Witaj GOŚCIU ( Zaloguj się | Rejestracja )

4 Strony  1 2 3 > »  
Closed TopicStart new topicStart Poll

Drzewo · [ Standardowy ] · Linearny+

> Emmy Potter i Księżycowe Oko

Ellie
post 16.05.2003 20:15
Post #1 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




Dawno nas tu nie było i dopiero teraz dajemy nasze ff. Najpierw damy to, co juz było na tamtym forum, a potem nowe części.

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Biały dom

Wszyscy na ulicy Redbeans wiedzieli, że nikt nie kupi starego domu spod numeru jedenastego. Dom był w opłakanym stanie. Miał powybijane okna. Ogródek przypominał dżunglę. Metrowa trawa i winorośl zasłaniały cały ganek.
Jednak pewnego dnia stała się rzecz wręcz dziwna, ktoś kupił ten dom. Było to młode małżeństwo.
Nazajutrz każdy, kto przechodził obok domu, nie wierzył własnym oczom. Stał tam taki sam dom tylko, że wyglądał jakby dopiero co go postawiono. Wokoło czuć było świeżą farbę. Żywopłot i trawa były elegancko przystrzyżone. Winorośl, oplatająca ganek, nie była już taka gęsta. Dom był parterowy, miał jednak jeszcze strych i małą wieżyczkę w swojej lewej części. Przy chodniku stała skrzynka na listy. Z boku, nie wiadomo po co, wystawał długi drążek. Na białej skrzynce napisana była ulica i numer domu oraz nazwisko nowego właściciela.

C.H. Potter
Redbeans 11
Middlewich

Z domu na ganek wyszedł mężczyzna. Był średniego wzrostu. Miał kruczoczarne włosy, jasnozielone oczy, a na nosie okulary. Zszedł po schodkach na kamienną ścieżkę, prowadzącą do furtki. Kiedy do niej doszedł, zajrzał do skrzynki. Był w niej list i gazeta "Prorok Codzienny". W tej chwili zauważył on kierującą się w jego stronę parę.
- Witaj Harry! - przywitali się z nim Lucy i Alan.
- Hej!
- Jednak udało się doprowadzić tę ruinę do stanu używalności?
- Nie gadaj Lucy, to jest naprawdę ładny dom - powiedział Harry.
- Harry, nie uważasz, że trochę za szybko przeprowadziłeś remont? No wiesz, mugole - powiedział Alan.
Alan i Lucy Simmsonowie byli małżeństwem z naprzeciwka. Wprowadzili się na Redbeans trochę wcześniej od Potterów.
- Wiem Alan, Cho mówiła mi to samo. Ale dom mi się tak spodobał, że nie mogłem się powstrzymać. Zapraszam was do środka.
Wszyscy troje weszli do domu przez białe drzwi frontowe.
Simmsonom bardzo podobał się dom. Parterowy dom Potterów był nieduży. Miał jednak zagospodarowany strych. Na dole mieściła się kuchnia, pełna przeróżnych półek i małych szafek. W większości stały na nich szklane buteleczki, słoiki, wazoniki, w których mieściły się najpotrzebniejsze składniki do przyrządzania eliksirów oraz suszone zioła i wszelakie rośliny. Poza tym mieściły się tu: okrągły, drewniany stół, krzesła i inne sprzęty kuchenne. Obok kuchni była łazienka. Naprzeciwko łazienki znajdował się salon z kominkiem, a dalej sypialnia Harry'ego i jego żony.
- Harry, a co będzie na strychu? - zapytała się Lucy.
- Jeszcze nie wiem - odpowiedział Harry.
- Jak to nie wiesz? Pokój dla dziecka - powiedziała kobieta wchodząca do pokoju.
Była to Cho - żona Harry'ego. Cho była niską kobietą o jasnej cerze, ciemnych włosach i niespotykanej urodzie. Miała lekko skośne oczy brązowego koloru, w tej chwili zwrócone w stronę męża.
- Dla dziecka? - zapytała chórem cała trójka.
- Tak, Harry. Będziesz tatusiem.
Harry patrzył na żonę z niedowierzaniem.
- Ta ... tusiem? - wykrztusił te słowa z wielkim trudem.
Ale już po chwili ściskał żonę i cieszył się, że jego rodzina wkrótce się powiększy.
Harry od razu napisał długi list do swoich starych, dobrych przyjaciół ze szkoły - Rona i Hermiony Weasleyów, małżeństwa. Pobrali się trzy lata wcześniej od Harry'ego i Cho. Mieli już małego synka Jimmiego Chłopiec miał, podobnie jak jego tata, rude włosy. Patrzył na świat niebieskimi oczkami. A poza tym był to mały, ruchliwy brzdąc.
List zawierał wiadomość o nowym domu i o tym, jak Harry dowiedział się, że zostanie tatusiem. Zaklejając kopertę i wchodząc na strych, Harry o mało co nie przewrócił się. Wyglądał jakby zaraz miał skakać i krzyczeć "Będę tatą, będę tatą". Gdy był na strychu, podszedł do wąskich kręconych schodków. Wszedł po nich do domowej sowiarni. W sowiarni na drążku siedziała śnieżnobiała sowa. Była to sowa Harry'ego, którą dostał na jedenaste urodziny.
- No Hedwigo, przelecisz się trochę, bo przyrośniesz do tego drążka - powiedział Harry do białej sowy, która podniosła głowę spod skrzydła.
Sowa wzięła kopertę w dziobek i wyleciała przez otwarte okno sowiarni.
Następnego dnia w skrzynce był "Prorok codzienny" i jakaś ulotka. Chwilę później na drążku przy skrzynce usiadła Hedwiga, a w dziobie trzymała kopertę, na której było wypisane wielkimi literami:

C.H. Potter
Redbeans 11
Middlewich

Był to list z gratulacjami od Rona i Hermiony:

Harry, Cho! Gratulacje!
To wspaniałe być rodzicem!
Wiem, co mówię! Ma się w końcu doświadczenie w tych sprawach.

Dalej Harry rozpoznał pismo Hermiony:

Harry! Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko temu, abyśmy wpadli do was w przyszłym tygodniu? Dołączam się do gratulacji Rona. Muszę kończyć, bo Jimmy rozlał atrament na mój nowy obrus. Ach te dzieci! Zresztą sam zobaczysz. Masz kleksa z pozdrowieniami od Jimmy'iego.
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.
Hermiona, Ron i Jimmy.

Przez cały następny tydzień skrzynka na listy pękała w szwach od listów i kartek z gratulacjami od: Hagrida, państwa Weasleyów, rodziców Cho, Freda i George'a, Syriusza, Nevilla, Ginny, Lupina, Dumbledora, McGonagall, Billa, Charliego, Percy'iego i jego rodziny oraz innych przyjaciół ze szkoły. Harry i Cho nie nadążali z wysyłaniem odpowiedzi, a Hedwiga była padnięta i ledwo żywa.
W następnym tygodniu, w czwartek po południu do domu Potterów przybyli Ron i Hermiona z małym Jimmy'im. Ron zadręczał Harry'ego radami na temat wychowywania dzieci, a Cho razem z Hermioną zastanawiały się, jak urządzić pokój dziecka. A pokój musiał być wyjątkowy. Po obmyśleniu wyglądu pomieszczenia, rozpoczęły się prace nad jego urządzaniem. Malowano ściany, wstawiano mebelki. Nie wiadomo było, czy będzie to dziewczynka czy chłopiec, więc Cho powstrzymywała się z kupnem niektórych rzeczy aż do narodzin dziecka.
Kiedy już urządzono pokój zaczęto zastanawiać się nad imieniem dziecka. Ron z Harrym wybierali imię dla chłopca, natomiast Cho z Hermioną imiona dla dziewczynki.
- A co powiecie na Kathleen? - pytała się Hermiona
- Nieee... Może lepiej nadamy jej imię po twojej matce, Harry? Lily to bardzo ładne imię - mówiła Cho.
- Lily? - Harry podniósł głowę i wpatrywał się w sufit coś szepcąc pod nosem - Już wiem! Emily! - krzyknął Harry.
- A jeśli będzie chłopiec? - zapytał się Ron.
- Będzie mieć na imię... Billy - wtrąciła się Hermiona
- No dobrze. Więc dziewczynka będzie mieć na imię Emily, a chłopiec Billy - podsumowała Cho.
Głuchą ciszę, która zapadła na chwilę zakłócić Jimmy, który zrzucił doniczkę z parapetu okna. Gdy całą czwórka dorosłych odwróciła się w jego stronę, chłopczyk z niewinną miną walnął wyrwanym kwiatkiem w ścianę, rozrzucając naokoło ziemię. Widząc zdziwione miny dorosłych, uśmiechnął się dumny ze swojego dzieła.
- To jego szósty - powiedziała Hermiona, patrząc na synka trzymającego w rączce czerwone listki.
Ron odkładając filiżankę z herbatą na stół, powiedział obojętnym tonem:
- Będzie obrońcą.




Ten post był edytowany przez Ellie: 05.03.2004 15:38


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ellie
post 16.05.2003 20:18
Post #2 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




ROZDZIAŁ DRUGI
Jedenaste urodziny

Od tego czasu minęło ponad jedenaście lat. Na Redbeans wyrosło parę nowych domów. Małe drzewka koło domu Potterów nie były już małe. Zupełnie jak dziecko Harry'ego i Cho.

***
Pokój na strychu bardzo się zmienił. Nie było już w nim małych, zielonych mebelków. Stały tam teraz dębowe meble. Białe ściany oblepione były plakatami drużyn quidditcha oraz zdjęciami najnowszych modeli mioteł. Na biurku, stojącym pod oknem, leżały książki i albumy pełne zdjęć najsłynniejszych drużyn oraz katalogi ze sprzętem do quidditcha. Na pierwszy rzut oka można byłoby pomyśleć, że Harry i Cho mają syna, ale tak nie było. Na łóżku przy ścianie leżała dziewczyna. Miała sięgające do ramion blond włosy i zielone oczy, które wpatrzone były w kalendarz wiszący na ścianie.
- To dziś - powiedziała do siebie szeptem dziewczyna.
Tak jak zaplanowali rodzice, dziewczyna miała na imię Emily. Jednak najczęściej nazywano ją po prostu Emmy.
- Emmy! - zawołała Cho, stojąca na schodach. - Wstawaj, pomożesz mi!
Emmy zwaliła pościel na podłogę i zaczęła skakać po łóżku w swojej niebieskiej pidżamie.
- Emmy, przestań! Ubieraj się i schodź do kuchni, jak chcesz mieć ten tort.
Dziewczyna obchodziła dziś jedenaste urodziny.
Odkąd sięgała pamięcią, rodzice zawsze uświadamiali ją, kim tak naprawdę jest. Bo Emmy nie była zwykłą dziewczyną, podobnie jak jej rodzice, którzy byli najprawdziwszymi czarodziejami.
Emmy zeskoczyła z łóżka i podskakując doskoczyła do łazienki, nucąc coś pod nosem. Łazienka była cała różowa, zaczynając od płytek a kończąc na ręcznikach. Dziewczyna wiedziała o wystroju łazienki tylko tyle, że był kaprysem podczas ciąży jej mamy.
- To dziś, to dziś - śpiewała do szczoteczki, jakby była ona mikrofonem.
Emmy umyła zęby i wyszła z łazienki. Ubrała się i skoczyła na obrotowe krzesło. Kręcąc się, znowu krzyczała:
- To dziś, to już dziś!
Po kilku obrotach zeszła z krzesła i głośno tupiąc, zbiegła po schodach na dół do kuchni. Jednak nie było w niej mamy.
- Mamo! Gdzie jesteś?! - krzyknęła.
- W szklarni, kochanie - odpowiedziała Cho.
Emmy wybiegła z domu przez otwarte kuchenne drzwi.
W ogródku prócz szklarni, znajdowało się małe oczko wodne, w którym pływały złote rybki, a trochę dalej stała duża huśtawka. Dziewczyna weszła do szklarni.
- Mamo, po co ci te wszystkie... rośliny?
- Emmy to nie są chwasty. Wiem, że to miałaś na myśli. Zresztą niedługo i ty będziesz musiała umieć je hodować.
- A skąd wiesz, że dostanę list?
- A stąd, że wystarczy spojrzeć na twoją głowę.
Włosy Emmy nie zawsze były kolory blond. Mając dwa i pół roku, dziewczynka zobaczyła jak tata za pomocą różdżki sprawia, że łyżeczka sama miesza herbatę. Widząc, co potrafi ten kawałek drewna, zapragnęła zrobić to samo. Chwilę później trzymała w rączkach różdżkę taty. Gwałtownie nią machając, wypowiedziała dla nikogo nie zrozumiałe słowa w stylu "gaga, gugu". I wtedy stało się coś, co do tej pory jej rodzice nie mogą zrozumieć. Jej ciemne włoski zrobiły się jasne. Od tamtej chwili Harry i Cho wiedzieli, że ich dziecko odziedziczyło po nich magiczne zdolności i z niecierpliwością czekali na chwilę, kiedy otrzyma ono list z Hogwartu - szkoły dla czarodziejów.
Nauka w Hogwarcie zaczynała się w wieku jedenastu lat, a kończyła siedem lat później. To tu poznali się rodzice Emmy. Oboje grali w quidditcha, sport czarodziejów.
Jest to skrzyżowanie koszykówki, futbolu i rugby. Gra odbywa się na miotłach. Gra się czterema piłkami: kaflem, złotym zniczem i dwoma tłuczkami. Kafel jest jasnoczerwoną kulą wielkości piłki do kosza. Właśnie nią strzelali gole ścigający, których w drużynie było trzech. Mają oni za zadanie przerzucić kafla przez jedną z trzech obręczy przeciwnika, za co drużyna dostaje dziesięć punktów. Tłuczki to niewielkie, czarne i lśniące kule, które próbują zrzucić zawodnika z miotły. Dwóch pałkarzy odbija tłuczki podobną do kija baseballowego pałką tak, aby nie zrzuciły one zawodników z ich drużyny. Obręczy broni obrońca tak, aby kafel się w nich nie znalazł. W drużynie jest tylko jeden obrońca. Najważniejszą piłką w całej grze jest złoty znicz - wielkości orzecha włoskiego, złota kulka z małymi, srebrnymi skrzydełkami, bardzo szybka i trudna do złapania. W poszukiwaniu znicza lata po boisku szukający. W momencie złapania znicza kończy się gra, a szukający który go złapał zyskuje dla swojej drużyny sto pięćdziesiąt punktów. Słynnym szukającym jednego z czterech domów Hogwartu, Gryffindoru, był Harry Potter. Mama Emmy, Cho, także była szukającą, ale Ravenclavu.
Emmy właśnie po rodzicach odziedziczyła pasję do quidditcha. Uwielbiała oglądać mecze, dlatego też dwa lata temu tata zabrał ją na mistrzostwa świata. Przywiozła stamtąd mnóstwo pamiątek, które rozwiesiła po całym pokoju. Czasami latała na starej miotle taty - Błyskawicy.
Kiedy Cho podlała wszystkie swoje rośliny, razem z Emmy udały się do kuchni. Tam rozpoczęły przygotowania do przyjęcia urodzinowego. Kiedy skończyły robić wspaniały tort, do kuchni wszedł Harry, który właśnie wrócił z pracy. Harry był trenerem jednej z drużyn quidditcha. Kiedyś sam grał i przyczynił się do zwycięstwa reprezentacji Anglii w mistrzostwach świata. W jednej ręce Harry trzymał "Proroka Codziennego", a w drugiej, uniesionej nad głową, pożółkłą kopertą, na której wypisano zielonym atramentem:
Panna E. Potter
Redbeans 11
Middlewich
- Mamo, mogę polatać na mio-tle?
- Nie Emmy, nie możesz. Wiesz ile jest roboty, a zresztą za dużo mugoli.
Ale Emmy nie słuchała mamy, która była odwrócona i nie widziała tego, co tata trzymał w jednej ze swoich rąk. Jabłko, które trzymała w ręku, spadło jej na podłogę. Podbiegła do taty, złapała list i wybiegła z kuchni do ogrodu. Usiadła na białej huśtawce i szybko rozerwała pożółkłą kopertę. Treść listu była jej po części znana. Często czytała list taty, który zachował go w swoim albumie rodzinnym. Treść listu była taka:

