Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

2 Strony < 1 2 
Reply to this topicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Mój Przyjaciel Zabini

MathildaBoom
post 16.01.2013 19:12
Post #26 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



A'yo kochani. Ostatnio nudziło mi się więc narysowałam oto coś takiego. http://oi45.tinypic.com/2vio9vp.jpg
Arcydzieło to nie jest ale mam nadzieję, że oddaje klimat opowiadania. Niewinna Hermiona rozdarta między dwoma najgorszymi (czyt. najseksowniejszymi) Ślizgonami. xD Jeśli chodzi o sweter Zabiniego, to wszystko wyjaśni się z czasem. Tymczasem dodaję część II , cz.III dodam wieczorkiem. Miłego czytania (błędy i błędy)


czII
*
Blaise Zabini stwierdził, że Hermiona Granger jest nad wyraz wyrośniętą kobietą. W dosłownym znaczeniu tego słowa. Ta sugestia nasunęła mu się podczas porannej rozmowy z Ginny. Otóż dziewczyna dosięgała mu zaledwie do ramion, dlatego jego czujna spostrzegawczość uruchomiła się natychmiastowo. Stwierdził, że Gryfonka mimo, że nie należała do pokaźnie biuściastych kobiet to posiadała jeden niezaprzeczalny atut, mianowicie: NOGI. Długie jak kłody nogi wprawiały Zabiniego w zachwyt i dumę. Granger należała do jednych z wyższych dziewczyn w Hogwarcie i aż głupio mu było przed samym sobą, że wcześniej tego nie dostrzegł. Mało tego, grzechem byłoby te nogi chować. Postanowił przy najbliższej okazji wyeksponować te dwa cudeńka, tak aby reszta "zwolenników skąpo ubranych dziewcząt" miała co podziwiać. A naprawdę było co.
- Herm. - Z tych niecnych myśli wyrwał go głos Harrego, który opierał się o pień drzewa. - Myślisz, że ten plan z przyjęciem dla Malfoya…, że to wypali?
- Jaszne ze tag! - Zaczął mówić niewyraźnie, przeżuwając ciastko karmelowe. - Malfoy jest zbyt ciekawy żeby odmówić.
Ron, który kucał zrywając od czasu do czasu zieloną trawę obrzucił Herrego znaczącym spojrzeniem.
- Może Malfoy do tego czasu spadnie z klifu i nici z przyjęcia. - Ożywił się Ron otrzepując spodnie z zielonych listków.
- Złego licho nie bierze, Weasley. - Oznajmił Zabini przeczesując dłońmi swoją gęstą czuprynę włosów. - Poza tym, to już w ten weekend. Musimy pomyśleć o porządnym zaopatrzeniu. - Zadumał stukając palcem wskazującym w podbródek. - Może by tak zajrzeć do Hogsmeade.
Ron skwitował to krótkim poirytowanym spojrzeniem.
- Potter! - Zaczął Zabini odrywając Harrego od skubania kory z drzewa. - Przygotujesz listę zaopatrzeniową. - Wskazał na niego palcem i tupnął nogą jak jeden z tych historycznych przywódców.
- Ja? - Spojrzał na niego tępym wzrokiem. Zabini go zignorował i zawrócił głowę w stronę rudzielca. - Za to ty mój drogi, pomożesz mi w robieniu zakupów. Musisz wykorzystać te twoje mięśnie w pożyteczny sposób.
Ronald otwierał usta, aby zaprotestować, ale Blaise odwrócił się energicznie i zgrabnym krokiem ruszył przed siebie.
- Lecę do biblioteki, wieczorem czekam na listę. - Machnął im dłonią i szedł tak sztywnym krokiem, że po drodze wpadł na nieszczęsnego Nevilla, który upadł prosto na zadek i wyszczerzył się do zaciekawionego Blaise. Ten przystanął na chwilę i schylił się do poziomu jego twarzy.
- Wiesz Longbottom, - zaczął skanując go wzrokiem - lubię żółty kolor, ale twoje zęby to już przesada..- Wycedził i obszedł go kierując się w stronę dawnego królestwa Panny Granger.

*
- Nie sądzisz, - zaczął Ron skanując tył Hermiony - że ona naprawdę dziwnie się zachowuje.
Harry przechylił lekko głowę jak jeden z tym piesków samochodowych i mruknął podejrzliwie.
- Rzeczywiście może i ostatnio jest trochę… żywiołowa - skomentował czując jak jakiś owad zwiedza jego ciało w okolicy szyi. - Pewnie ma okres, zobacz jak sztywno chodzi.
Obaj pokiwali twierdząco głowami.

*
Hermiona wertując już chyba setną książkę w poszukiwaniu przyczyny zamiany jej i Zabiniego w pewnym momencie westchnęła z rezygnacja, odchylając głowę o oparcie krzesła i wpatrując się bezradnie w sufit biblioteki. Znalazła kilka ważnych informacji, ale niestety żaden opis nie pasował do ich trudnego przypadku.
- A cóż to za przystojniak? - Zobaczyła przed sobą swoją dawną twarz, a kilka kręconych loczków zaczęło gilgotać jej policzki. Hermionie momentalnie zrzedła mina.
- Ty…, - zaczęła mściwym głosem podnosząc się z krzesła i unosząc zaciśniętą pięść na wysokość swojej twarzy - gdybyś tylko nie był w moim ciele.- Zagroziła niebezpiecznie mrużąc oczy.
- Tobie co znowu? - Zabini zawahał się, widząc, że jego koleżaneczka jest w bojowym nastroju.
- A jak myślisz ty PRYMITYWIE? - Pisnęła i zaczęła opowiadać Zabiniemu historię z niewyżytą Hannom Abbott podczas zajęć z historii. Co Zabini skomentował tylko cichym chichotem. Poskarżyła się na Malfoy za to, że i on wydawał się mieć złe intencje w stosunku do niej. Zaczęła narzekać na Pansy, która zbyt pochopnie obraziła jej skromną osobę posądzając o nałożnictwo.
- No i to przyjęcie dla Malfoya! - Tu niemal krzyknęła, uderzając pięścią w stolik tak, że stojące na nim książki lekko podskoczyły. - Wy chyba nie mówiliście na poważnie?
- PROSZĘ O CISZĘ! - Krzyknęła z daleka skrzeczącym głosem pani Prince, wyglądając jak posąg, który zaraz ma się rozkruszyć na milion drobnych kawałeczków. - Tu się EDUKUJE a nie ROMANSUJE.
Hermiona posłała jej rozdrażnione spojrzenie, po czym już cichszym głosem zaczęła kontynuować swój monolog.
- To niedorzeczność. Jutro z samego rana mam zamiar zgłosić to nauczycielom. I nie próbuj mnie powstrzymać! - Ostrzegła go widząc jak Blaise otwiera usta, aby jej przerwać. - Nie możemy żyć w ten sposób. Ja tak nie potrafię.
Zabini, który milczał długą chwilę, skrzyżował ręce na piersi i wyłożył się z gracją na drewnianym krzesełku wyglądając jak rasowa Femme Fatale.
- Uspokój się Granger, bo ci się ten Twój móżdżek przegrzeje. Przecież ostrzegałem cię przed Abbott. Nie moja wina, że jedno ucho słucha a drugie wypuszcza. - Hermiona prychnęła pogardliwie pod nosem. - Malfoyowi przejdzie, więc nie masz się, czym przejmować. A co do przejęcia to nie wiem, czemu tak histeryzujesz. Powinnaś przekonać, Draco co do tej imprezy, a nie nastawiać się tak bojowo. - Mówił to wszystko ze stoickim spokojem, co doprowadzało Hermione do jeszcze większego szału.
- Raczysz żartować! - Krzyknęła na cały regulator. Pani Prince podeszła do ich stolika i z miną buldożera zaczęła warczeć: WYNOCHA MI STĄD! OBOJE!
Kilka uczniów siedzących obok przy stolikach spojrzało na nich z czystej ciekawości. Rozległy się ciche szmery Krukonek siedzących niedaleko ich miejsca. Hermiona wyszła żołnierskim krokiem posyłając piorunujące spojrzenie w stronę Zabiniego.
- Hermiono, - odezwał się szeptem zatrzymując się na korytarzu - zaufaj mi. Obiecuje, że postaram się rozwiązać ten nasz kłopotliwy problem, ale tymczasem, - tutaj położył jej z czułością dłoń na ramieniu - wyluzuj trochę. I przekonaj Draco, co do tego przyjęcia. Tobie też to wyjdzie na dobre.
Hermiona zdegustowana już bardziej być nie mogła. Pokręciła z niezadowoleniem głową i zdmuchnęła opadający kosmyk z czoła.
- Na dobre? Ja tu chyba zgłupieje. - Bezsilnie przykucnęła łapiąc się za czuprynę czarnych włosów i zaczęła je nerwowo mierzwić.
- Spotkasz się ze swoimi kochanymi Gryfonami. - Blaise argumentował szeptem posyłając jej potulne spojrzenie. - To co, spróbujesz?
Hermiona chwile się zastanowiła. Co prawda nie miała ochoty na rozmowę z Malfoyem, a tym bardziej na przekonywanie go do czegokolwiek, ale z drugiej strony mogłaby spotkać się z Harrym i Ronem. W tedy ostrzegłaby ich dyskretnie, że obecnej Hemrionie ufać nie można.
- Dobra, dobra dryblasie.- Mruknęła posyłając mu z dołu markotne spojrzenie. - Ale i tak mi się to wszystko nie podoba. - Wyprostowała nogi i zaczęła kręcić nosem.
- Wiesz Mioneczko w pewny sensie to obraziłaś samą siebie. - Uśmiechnął się złośliwie trzepocząc rzęsami. Hermiona jeszcze nie była gotowa na to by przyzwyczaić się do swojego nowego wyglądu. Co prawda w jakimś stopniu zaakceptowała beznadziejną sytuacja, w jakiej się znajduje, ale nie potrafiła przywyknąć do swojego nowego ciałka ( a raczej cielska, bo jak wiadome Zabini był wysokim mężczyzną o nieskąpo rozbudowanej strukturze mięśniowej).
- Ty mnie lepiej Zabini nie uruchamiaj. Ja ci radzę. - Warknęła przez zęby potrząsając czarnymi włosami.
- Granger z tego, co widzę ty już się uruchomiłaś. - Skwitował urażonym tonem.
Hermiona przymknęła powieki i w myślach zaczęła liczyć do pięciu.
Raz: To tylko chwilowy stan, za niedługo wszystko wróci do normy. Będziesz znowu Hermioną Granger.
Dwa: Stawiłaś czoła już tyloma zagadkom i tę dasz rade rozwiązać.
Trzy: Żaden facet ( i to na dodatek w ciele kobiety) nie będzie wyprowadzał jej z równowagi.
Cztery: Dalej Hermi uspokój się.
Pięć:
- Masz coś na policzku. - Otworzyła oczy odzywając się już bardziej łagodnym tonem. Delikatnie zaczęła ocierać prawy policzek Blaise, końcem rękawa szaty.
- To pewnie te ciasteczka. - Mruknął marszcząc nos. Znowu pokręciła głowa wyrażając swoją dezaprobatę.
- Powiedz Ty mi lepiej jak masz zamiar rozwiązać "ten nasz kłopotliwy problem"? - Nie trudno było doszukać się w jej głosie ironii.
- Później Granger, później.
Hermiona mocno zacięła wargi i zaczęła twardym ruchem trzeć policzek Zabiniego tak, że po chwili lekko poczerwieniał.
-Auć! Ty przerośnięta tyczko! - Zapiszczał łypiąc na nią ze zgrozą. - Przypominam Ci, że to TWOJE ciało i samą siebie krzywdzisz.
- Przerośnięta t..tyczko?! - Nastroszyła się z pełną irytacją zarzucając swoimi włosami. - Raczysz robić mi aluzję, co do mojego wzrostu?! Akurat taki badyl jak ty…
- No proszę, proszę a jednak mamy kompleks długich nóżek? - Zarechotał drapieżnie, kładąc dłonie na biodrach i wyginając się w charakterystyczny sposób. - Jakież to dziecinne Granger.
Hermiona, która niegdyś należała do osób opanowanych i twardo stąpających po ziemi już od dawno porzuciła łatkę stanowczej osoby. Jej zmiana nie była spowodowana obecną sytuacją. Ona, Ron i Harry zmienili się po ostatnich wspólnych przeżyciach, kiedy to odeszło tyle im bliskich osób. Te zdarzenia pozostawiły rany w ich duszach tak głębokie, że sami nie doceniali ich powagę. Ronald Weasley stał się nerwowy i podejrzliwy, co odbiło się na jego relacjach z innymi uczniami. Harry stał się zamkniętym w sobie dzieckiem, zupełnie żyjąc w innym świecie niż kiedyś. Za to Hermiona, Hermiona stała się samotnikiem, zupełnie nie potrafiąc poradzić sobie z innymi uczniami. Przerażali ją tak bardzo, że widziała we wszystkich wrogów, którzy za wszelką cenę chcą ją skrzywdzić. Mało tego w następstwie z jej wybuchowym temperamentem przyszła naiwność. Denerwowali ją Ci wszyscy inni uczniowie, którzy dobrze się bawili swoim towarzystwem nie wiedząc ile ona Ron i Harry przeżyli w tym czasie walcząc o swoje i ich życie. Gdyby ktoś bliski mógł ocenić przemianę Hermiony Granger to stwierdziłby, że ta obecna jest nie do poznania.
- Ty… ty impotencie! - Zaczęła tak mocno trzeć jego twarz, że Zabini czując oburzenie i oczywiście urażenie swojej arystokratycznej dumy zaczął odpychać jej ramię.
- Ty sama nie wiesz, co mówisz wariatko! - Zgryz zęby czując jak Hermiona okłada jego twarz szorstkimi ruchami.
- Hermiona? - Usłyszeli za sobą zbulwersowany głos, po czym oboje zamarli w bezruchu.
- Ginny… - Wydukała odskakując od twarzy Zabiniego.
- Co tu się dzieje? - Podeszła do nich kilka kroków bliżej. - Wszystko w porządku? Ten przerośnięty niedźwiedź coś ci zrobił?! - Zmrużyła oczy i obrzuciła Hermione groźnym wzrokiem.
- Ginny jak dobrze. - Wydyszała w pośpiechy Granger podbiegając do niej i bez zastanowienia złapała ją za ramię odciągając kilka kroków od urażonego Zabiniego, który ciągle powtarzał " Przerośnięty… niedźwiedź?"
- Chodzi o to, - schyliła się do niej mówiąc półszeptem i rozglądając się panicznie na boki - żebyś uważała na Hermione. - Wycedzała, na co Ginny odchyliła głowę w tył wytrzeszczając oczy.
- Wiesz, - przełknęła głośno ślinę i zaczęła kontynuować - nie rozbieraj się przy niej, najlepiej w ogóle z nią nie rozmawiaj… - Ginny nie ukrywała swojej niechęci. Spojrzał na Hermione z jawnym obrzydzeniem wyrywając się z jej uścisku.
- Czy Twój mózg już zupełnie przestał funkcjonować Zabini? - Pisnęła wyjmując różdżkę i przykładając ją do podbródka zaskoczonej Hermiony. - A może doszedłeś do fazy kompletnego jego zaniku?
- Nie, nie, nie! - Hermiona zaczęła machać dłońmi podejrzewając, że Ginny zbyt opacznie zrozumiała jej słowa. - Ja mówię poważnie Ginny, pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie rozbieraj się przy Hermio… - Niestety nie dane było jej dokończyć, bo poczuła dłonie zatykające jej usta.
- Ach ten niemożliwie przystojny Blais. - Zaczął Zabini panicznie wybuchając śmiechem. - Co on też za herezje wygaduje? Niedorzeczności. - Zaczął energicznie kręcić głową na boki tak, że fala loczków uderzała w twarz unicestwionej Hermiony. Naprawę Ginny, nie ma się co przejmować. Bez problemu możesz rozbierać się przy mnie. A nawet jest to wskazane. - Hermiona zaczęła wymachiwać dłońmi w powietrzu przed twarzą rudowłosej, lecz i to nie odniosło skutku. Zabini naparł na nią ciałem i zaczął zmuszać ją do robienia kroków w przeciwnym kierunku.
- To co Ginny? - Krzyknął będą już ładnych trzydzieści stóp od niej. - Wieczorkiem poplotkujemy!
Ginny Weasley stała z otwartymi ustami odprowadzając ich wzrokiem i słysząc jeszcze niezrozumiała krzyki Zabiniego (czyt.Hermiony). Wsunęła różdżkę do kieszeni szaty, po czym mlasnęła z niepokojem. Musi koniecznie przeprowadzić poważną rozmowę z przyjaciółką na temat bliższych kontaktów ze Ślizgonami. W końcu miała w tym trochę doświadczenia.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 26.01.2013 00:43


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 16.01.2013 20:49
Post #27 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Świetne, po prostu świetne! Bardzo mi się podoba, nie każ nam zbyt długo czekać na kolejny rozdział wink2.gif
Łap nutella.gif na wenę smile.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 19.01.2013 15:34
Post #28 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Zabaawa jest przednia, rysunek mnie rozbawił też mocno, zmiana ciał to genialny patent nutella.gif nutella.gif


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Casiopeja
post 20.01.2013 14:48
Post #29 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 44
Dołączył: 31.01.2009




bardzo lubię to opowiadanie. Ubolewam tylko nad tym, że w porównaniu do poprzednich części te są taaakie krótkie dry.gif Ale nie oceniam autora za długość rozdziałów, ale za pomysł! A nie ukrywajmy, pomysł rewelacyjny!
Dzięki wielkie laugh.gif

P.S

można wiedzieć, kiedy mamy spodziewać się nowego rozdziału? blush.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
elenai
post 25.01.2013 18:30
Post #30 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 4
Dołączył: 24.01.2013

Płeć: buka



Jeeeeeeeeeeeeeeej, tak bardzo kocham to opowiadanie smile.gif Mina Hermiony na rysunku, który dodałaś doskonale pokazuje jej stosunek do obu Ślizgonów-nic dziwnego- na jej miejscu też bym się bała!

Dodaj proszę nowy rodział, dodaj, no ładnie proszę, dodaaaaaaaaaj.
Zrobiłaś ze mną brzydką rzecz i jesteś za nią odpowiedzialna- zamiast siedzieć nad makroekonomią z której egzamin mam w poniedziałek to siedzę i czytam. I czekam. Odświeżam już od kilku dni, nawet na forum się zarejestrowałam, widzisz :]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 01.02.2013 16:36
Post #31 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Rozdziały wcale nie są krótsze, po prostu dziele je na więcej części bo nie mam czasu wszystkiego na raz edytować. Jeśli jednak wolicie żebym wrzucała cały rozdział to mogę na to przystać. Problem w tym że obecnie używam tablet i nie wiem ile czasu zajmie mi to całe edytowanie. Klawiatura mi się zalała w laptopie i dlatego idzie mi to tak mozolnie. Przepraszam Was za to. Oczywiście dziękuję wam za tak miłe i motywujące słowa :) Myślałam, że nikt tego nie czyta. Biorę się do roboty. Ostatnia część rozdziału czwartego. Miłego czytania kochani.


Cz. III

*

Zabini kiedy w końcu uporał się ze wszystkimi zajęciami dzisiejszego dnia, z ulgą ruszył w stronę Wierzy Gryfindoru. Ku jego zdziwieniu w pokoju Wspólnym nie zastał Harrego ani Rona. Za to przy kominku, samotnie wylegiwała się Ginny Weasley, namiętnie śledząc wzrokiem kartki książki, którą czytała. Blaise przez krótką chwilę przyglądał się jej zaczytanej twarzy, zastanawiając się jak takie małe wredne dziewuszysko może wyglądać tak słodko i niewinnie. Ruszył w jej stronę, po czym wyłożył się na kanapie tak, że poskręcane fale włosów rozłożyły się wokół jego twarzy. Ginny wysunęła wzrok zza książki, po czym zatrzasnęła ją z hukiem, odkładając przedmiot na stolik.
- Hermiono, - zaczęła trochę podenerwowanym tonem - możemy porozmawiać?
Zabini, który przez długą chwilę wpatrywał się smętnym wzrokiem w sufit, teraz odwrócił się w stronę rudowłosej.
- Jasne maleństwo. - Podparł się na łokciu.
- M…maleństwo? - Powtórzyła cicho Ginny marszcząc swój nosek po czym odgarnęła włosy za ucho i ułożyła się wygodnie na fotelu. - Musze wiedzieć Hermiono czy ty..Ty i Ten.. Ten..
-No wyduś to z siebie! - Poganiał ją Blaise widocznie rozjuszony młodą Gryfonką.
- Czytyizabiniczujeciecośdosiebie? - Powiedziała na jednych tchu. Ginny wbrew pozorom nie miała takiego dobrego kontaktu z Hermioną jak inni o tym myśleli. Owszem traktowały się jak siostry, znały się od dawna, ale nigdy nie spowiadały się ze swoich problemów, rzadko spędzały razem wolny czas - a tym bardziej nie rozmawiały o chłopcach. Dlatego dla Ginny ta rozmowa była równie stresująca, ale pewna była że musi "o tym" z Hermioną porozmawiać.
- Wolniej kobieto, nic nie zrozumiałam. - A więc Ginny nabrała powietrza przymknęła oczy czując jak policzka jej się czerwienią.
- Czy ty… i typowy pies na baby Zabini czujecie coś do siebie? - Mimo wstydu dziewczyna twardo spojrzała na przyjaciółkę nie odrywając od niej wzroku.
- Co?! - Nie trudno było zobaczyć zaskoczenia po Blaise, bo chłopak momentalnie wstał z kanapy i zaczął nerwowo odgarniać włosy z twarzy. Czy Hermiona rzeczywiście mogłaby coś do niego czuć? A on? Czy lubił na tyle Granger by traktować ją inaczej jak zwykłą koleżankę? Sam nie wiedział. Hermiona była…inna. Zupełnie inna niż kobiety, z którymi wcześniej się zadawał. Była naiwna i czasami tak bardzo bezbronna, że Zabini łatwo się przy niej rozczulał. Ale czy rzeczywiście mógł poczuć do niej coś więcej? Ginny, zresztą nie tylko ona, spostrzegli, że Zabini i Hermiona ostatnio spędzają ze sobą dużo czasu. Ale czy maja inne wyjście? W końcu spotkało ich coś niecodziennego…
- My - zaczął Blaise szukając obsesyjnie jakiś sensownych słów w głowie - my jesteśmy, to znaczy my nie… my tylko…
- Rozumiem. - Przerwała mu Ginny zanim cokolwiek konkretnego powiedział. - Po prostu uważaj Hermiono, wiesz, jacy są Ślizgoni. Nie chce żebyś później cierpiała.
- Tak jak ty? - Zabini wypowiedział te słowa bardzo cichutko, bo Ginny tylko otworzyła szeroko oczy, rzekomo twierdząc, że to pytanie zadało jej sumienie. Rudowłosa wstała i blado uśmiechnęła się do Zabiniego.
- Ginny, to nie jest tak jak myślisz. My wcale..
- Nie martw się, nikomu nie powiem. - Powiedziała łamiącym się głosem - Po prostu pamiętaj, że cię ostrzegałam. - Gryfonka oddaliła się w stronę dormitorium zostawiając biednego Blaise z mieszanką szalonych myśli. Znowu opadł bezsilnie na kanapę i głośno westchnął przejeżdżając dłonią po twarzy. Hermiona Granger ostatnio była nieodłączną częścią w jego życiu. Lubił z nią rozmawiać, lubił ją drażnić, lubił jej słuchać… lubił w niej wszystko. Miała coś, czego inne dziewczyny nie posiadały. Zabini bardzo chciał wiedzieć, co to takiego może być?
- Hermiona Granger, huh? - Szepnął do siebie, kładąc dłoń na sercu. Wykrzywił twarz w uśmiech i przymknął powieki czując dziwne zawroty w głowie.

*

Nadszedł w końcu wieczór i Hermiona po zakończeniu prac domowych postanowiła wyłonić się ze swojej pieczary. Nie zdążyła poważnie porozmawiać z Malfoyem podczas zajęć, dlatego miała nadzieję, że teraz będzie miała ku temu okazję. Powoli otworzyła drzwi i niepewnie wstawiła przez nie głowę rozglądając się na boki. Pansy siedziała na dywanie z miską popcornu, opierając plecy o nogi Millicenty. Obie rechotały co chwile, oglądając jakiś program w telewizji. Swoją drogą, Hermione zdziwił fakt, że tacy zatwardziali antymugolowicze mają coś takiego jak telewizor. Na palcach przekroczyła próg drzwi i delikatnie je zamknęła starając się jak najmniej zwracać na siebie uwagę. Cichymi kroczkami ruszyła w stronę dormitorium blondyna, ocierając się plecami o ziemną ścianę.
- Draco nie ma. - Odezwała się Pansy nie odrywając wzroku od migoczącego ekranu.
- Słucham? - Hermiona aż podskoczyła w miejscu, kładąc dłoń na piersi. Zdezorientowana spojrzała na telewizor, gdzie jacyś umięśnieni mężczyźni w kolorowych maskach i infantylnych strojach skakali po ringu okładając się pięściami. Czy oglądanie brudnych, spoconych i naparzających się nawzajem facetów jest aż tak wielką frajdą?
- Draco pojechał dzisiaj do domu. Wróci pewnie w nocy albo jutro.
A jednak Pansy wiedziała o wyprawie Malfoya. To, dlaczego odciągnął ją w tedy od stołu? Skoro chodziło tylko o wyjazd do domu to, czemu był aż tak zdenerwowany? Może ma jakieś poważne problemy w rodzinie? Albo, co gorsza, to w cale nie chodzi o jego rodzinę, a zupełnie o coś innego. Może Malfoy wymyślił tą całą wyprawę do domu aby nikt inny nie nabrał podejrzeć. A jeśli…
- Co się tam tak czaisz? - Hermiona nastroszyła włosy powracając do teraźniejszości. - Chcesz trochę popcornu?
-Nie, dzięki. - Odpowiedziała przygnębionym głosem. Opuściła głowę w dół i postanowiła wrócić do dormitorium.
- Słowo na B. Chroni przed większością czarodziejskich trucizn. - Wychylił głowę Goyle spod gazety. Hermiona wcześniej go nie zauważyła, chłopak siedział na fotelu i stukał palcem wskazującym po oprawce swoich okularów.
- Bezoar. - Odpowiedziała mimochodem zbliżając się do swoich drzwi.
- Dzięki Blaise. - Ożywił się spoglądając zza okularów na Hermione.

Po godzinie spędzonej w łóżku, wpatrując się smętnym wzrokiem w sufit i co chwile zerkając na zegarek, Hermiona postanowiła przenieść się do pokoju wspólnego.
Za oknem niebo już pociemniało przybierając granatowe barwy. Powietrze zrobiło się chłodniejsze niż za dnia a wcześniej śpiewające ptaki zostały zastąpione pohukującymi sowami. Hermiona chwile zadumała nad nocnym krajobrazem opierając dłonie o chłodny marmurowy parapet. W oddali dostrzegła chatkę Hagrida gdzie nad nią tlił się puch dymu wydobywający się z przekrzywionego kominka. Wyglądał jak biały wąż wijący się w górę ku błyszczącym gwiazdom. Zakazany las prezentował się jeszcze bardziej tajemniczo niż za dnia. Wielkie drzewa piętrzyły się ku niebu zawadzając wzajemnie o swoje gałęzie. Zaś otaczająca go mgła robiła wrażenia jakby mówiła " trzymaj się z daleka od tego miejsca". Hermiona pomyślała o życiu stworzeń, które właśnie zaczynały noce polowanie. Cicho westchnęła na samą myśl, że Draco Malfoy może w ta chłodną noc gdzieś samotnie się błąkać. Miała nadzieje, że rzeczywiście jest w domu z rodzicami i już od dawna leży w swoim łóżku. Z drugiej strony coś jej tu nie pasowało. Czemu martwi się o Malfoya? Oparła głowę o framugę okna i lekko przymknęła powieki zatracając się w półśnie…

Hermione zbudziły ciche kroki dobiegające zza jej pleców. Nie miała pojęcia jak długo drzemała, ale z pewnością musiało to byś dobre kilkanaście minut bo poczuła ból w okolicy szyi. Odwróciła się ku wejściu i zobaczyła postać skąpaną w czerni nocy. Przetarła jeszcze lekko zaspane oczy i zrobiła kilka kroków w stronę tajemniczej zjawy.
- Co ty tu jeszcze robisz? - Usłyszała szorstki głos.
- Malfoy! - Pisnęła podnieconym głosem, nie do końca wiedząc czy to sen czy może rzeczywiście prawda. Podbiegła do niego i dopiero, gdy światło księżyca padło wprost na Dracona, mogła ujrzeć go w całości. Zatkała dłońmi usta zduszając cichy pisk. Ubrania Dracona były pokryte jeszcze świeżą krwią. Na policzku miał małą ranę, z której sączyła się gęsta struga czerwonego płynu. Dół czarnej szaty miał poszarpany, a na podbrzuszu dostrzegła spore zadrapanie, z którego wciąż sączyła się krew przebijająca zza tkaniny. Blondyn złapał się za brzuch i cicho syknął pod nosem, tracąc równowagę. Hermiona szybko do niego podbiegła łapiąc go za ramię i powstrzymując od upadku na zimną posadzkę.
- Co się stało? Kto ci to zrobił? Gdzie byłeś? - Pytań było tak dużo, że sama nie wiedziała, od czego ma zacząć.
-Cóż, - zaczął wciąż wykrzywiając twarz w bólu - chyba przesadziliśmy z Potterem w łóżku. Niewyżyte psisko.
Hermionie przemknęła przez głowę myśl, jak to możliwe, że nawet w tak poważnej sytuacji Draco Malfoy nie potrafi powstrzymać się od swojego błyskotliwego sarkazmu. Postanowiła, więc nie pytać - do czasu. Zamiast tego zaprowadziła go do jego dormitorium i pomogła ułożyć się na wielkim łóżku podkładając pod głowę poduszki, aby mógł się wygodnie położyć. Na krótką chwilę wyszła szukając jakiś wacików i okładów, aby opatrzyć te okropne rany Malfoya. Usiadła obok wycieńczonego blondyna i delikatnie zaczęła ocierać jego twarz z krwi. Draco milczał, uważnie przyglądając się jej twarzy. Ku uldze, większość czerwonej substancji nie należała do chłopaka. Co się mogło stać?
- Powinniśmy iść do Madame Pomfrey. - Stwierdziła Hermiona starannie odkażając ranę na policzku Ślizgona, który międzyczasie cicho syknął wykrzywiając twarz.
- Już lecę. - Prychnął obrzucając ją lodowatym spojrzeniem. - Po drodze możemy zahaczyć o gabinet Dumbledora, może zaprosi nas na herbatkę?
Hermiona westchnęła bezradnie, stwierdzając, że żadne jej argumenty nie przemówią do blondyna. Przybliżyła swoją twarz dokładnie przyglądając się zadrapaniu na policzku Dracona. Co tak naprawdę się stało, że Draco wrócił w tak opłakanym stanie? Kto, lub co zadało mu takie rany? Ciekawość nie dawała jej spokoju. Poza tym sprawa wyglądała naprawdę poważnie. Może powinna to komuś zgłosić… chyba tak zrobi. Nie, ona na pewno tak zrobi! Nim się zorientowała była na tyle blisko chłopaka, że czubki ich nosów zetknęły się ze sobą. Hermiona powoli przeniosła wzrok z rany, wpatrując się teraz w szare tęczówki blondyna. Przełknęła głośno ślinę mając w zamiarach odskoczyć od chłopaka, ale ręka, która opierała o śliską pościel zjechała w dół tak, że mocno zderzyła się czołem z Draocnem.
- Przepraszam! - Krzyknęła prostując się jak podczas salutowanie oficerowi.
- Jasna cholera Zabini! - Mruknął Malfoy rozmasowując sobie głowę. - Czy ty zamiast mózgu masz tłuczek w tej łepetynie?
Hermiona poczerwieniała w sekundzie, odwracając wzrok od chłopaka i zmuszając się do milczenia. Słyszała głośne dudnienie swojego serca. Położyła dłoń na piersi i zaczęła powoli wdychać powietrze przez usta. Draco również wydawał się być dość skrępowany tą sytuacją, bo wbił wzrok w jakiś martwy punkt na ścianie. Tak czy siak jej przypuszczenia się potwierdziły. Draco na pewno nie wróciłby w takim stanie z własnego domu. Coś musiała się stać. I to poważnego. Bała się jednak teraz zadać mu jakiekolwiek pytanie.
- Musisz to zdjąć. - Odezwała się po chwili wskazując na potarganą i zakrwawioną koszule chłopaka. Draco oparł się na łokciach i zaczął powoli podciągać koszulę wykrzywiając twarz z bólu. Hermiona podbiegła do niego, po czym pomogła mu zdjąć zakrwawione ubranie. Ich spojrzenie znowu niebezpiecznie się spotkały.
- Jesteś czerwony. - Stwierdził Draco wykrzywiając usta w szyderczym uśmiechu. Hermiona z szybkością jaguara, odwróciła głowę w drugą stronę i zaczęła oglądać jego ranę na brzuchu. Niegroźne zadrapania pokrywały jego blady brzuch i piersi, najbardziej jednak rzucała się czerwona rana wyglądająca jakby jakieś zwierze przejechało mu pazurami po podbrzuszu. Mlasnęła pod nosem wyciągając różdżkę z kieszeni, po czym machnęła nią sprawiając, że rana zaczęła powoli zsychać a drobne zadrapania zniknęły. Hermiona nie bardzo znała się na leczeniu, ale umiała zastosować kilka zaklęć, które uśmierzały ból.
- W szafce jest eliksir na sen, w takiej niebieskiej butelce, Przyn..
- Skąd masz te rany? - Przerwała mu Hermiona delikatnie naklejając plasterek na paskudne zadrapanie Malfoya. - Kto ci to zrobił?
Draco przewrócił oczami i opuścił głowę na poduszki z miną grabarza.
- Jutro Zabini. - mruknął. Hermiona zmarszczyła brwi bacznie mu się przyglądając. Jej wzrok prześlizgnął się na ramię chłopaka. Wywaliła oczy łapiąc go za łokieć. Draco gwałtownie oparł się na łóżku i wbił w nią zimne spojrzenie.
- Malf…Draco. - Zaczęła miękkim głosem spoglądając na czarny znak, który widniał na jego bladej skórze. - Czy to ON cię wezwał? - Szeptała tak cicho, że nie miała pewności czy blondyn dosłyszał jej słowa.
-To cię nie dotyczy Blasie, więc zejdź ze mnie w końcu. - Powiedział oschłym tonem tak że Hermiona lekko zadrżała. Bała się Malfoya, ale miała nadzieję że w postaci Blaise zdoła mu pomóc. Niestety, chyba się przeliczyła, co do ich bliskich relacji.
- Pójdę po ten eliksir. - Wyszła zamykając cicho za sobą drzwi. Stanęła chwilę w miejscu i oparła głowę o ścianę. A więc Malfoy był Śmierciożercą. To dlatego był tak strasznie zdenerwowany, musiał zrobić coś dla Voldemorta. Oczywiście to były tylko przypuszczenia ale była prawie pewna że ma racje. Podeszła do segmentu z czarnego drewna i zaczęła przeglądać flakoniki z różnokolorowymi płynami. Zaczęła przestawiać buteleczki, głębiej wsadzając głowę we wnętrze szafki. W pokoju było tak ciemno, że ledwo co rozróżniała ich barwy. Sięgnęła dłonią po różdżkę, ale musiała ją zostawić w pokoju Dracona, ponieważ w kieszeni jej nie wyczuła. Po kilku sekundach złapała za jedna buteleczkę i dokładnie się jej przyjrzała. Kiedy wróciła do dormitorium blondyna, trzymając w dłonie flakonik z niebieską substancją, zastała go już śpiącego. Podeszła cichymi krokami do łóżka i delikatnie przysiadła na materacu. Draco wyglądał zupełnie inaczej podczas snu. Spokojnie i niewinnie. Przez chwilę miała nawet ochotę odgarnąć mu jasny kosmyk włosów z czoła, ale się powstrzymała. W końcu Malfoy to Malfoy. Gdyby tylko wiedział, kim ona jest naprawdę to już dawno posłałby ją w cholerę. Jeśli nie zrobił czegoś gorszego. Chwilę później sama zapadła w sen zapominając o całym świecie.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 19.04.2013 19:49


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 01.02.2013 20:14
Post #32 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Ciekawie się rozwija akcja, świetny Malfoy:)


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MKowalski
post 15.02.2013 10:25
Post #33 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 2
Dołączył: 15.02.2013




super się czyta zelka1.gif


--------------------
Porcelana rosenthal to cenione dzieło sztuki które i Ty możesz posiadać.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
elenai
post 23.02.2013 14:46
Post #34 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 4
Dołączył: 24.01.2013

Płeć: buka



A ja czekam na nowość ! Tak bardzo czekam ! nutella.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 15.04.2013 16:19
Post #35 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Czekam i czekam a tu ciągle nie ma kolejnej części! sad.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 19.04.2013 19:10
Post #36 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Witam. Wstyd i hańba wiem, ale ja naprawdę czasu nie miałam mordki. Kolejna część. Miłego czytania - mam nadzieję. :)


Rozdział Piąty


Wyznanie Draco.

cz I

I wanna see, the comets fall to the ground
I wanna be there when it all comes down
I wanna see the blood that stained on their hands
I just wanna be, I can't understand


Hermiona poczuła dziwne gilgotanie na twarzy. Zmarszczyła nosek i cicho jęknęła powoli przecierając zaspane oczy. Po kilku chwilach powoli uniosła jeszcze ciężkie powieki i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła przed sobą twarz Dracona. Chłopak opierał głowę na dłoni i wyraźnie zadowolony z życia jeździł białym piórkiem po twarzy Hermiony cicho się podśmiewując. Jasne, długie pasmo włosów opadało mu na twarz, sprawiając, że wyglądał jak jeden z mitologicznych bogów. Szare tęczówki zabłysnęły mu z podniecenia na widok budzącej się Hermiony sprawiając, że chłopak wyglądał naprawdę nieziemsko ( zresztą czy Draco Malfoy wyglądał kiedykolwiek ziemsko?).
- Witaj kochanie. - Wyszeptał czule, delikatnie całując Hermione w czubek nosa. Dziewczyna otworzyła usta, ale nie potrafiła nic z siebie wydusić. Przekręciła głowę w bok tak jakby chciała się upewnić czy to co się dzieje nie jest aby jakimś dziwnym snem. Będąc jeszcze w sennym amoku ponownie zwróciła swój zaspany wzrok na blondyna śledząc dokładnie każdy centymetr jego twarzy. Podniosła się do pozycji siedzącej przywołując w myślach wczorajszy wieczór. Niefortunnie musiała usnąć na łóżku Malfoya…
- Spójrz! - Odezwał się zbyt entuzjastycznym głosem Draco, rozkładając w dłoniach czarny materiał. Jak się zaraz okazało był to sweter, na którego środku wydziergane było wielkie różowe serce, pod którym widniał napis " Twój D. ". - Dziergałem to całą noc. - Mówił wyraźnie z siebie zadowolony. Hermiona z przerażeniem wodziła wzrok to na sweter to na zachwyconego Malfoya, nie wiedząc czy to wszystko dzieje się naprawdę. Otworzyła usta, ale jedynie co z siebie wydała to głuchy jęk.
- Przymierz go! - Zagruchał, rzucając się w jej stronę. Po kilku sekundach zaczął przeciskać przez jej głowę swoje dzieło życia. Hermiona oszołomiona, wstała z łóżka, mając na sobie spodnie od piżamy i cudowny sweterek z własnoręcznie wydzierganym sercem przez Dracona.
- Słodki! - Zachwycał się blondyn obchodząc ją z każdej strony.
- Eee Draco, dobrze się czujesz? - Odezwała się w końcu wbijając zaniepokojony wzrok w Ślizgona. - To jakiś żart tak? Chcesz mnie ukarać za wczoraj?
Draco stanął naprzeciwko niej i zrobił bardzo groźną miną. Mimo, że był o kilka centymetrów niższy od Zabiniego to i tak wyglądał bardzo imponująco.
- Masz rację Blaise. - Zaczął machając jej palcem wskazującym przed twarzą. - Byłeś bardzo niegrzecznym chłopcem. - Na jego twarzy pojawił się nieprzyzwoity uśmiech co według rozumowania Hermiony nie wróżyło nic dobrego. I jak się okazało przeczucie ją nie myliło, bo Draco niespodziewanie pchnął ją na łóżko tak, że lekko podskoczyła na materacu. Chwile później poczuła jak blondyn zaczyna gilgotać jej ciało, władczo się przy tym śmiejąc.
- Ma..mahahaha! Malfoy! Przestań! - Krzyknęła starając się opanować śmiech targający na jej ustach. - Proszę, muhaha, Draco!
Draco Malfoy nie dał się dłużej prosić, przestał torturować Hermione ale tylko po to by zaraz mógł pochylić się by przybliżyć niebezpiecznie swoją twarz do jej twarzy. Usta wykrzywiły mu się w uśmiechu, który Hermiona Granger mogła zobaczyć po raz pierwszy w życiu. Zwykły, naturalny uśmiech Draco Malfoya. Dlaczego ten chłopak robi sobie z niej żarty w taki sposób? Może u Malfoya i Zabiniego właśnie tak wyglądają kary? Wzdrygnęła się mimowolnie. Zanim jednak pogłębiła bardziej swoje myśli, poczuła jak Draco zaczyna ssać jej płatek ucha. Hermiona przez kilka sekund leżała jak z petryfikowana z twarzą kamienną jak u posągu. Ocknęła się dopiero w tedy, kiedy poczuła jak blondyn wsuwa dłoń pod jej sweter i delikatnie masuje jej plecy. Szybko go od siebie odepchnęła zrywając się na równe nogi i ze wzrokiem bazyliszka mordercy zaczęła mówić zachrypniętym głosem.
- Przestaniesz się tak zachowywać? To jakiś twój głupi żart? - Draco, który leżał nadal na łóżku, spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
- Kocham Cię. - Odezwał się urażonym głosem marszcząc brwi i podnosząc swoje zacne cztery litery z łóżka. - Nie wiem, czemu mnie odtrącasz? Już mnie nie chcesz?
Hermiona milczała przez długa chwilę wpatrując się niego przerażonym wzrokiem. Poczuła się jakby ktoś właśnie walną ją w twarz z otwartej dłoni, lub co najmniej wylał na nią wiadro lodowatej wody. Co tu do cholery się dzieje?
- Przecież jestem facetem! - Niemal krzyknęła. - Nie możesz mnie kochać!
Draco zmierzył ją milczącym wzrokiem, po czym oczy zrobiły mu się z lekka wilgotne. Mocno zacisnął usta tak, że przybrały koloru białego, bez słowa podszedł do okna, gwałtownie je otworzył a po chwili pokój wypełnił się świeżym zapachem poranka.
- Co-ty-robisz? - Wydukała podłamana psychicznie Gryfonka.
- Moja egzystencja nie ma już dalej sensu. - Cicho załkał i zaczął wspinać się na mosiężny parapet. " Ja chyba oszalałam" - zapłakała w duszy Hermiona i ruszyła biegiem w stronę blondyna, łapiąc go za ramię. Draco chwile się z nią szarpał, ale po kilku sekundach odpuścił i wbił swój wzrok w podłogę nadal udając urażonego.
- A więc twierdzisz…, że mnie kochasz? - Hermiona postanowiła rozwiązać ten problem w inny sposób. - Mógłbyś mi powiedzieć jak do tego doszło?
Draco usiadł na krańcu łóżka i oparł swoją głowę na jednej z dłoni cicho wzdychając.
- Jak tak pomyślę, - zaczął głęboko się zastanawiać - to nie pamiętam. Kocham Cię bardziej niż wczoraj, a jutro więcej niż dziś..
Hermiona zwątpiła w swoje życie, przejechała powoli dłonią po twarzy czując narastającą bezradność. Przez chwilę nawet rozważała możliwość skoczenia przez to okno i zakończenia tych wszystkich niekończących się problemów.
- Skup się Draco, proszę. - Powiedziała stanowczym głosem przytłaczając go wzrokiem. - Działo się coś w nocy?
- Eee - zaczął trochę zmieszany - obudziłam się w środku nocy i poczułem ból w okolicach łydek. Zobaczyłem tam twoją głowę i się wzruszyłem. Biedactwo musiało leżeć w takich niedogodnościach tymczasem ja śmiałem wylegiwać się na całym łóżku. No, więc usadziłem cię wygodnie w naszym łożu abyś nie mówił, że cię źle traktuję.
- Draco, mógłbyś streścić tą jakże ujmującą historię? - Wysyczała przez zęby poirytowana. Blondyn obrzucił ją spojrzeniem przepełnionym żalem, cmoknął cicho pod nosem, pokręcił chwile głową i zaczął mówić dalej jeszcze bardziej wyniosłym tonem niż poprzednio.
- Dobrze już, nie warcz tak na mnie! Echem, no więc po tym jak ułożyłem cię na naszym wspólnym łożu miłości i rozkoszy nieziemskiej to zacząłem cię pieścić i... .
- Draco… naprawdę nic wcześniej się nie wydarzyło? Skup się proszę…
Draco westchnął niewinnie spoglądają na nocna szafkę, która stała przy łóżku. Szybko się ożywił wyciągając palec wskazujący ku górze.
- No tak, wypiłem tą fiolkę, strasznie się źle w nocy poczułem i pomyślałem, że może to mi pomoże. I aż żyć mi się zachciało. To właśnie w tedy pomyślałem, że wydziergam ci ten sweterek na znak mojej miłości i…
Ale Hermiona już go dalej nie słuchała, kamiennym wzrokiem spojrzała na pusty flakonik znajdujący się na półce. Przełknęła głośno ślinę i powolnymi krokami zbliżyła się do fiolki zaciskając na niej długie palce. Dokładnie zaczęła śledzić ją wzrokiem, po chwili nastroszyła włosy i krzyknęła widząc małą plakietkę z drobnym druczkiem.
- Cholera… - Pisnęła wypuszczając flakonik na podłogę, tak że ten poturlał się szybko pod łóżko uderzając w końcu o ścianę. - Ee-eliksir mm-miłosny… Wypiłeś eliksir m-m-miłosny. - Zaczęła się cicho jąkać z utkwionym wzrokiem w ścianę. Szybko przykucnęła, łapiąc się momentalnie za głowę i nerwowo mierzwiąc włosy.
Raz: Cholera, cholera, cholera.
Dwa: Pomyliłaś wczoraj te flakoniki ty durna, głupia idiotko. Głupia Hermiona, głupia!
Trzy: Skocze przez okno, tak, skocze.
Cztera: Malfoy mnie kocha..
Pięć:
Ale nie zdążyła o niczym pomyśleć, bo poczuła na ustach delikatny pocałunek. Otworzyła powoli powieki, spojrzała przerażonym wzrokiem na blondyna zastygając w bezruchu. Twarz cała jej poczerwieniała.
- Nie, nie możesz mnie… całować. Rozumiesz? To nie naprawdę, ty tego nie chcesz… To ta fiolka, rozumiesz? - Szybko wywnioskowała z jego twarzy, że Draco jednak jej nie rozumie, nerwowym wzrokiem spojrzała na zegarek. Jeśli zaraz nie zejdą na śniadanie to nie zdąży nic zjeść przed zajęciami. A Hermiona już na tyle dobrze znała organizm Zabiniego, że wiedziała, iż bez śniadania to raczej długo na tych zajęciach nie przetrwa.
- Lubię cię całować. - Powiedział obojętnym tonem Draco, po czym przejechał dłonią po swoich długich jasnych włosach spoglądając smętnym wzrokiem na okno. Hermiona momentalnie wstała z podłogi gorączkowo szukając w głowie jakiegoś sensownego rozwiązania. Draco tymczasem oświadczył, że idzie pod prysznic i z miłą chęcią chciałby żeby ktoś się do niego przyłączył. Hermiona postanowiła wykorzystać chwilową nieobecność Ślizgona.
- Idę się ubrać. - Rzuciła pośpiesznie wychodząc z dormitorium chłopaka i czując, że ten dzień będzie jedną wielką katastrofą.


