunęła się powoli w dół ciała kobiety, wywołując w niej falę rozkoszy. Pieścił od wewnątrz uda Arabell, na co zareagowała cichym jękiem. Całował jej szyję i piersi. Wsunął dłoń między nogi kobiety i poczuł, że jest nie tylko wilgotna, ale niemal mokra. Jęknęła głośno w odpowiedzi.
Środkowy palec Severusa ślizgnął się do jej wnętrza a ona wygięła ciało w łuk i wyszeptała ochryple jego imię.
Pieścił ją przez chwilę całując ramiona kochanki, aż Arabell zaczęła błagać go, żeby ją posiadł.
Krzyknęła z rozkoszy gdy w nią wszedł. Objęła nogami biodra mężczyzny, prosząc żeby nie przestawał i zacisnęła dłonie na jego ramionach
Severus wyszeptał jej imię i wsunął ręce w miękkie, puszyste i gęste włosy pani profesor. Kochali się powoli i niemal w zupełnej ciszy, przerywanej jedynie co jakiś czas jękami i westchnieniami obojga kochanków. Dopiero gdy byli już bliscy spełnienia, ruchy mężczyzny stały się bardziej gwałtowne a ich jęki głośniejsze i obydwoje krzyknęli, kiedy osiągnęli wspólny orgazm.

Kilka minut później, Arabell leżała ułożona wygodnie w ramionach Severusa, który sobie spokojnie palił.
- Już prawie zapomniałem jak to jest – powiedział cicho.
- Ja naprawdę zapomniałam – musiała być lepsza. – Daj macha..
Mężczyzna użyczył jej swojego papierosa i mocno się zaciągnęła.
- Hej, ty smoku! Zostaw trochę. – Zachichotała w odpowiedzi na jego irytację.
- Naprawdę pięć lat z nikim nie byłaś, czy tylko wciskałaś mi kit, żebym cię uwiódł? – zażartował, za co dostał kuksańca w bok.
- Idę się wykąpać. Gdzie łazienka?
- Drzwi na prawo. – Odrzekł spokojnie.
Kiedy dotarła do miejsca przeznaczenia, Severus stwierdził, że „co mu tam, idzie z nią.” Wstał cichutko i poszedł na palcach to łazienki. Arabell siedziała rozkosznie wyciągnięta w wielkiej wannie i miała zmrużone oczy.
Bardzo powoli wszedł z drugiej strony, woda lekko przestygła, ale nadal był rozkosznie ciepła. Severus złapał kobietę za stopę i nieustraszona pani profesor od Obrony krzyknęła cicho ze strachu.
- Co ty wyrabiasz?! – Burknęła urażona.
- Dobieram się do ciebie – zażartował.
- Spadaj, wykąpiesz się później
- Nie ma mowy – Mężczyzna oparł się rękami o brzegi wanny i pocałował Arabell. Kobieta wsunęła dłonie we włosy mężczyzny i cicho westchnęła. Jego język raz niespiesznie pieścił podniebienie kobiety, raz zataczał powolne kręgi wokół jej języka, doprowadzając ją niemal do szaleństwa. Arabell delikatnie ukąsiła Severusa w górna wargę.
- Ała – zażartował i odwzajemnił się tym samym.
- Brutal – udała, że czuje się pokrzywdzona.
- Nie mogę się tobą nacieszyć - wyszeptał jej do ucha i delikatnie ugryzł smukłą, kobiecą szyję. Przesunęła dłonią po karku mężczyzny i zaczęła całować jego ramiona. Jej ręce pieściły zmysłowymi, pociągłymi ruchami plecy Severusa, który zamruczał jak uszczęśliwiony kot.
Poprosił ją żeby usiadła na brzegu wanny i kobieta z lekkim zdziwieniem spełniła prośbę kochanka. Severus powoli i długo całował jej szyję i piersi, lizał nabrzmiałe sutki, a Arabell jęczała cicho, pieszcząc jego, gęste czarne włosy. Oparła się plecami o ścianę łazienki i zamknęła oczy z rozkoszy. Mężczyzna całował je brzuch , pępek, krawędź bioder, wewnętrzną stronę ud...
Krzyknęła, kiedy zaczął pieścić pocałunkami jej wilgotne łono. Możliwość reakcji kobiety była raczej ograniczona bo Severus przytrzymywał w żelaznym uścisku jej biodra. Wygięła plecy w łuk i mocno zacisnęła dłonie na włosach kochanka.
Całował powoli, cierpliwie i z wyczuciem. Wsunął w nią język, smakują esencję jej kobiecości. Zaszlochała cichutko i wyszeptała, że dłużej tego nie wytrzyma, co mężczyzna kurtuazyjnie zignorował i zaczął całować ją z większym zaangażowaniem, aż do cudownego spełnienia, które przyjęła głośno krzycząc jego imię.
Dopiero wtedy przyciągnął ją do siebie i wziął ją aby zaspokoić swoje własne pożądanie. Kobieta objęła kochanka nogami i wtuliła twarz w jego szyję poruszając gwałtownie biodrami. Severus jęknął głośno i objął silnymi dłońmi jej ramiona. Teraz to ona była stroną aktywną i radziła sobie doskonale, doprowadzając go stopniowo na skraj szaleństwa. Objęła go mocno w pasie, delektując się głośnymi jękami kochanka. Sama też odczuwała rozkosz, chociaż nie tak silną jak kilka minut wcześniej. Mężczyzna, ku zadowoleniu Arabell bardzo szybko osiągnął szczyt rozkoszy.
Później jeszcze przez długą chwilę siedzieli w wypełnionej wodą wannie, mocno do siebie przytuleni, wsłuchując się we własne, powoli uspokajające się oddechy.

******
Hermiona nie mogła nic przełknąć na kolacji, na którą spóźniła się ponad piętnaście minut.
- Czego chciał? –Zapytał cicho Harry.
Dziewczyna starała się unikać pogardliwego wzroku Rona.
- Nic takiego. Kolejna fanaberia.
- To znaczy?
- Jak ci powiem, będziesz się nabijać
- No co ty? Wcale nie – Jego głos pobrzmiewał ukrytą wesołością, bo Lilien zdążyła go uprzedzić jakie będzie kolejne życzenie Dracona. Hermiona nie zauważyła tego, bo była pochłonięta rozpaczliwym szukaniem wyjścia z sytuacji
- Za jakąś godzinę mam iść do niego i umyć mu plecy pod prysznicem - jej głos był głosem desperatki. – Perwers...
- To nie jest perwersyjne życzenie, Herm – powiedział Harry lekko rozbawiony. Lil już zdążyła mu opowiedzieć, co wymyślił Draco.
- Nie? Nie mam ochoty oglądać nagiego Malfoya pod prysznicem, ani tym bardziej go dotykać.
Hermiona poczuła się po tych słowach podle, bo tak naprawdę to nie miał nic przeciwko temu, a to stanowiło jedynie dodatkową frustrację.