Hogwart
Szkoła Magii i Czarodziejstwa



Dyrektor: Albus Dumbledore (Order Merlina Pierwszej Klasy, Wielki Czar., Gł. Mag, Najwyższy Szycha, Międzynarodowa Konfed. Czarodziejów.

Szanowna Panno Potter!
Mamy przyjemność poinformowania Cię, że zostałaś przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia. Rok szkolny rozpoczyna się pierwszego września. Oczekujemy Twojej sowy nie później niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku
Hermiona Weasley
Zastępca Dyrektora

Emmy rozłożyła drugi arkusz papieru i czytała dalej:

Hogwart
Szkoła Magii i Czarodziejstwa



UMUNDUROWANIE
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
2. Jedną zwykłą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.

PODRĘCZNIKI
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
"Standardowa księga zaklęć (I stopień)" Mirandy Goshark
"Od pierwszego zaklęcia do współczesnych czasów - historia magii" Harriet Strickett
"Teoria magii" Adalberta Waffinga
"Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących) Emerika Switcha albo ulepszona wersja Hermiony Weasley
"Tysiąc magicznych ziół i grzybów (nowe wydanie)" Phyllidy Spore
"Magiczne wzory i napoje" Arseniusa Jiggera
"Jak obronić się przed złymi mocami i nie popsuć sobie fryzury" Morgan Delura

POZOSTAŁE WYPOSAŻENIE
1 różdżka
1 kociołek
1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
1 teleskop
1 miedziana waga z odważnikami

Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota ALBO jedną ropuchę.

PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM, ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ.

Emmy włożyła list z powrotem do koperty i powiedziała do siebie:
- Idę do Hogwartu.
W tej chwili do ogródka weszła jakaś dziewczyna o brązowych włosach, sięgających do brody. W ręku trzymała taką samą kopertę, co Emmy. Była to Kitty Simmson, córka Lucy i Alana z naprzeciwka oraz najlepsza przyjaciółka Emmy. Także miała jedenaście lat.
- Emmy! Dostałam, dostałam! - krzyczała Kitty, podsuwając jej pod sam nos żółtawą kopertę.
Emmy siedziała jak wryta na huśtawce.
- Emmy, Emmy! - mówiła Kitty, machając Emmy przed oczami ręką - Emmy to prawda, idziemy do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Wyobraź sobie Hogwart.
- Wiem - powiedziała Emmy i zeskoczyła z huśtawki.
Obydwie dziewczyny zaczęły tańczyć w kółku, trzymając się za ręce.
- Idziemy do Hogwartu, idziemy do Hogwartu! - śpiewały obydwie.
- Czyżby impreza się już zaczęła? - powiedział rudowłosy chłopak stojący przy szklarni.
Był to James Weasley, który nie był już małym brzdącem, zrzucającym kwiaty z parapetu.
- Jimmy - krzyknęła Emmy, rzucając się na niego.
- Emmy! Zejdź ze mnie!- krzyknął.
- O, przepraszam - powiedziała Emmy, pomagając wstać Jimmy'iemu - A co tak wcześnie?
- Bo ta... Bo tak mi się chciało.
Emmy popatrzyła na niego podejrzliwie.
- To ja już pójdę - powiedziała Kitty.
W drzwiach do kuchni, Emmy minęła się z Ronem i Hermioną.
- Ciocia, wujek, super że jesteście.
Chwilę później w ogródku zrobiło się trochę tłoczno. Emmy znowu podejrzliwie patrzyła na wszystkich. Wujkowie Emmy, George i Fred, których nigdy nie odróżniała, ponieważ byli bliźniakami, za pomocą różdżek przestawiali stoły i krzesła, znakomicie się przy tym bawiąc. Harry przyniósł talerze, na których Cho kładła różne przysmaki. Na środku największego stołu stał tort czekoladowy z różowym napisem, który dość trudno było odczytać, ponieważ była to robota Emmy. W ogródku stały jeszcze dwa stoły, przy jednym siedzieli dorośli: Harry, Cho, wujkowie Fred i George, Ron, Hagrid, ciocia Hermiona oraz Simmsonowie. Przy drugim, mniejszym, siedzieli: Emmy, Kitty oraz Jimmy. Po zdmuchnięciu świeczek przez Emmy, a raczej pierwszej warstwy tortu przez wujka Hagrida, Cho pokroiła ciasto. Wujek Hagrid był gajowym w Hogwarcie oraz nauczycielem opieki nad magicznymi stworzeniami. Gdy wszyscy zjedli po kawałku tortu, Harry wstał i powiedział:
- Uwaga! Proszę o ciszę! - i wszyscy przerwali rozmowy - Dziś moja córka obchodzi jedenaste urodziny. Z tej okazji chcę wznieść toast - Harry podniósł puchar i upił trochę z niego (pyszną lemoniadę) - A teraz Emmy czas na PREZENTY! - wykrzykując słowo "prezenty", machnął różdżką, a przed Emmy pojawił się stosik kolorowych pudeł i pudełeczek z różnokolorowymi kokardami.
Z jednej z nich dochodziło dziwne stukanie. Emmy podeszła i zaczęła zrywać zielony papier z pierwszego prezentu. W środku była srebrna klatka, ale nie pusta. Wewnątrz niej siedziała młoda sówka. Była bardzo mała, lecz ruchliwa, wpatrywała się w Emmy żółtymi oczami, a na szyi, z pomiędzy brązowo - czarnych piórek, wystawała jej czerwono - złota kokarda. W kopercie, przyczepionej do klatki, była kartka z treścią:

Dla Emmy, najlepszej przyjaciółki:
James, ciocia i wujek.

- O! Dzięki Jimmy, jest słodka - podziękowała Emmy, otwierając klatkę z sową.
- To pójdźka, najmniejsza w Wielkiej Brytanii - powiedział Jimmy, gdy sowa wyleciała z klatki i poleciała nad jego głową.
Sówka siedziała na ramieniu Emmy. Emmy postawiła sowę na stole, przy swoim talerzu i zaczęła zrywać czerwony papier z podejrzanie długiej paczki. Przeczytała najpierw kartkę przy niebieskiej kokardzie:

Od rodziców, z pomocą wujka Rona.

Liścik nie podpowiedział Emmy zbytnio o zawartości pudełka, więc szybko je otworzyła. Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. A zobaczyła najnowszy model miotły Sky Turbo.
- Prosto z pasa produkcyjnego - powiedział wujek Ron, który ma sklep ze sprzętem do quidditcha.
Wujkowie Fred i George mieli otwarte usta z wrażenia, kiedyś byli przecież pałkarzami w szkolnej drużynie Gryfonów. Jimmy, który był obrońcą w szkolnej drużynie Gryffindoru, tak jak przepowiedział Ron, gdy mały chłopczyk zwalił z parapetu mnóstwo filodendronów i niedośpianów ognistych oraz innych roślin o czerwonych kwiatach lub liściach, patrzył na miotłę blady jak duchy w Hogwarcie. Za to ciocia Hermiona, która jest nauczycielką transmutacji w Hogwarcie, nie była zbytnio zachwycona tym prezentem. Emmy dobrze wiedziała, że pierwszorocznym nie wolno mieć mioteł.
- Emmy, no i jak- podoba ci się? - spytał się Harry.
Ale dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła tylko tępo na miotłę, dalej nie wierząc w to, co widzi. Gdy Emmy i Jimmy otrząsnęli się z szoku, dziewczyna otworzyła resztę prezentów. W paczkach były słodycze i przeróżne zabawki do robienia psikusów ze sklepu wujków Freda i Georga oraz książka od cioci Hermiony - wydanie specjalne do transmutacji z dodatkowymi notatkami i radami, związanymi z tym przedmiotem. Od wujka Hagrida dostała "Zestaw dla młodego hodowcy sów".
- Jimmy mi pomógł wybrać - powiedział mężczyzna.
Hagrid był półolbrzymem, miał ponad dwa metry wzrostu. Jego mama była olbrzymką, a ojciec czarodziejem.
Kitty podarowała jej dziwne pudełko, które okazało się być zaczarowanym etui na okulary. Emmy nosiła okulary od małego. Po otwarciu wszystkich prezentów goście usiedli z powrotem przy stołach.
- Harry, mam nadzieję, że nie pozwolisz Emmy zabrać miotły do Hogwartu - powiedziała Hermiona.
- Myślałem, że zjawi się Dumbledore i Percy z rodziną. Dobrze, że wyczyściłem kominek - mówił Harry do Hagrida, odwracając się w stronę Hermiony. - Co mówiłaś Hermiono?
- Mówiłam, że mam nadzieję iż nie pozwolisz Emmy wziąć miotły do szkoły - powtórzyła.
- Ależ oczywiście - powiedział Harry niezbyt przekonująco.
Przy stole młodszych także toczyły się rozmowy:
- Kitty, jak działa to pudełko? - zapytała Emmy.
- Zdejmij okulary, to ci pokażę. - powiedziała Kitty.
Otworzyła pudełko i już miała włożyć okulary, gdy sowa Emmy wskoczyła do niego i zamknęła się z cichym klapnięciem. Emmy wstała szybko i uwolniła sowę, stawiając ją z powrotem na stole.
- A tak w ogóle to jak ją nazwiesz, Emmy? - spytał się Jimmy.
- Jeszcze nie wiem, coś się wymyśli - odpowiedziała.
Emmy zrozumiała już działanie pudełka, gdy Kitty rzuciła okulary przed siebie.
- Kitty! Co ty robisz?! - krzyknęła Emmy, rzucając się za swoimi okularami w czarnych, drucianych oprawkach owalnego kształtu.
Jednak, gdy już miała je złapać, pudełko otworzyło się, uniosło w powietrzu, złapało okulary i zamknęło je wewnątrz siebie, a potem wróciło na swoje miejsce. Emmy wstała, otrzepała się i powiedziała do kwiczących przyjaciół:
- Mogłaś mi powiedzieć.
Wtedy Jimmy powiedział:
- Jesteś szybka, byłabyś dobrym szukającą.
- Wiem - powiedziała, siadając z powrotem przy stole. - Mam zamiar nią zostać.
Jimmy spojrzał na nią dziwnie swoimi niebieskimi oczami. Ale ona tego nie zauważyła, bo wpatrywała się w swoją sowę, która wydłubywała pestki z kawałka arbuza na talerzu chłopca.
- Wiem, jak będzie miała na imię! - krzyknęła.
- Jak? - powiedzieli chórkiem Kitty i Jimmy.
- Pestka.
Mała sowa wyczuła, że mówi się na jej temat, bo zaczęła podskakiwać, przy okazji wpadając w budyń waniliowy.
Wieczorem, kiedy Emmy z rodzicami odprowadzali gości do kominka, gdzie za pomocą Proszka Fiuu dostawali się do swoich domów, Jimmy powiedział:
- Emmy, Kitty. Do zobaczenia na King's Cross.
Emmy długo nie mogła zasnąć tej nocy. Trzy razy wysuwała pudełko spod łóżka i oglądała miotłę.
- Za sześć tygodni Hogwart - powiedziała do siebie i zasnęła.