Co tu robić? Co tu robić? - Myślała gorączkowo, naciągając na stopę szarą skarpetkę. Może by się kogoś poradzić? Ale kogo? Draco wypił eliksir w nocy, po czym pierwszą osobę, jaką zobaczył była ona. Więc eliksir musi działać w ten sposób że kogo pierwszy ujrzy Draco ten zostanie jego miłością. I jak na nieszczęście to właśnie ona, Hermiona, musiała być tą osobą. Prychnęła pod nosem poirytowana w najwyższym stopniu. Ile taki eliksir może działać? A jak na zawsze? Co ona w tedy zrobi? Nie dość że musi uporać się z Zabinim to jeszcze Dracon zwalił jej się na głowę. To nie może się dziać naprawdę. Przejechała dłonią po ustach. Draco ją pocałował. W pewnym sensie to Blaise ale na jedno wychodzi. Poczuła wypieki na policzkach, szybko pokręciła głową wypuszczając z ust powietrze.
- Puk, puk. - Do pokoju wszedł nie kto inny jak rozpromieniony Draco Malfoy. Miał na sobie standardowo czarne, idealnie dopasowane spodnie i szary sweter z dekoltem w serek pod szyją z podciągniętymi rękawami po łokcie. Długie blond włosy związał niechlujnie w cebulkę tak że na jego bladej twarzy wyraźnie można było dostrzec rumieniec. Uszy mu lekko odstawały, Hermiona stwierdzała, że Draco momentami wygląda jak elf nocy. Tyle że o wiele za wysoki i zbyt dobrze zbudowany jak na takie stworzenie. Jednym słowem Draco Malfoy wyglądał jak zawsze: Zbyt cudownie, zbyt przystojnie, zbyt seksownie. Nawet jak na niego. Wpatrywała się tak jeszcze w niego dobrych kilka sekund, kiedy nieświadomie przechyliła się w bok przewracając się z hukiem na podłogę, nadal mając na sobie sweter od Malfoya, rozsunięty rozporek i jedną naciągniętą skarpetkę na nodze.
- Ee, wszystko w porządku? - Usłyszała Dracona, który powoli zaczął się zbliżać w jej stronę. Hermiona zwlokła się z podłogę, opierając się o materac, uniosła kciuk w górę i uśmiechnęła się z bólem na ustach.

*
Kilka minut później.

- Gotowy na śniadanko? - Zarechotał cały w skowronkach Draco kierując się razem ze swoim ukochanym w stronę Wielkiej Sali. Hermiona przed wyjściem zdążyła jedynie niechlujnie przeczesać dłonią zmierzwione włosy, dlatego nie dziwiła ją zbytnio reakcja ludzi na jej widok. Mało tego miała na sobie sweter z wielkim sercem na środku, co równie było dość kontrowersyjne.
- Uwielbiam tą twoją czuprynę Blaise. - Zarechotał Draco zanurzając swoje smukłe palce we włosach Hermiony. - Wyglądasz tak… tak niegrzecznie, wiesz?
Granger tylko bezradnie westchnęła. Co prawda obmyśliła już pewien plan, a przynajmniej miała już, jaki taki jego zarys w głowie. Według harmonogramu zajęć Zabiniego zaraz po śniadaniu mają eliksiry z Gryfonami. A dobrze się akurat składa, bo po zajęciach Hermiona postanowiła udać się do Snape po poradę. Co prawda było to ryzykowne posunięcie, ale w końcu teraz była Ślizgonem, więc Książę Naturalnego Połysku powinien potraktować ich ulgowo. Taką przynajmniej miała nadzieję. Kiedy w końcu dzieliło ich zaledwie kilka kroków od stołu Ślzigonów ubranie Hermiony już z daleka zrobiło wielką furorę. Większość uczniów zaczęła pogwizdywać, chichotać a nawet klaskać biorąc to wszystko za dobry żart ze strony Hermiony. Kilka dziewczyn z poczerwieniałymi policzkami zaczęło spoglądać niewinnie raz na Dracona raz na nią. Żałosne - skwitowała w myślach przenosząc wzrok na stół Gryfonów. Większość osób było równie podekscytowane jak reszta uczniów, ale Hermiona utkwiła wzrok w swoich przyjaciołach. Harry, który najwidoczniej zupełnie olał całe zamieszanie na Sali, wpychał wielkiego lizaka w usta rozwścieczonego Rona. Uśmiechnęła się pod nosem czując tak wielką tęsknotę, że gdyby nie nawołujący głos Malfoya to poleciała by do swoich przyjaciół i ich mocno uściskała. Odetchnęła z ulgą widząc, że przy stole nie ma Zabiniego. Ten degenerat społeczny pewnie sobie jeszcze smacznie śpi a ona musi od samego rana zmagać się z takim problemem, jakim był zakochany Malfoy.
- No idź. - Usłyszała cichy szept siedzących obok Krukonek. Jedna dziewczyna o kruczoczarnych włosach popchnęła swoją koleżankę w jej i Dracona stronę. Hermiona spojrzała na nią z zainteresowaniem, zaraz potem prześlizgnęła wzrok na stojącego obok niej Dracona.
- Eeee. - Zaczęła blondynka zatrzymując się tuż przed nimi. Wbiła zawstydzony wzrok w podłogę i wyciągnęła dłonie do przodu trzymając w nich zapakowany w różowy papier pudełko. - To, to dla Ciebie Draco. - Powiedziała tak cichutko, że Hermiona momentalnie się rozczuliła. Draco Malfoy kilka sekund stał bez ruchu nie racząc nawet spojrzeć na przestraszoną Krukonke. Przybrał swoje lodowate spojrzenie i szorstko powiedział.
- Tarasujesz mi przejście. - Dziewczyna dopiero po chwili drętwo przesunęła się w bok, tak że Draco ominął ją bez słowa zasiadając przy stole swojego domu. Hermiona wbiła wzrok w jego plecy, po chwili spojrzała na dziewczynę, po której policzkach spływały drobne łezki. Granger zmieszana poczochrała się po włosach, przeklinając Dracona za tak okropne zachowanie.
- Nie martw się. - Zaczęła trochę zażenowana kładąc dłoń na jej ramieniu. Blondynka niepewnie podniosła głowę wbijając załzawione oczy w Hermione. - Draco ma dzisiaj podły humor, nie ma się czym przejmować, naprawdę. - Gryfonka nie miała pojęcia, po co w ogóle usprawiedliwia Malfoya, możliwe, że to przez wyrzuty sumienie, po prostu żal jej się zrobiło tej biednej niczemu winnej dziewczyny. - Jak chcesz to mu to tam, hm? Bo to dla niego, prawda? - Pochyliła się nad nią i posłała jej pocieszający uśmiech. Dziewczyna jakby z niedowierzaniem wpatrywała się w Hermione.
- Naprawdę? - Zaczęła ocierając łzy z policzek. - Mógłbyś to zrobić?
- Jasne - Odparła szybko Granger nadal mając na twarzy radosny uśmiech. Krukonka podziękowała jej wręczając pudełko w dłonie i z lekkim rumieńcem pobiegła do swoich przyjaciółek. " Przynajmniej ona będzie miała dzisiaj lepszy humor" - pomyślała zrezygnowana siadając przy stole z resztą Ślizgonów.
- No proszę, proszę Zabini. - Na powitanie zapiała donośnie Pansy Parkinson wyrywając z dłoni różowe pudełeczko. - Czyżby kółeczko wzajemnej adoracji, huh? Zobaczymy, co tu ciekawego dostałeś. O karteczka! - Pansy co chwile głośno rechtając zaczęła rozwijać biały zwitek.
- Pansy, zostaw to! - Hermiona rzuciła się w jej stronę, szybko wyrywając karteczkę z jej dłoni. - To nie dla mnie jest! Tak nie wolno!
- Oj nie bądź taki, no! To tylko jakiś liścik miłosny głupiej dziewuchy, no pokaż pośmiejemy się. - Zaśmiała się cwaniacko wpychając do ust jedno z ciasteczek znajdujące się w różowym pudełeczku. - Nawet dobre.
Hermiona pokiwała na dziewczynę z niezadowoleniem, po czym chwile wpatrywała się w białą karteczkę. Szybko położyła ją przed Draconem spoglądając na niego wyczekująco.
- Co? - Warknął Draco. Hermiona przez chwile się zastanawiała czy to możliwe, aby eliksir mógł przestać działać.
- Gówno. - Nie powstrzymała się, czując coraz większą irytację. - Nie wolno tak traktować ludzi. Nie pomyślałeś o tym, że ta dziewczyna włożyła swoje uczucia w te ciasteczka? Powinieneś być wdzięczny, za to że ktoś w ogóle stara się zrobić ci przyjemność. - Hermiona była wściekła, reszta Ślizgonów zamilkła wpatrując się na nią oszołomionym wzrokiem. Nie trwało to jednak długo bo po chwili wszyscy wybuchli głośnym śmiechem, dławiąc się jedzeniem i nawzajem klepiąc się po plecach. Jedynie Draco miał posępną minę nadal wpatrując się oschłym wzrokiem w Gryfonkę.
- A ty, od kiedy stałeś się takim obrońcą czyjś uczuć? - Warknął upychając biały zwitek do kieszeni w spodniach.
Hermiona nic już więcej nie odpowiedziała, bąknęła coś niezrozumiałego pod nosem i zabrała się za smarowanie tosta. Nie powinna w ogóle zaczynać tematu. Po co ona tak daje się unieść emocją? Pokiwała przeczącą głową. Właśnie, od kiedy to ona tak bardzo przejmuje się uczuciami innych? To wszystko zaczyna ją przerastać…
- Masz. - Bąknął obrażonym tonem Draco, który przysunął w jej stronę talerz z dwiema kromkami, na których widniały imiona napisane białą śmietanką: Draco i Blaise. Pomiędzy nimi znajdowało się jabłko z wystruganym sercem. Nadzieja Hermiony, że eliksir przestał działać została rozwiana na wszystkie strony świata.


*
Blaise o dziwo nie zszedł na śniadanie z zupełnie innych powodów niż przypuszczała Hermiona. Siedział na krańcu materaca i klną głośno pod nosem starając się naciągnąć na nogi czarne rajstopy, które znalazł w półce Hermiony.
- Pytam się, czemu to do cholery jest takie skomplikowane?! - Warknął rozjuszony podskakując w miejscu tak, aby czarny materiał dobrze przyległ do ciała. Na rajstopy założył krótkie skórzane spodenki równie koloru czarnego, które wynalazł gdzieś w odległych zakamarkach szafy dziewczyny. Co do bluzki żadnej - wyzywającej nie potrafił znaleźć, dlatego musiał zadowolić się ciemnym podkoszulkiem i jeansową koszulą. Pełen podziwu co do swojego geniuszu, Blaise zaczął obracać się przed lustrem posyłając swojemu odbiciu uwodzicielskie spojrzenia.
- Cześć przystojniaku. - Zarechotał opierając jedną dłoń o biodro i przechylając głową w bok.
- Harry, pomógłbyś mi zapiąć stanik, huh? - Zaczął trzepotać zalotnie rzęsami mocno wydymając policzka i posyłając swojemu odbiciu pocałunek.
- Upadło panu pióro, profesorze Snape. - Zaśmiał się pochylając w stronę podłogi i wypinając swoje zacne cztery litery. Upiął wysoko włosy spinką i wyszedł tanecznym krokiem na pierwsze zajęcia tego dnia. Och niech tylko Hermiona go zobaczy, to się dopiero zdziwi.


I się zdziwiła. Gdy tylko Blaise Zabini raczył wejść swoim dostojnym, arystokratycznym krokiem do lochów, Hermiona wstała na baczność. Ze wzrokiem wampira łaknącego krwi rzuciła się w jego stronę łapiąc mocno za nadgarstek i odciągając kilka kroków dalej.
- Co - To - Jest? - Wysyczała przez zęby mierząc go wzrokiem od stóp do głowy.
- Tak Granger, wiem, że jesteś w szoku i prawdopodobnie ledwo, co samą siebie poznałaś, ale tak: to jednak jesteś TY. - Obrócił się wokół siebie wyginając ciało w charakterystyczny sposób. Hermiona wykrzywiła twarz z niesmakiem. - Granger, a może ty mi powiesz…, co to jest? - Wskazał palcem w jej klatkę piersiową. - O ile pamiętam to moja garderoba nie posiada takich… nawet nie wiem jak to określić.
Hermiona momentalnie poczerwieniała, odwracając głowę w bok.
- Draco mi wydziergał. - Wyszeptała urażona krzyżując dłonie na piersi.
- Co zrobił?
- A to, że wiele się stało, ale ty jak zawsze myślisz tylko o sobie, ty… ty przerośnięta imitacjo goryla. - Warknęła półszeptem wymachując energicznie swoją czarną czupryną.
- Czekaj, co masz na myśli mówiąc "wiele się stało"? - Zapytał podejrzliwie. Hermiona przełamał się więc chcąc czy nie chcąc i opowiedziała Blaise całą historię wczorajszego wieczoru. O tym, że Malfoy wrócił ledwo co żywy do Hogwartu, że zobaczyła coś ciekawego na jego przedramieniu ( tu pozwoliła sobie na ironię). Opowiedziała mu o omyłkowej pomyłce z fiolkami. Odważyła się nawet napomknąć o głębokich zalotach blondyna. W głębi miała nadzieje, że Zabini nie zauważył jej poczerwieniałej twarzy, ani tego jak serce zaczęło jej dudnić na samą myśl o pocałunkach Dracona.
Blaise Zabini mocno zmarszczył brwi kilka razy w czasie opowiadania Hermiony kiwał głową, dumając. Dopiero po tym jak dziewczyna w końcu skończyła swój monolog chłopak wybuchł śmiechem łapiąc się za brzuch.
- Nie wierze Granger. - Zarechotał dławiąc się śmiechem. - No nie mogę...
- To uwierz, bo przypominam ci, że jak ten eliksir okaże się czymś bardziej skomplikowanym to ty będziesz w przyszłości zmagał się z Malfoyem. - Do mózgu Blaise te słowa dotarł z lekkim opóźnieniem, ale najwyraźniej w końcu zrozumiał ich sens, bo po chwili przestał się śmiać robiąc śmiertelnie poważną minę.
- I coś ty najlepszego narobiła?! - Warknął oskarżycielsko pojmując powoli powagę sytuacji. Hermiona wrednie się uśmiechnęła wydymając policzka.
- Co? Już nie jest to takie zabawne?! - Parsknęła śmiechem posyłając mu szyderczy uśmieszek. Ostatnio nabrała wprawy, co do Ślizgońskiej mimiki twarzy.
- Co wy robicie?! - Tą jakże interesującą wymianę zdań przerwał Draco Malfoy łapiąc Hermiona za nadgarstek i pociągając ją w swoją stronę.
- Żałosne Granger. - Skwitował obojętnie mierząc ją wzrokiem. - W tym czy w innym ubraniu i tak zostaniesz szlamowata kujonicą.
Blaise otworzył usta i ze szczerym zdziwieniem obserwował Draco Malfoya, który nastroszył się jak stado rozwścieczonych modliszek. Granger w pierwszej chwili uśmiechnęła się widząc jak Draco broni jej osoby, dopiero później dotarło do niej to że właśnie została obrażona i to dość dobitnie. Policzka jej poczerwieniały a mina momentalnie zrzedła. Zabini wbił w nią wzrok, po czym obrzucił blondyna aroganckim spojrzeniem.
- Wiesz Malfoy, - zaczął łapiąc ja za drugi nadgarstek i zaczął ciągnąc w swoją stronę przybitą Hermione - że to niegrzeczne przeszkadzać komuś w trakcie rozmowy?
Tym sposobem Hermiona była szarpana to w stronę Dracona to w Zabiniego.
- Granger, radze nie denerwuj mnie bo humor mam dzisiaj dobry.
- Malfoy, dla twojej wiadomości twoje humory to mnie mało interesują.
- Co znudziło ci się paradowanie z Potterem i Wiewiórem to zaczynasz kręcić się przy nas?
- Zabawny jesteś, akurat przy tobie kręcić to się nie mam zamiaru, bo jeszcze obejdę jakimś Malfoyskim syfem.
Draco Malfoy naprężył każdy swój mięsień, szczęka mu zaczęła lekko podrygiwać a oczy otworzył tak szeroko, że spokojnie mógłby konkurować z Luną Lovegood. Nim się zorientowali zaczęła ich obserwować spora grupka uczniów. Hermiona szybko to wyłapała, dlatego postanowiła zainterweniować, nim bardziej pogorszą stan sytuacji, w której obecnie się znajdują. Mało tego zauważyła, że do sali kieruje się Ron z Harrym. Jeszcze tego jej brakowało by i oni nabrali jakiś podejrzeń.
- Skończcie już. - Warknęła wyrywając się z uścisków Ślizgonów. - Draco, idziemy.
Pociągnęła blondyna za sobą. Draco tylko przelotnie rzucił triumfalny uśmiech w stronę poirytowanego Blaise wyszczerzając swoje białe zębiska. Chwile później do sali wkroczył majestatycznym krokiem sam profesor Snape, wywołując na sali spory podmuch swoja legendarną peleryną.

Eliksiry mijały dość spokojnie. Hermiona była tak przybita, że nie miała ochoty udzielać się w żaden sposób na zajęciach. Siedziała opierając głowę na jednej z dłoni i zamulonym wzrokiem przyglądała się tyłom głów Harrego i Rona. Miała dość wszystkiego. Najchętniej to by wróciła do łóżka i w ogóle z niego nie wychodziła. Myśl, że musi uporać się dzisiejszego dnia z tyloma problemami sprawiała, że wszystko jej się odechciało. Westchnęła cicho. Niech to się już skończy. Niech wszystko wróci do normalności. Normalności? A jakie jej życie było wcześniej? Normalne? Na pewno nie. Pokręciła głową na boki czując dziwną pustkę w sobie. Draco od czasu do czasu posyłał jej rozbrajający uśmiech tak, że policzki czerwieniały jej natychmiastowo. W takich momentach zwyczajnie odwracała głowę w bok. " Czemu tutaj jest tak gorąco?" - Wyszeptała odpinając guzik kołnierza.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 17.08.2013 12:51


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 20.04.2013 00:31
Post #37 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Jak zwykle przyjemnie się czyta, ale niestety znalazłam mnóstwo literówek i błędów stylistycznych. Nie jest to jakiś wielki problem, wystarczy, że znajdziesz sobie kogoś do betowania wink2.gif
Z niecierpliwością czekam na kolejne części, opowiadanie jest baaaaardzo wciągające wink2.gif
Łap, na wenę -> landrynki.gif nutella.gif zelka1.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
elenai
post 01.05.2013 09:10
Post #38 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 4
Dołączył: 24.01.2013

Płeć: buka



nutella.gif nutella.gif nutella.gif Na wenę!
Super, że ciągle piszesz.
Dodatkowo, wyjaśniła się sytuacja ze swetrem . hihihi, uśmiałam się!
Chcemy więceje, wiesz?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 06.05.2013 11:08
Post #39 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Dzięki za kolejnego parta, przyjemnie się czyta, dobre dialogi:)


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 27.06.2013 18:16
Post #40 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Rozdział piąty.

Wiem że są błędy i literówki dlatego że pisze to wszystko w pośpiechu a nie mam nikogo kto mógłby porządnie to betować.

Cz 2.

- Ty z tym do mnie na poważnie Potter? - Wydusił Blaise wpatrując się w biały pomięty zwitek papieru, który trzymał w dłoniach. Harry Potter przejechał nogą po świeżej kępie trawy, poprawiając swoje okulary na nosie i zaczął coś bełkotać jak zawstydzone dziecko w przedszkolu, które zostało przyłapane na obrzucaniu innych zgniłymi jajami. Zabini Blaise zawsze należał do osób cierpliwych i wyrozumiałych, teraz jednak będąc w ciele kobiety i to na dodatek Hermiony Granger, wiedział że jego nerwy zostają wystawiane na ciężką próbę przetrwania. Mało tego utwierdził się w przekonaniu, że Gryfoni to rzeczywiście niedorozwinięte dzieciaki z chorobą umysłową. Gdyby przeprowadzić konkurs na największych ćwoków Hogwartu z pewnością dom Gryfindora dosiadł by zaszczyt pierwszego miejsca. Za nagrodę główną otrzymaliby całoroczny kupon na piwo karmelowe w Dziurawym Kotle. Zabini cicho zaśmiał się ze swojego jakże sprytnego żartu, po czym głośno zachrząkał, jeszcze krótką chwilę zawieszając rozbawiony wzrok na kartce. Po chwili jednym ruchem zmiął ją w kulkę i rzucił prosto na twarz rozkojarzonego Harrego.
- Sok dyniowy? Czekoladowe żabki w posypce cynamonowej? Kuleczki z niespodzianką w środku? O wielkim deserze dla królewny i króla wieczoru już nie wspomnę Potter, bo od samej nazwy niedobrze mi się robi. - Wymieniał Zabini nie powstrzymując się od ironicznego tonu w głosiae. - Czyś ty do reszty z kretyniał chłopie? Przypominam ci, że to ma być przyjęcia dla Malfoya rasowego Ślizgona, a nie tegoroczny bal małej syrenki. - Blaise jednym ruchem założył falujące pasma włosów za uszy, po czym ułożył dłonie na piersi i chwile milczał wpatrując się w błękit nieba. Harry Potter tymczasem wyraźnie zestresowany i zagubiony we własnych przemyśleniach mechanicznym ruchem prześlizgnął wzrok na wściekłego Rona szukając u niego jakiegoś wsparcia.
- No rzeczywiście, nie rozumiem, czemu się w to tak angażujesz Hermiono? Dla mnie to gluty golema pasują idealnie na przystawkę dla Malfoya.
- Zamknij się już Ron na Merlina, bo ci zaraz w ten pusty tłuczek przywalę. - Warknęła Ginny Weasley obrzucając swojego brata wściekłym spojrzeniem. Kilka osób, które stało razem z nimi parsknęło śmiechem kiwając głowami jak jakieś pieski samochodowe na znak adoracji i dożywotniego poparcia, ku czci Rona Weasleya.
- Czy wy nic nie rozumiecie? Malfoy uratował nam dupska, a jak mu się źle odwdzięczymy to nawet nie chce sobie wyobrażać jego zemsty. Pewna jestem jednego: najpierw poleci do Snape'a i zacznie śpiewać przed nim jak na spowiedzi... A wiecie, co nas w tedy czeka? Szlaban do końca życia, zakaz quiddicha, odwołanie balu bożonarodzeniowego... - Miny Gryfonów momentalnie zrzedły.
- Maleństwo dobrze mówi. - Potwierdził Zabini obrzucając resztę stanowczym wzrokiem. - Ja się zajmie tą listą, wieczorem wybierzemy się razem cichaczem do Hogsmeade. A wy postarajcie się o zaklęcia wyciszające, bo śmiem twierdzić, że Ślizgoni do cichych osób nienależną.
- Ma..maleństwo.? - Zdołał wydusić z siebie międzyczasie Ron.
- Potter idź powiadomić Dracona o szczegółach imprezy a i jeszcze jedno. - Zabini nałożył na twarz cwaniacki uśmiech. - Obowiązkowo skąpe stroje dziewczęta. Nóżki brzuszki i cycuszki jak najbardziej wskazane! - Zarechotał. Blaise już wcześniej pomyślał, że chociaż Gryfonki to cnotki piekła rodem to, chociaż będzie, na co popatrzeć. Mało tego alkohol zrobi swoje. Zawsze robi.
- Ee Hermiona mnie przeraża. - Szepnął Harry wbijając wzrok w plecy Zabiniego, który tymczasem sprytnie poszedł podziwiać górne uroki dziewcząt z domu lwa.
- Lepiej bym tego nie ujął brachu. - Skwitował krótko Ron klepiąc przyjaciela po plecach.


- Nienawidzę Malfoya, jak matkę kocham nienawidzę. - Zapierała sie Lavender Brown machając energicznie swoimi piersiami tak, że Zabini momentalnie prześlizgnął wzrok na dziewczynę, w ciszy dumając nad jej krągłościami. - Jest to oschły, bucowaty drań, typowy łamacz kobiecych serc. - Kontynuowała zagryzając dolną wargę. - Co innego, że jest najprzystojniejszym, najseksowniejszym facetem, jakiego me młode oczy ujrzały. I ach gdyby takiego mieć przy sobie. W co ja się do jasnej cholery ubiorę? - Dziewczyna zarechotała, marzycielsko wpatrując się w niebo.
- Tu się zgodzę Lavender, wszyscy wiedzą, jaki jest Malfoy, chodząca encyklopedia zła i sił ciemnych... Jednak gdybym takiego w łóżku miała to bym z tego łóżka prędko nie wyszła. - Pisnęła Parvati Patil rumieniąc się na policzkach.
"Bo on wyszedł by pierwszy widząc co tam kryjesz pod swoimi pantolami" - pomyślała zirytowana Ginny Weasley przewracając oczami. Czy one naprawdę są aż tak durne? Malfoy to, Malfoy tamto? Jakby cokolwiek o nim wiedziały. Wkurzało ją, że patrzyły na Dracona jedynie jak na obiekt westchnień i miłosnych wyobrażeń. Owszem Draco był zimnym draniem, mistrzem w ranieniu innych, ale przecież udało jej się go, choć trochę poznać od tej strony czułego Dracona. Czemu ona się tak zresztą denerwuje? Czy dlatego, że to właśnie któraś z nich mogłaby go mieć? Niedoczekanie.
- Dla mnie to Malfoy może, co najwyżej buty mi polakierować. - Ni z owego odezwała się wojowniczym głosem Katie Bell. - Zabini to jest dopiero facet. Wielki, sprytny, męski. Zresztą pomyślcie sobie jak dużego musi mieć... - Nie dokończyła tylko wymownie spojrzała na swoje przyjaciółki. Po chwili wszystkie wybuchły dziewiczym rechotem. Zabini Blaise, który dokładnie wsłuchiwała się w każde słowo dziewczyn zamarł ze zdumienia. A jednak nie są takie święte, na jakie wyglądają. Jakże bardzo żałował, że nie jest teraz w swoim ciele. Mógłby bezproblemowo zadowolić te młode napalone Gryfonki. Każdą po kolei. Poczuł powołanie, misje, którą zacznie wypełniać jak tylko powrócić do swojego ciała. On by im pokazał prawdziwego faceta. Może nawet pomyśli o stworzeniu " klubu rozdziewiczania przez Zabiniego" to by dopiero był sukces i kariera. Zresztą skoro są takie chętne to, może niektórym Ślizgonom poszczęści się na jutrzejszej zabawie. Uśmiechnął się szatańsko w duchu.
- Zabini też jest smacznym ciasteczkiem, zresztą ja tam bym obu chciała. A ty Herm jak myślisz? Bo chodzą plotki, że no wiesz... Ty i Zabini. Sama was kilka razy widziałam to tu to tam.
Zabini zmieszał się momentalnie, po czym utknął wzrok w przybitej Ginny. Ciało przeszył dziwny dreszcz podniecenia.
- Eee. - Zabini jak to każdy, kto znajdował sie w podbramkowej sytuacji zaczął pożyczać dialogi Harrego Pottera. - Ee to znaczy... Obaj są przystojnymi młodymi...em..chłopcami.
- No, ale Blaise to chyba przystojny jest dla ciebie szczególnie, co? - Mrugnęła do niej okiem Lavender. Czy naprawdę te dziewczyny mogły coś wyłapać? Hermiona często go przestrzegała, aby uważał, kiedy do niej podchodzi, aby starał się nie zwracać na nich uwagi podczas spotkań w bibliotece czy na korytarzu. A jednak wydawało mu się, że ci wszyscy ludzie są po prostu za durni żeby czegokolwiek się doszukać. Jak widać nie docenił spostrzegawczości tych młodych napalonych dziewcząt.
- Dajcie jej już spokój i zajmijcie się sobą. - Odezwała się podenerwowanym głosem Ginny widząc zmieszanie swojej przyjaciółki.
- Jeju, zapytałam tylko, co się tak puszysz, sama kiedyś mówiłaś, że Zabini ci się podoba.
- Chyba w innej przestrzeni kosmicznej Lavender. - Warknęła teraz już do reszty rozwścieczona Ginny i odwróciła się na pięcie kierując się w stronę Hogwartu. Zabini podrapał się po policzku, odprowadzając rudowłosą wzrokiem. To maleństwo coraz bardziej go intrygowało, ale…cóż, nie pora teraz o tym myśleć, skoro te piękne Gryfonki tak bardzo emanują namiętnością do jego osoby to on na pewno nie omieszka o tym zapomnieć kiedy wróci z powrotem do swojego ciała.


Przecudowny sweter własnoręcznie wydziergany przez Draco wywołał spore zamieszanie nie tylko wśród uczniów Hogwartu ale też nie umknęło to uwadze radzie pedagogicznej. Sam profesor Snape, mimo że nie raczył skomentować wyglądu swojego ucznia to nie oszczędził Hermionie pogardliwych spojrzeń i wścibskiego uśmieszku. Mało tego podczas dłuższej przerwy, kiedy razem z Draco wyszli na błonie, aby trochę wypocząć, po drodze napotkali profesor McGonagall, która w przeciwieństwie do profesora Snape miała coś więcej do powiedzenia.
- Echem, Zabini - Zapiszczała lekko łamiących się głosem wbijając swój surowy wzrok w parę młodzieniaszków. - W tej szkole nie pozwalamy sobie na tego typu żarty. Bynajmniej kategorycznie namawiam, aby zachować schludność i porządek. Akurat ciebie zawsze miałam za dostojnego młodzieńca Zabini, minus pięć za głupoty. - Kończąc to zdanie ruszyła sztywnym krokiem przed siebie bacznie obserwując resztę uczniów.
Tak czy siak Hermiona Granger, która na chwile obecną uwięziona była w przystojnym ciele Blaise z dnia na dzień coraz bardziej przywykała do swojego nowego oblicza. Mało tego nie czuła już nienawiść do wszystkich osób z domu węża.
- Tak myślę sobie, że można wpaść na tą imprezę do Gryfonów. W końcu to wiesz....Przyjęcie na moją cześć. - Zaczął Draco wylegując się na świeżej trawie. Słońce delikatnie rzucało swoje promienie na ich głowy sprawiając, że białe długie włosy Ślizgona połyskiwały jak złota magiczna nić.- Będę mnie czcić jak jakiegoś bożka, Zabini. Zasiądę na pisanym mi tronie, aby zasiać pierwsze zalążki zła i ciemnych mocy wśród tych naiwnych lewków. Czas Malfoyów nadchodzi i to szybciej niż wszystkim się wydaje. - Hermiona Granger słuchała swojego kompania jednym uchem gdyż w chwili obecnej miała większe zmartwienie. Mianowicie w samej osobie Blaise Zabiniego. Gryfonka siedziała napuszona tuż obok Dracona, wyglądając jak wielki niezadowolony wilkołak, który został wybrany na wyrzutka w stadzie. Nie dość, że włosy wydawały się żyć na własną rękę to i twarz Hermiony pokryła się dwudniowym zarostem. Mierzyła przenikliwym wzrokiem Blaise, od czasu do czasu prychając złośliwie pod nosem. Co też on sobie wyobraża? Kto pozwolił mu na taką radykalną zmianę jej wyglądu? I czemu ten degenerat społeczny, co chwile się śmieje? Hermiona aż bała się myśleć, o czym może rozmawiać Zabini z grupką rozweselonych Gryfonów. Na samą myśl, że Blaise doskonale się bawi zaś ona musi męczyć się z zakochanych już nie tylko w sobie, ale i na złą sprawę w niej, Draconem, zaczynało ją mdlić. Najchętniej to by poszła teraz tam do niego i poczęstowała go kilkoma klątwami. A może by tak zrobić mu na złość i przyjść na zajęcia transmutacji na golasa? Wyobraziła sobie bezcenny wyraz twarzy starej McGonagall. W niezłe kłopoty by go w tedy namotała, ale miałby za swoje. Za to, w jaki sposób potraktował jej osobę i jej ciało. Z drugiej strony nie był to w cale taki idealny plan jak wydawał się być na początku. Zbyt ryzykowny, bo jakby te wszystkie rozkochane dziewuchy ujrzały szkolnego boga seksu w stroju Adama to by przecież rzuciły się na nią jak na jakąś promocje sklepową. Jeszcze by ją zjadły, porwany albo uwiązały w jakiś lochach i torturowały. Oczywiście w sposób lubieżny i erotyczny. Co jej się w cale nie uśmiechał taki scenariusz.
- Pottera posądzę, jako podpórkę pod nogi, zaś Wiewióra i tego jego szopa mianuje swoimi niewolnikami. Kto wie, może Granger awansuje kiedyś na moją nałożnicę.
Hermiona po tych słowach jakby się ocknęła, zwróciła przymrożone oczy w stronę blondyna i zmarszczyła nos, czując jak promienie słońca niemiłosiernie drażnią jej twarz.
- Że co? Na... nałożnicę? - Wyjąkała tępym głosem bawiąc się garstką trawy i nie bardzo rozumiejąc, co Draco miał na myśli.
- Mój misiaczek pysiaczek slodziaczek jest zazdrosny? - Zagruchał Draco szczerząc do niej swoje białe zębiska. Podparł się na łokciach, po czym zdmuchnął jasne pasemko włosów z czoła. - Przecież wiesz, że nie tykam towaru z najniższej półki. Zresztą dla mnie liczysz się tylko ty... - Przybliżył swoją twarz bliżej rozkojarzonej Hermiony i bardzo delikatnie pocałował ją w usta. Gryfonka w pierwszej chwili wstrzymała oddech czując ogień, który rozpalił całe jej ciało. Ciało, które sztywniało z sekundy na sekundę domagając się więcej pieszczot. Draco Malfoy - gdyby nie to że dobrze znała jego pochodzenie i osobowość szczerze żyłaby w przekonaniu, że jest upadłym aniołem zesłanym z nieba, aby dawać kobietą rozkosze niebiańskie. Bo która normalna kobieta, która miałaby takie szczęście napotkać na drodze tego mężczyznę potrafiła by mu nie ulec? Nie poddać się zdradzieckiemu dotyku tylko po to by zaznać demonicznej rozkoszy, jaką był Draco Malfoy sam w sobie? Tyle, że Hermiona Granger nie była w tym momencie kobietą, a przynajmniej nie cielesną. Poza tym gdyby nawet nią była nigdy do niczego by nie doszło między nią a tym, wstrętnym Ślizgonem. Może utraciła swe ciało, ale nie rozum. Czując wciąż nachalne dreszcze na karku odepchnęła go krzywiąc się jakby właśnie ktoś wcisnął jej kwaśną cytrynę do ust.
- Mówiła...em. Mówiłem ci coś na temat całowania się. Na litość boską Draco.
- A ja mówiłem, że mnie to nie obchodzi. Jak mam ochotę cię pocałować to zrobię to bez wahania. Nie mam nic do ukrycia. - Hermiona przejechała powoli dłonią po twarzy mając już serdecznie dość wszystkiego. O wiele bardziej wolała złego i niemiłego Draco niż tego zakochanego. Jej myśli momentalnie zmieniły tor biegu, kiedy usłyszała za sobą cichy szelest. W panice odwróciła się i ku jej oczom ukazała się osoba, której najmniej się na tą chwilę spodziewała. Zanim zdążyła cokolwiek z siebie wydusić Draco Malfoy rozpoczął swój monolog.
- O Potter, o wilku mowa. I co się tak tam czaisz jak dziewica przed stosunkiem? Podsłuchiwanie ci się zachciało, co? Może chcesz się do nas przyłączyć? Przecież lubisz się zabawić, co Potter?
- Eee ja to w sumie... To
- Harry! - Pisnęła Hermiona zrywając się na równe nogi jakby właśnie została przyłapana przez mamę na jakimś niepoprawnym uczynku. - Długo tu stoisz?
- Ee nie, nie. Ja nic nie widziałem. Naprawdę. W cale nie widziałem jak się całowaliście! - Harry Potter zaczął wymachiwać dłońmi w powietrzu wyraźnie zmieszany i zakłopotany tym, co jego oczy przez przezroczyste szkiełka okularów ujrzały. Hermiona zamarła czując przeszywający wstyd na sobie. Harry zobaczy jak się całowała z Malfoyem, co on sobie o niej pomyśli? Znienawidzi ją do końca życia.
- Potter i co się gorączkujesz, zawsze możesz do nas dołączyć, jako nasz niewolnik. Co chciałeś, bo nie mam czasu na marnowania czasu?
Harry Potter chwile zadumał nad stwierdzeniem blondyna, po czym głośno łupiąc powietrze podszedł bliższej do dwójki zakochanych.
- Jutro to przyjęcie jest Malfoy... Wieczorem. Przyszedłem po twoje potwierdzenie.
Draco Malfoy wyszczerzył swoje białe zębiska w stronę Harry'ego chwile zastał w bezruchu mierząc zuchwałym wzrokiem Harrego od pasa w dół. Gryfon momentalnie poczerwieniał na twarzy.
- Skoro tak nalegacie, nie śmiem odmówić.
Hermiona przez ten czas czuła się jak w jakiejś inscenizacji teatralnej. Ten ktoś u góry naprawdę musi się dobrze bawić widząc jej zażenowanie i upokorzenie.
- Poza tym, - Harry zaczął mówić trochę pewniejszym tonem oddalając się kilka kroków od nich. - To jestem za równouprawnieniem. - Posłał im promienny uśmiech i wyciągnął kciuki w powietrzu. Hermiona poczuła się jakby fala zimnej wody uderzyła prosto w jej twarz.
- I to rozumiem Potter! - Zaświergotał Dracon, bezwładnie opuszczając głowę na trawę i głośno wdychając chłodny zapach powietrza.

