Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

9 Strony < 1 2 3 4 5 > »  
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Behind The Scar

Hito
post 19.10.2006 12:08
Post #51 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



Rosssa>>cóż, jeśli wpadnie mi do głowy jakiś dobry synonim, to zmienię tego ,,agenta", chociaż ja sam w tym określeniu nie widzę nic złego.

EnIgMa>>na co dzień? Znaczy, jak? Jak dla mnie korzystanie z klucza podczas lekcji, by poprawić swoje wyniki, to właśnie używanie mocy na co dzień.
QUOTE
Szmaragdowo-srebrny?! Czy te barwy mają jakieś znaczenie?!

Myślę, że wybór dokładnie tych barw istotnie sprawia, że to pytanie retoryczne :]


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
EnIgMa
post 19.10.2006 12:45
Post #52 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 43
Dołączył: 30.01.2006

Płeć: Kobieta



QUOTE
na co dzień? Znaczy, jak? Jak dla mnie korzystanie z klucza podczas lekcji, by poprawić swoje wyniki, to właśnie używanie mocy na co dzień.
No tak, tym razem go użył, ale...
QUOTE
To przepełniło czarę goryczy, napełnianą kolejnymi porażkami, które Hermionie musiały wydawać się co najwyżej śmieszne.
Czas sięgnąć do niezawodnego i najlepszego środka, jaki miał do dyspozycji.
Po prostu odniosłam wrażenie, że na co dzień raczej tego nie robi, że to była wyjątkowa sytuacja i tym swoim kluczem, jak to nazywasz, nie posługuje się zbyt często. Nie wiem czemu, ale ja tak to właśnie odebrałam. Może dlatego, że ta "czara goryczy" to trochę mocne określenie jak na zwykłe niepowodzenie na lekcji, które czasem się zdarza, ale nie jest aż takie straszne...


--------------------
"Love isn't brains, children, it's blood. Blood screaming inside you to work its will."

Nakarm mnie...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ailith
post 19.10.2006 15:51
Post #53 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 77
Dołączył: 01.08.2006

Płeć: Kobieta



QUOTE
Syriusz. Bellatrix. Śmierciożercy. Voldemort. Rodzice i ponownie Voldemort.
Gniew i nienawiść przyszły same, wypełniając go od środka, wzmacniając jego siłę, dając do ręki klucz mocy.

I na coś takiego czekałam! (oczywiście poza scenami z Voldemortem biggrin.gif)
Wander - jak dla mnie pomysł bardzo dobry, ale sama postać, nie wiem czemu, wydaje mi się dość nijaka. Mam nadzieję, że rozwiniesz nieco temat...
Oczywiście - styl jak zwykle świetny, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Na scenki z Sam-Wiesz-Kim czekam z niecierpliwością...
Pozdrawiam, życząc czasu i weny,
Ailith.


--------------------
"Experience is the name everyone gives to their mistakes."

"A friend is someone who will bail you out of jail, but your best friend is the one sitting next to you saying "that was f***ing awesome" (- J-Dub)

"Stand up for what you believe in, even if it means standing alone."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
PrZeMeK Z.
post 20.10.2006 22:07
Post #54 

the observer


Grupa: czysta krew..
Postów: 6283
Dołączył: 29.12.2005

Płeć: wklęsły bóg



Zacnie sobie poczynasz, Hito, zacnie. Fick jest naprawdę dobry. Przyznam, że najbardziej podobał mi się fragment o śnie Harry' ego, być może z powodu scenerii. Jeszcze nigdy nie spotkałem się w żadnym potterowym fanfiku z wakacjami nad morzem. Pięknie opisane (no, może poza chyba niezamierzenie zabawną sceną erotyczną), zatem gratulacje.
Uważaj, co zdradzasz w komentarzach! Bycie zaspojlerowanym przez autora to niezbyt przyjemna rzecz. Na razie tylko wzbudziłeś moje podejrzenia co do świecznika i w ogóle tamtej sytuacji, ale bądź ostrożny w tym, co piszesz.
Nie podobało mi się kilka rzeczy. McLaggen uderzający Harry' ego kaflem jest zbyt podobny do sytuacji z KP. Zamiast "transmutacja" piszesz "transfiguracja". Harry troszkę zbyt głęboko rozważa emocje swoje i Hermiony - to do niego niezbyt podobne. Imię morderczyni Syriusza brzmi po polsku "Bellatriks", bez "x" na końcu.
Podobało mi się zdanie "Wszechświat go bolał". Dobre! Aha, po przeczytaniu po raz kolejny "Pani Jeziora" rzuciło mi się w oczy sianie defetyzmu. wink2.gif


--------------------
Hey little train, wait for me
I once was blind but now I see
Have you left a seat for me?
Is that such a stretch of the imagination?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 21.10.2006 18:13
Post #55 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



EnIgMa>>no, ,,czara goryczy'' to taka metafora wink2.gif Powiedzmy, że tę metodę Harry odkrył nie tak dawno i nie stosuje jej tak często, gdyż - mimo wyśmienitych końcowych rezultatów - zagłębianie się w bolesną przeszłość nie jest miłe. Chyba nie spodziewamy się, że przypominanie sobie o martwych rodzicach przepełnia Harry'ego entuzjazmem. A jako że miłość popycha człowieka do szalonych czasem czynów... Harry chciał się popisać przed Hermioną, zatem sięgnął do ,,niezawodnego'' środka.
Mam nadzieję, że rzuciłem trochę urealniającego światła na tę sytuację :]

Ailith>>Wander nijaki? Może dlatego, że jego postać właściwie ciągle stoi w cieniu. W każdym razie chyba mogę napisać, że wątek jeszcze rozwinę.

PrZeMeK (przy okazji, co to za system z tymi pseudonimami? Enigma, Ty... Ciężko się takie nicki pisze smile.gif)>>ups, mam nadzieję, że - czystym przypadkiem - nie zespoilerowałem niczego istotnego. Jeśli tak, to błagam o wybaczenie :]
Teraz uwagi, po kolei:
QUOTE
(no, może poza chyba niezamierzenie zabawną sceną erotyczną)

Hmm :] Wiesz, scena była zakończeniem marzenia sennego szesnastolatka, zatem nic dziwnego, że poważnie nie było (i nie miało być, dobrze mi widać wyszło). Rozumiesz :]
QUOTE
McLaggen uderzający Harry' ego kaflem jest zbyt podobny do sytuacji z KP.

Podobieństwo istnieje, nie przeczę. Akurat w tym wypadku chciałem bliżej nawiązać do książki. No i pasował mi taki rozwój wypadków.
Na pocieszenie mogę dodać, że - chyba - takich podobieństw już nie będzie.
QUOTE
Zamiast "transmutacja" piszesz "transfiguracja"

Oops, wychodzi na wierzch fakt, iż książek w domu nie posiadam i z wersją polską w ogóle jestem kiepsko zaznajomiony. Ale nazwa moja też ładna :]
QUOTE
Harry troszkę zbyt głęboko rozważa emocje swoje i Hermiony - to do niego niezbyt podobne.

O, a ja myślałem, za późno i za mało miejsca na to poświęciłem (Harry zastanowił się nad tym na samym końcu jesieni - trochę późno). W każdym razie, ,,Dwie noce'' to nie są, prawda? Zawsze mogło być gorzej :]
QUOTE
Imię morderczyni Syriusza brzmi po polsku "Bellatriks", bez "x" na końcu.

Patrz komentarz trochę wyżej. Chociaż tu głowę bym dał sobie uciąć, że w polskiej wersji zostawili jej imię w spokoju. Mój błąd.
Nie będę już tego zmieniał, żeby nie było nieścisłości (czytaj - autor jest leniwy i nie chce mu się wertować starych fragmentów).
QUOTE
Aha, po przeczytaniu po raz kolejny "Pani Jeziora" rzuciło mi się w oczy sianie defetyzmu.

Nie wiem jak ,,Pani Jeziora'', ale mi sianie defetyzmu kojarzy się z niejakim Zenonem Laskowikiem i tyłem sklepu.



--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
PrZeMeK Z.
post 21.10.2006 19:46
Post #56 

the observer


Grupa: czysta krew..
Postów: 6283
Dołączył: 29.12.2005

Płeć: wklęsły bóg



Hito, nie wiem jak z EnIgMą, ale mój pseudonim możesz spokojnie zapisywać jako Przemek smile.gif Te duże literki po prostu ładnie mi wyglądały, kiedy rejestrowałem się na tym forum. Są bez znaczenia.
Dzięki za wyjaśnienie ze sceną erotyczną. Racja po twojej stronie. Ale postaraj się więcej nie pisać Bellatriks przez x, bo to mnie zazwyczaj irytuje. Sam nie wiem, dlaczego.
Całkiem możliwe, że Andrzej Sapkowski również zasłyszał "sianie defetyzmu" u Laskowika i spodobało mu się na tyle, by umieścić je w swojej książce.
Aha, przypomniało mi się - fajnie dałeś w kość Ginny. Ja też nie przepadam za jej "kanonicznym" związkiem z Harrym, więc jej niepowodzenie w walce o uczucia Pottera odebrałem z poczuciem satysfakcji wink2.gif


--------------------
Hey little train, wait for me
I once was blind but now I see
Have you left a seat for me?
Is that such a stretch of the imagination?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
EnIgMa
post 21.10.2006 20:17
Post #57 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 43
Dołączył: 30.01.2006

Płeć: Kobieta



QUOTE
no, ,,czara goryczy'' to taka metafora wink2.gif
ej no... wiem przecież, ze to metafora... mam nadzieję, że to " wink2.gif " oznaczało, że wiesz, że ja wiem... albo to może moje komentarze są już takie zagmatwane <myśli intensywnie> często muszę się tłumaczyć z tego, co w nich umieszczam, więc może coś w tym jest...
no ale przynajmniej już rozumiem, czemu to była wyjątkowa sytuacja tongue.gif męska duma i te sprawy...

QUOTE
przy okazji, co to za system z tymi pseudonimami? Enigma, Ty... Ciężko się takie nicki pisze
więc pisz "Enigma" smile.gif mi się tak podobało jak się rejestrowałam, ale teraz jakbym mogła, to bym to zmieniła na normalne literki... drażni mnie już takie pismo...


--------------------
"Love isn't brains, children, it's blood. Blood screaming inside you to work its will."

Nakarm mnie...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 27.10.2006 14:10
Post #58 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



