Help - Search - Member List - Calendar
Pelna wersja: Obama - święty Mąż Czy Następca Szatana?
Magiczne Forum > Talk Show > Talk Show
Pages: 1, 2
Katon
... złego ignoranta - Przemek Z!!! Dziękujemy również statystom. Buahahahahahaha!

Srarack Srobama k... jego mać!!!

A muzłmanin jego tać!


Jebana.
Eva
A co Ci tak ten Obama. Wiadomo bylo przeca.
owczarnia
QUOTE(Katon @ 05.11.2008 13:20)
Srarack Srobama k... jego mać!!!

A muzłmanin jego tać!


Jebana.
*


Opanuj się, zwariowałeś?

Ja tam skaczę z radości smile.gif. Jest jeszcze nadzieja dla tego świata, jeżeli ludzie potrafią odzyskiwać rozum.
MisieK
amerykańce i rozum, dziwnie to brzmi w jednym zdaniu.
owczarnia
No właśnie też tak zawsze uważałam, ale pokazali wczoraj, że jednak coś tam jeszcze w nich drzemie smile.gif.

Yay for Obama!
Katon
Nie no, po prostu ten facet to najbardziej czerwoy prezydent w historii USA i jeszcze nigdy nie powiedział niczego. Nawet Tusk przy nim jest królem konkretu. Dziwię się ludziom, że umieją komuś zaufać tak na piękny uśmiech. No ale w sumie taka jest demokracja. Oby obsiedli go miejscowi masoni i wyjaśnili mu na spokojnie, że wielka zmiana nie może się zamienić w zamianę USA w Związek Sojcalistycznych Republik Ameryki Północnej.

Jego kolor skóry nie ma dla mnie znaczenia, chociaż były to pierwsze w historii wybory wygrane przez rasizm - czarni głosowali na czarnego, biali się podzielili. To oczywiście nie wina Obamy, unikał tematu, ale już jego zwolennicy zrobili z tego akt dziejowej sprawiedliwości. Jeśli okaże się marnym prezydentem ludzie sobie o tym przypomną i sprężyna się niefajnie odbije.

No i polecam zapoznać się z młodzieńczymi znajomymi Obamy i jego mentorami. Jeden w drugie lewacy powiązani z jakimiś nieomal terrorystycznymi organizacjami. No i kończą się bezpośrednie relacja USA - Polska. Tzn. oczywiście nie, ale chodzi mi o pewną podmiotowość. Obama wróci do starej doktryny - sprawy w Europie załatwia się z Berlinem i Paryżem.
owczarnia
Ty masz obsesję, słowo honoru. Ale nie przejmuj się, słyszałam że to się leczy czarodziej.gif.
Katon
Mhm. Nieumiejętność ogarnięcia, że można mieć inne poglądy i nazywanie tego obsesją to też choroba. Ale jej się już nie leczy.
owczarnia
Ależ ja ogarniam. Tylko wiesz, co innego mieć poglądy, a co innego w każdym nie-ultraprawicowcu i nie-białym widzieć "komucha", "czerwońca", "lewaka", rasistę albo Al-Kaidowca.

Tym się właśnie różni obsesja od zdrowego rozsądku. Obsessive-compulsive disorder taki. Karmel! Ciastko! Czekolada!
Katon
Ale w tym rzecz, że ty widzisz to ogromne pole umiarkowania pomiędzy skrajnościami bardzo blisko Obamy. A to Obama jest zdecydowanie bliższy skrajnej lewicy niż McCain skrajnej prawicy.
Child
Przynajmniej ich nowy prezes sie wysławiać 'umi' wink2.gif
PrZeMeK Z.
Ej, z polityką to możecie na Talk Show iść. Nie żebym wyganiał czy coś.

Nie interesowałem się wyborami, zdziwiłem się tylko lekko, że kandydat-Murzyn jednak wygrał.

owczarnia
Masakra.
Avadakedaver
QUOTE
Nie no, po prostu ten facet to najbardziej czerwoy prezydent w historii USA i jeszcze nigdy nie powiedział niczego.


co ty gadasz za głupoty, katon. Obama jest konkretny - nie wypowiada się na temat rzeczy, o których nie ma pojęcia.
czarodziej.gif
Katon
Polityka denerwowania się awatarami, co? Hyhy. Nie mam awatarów z zasady, ale kto wie, może zrobię wyjątek czarodziej.gif

Ale co masakra? Nie ma co dawać się wpuścić w ten żałosny kanał dyskusji, że podtekstem niechęci do Obamy są zawsze sprawy rasowe. Ja się wychowałem na jazzie i "Bill Cosby Show" i naprawdę nie mam nic do Czarnych, wręcz przeciwnie. Rasa zadziałała raczej w drugą stronę. Wielu konserwatywnych Czarnych zagłosowało na Obamę, mimo iż zasadniczo jest im do jego poglądów dość daleko. Ja to w sumie rozumiem, ale jednak szkoda. Im bardziej decydują sprawy pozamerytoryczne tym gorzej dla demokracji. W perspektywie historii pisanej za sto lat ktoś wykaże punkt po punkcie, że telewizja zabiła demokrację. Teraz to już teatr. Młody musiał wygrać ze starym. USA to nie Niemcy, żeby miał szadefrojnde jak się tam źle porobi, więc za rzecznikiem Watykanu życzę Obami, aby go Bóg oświecał, ale pozostanę sceptyczny.
owczarnia
QUOTE(Katon @ 06.11.2008 01:07)
Ale co masakra? Nie ma co dawać się wpuścić w ten żałosny kanał dyskusji, że podtekstem niechęci do Obamy są zawsze sprawy rasowe.
*