Hermiona Granger zaraz po zajęciach zamknęła się w swoim dormitorium starając się trzymać od Draco Malfoya jak najdalej. Jak można było się spodziewać poranny incydent na błoniach nie było ostatnim wyskokiem Ślizgona. Chłopak najwyraźniej poczuł chęć podzielenia się z całym wszechświatem o swojej miłości. Na historii Draco perfidnie usiadł jej na kolanach, objął za szyje i zacząć całować każdy centymetr jej zażenowanej twarzy twierdząc, że od teraz tak właśnie będę siedzieć na wszystkich zajęciach. Na szczęście Hermionie udało się to wszystko obrócić w dobry żart i skończyło się na drobnym upomnieniu ze strony profesora, Flitwicka. Najgorsze stało się na lekcjach transmutacji. Draco w pewnym momencie wstał i stwierdził, że boli go brzuch i musi wyjść do łazienki. To też Hermiona oczywiście musiała iść z nim aby nic złego temu cennemu człowiekowi się nie przytrafiło. Jak się później okazało był to początek podstępnego planu Dracona. Gdyż zaraz po wejściu do łazienki blondyn zaczął rozbierać Hermione nakłaniając ją do lubieżnych zamiarów, dziewczyna tak strasznie była tym faktem zaszokowana, że po prostu zemdlała. Teraz w końcu po całym dniu udręki z Draconem mogła poświęcić trochę czasu dla siebie. Nie zaglądając nawet do prac domowych Hermiona rzuciła się na wielkie łóżko czując jak całe jej ciało przeszywa zmęczenie i ból. Powieki robiły się coraz cięższe tak że lada moment a sen zawłada jej umysłem.
Puk puk. - Rozległe się ciche pukanie. Hermiona otworzyła sztywno oczy chwile wpatrując się w martwy punkt na ścianie. Na litość boską niech to nie będzie Malfoy. Bo ona jego towarzystwa dłużej nie zniesie. Uderzy w ścianę, roztrzaska sobie łepetynę, ale Malfoya widoku nie wytrzyma. Lub co gorsza sama zacznie tłuc tego działającego jej na nerwy Ślizgona aby tylko przestał ja ciągle zawstydzać, dotykać, całować, a co gorsza chcieć czegoś więcej niż tylko drobne pieszczoty. Niech to się skończy, co prawda udała się na konsultację do Snape'y ale jak się okazało ten ją natychmiastowo odesłał mówiąc że jak jeszcze raz wykręcą mu taki numer to nie ręczy za siebie. To cóż innego jej pozostało jak czekanie i modlenie się o to by eliksir który wypił Draco nie był długotrwały.
Hermiona zwlekał się powolnym ruchem z łóżka i doczłapała w końcu do drzwi. Uchyliła ich rąbek i ku jej zdziwieniu nie została maślanych szarych oczu Dracona a zwykła pustkę. Może jej się zdawało? Po prostu złapała ją obsesja na punkcie Dracona i zrobiła się przewrażliwiona. Odetchnęli z ulgą zamykając drzwi i chwilę się o nie opierając. Uśmiechając się przy tym w duchu, że tego wieczoru nie będzie już więcej skazana na osobę blondyna. Długo jednak ta chwila błogiego stanu nie trwała po poczuła jak coś lub ktoś zaczyna ją szczypać to po brzuchu to po policzkach. Szybko odskoczyła na bok bacznym wzrokiem mierzący pokój.
- Kto..kto tu jest? - Wyjąkała, zaciskając dłonie na różdżce. Nagle przed jej twarzą ukazała sie wielka kępa loków, które znała od urodzenia i które poznać przyszło jej bez trudu.
- Tadaaam! - Zarechotał Zabini rzucając pelerynę niewidkę na łóżko. - Niespodzianka. Pożyczyłem od Pottera. Fajne bajery tam u siebie macie nie powiem.
Hermiona momentalnie wpadła w szał i gdyby nie zmęczenie i ogólny bezsens życia to rzuciła by się na Blaise i go jednym słowem zadusiła.
- Czego? - Warknęła poprawiając białą satynową pościel na łóżku.
- Cóż myślałem, że milej mnie powitasz. - Zaczął mówić jeszcze bardziej rozbawiony Blaise bawiąc gładząc materiał swojego swetra.
- Nieoczekiwanie twoje. - Bąknęła z powrotem kładąc się na łóżku i odwracając się do Zabiniego swoimi czterema literami. Niech wie, co ona o tym wszystkim myśli.
- Granger nie czas na twoje humory i widzi mi się. Sprawa jest wagi państwowej.
Hermiona przymknęła powieki z frustracji czując że zaraz eksploduje jak jakaś bomba i puści z dymem cały Hogwart i horror który obecnie w nim przeżywa. Odwróciła się gwałtownie w stronę Blaise i ze wzrokiem wampira mordercy psychopaty nożownika w jednym i zaczęła.
- Moje widzi mi się? Raczysz żartować, a ostrzegał cię że do żartów to humoru nie mam i mieć nie będę. Powiedz mi, co dzisiaj zrobiłeś w kwestii naszej przemiany? Nie musisz mi zresztą odpowiadać, bo dobrze wiem, że guzik zrobiłeś, chichrałeś się z Lavander i innymi wariatkami a tymczasem ja znosiłam Malfoya cały dzień. CALUTKI BOŻY DZIEŃ. Dobrze się bawiłeś? Bo wiedz, że ja nie. - Hermiona dopiero po chwili złapała pożądany oddech, po czym zerwała sie z łóżka i zaczęła targać rajstopy, które miał na sobie Zabini. - Zdejmuj to, natychmiast, już! Nie będzie tak że ty moją osobę na hańbę narażasz bawiąc się przy tym w najlepsze a ja z uszczerbkiem psychicznym zostaje.
Zabini Blaise stał w miejscu jakby został przyspawany do ziemi, błądził wzrokiem po rozwścieczonej Granger.
- Nie zachowuj się jak laska w okresie Granger. Co ja ci zrobiłem? Moja to wina że jest tak a nie inaczej? Moja? - Zabini poczuł jak gniew zaczyna go ogarnąć niczym prąd przelatujący przez żarówkę. Czemu to on ma być wszystkiemu winny? Owszem, ta cała ich przemiana sprawiała mu dobrą zabawę mało tego z trudem musiał przyznać, że towarzystwo Harrego i Rona również zaczęło mu coraz bardziej odpowiadać. Co jednak nie znaczyło że było mu lekko być kobietą. Zamiast żeby ta mała roztargniona Granger go wspierała to ta jeszcze bardziej stara się go pogrążyć w tym wszystkim.
Hermiona wbiła w niego zrozpaczona wzrok chwile trwające w milczeniu. Wargi jej lekko zadrgały wydając z siebie cichy jazgot. Usiadła na krańcu łóżka, trzymają w dłoni strzępy rajstop. Poczuła jak bezradność ogarnia każdy centymetr jej zmęczonego ciała. Złość jakby odleciała w niepamięć, a do jej oczu zaczęły cisnąć się łzy rozpaczy.
- Granger litość. Jakie to czasy nastały, że nie mogę patrzeć na samego siebie. - Zabini podszedł do niej nie bardzo wiedząc co ma tak naprawdę zrobić co też złapał za głowę Hermiony i sztywnych ruchem przyciągnął ja do piersi. - W sumie to płacz Granger płacz bo ci oznajmić coś muszę. Pierwsze primo to te twoje psiapsiułeczki rzeczywiście myślą że ty i ja coś kręcimy. - Hermiona na te słowa jakby zaszlochała głośniej. - Drugie primo to muszę cię ogolić, bo wyglądasz jakbyś się zaraz miała przemienić w wilkołaka mordercę. Trzecie primo, naucz mnie zapinać ten cały biustonosz bo Longbotton cały dzień śledzi twoje sutki jak zajączka wielkanocnego. - Hermiona wydała z ciebie krzyk oburzenia, otarła łzy z twarzy i zmierzyła szaleńczym wzrokiem Blaise od stop do głowy.
- Jak to "zaczynają coś podejrzewać"? - Zachlipała cicho.
- Też mnie to zdziwiło. Najpierw to wredne małe a później ta całe ferajna napalonych dziewic. - Hermiona spojrzała na niego pytająco próbując doszukać się sensu tej wypowiedzi.
- Nieważne, tak czy inaczej to chyba będziemy musieli miłość odgrywać Granger. Wiesz randka jakaś, kwiatek, całus w policzek, klaps w pośladek. Jak chcą to będą mieli parę roku.
- A to, to akurat po moim trupie Zabini. Już mi Malfoy wystarczy. - Powiedziała stanowczo podchodząc do lustra i jeżdżąc dłońmi po szorstkich policzkach. Jak dla Hermiony to Zabini i dobrze wyglądał z tym kilkudniowym zarostem, więc nie wie, o co ta afera. Zresztą Zabini nawet z brodą Dumbledora miałby zapewne większe powodzenie niż nie jeden.
- Granger widzę że używałaś odżywki do włosów, jak ci radziłem, ale na litość boską uczesz się. Bo te kudły za niedługo ożyją i zaczną siać postrach po Hogwarcie. - Bezkarnie zaczął klepać ją po głowie gładząc kępę włosów.
Hermiona nic nie odpowiedziała, chwile jeszcze rzuciła spojrzenie na swoje odbicie, po czym usiadła ponownie na łóżku i westchnęła smętnie. Czy już każdy dzień będzie tak wyglądał? Czy już nigdy nie wróci do swoje dormitorium, swojego łóżka, swojego miejsca? Bo przecież właśnie tam należała. Na pierwszy rzut oka widać było że ktoś taki jak ona zupełnie nie nadawał się na Ślizgona.
Kiedy Hermiona myślała nad tym, aby się pociąć na drobne kawałki i rzucić je na pożarcie hardodziobowi, Zabini tymczasem wrócił z łazienki z całą kosmetyczką przeróżnych męskich bajerów i zaczął rozcierać na twarzy Hermiony białą piankę o przyjemnym mdłym zapachu. Granger poczuła się co najmniej dziwnie widząc Blaise Zabiniego w swoim ciele który zaczyna golić starannie jej twarz. Mało tego pośpiewywał pod nosem jakąś wkurzającą piosenkę, co sprawiało, że Hermiona miała ochotę wstać i prysnąć mu w twarz tą pianką do golenia.
- Długo jeszcze? Wkurzasz mnie. - Fuknęła z niezadowoleniem.
- Nie. I się lepiej nie ruszaj, jeśli nie chcesz mieć poharataną twarz.
- Może chce mieć poharataną twarz, to twoja twarz, więc jest mi to raczej obojętne.
- Ale mi nie jest. Wiesz jak to boli Granger? Jeden, jeden zły ruch i ciach! - Delikatnie przejechał żyletka po jej szyi.
- Dobra już dobra. - Powiedziała przełykając głośno ślinę.
- Tu i tu i gotowe. - Blaise przetarł ręcznikiem jej twarz wyraźnie zachwycony efektem, który pozyskał. Hermiona niepewnie przejechała dłonią po policzkach czując idealnie gładką i przyjemna skórę. - No to mamy już z głowy golenie. Teraz ten cały wasz biustonosz.

Kilka minut później.

- Najlepiej przekręć go o w tą stronę, żebyś zapięcie widział. O właśnie tak. - Hermiona stała na baczności tuż przy Blaise, który dokładnie obserwował jej poczynania. Dziewczyna właśnie demonstrowała skomplikowane zakładanie biustonosza kobiecego. Z ledwością dopięła na brzuchu zapięcie, które wyglądało jakby za chwile miało rozerwać się na kawałki.
- A to ciekawa technika Granger, nigdy bym na to nie wpadł. - Zabini Blaise będąc pełen podziwu, co do pomysłowości kobiecego intelektu zaczął dokładnie mierzyć wzrokiem stanik, który cisną się na podbrzuszu Hermiony. - Nigdy nie miałem problemów z rozpinaniem biustonoszu, kto by pomyślał, że zapinanie go jest aż tak skomplikowane.
Hermiona skwitowała tą wypowiedź przeciągłym spojrzeniem.
- To akurat mnie nie dziwi. - Parsknęła pod nosem. Na Merlina jak ten człowiek ją irytuje! Ile taki Blaise mógł mieć kobiet? Pewnie tuziny! To samo Malfoy. Niech ich szlag! Tylko cycki im w głowie i nic innego! Bezwstydny badyl! Myśli, że biustonosze są tylko do ściągania! Po co ona w ogóle się produkuje? Przecież temu degeneratowi i tak nie da rady nic w poić do tego głupiego łba. Hermiona, uspokój się, uspokój, ten dryblas ma teraz twoje ciało… a także twoje piersi… Wzdrygnęła się na samą myśl. Czy Blaise oglądał jej..jej..jej…? Och z pewnością to robił. Poczuła jak cała gotuje się z nerwów. ZBOCZENIEC!
- Nie martw się słodziutka, możliwe, że kiedyś też dosięgniesz zaszczyt pozbywania się biustonoszu przez moją osobę. Ale to oczywiście jak już wrócimy do własnych ciał. - Zaśmiał się figlarnie puszczając do niej oczko.
- Ostrzegam cię po raz ostatni seksisto. - Fuknęła zaciskając pięści. - Nie denerwuj mnie, już samo to, że codziennie rano muszę oglądać w lustrze Twoją parszywą mordę wprawia mnie w depresję.
- Pa.. Parszywą mordę?! - Zabini podskoczył w miejscu zarzucając energicznie włosami. - Granger, jesteś aż tak zakompleksiona, że starasz się oczerniać moją idealną osobę?
- Zakompleksiona? - Hermiona zaśmiała się sucho. - To ty jesteś snobem zakochanym w sobie! I wiesz co ci powiem?! - Hermiona wojowniczym krokiem podeszła do jednej z szafek i zaczęła wywalać z niej bieliznę, tak że jedna z par majtek spadła prosto na głowę Blaise. - Te twoje aksamitne bokserki są irytujące! Kto normalny ubiera coś takiego? O-BRZY-DLI-STWO!
Zabini Blaise zamknął oczy, mechanicznym ruchem złapał za czarne bokserki które przykrywały mu głowę po czym mocno zacisnął na nich dłoń wymachując nimi przed twarzą dziewczyny.
- Wiesz ile to kosztuje?! - Warknął, głośno wypuszczając powietrze z nosa. - Cała twoja garderoba nie jest warta tej jednej pary bokserek Granger. Więc zamknij te swoje usteczka, bo sam ci je zaraz zamknę a tego nie chcesz.
Hermiona założyła dłonie na piersi i zmierzyła go spokojnym wzrokiem.
- Przypominam ci, że to ja jestem facetem i wątpię żebyś dał mi radę cokolwiek zrobić.
Zabini spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- To taka cwana się zrobiłaś Granger? - Zabini mimo wszystko popchnął ją w stronę ściany i władczo położył dłonie między jej szyją. Wbił w nią piorunujące spojrzenie, czując jak Granger coraz bardziej traci pewność siebie. W końcu psychicznie była kobietą. Znał już trochę tę Gryfonkę i wiedział, że łatwo przejąć nad nią władzę. Mało tego, on bardzo lubił przejmować stery a zawłaszcz, jeśli chodziło o tą dziewczynę. Co z tego, że jest w jego ciele? Co z tego, że jest Gryfonką? Co z tego, że to sama Hermiona Granger? To wszystko jeszcze bardziej sprawiało, że go kręciła. Miała racje, po co to dłużej ciągnąć? Święta coraz bliżej, a on w tym momencie wiedział jedno: Chciał żeby ta Gryfonka była jego. W każdym znaczeniu tego słowa. Załatwi sprawę z przyjęciem dla Malfoya i zacznie ostro brać się do roboty żeby wrócić do swojego ciała. A w tedy ta mała histeryczka dowie się jak bardzo potrafi być czarujący Blaise Zabini. W końcu nie bez powodu cała część żeńskiego Hogwartu wzdycha do jego osoby. I może to tylko chwilowe pragnienie, ale wiedział, że musi je spełnić, aby poczuć się dopieszczonym. Och i oczywiście dopilnuje żeby jego młoda koleżanka również się tak czuła. Bo kto może bardziej zmanipulować kobietą niż on? Przez głowę przemknął mu Malfoy, ale szybko odgonił od siebie te myśli. Przecież Granger nienawidzi go najbardziej na świecie więc czy ma w kimś konkurencje? Nie bał się zresztą zaryzykować. W głowie miał już tuzin scenariuszów, chciał słyszeć jak Granger jęczy pod nim domagając się więcej. Chciał słyszeć jak wzdycha jego imię dosięgając tak wielkiego spełnienia, że możliwe, iż by tego nie przeżyła. Chciał wtulić twarz w jej włosy mimo tego, że za każdym razem drażniły go niemiłosiernie. Był Ślizgonem i nawet to że do tej pory był dla Granger wyrozumiały i w miarę możliwości miły nie zmienia faktu że jego natura była zupełnie inna. Po co mu te wszystkie kobiety, które same włażą mu do łóżka?
- To może się przekonamy Granger kto tu tak naprawdę jest facetem, co? - Wyszeptał czując jak dziewczyna momentalnie kurczy się w sobie. Zanim jednak doszłoby do czegokolwiek, co by jeszcze bardziej skomplikowało ich sytuację do gry wkroczyła bardzo żywiołowa osobowość.

- Zaaaaabini Blaaaaaise sprawa wagi państwowej jest do obgadania! - Do pokoju wparowała jak gdyby nigdy nic Pansy Parkinson. Dziewczyna wbiła swój wzrok w zdębiałą Hermione Granger, która była uwięziona między ramionami Ślizgona. Nastała długa chwila przenikliwej i stresującej ciszy. Gryfonka szybko od niego odskoczyła czując jak stanik, który wciąż ma na sobie zaczyna ją mocno uwierać. Blaise zmierzył panicznie wzrokiem Pansy, która wyglądała jakby właśnie dowiedziała się że została adoptowana przez stado rozwścieczonych trollów. Hermiona przełknęła głośno ślinę starając się pozbyć ciasnego stanika.
- Co... Co wy robicie? - Wrzasnęła po chwili Pansy robiąc krok w stronę przerażonej Granger.
- My to.. W sumie...- Zaczęła Hermiona czując że to koniec wszystkiego, Pansy Parkinson na pewno zorientowała się że coś tu nie tak. Zaraz zwoła cały Hogwart i Hermiona może się pożegnać z dalszą edukacją. Ze wszystkim. A to wszystko przez Zabiniego. Jak można być tak bezmyślnym? Ona zresztą też nie jest bez winy. Mogła wywalić go za drzwi i koniec kropka. Oszczędziło by jej to nerwów i stresu jakiego obecnie przeżywa. A teraz nie zostaje im nic innego jak wyjawienie Pansy całą prawdę od początku. Zanim jednak Hermiona zdołała zebrać w głowie myśli, Ślizgonka zaczęła się wydzierać.
- Wiedziałam! - Wrzasnęła skacząc w miejscu i wyciągając palec wskazujący w stronę zdezorientowanego Blaise - To już nie romans! To miłość! Miłości! Ludzie szybko, nie wiecie, co tracicie! Lud..- Blaise z szybkością pantery pobiegł do rozjuszanej Pansy i zakrył jej usta dłonią.
-Litości Parkinson, nie wydzieraj tak tej mordy.
Hermiona, kiedy w końcu uporała się z tym nieszczęsnym biustonoszem, obrzuciła Blaise pytającym wzrokiem. Co on ma zamiar zrobić? Naprawdę chce wyjaśnić jej całą prawdę? Przecież to będzie tragedia, jeśli nie katastrofa. Nie, on nie może tego zrobić. Wszyscy tylko nie Parkinson, której długość języka konkuruje z rozmiarami anakondy.
- Prawda jest taka że… - zaczął Zabini nadal trzymając dłoń na ustach dziewczyny, - że tak, ja i Blaise się kochamy.
Hermiona Granger poczuła, że dostanie zaraz zawału. Zejdzie otóż tutaj przy nich i pogrąży się w wieczny sen. Słowa Zabiniego dudniły w jej głowie jak dzwony kościelne i wcale nie cichły.
-Co? - Zamiast śmierci natychmiastowej wydała z siebie ściszony pisk. Blaise puścił Pansy, podszedł do otępiałej Hermiony i złapał ją za dłoń.
- Tylko Pansy, błagam, niech to zostanie miedzy nami.
Pansy Parkinson mimo wszystko była zaszokowana wiadomością, z jaką przyszło jej się uporać. W końcu szkoda było takiego cudownego nabytku jakim był Blaise Zabini. Z pewnością bardziej zasługiwała na niego jedna ze Ślizgonek niż Granger. Ale jak to mówią, serce nie sługa. A Pansy jak najbardziej to rozumiała.
- Zakazana miłość. Zło i dobro, które nieodwłocznie przyciąga się do siebie jak dwa magnesy pragnące swej bliskości. - Pansy zaczęła mówić rozczulonym głosem patrząc na nich wyrozumiałym wzrokiem. - Ciemność skąpana w jasnej poświacie blasku anielskiego… czeluści mroku pragnący, choć trochę poczuć tą niebiańską biel..
- Ee no właśnie coś w tym sensie - Zarechotał Blaise czochrając Hermione po włosach. - To ja już ci nie przeszkadzam...kochanie. - Mrugnął w stronę Granger oczkiem, po czym podszedł do Pansy poklepał ją po głowie w podejrzany sposób i wyszedł wydając się być w humorze lepszym niż zazwyczaj.

- Jak niby kupimy alkohol? Przecież to oczywiste, że nam go nie sprzedadzą. - Naburmuszył się Ronald Weasley rozglądając się podejrzliwym wzrokiem na boki. Wcale mu się nie uśmiechało narażać swoje cztery litery z powodu Malfoya, mało tego nie miał ochoty wymykać się z Hogwartu o tak późnej godzinie. Najchętniej to by wrócił do łóżka, zjadł przed snem paczkę karmelowych ciastek, które przysłała mu Molly i schował w głębokim poważaniu tą całą jutrzejszą imprezę dla Malfoya. A zamiast tego musi kisić się w tym durnym schowku na miotły w raz z Harrym i Hermioną. Zresztą Harry Potter również nie wydawał się skakać z radości. Brunet wyglądał jakby właśnie ktoś przerwał mu sen zimowy, w który dopiero co zapadł.
- Ci mówiłam chyba, że plan mam niezawodny, tak? Więc przestań marudzić. Idziemy. - Blaise, który mimo swojego wcześniejszego optymizmu wydawał się być teraz także trochę rozdrażniony. Zarzucił na siebie Rona i Harrego pelerynę niewidkę, po czym ruszyli w swoją kolejną przygodę życia.

Wieczór był chłodny, niebo spochmurniało i nabrało ciemnych granatowych barw. Wiatr zdradliwie tańczył między liśćmi szarych drzew, jakby chciał je otulić do snu. Hogsmeade wydawało się być puste, niemal można by pomyśleć że to jakaś opuszczona kraina gdzie jedyne co żyje to bary i tutejsze piwiarnie. Gdzieniegdzie tliły się nikłe światła w domkach, a nieliczne latarnie blado oświetlały ścieżki wiodące do przeróżnych miejsc i budynków. Harry Potter, który nie raz wymykał się o późnych godzinach co prawda w bardziej ważniejszych sprawach niż kupno prowiantu na imprezę, poczuł dziwny spokój. Przetarł oczy, zza szkiełek okularów czując jakby coś, lub ktoś szeptał mu do ucha cicha piosenkę do snu. Głowa robiła mu się cięższa a powieki coraz to bardziej się zamykały, aby pogrążyć go w czystej ciemności. Obrazy, które zaczęły niewyraźne pojawiać się w jego podświadomości zaczęły coraz szybciej przechodzić przez jego głowę jak jakaś taśma filmowa, którą ktoś przewija to w przód to w tył. Poczuł się jak na rozpędzonej karuzeli, która zdawać się była nigdy nie zatrzymać. Widział ludzi machający mu z dołu, mieli na sobie mugolskie szaty a w dłoniach trzymali waty cukrowe, telefony, balony, kiełbaski z grilla, pudełka z popcornem, napoje ze słomkami a niektórzy nawet aparatami robili mu zdjęcia tak jakby chcieli uwiecznić tą ważną chwilę. Tylko ze Harry Potter nie wiedział, co to za chwila i co to za ludzie. Inni siadali na trawie z okularami przeciwsłonecznymi i obserwowali go jak podczas seansu kinowego. Śmiali się, rozmawiali, ale Harry nie mógł nic usłyszeć. Jakby ktoś, kto włada tym światem wcisnął przycisk mute. Znowu spojrzał w dół, w wielka przepaść, która zdawała się nie mieć dna. Poczuł jak ktoś go popycha prosto w tą ciemności, jak leci czując jedynie spokój i pustkę w głowie. Nagle poczuł jakieś szarpaniny, momentalnie otworzył oczy.
- Harry no na reszcie! Wszystko w porządku? Znowu... Miałeś te wizje? - Ron po chwili przestał szarpać swojego przyjaciela, spojrzał na niego zmartwionym wzrokiem. Harry Potter rozejrzał się dookoła. Nadal było w Hogsmeade, gdzieś na uboczu w alejce, która wydawała się być równie obskurna jak schowek na miotły. Przetarł palcami bliznę, czując bardziej mówienie niż ból, który zazwyczaj się objawiał podczas utraty przytomności.
- Co sie stało? - Wydusił z siebie starając się powoli podnieść z ziemi.
- Straciłeś przytomność, Po...Harry. - Odezwał się pospiesznie Zabini łapiąc go za ramię. - Chodźcie, kupimy szybko to, co mamy kupić i idziemy stąd jak najszybciej. Wypij to. - Rzucił w stronę Rona mały flakonik z gęstą substancją. Ron Weasley bardzo dobrze wiedział, co to jest.
- Czemu ja? I po co?
- Bo Potter wygląda jakby zaraz miał wypluć wszystkie swoje wnętrzności. Pij i chociaż raz poczuj się jak bożyszcze nastolatek. - Zakomunikował Zabini wbijając w rudowłosego przekonujący wzrok. Ron przełknąć głośno ślinę, odkręcił wierzch flakoniku i jednym łykiem wypił jego zawartość wyraźnie się przy tym krzywiąc. Po chwili kępa rudych włosów zaczęła przybierać ciemnego koloru zaś ciało wydłużyło się o kilka cali i przybrało dobrze umięśnioną posturę. Twarz uwydatniła się w zgrabnie kości policzkowe zaś oczy zwęziły nabierając ciemnym, mrocznych barw.
- Zabini Blaise? - Zasapał Harry nadal wyglądając jak jedno wielkie nieszczęście.
- Dokładnie. Z przyczyn osobistych wiem ze Ślizgoni mają tu pewne wtyki i wpływy. - Zaczął Blaise ściszonym głosem wyciągając z kieszenie drugi flakonik. - No nie krzyw się tak Weasley, tylko jego włosa zdołałam, zdobyć. - Zarechotał otwierając buteleczkę i wlewając ją sobie do ust. Chwile później kasztanowe włosy Hermiony Granger pociemniały jak węgiel, zaś loczki wyprostowały się. Twarz zrobiła się drobna a nos wąski i spiczasty.
- Parkinson? - Prychnął Ronald mierzący Blaise od stóp do głowy.
- Jakiegoś wielkiego wyboru tutaj akurat nie miałam. - Podsumował Blaise, po czym wyciągnął z torby dwie czarne peleryny. Jedną zarzucił sobie na ramiona drugą zaś podał Ronowi.
- Ty stój tu na czatach kumasz? A my się zajmiemy resztą. - Zakomunikował Blaise wręczając Harry'emu torbę i pelerynę niewidkę, po czym szarpnął Rona za rękaw i poszli w stronę knajpy pod świńskim łbem.

Knajpa pod świńskim łbem prezentowała się tak jak zazwyczaj: obskurnie. Sam zapach sprawiał, że Ron miał ochotę zwrócić swoją kolacje na posadzkę. Kilka osób grzało miejsca przy stoliku sącząc piwo lub inne trunki. Wszyscy wyglądali jak banda morderców, kryminalistów czy też podejrzanych typków z kartoteką na głowie. Jakaś kobieta, na której głowie leżał stary spiczasty kapelusz zapiała donośnie, pokazując swoje brudne i spróchniale zęby. Mężczyzna, który z nią siedział posłał jej wrogi spojrzenie. Był to jakiś chuderlawy sprzedawczyk, który powoli sączył piwo.
- Banda idiotów, bezmyślnych idiotów. Już ja im dam zamykanie mnie, grożenie Azkabanem!
- Ścisz no ten swój wokal stara jędzo! - Warknął do niej, na co ona wydawała się nic sobie z tego nie robić bo po chwili znowu jej szorstkich śmiech rozniósł się po izbie.
Na końcu sali w samotności siedział wielki mężczyzna, który spokojnie mógł konkurować z posturą Hagrida. To właśnie on zaciekawił Rona najbardziej. Twarz owego mężczyzny była surowa i brutalna, pokryta krzaczastą bujną brodą i brwiami. Ronowi udało się nawet dostrzec sporych rozmiarów bliznę pod jego okiem. Tajemniczy osobnik ubrany w gruby włochaty płaszcz, sprawiał że wyglądał jak jakiś historyczny wiking, lub pradawny łowca smoków. Wielki, barczysty i najprawdopodobniej niebezpieczny mężczyzna wydawał się jakby na kogoś wyczekiwał. Ron mógłby przysiąc, że już kiedyś widział tego człowieka! Chłopak nawet przez chwilę skupił się z nadzieją, że może w pamięciodszuka choć jedną wzmianki na temat tej osoby.
- Witaj Spencer. - Odezwał się Blaise podchodząc pod blat baru i posyłając wysokiemu i wychudzonemu barmanowi uwodzicielski uśmiech. Młodzieniaszek skończył przecierać brudną szmatą kufel, po czym zarzucił ją sobie na ramię i posłał Zabiniemu podejrzany uśmiech.
- A co panienkę Pansy i panicza Zabiniego sprowadza w nasze skromne progi? - Mężczyzna wyraźnie pobudzony na ich widok zaczął śledzić ich swoim przenikliwym wzrokiem. Ron stwierdził, że chłopak musi być młody, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że przypomina mu z twarzy Parszywka.
- To już starych znajomych odwiedzić nie można? - Powiedział przesadzonym głosem Blaise puszczając oczko w stronę barmana.
- Oczywiście, że można. - Zaczął Spencer, wycierając popękane dłonie w niegdyś zapewne biały fartuch. - Ale godzina późna a tu nocą niebezpiecznie. Nawet panienki kompan dużo tu nie zdziała, choć przyznam Zabini, że spory z ciebie chłop. Ron pokiwał tylko głową, bo i za bardzo nie wiedział, co powiedzieć, zresztą wolał się nie odzywać, bo jak widać jego przyjaciółka dawała sobie świetnie radę.
- Wszędzie jest niebezpiecznie, zresztą ja tam się nie boję. Prośbę mam do ciebie małą Spencer. - Blaise oparł się łokciami o blat, po czym nachylił głowę w stronę barmana i zaczął mówić ściszonym głosem. - Jutro szykujemy naprawdę coś dużo. Żadne impreza urodzinowa czy coś, tylko totalna, ale to totalna wariacja, wiesz, o czym mówię.
Barman wyszczerzył swoje krzywe zęby, po czym pokiwał twierdząco głową.
- No i zaopatrzenia nam trzeba mój drogi. A wiesz, tu zawsze mogę na was liczyć. Zresztą, Zabini potwierdzi. - Ron, który dotychczas błądził oczami po ludziach jakby się ocknął, spojrzał wielkimi oczami na barmana i pokiwał tępo głową.
- Tak, zawsze. - Bąknął ochrypłym głosem czując na sobie wzrok tych wszystkich podejrzanych osób.
- Wiesz, możliwe, że pogadam to z tym to z tamtym i uda mi się ciebie wkręcić. Kto wie?.. - Zaczął Zabini jeszcze bardziej ściszonym głosem - Ale nic nie obiecuje. Co to, to nie. Obietnice to złe są, człowiek w tedy marnieje. Ale spróbować mogę.
- Naprawdę? - W barmanie jakby odżyły wszystkie nadzieje, oczy mu zabłysnęły w mglistym blasku lamp. - Ja...ja zrobię wszystko, co panienka zechce. Proszę poczekać, w tym tygodniu dostawa była, nie jakieś pomyje a z wysokiej półki alkohole i trunki. Ogniska Whiskey, Biały rycerz, szampany, ja zapakuje. Tu i tak ludzi na to nie stać.
Blaise pokiwał głową z zadowoleniem, obrzucając Rona satysfakcjonującym wzrokiem. Po chwili, gdy barman Spencer wrócił z siatkami trunków i przeróżnych innych alkoholi, Blais wcisnąć mu do kieszeni w fartuchu garstka galeonów.
- Miło się robi z tobą interesy. - Zagruchał wręczając przy tym kilka torb Ronowi.
Wychodząc Ronald Weasley przerzucił wzrok na mężczyznę, który siedział przy ostatnim stoliku. Był wyraźnie zdenerwowany, za jednym zamachem opróżnił zawartość swojego kufra po czy dał znak barmanowi, aby ponownie mu polano. Kiedy zbliżali się do drzwi, te nagle się uchyliły i do pomieszczenie wbiła zakapturzona wysoka postać. Ronald opuścił nisko głowę, po czy dojrzał że wysoki mężczyzna trzyma w dłoni czarną, pozłoconą łaskę.
- Ojciec Malfoya? - Wyszeptał do siebie cicho czując narastający napięcie, źrenice mu się momentalnie rozszerzyły, przekręcił głowę szybko w bok i jedynie co mógł dostrzec to, to że Lucjusz Malfoy kieruje się w stronę mężczyzny z blizną pod okiem. Chwile później ujrzał jak coś potyka się o krzesło przy wejściu. Harry. Harry musiał zobaczyć jak Lucjusz Malfoy wchodzi do piwiarni. Teraz jest gdzieś tutaj pod peleryną niewidką i czai się gdzieś z boku. Co on ma zrobić? Jak ojciec Malfoya ich tu teraz przyłapie to wszystko się wyda i będą same kłopoty. Na dodatek Eliksir wielosokowy za chwile przestanie działać, co jeszcze bardziej pogarsza sytuacje. Nim jednak udało mu się wymyślić coś sensownego poczuł jak Blaise ciągnie go za rękaw do wyjścia.
Chwile później oboje znaleźli się w alejce, w której wcześniej się zatrzymali.
- I co teraz? Hermiono wymyśl coś!
Jako że Blaise Zabini w zupełności nie był, Hermioną Granger cicho syknął pod nosem jeszcze bardziej naciągając kaptur na głowę. Przeklęty Potter, czy on zawsze musi wtykać ten swój wścibski nos w nie swoje sprawy?



Harry Potter zrobił dokładnie tak jak przepowiedział to Ronaldo Weasley. Wpierw opierał się o murek knajpy, znudzony, senny a przede wszystkim zaniepokojony tym, co mu się kilka minut wcześniej przytrafiło. Czuł w powietrzu coś nieprzyjemnego jak się domyślał te zapachy musiały dochodzić z pomieszczenia knajpy. Stał tak, wpatrując się beznamiętnym wzrokiem w drzewo znajdujące się kilka kroków od niego. Przetarł zmęczone powieki zza szkiełek okularów. Chwile później poczuł jak nieprzyjemny chłód przeszywa jego ciało. Złapał się za ramiona, rozejrzał dookoła i dostrzegł zbliżającą się postać. W pierwszych sekundach nie potrafił rozpoznać osoby, która się zbliża, dopiero po chwili był już pewien, że jest to Lucjusz Malfoy. Co może sprowadzać ojca Malfoya o tej godzinie w takim miejscu? Harry Potter w pewnej chwili pomyślał, że to zasadzka, na niego Rona i Hermione. Złapał za różdżki przygotowany na obronę, kiedy jak Lucjusz Malfoy przeszedł obok niego obojętnie kierując się do wejścia. No tak, przecież miał na sobie peleryną niewidkę. Dłużej sie nie zastanawiając wpełzł szybko za Malfoyem do środka czując jak zżera go ciekawości. W pomieszczeniu od razu ujrzał swoich przyjaciół, kierowali się ku wyjścia to w tedy właśnie Harry potknął się o krzesło przy wejściu, aby dać im do zrozumienia, że on tu jest. Szybko odszukać wzrokiem Malfoya, po czym cichymi kroczkami zbliżył się do stolika, przy którym czekał na niego jakiś mężczyzna.
- Nie każdy mi więc czekać bo cię rozszarpię. - Warknął grubym głosem nieznany Harry'emu mężczyzna. Lucjusz Malfoy zupełnie go zignorował, po czym zaczął mówić oschłym i wysokim tonem.
- Miałem ważne sprawy, o których ty nie masz zielonego pojęcia także milcz z łaski swojej, bo mam dość wysłuchiwania hołoty.
Barczysty mężczyzna spojrzał na niego z nienawiścią, a usta, które pokryły mu sie białą piana przetarg rękawem płaszcza.
- Masz to? - Zapytał Lucjusz Malfoy. Harry cicho przełknąć ślinę czując jak każdy centymetr jego ciała przeszywa ciekawość.
Mężczyzna nic nie odpowiedział tylko poklepał się znacząco po piersi wielka dłonią.
- Dobrze, ale to nie tutaj. Chodźmy. - Wyszeptał przez zaciśnięte zęby Malfoy, po czym odwrócił się z pełną gracją i bez słowa skierował się w stronę wyjścia. Wielki Włochaty mężczyzna, dokończył palić papierosa, po czym wstał z miejsca otrzepując swój skórzany płaszcz.
- Na tyłek trolla, rozszarpię tego bubka kiedyś. - Warknął cicho.
Co takiego chciał Lucjusz Malfoy o tego wielkiego człeka? I co takiego chowa w płaszczu, że nie może tego wyjąć przy świadkach? Harry dłużej się nie zastanawiając wybiegł za nimi czując jak gorąca krew cała w nim pulsuje. Znał Malfoya i wiedział, że zapewne knuje coś złego. Bardziej zastanawiała go postać tego wielkiego potężnego mężczyzny. Harry nie tylko się go obawiał, ale czuł nawet strach przed nim.

Ulice były niemal puste, ludzie pochowali się w domach albo po prostu nie mieli ochoty pokazywać się o tej godzinie na zewnątrz. Mało tego lampy, które wcześniej, jako tako oświetlały Hogsmeade teraz powoli gasły. Harry poczuł chłód nocy na sobie, ręce mu powoli zaczynały drętwieć tak, że od czasu do czas zmuszony był nimi potrzeć. Szedł kilka kroków za Malfoyem i jego kompanem słysząc tylko głuchą ciszę i odgłosy kroków. Kiedy w końcu wędrowcy zatrzymali się, Harry stwierdził, że znajdują się tuż przy wrzeszczącej chacie.
- Wiesz, co masz zrobić? - Ledwo, co dosłyszał słowa Lucjusza Malfoya. Wielki mężczyzna zaśmiał się donośnie, naprężył swoje muskularne ciało, po czym powiedział grubym tonem głosu.

- Wiem, ale pamiętaj, co mi obiecałeś w zamian.
- Pamiętam i to dostaniesz. - Lucjusz Malfoy pogładził się po swoich lśniących białych włosach, po czym rozejrzał się podejrzliwym wzrokiem po okolicy. - Czekaj, nałożę kilka zaklęć. Nie chcemy przecież mieć nieproszonych gości.
I zniknęli. Harry już więcej nic nie usłyszał, bo i nie miał jak. Zdenerwowany, że tak naprawdę nie dowiedział się nic, co by mu, jako tako naprowadziło na sytuacje zaczął wracać w stronę knajpy. Co kombinuje ta podstępna szuja Malfoy. Co obiecał temu włochatemu facetowi w zamian za zrobienie czegoś? Właśnie, ale czego?
Te pytania dręczyły go już całą drogę do Hogwartu, kiedy to opowiedział swoim przyjaciołom, czego się dowiedział. Zasnął dopiero nad ranem, czując, że zdecydowanie szykuje się coś wielkiego.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 17.08.2013 08:29


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Katara
post 12.07.2013 20:00
Post #41 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 2
Dołączył: 12.07.2013




Twoje opowiadanie skłoniło mnie do założenia konta na tym forum. jest naprawde fantastyczne i z niecierpliwością czekam na kolejne części
biggrin.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Hagrid
post 14.08.2013 12:45
Post #42 

Historyk Forumowy


Grupa: czysta krew..
Postów: 1220
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Szczytno/Olsztyn (Apliakcja Radcowska)

Płeć: Mężczyzna



Czekamy na kontynuacje, porządek na forum trwa i spamerów ostatecznie wywalono:)


--------------------
Dobro zawsze zwycięża, bo zło niszczy się samo!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 27.09.2013 17:07
Post #43 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Zupełnie straciłam ochotę do pisania tego opowiadania. Nie tylko z powodu mojej interpunkcji i błędów stylistycznych, ale też ograniczenia. Zupełnie nie potrafię wyrazić tego, co mam w głowie w postaci słów. Kiepska ze mnie pisarka. Wydaje mi się, że każdy kolejny rozdział jest coraz bardziej nudny i ciężki. Wiem, że piszę strasznie chaotycznie a nawet niezrozumiale, ale ja chyba naprawdę inaczej nie umiem. Błędy są bo są. Co ja zrobię. Rozdział szósty wstawiam tylko ze względu na to że już go zdążyłam napisać. Możliwe, że jeszcze jeden zostanie opublikowany, bo mam go również w połowie napisany, kto wie czy go dokończę. ^^ Wyszedł jak wyszedł.

