Help - Search - Member List - Calendar
Pelna wersja: Mężczyzna A Czystość W Domu
Magiczne Forum > Talk Show > Talk Show
Pages: 1, 2
owczarnia
QUOTE(PrZeMeK Z. @ 26.10.2009 20:43)
Nie umiem wyjaśnić tego fenomenu, ale rodzi się we mnie pytanie: po co je dzielić? Czy ma to jakikolwiek cel poza zaspokojeniem wewnętrznej potrzeby podzielenia skarpetek na mężowskie i synowskie? smile.gif
*


No jak to po co? A Ty byś nie wolał chodzić we własnych skarpetkach? Bo ja zdecydowanie tak. Nawet, gdyby te drugie to były skarpetki mojej córki (której nie mam) lub siostry (której też nie mam). Własne to własne!

Nie wiem, może wyrobiły to we mnie lata alergii skórnych na co popadnie (i które Kuba notabene odziedziczył), ale ja po prostu muszę mieć swoje rzeczy. Podejrzewam też silnie, że ma tu coś do gadania fakt, iż jestem jedynaczką.

Chciałam zameldować, że skończyłam, tak btw. Dwa dni ciężkich robót, mam bąble na łapach sad.gif. Niech mnie ktoś przytuli!


Edit, jestem ślepa ze zmęczenia i nie doczytałam: Ina jak widzę mnie doskonale rozumie. Czyli nie jestem wariatką. Hurra!

*hug*
P.
PrZeMeK Z.
Szczerze mówiąc zupełnie mi nie przeszkadza noszenie skarpetek mojego taty, jeśli się zaplączą między moje smile.gif Jest mi absolutnie obojętne, czyje akurat założyłem. Nie przejmuj się, Owco, w tej kwestii to ja jestem dziwny smile.gif
Miranda
Ja tez jestem jedynaczka i chadzam w skarpetach zarowno swojej matki jak i mojego chlopa. I ogolnie odkad pamietam nosimy z matka ubrania na spolke. Skarpety moje i Adamskiego radosnie klebia sie pojedynczymi sztukami w szufladzie. Ale jakby mi ktos tak ladnie poskladal to bym sie nie obrazila cheess.gif
owczarnia
No to moja matka była straszna niedotykalska (znaczy się jest, bo żyje nadal, ale była w sensie gdy mieszkałam z nią) i nienawidziła organicznie czegokolwiek pożyczać. Nie wiem, co by było gdybym zbliżyła się choćby do jej szafki, nie wspominając już nawet o wyciąganiu z niej jakichkolwiek ubrań. O żadnych pomyłkach nie mogło być mowy.

A chłopa mojego skarpety za mało kolorowe, jak na mój gust wink2.gif.
Lilith
który wy macie numer stopy baby, że chodzicie w męskich skarpetach??wink2.gif
co do szkoły... walczę z alergią do mego dyplomu - otworzyłam plik cadowski i sie wgapiam i myślę co by tu... zawsze coś ;]
Miranda
38 (on 45), ale takie grubsze to sobie naciagam do kolan i cudnie cieplo!

a jutro seminarium, brr. znowu te niewygodne pytania jak tam pisanie, literaturka, kiedy pierwszy rozdzial. no doprawdy!

a ja jeszcze teraz prawo jazdy robie :F
owczarnia
Grubsze mam własne (wspaniałe grubasy do kolan wełniaki, ale niegryzące, w paski, ukochane), a w ramach szkoły życia, mogę powiedzieć, że rozwodzę się z powodu wacika.

Generalnie o dom dbam w tym domu ja. I tylko ja, pomimo iż również pracuję. Niestety, niektórym wydaje się, że jak ktoś pracuje w domu, to jakby nic nie robił. Sprzątam, gotuję, prasuję, piorę, obsługuję niczym dobrze wyszkolony robot. Zbieram skarpety z podłogi oraz różne inne rarytasy. Obecnie, po dwóch dniach ciężkiej i całkowicie samodzielnej harówy gigant, porządki mega-super-wypasione generalne, psia jego mać, padam na ryj. Biorę wreszcie w pełni zasłużoną kąpiel, zmywam paznokcie z resztek odżywki, wacik z odrobiną acetonu nie trafia do kibelka, upada obok. Nie zauważam, wychodzę z łazienki. Dwie minuty później mąż tonem bezgranicznej satysfakcji: "Chciałem ci powiedzieć, że w łazience na podłodze leży twój brudny wacik..." Dostałam czegoś w rodzaju niemrawego szału (do mrawego już nie jestem fizycznie zdolna, bo jako się rzekło padam na ryj) i aktualnie się rozwodzę.

I niech mi ktoś pokaże lepszą szkołę.
PrZeMeK Z.
Okej, to by świętego wyprowadziło z równowagi.
Eva
Mi się wydaje, że nie jest to takie łatwe, jakby się mogło wydawać.

QUOTE
(...)Biorę wreszcie w pełni zasłużoną kąpiel, zmywam paznokcie z resztek odżywki, wacik z odrobiną acetonu nie trafia do kibelka, upada obok. Nie zauważam, wychodzę z łazienki. Dwie minuty później mąż tonem bezgranicznej satysfakcji: "Chciałem ci powiedzieć, że w łazience na podłodze leży twój brudny wacik..."

To niech go kurde podniesie. Szczerze mówiąc, mnie szlag absolutny trafia na to przekonanie, że kobieta powinna się zajmować domem, nawet jeśli ma pracę, bo jeśli nie, to co z niej za żona/partnerka?

I ten. Hmmm. Znam ten obraz.
Avadakedaver
QUOTE(Eva @ 27.10.2009 13:30)
Mi się wydaje, że nie jest to takie łatwe, jakby się mogło wydawać.

jest, wiem po sobie.
owczarnia
QUOTE(Eva @ 27.10.2009 13:30)
Szczerze mówiąc, mnie szlag absolutny trafia na to przekonanie, że kobieta powinna się zajmować domem, nawet jeśli ma pracę, bo jeśli nie, to co z niej za żona/partnerka?
*