A nie, mnie chodziło o ignorancję tylko, nie o rasizm smile.gif.
PrZeMeK Z.
Zawsze przejawiałem ignorancję w stosunku do wyborów, z czego bynajmniej dumny nie jestem. Miałem przeczucie, że jednak za wcześnie jeszcze dla wielu Amerykanów na czarnego prezydenta. Myliłem się i nie wstydzę się do tego przyznać smile.gif
owczarnia
Ech, Przemek... Jak by Ci tu grzecznie... No, nie ma się czym chwalić. Są wybory i są wybory, jeśli łapiesz, o co mi chodzi. Te wybory były historyczne. Śledził je z zapartym tchem cały świat. A to, że Obama wygra było naprawdę BARDZO prawdopodobne. Jedyne co, to ewentualnym zaskoczeniem mogła być tak olbrzymia, zdecydowana przewaga. Rekordowa frekwencja (62%). Innymi słowy, Ameryka się obudziła smile.gif.

QUOTE
środa, 05 listopada 2008
PREZYDENT OBAMA - SŁOWA I CZYNY

Prezydent Obama. Sondaże się nie myliły i trafnie przewidziały zwycięstwo Baracka Obamy. Kandydat Demokratów rozprawił się najpierw z Hillary Clinton, a następnie z Johnem McCainem. Pokonał swoją najgroźniejszą rywalkę, a następnie Partię Republikańską. Obama potrafił zmobilizować rzeszę ludzi po obu stronach Atlantyku. Po zaprzysiężeniu 20 stycznia będzie próbował sprostać oczekiwaniom, które są ogromne.

Floryda, Ohio i Wirginia ze stanów bardziej istotnych oraz Nevada, Kolorado, Nowy Meksyk i Iowa - te stany zmieniły kolor z czerwonego na niebieski. Obama przejął tym samym 86 głosów elektorskich, które cztery lata temu zaksięgował na swoim koncie George W. Bush. McCain nie przejął żadnego stanu, który poparł wówczas Johna Kerry'ego. Nie poszerzając poparcia, tracąc grunt pod nogami, Republikanin poniósł wyraźną porażkę. Opierając się na mapie głosów elektorskich na stronie CNN można stwierdzić, że bardzo wyrównana walka toczyła się w Missouri, Indianie i Północnej Karolinie. McCain wygrał tylko w pierwszym z tych stanów.

John McCain walczył dzielnie i należą mu się gratulacje za wielokrotne pokazywanie, że należy wierzyć w zwycięstwo do końca. Kilka razy wracał znad skraju przepaści i nabierał wiatru w żagle. Nie poradził sobie jednak z rozpędzoną maszyną wyborczą Obamy, która sprzątała mu kolejne stany sprzed nosa. Zamiast walczyć o poparcie wyborców w tzw. swing states, czyli wahających się stanach, McCain zmuszony był bronić republikańskich twierdz. Jak pokazało głosowanie, wielu nie udało się obronić. Ostatnie tygodnie kampanii to była nieustanna defensywa ze strony senatora z Arizony. Polityka to jednak nie futbol i catenaccio nie może tutaj odnieść sukcesu. Obama był jak obecna Barcelona, a McCain jak Inter Mediolan z czasów Hectora Raula Cupera.

Demokrata zmobilizował ludzi, a ci zapewnili mu wsparcie w terenie i pieniądze. Młody, charyzmatyczny Obama wzbudził entuzjazm w sercach dziesiątek milionów Amerykanów. Jego piękne hasła o zmianie i nadziei porwały tłumy, a media przez zdecydowaną większość kampanii były nim zauroczone. Skupienie kampanii na własnej osobie, a nie na programie czy pomysłach było świetnym rozwiązaniem. McCain znalazł się w trudnej sytuacji, zmuszony do prowadzenia kampanii negatywnej, nie mógł skupić na sobie uwagi mediów i wyborców.

Można pisać, że McCain był kandydatem Ameryki, która odchodzi w niebyt, a Obama dzieckiem pokolenia baby boomers, człowiekiem nowej Ameryki. Dla mnie Obama jest charyzmatycznym liderem, który musi przekuć słowa w czyny. McCain nie był nigdy porywającym mówcą, ale posiada dorobek, którego można mu zazdrościć. Miał markę, która mogła dać mu sukces. Jednak wybór Sary Palin z jednej, a osobowość Obamy z drugiej strony odebrały mu prezydenturę.

Nowy, 44 prezydent Stanów Zjednoczonych ma przed sobą ogrom ciężkiej pracy. Dobrze, że na starcie posiada potężny kapitał polityczny. Z drugiej strony, jest to jego poważny problem - oczekiwania są tak duże, że wielu (nie tylko w Ameryce) nie zechce długo czekać. Stąd potrzeba szybkich i zdecydowanych działań. Obama będzie musiał wziąć w garść kontrolowany przez Demokratów Kongres, a wielką rolę w sukcesie nowego prezydenta odegra jego administracja. Dobór ludzi na kluczowe stanowiska to więcej niż połowa sukcesu.
Siedząc w Gabinecie Owalnym Obama nie będzie mógł jechać na hasłach o zmianie i nadziei. Będzie musiał wprowadzać zmiany. I naprawdę będzie musiał być superprezydentem, gdyż bycie kimś innym niż Georgem W. Bushem nie zapewni mu uznania i utrzymania poparcia. Ciężka praca, błyskotliwość i charyzma będą potrzebne każdego dnia. W innym wypadku Obama szybko stanie się prezydentem zawiedzionych nadziei. Ameryka tymczasem bardzo potrzebuje silnego i sprawnego przywództwa.


