Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

6 Strony  1 2 3 > »  
Closed TopicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Wilcza Rasa (zak), najprawdopodobniej - zakończone

iskra
post 29.06.2003 22:40
Post #1 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



Nie wiem po co to daje, ale może się komuś spodobać smile.gif Miało być nieco wojennie, wyszła totalna telenowela... Ale w trakcie dodawania postów bedę niektóre rzeczy zmieniać więc może bedzie dobrze. JAk by co to wszelka odpowiedzialność ponosi niejaka Sol z Ludzi Lodu (buhahahaha, mówiłam, że na Ciebie zwale? tongue.gif ) Życze miłego czytania happy.gif

Acha, może byc wiele błendoof, bo pisałam to właściwie troche czasu temu, ale co tam happy.gif I mam chyba nieco kłopoty z czasem...

___________

1


Kiedy byłam małą dziewczynką mama zawsze ostrzegała mnie przed tajemniczą wilczą rasą. Podobno rasa ta umiała się dostosować do każdych warunków, była inteligentna i przebiegła i nade wszystko nienawidziła ludzi. Zresztą z wzajemnością. Mama mówiła, że wilcza rasa miała w zwyczaju żywić się ludzkim mięsem, ale po skończeniu 13 lat przestałam w to wierzyć. Opowiedziała mi też legendę o Wielkiej Wojnie toczącej się w zamierzchłych czasach. Wilcza rasa przegrała i wycofała się na bardziej niedostępne tereny w głębi lasu. Teoretycznie miał zapanować pokój lecz w praktyce... cóż, tylko teoretycznie. W praktyce toczyła się nadal nieformalna wojna. Prawdopodobnie trwa do dziś, ale objawia się tyko sporadyczną niechęcią lub nawet nienawiścią. Słyszałam ostatnio, że gdzieś na północy istnieje miasto, w którym ludzie i wilcza rasa żyją we względnej zgodzie. Osobiście nie wiem, czy jest to możliwe.
Teraz mam 16 lat i nadal boje się wilczej rasy. Wprawdzie nigdy nie widziałam jej przedstawiciela, ale Tarimin często mi opowiada o ludziach zamordowanych przez wilczą rasę, których znalazł jego ojciec. Tarimin jest synem generała armii naszego państwa - Narni - i jest ode mnie o 6 lat starszy. Lubię jego towarzystwo, bo zna wiele ciekawych opowieści i jest bardzo oczytany (uczy się na dworze króla). Tari nie lubi wilczej rasy i niejednokrotnie opowiadał mi co zrobiłby z takim osobnikiem, gdyby go spotkał. Nie lubię tego i mówię, że to okrutne. Wprawdzie się ich boję, ale żeby od razu nienawidzić? Tari zawsze mnie wtedy przytulał i śmiał się, że to tylko takie żarty. On jest taki sympatyczny, opiekuńczy, pełen dobroci i mam takie śliczne ciemne oczy. Chyba właśnie dlatego się w nim zakochałam. Jednak bardzo dbam o to by się tego nie dowiedział. Boję się, że to zepsułoby nasze przyjacielskie stosunki. "Dlaczego życie jest takie skomplikowane?' zadawałam sobie to pytanie raz za razem nieświadoma, że moje życie dopiero się skomplikuje... i to bardzo.

*

Wieczorem, w trzeci dzień od przesilenia letniego, przyszedł do mnie bardzo uradowany Tarimin.
- Zgadnij, przyjaciółko moja, jakie szczęście się do mnie uśmiechnęło - zawołał od progu i nie czekając na moją odpowiedź rzekł - Sora - wiesz ta dziewczyna, za którą się uganiałem tyle czasu - w końcu mnie zauważyła. Mało tego, jeszcze zgodziła się za mnie wyjść! Słyszysz, Cailith? Żenię się! Przyjdziesz?
Otworzyłam szeroko oczy, a powietrze wypłynęło mi z płuc ze świstem. Poczułam ból w głowie i w oczach mi pociemniało. Osunęłam się na podłogę.
Kiedy otworzyłam oczy ujrzałam twarz swojej matki. Leżałam na łóżku, a ona siedziała przy mnie.
- Jak się czujesz, Cai? - usłyszałam jej troskliwy głos.
- Chcę zostać kapłanką - powiedziałam.
- Kapłanką? - uśmiechnęła się mama - Kochanie, cóż to za dziwaczne pomysły?
- Chcę iść do Świątyni Czterech Żywiołów, mamo. Czy możesz to uszanować?
- Oczywiście, córeczko. Jeśli jesteś tego pewna, zaakceptuje to.
- Dziękuje, mamo - powiedziałam i zamknęłam oczy, by osunąć się w sen. Ostatnim skrawkiem świadomości zapytałam - A Tari?
- Siedział przy tobie przez 2 godziny. Przed chwilą wyszedł. Był umówiony z Sorą. To naprawdę miła i ładna dziewczyna - rzekła mama z uśmiechem, nie wiedząc jak bardzo mnie rani - Aha, zapomniałabym. Tarimin zostawił dla ciebie kwiaty.
- To miłe - odpowiedziałam, ale łzy cisnęły mi się do oczu. Gdy mama opuściła pokój wyrzuciłam kwiaty przez okno i załkałam cicho.
Zaraz na następny dzień poszłam do świątyni. Leżała ona w głębi lasu i prawdę mówiąc trudno było się do niej dostać. Mama chciała bym poszła z Tariminem, ale ja stanowczo zaprzeczyłam i wyruszyłam sama. Po dojściu na miejsce ujrzałam zaskakujący widok: przed drzwiami świątyni była kolejka! Od jednej z dziewczyn dowiedziałam się, że kapłanki wybierają tylko dziewczęta inteligentne, młode i odpowiedniej budowy. Każda kandydatka musiała zostać obejrzana i przepytana przez Najwyższą Kapłankę. Ja byłam 12 dziewczyną. 12 to szczęśliwa liczba, więc raczej powinnam zostać przyjęta. Po wypaleniu się dwóch świec byłam już zmęczona. Znużona usiadłam na zwalonym konarze z dala od reszty dziewczyn. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się gwałtownie ze zduszonym krzykiem.
- Nie chciałem cię przestraszyć - usłyszałam bardzo ładny niski i dźwięczny głos, brzmiący trochę jakby z obcym akcentem. Chłopak (a może już mężczyzna?), który wypowiedział to zdanie miał zakrytą twarz tak, że byłoby mu widać tylko oczy gdyby nie kaptur, który obcy miał naciągnięty na twarz. Spod kaptura wylatywały mu czarne jak smoła pasemka włosów, sięgające do ramion. Dłonie miał ukryte pod rękawiczkami z ... wilczej skóry? Mój ojciec jest garbarzem, ale nie potrafiłabym precyzyjnie określić z jakiego zwierzęcia jest ta skóra.
- Przepraszam - powiedział obcy.
- Nic nie szkodzi - odparłam trochę zmieszana tym miłym głosem. Chciałam zapytać kim jest, ale on mnie uprzedził pytaniem:
- Chyba mi nie powiesz, że chcesz wstąpić do świątyni? - spytał zaczepnie i wiedziałam, że pytanie to nie jest złośliwe.
- Chcę - odpowiedziałam z prostotą - A dlaczego pytasz?
- Tak jakoś - wzruszył ramionami - Po prostu szkoda by było takiej ładnej dziewczyny na kapłankę.
Zarumieniłam się słysząc ten komplement, a on chyba właśnie tego oczekiwał, bo zauważyłam jak jego usta naciągają się w uśmiechu pod materiałem, którym okrywał twarz.
- Kim jesteś? - spytałam w końcu.
- Wędrownym bardem, wojownikiem, minstrelem, poetą, złodziejem damskich serc... kim tylko zechcesz - powiedział słodko, ale wiedziałam, że nie na poważnie.
- Przestań - zaśmiałam się głośno - Kandyduje na kapłankę, więc nie próbuj mnie uwieść.
- Ja? - spytał niewinnie - Czy ja próbuję cię uwieść? A tak poważnie, to nie idź do świątyni. Będziesz żałować.
- Czyżby? - zmieniłam ton głosu na bardziej buńczuczny. To, że próbuje mnie odwieść od mojego zamiaru zaczęło mnie powoli irytować - W ogóle to dlaczego chcesz zmienić moje zdanie co do bycia kapłanką?
- Powiedzmy, że gram role Dobrego Duszka.
- Ale dlaczego? - dopytywałam się - Dlaczego rozmawiasz właśnie ze mną, a nie z jakąś inną dziewczyną?
- Powiedzmy, że nie widzę w twoich oczach powołania.
- Co cię obchodzi z jakiego powodu idę do świątyni? - warknęłam, ale wiedziałam, że ma rację. Jeśli nie pójdę do świątyni z powołania zniszczę się.
- Nic - mruknął - Ale twoje zachowanie i wyraz twarzy świadczą, że to przez mężczyznę.
- A co ty możesz o tym wiedzieć?! - rzuciłam gniewnie.
- Tez potrafię kochać - powiedział cicho - i też kiedyś... hm, powiedzmy, że moja dama serca mnie zdradziła.
- Co mnie to obchodzi?
- Nie idź do świątyni - powtórzył.
- Idź do diabła! - warknęłam i pobiegłam do... domu. Nie wiem dlaczego nie zostałam przy świątyni.
Przecież słowa tego obcego chłopaka nic dla mnie nie znaczyły, nie miały na mnie żadnego wpływu. Po co ja się okłamuję? Miały wpływ, ale kompletnie nie mam pojęcia dlaczego tak duży. Biegłam tak aż do wioski. Potem zwolnił, przeszłam kilka kroków i zatrzymałam się. Popatrzyłam na lecącego na niebie orła i poczułam w sercu spokój. Jestem wolna, wolna jak ptak. Gdybym została kapłanką byłabym orłem zamkniętym w klatce, z której nie mogę uciec. Uśmiechnęłam się odruchowo i ruszyłam powoli do Arni - stolicy państwa i mojego rodzinnego miasta. Jestem wolna, powtórzyłam jeszcze raz w myślach. W Arni spotkałam Tarimina.
- Witaj, Cai - rzekł z uśmiechem - Chodzą słuchy, że chcesz zostać kapłanką. Ledwo ci się poprawiło, a już żarty się ciebie trzymają.
- To prawda - rzekłam poważnie - Chciałam zostać kapłanką.
- Nie możesz! - rzucił i złapał mnie za rękę ściskając mocno, potem dodał łagodnie - Cai, nie idź do świątyni. Zmarnujesz się. Nie idź, proszę cię o to jako przyjaciel.
- Nie pójdę - odpowiedziałam siląc się by nie jęknąć z bólu. Uścisk Teriego był mocny - Już zmieniłam zdanie.
- To dobrze - uśmiechnął się lekko i puścił moja dłoń.
- Wiem, ktoś już mi to uświadomił - odwzajemniłam uśmiech.
- Cai, wyrzuciłaś moje kwiaty - stwierdził, nie zapytał, niemal obojętnie.
- Ja... to... - westchnęłam z rezygnacją - jakoś tak wyszło, przepraszam.
- Nie przejmuj się - jego usta rozciągnęły się w uśmiechu, ale miałam wrażenie, że mimo wszystko jest mu przykro - To tylko kwiaty. Chodź ze mną! Sora chciałaby cię poznać.
- Ja... nie mogę - wydusiłam z trudem. Może i pogodziłam się z myślą, że Tari żeni się z Sorą, ale nie aż na tyle by się z nią spotkać - Musze jeszcze coś załatwić, coś... bardzo ważnego.
- Szkoda - popatrzył na mnie tymi swoimi ślicznymi oczami - Naprawdę szkoda. Do zobaczenia, Cailith.
Pomachałam mu na pożegnanie uśmiechając się przy tym, a potem odetchnęłam głęboko. Cieszę się, że Tarimin jest szczęśliwy i nie chcę tego zniszczyć swoimi uczuciami. Cóż, będę musiała z tym żyć.

*

Wiatr targał delikatnie liśćmi drzew, a promienie słoneczne przemykały miedzy nimi w jesiennym tańcu. Zakapturzona postać opierała się o stary dąb. Wyraźnie na kogoś czekała.
- Tylko informacje. To rozkaz królowej - rozległ się miękki kobiecy głos.
- Rozumiem - odparł zakapturzony mężczyzna
- Czyżby?
- Nie przyjechałem tu po nic innego jak po informacje. Jeśli myślisz, że chciałbym atakować na własną rękę znaczy, że masz mnie za głupca.
- Tylko informacje. Broń. Strategia. Taktyka. Wojsko. Liczebność.
- Rozumiem.
- Uważaj na Wasukiego.
- Wiem.
- Uważaj...
- Wiem - przerwał jej stanowczo.
- Nadużywasz swej władzy.
- Wiem - uśmiechnął się, a w uśmiechu tym mogło się kryć wszystko.