Heh, to nie jest takie proste (całkiem jak z tymi skarpetami, Avadzia, bo one są naprawdę niemal jednakowe). Otóż mój mąż wcale nie nalega, żebym ja się zajmowała domem, broń Boże! Ja w ogóle nie muszę nic robić jak nie chcę, tylko siedzieć i pachnieć, ale wówczas niestety pozostaje mi życie w brudzie, albowiem liczyć na to, że oni posprzątają to mogę sobie do uśmiechniętej śmierci. Wiem, bo sprawdzałam. Starczy powiedzieć, że w pokoju dziecka zalęgły się robalki. Mój mąż pochodzi z rodziny, w której nie musiał nigdy się martwić ani o sprzątanie, ani o to czy nabrudził. Całe życie mieli od tego panią do pomocy, przychodziła, robiła co trzeba i "samo" było czysto. Owszem, mnie na takową panią również namawiał, nawet mieliśmy przez parę lat. Płacił bez mrugnięcia okiem, to mu trzeba oddać. Pani była bardzo fajna i miła, lubiłyśmy się, sprzątała na medal, niestety jednak pewnego pięknego dnia zmuszona była zrezygnować, dopadły ją problemy zdrowotne. Jej następczynie zaś albo więcej brudziły niż sprzątały, albo psuły wszystko i niszczyły, albo nie przychodziły bez żadnego wyjaśnienia, robiły rozmaite sztuki i ogólnie rzecz biorąc były niesolidne, niesympatyczne oraz po prostu nie sprzątały. W związku z czym, po piątej takiej następczyni z którą rozstałam się po dwóch miesiącach, stwierdziłam, że mam dość i sprzątamy sami. Jakże byłam naiwna używając tej liczby mnogiej!... Zostałam w liczbie pojedynczej, z 90-cio metrowym mieszkaniem na łbie, mieszkaniem urządzonym w ciemnym drewnie na podłogach (KOSZMAR), mieszkaniem, w którym co tylko można było wykonane jest ze stali nierdzewnej lub ze szkła, bo mój mąż uwielbia stal nierdzewną i szkło - być może marzenie disajnera, ale dla osoby, która ma to utrzymywać w czystości... No cóż. I tak od mniej więcej trzech lat ujrzałam się zakichaną Isaurą jakowąś. Co gorsza, sama własnoręcznie wbiłam sobie nóż w plecy w ogóle kiedykolwiek zgadzając się na panią, bo dzieciątko moje teraz całkiem tak jak mąż czeka aż się "samo" sprzątnie.

A z tym wacikiem to chodziło o to, że niby ja mu co chwila "Uważaj, nie chlap, posprzątane, spadło ci, zobacz, śmiecisz" i tak dalej, więc on nie mógł sobie po prostu odpuścić okazji kiedy to mnie coś upadło. Fakt, że to ja sprzątałam jakoś mu umknął...

Cenna lekcja: uczyć chłopa od początku i nie dawać się wpuszczać w maliny, bo potem jest za późno.


Chociaż tak już całkiem na marginesie dodam, że czasem jak te Chińczyki z dołu zapamiętale bębnią na tym swoim fortepianie, odpalenie odkurzacza może przynieść prawdziwe ukojenie...
Lilith
do 90 metrów też bym wzięła panią do pomocy. wszystko jedno jak wykończone. ja swoje nie wykonczone 33 metry sprzątam pół dnia. może założymy temat 'mężczyzna, a czystość w domu' lub cos w ten deseń?
owczarnia
O, a to jest bardzo dobry pomysł. Zaraz coś zorganizuję.

Z góry przepraszając wszystkich samodzielnych panów chciałam powiedzieć, że nauczenie mężczyzny sprzątania po sobie mocno przypomina tresurę psa. Trzeba dużo powtarzać i często chwalić, przy czym zasadnicza różnica polega na tym, że pies po stosunkowo krótkim czasie załapie, facet nie. I jeszcze będzie miał pretensje, że się go "prześladuje"...

A tak swoją szosą, chciałabym zobaczyć mężczyznę, który wypucowałby mieszkanie na błysk, od A do Zet, wylizał wszystkie kątki, szafki i podłogi, po czym ukochana żona wróciłaby do domu siejąc wszędzie kłaczkami z szalika, rozrzucając po kanapie siatki z zakupami, rozstawiając na stole rozmaite produkty i radośnie chlapiąc lustro w łazience podczas mycia rąk. Następnie zaś owa żona zrobiłaby sobie herbatki, pieczołowicie wykapując ścieżkę z saszetki, w którą to ścieżkę oczywiście natychmiast bez pudła by wlazła, posypując ją dodatkowo okruszkami z trzymanej w ręku kanapki. No i ja bym chciała zobaczyć tego mężczyznę, jak on na to w spokoju i z uśmiechem patrzy, cały czas mając w świadomości, że następnego dnia przychodzą ludzie oglądać mieszkanie i musi ono prezentować się nieskazitelnie... Ze wszystkiego, co wiem na temat mężczyzn wychodzi mi, że on by prędzej zaryglował to mieszkanie od wewnątrz każąc żonie spać w hotelu, żeby się broń Boże jego ciężka praca nie zmarnowała...


Edit, nie wiem czy dobrze podzieliłam, jakby co to prosze poprawić.

A jeszcze w temacie urządzania mieszkania, to chciałam powiedzieć, że NIGDY więcej nie będę mieć ciemnych podłóg w domu. W ogóle drewna, w dupie mam drewno, w dodatku olejowane zamiast lakieru (ekologii nam się zachciało). Panele, jasne i won z tym światem. KAŻDY paproszek, każdy kurzyk natychmiast wali po oczach! Kot wyjdzie z kuwety, od razu widać! A jeszcze przez to, że olejowane zamiast lakierowane, ten kurz się literalnie wciera w te podłogi, domycie ich to tragedia w odcinkach. I co najgorsze, po dosłownie dwóch dniach od gruntownego i rzetelnego sprzątania, można zaczynać od początku. Nigdy więcej! Never!
Lilith
maaatko. a ja miałam nadzieję, że mój oduczy się w końcu ściągania butów na środku pokoju, zdejmowania spodni zaraz po wejściu, a następnie skarpetek i rozwieszania ich na okolicznych krzesłach, tudzież po prostu rozrzucania ich po kątach...
ja swój bajzel, przyznaję, też mam, ale w ukryciu, w łazience i w razie ewentualnych gości łatwo to sprzątnąć, a te drobiazgi w postaci gaci, skarpetek i koszulek podrzucanych ostatnio do mojej szuflady przyprawiają mnie o szczękościśk. i jak tu nie być jędzą, no? a już najbardziej lubię tłumaczenie, że u mnie jest tak fajnie, że czuje się jak w domu. świetna perspektywa.
wyjściem z sytuacji mogą być oddzielne łazienki, niech ma swoją i tam syfi, a nie u mnie ;]
ale reszta? kuchnia, pokoje? no masakra! a potem się faceci pieklą, że my tylko o sprzątaniu i że to nasza pasja jakaś, a wystarczyłoby po prostu złożyć te skarpeciochy i gacie i odłożyć je na miejsce.
owczarnia
O odkładaniu czegokolwiek na miejsce możesz zapomnieć, to jest po prostu niewykonalne. Szuka czegoś? Wywali wszystko z szuflady na podłogę? Możesz być pewna, że w momencie, w którym znajdzie, zostawi wszystko jak jest. Każda czynność do połowy, na tyle ile jest mu potrzebna. Robi sobie kanapki, cudnie. Nie pamiętam, ile razy wyrzuciłam jedzenie, bo usiłowałam go przetrzymać na zasadzie "jak się zaśmiardnie, to może skojarzy, że trzeba schować z powrotem do lodówki". Cały blat w okruchach, bo on sobie kroił kromkę chleba. Jedna jedyna herbata i pół kuchni do posprzątania, norma. Spodnie i skarpety na środku dywanu, koszulki brudne i gacie pokitrane w najdziwniejszych miejscach? Standard.