Piotr Wołejko
autor Dyplomacji - blogu o polityce międzynarodowe


Takie rzeczy naprawdę powinno się wiedzieć. Chociaż bardzo z grubsza.



I jeszcze taki drobiazg (bo nie mogłam się powstrzymać smile.gif):

QUOTE
SEN SPEŁNIONY: BARACK OBAMA PREZYDENTEM USA

No i stało się. Barack Obama okazał się tym, którego nazwisko na zawsze zapisze się w historii Stanów Zjednoczonych dzięki jego bezprecedensowemu zwycięstwu nad Johnem McCainem. Stało się to, w co jeszcze kilkanaście dni temu część komentatorów wątpiła, a co jeszcze kilkanaście lat temu było zupełnie nie do pomyślenia. Obama wygrał, więcej nawet, wygrał w tak wielkim stylu, że nie ulega wątpliwości, iż jego kampania stanowić będzie przedmiot analizy politologów i speców od wizerunku na całym świecie jeszcze przez długie lata, podobnie jak przywoływane do dzisiaj zmagania Kennedy'ego z Nixonem.

Gdy kilkadziesiąt lat temu Martin Luther King opowiadając o swoim śnie wygłaszał jedno z najczęściej cytowanych przemówień świata, jego marzeniem było zniesienie dyskryminacji. Oto nadszedł rok 2008 i nie ulega wątpliwości, że to co stało się dzisiaj oznacza w pełnej rozciągłości spełnienie marzeń od dawna już nieżyjącego pastora. Obama stał się tym, który w pełnym znaczeniu terminu uosobił realizację amerykańskiego snu milionów swych współobywateli. Czy jest coś, czego pogrążona w kryzysie Ameryka potrzebuje teraz bardziej? Chyba trudno byłoby sobie nawet coś takiego wyobrazić.

Nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo Obamy nie jest jednostkowym przejawem zmian zachodzących w amerykańskim społeczeństwie, ale jest owocem wieloletniej walki o równouprawnienie. Nie ulega też wątpliwości, że gdyby nie niesamowita osobowość Obamy, która autentycznie porusza tłumy, ten sukces nie miałby miejsca.

Obamie udało się coś, co do tej pory nie udało się żadnemu z kandydatów w historii - stworzył wokół siebie wolontariacki ruch społeczny na ogromną skalę, który dał mu setki milionów dolarów na kampanię i co najważniejsze pozwolił mu uniezależnić się od wielkiego biznesu. Jako że większość funduszy Obamy pochodziła z datków osób fizycznych, zatem już na wstępie udało mu się uniknąć pułapki, w którą wpadali po kolei kolejni amerykańscy prezydenci. Jasnym jest, że jeśli ktoś asygnuje miliony na kampanię oczekiwać będzie wdzięczności. Wdzięczność owa zwykła przekładać się w USA (oczywiście nieoficjalnie) na konkretne polityczne decyzje lub jeszcze częściej - zaniechania. Obama znalazł się w tej komfortowej sytuacji, że jeśli zacznie realizować swój ambitny program to ma ogromne szanse na reelekcję, a co więcej będzie mógł go zrealizować, ponieważ uniknął finansowego uwikłania.

Ważna jest również rzecz kolejna - prezydentura Obamy będzie opierała się na niesamowicie wręcz zróżnicowanym elektoracie gdyż głosowali na niego reprezentanci większości grup wyborczych jakie można w USA wyróżnić. Oznacza to wprost, że nie będziemy mieli ponownie do czynienia z prezydentem marionetką, będącym - tak jak George W. Bush - zakładnikiem zwartej grupy wyborców (w jego wypadku ewangelikalnych chrześcijan), którzy mogli niejednokrotnie niemal sterować prezydenckimi posunięciami. Jednym słowem rzecz ujmując - rewolucja z jaką możemy i najpewniej będziemy mieć do czynienia za tej prezydentury może być czymś zupełnie bez precedensu ,gdyż jeśli Obama zdecyduje się wykorzystać swój silny mandat do rządzenia, USA za cztery lata mogą być krajem jeszcze większej kulturalnej różnorodności i wolności. Wszak to niesie na sztandarach Partia Demokratyczna.

Na koniec wypada zastanowić się dlaczego tak mało głosów w tych wyborach dostał John McCain? Nie będzie szczególnym odkryciem stwierdzenie, że McCain zwyczajnie rozmienił się na drobne podejmując po kolei szereg decyzji, które okazały się błędne. Po pierwsze mógł postarać się skuteczniej wyeliminować Obamę z wyścigu do prezydentury jeszcze na etapie prawyborów. Grając wtedy umiejętnie stereotypami mógł doprowadzić do zwycięstwa Hillary Clinton, która - co i nie ulegało to dla mnie wątpliwości od samego początku - stanowiłaby dla niego słabszego przeciwnika z wielu względów. McCain w wyścigu z Clinton miałby szanse wygranej, gdyż nie była ona aż tak energiczna jak Obama, miała mniej wyraziste pochodzenie społeczne niż Obama, była żoną swego męża, co mogło być wykorzystane do jej atakowania na każdym kroku i wreszcie na pewno nie zgromadziłaby aż tak gigantycznych środków na kampanię gdyż brak jej charyzmy Baracka Obamy. W momencie gdy było jasne kto z kim zmierzy się o Biały Dom nie ulegało już wątpliwości, że im bliżej będzie wyborów tym bardziej dystans Obamy nad McCainem będzie się powiększał, gdyż przeminą echa ostrej walki między Obamą a Clinton, jaka miała miejsce kilka miesięcy wcześniej.