*

W domu nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Coś mnie gryzło tylko nie wiedziałam co. Wyszłam na zewnątrz i pozwoliłam by wiatr rozwiał moje długie jasne włosy. Jestem wolna jak ptak, kolejny raz powtórzyłam to zdanie. Tak, już wiem co mnie gryzie! Ten chłopak, którego spotkałam przy świątyni uchronił mnie od poważnego błędu jaki chciałam uczynić. Zdenerwowałam się na niego i, co gorsze, dałam mu to do zrozumienia. Tak nie można. Musiałam mu podziękować. Chciałam dać mu coś drobnego, niekoniecznie wartościowego, ale od serca. Wtedy wpadłam na genialny pomysł, który w przyszłości stał się przekleństwem dla nas obojga. Wyrzeźbiłam z drewna mały zdobiony medalionik z wklęsłością w środku. W dołku umieściłam niebieskie szkiełko, a na odwrocie wyryłam swoje imię. Do medaliku przyczepiłam rzemyk. Podarunek niezbyt wyszukany, ale ładny. Wstałam z krzesła, na którym wykonałam wisiorek z zamiarem wrócenia na miejsce spotkania z nieznajomym. Jednak słońce chyliło się ku zachodowi i zdecydowałam, że wrócę tam jutro. Rano, gdy tylko słonce wyjrzało zza gór, ruszyłam spacerkiem w stronę świątyni. W taki tempie byłam tam zanim wypaliła się jedna świeca. Po dotarciu na miejsce usiadłam na zwalonym pniu w miejscu spotkania z obcym. Miałam cichą nadzieję, że go tu spotkam. Cóż, nadzieja matka głupich. Mimo, że chłopaka nie było, postanowiłam zostać przez chwilę w tym miejscu.
- Dlaczego wróciłaś? - usłyszałam za plecami znajomy głos.
- Ja... ja... chciałam ci podziękować - powiedziałam i odwróciłam się do niego twarzą.
- Doprawdy? - pod materiałem, którym zakrywał twarz pojawił się zawadiacki uśmiech.
- Tak - przytaknęłam i wyciągnęłam z kieszeni sukienki wisiorek - To nic wielkiego, ale chciałabym żebyś go przyjął - wyciągnęłam do niego rękę z medalionem na otwartej dłoni. Nie wziął go.
- A za co te podziękowania? - spytał podejrzliwie, co mnie trochę zraniło.
- Za granie Dobrego Duszka - uśmiechnęłam się przyjaźnie, a on odwzajemnił ten gest. Wziął z mojej dłoni wisiorek i obejrzał go starannie.
- Ładna robota - rzekł i przeczytał to co było napisane na odwrocie - Cailith. To twoje imię?
- T... tak - odpowiedziałam i, nie wiedzieć czemu, zaczerwieniłam się lekko - Chciałam, żebyś pamiętał od kogo to dostałeś.
- I tak bym pamiętał. Dawno nie spotkałem się z życzliwością w tych stronach.
- Jak ci na imię? - spytałam.
- Lezard, ale możesz mi mówić Lez.
- Ja jestem dla przyjaciół Cai.
- A więc wstąpiłem już do grona twych przyjaciół? - zaśmiał się dźwięcznie.
- A nie chcesz? - spytałam obrażonym tonem.
- Oczywiście, że chcę, ale zauważ, że nie stanę się twoim przyjacielem przez same słowa. Na to trzeba czasu - rzekł poważnie.
- Racja, przepraszam - zawstydziłam się lekko.
- Nie ma za co, moja przyszła przyjaciółko - wykonał gest jakby chciał położyć mi dłoń na ramieniu, ale w ostatniej chwili rozmyślił się - Może chciałabyś się bliżej poznać?
- Tak - przytaknęłam - Skąd pochodzisz?
- Ze wschodu - nabrał powietrza jakby chciał coś jeszcze powiedzieć na temat swego pochodzenia, ale nie zrobił tego.
- A dokładnie - dopytywałam się.
- Wybacz mi, Cailith, ale nie mogę ci wiele powiedzieć o moim pochodzeniu. Prawdę mówiąc nie mogę ci nic powiedzieć.
- Jesteś banitą? - spytałam z lękiem. Nie przed nim, jeśli odpowiedź brzmiałaby "tak", ale raczej o niego. Banici w Narni są często szykanowani i oskarżani o różne niedorzeczności.
- Cóż, można to tak nazwać, ale nie bój się nie zrobię ci krzywdy.
- Nie boję się o siebie tylko o ciebie. Ludzie w Narni nie przepadają za podejrzanym obcymi. A wiesz co się może z tobą stać jeśli ludzie się dowiedzą, że jesteś banitą? - wypowiedziałam te słowa z troską, co wyraźnie zmieszało Lezarda. Nie odezwał się tylko pochylił bardziej głowę. Teraz nie widziałam nawet jego dolnej części twarzy zakrytej materiałem.
- Czy to dlatego zakrywasz twarz? Jesteś skazanym banitą?
- Nie, Cailith, nie - jego ładny głos dziwnie brzmiał, gdy mu drżał - Nie jestem banitą i nie jestem skazany - przerwał na chwilę - Cailith, musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz o naszym spotkaniu. W ogóle to najlepiej by było gdybyśmy właśnie teraz zakończyli naszą znajomość. To może być niebezpieczne dla nas obojga.
- Może być, ale nie musi - odpowiedziałam z pocieszającym uśmiechem - Nie wiem na razie kim jesteś, więc nie mogę cię osądzać. Poza tym to będzie duży krok w naszej przyjaźni, gdy ci teraz zaufam i nie będę cię o nic pytać póki sam nie zechcesz mi tego powiedzieć.
- Jesteś bardzo naiwna, Cailith - powiedział, a na jego twarzy znów zagościł lekki uśmieszek. Być może nawet smutny - Jesteś też dobrą istotką na tym świecie pełnym zła i okrucieństwa. To będzie dla mnie zaszczyt mieć taką przyjaciółkę jak ty, Cailith.
I tak zaczęła się moja przyjaźń z Lezardem. Codziennie spotykaliśmy się w tym samym miejscu i o tej samem porze. Zawsze rozmawialiśmy długi czas i nigdy się z nim nie nudziłam. Lezard miał bardzo duże poczucie humoru, ale okazał się też bardzo wrażliwy. Cieszę się z tej przyjaźni. Tak jak obiecałam, nikomu nie powiedziałam o jego istnieniu. Opowiedziałam Lezardowi o całym moim życiu, o moich problemach i radościach, o rodzinie. On nie powiedział mi nic o swoim życiu poza tym, że w jego żyłach płynie mała część błękitnej krwi. Za to jego osobowość, po tych trzech miesiącach, była mi znana niemal doskonale. Przynajmniej tak mi się wydawało. Teraz wiem, że się myliłam.
Wracając z mojego kolejnego spotkania z Lezardem przyglądałam się krajobrazowi. Pomyślałam, że jeszcze trzy miesiące temu zrywałam na łące kwiaty, a teraz wszystko jest opatulone białym kożuchem śniegu. Biały krajobraz tego roku bardzo mi się spodobał, mimo, że zazwyczaj nie lubię tego okresu. Był taki czysty, niewinny i uspokajający, ale był też zimny i niebezpieczny przy zamieciach, wręcz zabójczy. Nie wiem dlaczego przy właśnie takich skojarzeniach pomyślałam o Lezardzie. Nagle poczułam uderzenie w głowę. Odwróciłam się gwałtownie. Tari stał kilka kroków za mną. Pomachał mi i zaczął lepić kolejną śniegową kulkę. Zaśmiałam się, bo niedawno praktykowałam tę zabawę z Lezardem.
- Cailith , skąd wracasz? - spytał i rzucił śnieżką. Trafił mnie w dolną część spódnicy.
- Ze spaceru - odpowiedziałam tak jak zawsze i zaczęłam lepić kulkę.
- Nie przykrzą ci się te samotne spacery? - ulepił śnieżkę - Może powinnaś znaleźć sobie mężczyznę - rzucił.
Jego ostatnie słowa zaskoczyły mnie i zraniły, bo myśląc o mężczyźnie widziałam w wyobraźni właśnie Tariego. Stanęłam jak wryta. Wszystkie moje uczucia trwały niemal ułamek chwili, ale wystarczająco długo bym nie zdążyła zasłonić się przed śnieżką. Dostałam w twarz. Przewróciłam się, choć nie rzucił mocno. Tari podbiegł do mnie.
- Na bogów, Cai, nie chciałem. Przepraszam. - powiedział troskliwie i zauważyła, że jest przerażony.
- Nic mi nie jest - odparłam, a głos miałam słaby.
- Jesteś biała jak ten śnieg. Rzuciłem za mocno?
- Nie, Tari - zaprzeczyłam i wstałam z trudem - Nie przejmuj się. Nic mi nie jest.
- Odprowadzę cię do domu - zaoferował.
- Tari, nie trzeba. Czuję się znakomicie - skłamałam.
- Tak, tak, mimo to odprowadzę cię, a później poznam cię z Sorą. Przez trzy miesiące zgrabnie się od tego wykręcałaś, ale teraz zmuszę cię do tego choćby siłą - zaśmiał się, a ja zmieszałam.
- Tari, to nie tak. Ja się nie wykręcałam tylko jakoś tak...
- Nie tłumacz się - przerwał mi - Przecież żartuję.
Uśmiechnęłam się z ulgą w odpowiedzi. Nie chciałabym się tłumaczyć, bo wtedy musiałabym skłamać mu prosto w oczy, czego zapewne nie potrafię lub po prostu nie chcę. Pomyślałam, że miło by było gdyby Tari odprowadził mnie do domu.
- Może odprowadzić cię do domu? - zapytał tak jakby czytał w moich myślach.
- Tak - przytaknęłam i poczułam się jak mała dziewczynka pod opieką starszego brata. I ten stan musiał pozostać. Ja byłam dla niego zawsze tylko młodszą siostrą, którą trzeba się opiekować i musiałam go traktować jakbym też tak czuła. Tak musi być, powtórzyłam w myślach. Głośno zaś powiedziałam: - To byłoby miłe.
Gdy byliśmy już w mieście Tari pożegnał mnie i ruszył do swego domu. Wcześniej , kolejny raz zaproponował bym przyszła do nich na kolację i poznała Sorę. Zgodziłam się.