- Dzisiejszą lekcję zacznę od następującego pytania: czy ktoś dowiedział się, o jakim zaklęciu mówiłem pod koniec ostatniej lekcji?
Po sześciu latach Gryfoni z rocznika Harry’ego byli już zbyt przyzwyczajeni do podniesionej ręki Hermiony, by odwracać się w jej kierunku i sprawdzać, czy jako jedyna zna odpowiedź na pytanie profesora.
Tym razem ich uwaga szybko się na niej skoncentrowała. Hermiona siedziała wyprostowana z dłońmi na ławce. Sądząc po dorodnej czerwieni na jej twarzy i drgających palcach, musiała czuć się, jakby oblała ważny egzamin.
Zaskoczenie panujące w sali oscylowało w górnych granicach skali.
- Nikt, jak widzę. – Wander na chwilę utkwił wzrok w Hermionie. – Cóż, nie dziwi mnie to. Niestety, biblioteka Hogwartu jest raczej niepełna. Brakuje jej ksiąg na temat czarnej magii. Wiele niezmiernie interesujących czarów trzeba by szukać w tomach znajdujących się w bibliotece Ministerstwa.
Mężczyzna wszedł na czerwony dywan służący do pojedynków. Machnął różdżką z czymś, co przypominało irytację. Na jednym końcu dywanu pojawiło się z cichym pyknięciem drewniane krzesło o sporych rozmiarach.
- Teraz zaprezentuję wam działanie zaklęcia, które miałem na myśli. – Różdżka Wandera przecięła ostro kilka razy powietrze. – Sectumsempra.
Krzesło natychmiast rozpadło się na kawałki z głośnym trzaskiem. Kilkoro Gryfonów wzdrygnęło się.
- Naturalnie, zaklęcia tego można używać także przeciwko ludziom. Możecie wyobrazić sobie, co by się stało, gdyby zamiast tego krzesła stało tu jedno z was.
Mina Neville’a dobitnie świadczyła, że właśnie sobie to wyobrażał.
- Jest ono relatywnie mało znane, gdyż zostało wymyślone przez pewnego śmierciożercę o ...skomplikowanej osobowości, który nie lubił dzielić się ze światem swoimi sekretami. – Wander skrzyżował ręce na piersiach i zaczął się przechadzać po sali. – Mnie osobiście ciekawi inna kwestia. Dlaczego Ministerstwo nie przyjrzało się bliżej Sectumsemprze? Prawda, do tej pory została użyta tylko kilka razy i to w wyjątkowych sytuacjach. Mimo to, uważam, że jedna Sectumsempra potrafi wyrządzić człowiekowi większą szkodę niż jeden Cruciatus, zatem powinna dostać status czwartego Zaklęcia Niewybaczalnego... ale schodzę z tematu.
Ręka Hermiony uniosła się powoli.
- Panie profesorze, niewerbalnie rzucony i dobrze wykonany czar Scutum ochroni nas przed Sectumsemprą, tak?
- Tak. Właśnie do tego zmierzałem.
- Jak będziemy to ćwiczyć?
Pytanie zaciążyło w powietrzu, każdego osadzając mocniej na krześle.
- Nie będę was uczył czarnej magii, jeśli o to pytasz, panno Granger. Jakiekolwiek byłoby moje zdanie na ten temat, dyrektor z pewnością nie byłby z tego zadowolony. Ja zajmę się Sectumsemprami.
To stwierdzenie nie zmniejszyło napięcia w sali; wręcz przeciwnie. Neville zbladł jak ściana, a Ron starał się wsunąć pod ławkę. Harry wcale im się nie dziwił. Przecież jeżeli coś pójdzie źle...
Gorzej. Jeżeli Wander istotnie był śmierciożercą, będzie miał wyśmienitą okazję, by go zlikwidować!
- Po waszych minach wnioskuję, że pomysł nie bardzo przypadł wam do gustu. Cóż, każdy może wyjść, nikogo nie trzymam tu siłą, nieprawdaż? Ale może, zanim ktokolwiek zdecyduje się na odwrót, zobaczycie najpierw, na czym ćwiczenie polega? Panno Granger, proszę tu podejść.
Hermiona nie wstała od razu. Potrzebowała na to całych kilku sekund, co nigdy się jej nie zdarzyło w takiej sytuacji.
Z cokolwiek niepewnym wyrazem twarzy stanęła na krańcu czerwonego dywanu. Harry już miał wstać, by zaprotestować. Gdyby coś jej się stało... O nie.
- Proszę zejść z dywanu, panno Granger, obrócić się bokiem do mnie, a Scutum wyczarować całą szerokością do mnie.
Hermiona usłuchała. Jej różdżka wykonała parę ruchów w powietrzu.
- Dobrze – zwrócił się Wander do miejsca, gdzie znajdowała się zupełnie niewidoczna tarcza dziewczyny. – Teraz proszę się nie ruszać, panno Granger... Sectumsempra.
Słysząc niemal znudzony głos mężczyzny, Hermiona napięła wszystkie mięśnie, całą siłą woli powstrzymując się od cofnięcia się o krok.
W przestrzeni przed twarzą Hermiony bezgłośnie zarysowały się trzy kreski, odzwierciedlające trzy cięcia. Moment później rozpłynęły się w niebycie.
- Oto efekty Scutum w pełni sił. Sectumsempra została zatrzymana, a użytkownikowi tarczy, gdyby za nią stał, nic by się nie stało. Scutum jest pod tym względem wyjątkowy, jest to jedyne zaklęcie zdolne powstrzymać tę akurat czarną magię.
Hermiona odetchnęła niezauważalnie i wykonała ruch, jakby chciała wrócić na miejsce.
- Proszę chwilę zaczekać, panno Granger. Chciałbym, żebyś jeszcze raz wyczarowała tak wytrzymałą tarczę, jak poprzednio.
Wander poczekał, aż dziewczyna skończy, po czym zwrócił głowę w stronę Gryfonów.
- Chciałbym tylko was przestrzec przed zbytnią wiarą w siebie. Ćwiczenia są niezastąpionym elementem na naszym przedmiocie. Obrona przed prawdziwą czarną magią to nie przelewki. Wynik starcia z przeciwnikiem zależy od przygotowania, które z kolei wypływa z praktyki. Niech nikt mylnie nie uważa, iż zaklęcie Scutum samo w sobie chroni przed Sectumsemprą.
Profesor zwrócił się ku tarczy Hermiony. Błysk w jego oku, świadczący o koncentracji, wywołał u Harry’ego mrowienie w gardle.
Wander zakręcił różdżką i machnął nią. Raz.
Tarcza Hermiony rozpadła się na dwa kawałki z głośnym trzaskiem, stając się na sekundę widzialna. Krótka emisja jasnoniebieskiego światła poprzedziła jej zniknięcie.
- Jak widzicie – podjął profesor, patrząc na zbitą z tropu Hermionę, odgadując bez trudu jej myśli – Scutum może zostać przełamane. Jeśli rzucający Sectumsemprę będzie – ogólnie rzecz ujmując – lepszym czarodziejem od was, Scutum nie przyda się na wiele. Dlatego uczulam was na jak najpoważniejsze potraktowanie ćwiczeń i prac domowych. I nie po to, by wygrać Puchar Domów, moi drodzy.
Szaleństwo, pomyślał Harry. Jeśli tarcza Hermiony została tak łatwo zniszczona, jaki sens w nauce? Nikt ze szkoły nie opanuje tego zaklęcia lepiej niż ona, więc po co w ogóle się męczyć? Śmierciożercy obcujący latami z czarną magią poradzą sobie z dowolną tarczą bez trudu.
A może...?
Gdy nadeszła jego kolej na podejście do pojedynkowego dywanu, Potter miał solidne przekonanie, co powinien teraz zrobić. Martwiły go trochę dwie rzeczy.
Cały czas nie był do końca pewny, czy postępuje właściwie. Gniew i nienawiść to niedobre uczucia. Nie tego Dumbledore by się po nim spodziewał. Ale Harry potrzebował siły, musiał mieć pewność... wiedzieć, że jego czary będą odpowiednio potężne. Szkoła swoją drogą – najważniejsza była zbliżająca się nieuchronnie konfrontacja z Voldemortem.
Zresztą, dyrektora tu nie było. Opuszczał co chwilę Hogwart, zostawiając Harry’ego i nie informując go o niczym. Skoro tak...
Chłopak bardziej martwił się, że Scutum to czar o czysto defensywnej naturze i tu duchowa agresja może nie pomóc. Ale skoro pomogła przy transfiguracji poduszki... powinno być dobrze.
Pokaże Wanderowi, na co go stać. Będzie lepszy nawet od Hermiony. Najlepszy w Obronie przed Czarną Magią, tak jak na egzaminach. Dokładnie tak.
- Proszę się nie krępować, panie Potter – zabrzmiał głos profesora.
Harry nie czekał. Rutyna. Nie musiał się nawet długo zastanawiać, szperać w pamięci, przywoływać emocje. Myśli o Voldemorcie, śmierciożercach, wszystkich zmarłych, bliskich mu sercu już nie raz gościły w jego głowie na specjalne życzenie.
Do wyeliminowania Lorda będzie mu potrzebna siła. Moc. Miłość? Co, podejdzie do Voldemorta i go pocałuje?
Wander zmrużył oczy. Uśmiechnął się krzywo.
Jego różdżka zakreśliła wzór w powietrzu.
Do tej pory tarcze wszystkich pękały, rozbijały się i znikały. Wander oznajmił, że używa takiej samej siły, jak w przypadku pierwszej Sectumsempry, którą Scutum Hermiony wytrzymała. Toteż reszta Gryfonów miała szansę, by zabłysnąć, dostać punkty i wzmocnić mniemanie o sobie. Do tej pory nie udało się to ani Ronowi, ani Lavender, ani Neville’owi czy komukolwiek innemu.
Trzy pomarańczowe kreski zawisły w powietrzu, kpiąc sobie z grawitacji. Tarcza zatrzeszczała, ale utrzymała się w jednym kawałku.
- Proszę, proszę. Wygląda na to, że w końcu wziął sobie pan moje słowa do serca, panie Potter. Najwyższy czas – rzekł Wander, ciągle się uśmiechając. – Oby tak dalej, panie Potter. Oby tak dalej.

- I co, teraz, jak cię Wander pochwalił, to twoja teoria sypie się w gruzy?
- Nie widzę związku – żachnął się Harry. – A skoro już o tym wspomniałeś, Ron... Kolejny dowód! Skąd Wander wiedziałby o Sectumsemprze, jeżeli nie jest śmierciożercą? W całej hogwarckiej bibliotece nie ma nawet jednej małej wzmianki o tym zaklęciu!
- Ministerstwo, człowieku.
- Profesor Wander mówił na pierwszej lekcji, że nie pracuje dla Ministerstwa – przypomniała Hermiona.
Ron zareagował na tę informację wzruszeniem ramion.
- To jeszcze nie znaczy, że jest śmierciożercą.
- Nie znaczy – zgodziła się Hermiona, do której Potter zdążył poczuć wdzięczność w tej sytuacji, by zaraz potem srodze się zawieść. – Harry, nie uważasz, że należy nam się normalny nauczyciel Obrony? To dość nieprawdopodobne, żeby znowu to stanowisko zostało zajęte przez osobę związaną z Voldemortem.
- Nie mów mi o prawdopodobieństwie i szansach – ofuknął ją chłopak. – Czuję, że coś jest nie tak... Minęło już pół roku od czasu jakiekolwiek zauważonej działalności Voldemorta. Nie sądzicie, że to dziwne? Tak sobie siedzi?! Na pewno ten sukin...
- Harry!
- Przepraszam. – Czasami go ponosiło. Skutek uboczny? – Ja... Tobie wszystko gra? Wszystko pasuje? A te papierosy? Jak ulał pasują do śmierciożercy. – Harry zdawał sobie sprawę, że chwyta się brzytwy. I zaczynał czuć się głupio.
- Być może profesor Wander ma rodziców mugoli, tak jak ja. Powiedział prawdę, a papierosy są nasycone magią. – Hermiona westchnęła. Zmieniła ton. – Harry, jeszcze niedawno twierdziłeś, że Wander to znajomy Dumbledore’a, nauczyciel osobiście mianowany przez niego. Poza tym, dyrektor często opuszcza Hogwart, a to oznacza, że zamek jest bezpieczny.
- Czyżby? Sześć lat temu o mało co nie zginąłem z rąk Quirella. Umbridge grała mu na nosie, dopóki my się nią nie zajęliśmy.
- Jesteś teraz niesprawiedliwy. Nie widzę powodu, byśmy mieli wątpić w Dumbledore’a. Również nie widzę powodu, by podejmować... nierozważne kroki.
Harry wyczuł aluzję do wyprawy do Ministerstwa po Syriusza. Momentalnie się zjeżył, choć dobrze wiedział, że przez jego niczym niezmąconą głupotę o mało nie zginęła Hermiona i pewnie reszta.
- To co innego. – Czy to zabrzmiało jak syk?
- Nie denerwuj się, proszę cię. Wiem, tak, to co innego, mimo to...
- To ja zostawię was samych.
Ron miał wrażenie, że wypadł z konwersacji na samym jej początku. Bywało tak. Bywało, że w rozmowie ich trójki uczestniczyły tylko dwie osoby.
Harry i Hermiona mierzyli się teraz wzrokiem, on podnosząc głos, ona próbując go uspokoić, jako że Harry miał tendencję, zwłaszcza od poprzedniego roku, do łatwego wpadania w nagły gniew.
Ron postanowił ich zostawić. Nie wiedział za bardzo gdzie ma iść; pewien był za to, że kłótnia przyjaciół zaraz się skończy. Sporadycznie spierali się, mocno, o poważne sprawy, jednak nigdy na poważnie. Zawsze dochodzili do porozumienia i kompromisu.
On tak z Hermioną nie potrafił. Drażniła go czasami niemiłosiernie. Nieustępliwie.
Nigdy też jej nie przeprosił. Nie widział powodu, by tak uczynić. Za każdym razem to ona zaczynała.
Ron zastanowił się. Mógł, skręcając kilka razy, obejść korytarz, w którym zatrzymali się przyjaciele, i dotrzeć do pokoju wspólnego. Mógł także podjąć bezcelową wędrówkę po zamku, by zabić trochę czasu. Czemu nie? Do odrabiania lekcji specjalnie mu się nie spieszyło.
Rudzielec zaczął przechadzać się kamiennymi korytarzami Hogwartu, ignorując wszelkie żyjące – i te niezupełnie – istoty. Pogrążył się w myślach, powracając do maglowanego ostatnio tematu.
Przydałaby mu się dziewczyna. Zdecydowanie.
Nie wpadł jeszcze przypadkiem na całujących się Harry’ego i Hermionę, ale wiedział, że to jedynie kwestia czasu. Zazdrościł im więzi, jaka pomiędzy nimi bez wątpienia istniała. Skręcało go chwilami. Też pragnął mieć kogoś tak bliskiego. Istotę płci żeńskiej, najlepiej.
Lavender pytała się go, czy jakaś dziewczyna w Hogwarcie mu się podoba. Brown była całkiem, całkiem, ale w oczy jej tego wyrecytować nie potrafił, no i coś mu mówiło, że Lavender chce czegoś od niego, ale nie chodzi jej o związek. Rozmawiała też z Ginny, co nie wróżyło dobrze. Jeśli jego siostra coś kombinuje, pasowałoby uciekać.
A, właśnie – Ginny. Cóż, w kazirodztwo bawić się nie będzie, zresztą jego siostra była nieznośnym, rozpieszczonym bachorem.
Osobiście nie znał wielu dziewczyn. Ron wolał nie liczyć Parvati ani tym bardziej Padmy Patil. Porażka.
Właściwie, to była jeszcze...
Chłopak zatrzymał się wpół kroku, widząc obiekt jego rozważań. Cofnął się i wychylił głowę spoza najbliższego rogu na pusty, oprócz Luny i McGonagall, korytarz.
Obydwie kobiety miały głowy zadarte do góry. Jakby obserwowały sufit.
- Rzeczywiście, panno Lovegood. Nie zauważyłam tego.
- Niewielu patrzy w słońce, zadowalając się mgłą i chmurami, żyjąc w półcieniu – odparła marzycielskim głosem blondynka.
Pani dyrektor spojrzała na nią kątem oka, ale nie skomentowała.
- Martwi mnie to pęknięcie, jeśli mam być szczera. Historia uczy, że Hogwart został zbudowany przez czwórkę Założycieli. – Minerva poprawiła okulary na nosie. – Poprawniej jednakże byłoby powiedzieć: wyczarowany. Jego mury, kamienie i wszystko wokół przesiąknięte jest magią.
- Ściany mają uszy. Zawsze to powtarzam.
Ta uczennica chyba sobie z niej nie kpi?
- Jeżeli mury pękają... To by znaczyło, że magia tkwiąca w Hogwarcie zanika.
- Niepomyślna wróżba. Pani Trelawney opowiadała nam...
- Zapewne – ucięła McGonagall. Zaczynało ją irytować, że Luna stoi do niej właściwie tyłem, absolutnie całą uwagę skupiając na suficie. – Wydaje mi się, panno Lovegood, iż dyrektor Dumbledore będzie osobą bardziej odpowiednią do zbadania tej kwestii.
- Pana dyrektora znowu nie ma?
- Jest zajęty niezwykle ważnymi sprawami nie cierpiącymi zwłoki. Nie powinno to cię interesować, panno Lovegood.
- Poluje na nargle? Bardzo słusznie, są groźne.
Na co? Wicedyrektorka zaczynała rozumieć, dlaczego niektórzy uczniowie o iście kabaretowym poczuciu humoru mówili na Lunę Pomyluna.
- Zapewniam cię, panno Lovegood, że w czasie nieobecności dyrektora ja zajmę się stanem Hogwartu. Dziękuję za zwrócenie mi uwagi na to pęknięcie.
Luna nie odpowiedziała. McGonagall, powstrzymując grymas na twarzy, odwróciła się i odeszła w kierunku gabinetu Albusa.
Luna wpatrywała się jeszcze chwilę w sufit z uśmiechem człowieka nie śpiącego tydzień. W końcu spuściła głowę i ruszyła przed siebie.
Ron zaklął w duchu. Miał dwa wyjścia; albo, udając idiotę, schowa głowę za róg i ucieknie, albo wyjdzie dziewczynie na spotkanie. Na pewno już go zdążyła zauważyć.
Raz kozie śmierć, jak to mówią.
- Cześć.
- Witaj, Ronaldzie. – Uśmiech Luny zmienił się trochę, Ron jednak nie miał pojęcia, czy na aprobujący, czy odwrotnie. Odgadnięcie, co aktualnie siedzi w umyśle Lovegood, było zadaniem równie prostym, co przytulenie się do Snape’a.
Ciekawe, dlaczego nazywała go pełnym imieniem. Czy do Ginny zwracała się: Ginevro?
- Słyszałem twoją rozmowę z McGonagall – oznajmił odrobinę niepewnym głosem Ron. – Jak myślisz, co się dzieje?
- To nie inwazja kamieniołupków – stwierdziła stanowczo Luna, patrząc w ścianę. Dotknęła jej dłonią. – Mury Hogwartu rzeczywiście są magiczne. To widać gołym okiem.
Ron rzucił owym gołym okiem na solidny, kamienny mur tworzący ścianę korytarza. Żaden jego milimetr kwadratowy nie wyglądał na zaklęty.
- Faktycznie – zgodził się gładko rudzielec. – Miejmy nadzieję, że Dumbledore szybko wróci.
- Nie martw się, Ronaldzie. Niebo nie spadnie nam na głowę.
- Oby, oby. Hmm... – W głowie chłopaka zakwitła dość przerażająca myśl. Skąd ona się tam wzięła? – Ostatnio nie pogratulowałem ci świetnych wyników z SUMów.
Luna machnęła ręką przed nosem Rona, jakby oceny z egzaminów zaledwie minimalnie ustępujące tym Hermiony nie były sprawą wartą wzmianki.
A może ten gest znaczył zupełnie co innego. Ron nie miał pojęcia. Bał się mieć.
- Ty nie uczysz się najlepiej, prawda?
- Noo... powiedzmy, że nie mam talentu do nauki.
- Skąd wiesz, Ronaldzie, skoro nie próbujesz tego sprawdzić?
I po co wspominał o ocenach? Niech to licho.
Myśl ponownie dała o sobie znać. Szaleństwo... Ale z drugiej strony... Na bezrybiu i rak ryba.
- Nie mówmy o nauce, właśnie skończyły mi się wszystkie lekcje. – Głos Rona zdradzał wewnętrzną walkę. – Może by tak... Wiesz co, Luno?
- Tak?
- Niekoniecznie dzisiaj, ale... Co byś powiedziała na partię szachów?
==========================================================================
Bałwochwalczo napiszę, że ta część mnie samemu bardzo się podoba, szczególnie fragmenty po lekcji Obrony. Może tylko jedna kwestia Luny mi zgrzyta.
Zainteresowanych uspokajam - następny part będzie spod szyldu Harry&Voldemort. Czy będzie tak samo dobry jak poprzednie, ocenicie Wy.
Aha, i jeszcze jedno:
Przemek>>od razu muszę zaznaczyć, że - niestety dla Ciebie - mnie forma ,,Bellatrix" podoba się o wiele bardziej niż ,,Bellatriks". Za dużo fantasy :]