McCain przegrał gdyż dał się sprowadzić do defensywy, ma niewielką znajomość spraw gospodarczych, przegrał o dwie długości w ilości środków zgromadzonych na kampanię, jednoznacznie był kojarzony z Bushem, a nawet z jeszcze bardziej nielubianym wiceprezydentem Dickiem Cheneyem, który na domiar złego kilka dni temu obdarzył go prawdziwym pocałunkiem śmierci, udzielając mu oficjalnego poparcia. Nie sposób też nie przecenić w przegranej zasług Sary Palin, która zamiast McCainowi pomagać co i rusz pomagała kręcić sznur na tę kandydaturę niemal stając się przy okazji uosobieniem dowcipowej blondynki.

Każdy wyborca, który szedł głosować musiał zadać sobie pytanie co będzie lepsze dla Ameryki? Podstarzały McCain nie mający zupełnie świeżej wizji, którego w razie czego miała zastąpić naiwna blondyna z prowincji czy też może młody i tryskający autentyczną energią Obama znający się na gospodarce, któremu towarzyszył świetny ekspert od spraw międzynarodowych, Joe Biden, doskonale nadający się do przejęcia steru rządów w razie konieczności i potrafiący z Obamą współdziałać zamiast mu w zwycięstwie przeszkadzać. Wybór był dość jasny. Cieszę się, że stawiałem na Obamę jeszcze wtedy, gdy Hillary Clinton była uważana za żelazną nominatkę Partii Demokratycznej.

Pozostaje pogratulować prezydentowi Obamie świetnie prowadzonej kampanii i mieć nadzieję, że w równie wielkim stylu wyprowadzi on USA z kryzysu oraz zakończy w jakiś sensowny sposób iracką awanturę kosztującą Amerykę i Irak co roku grube miliardy dolarów i życie tysięcy ludzi. Gratulacje należą się też amerykańskim wyborcom którzy tak licznie uczestnicząc w głosowaniu potwierdzili raz jeszcze, jak dojrzała jest amerykańska demokracja.

Paweł Adamiec
Avadakedaver
demokracja w ogole jest chujowa, ale niestety nic lepszego jeszcze nie wymyslilismy.
owczarnia
A to w czyjejś sygnaturce już widziałam.
MisieK
user posted image
Child
user posted image

user posted image
Avadakedaver
QUOTE(owczarnia @ 06.11.2008 15:31)
A to w czyjejś sygnaturce już widziałam.
*


a ja to właśnie wymyśliłem. znaczy napisałem, wiem to od dawna.
Katon
Jeszcze tylko dodam, że generalnie jaranie się politykami zwykle prowadzi do autowstydu w perspektywie kilku lat (najdalej), więc szczerze odradzam. Dziś O-ba-ma, a potem będzie wstyd, lalalalala. Stadionowe emocje lepiej zużywać na koncertach =)
Katon
David Friedman napisał ostatnio czy tam powiedział w wywiadzie, że skoro nawet najlepsza forma rządu jest tak do d. to po prostu trzeba ograniczać wpływ rządu w ogóle. Mądre i trafne.

A cytowanie artykułów entuzjastów danej osoby to jakby słaby sposób na przekazywanie wiedzy. Powinno się wiedzieć co się dzieje, ale lepiej nie wiedzieć niż łykać uprzednio już słusznie naświetloną wiedzę. Choćby frazesy o Ameryce, która już odchodzi i takie tam. Gdyby odchodziła to chyba wynik byłby 80-20 raczej jakby. Ale ciągła pauperyzacja klasy średniej (niestety 'zasługa' beznadziejnej polityka 'W' również) niedługo doprowadzi do tego, że faktycznie. Tamta Ameryka odejdzie w niebyt. A za nią i ta rozradowana wczoraj na Times Square. Bo ten kraj budowano z Biblią w ręku. I o prawa Czarnych walczono z Biblią w ręku. Warto o tym pamiętać.
owczarnia
Wiesz co, Katon? Bez urazy, ale (to niechybny znak, że się starzeję) niepomiernie drażni mnie Twoje poczucie światłości. Wszyscy nic tylko łykają i dają się manipulować, a Ty jeden jako ten ogarek... To, że cytuję słowa kogoś z kim się zgadzam nie znaczy, że sama nie doszłam do podobnych jak on wniosków. Ja rozumiem, że Ty jesteś najmądrzejszy z nas tutaj, ale uwierz - innym też zdarza się myśleć. Gorzej, że jeśli myślą inaczej niż Ty, to ani chybi są po prostu głupi. Albo lewaki. Albo komuchy. I tak dalej. Jak to się mówi, więcej pokory, słoneczko.
GrimmY
osama!
owczarnia
Ja się nie jaram politykiem, tylko zjawiskiem. Wydarzeniem. A od stadionów trzymam się z daleka, bo nie lubię sportu.
MisieK
mi się bardziej kojarzy z żarówkami Osram!
Katon
Zjawiskiem, które polega na masowym zaufaniu populiście. Ale to już stare zjawisko. Tyle teraz ładniejsi ludzie się cieszą na ulicach i nie mają gumofilców, może to faktycznie estetyczniej wyglądać.
Katon
Ja wcale tak nie uważam. U większości zauważam raczej zwykle sensowny i lekko zdystansowany krytycyzm i ostrożność kiedy mowa o polityce, nawet kiedy wygrywa bądź przegrywa ktoś, za kim 'kibicowali'. Obecna euforia mnie żenuje i ma to niewiele wspólnego z moimi poglądami.
owczarnia
Ale czy do Ciebie nie dociera? Gdzie ja przejawiam bezkrytyczny entuzjazm w stosunku do polityki Baracka Obamy? Facet porwał tłumy samą swoją charyzmą. Wygrał wybory w sposób absolutnie bezprecedensowy, i do tego w wielkim stylu. Nie siedzi u nikogo w kieszeni. Czy to, po latach syfu, skostnienia i korupcji, nie napawa optymizmem? Że już nawet nie wspomnę o fakcie zwycięstwa liberałów, który to sam w sobie napawa mnie radością?