Harry spojrzał na nią ciekawie. W jej głosie było coś dziwnego.
- Czego ty się obawiasz? – Spytał nagle.
- Nie obawiam się! – Odwarknęła zbyt agresywnie, co tylko utwierdziło Harry'ego w przypuszczeniu, że jednak się obawia.
- Dobra, ale moim zdaniem to nie jest perwersja, zwłaszcza jak na Malfoya. Lilien mi trochę o nim opowiadała. Nie sądzę, aby mógł cię skrzywdzić.- Dodał uspakajająco.
„Nie chodzi o krzywdzenie.” – Pomyślała z roztargnieniem.
- On jest nieobliczalny – powiedziała z rozpaczą w głosie.
„Boże ,a jak mi coś odbije? Albo jemu? Albo nam obojgu? Nie...”- Hermiona bała się tego co może zrobić seksowny blondyn, ale jeszcze bardziej obawiała się własnego zachowania i własnych reakcji. On zbyt mocno na nią działał i to było w tym wszystkim najgorsze. Dziewczyna miała ogromną nadzieje, że Draco nie domyśla się jej moralnych rozterek. Wtedy czułaby się jeszcze gorzej, a on miałby więcej możliwości do nabijania się z niej. Chociaż jakoś nie nabijał się z tego jak reagowała w środę w nocy...
- Och, aż tak nieobliczalny nie jest – Harry przewrócił oczami. – Zjedz coś Herm bo cię nakarmię.- Zmarszczył brwi widząc jak dziewczyna stuka widelcem w pusty talerz.
W jego głosie było tyle powagi, że postanowiła się zmusić do tosta z szynką. Nie był taki zły. W roztargnieniu zaczęła się zastanawiać jak smakowałyby pocałunki przystojniaka ze Slytherinu, który zaszczycił ją właśnie długim i rozbawionym spojrzeniem, zupełnie jakby wiedział co Hermionie chodzi po głowie
„Czemu on nie jest paskudny jak noc listopadowa? Czemu mi to robi? Czemu zażyczył sobie w środę żeby... o Jezu... – Jej buzia się zaróżowił przy tej myśli. - I czemu pocałował mnie w policzek? Czemu, czemu, czemu?!”- Myślało rozkojarzone orzechowookie dziewczę z Gryffindoru.

******

Ten post był edytowany przez Kitiara: 14.12.2004 12:20


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Kitiara
post 14.12.2004 01:28
Post #25 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 173
Dołączył: 08.12.2004

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



ŁUP!!!
Hermiona weszła bez pytania i trzasnęła drzwiami.
- Troszeczkę kultury... – Draco kończył przepisywanie
- Ups, nie chciałam tak mocno, tylko mocniej.
Zignorował jej docinek.
- Poczekaj pięć minut, dobrze?
- Nie mogę się doczekać – warknęła.
- Ja myślę... Wiesz ile kobiet w tym zamku o tym śni i nie tylko o tym... Chcesz, mogę ci pokazać parę listów, które otrzymuję nawet od czternastolatek... Przy niektórych sam Casanova by się zarumienił.
- Akurat!
Draco wstał gwiżdżąc coś cicho.
- Proszę podał jej plik pergaminów. Najgłupsze i najbardziej wulgarne palę, co nie znaczy, że te są mądre bądź niewinne.- Na jego twarzy zagościł niemal nieodłączny smirk.
Hermionę zatkało. Już po pierwszych trzech miała dosyć niewybrednej lektury.
„Ciekawe jak wyglądają te, które niszczy” – pomyślała. Twarz paliła ją niemal żywym ogniem
- No nieźle. Pewnie jesteś z tego dumny, co?- Nie mogła się powstrzymać od złośliwości.
- No a jakże. Dumny jak cholera – zadrwił zimno. – Jak dorwę jakąś małolatę na gorącym uczynku, to wleję jej na goły tyłek. Nawet nie wiesz jakie urocze listy otrzymuje od chłopców Lilien. Przeczytaj sobie podpisy, z jakich te panienki są Domów, gwarantuję ci spore wrażenia.
Hermiona wzięła do ręki plik i zaczęła przekładać kartki pergaminu
„Gryffindor”, „Hufflepuff”, „Hufflepuff”, „Slytherin”, Gryffindor, “Hufflepuff”, “Gryffindor”, Gryffindor”, „Gryffindor – III rok”....
Dalej nie czytała. Zrobiła się blada.
- I jak? – Spytał chłodno Draco.
- Treść czy podpisy? – Spytała niepewnie.
- I to i to.
- Tragedia.
- Ja nawet nie wiem, czy one zdają sobie sprawę z tego co tu wypisują. Śmiem w to wątpić. To już przestało nawet być zabawne, o ile kiedykolwiek było.
Przez kolejną minutę panowała niemal grobowa cisza i było słychać tylko skrobanie pióra po pergaminie. Hermiona wpatrywała się bezmyślnie w stos kartek obok niej.
To było chore. To znaczy idee zawarte w listach same w sobie chore nie były, ale język i sposób ich przedstawienia, pozostawiały wiele do życzenia zarówno pod względem estetyki, jak i dobrego smaku.
- Żałosne – wyrwało się jej.
- I to jak - przyznał jej rację blondas.
- Może powinieneś powiedzieć, którejś z tych napalonych dziewcząt, żeby ci umyła plecy? - Powiedziała Hermiona złośliwie.
- I jaki ja miałbym z tego ubaw? Poza tym chwaliłaby się później taka po całej szkole i jeszcze dostałbym wezwanie od dyrektora, z powodu uwodzenia nieletnich. Poza tym Granger – ty , to ty... Jeśli wiesz co mam na myśli. – Uśmiechnął się do niej szelmowsko
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. – Odparowała zarumieniona po czubki włosów, Gryfonka.
- Ty się chociaż na mnie nie rzucisz bez uprzedzenia, Granger.- Dziewczyna się zaczerwieniła mocniej, w nocy śniło jej się właściwie coś zupełnie innego.- Chyba, że z pazurami, ale wtedy nie będę uprzejmy...
Chłopak wstał, zebrał „listy miłosne” i cisną je na stolik. Po czym bezceremonialnie i bezpruderyjne zaczął się rozbierać.
- A ty na co czekasz? – Spytał, jak najwyżej ściągając ciasno włosy czarną fotką, żeby mu się zbytnio nie zmoczyły.- Wleziesz w szacie pod prysznic?
Podszedł do siedzącej dziewczyny, w samych granatowych bokserkach i powoli rozpiął jej szatę. Hermiona była jak sparaliżowana.
„No i zaczyna się, po prostu świetnie.” – świadomość, że on mógłby z robić z nią dosłownie wszystko, a ona zrobiłaby bez większych (jeśli nie bez żadnych) oporów absolutnie wszystko z nim, wywołała w niej przyjemny dreszcz podniecenia.