A najlepsze jest to, że ja wcale nie mam wielkich wymagań. Ja bym tylko chciała, żeby każdy po sobie zostawiał tak, jak zastał. Nic więcej. Gdyby po przygotowaniu sobie kolacji zgarnął okruszki z blatu, wyrzucił saszetkę po herbacie bez zalania połowy podłogi, zaniósł brudne rzeczy do łazienki (co to w ogóle za mania, swoją drogą, zamiast w łazience się rozbierać, to w pokoju, Młody robi to samo), przetarł czasem po sobie lustro czy umywalkę - i już byłabym szczęśliwa. Ja nie wiem, u mnie to już instynkt samozachowawczy by zadziałał, wolałabym wykonać te kilka prostych czynności niż żeby ktoś się mnie nieustannie czepiał, to nie. Ach, i klapa od kibla. Rany boskie, już sobie obiecałam, że kiedyś w chwili desperacji ją zdemontuję i będę walić na oślep po łbach, może wtedy zapamiętają!!!
Lilith
o ja, no klapa od kibla to już jest totalna porażka!
po jednej awanturze nawet była kilka razy spuszczona, ale szybko wszystko wróciło do 'normy'... a ja w ogóle jestem na tym punkcie przeczulona od kiedy przeczytałam, że jak się klapy nie spuszcza to zła energia się do domu dostaje, pieniądze uciekają, czy inne brednie, ale się kruca wdarło w moją podświadomość!
ale sprawiedliwie muszę przyznać, że jak go poproszę to wszystko zrobi, nawet naczynia myje tworząc przy tym konstrukcje na suszarce, które chyba tylko cudem nie lądują z hukiem na ziemi wink2.gif
ten temat jest super! czarodziej.gif
owczarnia
Zła energia, mikroby i rozmaite niepożądane zapachy. Wszystko razem plus kot, który wkłada tam nos i jeszcze się kiedyś utopi. Cud boski, wywalczyłam po latach, że zaczęli regularnie wodę spuszczać obaj. Bo nie ma nic bardziej wkurzającego niż jak sobie siedzisz w wannie, wkradnie Ci się facet do łazienki na zasadzie "Ja tylko szybkie siusiu" i Ci to siusiu tak zostawi... Bo oczywiście drugi kibel, który mamy, a jakże, sam chciał, jest cytuję "zimny i w ogóle nieprzyjazny taki".

A jak już jesteśmy takie sprawiedliwe, to ja też muszę przyznać, że złotorączkowo mój naprawić wszyściusieńko potrafi (i naprawia), kocha nad życie i wspaniale masuje stopy. Co oczywiście nie zmienia, że do szału doprowadza mnie regularnie mniej więcej dwa razy dziennie.

A, i jeszcze zawsze mi się strasznie śmiać chce, jak kąpie psa. Kąpałam go sama (psa znaczy) przez wiele lat (teraz ma siedem) i nigdy w życiu nie żądałam niczyjej asysty. Dodam, że pies waży dwa i pół kilo, bo to dość istotna informacja, a ja go nie kąpię już, bo nie mogę ze względu na kręgosłup się tak mocno i tak dlugo nachylać (kąpiemy go w wannie, z umywalki by gotów wyskoczyć). Mąż zaś nie dość, że za każdym razem dopytuje się który to szampon ma być i jak nałożyć odżywkę, to jeszcze oczywiście muszę latać co chwilę, po czym na koniec zanieść ręczniki (ja nie wiem, czy to jest jakiś ubytek w mózgu, żeby nie być w stanie skojarzyć kąpieli z ręcznikiem?), odebrać psa, wytrzeć, wyczesać i później rzecz jasna pochwalić jak go wspaniale wykąpał. Oraz do końca wieczoru we wszystkim wyręczać, bo przecież on się tak strasznie napracował...
matoos
Ja się sprzeciwiam wypowiadaniu się tylko i wyłącznie kobiet w tym temacie.

Nie widzę w czym leży problem, pomimo cudnych sugestii powyżej, wbrew wszelkim pozorom, 99% facetów nie ma umysłu 3-letniego dziecka i jak się z nimi usiądzie i wyjaśni w kilku słowach co nie pasuje to gwarantuję, że da radę poprawić i nawet bez stosowania metody kija i marchewki. Ja nie mam najmniejszego problemu ze zmywaniem, sprzątaniem praniem i whatever jeszcze, wymagam tylko jednej drobnej rzeczy: powiedzieć mi kiedy. No i nie sprzątać mojej prywatnej przestrzeni bo za to jestem gotów zamordować. Może jestem jakiś dziwny, ale wydawało mi się zawsze że kompromis pomaga związkom i nie jest szczególnie trudny do osiągnięcia...

Also, popatrzcie drogie panie na swoje pokoje, ja tam nie pamiętam żebym kiedykolwiek widział pokój który należy do jednej kobiety (nie wspólny z nikim i obejrzany bez wcześniejszego zapowiedzenia), w którym ubrania nie byłyby porozrzucane po każdej możliwej powierzchni.
owczarnia
W moim mieszkaniu, nie tylko pokoju (którego nie mam jako takiego) jest zawsze posprzątane, czysto i schludnie, żadne moje rzeczy nie leżą nigdy nigdzie porozrzucane. Kiedy gotuję, w kuchni jest porządek i ład, bo wszystko od razu po sobie sprzątam na bieżąco, pełna organizacja. Wszystkie ciuchy są po praniu układane w specjalnym koszu na bieliznę, a po uprasowaniu składane w kosteczkę i roznoszone na właściwe półki lub rozwieszane na wieszakach. Zarówno moje, jak i męża oraz dziecka (notabene, moje stanowią jakieś 10%, reszta jest ich). Mało tego, w koszu na brudy wszystkie ubrania są posegregowane w osobnych workach, żeby było łatwiej i żeby zajmowały mniej miejsca. Ja lubię sobie ułatwiać życie, po prostu.

Z facetem dogadać się można, oczywiście. Mój mąż na przykład wiele razy deklarował się, że umyje lodówkę czy okna. Niestety, zawsze jak przychodziło co do czego, okazywało się że ten dzień niedobry, innego dnia będzie lepszy, i tak na święty nigdy, bo nadchodziły Święta/goście/ludzie mieszkanie oglądać i po prostu trzeba to było zrobić zaraz, a na zaraz niestety faceci jakoś źle reagują.

W takich sytuacjach nie tylko kompromis, ale również zwykła logika czy nawet inteligencja okazują się pojęciami względnymi... Co więcej, zdaje się, że poczucie humoru takoż.
Miętówka
Jak dobrze, że mieszkam tylko z mamą.