Ale co tam, przecież Katon powiedział, że facet jest czerwony. Socjalista, znaczy się czerwony. Głęboka paranoja, nic innego.

Btw, Ty oczywiście nie czytałeś absolutnie niczyich opracowań, żadnych opinii, jesteś w 100% wolnym myślicielem i to wszystko są Twoje własne, wolne wnioski, oparte na długoletnim doświadczeniu, wiedzy itepe? Napisałabym, że jeśli tak, to współczuję, ale nie napiszę, bo nie chcę być chamska.
PrZeMeK Z.
Owco - nie umiem się na siłę zainteresować czymś, co mnie zupełnie nie interesuje (no, chyba że na egzamin tongue.gif).
A tak poza tym, może poczekajmy na jakieś konkrety. Wygrana PO też miała być "początkiem nowej ery" i sygnałem wielkich zmian, a w sumie jest jak zawsze.

Poza tym... czy śledzenie przeze mnie z zapartym tchem wyborów cokolwiek by zmieniło?
Child
Ktos w internecie nie ma racji...
owczarnia
Przemku, zupełnie mnie nie zrozumiałeś. Dam w takim razie może przykład (tak, wiem, za mocny, ale dobry to przekazania istoty rzeczy): czy gdyby w Europie wybuchła wojna, też byś stwierdził, że "śledzenie działań z zapartym tchem cokolwiek zmieni"?

To jest trochę jak wiesz, lądowanie na księżycu, Martin Luther King, zastrzelenie Kennedy'ego, wybór Polaka na papieża... Coś się zmienia. Dużego. I może niekoniecznie trzeba to śledzić z zapartym tchem, ale wypada się jednak orientować. Zwłaszcza, że co jak co, ale polityka Stanów Zjednoczonych ma dla Polski niemałe znaczenie.

A co do PO, to trochę mnie śmieszą te zarzuty. Że niby co, tak od ręki, czarodziejską różdżką? Z prezydentem ziejącym w plecy? Z ogólnoświatowym kryzysem? Please, be reasonable. A już stwierdzenie, że jest jak zawsze to naprawdę gruba przesada. Poczytaj może trochę, co o nas piszą zagraniczne media. To, jak postrzega nas świat, też jest ważne.

I na koniec - tu nie chodzi o zmiany, które mają nastąpić (w sensie porównania z PO). Tu chodzi o zmiany, które już nadeszły. Znalazł się człowiek, który pociągnął rozleniwioną, gnuśną, konsumpcyjną Amerykę za uszy. Wybudził z letargu. Sprawił, że poszły za nim tłumy. To jest cholernie duże osiągnięcie. Czy wiesz, skąd wzięły się pieniądze na kampanię Baracka Obamy? Wpłacali je ludzie. Zwykli, szarzy obywatele. W przeciwieństwie do dotychczasowej praktyki, w której zawsze jakiś gigant był sponsorem (a później pociągał za sznurki). Dlatego mówi się o bezprecedensowej wygranej. Bo to naprawdę jest coś.
Avadakedaver
QUOTE(PrZeMeK Z. @ 07.11.2008 13:48)
Wygrana PO też miała być "początkiem nowej ery" i sygnałem wielkich zmian, a w sumie jest jak zawsze.zmieniło?
*


told ya!
Katon
Zagraniczne media czyli NYTimes i Guardian? Bo jeśli chodzi o te zachowujące pozory obiektywizmu to akurat one zawsze potrafiły dostrzec plusy polityki Kaczyńskich, tak jak teraz potrafią wytknąć jakikolwiek brak jakiejkolwiek polityki w wykonaniu Tuska. Zarzuty z prezydentem już śmieszne. Jeszcze nawet niczego nie zawetował, ale jak miło że jest, można własną nieudolność zrzucać na kogoś innego.

'Czerwony' oznacza tyle co socjalista właśnie. Nic więcej i nic mniej. Co do niesiedzenia w kieszeni zachowałbym naprawdę daleko idący sceptycyzm. Nie mam danych. Praktyka pokazuje, że polityk zawsze siedzi w jakiejś kieszeni. Nawet jeśli grupowej, a nie indywidualnej. Dlatego tak dobrze jest kiedy jedni mają Kongres, drudzy Prezydenta. W Polsce zresztą ten mechanizm też działa. Tylko dość wadliwie i karykaturalnie. Obamę poparł cały ogromny biznes właściwie. Do sprawdzenia - polecam. Podnieceni komentatorzy z ulic raczej o tym nie powiedzą. Oczywiście pozostaje pytanie dlaczego. Nie znam pewnej odpowiedzi. Spekuluję, że miała na to wpływ gotowość ratowania sektora bankowego z publicznych pieniędzy. Warto zapłacić nieco wyższy podatek, żeby mieć pewność, że w razie nieudanych spekulacji na miliardy rząd podłoży poduszeczkę. Tu nie zmieni się nic, bo i Bush i Obama to dzieci nowej Ameryki, w której można jeszcze zostać z pucybuta milionerem (coraz rzadziej), ale już nie do pomyślenia jest droga odwrotna. A to niezwykle demoralizujące dla gospodarki. Kto już usiadł na szczycie ten dobrze pilnuje, żeby mu z dołu nikt nie wyrósł, warto więc nawet zapłacić więcej, wiedząc, że goście harujący w swoich własnych firmach też zapłacą więcej. I już się nie pozbierają. Dla ludzi na etatach wielkich koncernów z Nowego Jorku czy West Coast to bez znaczenia. I tak robią zakupy w wielkich sieciach, mieszkają na czwartych piętrach i co najwyżej inflację mogą poczuć na własnej skórze. Dla jakiegoś średniozamożnego biznesmena z Indiany realizacja programu Obamy skończy się w najlepszym wypadku prywatnym kryzysem, w najgorszym, pauperyzacją i przeskokiem na cudzy etat, pewnie do wielkiej firmy. Wielka zmiana w USA musi polegać na powrocie do źródeł. Zgadzam się, że Stany zgnuśniały i się skorumpowały w znacznym stopniu. I że w długim ciągu odpowiedzialnych za to osób jest George W. Bush, a także jego ojciec - oddalili się na lata świetlne od reaganowskiej rewolucji, która przyniosła Stanom wyjście z kryzysu (btw - wtedy prezydentem został mało znany aktor też zupełnie spoza jakichkolwiek układów, jeśli Obama faktycznie jest niezależny to jego wielki plus - szkoda, że jego wizja nie uzdrowi gospodarki, bo jest stara jak pomniki Ludwika Waryńskiego), związali z gigantycznym biznesem i w ogóle no nie płaczę, że opuszczają Biały Dom.