Ściągnął z niej szatę i zagwizdał. Dziewczyna miała pod spodem jedynie obcisłą, czarną bluzeczkę na ramiączkach i czarne majtki, gwoli ścisłości – stringi, czego akurat w tym momencie Draco nie mógł dojrzeć, bo siedziała.
- Nie myślałeś chyba, że wejdę pod ten prysznic nago? – Spytała chłodno.
- Jak wolisz, nago jest wygodniej. Poza tym, nagą cię już widziałem i nie jesteś w moim typie – te słowa ją trochę zabolały. Poczuła się urażona i wypaliła:
- A mówiłeś, że jestem piękna! – Trochę za późno ugryzła się w język
Chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Pod wpływem czaru chwili. Poza tym byłem zmęczony. – Popatrzył na nią uważnie. Oczywiście uważał, że jest piękna, ale Malfoy jak to Malfoy, musiał się droczyć. - Wy, kobiety, łase jesteście na komplementy, jak koń na owies (natchnęła mnie do tej sentencji , pani Renia Begger– przyp. autorki).- w jego oczach zaigrały ogniki wesołości, Hermiona zaś klęła na siebie w duchu, na czym świat stoi.
„Kiedyś sama sobie utnę język” – ale ta myśl wywołała niepokojące uczucie, że jeżeli utnie sobie język to nie będzie mogła...”- Chryste, o CZYM ja myślę?!”
- Oczywiście, że masz piękne ciało Granger, czemu ty mi się tak dajesz podpuszczać? Jeszcze pomyślę, że to lubisz.
Draco poszedł do łazienki zostawiając ją złą i zażenowaną.
Po chwili usłyszała szum lejącej się wody i głos zniecierpliwionego chłopaka.
- No chodź, ile mam tu czekać?
Wstała i poszła jak na ścięcie. Nigdy wcześniej nie widziała jego łazienki i kiedy weszła pomyślała, że to niesprawiedliwe, iż niektórzy mają takie luksusy. Przede wszystkim była ogromna. Wszystko utrzymane było w srebrno-zielonej tonacji z białymi ścianami i białymi dodatkami. Kabina prysznicowa zajmowała aż połowę łazienki, więc była naprawdę spora. Draco wychylił się za uchylonej kabiny.
- No właź... O widzę, że podziwiasz wystój. Chodź, nie mogę się już doczekać... – Uśmiechnął się drapieżnie. Wyglądał niesamowicie. Mocno i wysoko upięte włosy podkreślały tylko szczupłość i męskie rysy twarzy młodzieńca.
Hermiona starała się nie myśleć, że chłopak, w przeciwieństwie do nie,j jest zupełnie nagi. Jego bokserki leżały sobie najspokojniej na stołeczku przy umywalce.
„To tylko durny Malfoy, tylko Malfoy...” – przekonywała siebie w duchu.
Weszła do kabiny, Draco zakręcił wodę i odłożył prysznic. Dziewczyna wzięła z półki płyn do mycia ciała. Zauważyła, że chłopak używa sporej ilości kosmetyków do pielęgnacji, posiadał nawet odżywkę do włosów.
„O rany” – pomyślała optymistycznie, nalewając sobie na dłoń płyn o zapachu jaśminowym.
„Ładny zapach” – pomyślała i pochyliła się by powąchać dłoń.
Powoli rozprowadziła płyn na mokrych plecach młodego arystokraty, zaczynając od łopatek, a na kości krzyżowej kończąc i starając się nie patrzeć na jego cholernie zgrabny tyłek.
Draco zamruczał rozkosznie.
- Mogę wiedzieć dlaczego nie wzięłaś myjki? – Spytał z lekkim rozbawieniem, a Hermiona spiekła widowiskowego raka i sięgnęła po myjkę leżącą, jak wół, obok płynu, ale Draco złapał ją za dłoń.
- Tak jest okey – powiedział odwracając się do niej – masz cudowny dotyk. Nie przerywaj...
Hermiona poczuła się jak w jakiejś groteskowej pułapce, z której miała ochotę wiać, ale z drugiej strony, chciała w niej tkwić, aż na wieki wieków. Nie wiedziała, które z ambiwalentnych pragnień jest silniejsze, ale wiedziała, które jest prawdziwsze i to napawało ją dziwnym, przyjemnym i niemal zmysłowym lękiem.
Obawiała się tego mężczyzny i zarazem mocno go pragnęła. Musiał to sama przed sobą przyznać. Pragnęła go niemal do bólu.
Jej dłonie pieściły plecy Dracona z coraz większą śmiałością i chłopak bez żenady zamruczał głośniej. Hermiona opamiętała się i sięgnęła po prysznic, aby spłukać pianę z ciała Malfoya, ale znowu złapał ją za rękę.
- Chcę jeszcze – powiedział tonem absolutnie nie znoszącym sprzeciwu pieszcząc wymownie przegub jej ręki i odwrócił się do niej przodem kładąc dłonie dziewczyny na swojej klatce piersiowej.
Jego szare oczy były tak wymowne jak dotyk i Hermiona mogła w nich dostrzec wyraźnie zarówno pożądanie, jak i obietnicę. Wzrok chłopaka zdawał się mówić, że dziewczyna może mieć wszystko co zechce i zrobić absolutnie wszystko czego zapragnie. Zrobiło się jej gorąco, chciała zaprzeczyć, powiedzieć, że to nie fair, że miała umyć mu tylko plecy, ale była w stanie jedynie dalej błądzić dłońmi po jego szczupłym, ładnie umięśnionym ciele.
„Chcę do mamy” - pomyślała zrozpaczona.
Draco lekko ją od siebie odsunął i podniósł prysznic. Opłukał się sam, a kiedy to robił, zakłopotana dziewczyna nie wiedziała gdzie ma podziać oczy więc skromnie spuściła wzrok. Bezmyślnie patrzyła na swoje dłonie, które były całe w pianie.
Chłopak ujął ręce Hermiony i powoli spłukał z nich płyn delikatnie pieszcząc palcami wnętrze dłoni.
„Niech on przestanie” - pomyślała lekko spanikowana.
Draco odwiesił prysznic i popatrzył Gryfonce w orzechowe oczy, a jego wzrok epatował jeszcze silniejszym pożądaniem i obietnicą spełnienia jej najskrytszych marzeń. Chciała na niego wrzasnąć, żeby przestał na nią gapić się w ten sposób, ale była w stanie jedynie przełknąć ślinę i odwrócić zakłopotane spojrzenie od jego szarych oczu.
„Teraz, albo nigdy. Jeżeli teraz nie wyjdę, to...”
Jak w transie odwróciła się w stronę przesuwanych drzwiczek kabiny, ale Draco ją zatrzymał. Nie natarczywie. Położył jedynie dłoń na ramieniu dziewczyny, a ją przeszły od tego dotyku ciarki. To było niemal muśnięcie, ale ona się zatrzymała i zamknęła oczy.
- Poczekaj – powiedział cicho, chociaż wcale nie musiał tego mówić, bo Hermiona stała jak sparaliżowana.