Ten post był edytowany przez Hito: 27.10.2006 14:36


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
PrZeMeK Z.
post 27.10.2006 15:34
Post #59 

the observer


Grupa: czysta krew..
Postów: 6283
Dołączył: 29.12.2005

Płeć: wklęsły bóg



Dobry part. Przyjemnie się czytało. Co do Luny, wychodzi ci dobrze, może jedynie jej pierwsze zdanie - to o chmurach i mgle - brzmi odrobinkę dziwnie, ale ogólnie rzecz biorąc pasuje.
I powiem ci, że fragmenty dotyczące życia szkoły interesują mnie bardziej niż te z Voldemortem. Gratulacje!
QUOTE
Przemek>>od razu muszę zaznaczyć, że - niestety dla Ciebie - mnie forma ,,Bellatrix" podoba się o wiele bardziej niż ,,Bellatriks". Za dużo fantasy :]

Się przeżyje tongue.gif


--------------------
Hey little train, wait for me
I once was blind but now I see
Have you left a seat for me?
Is that such a stretch of the imagination?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ailith
post 27.10.2006 15:39
Post #60 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 77
Dołączył: 01.08.2006

Płeć: Kobieta



Podoba mi się - może dlatego, że odcinek nie był taki słodki, jak przedostatni.
Świetny był opis lekcji, a także sytuacji po niej... ten wątek z Ronem i Luną, choć jeszcze nierozwinęty, zapowiada się ciekawie.
Pęknięcia na suficie Hogwartu - zanikająca magia - przyznam szczerze, że z tym się jeszcze nie spotkałam, choć przeczytałam już bardzo wiele fanficków.
I strasznie się cieszę, że wreszcie pojawi się scena z Harry'm i Voldemortem! biggrin.gif
Za to wszystko czekolada.gif dla ciebie.
Weny życzę.
Ailith.


--------------------
"Experience is the name everyone gives to their mistakes."

"A friend is someone who will bail you out of jail, but your best friend is the one sitting next to you saying "that was f***ing awesome" (- J-Dub)

"Stand up for what you believe in, even if it means standing alone."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 31.10.2006 14:40
Post #61 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



ROZDZIAŁ 9

- Wybacz mi, Lordzie, nie słyszałem cię.
- Specjalnie mnie to nie dziwi – warknął Voldemort, czując, że jego uszy wciąż rezonują. Przestąpił resztki drzwi, z których zostały tylko smętnie wiszące zawiasy; Thomas Riddle nie należał do ludzi obdarzonych sporą cierpliwością. – Chcesz mi rozsadzić dom od środka?
- To tylko muzyka, Lordzie.
- Muzyka? Ten łomot rzucił ci się na mózg, Potter. Źle definiujesz.
Słowa piosenki – choć nazwa ta była zbyt gloryfikująca dla zbieraniny głośnych dźwięków, jaką przed chwilą usłyszał – długo jeszcze będą obijać mu się w czaszce. Zanim ucichną, minie wiele dni. W dodatku ten ciężki, zachrypnięty głos... Merlinie.
- Skąd dobiegał ten jazgot?
Harry pokazał palcem przedmiot o kształcie sześcianu, z wieloma święcącymi cyframi i wskaźnikami, a potem dwa prostopadłościany.
Voldemort nie wiedział, na co patrzy. Nie był na czasie z mugolskimi wynalazkami.
- Skąd to masz?
- Od Kalisto.
Riddle zmierzył wzrokiem młodego Pottera. Wydął wargi. Czasami miał dość.
- To wspaniale. Wasza przyjaźń raduje moją duszę. Bellum!
W pomieszczeniu rozległ się głośny trzask, gdy sześcian rozpadł się na kawałki. Odłamki poczyniły dalszy hałas, uderzając w ściany, podłogę i meble. Harry złapał jeden z nich w locie centymetry przed swoją twarzą.
- Bellum? – Sądząc po głosie, nie wydawał się poruszony stratą.
Voldemort ważył różdżkę w dłoniach, jak gdyby zastanawiał się, czy nie rzucić jeszcze jednego zaklęcia. Po chwili odpowiedział chłopakowi:
- Chodź ze mną.

- Jak przebiega rekrutacja, Lordzie?
- Coraz sprawniej. Dumbledore zdziwiłby się, ilu ludzi, szczególnie młodych i silnych, ma dość ograniczających konwenansów, służących pętaniu naszych możliwości rozwoju w pożądanym kierunku. Ilu pragnie wolności. Potęgi.
- On uważa, że miłość zwycięża wszystko.
- Najgorszy przypadek idealizmu. Zgubny wręcz – zasyczał Voldemort, co miało oznaczać zapewne śmiech.
Dwoje ludzi – w przypadku Czarnego Pana nazwę tę traktowano umownie – szło zalanym księżycowym światłem korytarzem. Jego zewnętrzna ściana nie posiadała okien. Pozbawione szkła powierzchnie zwieńczone arkadami ukazywały spokojną, zalesioną okolicę.
Kiedyś zamieszkiwała ją wataha wilków, ale Harry zajął się nią po tym, jak jej wycie obudziło go w nocy.
Voldemort prowadził Pottera labiryntem ścieżek, aż dotarli do pustego pomieszczenia, przestrzeni wypełnionej tylko powietrzem. Przesyconego magią od częstego rzucania czarów.
- Proces opracowywania nowych zaklęć również przebiega bardzo pomyślnie. Będziesz miał okazję poćwiczyć przed nowym zadaniem.
- Nowym zadaniem? – zainteresował się Harry. Dawno już nikogo nie zabił.
- Po kolei. Spójrz.
Voldemort machnął różdżką czarną jak bezgwiezdna noc. W komnacie pojawiło się kilka obiektów, w tym krzesło, stół i całkiem solidna szafa. Wszystko wykonane z najlepszego gatunku drewna. Czarny Pan cenił elegancję i jakość każdego szczegółu.
- Sectumsempra. – Krzesło rozpadło się na części. – To zaklęcie znasz.
- Oryginalny wymysł kochanego Severusa.
- Wiernego jak pies Snape’a – zachichotał Voldemort. Postać tego akurat sługi niezmiernie go bawiła, aczkolwiek wymagała skupionej uwagi. – Jego ograniczenia także znasz. Sectumsempra. – Stół zakończył swój drewniany żywot. – Machanie ręką jak przy odpędzaniu muchy. Nie pasuje do dżentelmenów, jakimi przecież jesteśmy.
- Słusznie – przyznał Harry. Osobiście strasznie lubił ten czar. Doprowadził go do perfekcji. Jaką miał prezencję... Te małe fontanny krwi i latające dookoła odcięte części ciała... Poezja.
- Skomplikowanie nie jest dobre przy zaklęciach używanych na polu walki. Proste, a zarazem skuteczne na dużą skalę... Bellum!
Szafa rozpadła się na kawałki. Cała, na setki kawałków. W mgnieniu oka.
- Jak duże i wytrzymałe przedmioty można tym niszczyć?
- Praktyka da ci odpowiedź na to pytanie – uśmiechnął się Voldemort. – Mam dla ciebie coś jeszcze lepszego. Zaklęcie przeciwko ludziom. Uśmiercające, ale nie tylko.
- Co z Avadą?
- Za długa w wymowie, to spora wada w warunkach bitewnych. Natomiast Caedes... Zresztą, sam zobaczysz. Bellatrix!
Nagle fragment ściany, będący w rzeczywistości ukrytymi drzwiami, rozsunął się na boki. W komnacie znalazła się prawa ręka Czarnego Pana.
Prowadziła ze sobą człowieka. Sądząc po jego oczach i zachowaniu, był pod wpływem Imperiusa.
- Odejdź trochę, Bellatrix... No, dalej, Harry.
Chłopak ścisnął swoją różdżkę. Skoncentrował się na słowie Caedes, na potędze czarnej magii, która obecnie przychodziła do niego bez trudu i na zawołanie. Uczucie wypełniającego go od środka żywego ognia, mocy wznoszącej go nad powierzchnię ziemi... Tylko żałosni, słabi głupcy nie chcieliby go doznawać.
Stale i wciąż. Już dawno dziwne pieczenie i krwawienie z blizny przestało mu przeszkadzać. Potęga przyćmiewała wszystko, oferując czystość duszy i umysłu.
Harry wycelował różdżkę w mostek bezbronnego obiektu eksperymentalnego.
- Caedes!
Chwilę później Bellatrix otarła krew z twarzy i – z miną świadczącą o mieszance niezdrowej fascynacji i obrzydzenia – strząsnęła z siebie resztki czegoś, co wyglądało na płuco porwanego mugola.
Voldemort kiwnął głową. Od razu przypomniała mu się rzeź podczas próby lojalności Harry’ego. Nie wiedzieć czemu czuł opór przed takim traktowaniem ofiar. Dziwne.
- Podoba ci się?
- Będę dużo ćwiczył – zapewnił z błyskiem w oku Potter, podchodząc do kategorycznie martwego mugola.
Caedes działał mniej więcej tak, jak kula wystrzelona z mugolskiego pistoletu. Kula o kalibrze liczonym w centymetrach. Leżący na wznak człowiek miał dziurę w klatce piersiowej szerokości solidnego talerza. Zaklęcie zahaczyło o serce i aortę, co spowodowało zabarwienie sporej powierzchni podłogi na ciemnoczerwono.
- Rozpieszczasz mnie, Lordzie.
- Te dwa czary mają służyć ci do pracy, nie do przyjemności. Czy to jasne?
- Naturalnie – odparł Harry, nie mogąc się doczekać poznania treści zadania, o którym wspomniał wcześniej Riddle. Będzie masa dobrej zabawy.
Humor mu zwyżkował także dzięki temu, że był coraz bliżej spotkania się z osobą, o której myślał od początku pobytu w rezydencji Czarnego Pana.
Coraz bliżej prawdziwej chwały.