Jedyna rzecz, którą od zawsze robię całkiem sama i z własnej, nieprzymuszonej woli, to mycie okien. Moja ukochana mama zupełnie nie rozumie, jak mogę je myć co miesiąc oraz co miesiąc prać firany i zasłony. Ona robi to raz na pół roku, jeśli akurat ja nie zrobię tego przed nią - na Wigilię i Wielkanoc. A mnie dobijają zarośnięte brudem szyby, to myję (jeśli akurat mam czas).
Inne zostały mi wpojone od samego (w sumie) początku, od śmierci taty. Pamiętam, że wcześniej w domu był nieustający syf. Było przez to bardziej przytulnie moim zdaniem, bardziej normalnie, bardziej rodzinnie i w ogóle trochę mi szkoda prania rozwieszanego pod sufitem w kuchni, bo w łazience się nie mieściło. Ale kto mnie słucha?
Jak mam niepoukładane na biurku to swoich rzeczy mogę szukać w wielkim czarnym worku do zadań specjalnych.

Ogólem nasze mieszkanie wygląda jakby mieszkały tu dwie pedantyczne baby, co mężczyznę widzą tam cztery razy do roku. Czyli zgodnie z prawdą
Lilith
z tym sprzątaniem przez panów bywa różnie. mój tata na przykład zbiera się do posprzatania swojego rozgardiaszu równy rok i w okresie światecznym po strzasznych awanturach z matką zabiera się w końcu do tego sprzatania i wtedy następuje istny koniec świata. różne 'ważne' papiery pojawiają się w stertach na wszystkich krzesłach, stołach i podłodze, jakieś dokumenta, zdjęcia, księgi, roczniki, rachunki sprzed 100 lat... i niczego nie można dotknąć przez tydzień, bo tata do wszystkiego musi zaglądnąć i przejrzeć, no ale w międzyczasie przecież jest jakiś mecz, kawkę trzeba wypić, gazetę przeczytać...;] w takiej sytuacji moja mama żaluje, że w ogóle poruszała temat i macha ręką na sterty papierzysk za drzwiami.
nie sprząta mu od kiedy wyrzuciła do śmieci część doktoratu, która zapisana była w kalendarzu z 1975 roku...
owczarnia
Ja szczerze przyznam, że jak mój mąż ma cokolwiek sprzątać, to jestem od razu chora. Nie istnieje bowiem dla niego opcja chowania rzeczy na przeznaczone dla nich miejsce, on je po prostu upycha byle gdzie, byle z oczu. Efekt tego jest taki, że absolutnie niczego nie można później znaleźć. Mało tego, jakoś zupełnie nie jest w stanie ogarnąć faktu, że takie na przykład naczynia ze zmywarki też należy wypakowywać z sensem, bo się później w szafce nic nie mieści...

Zresztą. Ja kicham na jego sprzątanie, niech on nie sprząta, ja będę, niech on tylko nie brudzi. Panowie zauważyłam lubią grube roboty, takie codzienne utrzymywanie porządku plus ogarnianie pola po sobie kompletnie do nich nie przemawia. A najbardziej to lubią o tych grubych robotach rozmawiać. O, jak oni lubią o nich rozmawiać!...
Eva
Mnie może rozpieściła sytuacja, którą mam w domu i dlatego jestem taka przewrażliwiona na punkcie podziału obowiązków w mieszkaniu. Otóż moja mama owszem, gotuje, pierze i prasuje, ale sprzątanie mieszkania, zmywanie i prace w ogrodzie to już domena mojego taty. I nie sądzę, bym wymagała wiele, jeśli chcę ten sam system przełożyć na swój hałshold. Mój ojciec jest absolutnym przeciwieństwem stereotypu mężczyzny w tym względzie, nie lubi bałaganu i z chęcią sprząta, niczego nie zostawi porozwalanego po robocie i jeszcze czasem po mamie pozbiera. Żadna ze mnie straszna feministka, ale jestem zdecydowanie przeciwna przekonaniu, że porządna kobieta powinna zajmować się domem. Może dlatego, że żadna ze mnie porządna kobieta w tym względzie.

A co do nie opuszczania klapy (ba, obydwu klap!), to doprowadza mnie to do szewskiej pasji i kto był u mnie w mieszkaniu, ten wie, jaką do tego przykładam wagę =P (szło wydedukować z przyklejonej do spłuczki prośby o opuszczanie obu klap, hehe)
owczarnia
To Twój tata jest całkiem taki sam jak mój. Za wyjątkiem gotowania i prania robi wszystko, matkę na rękach nosi, sprząta, czyści, krawaty wiąże i usuwa ciąże. Więc ja chyba też jestem rozpieszczona...

Plus fakt, że pływa, co bezpośrednio przekłada się na to, że dużo go nie było w domu i w związku z tym wyrastałam w pedantycznym porządku. A jak wracał, to aż nogami przebierał, żeby ukochanej żonie pomagać i we wszystkim ją wyręczać.

Btw, ciekawa rzecz. Odkąd pamiętam, mój ojciec pełni na statku kierownicze stanowsko, jest cenionym i szanowanym fachowcem, ma mnóstwo ludzi pod sobą. A w domu pełne poddanie. Hm.
Eva
U mnie w ogóle nie funkcjonuje ten 'tradycyjny' model rodziny, jako że to mama ma regularną pracę, a ojciec, nie licząc dwóch albo trzech wyjazdów w miesiącu, siedzi w domu. Za to u mojego wujostwa jest dość zabawnie, bo całkiem do niedawna to wujek robił w domu wszystko, ale to absolutnie wszystko, bo Ciocia ani nie sprzątała, ani nie gotowała, ani nie prała, no nic =D Gotować zaczęła dopiero jakiś czas temu. Wierzcie mi kobiety - to jest dopiero życie!
owczarnia
A widzisz, to moja matka nigdy nie pracowała, mimo to ojciec uważał zawsze, że to właśnie ona najwięcej robi. Coś w rodzaju bóstwa na piedestale z samego tego faktu, że za niego wyszła.