A tu kolejny rysunek z cyklu Hermiona w potrzasku, Panicz Draco vs Panicz Zabini.
http://i.imgur.com/8YPUZd7.png

Tekst musiałam podzielić bo nie chce mi wczytać wszystkiego na raz. Nie wczytuje w ogóle tekstu :c

Rozdział szósty.
Przyjęcie dla Dracona.

cz1


Nastał piękny mroźny poranek. Mimo pierwszych promieni słońca z dnia na dzień pogoda robiła się coraz bardziej chłodna. Draco przeciągnął się leniwie na swym królewskim łożu naprężając każdy ze swoich okazałych mięśni, po czym otworzył oczy wpatrując się chwilę w biel sufitu. Poczuł się nad wyraz dziwnie i nieswojo. Zrzucił z siebie czarną pościel i zwlekł się z łóżka czując lekkie zawroty w głowie. Miał wrażenie, że wczorajszy dzień był dziwną halucynacją, której nie bardzo może sobie przypomnieć. Przejechał dłonią po lekko falowanych długich włosach dumając chwile przed samym sobą. Czuł się jak po jednej z tych przesadzonych imprez, po której zostaje zawsze kac i pustka w głowie. Podszedł do wielkiego lustra tuż przy komodzie i dokładnie zilustrował swoje odbicie. Chwile zawiesił wzrok na czarnym znaku znajdującym się na przedramieniu.
- Wyglądasz bosko, więc o co ci chodzi? - Parsknął do swojego odbicia.
" Naprawdę nie wiesz? Przypomnij sobie kretynie, co nam zrobili!"
- Sam jesteś kretynem! - Warknął znowu do tej samej pustki, marszcząc swoje blade brwi.
" Przecież jestem tobą durniu"
- Chciałbyś być mną. Co najwyżej możesz być marną imigracją tego, czym jestem. - Zadumał. Wpatrzył się w odbicie swoich szarych tęczówek. Draco Malfoy wyglądał bardzo okazale będąc w samej bieliźnie. Wyglądał jakby sam Michał anioł wyrzeźbił go z najdroższego marmuru a nieziemska moc tchnęła w ten posąg życie, aby dawać kobietą rozkosze z poza tego świata i ukazywać innym mężczyzną jak bardzo są niedoskonali w porównaniu do niego. Teraz jednak ten sam Draco Malfoy czuł się fatalnie. Bo inaczej nie potrafił określić stanu, w którym się znajdował. Przejechał dłonią po śniadych ustach starając się czegokolwiek doszukać. Dopiero w tedy dostrzegł jak jego opuszki palców są lekko zaczerwieniałe i podrażnione. Opuścił głowę w dół dokładnie przyglądając się swoim dłonią. I w tej właśnie chwili poczuł jak nawał wczorajszych wspomnień przelatuje przez jego mózg z szybkością światła.
- Nie. - Szepnął wpatrzony w ziemie. - Nie mówcie mi...Że ja i ten... Że… - Każde wspomnienie zaczynało przeszywać jego dusze. Wspomnienia, które ostro kuły jak igły wbijane prosto we wnętrzności. Czuł jak stado robaczków świętojańskich rozświetla wspomnienia w jego głowie, których tak naprawdę wolałby nie pamiętać. Każde po kolei. ON DRACO MALFOY DZIERGAŁ TEMU KRETYNOWI SWETER!
- Zabije. - Krzyknął na cały regulator wychodząc pewnym krokiem ze swojego dormitorium i zaciskając mocno w dłoni różdżkę.

Hermiona wiedziała, że ten dzień będzie istną katastrofą, klęską społeczną, narodową plamą na tle historii całego Hogwartu. A to wszystko za sprawą Blaise Zabiniego. Wrednego, pyszałkowatego, bezmyślnego Ślizgona, który podstępnie ją zwodzi i znęca od kilku dni, aby pogrążyć cały jej dobytek życia w nicość. Poranek również utwierdził ją w przekonaniu, że wszystko, co się na świecie dzieje to dla jej nieszczęścia i upokorzenia. Wyglądało na to, że cały wszechświat zmówił się, aby uprzykrzyć życie Hermionie Granger. A przynajmniej wszyscy Ślizgoni. Dlatego postanowiła nie poddawać się tak łatwo. Skoro Blaise pogrywa z nią w tak okrutny sposób to i ona postanowiła nie być mu dłużną. To się jeszcze zdziwi i przekona, że z kimś takim jak ona lepiej nie zadzierać. Owszem może przez ostatni rok stała się samolubną, bezradną Hermioną, którą z łatwością można doprowadzić do łez, co nie zmienia faktu, że była nadal Hermioną Granger. Tą Hermioną Granger. Dziewczyną, którą walczyła z najciemniejszymi mocami tego świata, towarzyszką samego Harrego Pottera, chodzącą encyklopedią i rozsądkiem tej ziemi. Chociaż z tym ostatnim na pewno miała ostatnio problemy. Bo kto rozsądny godziłby się na takie życie, jakie zafundował jej Blaise Zabini? Energicznie zrzuciła z siebie atłasową pościel, wstając równo na nogi. Chcą mięć imprezę to będą ją mieli. Bojowym krokiem, mając na sobie jedynie czarne bokserki, skierowała się do łazienki czując jak każdy centymetr jej ciała wypełnia gniew. Oparła dłonie na umywalce i spojrzała twardym wzrokiem w swoje lustrzane odbicie. To nie są jej oczy, ani jej usta... Usta, które wciąż czuły na sobie Draco Malfoya. Przejechała, drżącymi palcami po wargach. Merlinie, przecież to Malfoy. Po co ona w ogóle o nim myśli? Zresztą nie całował jej, a Blaise. Gdyby wiedział, że to ona, Hermiona kryje się za ciałem tego Ślizgona już dawno zamknąłby ją w lochach i używał, jako worka treningowego. Szybko pokręciła głową na boki starając się pozbyć tych myśli. Nie, to nie pora na to by przejmować się teraz tym palantem Malfoyem. Mimo, że na samo jego wspomnienie serce waliło jej jak dzwony kościele. Teraz musi udowodnić sobie a przede wszystkim temu...temu nicponiowi Zabiniemi, że ją też na coś stać. Uśmiechnęła się demonicznie, wpatrzona w swoją twarz. W końcu jakby nie patrzeć była teraz w połowie Ślizgonem. Więc nadeszła jej kolej na nieczyste zagrania. Zacisnęła mocno pięść, wnosząc ją ku rozgniewanej twarzy. Tak, pożałujesz tego Zabini, tego jak wykorzystałeś jej dobroć i niewinność. Tego jak odseparowałeś ją od przyjaciół a wcisnąłeś w same objęcia węża. Stado wężów. Na dodatek śmiertelnie jadowitych. Jednak ona, Hermiona Granger jest niezniszczalna! I nic i nikt nie powstrzyma ją przed tym, aby upokorzyć Zabiniego. Nieświadomie zaczęła śmiać się przerażająco do siebie jak jedna z książkowych wiedźm podczas sabatu. Czarna aura zaczęła emanować z jej ciała, wyglądała jak demon gotowy do walki, któremu nikt nie śmiałyby przeszkodzić w planach. Nikt poza Pansy Parkinson, która od kilku minut opierała się o framugę drzwi, beznamiętnym wzrokiem wpatrzona w Hermione.
- I co tak cieszysz japę? - Bąknęła wyjmując z ust szczoteczkę do mycia zębów. Piana lekko otoczyła jej wargi sprawiając, że wyglądała dość komiczne, przynajmniej dla Hermiony.
- Czego chcesz? - Warknęła. Czy nikt ze Ślizgonów nie wie, że istnieje coś takiego jak pukanie do drzwi? Pomyślała pełna irytacji, nie odchodząc myślami od swych złowieszczych planów. Pansy przejechała wzrokiem po ciele Hermiony zawieszając go chwile na przyrodzeniu.
- Co, jakieś kłopoty w raju? - Zarechotała podchodząc do umywalki i uderzając Hermione łokciem by się przesunęła. - Granger daje ci popalić, co?
Hermiona obserwowana jak Pansy bez żadnego zakłopotania opłukuje twarz z piany i sięga po ręcznik wiszący obok umywalki.
- Wiesz Blaise zawsze możesz zaromansować ze mną. W końcu sam jeden wiesz jak potrafię zaopiekować się facetem. - Pansy przejechała palcem po klatce piersiowej Hermiony zatrzymując go chwile na mięśniu brzucha. Gryfonka wzdrygnęła się na samą myśl, że cokolwiek mogłoby ją łączyć w ten sposób z Parkinson. Co za niedorzeczność. Ślizgonka oblizała wargi nadal zalotnie przyglądając się niewinnej Hermionie.
- Wręcz przeciwnie Pansy, Hermiona jest cudowna. W sumie spokojnie mogę stwierdzić, że jest najpiękniejszą i najmądrzejszą kobietą na całej kuli ziemskiej. Powinnaś brać z niej przykład. - Gryfonka złapała za jej nadgarstek i powoli oddaliła dłoń od swojego ciała.
Pansy wpierw zamilkła z osłupienia dopiero po krótkiej chwili wybuchła przeraźliwym rechotem.
- Ty, ciebie naprawdę nieźle wzięło Blaise. - Mówiła dławiąc się śmiechem. - Przecież się zgrywam kretynie, wiesz że cię uwielbiam ale nic więcej, nie.
Hermiona przenikliwym wzrokiem zmierzyła ją od stóp do głowy będąc nadal mało przekonaną, co do prawdomówności Pansy.
Tą poranną wymianę zdań przerwał głośny trzask. Hermiona wyszła w pośpiechu z łazienki a tuż za nią poczłapała Pansy. Na przeciw niej stał jak gdyby nigdy nic sam Draco Malfoy. Twarz miał opuszczoną w dół. Hermiona momentalnie poczerwieniała widząc, że chłopak jest jedynie w samych bokserkach a jego ciało jest tak bardzo napięte, że uwydatnił się każdy mięsień. Ta postura nie wróżyła nic dobrego.
- Draco. Co się stało? - Wyszeptała ochrypłym głosem starając się nie patrzeć na idealne ciało chłopaka.
Draco uniósł dumnie twarz. Hermiona jeszcze nigdy nie widziała w jego oczach tak wielkiej wściekłości. Przełknęła niepewnie ślinę czując dziwny niepokój a wraz z nim nadchodzące problemy.
Blondyn bardzo wolnymi krokami podszedł bliżej Hermiony, a kiedy był już na tyle blisko ze dzielił ich zaledwie centymetry, popchnął ją gwałtownie w stronę ściany. Koniec różdżki przyłożył do jej podbródka i wybił w nią tak zimne spojrzenie, że Hermiona poczuła jak powoli zamienia się w figurkę lodową, która i tak zaraz ma się roztopić pod wpływem napierania chłopaka.
- A więc Blaise, - zaczął półszeptem. - Myślałeś, że się nie dowiem? Że do jasnej cholery nie będę niczego pamiętać? - Odezwał się szorstkich tonem nadal wpatrzony w przerażoną Gryfonkę. - Wiesz, że cię za to zabije.
- Ale ja naprawdę..
- Zamknij się, bo ubije już, teraz. Lubisz chłopców Zabini? To teraz ja się z tobą zabawie.
I cała poranna buntowniczość zeszła z niej momentalnie. Mało tego ten wredny, wstrętny Ślizgon tak bardzo ją onieśmielał, że nie bardzo mogła pojąć powagę sytuacji. Policzka jej poczerwieniały a nos zaczął tak przeraźliwym swędzieć… Co tu zrobić, co tu zrobić? Rzeczywiście Malfoy ma prawo być złym, w końcu ona i on. Oni…
- Jeszcze masz czelność się rumienić przygłupie? - Wrzasnął z niepowierzeniem.
- TO naprawdę, ja przypadkiem te fiolki…
- Przypadkiem? - Pisnął przez zęby. - Jakoś nie wydawałeś się być tym faktem pokrzywdzony. Już nie wspomnę o tych wszystkich...tych...po...poca... - Nie dokończył, prychnął ze złości czując jak sam zaczyna robić się czerwony na twarzy nie wiadomo czy to z nerwów czy z zażenowania. Nie potrafił wypowiedzieć na głos tego, że całował się Zabinim. Litości. Coś takiego nawet nie mogło mieć miejsca.
- Przepraszam ja naprawdę nie chciałem. - Hermiona opuściła głowę w dół czując desperację. - Jak chcesz wiedzieć, to naprawdę nic takiego się między nami nie zdarzyło.
- Przepraszasz? - Powtórzył oschle, marszcząc nos. - Od kiedy się taka baba z ciebie zrobiła, że co chwile tylko jęczysz i przepraszasz.
" Nie chciałbyś wiedzieć " - pomyślała cierpko, szczerze wątpiąc w dzisiejszy dzień.

Pansy Parkinson stała kilka kroków od nich zamykając dłońmi usta i niemal dygocząc z emocji. Nie bardzo słyszała, co tam między sobą szeptali, ale wyglądali naprawdę okazale. I groźnie. Mózg pracował jej na pełnych obrotach. Owszem może i obiecała, że nikomu nie powie o tym, co wczoraj widziała... No, ale chyba mogła się z tym podzielić z Millicentą i z Goyle i z Malcolmem i z całą resztą Ślizgonów. A teraz jakimś sposobem Draco musiał dowiedzieć się o tym, że Zabini kocha się z Granger! A mówiła! Mówiła żeby mu nic nie mówić! Niech ona tylko dowie się, kto dał plamę, to nie ręczny za siebie. Kto by jednak pomyślał, że Draco wpadnie aż w taki szał z tego powodu? Może on i Zabini... Może ich łączy coś więcej niż przyjaźń? Pansy Parkinson poczuła, że właśnie ogłupiała, gubiąc się we własnych sprzecznych myślach. Mimo wielkiego podniecenia, jakie ją ogarnęło postanowiła zapanować nad sytuacją. W końcu, kto jak nie ona? Podbiegła do Dracona starając się go delikatnie odciągnąć od Hermiony.
- Draco to niech ich wina, zrozum oni się kochają. - Draco ze wzrokiem psychopaty na haju mechanicznymi ruchami odwrócił głowę w jej stronę.
- Co? - Na twarzy cały czas miał przeraźliwy uśmiech diabła. Pansy widząc tą twarz zdębiała. - Ty też w to jesteś zamieszania? - Odezwał się z niedowierzaniem, po czym ponownie wbił wzrok w Hermione. - Nie żyjesz.
Granger mimo tego, że była niemal przygnieciona całkowicie ciałem Dracona tak że, z ledwością udawało jej się złapać oddech starała się myśleć racjonalnie. Draco Malfoy będąc jedynie w samych bokserskich chce ją zabić. Nie głupia wizja śmierci jakby nie patrzeć. Cóż się dziwić, że wpadł w szał po tym, co się wczoraj wydarzyło. Na pocieszenie miała już pewność, że eliksir przestał działać. Co jednak nie uśmiechał jej się taki scenariusz jak teraz. A to wszystko wina oczywiście nie kogo innego jak Zabiniego. Jeśli jakimś cudem uda jej się przeżyć dzisiejszy dzień z pewności nie przeżyje go Blaise.
- Twój… twój znak. - Wydusiła wpatrując się zrozpaczonym wzrokiem w jego ramię. Draco przez chwilę wybił się z tropu, odskoczył od Hermiony i panicznie wzrokiem rozejrzał się do około. Na litość boską mu chyba na mózg padło żeby przyjść tu w takim negliżu. Chłopak złapał za czarny szlafrok wiszących na drzwiach szafy, po czym jednym ruchem okrył nim ciało. Stał chwile w miejscu gładząc wzrokiem po lekko zdezorientowanej Pansy.
- Dobra, na czym to ja - zadumał chwile, mocno napinając mięśnie twarz.- Ah tak mam cię zabić. - Skwitował spokojnie na powrót kierując się w stronę Hermiony. Jednak zanim dziewczyna znowu znalazła się w potrzasku Pansy wskoczyła miedzy nimi odpychając Dracona w tył tak, że poleciał prosto na łóżko. Blondyn potraktował ją wściekłym spojrzeniem.
- Won Parkinson albo zamknęła cię w schowku na miotły!
- Ludzie! Szybko, pomocy! - Zaczęła wrzeszczeć na cały regulator i o dziwo niemal po kilku sekundach do pokoju wparowała gromada Ślizgonów. Hermiona zadumała jak to możliwe, że tak szybko się tu zjawili? Może stali cały czas za drzwiami i czekali na znak od swojej królowej Parkinson? Paranoja. Wyglądali jak stado wariatów, którzy uciekli prosto ze Św. Munga. Goyle miał na sobie pidżamę- kombinezon z podobiznami Snape, Millicenta trzymała w dłoni wielki wał pokryty kolcami, zaś Crabb miał wielki sznur obowiązany wokół nadgarstka. Hermiony wzrok prześliznął się na dziewczynę ubraną w delikatną beżową tunikę. Długie jasne włosy miała zawiązana w wysoki kucyk. Oj tak Astoria była naprawdę prześliczną dziewczyną. Trudno było by temu faktowi zaprzeczyć. Nawet Hermionie.
- Plan b ludzie, biały smok dowiedział się o niedźwiedziu i chochliku. Powtarzam biały smok dowiedział się o niedźwiedziu i chochliku. Pelikan opuszcza dziuple! - Pansy odskoczyła zwinnie w bok kierując się w stronę drzwi.
- Parkinson twoja schizofrenia się pogorszyła czy ja jestem w jakimś k... Disneylandzie? - Parsknął Draco obrzucając wszystkich zebranych zniesmaczonym spojrzeniem. Chwile zawiesił spojrzenie na słodkiej Astori. Hermiona parsknęła w myślach widząc to. - Wynocha mi stąd, ja i Blaise mamy PEWNĄ sprawę do załatwienia. - Zwinnie puścił oczko w kierunku Hermiony, na co ta przełknęła tylko głośno ślinę.
- Ty, Pansy czekaj no. - Bąknął zmieszany Goyle zatrzymując ją przy drzwiach. - To znaczy, że MY mamy GO...
-Tak, WY macie GO, nie psuj mi akcji jełopie. Powiedziałam chyba, że PELIKAN opuszcza dziuple! - Pisnęła, po czym ulotniła się z dormitorium cholera jedna wie gdzie. Draco Malfoy wzruszył beznamiętnie ramionami, chwile wpatrzył się w martwy punkt na ścianie, po czym westchnął sam do siebie i na powrót odwrócił głowę w stronę nieszczęsnej Hermiony nakładając na twarz demoniczny uśmiech. Hermiona pomyślała, że jest to najpiękniejszy zły uśmiech, jaki kiedykolwiek ujrzała. Co nie zmieniło faktu, że Draco naprawdę jest w istnej furii i zaraz prawdopodobnie ona, niczemu winna Gryfonka, umrze. Na dodatek w nie swoim ciele. Bajecznie.
- Ten… Ja tego nie zrobię. - Syknęła Millicenta do reszty Ślizgonów.
- Musimy, Draco nie jest sobą rozumiesz. Swoją drogą, kto by pomyślał, że będzie aż tak zazdrosny o Granger. - Mruknął Goyle poprawiając zacne okulary na nosie.
- Nie sądzę by był to jednak dobry pomysł. - Wyszeptała nieśmiało Astoria rzucając spojrzenie w stronę piekielnie złego Dracona.
- Nie mamy wyjścia. Na trzy cztery. - Oświadczył Goyle. Astoria westchnęła bezradnie do samej siebie nie bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić. Sam widok Dracona na dodatek w samym szlafroku strasznie ją onieśmielał. Na litość boską pewnie już dawno zrobiła się na twarzy czerwona jak burak. Mogła włożyć coś innego, wygląda pewnie jak idiotka. Co on sobie o niej pomyśli? Szybko przyklepała włosy, które już i tak były idealnie ułożone, po czym przejechała zgrabnie po tunice. Zanim jednak zdążyła cokolwiek uczynić można by powiedzieć, że wszystko już zostało zrobione. Draco Malfoy leżał na wznak przywiązany sznurem do poręczy łóżka.

Tymczasem w innej część Hogwartu.

Pansy Parkinson będąc nadal w negliżu stała pod portretem Grubej Damy i głośno dyszała.
- Mówię ci tłusta prukwo, że to sprawa wagi państwowej jest! - Syczała łapiąc oddech. - Wołaj mi tu Granger.
- Młoda panno grzeczniej, wypraszam sobie. - Warknęła Gruba Dama pusząc się jeszcze bardziej.
- Dobra już dobra, mogłabyś zawołać Granger? Zrobisz to? Bardzo ładnie proszę.
Gruba Sama mlasnęła pod nosem mało przekonana.
- Też mi coś. Najpierw drze mordę a teraz prosi. Widziałby, kto.
Pansy warknęła zaciskając małe pięści z nerwów i wbijając rozwścieczony wzrok w obraz.
- Długo mam czekać?! Mówię chyba, że tu chodzi o czyjeś życie!
- A idź czorcie mały. - Obrzuciła ją spojrzeniem pełnym pogardy, po czym zniknęła.

Harry Potter wstał bardzo wcześnie tego dnia. Bynajmniej nie z powodu przyjęcia dla Dracona. Coś o wiele bardziej poważnego siedziało mu teraz w głowie. Wczorajszy wypad do Hogsmeade był naprawdę niepokojący. Nie tylko z powodu tego, co udało mu się podsłuchać, ale i od tamtego momentu jego blizna od czasu do czasu pobolewała. W jego sercu pojawiło się dziwne uczucie podniecenia, którego tak dawno nie czuł. Czy znowu przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem? I czy jest w stanie dać sobie z tym radę? Przecież już nie jest TYM samym Harrym, co kiedyś... Och litości, gdzie są te ciasteczka karmelowe, co wczoraj zostawił? Czemu to wszystko musi się tak komplikować?
- Potter. - Tuż przed nim stał sztywno Zabini, mając na sobie przedziwną różową pidżamę ze staroświeckimi, gustownymi koronkami.
- Hermiono, Ty… - zilustrował dokładnie strój dziewczyny.
- A, to.- Zabini wyszczerzył zęby wyraźnie podekscytowany spostrzegawczością Harrego. Wypiął dumnie klatkę recytując wysokim głosem. - Ekskluzywna pidżama, 100 procent bawełny, ręcznie tkana, najnowszy trend tej zimy. Spójrz na tą jakaś. No dotknij i powiedz czy czułeś coś bardziej przyjemniejszego niż ten materiał?
Harry przełknął powoli ślinę i niepewnie zbliżył dłoń do blado różowego materiału. Po chwili pełen zachwytu spojrzał na dumnego Zabiniego gładząc materiał między palcami.
- To... - Wydusił otwierając szeroko oczy. - To jest cudowne! - Nie potrafił opanować swojego zaskoczenia.
- Oczywiście, dzięki temu moje ciało ma pełen komfort całodobowy. Jestem wypoczęta i pełna życia. - Zabini sam przejechał dłonią po różowym materiale cicho mrucząc
- Naprawdę 100 procent bawełny?- Dopytywał się Potter.
- Dokładnie, a nawet 101.
- Jakie miękkie...
- Co wy robicie? - Wydukał z siebie Ronald Weasley spoglądając przenikliwym wzrokiem w stronę Zabiniego i Harrego. Mając na sobie wielkie sweter z literą "R" oraz spodnie od pidżamy zbliżył się w ich stronę ze spojrzeniem pełnym wątpliwości. Zmierzył Zabiniego od stóp do głowy następnie prześlizgnął wzrok na Harrego a raczej na jego dłoń znajdującą się w okolicach brzucha Blaise.
- Zachwycamy się moją superaśną pidżamą, chodź też to poczuj.
- Dokładnie Ron, dotknij. 100 procent bawełny. Bez ściemy.
Ron spojrzał na nich zszokowanym i jeszcze trochę śpiącym wzrokiem, po czym zaczął kręcić głową, aby wyrazić swoją dezaprobatę.
- Wyglądasz jak jakaś hrabina. - Parsknął - Jak można w tym chodzić?
- I dlatego Weasley wyglądasz jak wyglądasz - prychnął Blais.
- Że co? Że niby jak wyglądam?- Ron przybrał buraczkowego koloru spoglądając wyzywająco w stronę pidżamowej księżniczki.
- Spójrz w lustro i sam sobie odpowiedz durniu. - Skwitowała Ginny pojawiające się ni stąd ni z owąd. - Mi się tam całkiem podoba.
- No widzisz, twoja siostra zna się na rzeczy.
Ron poczerwieniał na twarzy, bąknął coś pod nosem i zaczął otwierać paczkę ciągutek.
- A czy ja też mógłbym....dotknąć? - Wyjąkała Neville czając się z boku.
- Jasne Longbottom, nie żałuje sobie. - Zabini wyszczerzył zębiska czując się jak młody syn samego Boga. Neville już wyciągał dłoń w stronę cudownej pidżamy Zabiniego, już dzieliły go zaledwie milimetry od niesamowitego materiału aż nagle rozległ się gruby kobiecy głos i… .
- Panna Granger proszona tutaj.
I przepadło. Neville stał chwilę z zawieszoną dłonią w powietrzu czując największy zawód, jaki udało mu się przeżyć.
Zabini wraz z Harrym, Ronem i Ginny zbliżył się do wejścia, po czym, uchylił drzwi. Do pokoju wparowała z prędkością torpedy Pansy Parkinson.
- Problem Granger, problem! Malfoy dowiedział się o Tobie i Blaise. Teraz w akcie szału i poczuciu zdrady chce zabić biednego Blaise. Szybko, każda chwila się liczy.
- Że....że co? - Wydusił Ron czując, że zaraz oszaleje. - Ty, ty...i ten...głąb Zabini?! Herm nie mów mi....
- Głąb? - Zabini zakrztusił się mierząc wściekłym wzrokiem Rona. - Że niby, kto jest głąbem?
- Oj chodźmy - Warknęła Ginny, po czym wyruszyli.


*

Draco Malfoy leżał na wznak przywiązany sznurem do poręczy łóżka. Jego poziom irytacji już dawno przekroczył limit normalnego człowieka. Znowu... Znowu został unicestwiony. Tym razem przez własnych przyjaciół. Przyjaciół? Prychnął w myślach na samo to słowo. Co za zdrada z ich strony?! Zabini Blaise, wyczerpałeś już swój limit. Jesteś martwy. Wszyscy są!

- Co wy robicie? - Wydzierała się Hermiona starając się wyrwać z objęć Goyle i Millicenty. - Oszaleliście? Zostawcie go!
- Wiemy, wiemy, nie martw się nic Zabini. Skoro jesteś z Granger my to zaakceptujemy. - Goyle mrugnął do niego zawadiacko oczkiem.
- Że co? - Hermiona zupełnie nie potrafiła zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Czy wszyscy nagle oszaleli? Czy może to z nią jest coś nie tak? - Nie, nie, wy nie wiecie, o co chodzi. Rozwiążcie go.
- Zabije was, padliny, gnidy, ja rozkazuje w tym momencie mnie rozwiązać. Jak to jesteś z Granger? Od kiedy? - Krzyczał Draco szarpiąc się na łóżku.
Hermiona znowu poczerwieniała. Co ona ma zrobić? Czemu takie sytuacje zawsze muszą jej się przytrafiać?
- Nie, to nie tak. Wy wszyscy.... Proszę możecie nas zostawić samych?
- Żebyście się pozbijali? - Warknął Goyle. " Jak już co to Draco by zabijał mnie" pomyślała ponuro Hermiona. Teraz to ona już na pewno jest martwa. Musi jakoś rozwiązać Dracona. Tak. Musi to zrobić. A kiedy tylko zostaną sami wszystko mu powie. To, że nie jest tak naprawdę Zabninim, tylko Hermioną. I że to nie jej wina była. To ona jest tu najbardziej poszkodowana i to ona powinna zabijać. To Malfoy skradł jej pierwszy pocałunek i to jeszcze w ciele Blaise. Może to nie były fizycznie jej usta, ale psychicznie odczuwa to bardzo konkretnie. Czemu wszystko musi być takie denerwujące?
- Patrzcie Snape z McGonagall w bieliźnie! - Hermiona krzyknęła wskazując głową w okno. Wszyscy jak na zawołanie podbiegli do szyby przepychając się nawzajem jak stado psów czekających na kawałek steku. Hermiona korzystając z wolności podbiegła do Dracona starając się jak najszybciej uwolnić jego dłonie.
- Nie zbliżaj się ci radzę. - Mruknął szorstko.
- Draco... Proszę, to nie tak. Ta fiolka... To nieporozumienie.
- Nieporozumienie? Ty jesteś nieporozumieniem. - Warknął przez zęby.
- Przepraszam. Wiem że możesz się czuć teraz dziwnie, ale to był tylko efekt eliksiru.
- DZIWNIE?
- Oszust! - Krzyknęła Millicenta, po czym zaczęła biec z resztą w ich stronę.
Nim jednak Hermiona została ponownie unicestwiona do pokoju wparowała gwardia Gryfonów na czele z Parkinson. W jednym momencie Goyle chciał złapać Hermiona za ramię, ta jednak odskoczyła lekko w bok co efektem było stracenia równowagi. Jednym ruchem spadła prosto na Dracona a ściślej mówiąc na jego usta. Cały pokój zamarł. Pansy i kilka osób zatkało sobie usta dłońmi wydając jedynie głuchy jęk. Zabini poczuł jak coś silnego przeszywa całe jego ciało skryte pod różową koronkowa pidżamą. Ginny otworzyła tak szeroko usta, że mogłaby zmieścić w nich kule ziemską. Zaś Ron ostatkiem sił powstrzymywał się od zwrócenia karmelek.
Hermiona jak i Draco bez ruchu wpatrywali się zaszokowanym wzrokiem w siebie nadal złączenia pocałunkiem. Co... Co sie właśnie dzieje? Jak to... Ona... I ... Co.... Hermiona już dłużej nie myślała, po prostu straciła przytomność uderzając sztywno głową w Dracona.

10 minut później.

- Zadowolony jesteś? - Warknął Zabini i wpatrując się zimnym wzrokiem w nieporuszonego Dracona, który stał sztywno kilka kroków od łóżka z założonymi dłońmi na piersi.
- Granger powiedz ty mi, po co żeś tu przyszła z tą całą drużyną porażek życiowych? - Zaczął zaczepnie nadal wpatrzony w nieprzytomną twarz Hermiony.
- Przyszłam, bo jak mnie słuchy doszły chciałeś zabić mojego CHŁOPAKA! - Zabini był wściekły. Jak mogło do tego dość? Jaki prawem on i Granger.... Na samą myśl gotowało się w nim. Mało tego, dlaczego Draco Malfoy ma na swoim obnażonym ciele jego szlafrok? Nadal przed oczami miał obraz pocałunku, jakiego przed chwilą miał okazję ujrzeć.
Ron tymczasem na słowo chłopak zakrztusił się śliną.
Draco prychnął wybuchając suchym śmiechem.
- Chłopaka? Granger litości.
- Co, zazdrościsz nam Malfoy?
- Zazdrościć czegoś? Wybujałej wyobraźni Granger ?
- Po prostu zaakceptuj fakt, że ja i Zabini jesteśmy ze sobą.
- Wykluczone. A teraz gdybyś była taka miła to wracaj do swojej zapchlonej jaskini, bo jak się możesz domyśleć nie jesteś tu mile widziana.
- Odmawiam. - Zaprzeczył Zabini zaciskając mocno wargi. - Zostaje dopóki mój chłopak nie odzyska przytomności! Przypomnę Ci, że to przez ciebie znajduje się w takim stanie!
- Przeze mnie? No tak to ja siebie przywiązałem do łóżka a później to ja zmusiłem Zabiniego żeby mnie obślinił.
- Dokładnie, dobrze, że jesteś świadomy swojej zbrodni.


Reszta stała z boku wsłuchując się w kłótnie. Wyglądali jak podczas seansu kinowego zupełnie pochłonięci sceną kulminacyjną rozgrywanej akcji.
- Zabini to ma powodzenie. - Westchnęła Pansy ściszając swój wokal.
- Ale, że oni tak na serio razem. Nie spodziewałem się tego po Hermi. - Zadumał Harry wpatrując się w rozwścieczonych Ślizgonów.
- Ja wiedziałam. - Odezwała się Ginny. - Już od dawna, sama mi powiedziała.
- I nie raczyłaś nas o tym poinformować? - Warknął Ron. Ginny wzruszyła jedynie ramionami.
- Draco jest słodki jak jest zazdrosny. - Zaśmiała się Millicenta.
- Kto by pomyślał, że Zabini tyle dla niego znaczy. Jakie to melodramatyczne. - Otarł łzy wzruszenia Goyle.
- Ja tam czułam, że Draco coś "ten teges" do Zabiniego, wczoraj kleił się do niego cały dzień. - Skwitowała Mill.
- Tak było. - Potwierdziła Pansy. - Ale Dracuś... Nie, nie, nie. Nie zaakceptuję tego nigdy.
Astoria pokiwała twierdząco głową czując wielki ból w klatce piersiowej.
- Hermiona i ten.... - Ron wykrzywił twarz.
- Myślicie, że to coś poważnego? Wiecie Zabini ostatnio taki jakoś zamyślony chodzi. Nigdy taki nie był.- Odezwał się Crabbe.
- Hermiona też ostatnio dziwnie się zachowywała.
Wszyscy wydali z siebie ciche westchnienie.

- A wy, co? Nie macie, co robić? - Warknął Draco spoglądając na grupę widzów, która momentalnie drgnęła w miejscu. - Wynocha i to już.
- Ale Draco to wbijasz do nas później? - Zagadał swobodnie Harry kierując się w stronę drzwi.
- Och wiesz nie musisz, ale Zabini na pewno przyjdzie, w końcu jestem jego DZIEWCZYNĄ, więc chce ze mną spędzać teraz jak najwięcej czasu. - Wtrącił niby od tak sobie Blaise obrzucając Dracona triumfalnym wzrokiem.
Draco Malfoy z miłą chęcią nie poszedłby na to durne przyjęcie. Jednak widok Granger z miną królowej Hogwartu doprowadzała go do szału. Jakim prawem to czupiradło przywłaszcza sobie Zabiniego? To był jego przyjaciel, miał do niego większe prawa niż Granger. Owszem może i był na niego wściekłly o ten eliksir... Co nie zmienia faktu, że Zabini należał bardziej do niego niż do jakiegokolwiek Gryfona. A w szczególności do Hermiony Granger.
- W końcu to moje przyjęcie, więc chyba oczywiste, że przyjdę. - Skwitował oschle, posyłając w stronę Zabiniego zaczepne spojrzenie.
- Jak tam chcesz. - Blais starał się z całych sił by to stwierdzenie zabrzmiało obojętnie. Z nieznanych mu przyczyn miał ochotę potraktować Malfoya kilkoma przezwiskami.
Ginny Weasley stała z boku mając spory mętlik w głowie. Najpierw dowiaduje się, że Hermiona i Blaise raczą obwieścić całemu światu, że są parą, co groziło gorszą katastrofą niż gdyby Snape okazał się być kobietą. Później widzi jak Zabini i Malfoy.... Nie potrafiła zaakceptowaćc tego zdarzenia. Nie chciała nawet myśleć o tym, co zobaczyła. Zmierzyła wzrokiem nadąsanego Malfoya. Kłócił się z Hermioną znowu o jakieś bzdury. Czemu mu tak zależy? Czyżby rzeczywiście jego i Zabiniego łączyły jakieś specjalne relacje? Pokręciła bezradnie głowa.
- My idziemy. - Skwitowała krótko.
- Dobry pomysł, my też się będziemy zbierać - Zakomunikowała nieciekawym głosem Pansy wiedząc, w jakich chwilach jest się najlepiej ulotnić. W końcu była w tych sprawach ekspertem. Draco rzucił w jej kierunku spojrzenie w stylu: później się z wami policzę, po czym gromada Gryfonów i Ślizgonów w końcu zniknęła z dormitorium Zabiniego.
- Granger, chyba powiedziałem żebyś się stąd ewakuowała.
- Malfoy, chyba powiedziałam, że zostaje, aby upewnić się, że z moim mężczyzną wszystko w porządku. - Draco prychnął z jawną kpiną. Może i Zabini rzeczywiście coś kręcił z Granger, ale na pewno robił to tylko po to by się zabawić, w końcu znał go dobrze, wiedział że Blaise lubi ryzyko, a Hermiona Granger była tym ryzykiem niezaprzeczalnie wielkim. Czy oni mogli ze sobą sypiać? Draco na samą tą myśl pokręcił panicznie głową.
- Skoro to konieczne. - Syknął. Blaise Zabini przysiadł na łóżku obok nieprzytomnej Hermiony i zaczął teatralne głaskać ją po głowie szepcąc oczywiście na tyle głośno by Draco go słyszał.
- Moje biedactwo. - Zaczął z czułością. - Cóż ten potwór ci zrobił.
Draco posłał mu spojrzenie pełne furii. Tak, znowu wyszło na to, że on jest wszystkiemu winny. Niedoczekanie. Blondyn mechanicznym krokiem zbliżył się do Zabiniego i jednym ruchem odepchnęła dłoń od głowy Hermiony miotającym piorunami w jego stronę.
- Malfoy, twój pocałunek jest aż tak zabójczy, że ludzie po nim mdleją? - Zaśmiał się gorzko Blais rzucając mu jeszcze bardziej wzywające spojrzenie. Teraz będąc z perspektywy Granger rozumiał ciągłą irytację do osoby Malfoya.
- Co Granger, chcesz się przekonać? - Powiedział niskim tonem zaciskając szczękę tak mocno, że mięśnie żuchwy zaczęły mu lekko podrygiwać.
- Wole nie ryzykować.

Hermiona czuła jakby znajdowała się w jakimś ciemnym pustym tunelu. Do jej uszu dochodziły jedynie odległe odgłosy, które nie mogła wyraźnie dosłyszeć. Jak echo, które odbijało się o wszelkie możliwe materie gubiąc w tym jakikolwiek sens. Delikatnie otworzyła powieki czując niewytłumaczalny wstyd na sobie. Co sie stało? Czemu ona leży? Przed sobą dostrzegła Dracona i Blaise.
- Kochanie! - Zaświergotał Zabini rzucając się jej na szyję. Hermiona wykrzywiła usta posyłając mu zdezorientowane spojrzenie. Co on znowu wymyślił? - Dobrze się czujesz? Boli cię coś?
- Szyja. - Warknęła uwalniając się z jego uścisku. Powoli zaczęła sobie przypominać całą dzisiejszą historię. To jak Draco chciał ją zabić, jak rozszalałe stado Ślizgonów przywiązało go do łóżka, i to jak ona i on… . Po raz kolejny tego poranka jej twarz oblała się falą wstydu.
- Długo masz zamiar tak leżeć? - Odezwał się Dracon mierząc ją przeszywającym spojrzeniem. Jakże chciała uniknąć tego wzroku. Jak na zawołanie zwlekał się z łóżka stojąc teraz tuż przed blondynem.
- Słuchaj Malf... Draco. - Zaczęła starając się ułożyć w głowie jakąś sensowną wypowiedź. - To naprawdę nie było celowe.
- Mówisz o eliksirze miłosnym, zatajonym niby związku z Granger czy dzisiejszym obślinieniu moich ust? - Na te słowa poczuła się jeszcze bardziej osłabiona.
- O wszystkim. - Wyszeptała przelotnie rzucając mordercze spojrzenie w stronę Blaise. - A ty czego tu szukasz? - Warknęła. Miała ochotę rzucić się na niego i go zwyczajnie udusić. Że jeszcze ma czelność w ogóle pokazywać się jej na oczy.
- Martwiłam się o swojego chłopaka, to chyba normalne. - Odpowiedział z naciskiem posyłając jej dwuznaczne spojrzenie w stronę Dracona. Hermiona nie miała nawet ochoty doszukiwać się w tym jakiegokolwiek znaczenia.
- Oszalałaś? - Warknęła traktując go wściekłym spojrzeniem. - Co to ma być? - Wskazała głowa na różową pidżamę? - Znowu paradujesz po Hogwarcie w czymś takim?
Draco Malfoy stał jak słup i z miną tak dziwną, że aż nie do opisania słuchał tej przerażającej wymianie zdań.
- Co ci się w niej nie podoba? - Warknął Blais. No tak tylko Granger mogłaby się czepiać czegoś takiego jak pidżamy. Mogłaby, chociaż okazać, choć trochę solidarności i być dla niego bardziej czuła w obecności Malfoya. W tym tępię cały plan weźmie w dupę.
- Odpowiedz sobie sam* na to pytanie.
- Nieważne, nieważne. - Zaczął interweniować Blais uśmiechając się pobłażliwie. - Zostawię was. Widzimy się wieczorkiem, kochanie. - Blais wychodząc puścił do niej znaczące oczko. Ten gest jeszcze bardziej ją zdenerwował. " Kochanie?" "widzimy się wieczorkiem?" Czy on już kompletnie postradał zmysły? Jak po tym wszystkim miałaby przekonać Dracona żeby szedł z nią na to całe przyjęcie? Przekonanie na wybaczenie jej czynów równało się z niemożliwym.
- Też idę. Jeśli tu dużej zostanę to albo oszaleje albo cię zabije. - Mówiąc to brzmiał naprawdę prawdziwie, co też Hermiona pokiwała tylko tępo głową.
Opadła znowu na łóżko chcąc zapomnieć o istnieniu tych wszystkich problemów.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 24.10.2013 17:52


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 27.09.2013 17:10
Post #44 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



cz2

Wieczór.