I taki p.s. - liberalizm w amerykańskim znaczeniu to więcej państwa, więcej programów rządowych, etc. To zresztą żadna tajemnica, każdy to otwarcie przyzna. Ale warto o tym pamiętać, bo klasyczne stanowisko liberalne reprezentują w USA właśnie konserwatyści (chociaż oczywiście nie wszyscy).

Pożyjemy - zobaczymy. Rozczarowanie jest nieuniknione. Zbyt wiele grup o sprzecznych interesach uznało Obamę za mesjasza.

A co do tego skąd biorę więdzę, cóż. Takie mam studia i zainteresowania, że elementarny brak rzetelności wystawiłby mnie na pośmiewisko, a nikt tego nie lubi. Czytam analizy, komunikaty prasowe, polemiki, polemiki z polemikami, opinie eksperckie, wsłuchuję się w 'głos ludu' i to wszystko swoim małym rozumkiem jakoś zestawiam w całość. Z lepszym lub gorszym skutkiem, ale na pewno z poczuciem pewnej intelektualnej niezależności. Nie drażni mnie, że jesteś za Obamą i byłaś za Tuskiem. Drażni mnie troszkę, że widzę w Twoich argumentach odbicie gazetowych argumentów i pewnych ogólnych hype'ów.
owczarnia
Dobra, całe szczęście właśnie wyjeżdżam do Warszawy i nie mam za bardzo czasu żeby się z Tobą porządnie pokłócić, ale jedno Ci powiem: nie czytuję gazet. Prześlizguję się po tytułach, a i to tylko w internecie. Rzadko kiedy czytam jakiś artykuł w całości, musi mnie naprawdę zainteresować (i raczej nie będzie to polityka). Papierowe wydania nadrabiam u fryzjera, budząc ogólny szok, kiedy pytam czy mają Newsweeka albo Przekrój, a i to raczej poczytam coś z ciekawostek niż wypociny analityków rynku tudzież innych ekspertów. Własne zdanie wyrabiam sobie sama. Oglądam sobie transmisje rozmaite na żywo, czytam wywiady. I tyle. A to, że w dyskusji zdarza mi się cytować tekst autorstwa takiego czy innego człowieka, wynika tylko z faktu, że jestem zbyt leniwa żeby siąść i skrobać go sama. Przeglądam więc internet w poszukiwaniu czegoś, co w miarę dobrze oddaje moje własne stanowisko. Ot i wsio.

Owszem, lubię sobie czasem zatrzymać się nad czymś, co nagłówkiem przykuje moją uwagę, a z pierwszych kilku zdań wynika, że jak nic zostałam z autorem rozdzielona przy urodzeniu. Ale to wszystko.

Aha, i ja też jestem socjalistką czarodziej.gif.



PS
A co do polemik i innych takich, to żeby nie było: uwielbiam pasjami. Ale rzadko traktuję jako wyrocznię. A już na pewno nie jest mnie wstanie nagiąć program w rodzaju "Teraz my" lub też jakiś artykuł. Żeby była jasność.
PrZeMeK Z.
QUOTE(owczarnia @ 07.11.2008 15:27)
Przemku, zupełnie mnie nie zrozumiałeś. Dam w takim razie może przykład (tak, wiem, za mocny, ale dobry to przekazania istoty rzeczy): czy gdyby w Europie wybuchła wojna, też byś stwierdził, że "śledzenie działań z zapartym tchem cokolwiek zmieni"?

To jest trochę jak wiesz, lądowanie na księżycu, Martin Luther King, zastrzelenie Kennedy'ego, wybór Polaka na papieża... Coś się zmienia. Dużego. I może niekoniecznie trzeba to śledzić z zapartym tchem, ale wypada się jednak orientować. Zwłaszcza, że co jak co, ale polityka Stanów Zjednoczonych ma dla Polski niemałe znaczenie.

A co do PO, to trochę mnie śmieszą te zarzuty. Że niby co, tak od ręki, czarodziejską różdżką? Z prezydentem ziejącym w plecy? Z ogólnoświatowym kryzysem? Please, be reasonable. A już stwierdzenie, że jest jak zawsze to naprawdę gruba przesada. Poczytaj może trochę, co o nas piszą zagraniczne media. To, jak postrzega nas świat, też jest ważne.