Nie mówię, że bym tak chciała, bo przesada w żadną stronę nie jest dobra. Ale czasem myślę, że fajnie by było, gdyby faceci trochę bardziej doceniali to, jak się dla nich staramy i zamiast narzekać, że trujemy, po prostu zaczęli zwracać uwagę na to, że nie mieszkają sami, a na służące panuje w XXI wieku rażący deficyt...
Avadakedaver
mnie nadal gryzie temat skarpetek. Kurde, owca. rzuć im skarpetki i niech rozdzielają. jak im sie nie uda, to ich problem.
poza tym nie obraź się, ale to trochę twoja wina że oni nic nie robią. Twój mąż to wiadomo, jak to mąż, ale Młodego mogłabyś wychować, żeby sprzątał, bo wyrośnie znowu taki jak twój mąż i koło się zamyka, sama nie chcesz wszystkiego robić ale w ten sposób stworzysz kolejne pokolenie w rodzinie gdzie mąż nie sprząta.
w ogóle to ja nie sprzątam. Sam. Jak mi ktoś coś powie to owszem, ogarnę kuchnię, pomyje podłogi. W swoim pokoju to tak jakoś o tydzień później niż powinienem. Ale no, żeby moja matka mi ciuchy chowała do szafy i rozdzielała skarpetki to sobie nie wtobrażam : D
znaczy sie rozdziela mi skarpetki, ale czesto gdzies sie walnie i wtedy roznoszę domownikom co nie moje. Czasami sie jej nie chce i sam rozdzielam dla wszystkich. w ogole kogo to obchodzi? po co ja to pisze? god.
owczarnia
Lol, Avada, ja po prostu przy prasowaniu w koszu od razu skarpety paruję i roznoszę im razem z ciuchami, to znaczy ciuchy na półki, skarpety do szuflad. Tłumaczyłam już, że z Młodym sprawa jest o tyle ciężka, że jak był młodszy, mielismy panią Iwonkę od takich rzeczy i niestety - tu fakt - chłopię kompletnie nie wyrobiło sobie instynktów. A ja cenię sobie święty spokój, więc jak mi ma rano wpadać do sypialni (kosz z bielizną do prasowania stoi w sypialni) i przewracać kąty w poszukiwaniu swoich skarpet, to ja podziękuję serdecznie, wolę mu zanieść i mieć z głowy. Jedną z moich wielkich słabości i nielicznych przywilejów w tym domu jest mój sen. Nie wstaję rano, nigdy, chyba że się jeszcze nie położyłam (co często ma miejsce). Syn wychodzi do szkoły, mąż do pracy i radzą sobie sami, żaden z nich nie poważy się mnie budzić, bo może to grozić śmiercią i obaj dobrze o tym wiedzą. Żanego szwendania się po sypialni, żadnych śniadanek, kanapek do szkoły. Won. Etap odwożenia zakończyłam w dniu, w którym Młody skończył podstawówkę, do gimnazjum miał przez ulicę, do ogólniaka teraz jeździ sam autobusem i niejednokrotnie bywa tak, że wstaję dopiero, gdy on wraca ze szkoły. Tak więc nie do końca wszystko za nich robię, aczkolwiek w kwestii sprzątania owszem. Chcę mieć porządek, nie umiem pracować w bałaganie, im ważniejsze czy trudniejsze mam tłumaczenie na głowie, tym musi być w domu czyściej. I niestety, nikt prócz mnie do tego takiej wagi nie przywiązuje, bo jak się wraca do domu po pracy to się zupełnie na to inaczej patrzy niż jak się w nim jest cały dzień.

Kolejny mąż, który nie sprząta, mówisz. Myślałam o tym, pewnie i suszę Młodemu łeb, ale z miernym skutkiem. On ma dogłębnie wbite we wszelkie porządki, w swoim pokoju życzy sobie mieć syf i awantura jest, jak tam wchodzę z odkurzaczem. Genetycznie zakodowane po swoim tatusiu, utrwalone przez babcię, następnie przez panią Iwonkę... Nie wiem, czy jeszcze jest szansa. Liczę, że go żona weźmie w obroty i na pewno będę ją w tym wspomagać.
abstrakcja
A ja to w ogóle pod względem sprzątania, a bałaganiarstwa mam trochę nasrane. Sama siebie w tej kwestii za cholerę zrozumieć nie potrafię.
Może to wynik mojej paradoksalnej osobowości, może dziwnych zwyczajów, ale otóż mianowicie mam tak: z jednej strony jestem cholerną pedantką, z drugiej leniem patentowanym.
Bo ... przeważnie nie sprzątam wcale, a jak już sprzątam, to z dokładnością do każdego najmniejszego okruszka, pyłka kurzu, kawałka papieru, drzazgi, czy kamyczka wielkości 1mm sześciennego . Po prostu ... jeśli zabieram się za sprzątanie, co robię bardzo, bardzo rzadko, to nie spocznę, dopóki nie będzie krystalicznie czysto.
Tak samo mam ze wszystkim. Np. ze szkołą. Jeśli przeglądając notatki do jakiegoś sprawdzianu stwierdzę, że tego jest za dużo i nie zdążę się np. na jutro wszystkiego nauczyć, to książka ląduje w kącie, a ja nie uczę się wcale.
Taka moja dziwna, niezrozumiana przez ogół ludzkości zasada - jak coś robię to perfekcyjnie, albo w ogóle.

Tak samo z zeszytami... jeśli już prowadzę, to jest IDEALNY - popodkreślane tematy, wszystko poodznaczane, pozaznaczane, niepokreślone, pismo jak z lekcji kaligrafii ... Albo taki zeszyt, albo wcale.

Takie dziwne preferencje i nawyki niesamowicie utrudniają żywota, wiecie ?;p
Katon
Jedni układają skarpety, inni rozszczepiają atom - świat się kręci.


Buahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha.

A tak poważnie to ja odczuwam potrzebę sprzątania tylko gdy w grę wchodzi smród. Gdy zwykły syfek to muszę zostać poproszony i tak będzie zawsze, ponieważ nie widzę perspektyw na wyrobienie w sobie tego zmysłu. Tu leży pies pogrzebany, kobiety zawsze oczekują tego spontanicznego pędu do sprzątania, który uważają za obowiązek mężczyzny. To absurdalne oczekiwanie i oczywiście musi owocować nieporozumieniami.
owczarnia
A tu się grubo mylisz, bo nie chodzi o "spontaniczny pęd do sprzątania", tylko o zwykły szacunek dla drugiej osoby. Ty sobie nie życzysz, żeby Twoje papiery znienacka całkowicie zmieniły swój wygląd, kubaturę oraz sposób rozmieszczenia, prawda? To wyobraź sobie, że ona też może chciałaby móc wejść do kuchni i zrobić sobie kawy rano bez konieczności uprzątania syfku, który Ty zrobiłeś buszując w nocy. Bo ona już tę kuchnię sprzątała, przed pójściem spać. Może chciałaby skorzystać z czystej wanny, skoro ją umyła i takąż pozostawiła? Może chciałaby spocząć na kanapie nie musząc odgarniać Twoich skarpet i koszulki? Może chciałaby móc zaprosić kogoś prosto z ulicy, nie musząc drżeć o to, co zastanie w mieszkaniu, bo wie w jakim je stanie zostawiła lecz niestety nie może przewidzieć tego, co w międzyczasie zdołałeś zdziałać Ty? Może wreszcie chciałaby zasiąść przy swoim stanowisku pracy w spokoju ducha i ładzie, o który zadbała, nie musząc po raz n-ty tego dnia uprzątać z podłogi Twoich rozszalałych męskich "nawyków"?... Itepe, itede, podstawić dowolne opcje zamienne.