ROZDZIAŁ TRZECI
Ostatnie dni wakacji

Dwa tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego, Emmy razem z tatą i Kitty wybrali się na zakupy na ulicę Pokątną. To nie był jej pierwszy pobyt na ulicy Pokątnej. Ale ten był inny niż wszystkie. Emmy odwiedziła sklepy, w których jeszcze nigdy nie była. W sklepie Madam Malkin kupiła sobie szkolne szaty. Następnie w księgarni zakupiła wszystkie podręczniki. Kupiła też kociołek, wagę i teleskop. W aptece zamówiła podstawowe składniki eliksirów. Kiedy Emmy, razem z tatą i Kitt,y przekroczyła próg sklepu z różdżkami pana Ollivandera, gdzieś w głębi małego pomieszczenia zabrzmiał dzwoneczek. Z pomiędzy półek wyłonił się sprzedawca.
- Dzień dobry - powiedzieli wszyscy troje.
- Dzień dobry - odpowiedział staruszek. - Pan Potter, a więc kolejna różdżka dla Pottera.
Sprzedawca patrząc na Kitty stwierdził:
- Jesteś bardzo podobna do matki, Emmy.
- Ja nie jestem Emmy, to jest Emmy - powiedziała Kitty, wskazując na przyjaciółkę. - Ja jestem Kitty Simmson.
- O, przepraszam! Teraz widzę podobieństwo. Te oczy... Takie jak u taty.
Mówiąc to, spojrzał na prawie białe włosy dziewczyny.
- To moja robota, różdżka taty - powiedziała Emmy do sprzedawcy widząc, że wie o co chodzi.
- No dobrze. Popatrzmy - powiedział pan Ollivander i wyciągnął z kieszeni długą taśmę ze srebrną podziałką. - Która ręka ma moc?
- Eee... prawa - odpowiedziała Emmy.
Pan Ollivander zmierzył jej rękę od ramienia do palca wskazującego, od nadgarstka do łokcia, następnie odległość od ramienia do podłogi i od kolana do pachy, a na końcu obwód głowy. Potem pokręcił się przy półkach i zdjął z nich kilka pudeł.
- Proszę spróbować tej - powiedział. - Wierzba i pióro feniksa. Siedem cali. Dość giętka. Proszę wziąć i machnąć.
Emmy wzięła różdżkę i machnęła nią, powodując lawinę spadających pudełek prosto na głowę taty. Harry, który nie bez powodu zyskał miano jednego z najszybszych szukających, wykorzystał swój refleks w ratowaniu głowy. Zaklęciem odsyłającym sprawił, że pudełka powróciły na półkę.
- To chyba nie ta - powiedział Harry.
- No więc wypróbujemy tą... - mówiąc to, jeździł palcem po półkach. - Nietypowy gatunek drewna jak na różdżkę, sprowadzony z Chin. Dawno już nie robiono takich różdżek. Mało osób w Anglii stosowało je w praktyce. Wiśnia lodomroźna, róg jednorożca, 11 i pół cala, bardzo giętka - mówiąc to pan Ollivander wygiął ją tak, że obydwa końce prawie się zetknęły, a gdy jeden koniec puścił, różdżka od razu się wyprostowała.
Kiedy dziewczyna wzięła ją do ręki, poczuła uderzenie miłego chłodu w palcach. Machnęła nią kilka razy nad głową, a z jej końca wystrzelił snop niebiesko - srebrnych iskier. To była ta różdżka. Pan Ollivander zawołał:
- Świetnie! No więc teraz ty, Kitty.
Różdżka, którą jej podał (brzoza, serce smoka, osiem i pół cala, sztywna), okazała się tą właściwą. Harry zapłacił za różdżkę Emmy, a Kitty za swoją, po czym wszyscy troje wyszli ze sklepu.
Udali się do sklepu Rona ze sprzętem do quidditcha. Emmy ominęła obojętnie stoisko z miotłami i podeszła do półki z preparatami do czyszczenia mioteł.
- Emmy! Popatrz jaka... A zresztą nic - Kitty opuściła palec wskazujący na stoisko z miotłami
Przypomniała sobie o nowej miotle przyjaciółki, która była o wiele lepsza, od tych stojących w sklepie. Harry uciął sobie krótką pogawędkę z Ronem. Kiedy dziewczyny oglądały szczotki do czesania witek miotły, Harry mówił coś szeptem do przyjaciela. Emmy zauważyła to, więc podeszła do lady.
- Dzień dobry, wujku! - powiedziała z uśmiechem.
- Cześć! Jak tam sprawuje się miotła? - spytał się Ron.
A Emmy dalej szczerząc zęby i wpatrując się podejrzliwie w tatę stwierdziła:
- Wypróbuję ją dopiero na boisku quidditcha, w którejś ze szkolnych drużyn.
- Na pewno trafisz do Gryffindoru - mówiąc to Ron wyglądał na osobę, która była całkowicie pewna tego, co mówi.
Emmy, podobnie jak Kitty, nie miały zielonego pojęcia o tym, jak uczniowie byli przydzielani do domów, których było cztery: Gryffindor, Slytherin, Ravenclaw, Hufflepuff. Rodzice nie chcieli im powiedzieć. Gdy wyszli ze sklepu, Emmy nie mogła zapomnieć o cichej rozmowie wujka i taty. Po powrocie dziewczyna poukładała książki i inne rzeczy do szkoły w kącie i weszła po krętych schodach do sowiarni. Tam Emmy nakarmiła Pestkę "Sowimi ciasteczkami" w kształcie małych myszek. Chciała też dać parę Hedwidze, ale biała sowa tylko się skrzywiła i wyleciała z sowiarni na łowy.

***
- Za tydzień koniec wakacji i do Hogwartu - powiedziała do siebie Emmy, siedząc w ogórku na huśtawce.
Na niebie zobaczyła kolorowego ptaka i Hedwigę, które chwilę później siedziały na drążku przy skrzynce, ładując do niej list.
- Ciekawe od kogo? - spytała samą siebie, idąc do skrzynki.
W skrzynce był list do taty.
- Dziwne - pomyślała, patrząc na godło Hogwartu, widniejące na kopercie.
Dostała kartkę i paczkę od wujka Syriusza, który mieszkał na Jawie. Emmy odwróciła kartkę z palmami na drugą stronę i przeczytała:

Kochana Emmy!
Gratuluję dostania się do Hogwartu. Życzę dobrego semestru. W paczce jest spóźniony prezent urodzinowy dla Ciebie.
Pozdrów mamę i tatę.
Wujek Syriusz.

- Jest coś do mnie, Emmy? - spytał się Harry, stojący na ganku.
- Jest - odpowiedziała, pokazując tacie godło Hogwartu. - Tato, byłeś niegrzeczny, używałeś czarów na wakacjach - zażartowała i weszła do domu, czytając jakąś ulotkę.
Emmy wiedziała od Jimmy'iego, że w czasie wakacji nie wolno używać czarów niepełnoletnim czarodziejom.
W swoim pokoju dziewczyna otworzyła paczkę od wujka Syriusza. W środku było małe, szklane pudełko a w nim... Emmy otwierała je powoli, powoli i nagle z pudełka wyskoczył mały, niebieski płomień, okrążył głowę Emmy dwa razy i zatrzymał się jej przed nosem. Dziewczyna nie mogąc uwierzyć własnym oczom, podniosła powoli rękę i poprawiła okulary na nosie, które zsunęły się na sam czubek. Przed nosem miała małego człowieczka ze skrzydełkami, który miał około trzech cali.
- Wow, czy...-kim ty jesteś? - zapytała się Emmy.
Stworzonko nie odpowiedziało, ale wskazało liścik przywiązany do szarego papieru.

Emmy, a to mój prezent urodzinowy. To król elfów, którego uratowałem z niewoli. Ma na imię Tykon. Nie umie angielskiego, ale szybko się uczy.
Wszystkiego najlepszego
Wujek Syriusz.
P.S.: Je cukier.

Emmy podniosła głowę znad kartki i spojrzała na świetlistą plamę, wiszącą w powietrzu. Mały ludzik klepał się po brzuszku, oblizując małe usteczka. Emmy od razu zrozumiała, o co chodzi. Tykon był głodny. Dlatego dała mu cytrynowego dropsa, wyciągniętego z pudełka pod łóżkiem. Elf polizał parę razy cukierka, po czym połknął go w całości.
- Tykon! Ja zbankrutuję na dropsach, jeżeli będziesz tak dużo jadł! - powiedziała dziewczyna.
Ludzik, nie rozumiejąc jej, roześmiał się tylko i wyciągnął następnego dropsa, trochę mniejszego od jego głowy.
Nazajutrz Emmy obudziły dziwne odgłosy, dochodzące z sowiarni. Emmy otworzyła lewe oko i spojrzała na podłogę, na której stało małe szklane pudełko. Nie widząc nic szczególnego, położyła się z powrotem.
- TYKON!!! - zerwała się i usiadła na łóżku.
Chciała z niego zeskoczyć, ale zaplątała się w kołdrę i upadła na podłogę. Wygramoliła się spod kołdry i na czworakach weszła po schodach do wieżyczki.
- Pestka!!! Hed... - ale Hedwiga siedziała na drążku znudzona tym, co się wokoło dzieje.
Pestka za to latała za niebieskim, świetlistym punkcikiem, aż pióra wylatywały jej z ogona. Tykon tylko się śmiał, uciekając sprytnie przed dziobem sowy.
- Tykon, chodź tu - powiedziała Emmy, ale chwilę później przypomniała sobie, że elf nie zna angielskiego.
Zaczęła więc ganiać za nim razem z Pestką. Złapanie elfa nie było dla niej trudne, w końcu chciała zostać szukającym. Zeszła do pokoju, trzymając Tykona mocno w dłoni. Podeszła do szklanego pudełka i wsadziła do niego na siłę elfa. Potem zeszła na dół.

***
Przez ostatnie dni wakacji Emmy i Kitty uczyły Tykona angielskiego, wytresowały go prawie jak psa. Reagował na polecenia takie jak: "nie dotykaj", "nie rusz", "chodź tu", "do pudełka", "cicho" i tym podobne. Emmy pisała do Jimmiego z prośbą o rady, dotyczące Tykona. W tym krótkim czasie mały elf zjadł sto kostek cukru i sześć paczek dropsów cytrynowych. Jedynym zdaniem, jakie Tykon umiał powiedzieć poprawnie było: "Daj jeść".

***
- Jutro już jadę do Hogwartu - powiedziała Emmy, patrząc na bilet.
Przy schodach stał kufer i klatka Pestki. A Tykon, razem ze swoim pudełkiem, będzie wisiał sobie na szyi Emmy w skórzanym woreczku od wujka Hagrida.
Emmy schowała bilet do torby, nakarmiła Pestkę, Hedwigę i Tykona, który z każdą kostką cukru świecił coraz jaśniej. Tykon ziewnął i nawet bez rozkazu wejścia do pudełka, wszedł do niego. Emmy schowała szklane pudełko do skórzanego woreczka i położyła na stoliku przy łóżku. Zdjęła okulary z nosa, chciała położyć je na stoliku, ale pudełko na okulary od Kitty od razu je schowało. Dziewczyna poszła spać, myśląc o jutrzejszym dniu.


ROZDZIAŁ CZWARTY
Pierwszy września.

Następnego dnia Emmy wstała bardzo wcześnie. Przetarła zaspane oczy. Ze stolika stojącego obok łóżka, wzięła okulary i wsadziła je na nos. Ze skórzanego woreczka dochodziły odgłosy stukania Tykona.
- Już cię wypuszczam, Tykon - powiedziała Emmy zaspanym głosem.
Kiedy wypuściła elfa, Tykon od razu krzyknął:
- Daj jeść!
- Poczekaj, daj mi się obudzić! - dźwignęła się z trudem z łóżka i dała Tykonowi dropsa.
Jednego połknął od razu.
- Tykon, jak zjesz, to właź do pudełka - powiedziała Emmy i zeszła na dół.
Elf pokiwał głową i połknął drugiego dropsa.
- O, już wstałaś - powiedziała Cho, widząc Emmy. - Co chcesz na śniadanie?
- Tosty pszenne z serem - odpowiedziała i poszła na górę się umyć.
Po zjedzeniu śniadania Emmy ubrała się, a potem pomogła tacie zapakować jej kufry do samochodu. Jechali samochodem Simmsonów.
- Tato, po co mam zabrać Hedwigę do szkoły? - ale tata jej nie odpowiedział.
- Emmy, już spakowana? - spytał się Alan.
- Tak wujku - odpowiedziała.
- No to jedziemy - powiedział Alan.
Kitty pożegnała mamę, a Emmy rodziców i pojechali na stację.