I na koniec - tu nie chodzi o zmiany, które mają nastąpić (w sensie porównania z PO). Tu chodzi o zmiany, które już nadeszły. Znalazł się człowiek, który pociągnął rozleniwioną, gnuśną, konsumpcyjną Amerykę za uszy. Wybudził z letargu. Sprawił, że poszły za nim tłumy. To jest cholernie duże osiągnięcie. Czy wiesz, skąd wzięły się pieniądze na kampanię Baracka Obamy? Wpłacali je ludzie. Zwykli, szarzy obywatele. W przeciwieństwie do dotychczasowej praktyki, w której zawsze jakiś gigant był sponsorem (a później pociągał za sznurki). Dlatego mówi się o bezprecedensowej wygranej. Bo to naprawdę jest coś.
*


Teraz rozumiem Twój punkt widzenia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to, o czym piszesz, to faktycznie wydarzenie przełomowe, a nie jedynie chwilowa euforia. Bo jeśli cokolwiek nastraja mnie sceptycznie do takich wydarzeń, to właśnie wiwatujące na ulicach tłumy. Jakoś instynktownie budzi to moje poczucie fałszu czy obłudy. Być może takie mam skrzywienie.
Zatem raz jeszcze - obyś miała rację. Naprawdę mam na to nadzieję.
murof
QUOTE(Katon @ 08.11.2008 13:44)
Nie drażni mnie, że jesteś za Obamą i byłaś za Tuskiem. Drażni mnie troszkę, że widzę w Twoich argumentach odbicie gazetowych argumentów i pewnych ogólnych hype'ów.
*


Jakby ci to powiedzieć - w twoich argumentach też pełno jest jest... ee... hype'ów (cokolwiek to jest), tyle, że z betonowych gazet. Chociażby fakt, że oskarżasz murzynów o rasizm, ponieważ głosowali na Obamę, a nie bierzesz pod uwagę, że to nie pierwszy raz kiedy demokrata ma takie poparcie u czarnych.
Katon
No nie pierwszy. Ale po raz pierwszy miał też poparcie wśród tej grupy Czarnych, która wcześniej na Demokratów nie głosowała. Sprawy rasowe przyćmiły zupełnie kwestie programowe i po raz kolejny dodaję - ja to w sumie rozumiem. Szkoda tylko, że nikt nie widzi w Czarnym Prezydencie USA zwieńczenia pewnego procesu, a nie rewolucji i przełomu. Proces ten był kontynuowany konsekwentnie przez lata i w sumie finalnego przed-kroku dokonała administracja Busha. Jakos nie pamietam epokowych nastrojów, kiedy Czarna została de facto osobą nr 2 w państwie. A drugi Czarny osobą nr 3. A przecież wyraźnie widać ciągłość, śmiem twierdzić, że bez Rice Obama nie mógłby jeszcze wygrać. Ostatnie blokady przełamał właśnie ten straszny dablju. Nie mówiąc już o takich sprawach jak sędziowie SN. Oczywiście, prezedentura to pewien symbol, wisienka na torcie. Tyle że już od dawna nie ma wśród amerykańskich konserwatystów rasizmu. Nawet w jakiejś tam Wirginii czy coś w tym stylu Czarny był gubernatorem. To raczej niechęć do programu Obamy wepchnęła część elektoratu w brzydkie resentymenty. Ale nie oszukujmy się, główną przyczyną był radykalizm (jak na USA) poglądów gospodarczych i społecznych Obamy.
murof
QUOTE(Katon @ 09.11.2008 18:36)
No nie pierwszy. Ale po raz pierwszy miał też poparcie wśród tej grupy Czarnych, która wcześniej na Demokratów nie głosowała.
*


Mimo wszystko radzę ci zobaczyć wyniki poprzednich wyborów i porównać skład procentowy.
Co do reszty nie chce mi się tego komentować, bo to typowe odwracanie kota ogonem. Także tylko chciałem poprawić cię w jednej kwestii i dla mnie eot.
Katon
Niewątpliwie. Z Twoich wyżyn intelektualnych zawsze był non-stop eot. Sajonara!

Ale gdybyś kiedyś publikował wspomnienia 'jak zmieniłem sie z bezczelnego fanatycznego prawicowca na zblazowanego postmodernistę' - chętnie przeczytam.
Avadakedaver
jak się teraz będzie nazywał biały dom?





BARAK OBAMY!!
Cailith
QUOTE
Bo ten kraj budowano z Biblią w ręku. I o prawa Czarnych walczono z Biblią w ręku. Warto o tym pamiętać.


Tak, Katonie, z Biblią. Z tym, że głównie z Biblią protestancką. Czemu o tym nie wspomniałeś? Jakoś nie chce mi się wierzyć, żebyś o tym nie wiedział.

A w temacie - jestem ostrożną optymistką co do Obamy; w końcu to zawsze jakaś zmiana, a po Bushu chyba każda zmiana jest zmianą na lepsze. Mam nieco zbyt małe rozeznanie w amerykańskiej polityce, żeby móc się konkretniej wypowiadać, a tym bardziej kłócić się z innymi. Jednak czuję, że idą zmiany - czy na lepsze, tego tak naprawdę nie wie nikt.

PS. Przytyk protestancki tylko po to, żeby sprawdzić, jak Katon reaguje na dyskusję prowadzoną za pomocą argumentów na poziomie, do którego sam się zniża.
Katon
Kompletnie nie rozumiem o co chodzi w argumencie z Biblią i co ma niby udowodnić. Nie widzę też żadnej analogii z żadnym moim argumentem, tym bardziej, że to w ogóle nie jest argument. To jest powszechnie znany fakt (jakkolwiek warto pamiętać o Włochach, Irlandczykach i Polakach, którzy także budowali Amerykę z katolicką Biblią w ręku - ale oczywiście oni odcisnęli mniejsze piętno na charakterze tego kraju). Co ma z niego wynikać? W jaki sposób ma mnie zawstydzić?
Cailith
Dobrze, że zauważyłeś, że to w ogóle nie jest argument - bo nawet nie miał być. Jest to wypowiedź na takim samym poziomie, jak Twoja odpowiedź na post Murofa.