Poczuła jak zbliża się do niej, poczuła jego ciepły oddech na swoim karku.
„Pomocy” – pomyślała zaciskając mocniej powieki. Czuła jak jej serca przyspiesza, krew szybciej krąży w żyłach, a w głowie zaczyna wirować, kiedy drugą rękę oparł na jej tali i musnął wargami płatek lewego ucha.
- Bardzo gniewasz się na mnie... za to... co stało się... w środę... w nocy? – to był ciepły szept, przeplatany delikatnymi pocałunkam, składanymi na jej policzku, karku, uchu... i dziewczyna chciała się zapaść pod ziemię ze wstydu.
- Czemu mnie o to pytasz? – zapytała niemal z rozpaczą.
- Bo chcę wiedzieć – przesunął dłoń z jej karku na szyję, odchylił głowę dziewczyny do tyłu i musnął ustani jej wargi. – Powiedz – delikatnie pocałował jej ramię.
Co ona miała powiedzieć? Postanowiła zbytnio nie kłamać, zwłaszcza, że przestawała powoli racjonalnie myśleć. Jego bliskość, ciepło i zapach, doprowadzały ją do powolnej utraty woli, a nawet zdrowego rozsądku.
- Najpierw byłam wściekła, teraz już nie jestem. – Powiedziała rumieniąc się jak różyczka.
Ku jej uldze, w ogóle tego nie skomentował, a jedyną jego reakcją było odwrócenie jej twarzą do siebie.
- Nie masz się czego wstydzić – powiedział biorąc w dłonie jej twarz i składając pocałunek na jej czole. Drgnęła lekko i zarumieniła się jeszcze bardziej. Chciała żeby ją pocałował. Bardzo chciała. Pragnęła tego całą sobą.
- Co ja mam z tobą zrobić, Granger? – Spytał, szepcząc prosto do jej ucha, a jej lekko zakręciło się w głowie.
- Pocałuj mnie – powiedziała zdziwiona własną śmiałością. Draco cicho się zaśmiał i zaczął całować delikatnie jej szyję.. Przyciągnął ją mocniej do siebie, tak że jego mokre ciało przywarło do jej ciała. Poczuła jak silnie jest podniecony, ale to jedynie wzmocniło jej własne podniecenie i pożądanie.
- Co jesteś w stanie zrobić w zamian? – Spytał z lekką drwiną i ugryzł delikatnie jej ucho.
Na chwilę straciła oddech. Chłopak pieścił jej usta palcami.
- Co jesteś mi w stanie mi zaofiarować za pocałunek? - Zapytał jeszcze raz.
- Wszystko – usłyszała zdumiona własnymi słowami. – Tylko mnie pocałuj, proszę.
Boże, ona prosiła Malfoya.. i to o co? Żeby ją całował.
- Wszystko? To bardzo niekonkretne, panno Granger. Proszę powiedzieć, co dokładnie jest pani w stanie zrobić za jeden niewinny pocałunek Pełnymi zdaniami.
Hermiona zamrugała ze zdziwienia. Nawet teraz bawił się jej kosztem. Był wyrachowany i chciał udowodnić jej, że to on ma ostanie zdanie i tak naprawdę od niego tylko zależy, co się między nimi będzie działo. Ale w tej chwili nawet to było nieistotne. To, jak do niej mówił, jedynie podsycało pragnienia młodej kobiety.
- Ja – zaczęła niepewnie – zrobię wszystko co mi każesz.
- To nie jest odpowiedź jakiej oczekuję. Wzorową uczennicę stać na coś lepszego.- Patrzył jej w oczy z rozbawieniem, pożądaniem i zaciekawieniem.
Chciał, żeby go błagała o ten pocałunek i będzie go błagać.
- No słucham, co zrobisz w zamian?
- Będę cię dotykać i całować tak jak zechcesz, i gdzie zechcesz – mimo zawstydzenia, Hermiona podjęła tą ryzykowną grę. To i tak zaszło za daleko, a ona tak bardzo go pożądała, że naprawdę zrobiłaby wszystko, byle tylko ją pocałował. – Oddam ci się – dodała niemal z desperacją w głosie.
Popatrzył na nią z zainteresowaniem.
- Oddasz mi się za zwykły pocałunek? – Spytał cicho.
„Och idiotko, przecież ty chcesz z nim to zrobić – pomyślała z irytacją. – Po co się okłamywać?”
- Tak - odpowiedziała całkiem szczerze.
- Och, nie trzeba – szepnął łagodnie. - Nie trzeba.
Szybkim ruchem ściągnął z niej podkoszulek i pochylił się by pieścić językiem jej nabrzmiałe sutki. Najpierw jeden potem drugi . Jęczała z rozkoszy. Po raz kolejny doprowadził ją do stanu, w którym za nic na świecie nie chciałaby, aby przerwał swoje pieszczoty.
- Proszę – szepnęła – pocałuj mnie – jej głos był lekko zachrypnięty.
Pragnęła poznać smak jego us., Tak bardzo pragnęła, że nie była nawet w stanie tego wyrazić.
Całował jej ramiona i szyję. Dziewczyna ściągnęła gumkę z włosów mężczyzny i zanurzyła dłonie w ich cudownej miękkości, na co zareagował cichym westchnieniem
- Jak bardzo tego chcesz? – zapytał niskim, silnie zachrypniętym głosem, przyciągając ją mocniej do siebie. Czuła jak jego nabrzmiały, gorący członek wrzyna się w jej brzuch i to doprowadzało ją niemal do szaleństwa.
Poczuła się cudownie mając świadomość, że on pragnie jej tak mocno jak ona jego, albo nawet bardziej.
Przyciągnęła jego głowę ku sobie i wspięła się na palce.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. – wyszeptała. - Proszę, pocałuj mnie. Błagam, cię Draco... – Jego imię w jej ustach brzmiało dla Malfoya jak muzyka.
Mimo przyzwolenia, a nawet próśb dziewczyny, jego pocałunek był gwałtowny . Hermiona poczuła lekki ból, kiedy Draco natarczywie wsunął język niemal do jej gardła. Całował ją z takim zapamiętaniem, że zabrakło jej powietrza, ale później się opanował i na chwilę się od niej odsunął. Przejechał dłońmi po łopatkach dziewczyny. Hermiona gwałtownie złapała oddech i wbiła palce, i paznokcie w jego kark.
Pocałował ją jeszcze raz. Teraz był delikatny i subtelny. Rozluźniła dłonie i objęła go mocniej, a on przycisnął na powrót miękkie ciało dziewczyny do swojej wilgotnej i rozpalonej pożądaniem skóry. Odgarnął gęste, lekko poskręcane włosy z jej czoła i zaczął pieścić kark, a drugą ręką objął szczupłą talię Hermiony.. Draco masował językiem podniebienie dziewczyny i jej usta. Jęknęła cicho kiedy ugryzł delikatnie jej dolną wargę i odwzajemniła się tym samym.