*

W domu zjadłam coś ciepłego i poszłam do swojego pokoju. Tam położyłam się na łóżku i wlepiłam wzrok w sufit. Pomyślałam, że moje życie nie jest niczego warte, bezcelowe i bez sensu. Jestem nieszczęśliwie zakochana w przyjacielu, który ma żonę. Moje życie to ciągła, bezbarwna egzystencja, którą urozmaica tylko Lezard. Na myśl o tym tajemniczym chłopaku zrobiło mi się cieplej na sercu. Wspomniałam, nasza dzisiejsza rozmowę. "Życie jest czymś danym nam od bogów. Powinniśmy je cenić, bo więcej się nie powtórzy. Bierz życie takim jakie jest i nie żądaj niczego więcej, korzystaj z niego, Cai. Raz matka rodziła i raz się umrze" Pomyślałam, że tak właśnie powinnam żyć, ale... cóż, chyba będę musiała poprosić Lezarda o radę. On jest naprawdę inteligentny i ma takie trzeźwe spojrzenie na świat. Ostatnimi czasy bardzo go polubiłam. Przypomniało mi się coś co powiedział kilka dni temu. Zerwałam się z łóżka i pobiegłam w stronę świątyni. Kiedy tam dotarłam zawołałam cicho:
- Lezardzie
Pojawił się za mną tak jakby wyrósł spod ziemi i równie cicho jak zawsze.
- Coś się stało? - spytał zatroskany.
- Powiedziałeś, że mogę ty przyjść kiedy chcę.
- Powiedziałem, że jeśli miałabyś kłopoty zawsze możesz mnie tu znaleźć - widziałam, jak pod materiałem jego usta rozchyliły się w uśmiechu - Co cię tu sprowadza?
- Ty - odpowiedziałam z prostota i zgodnie z prawdą.
- To ciekawe - odparł i zapraszającym gestem wskazał na "nasz" konar.
- Bo widzisz, moje życie jest takie nudne. Będąc już w domu przypomniałam sobie naszą dzisiejsza rozmowę i naszła mnie chęć żeby porozmawiać jeszcze.
- Nie powinnaś się do mnie tak przywiązywać - rzekł poważnie - Niedługo odjeżdżam.
- Dlaczego? - spytałam z żalem.
- Cai, naprawdę bardzo cię polubiłem i będzie mi cię brakować, ale muszę jechać - położył niezwykły nacisk na słowo "muszę" tak, jakby nie chciał powiedzieć głośno, że tego nie chce.
- Ale dlaczego? - powtórzyłam.
- Posłuchaj, kiedyś spotkało mnie wiele sytuacji, od których teraz zależą moje losy. Wierz mi, wiele bym dał za oszukanie czasu i przeznaczenia. Wiem, że tego nie widzisz, że nie poznałaś mnie od tej strony, ale ja nie jestem... nie jestem ... - zamilkł na chwilę, wyraźnie szukając właściwych słów.
- Kim nie jesteś?
- Nie jestem kimś z kim przebywanie byłoby bezpieczne - powiedział, a widząc moje rządne informacji oczy dodał - Ograniczam twoje świadomość na mój temat jak tylko mogę, bo chce cię chronić.
- Kiedy? - spytałam, a on zrozumiał, że chodzi mi o jego wyjazd.
- Za dwa dni - odpowiedział, a ja spuściłam głowę - Cai, nie pozwolę na zbędne pożegnania.
Podniosłam gwałtownie głowę, a on swoją pochylił. Chciałam zajrzeć w jego oczy, jeden jedyny raz zanim odjedzie, ale nie widziałam ich ani teraz, a ni przedtem. Nie widziałam nawet rąbka jego skóry. Chciałam krzyknąć: "Spójrz mi w oczy! Zobacz co czuję!". Jednak zamiast tego otarłam łzy i powiedziałam udając twardą:
- Mówiąc, że słowa to potężna broń miałeś rację. Właśnie od nich zginęłam.
Nie podniósł wzroku na mnie, nawet nie drgnął. Wstałam i ruszyłam w stronę wioski ze świadomością, że nigdy już nie zobaczę mojego najlepszego przyjaciela, jakiego kiedykolwiek miałam. Liczyłam, że usłyszę za plecami jego przepraszający melodyjny głos. Myliłam się. Zamknęłam oczy by powstrzymać łzy, a gdy to nie pomogło biegiem ruszyłam do domu. Biegłam przez cała drogę do wioski. Zadawałam sobie pytanie "Dlaczego?". Rozmyślania całkowicie zajęły mój umysł i nim się postrzegłam stałam w izbie opierając się o drzwi frontowe. Rodzice i brat popatrzyli ze zdziwieniem na moja zalaną łzami twarz. Mama i tata milczeli, ale Tesu zadał pytanie, którego się obawiałam i wiedziałam ,że jeśli padnie zacznę płakać.
- Dlaczego płakałaś? - spytał.
Zignorowałam go i ruszyłam do pokoju, by w ciszy dać upust swojemu żalowi. Wiedziała, że zaraz zapuka moja mama i samą swoją obecnością, bez zadawania zbędnych pytań ukoi moje cierpienie. Nieświadoma czekałam na ten odgłos. Byłam gotowa opowiedzieć jej wszystko, mimo przysięgi jaką dałam Lezardowi. Po chwili usłyszałam oczekiwany dźwięk. Do pokoju wszedł... Tari?
- Co ty tu robisz? - spytałam, ocierając pośpiesznie łzy.
- Przyszedłem po ciebie. Umówiliśmy się na kolację - powiedział to tak jakby był zdziwiony moim stanem.
- Przepraszam, zapomniałam. Przykro mi, ale naprawdę nie mogę...
- Nie musisz - usiadł przy mnie i przytulił - Co się stało, Cai?
- Chodzi o to, że... - umilkłam i wtuliłam się w jego ramiona- Nie mogę nic powiedzieć.
- Ktoś ci zabronił?
- Nie, nie chcę nic mówić. Obiecałam
- Jeśli nie chcesz to nie mów. Po prostu wypłacz się. Mam czas.
- A Sora? - spytałam. Nie chciałam by niańczył mnie podczas, gdy jego żona siedzi sama w domu.
- Ona zrozumie.
Przytuliłam się więc jeszcze mocniej do niego i płakałam jak mała dziewczynka, którą się czułam.

*

_______________________________

Aż strac myśleć ile tu będzie błendoof happy.gif Tak wiem, dramatyzje (mam to we krwi) tongue.gif


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Psychopatka
post 29.06.2003 22:57
Post #2 

Prefekt Naczelny


Grupa: czysta krew..
Postów: 518
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Glajwic

Płeć: Kobieta



Dlugi part, ale dalam se rade... Co do rzeczy technicznych. No to ogolnie jest dobrze, tylko ze jak mowilam na gg... za duzo dialogu i to sie troche mu rzucalo w oczy... za malo walilas opisow, ale pisalas to jakis czas temu... widac, bo Twoje opowiedanei o Gryfie jest napisane profesionalniej, rozwijasz sie =) Jak papier toaletowy.

Bardzo ladnie opisalas jej uczucia... jej - tej glownej bohaterki, nawet nie przeszkadzala mi pierwszoosobowa narracja, ktorej nielubie. Wkurzalo mnie zachowanie niektorych postaci, strasznie slodko sie robili. Czekam na kolejne czesci i wtedy stwierdze co o tym myslec.


--------------------
Hey you little Jesus bride why have you smiled to me ?
Hey you little Jesus bride why have you sang to me ?
They say that God is inside us all, and sometimes
He is not in the way that I have preached for to wish to
but God is my lover and I love him too

//F.Ribeiro//
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Sir Momo Mumencjusz Mum
post 29.06.2003 23:04
Post #3 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 154
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: z Warszawy




Kilka uwag:
Po pierwsze - miałaś mi to wysłać mailem...
Po drugie - na początku zdecydowanie nadużywasz frazy "wilcza rasa"
Po trzecie - nie będę się póki co wypowiadał o fabule, bo moja wypowiedź będzie zależała od dalszego ciągu tego opowiadania

To tyle na razie ^^


--------------------
W imię Moda, bezczelnym nabijaczom wieczny przynosimy odpoczynek! Amen.

jam ci on gdyżeś aniele wzbił się księżyc świeci w jeziorze pluskają ryby i do tego wcale idę i widzę i słyszę i tak dalej bo w końcu zaiste przeszłość przepowiedziana przeznaczeniem jest zawsze ten obcy co jeździł koleją w armacie widziany huk raz za razem niby on nie ja wy amen

To ja ^^
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
matoos
post 30.06.2003 16:33
Post #4 

Wytyczający Ścieżki


Grupa: czysta krew..
Postów: 1871
Dołączył: 15.04.2003
Skąd: Ztond...

Płeć: Mężczyzna



Narnia? Chodzi o tę Narnię z książek C.S.Lewisa? Klimatycznie twoje opowiadanie bardzo się od nich różni, ale ja nie narzekam... biggrin.gif

Bardzo fajne opowiadanie, aczkolwiek odniosłem wrażenie że na początku narracjęprowadzi kilkuletnia dziewczynka... Nie wiem czy takie było twoje zamierzenie... Nie chce mi się szczerze mówiąc szukać błędów (czyt. dziury w całym biggrin.gif), bo w sumie to mam już wakacje... Ale były... Jak na twoje opowiadanie to szczerze mówiąc wydało mi się z deka słabe... Ale zobaczymy jak się rozwinie... Jeszcze można je uratować biggrin.gif


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 01.07.2003 08:49
Post #5 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta




Mówiłam, że to opowiadanie jest do bluzgania... tongue.gif Teraz i tak jest jeszcze względnie, później dzieją się poprostu cyrki biggrin.gif W ogóle to jakaś taka dziwna ta Cailith, a poza tym spieprzyłam osobowość Lezarda, a później jeszcze Wasukiego... Zresztą jak dotrwacie to sami zobaczycie wink.gif

Matoos, to opowiadanie jest ciągnięte nie wiem od ilu, ale posiada troche stron i jeśli da się je jakoś (jak?! tongue.gif ) uratować to postaram się to zrobić wink.gif

Acha, jeśli ktoś ma jakieś pomysły na zmianę czegoś to niech się nie krępuje smile.gif
_______________________________________
*