Hermiona stała przed lustrem ciskając w swoje odbicie piorunami. Jakże nienawidziła tej twarzy. Miała już serdecznie dość siebie w roli Zabiniego. Wiedziała, że Blais nie jest winny ich przemiany. Nie czuła do niego żalu z tego powodu, bardziej martwił ją fakt jak to wszystko zdążyło się w tak krótkim czasie skomplikować. Ile to już dni spędziła w roli Ślizgona? Tydzień? Dwa? Miesiąc? Zacisnęła pieści pełna irytacji. Nim jednak zdołała wyładować swoją agresję rozległo się pukanie.
- Proszę - Rzuciła beznamiętnie spodziewając się wrzeszczącej Pansy bądź marudzącego Goyle. Jakże się zdziwiła, kiedy w odbiciu lustra dostrzegła za sobą Dracona. Stał za nią spoglądając w odbicie jej twarzy. Wyglądał zwyczajnie. Miał na sobie czarną zwykłą koszulę i szare spodnie. Mimo tej zwyczajności dla Hermiony wydawał się być jeszcze bardziej niesamowity niż zazwyczaj.
- Ty i Granger. - zaczął prosto z mostu. Nadal stali w tej samej pozycji, co poprzednio, tyle, że teraz wzrok Dracona prześliznął się gdzieś w bok. - Naprawdę jesteście razem? - Hermiona miała wrażenie, że wymówienie tych wszystkich słów sprawiało mu niesamowity trud. Chłopak powrócił spojrzeniem, do jej oczu wyraźnie lekko zażenowany.
- A to - Hermiona uciekła od tego spojrzenia kierując się w stronę szafy, z której wyjęła brązowy sweter. Nadal miała przed oczami Dracona przywiązanego do łóżka i przyklejone swoje usta do jego ust. Starała się jednak o tym więcej nie myśleć. Ileż można się przecież tak rumienić dziennie? - Nasze relacje, nie są takie jak wszyscy uważają. Przyjaźnimy się.
Draco powstrzymał się od wyśmiania jej w twarz. Zamiast tego postanowił ciągnąć temat dalej.
- Przyjaźnicie? - uniósł brwi robiąc zaskoczoną minę. - Czyli że spotykacie się ze sobą, spędzanie wspólnie czas....pieprzycie?
Hermiona zakrztusiła się śliną, otwierając szeroko oczy i automatycznie chcąc krzyknąć " jestem dziewica palancie!". Na szczęście w porę się powstrzymała. Czyli wychodzi na to, że Blaise Zabini właśnie to zazwyczaj robił ze swoimi przyjaciółkami? Pieprzy je?
- Co? - Wydukała nadal pełna sprzecznych myśli. - Skądże! Oczywiście, że nie robimy takich… rzeczy.
- To, co robicie? - Naciskał Draco rozbawiony reakcjami swojego przyjaciela.
- My... My w sumie to, - co oni robią prócz wyzwania sie, krzyczenia i besztania? Przecież nie mogła powiedzieć tego Draconowi, bo by wyszło wszystko na jaw. - Chodzimy na spacery, rozmawiamy.
- Tego się można było spodziewać po Granger. - Zaczął szczerząc do niej swoje białe ząbki i wyglądając jak dziwnego rodzaju drapieżnik. - Zero przyjemności z tej waszej przyjaźni. - Stwierdził opierając łokcie o materac.
Hermiona wzburzyła się rzucając mu gniewne spojrzenie. A więc Draco Malfoy też uważa, że przyjaciele są tylko do...pieprzenia? Czy ci faceci już do reszty pogubili swoje rozumy i myślą tylko jednym organem?
- Nie rozumiem, dlaczego jej tak nienawidzisz. - Zaczęła zaczepie. Oczywiście że wiedziała, dlaczego jej nienawidzi, jest szlamą. W oczach Draco zawsze nią będzie i chociaż ten fakt jakoś nigdy wcześniej jej nie krzywdził teraz poczuła nieznany wyrzut, co do jego osoby.
- Nie nienawidzę. - Stwierdził krótko nadal tym samym, obojętnym głosem.
- Jak to nie?
- To znaczy... - Zaczął marszcząc brwi i chwile układając słowa w swojej głowie. - Tak, kiedyś jak byłem dzieciakiem to na pewno. Wiesz to całe wpajanie prarodzinne " tęp szlamy" nieźle namotało mi w głowie. Ale głównie dokuczałem jej, kiedy miałem zły humor.
- Żeby się wyżyć? - Drążyła temat. W końcu mogła się dowiedzieć, dlaczego Draco Malfoy przez całe życie znęcał się nad jej niewinną osobą. Przecież nie była jedyną jak to zwykł określać "szlamą" w Hogwarcie.
- Skądże, żeby sobie go poprawić. - Hermiona uniosła brwi w geście pytania. Blondyn, więc kontynuował dalej.
- Kiedyś uważałem, że to nawet śmieszne, bo łatwo ją sprowokować, " Malfoy spadają, Malfoy jeszcze jedno słowo a potraktuje cię klątwą, Malfoy ty wstrętny okropny trollu " - zaczął naśladować jej głos, na co Hermiona nie potrafiła się nie roześmiać. Robił to naprawdę w sposób przekomiczny. - Robiła się w tedy czerwona na twarzy a ta jej szopa na głowie nastraszała się jeszcze bardziej. Wyglądała zabawnie.
- I tylko, dlatego to robiłeś? - Zapytała z niedowierzaniem.
- Pomijając fakt, że jest szlamą i zadaje się z gwardią Pottera? - Uniósł do góry prawą brew jak zwykł to robić według spostrzeżeń Hermiony, po czym uśmiechnął się w sposób niezwykle przyjacielski - To Tak. Chyba tak.
Zagadka Cierpienia Hermiony Granger została rozwiązana, Draco Malfoy poniżał ją, dokuczała, doprowadzał do płaczu tylko, dlatego żeby poprawić sobie humor jej śmiesznym wyglądem.
- Teraz jej nie dokuczasz bo....?
- Może mi się znudziła, a może po prostu wyrosłem z tego. Wiesz mało mam czasu żeby przejmować się teraz kimś takim jak Granger. Dzisiaj będę miał wiele okazji nadrobić te wszystkie lata nie dokuczania jej, zadowolony? Poza tym jeszcze ci nie wybaczyłem tego eliksiru.
- Ona...ona... - Zaczęła Hermiona zaciskając dłonie na stoliku. - Nie chowa do ciebie urazy i można by powiedzieć, że nawet ci trochę lubi ma swój sposób. - Sama nie wiedziała, po co mu to mówi. Poczuła nagłą potrzebę zakomunikowania mu, że w cale nie uważa go za wroga numer jeden jak to kiedyś było.
- Powiedziała ci to? - Zapytał z lekkim zaskoczeniem.
- No tak... - Zaimprowizowała. - Czasem rozmawiamy o tobie.
- Wasze życie erotyczne naprawdę musi mieć się kiepsko skoro wasze rozmowy schodzą na mój temat. - Parsknął wstając z łóżka i wkładając dłonie do kieszeń w spodniach.
- Nie, to nie tak, chce po prostu żebyś to wiedział, bo... - Bo co Hermiono? Czemu chcesz żeby Malfoy wiedział, że nie uważasz go już za wstrętnego ohydnego trolla? - Bo teraz się z nią przyjaźnie, nie chce żeby było między wami niepotrzebnych.....sporów. - Sporów? Sporów? Sporów! Ty idiotko.
- Aha. - Mruknął wpatrując się tępym wzrokiem w jej zawstydzoną twarz. - Tak czy siak lepiej sie zbierajmy jak znam życiu Pansy i reszta nic nie wartych nicponi już rozkręcili tą całą imprezę.
- Oni już tam są?!
- Nie znasz ich, kiedy wyczują libacje alkoholową pierwsi są na miejscu. Chociaż... Znając Gryfrajerów pewnie z tym alkoholem będzie u nich ciężko. - Stała jeszcze chwile w miejscu mając zupełnie mętlik w głowie. A więc tak to jest być przyjacielem Dracona. I tak wygląda normalny przebieg rozmowy z nim. Co prawda, może nie aż tak normalny, ale wedle rozumowania Hermiony znośny. Uśmiechnęła się, po chwili wybiegając za nim z dormitorium. - Czekaj na mnie! Pójdziemy razem!


Impreza.

- Harry ale ty nie wiesz, nie wiesz że to właśnie Salazar Slytherin pierwszy wyrwał Growene. - Tłumaczyła Pansy Parkinson będąc jednym słowem już lekko wystawioną. Harry słuchał ją z jawnym przejęciem popijając Ognistą Whiskey i od czasu do czasu wpychając sobie do ust ciasteczko.
- A później zostawiła go dla Goldryka. - Skwitowała Ginny Weasley znajdując się także w stanie początkowego z alkoholizowania.
- No jasne, wiesz czemu Ginny Weasley? Wiesz?! - Snuła dalej Pansy gestykulując energicznie swoimi kościstymi dłońmi. - Bo miał większego, o!
- No coś ty, serio? - Nie powstrzymał zdziwienia Harry czując jak w połowie gardła stanęło mu konsumowane ciasteczko.
- A co, myślałeś że była z nim dla dużych oczu? Growena puszczała się z wszystkim, taka była prawda. Historia chce to zatuszować zwalając całą winę na Salazara. Jaki to on zły był, jak to syczała językiem, bla bla. Guzik prawda! Prawda jest taka, że Growena dawała na prawo i lewo, a jak Salazar jej się znudził to go zostawiła. - Pansy niemal krzyczała starając się złapać porządny oddech.
- Dokładnie, jako że nasz Salazar był może i mrocznym, ale za to uczuciowym mężczyzną załamał się po odejściu Groweny i zaczął tępić hołotę co by nie było. - Wtrąciła się Dafne polewając całemu towarzystwu po pełnym kieliszku.
- Widzisz Harry - Pansy zrobiła poważna minę. - Salazar i Goldryk byli przyjaciółmi, a poróżniła ich jakaś nimfomanka. Wężousty bóg seksu załamał się, stracił swą ukochaną a także najlepszego zwierzchnika.
- A ta czwarta, jak jej tam było? - Zamyśliła się Ginny, po czym za jednym zamachem wypiła cały kieliszek z alkoholem, marszcząc przy tym swój mały zadziorny nosek.
- Helga. - Dokończyła Pansy będąc obytą w całej historii Hogwartu. - Helga to inna historia. Nienawidziła Groweny. Wiesz, dlaczego Harry Potterze? A dlatego że Helga od zawsze podkochiwała się w naszym Salazar. Ale on nie był nią zainteresowany. Sam wiesz, kto by był zainteresowany kimś, kto należy do Hufflepuffu? - Zarechotała chwilę dławiąc się zawartością kieliszka, który właśnie opróżniała. - Po tym jak Growena zostawiła Salazara, Helga nie mogła patrzeć na jego cierpienie. Obwiniała ją za jego odejście.
- Jakie to tragiczne.- Zadumał, Ron mając mętny pijany wzrok.
- Owszem Ronaldzie Weasley. - Potwierdziła Pansy kiwając głową. - I dlatego właśnie Salazar Slytherin był największym czarodziejem. Pogrążony w cierpieniu i rozpaczy posiadł największą a także najmroczniejszą moc, jakiej świat nie widział.
- Przez Growene?
- Przez Growene. Istnieje legenda o medalionie Salazara. Podobno jest złoty jak blask słońca a wąż, który się na nim znajduje lśni bielą księżyca. Ten kto posiądzie medalion Slytherinu dosięgnie zaszczytu posiadania niewyobrażalnie wielkiej mocy. Tylko potomek Slytherinu potrafi otworzyć medalion. - Po tej wypowiedzi nastała chwila wymownej ciszy.
- Oczywiście to bujda, bo od stuleci nikt takiego medalionu nie widział. - Zaśmiała się nerwowo Dafne starając się rozluźnić napiętą atmosferę.
- Harry ja myślę, że to ty jesteś tym potomkiem, w końcu nawijasz po wężowemu. - Zabełkotał Ron.
- Coś Ty Ron. - Zmieszał się brunet wlepiając oczy w dno pustego kieliszka. - Już nawet zapomniałem tego całego języka wężów.
- Potter tego się nie zapomina, weź no coś zasycz.- Nalegała Pansy wlepiając w niego swoje wielki oczy.
- Czy ja wiem. - Zaczął niepewnie Harry, ale widząc maślane spojrzenie Pansy szybko się zdecydował. - No dobra. Znam jedną piosenkę. Nie to że coś, ale jest całkiem przyjemna. W sumie to kołysanka, ale jeden pieron, jak to szło… - zamknął na chwilę oczy szepcąc coś cicho po nosem. - Hasssa haas hasssa haas, hees nos uss as has as as. - Pansy klasnęła w dłonie wlepiając świecące oczy w Harrego. Jakże w tedy jej zaimponował.
- Potter ty naprawdę powinieneś dostać się do Slytherinu. I co to znaczy?
- Wężyku mały wężyku mały, zamknij swe słodkie oczka boś śpiący jest cały. - Wydymał usta Harry posyłając całemu towarzystwu rozbrajający uśmiech.
- O stary, miaaazga. Nie myślałeś żeby wiesz, założyć jakąś kapelę? - Odezwała się Dafe po raz kolejny polewając porcję alkoholu do pustych kieliszków.
- Kapelę?
- No wiesz zespół, na bank zrobiłbyś karierę. Nikt jeszcze nie śpiewał po wężowemu. - Stwierdziła Pansy nadal pełna podziwu. - Nazwalibyście się... Syk Pottera!
- Albo Zwinny Języczek Pottera. - Zarechotała Dafne.- Jej ale to zbereźnie brzmi.
- Nie jakoś tak, nie czuje się być dobrym w śpiewaniu. - Zarumienił się Harry. Towarzystwo Ślizgonek naprawdę mu odpowiadało mało tego dobrze się z nimi dogadywał. Bezwątpienia poczuł sympatię do tych rozgadanych dziewczyn. Wcześniej mimo tego, że się nie wypowiadał znacząco, co do pomysłu przyjęcia z domem węża czuł pewne obawy. Teraz był jednak pewny, co do wspaniałości tego pomysłu. Poza tym udało mu się zapomnieć o wczorajszym wypadzie do Hogsmade, już i tak miał dość ciągłego główkowania nad ojcem Malfoya i tym dziwnym typem, który z nim był.
- Parkinson znowu snujesz te brednie na temat Slytherinu i Groweny? - Przekręcił oczami Draco zjawiając się jak duch.
- Dracuś mój kochany się ukazał. - Zarechotała wręczanie mu w dłonie drinka. - Jakie znowu bzdury, sam wiesz że to prawda wszystko jest. Zabini weź no potwierdź.
Hermiona wzruszyła bezradnie ramionami będąc w poważnym szoku.
Kiedy weszli do Pokoju Wspólnego Gryfonów impreza naprawdę trwała w dobre. Mimo tego, że Draco chwile marudził nad hasłem do wierzy Gryfindoru. " Kretyni mogliby, chociaż je zmienić na czas tego przyjęcia" zirytowała się Hermiona, to atmosfera wydawała się być całkiem w porządku. Prześliznęła wzrok na tony butelek z alkoholem. " Skąd ten imbecyl tyle tego wziął?" Pomyślała szukając wzrokiem Zabiniego. Gdzie go znowu mogło wywiać? Miał panować nad całym przyjęciem a tymczasem wszystko biegnie według własnego toru. Najbardziej jednak dziwił ją sam fakt, że Gryfoni świetnie dogadywali się ze Ślizgonami. Wchodząc tu spodziewała się prędzej kłótni i wrzasków niż czegoś takiego. Poza tym sam widok Harrego i Rona sprawił, że zrobiło jej się ciepło w jej ciężkim obolałym sercu. Przez chwilę miała ochotę ich przytulić, ale widząc jak świetnie się bawią nie śmiała im przeszkadzać.
- Malfoy to prawda jest. - Ożywił się Harry stając w obronie Pansy.
- Potter, po ilości alkoholu, który w siebie wlałeś myliłbym Parkinson ze słupem radioaktywnym.
- Growena się puściła z Goldrykiem, i taka jest prawda nie próbuj zmydlić mi oczu Draco. Dlatego tak się nienawidzimy, znaczy nasze domy.
- Trafne spostrzeżenie Potter. - Zironizował blondyn upijając łyk swojego drinka i obserwując właśnie tą nienawiść miedzy Ślizgonami a Gryfonami. - Widzę Pansy, że nie marnujesz czasu. - Uśmiechnął się wrednie w jej stronę. Dziewczyna lekko poczerwieniała posyłając mu spojrzenie " nie wiem, o czym mówisz"
- Siadaj. - Sunęła się na kanapie - Mam zamiar cię dzisiaj spić i wykorzystać. - Wyszczerzyła do niego zęby.
- Niekoniecznie trzeba mnie spić żeby to zrobić. - Malfoy wbił swoje dominujące i jakże pewne siebie spojrzenie w zapatrzoną w niego od dłużej chwili Ginny. Chwilę tak na siebie spoglądali do czasu aż rudowłosa wstała pod pretekstem toalety i ulotniła się gdzieś najdalej od Dracona. Rozbawiony jej zachowaniem zaczął śledzić oczami resztę zebranych. Neville wraz z Millicentą i Lavender Brown grali w jakąś dziwną, nieznaną a przede wszystkim zbyt mugolską dla Dracona grę. Na ten widok tylko pokręcił głową obserwując jak noga Mill znajduje się niebezpiecznie między kroczem czerwonego Nevilla. Obok nich znajdowała się grupka kilku Gryfonów na przeciwko siedzących Ślizgonów gdzie trwał trudniej wymyślony przez samego sędzinę Crabbe. Grupki wystrojonych dziewczyn stało z boku w drinkami i rechotało, co chwilę zahaczając wzrokiem o swą nową zdobycz. Gdzieś pod stołem dostrzegł znaną mu otyłą postać, która leżała bez ruchu. Nie odrywając od nie wzroku zapytał się Pansy.
- To Goyle?
- Taa. - Dziewczyna machnęła ręka wyraźnie rozbawiona. - Tak strasznie się stresował przyjściem tutaj, że wcześniej wlał w siebie całą Ognistą na raz. Nie dziwię się, że tak skończył.
Draco w końcu doszukał wzrokiem Hermionę. Wydawała się kogoś szukać. "Pewnie Granger" - Wydedukował blondyn. Bo jak sam zauważył to właśnie jej w całym towarzystwie brakowało. Może stwierdziła, że to zbyt upokarzające pić razem ze Ślizgonami i zamknęła się w swoim dormitorium? Draco na tą myśl prychnął pod nosem.

Gdzie ten kretyn się podziewa? - Płakała w duszy Hermiona wracając na powrót do Dracona, nadal wodząc wzrokiem po całym towarzystwie. W głowie jak zawsze ukazywały jej się najgorsze scenariusze. A jak ten degenerat schlał się i poszedł sprzedawać jej niewinne ciało jakiemuś napaleńcu? Zawyła w duszy. Nie, nie to niemożliwe, przecież Zabini jakby nie patrzeć to ciągle facet, może nie w sposób fizyczny, ale facet. Facet? Właśnie facet, facet, który jest uzależnionym od kobiet nimfomanem. A jak znalazł jakąś kobietę chętną do lesbijskich igraszek? Poczuła jak zimny pot oblewa jej czoło.
- Napij się lepiej. Twoja królewna zaraz się pewnie zjawi w końcu to Ganger, nie przepuści czegoś takiego. - W ironiczny sposób zaakcentował słowo " królewna: ", wręczając Hermionie w spoconą dłoń drinka jakby czytał w jej myślach. Dziewczyna za jednym zamachem opróżniła jego zawartość, na co Malfoy tylko uśmiechnął się pod nosem.
- Wyczuwam kłopoty. - Mruknęła Hermiona pijąc już trzeciego drinka i mając ochotę popełnienia, na kimś mordu z przyczyn jej niewiadomych.
- Ona jest piękna - westchnęła ni z tego Dafne spoglądając w stronę schodów do dormitorium dziewcząt. Harry Potter pokiwała tępo swoją rozmierzwioną czupryną.
- Czyż nie? - Cicho szepnął sam do siebie wpatrując się w Pansy Parkinson, która o dziwo właśnie wylała na siebie połowę zawartości swego kieliszka. Dziewczyna wykrzywiła usta spoglądając na swoją przemoczoną sukienkę.
- Cholera by to. - Warknęła. Harry Potter nie potrafił się nie uśmiechnąć. Podszedł do Pansy wręczając jej niebieską chusteczkę.
- Dzięki Potter. - Mruknęła z wdzięcznością, przykładając materiał do mokrego miejsca. - Wyglądam jak fleja.
- Wyglądasz ślicznie - Harry Potter sam nie wiedział, czemu to mówi. Może, dlatego że procenty zaczynały w znacznym stopniu działać i robił się zbyć zuchwały, a może...

- Jest i Granger. - Zakomunikował Dracon zastygając ze szklanką przy ustach i wodząc wzrokiem po Hermione Granger. Czupryna, którą zazwyczaj miała na głowie jakby zmalała zmieniając się w delikatne przyjemne fale. Długie, zgrabne nogi miała okryte do kolan jasną obcisłą sukienką z niewielkim dekoltem. I chociaż Draco Malfoy spokojnie mógł stwierdzić, że znajdujące się obecnie dziewczyny miały na sobie bardziej wymyślne i skąpe stroje, to właśnie Hermiona Granger zachwycała najbardziej. Nie tylko z powodu swoich długich zjawiskowych nóg, których Draco nie był świadomy wcześniej. Wyglądała jak jedna z tych bogatych dam na wydaniu. Pełna klasy, wdzięku i wyrafinowania.
Szkoda, że odmienne zdanie miała na ten temat sama Hermiona. Obraz, jaki stanął przed jej oczami sprawił, że zakrztusiła się alkoholem, który właśnie spożywała i wypluła jego zawartość w pierwszą lepszą osobę, która przed nią stała. Jak się później okazało była to Hannah Abott.
- Co jest? Zabini to ty! Wszędzie cię szukałam! - Słodki głos dziewczyny rozległ się po sali, a ona sama rzuciła się na biedną, bladą Hermionę.
- Ha-Hannah?. - Hermiona czuła jakby właśnie została zmieszana z cementem i trocinami. Co do cholery jasnej ONA tu robi?! Draco widząc minę swojego przyjaciela wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
- Blais tęskniłeś za mną? Powiedz, że tak. - Dziewczyna obwiązała dłońmi szyję Hermiony bawiąc się przy tym jej włosami. - Od kiedy masz takie włosy? Serio Zabini do twarzy Ci z tymi loczkami.
- E… Hannah wybacz, ale jestem teraz trochę zajęty i… - Ale Hermiona nie zdołała dokończyć, bo poczuła znajomy skurcz w żołądku, jaki już kiedyś doświadczyła. Dłoń Hanny powędrowała ku dołowi, niebezpiecznie drażniąc wrażliwe miejsce. Hermiona zatkała usta dłońmi by nie wydać z siebie krzyku. Dreszcze zaczęły przechodzić jej w okolicach podbrzusza i już była ku temu by paść jak kłoda i umrzeć śmiercią tragiczną, kiedy dłoń Hanny nagle zniknęła.
- Co ty robisz? - Usłyszała zimny głos Dracona. Przekrwionymi oczami dostrzegła, że blondyn trzymał Puchonkę mocno za nadgarstek.
- Draco, co ty. Ja i Zabini jesteśmy…
- Po pierwsze nie ma czegoś takiego jak TY i Zabini, więc przestań mnie irytować, bo już mnie to nie śmieszy. - Głos Draco brzmiał tak jak kiedyś, nie był już przyjazny i sympatyczny. Hermiona była pewna, że gdyby ten głos posiadał siłę fizyczną to połowa uczniów Hogwartu poszłaby teraz gryźć - piach. Po drugie to przyjęcie dla Ślizgonów i Gryfonów, więc wypierdalaj póki jestem dobry.
Hannah stała chwilę w miejscu wpatrzona w zimny wzrok blondyna. Po chwili z oczu zaczęły napływać jej łzy. Ruszyła się z miejsca znikając gdzieś jak najdalej tego miejsca.
- Dzięki… - Szepnęła upokorzona Hermiona nadal czując wibrację w spodniach. Przeklęty Zabini, czy ten idiota reaguje na wszystko, co może wykorzystać? Chociaż w tym przypadku to raczej ona zostałaby wykorzystana. Zdecydowanie.
Wzrok Dracona nadal był bez emocji, zimny i spokojny.
- A ty, co? - Warknął w końcu nie powstrzymując się od agresywnego tonu w głosie. - Nie masz języka? Stoisz jak ten cieć i dajesz się napastować jakiejś kretynce.
- Przepraszam. - Hermiona opuściła głowę czując się jeszcze bardziej upokorzoną niż chwilę temu. Miał rację, wiedziała o tym. Tyle, że ona jest dziewczyną. I to na dodatek bezradną, ulegającą i bezmyślną dziewczyną, która nie potrafi radzić sobie w takich sytuacjach jak te.
- I jeszcze mnie przepraszasz… - Draco uspokoił się w końcu, głośno wzdychając i przez dłuższą chwile milcząc. - Granger rzeczywiście musiała zakochać się w tobie. - Stwierdził po kilku minutach zgrabnie zmieniając temat Hanny.
- Zdziwiłbyś się. - Powiedziała niemal szeptem bardziej do siebie niż do Draco. Zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie wbiły jej się niemal pod skórę. Zmrużyła powieki jeszcze wilgotnym wzrokiem wpatrując się w postać Zabiniego. Dlaczego? Dlaczego on się dobrze bawi, śmieje się z ludźmi, opowiada żarty a ona musi tak cierpieć? Dlaczego ból upokorzenia przeszywa jej klatkę piersiową tak mocno, że ma ochotę zawyć żałośnie i zakończyć tą całą farsę? Dlaczego ona ma się na to godzić? Na coś, co ją niszczy jeszcze bardziej niż jej niegdyś nudna, szara codzienność, jaką doświadczała. Dzieje się za wiele, zbyt wiele i ona, zwykła, skromna Hermiona Granger nie jest w stanie dłużej tego znosić.
- Wybacz Draco, muszę coś załatwić. - Powiedziała chłodno nadal wpatrzona w jeden punkt. Zanim Draco zdążył cokolwiek powiedzieć Hermiona żołnierskim krokiem pomaszerowała w stronę swojego wroga.
- Musimy… - zaczęła widząc jak dziewczyny, które stały przy Blaise mierzą ją zaciekawionym wzrokiem - porozmawiać. - Wydukała przez zaciśnięte zęby łapiąc go za nadgarstek i ciągnąć w jakiś ustronne miejsce.
- To boli wariatko. - Warknął Zabini uwalniając się z jej uścisku. Znajdowali się pod schodami gdzie, mimo iż słyszeli odgłosy imprezy można było spokojnie porozmawiać.
- Masz dziesięć sekund żeby wrócić do swojego dormitorium i się przebrać. - Zakomunikowała starając się kontrolować swój ton głosu. Zabini uniósł wymowie brwi posyłając jej wredny uśmiech.
- Bo co? - Odpowiedział zaczerpnie. - Co ci znowu nie pasuje Granger? Coś zrobiła z moimi włosami.
Hermiona nie dowierzała własnym uszom. Co jej nie pasuje? Że jeszcze ma czelność się pytać! Otóż wszystko jej tu nie pasuje, to że jest nią, to że jest ta durna impreza, a przede wszystkim to co Blaise śmiał włożyć na jej ciało. Jakim prawem robi coś takiego?
- Bo cię zabije. - Głos Hermiony był zimny i opanowany, wyciągnęła jednym zdecydowanym ruchem różdżkę i wymierzyła nią w Zabiniego. - Co ty sobie myślisz? - Kontynuowała z wyrzutem czując lekkie skutki wypicia wcześniejszych drinków. - Ta sukienka, włosy.... To nie jestem ja rozumiesz? Ja tak się nie ubieram. Nigdy.
- Granger chcesz mi powiedzieć, że masz do mnie pretensje tylko, dlatego że sprawiłem, iż wyglądasz pięknie? - Zapytał z niedowierzaniem kładąc dłonie na biodrach.- Ty jesteś nienormalna? Co jest w tym złego?
- Wszystko. - Odpowiedziała mechaniczne mierząc go wzrokiem. - Może nie chce wyglądać pięknie.
- Przestań. - Ton Zabiniego również zrobił się ostry i poważny. - Przestań zachowywać się jak wielce nieszczęśliwa, skromna dziewczyna, która jedynie, czego pragnie w życiu to biblioteki we własnym pokoju
- Co wy tym złego że taka jestem? - Warknęła. - Nie każda dziewczyna myśli tylko o tym, co włożyć na siebie by spodobać się innym. Czy ty w ogóle wiesz, co ja przeżywam? Codziennie jestem upokarzana, już nie jestem wstanie zmieścić tej ilości wstydu, która z każdym dniem się powiększa! - Hermiona z ledwością powstrzymywała łzy, które cisnęły się do jej oczu.
- A myślisz, że mi jest łatwo? Że się tym nie przejmuje?- Mówił twardym głosem nie spuszczając z niej przeszywającego wzroku. - Też się martwię, codziennie myślę, co mogę zrobić by ci było łatwiej w tym zasranym Sytherinie, którego przecież tak bardzo nienawidzisz. - Nie dało nie wyczuć się ironii w tym zdaniu. - Wiem Granger, że gardzisz nami i NIKT się nie równa z twoimi wspaniałymi Gryfonami, ale uwierz mi, że mi też nie jest łatwo tu siedzieć. Może cię zaskoczę, ale też mam przyjaciół i też mi ich brakuje.
Hermiona opuściła powoli różdżkę ocierając łzy końcem rękawa. Czuła się żałośnie, znowu. Czy jest aż taka samolubna? Jak mogła myśleć tylko o sobie… przecież Zabini też w tym siedzi tak samo jak ona. Fala wstydu pokryła jej twarz.
- Przepraszam. - Szepnęła. - Nie myślałam.. że tobie też może być ciężko. Ja… - Poczuła jak dłoń Blaise dotyka jej czerwonego policzka
- Hermiono, obiecuję ci że wrócimy do swoich ciał. - Powiedział już spokojniejszym głosem. - Ale dzisiaj jesteś królewną tego wieczoru. Czy w sukience od Armaniego czy w zwykłych dżinsach, jesteś piękna, zrozum to w końcu dziewczyno, bo zaraz dostaniesz baty na goły tyłek. - Hermiona poczuła jak z serca spada jej twardy głaz, który od kilku godzin wadził jej w klatce piersiowej. Pokiwała niepewnie głową postanawiając mu zaufać. W końcu teraz mieli tylko siebie. Może rzeczywiście zrobiła aferę z niczego, wyładowując całą złość na Blaise. To tylko sukienka, co z tego że zbyt obcisła, zbyt krótka i zbyt wyzywająca. Zagryzła dolną wargę starając się przestać wszystkim martwić. Bo nic od tygodnia nie robiła prócz zaprzątania sobie głowy problemami.
- To twój tyłek. - Mruknęła.
- Ale za to jaki! - Wyszczerzył zęby.
- Ja w cale nie uważam, że Ślizgoni są wstrętni. - Wyszeptała nadal czując wstyd.- Masz… masz naprawdę wspaniałych przyjaciół.
- Wiem Granger, wiem. - Uśmiechnął się łapiąc ją za ramie. Prawdę mówiąc chciał ją sprowokować tymi słowami. Wiedział, że Hermiona jest za dobrą i niewinną osobą żeby być wstanie kogoś znienawidzić. - Skoro już wszystko sobie wytłumaczyliśmy chodź się zabawić. W końcu mamy grać parę.
- Nie musimy tego robić. - Zaczęła obojętnie.- Rozmawiałam dzisiaj z Draconem i mu wytłumaczyłam, że się jedynie przyjaźnimy.
- Że co zrobiłaś? - Zaskoczony wywalił na nią oczy. Od kiedy to Granger nazywa Malfoya - Draconem i jak to możliwe, że zdążyła mu już cokolwiek wytłumaczyć skoro jeszcze tego samego ranka blondyn chciał ją zabić? Zabini poczuł w gardle gula dziwnej substancji. Całe popołudnie zastanawiał się nad tym, czemu to Malfoy zrobił się nagle takim wielkim przyjacielem Granger. Może on wie? Szybko jednak zaprzeczył temu stwierdzeniu. Gdyby wiedział już dawno by ich zabił. Sam jej kazał trzymać się blisko Dracona, jednak w tej chwili nie był już taki pewien tej rad.

Godzinę później.

- Harry czy… - zagadała w końcu Hermiona łapiąc okazję, - czy u ciebie wszystko w porządku? Jak się czujesz? Ron jak sobie radzi? Odrabiacie prace domowe? Hermiona wam dokucza?
Harry Potter, który z wielkim trudem utrzymał się na nogach, zachwiał się spoglądając zamglonym wzrokiem w stronę podnieconej Hermiony. Przechylił głowę w bok trwając chwilę w bezruchu.
- Mówiłeś coś hassa has?? - Wybełkotał macając po stoliku dłonią w celu znalezienia drinka i dziwnie niepokojąco sycząc. Hermiona otworzyła usta, ale widząc, w jakim stanie znajduje się jej przyjaciel postanowiła nie męczyć go dalej.
- Nieważne. - Uśmiechnęła się nie odrywając od niego wzroku. - Dbaj o siebie i Rona, dobrze. - Sama czuła jak w głowie zaczyna jej wirować. W końcu nigdy nie piła alkoholu aż w takich ilościach. - I przestań syczeń Harry.
- Jasne haszzzasss.- Pokiwał głową Harry, wręczając jej w dłoń szklankę z Whiskey. - Ty za to dbaj o Hermionę. Bo będziesz miał ze mną do czynienia.- Wyszczerzył zęby. Z ledwością powstrzymała się od tego by nie rzucić się mu w ramiona. Tak strasznie brakowało jej rozmów z Harrym, wrzasków Rona, plotek z Ginny.
- A teraz hop siup, bo procenty uciekają. - Zarechotał już do reszty spity Harry wyciągając kieliszek ku górze. - A jak uciekną to już nie wrócą. Zdróweczko.
- Powiedziałem ci Granger, zostaw mnie wiem co knujesz w tym swoim małym móżdżku. - Usłyszała markotnego Draco, który podszedł do niej z naburmuszoną miną.
- Co Malle ee Mall.. MALFROY! - Krzyknął Zabini kierując się w ich stronę dziwnymi kosmicznymi krokami. - Juzssz odpadłeś? Cienias, cienias.
- Cienias? - Draco prychnął posyłając mu rozjarzone spojrzenie. - Dobra Granger, ale żebyś mi później nie ryczała.
Tymczasem prawdziwa Hermiona nie mogła znieść widoku swojego ciała w takim stanie. Poszła żołnierskimi krokami do Blaise i zaczęła:
- Nie sądzisz… , że już ci wystarczy?! - Warknęła przez zęby łapiąc go za ramię.
- A gadzie tam, wiesz ile ja jestem w stanie alkoholu wlać w siebie?! Litry.
- No nie wydaje mi się, przypominam ci tępy badylu, że już nie jesteś sobą.
- A to, dlatego tak dziwnie mi się wymawia nazwisku Malfff..
- Nie dlatego zmutowany latorośle! - Warknęła. - Sugerujesz, że mam wadę wymowy?
- O no właśnie tak to się nazywa. - Podskoczył zadowolony Blaise. - Wada wymowy, to miałem na myśli.
- Agrr ja cię chyba…

- Moi drodzy. - Usłyszeli głos Pansy, która stała na jednym ze stolików i trzymałla w górze dłoń z pełnym kieliszkiem. Wszyscy zebrani umilkli spoglądając na to zjawisko. - Wznieśmy toast za ten piękny wieczór. Za naszych zamożnych braci i wyuzdane siostry. Niech im się czyni i wiedzie z godnością, niech się połączą w całość, aby spory, które do tej pory nas różniły poszły w niepamięć... - Głos Pansy był dumny i donośny, co też wzrok Harrego wyrażał pełen podziw do tej małej osóbki. - Bierzcie przykład z niedźwiedzia i chochlika! Nie bójcie się pokazywać swych uczuć! Bądźcie odważni a akceptacja sama do was przyjdzie! Kumulujcie, rozmnażajcie się, zapładniajcie wasze kobieciny ażeby ród nasz się mieszał i rozrastał w sile! BY NIC NIE BYŁO W STANIE POKONAĆ NASZEJ WSPÓLNOTY. Zdrowie! Pijcie, biesiadujcie!
- Ale się nakręciła - Stwierdziła Draco nie będąc choćby trochę zdziwionym zachowaniem Pansy. W końcu nie pierwszy i jak znając życie nie ostatni raz tak się zachowuje.
- Przerażające. - Wyszeptała do siebie Hermiona.
Pansy jednym łykiem wypiła zawartość kieliszka, po czym zaczęła chwiać się niebezpiecznie na nogach. Nie potrafiąc złapać równowagi zaczęła lecieć prosto w dół. I zapewne skończyłaby ze sporym guzem na głowie lub innymi uszkodzeniami gdyby nie miękkie ciepłe ramiona, w których się zatopiła. Przesunęła wzrok na swojego wybawcę nadal będąc w mocnym szoku.
- Potter - wydusiła czując jak ciało sztywnieje jej z każdą sekundą. Brunet zaszokowany własną reakcją posłała jej równie przerażone spojrzenie mając lekki rumieniec na twarzy. Dziewczyna wstała dopiero po kilku sekundach łapiąc głośno oddech.
- Dzięki… Harry. - Wyszeptała rzucając mu zmieszane spojrzenie.
- N...nie ma sprawy.

*

Hermiona szła chwiejącym krokiem mając u swego boku Dracona. Korytarz był pusty i słychać było jedynie jej niezrozumiały bełkot Gryfonki i wzniosły śmiech blondyna. Przyjecie bez wątpienia okazało się sukcesem. Mimo licznych zgonów i substancji, jaki zaczęły wylewać się z gości było naprawdę przyjemnie. Sama Hermiona bawiła się świetnie, choć trudno było jej to przed samą sobą przyznać. Cieszyła się, że mogła spędzić czas ze swoimi przyjaciółmi a także przekonać się, że u Harrego i Rona wszystko w porządku. Przymknęła powieki czując nadal zawroty w głowie. Jeszcze nigdy nie wlała w siebie takiej ilości alkoholu jak dzisiejszego wieczoru. Nawet jak na takie mięśnie, jakimi był Zabini, to było zdecydowanie za wiele. Otworzyła wielkie okno korytarzowe i oparła się plecami o zimny parapet głośno wdychając powietrze.
- Masz zamiar zaliczyć tu zgon? Bo jak tak to wiedz, że nie mam zamiaru taszczyć cię aż do dormitorium. - Zakomunikował Draco stojąc jej na przeciw. Hermiona lekko zamglonymi oczami wpatrzyła się w jego twarz. Przyjemną, spokojną twarz, która budziła w niej ciepło. Wiatr, który łagodnie gilgotał jej kark delikatnie drażnił twarz blondynowi. Zapach nocy sprawiał, że czuła się orzeźwiona i dziwnie spokojna.
- Malf... Draco. - Zaczęła trochę nieśmiało. - Dziękuję.
Draco jak zwykł to robić w chwilach, gdy czegoś nie bardzo rozumie, uniósł wymownie prawą bladą brew.
- Za to że obroniłeś mnie przed Hanną. Wiesz, jest mi teraz naprawdę trudno. - Zaczęła bełkotać zupełnie zapominając, że ma do czynienia z prawdziwym Ślizgonem, a ona jest jedynie chodzący ciałem Zabiniego. Pijanym ciałem. - Jesteś w tej chwili jedyną osobą, z którą czuję się tu dobrze. Czasami jestem taka… samotna w tym wszystkim. Nie wiem już, co mam robić. - Wyszeptała. Draco Malfoy nic nie odpowiedział. Sam był pijany, może nie aż tak jak reszta uczestników przyjęcia, ale wyraźnie poczuł procenty w swojej głowie. Stali tak w głuchej ciszy, gdzie słychać było jedynie szelest wiatru.
Wpatrzona w jego pustkę w oczach chwyciła go za dłoń podwijając rękaw czarnej koszuli. Spokojnym wzrokiem zaczęła spoglądać na czarny znak widniejący na jago przedramieniu. Opuszkami palców jeździła po przyjemnej skórze chłopaka. Draco Malfoy był Śmiercożercą, wiedziała o tym bardzo dobrze. Pamiętała noc, kiedy wrócił ledwo żywy do Hogwartu. Czy Draco mógł kogoś zabić? Co się w tedy wydarzyło? Tak bardzo chciała znać prawdę. Prawdę o Draco Malfoyu. Pomóc mu uporać się z tym bólem, jakim ktoś na niego nałożył. Przecież on jest tylko uczniem… tak jak ona, młodzieńcem, który powinien żyć beztrosko razem z rówieśnikami.
- Jest wstrętny. - Odezwał się blondyn, nadal czując dotyk Hermiony na swojej dłoni.
- Tak. - Potwierdziła wpatrzona w Czarny Znak. Draco westchnął bezradnie, wyrwał delikatnie dłoń z jej uścisku, po czym odwrócił się do Hermiony plecami nie racząc nawet podwinąć na powrót rękawa w dół. Znowu chwila ciszy i taniec wiatru okalający ich rozpalone twarze. Wtopiła wzrok w jego napięte mięśnie na plecach. Czy on miał jakiś wybór? O czym teraz myślisz Draco, co siedzi w tym obolałym, ledwo co bijącym sercu? Jak bardzo mrok, który w sobie trzymasz cię dręczy?
- Ale ty nie jesteś, Draco. - Powiedziała to szeptem. Ale ten szept był dla Dracona jak krzyk miliona syren. Nie myśląc, nie zastanawiając się a nawet nie wiedząc, dlaczego zrobi zaraz coś, co zrobił odwrócił się w jej stronę z kamiennym wyrazem twarzy. Wystarczył ułamek sekundy, kiedy gwałtownie przycisnął ją swoim ciałem opierając dłonie o zimny parapet. Usta Draco przywarły do jej ust z tak wielką siłą, że sama nie wiedziała, co się właśnie stało. Pocałunek Dracona był jak idealne dopełnienie tego wieczoru. Delikatny a jednocześnie przepełniony gniewem i tajemniczą namiętnością, jakiej Hermiona nigdy nie doznała. Poczuła jak sypie się od środka, a jej dusza wychodzi z ciała spokojnie odlatując w inną nieznaną wcześniej przestrzeń. Nie myślała, kim teraz jest i że to, co się dzieje jest niewłaściwe. Ciężar ciała Draco był tak przyjemny, że zupełnie zapomniała o całym świecie, był jak jesienna kołdra, która bije ciepłem i bezpieczeństwem. Jego zapach wchodził w każdą szczelinę jej napiętego ciała zostawiając po sobie niedosyt. Zaplotła bezsilnie palce na jego nadgarstkach czując przyjemny chłód jego skóry. Księżyc rzucał na nich mglistą poświatę na przekór pokazując scenerie, której właśnie jest świadkiem. Wiatr z lekka się uspokoił delikatnie bawiąc się miedzy ich włosami. To wszystko wyglądało zbyt magicznie i zbyt pięknie by naprawdę się działo. Dracon odsunął się od niej powoli, nadal mając spokojną twarz, jedynie przerażone spojrzenie zdradzało, co właściwie czuł. Spojrzenie, które przeszywało ją na wylot i pytało, " Czemu to zrobiłem? ". Spokojnie odsunął się od jej napiętego ciała. Odwracając się w milczeniu zaczął oddalać się sztywnymi i szybkimi krokami. Po paru sekundach dostrzegła już tylko czarny cień, który powoli zaczął zamazywać się w jej szklących oczach. Przejechała zimną dłonią po rozpalonych ustach. Ustach, które przed chwila należały do Dracona. Ustach, które nie były przecież jej.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 24.10.2013 18:02


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
BlackMirror
post 24.10.2013 16:53
Post #45 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 3
Dołączył: 23.10.2013
Skąd: Daleko,daleko

Płeć: jedyny w swoim rodzaju



Błagam,pisz dalej. To wcale nie było nudne,wręcz przeciwne,było zajebiste. <3 Proszę,pisz. Zrobię wszystko. <3


--------------------
"choć mało o siatkówce mówimy,
to grą jest przecież wspaniałą.
choć grą jest nie popularną,
to nie zmieni faktu że wspaniałą.
choć trudno w to uwierzyć ,
to taki los ma właśnie ten nasz sport"
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
elenai
post 16.11.2013 15:33
Post #46 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 4
Dołączył: 24.01.2013

Płeć: buka



Proszę, pisz dalej ! Serio. Czekamy.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 28.01.2014 11:43
Post #47 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



A to kilka moich rysunków... oczywiście zboczonych a fe!
Blais & Hermione http://i.imgur.com/L2QlSTZ.png
Draco & Hermione http://i.imgur.com/WXkBkRa.png
Rozwiązanie alternatywne : http://i.imgur.com/l3BY0g6.png

Rozdział siódmy


Bystry Harry


cz 1.