***
Na King's Cross jak zwykle było dużo mugoli. Pierwszego września sowy na dworcu nie wzbudzały już takiego zainteresowania jak dawniej. Ministerstwo Magii wywieszało na dworcu plakaty z informacją, że pierwszego września odbywa się zjazd członków "Klubu Hodowców Sów".
Kiedy dziewczyny wypakowały kufry, Kitty spytała się Emmy:
- Po co wzięłaś Hedwigę?
- Sama nie wiem. Tata chciał, abym ją wzięła - odpowiedziała Emmy, wzruszając ramionami.
W tym czasie pan Simmson poszedł po wózki na bagaże. Kiedy wrócił, pomógł dziewczynom wstawić kufry i klatki na wózki. Potem po kolei przeszli przez barierkę między peronem dziewiątym i dziesiątym. Znaleźli się na peronie dziewięć i trzy czwarte. Emmy i Kitty rozglądały się dokoła siebie. Przy peronie stał szkarłatny parowóz, a za nim wagony pełne ludzie. Na tabliczce widniał napis: "Pociąg expresowy do Hogwartu, godzina jedenasta". Dziewczyny pchały swoje wózki wzdłuż pociągu, rozglądając się za wolnymi miejscami. W końcu znalazły pusty przedział. Tata Kitty pomógł im wtaszczyć ciężkie bagaże do przedziału. Ponieważ zostało im jeszcze trochę czasu do odjazdu, wyszli z pociągu. Wtedy dziewczyny zauważyły w tłumie Jimmy'iego i pomachały ręką w jego stronę. Chłopiec podszedł do nich.
- Cześć dziewczyny! - powiedział, patrzą niespokojnie na Emmy.
Zastanawiał się, czy i tym razem rzuci mu się na szyję. Ale dziewczyna nie zrobiła nic takiego. Razem z Kitty odpowiedziały mu:
- Cześć Jimmy!
- W którym jesteście przedziale? - zapytał się chłopak.
- W tym - Kitty wskazała ręką ich przedział.
- Wpadnę do was podczas podróży.
- Jimmy? - spytała się Emmy.
- Tak?
- Jak będziemy przydzielani do domów?
Jimmy nie odpowiedział jej. Uśmiechał się tylko tajemniczo. W tej chwili rozległ się gwizdek.
- To ja zmykam! - powiedział Jimmy i pobiegł do swojego przedziału.
Emmy i Kitty, zanim wsiadły do pociągu, zdążyły jeszcze pożegnać się z panem Alanem. Kiedy już siedziały w przedziale, wychyliły się przez okno i pomachały mu. Pociąg ruszył. Po kilku minutach zakręcił. Za oknami zaczęły się przesuwać domy. W tym momencie do ich przedziału weszła jakaś ciemnowłosa dziewczyna.
- Cześć! Jestem Holly Baldwin - przedstawiła się.
- Ja jestem Kitty Simmson.
- A ja Emily Potter. Ale możesz mówić do mnie Emmy.
- Potter? Córka tego Pottera? - zdziwiła się Holly.
Zaskoczona reakcją dziewczyny, Emmy powiedziała tylko:
- Tak, jestem córką Harry'ego Pottera.
Holly ciągle wpatrując się w Emmy, usiadła z wrażenia. Zajęła miejsce obok Kitty. Wtedy Emmy zapytała się jej:
- Ty też jesteś pierwszoroczna?
- Ooeey. Tak. - ocknęła się Holly.
- Do jakiego domu chciałabyś trafić? - spytała się Kitty.
- Moi rodzice byli ze Slytherinu. Ale ja wcale nie muszę - odpowiedziała Holly.
Kitty, kiedy usłyszała słowa "byli ze Slytherinu", automatycznie przesiadła się na stronę Emmy. Holly spytała się dziewczyn:
- Chciałybyście być w drużynie quidditcha? Bo ja bardzo. Jestem dobrym pałkarzem. Wałek mamy przysłużył mi się w treningach.
- Ja nie lubię grać. Wolę obserwować grę - powiedziała Kitty.
Emmy poczuła, że Holly nadaje na tych samych falach, co ona. Rozpoczęła więc, trwającą ponad godzinę, rozmowę o ulubionych drużynach, obejrzanych meczach, itd. Nie wspomniała jednak o swojej miotle. Kitty oparła się o krawędź okna i obserwowała przesuwające się krajobrazy. Nudziła ją ta rozmowa. Na pytania dziewczyn odpowiadała słówkami: "tak", jasne", itp. Rozmowę przerwało pojawienie się w drzwiach przedziału czarownicy z wózkiem pełnym słodyczy. Emmy kupiła sobie dwie paczki fasolek Bertiego Botta, kilka czekoladowych żab i dropsy dla Tykona, o którym przypomniała sobie, widząc żółte opakowanie cukierków. Kiedy czarownica z wózkiem oddaliła się od ich przedziału, Emmy wyszła na korytarz, pokazując Kitty skórzany woreczek na szyi. Przyjaciółka rozumiejąc, o co chodzi, kiwnęła głową. Po wyjściu Emmy, Holly spytała się:
- Czy coś się stało?
- Nic takiego. Po prostu Emmy jest uczulona i musi wziąć leki.
- Tak? A na co jest uczulona?
Kitty ni odpowiedziała. Ale, kiedy odwróciła głowę w stronę okna, powiedziała cicho sama do siebie:
- Na ciebie.
Na korytarzu Emmy wyjęła szklane pudełko i wypuściła Tykona. Elf wyleciał szybko z pudełka i z wielką pretensją w głosie krzyknął:
- Emmy niedobra! Emmy zagłodzić Tykona!
- Cicho Tykon! - powiedziała Emmy i na siłę wcisnęła Tykonowi do buzi żółtego dropsa.
W tej chwili usłyszała na korytarzu zbliżające się kroki. Szybko złapała elfa w dłoń, którą schowała za siebie. Ale blask z niebieskiego światełka bił zza jej pleców. W drzwiach pojawiła się jednak znajoma sylwetka wysokiego chłopaka, dobrze zbudowanego, o niebieskich oczach z bujną, rudą czupryną.
- Jimmy, to ty. Wystraszyłeś mnie - powiedziała Emmy.
- Co tu tak stoisz sama? - zapytał się Jimmy.
Emmy nie odpowiedziała, tylko wypuściła Tykona z dłoni. Elf podleciał do chłopaka i zaczął mu się przyglądać. Jimmy wpatrywał się w niego. Mały ludzik odwrócił się w stronę Emmy i zapytał:
- Ten pan nie skrzywdzić Tykona?
- Nie, Tykon. Jimmy nie skrzywdzi cię - odpowiedziała, śmiejąc się z miny Jimmy'iego.
- Elf. Nie wierzę własnym oczom - powiedział, okrążając go.
Tykon miał bladoniebieskie ciałko, krótkie, kręcone włosy granatowego koloru. Spiczaste uszy odstawały mu, a w błękitnych oczach odbijała się postać Jimmiego. Miał, tak jak ważka długie, wąskie skrzydełka, które były przezroczyste i mieniły się na niebiesko. Krótko mówiąc, elf od stóp po czubek głowy był cały niebieski.
- Masz Tykon - Emmy dała mu jeszcze jednego dropsa.
Jimmy obserwował uważnie każdy ruch elfa.
- No dobra - Emmy wrzuciła dropsa do szklanego pudełka. - Wchodź Tykon.
Elf zrobił salto w powietrzu i schował się w pudełku, które się za nim zamknęło.
- Dlaczego karmisz go tutaj? Przecież Kitty wie o Tykonie? - zapytał się chłopak, patrząc na Emmy, chowającą pudełko do woreczka na szyi.
- Ale Holly o nim nie wie - odpowiedziała.
- Kto? - zapytał.
- Chodź, to ją poznasz - i weszli do przedziału.
Jimmy przywitał się z dziewczyną, podając jej rękę.
- Jimmy jest obrońcą w drużynie Gryffindoru - powiedziała Emmy do dziewczyny.
I tak zaczęła się znowu długa rozmowa o quidditchu. Kitty natomiast siedziała dalej wpatrując się w okno, nie słuchając co mówi reszta.
- To ja już pójdę. Lepiej załóżcie szaty, bo niedługo będziemy na miejscu - powiedział Jimmy i wyszedł.
Dziewczyny tak zrobiły, przebrały się w czarne szaty, a parę minut później pociąg zatrzymał się. Wszyscy wysiedli z pociągu. Na niebie błyszczały gwiazdy, a ponad głowami uczniów, tłoczących się na peronie, było widać wujka Hagrida, który trzymał w ręku lampę i wołał donośnym głosem:
- Pirwszoroczni, proszę tutaj!
- Dobry wieczór wujku - powiedziała Emmy do wysokiego mężczyzny o gęstej, czarnej brodzie.
- Emmy, jak tam podróż? - spytał się.
- Dobrze. Dzięki - odpowiedziała.
- Pisał do mnie Syriusz. Masz tego, no wiesz...
- Mam wujku - odpowiedziała Emmy, pokazując woreczek, wiszący na jej szyi.
- No to dobrze - powiedział i krzyknął jeszcze raz - Do mnie pirwszoroczni! Już wszyscy? No to idziemy.
I cały rządek dzieciaków ruszył za gajowym. Szli po stromej, wąskiej ścieżce. Było strasznie ciemno, a drogę oświetlała jedynie lampa Hagrida. Idąc wciąż wąską ścieżką, doszli do wielkiego, czarnego jeziora. Po drugiej stronie, na wzniesieniu stał ogromny zamek z wieloma basztami i wieżyczkami.
- Po czworo do łodzi! - krzyknął Hagrid, wskazując na flotę łódeczek, stojących przy brzegu.
Emmy, Kitty i Holly oraz nieznajoma o długich blond włosach weszły do jednej z łódek.
- Czy wszyscy siedzą? - rozejrzał się Hagrid, stojący na łódce i nasłuchujący odpowiedzi.
Wszyscy chórkiem odpowiedzieli "tak".
- NAPRZÓD! - krzyknął Hagrid i flota łódeczek ruszyła.
Wszyscy gapili się w ciszy na zamek, do którego powoli dopływali.
- Jestem Cora Malfoy - odezwała się blondynka.
Emmy gwałtownie zwróciła wzrok w jej stronę. Znała to nazwisko. Tata opowiadał jej o swoim największym szkolnym wrogu, Ślizgonie - Draco Malfoyu.
- Emily Potter - przedstawiła się Emmy.
- Ooo! Córka słynnego Harry'ego Pottera. Nie sądziłam, że tak szybko się spotkamy - powiedziała dziewczyna. -A to? - spytała się, wskazując na Kitty i Holly.
- A to są moje przyjaciółki - Kitty Simmson i Holly Baldwin.
- Jesteście czystej krwi? - zapytała się Cora, patrząc z krzywą miną na Kitty i Holly.
- Tak - odpowiedziały obydwie.
- Głowy w dół. - Hagrid przerwał rozmowę dziewczyn, które się skuliły w łódce.
Łódki przepłynęły przez kurtynę z bluszczu i wpłynęły do ciemnego tunelu, który prowadził pod zamek. Dotarli do czegoś w rodzaju przystani, gdzie wysiedli z łódek. Potem ruszyli w górę korytarzem. Szli po omacku za lampą Hagrida. Doszli do kamiennych schodów, po których weszli aż do dębowej bramy. Hagrid uderzył w nią swoją wielką pięścią trzykrotnie. Brama otworzyła się natychmiast. Stała w niej ciocia Hermiona, ubrana w szatę koloru zgniłej zieleni. Na głowie miała tiarę tego samego koloru.