Wy wymagacie od nas bezwzględnego poszanowania Waszej prywatności, Waszego hobby, Waszych zainteresowań, pasji, wymagacie wyrozumiałości i piorun wie czego jeszcze. Trzeba się z Wami cackać jak ze śmierdzącym jajkiem, żeby broń Boże nie urazić Waszego cennego ego. Tyle, że my też mamy swoje ego i podobną prośbę: uszanujcie nas, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie zerkajcie z przekąsem, nie wzdychajcie, nie wywracajcie oczami i nie mamrocznie pod nosem o "duperelach", którymi zatruwamy Wasz bezcenny czas. Ja się nie nabijam z mojego męża, jak on śrubki od swojego Krokodyla pieczołowicie poleruje i od najmniejszej do największej układa. I nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby znalazł je w innym układzie, niż zostawił. Dante po prostu nie przewidział takiej możliwości w swoim opisie czeluści piekielnych, jak to miejsce, do którego niechybnie zostałabym w takiej sytuacji posłana.

Ponadto odnoszę dziwne wrażenie, graniczące z pewnością, że raczej nie oczekujecie od kobiety bekania nad piwem i rozrzucania skarpet po całym mieszkaniu?...
Katon
Rzecz w tym, że faceci oczekują tylko pasywnej 'nieinterwencji' w swoją przestrzeń, kobiety zaś ciągłej, aktywnej interwencji mężczyzny w całą przestrzeń dookoła. Oczywiście masz rację, jeśli masz zdrowy, wypracowany kompromisem stopień porządku, który Cię zadowala. Jeśli po każdym siędnięciu na kanapę narzutka musi zostać położona bez fałdek, to albo niech narzutka wypierdala albo będzie z fałdkami. Skarpety ok, spoko, każdy powinien po sobie zbierać.
Miranda
we wszystkim jest potrzebny kompromis. poki co mieszkam z matka, ktora od rozwodu z ojcem uwaza sprzatanie za jakis swoj azyl, jak posprzata i ma wszystko czysto i rowno, to czuje nad czyms kontrole. ja jestem balaganiarz okrutny i w dziecinstwie toczylam z nia wojny o wlasnie takie faldki na kapie czy cos. ale teraz nie widze sensu, skoro ona sie czuje lepiej od takich rzeczy. jak korzystam z jej pokoju, to zbieram potem okruszki, kapa pod linijke, pilot na miejsce. u mnie w pokoju zazwyczaj jest pelno ciuchow, butelek mineralnej o roznym stopniu zapelnienia i psie zabawki, no ale dogadalysmy sie, ze poki jest tak tylko w moim pokoju to w porzadku.

adamski tez jakims pedantem nie jest, ale jak pomieszkujemy razem, to jakos udaje nam sie dzielic wszystkim, predzej bym umarla niz dzielila zycie z facetem, ktory lezy przed telewizorem podczas gdy ja sprzatam, bo maja przyjsc goscie. trzeba jakos sensownie podzielic zakres - np ja gotuje, ty zmywasz, ja piore, ty prasujesz i po prostu byc w tym konsekwentnym. wiadomo, kobieta zrobi wszystko lepiej, szybciej i bardziej fachowo, ale nie ma co sobie zdrowia psuc, jak im sie powoli i wyraznie powie, to dadza rade. wiekszosc mezczyzn, jezeli sie wszystko robi za nich, za chiny nie wpadnie na to, ze mogloby wyreczyc, skoro baba sobie tak swietnie daje rade.

silnie podejrzewam jednak, ze jak za jakis czas wyprowadze sie od matki i zamieszkam ze swoim, to bede glownym ogniwem sprzatajacym, w koncu sie czlowiek jednak napatrzyl na pewien standard czystosci w domu rodzinnym i potem po prostu wstydzilabym sie przed innymi.
ninki_nunk
Tak sobie przeglądam co tu piszecie i musze stwierdzić, że jeśli chodzi o sprzątanie to mam dokładnie jak abstrakcja. Skrzętnie sobie magazynuje najprzeróżniejsze śmieci dookoła i świetnie się w nich odnajduję. Ale raz na rok czasem dwa razy (i nie są to święta) zabieram się za sprzątanie całkowicie spontanicznie i zazwyczaj kończy się to również przemeblowaniem w pokoju i ładem absolutnym który udjae mi się utrzymać mniej wiecej tydzień potem wszystko wraca do normy ale w nowym układzie mebli ;].

A co do kompromisów to zwyczajnie jestem zwolennikiem nie wchodzenia sobie w droge i spokojnego życia, tzn jeśli kogoś wkurza bałagan to kiedy o tym wspomni (bo dla mnie bałagan zawsze zaczyna się znacznie później) oczywiście go sprzątne. Chyba, że mówimy o moim własnym pokoju wtedy nic poza zrywem o którym pisałem na początku nie jest w stanie mnie przekonać do sprzątania.

Śmieszą mnie natomiast podziały obowiązków w stylu ja robie zawsze to a ty robisz zawsze to. np ja gotuje i prasuje a ty pierzesz i zmywasz naczynia. Ostatnio byłem nawet świadkiem takiej rozmowy o podziale obowiązków moich znajomych. Przekomiczna była. Dla mnie nie ma znaczenia kto w danym momencie za co będzie odpowiedzialny byle w miare równo podzielić się pracą i to jasne, że kobieta pewne rzeczy jak np nie zamykający się już kosz na brudy zauważy wcześniej ale zlecenie tej roboty mężowi/chłopakowi to nienajgorszy pomysł ale trzeba się liczyć z odroczeniem sprawy dopoki kiedy skończy się zajmować "naprawde ważnymi rzeczami" czarodziej.gif wszystko jest kwestią układu i wzajemnego szacunku do siebie
owczarnia
Fałdki na narzucie mam w głębokim poważaniu, bo to jest kwestia jednego gestu i jeśli mnie taka fałdka gniecie w tyłek lub w oko, to sobie ją poprawię. Mnie generalnie biega o czystość, przede wszystkim. Stąd walka z Młodym, bo on nie jarzy, że nie ma "u mnie w pokoju" jeśli chodzi o pół paczki płatków śniadaniowych rozsypanych i wdeptanych w dywan, dlatego że one w pięć minut wyniosą się na jego stopach rozmiar 43 na całe mieszkanie. I to już nie jest kwestia jednego gestu, bo trzeba wyciągać odkurzacz i męczyć swój biedny, chory kręgosłup odkurzając praktycznie cały dom, bo wiadomo jak takie gadżety błyskawicznie wędrują w każdy kąt i chrzęści pod nogami jak złoto. Druga rzecz to to, że mamy zwierzęta, które lubią sią bawić różnymi, często nie do przewidzenia skarbami. I niestety, takie skarby mają to do siebie, że można je łatwo połknąć, co z obłędem w oczach tłumaczę bezskutecznie wszystkim. Już jeden kot operację przechodził, wyciągali mu z żołądka jakiś bliżej niezidentyfikowany obiekt, zwierzak trzy tygodnie dochodził do siebie, na same kroplówki jeździłam dziesięć dni. Myślałam, że to im może da do myślenia, skąd! W dalszym ciągu muszę patrolować mieszkanie co chwila, bo im z kieszeni coś leci i żaden nie podniesie. A jak się uwagę zwróci, to słyszę sakramentalne "Tak, tak, już zaraz podniosę" i szlag człowieka trafić chce od ręki, bo dobrze wiem, że nie podniesie, za to jak przypomnę się jeszcze z dwa razy, zacznie warczeć. Czyli wyjście mam jedno, o ile zdrowie pluszaków leży mi na sercu: podnieść sama. I właśnie takie duperele doprowadzają mnie do szału.