Draco Malfoy.
We własnej osobie: ten Draco Malfoy, czarodziej czystej nieskazitelnej krwi, uczeń magicznej szkoły Hogwart, mieszkaniec Slytherinu, Casanova wśród kobiecych serc, blondyn - rzecz jasna naturalny, ambitny chłopak z czarnym znakiem na przedramieniu, syn samego Lucjusza Malfoya, dumny i pewny siebie młodzieniec - pocałował.
Zrobił to.
Chłopaka.
Przyjaciela.
Co gorsza, tym chłopakiem był, Blaise Zabini.
Ten Blaise Zabini.
Przerośnięty dryblas, o wilczym, przeszywającym duszę, spojrzeniu.
Pocałował go.
Nie z powodu eliksiru, nie przypadkiem.
Zrobił to, bo chciał to zbić.
Pocałował.
Czemu?
Draco Malfoy zadawał sobie to pytanie co sekundę, leżąc na łóżku i wpatrując się przerażonym spojrzeniem, w pustkę sufitu. Przecież nie mógł poczuć nagle coś do Zabiniego. Niby, z jakiego powodu miałby go całować?
Bo jest jego przyjacielem.
Przyjacielem?
A nawet, jeśli nim jest czy to normalne, jak przyjaciele się całują w taki sposób? Na dodatek, kiedy w grę wchodzi dwóch, sporych rozmiarów facetów? Z ledwością przełknął ślinę, kręcąc głową na boki. Czemu, czemu tak ni z tego postanowił zrobić z siebie kompletnego kretyna i rzucił się na Blaise, jak wariat pozbawiony wszelkich zmysłów? Alkohol, to na pewno przez alkohol. Gryfoni coś mu dosypali i....
- Oszalałem - podskoczył nerwowo na łóżku. Myśli coraz bardziej się nasilały, dręcząc go pytaniami, na które nie znał odpowiedzi. A nawet gdyby je znał, nie przyznałby się przed samym sobą do tego. Od zawsze łączyła go dość silna więź z Blaise, ale na cudownego Merlina, nigdy nie całował go w taki sposób. Owszem ostatnio czuł, że miedzy nimi jest inaczej. Rozmawiali, co było rzadkością, bo zazwyczaj łączyły ich libacje alkoholowe i podboje kobiet. Co jednak nie tłumaczy go z tego, co zrobił. Może to był tylko sen? Albo jakaś dziwna halucynacja? Przecież nie mógł tego zrobić, nie mógł pocałować Zabiniego, do jasnej cholery!
- Lubię chłopaków? - wyszeptał do siebie, z jeszcze większym przerażeniem. Nie, nie, szybko postanowił odrzucić tę myśl, przecież nie mógł od tak zmienić orientacji, to niedorzeczne.
Draco Malfoy lubił kobiety!
Lubił kobiety!
Lubił kobiety...
Ko.. bie.. ty...
Gdyby Blaise, mógł być kobietą, w tedy to by nabrało sensu.
- Niedorzeczność - prychnął na samą tę myśl.
A więc, co to jest za dziwne uczucie, które rozrywa mu klatkę piersiową? Zakrył twarz poduszką, wydając z siebie ciche, żałosne westchnienie. Nie chciał tego poranka. Nie chciał wczorajszych wspomnień. Draco Malfoy chciał po prostu stać się poprzednim Draconem, jakiego znał. Bo ten obecny Malfoy, zdecydowanie go przerażał.

*

Poranek dla Hermiony był czymś, co można nazwać koszmarem na jawie. Nie tylko z powodu kaca wielkości skały, w którą rąbną Titanic, ale także psychicznej udręki, która nie dawała jej spokoju od samego przebudzenia się. Poczucie wstrętnego smaku w ustach, zamazanego nieostrego obrazu i bólu głowy- wręcz nieludzkiego, zmusił ją do wstania z łóżka. A był to zabieg nie łatwy, zważając na wczorajszą ilość alkoholu, jaką zdołała w siebie wlać. Wspomnienia również męczyły ją zawadzając bardziej niż kac. Stojąc przy łazienkowym lustrze, z przymrużonymi oczami, zaczęła swoją od niedawna, codzienną udrękę bycia Zabinim Blaise.
- Może oni rzeczywiście byli kochankami? - powiedziała na głos spoglądając w odbicie swoich ciemnych oczu. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Dlaczego Draco Malfoy ją pocałował? Nie był pod wpływem eliksiru miłosnego, ani nie przypadkiem upadł prosto na jej usta, tak jak ona to zrobiła poprzedniego ranka. A więc co? Pokręciła czarną czupryną, oblewając twarz strumieniem zimnej wody. A może, za bardzo się wczoraj spiła i w cale tego nie było? Szybko odrzuciła tę myśl, przecież nie bez powodu serce waliło jej jak dzwony kościelne, na samo wspomnienie o blondynie.
Po długim prysznicu, podczas którego wymyśliła milion powodów, dlaczego to Malfoy raczył zaszczycić ją pocałunkiem, dosłyszała pukanie.
- Pst, Granger! - słysząc ten półszept dobrze wiedziała, kogo zastanie za drzwiami.
- Czego chcesz? - warknęła, wodząc wzrokiem po stojącym przed nią Blaise. Bezproblemowo przecisnął się przez jej ramię, wchodząc do środka pokoju.
" O jasne, nie krepuj się" - zakpiła w myślach.
- Znowu latasz w samej pidżamie po Hogwarcie? - zmierzyła go zimnym wzrokiem. - A może, w co wątpię, wymyśliłeś już, czemu muszę męczyć się w twoim cielsku?
- Prawdę mówiąc - zaczął posyłając w jej stronę przepraszający uśmiech, - przyszedłem, bo pamiętam, że miałem gdzieś tu eliksir na kaca. Sama rozumiesz.
Hermiona parsknęła mu w twarz, widząc jak wlewa do usta kilka kropli upragnionej cieczy. No tak, teraz Zabini nie posiadał tak masywnego ciała jak kiedyś i skutki wczorajszego picia, musiały nieźle dać mu się we znaki. Wodząc wzrokiem, po wielkim kołtunie, jaki miał na głowie zaczęła się zastanawiać jak to możliwe, że jej włosy wyglądają aż tak wstrętnie. Co też, ten badyl zrobił z jej niewinną osobą? Niestety, Hermiona Granger dożyła czasów, kiedy widzi siebie samą w stanie nędznym i gorzkim politowania. Na dodatek doprowadził ją do tego Zabini Blaise. Ślizgon westchnął z ulgą kończąc fiolkę, po czym rzucił ją na powrót do szafki, napotykając po drodze jej przeszywający wzrok.
- Znam to spojrzenie Granger - wykrzywił twarz, czując ulgę po wypiciu eliksiru. - Coś znowu wymyśliła?
- Słuchaj Zabini - zaczęła z myślą, że powinna się jednak upewnić w pewnej sprawie, skoro ma ku temu okazję. Co prawda, nie łatwo będzie bez podejrzeń zagadać Zabinego o Malfoya, ale wyboru dużego w tej kwestii nie miała.
- Czy ty i Malfoy, czy wy może.. - zaczęła wymownie gestykulować dłońmi, na co Zabini rzucił jej pytające spojrzenie.
- Co my?
- No wiesz, nie chce was osądzać, absolutnie, ale czy wy może kiedyś "ten teges" - przymrużyła oczy, posyłając mu znaczące spojrzenia, w których miała nadzieje, że domyśli się, o co chodzi i oszczędzi jej wstydu rozpoczyna tej rozmowy. Niekoniecznie tak się jednak stało, wnioskując po jego dalszych wywodach.
- "Ten teges"?
- Wiesz, o co mi chodzi - "Albo udajesz, że nie wiesz". - Czy coś was łączyło?
- W jakim sensie? - kontynuował litanię pytań, przy których zadawaniu, najwyraźniej dobrze się bawił.
- W sensie - właściwie, jak ona ma go zapytać dyskretnie, czy nie miał romansu z Malfoyem? Beznadziejna sytuacja. - W sensie męsko- męskim.
- Pytasz się mnie właśnie czy bzykam się z Draconem? - wypowiedział to zdanie ze stoickim spokojem, co jeszcze bardziej wyprowadziło ją z równowagi.
Chwilę stała w bezruchu, mrugając tępo powiekami.
- Cóż, nie tak chciałam to określić, ale skoro już…
- No, no Mionka - mlasnął wyraźnie rozbawiony jej reakcją. - Widzisz, mnie i Draco rzeczywiście łączą "specjalne" relacje. Jeśli wiesz, o czym mówię…
Skąd ona ma wiedzieć, o czym on mówi? Specjalne relacje? Czyli jakie? Dobrze wiedziała, że ma dość opóźniony refleks, jeśli chodzi o "te" sprawy. Ale mógłby przestać się z nią drażnić i w końcu wytłumaczyć konkretnie, co go łączy z Draconem. Przecież nie ma szóstego zmysłu, ani daru czytania w myślach. A szkoda, w takich sytuacjach bardzo by się to przydało.
- Co to znaczy? Czyli, że wy razem…?- zaczęła chodzić po pokoju szukając w głowie odpowiednich słów. Co okazało się być trudniejsze niż myślała, nawet jak dla kogoś takiego, kim była Hermiona Granger. Jak delikatnie wypytać go o tą sytuację? Przecież, nie mogła od tak wywali z pytaniem czy stwierdzenie "specjalne relacje" oznacza to samo, co sypianie z Malfoyem? Mało tego, jej wyobraźnia zaczęła wychylać się poza barierkę przyzwoitości. A to znaczyło jedno : zniesmaczenie.
- Blaise, wiesz, o co mi chodzi.
- Granger, nie mam czasu na twoje pierdoły. Muszę się wykąpać, ogolić, uczesać to coś, co mam na głowie, wymalować, znaleźć coś sensownego w twojej szafie, co wygląda znośnie, na wypad do Hogsmeade - mówiąc to, zakrył usta, widząc swoje odbicie w lustrze.
No tak, dzisiaj był organizowany wypad do Hogsmeade, zupełnie wyleciało jej to z głowy.
- No proszę, teraz udajemy tutaj poszkodowanego? Nie za bardzo wczułeś się w rolę kobiety? - wymamrotała, rzucając w jego stronę wyzywające, wręcz mordujące spojrzenie. - Dla twojej świadomości, też mam dość życia, z tym dyndającym między nogami …
- Rozumiem, rozumiem, nie musisz kończyć - wykrzywił twarz, niemal dławiąc się śmiechem. - Teraz widzisz, że nie łatwo żyć z takim hojnym wyposażeniem. Za to ja nie narzekam, całkiem miło popatrzeć na twoje…
- ZABINI, OSTRZEGAM CIĘ!
Co za palant z tego Zabiniego! Ślizgoni, wstrętni, okropni erotomani. Sami nie wiedzą, czego chcą. I to wysokie mniemanie o sobie. Też coś! Że też jej ciało, wpadło w łapska, takiego pasożyta.
Nie, nie to nie jest jednak ważne. Znowu dała się łatwo sprowokować i zupełnie zapomniała, jaki był sens rozmowy. Mianowicie: Malfoy. Ale zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, zobaczyła tył pleców Blaise, ulatniającego się z dormitorium.
- A ty gdzie! Czekaj, ty pozbawiony godności bubku! - wybiegła za nim. Owszem, Blaise zatrzymał się, ale zupełnie nie z jej powodu. Jak na ironie losu, naprzeciw niego stał Draco z miną człowieka, który zaraz ma przejąć władze nad całym światem, a jeśli ktokolwiek ma czelność mu się przeciwstawić, skończy marnie.
- Granger - dosłyszała twardy głos blondyna.
- Malfoy - warknął przez zęby Blaise, zakładając dłonie na piersi. Stali tak na przeciw siebie dobre kilka minut, ciskając piorunami, jakby właśnie sam Zeus zaszczycił ich swoją mocną. Aury wokół nich, niemal emanowały krwią i nienawiścią. Hermiona przełknęła głośno ślinę, czekając na najgorsze.
- Postanowiłaś tu zamieszkać? - rzucił na początek blondyn, podnosząc brwi jak pierwszy dyktator Hogwarcki . - Bo, coś mi się wydaje, że pod zły adres trafiłaś.
- Masz z tym problem, Malfoy? - odpowiedział pytaniem Blaise, odrzucając pasma włosów w tył. Ten nawyk zagościł w nim na dobre. - A może jesteśmy ZAZDROŚNI, co? Przyznaj po prostu, że ci tam w spodniach już twardnieje na mój widok.
Draco parsknął śmiechem, ilustrując Zabiniego od stóp po sam czubek głowy. Hermiona przejechała dłonią po twarzy, czując zażenowanie większe niż głowa samego Hagrida. Co też, ten Blaise sobie myśli, mówiąc coś takiego i wyglądając tak, a niestety nie inaczej.
- Twardnieje to mi mózg od samego patrzenia na ciebie - zakomunikował Draco unosząc brwi. - Powiedz no Granger, bo się ostatnio zastanawiałem, jaki gatunek sobą reprezentujesz? Jesteś mieszanką gumochłona z goblinem? Czy może bazyliszka z olbrzymem? Bo zważając na twój wzrost i urodę, to obstawiam to drugie.
Hermiona Granger właśnie poczuła wielką ochotę potraktować Malfoya kilkoma klątwami, za to jakże uwłaszczające jej godność, stwierdzenie.
- Oj Draco, Draco - zarechotał Blaise, zbliżając się kilka kroków w stronę blondyna. - Może teraz tego nie zrozumiesz, ale jakże będziesz żałować tych gorzkich słów. - Zabini szepnął mu do ucha, na co Draco parsknął gorzkim śmiechem. Hermiona poczuła tymczasem zawroty w głowie. Czy Blaise już zupełnie oszalał?
- Zdecydowanie w to wątpię. A nawet, jeśli to raczej nie wpłynie to znacząco na moją dalszą drogę egzystencjalną.
- Jak uważasz, oboje wiemy, że będziesz żałować.
- To żeś mnie nawet rozbawiła.
- Chyba rozpaliła?
- Skończycie?! - wtrąciła się, w końcu Hermiona, mordując wzrokiem Blaise. Po jaką cholerę on prowokuje ciągle tego Malfoya? A niby tacy z nich przyjaciele. - Hermiona przyszła po eliksir. Właśnie miała wychodzić.
- Jakby mnie to interesowało - zakomunikował przez zęby, mocno zaciskając mięśnie żuchwy. Dopiero po kilku sekundach ,Draco dostrzegł obecność Hermiony, odwrócił w jej stronę wzrok i zamarł, z wybałuszonymi oczami. Gryfonka momentalnie poczerwieniała, przypominając sobie wczorajszy wieczór. Sam Draco jakby się zmieszał, to coś chrząknął, to lekko zarumienił się, to znowu pokręcił nosem.
- A wy, co?! - Zabini zilustrował ich podejrzanym wzrokiem. - CZEMU SIĘ TAK NA SIEBIE GAPICIE? O co chodzi, z waszymi twarzami? - Kiwał głową, to na Hermione, to na blondyna, czekając na ich reakcję.
Draco, w końcu powoli dochodząc do siebie, uniósł podbródek i nadal mając zmieszany wzrok, zakomunikował.
- Wychodzę - zrobił kilka sztywnych kroków w przód. - Mnie tu nie ma, nie było i nie wiem, kiedy wrócę.
Blaise doszczętnie wyprowadzony z równowagi, odprowadził wzrokiem Malfoya, po czym spojrzał podejrzliwie w stronę Hermiony.
- Ja ten… też idę. Muszę coś… zrobić - wyjąkała zbyt zażenowana, aby nadal uczestniczyć w tym cyrku. Czując jak miękną jej kolana, szybkim krokiem zabarykadowała się w pokoju.
- Co, tu do cholery się dzieje? - zapiszczał pełen frustracji, Blaise. - Czemu jesteście czerwoni? Coś wydarzyło się miedzy wami?! - Krzyknął, ale niestety nie miał, kto mu na te pytania odpowiedzieć.

*
Draco Malfoy nie wiedział gdzie idzie, po prostu szedł przez korytarz ,uderzając niesfornie ludzi po drodze. Czuł , że serce zaraz wyskoczy mu z klatki piersiowej i zacznie wykonywać taniec godowy. Co się z nim właśnie dziej? Czemu się tak zachowuje? Przecież to do niego, nie podobne. Odpiął guzik kołnierza, starając się pohamować swoje rozpalenie. Jak duszno... Jak dziwnie gorąco. Dotknął spoconymi dłońmi, rozpalane policzka. Czy zachowuje się tak tylko, dlatego że spotkał Zabiniego? Czemu w ogóle uciekł? Mógł przecież wytłumaczyć spokojnie...że co? Sam przecież nie wiedział, co tak naprawdę to wszystko ma znaczyć. Na dodatek jeszcze ta wścibska Granger. Jak ona śmie od tak sobie paradować po ich terenie? Już on ją wychowa, w swoim czasie. Myśli, że jak nosi się z Zabinim, to wszystko jej wolno. Niedoczekanie jej.
Właśnie...
Blaise….
Krew się w nim zagotowała na samo wspomnienie, o wczorajszym pocałunku.
Pocałunku?
Zatrzymał się w bezruchu, miotając przerażonym spojrzeniem gdzieś przed siebie. Stał tak chwilę, nie słysząc odgłosów, ani rozmów innych ludzi. Do uszu dobiegało mu jedynie głośne bicie serca, jakby zaraz miało wybuchnąć i rozwalić cały Hogwart w drobny mak. Te reakcje go przerażały, były tak obce i nieprzyswojone, że absolutnie nie mógł ich w sobie zaakceptować.
Blaise to chłopak.
Blaise to chłopak.
Blaise to chłopak.
Ty nie możesz go lubić, w ten sposób.
Ani całować.
Najlepiej w ogóle z nim nie rozmawiać.
- Zwariowałem? - wyjąkał czując jak płonie. Jakby smok, ział prosto w niego przeraźliwie rozpalonym, płomieniem ognia, a on - Draco, mimo tego gorąca, za nic w świecie nie może zamienić się w czarny popiół. Czuł się jak wrząca stal, którą ktoś wrzucił do pieca, i zapomniał wyjąć, a on wbrew sobie, nie może się po prostu roztopić, tylko musi trwać w tych torturach.
W akcje desperacji, wyrwał jakiejś pierwszorocznej uczennicy, butelkę z wodą i jednym ruchem, wylał jej zawartość prosto na głowę, starając się opanować swój niespokojny oddech. Po krótkiej chwili, oddał pustą butelkę właścicielce, bez słowa wytłumaczenia, ruszył przed siebie.
Kilku widzów zaczęło szeptać między sobą, spoglądając na oddalającego się blondyna.
- Czy... Czy to nie był, Draco Malfoy? - pisnęła jakaś dziewczyna, stojąca obok.
- Chyba tak - odpowiedziała Krukonka, nadal trzymając pusta butelkę w dłoniach, zastanawiając się, co się właśnie stało. Draco Malfoy też chciałby to wiedzieć.
*

- Harry, myślisz, że to dobry pomysł, aby Hermiona zadawala się z kimś takim jak Zabini? - Ginny siedziała obok czterookiego i Rona, na betonowym murku, bawiąc się końcem swojego swetra. Wczorajsza impreza była naprawdę sporym wydarzeniem. Cały Hogwart huczał o zawarciu przymierza Ślizgonów z Gryfonami. Mało tego, sama Ginny, mimo potwornego kaca, miała dobre wspomnienia.
- Sami się wczoraj z nimi zadawaliśmy i jak widzisz było całkiem przyjemnie - Chłopiec, Który Przeżył, Aby Teraz Zostać Zbawcą Ślizgonów, uśmiechnął się w stronę Rudej.
- Chodzi mi o to...- Ginny sama nie wiedziała, o co jej chodzi. Dobra, może i trochę była zazdrosna, że taki Blaise ugania się za zwykłą Hermioną. Ale głównie, martwiło ją coś innego. Dlaczego Blaise, tak nagle zaczął interesować się jej przyjaciółką? Znała go trochę lepiej niż się innym zdawało i coś jej tu mocno nie pasowało. Owszem, Hermiona była ładna, zgrabna, mądra, no ale... Ale jakim cudem z nieśmiałej, prostej dziewczyny, zrobiła się z niej taka Femme Fatale?
- Oh no, martwię się, picie ze Ślizgonami, a umawianie się z nimi, to dwie rożne rzeczy. Nie chcę, żeby Hermiona cierpiała - bała się, że jej przyjaciółka zostanie zraniona. Tak jak ona kiedyś.
- Też tego nie chcę - Harry przełknął ostatnie cynamonowe ciastko. - Wydaje mi się, że Hermiona wie, co robi. Ufam jej i bez względu na to, z kim jest, zawsze będę po jej stronie.
- Chyba masz rację - potwierdziła ściszonym głosem, trochę zawstydzona. Przecież Hermiona to także i jej przyjaciółka i życzy jej jak najlepiej.
- Oszaleliście? - zaprotestował Ron. - Nie ma racji, oboje nie macie racji! Zabini to skończony frajer i palant, nie rozumiem, co Herm w nim widzi! - Ronald mimo tego, że owszem może i dobrze się wczoraj bawił, to nie miał zamiaru zmieniać swojego dotychczasowego stosunku do Ślizgonów. - Zbaini, Malfoy: oni wszyscy, nie są warci nawet złamanego galeona.
- Ron nie przesadzaj, nie są tacy źli. Ja ich nawet polubiłem - Harry przetarł swoje okulary, kopiąc murek podeszwami butów.
- Chciałeś chyba powiedzieć, Parkinson polubiłem - zachichotała Ginny, przywołując wczorajsze wspomnienia.
- Właśnie Harry, nie jesteś lepszy od Herm, latałeś wczoraj za tą Parkinson, jak Hagrid za Madame Maxime - wtrącił swoje cztery grosze, Ronald.
- Nie wiem, o czym do mnie mówcie - mruknął, zaczerwieniony czterooki, odwracając wzrok w przeciwną stronę i szukając w głowie jakiegoś innego tematu.
- Czy to nie Malfoy? - jak na zawołanie, dostrzegł w oddali postać blondyna, który wyglądał jak zombie, chodząca śmierć.
- Rzeczywiście - na słowo Malfoy, Ginny zareagowała natychmiastowo. Odszukała go wzrokiem, czując uścisk w brzuchu.
- Nie wydaje się wam, że wygląda jakoś dziwnie - wymamrotał Harry, przekręcając głowę w bok.
- To Malfoy, jak ma wyglądać?
- Ron daj spokój, wiem, że chciałbyś tak wyglądać.
- Prędzej pocałuje Krzywołapa w tyłek.

- Czego? - warknął Draco, widząc jak trójka Gryfonów zagradza mu drogę. Nadal będąc w stanie rozpalenia i dziwnego odurzenia, przeklął w myślach swoje szczęście. Akurat w tej chwili, najmniej miał ochotę na przekomarzanie się z Potterem i Weasleyami.
- Coś taki mokry? - zapiał donośnie Harry, przyglądając się jak z przemoczonych długich, pasm włosów, skapuje woda.
- Na twój widok cały się pocę, Potter. I nie tylko na głowie. Wystarczy? - posłał towarzystwu rozbrajający uśmiech, nawet jak an kogoś kto ma zaraz paść tu trupem. Ród Malfoyów był zobowiązany do tego, by choćby w najgorszej, najbardziej desperackiej sytuacji, zachować, choć odrobinę twarzy.
- Daruj sobie Mlafoy i mów, co ci się stało, bo wyglądasz, co najmniej niepokojąco - zarechotał brunet, mierząc Ślizgona od stóp, do samego czubka głowy.
- Gorąco mi.
- Gorąco? Jest przecież listopad - oburzyła się Ginny nie omieszkując zauważyć, że mokry Malfoy wygląda naprawdę smakowicie.
Draco wzruszył obojętnie ramionami. Listopad listopadem, on i tak wiedział, że byłby rozpalony nawet gdyby, znajdował się teraz w samym środku Antarktydy. Ruda mlasnęła zniecierpliwiona, kładąc mu dłoń na czole.
- Jesteś cały rozpalony.
- Widzisz Potter, co ze mną robisz - wymamrotał, czując że zaraz umrze śmiercią tragiczną, pośród Gryfonów. A zdaniem Dracona, taka wizja śmierci, była tą jedną z najgorszych. - Chyba, że może to i twoja zasługa, Weasley. Ta bluzeczka idealnie na tobie leży, tylko ten dekolt bym trochę powiększył, bo z doświadczenia wiem, że fajne tam masz wyposaże... - ale nie dane mu było dokończyć, gdyż Ginny niemal podskoczyła z nerwów, nastraszając włosy jakby właśnie doświadczyła, ciężkiego porażenia prądem.
- Możesz przestać się wydurniać? - poczerwieniała, czując jak serce podchodzi jej do samego gardła i bije z prędkością skrzydeł kolibra. - Widzę, że nawet będąc w takim stanie, musisz pokazać całemu światu, jak to Draco Malfoy potrafi być błyskotliwym.
- Cóż zrobić, to cecha, która dominuje nade mną.
- Co racja to racja, skąd ty to bierzesz Malfoy? - Harry od zawsze mimo wcześniejszych starć ze swoim rywalem, czuł do niego pewnego rodzaju respekt. W końcu Malfoy, był tego rodzaju chłopakiem, którego nazywa się przywódcą w stadzie. Najbardziej popularny (no dobra Harry, na swój fejm też nie narzekał), zbyt pewny siebie, rażący błyskotliwością i kryjący w sobie jakąś trudną traumę, o której zapewne, nie dowie się nikt w ich obecnych wcieleniach. Poza tym, Harry zawsze przyglądał się z boku, z jaką łatwością Ślizgon zagaduje do kobiet. Sam starał się szkolić poznaną taktykę "Błyskotliwego Malfoya" i przekształcić ją na własną technikę, Błyskotliwego Harrego. Niestety, nie wychodziło mu to na dobre. Zazwyczaj, jeśli chodzi o kobiety, Harry był zbyt wstydliwy, by wziąć porządny oddech, a co dopiero zabłysnąć intelektem.
- Szósty zmysł, z tym trzeba się urodzić, Potter. Ale co Ten, Który Przeżył, Aby Wprawiać Mnie, W Codzienny Kryzys Egzystencjalny, ma o ty wiedzieć?
- Nie przestaniesz? - to właśnie najbardziej ją denerwowało, a jednocześnie pociągało w Draconie. Nigdy nie wiedziała, czy Draco jest poważny, czy może sobie z niej głupio żartuje.
- Zazwyczaj jęczałaś żebym nie przestawał - opanowany i zbyt lekki głos Dracona był tak naturalny i onieśmielający, że Ginny poczuła jak po całym ciele przechodzą jej niekontrolowane dreszcze emocji, a zarazem gniewu.
- Ginny, co on gada? - w końcu wybadał sprawę Ronald, kiedy załapał stwierdzenie " jęczałaś żebym nie przestawał" i już zaciskał swoją zaczerwienioną dłoń, w pięść.
- Ma gorączkę i bredzi. Wiecie, jaki jest Malfoy. Nawet go nie słuchajcie - Ginny, to i zawstydzona, to i wyprowadzona zupełnie z równowagi, rzuciła jedno z najgroźniejszych spojrzeń w stronę blondyna. Co za palant! Czy on naprawdę, chcę ją zupełnie wykończyć psychicznie w tej chwili? Czy zawsze, musi zachowywać się w taki arogancki sposób? A najgorsze w tym wszystkim było to, że mu wolno. Bo kto zabroni Draco Malfoyowi mówić to, na co ma żywnie ochotę? Nikt, zupełnie nikt.
- Ostrzegam cię, Draco - wysyczała przez zęby.
- Ja ciebie też Weasley, zejdź mi z drogi albo ja zaraz tu .... - ale nie był w stanie dokończyć, bo po chwili Draco Malfoy padł jak kłoda prosto na ziemie.
- Pięknie - westchnęła Ruda. - Musimy go zataszczyć do Madame Pomfrey
- Czy może mnie ktoś oświecić, dlaczego przejmujecie się Malfoyem? - jej brat stał poirytowany, kręcąc na boki, swoją czerwoną jak rozpalone węgielki, czupryną.

Kilka minut później

- Wypij to Malfoy - warknęła Ginny, nadal czując na policzkach zażenowanie. Draco siedział przy stoliku Madame Pomfrey, która właśnie kilka minut temu skończyła się nim zajmować i poszła na ratunek kolejnym, śmiertelnie zagrożonym, nastolatką.
- Nie - blondyn przymknął powieki, dumnie się naprężając. - Nie i nie. Mówiłem już, że nie? Nie jestem chory.
- Jak to nie jesteś, jak jesteś - mruknął Harry, przybliżając rozbawioną twarz w stronę blondyna i spoglądał na jego włosy, które po wysuszeniu pokręciły się w puszyste fale. Zdaniem Harrego, wyglądał jak jeden z archaniołów widniejących na tych starodawnych, cennych obrazach, które wiedział jeszcze w tedy, gdy chodził do mugolskiej szkoły. Zafascynowany tym widokiem, przez dłużą chwilę zastanawiał się, nad zapuszczeniem włosów.
- Jest mi tylko gorąco - Ginny słysząc to stwierdzenie po raz dziesiąty dzisiejszego dnia, sama zaczęła się gotować z nerwów.
- Masz prawie 40 stopni Malfoy, uwierz mi jesteś chory - nalegała, będąc mimo wszystko, zmartwioną stanem Ślizgona. Cóż on wyczyniał, że teraz tak wygląda? Gdzieś w głębi duszy, nie chciała znać odpowiedzi, na to pytanie. - Słyszałeś, co mówiła Madame Pomfrey, masz to wypić.
- Czego nie zrozumiałaś w zdaniu " nie jestem chory"? - Draco nie dawał za wygraną. - Czy do was to nie dociera? Aa rozumiem, znowu się na mnie napaliliście i szykujecie kolejne unicestwienie. Nie mam zamiaru, nabierać się na to po raz kolejny.
- To, co? - pisnęła, pełna irytacji Ginny. - Co ci jest?! Od tak chodzisz z mokrą głową i mdlejesz sobie?!
- Po prostu jest mi gorąco. Nie widzę w tym zagrożenie śmiertelnego.
- Nikomu normalnemu nie jest od tak gorąco, przy takiej paskudnej pogodzie - potwierdził Ronald.
- Mama od dziecka powtarzała mi, że jestem wyjątkowy.
- A może się zakochałeś, co Malfoy? - zażartował Harry, na co Draco pierw zakrztusił się śliną tak, że przez chwilę zastanawiał się, czy to może właśnie nie nadchodzi jego koniec i skona tu, w męczarni, przy stoliku Madame Pomfrey, mając u bogu tych obrzydliwie miłych Gryfonów.
- Długo myślałeś nad tym niedorzecznym stwierdzeniem Potter?- wystękał, łapiąc oddech jakby właśnie wyszedł, po kilkuminutowym nurkowaniu w stawie. - Dajcie już tę butelkę, rzeczywiście, prawdopodobnie mogę być jednak chory.
- O Malfoy, zobacz, jaka nagła zmiana zdania?! Nie mów mi, żeś serio się zakochał?! - Harry wydawał się dobrze bawić z irytacji Dracona.
- Powiedziałem, przestań bredzić Potter, bo od tego jestem tutaj ja - warknął przez zęby, rzucając w jego stronę ostrzegawcze spojrzenie.
- On ma racje Harry, to niemożliwe - ton Ginny wyrażał więcej, niż można się było spodziewać.
- Śmiesz sugerować coś, Weasley? - Draco zatrzymał flakonik przy ustach, rzucając jej rozjuszane spojrzenie. Czymże on zawinił, by być od samego ranka skazanym na towarzystwo Gryfonów? Już wystarczająco, męczył go, kac moralny po wczorajszych wydarzeniach.
- Nic, zupełnie nic, po prostu ludzie bez serca nie są w stanie się zakochać, czyż to nie oczywiste? A nawet jak je masz, to jest to serce z kamienia - niby to wzruszyła obojętnie ramionami, jakby ją to wszystko wcale nie obchodziło, zaczęła podrygiwać tanecznie jedną nogą, nucąc pod nosem pieśń zwycięzcy. Draco jednym ruchem wypił eliksir, z trzaskiem odstawił go na stoliku obok i rozbawiony młodą rudowłosą, wyszczerzył w jej stronę swoje śnieżno białe zęby.
- Akurat, nie narzekam na to, kamień to dość twardy materiał - uśmiechnął się jak dzieciak, który jest dumny, bo właśnie dostał swoją pierwszą naganną ocenę do dziennika. - Jaka okrutna się zrobiłaś.
- Udzieliło mi się od Ciebie.
- Ginny, ja okrutny jestem tylko w łóżku, tak to spokojna ze mnie osóbka.
- Spokojny, to ty jesteś, kiedy śpisz i o jeść nie wołasz - Draco nie mógł powstrzymać się od myśli, że Ruda jest dzisiaj wyjątkowo seksowna, nawet jak na nią.
- Z wami serio dzisiaj coś mocno nie tak jest - przerwał wcześniejszą wymianę zdań Harry, spoglądając, to na zmieszaną rudowłosą, to na niby znudzonego Malfoya. - Ty idź już lepiej i pamiętaj, co powiedziała Madame Pomfrey, masz leżeć i się nie ruszać z dormitorium.
- I tak przekroczyłem dzisiejszy limit przebywania z Gryfcieciami - dumnie się napręży.
- Uratowaliśmy ci życie Malfoy, okazałbyś swoją wdzięczność - krzyknął za nim, urażony Ron.
- Nie dziękuję, Weasley. Tymczasem, Adieu Arrivederci.
- Cały Malfoy - skwitował krótko Harry.

*

Hermiona nałożyła wiosenną, brązową kurtkę z bawełnianego, przyjemnego materiału, chwilę zatapiając w niej policzka. Zapach Zabiniego, który znała już bardzo dobrze, zdawał się być bardziej intensywny na ubraniu. Przyjemny, łagodny i uspakajający. Wiedziała, że ten zapach to oczywiście złudne pozory, jeśli chodzi o prawdziwy charakter właściciela. Tego prawdziwego właściciela. Przed wyjściem, rzuciła ostatni raz spojrzenie do lustra, uśmiechając się radośnie.
- Za jakiś czas, naprawdę stanę się facetem…
Uświadomiła sobie jedno, od teraz już do końca, będzie ją coś łączyć, z tym Ślizgonem. Te wszystkie kłótnie i wyzwiska, były mało istotne. Zabini był pierwszą osobą, przed którą nie czuła już takiego wstydu. Znał ją dobrze i ona jego. Może nawet, za dobrze. Westchnęła żałośnie.
Wypad do Hogsmeade ma zamiar spędzić z Ronem i Harry, nie ma jeszcze planu jak ma im wytłumaczyć chęć przebywania z nimi, ale jak stwierdziła, jest to mało istotne. Skoro Blaise, może sobie paradować w jej ciele po Slytherinie to, czemu ona ma się ograniczać? W końcu będzie mogła zapomnieć o nim i Malfoyu. Loki, które jeszcze bardziej się uwidoczniły, pod napływem wilgotnego powietrza, sprawiły że Hermiona wyglądała jak niesforny aniołek, przerośnięty ale aniołek. Przymknęła okno w dormitorium i wyszła.
- Draco? - blondyn wchodził właśnie do Pokoju Wspólnego. Hermiona powstrzymała się z całych sił, by nie wybuchnąć śmiechem, na widok jego fryzury.
- Czego? - zatrzymał się na przeciwko niej. Draco Malfoy czuł, że nadchodzą czasy, kiedy w końcu przestanie się powstrzymywać i zacznie rzucać Avadami, we wszystkie napotkane osoby, na jego drodze egzystencjalnej udręki.
- Co ci jest?
- Nic.
"Cóż za złożona wypowiedź, Malfoy" - pomyślała, spoglądając na chłopaka, który wyglądał, jakby właśnie wstał z grobu i wracał powoli do świata żywych.
- Słuchaj- zaczęła, przez chwilę kontemplując, jak ma wydusić z siebie coś, w miarę na poziomie przeciętnego człowieka, ale jakoś nic, co mogłoby brzmieć normalnie, nie przychodzi jej do głowy. Postanowiła jednak zapytać, w końcu może Malfoy ma do powiedzenia więcej w pewnej sprawie. - Czy ty uważasz, że mamy "specjalne relacje"?
Draco mrugnął tępo powiekami ,otworzył usta, po chwili znów je zamknął, wydając z siebie ciche mrukniecie kota, który właśnie został złajany przez pana.
- Co mamy specjalne? - wymamrotał, wkładając dłonie do kieszeni spodni.
- Wiesz teraz może nie, ale kiedyś bardziej nas "to" coś specjalnego łączyło, czy o to chodzi?
Draco Malfoy poczuł, jakby właśnie ktoś, przywalił mu z liścia prosto w policzek i to nie jeden, a kilka razy pod rząd. Czy ten palant, właśnie się z niego nabija? Specjalne relacje? Kiedyś? Wywalił oczy jak pies, gdy widzi zbliżającego się listonosza do bramki, mimo osłabionego samopoczucie, postanowił postawić się do pionu.
- Specjalne, to powinno być pomieszczenie, dla wykolejeńców takich jak ty - skwitował zbulwersowany. - Poza tym, precz mi z przed twarzy, natychmiast.
- Ale Hogsmeade, myślałem że pójdziemy razem i...
- Razem to możemy pójść, wykopać ci dół w lesie.
" A tego, co znowu ugryzło?" pomyślała Hermiona. Wydymała usta, rzucając w jego stronę urażone spojrzenie.
- Nawet się na mnie nie patrz tymi ślepiami, bo jeszcze bardziej mnie rozłościsz.
- Dobrze już dobrze, kupić ci coś?
- Sznurek, młotek i gwoździe.
- A coś poza tym?
- Płyn do pukania ust, rano mi się skończył - Hermiona przewróciła oczami.
- Jak to mówią, jedni bronią się mieczem, inni językiem- warknęła.
- Mi wystarczy nazwisko i różdżka, a nawet dwie. Język pożytkuje w inny sposób.
Hermiona wykrzywiła twarz, czując się zniesmaczoną do najwyższego stopnia.
- Widzę, że bycie miłym dla ciebie, działa w odwrotną stronę.
- Widzę, że bycie niemiłym dla ciebie, działa w odwrotną stronę - powtórzył, bez dalszych konfrontacji, odwrócił się i zniknął, zostawiając za sobą podmuch chłodu.
Co ten Malfoy? Najpierw ją całuje, a później sprawia wrażenie wielce obrażonego. Jakby to była jej wina, niedoczekanie. O co mu w ogóle chodziło? Przecież zapytała tylko o… właśnie, o co tak naprawdę zapytała? Specjalne relacje. Co takiego było w tym terminie? Nadmuchała policzka ze złości. Jak to możliwe, że Malfoy w kilka sekund, potrafi popsuć jej humor?

*
Blaise w czerwonym płaszczyku, skórzanych traperach i ciepłym wełnianym szaliczku, stał przy bramie Hogwartu, wraz z tłumem uczniów. Policzka zarumieniły mu się od już, mroźnego chłodu. Od czasu, do czasu, brał głęboki wdech i nabierał powietrze, wypuszczając parę z ust. Trochę obawiał się, że jego, już i tak, zbyt wielka czupryna, zakręci się jeszcze bardziej, od tego wilgotnego powietrza, dlatego co chwile gładził dłonią włosy, dla upewnienia czy wszystko z nimi w porządku.
- Co się tak wychylasz, Potter? Parkinson ci po głowie chodzi? - zarechotał.
- Nie wiem, o czym do mnie mówisz - mruknął Harry. Po chwili szkiełka okularów zaparowały mu, na co Blaise parsknął śmiechem.
- Patrz Pansy idzie!
- Gdzie?! - Harry zaczął przecierać okulary końcem kurtki, rozglądając się energicznie na boki.
- Żałosne Harry - mruknęła pod nosem Ginny. Zabini znowu zawył ze śmiechu.
- Dajcie mu spokój, co - warknął Ron. - Sama nie jesteś lepsza, Hermiono.
- A cóż ja uczyniłam takiego złego, Ronaldzie? - Zabini uwielbiał towarzystwo Gryfonów, byli to ludzie, których najprościej dało się sprowokować byle zaczepką.
- Uganiasz się za tym gumochłonem Zabinim i już zupełnie straciłaś głowę - Ron postanowił wyłożyć kawę na ławę.
Gumochłonem? Ten Weasley, naprawdę za bardzo sobie ostatnio poczyna.
- Miłość to się nazywa. Jak dorośniesz to zrozumiesz.
- Dorosła się znalazła - Ginny posłała przyjaciółce wredny uśmieszek, wystawiając przy tym język.
- Wiesz Ginny, moja kochana przyjaciółko, Ślizgoni to tak jakby ziemscy bogowie mitologiczni. Jeśli troszkę się postarasz, potrafią zaspokoić cię w każdy, możliwy sposób.
- Ale zawsze musi być jakaś ofiara, aby na to zaspokojenie zasłużyć, czyż nie?
- W rzeczy samej, jak to mówią, nic nie jest za darmo.
Ginny spojrzała wymownie w stronę Blaise. Zanim cokolwiek skomentowała, na horyzoncie pojawiła się kolejna, jakże charyzmatyczna postać.
- Cześć wszystkim! - Hermiona podeszła do grupki Gryfonów, posyłając im rozbrajający uśmiech. Zabini z piorunował ją wzrokiem.
Spojrzenie Blaise, mówiące: Ślizgon, który mówi "cześć" Gryfoną, tego jeszcze nie było. Brawo Granger, żeś teraz zabłysnęła.
Spojrzenie Hermiony: Też mi coś, lepiej powiedz skąd bierzesz te wszystkie ciuchy, które masz na sobie? Bo na pewno nie należą do mnie.
Blaise: Proszę, proszę, stawiamy sie? Może od razu powiedzmy, że Ty to Ja, a Ja to Ty?
Hermiona: Proszę bardzo, mów.
Blaise: Myślisz, że nie powiem?
Hermiona: Mów, mów, nie rusza mnie to w ogóle.
Blaise: Oczywiście, że powiem. Tylko później mi nie rycz, jaki to ze mnie cham i drań.
Hermiona: Określenia " cham i drań" akurat adekwatnie do Ciebie pasują. Dodałabym jeszcze, zakochany w sobie erotoman…
Blais: Że... że, co? Erotoman?!
- Eee wszystko z wami w porządku? - dosłyszeli głos Harrego, na co oboje zaczęli głośno chrząkać.
- Co? Tak oczywiście - nałożyła na twarz wielki, zbyt sztuczny uśmiech. - Pomyślałem, że się przywitam, fajnie byłoby spędzić ten czas razem.
- Bez wzajemności - parsknął Zabini, szurając noga po ziemi.
- Blaise a ty, co? Postanowiłeś opuścić nasze zacne Ślizgońskie szeregi, na rzecz Wszechwidzącej Panny Granger? - Pojawiła się Pansy, radośnie klaskają w dłonie, na widok Hermiony.
- Parkinson, nie wybiegaj w przyszłość i lepiej powiedz, po co żeś i ty tu przylazła? - Blaise czuł coraz większą frustrację z niewiadomych mu przyczyn.
- Bo co, Granger? Kto bogatemu zabroni?
- Cześć Pansy - wydukał Harry, wychylając się z boku.
- Cześć Potter - powiedziała półszeptem, czując mrowienie w brzuchu.
Po tej błyskotliwie wymianie zdań, Blaise stwierdził, że właśnie znajduje się w samym środku cmentarza intelektualnego.
- Blaise, a gdzie zgubiłeś Draco Walecznego? - zagadała Pansy, żeby to zmienić temat i pozbyć się rumieńców, które z niewiadomych przyczyn, zawitały na jej twarzy. Hermiona wzruszyła ramionami, czując powracając złość z ich wcześniejszego spotkania. Malfoy, niech on jej się tylko na oczy pokaże. Przyjaciel? Pff szczerze w tym momencie współczuła Zabiniemu, za takiego przyjaciela, co w sekundzie potrafi zaburzyć całe dotychczasowe ego. Sami zboczeńcy i degeneraci. Pokręciła mętnie głową. Tak nie będzie.
- Jak to gdzie? - zdziwiła się Ginny. - Pewnie leży i zdycha.
- Że, co?
- Spotkaliśmy go wcześniej. Frajer ledwo, co oddychał, błagał żebyśmy mu pomogli - wymamrotał triumfalnym głosem, Ron.
- Cóż, znam trochę inną wersję tego zdarzenia.
Hermiona z przejęciem wysłuchała historii Ginny o tym, w jakim stanie znaleźli Malfoya. Winiła się z całego serca, że się nie domyśliła, widząc go przed wyjściem, do Hogsmeade. Głupi Malfoy, nie mógł powiedzieć, że jest chory? Tylko zgrywał jak zawsze fajnego?
- Dziękuję Ginny, że się nim zaopiekowałaś - Hermiona położyła dłoń na jej ramieniu, posyłając uśmiech pełen wdzięczności.
- Nie, daj spokój. Przecież to nic takiego, serio... Nie ma sprawy - speszyła się rudowłosa.
- Jak to nic takiego? Oczywiście, że to wiele, mogliście go zostawić i nie wiadomo jak by skończył, a dzięki wam odpoczywa teraz. Szkoda tylko, że o tym nie wiedziałem, to bym z nim został.
Ginny popatrzyła na Zabiniego, jak na przybysz z innej planety. Ten osobnik, który za każdym razem doprowadzał ją do stanu nerwicowego, teraz wydawał się być ciepłą i miłą osobą. Od kiedy taki jest? Czy zawsze taki był? Serce lekko jej drgnęło, czując ciężką, ale przyjemna dłoń na ramieniu.
- A tobie, co znowu? - Spojrzała spod przymrożonych powiek. W końcu rzadko miała okazję rozmawiać z Blaise sam na sam, a jak już to zazwyczaj te rozmowy kończyły się wyzwiskami.
- Nie rozumiem - Hermiona nadal miała ciepły i spokojny wzrok.
- Żartujesz sobie teraz ze mnie?
- Czemu miałbym? - Zapytała nie bardzo wiedząc, o co chodzi jej przyjaciółce.
- Bogowie, kto za wami wszystkimi nadąży - Ginny zdawała się mówić bardziej do siebie, niż do osoby idącej obok.