Ten post był edytowany przez Ellie: 05.03.2004 15:43


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ellie
post 16.05.2003 20:22
Post #3 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




ROZDZIAŁ PIĄTY
Nowy nauczyciel

- Dziękuję Hagridzie - podziękowała gajowemu, który odszedł, i zaczęła mówić dalej do tłumu pierwszorocznych.- Nazywam się profesor Hermiona Weasley. Witajcie w Hogwarcie. A teraz proszę za mną.
I tak się stało. Cała grupa pierwszorocznych ruszyła za panią profesor. Przeszli przez dębową bramę i znaleźli się w Sali Wejściowej. Sklepienie było tak wysoko, że ginęło w mroku, małe, płonące pochodnie oświetlały kamienne ściany. Chwilę później opuścili Salę Wejściową i weszli do następnego pomieszczenia. W komnacie nikogo nie było, ale naprzeciwko nich były następne drzwi, zza których było słychać resztę uczniów szkoły.
- Proszę o uwagę. Zanim dołączycie do reszty uczniów, zostaniecie przydzieleni do swoich domów, a jest ich w Hogwarcie cztery: Gryffindor, Slytherin, Ravenclaw i Hufflepuff.
- Holly ja na pewno trafię do Slytherinu, a ty? - powiedziała Cora.
Holly nie odpowiedziała, wzruszyła ramionami, a w myślach powiedziała sobie "Wolałabym trafić do Hufflepuffu niż iść z tobą do Slytherinu."
- Tu, w szkole, wasze osiągnięcia będą nagradzane punktami, a przewinienia stratą punktów. Dom , który zdobędzie największą ilość punktów pod koniec roku zdobywa Puchar Domów. No dobrze, a teraz poprawcie szaty. Zaraz odbędzie się ceremonia przydziału. Ustawcie się trójkami.
Emmy szybko odciągnęła Holly od Cory i stanęła między nią, a Kitty. Cora odeszła w głąb tłumu.
- Dzięki - powiedziała Holly, widząc jak blondynka znika w tłumie. - Emmy, czy ten cały James nie powiedział ci, jak to będzie z tym przydziałem?
- Nie - odpowiedziała Emmy, przełknęła ślinę i spojrzała na Kitty, która pobladła.
- Hej, tam z tyłu, proszę się ustawić - krzyknęła pani profesor i otworzyła drzwi Wielkiej Sali, dodając: - No, idziemy za mną.
Weszli do wielkiego pomieszczenia, oświetlonego tysiącem świec, zawieszonych w powietrzu. Szli między dwoma, długimi stołami. A obok tych stały jeszcze dwa. Emmy patrzyła w stronę stołu Gryfonów, szukając wzrokiem Jimmiego. Gdy go zobaczyła, pomachała mu i stuknęła Kitty, żeby zrobiła to samo. Gdy rząd pierwszorocznych doszedł do wzniesienia, na którym stał stół nauczycieli, Emmy zauważyła siedzącego tam dyrektora szkoły - Albusa Dumbledora.
Jako mała dziewczynka miała przyjemność go poznać. Jej mama mówiła, że jednym z jej pierwszych słów, oprócz "quidditcha", było nazwanie Dumbledora dziadkiem. Emmy uśmiechnęła się do niego. Gdy to zauważył, też się uśmiechnął.
Pierwszoroczni stanęli w rzędzie, zwróceni do nauczycieli. Kitty, która była coraz bledsza, zaczęła przypominać duchy, które latały nad nimi. Dziewczyny wpatrywały się w granatowe sklepienie sali. Mrugało na nim tysiące gwiazd.
- Jest zaczarowane, tak, aby przypominało zaczarowane niebo - szepnął jakiś chłopak. - Czytałem o tym w książce o historii Hogwartu.
Tymczasem Hermiona ustawiła przed nimi stołek o czterech nogach. Na stoliku spoczywała spiczasta tiara. Wyglądała na bardzo starą. Była postrzępiona, połatana i okropnie brudna. Emmy utkwiła w tiarze wzrok. Nie wiedziała, po co im ten brudny, stary kapelusz. Kitty zmieniała kolor twarzy jak lampki na choince. Tym razem była jasnozielona. Emmy spytała się jej:
- Wszystko w porządku? Nie zemdlejesz?
- Nieee - powiedziała Kitty i osunęła się na podłogę.
Hermiona podeszła do leżącej na podłodze dziewczyny i wypowiedziała zaklęcie. Kitty uniosła się o dwie stopy w górę. Pochodzący z mugolskich rodzin pierwszoroczni, byli zachwyceni tym oryginalnym pokazem. Hermiona rzuciła na Kitty zaklęcie ocucające. Kitty w tej samej chwili otworzyła szeroko oczy i spytała:
- Co się stało? Gdzie ja jestem?
- W Hogwarcie, panno Simmson - powiedziała pani profesor.
- Zemdlałaś - dodała Emmy.
- Widzę, że z tobą wszystko w porządku. Możemy więc rozpoczynać ceremonię przydziału - powiedziała Hermiona.
Kiedy wypowiedziała te słowa, tiara drgnęła. Szew w pobliżu krawędzi rozpruł się szeroko na kształt ust. Tiara zaczęła śpiewać:

Bardzo dawno temu
Założono tą szkołę,
Lecz tylko ja uczniów
Wyznaczam dolę.
To ode mnie zależy,
W jakim domu zamieszkają.
Zakładają mnie na głowę
I już po chwili przydział znają.
Może trafią do Gryffindoru,
Gdzie męstwo - główna cecha,
Gdzie czci się odwagę,
Gdzie przygoda czeka.
A może pójdą do Slytherinu,
Gdzie z Mugoli się drwi,
Gdzie bogactwo i władza
Po nocach się śni.
Może zamieszkają w Ravenclawie.
Tu bystrość się ceni,
Tu płonie wiedzy żądza,
Wyrasta ród mądrych czarodziei.
Albo przypadnie im Hufflepuff.
Tu sprawiedliwość króluje,
Tu pogardza się leni
I na nagrodę pracuje.
Ja nigdy się nie mylę,
Więc śmiało mnie wkładajcie.
Ani trochę się nie bójcie.
Tylko swój los poznajcie.

Kiedy tiara skończyła śpiewać, cała sala rozbrzmiała oklaskami. Tiara ukłoniła się i znieruchomiała. Profesor Weasley, stojąca przy stoliku, rozwinęła zwój pergaminu. Po rozwinięciu sięgał on aż do ziemi.
- Uczeń, którego nazwisko wyczytam, ma wystąpić z rzędu, usiąść na stołku i założyć tiarę na głowę - powiedziała i wyczytała pierwsze nazwisko. - Acoll, Andre!
Z szeregu wystąpił chłopiec o brązowych włosach. Usiadł na stołku i nałożył tiarę, która opadła mu na oczy.
- GRYFFINDOR! - krzyknęła po chwili tiara.
Z powodu głośnych oklasków na stole Gryfonów trzęsły się złote puchary i talerze (na razie puste),. Chłopiec zdjął tiarę i usiadł przy stole Gryfonów. Profesor Weasley wyczytała następne nazwisko, znane już Emmy.
- Baldwin, Holly!
Holly szepnęła do Emmy:
- Trzymaj kciuki.
Odwróciła się, zacisnęła pięści i powiedziała sama do siebie:
- Byle nie do Slytherinu.
Podeszła do stołka, usiadła na nim i nałożyła tiarę. Tym razem tiara zastanawiała się trochę dłużej, ale w końcu krzyknęła:
- GRYFFINDOR!
Uradowana Holly pokazała Emmy, że też trzyma za nią kciuki, po czym usiadła przy stole Gryffindoru.
Potem tiara przydzieliła kolejne dwie osoby do Ravenclawu i Hufflepuffu, co wywołało burzę oklasków przy stole Krukonów i Puchonów.
- Cragg, Mildred! - wywołała Hermiona.
Do stołka podeszła chuda i wysoka brunetka. Tiara przydzieliła ją do Slytherinu. Po głośnych oklaskach Ślizgonów, Hermiona wyczytała to samo nazwisko. Z rzędu wystąpiła dziewczyna, wyglądająca identycznie jak Mildred Cragg. Wszystko wskazywało na to, że dziewczyny były siostrami, a do tego bliźniaczkami. Druga z sióstr, Minnette, także trafiła do Slytherinu. Po kilku kolejnych przydziałach przyszła kolej na Corę Malfoy. Tak jak mówiła, trafiła do Slytherinu.
Po odczytaniu długiej listy osób na literę M, Hermiona wyczytała z uśmiechem na twarzy nazwisko Potter.
- Potter, Emily!
Emmy wzięła głęboki wdech. Zanim podeszła do tiary, spojrzała jeszcze na ledwo stojącą Kitty oraz na Jimmiego, który mocno zacisnął powieki i trzymał za nią kciuki. Na sali rozległy się szepty.
- Potter? Córka Harry'ego Pottera?
Emmy nałożyła tiarę na głowę. Ręce trzęsły się jej jak galareta.
- Hmm... Niezła z ciebie figlara, rządna przygód i wrażeń. Odznaczasz się wielkim sprytem. W swoim domu dasz upust swojej energii - powiedziała tiara do Emmy, a na całą salę krzyknęła - GRYFFINDOR!!!
Szczęśliwa Emmy zeskoczyła ze stołka i pobiegła do stołu Gryfonów, którzy tym razem, mocą swoich oklasków, zrzucili parę talerzy i pucharów.
- Brawo Emmy! - krzyknął Jimmy i tym razem, to on rzucił się jej na szyję.
- Jimmy, spokojnie! Ludzie się patrzą. Ja rzucałam się na ciebie przy mniejszej ilości widzów.
Jimmy opamiętał się. Zarumieniony na twarzy, usiadł na swoim miejscu. Spuścił głowę, nie chcąc widzieć reakcji kolegów. Emmy, kiedy uwolniła się z objęć Jimmiego, pogratulowała Holly dostania się do Gryffindoru.
Po krótkiej chwili dziewczyny usłyszały nazwisko Kitty, które wyczytała ciocia Hermiona. Kitty siedziała przez chwilę na stołku. W końcu tiara krzyknęła:
- RAVENCLAW!
Emmy nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Popatrzyła tylko na Kitty, która szła do stołu Krukonów. Przyjaciółka nie wyglądała na zawiedzioną, z powodu decyzji, podjętej przez tiarę. Emmy dalej patrzyła się tępo w uśmiechniętą twarz Kitty. Najwyraźniej nie smucił ją fakt, że nie będzie blisko swojej przyjaciółki. Emmy odwróciła się w stronę cioci Hermiony, która skończyła już wyczytywanie nazwisk i zabrała Tiarę Przydziału.
- Gratuluję Emily!
Dziewczyna usłyszała za swoimi plecami znajomy głos.
- Walter? - odwróciła głowę.
Przed oczami miała chłopaka wyższego od Jimmiego, ale mającego, tak jak on, rude włosy. Wypiął dumnie pierś, na której lśniła odznaka prefekta. Walter był synem Perciego i Penelopy Weasleyów.
- Wow! Aleś się dorobił - powiedziała Emmy, patrząc się na metalową, błyszczącą blaszkę, przypiętą do szaty Waltera. - Ostatnim razem, kiedy cię widziałam, byłeś tylko kujonem z trzeciej klasy.
Holly i Jimmy parsknęli śmiechem. Oburzony Walter burknął tylko coś w stylu:
- Bardzo śmieszne. - i usiadł na swoim miejscu.
Holly spytała się Emmy:
- Skąd znasz tego głupka?
- To mój kuzyn. - wyłonił się Jimmy znad głowy Emmy. - Nie zauważyłaś podobieństwa?
Holly skrzywiła się, ale nie zdążyła nic powiedzieć. W tej chwili głos zabrał dyrektor szkoły - Albus Dumbledore.
- Proszę o ciszę! - kiedy to powiedział, wszyscy przerwali rozmowy i zwrócili głowy w jego stronę.
Dumbledore wstał, uśmiechnął się szeroko i rozpoczął swoją przemowę:
- Witajcie w nowym roku szkolnym. Zanim rozpoczniemy ucztę, chciałbym ogłosić kilka ważnych spraw. Pierwszoroczni niech pamiętają, że nie wolno nikomu wchodzić do Zakazanego Lasu. Próby do quidditcha rozpoczną się w drugim tygodniu września. A teraz najważniejsze! Jak wiecie w zeszłym roku odeszła od nas wasza nauczycielka latania na miotle - pani Hooch. Powiedziała, że ma was dosyć... Oczywiście, żartowałem. W tym roku zatrudniłem więc nowego nauczyciela.
Emmy popatrzyła na siedzących przy stole nauczycieli. Część z nich już znała. Obok wujka Hagrida, który uczył opieki nad magicznymi stworzeniami, siedziała ciocia Hermiona. Miejsce przy niej zajmował nauczyciel o ziemistej cerze, haczykowatym nosie i czarnych, tłustych włosach. "To pewnie Severus Snape" - pomyślała Emmy. Tata opowiadał jej czasami o swoim nauczycielu eliksirów.
- Szkoda, że Snape nie odszedł - westchnął Jimmy, wyraźnie zawiedziony.
Jedno krzesło przy stole nauczycieli rzeczywiście było wolne.
- Otóż nowym nauczycielem latania na miotle jest... Harry Potter.
Kiedy Dumbledore wymówił te słowa, do Wielkiej Sali wbiegł Harry, ubrany w odświętną szatę szkarłatnego koloru.
- Dobry wieczór! - powiedział Harry cicho do Dumbledora. - miałem kłopoty z Proszkiem Fiuu.
- Przybyłeś w najodpowiedniejszym momencie Harry. Właśnie o tobie mówiłem.
Kiedy Harry wszedł, wszyscy patrzyli się na niego. Profesor Snape pozieleniał na twarzy. Rozległy się szepty, komentujące wydarzenie. A Emmy? Emmy siedziała sztywno jak słup soli, nie wierząc w to, co widzi i słyszy.
- No to fajnie. Kontrola dwadzieścia cztery godziny na dobę - powiedziała oszołomiona.
- Da się wytrzymać - dodał Jimmy, wskazując na mamę.
Kiedy Dumbledore znowu przemówił, ucichły wszystkie szepty.
- Przywitajcie swojego nowego nauczyciela brawami.
Wszyscy, z wyjątkiem Snape'a i Ślizgonów, zaczęli klaskać. Harry usiadł przy stole nauczycieli, a dyrektor powiedział tylko:
- A teraz moi drodzy czas na ucztę!
W tej chwili półmiski napełniły się najróżniejszymi potrawami: befsztykami, pieczonymi kurczętami, kotletami schabowymi, kiełbaskami, stekami, frytkami, gotowanymi i pieczonymi ziemniakami, puddingiem, strudlami, sosami, ketchupem, miętówkami i dropsami cytrynowymi, które Emmy schowała do kieszeni, z myślą o Tykonie,
- Już wiem, po co miałam zabrać ze sobą Hedwigę - powiedziała Emmy, dalej biorąc dropsy z miseczki.
- On naprawdę aż tyle je? - zdziwił się Jimmy.
- No pewnie. Przez tydzień zjadł cztery paczki cukru w kostkach i sześć opakowań dropsów cytrynowych.
- Kto zjadł? - zapytała się Holly, która nie wiedziała, o co chodzi.
- Chyba możesz jej powiedzieć, o co chodzi. W końcu jest w Gryffindorze - powiedział Jimmy.
- No dobrze, ale po uczcie.
Po zjedzeniu deseru, który w przypadku Emmy składał się z trzech
pączków z marmoladą, truskawek i różowego budyniu, dziewczyna słuchała o czym rozmawiają inni Gryfoni. Holly i Jimmy niestrudzenie mówili o quidditchu. Dowiedziała się z tej rozmowy, że w tym roku zwolniły się dwa miejsca w drużynie - szukającego oraz pałkarza. Andre z Walterem rozmawiali o nauce i o tym, kim byli rodzice Andre.
- Tata jest mugolem, a mama czarownicą - powiedział Andre i zaczął się pytać o książki o najsłynniejszych czarodziejach ostatniego wieku.
Emmy popatrzyła na swój talerz. Desery już znikły. Ziewnęła i powiedziała do siebie:
- Padam z nóg.
Ale w tym samym czasie wstał Dumbledore i powiedział:
- A teraz moi kochani, gdy wszyscy się najedli, idźcie do łóżek. Dobranoc!
Wszyscy zaczęli powoli odchodzić od stołów.
- Pierwszoroczni Gryfoni, proszę za mną - powiedział Walter.
Emmy, ciągle ziewając, wstała od stołu i dołączyła do reszty pierwszaków.
Wyszli z Wielkiej Sali, a potem Walter poprowadził ich marmurowymi schodami. Mijali kolejne korytarze, gdzie z portretów na ścianach, machali i kłaniali się im ludzie, przedstawieni na obrazach. Ale Emmy, która ledwo co wchodziła po schodach, nie zwracała na to uwagi. Nagle ni stąd, ni zowąd pojawił się przed nimi duch.
- Dobry wieczór ,Walterze! - przywitał się duch. - Ach, nowi studenci. Jestem Sir Nicholas de Mimsy-Porpington - powiedział do uczniów. - Życzę miłej nocy - i wsiąknął w ścianę, jak woda w gąbkę.
Szli jeszcze kawałek i doszli do portretu, na którym byłą pulchna kobieta w różowej sukni.
- Hasło? - zapytała nagle.
Walter odwrócił się do wszystkich i powiedział:
- Zapamiętajcie hasło, bo inaczej Gruba Dama nie wpuści was do pokoju wspólnego. Hasło to: "zgniłe pomidory" - gdy to powiedział, portret usunął się, ukazując okrągłą dziurę w ścianie.
Wszyscy po kolei weszli przez nią do pokoju wspólnego Gryffindoru.
Był to okrągły, przytulny pokój, pełen wysiedzianych foteli. Znajdowały się też tu: kominek i kilka stołów. Na ścianach wisiały obrazy i makaty. Walter wskazał dziewczętom jedne drzwi, a chłopcom drugie.
Po kręconych schodkach, Emmy weszła do swojego dormitorium. Stało tam pięć łóżek, każde z kolumnami w rogach, między którymi wisiały aksamitne, ciemnoczerwone zasłony. Ich kufry już tam stały. Oprócz Emmy i Holly spały tam także: Aileen Keith, Colleen Mason i Shirley Walk.
- Emmy, Emmy - szepnęła Holly. - Emmy śpisz?
- Śpię - powiedziała z wyraźnym niezadowoleniem w głosie.
- Miałaś mi powiedzieć, kto zjadł cztery paczki cukru i te dropsy.
- Tykon.
- Kto? - spytała Holly, schodząc ze swojego łóżka.
Usiadła na łóżku Emmy i powtórzyła pytanie:
- Kto?
Emmy otworzyła oczy, usiadła i zapytała się:
- Tamte śpią.
Holly wyjrzała:
- Śpią.
- Podaj mi ten skórzany woreczek.
Holly, nie wiedząc po co, podała go koleżance, która wyciągnęła z niego szklane pudełeczko. Emmy wypuściła z niego Tykona, który powiedział:
- Co Emmy ma dla Tykona?
- Cicho Tykon, obudzisz resztę. To elf z wyspy Jawa. Dostałam go od wujka - wyjaśniła koleżance.
- I to coś zjadło aż tyle cukru?
- Tykon nie być coś - powiedział urażony elf. - Tykon być królem.
- On nie je nic poza cukrem i cukierkami. Jak chcesz, to daj mu dropsa - mówiąc to, Emmy wyciągnęła dropsy z kieszeni swojej szaty.
Holly wzięła je niepewnie z rąk koleżanki i dała Tykonowi, który od razu je połknął. Po zjedzeniu siedmiu dropsów błyszczał jak latarnie na ulicy, tyle że niebieskim światełkiem. Holly była zachwycona tym widokiem. Pół godziny później Tykon zaczął ziewać. Sam wszedł do pudełka, które Emmy zamknęła.
- Idź spać Holly. Jutro będziemy nieżywe.
- Cześć - powiedziała Holly i położyła się do łóżka.
Wkrótce obie zasnęły.