Rano czułam się okropnie. Bolała mnie głowa i serce po mglistym przypomnieniu sobie wczorajszego dnia. Obok mojego łóżka na fotelu spał Tari. Uśmiechnęłam się do siebie ze smutkiem. On się dla mnie tak poświęca, to takie miłe. Nie chciałam go budzić. Przykryłam go kocem i wyszłam. Mama powitała mnie ciepłym uśmiechem.
- Zjesz coś? - spytała, a ja przytaknęłam.
- Tari jeszcze śpi. Nie budziłam go - rzekłam.
- Niech śpi. Przed chwilą wzeszło słońce, a on siedział przy tobie przez cała noc.
- Dopiero świta? - spytałam zaskoczona - Czuję się jakby było południe.
- A ja czuje się jakbym przespał całe wieki - powiedział Tari wchodząc do izby. Wiedziałam, że kłamie. Wyglądał na niewyspanego i zmęczonego. Nie wykluczone, że jemu też towarzyszył ból głowy.
- Siadaj - powiedziałam i poklepałam miejsce przy stole obok mnie - Zjemy śniadanie.
- Z miłą chęcią.
Mama podała nam jajecznicę i kromki świeżo upieczonego chleba, po czym wyszła. Skorzystałam z okazji, że jesteśmy sami i powiedziałam szeptem z wdzięcznością:
- Dziękuje, Tari, byłeś... jesteś mi podporą.
- Zawsze do usług - powiedział z uśmiechem i pstryknął mnie w nos, na co odpowiedziałam z uśmiechem, a po chwili dodał - Lepiej?
- W porównaniu z wczoraj - bardzo dobrze. I jeszcze raz dziękuję.
Po śniadaniu Tarimin zaproponował bym resztę dnia spędziła w towarzystwie jego i Sory. Zgodziłam się bez oporów. Towarzystwo było mi bardzo potrzebne. Zniknęło nawet cierpienie z powodu niespełnionej miłości. Pozostał tylko ból po słowach Lezarda. Szliśmy właśnie do jego domu, gdy jeden z żołnierzy ojca Tariego zawołał:
- Panie Tariminie! Złapali w nocy jednego z wilczej rasy. Chce pan go zobaczyć?
Zauważyłam jak w oczach Tariego błysnęła nutka zaciekawienia. Nim się spostrzegłam biegłam już do domu, w którym przetrzymywano więźniów, a mój przyjaciel trzymał mnie za rękę. Weszliśmy do środka. Na krześle stojącym na środku siedział chłopak z wilczej rasy. Miał kruczoczarne włosy sięgające mu do ramion. Był pobity i zakrwawiony. Ubrany był w takie same rzeczy jak... Lezard. Zakryłam usta dłonią.
- Nic ze mnie nie wydusicie - powiedział związany melodyjnym głosem z obcym akcentem.
Stałam chwile oniemiała, a potem szepnęłam do siebie:
- Ty nie możesz być...
Nie dokończyłam własnych myśli. Wyrwałam swoja rękę z dłoni Tariego i pędem ruszyłam do miejsca, w którym spotykałam się z Lezardem. Przez cała drogę myślałam, że to tylko zbieg okoliczności. Chłopak z wilczej rasy nie mógł być Lezardem. Miał inny głos i budowę, ale musiałam się upewnić. Gdy zobaczyłam Lezarda stał do mnie tyłem. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał, wspominał. Serce zaczęło walić mi ze szczęścia. I to nie dlatego, że Lezard okazał się nie być jednym z wilczej rasy, ale z tego, że nic mu nie jest. Gdy tylko się obrócił słysząc nadbiegające kroki rzuciłam mu się na szyję. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć usłyszał wyszeptane przeprosiny.
- Myślałam, że to ty. Myślałam, że to ciebie złapali żołnierze, bo byłeś z wilczej rasy. Jak mogłam się tak pomylić? - słowa te wypowiadałam szybko i z przejęciem.
Lez zdrętwiał i odsunął mnie od siebie na znaczną odległość, a potem poprosił o dokładny wygląd więźnia. Kiedy go usłyszał powiedział coś, co brzmiało jak przekleństwo w innym języku.
- Zaprowadź mnie tam, Cai.
- Ale po co? - spytałam zaskoczona.
- Proszę.
Złapałam go za dłoń i ruszyłam biegiem do wioski. Głupia jestem! Lezard mnie zranił, a ja, nie wiem po co, prowadzę go do mojej wioski tylko dlatego, że mnie o to prosi. Głupia!
- Gdzie to jest? - spytał biegnąc za mną.
- Prosto tą ścieżką, a przy rozwidleniu w prawo
Przyspieszył i wyprzedził mnie. Teraz ja biegłam za nim, a on ciągnął mnie za rękę. W biegu jego kaptur zsunął mu się na plecy. Zobaczyłam czarne włosy i... wilcze uszy? Nie może być... Zatrzymałam się odruchowo. Lezard puścił moja dłoń i odwrócił się do mnie, ukazując swą twarz. Zamarłam. Była porośnięta sierścią. Jego twarz miała kształt ludzki, ale posiadała też wilczy pysk, tylko ze znacznie krótszy. Nos też był wilczy. Zrozumiałam, że zakryta materiałem twarz, która zawsze widziałam, była tylko magicznie wywołana iluzją. Spojrzałam w jego bursztynowe zwierzęce oczy.
- Lezard? - zdołałam wyszeptać. W odpowiedzi ujął mnie za ręce. Wzdrygnęłam się.
- Cai, jestem tym samym Lezardem, z którym przebywałaś przez ostatnie trzy miesiące. Tym samym. Rozumiesz?
- Nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - Nie rozumiem dlaczego nic mi nie powiedziałeś. Nie rozumiem dlaczego mnie oszukałeś. Jesteś zwierzęciem! - zaczęłam się wyrywać, ale Lezard złapał mnie za ramiona i przytrzymał mocno.
- Cailith, jestem potomkiem Wilczej Rasy. Wilki pomagają sobie nawzajem, a Wasuki potrzebuje teraz właśnie mojej pomocy. Jeśli mnie do niego zaprowadzisz obiecuję, że nikomu nie zrobię krzywdy. Proszę.
- Dlaczego ja ci pomagam? - głośno zapytałam sama siebie i zaczęłam biec.
- Dziękuję - odparł w odpowiedzi i wyprzedził mnie.
Przez całą drogę dawałam mu wskazówki, w która drogę ma biec. Wiedziałam, że jest mu spieszno, ale byłam mu wdzięczna, że zwalniał, gdy brakowało mi sił. Kiedy wioska była już widoczna Lezard szepnął:
- Przepraszam cię, Cai.
Słowa te były skierowane do mnie, ale czułam, że nie powinnam ich słyszeć. Co ty planujesz, Lezardzie, pomyślałam. Nagle przyspieszył i nieświadomie pociągnął mnie zbyt mocno za rękę. Przewróciłam się. Lezard odwrócił się i spojrzał na mnie, tak jakby ze złością, że go opóźniam. Patrzył tak na mnie przez chwilę, a potem wbrew mojej woli wziął mnie na ręce i ruszył biegiem w stronę wioski. Biegł naprawdę szybko i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo go opóźniałam, nawet wtedy gdy biegłam najszybciej jak potrafiłam.
- Którędy? - spytał, gdy wbiegł ze mną w ramionach do wioski.
- Tam - pokazałam ręką kierunek i dodałam - Za ta mała chatą jest duży budynek z czerwonym dachem.
Ludzie patrzyli na nas, a raczej na Lezarda, z trwogą. Widzieli jak wskazuje mu drogę. Na bogów, jak to się skończy to pewnie oskarżą mnie o zdradę. Spalą mnie na stosie albo powieszą. Będą do końca życia linczować moja rodzinę. Lezardzie to twoja wina! Wiedziałeś, że ludzie tak zareagują. Wiedziałeś czym mi to grozi, a mimo to wciągnąłeś mnie w to bagno. Niech cię szlag, Lezardzie!
Przed samym budynkiem Lezard postawił mnie, złapał za rękę i siłą wciągnął przez drzwi, a potem posadził mnie w kącie i kazał się stamtąd nie ruszać. Następnie ruszył na ludzi, którzy zamierzali go atakować. Tari tez tam był. Lezard prześlizgnął się między nimi i podbiegł do Wasukiego, by go rozwiązać. Nie słyszałam co do niego powiedział, ale wyraz twarzy świadczył, że było to upomnienie z elementami agresji. Gdy Wasuki był już wolny zaczęła się rzeź. Lezard, tak jak obiecał, nikogo nie zabijał, tylko pozbawiał przytomności. Natomiast Wasuki podcinał gardła i rozpruwał brzuchy. Bezwiednie przyglądałam się temu, nie mogąc nic zrobić. Tari i Wasuki walczyli ze sobą niemal tuż przy mnie. Nagle nóż sięgnął boku człowieka. Zamarłam.
- Tarimin!!! - krzyknęłam.
Lezard spojrzał na mnie, a potem podbiegł do Wasukiego i warknął mu coś do ucha. Nie dosłyszałam co, ale tamten się skrzywił i wybiegł na zewnątrz. Następnie ukląkł przy Tarim, rozdarł swój płaszcz i przyschnął do rany mego przyjaciela, na co ranny się wzdrygnął. Lezard szybko wyciągnął zioła w małej buteleczce z kieszeni i siłą wsadził w dłoń Tarimina.
- Połknij to, a rana będzie się szybciej goić - usłyszałam łagodny lecz pospieszny głos Lezarda.
- Nie potrzebuje od ciebie pomocy, wilku! - warknął Tari i chciał wyrzucić to co dostał, ale Lezard mu nie pozwolił i jeszcze mocniej zacisnął ręce na pięści Tariego, w której były zamknięte zioła.
- Nie robię tego dla ciebie, tylko dla Cailith.
Po tych słowach wstał i podszedł do mnie. Spojrzałam mu w oczy próbując wyczytać z nich jego zamiary. Nie zdołałam, ale za chwilę miałam je poczuć. Lezard złapał mnie w talii i podniósł na proste nogi, po czym przerzucił mnie przez ramię.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknęłam wściekle i wyciągnęłam błagalnie ręce do Tarimina. Chciał się podnieść, ale jęknął tylko z bólu i popatrzył na mnie tak, jakby chciał powiedzieć żebym się nie martwiła, że odnajdzie mnie gdziekolwiek bym była. To byłby błąd.
- Nie szukaj mnie, Tari. Rozumiesz? Nie narażaj się! - krzyknęłam nim Lezard wybiegł z budynku.
Na zewnątrz czekał Wasuki z dwoma skradzionymi końmi. Lezard przerzucił mnie przez siodło, a potem usiadł za mną i kopnął konia obcasami, by zmusić go do biegu. Zaraz za nami jechał Wasuki.
- Na cholerę ci ta wiejska dziewucha - usłyszałam jego głos.
- Zamknij się - warknął w odpowiedzi Lezard.
Jechaliśmy tak przez trzy mile. Później zatrzymaliśmy się w zagajniku świerków. Lezard zdjął mnie z siodła i pozwolił bym osunęła się z jego ramion na śnieg. Wasuki też się zatrzymał, choć niechętnie. Siedziałam na śniegu próbując złapać oddech. Całą drogę jechałam na brzuchu. Chciało mi się wymiotować i miałam wrażenie, że wszystko w moim wnętrzu zmieniło swe położenie. Wasuki stał chwilę patrząc na mnie, po czym wyciągnął nóż i ruszył w moim kierunku. Lezard zastąpił mu drogę.
- Po co nam ona? - spytał Wasuki z pogardą w głosie dla mojej osoby.
- Uratowała ci życie - rzekł w odpowiedzi Lez.
- To zwykła ludzka suka
- Dzięki niej żyjesz
- Bronisz jej? - spytał z obrzydzeniem, a potem dodał z szelmowskim uśmiechem - A może się już z nią pieprzyłeś, co? Dobra jest? Może i ja...
Nie dokończył. Lezard uderzył go pięścią w twarz, a gdy tamten się przewrócił usiadł na nim okrakiem. Jedną rękę trzymał go za szyję, drugą zaś chciał wymierzyć kolejny cios.
- Aż tak dobra? - wyksztusił Wasuki nie zmieniając tonu.
Pięść Lezarda uniosła się ostrzegawczo. Nie mogłam na to patrzeć. Podeszłam do nich i ujęłam dużą silna pięść swoimi drobnymi dłońmi. Lez popatrzył na mnie ze zdziwieniem, po czym oswobodził swego rodaka.
- Kolejny raz uratowała ci życie - powiedział twardo.
- Nie potrzebuje pomocy od dziwki - odparł wrogo.

______________________________________________

ciąg dalszy nastąpi... (hie hie, jeszcze troche was poterroryzuje tongue.gif )


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Sir Momo Mumencjusz Mum
post 01.07.2003 12:26
Post #6 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 154
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: z Warszawy




Całkiem ciekawe. Na tyle ciekawe, że da się przeczytać całość. Ale jak mówił matoos - pisałaś lepsze.


--------------------
W imię Moda, bezczelnym nabijaczom wieczny przynosimy odpoczynek! Amen.

jam ci on gdyżeś aniele wzbił się księżyc świeci w jeziorze pluskają ryby i do tego wcale idę i widzę i słyszę i tak dalej bo w końcu zaiste przeszłość przepowiedziana przeznaczeniem jest zawsze ten obcy co jeździł koleją w armacie widziany huk raz za razem niby on nie ja wy amen

To ja ^^
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 01.07.2003 14:41
Post #7 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



Te, ludu, skończyć jush trzebaby było z uwagami typu "pisałaś lepsze" (tak, Matoos i Momo, to do Was wink.gif ). Mówiłam przecież, że to jest moje dawne dzieło (właściwie jest to pierwsze opowiadanie na dłuższą metę, za które się w ogóle wzięłam wink.gif ), telenowela z tego jak nie wiem co, fabuła dość nudna i bezbarwna, wszystko skupia się raczej na Cailith i w ogóle... Ale niegdyś byłam z tego opowiadania baaaaaardzo dumna smile.gif Zresztą może nadal jestem... Ale świadomość mam, że "ewoluowałam" z kurzego jajka w nieopierzonego pisklaka biggrin.gif

....

A zresztą, sama przecież powiedziałam, że opowiadanko jest do bluzgania biggrin.gif (ooo! powtarzam się dry.gif )


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Sir Momo Mumencjusz Mum
post 01.07.2003 14:44
Post #8 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 154
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: z Warszawy




No dobra ^^ Nie powiem już, że pisałaś lepsze (choć tak jest ;P ). Ale zamieszczaj dalej ^^ Na ff ostatnio mało się dzieje, więc warto by mieć coś do czytania ^^. A to opowiadanie nie jest złe, ale *nie powiem tego* ;P


--------------------
W imię Moda, bezczelnym nabijaczom wieczny przynosimy odpoczynek! Amen.

jam ci on gdyżeś aniele wzbił się księżyc świeci w jeziorze pluskają ryby i do tego wcale idę i widzę i słyszę i tak dalej bo w końcu zaiste przeszłość przepowiedziana przeznaczeniem jest zawsze ten obcy co jeździł koleją w armacie widziany huk raz za razem niby on nie ja wy amen

To ja ^^
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Dirbaa
post 02.07.2003 10:50
Post #9 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 27
Dołączył: 30.06.2003
Skąd: Bytom... chyba =P




Piszesz ciekawie a fabula pod koniec sie rozkrecila wiec... kiedy ciag dalszy?? biggrin.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 02.07.2003 13:04
Post #10 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