Summa summarum, jak już pisałam, ja lubię maksymalnie ułatwiać sobie życie. Co zasadniczo przekłada się na zasadę, że lepiej zapobiegać niż leczyć, czyli lepiej dbać na bieżąco niż co chwila sprzątać. Jeśli każdy po sobie podniesie, okruszki z blatu zbierze (jeden gest!), szklankę do zmywarki wstawi, zetrze kałużę w łazience zanim w nią siedemnaście razy wlezie i gnojowisko z dywanika zrobi... o ileż łatwiejsze jest wtedy życie!...


PS
Jako mężatka z blisko dziesięcioletnim stażem i kobieta mieszkająca ze swoim facetem od lat niemal dwunastu, zaprawdę powiadam Wam: nie rozśmieszajcie mnie z układami. Układy mają to do siebie, że trwają chwilę, później górę bierze lenistwo, wygodnictwo oraz przyzwyczajenia. Tako rzekłam, howgh.
Katon
No to trzeba się z tym pogodzić. Jeśli nie ma układów, to nic nie ma. Faceci niedługo znikną, bo mają słabsze geny, więc będzie porządek, lesbijska miłość i dzieci z probówki, zero skarpet na kanapie. Ale to już wasze praprawnuczki.
ninki_nunk
Z bieżącym zbieraniem po sobie całkowicie się z tobą zgodze, z myciem po sobie naczyń również, z wytarciem świeżo rozlanej plamy również dlatego, że u mnie w domu dokładnie takie zasady panują i nie ma mowy o np tym, żeby w zlewie choćby szklanka pozostawała dłużej niż 2 minuty. każdy po sobie sprząta odrazu jeśli mówimy o sprzętach z których korzystają wszyscy domownicy ale to zasługa w dużej mierze mojego ojca który wyznaje zasade "skąd wziąłeś tam odłóż i jak zastałeś tak zostaw" i bardzo mocno się jej trzyma i nie ma żadnych najmniejszych dyskusji. Co uważam, że może w pewnych sytuacjach bardzo drażnić ale wpływa korzystnie na ogólne warunki w domu. Pisząc o bałaganie wokół mnie nie miałem na myśli syfu jak wchlewie a raczej bajzlu ułozonego z przedmiotów które nie "noszą się" po mieszkaniu a są nazwijmy to pomocami naukowymi albo materiałami do modelu.

A tu Cię owczarnio rozśmiesze, moi rodzice mieszkają ze sobą troche ponad dwa razy dłużej niż Ty ze swoim mężem i mają pewne niezbywalne układy jak np to kto myje klatke schodową, kto pierze, kto zmywa np w niedziele (w każdy inny dzień każdy po sobie z osobna) więc układy między małżonkami mogą zaistnieć i całkiem nieźle się sprawdzić. Co nie znaczy, że jestem ich zwolennikiem bo nie jestem ;] jednak wyniesiona z domu nauka o wspólnym nie rzucaniu sobie pod nogi śmieci myśle w zupełności wystarczy.

tak na marginesie
QUOTE
okruszki z blatu zbierze (jeden gest!)
i generalne przesłanie całej Twojej wypowiedzi. Jakbym nie miał pewności, że moja matka nie potrafi obsługiwać komputera to bym się zaczął zastanawiac czy to nie przypadkiem ona ukrywa się pod nickiem owczarnia ;]
owczarnia
QUOTE(ninki_nunk @ 29.10.2009 14:46)
A tu Cię owczarnio rozśmiesze, moi rodzice mieszkają ze sobą troche ponad dwa razy dłużej niż Ty ze  swoim mężem i mają pewne niezbywalne układy jak np to kto myje klatke schodową, kto pierze, kto zmywa np w niedziele (w każdy inny dzień każdy po sobie z osobna) więc układy między małżonkami mogą zaistnieć i całkiem nieźle się sprawdzić. Co nie znaczy, że jestem ich zwolennikiem bo nie jestem ;]

W takim razie pogratuluj swoim rodzicom serdecznie w moim imieniu, ponieważ stanowią sobą zachwycający wyjątek od reguły smile.gif.

QUOTE(ninki_nunk @ 29.10.2009 14:46)
jednak wyniesiona z domu nauka o wspólnym nie rzucaniu sobie pod nogi śmieci myśle w zupełności wystarczy.

Prawda? Wydawałoby się, że to przecież proste jak drut. Tymczasem to, co pisałam o względności pojęcia inteligencji, logiki itepe w takich sytuacjach w pełni ma tu zastosowanie...

Eva
QUOTE(owczarnia @ 29.10.2009 14:17)
PS
Jako mężatka z blisko dziesięcioletnim stażem i kobieta mieszkająca ze swoim facetem od lat niemal dwunastu, zaprawdę powiadam Wam: nie rozśmieszajcie mnie z układami. Układy mają to do siebie, że trwają chwilę, później górę bierze lenistwo, wygodnictwo oraz przyzwyczajenia. Tako rzekłam, howgh.
*


Tu się również nie mogę zgodzić, jako że moim rodzicielom stuknie niedługo lat 23, a układ, jakkolwiek elastyczny do pewnego stopnia, wiecznie żywy. I wydaje mi się, że fakt, iż w mojej rodzinie właśnie takie złe przyzwyczajenia nie wypłynęły wynika z faktu, że ojciec w tym względzie miał same dobre, wyniesione z domu i wynikające też z jego charakteru. Także podstawą tu jest niestety wychowanie i jako matka, Beatko, musisz mieć tego świadomość i tego swojego młodego jakoś (batem czy kajdanami) do sprzątania przymusić. Wiem jak to ciężko, bo niestety jestem przykładem na to, że jak się człowieka od małego nie nauczy, albo jeśli nie ma w genach tej śmiesznej cechy, odpowiadającej za obowiązkowość, to potem jest tragedia - mnie rodzice muszą zawsze do sprzątania siłą niemalże skłaniać, ale w końcu się w sobie zbieram. Przy czym ojciec zawsze wtedy powtarza mamie, że nie ma co ode mnie wymagać samodzielnych zrywów do sprzątania, skoro mnie tego nie nauczyli.

I ja nie wymagam od facetów tego, żeby sami z siebie sprzątali, bo ja też tego nie robię. Ale jak się im suszy łeb przez trzy dni to w końcu można by było czarodziej.gif A często dochodzi do sytuacji, w której kobieta macha ręką i summa summarum sama sprząta, a facet się byczy i cieszy, jak sobie babę wychował.