Czekał na nią w swoim pokoju. Ona przychodziła go niego, nigdy odwrotnie.
Kalisto, ubrana w suknię podkreślającą jej kształty, usadowiła się w fotelu naprzeciwko Harry’ego.
- Często opuszczasz nasz dom.
- Mam wiele pracy. Czarny Pan jest wymagający.
- Szpiegujesz Zakon?
- Nie tylko.
Młoda Lestrange, już przy narodzinach namaszczona przez Voldemorta do specyficznego rodzaju misji, nie znała wielu czarów. W pojedynku jeden na jeden z Harrym nie miałaby szans wygrać, jak i z wieloma dorosłymi śmierciożercami. Balans zapewniały oklumencja i leglimencja, umiejętności rozwinięte przez nią do perfekcji. Wyciągała informację z niczego nieświadomych istot, sama pozostając poza zasięgiem każdego umysłu.
- Ja mam zadanie nieco odmiennego rodzaju.
- Wiem.
- Oczywiście. – Ciężko było zaskoczyć Kalisto. Harry’emu nie udało się ani razu.
Dziewczyna przyjrzała mu się czarnymi oczami. Wiedząc o sile jej leglimencji, człowiek miał wrażenie, że jej spojrzenie czyta w duszy jak w otwartej księdze.
- Mam wrażenie, że chcesz zadać mi konkretne pytanie. – Kiwnęła głową w kierunku butelki stojącej na szafce.
- Istotnie. – Harry odłożył kieliszek i nalał Kalisto wina. – Jak zwykle jesteś o krok do przodu. Rozmawiając z Lordem też tak robisz?
- W granicach rozsądku. – Lestrange przyjęła kieliszek, lustrując wino wzrokiem. – Nie chciałabym go rozgniewać.
- Słusznie. – Harry przeniósł się na łóżko, by wygodnie się ułożyć. – Straciłaś rodziców i wujka w wieku dwóch lat. Zamknięto ich w Azkabanie, ciebie nie. Gdzie się wychowywałaś?
- A jak ci się wydaje? Matka mogła zwrócić się tylko do rodziny, a właściwie do jedynej osoby, której ufała.
- Narcyzy Malfoy?
- Mieszkałam z kuzynem Draco, tak.
Harry gwizdnął.
- Malfoy nigdy się nie chwalił, że ma tak wspaniałą siostrę cioteczną.
- Istnieją ku temu powody. – Kalisto wypiła łyk z kieliszka. – Nie żyłam z Malfoyami tak długo, jak ci się wydaje. Co ważniejsze jednak, Draco fizycznie nie mógł nikomu o mnie nawet wspomnieć. Dostał po głowie klątwą związania języka. Znasz konsekwencje nie dostosowania się do niej. Poza tym, prawdopodobnie nie pamięta mnie zbyt dobrze.
- To wiele wyjaśnia. W takim razie: kiedy opuściłaś gościnne progi ciotki?
- Nie wytrzymałam za długo. Nie lubiłam ciotki i matki chrzestnej w jednej osobie ani jej rodziny. Irytowali mnie. – Rysy twarzy Kalisto ściągały się, gdy pogrążała się w emocjach z wydarzeń dawno minionych. – Draco był dla Narcyzy wszystkim. Syneczek mamusi. Mnie traktowali jak powietrze. Albo, gdy ciotka miała zły humor, jakby to ja odpowiadała za to, że matka siedzi w Azkabanie.
Harry uśmiechnął się drapieżnie. Kalisto przypomniała mu o Dursleyach. Będzie musiał ich zabić, kiedy tylko nadarzy się okazja.
- Doskonale cię rozumiem.
- Domyślam się. Kiedy miałam osiem lat.
Tym razem Potter uformował pytanie wyłącznie w umyśle.
- Byłam zaradna – odpowiedziała dziewczyna, poprawiając włosy. – Jakoś sobie poradziłam po ucieczce z domu Malfoyów. Nie. – Kalisto natychmiast pohamowała ciekawość Harry’ego. Słowo ,,jakoś’’ będzie musiało mu wystarczyć za opis. – Nie było łatwo, ale dotrzymywałam przykazania Czarnego Pana i cały czas uczyłam się oklumencji i leglimencji, w miarę możliwości oczywiście.
- Dzięki temu jesteś takim specem w tej dziedzinie. – Harry zmrużył oczy, lustrując sylwetkę Kalisto, szczególną uwagę zwracając na dekolt. Młoda Lestrange interesowała go coraz bardziej... w granicach rozsądku, naturalnie, i jego potrzeb. Ona musiała zdawać sobie z tego sprawę. – Chyba nie muszę ci się rewanżować podobną opowieścią?
- Nie musisz. Ja za to mogłabym zdradzić ci rzeczy, których na pewno nie wiesz. O twojej matce na przykład.
Harry wahał się tylko sekundę.
- Nie. Ona nie żyje. I nic mnie nie obchodzi. Nie potrzebuję babrać się w przeszłości, teraz, gdy przyszłość wygląda tak obiecująco.
Kalisto odwzajemniła się chłopakowi i także przyjrzała mu się dokładniej. Uśmiechnęła się z aprobatą.
- Wiesz, dlaczego twoje oczy są tak zielone?
- Dlaczego? – zadał pytanie Harry, ciekawy jej interpretacji.
- Przecież szmaragd to królewski kolor Salazara Slytherina. Dziwię się, że nikt wcześniej tego nie zauważył.
I bardzo dobrze, pomyślał Harry Potter. Dzięki temu mogłem obudzić się do prawdziwego życia.
Dziewczyna nie odwróciła spojrzenia. Odczytał je, jej pozę, czarną suknię, szkarłatne paznokcie i wargi jako sugestywne zaproszenie, wręcz wyzwanie. A on zawsze je podejmował.
Harry wstał z łóżka i niespiesznie zbliżył się do Kalisto, która nie poruszyła się choćby odrobinę. Delikatny uśmiech na jej ustach zachęcił go do czynu. Nie zamierzał być subtelny czy romantyczny. Da jej jasną odpowiedź. Sięgnął ręką, by szarpnąć w dół jej dekolt.
Dłoń przecięła tylko powietrze, mimo iż zagłębiła się w piersiach dziewczyny. Jednocześnie Harry poczuł lekkie klepnięcie po prawym ramieniu.
Wyprostował się i napiął gniewnie wszystkie mięśnie. Obraz nieruchomej Kalisto zaczął się rozpływać, coraz szybciej, aż w końcu zniknął zupełnie, pozostawiając sam fotel w polu widzenia.
- Bardzo śmieszne – syknął Potter. Podwójna zabawa i jej wygrana.
- Wiem. – Głos Kalisto dobiegał zza jego pleców. – Ale to nie był dowcip, mam lepsze poczucie humoru, niż ci się wydaje. Musiałam w końcu spróbować stworzyć wizualny duplikat w umyśle kogoś tak dobrego, jak ty. Najlepiej to działa jako niespodzianka.
Harry odwrócił głowę, by na nią spojrzeć, słysząc nutkę rozbawienia w jej ostatnim komentarzu.
- Nigdy więcej tego nie rób – ostrzegł ją zimno, mierząc ją zmrużonymi oczyma.
Nie wywarło to żadnego skutku. Inni, ze śmierciożercami włącznie, co najmniej czuli się nieswojo, widząc dwa szkarłatne pierścienie wraz z kryjącymi się za nimi emocjami. Ludzi o słabej woli potrafił sprowadzić do postaci bełkoczącego ciała z mózgiem przesiąkniętym grozą, niezdolnym do żadnego oporu.
Kalisto, najprawdopodobniej dzięki nadzwyczaj rozwiniętej umiejętności oklumencji, jako jedyna, oprócz Voldemorta, potrafiła patrzeć Harry’emu w oczy dłużej niż parę sekund.
- Następnym razem się nie zdemaskuję i o niczym się nie dowiesz. – Kalisto uśmiechnęła się szerzej, także mrużąc powieki. – Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
Harry prychnął pogardliwie. Gdyby na miejscy młodej Lestrange stał, na przykład, Pettigrew, już by nie żył. Ona musiała o tym wiedzieć, biorąc pod uwagę jej zachowanie.
- Obawiam się, mój drogi, że przez najbliższe kilka dni nie pogawędzimy sobie. Czarny Pan ma dla mnie kolejne zadanie. Ciągle w ruchu... Cóż, takie życie. Będę strasznie tęsknić, Harry. Ufam, że ty także. – Kalisto puściła mu oko. Kołysząc biodrami, opuściła pokój przez świeżo wyczarowane drzwi.
Chłopak został sam. Dumał nad pewnym pomysłem, lecz szybko go odrzucił. Wzięcie Kalisto siłą odpadało. Nie udałoby mu się. Nie kogoś, kto znał intencje każdego, zanim jeszcze zaczęła się rozmowa. Nie kogoś, kto umiał, nie ruszając się z miejsca, klepnąć z tyłu po ramieniu.
Harry nie martwił się jednak.
Ostatecznie, wszystko, czego pragnie, będzie należeć do niego.


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ailith
post 31.10.2006 17:58
Post #62 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 77
Dołączył: 01.08.2006

Płeć: Kobieta



No.
Właśnie.
Świetnie, cudownie, genialnie... aż brak mi słów! Mniej więcej o takiej części myślałam... i przyznam szczerze, że przerosła moje oczekiwania.
Cudo.
Harry aż przyprawia o dreszcze. Jego dwulicowość jest... czasami aż przerażająca... i wspaniała... jak już pisałam - uwielbiam go po ciemnej stronie! biggrin.gif
Heh... to chyba najbardziej pozytywny komentarz, jaki wystawiłam w ciągu ostatniego miesiąca. biggrin.gif W każdym razie... teraz to chyba zostanę przy komputerze, z nosem przyklejonym do ekranu, oczekując na kolejną część.
Ciągle pełna okrzyków zachwytu i życząca weny,
Ailith.


--------------------
"Experience is the name everyone gives to their mistakes."

"A friend is someone who will bail you out of jail, but your best friend is the one sitting next to you saying "that was f***ing awesome" (- J-Dub)

"Stand up for what you believe in, even if it means standing alone."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Rosssa
post 02.11.2006 23:42
Post #63 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 205
Dołączył: 25.09.2006
Skąd: City centre

Płeć: Kobieta



QUOTE(Hito @ 31.10.2006 14:40)
Voldemort kiwnął głową. Od razu przypomniała mu się rzeź podczas próby lojalności Harry’ego. Nie wiedzieć czemu czuł opór przed takim traktowaniem ofiar. Dziwne.
*



Hehe i znowu kolejne zdanie, które rzuciło mi się w oczy, ukazujące, że Voldemort ma w sobie więcej ludzkich uczuć niż Harry biggrin.gif Parcik udany i zadowalający :] Spotkanie Harry'ego z Kalisto - boskie ohmy.gif Wiem, znowu się nie wysiliłam zbytnio z komentarzem, ale tą część przeczytałam tak zachłannie, że mało co skupiłam się na szczegółach tongue.gif Poprawię się wink2.gif czekolada.gif dla Ciebie za owocną pracę i wenki życzę na dalsze pisanie wink2.gif


--------------------
Love - devotion
Feeling - emotion

Don't be afraid to be weak
Don't be too proud to be strong
Just look into your heart my friend
That will be the return to yourself
The return to innocence.