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Pierwsze lekcje.

Nazajutrz, tak jak przepowiedziała Emmy, i ona i Holly ledwo co trzymały się na nogach.
- Dzień dobry! - przywitał się Harry.
- O, cześć tato! Nie wiem czy taki dobry - odpowiedziała Emmy - A może raczej dzień dobry panie profesorze, jak tam się spało?
- To miała być niespodzianka, która trochę nie wyszła - wytłumaczył, lecz nie chciał zdradzać szczegółów. - My się jeszcze nie znamy - powiedział Harry, patrząc na ziewającą Holly.
- A tak... To jest Holly Baldwin.
- A więc Emmy jesteś w Gryffindorze.
- Holly też tato - dodała Emmy.
- No a Kitty?
- Kitty, Kitty trafiła do Ravenclav.
Emmy trochę otrzeźwiała przy śniadaniu, kiedy Walter rozdał plany zajęć. Dzisiaj Emmy i Holly miały:

9:00 - zielarstwo z Krukonami
10:00 - transmutacja
11:00 zaklęcia
14:00 - obrona przed czarną magią
24:00 astronomia

- Holly, ja cię uduszę! - powiedziała Emmy, patrząc na plan zajęć.
- Za co?
- Widzisz, o której mamy ostatnią lekcję?
- O północy i co z tego?
- Przez twoją miłość do Tykona ja znowu się nie wyśpię.
- Pokazałaś jej Tykona? - spytał się Jimmy, który przysłuchiwał się ich rozmowie.
- Jest super, co nie? - Holly nie dała dojść do słowa Emmy.
Jimmy i Holly zaczęli rozmowę o Tykonie, którą przerwała Emmy.
- Holly chodź, bo spóźnimy się na pierwszą lekcję. Chcę pogadać przed lekcją z Kitty.
- Mamy zielarstwo z Krukonami?
- Tak. Holly, jak ty czytałaś plan zajęć?
Jimmy wytłumaczył im, jak trafić do cieplarni numer jeden. Kiedy doszły, Emmy zawołała Kitty. Pogadały trochę. Przez całą rozmowę Holly i Kitty patrzyły na siebie, jakby miały rzucić się sobie do gardeł.
Zielarstwo było trochę nudne. Pani Sprout mówiła o zasadach bezpieczeństwa, to jednak nie przeszkadzało Andre zdobyć pięciu punktów dla Gryffindoru . Podczas obiadu Emmy i Holly opowiadały Jimmiemu, jak jego mama na transmutacji zmieniła pióro w jaszczurkę. Emmy nagle przerwała opowiadanie.
- Co się stało Emmy? - zapytała Holly.
- Tykon... - szepnęła. - Nie karmiłam go dzisiaj. Będzie zły. Holly podaj mi dropsy.
- Proszę - powiedziała nie Holly, ale jakaś kobieta ubrana w różową szatę.
- Dzię-kuję - wydukała Emmy.
Gdy kobieta odeszła, Emmy od razu zwróciła głowę w stronę Jimmiego.
- Kto to był? - zapytała.
- Madame Le Rouge - powiedział Jimmy.
- Madame? - powtórzyła zdziwiona.
- Tak, nie kazała do siebie mówić pani profesor.
- To ona tutaj uczy?
- Yhyy... - przytaknął Jimmy, mający w buzi kawałek ugryzionego ciasta kokosowego.
- A czego? - zapytała równie zdziwiona Holly.
- Obrony przed czarną magią - odpowiedział, przełykając ciasto.
- Cooo? - obydwie dziewczyny prawie że krzyknęły.
Emmy spojrzała na szatę, pod którą czuć było skórzany woreczek.
- Idę go nakarmić, bo wyzionie ducha - powiedziała i odeszła od stołu.
- Idę z tobą - krzyknęła za nią Holly.
- I ja też - krzyknął Jimmy.
Tykon był bardzo niezadowolony z powodu późnej godziny karmienia. Dziewczyny miały jeszcze pół godziny do pierwszej lekcji obrony przed czarną magią. Emmy z rozmowy Jimmiego i Holly wyłapała różne informacje na temat niejakiej Madame Le Rouge. Dowiedziała się, że uczy dopiero drugi rok w Hogwarcie, urodziła się w Anglii, uczyła się w Hogwarcie, po skończeniu szkoły wyjechała do Paryża. Była tam kilka lat, a po powrocie zajęła posadę nauczyciela obrony przed czarną magią.
- Ona jest bardzo miła, zobaczysz - wychwalał nauczycielkę Jimmy.
- I bardzo ładna - dodała Emmy.
- Noo tak - speszył się chłopak i spojrzał na zegarek. - To ja lecę, nie chcę się spóźnić na eliksiry. - i szybko się oddalił.
- Do zobaczenia - krzyknęła Emmy, ale Jimmy już jej nie usłyszał. - No to idziemy Holly.
Udały się do klasy obrony przed czarną magią. Dziwnym trafem ani razu nie zabłądziły. Kiedy tam doszły, ujrzały zbliżającą się Madame Le Rouge.
Madame była młodą nauczycielką. Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata. Miała brązowe oczy, długie kręcone blond włosy i długie na pół cala paznokcie, pomalowane na różowo. Otworzyła klasę i zaprosiła ich od środka. To, co Emmy ujrzała wcale nie przypominało klasy, ale jej różową łazienkę. Zamiast ławek stał tam krąg gigantycznych, różowych puf z dziwnymi frędzlami u boku. Mebel, stojący przy tablicy chyba odgrywał rolę biurka. Pokryty był różowo - białym futerkiem. Leżało na nim lusterko i kilka książek, w większości były to katalogi mody. Wszyscy zajęli miejsca, wtapiając się w pufy, jak w bagna w Zakazanym Lesie. Emmy i Holly patrzyły na siebie, nie wiedząc, co je czeka. Kobieta podeszła do tablicy i różową kredą napisała:
MADAME MADLEN LE ROUGE