Chłopak westchnął i pchnął ją lekko, tak że oparła się o ścianę. Zaczął całować jej szyję, dekolt i jędrne piersi. Ukląkł przed nią i ściągnął jaj jedwabne czarne stringi. Pocałował jej brzuch. Hermiona odruchowo zacisnęła nogi, w końcu była nadal dość niewinnym stworzeniem, ale Draco stanowczo rozsunął jej uda i pocałował wilgotne łono dziewczyny. Krzyknęła cicho i przytrzymała się prawą dłonią wąskiej półki, żeby nie osunąć się na kolana, bo zmiękły jej kolana. a w głowie zaszumiało jak po dużej dawce alkoholu.
„Za dużo Brandy z lodem” - pomyślała zupełnie bez sensu Hermiona.
Mężczyzna pociągną ja ku sobie, tak, że po chwili klęczała na przeciw niego. Popatrzyła w jego szare pociemniałe od pożądania oczy i sama odważyła się go pocałować. Całowali się powoli i zmysłowo. Objęli się mocno i Draco wsunął dłoń między uda dziewczyny pieszcząc ją delikatnie. Hermiona jęknęła głośno i zacisnęła palce na jego łopatkach mocno opierając plecy o ścianę. Malfoy patrzył z fascynacją na jej przymknięte powieki i lekko rozchylone usta. Wolną dłonią zaczął pieścić nabrzmiałe piersi Gryfonki, wyzwalając z jej gardła głośniejsze jęki. Pochylił się i pocałował jej brzuch, zagłębienie między piersiami i szyję. Wsunęła dłonie w długie blond włosy chłopaka, pieszcząc delikatnie skórę głowy i Draco cicho westchnął.
- Popatrz na mnie - wyszeptał jej do ucha. Hermiona uniosła powieki i mężczyzna spojrzał w orzechowe tęczówki przysłonięte lekko mgłą rozkoszy i pożądania.
Jego pieszczoty stały się bardziej śmiałe i Hermiona cicho krzyknęła, kiedy wsunął w nią palce.
- Jesteś zupełnie niesamowita, wiesz? – W odpowiedzi na swój komplement usłyszał jedynie głośne westchnienie i cichy okrzyk, kiedy zaczął ssać jej nabrzmiały sutek.
Objął ją i przyciągnął do siebie całując ramiona i szyję dziewczyny. Przylgnęła mocno do niego, błagając, żeby nie przestawał, czego wcale nie zamierzał robić.
Hermiona gwałtownie poruszała biodrami i wbijała palce w jego plecy.
Krzyknęła głośno a z jej oczu pociekły łzy. Jej orgazm był krótki i silny, i po chwili przytuliła się do niego cichutko jęcząc
- Już dobrze – wyszeptał wtulając twarz w jej miękkie włosy i chłonąc ich cudowny zapach. Sam był tak mocno podniecony, że ledwie mógł oddychać. Nie zamierzał jej wypuścić ze swoich objęć i pocałował namiętnie nabrzmiałe wargi Hermiony.
Dziewczyna zaczęła pieścić jego klatkę piersiową twardy, umięśniony brzuch.
- Nie przestawaj – wyszeptał, niecierpliwie przesuwając jej dłonie niżej i dając do zrozumienia, że chce aby dotykała jego męskości.
Dziewczyna ujęła niepewnie jego członek w dłoń. Do tej pory miała do czynienia z nagimi mężczyznami jedynie na ilustracjach w książkach o tematyce medycznej lub seksuologicznej. A ten mężczyzna był absolutnie nagi i absolutnie podniecony...
Podniecony nią. Zaczęła go delikatnie pieścić. Mimo, że był nabrzmiały i bardzo twardy, w jego strukturze dało się wyczuć coś delikatnego. Powierzchnia penisa była gładka i jakby aksamitna. Hermiona stwierdziła ze zdziwieniem, że to bardzo miłe doznanie i jej pieszczoty stały się bardziej śmiałe.
Draco jęknął głośno i przygryzł wargę. Popatrzyła na niego z zaciekawieniem.
Miał lekko zmrużone oczy a na jego twarzy malowała się czysta rozkosz. Hermiona pomyślała, że jest piękny. Dziewczyna jedną dłoń położyła na tali chłopaka pieszcząc powolnymi ruchami jego skórę, a drugą odsunęła napletek i zaczęła delikatnie masować twardą i lekko wilgotną główkę członka. Wtulił twarz w jej szyję i jęknął głośniej.
- Tak ci dobrze?- Spytała niepewnie, trochę zawstydzona, tym że cała sytuacja sprawia jej głęboką satysfakcję.
- Tak jest cudownie – usłyszała tuż przy uchu szept.
Draco oparł dłonie o ścianę, otarł się swoim policzkiem o jej policzek i zamruczał jak zadowolony z drapania za uchem kociak.
Zaczęła pieścić go obydwoma rękami. Jedną delikatnie gładziła jądra a drugą przesuwała wzdłuż członka dostosowując rytm swoich pieszczot do ruchu bioder mężczyzny.
Draco czuł się wspaniale, było mu wspaniale, a jego satysfakcja była tym większa, że ona robiła to z własnej nieprzymuszonej woli. Pomyślał, że może jednak zażyczy sobie czegoś więcej, w końcu powiedziała, że zrobi „wszystko”, ale szybko przestał racjonalnie myśleć.
Bardzo głośno jęknął i odrzucił do tyłu głowę z rozkoszy. Hermiona pomyślała, że jego reakcje są cudowne, tak samo jak on i pocałowała zagłębienie napiętej szyi chłopaka.
- Nie przestawaj, Hermiono... – wyszeptał – ...nie przestawaj.
Chyba pierwszy raz w życiu zwrócił się do niej po imieniu i dziewczyna poczuła się dziwnie. To było miłe. Nadal go pieściła i z zadowoleniem czuła, że jego ruchy stają się coraz szybsze a oddech bardzo płytki. Draco cicho krzyknął kiedy zaczęła lizać jego twarde sutki. Nigdy nie pomyślałaby, że można mieć tyle przyjemności z zaspakajania drugiego człowieka. Polizała delikatnie obojczyk mężczyzny, co zostało nagrodzone przecuągłym jękiem.
Hermiona z konsternacją zauważyła, że jest podniecona, ale całowała go i pieściła dalej zapamiętując się w tym całkowicie. Draco tak cudownie jęczał, że zapragnęła usłyszeć jak krzyczy. Pieściła go już całkowicie pewnie, wiedząc, że sprawia mu przyjemność i intuicyjnie wyczuwając w którym momencie dotykać go delikatniej, a w którym „brutalniej.” Przeżywał swoją rozkosz z jawnym nieskrępowaniem i zadowoleniem, okazując, że jest mu dobrze, i że pragnie więcej i więcej.
Objął ją mocno a ona zanurzyła twarz w jego włosach. Kiedy krzyknął w momencie spełnienia, Hermiona westchnęła cicho z satysfakcją..