If you want, then start to laugh
If you must, then start to cry
Be yourself don't hide
Just believe in destiny.

Don't care what people say
Just follow your own way
Don't give up and use the chance
To return to innocence.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Tara***
post 04.11.2006 11:58
Post #64 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 11
Dołączył: 02.04.2006
Skąd: Kraków

Płeć: Kobieta



No, no. Dawno mnie tu nie było. Przyszłam i nie żałuje. Wspaniała część, oby takich więcej. Intryguje mnie Kalisto, a zachowanie Pottera jest takie inne niż w kanonie. Nie jest ślamazarnym idiotą bojącym się kobiet. Czekam na następną część. Zyczę weny.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 10.11.2006 19:38
Post #65 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



RODZIAŁ 10

Percy Weasley widział swoje odbicie w lustrze i nie był zadowolony.
Jego ambicja przypuściła na nim kontratak. Ministerstwo oficjalnie było w stanie wojny z Voldemortem i jego poplecznikami, co bezpośrednio prowadziło do stanu niewyspania i przemęczenia u ludzi o wysokim stanowisku.
Ich doradców również. Percy skrzywił się z niesmakiem, patrząc na coraz większe worki pod oczami. Gdyby Ministerstwo wcześniej zabrało się do roboty, teraz nie musiałoby odrabiać zaległości z takim pośpiechem.
Okazało się, że Harry nie kłamał. Kto by pomyślał? Percy’ego gryzło wygrzebane z czeluści duszy sumienie.
Było gorzej. Ginny nie odpowiedziała na jego list, Fred i George także, a Święta były tuż za rogiem. Planował pojawić się w Norze, wiedząc, że matka powita go z płaczem radości i otwartymi ramionami. Nie spieszyło mu się jednak, tym bardziej, im bliżej było końca grudnia.
Przekleństwo. To wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej.
A teraz naje się wstydu we własnym domu. Oczywiście, o ile starczy mu odwagi, by się tam pojawić. Przyznanie się do błędu zawsze było jego piętą Achillesową.
Przynajmniej nikt nie nazywał go ,,Weatherby’’. To już coś.
Ciekawiło go, tak jak dziecka włożenie palca do kontaktu, w jaki sposób zareaguje Penelopa na jego widok. Chyba nie będzie całusa na dzień dobry.
Percy nie miał pojęcia, kiedy znajdzie czas, by ją odwiedzić. Jego dawna dziewczyna pracowała obecnie gdzieś w szkockich Górach Kaledońskich, w placówce Ministerstwa zajmującej się badaniem kwestii latania. Nie istniało jeszcze zaklęcie pozwalające na swobodny lot bez użycia zwierząt czy miotły, i to starano się zmienić. Penelopę szybko tam skierowano, gdyż już w Hogwarcie najlepiej wychodziły jej czary związane z żywiołem powietrza; nic dziwnego, skoro była Krukonką, uzdolnioną i inteligentną.
Na sto procent dogadałaby się z Hermioną, przyjaciółką Rona.
Ron. Może do niego również powinien był napisać list? Niestety, tu już pretekst nie działał – znając go, najmłodszy brat na pewno nie miał dziewczyny. Matka by mu o tym wspomniała w listach, które cały czas, pomimo dezaprobaty reszty rodziny, wysyłała do Percy’ego.
Poza tym, spotka się z Ronem w Norze. Już niedługo. Nie było sensu do niego pisać.
Percy westchnął ciężko, słysząc za drzwiami pospieszne kroki. Robota nie zając, nie ucieknie. Złapie cię i nie puści.
W chwilach depresji Percy miał nadzieję, że Voldemort wysadzi to Ministerstwo w cholerę.

Dla młodego Malfoya życie straciło sens.
Źle, tragicznie. Tylko nauka i czekanie mu zostało. Bezsens. Jak miał żyć, nie mogąc czynić z Wielkiego Tria Bohaterów Hogwartu i Świata obiektu żartów, kpin, drwin oraz szyderstw?
Potter chodził z Granger. Dracona to nie obchodziło, na początku nawet myślał, że to i lepiej, poszerzy mu to arsenał tematów do wyśmiewania.
Potter chodził z Granger i to – najwyraźniej – uczyniło go strasznym. Oczy Harry’ego mroziły go czasem, coraz częściej zdarzały się takie sytuacje, jak podczas meczu quidditcha. Draco nie śmiał obrażać Pottera. Bał się go.
A to z kolei wykluczało obrażanie Granger. Wybraniec szybko by się dowiedział, co spotkało jego Wybrankę. Skutek byłby ten sam, co akcja przeciwko niemu samemu.
To samo tyczyło się klauna i żebraka – czyli Weasleya. Odpadał i on.
Dręczenie młodszych roczników nie miało takiego polotu, nie dawało takiej satysfakcji. Malfoy czuł się stary i zmęczony.
Było gorzej. Ojciec cały czas przebywał niesłusznie uwięziony w Azkabanie, Czarny Pan milczał, a matka chroniła się przestraszona w rezydencji Malfoyów. Tragedia.
Kiedyś moja rodzina coś znaczyła, pomyślał Draco. Bano się jej. Respektowano ją. Szanowano. A teraz? Mijały lata, Czarny Pan powrócił, a oni zostali sami w co najmniej niewesołym położeniu.
Wszelka samodzielna inicjatywa odpadała. Dumbledore wyjechał, powierzając Hogwart opiece nic nie znaczącej McGonagall, a Potter... Potter budził w nim tchórza. Granger nie odstępowała go na krok, co utrudniłoby i tak niewykonalne zadanie.
Beznadzieja. Slytherin prowadził w quidditchu, ciągle zajmował pierwsze miejsce – choć już minimalnie – w rankingu Pucharu Domów... I co z tego? Draco miał ochotę walić głową w ścianę.
Święta? Zazwyczaj służyły poprawie nastroju. W jego przypadku mechanizm ducha świątecznego nie zadziała, chyba że w drugą stronę. Zawsze dostawał od rodziców wspaniałe, duże, a przede wszystkim drogie prezenty, takie, na widok których innym ślinka cieknie. Te Święta tak nie będą wyglądać. Matka musiałaby sama się zająć prezentami, a w jej stanie... Współczuł jej nawet. Takie uczucie to ewenement dla niego.
Draco wiedział, że jeszcze trochę, i nie wytrzyma napięcia. Zrobi coś głupiego, nazwie Granger szlamą, i źle skończy. Gdzie się podziały te stare, beztroskie czasy?
Przynajmniej Pansy nadal się przed nim płaszczyła, co biorąc pod uwagę słabnący status jego rodziny, mogło już nie trwać długo. Szykuje się kolejny cios. Trzeba to wykorzystać, póki ma okazję.
Najwyższa pora, w końcu ma już szesnaście i pół roku, do licha.

Dla Remusa Lupina czasy – jak sięgał pamięcią – nigdy nie były zbyt dobre.
Teraz z pewnością się nie poprawiły.
Zakon bez ustanku przemierzał Anglię w poszukiwaniu Horcruxów, jak je Dumbledore nazywał. Zniszczenie ich było sprawą najwyższej wagi. Póki Horcruxy istnieją, Voldemort nie może zostać zabity.
Remus musiał przyznać, że Albus zazwyczaj jest spokojnym obserwatorem. Ale gdy już się zmobilizuje... Działa pełną parą bez przerw na oddech.
Do tej pory, od momentu opuszczenia Hogsmeade, niewiele osiągnęli. Właściwie to zaliczyli spektakularną porażkę. Dumbledore wyglądał, jakby chciał się rzucić do morza, gdy przekonali się, że medalionik z jaskini to fałszywka.
Jeśli prawdziwy nie ma choćby rysy, powieszą R.A.B.a za nogi. Jeśli będą łaskawi.
Lupin zapłacił osobistą cenę za wyprawę Zakonu. Po spotkaniu, być może nawet całkiem przypadkowym, Fenrira Greybacka wraz z jego oddziałem, uznał, że już nie tylko na plażę nigdy nie wyjdzie. Niestety, sprawca jego wieloletniego koszmaru zdołał umknąć, korzystając z pomocy innego śmierciożercy.
Promykiem światła w tej ciemnej i burzliwej rzeczywistości była Tonks. Zajmowała się pielęgnacją jego ran z uśmiechem na ustach i zmartwieniem w oczach. To ona w ogromnym stopniu przyczyniła się do zwycięstwa, pomijając ucieczkę Fenrira, nad wrogiem. Zdenerwowana Tonks nie należała do grona miłujących pokój niewiast.
Remus starał się nie robić sobie próżnych nadziei. Tonks była jedyną kobietą w grupie polującej na Horcruxy, a przy okazji przyjaciółką o dobrym sercu, dlatego się nim zajmowała. To wszystko. On był za stary, za biedny, za niebezpieczny...
Przygnębienie potęgował jeszcze fakt, iż Święta spędzą poza domami, z dala od Hogwartu, bez tej specyficznej atmosfery przesiąkniętej radosnym oczekiwaniem, bez życzeń wypływających z głębi serca, bez prezentów i gestów przywiązania, bez uczucia szczęścia. Święta w wirze walki o śmierć i życie, gdzie śmierciożercy mogą czaić się na każdym kroku z gotową Avada Kedavrą. Cudownie.
Lupin żywił głęboką nadzieję, że szybko znajdą i zniszczą wszystkie Horcruxy. Wolał nie myśleć o stratach, jakie poniosą. Gdyby Albus wcześniej nie wiedział, co zastaną w jaskini i nie wziął od Severusa mikstury uzdrawiającej, mógłby opuścić ten świat. Dzięki niej żył, ale w nienajlepszym stanie. Zielona ciecz podkopała jego zdrowie fizyczne, a medalionik-fałszywka psychiczne.
Krzyki dyrektora będą śnić się po nocach całemu Zakonowi.
A czekały na nich cztery przeklęte przedmioty. Prawdopodobnie jeden strzeżony lepiej od drugiego. Czy wszyscy przeżyją? Remus wolał o tym nie myśleć.
Jedna rzecz pocieszała Lupina. Harry, syn wspaniałej i pięknej Lily, był bezpieczny w Hogwarcie. Mury zamku chroniły go przed wojną i cierpieniem, przynajmniej bezpośrednio, gdyż na pewno ,,Prorok Codzienny’’ donosił na bieżąco o stratach wśród mugoli, jak i wśród znanych i szanowanych czarodziei.
Jemu nic się nie stanie. Nawet gdyby cały Zakon miał zniknąć, on przeżyje i pokona bezdusznego Voldemorta. Tak.
Remus uśmiechnął się słabo, lecąc na miotle, przecinając ciemność nocy. Harry zwycięży. To najważniejsze.

Ginny była zła jak osa. Właściwie jak bazyliszek.
Za parę dni Święta. Nie spędzi ich z Harrym i przyjaciółmi. Spędzi je z przyjaciółmi i Deanem.
Przeklęta Hermiona i jej rady. To wszystko jej wina.
Rozgoryczenie przeszkadzało Ginny cieszyć się z tego, że Ron sam – mimowolnie i zrządzeniem przypadku – wjechał na właściwe tory. Chociaż z szerszej perspektywy brat mógłby się przydać. Gdyby poderwał Hermionę, ona miałaby wtedy szansę usidlić Harry’ego...
Puste rozważania. Hermiona zakoch..ąca się w Ronie? Wolne żarty.
Ginny będzie musiała sama sobie poradzić. Jeśli cokolwiek można jeszcze zdziałać. Zaczęła chodzić z Thomasem, kolegą Harry’ego z ich wspólnego pokoju. Jak blisko mogła podejść? Ron z oczywistych powodów odpadał.
Czasowe zadowolenie, szczególnie w okresie Świąt, byłoby nie od rzeczy. Ale nie, pewnie, że nie. Dean musiał pomagać jej wejść do pokoju wspólnego. Jakby sama nie potrafiła. Palant. Nie był dużo lepszy od Cornera.
Ginny westchnęła boleśnie. Sprawy sercowe to prawdziwa udręka. O ironio. W takich okolicznościach porada Hermiony wydawała się słuszna i mądra. Przy jej popularności znalezienie sobie przystojnego, zabawnego i całościowo fajnego chłopaka byłoby bułką z masłem. Miała świadomość, że nawet Ślizgoni się za nią oglądają. Nawet Draco Malfoy zerkał tu i tam, choć jego kandydatury wolała na poważnie nie rozważać. Przystojny, fakt, ale Malfoy. Niestety.
Mimo wszystko... żaden facet nie byłby Chłopcem, Który Przeżył. W tym sęk.
W tym kłopot.
Jej rywalka posiadała spore pokłady mądrości, ale i sprytu. Mistrzowsko to rozgrywała. Harry nie cechował się śmiałością do kobiet, zatem nie przygniatała go pocałunkami, ale za to kręciła się wokół niego bez ustanku. Pewnie szeptała ciepłe słowa do jego ucha. Harry przypominał muchę w samym środku jej pajęczyny.
Ginny, uważana za jedną z aktualnych piękności Hogwartu, ani razu nie usłyszała od Wybrańca, że ładnie wygląda. Panna Weasley o mało gorączki przez to nie dostawała. Nigdy by nie pomyślała, że mól książkowy o matczynych manierach zepchnie ją na margines bez większego wysiłku.
Jeszcze to wszystko skończy się tak, że Harry będzie miał dziewczynę, Ron będzie miał dziewczynę, a ona zostanie sama albo z jakimś zazdrośnikiem pomagającym jej wejść do pokoju wspólnego. Zgroza.
Hmm, może... Skoro Dean nie działa, może Neville? Po bitwie w Ministerstwie wzmocniła się jego przyjaźń z Harrym. Brzmi całkiem sensownie. Ale... Neville?
Zrezygnowana Ginny uderzyła czołem o blat ławki. Na szczęście Binns, jak zwykle, niczego nie zauważył ani nie usłyszał. Szlag by trafił. Harry’ego również. Gdyby szczęśliwym zrządzeniem losu nie poznała go sześć lat temu, tylko później...
Święta zapowiadały się wręcz wybornie.