- To, że lubię kolor różowy, nie oznacza jeszcze, że nie umiem uczyć. Prawda, panie Acoll? - powiedziała kobieta.
- Ale skąd... ?
- Skąd wiedziałam, że miał pan odwrócić się do panny Emily Potter i panny Holly Baldwin, aby im to przekazać? A stąd, że mam swoje sposoby. Och Emmy, jaki on jest do ciebie podobny.
Emmy nie zrozumiała:
- Kto pani profesor? - zapytała.
- Oj, za dużo gadam - powiedziała do siebie i podeszła do tablicy. - proszę, aby zwracano się do mnie Madame. Stare przyzwyczajenia. No dobrze, teraz przystąpimy do lekcji. Co wiecie o Zakazanym Lesie? - mówiąc to, spojrzała na dwóch chłopców siedzących z tyłu. - Lepiej odłóżcie swoją wycieczkę na później, bo dziś będzie tam niebezpiecznie.
Jak się później okazało ta dwójka planowała wyprawę do Zakazanego Lasu, a lekcja była bardzo interesująca. Po wykładzie na temat wilkołaków w Zakazanym Lesie, nikt nie chciał się do niego nawet zbliżać.
- Ale skąd ona wiedziała...? - spytała się Emmy, dalej będąc w szoku.
- Podobno miała uczyć wróżbiarstwa - powiedział Jimmy, który przysłuchiwał się rozmowie dziewczyn. - Na naszych lekcjach nie zachowywała się tak dziwnie.
- Taaak... - powiedziała Emmy, wzdychając. - Mam wrażenie, że gdzieś ją już widziałam.
Emmy po szybkim zjedzeniu kolacji, wzięła parę dropsów i odeszła od stołu.
- Gdzie idziesz? - zapytał Jimmy.
- Idę spać.
- Spać? O tej porze?
- Tak jest - odpowiedziała Emmy, patrząc spod okularów na Holly.
- Ja też - powiedziała szybko Holly.
Następnego dnia Emmy i Holly miały problemy z pobudką, ponieważ nocna astronomia dała im się we znaki. Do Wielkiej Sali wbiegły bardzo późno. Zdążyły zjeść po toście i już musiały wychodzić z sali. Miały dzisiaj dwie lekcje eliksirów i to z samego rana, a na dodatek ze Ślizgonami. Dziewczyny nie znały drogi do klasy. Kiedy już drugi raz pomyliły drogę, zamiast do sali eliksirów, trafiły do nieznanego im miejsca. Wtedy spotkały Harry'ego.
- Dziewczynki, a co wy tu robicie? Nie macie lekcji? - zapytał się.
- Mamy, dwie lekcje eliksirów, ale nie możemy znaleźć drogi.
- Zaprowadzę was, ale i tak już jesteście spóźnione.
Harry zaprowadził je do lochów, gdzie znajdowała się klasa profesora Snape'a. Dziewczyny podziękowały mu i weszły do klasy.
- A może panna Potter i jej koleżanka zaczną doceniać taką cechę jak punktualność, gdy Gryffindor straci pięć punktów? - powiedział Snape, gdy weszły do klasy. - Usiądźcie.
Mimo swego wieku Snape wcale nie złagodniał, ale i tak nie miał już więcej okazji na to, aby odebrać Gryfonom punkty. Przeciwnie, musiał im przyznać dziesięć punktów.
- No i jak tam pierwsza lekcja eliksirów? - zapytał Jimmy, gdy spotkał dziewczyny na korytarzu.
- Pięć punktów mniej.
- Ale Emmy szybko nadrobiła tę stratę - dodała Holly.
- Jak?
- Pytał i pytał, ale przestał, gdy zorientował się, że Emmy zna cały podręcznik na pamięć. Wtedy musiał nam przyznać dziesięć punktów.
Jimmy spojrzał na dziewczynę z osłupieniem.
- Zaleciało mi Walterem - powiedział Jimmy.
- Holly, chodź do dormitorium, muszę nakarmić Tykona.
- Mogę ja go nakarmić? - poprosiła Holly.
- Jak chcesz.
I poszły. Gdy weszły do pokoju wspólnego, Emmy zerknęła na tablicę ogłoszeń. Przed oczami mignął jej czerwony napis:

LEKCJE LATANIA NA MIOTLE ROZPOCZNĄ SIĘ W NASTĘPNY PONIEDZIAŁEK. BĘDĄ ODBYWAĆ SIĘ ZE ŚLIZGONAMI.

Emmy szarpnęła Holly za szatę.
- Spójrz!
- O co chodzi?
- No patrz - Emmy wskazała Holly ogłoszenie.
- Lekcje latania na miotle! Super! - krzyknęła Holly.
- Czytaj dalej.
- Ze Ślizgonami? A niech to wszystkie tłuczki świata!

ROZDZIAŁ SIÓDMY
W drużynie.

Przez następny tydzień Emmy i Holly z niecierpliwością wyczekiwały poniedziałku. W poniedziałek obydwie zjadły tak szybko śniadanie, jakby goniło ich stado irlandzkich kotów - wampirów, o których mówiła niedawno Madame Le Rouge. Gdy zjadły, rozmawiały jeszcze chwilę z Jimmim o wolnych miejscach w drużynie.
- Holly, tata skończył jeść - powiedziała Emmy, odchodząc od stołu.
- Już idę.
I podeszły do Harry'ego.
- Widzę, że jesteście gotowe do lekcji, chociaż wam to raczej niepotrzebne.
Był słoneczny dzień. Lekcja miała odbyć się na płaskiej łące przed zamkiem. Emmy i Holly pomogły Harry'emu przenieść miotły na łąkę. Każda miała po pięć mioteł. Harry miał ich o wiele więcej, ale wszystkie przetransportował za pomocą zaklęcia. Gdy doszli na miejsce, na zielonej trawie ułożyli miotły w dwóch rzędach. Na łąkę powoli schodzili się Gryfoni i Ślizgoni.
- Czy wszyscy już są? - spytał się Harry. - Na początku mam wiadomość dla Gryfonów. Jak wiecie, kapitan drużyny - James Weasley, poszukuje pałkarza i szukającego. Dyrektor Albus Dumbledore pozwolił w tym roku wam, pierwszoroczniakom, brać udział w eliminacjach do drużyny. Czy są chętni? - w górę podniosły ręce Emmy i Holly. - Nikt więcej? No dobrze. Wy dwie zostaniecie po lekcji. - obydwie kiwnęły głowami. - A teraz rozpocznijmy lekcję. Niech każdy stanie przy miotle, wyciągnie prawą rękę i powie "Do mnie".
- Do mnie - zawołali wszyscy jednocześnie.
Miotły Emmy i Holly od razu znalazły się w ich dłoniach. Emmy spojrzała na Corę Malfoy, która stała naprzeciwko. Zauważyła, że jej miotła dopiero za drugim razem wylądowała w jej dłoni. Po jej lewej stronie stały bliźniaczki Cragg, które też miały miotły dopiero za którymś z kolei przywołaniem.
- I tak nieźle sobie radzą - stwierdziła Holly, stojąca koło Emmy.
Gdy już wszyscy mieli miotły w dłoniach, Harry pokazał jak je dosiąść, aby nie spaść.
- Na mój gwizdek odepchniecie się mocno nogami od ziemi. Wzniesiecie się na kilka stóp i wylądujecie, wychylając się lekko do przodu. Uwaga! Trzy... dwa... jeden...
Kiedy rozbrzmiał gwizdek, wszyscy wznieśli się w górę. Andre chwiał się na miotle. Na wysokości pięciu stóp jego miotła okręciła się dookoła własnej osi. Chłopak wisiał już tylko na jednej ręce, kurczowo zaciśniętej na miotle. Widząc to, Harry za pomocą różdżki odholował go na ziemię. Emmy i Holly zrobiły kilka kółek dookoła łąki i wylądowały na trawie.
- To wszystko na dzisiaj. Na następnej lekcji poćwiczymy jeszcze start i lądowanie - mówiąc to Harry spojrzał się na Andre. - Do widzenia.
Gryfoni i Ślizgoni udali się do zamku. Z Harrym zostały tylko Emmy i Holly.
- Po dzisiejszych lekcjach odbędą się na boisku do quidditcha eliminacje do drużyny.
- Ale dlaczego dziadek...
- Miałaś nie nazywać go dziadkiem.
- No dobrze. A więc dlaczego eee ... profesor Dumbledore zgodził się na nasz udział w eliminacjach?
- Może uznał że, wam też trzeba dać szansę.
Harry przerwał zbieranie mioteł i dodał:
- Aha i jeszcze jedno! Jimmy nic o tym nie wie. Macie tu pisemną zgodę na udział w eliminacjach. A teraz zmykajcie na lekcję.


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ellie
post 16.05.2003 20:25
Post #4 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




No a teraz specjalnie dla Wilczków z pozdrowieniami od Związki Czerwonych Kapturków zupełnie nowy fragmencik rozdziału 7! :impra


Ostatnią lekcją tego dnia była historia magii z profesorem Binnsem. Ciągnęła się jak ser na pizzy. Po skończonej lekcji Emmy i Holly poszły do Harry'ego po miotły. W drodze na boisko dziewczyny rozmawiały.
- Kiedy dostanę się do drużyny, będę mogła latać na swojej miotle.
- To ty masz miotłę? - zdziwiła się Holly.
- No pewnie i to nie byle jaką - Sky Turbo.
- Przecież ta miotła została dopiero zaprojektowana.
- A no tak. Przecież ty nie wiesz.
- O czym?
- Mój wujek, a tata Jimmiego ma sklep ze sprzętem do quidditcha. Przysłano mu ją do wypróbowania, ponieważ jego sklep jest najlepszy w całej Wielkiej Brytanii.
- Ale jakim cudem trafiła do ciebie?
- Dostałam ją na jedenaste urodziny od rodziców.
Kiedy doszły na boisko, spotkały Jimmiego.
- Co wy tu robicie? I po co wam miotły?
- Masz i czytaj. - Emmy podsunęła mu kartkę pod sam nos.
Jimmy wytrzeszczył oczy i wykrztusił:
- O nie! Nie ma mowy!
- Jimmy! Będziemy grzeczne. Damy szansę innym - zażartowała Holly.
- No dobrze. Ale macie do mnie mówić James. Jestem James, kapitan James.
- Tak jest kapitanie! - zasalutowała Emmy, jak majtek na statku.
Na boisku stała mała grupka Gryfonów. Drużyna Gryffindoru była ubrana w strój do gry: szkarłatne szaty i skórzane ochraniacze. Jimmy przestawił wszystkim członków drużyny.
- To jest Mike Morton, nasz pałkarz - wskazał na wysokiego blondyna, który trzymał w ręku pałkę do odbijania tłuczków. - Nie mamy dla niego pary. - A to nasza trójka szukających: Amanda Blake, Jenny Fletcher i Elijah Cain - wskazał na dwie dziewczyny i chłopaka. - A ja jestem obrońcą i kapitanem drużyny i nazywam się James Weasley. Ustawcie się w dwóch grupach - po prawej stronie kandydaci na szukających, a po lewej na pałkarzy.
Holly i Emmy spojrzały na siebie i stanęły po odpowiedniej stronie. Emmy stanęła obok czterech chłopców i jednej dziewczyny. Holly w swoim towarzystwie była jedyną dziewczyną.
- Ja zajmę się naszymi przyszłymi szukającymi, a Mike pałkarzami - powiedział Jimmy. - Najpierw sprawdzimy, jak latacie na miotłach.
Obydwie grupy złapały miotły i wzniosły się w powietrze. Emmy okrążyła parę razy bramki i zatrzymała się w powietrzu. Wyciągnęła z kieszeni szaty pudełko, a z niego szmatkę, którą wyczyściła okulary. Podleciał do niej Jimmy.
- Emmy, latałaś na swojej miotle w lato?
- Nie.
- Pożyczysz mi swojego pudełka na okulary?
- A po co ci ono?
- Zobaczysz. - wziął pudełko i wylądował przy Harrym, który właśnie wszedł na boisko.
Emmy obserwowała ich. Najpierw o czymś rozmawiali. Harry wyciągnął gwizdek i zagwizdał. Wszyscy wylądowali.
- Mike weź skrzynię z piłkami i wybierz najlepszego pałkarza, a ja pomogę Jamesowi wybrać szukającego - powiedział Harry. - James zaczynaj.
- Mam bardzo dobry sposób, aby was sprawdzić. Ten, kto złapie okulary szybciej od pudełka, zostanie szukającym. Wujku... - chłopak podał Harry'emu szmatkę, którą Emmy wycierała okulary.
Harry dotknął ją różdżką i wypowiedział jakieś zaklęcie. Ściereczka zamieniła się w okulary. Rzucił je w stronę bramek, a pudełko uniosło się w powietrze i szybko schowało je wewnątrz siebie. Jimmy rzucał okulary każdemu z osobna. Emmy czuła się coraz bardziej niepewnie. Już cztery osoby nie złapały. Następną osobą, która przystąpiła do testu, był ciemnowłosy chłopak. Już prawie złapał okulary, ale i tym razem pudełko okazało się szybsze.
Teraz przyszła kolej na Emmy. W tym momencie coś przewróciło się jej w żołądku. Dziewczyna wsiadła na miotłę. Spojrzała na Jimmiego, który zamachnął się i rzucił okulary w górę. Emmy wystartowała. Zauważyła, że już obok niej leci pudełko. Przyśpieszyła trochę. Pudełko na chwilę zostało w tyle. Spojrzała się do tyłu. Popatrzyła się na pudełko. Nie zauważyła jednak, że leci prosto na bramkowy słupek. W ostatniej chwili złapała się go ręką. Miotła obróciła się dookoła słupka o 180 stopni. Emmy pochyliła się, aby złapać okulary, wtedy miotła gwałtownie wyhamowała. Złapała je, ale w tej samej chwili ześlizgnęła się z miotły i upadła na ziemię. Pudełko doleciało do jej ręki i zatrzymało się na jej dłoni.
- Emmy! Udało ci się, udało! - Holly podbiegła do przyjaciółki, która siedziała na ziemi i patrzyła z osłupieniem na rękę.
Kiedy zdjęła z niej pudełko, w ręku trzymała już tylko szmatkę.
- Chyba złamałam sobie palca - powiedziała, dalej wpatrując się w szmatkę.
- Chyba znaleźliśmy nową szukającą - powiedział Jimmy.
- Jestem szukającą? - Emmy zerwała się z ziemi i otrzepała. - Jestem szukającą, jestem szukającą, rozumiesz to Jimmy? - krzyknęła dziewczyna, rzucając się chłopakowi na szyję.
- Miałaś nie mówić na mnie Jimmy - powiedział, próbując uwolnić się z uścisku dziewczyny.
- Oni mają dziwną tendencje do rzucania się na siebie - powiedziała ze spokojem Holly do Mike'a
- A to jest nasz nowy pałkarz - powiedział Mike do Jimmiego, klepiąc Holly po ramieniu.