Nadal nie widzisz analogii?
Lampa nie jestem, jaśniej Ci nie zrobię, ale szkoda, że widzisz źdźbło w oku bliźniego, a belki w swoim już nie (tak, ja, choć ateistka, też znam Pismo).

PS. bo warto chyba.
QUOTE
To jest powszechnie znany fakt (jakkolwiek warto pamiętać o Włochach, Irlandczykach i Polakach, którzy także budowali Amerykę z katolicką Biblią w ręku - ale oczywiście oni odcisnęli mniejsze piętno na charakterze tego kraju)


Jesteś pewien, że to tak powszechnie znany fakt? Zwłaszcza wśród ludzi, którzy nie interesowali się nigdy historią (a jest takich mnóstwo)? Może też wśród ludzi, którzy bywają na tym forum, a są na przykład w jednej z pierwszych klas szkoły średniej i po prostu nie uczyli się jeszcze o Mayflower?
A tak poza tym - Polacy, Włosi i Irlandczycy do Ameryki przyjechali "na gotowe" i nieudolnie próbowali coś zmieniać.
Katon
Mhm. Nieudolnie tyrali jak woły, okupując społeczne doły, zaciągani do wojska, pracujący na budowach... Jak widzę, pokrzywdzony może być tylko gej i Czarny. Katolicka biedota przyjeżdżała sobie na gotowe. Oczywiście, że próbowali zmieniać. Swój los, jak wszyscy, którzy przypływali do Ameryki. Wielu się udało, wielu nie. Nie mam też do nikogo historycznych pretensji, że Polak w Ameryce pracował przy ciężkich robotach, za marne grosze. Bo nic nie umiał. A tam przynajmniej pracował, a jego dzieci często już umiały czytać i pisać. I zostawały Amerykanami. Ale zabawne, że nazywasz to przyjeżdżaniem na gotowe.

Moja odpowiedź na argument Murofa jest jak sam argument. Żadna. Napisał, że odwracam kota ogonem, nie uzasadnił i zakończył temat. Ja uważam, że nie odwracałem kota ogonem, nie uzasadniłem i kończę temat.
Cailith
QUOTE
Jak widzę, pokrzywdzony może być tylko gej i Czarny.

Gdzie pisałam o gejach i czarnych? Jak na razie jesteś pierwszą osobą w tym temacie, która cokolwiek napisała o gejach.
QUOTE
Katolicka biedota przyjeżdżała sobie na gotowe. Oczywiście, że próbowali zmieniać. Swój los, jak wszyscy, którzy przypływali do Ameryki. Wielu się udało, wielu nie. Nie mam też do nikogo historycznych pretensji, że Polak w Ameryce pracował przy ciężkich robotach, za marne grosze. Bo nic nie umiał. A tam przynajmniej pracował, a jego dzieci często już umiały czytać i pisać. I zostawały Amerykanami. Ale zabawne, że nazywasz to przyjeżdżaniem na gotowe.

Tak się składa, że kontekst mojej wypowiedzi był zupełnie inny. Szkoda, że z wyżyn swojego intelektu nie raczysz zauważyć intencji szarych ludzi, których uważasz li i jedynie za orędowników praw gejów.
QUOTE
Moja odpowiedź na argument Murofa jest jak sam argument. Żadna. Napisał, że odwracam kota ogonem, nie uzasadnił i zakończył temat. Ja uważam, że nie odwracałem kota ogonem, nie uzasadniłem i kończę temat.

Przepraszam, w którym miejscu napisałam, że odpowiadałeś na argument Murofa?
Po raz kolejny w historii mojego użytkowania tego forum proszę Cię - czytaj ze zrozumieniem i choć w miarę uważnie, a nie tak jak zawsze, naginając czyjeś wypowiedzi do jedynej słusznej linni Twoich opinii.

A tak BTW - nigdy nie sądziłam, że zgodzę się w czymkolwiek z Murofem, a tu proszę... Faktycznie odwracasz kota ogonem.
Jak dla mnie EOT.
Katon
Oj, talmudyczną sofistyką próbujesz mi wykazać, że nie zrozumiałem Twoich postów.

Nie widzę żadnego kontekstu dla Twojej wypowiedzi o Irlandczykach, Polakach i Włochach. Mogłabyś go napisać kursywą?

O Czarnych i gejach piszę w nieco szerszym kontekście, nie był to jakiś osobisty przytyk. Po prostu często 'obrońcy pokrzywdzonych' widzą ich tylko tam, gdzie ich widzą. Twoja wypowiedź o 'przychodzeniu na gotowe' zabrzmiała dość symptomatycznie. No chyba, że w jakimś tajemniczym kontekście, jakiego nie ogarniam.

I przeprasza - jak ma się do istoty naszej dyskusji w tym momencie fakt, że napisałem 'argument' zamiast 'post'? Oczywiście te słowa mają zwyczajowo różne znaczenia, ale w tym momencie można je było potraktować wymiennie. Tym bardziej, że żadne argumenty nie padły. Tak czy inaczej kot zostaje odwrócony tak jak go zostawiłem. Tyłem do was. EOT.
To jest "lekka wersja" zawartosci forum. By zobaczyc pelna wersje, z dodatkowymi informacjami i obrazami kliknij tutaj.

  kulturystyka  trening na masę
Invision Power Board © 2001-2018 Invision Power Services, Inc.