Ten post był edytowany przez Hito: 14.02.2007 19:14


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
PrZeMeK Z.
post 11.11.2006 01:21
Post #66 

the observer


Grupa: czysta krew..
Postów: 6283
Dołączył: 29.12.2005

Płeć: wklęsły bóg



Przeczytałem oba ostatnie party dopiero teraz. Pierwszy - niepokojący, tak jak powinien być. Intrygująca postać Kalisto, ciekawe perspektywy na przyszły rozwój akcji...
Drugi - najnowszy - part to po prostu miód dla moich oczu. O ile fragment o Percym jest dość obojętny i nieszczególnie ciekawy, o tyle później jest naprawdę interesująco. Wątek Remus - Tonks wychodzi ci o NIEBO lepiej niż Rowling, Hito. Gratuluję. W ogóle Lupin wychodzi ci bardzo ładnie i wiarygodnie. Bardzo lubię czytać o nim w twoim wykonaniu.
Zaskoczyłeś mnie rozwiązaniem kwestii horkruksów - Zakon zaangażowany w poszukiwania... Doskonały pomysł i - póki co - porządna realizacja.
Powtarzam swoją opinię - wolę te fragmenty w Hogwarcie od tych z Voldemortem. Sam nie wiem czemu.
Aha, rzuciło mi się w oczy:
QUOTE
Draca

Dracona.
A nazwa Horcruxy... Wiem, że stosujesz angielskie terminy, ale ten akurat kiepsko wygląda. Cóż, twoja wola. Da się znieść.


--------------------
Hey little train, wait for me
I once was blind but now I see
Have you left a seat for me?
Is that such a stretch of the imagination?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Croco
post 11.11.2006 11:55
Post #67 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 52
Dołączył: 04.04.2006
Skąd: tam gdzie diabły z czekolady

Płeć: Kobieta



Wciągnęłam wszystko z zapartym tchem, zamiast uczyć się o sposobach uzyskiwania soli.
Bardzo, bardzo mi się podoba. Już od dawna szukam jakiegoś opowiadania z "mrocznym Harrym" i trafiłam tutaj, za co dziękuję niebiosom i tak dalej.
Największy plus - Hermiona. W "Księciu Półkrwi" Rowling przedstawiła ją jako zdesperowaną dziewoję, obściskującą się po kątach żeby tylko spowodować zazdrość u Rona. W twoim opowiadaniu jest niezwykle hermionowata. Nie klei się zbytnio, zawsze rozsądna, nie robisz z niej nagle Bogini Seksu (jak to często fanfiktach bywa), czyli kwintesencja hermionowej hermionowatości. I chociaż niezbyt lubię tą parę, to jednak bardzo zgrabnie ich ze sobą połączyłaś.
Chwała ci za to, że dużo wątków z "Księcia" przeniosłaś na swoje opowiadanie, bo mimo rowlingowych zapędów do obśliniania się nawzajem wszystkich bohaterów nie wybaczyłabym, gdyby horkruksy zostały pominięte.
czekolada.gif
Pozdrawiam


--------------------

"Snape zawsze słucha przez zamknięte drzwi odgłosów chlapania, gdy Potter się kąpie. Młody czarodziej robi niesamowitą ilość hałasu podczas czynności tak fundamentalnej jak zwykła kąpiel.
- Potter - kaczor - mówi do siebie cicho Severus i zanurza się nieco głębiej."
Tak samotny beze mnie, Calligraphy

User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ailith
post 11.11.2006 13:38
Post #68 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 77
Dołączył: 01.08.2006

Płeć: Kobieta



Wreszcie następna część. Już się doczekać nie mogłam.
I od czego by tu zacząć...?
Cóż... w ostatnim fragmencie najlepiej wyszedł ci Lupin... bardzo kanoniczny i ogólnie świetny... Nie podoba mi się, że wprowadziłeś Percy'ego (ale ja w ogóle nie lubię Percy'ego, a nie wszystko musi być idealnie... smile.gif)
I biedny Malfoy... taki zastraszony... bardziej bym się spodziewała po nim złości. Ale podoba mi się.
I lubię angielskie terminy. Bardziej niż polskie.
Heh... z niecierpliwością czekam na następną część.
I tradycyjnie już - weny życzę.


--------------------
"Experience is the name everyone gives to their mistakes."

"A friend is someone who will bail you out of jail, but your best friend is the one sitting next to you saying "that was f***ing awesome" (- J-Dub)

"Stand up for what you believe in, even if it means standing alone."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 17.11.2006 20:08
Post #69 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



QUOTE
O ile fragment o Percym jest dość obojętny i nieszczególnie ciekawy

QUOTE
Nie podoba mi się, że wprowadziłeś Percy'ego

No dajcie spokój, Percy też potrzebuje trochę miłości sad.gif
(Wszystko przez pisarzy innych ficów. Drażniło mnie już robienie potwora z Percy'ego)

Przemek>>Dracona? Jesteś pewien? Draco się nie odmienia? (a tak chciałem, żeby wyszło dobrze)
Co do horcruxów... Raz, to już wiesz (oprócz mnie także Ailith woli angielskie terminy - jesteś osamotniony w swoich poglądach :]), a dwa - z wersją polską HPiKP nie jestem za dobrze zaznajomiony. Nie wiedziałem, czy Polkowski spolszczył tę nazwę (wiem, kiepska wymówka).

Croco>>powiem Ci, że początkowo nie planowałem wprowadzać horcruxów. Ale pomyślałem sobie - a dlaczego nie? Pasują do opowieści. Zatem horcruxy są.
Cieszę się też, że zwiążek H/Hr wiarygodnie mi wychodzi. Aczkolwiek... trzeba będzie już niedługo przyspieszyć relacje niektórych bohaterów (Lupin/Tonks także), toteż obawiam się, że mogę wyjść poza kanoniczność.
Cóż, czytelnicy ocenią.

Ailith>>ależ Draco się złości, nawet bardzo. Wkrótce będzie miał jeszcze jeden powód do wściekłości (więcej nie piszę, co by nie spoilerować). Ale spojrzenie Harry'ego, co dobitnie chyba zaznaczyłem, jest bardzo osobliwe. A jak chociażby VI tom na pokazał, Malfoy Jr. nie jest zbyt odważny. Tak naprawdę.


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 17.11.2006 20:33
Post #70 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



Aha, byłbym zapomniał:

ROZDZIAŁ 11

Luna złapała się za głowę, żeby przypadkiem jej nie odpadła.
- Zgwałciłeś moje uszy, Ronaldzie – jęknęła.
Ron zamarł, ale zaledwie na sekundę. Powolutku dostrajał się do częstotliwości fal mózgowych Luny Lovegood.
- Świetna, prawda?
- Brzmiała jak testrale w okresie godowym.
- Wiedziałem, że przypadnie ci do gustu.
Luna spojrzała na chłopaka oczami, które wyglądały, jakby miały ochotę opuścić swoje orbity.
- Już wiem, dlaczego mury pękają.
- No wiesz – obruszył się Ron. Owijał kable od słuchawek wokół discmana. – Harry coraz częściej pożycza ode mnie moje płyty. Spodobała mu się moja muzyka.
- Harry także tego słucha? – zapytała Luna. Puknęła się na próbę w jedno ucho.
- No. Zapewniam cię, że ostatnio klasyka to nie dla niego.
- Skąd ten gniew?
Ron zmarszczył brwi.
- O co ci chodzi?
- Uciekacie w świat tej... muzyki z powodu ciężaru przygniatającego wasze serca. Negatywne emocje szukają ujścia. Co cię trapi, Ronaldzie?
- Przecież to tylko muzyka.
Chłopak znał Lunę i wiedział doskonale, że ma talent do głośnego trafiania w dziesiątkę swoimi uwagami. Szósty rok istotnie nie prezentował się dobrze w jego głowie i...
- Hej, Ron, wiesz gdzie... jest... Harry?!?
Hermiona stanęła jak wryta na progu sypialni chłopców. Ron, bezbłędnie odgadując przyczynę jej oszołomienia, wyszczerzył się tak szeroko, że o mało co nie przeciął sobie głowy na pół.
- Zdaje się, że siedzi w bibliotece. Przejmuje od ciebie nawyki.
- Witaj, Hermiono – przywitała się grzecznie Luna, ruchami rąk sugerując, że próbuje wywrócić sobie uszy na lewą stronę.
- Co? Aha... Cześć. E, dzięki. To na razie.
- Nie zatrzymujemy cię.
Brązowe włosy zniknęły za drzwiami. Rudzielec usłyszał jeszcze pospieszne kroki Hermiony na schodach. Skieruje się do biblioteki i znajdzie tam Harry’ego, który najwyraźniej nie zamierzał wykręcać się z obietnicy poważnego podejścia do nauki.
Uśmiech zmniejszył się dopiero po dobrej chwili. Mina zdezorientowanej Hermiony była doprawdy bezcenna. Jeden zero dla niego. W końcu.
Ron przyjrzał się Lunie, zaglądającej z autentyczną ciekawością w każdy dostępny, zakurzony róg pomieszczenia. Przypomniał sobie sesję szachów. Wtedy, gdy ze zwieszoną głową wpatrywał się w swoje przewrócone figury, zastanowił się poważnie, czy przypadkiem pod fasadą szaleństwa Pomyluna nie ukrywa przenikliwego i ostrego jak brzytwa umysłu. Co prawda, jej taktyka w trakcie gry zdawała się nie mieć absolutnie żadnego sensu, jednak ostatecznie... Przegrał przez wzięcie go z zaskoczenia. Luna była osobą, która przy bliższym poznaniu staje się bardziej intrygująca niż wcześniej.
Dobrze, dobrze. Szkoła będzie się na niego dziwnie i drwiąco patrzeć, ale olać to. A może to nawet lepiej? Czas pokaże. Na razie z czystym sumieniem mógł zostawić Harry’ego i Hermionę samym sobie i zająć się Luną.
Na pewno będzie ciekawie. Szczególnie że już prawie Święta.