oke, macie końcówkę pierwszego rozdziału i początek drugiego smile.gif

Dirbaa, zdaje Ci się bo rośniesz happy.gif

___________________________________
Tym razem nie zdołałam powstrzymać uderzenie. Wasuki upadł nieprzytomny na śnieg.
Lezard jechał przodem, mając przed sobą nieprzytomnego Wasukiego, przywiązanego rękoma do siodła. Ja jechałam na jego koniu, trzymając się raczej z tyłu. Milczałam, ale w mojej głowie toczyła się walka myśli. Dlaczego mam jechać z nim? Dlaczego nie wrócę? Mam przecież konia. Wystarczy zawrócić. Nie musze nic mówić. Po prostu odjadę, tak jak chciał odjechać ode mnie Lezard - bez zbędnych pożegnań. Zatrzymałam konia. Zaraz potem zatrzymał się koń z dwoma chłopakami z wilczej rasy.
- Co teraz? - spytałam cicho, chociaż chciałam wykrzyczeć, że odjeżdżam, zostawiam go, wracam do siebie.
- Pojedziesz ze mną - rzekł niemal obojętnie.
- Dlaczego? Chcę wrócić.
- Nie wrócisz - powiedział stanowczo, a gdy nic nie odrzekłam dodał - Powieszą cię za pomoc wilkom. Nie chcę tego.
- Trzeba było o tym pomyśleć zanim wciągnąłeś mnie w tą sprawę! - krzyknęłam.
- Nie chciałem tego, wierz mi - powiedział cicho, przepraszająco.
- Nie chcesz, nie chciałeś? - rzuciłam ironicznie - Ale zrobiłeś to! I nie obchodzą mnie twoje intencje!
Popatrzył na mnie z wyrzutem, a ja skuliłam się w sobie z wyrzutów sumienia. Kłamałam. Zależało mi na Lezardzie. Był... nadal jest moim przyjacielem i nic już tego nie może zmienić. Za dobrze go znam. Lezard zsiadł z konia i podszedł do mnie.
- Zejdź - powiedział cicho lecz rozkazująco. Przestraszyłam się. Czyżby chciał mnie tu zostawić? Gdy zsiadłam objął mnie i powiedział:
- Przepraszam. Nie powinienem cię w to wciągać. Wszystkiemu jestem winny ja i postaram się to naprawić.
- Gdybym mogła cofnąć czas... - zaczęłam i słowa ugrzęzły mi w gardle z przejęcia - Gdybym mogła cofnąć czas pomogłabym ci jeszcze raz.
Poczułam jak jego ramiona zaciskają się mocniej. Jeśli wilcza rasa właśnie tak okazuję radość...
- Zaraz mnie połamiesz - wyksztusiłam.
Nic nie powiedział, tylko rozwarł ramiona, popatrzył na mnie poczym wsadził mnie spowrotem na konia. Sam usiadł za mną i okrył mnie swym płaszczem. Poprowadził konia tak by podszedł do Wasukiego i złapał za uzdę jego konia. Spojrzał zwierzęciu w oczy i puścił. Ruszyliśmy naprzód. Oglądnęłam się za siebie.
- Nie martw się, koń Wasukiego będzie za nami podążał.
- Ale jak...
W odpowiedzi napotkałam spojrzenie bursztynowych oczu.
- No tak - mruknęłam. Wiedziałam, że i tak niczego się nie dowiem.
Poczułam naglę, że ta sytuacja mnie przerasta. Tak właściwie to nic nie wiem o Lezardzie. Poznałam tylko jego wnętrze. Duszę, którą chciałby mieć... Co ja opowiadam?! Przecież on ma duszę! A ja traktuję go jak zwierze. Jestem niesprawiedliwa, ale... na bogów, Lezard walczył jakby parał się w tym od kilku lat. Ja naprawdę nic o nim nie wiem. Nie wiem kim jest, nie wiem skąd pochodzi i nie wiem... czy jestem z nim bezpieczna. A jeśli nie jestem? Jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że zginę... Stracę... No właśnie, co bym straciła? Życie, które jest tylko beznamiętnym istnieniem, graniem roli, którą przydzielił mi los... Nie mam nic do stracenia. A może jednak... może kocham to udawane życie bez samej siebie? Kocham je i nie chce nic zmieniać! Uświadomiwszy sobie to wyrwałam wodze Lezardowi i zatrzymałam konia, po czym zeskoczyłam z niego i pobiegłam w stronę, jak mi się zdawało, wioski. Biegłam jak szalona. Szybowałam niczym wolny ptak. Ptak, który będzie wciąż śpiewał tą samą pieśń... Co ja robię? Zwolniłam, a potem zatrzymałam się i usiadłam na śniegu. Schowałam twarz w dłoniach i pozwoliłam, by łzy bezradności spływały mi po policzkach. Nagle poczułam dłoń na ramieniu.
- Zostaw mnie, Lezardzie - wyszeptałam - Nie jestem ci do niczego potrzebna... Nie ma mnie, nie istnieję, nie potrafię zdecydować... Wciąż będę uciekać przed własnymi pragnieniami, bo nie umiem ich pogodzić...
- Przepraszam za wywrócenie twojego życia do góry nogami. Gdybym wiedział, że tak to się skończy nigdy bym nawet na ciebie nie spojrzał - powiedział obojętnie jakby nie chciał okazywać uczuć.
Nie skomentowałam tego. Czułam, że nie ma potrzeby. Cisza przeciągała się. Zaczął padać śnieg. Puszysty i bielutki tak jak miał zawsze w zwyczaju o tej porze roku.
- Będziemy w pobliżu - powiedział i odszedł.
Zostałam sama. Lezardzie, czyżbyś znał mnie na tyle dobrze, że nie boisz się zostawić mnie samą?


2


Zostałam sama.
- Jestem bezużyteczna. Trwam tylko, nikomu niepotrzebna. - mówiłam sama do siebie - Może tu zostanę i poczekam, aż śnieg i zimno zgaszą moją iskrę życia? Dlaczego wszystko musi być tak skomplikowane?
Zostałam. Po kilkunastu minutach zaczęło mi się robić zimno. Nigdy jeszcze nie czułam się tak okropnie. Chciało mi się wymiotować z zimna i w głowie zaczęło mi się kręcić. Oparłam się dłońmi o śnieg. Nie miałam sił utrzymać pozycji siedzącej. Nie miałam sił już na nic...
- Cai, skończ ta uparta i bezowocną próbę zamarznięcia - usłyszałam za sobą rozbawiony głos Lezarda.
Siedział za mną przez cały ten czas, a ja o tym nie wiedziałam! Bałam się obrócić. Nie chciałam widzieć jego poirytowanej moją głupota twarzy.
- Idziesz? - usłyszałam jego ponaglający głos.
- Ja... Ja nie wiem.
Poczułam nagle jak Lezard łapie mnie za ramie i podrywa w górę.
- Przestań się nad sobą użalać. Gdybyś była nic nie warta zostawiłbym cię na pastwę losu, nie oglądając się za siebie.
- Więc jaka mam dla ciebie wartość? - pochyliłam głowę.
- Rozrodczą - warknął
Poderwałam głowę do góry i... napotkałam parę roześmianych bursztynowych oczu.
- Wybacz - uśmiechnął się - Zadajesz takie niemądre pytania. To jest irytujące. Nawet jak dla mnie.
Pociągnął mnie delikatnie za płaszcz i ponaglił zachęcającym: "Chodź". Ruszyłam za nim ze spuszczoną głową.
- Gdzie się podziała twoja chęć życia? - rzucił z uśmiechem, ale po chwili spoważniał i dodał - Wiem, że to przeze mnie i przez moje pochodzenie. Nie tłumacz się - powiedział gdy chciałam mu przerwać - Ja to wiem. Gdyby nie ja żyłabyś sobie spokojnie w swojej wiosce przez nikogo nie niepokojona. A tak jesteś skazana na tułaczkę i niebezpieczeństwa. Mógłbym cię odstawić do wioski, bo jest tylko nikła szansa, że o coś by cię oskarżyli, ale... Wybacz mi. Nie mogę się z tobą rozstać. Wiem, że to egoistyczne, ale jesteś moim jedynym przyjacielem. Potrzebuje cię.
Nie odpowiedziałam. Zaskoczyły mnie jego słowa, choć wiedziałam, że te trzy miesiące sprawiły, że potrzebujemy się nawzajem. Pomyślałam o swojej rodzinie. Mamie, tacie i Tesu. Oni przecież tez mnie potrzebują... Dlaczego życie musi być takie skomplikowane?!
- Co, już po bzykaniu? - usłyszałam kpiący głos Wasukiego. Najwyraźniej zdążył się ocknąć, kiedy nie było Lezarda i mnie - Lez, odwiąż mnie.
Lezard nie zareagował tylko zaczął rozpalać ognisko. Popatrzyłam na niego, a potem na Wasukiego.
- Lezardzie, a może by jednak...
- Nie - przerwał mi, niczego nie tłumacząc.
- Ale...
- Nie - powtórzył i dodał po chwili - Pójdę coś upolować. Pilnuj się.
Zniknął za gęstwiną drzew. Nie bardzo wiedziałam do kogo były skierowane jego ostatnie słowa. Zresztą nie bardzo mnie to interesowało. Siedziałam przy ognisku, dorzucając co chwila drew do ognia. Wasuki uparcie milczał. Spojrzałam na niego. Był skulony. Może jest mu zimno? Wbrew zdrowemu rozsądkowi podeszłam do niego i zaczęłam rozwiązywać sznur. Wasuki popatrzył na mnie jak kot, który zaraz miał pożreć kanarka. Udałam, że tego nie widzę i kontynuowałam rozwiązywanie. Gdy się już uporałam z węzłem Wasuki zeskoczył z konia i objął mnie przyciskając do siebie. Przestraszyłam się, a w głowie krążyło mi tylko jedno pragnienie: "Lezardzie, wróć jak najszybciej". On natomiast uśmiechnął się drapieżnie i przybliżył swą twarz bardzo blisko mojej.
- Nie bój się. Nie jestem potworem - uśmiechnął się szeroko i szczerze. Poczym wypuścił mnie z ramion i usiadł przy ognisku krzyżując nogi - Poza tym Lez by mnie obdarł żywcem ze skóry, gdybym coś ci zrobił.
Stałam jak wryta. Nie przypuszczałam, że Wasuki jest zdolny do tak "szlachetnego" czynu, jakim jest niezrobienie krzywdy człowiekowi.

__________________________________________

Zaraz wyjdzie na to, że miałam jakieś schizy jak "toto" pisałam biggrin.gif

QUOTE
- Zejdź - powiedział cicho lecz rozkazująco. Przestraszyłam się. Czyżby chciał mnie tu zostawić? Gdy zsiadłam objął mnie i powiedział:
- Przepraszam. Nie powinienem cię w to wciągać. Wszystkiemu jestem winny ja i postaram się to naprawić.
- Gdybym mogła cofnąć czas... - zaczęłam i słowa ugrzęzły  mi w gardle z przejęcia - Gdybym mogła cofnąć czas pomogłabym ci jeszcze raz.
Poczułam jak jego ramiona zaciskają się mocniej. Jeśli wilcza rasa właśnie tak okazuję radość...
- Zaraz mnie połamiesz - wyksztusiłam.


O ja nie moge, myslałam, że się poszczam ze śmiechu jak to przeczytałam biggrin.gif biggrin.gif biggrin.gif hie hie hie żenda happy.gif


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Sir Momo Mumencjusz Mum
post 02.07.2003 13:42
Post #11 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 154
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: z Warszawy




No ej! Jak ja mam pisać komentarze jak nie mogę pisać tego co chce? ;P

hie hie hie fajne ^^ Super, pisz dalej ;P


--------------------
W imię Moda, bezczelnym nabijaczom wieczny przynosimy odpoczynek! Amen.

jam ci on gdyżeś aniele wzbił się księżyc świeci w jeziorze pluskają ryby i do tego wcale idę i widzę i słyszę i tak dalej bo w końcu zaiste przeszłość przepowiedziana przeznaczeniem jest zawsze ten obcy co jeździł koleją w armacie widziany huk raz za razem niby on nie ja wy amen

To ja ^^
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Dirbaa
post 03.07.2003 10:27
Post #12 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 27
Dołączył: 30.06.2003
Skąd: Bytom... chyba =P




Iskra: Rosnę tongue.gif ale naprawde jest to dobre opowiadanie laugh.gif laugh.gif Bedzie ciąg dalszy??
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 05.07.2003 20:07
Post #13 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