*

Blaise, jako że ostatnio mocno naruszył stan psychiczny Hermiony postanowił nie wchodzić jej dzisiaj zanadto w drogę. Dlatego też, wraz z Harrym i Ronem, ruszył do Trzech Mioteł, aby trochę pospiskować.
- Ojciec Malfoya i ten typ mają się jeszcze spotkać - Harry, dla potwierdzenia powagi sytuacji, upił łyk piwa karmelowego, po czym z impetem odłożył kufel na stoliku. - Dobrze by było wiedzieć, co oni kombinują.
- Ta sprawa śmierdzi mi na kilometr - Ron pokiwał głową, rzucają despotyczne spojrzenie.
- I co macie zamiar WY z tym zrobić, co? - Blaise nie potrafił powstrzymać się od ironii - Lepiej dajcie spokój, bo sami kopiecie pod sobą dołek.
- Chyba nie masz zamiaru, tak tego zostawić Hermi? - oburzył się Ron. - No tak, od kiedy jesteś z tym przerośniętym, owłosionym niedźwiedziem, zaczęłaś wszystko olewać.
- Mniemam się domyśleć, że ten przerośnięty, owłosiony niedźwiedź, to Zabini? - Blais zrobił dwuznaczną minę.
- Bo nim jest - stwierdził rzeczowo Rudy.
- Już ty Weasley jeszcze pożałujesz tych słów - szepnął do siebie, zaciskając palce na siedzeniu krzesła.
- Mówiłaś coś?
- Mówię, że błyskotliwie umiesz określać ludzi - posłał mu wymuszony uśmieszek.
- Ten szemrany typ, co był w tedy z Malfoyem coś dla niego przechowywał - przerwał tą wymianę zdań brunet. - Pytanie tylko, co to może być?
- I dlaczego wybrali sobie za miejsce spotkań Wrzeszczącą Chatę?
- Może lubią zabawiać się z nutką grozy? - zarechotał Zabini, ale widząc spojrzenia swoich towarzyszy szybko zrzedła mu mina.
- Teraz na pewno ich nie spotkamy, jest za dużo ludzi.
- Oszaleje z wami, na siłę szukacie kłopotów - mruknął Blaise, wpychając sobie do ust wielką garść czekoladek.
A więc, tak wygląda bycie jednym z trójki wspaniałych wybawców świata. Zabini stwierdził, że to całkiem fajne uczucie. Być tym dobrym. Spiskowanie z Potterem i Weasley to naprawdę ciekawe doświadczenie. Nie uśmiechało mu się jednak, mieszać w sprawy ojca Malfoya. W końcu, nie bez powodu nazwisko Lucjusz Malfoy, budziło w ludziach grozę i strach.
- Ten włochaty facet nie daje mi spokoju, już go kiedyś widziałem - Ron starał się skupić z całych sił, ale niestety skończyło się to skurczem brzucha. - Muszę do łazienki. - pośpiesznie wstał, mrucząc jeszcze coś pod nosem.
- Pott... Harry wydaje mi się, że nie powinniśmy się w to mieszać - Zabini chciał za wszelką cenę odsunąć Harrego od tej sprawy. Zanurzył dłoń w misce z czekoladkami i ponownie wypchał sobie nimi policzka.
- Kim jesteś? - Harry dokończył, ze stoickim spokojem, pić piwo. Zabini napotkał z pod okularów, przeszywającego go, zielone oczy. Zamarł w miejscu, czując jak w gardle, utkwił mu kawałek czekolady i szczypta strachu.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 28.01.2014 13:29


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 28.01.2014 12:04
Post #48 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



cz2.

*
- Chodźmy do Trzech Mioteł, no! - Pansy kończyła pić już trzecie piwo. Cała grupka Ślizgonów wybrała się do Gospody Pod Świńskim Łbem, a tylko dlatego, że odwieczną tradycją, było omijanie miejsc, gdzie znajduje się Potter ze swoją gwardią. Rzecz jasna, tę tradycję zapoczątkował Draco Malfoy, który wówczas dusił się od samej myśl, że oddycha tym samym powietrzem, co Harry.
- Pansy, po co chcesz tam iść? - Goyle zsunął okulary, rzucając zawadiackie spojrzenie. - Czy to, dlatego że przed chwilą Potter tam wlazł?
- Oczywiście, że nie. Nawet nie wiedziałam, że tam poszedł - skłamała, robiąc napuszoną minę.
- Jasne. A ja jestem Gilderoy Lockhart - zarechotał, dławiąc się piwem, tak, że po chwili struga cieczy, spłynęła mu po brodzie.
- Blaise, ty na pewno chcesz się spotkać z Hermioną - zrobiła maślane oczy.
- Nie bardzo - odpowiedziała automatycznie, siorbiąc przez słomkę, koktajl. "Jeszcze czego " - pomyślała cierpko, przygryzając z nerwów, plastik.
Pansy wykrzywiła usta.
- Na was naprawdę można liczyć - prychnęła.
- Daj spokój Pansy myślisz, że taki Potter na ciebie spojrzy? - Millicenta od pewnego czasu rzucała kuszące spojrzenie w stronę nieznajomego młodzieńca, który odpowiadał na jej zaloty, czarującym uśmiechem. - Przecież go laski nie odstępują na krok.
- Nie prawda. Harry raczej jest wstydliwy, jeśli chodzi o dziewczyny - stwierdziła Hermiona, jako że wiedziała o Harrym Potterze wszytko, co jest możliwe, a nawet więcej. Dopiero po chwili, zorientowała się, że palnęła gafę.
- A ty skąd to wiesz?
- No ostatnio spędzam, trochę czasu z Hermi i zauważyłem to i owo - mówiła, co jej ślina na język naniesie. - Większość dziewczyn odprawia z kwitkiem.
- Widzisz - pokiwała głową Mill. - Pewnie interesuje się starszymi.
Hermiona na to stwierdzenia zapiała w duszy ze śmiechu. Czy to możliwe, aby właśnie tak było? Harry interesował się starszymi kobietami? Przypomniała sobie, jak dobrze dogadywał się z Tonks czy też Panią Weasley, czy możliwe, że on… ?
NIE!
Diagnoza na dzisiaj: Zbyt długie przebywanie w towarzystwie Ślizgonów cofa człowieka w rozwoju! Kropka!
- Co mi niby brakuje? - zamachnęła się Pansy. - Jestem czystej krwi, zostałam prefektem, byłam pierwszą dziewczyną Malfoya.
- Same sukcesy życiowe, Pansy - zarechotała Mill.
Granger uśmiechnęła się do siebie. Pansy Parkinson naprawdę potrafiła być zabawną osobą. Poza tym, była ładna, dopiero teraz to dostrzegła.
Chociaż, do tej pory zastanawiała się, czym dokładnie kierował się Doumbledore, wybierając poszczególnych prefektów.
- Ja cię lubię.
- Widzicie, nawet Blaise mnie lubi.
- On wszystkich ostatnio lubi.
- Nie prawda - oburzyła się Hermiona, kiwając swoją ciemną czupryną.
- Jak tam wasz trójkąt miłosny?
Trójką miłosny? Co to niby ma znaczyć? Czemu ludzie, muszą używać takich dziwnych, niejasnych sformułowań? " Specjalne relacje", "trójkąty miłosne", w co jeszcze zostanie wplątana?
- Nie ma nic takiego - burknęła, czując, że to ten moment, kiedy trzeba się ulotnić, bo zaraz padnie masa pytań, na które nie będzie potrafiła odpowiedzieć.
- Mówże prosto z mostu, co was łączy, a nie owijasz w bawełnę - Goyle wymierzył w nią palcem wskazującym, jakby właśnie odkrył coś, co ma zmienić cały świat czarodziejów.
- Bzykanko to wy chyba udane macie, skoro taki ostatnio spokojny chodzisz .
Hermiona nie wytrzymała. W stała z miejsca, z hukiem waląc dłońmi w stolik i zmierzyła wzrokiem wszystkich po kolei.
- Za kogo wy mnie macie? - jej sopran rozbrzmiał po sali, jak echo odbijające się po pustym pomieszczeniu - Hermiona to szanująca się, inteligenta, bystra osoba. Myślicie, że… że co? Że pójdzie do łóżka z byle lepszym? - Wszyscy Ślizgoni zamarli, z kamiennymi twarzami. Narzuciła szalik i zrobiła kilka sztywnych kroków w stronę wyjścia. Chwilę tak stała, czując jak emocje powoli się z niej ulatniają. Wróciła do stolika, dokończyła z szybkością lamparta, pić koktajl, po czym wyszła z miną Pierwszej Damy Hogwartu.
- Znalazł się wrażliwiec - warknęła, jako pierwsza Mill. - Od kiedy to on taki wielki panicz się zrobił? Obrońca Dumy Granger.
- Daj mu spokój, nie wiesz, że miłość zmienia ludzi? - westchnęła melancholijnie Pansy, myśląc niewiadomo, o czym, bo na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec.
- Ale Zabiniego? - nie potrafiła w to uwierzyć. - Myślałam, że to jest niemożliwe.
- A jednak, nasz męski i brutalny Blais, pokazał swoją drugą stronę, delikatnego i wrażliwego romantyka - rozmarzona, podparła głowę na dłoni, robiąc maślane oczy. - Zazdroszczę im.
- Gran…Blaise! - do gospody wpadł niczym szaleniec, we własnej osobie Zabini, dysząc jak troll górski staczający się z samego szczytu skały. Czupryna, na jego głowie wyglądała, jakby właśnie przeszło przez nią stado chochlików.
- Co Granger tak się wydzierasz, jakbyś zaraz rodzić miała? - mruknęła Pansy, spoglądając jak Blaise miota wściekłym spojrzeniem po wszystkich twarzach, zaciskając dłonie w pieści.
- Gdzie ona jest?
- Bo co?
Blaise wywalił oczy na Mill, jakby zaraz miał rzucić się jej na szyję i przegryźć tętnice.
- Zapomnij - warknął uświadamiając sobie, że ze Ślizgonami, z perspektywy Gryfona, nie idzie się dogadać.
- Siadaj Granger i się lepiej napij, bo ci zaraz żyłka pęknie.
- Już mi pękła! - warknął Zabini, ocierając pot z czoła. Obrócił się jeszcze kilka razy, lekko zdezorientowany, rozejrzał się po gospodzie.
- Nic nie rozumiem - bąknęła zazdrosna Pansy.
- Nieważne, poczekam tu po prostu na nią. NIEGO! - pokręcił nerwowo głową, wciskając swoje cztery litery między Pansy i Goyle.
- Proszę, nie krępuj się - prychnęła Mill. - Może ciasteczko?


Świerzy wiatr dmuchał w twarz Hermiony tak, że powoli zaczynała nieprzyjemne szczypać. Co prawda plan miała taki, by zaczaić się jakoś przy Harrym i Ronem, ale czując zimno, oraz zważając na jej paskudny humor, postanowiła sobie dzisiaj to spotkanie darować.
Malfoy jest chory. Do tej pory wydawało jej się, że takie osoby jak Draco, czy też Zabini, po prostu nie chorują. W ogóle nie są ludźmi, tylko jakimiś chodzącymi manekinami, o pięknym wyglądzie i pustych wnętrznościach. Westchnęła, wypuszczając ciepłą parę z ust. Szła przed siebie i nim się zorientowała, nogi poprowadziły ją pod Wrzeszczącą Chatę.
- Co ja tu robię… - mruknęła, szurając stopami po wilgotnej trawie. Rozejrzała się po pustej okolicy, zatrzymując wzrok ponownie na chacie. Uśmiechnęła się w duchu, na same wspomnienia, jakie w niej przeżyła. Pierwsze spotkanie Syriusza, odkrycie prawdziwej tożsamości Parszywka, wydawało się jej jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Spojrzała w niebo, godzina wydawała się być jeszcze wczesna, dlatego miała czas, aby chwile się tutaj rozglądnąć. Postanowiła odświeżyć wspomnienia i ruszyła prosto do wejścia Wrzeszczącej Chaty. Wbrew opinią innych ludzi, to miejsce nie budziło w niej strachu. Wręcz miała do niego pewnego rodzaju sentyment. Zapach, który ją powitał, był przepełniony stęchlizną i kurzem. Kichnęła kilka razy, czując mrowienie w nosie.
- Kto tu jest? - mocny, gruby głos, wyrwał ją z przemyśleń, wprawiając ciało w lekkie drgawki. Odwróciła się i ku jej oczom stał wielki, włochaty mężczyzna, odziany w gruby, brudny płaszcz.
- Coś za jeden? - warknął łapiąc ją za kurtkę i podnosząc ku wysokości swojej twarzy. Hermiona poczuła w gardle gula niezidentyfikowanej substancji.
- Przeklęty, arystokratyczny bubek, znowu zapomniał nałożyć zaklęcia ochronne - zaklną. - No mów, co języka nie masz w tych swoich ślicznych usteczkach? A może, mam ci go wyrwać?
Hermiona wlepiła w oblepioną brudem twarz, swoje szklące się oczy, nie potrafiąc wydusić z siebie nic, prócz cichego sapnięcia.
- Ruszaj się - odstawił ją na powrót na ziemie, popychając w plecy. - No już smarkaczu, ruszaj się.
Weszli w głąb chaty gdzie, mężczyzna przypominający wikinga z książek, otworzył jedne ze spróchniałych drzwi i popchnął ją ku wejścia.
- Jakiś młody szczur nam się tu przypałętał.
" O rany", pomyślała Hermiona, wpatrzona szklącymi oczami w Lucjusza Malfoya, który właśnie odwrócił się w jej stronę, rzucając zaskoczone spojrzenie.
- Zabini? - nie ukrywał zdziwienia. " No tak jestem Zabinim" pomyślała starając się pocieszyć w duchu, że może uda jej się jakoś z tego wszystkiego wyplątać.
- Pan Malfoy - wychrypiała, z trudem łapiąc oddech. Jednak Lucjusz zanim cokolwiek powiedział w jej stronę, obrzucił swojego włochatego kompana wzrokiem godnym politowania.
- Nie miałeś przypadkiem pilnować wejścia? - wysyczał, zaciskając usta w białą linię. - A może z tobą trzeba komunikować się kaligrafami, bo widzę, że słownie do ciebie nic nie dociera?
- Nie zwalaj wszystkiego na mnie- odszczekał mu z wzajemną wrogością.
Lucjusz Malfoy przymknął powieki, trwając tak chwilę bez słowa. Hermiona, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Draco jest idealną jego kopią, tyle, że o wiele młodszą i mniej przerażającą. Ten sam idealnie prosty nos, to samo spojrzenie, mówiące więcej, niż jakiekolwiek słowa i ten sam cyniczny ton głosu. Jedynie włosy miał gdzieniegdzie siwe, ale ten defekt, nadrabiał idealną postawą i wyrafinowaniem. Wzdrygnęła się, widząc jak oczy mu się otworzyły, spoglądając teraz prosto na nią.
- Chłopcze, mógłbyś mnie oświecić, co ty tu do cholery robisz? - głos Malfoya nie był jakoś specjalnie groźny, ale Hermiona wyraźnie wyczuła w nim irytację.
- Ja… - zaczęła z trudem, przezwyciężając strach, jaki ją ogarnął. - Był wypad do Hogsmeade i…
Lucjusz Malfoy spiorunował spojrzeniem, to ją, to włochatego mężczyznę.
- Czy przypadkiem żeś nie mówił, że ten wypad ma być za tydzień?! - trzasnął swoją laską w podłogę tak, że jeszcze chwila, a cała chatka mogłaby zamienić się w popiół. - A może masz mnie za wariata, tak? - Głos Lucjusza właśnie dochodził do fazy punktu krytycznego. Włochaty mężczyzna, wyszczerzył zęby w jego stronę na znak, że go to wcale nie rusza i on bynajmniej bać się kogoś takiego, jak Lucjusza Malfoya, nie będzie.
- Twój syn tak mówił - zarechotał, rzucając mu wyzywające spojrzenie.
- I ty słuchasz mojego syna? - Lucjusz przewrócił oczami, na co Hermiona z ledwością powstrzymała się od śmiechu, gdyż zrobił to w identyczny sposób jak Draco.
- Skąd mogłem wiedzieć, że to taka wierna kopia tatusia? - zarechotał Włochaty.
- To szatańskie nasienie, nosi moje nazwisko, siłą rzeczy powinieneś się domyśleć.
"Co racja, to racja" - przyznała w myślach Hermiona.
- Prawda, wszyscy jesteście potomkami Lucyfera, jedynie twoja żoneczka trzyma poziom - Włochaty pokiwał głową. - Że też taka laseczka, poleciała na takiego…
- Kundel jak ty, nie powinien tyle szczekać - przerwał mu Lucjusz.
- Nieważne, idziemy stąd. Mieliśmy szczęście, że to Blaise tutaj przyszedł, a nie, kto inny.
Hermiona przełknęła ślinę, rzeczywiście miała szczęście, że była teraz Zabinim. Kto wie, jakby to wszystko się skończyło?
- Przepraszam, a co pan tu właściwie robi? - czemu by nie wykorzystać sytuacji i nie wybadać, co ojciec Malfoya znowu knuje. Lucjusz rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie, szybkim ruchem owinął w szmatkę coś srebrnego, co znajdowało się na stoliku, i schował pakunek do płaszcza.
- Interesy chłopcze - mruknął. - Jakby twoja matka, nie była taka nadopiekuńcza, to może byś wiedział. Ale jako, że jest tak, a nie inaczej, mam zamiar traktować cię tylko, jako dobrego kolegę mojego syna. W te sprawy lepiej się nie mieszaj.
Hermiona tępo pokiwała głową. No tak, w przeciwieństwie do Dracona, ona nie posiadała czarnego znaku na przedramieniu.
- Tak przy okazji, gdzie ten degenerat, potocznie zwany moim synem, polazł?
- Został w Hogwarcie - wolała pominąć, że jego pierworodny, jest chory. Uprzedzając jego kolejne pytanie, mówiła dalej. - Miał coś do zrobienia, nie wiem dokładnie, o co chodzi.
Starszy Malfoy otworzył szeroko oczy, ściszając swój głos, robiąc kilka kroków w stronę Hermiony.
- Powiedz no, Blasie - zaczął ostrożnie, tak, by przypadkiem jego kompan go nie dosłyszał - Bez owijania w bawełnę, czy on ćpa? Grzybki? Hera, a może w nos?
Zamrugała tępo oczami, wpatrzona w wyczekującą, dostoją, twarz arystokraty.
- Co pan też - wymamrotała, zaskoczona że Lucjusz Malfoy może podejrzewać swojego syna, o coś takiego. - Ja nie wiem, nic mi o tym nie wiadomo. Pije dużo kawy, ale..
- A więc kofeina! Wiedziałem!
Lucjusz pokręcił głową, głośno wzdychając.
- To dziecko mnie do grobu pośle, prędzej niż Czary Pan - powiedział do siebie. Zacisnął dłoń na swojej lasce i kiwnął głowa ku wyjściu.
- No młody, ruszaj się - warknął Włochaty. - Chyba, że chcesz abym ci pomógł?
- Nie… - przełknęła ślinę. - Dam sobie radę.
Stali przed Wrzeszczącą Chatą. Lucjusz Malfoy, z miną człowieka, to i zmęczonego życiem, to i zniesmaczonego całą tą sytuacją, zaczął otrzepywać czarny płaszcz, jakby pobyt w tym miejscu, narażał go na wszelkiego rodzaju bród i smród.
- Chyba nie musze mówić, że to spotkanie ma zostać między nami? - rzucił jej porozumiewawcze spojrzenie. Hermiona tępo pokiwała głową, chcąc jak najszybciej wrócić do Hogwartu.
- Dobrze, w takim razie żegnam. A my widzimy się za trzy doby.
Hermiona stała chwilę w miejscu, słysząc jeszcze w oddali, jak Lucjusz Malfoy mamrocze pod nosem " Kofeina! Gówniarzowi kofeina w krwioobieg weszła, kofeina! Ja mu dam kofeinę!". Nie zważając już na zimny wiatr i chmury, zapowiadające dreszcz, zastanawiała się, czym było to srebrne coś, co Lucjusz Malfoy miał ze sobą?


Wracając do Gospody Pod Świńskim, nie potrafiła się na niczym skupić. Co ma zrobić? Musi porozmawiać z Harrym i Ronem, to na pewno. Ale jak? Ma udawać, że ze złego Zabiniego stała się nagle tym dobrym? Absurd. To może wyznać prawdę? Blaise ją zabije. Wszystkie warianty nie pasowały, a jedynie, co jej zostało, to po prostu wrócić do swojego ciała. Tylko jak to zrobić? Czy to jest w ogóle możliwe? Załkała cicho w duszy.
W Gospodzie, towarzystwo nadal bawiło się dobrze, tyle że wśród Ślizgonów, dostrzegła znana jej osobę.
- No wreszcie jesteś! - pisnęła Pansy, uwieszając jej się na szyi.
Hermiona zdawała się być zupełnie wypompowana z życia. Spojrzała zmęczonym wzrokiem na Blaise, którego mina nie zwiastowała nic dobrego.
- Musimy pogadać - zakomunikował, kiedy wracali wraz z innymi w stronę Hogwartu.
- Koniecznie - potwierdziła.
- Przyjdę do Ciebie zaraz po kolacji.
Pokiwała bez słowa głową, na znak zgody. Czuła, że to nie będzie miła rozmowa…

*

Hermiona nie poszła na obiad, wiedziała, że nie byłaby w stanie nic przełknąć. Od dwóch godzin siedziała w miejscu i dziergała na drutach, byle by przestać miotać się po całym dormitorium. Było już późne południe, niebo powoli ciemniało a powietrze robiło się jeszcze bardziej chłodne.
Malfoy.
Powinna iść do niego, chociaż zobaczyć jak się czuje. Od dłuższego czasu zbierała się na to spotkanie, a jednak coś ją nadal trzymało w miejscu.
Jego ojciec.
Lucjusz.
Lucjusz Mlafoy, którego dzisiaj spotkała, może nie był aż tak przerażający, ale z pewności wzbudził w niej niepokój. Poza tym, jak się okazało, zachowywał się jeszcze dziwaczniej, niż jeżeli Dracon. " Ta rodzina jest naprawdę bardziej pokręcona niż sam Moody" - pomyślała cierpko. I ten włochaty facet, była pewna, że już widziała tę twarz. Dość tego, nie będzie tutaj siedziała i się dłużej zadręczała. Wieczorem to wszystko wyjaśni, a tymczasem, ma zamiar odegrać swoją rolę do końca.
Kiedy zapukała do drzwi Dracona, odpowiedziała jej cisza. Weszła, bez zaproszenia, niosąc ze sobą tace. Widząc jak blondyn śpi, odłożyła ją cicho na stoliku i przysiadła delikatnie na krańcu łóżka. Oddech Dracona był spokojny, chłopak od czasu, do czas przekręcał się na boki, cicho mrucząc. Najwyraźniej śniło mu się coś przyjemno. Może, właśnie miał miłą fantazję o prawdziwym Blaise? W końcu się całowali, znaczy to on, Malfoy, pocałował ją. Kilka razy. Zaczynając tym sposobem, ciężką, irytującą, kłótnie sprzeczności, w głowię Gryfonki. Hermiona przyjrzała się dokładnie tej twarzy. Draco, jego ojciec, zamiana z Blaise, jak to wszystko mogło się jej zdarzyć w tak krótkim czasie? Takie sytuacje, w jakich ona miała okazję ostatnio uczestniczyć, powinny być karane.
Zbliżyła swoją twarz, przyglądając się bladym ustom. Matulu kochana, ona się z nim całowała. I to wczoraj. Te usta i jej usta, znaczy w sumie nie jej, a Zabiniego… JAKIE TO POKRĘCONE!
Westchnęła , spoglądając teraz, na idealnie prosty nos chłopaka.
- Identyczne! - wyszeptała z zachwytem.
- Co robisz? - podskoczyła w miejscu, szybko oddalając głowę.
- Słyszałem, że jesteś chory - mruknęła, czując lekkie zażenowanie. - Jak się czujesz?
Draco nie odpowiedział, podparł się na łokciach i obrzucił ją spojrzeniem, człowieka, który posiadł technikę mordowania wzrokiem i zaraz zacznie jej używać.
Leżąc tak od kilku godzin, udało mu się w końcu opanować rozpalenie, jednak mając przed sobą ponownie twarz Blaise Zabiniego, obawiał się, że objawy wrócą znowu. Dlatego postanowił wykorzystać, w każdym aspekcie, swój urok Malfoyów i wyrzucić go w sam środek piekła.
- Wyjdź.
- Przyniosłem ci kaszkę i lekarstwo.
- Czy wyglądam ci na kogoś, kto jada kaszki lub lekarstwa? Wynocha.
Hermiona wypełniła policzka powietrzem, trwając tak chwilę w bezruchu.
- Nie chcę, zostane. - Mruknęła.
Draco wywalił na nią oczy, pełne zdziwienia.
- Nie chcesz? - niemal krzyknął. - Wynoś się, to nie jest prośba Zabini.
- Czemu tak się zachowujesz? - warknęła. - Ginny mówiła, że zemdlałeś, więc jak to nie jesteś chory, jak jesteś? Musi się ktoś tobą zaopiekować.
- Że niby, tą osobą, masz być TY?
- Co, w ty złego?
- Mówiąc w skrócie: Wszystko.
- Malfoy,jesteś chory, ciesz się, że w ogóle, chce się tobą zająć.
- Nie jestem chory - warknął, przymykając powieki. On naprawdę musi w końcu kogoś zabić, by dać im pretekst, do nazywania go chorym. Hermiona przewróciła oczami. Jasne, Malfoy, jasne, udawaj ważniaka nawet w takiej sytuacji…
- Dobrze powiedzmy, że nie jesteś - przechyliła się, kładąc na kolana miseczkę, z jakąś dziwnie wyglądającą papką. - Ale jeść mimo wszystko musisz, masz - posunęła miskę w jego stronę. Draco założył dłonie na piersi, odwracając głowę w bok. Zacisnął mocno wargi, wyglądając jak obrażone dziecko, któremu rodzice nie chcą kupić wymarzonej zabawki.
- Masz zamiar tak się zachowywać? - pisnęła z niedowierzeniem.- Niech będzie, idę!
- I dobrze idź so… - ale Hermiona nie ruszyła się z miejsca, złapała za jego policzka i zanim Draco dokończył mówić, wsadziła mu do ust łyżeczkę z kaszką.
- Oszalałe… - z jawną premedytacją wpakowała mu kolejną porcję papki.
- Widzisz, to nie jest takie trudne - zaśmiała się widząc, to zaszokowaną, to do reszty wyprowadzoną z równowagi, twarz blondyna. Wykrzywił usta, przełykając jedzenie, po czym bez ostrzeżenia, wyrwał jej z dłoni łyżkę i urażony na dumie, zaczął dla świętego spokoju, degustować się jej potrawą.
- Jesteś pewien, że to jest jadalne?
- Oczywiście! Jest pyszna.
- Raczej: wątpliwa.
- Jedz i przestań marudzić.
- Podobno choremu wolno marudzić.
- Podobno nie jesteś chory? - wyszczerzyła do niego zęby, na co Draco westchnął żałośnie.
- Podobno... - mruknął, wkładając do wykrzywionych ust, kolejną porcję popki.
Kiedy odstawił pustą miskę, z miną już o wiele milszą niż wcześniej. Hermiona zaśmiała się w duchu. Może, Malfoy nie jest jednak taki zły. Czy nikt, wcześniej, się nim nie opiekował? Wyglądał, na naprawdę zaskoczonego, kiedy przyniosła mu jedzenie i lekarstwa. Może, Malfoy jest taki, bo brakuje mu opieki, schronienia...
E tam Hermiono , Malfoy to pyszałkowaty bogacz, rozpieszczony bachor i arogancki drań. Drań?
- Dobra, teraz zamknij oczy - zakomunikowała, wyraźnie podekscytowana.
- Co? - wycedził, jakby właśnie ktoś, poprosił go, o zdjęcie ubrań.
- No zamknij.
- Nie mam zamiaru.
- Mam coś dla ciebie - powiedziała melodyjnym głosem, co w wyniku końcowym poskutkowało, bo Draco w końcu przymknął powieki, mając nadal podejrzliwy wyraz twarzy.
- Ale jak to kolejny twój głupi plan, jak mnie wykończyć, to wiedz…
- Otwórz - powiedziała, po kilku sekundach. Draco z wielką czujnością i wrodzonym instynktem człowieka, dla którego słowo "niespodzianka", niekoniecznie znaczy coś miłego, otworzył powieki. Na szyi poczuł bijące ciepło i przyjemne łaskotanie.
- Co to ma być… - wyszeptał zupełnie zaskoczony prezentem, jaki otrzymał.
- Szalik, żebyś więcej nie chorował. Lepiej go noś, sam go robiłem - wyrecytowała, wyraźni z siebie dumna.
- Sam? - Draco przejechał dłonią po przyjemnym, wełnianym materiale, czując jak serce zaczyna mu niebezpiecznie kołatać. On sam zrobił dla niego szalik? Po co miałby to robić? Czemu? Dlaczego? Znowu to uczucie, Draco, ogarnij się. Uspokój, bo z takimi dolegliwościami nie dożyjesz nawet dwudziestki.
- W końcu muszę zrekompensować się jakoś za ten… sweter - powstrzymała się od śmiechu, co Draco skwitował krótkim, ostrzegawczym spojrzeniem.
- Podoba ci się?
Wzruszył, niby to obojętnie, ramionami. No jasne , że mu się podobał, ale prędzej zgoli się na łyso i oświadczy Potterowi, niż mu to powie.
- Cóż, jakoś wybitnie piękny to on nie jest, ale ujdzie.
" Jasne" mruknęła w myślach, Hermiona.
- A teraz idź spać - powiedziała spokojnym głosem, podnosząc swoje cztery litery. - Musze się jeszcze spotkać z Bla…. Lalala, znaczy Hermioną.
Draco przeszył go spojrzeniem.
- Chcesz przelecieć Granger? - słysząc to, Hermiona zakrztusiła się własną śliną.
- Co?
- Przyznaj się, latasz za nią jak Potter za Snapem - kontynuował.
- Wcale nie..
- To, po co za nią łazisz?
- To …. Przyjaciółka.
- Z fajnymi cyckami.
- Można się przyjaźnić z osobą płci przeciwnej. To całkiem normalne - podtrzymywała tę teorię, jako że od dawna, sama była przykładem dziewczyny, która przyjaźni się z chłopakiem. A nawet dwoma.
- To Granger posiada jakakolwiek płeć?
- Tak, spałem z nią! - warknęła przez zaciśnięte zęby czując, że zaraz udusi Malfoy tym szalikiem, który właśnie mu dała.
- Co? Serio?
- Nie.
- Spałeś - wymruczał spod przymrużonych powiek.
- Tak.
- Serio?
- Nie! Odwala ci Malfoy. Wychodzę - trzasnęła drzwiami, zostawiając zaszokowanego Malfoya w stanie krytycznym.


Kiedy Hermiona wróciła do swojego dormitorium, w środku zastała Blaise z miną osoby, która czeka na kogoś, kogo ma zaraz uśmiercić.
- Gdzie byłaś? - Wstał z łóżka mierząc ją wzrokiem.
- U Malfoya. O czym chciałeś pogadać?
Zabini miał wielką ochotę, wszcząć kolejną awanturę, na temat jej zbyt dobrych relacji z blondynem, ale postanowił odsunąć ten temat na bardziej odpowiednią chwilę. Westchnął, ponownie siadając na materacu.
- Co robisz? - zilustrowała go, podchodząc swobodnie do szafki i wyciągając z niej szarą bluzę, którą zaraz na siebie wcisnęła.
- Myślę Ganger, myślę.
- A to ciekawe Zabini, myślałam, że zostałeś pozbawiony tej zdolności wraz z narodzinami.
- Nie powinno ci być do śmiechu - mruknął posępnie. - Sprawy się tak jakby, skomplikowały.
Hermiona mimo tego, że nie wiedziała, co Blais miał na myśli pokręciła potwierdzająco głową. Owszem, skomplikowały się i to za bardzo. Jak ma mu powiedzieć o ojcu Malfoya?
- Co masz na myśli? - Po tym pytaniu nastała długa chwila ciszy. Blais, to wstał z znowu z lóżka, to podszedł do lustra, rzucając dziwne niepokojące spojrzenie, to na powrót usiadł, tym razem w fotelu, opierając łokcie o kolana.
- Potter wie - powiedział półszeptem, jakby właśnie miał jej przekazać wiadomość o czyjejś śmierci.
- Co takiego, Harry wie?
- Wie "o nas".
- O nas? - Hermiona przymrużyła oczy. O nas? O nas… co takiego może wiedzieć… - O NAS?! - podskoczyła w miejscu, czując jak dreszcze, rozeszły się po jej całym ciele.
- Jak? Co? Kiedy? Jak to mogło się stać? - pisnęła podbiegając do Blasie.
Zabini zaczął jej, więc opowiadać o zdarzeniu w Trzech Miotłach.

- Kim jesteś? - Harry dokończył ze stoickim spokojem pić piwo. Zabini napotkał ,spod okularów, przeszywającego go, zielone oczy. Zamarł w miejscu, czując jak w gardle, utkwił mu kawałek czekolady i szczypta strachu.
- Co ty bredzisz, Potter? - starał się, aby głos był nadal tak pewny jak chwilę temu, niestety, coś powodowało, że ta pewność siebie powoli się ulatniała.
- Pytam się, kim jesteś, bo na pewno nie Hermioną.
- Masz rację - zarechotał Blaise. - Jestem trollem górskim w przebraniu Hermiony. Dajże spokój Po…
- Mów, kim jesteś - Harry wyciągnął w sekundzie swoją różdżkę i w wycelował ją prost, w twarz Blaise.
- Ja.. - Blaise uniósł dłonie w geście obronnym.
- Po pierwsze, już wcześniej zaintrygowało mnie, dlaczego mówisz do większość po nazwisku - twardy półszept Harregoj zdawał się wbijać gwoździej prosto w uszy zdezorientowanego Blaise. - W tedy jednak pomyślałem, że to może hormony ci szaleją. Później jednakj to przyjęcie dla Malfoya, ta sukienka… To już zupełniej było dla mnie podejrzane - mówiąc to mocniej zacisnął dłoń na różdżce. Blaise przekręcił się na krześle jczując jak pot oblewa jego twarz. - Pomyślałem jednak, że każdy się zmienia, może chciałaś poczuć się bardziej seksownie czy coś… teraz jednak jestem przekonany, że nie jesteś Hermioną.
Zabini założył dłonie na piersij mając już pewniejszy wyraz twarzy. W końcu to tylko Potter, co mu może zrobić? Sam fakt, że jako pierwszy zauważył coś podejrzanegoj było dla Zabiniego zaskoczeniem. W końcu Harry bądź, co bądź do najbystrzejszych nie należał.
- Skąd ta pewność?
- Hermiona nienawidzi czekoladek z fasolkami. Ty za to, pochłaniasz je, w niemożliwych ilościach.
Blaise wykrzywił usta. Zdradziły go fasolki? Czy mogłoby być coś bardziej durnego? Prychnął pod nosem, czując się zażenowany bardziej, niż gdy obudził się kiedyś w łóżku Goyla, w samych gatkach.
- No dobra - zaczął, dając mu znak, aby opuścił różdżkę. - Masz rację nie jestem Hermioną.
- W takim razie, kim?
- Blaise Zabini, melduje się, w pełnej, dziewiczej okazałości!

Hermiona siedziała z otwartymi ustami, nie potrafiąc dowierzyć w nic, co Blaise powiedział. Drgnęła w miejscu, jakby ktoś wbił w jej cztery litery szpilkę.
- Tak to mniej więcej wyglądało - rozłożył ramiona w niewinnym geście.
- Fasolki? - prychnęła, podnosząc się z miejsca. - Raczysz żartować Zabini?
- Granger, nie moja wina - wymruczał. - Skąd mogłem wiedzieć, że akurat nie jadasz fasolek?
- Mogłeś nie żreć wszystkiego, co pod nosem masz - pisnęła, starając się opanować nerwy. Był to zabieg jednak zbyt trudny, zważając na sytuację. - A Harry… był bardzo zły? Krzyczał? Powiedział komuś? - mówiła na jednym tchu, miotając się po pokoju.
- Jak mogłeś być taki lekkomyślny? - kontynuowała, łapiąc się za głowę i mierzwiąc nerwowo swoje włosy. - Ciągle mnie strefujesz, żebym siedziała cicho, a sam przy lepszej okazji, dajesz ciała.
- Granger…
- Co my teraz zrobimy? Co my zrobimy?! - krzyknęła. - Harry mnie już na pewno nienawidzi… To przez ciebie, mówiłam, że to zły pomysł… ale zamiast tego Ty, postanowiłeś bawić się w to wszystko…
- Uspokój się, Potter tutaj jest.
- Właśnie jeszcze Harry tutaj jest i … - sama nie wiedziała, co mówi. Rozejrzała się po pokoju, robiąc przerażone spojrzenie. - Jak to Harry tutaj jest?!
Po kilku sekundach, spod peleryny niewidki, wyłoniła się dobrze znana jej czupryna. Harry Potter uśmiechnął się blado w jej stronę.
- Harry… - wyszeptała, czując się jakby właśnie została skazywana przez Ministerstwo, na dożywotni Azkaban. - Wiem, co teraz myślisz, "jak mogła w ogóle do tego dopuścić?". - Hermiona oddychała z ledwością robiąc się czerwona ze złości.
- Ale jaja - wycedził otępiony Harry, spoglądając z podziwem, to na Hermione, to na Blaise.
- Uderz mnie… uderz Harry, to ciało niestety, ale jest wstanie znieść wiele. Zrób to, należy mi się..
- Blais… znaczy Herm, co ty bredzisz?
- Wiem, że jesteś zły!
- Nie jestem… - zaświergotał podniecony całą sytuacją. - Oczywiście nie ukrywam, że mnie trochę zaskoczyliście.
- Chyba bardziej niż trochę, co? - zarechotał Blaise, ale szybko opuścił głowę w dół, napotykając mordercze spojrzenie Granger.
- Nie jestem zły Herm…- jego spojrzenie nie wyrażało złości czy też urazy.
- Och Harry - westchnęła z ulgą, rzucając mu się w objęcia. - Tak bardzo tęsknię, tak bardzo mi was brakuje. Ciebie i Rona.
- Damy radę - Harry odwzajemnił uścisk, mimo dziwnego uczucia, które mu towarzyszyło. W końcu, to było nadal męskie ciało, jakby nie patrzeć. Hermiona w męskim ciele. Hermiona w ciele Blaise. Hermiona mając 190 centymetrów wzrostu, Hermiona z wielkimi, potężnymi ramionami, Hermiona z wielkimi męskimi dłońmi, z lekki zarostem, z mrocznymi oczami… Hermiona, mając te same narządy, co każdy mężczyzna. Harry Potter poczuł, jak robi się czerwony z zażenowania. Delikatnie odskoczył od niej, czując jak dreszczyk emocji, przeszywa jego ciało.
- Wybacz - rzucił przepraszające spojrzenie. - Mimo wszystko, nadal jest to trochę dziwne..
Pokiwała głową ze zrozumieniem. W końcu, nie dziwiła jej reakcja Harrego, mógł poczuć się trochę zdegustowany tą sytuacją. Kto by się nie czuł? Uśmiechnęła się z ulgą, teraz liczyło się to, że nie był na nią zły, nie rzucał wyzwiskami i nie rozpowiedział wszystkim o ich zamianie ciał.
- Zabini mówił, że już trochę to trwa.
- Pamiętasz dzień uprowadzenie Malfoya? - zaczęła Hermiona, opierając się o półkę i bawiąc się w dłoniach breloczkiem, który napotkała po drodze. Oczywiście, że Harry pamiętał ten dzień ,bardzo dobrze. W końcu, nie na co dzień zdarza się Gryfonom torturować Dracona. - Następnego poranka, obudziłam się wyglądając tak.
- Ale czemu?
- Nie mam pojęcia - wzruszyła bezradnie ramionami, odstawiając breloczek na półkę i wzdychając zaczęła opowiadać. - Mieliśmy zajęcia eliksirów, dziwnym trafem wpadłam z Blaise do okropnie ciasnego pomieszczenia. Później, kiedy nie wiem nawet jak, to pomieszczenie znikło, obudziłam się na korytarzu i spotkałam was.
- Wróciłaś z nami do wierzy, pamiętam to dobrze - pokiwał głową Harry, mocno przywołując w głowie te zdarzenia.
- No więc, Potter może ty będziesz wiedział co się z nami stało? W końcu dzisiaj dowiodłeś, że plotki na temat lotności twojego umysłu są mocno przereklamowane.
- To pomieszczeni, opowiedzcie coś o nim.
- Bardzo, bardzo ciasny schowek…
- Nazwałbym, to dziurą na myszy - mruknął Blaise, przywołując dalekie wspomnienia. Uroczą, zawstydzoną Hermionę, leżącą wprost na nim. Szczery uśmiech pojawił mu się na twarzy. Gdyby, w tedy wiedział, że następnego ranka, będzie miał to ciało na wyłączność, w dosłownym znaczeniu tego słowa, nigdy by temu nie dowierzył.
- Więc to musi chodzić o to.
- Tylko, że tego schowka nie mogę znaleźć… - Hermiona dobrze pamięta bezsensowne godziny chodzenia w kółko wokół sali eliksirów.
- Szukałaś go? - Blasie uniósł ze zdziwienia brwi.
- Oczywiście. Myślisz, że siedzę bezczynnie jak ty i czekam, aż to wszystko samo się rozwiąże?
- Jasne, już się przyzwyczaiłem, do ciągłego obwiniania mnie.
- Kłótnie w niczym wam nie pomogą - odezwał się Harry. Schowek, zamiana ciał… Czy rzeczywiście, może mieć to ze sobą, coś wspólnego?
- Chciałam to zgłosić komuś, ale oczywiście ten dryblas, zwany potocznie Blaise, postanowił wykorzystać moje nieszczęście i trochę spożytkować moje niewinne ciało.
Harry wyszczerzył znacząco zęby, w stronę Ślizgona. Ta sprawa była naprawdę zabawna, sam chciałby kiedyś przez kilka dni pochodzić sobie w ciele, którejś z koleżanek. Pokiwał szybko głową, zawstydzony własnymi myślami. Tak czy inaczej bezsensu będzie zgłaszać to nauczycielom. Teraz, po fakcie, kiedy oni sami zdecydowali rozwiązać się ten problem. Zresztą Harry Potter pomoże. Zawsze pomagał, ratował i chronił. Teraz nie będzie inaczej.
- Jest coś jeszcze - Hermiona chwilę zatrzymała, wpatrzona w czubek sowich butów. - Dzisiaj, przez przypadek, trafiłam do Wrzeszczącej Chaty i spotkałam… ojca Malfoya…
Harry zareagował na te słowa, jak pies na kota.
- Dzisiaj? - wychrypiał, łapiąc ją za ramiona. - Wiedziałem! Wiedziałem, że coś szykują.
- Na szczęście wzięli mnie za Blaise… - wyszeptała, obejmując się ramionami.
- Mówił coś?
- Nic szczególnego… miał coś ze sobą, coś srebrnego.
Blaise Zabini zmarł w sekundzie. Nie wiedział czy to strach, czy po prostu właśnie coś obcego, brutalnie rozerwało mu klatkę, weszło do środka i zaczęło dudnić, dudnić i jeszcze raz dudnić. Wstał z fotela.
- Masz się w to nie mieszać - twardy głos, rozbrzmiał się po dormitorium. - Obiecaj mi, Hermiono. Obiecaj, że nie będziesz się mieszała, w tę sprawę.
- Blaise… Czy ty coś wiesz?