- Harry! Obudź się!
- Mmghh?
Mózg Pottera leżał bezpiecznie i komfortowo w różowym stanie świadomości pomiędzy snem a jawą. Nie zamierzał się poddawać brutalnej rzeczywistości.
Harry otworzył przytomnie oczy dopiero wtedy, gdy poczuł dziewczęce usta na swoich.
- No, w końcu. Nie zamierzałeś chyba dzisiaj się wylegiwać? – Powieki Hermiony zatrzepotały. Ubrana była w zielony, puchaty szlafrok. Wynurzony z odmętu umysł Harry’ego zanotował z mieszanką rozbawienia i zainteresowania fakt, iż teoretycznie Hermiona dopiero co wstała, ale o dziwo – pomimo szlafroka i wczesnej pory – wyglądała i pachniała na świeżo wykapaną.
Zaraz... co jest? Chyba się jeszcze nie obudził. Wydawało mu się, że jej oczy są subtelnie pomalowane.
- No, wstawaj! Chcę ci pokazać mój prezent. Już go przynoszę.
- Czekaj! – Harry podciągnął kołdrę pod brodę i starał się niezauważalnie zmienić pozycję. – To znaczy... Nie spiesz się. Trochę minie, zanim się, e, przygotuję.
Hermiona spojrzała na niego z pewną dozą niezrozumienia. Harry tymczasem przeklinał poranki i bycie mężczyzną.
Seamus nie należał do rannych ptaszków. Teraz miał minę świadczącą, że rozważa rzucenie poduszki w żeńskiego intruza.
- Hola, hola! To nie sypialnia dziewczyn! W ogóle która jest godzina, na Merlina?
Hermiona prychnęła. Widok zaspanego i zdenerwowanego jednocześnie Finnigana nie był jej potrzebny do szczęścia. Myślała, że już go tu nie będzie.
- Masz czas równy mojemu ubraniu się, Harry – rzuciła, wychodząc.
Potter usiadł na łóżku ostrożnie. Rozejrzał się dookoła, by polepszyć swoją sytuację. Ron, Neville i Dean gdzieś zniknęli. Zaraz... No tak, zniknęli na dłużej, Ron siedział pewnie teraz z rodziną przy stole.
Trójka przyjaciół zdecydowała niedawno, iż tym razem w Norze pojawi się tylko Ron. Przekonywał Harry’ego i Hermionę, że tak będzie dla nich lepiej, przyda się im trochę czasu spędzonego we dwoje. Hermiona nie protestowała, przeciwnie, przyjęła pomysł Rona z wdzięcznością.
No. A teraz Hermiona z makijażem wpada rankiem do jego sypialni. Jeszcze wczoraj Ron wziął go na stronę i nie pozostawiając miejsca na dwuznaczności zasugerował, co w takiej sytuacji powinien zrobić.
Harry wiedział, że każdy normalny człowiek na jego miejscu na skrzydłach radości i zniecierpliwienia wyleciałby pędem z sypialni. Nie czułby skręcania w brzuchu i sporego rozstroju nerwów.
Chłopak wstał w końcu. Postanowił ubrać się czym prędzej, by przypadkiem Hermiona nie złapała go bez majtek. W trakcie wkładania na siebie odzieży uznał, że w przypływie dobrego serca pozwoli mruczącemu do poduszki o zbrodniach i kobietach Seamusowi pospać jeszcze trochę. Prezenty otworzy później. Z Hermioną spotka się w pokoju wspólnym.
Harry zauważył ją już na schodach. Uśmiechała się do niego serdecznie, niosąc w rękach starannie zawiniętą w złocisty papier paczkę. Ona jednak zaledwie na moment przykuła uwagę chłopca. Ubiór Hermiony bardziej rzucał się w oczy.
Zgubiła gdzieś hogwarcki płaszcz ucznia, taki sam los spotkał także krawat. Harry musiał porządnie się wysilić, by skoncentrować się na jej promiennym uśmiechu, a nie na białej koszuli okrywającej jej piersi.
- Proszę.
- Dziękuję – rzucił szybko, by móc zająć się paczką.
W środku znalazł dużą i dość grubą książkę. ,,Zaawansowane Przyrządzanie Eliksirów ze wskazówkami ratującymi życie’’. Harry otworzył ją, zaintrygowany. Strony wyglądały normalnie, jak w każdym podręczniku, ale marginesy – już nie. Pełne były przeróżnych napisów, rysunków i równań. Bez dwóch zdań będącymi drogą na skróty.
- Pomyślałam, że skoro Eliksiry nadal mamy ze Snapem, przyda ci się mała pomoc. Skoro potrzebujesz teraz na koniec oceny wybitnej, liczę, że okaże się ona naprawę pomocna.
- Dzięki. Nie spodziewałbym się takiego cuda od ciebie.
- Czasami cel uświęca środki – odparła dziewczyna, nie patrząc Harry’emu w oczy.
- Widzę, że normalniejesz. Brawo. – Chłopak błyskawicznie mrugnął, by pokazać, że żartuje. Nie chciałby urazić Hermiony w żaden sposób, szczególnie, że w pewien sposób podziwiał jej karność i poczucie odpowiedzialności.
Pod książką znalazł złotego galeona. Miał wartość jedynie symboliczną, gdyż nigdzie nie zapłaciłby monetą, na której wygrawerowany został jego portret z profilu. Na rewersie widniał taki sam, tylko że Hermiony.
Czy to miało być subtelne przypomnienie o Armii Dumbledore’a? Nie; wiedziała, że wywiązuje się z obietnicy i studiuje uważniej Obronę przed Czarną Magią. Przekaz był jasny. Chciała, by zawsze nosił go ze sobą.
Coś w rodzaju ,,zawsze będę przy tobie’’? Harry przełknął ślinę; nie był pewien, czy nie powinien czegoś powiedzieć.
- I jeszcze to.
Nie zdążył. Hermiona zbliżyła się o krok i pocałowała go mocno.
Ktoś w pokoju gwizdnął. Rozległy się nawet spontaniczne oklaski, zapewne z męskiej części widowni. Harry nie liczył, ile osób przebywa w pokoju wspólnym. Wiedział za to, że Hermiona pierwszy raz odważyła się publicznie zamanifestować swoje uczucia w tak bezpośredni sposób.
Kropka nad i. Teraz to już na pewno są parą.
Myśl ta wywołała falę ciepła rozchodzącą się po jego ciele. Było mu przyjemnie. Umysł wyczyścił się, na tę chwilę wypełniony tylko czynnością, w jaką zaangażował swoje usta. Ten pocałunek był taki, jaki być powinien.
Widok czekoladowych oczu Hermiony z tak bliska sprawił, że język rozplątał mu się dopiero po kilku sekundach.
- Ja... Zaczekaj chwilę.
Harry pokonał schody tempem mogącym zawodowego sprintera przyprawić o atak zazdrości, by nie narażać się kpiące spojrzenia obserwatorów. No i żeby zakamuflować własny rumieniec.
Ignorując chrapiącego Seamusa, podbiegł do łóżka i wyciągnął spod niego prezent dla Hermiony. Nabierając pokaźny haust powietrza, skierował się z powrotem ku pokojowi wspólnemu.
Podając jej czarne pudełeczko, związane ozdobną wstążeczką, poczuł zimny pot na plecach. Harry przypomniał sobie, jak bezradnie lawirował pomiędzy sklepami w Hogsmeade jeszcze kilka dni temu. Pieniądze nie grały roli, jako że kieszenie miał wypełnione galeonami, jednakże to nie pomogło. Co mógłby kupić Hermionie, co nie byłoby związane ze szkołą? Od całusa w ambulatorium uświadomił sobie nieodwołalnie i w pełni, że była ona dziewczyną, a nie tylko najlepszą przyjaciółką oraz najlepszą uczennicą. Podarowanie jej znowu jakiejś książki byłoby nietaktem. Zatem, zdezorientowany, pod wpływem zachwalających potoków mowy sprzedawców, ostatecznie zdecydował się. Ściskając po raz pierwszy pudełeczko wydawało mu się, że wybrał świetnie.
Gdy Hermiona podniosła wieczka i zajrzała do środka, pewność kompletnie go opuściła. Co się stanie, jeśli prezent nie przypadnie jej do gustu? Uzna go za niepraktyczny? Przecież w ogóle w Hogwarcie nie będzie mogła ich nosić!
Rozległy się damskie głosy zachwytu. Oczy Hermiony błysnęły w takt lśnienia kolczyków leżących na jej dłoni. Fioletowe i smukłe, lecz nie za długie; połyskliwe ametysty oprawione w srebro.
- Po... Podobają ci się? – zapytał Harry, chcąc mieć to już za sobą. Chłopak nie powinien tak się czuć, dając ukochanej prezent na Święta. Psia kość.
Hermiona nie odpowiedziała, tylko spomiędzy swojej krzaczastej fryzury wyciągnęła różdżkę, machnęła nią, materializując w drugiej dłoni małe lusterko.
- Potrzymaj.
Ciekawe, kiedy zacznie zwracać się do niego ,,skarbie’’. Ha. Ha.
Hermiona, obserwując swoje odbicie, zaczęła wykręcać się na różne strony, sprawdzając, jak prezent wypadnie w metaforycznym praniu. Biała koszula dziewczyny dziwnym trafem zdawała się przyciągać wzrok Harry’ego, gdy jej nosicielka zmieniała co i rusz ułożenie ciała.
Chłopak zacisnął mocniej palce na jej różdżce i lusterku. Gdyby nie znał tak dobrze Hermiony, pomyślałby, że robi to specjalnie, by przyprawić swojego chłopaka o łzawienie oczu.
- Są śliczne – osądziła, zębami rozświetlając pokój wspólny.
- Cieszę się. – O tak. Serce wróciło na swoją normalną pozycję, a wnętrzności rozluźniły nieco.
- Dziękuję.
Oklepana i całkiem nieprawdziwa formułka ,,nie ma za co’’ nie opuściła ust Harry’ego, które znowu zostały wzięte za zakładnika.
O rany, doprawdy... Gdyby nie byli w tym cholernym pokoju wspólnym...
- Czas na śniadanie, nie uważasz? – Mrugnięcie. – Dzisiaj mamy Święta, zatem ta mała ekstrawagancja nie przyprawi naszych kochanych profesorów o zawał serca, prawda? – Jakby wbrew swoim słowom, Hermiona ułożyła włosy tak, by w jak największym stopniu maskowały migocące kolczyki.
- No, będzie dobrze. – Ach. Cóż za liryczna odpowiedź. Romantyzm na maksa.
Ron i Ginny przebywali w domu, z dala od horyzontu zdarzeń. Sprzyjający zbieg okoliczności. Ciekawe, od kogo wyszedł pomysł takiego stanu rzeczy.
Ciekawe, czy Hermiona planowała na dzisiaj coś specjalnego.


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Madius
post 18.11.2006 00:03
Post #71 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 1
Dołączył: 26.07.2005




Draco odmienia się, ale inaczej i z tego co pamiętam to podane było gdzieś na forum Mirriel, a dokładniej pod adresem: Dla tych, co pierwszy raz... (porady dla debiutantów).
Czytałem kiedyś "Dwie noce" i to opowiadanie także mnie zaciekawiło, ponieważ lubię ten paring, ale też nie gardzę innymi. smile.gif Dobrze napisane, a że mało błędów to wspaniale się czyta, choć czasem trafiają się.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
PrZeMeK Z.
post 18.11.2006 00:52
Post #72 

the observer


Grupa: czysta krew..
Postów: 6283
Dołączył: 29.12.2005

Płeć: wklęsły bóg



Wspaniałe, Hito. Doprawdy wspaniałe. Nie potrafię określić tego inaczej. Podobało mi się absolutnie WSZYSTKO.

... tylko nie popadaj w pychę! tongue.gif

No dobra, wypowiem się konkretniej. Doskonała Luna (a początek rozdziału jest boski... "Zgwałciłeś moje uszy, Ronaldzie" laugh.gif )... Idealnie kanoniczny Ron (ja go po prostu widzę z Luną... choć w moim własnym opowiadaniu połączyłem ją z kimś innym)... Cudownie zakłopotany i zdenerwowany Harry... Stanowcza i kobieca Hermiona... Po prostu wspaniałe.

A co było słabsze? Tylko jedno: to, że Hermiona wyczarowała lusterko. Nie przesadzajmy, zaklęcia tworzące są na siódmym roku i nawet Hermiona nie dałaby chyba tak szybko rady ich opanować. Ale to szczegół.

Do angielskich terminów przywyknę, trudno. Kieruj się głosem większości, jakaś demokracja musi być! tongue.gif A tak w ogóle, to chyba kwestia tego, w jakim języku się książki czytało... Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.

Dobija mnie tylko brak akapitów na tym forum! To oczywiście nie twoja wina, ale teksty moim zdaniem wiele na tym tracą. Bez nich każdy, nawet najciekawszy tekst wygląda gorzej niż powinien.


--------------------
Hey little train, wait for me
I once was blind but now I see
Have you left a seat for me?
Is that such a stretch of the imagination?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 18.11.2006 12:30
Post #73 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



Zgadzam się w jak najwyższym stopniu. Fic (nie tylko mój) zdecydowanie lepiej wygląda w Wordzie, gdzie wszystkie akapity widać. Często specjalnie piszę akapity jednolinijkowe, by kompozycja dobrze wyglądała (pewnie mam to po Świecie Dysku; Pratchett jako jedyny chyba znany mi autor używa zdań jednoliterowych). A na forum? Miejscami nie widać, że zaistniał nowy akapit i nowa myśl.
Szkoda. Nic się nie poradzi.

Cóż, skoro oboje z Madiusem twierdzicie, że jednak Draca to nie poprawna forma - na pewno dziwnie ona wygląda - będę musiał zmodyfikować.

QUOTE
A co było słabsze? Tylko jedno: to, że Hermiona wyczarowała lusterko. Nie przesadzajmy, zaklęcia tworzące są na siódmym roku i nawet Hermiona nie dałaby chyba tak szybko rady ich opanować. Ale to szczegół.

Wychodzi na to, że książek nie czytam za często. Nawet nie wiem, w której zostało to powiedziane. Aaaale - czy urok Protean nie był zaklęciem z egzaminów N.E.W.T.? Hermiona opanowała go już w piątej klasie. Zatem nie widzę powodu, dla którego rok później nie miałaby opanować innego czaru z wyższej klasy.

Aczkolwiek... Nie zamierzam ukrywać, że Hermiona to moja ulubiona postać, zatem zawsze będzie miała u mnie pewne fory :]


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ailith
post 19.11.2006 16:55
Post #74 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 77
Dołączył: 01.08.2006

Płeć: Kobieta



Cóż... mimo faktu, że nie pojawił się tu Voldemort... do tego odcinka nie mam żadnych zastrzeżeń. Podoba mi się.
"Zgwałciłeś moje uszy, Ronaldzie" powaliło mnie na kolana. Piękne.
Odcinek taki... wręcz sielankowy, żadnych wspominek o wojnie, Voldemorcie, śmierci... a mimo to wciąż daje odczuć, że to tylko przejściowe, że niedługo czeka ich coś mniej przyjemnego niż prezenty (przynajmniej ja to tak odbieram) biggrin.gif
Naprawdę, kłaniam się, Hito.
Ale mimo wszystko najbardziej lubię fragmenty z Voldemortem. (nie mogłam się powstrzymać biggrin.gif)


--------------------
"Experience is the name everyone gives to their mistakes."