"Magia" dialogu tongue.gif

Dibraa, wklejam to specjalnie dla Ciebie wink.gif

-----------------------------

< br>- Chodź, usiądź przy ognisku, bo zamarzniesz - powiedział życzliwie, a gdy się nie poruszyłam dodał - Chodź, przecież cię nie ugryzę.
- Nie byłabym tego taka pewna - powiedziałam i usiadłam po przeciwnej stronie ogniska.
- Chyba nie wzięłaś sobie do serca faktu, że chciałem ci poderżnąć gardło - zaśmiał się.
- Nie, wcale - warknęłam. Jego słowa zaczęły mnie irytować - To naprawdę nic, że chciałeś mnie zabić. Zupełnie nic.
- Skąd tyle ironii w twoim głosie? Przecież nic ci już nie grozi - nie przestawał się uśmiechać.
- A jaką mam niby pewność, że nie zetniesz mi głowy w stosownym dla ciebie momencie?
- Lezard cię szanuje i ceni - powiedział poważnie i wzruszył ramionami - A skoro mój brat cię szanuje i ceni, to ja też. Tego wymaga prawo wilków.
- Jesteście... braćmi? - otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia.
- Faktem jest, że mamy całkowicie odmienne charaktery, ale wizualnie jesteśmy do siebie bardzo podobni. Nie zauważyłaś tego?
- Zauważyłam, ale myślałam, że wszyscy z wilczej rasy tacy są.
W odpowiedzi Wasuki zaśmiał się dźwięcznie. Zupełnie jak Lezard. Nie miałam ochoty na rozmowę, więc nie skomentowałam tego. Nie byłam też na siłę zagadywana, za co zresztą byłam wdzięczna. Po godzinie nadal siedzieliśmy tylko we dwoje nic nie mówiąc.
- Lezarda nadal nie ma - rzuciłam w przestrzeń.
- On tak zawsze. Mógłby wrócić po piętnastu minutach, ale jak zwykle szuka najsłabszego okazy, który i tak by zdechł z głodu lub zimna - patrzył na mnie przez chwilę w skupieniu, poczym dodał - Jeśli chcesz mogę po niego pójść.
- Nie - rzekłam, może zbyt szybko, bo Wasuki uśmiechnął się szelmowsko, ale bałam się zostać sama.
- A więc jednak potrzebujesz mojej obecności. Może jednak przysiądziesz się do mnie. Ja też chętnie poczułbym twoją bliskość...
- Przestań! - zdenerwowałam się - Denerwujesz mnie te twoje podteksty!
- Jakie podteksty? - roześmiał się - To są jawne propozycje.
- Na jedno wychodzi. Skończ z tym!
- Przyzwyczajaj się. Wilki maja w zwyczaju wyrażać bardziej dosadnie takie propozycje.
- Grozisz mi?
- Nie. Ja cię ostrzegam... przed innymi.
- A ciebie mam się już nie bać, tak?
- Twoja wola - rozszerzył wilcze usta w uśmiechu. Potem spoważniał trochę, dorzucił patyków do ognia i opatulił się szczelniej płaszczem. Uczyniłam to samo.
- Zimno ci? - spytał, a gdy nie odpowiedziałam wstał. Podszedł do mnie i usiadł bardzo blisko otulając mnie swym płaszczem.
- Nie prosiłam cię o to.
- Wiem - odrzekł poważnie.
Zrobiło mi się ciepło i, wbrew samej sobie, byłam wdzięczna Wasukiemu za ten gest. Przynajmniej wiem, ze nie chce żebym zamarzła. Nagle usłyszałam ciepły głos Lezarda.
- Masz szczęście, Wasuki. Nawet nie wiesz jak wielkie.
Ucieszyłam się na widok przyjaciela. Poderwałam się, podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
- W moim przypadku żeby się do niej zbliżyć potrzebny był mróz wraz z głodem - uśmiechnął się lekko Wasuki.
- Jak bardzo próbowałeś się do niej zbliżyć? - spytał Lezard odsuwając mnie od siebie. Jego głos brzmiał spokojnie i przyjaźnie, ale mimo to wyczułam w nim nutkę groźby.
- Nie aż tak - wyjaśnił krótko jego brat.
Lez uśmiechnął się lekko i pokazał kolację - białego królika - na co Wasuki zareagował śmiechem i stwierdził, że Lez musi być do niczego, skoro poświęcił tyle czasu na złapanie królika.
- Dobra, Lez, daj mi tą kolację, żebym mógł z niej zrobić coś znośnego - rzekł gdy już przestał się śmiać - Obiecuję, że dam ci króliczą łapkę na szczęście.
- Masz dobry humor - stwierdził podejrzliwie Lezard - Jak nigdy.
- To z powodu Cailith - uśmiechnął się Wasuki.
- Zrobił ci coś? - Lezard szybko zwrócił się ku mnie i nim odpowiedziałam popatrzył wrogo na brata - Jeśli...
- Nie - przerwał mu poważnie - Nie dobierałem się do niej i ona wie dlaczego, a ty powinieneś mi zaufać... choć przez chwile.
- Nie po tym co zrobiłeś. Nie po tym jak nas naraziłeś i nie po tym co mówiłeś o Cailith, bo wiem, że nie masz w zwyczaju rzucać słów na wiatr - wyliczył lodowato Lezard.
Nie miałam pojęcia co oznaczają te oskarżenia o zrobienie czegoś i narażenia kogoś. Tak właściwie to nawet nie miałam ochoty się tego dowiadywać. Nie chciałam wplątywać się w tą całą sytuacje jeszcze bardziej. Wasuki i Lezard patrzyli sobie w oczy, rozgrywając jakąś prywatną walkę. Nagle Wasuki rzucił się na brata. Wstałam przestraszona. Słyszałam tylko powarkiwania i widziałam obnażone kły. Na bogów! Dlaczego oni walczą? Zamknęłam oczy i zatkałam uszy dłońmi. Nie chciałam nic słyszeć, ani widzieć. Po kilu chwilach odetkałam uszy, nie otwierając oczu, ale nadal nic nie słyszałam. Otworzyłam powoli oczy. Lezard leżał na Wasukim i szczerzył kły, po czym wstał i otrzepał się ze śniegu. To samo uczynił Wasuki. Lez bez słowa rzucił bratu królika.
- Nigdy się nie poddasz - stwierdził, nie zapytał, z uśmiechem.
- Nigdy - przyznał Wasuki.
Znów nie wiedziałam o co poszło i co miała znaczyć ta demonstracja sił. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że nie znam obyczajów wilczej rasy, nie znam ich zachować i nie wiem jaka mają hierarchię, bo pewnie jakąś mają.
- Cailith zadaje zabawne pytania. To dlatego - rzekł Wasuki i wiedziałam, że to wyjaśnienia dla Lezarda.
- Usiądź przy ogniu, Cai - powiedział Lez. Nie skomentował tłumaczeń brata, ale najwyraźniej je przyjął.
Uczyniłam to, a oni zaczęli przyrządzać królika. Zapatrzyłam się w ogień i poczułam się jak opętana. Odczuwałam nieodparta potrzebę bycia przy ogniu.
- Cailith, czy coś się stało? - usłyszałam, jak za mgłą, głos Wasukiego.
- Jesteś jak ogień, czarny bracie - powiedziałam, choć nie jako ja - Silnym i fascynującym. Podsycony nienawiścią i uprzedzeniami stajesz się niebezpieczna bestią, która strawi świat. Jednak płonąc spokojnym, umiarkowanym ogniem jesteś upragnionym ciepłem i spokojem. Ale zgaśniesz i pozostaniesz tylko tlącym się popiołem, który się rozwieje lub też odrodzisz się jak feniks z popiołów... jeśli tylko pojawi się iskra życia.
Poczułam ogień w swym ciele. Trawił mnie od środka, a ja nie mogłam krzyczeć, choć bardzo tego chciałam. "Nie możesz już wrócić" słyszałam w mojej głowie, ale myśl ta nie pochodziła ode mnie. "Coś się kończy...Coś się zaczyna. Taka jest kolej rzeczy... Ty jesteś końcem i początkiem... Upragnioną niewiastą czarnego brata...". Otworzyłam gwałtownie oczy. Leżałam na śniegu, a Lezard podtrzymywał mi głowę. Odepchnęłam go.
- Kim jesteś!?! - krzyknęłam, gdy już mogłam wydobyć z siebie głos.
- "Jestem..." - w głowie rozbrzmiał mi nieprzyjemny chichot - " Do zobaczenia. Czekam na ciebie. Dotrzyj do mnie.W przeciwnym razie... strawie cię jak ogień trawi słabe, zmęczone konary..."
- Nie! - pisnęłam ze strachu, bo pierwszy raz spotkałam mnie taka sytuacja. Zaczęłam zasypywać ognisko śniegiem. Na szczęście Lezard powstrzymała mnie zanim zdążyłam je zgasić.
- Cai... - zaczął, ale nie dokończył. Wyrywałam się z jego uścisku, kopałam i drapałam.
- Cailith, uspokój się! - krzyknął nagle i rzucił mnie na śnieg.
Popatrzyłam na niego jak zaatakowana, spłoszona sarna. Wasuki podszedł do mnie. Chciał pomóc mi wstać, ale odtrąciłam jego dłoń i wstałam sama. Powoli budził się we mnie gniew.
- Nie mogę wrócić, tak? - krzyknęłam w przestrzeń - To patrz.
Podciągnęłam spódnice do kolan i dumnie ruszyłam w kierunku koni, nie zważając na zdziwione spojrzenie Wasukiego i obojętne Lezarda. Wsiadłam na czarnego wierzchowca.
- Nie rozumiesz - powiedział do mnie Lez.
- Masz rację. Nie rozumem - odpowiedziałam i poderwałam konia do galopu.
- Chyba nie pozwolisz jej odjechać!? - usłyszałam za sobą wykrzyczane pytanie Wasukiego.
Pognałam przed siebie. O co tu chodzi? Myślałam, że Lezard to delikatny i rozsądny facet. Natomiast Wasukiego traktowałam, i zresztą nadal traktuję, jak potencjalnego mordercę mojej osoby, a to właśnie on chciał mnie zatrzymać. Nie rozumiem tego.
- "I nie musisz" - znów ten głos. Zatrzymałam się.
- Kim jesteś?
- "Jestem głosem przeznaczenia"
- Pieprzysz - rzuciłam gniewnie.
- "Ty to powiedziałaś"
- Dlaczego siedzisz w mojej głowie? Zostaw mnie.
- "He, he. Nie siedzę w twojej głowie. Jestem materialna istotą oddaloną od ciebie tysiące mil. Słyszysz ,mnie dzięki magii. Pomagam ci. Odrzucasz moja pomoc?"
- Nie prosiłam cię o pomoc.
- "Ale ja ci jej udzielam. Zapłatę odbiorę później"
- Nie zgadzam się.
- "Wróć do wilków"
- Nie.
- "Wracaj do nich! Nie pozwolę by moje plany legły w gruzach tylko dlatego, że jesteś kapryśną smarkulą"
- Nie masz mi nic do zaoferowania - wzruszyłam ramionami. To powinno go zbić z tropu.
- "Jeśli mi pomożesz ocalisz... możesz ocalić wielu niewinnych ludzi...w tym siebie"
- Jeśli będę żyła tak jak chcą tego inni nic mnie nie uratuję. Będę martwą duszą w pustym ciele.
- "Więc pomyśl o innych. Pomyśl o Lezardzie..."
- Kim ty jesteś?
- "Niedługo się spotkamy, Cailith."
Głos umilkł, a ja nadal nie podrywałam konia do galopu. Co robić?, myślałam. Dlaczego to właśnie mi muszą się przydarzać takie durnowate rzeczy?! Dlaczego jestem taka głupia? Czas zacząć zachowywać się odpowiedzialnie, a nie jak przestraszona mała dziewczynka. Zawróciłam. Przecież niedorzecznością byłoby zostawić Lezarda z powodu jego chwilowej agresji. Jest moim przyjacielem, gdybym go opuściła, mimo jego prośby, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Nadine
post 05.07.2003 20:11
Post #14 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 24
Dołączył: 10.04.2003
Skąd: Lublin

Płeć: Kobieta



Podobało mi się. Interesujący początek. Narracja pierwszoosobowa nie jest w moim typie,ale tutaj kompletnie nie przeszkadza. Stworzyłaś ciekawych bohaterów. Każdy z nich ma duszę, że tak powiem (no może poza Tarim wink.gif )
Nie zauwazyłam błędów stylisistycznych, czasami zapominasz m na końcu, ale tak poza tym od strony ortograficznej i interpunkcyjnej opowiadanie wyglada w porządku.


--------------------
Carry me back to Old Virginny
There's where the cotton and the corn and tatoes grow
There's where the birds warble sweet in the spring time
Carry me back where my heart longs to go
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Dirbaa
post 07.07.2003 10:21
Post #15 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 27
Dołączył: 30.06.2003
Skąd: Bytom... chyba =P




Dziękuję, i po raz kolejny mam nadzieję na ciąg dalszy cheess.gif . Musisz tylko dodać trochę więcej opisów i będzie spoxo tongue.gif
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Megan
post 07.07.2003 12:50
Post #16 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 12
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Dolina Godrika




Interesujące. Na początku wydawało mi się trochę nudne, ale potem akcja nabrała rozpędu.


--------------------
...And even left alone one day,
ain't gonna change, it's not my world,
before me there's a road I know,
the one I choose myself to go...

---------------------------
user posted image
user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
nienor_malna
post 16.07.2003 20:09
Post #17 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 5
Dołączył: 28.06.2003




Iskro droga nie trzymaj ludzi w niepewności i dodawaj szybciej kolejne części bo się biedni zamyśłą na śmierć.... ah i obiecałaś napisać dalszy ciąg do wilczej rasy jak Ci idzie?? mam nadzieję że dobrze bo nie mogę się doczekać co będzie dalej smile.gif[FONT=Arial]
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 21.07.2003 10:36
Post #18 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