Dziewczyna poczuła jak po jej rękach i brzuchu spływa nasienie Dracona, który mocno ją do siebie przytulał i gładził po plecach, całował namiętniej jej szyję i ramiona .
Słyszała jak jego oddech powolutku się uspokaja, a serca zwalnia nieznacznie rytm. Wstał, ale ona klęczała nadal. Niepewnie podniosła do góry wzrok i napotkała spojrzenie szarych, nieprzeniknionych oczu mężczyzny. Wyciągnął do niej dłoń, ale Hermiona nie uczyniła żadnego gestu, zbyt zaniepokojona i zaskoczona tym, co działo się między nimi. Tak nie powinno być. On jest ze Slytherinu, ona z Gryffindoru. On jest arystokratą i rodowitym czarodziejem od kilkunastu pokoleń wstecz, ona córką mugoli - zwykłą szlamą. Szlama... Hermiona wzdrygnęła się odruhowo.
Zirytowany jej brakiem reakcji, Draco pochylił się i podniósł dziewczynę, za ramiona, do pozycji stojącej. Popatrzył na nią przenikliwie. Bez słowa wziął prysznic i spłukał z jej dłoni i brzucha swoją spermę.
„Materiał genetyczny – przyszła mu nagle do głowy. – Bezcenny materiał genetyczny niezastąpionego rodu Malfoyów. Arystokratyczne plemniki...”
W sumie ta myśl powinna go rozbawić, ale wzbudziła w nim niechęć i jakieś dziwny smutek. Szybko otrząsnął się z tego nieprzyjemnego stanu świadomości.

Hermiona schyliła się i podniosła swoja garderobę, teraz zupełnie mokrą, bo całą podłogę pokrywała woda. Chciała jak najszybciej stąd wyjść.
- Poczekaj – Malfoy przywrócił ją do rzeczywistości – powiedziałaś, że jesteś w stanie zrobić wszystko za pocałunek, więc chyba nie zamierzasz teraz tak po prostu wyjść? – Jego głos był cichy i sugestywny.
„Świetnie – pomyślała. - Znowu sama się pogrążyłam. Świetnie.”
Bawiła go jej niepewność i zażenowanie. Widać było, że teraz żałowała słów wypowiedzianych w momencie erotycznego zapomnienia..
- Czego chcesz? – Spytała z rezygnacją w głosie. To stawało się absurdalne. Nie – absurdalne już było, teraz zmierzało do stania się absolutną groteską.
Stanął tuż za nią i zaczął pieścić ramiona, i całować szyję Hermiony. Znowu poczuła to nieznośne podniecenie. Miała ochotę zrobić wszystko, co jej każe, wszystko a nawet więcej. Wystarczyło, że ją dotknął i pocałował, a ona traciła zdrowy rozsądek.
- Chcę tego, co mi dasz – powiedział po prostu. – Liczę na twoją inwencję twórczą…
Trochę się zezłościła jego słowami.
- Czy to jakiś egzamin, Malfoy? – Spytała z irytacją.
- Sprawdzam tylko twoją wyobraźnię, Granger. - Jego głos był spokojny, łagodny i stanowczy.
„Moją wyobraźnię. Wspaniale....” – miała bardzo bujną wyobraźnię , zwłaszcza w chwili, kiedy dłoń mężczyzny zsunęła się na jej lewą pierś gładząc ją i delikatnie szczypiąc twardniejącą coraz bardziej sutkę, a jego język masował kark dziewczyny, powodując silne dreszcze podniecenia biegnące wzdłuż kręgosłupa i rozlewające się falą cudownej przyjemności po całym ciele.
Gdy dłoń Malfoya zsunęła się niżej i zaczęła wolno gładzić wnętrze uda, skala rzeczy, które była w stanie zrobić z tym przystojnym, zimnym draniem urosła w zastraszającym tempie a wyobraźnia erotyczna panny Granger osiągnęła rozmiary kosmosu.
- No, skarbie? – Spytał z lekką drwiną, dalej bawiąc się jej rosnącym podnieceniem. Odwrócił ją twarzą ku sobie i spojrzał głęboko w oczy.
Hermiona miała ogromną ochotę na wiele rzeczy, ale mały problem stanowił istotny fakt, że była niedoświadczona, a co za tym idzie, skrępowana i niepewna. Niczego nie ułatwiało jej też onieśmielenie, które wzbudzał w niej Draco. Zupełnie gubiła się w swoich uczuciach.
Zażenowana stwierdziła, że stoi przed nim od dłuższej chwili i po porostu się na niego gapi. Malfoy patrzył na nią z zaciekawieniem i oczekiwaniem, wyraźnie malującym się w jego oczach.
„Gdybym mogła mu powiedzieć, co się ze mną dzieje, ale on tylko by ze mnie drwił... Niedoczekanie...” – pomyślała.
Draco lekko przechylił głowę i uniósł brew w geście oczekiwania i lekkiego zniecierpliwienia.
Hermiona objęła mężczyznę w pasie i pocałowała niepewnie jego prawy obojczyk a następnie zsunęła usta na sutek, który zaczęła na przemian lizać i ssać. Draco wsunął palce w jej włosy i głośno westchnął.
Uniosła na niego niepewny i trochę przestraszony wzrok. Nienawidziła siebie samej, za to, że jest tak zażenowana i niepewna.
„Chciałabym i się krępuję a nawet się boję... cholera” – pomyślała z rozpaczą. Nie zamierzała mu się zwierzać ze swoich uczuć, chociaż czuła, że powinna.
Musiał dostrzec desperację w jej oczach, bo gdy znowu zaczęła lizać i delikatnie przygryzać jego drugi sutek, Draco uniósł jej głowę do góry i spojrzał uważnie w jej ciemnoorzechowe tęczówki. Oczy panny Granger zaczynały mu się podobać coraz bardziej.
„Nie jest dobrze” – pomyślał lekko zaniepokojony o swoje odczucia..
- Co jest? – Zapytał dosyć stanowczym tonem.
„Pieprzony Ślizgon, po co im ta chrzaniona intuicja?!” – Pomyślała kulturalnie Gryfonka.
- O co ci chodzi? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- No właśnie myślałem, że ty mi wyjaśnisz. Masz dziwną minę.
- A co cię obchodzi moja mina?
- Właściwie sam nie wiem czemu się tym interesuję, Granger. Mogę na ciebie w ogóle nie zwracać uwagi... – Głos Malfoya epatował nie tylko drwiną, ale też lekką urazą, że nie doceniła jego wrażliwości i empatii. – No więc?
Hermiona miała ochotę wyć. Dużo łatwiej byłoby, gdyby kazał jej zrobić coś konkretnego. Nie musiałaby walczyć ze swoimi moralnymi rozterkami, a tak... Co za wstyd.
- Słucham? Będziemy tak stać do jutra? – Zadrwił.