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
MathildaBoom
post 24.03.2014 01:03
Post #49 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 46
Dołączył: 22.08.2012

Płeć: arbuz



Cześć, jestem Dorka. Moja starsza siostra Mati zaczęła kiedyś pisać to opowiadanie ale jak widać okrutnie je porzuciła ( mów że jest na to za stara -.- ). Dlatego wygrzebałam u niej kilka rozdziałów i chciałabym ( za jej zgodą) opublikować je. Mam nadzieje,że osoby, które jeszcze czytają te opowiadanie się ucieszą, a ja postaram się o kontynuację.
Wiem, że obecnie jest mało osób aktywnych na forum, ale jako że nie mogę patrzeć jak tak bezczelnie zostawiła MPZ, postanowiłam że opublikuję chociaż tyle ile znajde na jej lapku.
Pozdrawiam i dzięki za wszystkie wiadomości, które do niej wysyłaliście : )

Rozdział ósmy

Niebezpieczny Lot

cz I

Siedząc przy nocnym stoliku, Hermiona wertowała kolejną książkę, czując powoli nadchodzące znużenie. Palce zdrętwiały jej od przekładania stron, dlatego odłożyła gruby przedmiot na bok, chowając twarz w ramionach.
- Nic - wymruczała, Blaise dosłyszał w jej głosie zmęczenie. Wychylił twarz z nad lektury, którą przeglądał od kilku godzin. Za oknem panował mrok, pół nocy spędzili na szukaniu wzmianek, o zamianach ciał, urokach i informacjach, na temat magicznych pomieszczeń. Niestety, nic pomocnego, nie udało im się wyszukać.
- Może źle się do tego zabieramy - od momentu, gdy dowiedział się, że Hermiona napotkała ojca Malfoya, za wszelką cenę robił wszystko, by wrócić na powrót do swojego ciała. Czuł, jak otępia go paraliż strachu, na samą myśl, że Hermiona była w niebezpieczeństwie.
- Może rozwiązanie jest prostsze niż nam się wydaje, tylko szukamy tam gdzie nie trzeba - powrócił do wertowania kolejnych stron, śledząc oczami, od zdania, do zdania. Przecież, musi coś być.
Hermiona, przez chwilę, zastanawiała się nad jego stwierdzeniem. "Rozwiązanie jest prostsze niż się wydaje". Podniosła głowę ze stolika, wychyliła się w stronę Ślizgona, zatrzaskując mu książkę przed twarzą. Wstała z miejsca i przez chwilę, chodziła w tą i z powrotem, głośno myśląc.
- Może to tego typu zaklęcie, którego rozwiązaniem, nie jest koniecznie czar!- Zaczęła, zaciskając palce na oparciu krzesła. - W mugolskim świecie, jest wiele takich legend i baśni.
- Na przykład, jakie?
- Może musimy rzucić się z klifu, albo czekać aż trafi w nas piorun- Blaise na te słowa, zaśmiał się gorzko.
- Granger, ja jeszcze chciałbym pożyć.
Faktycznie. Może i czar tym sposobem przestał by działać, ale tylko, dlatego że oboje z Blaise, poszliby gryźć piach. A siłą rzeczy, też by chciała, jeszcze trochę pochodzi po tym świecie. Nawet, jako mężczyzna.
- To może to - złapała go za ramię, zmuszając żeby wstał. Podeszła na drugą stronę pokoju, opierając plecy o ścianę.
- Na trzy, biegnij wprost, na mnie - zakomunikowała, przesuwając jedną nogę w tył.
- Oszalałaś?
- Nie zaszkodzi spróbować.
- Raz - dosłyszał jej pewny głos, czując narastającą irytację.
- Granger, nie podoba mi się to - wybełkotał, słysząc kolejne odliczanie.
- Dwa
- Bezsensu, przecież tym mnie staranujesz. Przestań odliczać…
- Trzy! - krzyknęła, po czym oboje, zamachnęli się, biegnąc ku siebie. Mimo, że Blaise, wystartował z kilku sekundowym opóźnieniem, wpadli na siebie z taką siłą, że upadli na cztery litery jednocześni. Blais złapał się z głowę, czując kujący ból, po zderzeniu się czołami.
- Masz jeszcze jakieś inne pomysły, narażające nas, na śmierć? !- Jego głos ociekał sarkazmem, wykrzywił usta w bólu, wstając niezgrabnie z ziemi. Hermiona westchnęła żałośnie, rozmasowując swoje tyły.
- Pocałunek - bezceremonialnie opadła na kanapę, podkurczając na niej nogi, tak by móc, objąć je ramionami.
- Co? - Ożywił się po tych słowach, na chwilę zapominając o bólu, który rozrywał mu czaszkę od środka.
- Śnieżka, Śpiąc królewna - wymieniała, kładąc podbródek na kolanach. - Złe Zaklęcie przestało na nie działać, po pocałunku ukochanego.
Perspektywa pocałunku, o wiele bardziej mu odpowiadała, niż jeżeli rzucanie się z klifu, czy też zderzanie się czołami. Usiadł na drugim końcu kanapy, robiąc minę niby to obojętną, zakomunikował.
- Niech będzie - wymamrotał, rozwalając się nonszalancko na kanapie, jak typowy facet. Hermiona w milczeniu pokiwała głową, rozplotła dłonie z kolan, po czym odwróciła się w stronę Blaise. Powoli przysunęła się do niego, prostując jedną dłoń na kanapie, a prawą opierając o jej siedzenie. Kiedy twarz, znalazła się przy jego twarzy, przełknęła ślinę, i z szybkością jaguara cmoknęła go w usta.
- Co to miało być? - Fuknął, widząc na jej policzkach, pojawiające się rumieńce.
- Nie działa...
- Jak ma działać, Granger? Ty to nazywasz pocałunkiem? - Nadal mając jej twarz przed sobą, złapał ją za ramiona i przyciągnął do siebie. Chwile stykali się nosami, po czym Blaise uniósł podbródek, ostrożnie wtapiając się w usta Hermiony. Oddech znacznie jej przyspieszył, przymknęła powieki, czując jak język Zabiniego, wsuwa się do jej podniebienia, zataczając wolne kółeczka. Było to przyjemne, ale i dziwne uczucie. W końcu, nie byli, sobą. Dłonią delikatnie pogładził jej rozpalony policzek, po czym chwile zamarli bez słowa, wyczekując. Serce zaczęło mu bić mocniej, jakby chciało podkręcić napięcie atmosfery. Blase chciał pocałować Hermionę, chciał to zrobić, będąc w stu procentach sobą, w końcu był mężczyzną w ciele kobiety. Wskazówki zegara powoli się przesuwały, stukając w przerwaniu ciszy. Oboje westchnęli, Hermiona na powrót objęła dłońmi kolana, chowając, to i zawstydzoną, to i pełną wątpliwości, twarz.
- Cóż, przynajmniej będziemy mieć ciekawe doświadczenie - wymamrotał, wstając z kanapy na równe nogi. - Prześpij się, za niedługo mamy pierwsze zajęcia.
Hermiona wydala z siebie niezrozumiałe mruknięcie. Blais uśmiechnął się blado, złapał za bluzę leżącą przy fotelu, po czym wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.
Zatrzymał się, przed wejściem, zwracając wzrok w stronę pomieszczenia, znajdującego się kilka kroków dalej. Może, powinien iść do Dracona i wyjawić mu prawdę? Może, on by coś wiedział? Westchnął, zarzucając bluzę na ramiona.
Może.
Jeśli powie mu, że osobą, którą nazywał przyjacielem, to Hermiona Granger, jeszcze bardziej zacznie uprzykrzać jej życie. A tego Zabini nie chciał. Już i tak, było jej zbyt trudno z tym wszystkim.




*.*


Draco nie spał, na stoliku leżała pusta Butelka po Ognistej Whiskey, a tuż obok niej popielniczka, przepełniona opałkami papierosów. Stojąc przy oknie, znudzonym spojrzeniem śledził jakieś zwierze, które nie potrafił rozpoznać w mroku.
Draco Malfoy- w stanie agonii, rozterki i ponad fizycznego bólu, który wypalał mu wszystkie narządy, - upił ze szklanki ostatni łyk trunku. Jak na najmłodszego potomka rodu Malfoyów przystało, zrobił to z pełną gracją.
- Jesteś szalony - wymamrotał, a w jego głosie, doszukać się można było rozgoryczania i żalu. Przejechał dłonią, po długich włosach, które zgrabnie opadały mu na ramiona. Zębami ściągnął z nadgarstka gumkę i związał je w niezgrabny kucyk. Odstawił szkło na parapet, po czym czując lekkie zawroty po alkoholu, złapał za czarną bluzę i założył ją na siebie.
Draco Malfoy wyglądał zwyczajnie, a ktoś taki jak on rzadko wyglądał zwyczajnie. Zwykła bluza, spodenki dresowe, w których zazwyczaj albo szedł spać, albo biegać. Stwierdził, więc rzeczowo, że gdyby jakimś – sprzeczającym się z Hogwarckim systemem – prawem, spotkał kogoś na korytarzu, to go zamorduje z premedytacją i zakopie w zakazanym lesie.
Poza tym, wypicie całej butelki whiskey, przyśpieszało mu poziom agresji, w jego układzie procentowym. Butelka była pusta, a Draco, jako uzależniony, łiskaczowy potwór, musiał uzupełnić płyny w swoim organizmie. Tym też sposobem, wyszedł z dormitorium.
Chwilę zatrzymał się przy drzwiach Blaise. Zastygł, z dłonią na klamce.
Pewnie już śpi...
Albo w ogóle go nie ma, bo przesiaduje u Granger. Nie, to też równa się z niemożliwym, Gryfonka to zbyt cnotliwa dziewuszka, żeby o tej godzinie zajmować się Ślizgonami. Chociaż, ostatnimi czasy, sam zauważył, że jej zuchwałość i agresja, wzrosły o przynajmniej kilka poziomów w górę. Tak czy inaczej, Draco Malfoy musi się upewnić, czy przypadkiem, napalona Hermiona Granger nie czai się pod łóżkiem Blaise, z całym arsenałem przyborów sado-maso. Oczywiście, ale to naprawdę oczywiście, robił to tylko na wzgląd bezpieczeństwo jego przyjaciela. Delikatnie nacisnął na metal i cicho wszedł do środka, bez żadnej zapowiedzi. Łóżko Zabiniego było puste. Dla całkowitego upewnienia pochylił się, kątem oka widząc, że pod łóżkiem, o dziwo, nikt się nie czai z biczami i dildo. Już bardziej uspokojony, odnalazł przyjaciela śpiącego na kanapie. Dla jeszcze większego upewnienia, bo jak sie okazało Draco Malfoy odkrył w sobie nową misję życiową, pod tytułem: " tępienie wszelkich śladów Granger, z obrzeży Slytherinu", otworzył szafę.
Brak Granger, przyjęte.
Otworzył drzwi od łazienki, szepcąc cicho "Lumos".
Pusto.
Ale to mu nie wystarczyło, z narastającym napięciem, podszedł pod kotarę prysznicu i za jednym zamachem odsunął ją.
Brak obecności Granger, przyjęte.
Mission completed.
Złapał za kocyk i ostrożnie okrył nim swojego przyjaciela. W podziękowaniu, dosłyszał ciche mruknięcie.
Westchnął głęboko, nabierając powietrze przez nos, po czym omotał wzrokiem cały pokój.
- W cale cię nie lubię w ten sposób - wymamrotał blondyn, przysiadając na materacu łóżka. Draco Malfoy jako, że po alkoholu zaczyna robić rzeczy, których zazwyczaj nie zrobiłby nigdy o trzeźwym umyśle, zaczął bełkotać dalej - czuje to coś… coś… naprawdę dziwnego, tylko dlatego, że ostatnio byłeś i robiłeś różne rzeczy. Dla mnie...
Oparł łokcie na kolanach wpatrując się w śpiącą twarzyczkę. Zaplótł palce dłoni za siebie, czując jak robią się powoli wilgotne od potu. Trudno mu było przyjąć do wiadomości, że stresuje się podczas rozmowy z śpiącym Blaise. Przecież, ktoś taki jak Malfoy się nie stresuje. Nigdy. Słowa: stres, miłość, były zastąpione w kodeksie Malfoyów przymiotnikami jak "duma, nienawiść i zimna krew". Jako że w aktualnym stanie Draco nie myślał, ani o kodeksie Malfoyow, ani tym bardziej o swojej dumie, zawzięcie zaczął kontynuować swój monolog.
- W końcu ty i... - zagryzł zęby jakby to, co ma zaraz posiedzieć sprawiało mu niewyobrażalnie wielki trud, równający się z cierpieniem crucio. - Ty i Ganger - wystękał.
Blaise i Grager, ta para zrobiła ostatnio dużo zamieszania wokół siebie. A Malfoy jako, że nigdy nie przyznał by się publicznie, że jest zazdrosny o tak nieszczęsną istotę, jaką była Granger – która nawiasem mówiąc, wedle jego przypuszczeń, z premedytacja chce przejąć władzę nad Slytherinem, Blaise i prawdopodobnie nad całym światem – nie miał zamiaru wylewać swoje gorzkie żale. Nie mógł zrozumieć jak jego rzekomy przyjaciel tak łatwo dał się omotać tej kujonce. Poziom irytacji w sekundzie w nim wzrósł. Złapał za koc, którym wcześniej okrył Blaisa i nakładając na twarzy wredny uśmiech, ściągnął go z niego.
- Żebyś sobie nie pomyślał nie wiadomo, co. Niech Granger o ciebie dba - mruknął. Mięśnie żuchwy delikatnie mu podskoczyły. Ostatni raz rzucił spojrzenie w stronę kanapy, po czym ruszył ku drzwi. Coś jednak go powstrzymywało przed wyjściem. Odwrócił głowę przez ramię, zastygając w bezruchu.
Noce są teraz chłodne...
Co ten idiota sobie myśli śpiąc na kanapie? Draco fuknął cicho. Zniecierpliwiony i lekko zażenowany, złapał ponownie za kocyk i nakrył na powrót śpiącą Hermione. Powoli zbliżył się do jej twarzy. Śledząc świecącymi oczami, pełne, lekko rozwarte usta. Pochylił głowę, za blisko, za niebezpiecznie, za....
Tylko jeden niewinny pocałunek, za to wszystko, co dla niego zrobił. Za opiekę, kiedy był ranny, za wstrętną kaszkę, za szalik, który sam dla niego zrobił, za...
- Oszalałem - wymamrotał stawiając się do pionu. Wychodząc z dormitorium wyszeptał: Za niedługo będę chciał przelecieć Pottera.
Co ja sobie myślę...
Ja w ogóle nie myślę...

Kręcił głową, czując się jak skończony kretyn. Draco Malfoy nie troszczy się o innych! Draco Malfoy nie przejmuje się kimś takim jak... jego przyjaciele? Draco Malfoy zwariował. Tak, musiał, bo innego wytłumaczenia znaleźć nie umiał. Przecisnął się przez ciasnawy korytarz, skręcił w stronę lochów, gdzie tam za zasłoniętą kotarą znajdowały się grube, stalowe drzwi. Poczuł zimno pod dłonią, kiedy naciskał stalową klamkę do wejścia. Pokój, do którego wszedł przypominał bardziej opuszczony loch, niż przytulny salonik. Na jego środku znajdowała się kanapa, okryta niebieską, lekko już spłowiałą, kotarą, kilka pustych butelek po alkoholu, ułożonych rządkiem pod ścianą. W powietrzu unosiły się pyłki kurzu, które przy blasku księżyca uwidaczniały się jeszcze bardziej. Jak się zdziwił, gdy jego oczom ukazała się malutka postać stojąca przy stoliku, z dymiącym kotłem.
- Weasley, co ty tu robisz? - Na jego słowa, drobna postura rudowłosej, delikatnie drgnęła.
- Szykuje ci śniadanie Malfoy, a jak myślisz? - Warknęła. Draco jako, że po butelce alkoholu i niskich morałów nocnych, nie miał sił wykrzesać z siebie, choć odrobinę poczucia humoru, zignorował jej nadmierną zuchwałość.
- Kobieto litości, czy ja nie mogę mieć, choć chwilę spokoju w tej szkole? To miejsce nie jest przedszkolem dla Gryfonów - westchnął żałośnie, po czym poszedł w stronę szafki i wyjął z niej butelkę Ognistej.
- Sam mi je pokazałeś - odpowiedziała mu dziecięcym, słodkim uśmieszkiem. Ginny rzadko przychodziła do sekretnego miejsca libacji Ślizgonów. Robiła to, kiedy chciała podszkolić się w eliksirach, a Gryfoni niestety nie mieli takiego miejsca, jakim było to. Draco zabrał ją tu po raz pierwszy rok temu, kiedy jeszcze znaczyła dla niego więcej niż siostra Wieprzleja.
- Stare czasy nie obejmują teraźniejszego - rzucił jej przeciągłe spojrzenie seksownego drania.
- Mogłam tu tylko przychodzić, kiedy mogłeś macać mnie po tyłku? - Uniosła brew, krzyżując dłonie na piersi.
- Coś w tym sensie - upił łyk whiskey, robiąc w jej stronę gest zdrowia. - Jaki z tego morał maleńka? Zawsze dawaj macać się po tyłku.
Ginny parsknęła śmiechem. To pomieszczenie niosło za sobą wiele wspomnień związanych ze Ślizgonami, a przede wszystkim z tym blondynem, który właśnie wyłożył się na kanapie zawieszając nogi na bocznym oparciu. Przymknął powieki, trzymając na brzuchu butelkę whiskey.
- Nie słyszę żebyś wychodziła - wymruczał spod prztykniętych powiek. Ginny podeszła do kanapy, przykucnęła przy jego twarzy i zaczęła świdrować go wzrokiem.
Malfoy.
Draco.
Draco Malfoy.
W zwyklej czarnej bluzie, w spodenkach dresowych, z butelka w dłoniach.
Tutaj.
Z nią.
W tym samym pomieszczeniu, tylko we dwoje.
Razem.
- Nie gap się tak - wymamrotał, przekręcając głowę na bok. Po krótkiej chwili uniósł zamglone powieki widząc, twarz rudowłosej przed sobą. Ginny milczała, delikatnie się uniosła, pochylając głowę, musnęła ustami podbródek blondyna. Zamruczał, to trochę ze zdziwienia, to trochę z przyjemności, jaką mu dostarczyła swoimi miękkimi ustami. Ruda przejechała palcem wskazującym po jego klatce piersiowej, napotykając po drodze butelkę alkoholu, którą od razu odstawiła na ziemię.
Pocałowała go.
Tym razem w usta, delikatnie. Był przesiąknięty zapachem słodkiego tytoniu, whiskey i męskiej wody po goleniu. Zapach, och tak rozkoszny i zmysłowy. Zapach samego Dracona.
Lekko drgnął, ale nie raczył oddać jej pocałunku. Albo był zbyt zmęczony by to zrobić, albo zbyt zaintrygowany jej wywodami.
- Może jednak pozwolę ci zostać na dłużej - wyszeptał, świdrując ją spokojnym wzrokiem.
- Chciałbyś - zachichotała chcąc wstać i uciec jak najdalej, ale niespodziewanie, blondyn pociągnął ją za nadgarstki, usadzając wygodnie na sobie. Poczuła jak jego smukłe dłonie przejechały po jej udach by zaraz zacisnęły się, dość brutalnie – nawet jak na Malfoya – na jej pośladkach. Uniósł lekko głowę by dosięgnąć do jej szyi. Ginny cicho westchnęła, czując jak usta Dracona przyssały się do wrażliwej skóry. Siłą rzeczy wtuliła się do niego pozwalając by robił ten przyjemny zabieg bardziej swobodnie. Jedna dłoń blondyna, zgrabnie wślizgnęła się pod jej koszulkę, dosięgając do zapięcie stanika. Przez chwilę, bawił się klamerką, jakby to i był znudzony, to mało zainteresowany tym, co się znajduje za biustonoszem. W końcu, gdy usłyszał jak Ginny wydaje z siebie zniecierpliwione mruknięcie, odhaczył zapięcie, zjeżdżając dłońmi na powrót do jej bioder. By mieć lepszy dostęp do pieszczot, podniósł się do pozycji siedzącej, czując jak ruda automatycznie zaplata uda na jego biodrach.
Ginny nie chciała Malfoya, nie chciała też, żeby pozbywał się jej koszulki, która teraz znajdowała się na podłodze, nie chciała by wtulił ją mocno do siebie przyssany do jej ciałka niczym pijawka . Nie chciała wplatać swoich dłoni w jego cudowne miękkie włosy, nie chciała czuć na sobie ten cudowny zapach rozkoszy, jaki roznosił za sobą.
Ona naprawdę nie chciała.
- Draco - wyszeptała w jękach, czując jak blondyn, sięga dłonią do rozporka w jej spodniach.
Ginny rozpalona niczym węgielek żarzący się w piecu, objęła w swoich malutkich dłoniach jego twarzy, z żalem odrywając go od dotychczasowych pieszczot.
Pocałowała go, namiętnie, ostrożnie. Blondyn drgnął, ale powoli odsunął ją od siebie, wtulając twarz między zgłębieniem szyi a obojczyka.
Zawsze taki był.
Nigdy nie pozwalał się całować, a ona tyle raz chciała pokazać mu, że też potrafi być namiętna. Poczuć, że nie zależy mu tylko na jednym. Draco Malfoy ograniczał niepotrzebne kontakty fizyczne do poziomu minimalnego.
Kidy chciał ją całować, robił to. Kiedy chciał by ona go całowała, pozwalał jej na to. Kiedy chciał okładać się z kimś pięściami… robił to. Robił to, na co żywnie miał ochotę i żadna siła ludzka nie potrafiła w tej sprawie nic zmienić.
Zacisnęła dłonie na jego czarnej bluzie, oddając się tym słodkim rozkoszom, jakie fundował jej Ślizgon. Klatka piersiowa zaczęła niebezpiecznie podnosić się i opadać, coraz bardziej rozregulowując jej oddech. Mocne ramiona jeszcze mocniej objęły jej kruche ciałko. Ginny czuła się w tych ciepłych, wielkich ramionach jak sztabka czekolady, którą ktoś bezlitośnie wyłożył na słonce, skazując tym samym na to, by się powolutku rozpływała, w tych oparach nieprzyzwoitego pożądania. Pewniej zacisnęła palce na jego plecach, czując jak mięśnie blondyna z sekundy, na sekundę napinają się coraz okazalej. W jej głowie tańczyło tylko jedno słowo, odbijając się od płata czołowego czaszki aż po część płatu potylicznego: Draco. Wplotła palce w jego długie pasma włosów, które wylegiwały się spokojnie na plecach - ich to zdarzenie nie dotyczyło, jakby one w cale nie odpowiadały za swojego właściciela, który za chwilę pozbędzie się jej spodni, a co gorsza dumy.
"Draco, przestań. Wiem, że i tak to nic między nami nie zmieni - niestety", ale nie potrafiła wydusić z siebie nic prócz jęków.
" Draco, chcesz mnie jeszcze bardziej poniżyć? Chcesz żebym wyglądała żałośniej niż wcześniej?".
Ginny nie była głupia. Wiedziała, że dla Dracona jest to chwila pod napływem sytuacji. Stan uniesienia, którego pozbędzie się wychodząc z tego pomieszczenia. Nie chciała, by tak to wyglądało, nie chciała być czyimś momentem, który rozpłynie się następnego poranka.
- Czekaj - wyszeptała z całych sił. - Ja… nie chce być znowu twoją zabawką.
Malfoy nie przerywając swojej dotychczasowej czynności, jaką było całowanie jej ciała, mruknął coś niezrozumiałego dla ludzkiego ucha w odpowiedzi. W końcu czynność, którą wykonywał wymagała, choć cień skupienia.
- Nie potrafisz spojrzeć na kobietę inaczej? - Drążyła. Może jest jeszcze nadzieja, że to nieziemskie ciało Dracona posiada, choć odrobinę duszy, i to odrobinę teraz zabłyśnie, otworzy się, wypłynie, ujawniając prawdziwą, twarz chłopaka.
- Ty naprawdę, masz zamiar zaczynać tą rozmowę, w takiej chwili? - No i się skończyło. Zamiast wypływającej duszy, wypłynął z Dracona głos wyrzutu. Co gorsza, przestał swoje pieszczoty, na co Ginny, zawyła z żalu, że w ogóle zaczynała drążyć temat. Trzeba było nie myśleć o niczym, niż o nieziemskim rozkoszowaniu się w ramionach tego seksownego szatana. A teraz, to wszystko jakby zaczyna iść w przeciwną stronę, podążając innymi torami.
- Nie potrafię być z tobą wiedząc, że po wszystkim, znów wrócimy do punktu wyjścia. Chce wiedzieć, że też ci zależy.
Zależy nie zależy, co to ma wspólnego z seksem? Draco, choć trochę chciał zachować powagę w tym wszystkim, ale i wcześniejszy wypity alkohol, a także kilku dniowe zadręczanie się co mu dolega, sprawiło, że chłopak postanowiła odpuścić.
- Nie jestem wystarczająco wkurzający, byś mnie w końcu znienawidziła? - Rzucił jej przeciągłe spojrzenie.
- Wiem, że taki nie jesteś naprawdę - objęła go ramionami, mocno się wtulając w jego przyjemne ciało. Draco nie odsunął jej od siebie od razu, zrobił to powoli, z pewnością, pochylił się znajdując na podłodze bluzkę, po czym nałożył ją na powrót, zakrywając kobiece kształty Ginny. Chyba czas na ulotnienie się.
- Nie pozwalasz mi o sobie zapomnieć - załkała, opierając swoje czoło o jego. Draco westchnął jak zmęczony smok po nieudanych łowach, delikatnie zdjął z siebie Ginny, wstając z kanapy.
- Naprawdę masz zamiar mnie teraz zostawić? - Zapłakała, a łzy zaczęły skapywać po jej czerwonych policzkach. Chciał odejść, ale poczuł jak jej dłoń zaciska się na jego bluzie.
- Co ty we mnie lubisz dziewczyno? - Jego twardy głos wyrażał irytacje. - Podaj mi, choć jeden powód to się zastanowię.
- Nie mogę kochać cię tak po prostu? Wiem, że jesteś dobry Draco, pozwól mi po prosto dać ci trochę szczęścia.
Ginny nie była mu całkiem obojętna, na początku naprawdę coś go do niej ciągnęło. Może to, że zawsze go odpychała i jawnie wyrażała, jak to go nienawidzi, a może to, że czasami potrafiła być naprawdę słodka. Końcem końców, tak wylądowała z nim w łóżku. A teraz, kiedy nie czuł już ani chemii, ani uczucia bycia z kimś, po prostu nie mógł dalej tego wszystkiego ciągnąć. Lubił ją na tyle, że kiedy dostrzegł jak się bardzo zaczęła angażować, nie mógł ją przy sobie trzymać.
- Pomyliłaś scenariusz, ja nie jestem tym złym bohaterem, który pod napływem tym waszych miłosnych głupot, zmieni się w dobrego, walecznego Pottera. Kiedy wy to wszystkie zrozumiecie? - Draco miał dość, naprawdę miał dość kobiet, którym po pokazaniu kawałka siebie, od razu chciały go zmieniać, zrozumieć, a przede wszystkim wymagać.
- Zawsze musisz być takim egoistą?
- W łóżku potrafię być całkiem romantyczny. Nazywam to Jasną Stroną Malfoya - zakpił.
- Nie możesz po prostu pozwolić sobie na bycie sobą? Naprawdę, nic nie czujesz?
Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie, na żadne, które mu dzisiaj zadała. Tylko, że on taki właśnie jest. A nawet, jeśli jest w nim cząstka miłości, to jest ona schowana gdzieś w lochach swojego serca, związana łańcuchami i linami, tak by nie była w stanie się uwolnić i pozwolić na głupie, dziecinne zabawy w miłość.
Czy coś czuł? Nie, nie czuł nigdy motylków w brzuchu, nie czuł szybkiego bicia serca, nie czuł jak tętno przyspiesza mu na tyle, by wywołać zawroty w głowie... To znaczy czuł, ale od niedawna i jeszcze dokładnie nie potrafił wyjaśnić, co jest przyczyną tych paranormalnych zjawisk, jakie fundowało mu ciało.
Ginny była kimś, dzięki komu czuł przez pewien czas podniecenie, lekki dreszczyk emocji... ale czy cos więcej?
- Nie odpowiesz prawda? - Gorzko się uśmiechnęła. - W takim razie błagam cię Draco, pozwól m zapomnieć, raz na zawsze o sobie. Odejdź. Odejdź gdzieś najdalej, tak bym nie musiała więcej cię widzieć, słyszeć, czuć…
Draco stał chwilę wpatrzony w tą rozpacz, jaką zafundowała mu Ginny.
Wiec odszedł.
Naprawdę poszedł.
Poszedł i już prawdopodobnie nigdy nie wróci...
Ginny poczuła jak platynowy mur, który budowała od jakiegoś czasu, w jednej sekundzie uległ w gruzach, zdrapując na powrót wszystkie rany, jakie za nim chowała.

*
- Potter - Zabini stał od kilku dobrych minut, za kotarą w żeńskim dormitorium, mając na oczach zawiązaną czarną przepaskę. - Naprawdę masz zamiar się tak zachowywać? - Wykonywał właśnie trudny zabieg, jakim było nałożenie biustonosza bez podglądania.
- Obiecałem Hermionie - stał na baczności, plecami do swojego towarzysza. Niczym żołnierz, na nocnej warcie, czujny, pełny precyzji, nieznający litości. Harry Potter miał misję, nowe powołanie, jako że kompleks " bohatera świata" przywarł do niego na stałe, każdy pretekst do ochrony innych, sprawiał mu radość i poczucie, że jest potrzebny.
- I tak widziałem już wszystko, myślisz, że jak biorę prysznic, to zamykam oczy? - Oczywiście, że tego nie robił, żadna siła nadprzyrodzona nie byłaby w stanie kazać mu zamknąć powieki, kiedy ma okazję być kobietą biorącą prysznic. Mentalnie był tylko facetem, a który facet nie chciałby wykorzystać takiej sytuacji jak darmowe omacywano...
Ach zresztą, Potter nie musi o wszystkim wiedzieć, Hermiona tym bardziej.
- A nie zamykasz? - Zbulwersował się Harry. - Radzę ci zacząć, chyba że chcesz, bym brał prysznic z tobą.
- Dziękuje, postoję - po jego trupie, wystarczy, że on widział za dużo, brakowało mu jeszcze Pottera wartującego na brodziku, w czepku, z mieczem Goldryka przywiązanym na plecach, walczącego w sprawie ochrony intymności Hermiony Granger. Takie były realia, niestety lub dla niego stety.
"Przynajmniej się dziewczyna trochę do edukuje " pomyślał cierpko, wyobrażając sobie, co musi przeżywać Hermiona, dokładnie poznając jego anatomię.
- Jak jesteś taki chętny na wspólną kąpiel, to poczekaj, aż wrócę do własnego ciała.
- Mało ciekawa perspektywa, zważając na to, że nie wiemy jak mamy to zrobić.
- A jak lubisz? Nigdy, co prawda nie robiłem tego z facetem, ale jak wyrażasz takie chęci, to aż trudno odmówić Złotemu Chłopcu. Styl na pieska ci pasuje?
- MOWIŁEM O ZAMIANIE - poczerwieniał Harry, zniecierpliwiony stąpając z nogi na nogę. A niby, jak miałby w ogóle o czymś takim pomyśleć? Harry Potter nie myślał o takich sprawach (nie za często) a jak już, to na pewno w jego fantazjach nie występował Blaise Zabini biorący prysznic.
Powrócił myślami do wczorajszego zdarzenia. Nadal nie mógł przyzwyczaić się do końca, że to Zabini jest w ciele jego przyjaciółki. Mało tego nasuwały mu się różne obiekcje, co to prawdomówności Blaise Zabiniego.
- Naprawdę, nic nie wiesz o ojcu Malfoya? - Nie potrafił wyczuć, czy Ślizgon go okłamał, czy rzeczywiście mówił prawdę. Hermiona wierzyła tej osobie, Harry miał wciąż podejrzliwości. Prawda, Blaise zarzekał się, że nie wie nic, ale... ale to Ślizgon. Z nimi nigdy nie wiadomo.
- Nie - odpowiedział krótko, dla Harrego ta dopowiedź zdecydowanie nie był wystarczająca.
- To naprawdę ważne, jeśli wiesz cokolwiek, co by pomogło....
- Potter - zaczął, zawieszając głos w powietrzu. - Zrozum, nawet, jeśli bym coś wiedział, myślisz, że mógłbym ci to powiedzieć?
- Myślę, że powinieneś - opowiedział Harry zagryzając mocno wargi.
Nastała chwila krępującej ciszy, Blaise przestał zmagać się z zapięciem, czując wyrzuty sumienia w sobie.
Nie wiedział wiele o ojcu Malfoya. Nie mieszał się w te podejrzane, szemrane sprawy. On był tylko przyjacielem jego syna.
- Wiem tyle, że ten włochaty facet… - zaczął, wzdychając żałośnie, - to Greyback.
- Greyback? - Bliznowaty podskoczył w miejscu na dźwięk tego imienia. Rzeczywiście pamiętał, że widział kilka razy jego wizerunek w gazetach. Ale co ten facet ma wspólnego z Malfoyem?
- Dlatego radzę ci z dobroci mej, nie zadzieraj z nimi.
- Chyba nie myślisz, że będę stał w miejscu i przyglądał się, jak Malfoy spiskuje za plecami?
- Znając ciebie, nawet mi to przez myśl nie przeszło - warknął ponuro, nie musiał dobrze znać Harrego, by wiedzieć, że żadne siły nadprzyrodzone nie są wstanie powstrzymać go od ratowania świata. - Chodzi mi o Hermione. - Zakomunikował twardym akcentem.
- O Hermione? - Nie ukrywał zdziwienia.
- Nie chce żeby coś jej zagrażało.
Blaise Zabini przejmuje się Hermioną Granger. Świat zdecydowania dobiega ku końcu - pomyślał. Wiedział jedno, Ślizgon nie znał na tyle dobrze dziewczyny, by wiedzieć, że nie łatwo ją odciągnąć od spraw, które zagrażają życiu. To samo tyczyło się Rona. Harry, mimo że nigdy nie chciał narażać przyjaciół na niebezpieczeństwo, czuł ulgę i wsparcie, kiedy miał swojego najlepszego kumpla i sprytną kasztanowłosą, u swego boku. Byli jak wierni kompani, jak paczka tych samych papierosów.
- Hermiona już jest w to wmieszana.
- Mam zamiar ją chronić - Harry otworzył szeroko oczy, słyszą nieznaną determinację w jego głosie.
- Co Greyback ma wspólnego z Lucjuszem Malfoyem?
- Może się umawiają?
- To nie czas na żarty.
- Ani na takie rozmowy, Potter.
Harry zacisnął dłonie w pięści. Musi wyciągnąć od Ślizgona coś więcej, był pewien, że coś jeszcze ukrywa. Ale to później...
- No dobra, streszczaj się z tym ubieraniem… dla ciebie odpuściłem sobie śniadanie.
- Łatwo ci mówić, ty zapinałeś kiedykolwiek stanik? - Zabini mocno naciągnął końce materiału tak, że po chwili wyślizgnęły mu się przez palce, a stanik wylądował na podłodze. Przeklął głośno.
- Muszę ci coś powiedzieć... ale nie waż sie powtórzyć tego Hermionie, jak piśniesz choć słówko, to cię wypatroszę, wypcham miodem z uszu Shlongbottona i powieszę twoje zwłoki na drzwiach Slytherinu...
Harry zamrugał tępo oczkami. Byłby w stanie właśnie to mu zrobić?
- Lubię Granger
- Lubisz Granger?
- Lubię Hermione
- Lubisz Hermione?
- Tak, Potter, lubię Hermione, największą kujonice Hogwartu, jaśniej wytłumaczyć tego nie potrafię.
Dopiero po chwili jakby te słowa do niego dotarły.
- Oszalałeś? Lubisz dziewczynę, której opętałeś ciało? Poza tym, Hermiona nienawidzi ciebie i Malfoya - zapiszczał z niedowierzeniem.
- Więcej uczucia okaż. Co ja demon żeby opętywać jej ciało? - Zabini schylił się, po omacku starając się wymacać na podłodze stanik. - Co mi brakuje, przystojny, zadbany, wysportowany, błyskotliwy, zabawny, romantyczny, inteligentny, czarujący i tak zaczyna się parabola cudownych cech do samej nieskończoności.
- Skromny.
- A dziękuję. Zaspokoiłbym Hermione, w każdym znaczeniu tego słowa.
- Jak możesz myśleć o TAKICH rzeczach, w TAKIEJ sytuacji?
- W jakiej sytuacji? Czuje, że wrócimy do swoich ciał na dniach, a ja mam zawsze sprawdzone przeczucie. No i całowaliśmy się.
- Że… że co robiliście?
- Normalnie Potter. Pocałunek jest w tedy, kiedy dwoje ludzi dotyka się ustami, wkładając sobie języki po sam koniec gardła.
- Całowaliście się, widząc swoje twarze na przeciw? Nie uważasz, że to jest dość dziwne?
- Z twoich ust rzeczywiście zaczyna brzmieć to dziwnie...
Blaise przez chwile stękał, na co Harry zaczął wywracać oczami.
- Potter ramiączko... - wykrztusił, czując lekkie zażenowanie, że nie potrafi poradzić sobie z jednym, głupim stanikiem.
- Coś ty, Hermiona się wkurzy - wyjąkał czterooki.
- Masz zamiar lecieć jej o tym powiedzieć? Bo ja nie. - Harry poczerwieniały na twarzy, odwrócił się w jego stronę widząc jak na całe szczęście Blais trzymał w dłoni stanik zakrywając "kobiece" miejsca.
- Co.. mam robić? - wystękał żałośnie, czując że zaraz zemdleje i padnie jak kłoda prosto do stóp Zabiniego.
- Zapnij to - nakazał. Brunet niezgrabnie złapał za końce stanika. Przełknął głośno ślinę czując jak ciało zaczyna mu drżeć.
- C…co wy robicie? - dosłyszeli cichy, zmęczony głos. Harry drgnął w miejscu, wypuścił stanik z dłoni, obnażając Blaise Zabiniego w najlepszej jego okazałości.

Ten post był edytowany przez MathildaBoom: 24.03.2014 21:25


--------------------
I gotta get back to Hogwarts,
I gotta get back to school.
Gotta get myself to Hogwarts,
Where everybody knows I'm cool.


(...)Did Somebody Say Ron Weasley?
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Mannolita
post 24.03.2014 23:31
Post #50 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 29
Dołączył: 07.07.2012
Skąd: Koszalin

Płeć: Kobieta



Jak fajnie że ciągle piszesz! smile.gif Oby tak dalej, trzymam kciuki wink2.gif


--------------------
"Hey Jude, don't make it bad,
take a sad song and make it better.
Remember to let her into your heart,
then you can start to make it better."
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

2 Strony < 1 2
Reply to this topicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 17.08.2018 11:35