Hieny, kolejna porcja padliny tongue.gif

_______________________________


Na miejscu czekał na mnie upieczony królik. Lezard nie jadł. Twarz miał schowana w dłoniach. Widać było, że coś go dręczy. Gdy mnie usłyszał spojrzał na mnie i zobaczyłam w jego oczach ulgę. Wasuki uśmiechnął się szeroko i nie bez złośliwości.
- Coś w tym musi być, braciszku, że tak ją dobrze znasz. Skąd wiedziałeś, że wróci?
- Nie wiedziałem - odparł poważnie i podszedł do mnie, by pomóc mi zejść z konia. To nie było potrzebne, ale miłe.
Usiadłam przy ognisku i zjadłam kawałek królika. Był bardzo smaczny. Następnie wytłumaczyłam moim towarzyszom dlaczego zachowałam się tak dziwnie. Oczywiście wspomniałam o rozmowie z tajemniczym głosem.
- Zapomnij o nim - rzekł Lezard - To mogły być tylko urojenia wywołane głodem, zimnem i wyczerpaniem organizmu.
- Mogły być, ale nie były - Popatrzyłam na niego z wyrzutem.
Ziewnęłam. Byłam zmęczona dzisiejszym dniem. Lezard zauważył to. Usiadł obok mnie i pozwolił bym oparła się o jego ramię i okrył mnie częścią swego płaszcza. Niemal natychmiast osunęłam się w "półsen", ale nie mogłam zasnąć całkowicie. Słyszałam jak Wasuki dorzuca drewno do ognia. On i jego brat milczeli. Już prawie osunęłam się w głęboki sen, gdy usłyszałam słowa Wasukiego.
- Co teraz? - spytał.
- W jakim sensie?
- No, co zrobimy z Cailith?
- Nic. Pojedzie ze mną.
- Durniu. Ona jest delikatna dziewczyną. Wiesz jakie jest nasze zadanie. Niepotrzebnie narazisz ją na niebezpieczeństwo. Ona nie jest przyzwyczajona do życia jakie prowadzisz, jeśli w ogóle jest w stanie je znieść. Widziałeś wyraz jej twarzy podczas rzezi jaką urządziłem w jej wiosce? Widziałeś te przerażone oczy?
- Ta rzeź nie była potrzebna.
- Daj spokój - zirytował się Wasuki - Kilku wrogów mniej... Ale chcę porozmawiać o Cailith.
- Dlaczego się tak o nią troszczysz?
- Bo jest dla ciebie kimś ważnym. Wiem... Czuję, że jeśli coś jej się stanie... cóż, możesz zrobić jakieś głupstwo.
- Wasuki, robisz się podejrzany martwiąc się o mnie.
- Lez, wiem, że tego nie okazuję, że jestem narwany, a moja odwaga graniczy z głupotą, ale szanuję cię braciszku. Nie zgadzam się z tobą w wielu rzeczach, czasem mam ochotę wyrwać ci wątrobę i wtłoczyć ci ja spowrotem przez gardło, ale naprawdę cię szanuję.
- Cóż za wyznanie. Jestem pod wrażeniem - zaśmiał się szczerze Lezard - Mogę jeszcze rzec, że tez cię szanuję przyjacielu, ale jak jeszcze raz zignorujesz moje rozkazy to cię powieszę.
- Zapamiętam to - Wasuki tez się roześmiał i po chwili dodał - Powiedz szczerze. Ile tak naprawdę znaczy dla ciebie Cailith?
- Dużo i z każdą chwilą wciąż więcej.
- Ona cię zgubi. Wiesz o tym - stwierdził, nie zapytał.
- Może, ale nie musi.
- Lezardzie, jeśli oni będą chcieli wykorzystać Cailith jako przynętę, zakładniczkę lub cos w tym stylu nie zawaham się pozbawić jej życia, mimo, że ją cenisz.
- Nie zrobisz tego. Nie pozwolę na to.
- Pozwolisz. Jeśli zrozumiesz powagę sytuacji pozwolisz.
- Łudź się... - mruknął Lez wrogo.
- Nie zawaham się - powtórzył Wasuki twardo - Ona jest mniej warta od ciebie. Zapamiętaj to.
Lezard nie odpowiedział. Poczułam jak opiera swoją głowę o moją. Mimo słów Wasukiego poczułam się bezpiecznie w towarzystwie tych dwóch osobliwych wilków. Po chwili przyszedł sen.
Rano obudziłam się słaba i skostniała. Cud, że nie zamarzłam. Po lekkim posiłku składającym się z resztek wczorajszego królika, ruszyliśmy w drogę. Gdzie? Nie miałam pojęcia, ale chciałam się dowiedzieć.
- Dokąd jedziemy? - spytałam Lezarda, który siedział za mną.
- Do przyjaciela - odparł krótko.
- Do Reydena - poprawił Wasuki
- Czyli gdzie jedziemy? - dopytywałam się.
Bracia milczeli tak, jakby się zmówili. Wszystko przede mną ukrywają. To staje się irytujące.
Wieczorem dotarliśmy do chaty Reydena. Byłam bardzo zmęczona. Lezard nie pozwolił na ani jeden postój, powtarzając wciąż, że nie mamy czasu. Wnętrze budynku było bardzo przytulne. Na środku stał duży drewniany stół. W kominku płonął ogień, co sprawiło, że poczułam się jak w domu. Pod ściana były ułożone skóry zwierząt. Przy stole siedział przedstawiciel wilczej rasy. Jego sierść nie była ciemna, tak jak Lezarda i Wasukiego. Miała kolor brązowo-rudy. Jego włosy były krótkie.
- Witam - gospodarz wstał i rozłożył ręce w zapraszającym geście - Siadajcie. Pewnie jesteście zmęczeni.
- My nie, aż tak, ale Cailith przydałby się odpoczynek - wtrącił Wasuki.
Reyden dopiero wtedy zwrócił na mnie uwagę. Przyjrzał mi się uważnie. Poczułam się niezręcznie pod jego spojrzeniem. Wydawało mi się, że bada moją duszę, moje myśli...
- Przestań - szepnęłam mimowolnie.
- Wybacz - uśmiechnął się przyjaźnie - Nie mogę się powstrzymać od ocenienia nowo poznanych osób.
- Reyden jest magiem - powiedział Lez i usiadł przy stole - Właśnie ocenił twoja lojalność w stosunku do przyjaciół, prawdomówność i odwagę.
- Za pomocą magii? - spytałam i usiadłam obok Lezarda. Przytaknął mi.
Nagle usłyszałam kroki. Mała osóbka z blond włosami zbiegła ze schodów. Stanęła na ich końcu. To była wilcza dziewczyna. Jej sierść była bardzo jasna, prawie biała. Oczy miała szare. Była bardzo ładna, nawet ja to mogę powiedzieć. Wodziła po pokoju wzrokiem, jakby kogoś szukała. Znalazła. Ruszyła szybko w stronę Wasukiego i rzuciła mu się na szyje z radosnym uśmiechem. Wszystko to trwało zaledwie kilka chwil.
- Już myślałam, że nie przyjedziesz - zaśmiała się dziewczyna.
- No co ty, Stu? Wątpiłaś we mnie? - Wasuki obdarzył ją namiętnym pocałunkiem - Dla ciebie wszystko.
Patrzyłam na to jak zahipnotyzowana. Ta śliczna dziewczyna jest zauroczona tym wulgarnym kobieciarzem? Czy oni są parą? Jeśli tak, to współczuje jej.


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 24.07.2003 13:56
Post #19 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Uff... Wczoraj w nocy siedzialam i czytalam happy.gif Swietne!! S-W-I-E-T-N-E!! Ale jakos nie wyobrazam sobie wilka jako kasanowy biggrin.gif Moze za wilkowato sobie go wyobrazam? O_o nie wiem, w kazdym razie wiem jedno: czekam na next parta biggrin.gif

Wiesz, zrobilas sobie u mnie niezla reklame biggrin.gif Ide czytac Gryfa z tego wszystkiego chyba biggrin.gif


--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 24.07.2003 14:23
Post #20 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



kociaczki, tas taś, padlina! nowa dostawa tongue.gif wink.gif

- Lezardzie, może przedstawiłbyś nas swojej nowej przyjaciółce? - rzekł Reyden, psując tym samym romantyczne powitanie Wasukiego.
- Oczywiście. Cailith to jest Reyden, bardzo przydatny mag, choć niezbyt umiejętny - Reyden uderzył lekko Lezarda w głowę, po przyjacielski, na co wszyscy, prócz mnie, się zaśmiali - A to jest Stu, jego córka, ulubienica Wasukiego.
- Widzę - mruknęłam.
- Cailith, chyba mi nie powiesz, że jesteś o mnie zazdrosna - Wasuki uśmiechnął się szelmowsko. Nadal obejmował Stu w pasie - Miałaś swoją szansę, której, ku mojemu rozczarowaniu, nie wykorzystałaś.
Popatrzyłam na niego ze złością. Nic nie mówiłam z obawy, że kogoś mogę urazić lub skrzywdzić. Przecież nie chodziło mi to żeby pokazać zazdrość, tylko oburzenie. A ta Stu nawet się nie skrzywiła na słowa Wasukiego. Nadal się uśmiechała. Co to w ogóle są za zwyczaje?!
- Miło cię poznać, Cailith - powiedziała do mnie przyjaźnie.
- Dobrze, szkoda czasu. Wasuki, Lezardzie miło by było gdybyście zdali mi raport - Reyden przeszedł do rzeczy.
- Wolałbym żeby Cai opuściła najpierw ten pokój -rzekł zimno Lez.
- Słucham? - popatrzyłam na niego ze zdziwieniem, a on nawet nie raczył mi odpowiedzieć.
- Choć, Cailith - Stu pociągnęła mnie za rękaw sukienki - To męskie sprawy. Nic tu po nas.
Wstałam i podążyłam za Stu. Mogłam się oczywiście kłócić z Lezardem, oskarżyć go o nieufność i zaprotestować, ale po co? I tak nic bym nie osiągnęła. Stu zaprowadziła mnie do swojego pokoju. Usiadłyśmy na łóżku.
- Nie jesteś chyba zadowolona z mojego związku z Wasukim - rzekła od razu.
- Nie, to nie tak - zaczęłam się tłumaczyć.
- Więc jak?
Jej pytania nie były wrogie. Co mnie zresztą zdziwiło.
- Po prostu spędziłam z nim dwa dni i nie wydaje mi się żeby był odpowiedni do jakiegokolwiek związku.
- Mam nadzieję, że nie zaciągnął cię siłą do łóżka - przestraszyła się.
- Chcesz powiedzieć, że jeśli spałabym z nim z własnej woli nie miałabyś nic przeciwko? - otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia.
- Cailith, ja wiem jaki jest Wasuki. Ma słabość do ślicznotek - powiedziała poważnie, bez żalu - Wiem też, że to ja jestem dla niego jedyną. Wiem, że będzie do mnie wracał za każdym razem. Wiem, że zawsze będzie mnie kochał tak samo. A że chodzi z innymi do łóżka... cóż, jest mężczyzną. Nie mogę mu tego zabronić.
Przyjrzałam jej się uważnie.
- Stu, ile ty masz lat?
- Liczę sobie 17 wiosen. Dlaczego pytasz?
- Jesteś ode mnie rok starsza, a mówisz jak dojrzała kobieta.
- "Uznam to za komplement" - rozbrzmiało nagle w mojej głowie. To był tamten głos.
Złapałam się za głowę i zacisnęłam mocno powieki. Wynoś się, myślałam gorączkowo.
- Cailith - uśmiechnęła się Stu, jej głos brzmiał zupełnie jak... - To Ja jestem tym głosem - Wystawiła mi czubek języka. Ciekawe co oznacza ten gest w wilczej mowie?
- Jak to "to ty"?
- To ja byłam tym głosem. Chciałam po prostu, byś została z Lezardem.
- Ale dlaczego?
- Jesteś jego jedyną przyjaciółką, a przyjaźń jest mu teraz bardzo potrzebna.
- A ta gadka o końcu, o początku, o jakimś planie, groźba o spaleniu?
- Musiałam coś wymyślić żeby zmusiło cię do pozostania - przechyliła figlarnie głowę - Przepraszam jeśli cię tym uraziłam.
- Nie - zaprzeczyłam - Ach, było minęło. I tak nie miałabym dokąd pójść... - wzruszyłam ramionami. Tak naprawdę gniewałam się na Stu, ale nie chciałam tego okazywać. I tak niczego by to nie zmieniło.
- Podejrzewam, że Lez niewiele ci powiedział o swojej... hm, pracy - zmieniła temat Stu.
- Tak właściwie to nic mi nie powiedział - wyznałam.
- Można się było tego spodziewać - mruknęła Stu, ale zaraz potem uśmiechnęła się i dodała - Ale zaraz to naprawię.
- Zamieniam się w słuch.
Usiadłam wygodniej na łóżku. Czułam, że ja i Stu już jesteśmy przyjaciółkami. Ta mała osóbka ma wiele optymizmu w sobie i jest naprawdę sympatyczna.
- Lez jest generałem w Wilczej Armii - zaczęła opowiadać - To znaczy teoretycznie jest generałem. W praktyce wygląda to nieco inaczej, gdyż Lez pełni raczej funkcję szpiega i, co tu kryć, najemnika. Jest bardzo lojalny w stosunku do królowej, ale swoje zadania wykonuje zawsze tak, by nikomu postronnemu nie stała się krzywda. Lez kręcił się przy twoim mieście, gdyż miał zdobyć informacje o planach waszej armii.
- Podczas tych trzech miesięcy znajomości z Lezardem nawet by mi na myśl nie przyszło, że może być kimś... takim.
- Bo ty poznałaś prawdziwego Lezarda - uśmiechnęła się Stu, a ja popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
- Lez jest osobą, która nie lubi odsłaniać swej rzeczywistej natury. Ma dwa oblicza. Jedno to Lez, a drugie to generał Lezard. Ty poznałaś Leza... ale od wczoraj zaczęłaś poznawać generała Lezarda.
- Ale nawet po ostatnich wydarzeniach nie powiedziałabym, że Lez jest generałem. Wydawało mi się raczej, że stał się bardziej chłodny i, że się tak wyrażę, drętwy - rzekłam zamyślona.
- To dlatego, że Lez nie potrafi grać generała w twojej obecności. Zbyt wiele swej duszy odkrył przed tobą.
Nie skomentowałam tego. Skrzyżowałam ręce nad głową i położyłam się na łóżku. Czułam się odprężona, spokojna, bezpieczna... Dlaczego? Przecież nie miałam ku temu powodów. Nigdy się tego nie dowiem.
- Stu, jeśli istniałaby taka możliwość chciałabym się wykapać.
- Oczywiście. Poczekaj tutaj, a ja wszystko przygotuję.
- Dziękuję - powiedziałam zanim wilcza dziewczyna wyszła z pokoju.
Przeciągnęłam się. Tak, kąpiel bardzo mi się przyda. Zamknęłam oczy. Cóż za przewrotny los, pomyślałam. W ciągu ostatnich dni moje życie zmieniło się tak bardzo... Przyjęłam to stwierdzenie spokojnie, bez żalu, tak jakbym tej zmiany oczekiwała... Poczułam jak burczy mi w brzuchu. Postanowiłam zejść na dół i poszukać kuchni. Dlaczego nikt nie pomyślał, że mogę być głodna?, uśmiechnęłam się do siebie, bo bynajmniej nie byłam z tego powodu zła. Wyszłam z pokoju i zanim zeszłam ze schodów do moich uszów dotarły słowa:
- ... zabrać ze sobą! - krzyknął Lezard.
- Zastanów się chwilę co ta dziewczyna będzie czuła - cichy głos Reydena był wzburzony.
- Nie obchodzą mnie jej uczucia, tylko bezpieczeństwo!
- Posłuchaj siebie. O czym ty w ogóle mówisz? Jesteście podobno przyjaciółmi.
- Jesteśmy i dlatego pojadę bez niej!
- Nie możesz tak po prostu odjechać. Musisz najpierw poinformować ją o tym, wytłumaczyć dlaczego postępujesz tak, a nie inaczej i zapewnić ją, że wrócisz.
- Nie wiem czy wrócę - rzekł łagodnie Lez - Jeśli zginę powrót będzie raczej niemożliwy.
- Tym bardziej powinieneś z nią porozmawiać.
Usłyszałam ostrzegawcze warknięcie Lezarda, a zaraz potem dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Odechciało mi się czegokolwiek. Poszukałam Stu, podziękowałam jej za przygotowanie dla mnie kąpieli i zanurzyłam się w ciepłej wodzie. Nie myśleć, nie osądzać, nie przewidywać... Po prostu czekać. Po kąpieli Stu pokazała mi mój pokój i dała białą koszulę do spania. Przebrałam się i od razu położyłam, ale zdążyłam zauważyć, że koszula jest z miękkiego materiału. Chciałam tylko zasnąć, choć wiedziałam, że obudzę się ze świadomością, że Lezarda nie będzie. Zacisnęłam powieki, by powstrzymać łzy. Pierwszy raz udało mi się to.