QUOTE(ninki_nunk)
wszystko jest kwestią (...) wzajemnego szacunku do siebie

Amen!
em
Pozdrawiam was misie znad sterty ubrań, która właśnie wysypała się z mojej półki w szafie :*

a, i jeszcze: czego jaś się nie nauczy, tego jan nie będzie umiał i to bez względu na płeć czarodziej.gif
owczarnia
No i wychodzi na to, że mój husband mnie nie szanuje czarodziej.gif. Muszę mu dzisiaj zrobić kontrolną awanturę.

Z Jasiem to jest oczywiście prawda, pisałam już o moim ojcu, który zasuwał w domu jak złoto i jeszcze się sam o to prosił (co ciekawe, matka go wiecznie krytykowała). Jego matka a moja babcia uczyć to go może wiele nie nauczyła, ale miała ich sześciu chłopaków, pracowała w fabryce i w dodatku cierpiała na częste i ciężkie migreny (to poniej to ścierwo odziedziczyłam), w związku z czym chłopaczki zasuwały jak złoto, robiły w domu dosłownie wszystko. Gotować się mój ojciec nigdy tylko nie nauczył, z tej prostej przyczyny, że gotowaniem zajmował się wujek Władek, jego brat smile.gif. Ale całą resztę robi jak już mówiłam sam z siebie i aż się wyrywa, bo dla niego zapieprzająca babka to stan zgoła nienaturalny.

Mój mąż i syn za to odwrotnie - u męża jako się rzekło, była mama i pan do pomocy, mama nie pracowała, więc on już nie musiał robić nic. Zero, odkurzacza w życiu w ręku nie trzymał. Młodego od maleńkości rozpieszczała babcia, mieliśmy też panią przez jakiś czas, więc summa summarum teraz bunt jest pełen.

A na sam koniec to Wam powiem, że takich wyjątków od reguł jest więcej, czego najlepszym przykładem jestem ja (to w temacie Jasia). Moja matka nie nauczyła mnie nawet szmatki do kurzu w ręku trzymać, nie mówiąc o czymkolwiek więcej. Wszystko robiła sama i nienawidziła, jak jej się ktokolwiek wtrącał, nawet ojciec wykonywał tylko dane polecenia i to na ogół były to prace bardzo ciężkie lub zewnętrzne (zakupy na przykład). Ja miałam schodzić z oczu i nie przeszkadzać. Byłam też straszliwą bałaganiarą jako nastolatka. Potworną po prostu. Nienawidziłam sprzątać, być może dlatego, że nie umiałam. A dzisiaj? Proszę. Ład i porządek musi być idealny, żadnego syfu. Wszystkiego nauczyłam się sama, było ciężko, ale się nauczyłam. Dzieciństwo spędzone w idealnie czystym domu zrobiło swoje, takie otoczenie jest mi po prostu potrzebne dla poczucia bezpieczeństwa. Chciałam więc je odtworzyć, i udało się.

A Młodego gonię oczywiście, i batem, i kajdanami, i czym się da. Sęk w tym, że on jest aktualnie w okresie tak zwanego młodzieńczego buntu, wszystko zaczyna się od "ja", on nie będzie się podporządkowywał, on nie widzi potrzeby, on nie podziela moich poglądów i nie musi... I tak dalej. Na pewno łatwiej będzie, gdy wreszcie sprzedamy to mieszkanie, bo teraz w momencie w którym przychodzą ludzie oglądający (notabene, przełożyli skurczybyki z wtorku na piątek, żeby tak skisli) to ja po prostu nie mogę sobie pozwolić na wychowawcze jazdy i sprzątnąć muszę...
GrimmY
QUOTE(em @ 29.10.2009 18:40)

a, i jeszcze: czego jaś się nie nauczy, tego jan nie będzie umiał i to bez względu na płeć  czarodziej.gif
*


this.

samego sprzątania nie lubię, ale lubię mieć chociażby pozór jakiegoś porządku. koliduje to troche z nastawieniem mej lubej, której zwrócenie uwagi na pozostawiony nieporządek może zaoowocować dyskusją nt. uciśnienia i wyzyskiwania kobiet w polskim społeczeństwie (true story), ale jakoś dajemy sobie radę.
Miranda
mialam napisac dlugi post, ale skroce to jednego zdania - przykro mi, ze was smieszy to co u mnie zdaje egzamin, coz!
owczarnia
Jeżeli u Ciebie się sprawdza, to daj Wam Boże zdrowie i chęci, niech się sprawdza jak najdłużej. Można tylko pozazdrościć. Widać mnie i moim znajomy trafiły się jakieś felerne egzemplarze wink2.gif.
Izabella
Ciekawa jestem jak będzie u mnie w domu smile.gif Sama jestem bałaganiarą i jak trafię na bałaganiarza to dopiero będzie bałagan ;] rany.. Nie no, ale myślę sobie, że zawsze wszystko można posprzątać.

Słowa z piosenki Czerwonych Gitar

"Przewróciło się niech leży cały luksus polega na tym
że nie muszę go podnosić będę się potykał czasem
będę się czasem potykał ale nie muszę sprzątać" (..) smile.gif
"(..)coś wylało się nie szkodzi zanim stęchnie to długo jeszcze
ja w tym czasie trochę pośpię tym bezruchem się napieszczę
napieszczę się tym bezruchem potem otworzę okna"

Eva
Mam taki bajzel w mieszkaniu, że nie wiem co mnie zmotywuje do wysprzątania. A na samym szczycie tego wszystkiego śpi kot. W dodatku zima ma jeden główny minus - błotko które się roznosi po całej podłodze czarodziej.gif

To tak a propos czystości w domu, a nie mężczyzn ;]
GrimmY
1. znajdź stary ręcznik, który z niewiadomych powodów wciąż jest w domu
2. połóż przy wejściu
3. ???
4. profit!

nie naprawde, oujałem ostatnio prawie jak na wieczór filmowy każdy przyniósł bałwanka zchowanego w podeszwach.
Eva
Właśnie nie mam takiego! Mieszkanie jest bardzo świeże jednak i nie mam w nim niczego, co by się nadawało na taką ścierę. No nic, może do lumpa się wybiorę i zakupię jakąś szmatę na wagę, to chyba jedyne rozwiązanie tej beznadziejnej sytuacji!
Katon
Nie zapraszaj ludzi i nie wychodź z domu czarodziej.gif

A piosenka jest Elektrycznych, nie Czerwonych Gitar.
Eva
Ta opcja z niewychodzeniem z domu jest szalenie kusząca, ale studia trzeba jakoś skończyć (ktoś musi zarabiać na utrzymanie czarodziej.gif)
To jest "lekka wersja" zawartosci forum. By zobaczyc pelna wersje, z dodatkowymi informacjami i obrazami kliknij tutaj.

  kulturystyka  trening na masę
Invision Power Board © 2001-2018 Invision Power Services, Inc.