"A friend is someone who will bail you out of jail, but your best friend is the one sitting next to you saying "that was f***ing awesome" (- J-Dub)

"Stand up for what you believe in, even if it means standing alone."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hito
post 25.11.2006 15:01
Post #75 

Magik


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 751
Dołączył: 11.10.2005
Skąd: Częstochowa/Wrocław

Płeć: Mężczyzna



Harry, opychając się ciastem, spojrzał na puste, wysokie krzesło. Zmrużył gniewnie oczy.
- Dumbledore’a znowu nie ma. Nie pojawił się nawet na świątecznym śniadaniu.
- Musi być zajęty – zauważyła Hermiona, jedząc w sposób wyraźnie bardziej dystyngowany. – Szczególnie teraz... Powinieneś to rozumieć.
- Jasne. – Usta chłopaka przypominały cienką linię. – Pewnie. Szkoda tylko, że nie informuje mnie o swoich zajęciach.
- Przecież to oczywiste, Harry. Dumbledore chce cię chronić, trzymać z daleka od Voldemorta i wszystkiego, co z nim związane. Próbuje zapewnić ci w miarę normalne życie. Czy to źle? Nie cieszysz się?
Potter mruknął coś niezrozumiałego w odpowiedzi. Pamiętał, co wytknęła mu Hermiona, gdy palił się do odlotu na akcję w Ministerstwie. Wtedy chciał nią potrząsnąć, niedługo potem okazało się, że miała absolutną rację, a on i reszta wpadli w pułapkę jak bezrozumne lisy. Nauczony na błędzie wolał teraz nic nie mówić.
Trochę też dekoncentrował go najwyżej położony guzik jej koszuli, który – najwyraźniej w międzyczasie – musiał sam się rozpiąć.
- Jedz, Harry, i nie myśl o tym – poprosiła dziewczyna, odnajdując jego dłoń wśród świątecznych dań. – Nie martw się o dyrektora, kto jak kto, ale on na pewno sobie poradzi, cokolwiek się stanie.
Nie martwić się, co? Harry się martwił, że przepowiednia nie pozostawia miejsca na interpretację. Voldemorta musi zabić on, i koniec. Nic, co Dumbledore uczyni, nie powstrzyma zabójcy jego rodziców. To on, ich potomek, Potter, musi go pokonać... zlikwidować... zabić.
- Wiesz, muszę cię pochwalić.
- Co? Za co?
- Starasz się. Odkąd zabrałeś się do pracy, zaklęcia z Obrony od razu lepiej ci wychodzą. I nie tylko.
No... To niezupełnie tak. Właściwie...
- No ba.
Odpowiedź nie grzeszyła elokwencją, gdyż Harry nie zamierzał zagłębiać się w ten temat. Wolał swój sposób zatrzymać dla siebie, głównie dlatego, że Hermiona niewątpliwie nie wyraziłaby dla niego aprobaty. Miał przeczucie, że wręcz przeciwnie.
Rozejrzał się po Wielkiej Sali, przystrojonej girlandami i ciężkimi od ozdób choinkami.
- Pusto się zrobiło. Nie ma Rona, Ginny, Freda, George’a, Angeliny i reszty. Nawet Neville odleciał.
- Nawet? To było jasne jak słońce, że na Święta wróci do domu – oznajmiła Hermiona, degustując swój kawałek ciasta po kawałeczku. – Znasz jego babcię. Jej charakter. Neville to cały jej świat, pilnuje go jak tylko może, szczególnie od... ostatnich wydarzeń.
Harry przełknął ślinę, czując kluchę w gardle. Samo wspomnienie Syriusza wpadającego za zasłonę wystarczyło, by koszmary śniły mu się przez miesiące. Scenariusz, w którym ginie piątka jego przyjaciół, nie poprawiał sytuacji. Poczucie winy i wstydu męczyło go czasami, mimo iż minęło już pół roku.
Jakimż głupcem był. Słabym głupcem, który nie potrafił sam pokonać śmierciożerców i Voldemorta. Brak siły, odpowiedniej mocy spowodował śmierć jego ojca chrzestnego. To już się stało i się nie odstanie.
Ale także nie powtórzy. O nie.
Hermiona tymczasem zlustrowała stół Ravenclawu, szukając konkretnej blondynki.
- Oho, jest – mruknęła, lokalizując osobę marzycielsko wpatrzoną w padające z sufitu płatki śniegu. Harry podążył za wzrokiem swojej już-na-pewno dziewczyny.
- Luna? Co z nią?
- Nic wielkiego. – Przynajmniej na razie, znaczy się.
- Wiesz, jeśli chodzi o nią... Słyszałem plotkę, że grała z Ronem w szachy. Dasz wiarę?
- Plotkę?
- Ginny mi powiedziała – przyznał z wahaniem Harry, uciekając spojrzeniem w swój pudding. Bał się jeszcze bardziej zaostrzać stosunki między dziewczynami.
- W każdym razie – podjęła Hermiona – szachy to nie wszystko. Słuchali też razem muzyki.
Chłopak zamrugał kilka razy.
- Ron i Luna nie chodzą ze sobą. – Ton jego głosu sugerował, że ma nadzieję usłyszeć potwierdzenie.
Hermiona wzruszyła ramionami, oglądając się za siebie. Harry wytrzeszczył oczy.
- Ron i Pomyluna?
- Nie mów tak o niej.
- Przepraszam – bąknął po chwili Potter, przypominając sobie, kim na szóstym roku była najlepsza przyjaciółka Hermiony.
- Oczywiście, że Ron i Luna nie chodzą za sobą.
- Aha.
- Za wcześnie, by cokolwiek wyrokować. Tak właściwie, masz coś przeciwko?
Teraz to Harry wzruszył ramionami. W przedmiocie wiedza o uczuciach nigdy nie był prymusem. Oczywisty argument, że Luna ma świra, i to pokaźnego, nie znalazłby akceptacji. Zabawne. Jeszcze pół roku temu...
- Myślałam o tym – kontynuowała Hermiona, trzymając w rękach nóż i widelec. Ametysty lśniły lekko. W tym świetle... Tak, na pewno, miała na sobie makijaż, subtelny, pewnie, ale miała. Zaraz... czy ona przypadkiem nie pomalowała paznokci? – Oni całkiem nieźle do siebie pasują. Jeśli tylko Ron przebije się przez jej warstwę ochronną, dogadają się. A ona ewidentnie darzy go sympatią. To widać.
Harry musiał ugryźć się w język, by nie zadać kolejnego głupiego pytania.
- Ciekawe, jakie Ron ma wobec niej zamiary. Będziesz musiał z nim po męsku porozmawiać. – Hermiona mrugnęła i napiła się soku z dyni. Odstawiła kubek i koniuszkiem języka polizała wargi.
Zapewne po to, by nie opuścić żadnej kropli. Ha. Ha.
Ona robi to specjalnie! Merlinie!
Pudding, pudding...
- Wolno dzisiaj jesz – stwierdziła wesoło Hermiona, najwyraźniej nie mając problemu z interpretacją miny Harry’ego. – Dzisiaj mamy całkiem ładną pogodę, nie uważasz? Akurat na przechadzkę wokół jeziora.
Świąteczna przechadzka wokół jeziora?
Mniam.

Przechadzka wokół jeziora w prywatnym słowniku Harry’ego oznaczała całowanie. No, może najpierw trochę gadania, ale potem bezwarunkowo całowanie. Efekt ostatecznie ten sam.
Rozczarowanie, jakie gdzieś pod sercem go męczyło, musiał złożyć na karb bujnej wyobraźni. Dwa pocałunki to dla Hermiony pewnie wystarczająca dzienna porcja. Za duże miał oczekiwania.
Obserwując szklistą taflę jeziora czuł też zdziwienie.
Jakże niewiele się zmieniło.
Hermiona była teraz jego dziewczyną. To fakt. Dość nieoczekiwanie, jeśli wziąć pod uwagę poprzednie lata, ale liczył się fakt.
Całowali się. Tak. I na tym kończyły się wszelkie zmiany.
Przecież od dawna ją kochał. Jako najlepszą przyjaciółkę, w porządku. I co z tego? Jaka to różnica? Zaufanie, lojalność, oddanie czy troska zostały takie same, nie potrzebowały się zwiększać. Patrząc obiektywnie, Hermiona była najważniejszą kobietą w jego życiu. Bez niej już dawno piłby herbatkę z rodzicami. Załamałby się pod presją szkoły albo patrząc w smocze ślepia.
Przez te pięć i pół roku położyli dobre fundamenty pod związek.
Co się jeszcze zmieniło? A, tak. Wcześniej usta Hermiony nie przyciągały w takim stopniu jego uwagi, a jego wzrok nie błądził po jej częściach ciała poniżej szyi. No, nie tak często.
Harry słyszał kiedyś stereotyp, iż mężczyźni myślą tylko o jednym. Uważał go za krzywdzący, nieprawdziwy i po prostu głupi. Tylko o jednym? Bezsens.
Jasne. Jasne.
Więc na tym polegało posiadanie dziewczyny. Na ciągłym myśleniu o jej...
- Harry, słyszysz mnie? – Hermiona pomachała mu ręką przed nosem.
- Co? Przepraszam, zamyśliłem się.
- Dobrze się czujesz, Harry? Ostatnio dużo myślisz.
- No, no, bez głupich żartów proszę. – Hermiona się uśmiechała, naturalnie, ale, pomyślał Potter, z jej mózgiem miała prawo uważać jednostki takie jak on za tępe i nie potrafiące dokonywać... właściwych wyborów. – Możesz powtórzyć?
- Nie, nic. – Dobrze się stało. Temat rodziców Harry’ego mógłby wprawić go w raczej ponury nastrój. – Powiedz mi... Dalej myślisz o karierze aurora?
Chłopak nie musiał zastanawiać się długo.
- Nie przewiduję zmiany swoich planów. Dlaczego pytasz?
- Ja także rozważam możliwość pracy w Ministerstwie. Być może jako auror.
Harry spojrzał na Hermionę, której włosy zaczęły gromadziły na sobie lepki śnieg. Wyobraził sobie ich przyszłość.
- Byłabyś świetna, jako auror. Moody cieszyłby się, mając do pomocy najbystrzejszą czarownicę naszych czasów.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, choć jej oczy promieniały radością. Rzadko słyszała komplementy takiego kalibru od swoich przyjaciół.
- Zawsze możesz próbować zostać Ministrem. Jaki by ten Scrimgeour nie był, na sto procent byłabyś lepsza.
- Pomyślę o tym – obiecała Hermiona. - Ale wiesz, co to oznacza, Harry? – Dźgnęła go w bok. – Jeśli chcesz pracować ze mną razem w Ministerstwie, musisz dobrze zdać końcowe egzaminy.
Potter uśmiechnął się bezczelnie.
- Liczę na twoją pomoc, o czcigodna...
- Krętacz. – Dziewczyna pogroziła mu palcem. – Do tego lizus. – Zachichotała.
Harry nie zamierzał się bronić przed rzuconą mu w twarz prawdą, zatem ich głosy ucichły. W mroźnej pogodzie niewiele dźwięków wiodło swój żywot. Cisza sprzyjała konkretnym manifestacjom.
Dobrze byłoby ją objąć. Odpowiednia atmosfera i w ogóle. Pocałować...
Ramię Harry’ego zatrzymało się w połowie ruchu.
Co za głupota. To śmieszne. Przecież już wielokrotnie z Hermioną znajdywali się w sytuacjach, które wymagały ściśle ze sobą splecionych ciał. Ileż to razy dmuchała do jego ucha? Ciepłe powietrze pochodzące z jej ust... Jeszcze trochę i na ręce będzie miał tatuaż o kształcie jej palców.
A teraz ma opory przed objęciem jej? Jednak zmiana była spora. Nielogiczna, niestety.
W sukurs Harry’emu przyszedł zimowy wiatr, który pociągnął za sobą włosy Hermiony i wprawił ją w drżenie. Dziewczyna miała na sobie czarny płaszcz z godłem Gryffindoru, co nie przeszkodziło jej przykleić się do ukochanego.
- Zimno, prawda? – rozległ się głos blisko podbródka Pottera.
- No. To znaczy... Tak, oczywiście.
Harry rozciągnął swoje okrycie do granic możliwości i zasłonił nim Hermionę.
- W zamku jednak jest znacznie cieplej.
- Zgadzam się – przyznała Hermiona, gdy ruszyli już w jego kierunku. – Znacznie cieplej. Szczególnie w łóżku. Aż chciałoby się do niego wrócić.
Oho. Jasne.


--------------------
Mój nowy fic

One in Fire Two in Blood
Three in Storm Four in Flood
Five in Anger Six in Hate
Seven Fear Evil Eight
Nine in Sorrow Ten in Pain
Eleven Death Twelve Life Again
Thirteen Steps to the Dark Man’s Door
Won’t be turning back no more
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

9 Strony < 1 2 3 4 5 > » 
Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 14.11.2018 16:20