--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 25.07.2003 16:05
Post #21 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Iskierko!! Czemu taka mala ta dostawa?? Aaach, chyba sie juz uzaleznilam biggrin.gif ... Pani autor... Nakarm pajacyka =P


--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
iskra
post 25.07.2003 17:25
Post #22 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 207
Dołączył: 06.06.2003

Płeć: Kobieta



Co Wy w tym widzicie? Toż to ostatni chłam jest... Jush! Sio mi stąd, Gryfa komentować tongue.gif

_______________________________________________

3


Rano obudził mnie hałas zamykanych drzwi. Stał w nich Lez!
- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić - rzekł łagodnie.
Podszedł do stolika i położył na nim coś co było zawinięte w czarne skóry. Popatrzyłam na to, a potem na Lezarda. Uśmiechnął się delikatnie i ruszył ku drzwiom. Poderwałam się do pozycji siedzącej.
- Nie odjeżdżaj - poprosiłam cicho.
- Porozmawiamy na dole - powiedział i spojrzał na czarne zawiniątko - Mam nadzieję, że będzie pasować.
Ostatnie słowa wypowiedział tak, jakby wiedział, że na pewno będzie pasować. Tylko, że ja jeszcze nie wiedziałam co ma niby na mnie pasować. Lezard otworzył drzwi i obrócił się w moja stronę. Na jego twarzy zagościł uśmieszek, tak dla niego charakterystyczny.
- Ładny dekolt - powiedział i szybko wyszedł.
Spojrzała w dół i poczułam jak oblewa mnie fala wstydu. Dekolt, nie dość, że głęboki, to jeszcze ułożył się tak, że ukazywał moje nagie ramię i niewielką część piersi. Odruchowo się zakryłam, choć nikogo nie było już w pokoju. Trwałam tak przez chwilę, a potem moja uwagę przykuł podarunek Lezarda. Rozpakowałam go. To była czarna sukienka. Założyłam ją i przeglądnęłam się w lustrze, które stało w pokoju. Miała prosty krój, ale była bardzo ładna. Leżała idealnie. Zupełnie jak szyta na miarę. Zaplotłam swoje rude włosy w warkocz sięgający mi za pośladki i zeszłam na dół. Wszyscy na mnie spojrzeli. Reyden obdarzył mnie ciepłym uśmiechem, tak jak jego córka. Lezard patrzył na mnie... bardzo dziwnie. Natomiast Wasuki nie powstrzymał się od komentarza.
- O bogowie! Cailith wyglądasz prześlicznie. Może skusisz się dziś wieczorem na kielich wina w moim pokoju? - błysnął zębami.
- O nie, mój drogi - Stu szturchnęła go żartobliwie w ramię - Dziś w nocy jesteś mój.
- Ach, tak - udał zmartwionego - Niestety, Cailith, nici z naszego wspólnego wieczoru.
- Jakoś to przeboleje - odparłam z uśmiechem i usiadłam przy stole obok Lezarda.
Zaczęliśmy posiłek, przy którym co chwilę wszyscy się śmiali z opowieści Waukiego i żartów Leza. Reyden zresztą też ma duszę żartownisia. A wydawał się taki poważny... Po posiłku, ja i Stu, posprzątałyśmy ze stołu.
Właśnie zmywałyśmy naczynia, gdy poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię. To był Lezard. Poprosił mnie o rozmowę. Wyszliśmy przed dom.
- Muszę wyjechać. Kolejne zadanie - wyjaśnił krótko i tak, jakby wiedział, że Stu mówiła mi o jego zajęciu i że słyszałam część wczorajszej rozmowy. A może wiedział?
- Kiedy wrócisz? - spytałam, choć czułam, że on nie chciał tego pytania słyszeć.
- Nie wiem - odparł.
- Jak bardzo to zadanie jest niebezpieczne? - zadałam kolejne pytanie pochylając głowę. Poczułam jak mnie przygarnia do siebie i opiera brodę na mojej głowie.
- Wrócę, Cai. Wrócę - powiedział i nie dodając nic więcej ruszył do stajni po konia. Zaraz potem ujrzałam galopującą postać w czarnym płaszczu na koniu.
- Wróć - szepnęłam do siebie.
Patrzyłam w kierunku odjazdu Lezarda. Miałam cichą, bardzo cichą nadzieję, że zaraz wróci, że nie ma go tylko przez chwilę... Poszłam do kuchni, aby pomóc Stu. Chciałam się czymś zająć. Wiedziałam, że jeśli będę siedzieć bezczynne, zacznę myśleć o zadaniu Lezarda, a to tylko zwiększy moje obawy.
- Nie musisz mi pomagać - rzekła miękko Stu.
- Wiem - przytaknęłam.
- Wiem, że może teraz nie jesteś w nastroju, a to co teraz robimy nie sprzyja zbytnio rozmowie - rzekła Stu po chwili milczenia - ale może jednak...
- Tak - przerwałam jej - Tak, rozmowa bardzo mi się przyda - uśmiechnęłam się lekko.
- Chciałabym cię zapewnić, że wróci cały i zdrowy, ale niestety nie mogę.
No pięknie! Skoro tak się zaczyna potrzebna mi rozmowa, to jak się skończy?!
- To co ma zrobić graniczy niemal z cudem - ciągnęła bezlitośnie Stu.
- Dlaczego mi to mówisz? - spytałam z wrogością w głosie.
- Nie rozumiesz? - spojrzała na mnie jak matka karcąca swoje dziecko - Nie chcę żebyś czekała na niego w nieskończoność, żebyś się umartwiała...
- Jesteś okrutna - rzuciłam.
- Nie, Cailith - usłyszałam za sobą głos Reydena - To życie jest okrutne.
- Jeśli chcesz opowiemy ci o naturze, zwyczajach i prawie Wilczej Rasy - powiedziała Stu - To pomoże ci zrozumieć.
Przytaknęłam po dłuższej chwili. Usiedliśmy we trojkę na skórach leżących przy kominku. Stu siadła ze skrzyżowanymi nogami - tak jak mężczyzna. Wydaje mi się, że kobiety z Wilczej Rasy są bardziej śmiałe i nie wstydzą się swego ciała. Ja nigdy bym się nie dowarzyła zachowywać jak Stu, ale nie twierdze też, że takie zachowanie jest złe. W pewnym stopniu to mi nawet imponuje.
- O czym chcesz najpierw usłyszeć? - spytał Reyden i dorzucił drewna do ognia.
- Nie wiem - odparłam - Może o zwyczajach?
- Dobrze - zgodził się - Zacznę więc od naszych wierzeń.
- Bóstwa ludzkie i wilcze pochodzą z tego samego kultu czterech żywiołów - dołączyła się do rozmowy Stu.
- Tak, z tą różnicą, że nasze bóstwa są przedstawiane zupełnie inaczej. Każde z nich posiada oddzielną i odmienną historie powstania. Feniks jest uosabiany z ogniem. Symbolizuje odrodzenie oraz oswojenie z bólem, jak i również wojnę. Żywioł ten szczególnie czcimy w lecie, a ofiary w postaci...
- Nie, nie ludzi - wtrąciła się Stu lecz widząc karcący wzrok ojca dodała - Przepraszam.
- ...a ofiary w postaci kwiatów i rożnego rodzaju plecionek składamy mu w pierwszy ranek lata - kontynuował Reyden - Powietrze uosabia orzeł imieniem Wind. Symbolizuje on wolność i mądrość. Kult tego bóstwa przypada na jesień. Legenda głosi, że Wind pomaga roślinom i zwierzętom przygotować się do zimy. Wodę symbolizuje bóbr Snow. Snow jest uosobieniem lenistwa, porywczości, siły i wytrwałości oraz bezpieczeństwa. Jego święto jest obchodzone w najdłuższą zimową noc, gdy księżyc jest w nowiu. Czwarty z żywiołów - ziemię - uosabia wilk, a właściwie wilczyca, imieniem Ert. Wilczyca jest symbolem narodzin i płodności, siły i łagodności, wytrwałości duchowej...
- Kiedy się urodziłaś? - spytała mnie Stu, znów przerywając ojcu.
- W ostatnią wiosenną noc podczas pełni - odpowiedziałam, a Stu i Reyden uśmiechnęli się do siebie.
- Urodziłaś się w noc, podczas której Wilcza Rasa obchodzi święto płodności. No i oczywiście jesteś spod znaku wilka - wyjaśniła mi Stu.
- Ludzie posiadają dwanaście znaków zodiaku, a my tylko cztery. Jest to dla nas liczba mająca wielkie znaczenie. Jeśli będziesz miała ochotę opowiem ci kiedyś o numerologi. Wiesz co to jest numerologia?
- Tak - przytaknęłam - Chodzę... Chodziłam do bardzo dobrej szkoły.
- Więc dobrze. Jeszcze kiedyś o tym porozmawiamy. Wróćmy jednak do wilczych zwyczajów. Jesteśmy stworzeniem w dużej mierze związanymi z naturą. Kochamy ją, szanujemy i jesteśmy od niej, w pewnym sensie, zależni. Oczywiście nie znaczy to, że jesteśmy bandą dzikusów żyjących w leśnych szałasach. Nasze osiedla są budowane w głębi lasów, w górach z dala od ludzi. Bez fałszywej skromności musze przyznać, że budynki wilczych architektów są niezwykle piękne i harmoniczne, a przy tym trwałe i przytulne.
- Tak jak ten domek? - spytałam rozglądając się.
- Nie - zaprzeczyła Stu - To jest dom zbudowany przez naszego ludzkiego przyjaciela...
Stu nie dokończyła, gdyż do domu wszedł, a raczej wpadł, uśmiechnięty Wasuki. Zapewne chciała mi powiedzieć coś więcej o tym przyjacielu, ale nie zdążyła. Zresztą nie bardzo mnie to interesowało.


--------------------
...uuuu, powrót.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 25.07.2003 19:41
Post #23 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Iskierko, sama nie wiem, co w tym widze =) Ale jush sie nowego parta nie moge doczekac!! Juz nawet nie zwracam uwagi na styl i bledy ( O_o )... Tylko C-Z-Y-T-A-M. Swietny part, jak zwykle =D

(Abaska czyta ostatnie slowa Iskry...) Dobra, ide komentowac Gryfa =P


--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Rok
post 27.07.2003 21:24
Post #24 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 4
Dołączył: 11.06.2003




Jak zacząłem to czytać to od razu mi się skojarzył jakiś romans średniowieczny, ale w miarę czytania nawet mi się spodobało. Ciekawe to to! wink.gif Wytrwałości życzę w dalszym pisaniu.


--------------------
RAMMSTEIN FOREVER!!!
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 27.07.2003 23:32
Post #25 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Iskra, gdzie next part?? Buuu...

Jak wroce 4 sierpnia to ma byc kilka partoff, bo bedem nad Toba z batem stala!! user posted image

Pozdrawiam!! I weny zycze ^^



--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

6 Strony  1 2 3 > » 
Closed TopicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 14.11.2019 07:47