„W piszdu.. – pomyślała. – Ależ ja się robię wulgarna”
- Nie jestem zrobiony ze stali – powiedział w końcu zniecierpliwiony jej milczeniem. Draco – ale to już chyba zdążyłaś zauważyć, co?
- Jasne! Nie chcę, żebyś ze mnie drwił – warknęła urażona.
- Nie zamierzam – jego głos był cichy a spojrzenie trochę złagodniało.
- Bo to jest, kurwa, no! – Hermiona się załamała i była bliska łez
- Ty ostatnio wszędzie widzisz kurwy , Granger. Weź się opanuj i powiedz o co chodzi, a nie jakieś cyrki tu odstawiasz. To kabina prysznicowa, nie arena..
- Łatwo ci mówić.- Ona naprawdę zamierzała się popłakać. Wyglądała na zagubioną i nieszczęśliwą.
- Słuchaj – powiedział do niej siląc się na spokój. – Przecież nie pytam się ze względu na siebie. Nie potrafisz tego zrozumieć? – Objął ją i przytulił.
- O co chodzi? – Spytał jeszcze raz, bardzo cicho i łagodnie.
Hermiona trochę się uspokoiła.
Przytuliła twarz do jego ramienia, a Draco pogładził jej włosy.
- Ja naprawdę chciałabym cię całować tak jak ty mnie... wtedy... w środę – Boże ,czemu to było takie trudne? – Ale ja się wstydzę... – przełknęła łzy i zacisnęła powieki.
„Chryste, niech on tylko się ze mnie nie nabija. Niech mi nawet każe przed sobą uklęknąć, ale niech ze mnie nie drwi” – myślała z rozpaczą.
Chłopak nadal pieścił jej włosy.
- To ciekawe, Granger...
„No i się zaczyna” – pomyślała, czując jak jej żołądek związuje się w supełek.
Ale nic się nie zaczęło.
- Ty jesteś ze mną SZCZERA. Chyba zacznę pisać pamiętnik.
- Bardzo zabawne – powiedziała, znowu przełykając łzy.
- Raczej wzruszające – ku jej zdziwieniu, nie usłyszała w głosie młodego Malfoya ani drwiny, ani rozbawienia.
Odsunęła się i popatrzyła na niego nieufnie. Miał nieprzenikniony wyraz oczu.
- I co się tak gapisz? – spytał rozdrażniony. – Nie zamierzam cię do niczego zmuszać ani się na ciebie rzucać.
Hermiona zamrugała ze zdziwienia.
- Odpuścić też ci nie zamierzam, przynajmniej nie tak do końca... – Nie mógł się obejść bez jadowitego uśmiechu.
- Co zamierzasz... – ale nie zdążyła dokończyć, bo Draco zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem.
- Ja, Granger, ciebie się nie wstydzę. – Powiedział, gdy próbowała złapać oddech. Mężczyzna wziął ją na ręce i kopnięciem otworzył przesuwane drzwiczki kabiny, widowiskowo je rozwalając.
Hermiona nie miała ani siły, ani ochoty protestować.

******
Harry wlazł do zimnej wody i się wzdrygnął, Jezioro było lodowate. Popatrzył z zazdrością i podziwem jak Lilien nurkuje z radosnym pluskiem, a po paru chwilach wypływa dobry kawałek dalej. Nie miał okularów, ale nie było tak źle z jego wzrokiem. Dokładnie widział kształty w świetle księżyca, który niemal osiągnął nów. Była jedenasta wieczorem. Trzy godziny wcześniej panna Snape zaproponowała mu nocną kąpiel na golasa i kiedy powiedział, że pływa „bardzo słabo”, uznała nauczenie go tej szlachetnej czynności za swoją życiową misję.
Dziewczyna roześmiała się perliście i wykonała zachęcający gest dłonią.
„Kurwa, co za zamrażarka” – pomyślał Harry, robiąc kolejny krok do przodu i czując jak jego uda zanurzają się w płynnym lodzie. Na całym ciele miał gęsią skórkę i trząsł się jak osika.
- Nie wchodzę dalej! Nie jestem masochistą!
- Och, oczywiście że nie! – zaśmiała się głośniej – jesteś zwykłym CYKOREM!
- Ja ci jeszcze pokażę! – poczuł, że została naruszona jego godność osobista.
- Jest w Gryffindorze, pokonał Voldzia a cyka się wejść do zimnej wody! BOHATER! – Lilien wlazła na skałę, wystającą jak mała wysepka nad wodą, stanęła na niej i krzyczała wsparta pod boki, w ogóle nieskrępowana swoją nagością.
W Harry’ego wstąpił bojowy duch.
„Ja jej dam” – pomyślał. Zacisnął powieki i wykonał kilka szybkich kroków.
- Brrrrr – zatrząsł się i zatrzymał się zanurzony w zimnej wodzie po pas.
„Czy ja to robię dla niej, czy dla siebie? – pomyślał. – Ale w końcu zawsze chciałem dobrze pływać.”

Kiedy Lilien opowiedziała, że odbywa takie cudowne kąpiele razem z Draco albo sama, co najmniej dwa razy w tygodniu, zrobił okrągłe oczy i zapytał jak ten kretyn: „Robisz to nago z Malfoyem?”. Myślał, że go śmiechem zabije. A później spojrzała z politowaniem i stwierdziła: „Traktujemy się jak rodzeństwo. A tak poza tym nie wiem, co zdrożnego jest w kąpaniu się nago w środku nocy. To wspaniała sprawa, zresztą sam się przekonasz.”
Jego nieśmiałych protestów nie przyjęła oczywiście do wiadomości i teraz cierpiał z powodu zimna oraz świadomości, że pływa dosyć słabo a ona czuje się w wodzie jak najprawdziwsza ryba.

Pół godziny później Lilien szczerzyła się do niego z radości W końcu nie na darmo tłumaczyła mu jak ma oddychać. Harry bardzo szybko załapał o co chodzi, bo naprawdę mu na tym zależało.
- A nie mówiłam? Masz talent. Masz wiele talentów – powiedziała seksownie unosząc brew.
- Mówiłaś... – Harry leciutko się zapłonił na sugestywnie brzmiące „wiele”
- Okey! – Znikła pod wodą, aby za chwile pojawić się przy wspomnianej skale. Wlazła na nią i wykonała przyzywający gest dłonią w kierunku Harrey’ego.
- NIE!!! – wrzasnął i skrzyżował ręce na piersi. Skalna wysepka była jakieś 30-40 metrów dalej. Trudno mu było ocenić bez okularów.
- CHODŹ DO MNIE, SKARBIE! – odkrzyknęła – DAM CI BUZI!
Po kilku minutach namowy w końcu się odważył i przepłynął bez problemu ten kawałek, a część drogi pokonał nawet pod wodą.
Po paru chwilachmny i blady obok Lilien.
- No widzisz, wychodzi ci to świetnie.
- Nie tak dobrze jak tobie.
- Mi? Nie widziałeś jak pływa Draco. Ale ja go kiedyś prześcignę.
- Aleś ty zawzięta.
- A dlaczego on ma być lepszy? – żachnęła się. – Herm wróciła spod prysznica? – spytała nagle ciekawie
- Nawet nie wiem, siedziałem w dormitorium, bo we Wspólnym był Ron, a on na mnie dziś działa jak płachta na byka. Wrócił dopiero o dziesiątej trzydzieści, gdy udawałem, że kimam.
- Draco jest okropny.- Lilien powiedziała to raczej z rozbawieniem niż złością.
- TY jesteś okropna. Wiesz jaki jest i podsuwasz mu takie pomysły.- Harry popatrzył na nią z dezaprobatą.
- Znam go dużo lepiej od ciebie. – Popatrzyła na niego z poważną miną – On nie użyje przemocy wobec kobiety za Chiny ludowe... Wiem o tym.
- Znasz go krótko.
- Nie liczy się ilość tylko jakość. Ciebie znam wieki, nie? – W jej głosie była lekka drwina. Harry się zawstydził.
- No dobra, dobra. Skończmy ten temat. Po prostu mi jej żal. Z jednej strony Malfoy a z drugiej Ron. W sumie Ron jest dużo gorszy. Nie chcę nawet o nim myśleć.
- A ja nie chcę o nim rozmawiać... Ścigamy się do brzegu.
- Ha ha ha. I tak wygrasz...
- Dlatego chcę się ścigać. – Lilien zachichotała. – Musisz ćwiczyć. No to jak?
- Oczywiście, że się ścigamy. Wiesz co głupio mi tak stać z tobą na golasa na tej skale...
- Pacan! –Lil skoczyła do wody i Harry szybko poszedł w jej ślady.
Była o pięć sekund szybsza.
Usiadła na brzegu i zaczęła wyżynać mokry warkocz.
- Rozpuść włosy, są piękne – Harry usiadł obok i założył okulary.
- NO nie..
- Proszę. – Żachnęła się i rozplotła warkocz. Mokre włosy opadły jej na plecy i dziewczyna się skrzywiła.
- Niewygodnie.
- Ale pięknie. Weź je jutro rozpuść, nie związuj i nie rób warkocza.
- Pod warunkiem, że będziesz chodził jutro bez okularów...
- No wiesz? – Harry się obruszył – To nie to samo.
Lilien się zaśmiała.
- No, nie... Okey. Rozpuszczę pióra, ale tylko jutro i tylko dlatego, że mnie prosisz.
Harry pocałował ją w policzek.
- Jesteś cudowna.
- Wiem – dziewczyna uśmiechnęła się słodko i zatrzepotała zalotnie rzęsami.
- I niebywale skromna – dodał poważnym tonem Harry.
- To też wiem – obydwoje się zaśmiali.
- Gdzie ty byłaś kiedy cię nie było?
- Uczęszczałam do Durmstrangu. Nie chcę o tym teraz mówić.
- A co chcesz robić? – zapytał Harry z niewinną miną.
- To samo co ty – Twarz Lilien wyrażała szczerą skromność i dziecięcą słodycz.
- No to muszę ci powiedzieć, że masz nieczyste myśli.
- Zrobiłam z ciebie potwora, Harry. – Lilien udała, że jest załamana.
- Ale mi z tym dobrze.- Chłopak leciutko się zarumienił.
- Mi niestety też.
Harry objął Lilien i delikatnie ją pocałował. Zamruczała cichutko i dała mu do zrozumienia, że chce bardziej śmiałych pieszczot.
Ich języki splotły się w erotycznym tańcu i dziewczyna całkowicie zapomniała o tym, że jest jej niewygodnie z mokrymi, rozpuszczonymi włosami.
Chłopak z irytacją ściągnął okulary, które teraz absolutnie nie były mu potrzebne i odłożył na szatę leżącą obok.
Lilien przytuliła go mocniej i zaczęła całować jego szyję i ramiona., ale Harry delikatnie i stanowczo ją odsunął. Westchnęła z niezadowoleniem, lecz musiała mu ustąpić, bo był silniejszy, a poza tym jego dłonie zaczęły sugestywnie pieścić jej pełne piersi i poddała się chętnie tej cudownej torturze.
Dziewczyna przyciągnęła chłopaka mocniej do siebie. Harry delikatnie położył ją na ziemi i zaczął lizać jej twarde sutki a dłoń wsunął między uda dziewczyny. Lilien głośno jęknęła. Chciała go dotykać, ale przytrzymał jej dłonie i zaczął pieścić językiem jej brzuch.
- Dlaczego mi nie pozwolisz się pieścić?
- Bo nie.
- Czemu.
- Lil – powiedział ze zniecierpliwieniem – chcę, żeby ci było dobrze. Pozwól mi na to i nie marudź jak małe dziecko, błagam cię.
Zamruczała z niezadowoleniem, ale pozwoliła mu się całować.
Harry ukląkł między udami dziewczyny, położył dłonie na jej biodrach i zaczął delikatnie lizać jej łono. Lilien krzyknęła cicho i zanurzyła palce we włosach kochanka.
Chłopak całował ją bardzo powoli i zmysłowo, aż zaczęła błagać, żeby się z nią kochał, czego Harry nie zamierzał posłuchać, po prostu zaczął ją całować bardziej namiętnie, wsuwając w nią głębiej język.
Lilien bardzo szybko osiągnęła szczyt rozkoszy i krzyknęła głośno, wyginając ciało w silny łuk.
Chłopak czuł się trochę nieprzytomny z podniecenia i nie sprawiło jej żadnej trudności zepchnięcie go z siebie. Położyła się na nim i pocałowała namiętnie, pieszcząc językiem jego nabrzmiałe wargi.
Tylko, że Harry tak bardzo jej pragnął i tak mocno był pobudzony, że nie potrzebował żadnych wstępnych gier.
Jak na dżentelmena przystało , bez zbędnej delikatności, przekręcił ją na plecy i wziął w posiadanie, całując zapalczywie jej alabastrową szyję i robiąc przy okazji bardzo widowiskową malinkę tuż pod prawym uchem dziewczyny... Lilien krzyknęła cicho. To było całkiem przyjemne i nawet zbytnio nie zabolało.
Objęła go mocno nogami, przyciskając jego biodra do swoich.
- O Boże! – Wyrwało się Harry'emu w uniesieniu a dziewczyna omal nie zachichotała na tą namiętną deklarację.
Chłopak był tak silnie podniecony, że osiągnął orgazm po kilku głębszych ruchach i krzycząc głośno opadł bez sił na ciało rozanielonej panny Snape, córki jego zagorzałego wroga.
- Amen- wyszeptała Lilien całując go w wilgotny od potu policzek.


--------------------
"KIEDY JESTEŚ W PIEKLE, MOŻESZ ZAUFAĆ TYLKO DIABŁU."
[PIŁA II]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

8 Strony  1 2 3 > » 
Closed TopicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 20.10.2017 21:30