CDN


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Brenda
post 18.05.2003 17:32
Post #5 

realistka


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 288
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: z czocha (:




hm..
nudza mnie tego typu fficki, wole jak ktos sam stwarza swoj swiat, a nie urozmaica np. Hogwart.. ogolnie nie mam zastrzezen co do stylu, ale - jest po prostu, troche nudny..


--------------------
Nie wierzę w to, że koniec nadejdzie
Nie wierzę w to, że coś rozumiem
Nie wierzę w to, że kochać umiem...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ellie
post 27.05.2003 14:02
Post #6 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




A to już końcówka rozdziału siódmego.

Po powrocie do zamku Emmy poszła do skrzydła szpitalnego. Pani
Pomfrey, szkolna pielęgniarka, za pomocą różdżki złożyła jej złamany palec w ciągu dwóch sekund, a potem wcisnęła jej na siłę jakiś dziwnie wyglądający eliksir wzmacniający. Emmy obiecała, że przez następne trzy dni będzie go piła co wieczór. Kiedy wyszła, powąchała eliksir i skrzywiła się.
- Nie ma mowy. Nie będę tego piła, choćby mnie mieli wyrzucić z drużyn. - powiedziała i wylała eliksir do kwiatka, stojącego przy oknie.
Kwiatek natychmiast zrobił się cały brązowy i opadły mu wszystkie listki.
- Ja z tą drużyną to tylko żartowałam - powiedziała i czym prędzej oddaliła się od kwiatka.
Kiedy miała już zakręcać, zauważyła idącą w drugą stronę Madame Le Rouge.
- A tą co tutaj niesie? - zdziwiła się Emmy i zaczęła śledzić nauczycielkę.
Szły nieznanym Emmy korytarzem. Nauczycielka skręciła w następny korytarz. Kiedy Emmy wyjrzała zza rogu, Madame znikła.
- Gdzie ona jest? - dziewczyna podeszła do ściany, kończącej korytarz.
Wisiała na niej makata, przedstawiająca orła. Emmy odchyliła róg makaty. Na ścianie wyrzeźbiona była płaskorzeźba. Po środku znajdował się jakiś dziwny napis:

WŁÓŻ KSIĘŻYCOWE OKO, PRZYSZŁY POZNASZ CZAS. PAMIĘTAM JEDNAK O TYM, ŻE TYLKO DWA OBROTY ŚWIATA MASZ, A POTEM ZNIKASZ.

Nie dowiedziawszy się wiele z napisu, zaczęła przyglądać się płaskorzeźbie, która konkretnie niczego nie przedstawiała - jakieś dziwne znaki, kilka kształtów. Potem Emmy udała się do pokoju wspólnego i opowiedziała Holly, o tym, co odkryła.
- I ona tak po prostu znikła? - dziwiła się Holly.
- Nie mogła się teleportować. W Hogwarcie to niemożliwe.

Ten post był edytowany przez Ellie: 09.05.2004 17:13


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
agniesha
post 27.05.2003 20:01
Post #7 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 30
Dołączył: 10.04.2003
Skąd: Kraków- tu tez mamy Dziurawe Kotły...

Płeć: Kobieta



FF pisany fajnym stylem, ale nie podoba mi sie to, ze harry jest nauczycielem latania na miotle.
ogolnie nawet- nawet, nie najlepszy, ale i nie najgorszy. taki przecietny.
w sam raz na popoludnie po dluuuuuugim szkolnym dniu.
no i plus za nie umieszczenie siebie samej w glowenj roli.
wink.gif
powodzenia w dalszym pisaniu!


--------------------
<brak czasu i pieniędzy na podpis>
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Merkury
post 27.05.2003 20:27
Post #8 

KAFEL


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 136
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: Gdańsk




Mi także się podoba. Napisane fajnym stylem, ale mam dwa zastrzeżenia.
Po pierwsze:
Jak to możeliwe, że Ron i Hermiona się pobrali? Możliwe, że mi to nie pasujo bo po przeczytaniu trzydzieści razy czterech tomów Potter'a jestem przyzwyczajony do tego, że oni się nie kochają, ale to tak na marginesie. smile.gif
Po drugie:
Zapominasz czasem, podkreślam CZASEM znaków typu kropki i przecinki, ale to się nie rzuca w oczy.^^
Mam nadzieję, że już w krótce napiszesz następny part... turned.gif
Życzę Ci veny twórczej i powodzenia w pisaniu... czarodziej.gif

Ten post był edytowany przez Merkury: 22.10.2003 19:09


--------------------
"Czarny Pan powrócił,
i teraz nikt go nie powstrzyma!"
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 31.05.2003 16:29
Post #9 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Przeczytalam.Nie lubie fickow typu HP, ale przelamalam sie i jakos dotarlam do konca. Niezbyt mnie to fascynuje, choc przyznam, ze pomysl z elfem wtrynzalajacym cukierki byl niezly. Wnerwilo mnie troche, ze Hermiona na umor przedstawia zywa kopie McGonnagal. No i jeszcze to jej malzenstwo z Ronem... Duzo rzeczy zaciagnietych jest z ksiazki... Jeden kujonek, powtarzajacy slowa Hermiony wchodzac do Wielkiej Sali, corka Malfoya... Poza tym, jasne bylo, ze skoro byly wolne 2 miejsca: palkarza i scigajacego w druzynie Gryffindoru to zajma je wlasnie Emily i jej qmpela.
Popelniasz czasem razace bledy, np. OBYDWIE. Powinno byc OBIE. Dlatego przeczytaj kilka razy, nim cos wkleisz.
Wklejaj krotsze party, bo ich dlugosc utrudnia troche czytanie.


--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Raven
post 31.05.2003 20:52
Post #10 

Iluzjonista


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 131
Dołączył: 06.04.2003

Płeć: Kobieta



Popieram Abaskę. Jak to ktoś kiedyś powiedział "Potter wychodzi nam uszami". Czasami mam wrażenie,że niektórzy ludzie nie potrafią pisać bez niego ficków.


--------------------
Świąteczne spotkania z osobami, którym nie ma się nic do powiedzenia, są opanowaną do perfekcji sztuką uników.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ling
post 04.06.2003 20:26
Post #11 

Mugol


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 9
Dołączył: 05.04.2003




ff bardzo mi się podoba. co z tego, że jest o hp? jest przecież trochę inny świat, przygody, postacie (chociaż czasem przypominają poprzednich bohaterów, np. ten Walter dokładnie jak Percy). styl pisania też mi się podoba. troszkę czasu zajęło mi przeczytanie całości tongue.gif a właśnie: jak długo to piszecie?


--------------------
Uśmiechnij się, jutro możesz być martwy.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ellie
post 05.06.2003 15:10
Post #12 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




Te postaci są podobne, bo w końcu to ich dzieci, dzieci często, przynajmniej w jakimś stopniu, są do rodziców podobne. Ten fick piszemy ponad rok, napisane mamy danaście rozdziałówi jeżeli dobrze pamiętam to będzie ich jeszcze trzy.
Poza tym nasz fick różni się od innych o HP, w roli głównej nie jest Harry, ale jego córka. Postaram się dawać krótsze posty, OK?
I jeszcze jedno: pomysł na to ff powstał bardzo dawno, fick miał być o córce Harry'ego i będzie (niedługo będziemy przygotowywać drugą część, bardziej orginalną).


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Megan
post 05.06.2003 20:00
Post #13 

Kafel


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 12
Dołączył: 05.04.2003
Skąd: Dolina Godrika




Podoba mi się. W przeciwienstwie do niektórych ficków o Potterze nie jest nudny. Piszesz w podobnym stylu co Rowling i dobrze ci to wychodzi.


--------------------
...And even left alone one day,
ain't gonna change, it's not my world,
before me there's a road I know,
the one I choose myself to go...

---------------------------
user posted image
user posted image
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Ellie
post 07.06.2003 20:01
Post #14 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 236
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: Nowy Dwór Maz.




Ten post jest króciutki. Życzę miłego czytania.

ROZDZIAŁ ÓSMY
Miotła.

Przez kilka następnych tygodni Emmy nie miała czasu na rozmyślanie o dziwnym zniknięciu Madame Le Rouge. Kilka razy poszła z Holly do biblioteki, aby poszukać jakiejkolwiek informacji o Księżycowym Oku. Nawet wszystkowiedzący Andre nie przydał się w tej sprawie. Przez cały październik Emmy i Holly chodziły na treningi, które według nich samych nie były im potrzebne. Nawet, kiedy się obijały, Jimmy nie denerwował się zbytnio. Tylko raz, kiedy od rana miał okropny humor, wydarł się na nie tak, że przez cały tydzień wykonywały wszystkie jego polecenia. Emmy zauważyła, że Holly i Mike bardzo dobrze się dogadują. Częste wypady Holly do biblioteki okazywały się spotkaniami z Mike'm.
Pewnej nocy Emmy leżała na łóżku, wpatrując się tępo w sufit.
- Holly, prawda że podoba ci się Mike - odezwała się nagle Emmy, dalej wpatrując się w sufit.
- CO?!
- Przyznaj się, on ci się podoba.
- Wcale, że nie! - zaprzeczyła szybko Holly.
- Podoba ci się.
- NIE!
- Przyznaj się.
- No, może trochę.
- Wiedziałam! - mówiąc to, Emmy rzuciła poduszką w Holly.
- A to za co?
- Za to, że nic mi nie powiedziałaś.
- Wcale nie musiałam - powiedziała Holly i rzuciła poduszką w Emmy.
Rozpętała się prawdziwa bitwa na poduszki, do której po chwili dołączyły się Aileen, Colleen i Shirley.
- Co tu się dzieje? - dziewczyny usłyszały głos, który należał do profesor Weasley.
- Nic ciociu... to znaczy pani profesor - powiedziała Emmy.
- Jest już późno, kładźcie się spać. Nie chcę słyszeć już żadnych hałasów - nakazała im Hermiona i wyszła, mrucząc coś pod nosem w stylu: "Ach te dziewczyny".
- Ciociu? - zdziwiła się Shirley.
- To przyjaciółka ze szkoły mojego taty. Jest mamą Jamesa Weasleya i mówię do niej ciociu.
- Jamesa Weasleya? Tego przystojniaka, kapitana naszej drużyny? - zapytała Colleen.
- Co ja słyszę. Jimmy ma swoje fanki i to w moim dormitorium - stwierdziła z uśmiechem Emmy.
- Lepiej na niego uważaj - szepnęła jej do ucha Holly, za co oberwała poduszką.
- Jimmy to tylko przyjaciel.
- Dobra, dobra - powiedziała Holly i wróciła do swojego łóżka.
Po upływie dwudziestu minut wszystkie już spały.
Nazajutrz, podczas śniadania, dziewczyny chichotały i żartowały sobie z Jimmiego.
- Zakładamy fan klub Jamesa Weasleya, kapitana DRUŻYNY GRYFFINDORU. Która chce się zapisać?
- Bardzo śmieszne - powiedział James, patrząc na śmiejącego się Mike'a.


--------------------
As happens sometimes a moment settled...
... and hovered and remained for much more than a moment.
And sound stopped and movement stopped?
... for much, much more than a moment.
And then the moment was gone.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Alisia
post 07.07.2003 22:02
Post #15 

Kandydat na Maga


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 60
Dołączył: 30.06.2003




Świetne.
A najbardziej podoba mi się zestawienie par.
Kto by przeżył po raz kolejny Harego i Hermionę?
Poza tym uważam to opowiadanko za bardzo zabawne.
Potter nie miał nikogo oprócz przyjaciół, a jego córka
jest otoczona gronem wujków i ciotek - miła perspektywa.
To zmienia cały fick, bo nie opowiada już o niechcianym chłopcu, ale o kimś kto wychował się w pełnej rodzinie- beztrosko i bez Voldemorta na karku.
Wiesz, co najbardziej mi się podoba, to to że Dumbledore został mianowany dziadkiem i chyba mu sie to podoba.
A Emily ma tyle różnych ciotek i dziadków, kuzynów smile.gif w Hogwarcie, a nawet ojców, że musi się pilnować. Mam prośbę-
Napisz coś więcej o syriuszu i jak Harry w końcu pokonał Voldzia, ożenił się no i w ogóle. No i jak został tak normalnym czarodziejem. To trochę dziwne oglądać młodzież jako dorosłych:)
Zwykle się nie rozpisuję i daję jakiś cytat, ale trudno smile.gif
Poza tym czy stary Knot nadal jest ministrem Magii?
Pozdrowienia dla ciebie, i wytłumacz mi co znaczy MY NAPISAŁYŚMY?


--------------------
"Jest taka jedna komnata, w której panują wieczne ciemnosci; mrok pęznie po kamiennych ścianach, jak strach, który nawiedza nagle zbrodniarza, by zmiażdżyć go w sidłach przestępstwa. Nie ma początka, ani konca, a jednak wejście do komanty istnieje; jak światło w ciemności rozjaśnia początek drogi, prowadzacej do kresu. A na środku tego lochu płynie woda i jak wszystko inne nie zobaczysz jej źródła, ani wylewu - niknie w otchłani nie zbadanych miejsc, do których nikt nie wazy się zajrzeć. Na wodzie tej nie jest cicho: wśród wzburzonych fal płyną zapalone świece; zdarzy sie, ze jakaś się przewróci, a wtedy płomyk gasnie, zduszony przez jego dawcę. Woda bowiem daje życie, a także je odbira. Zgaszone światła życie wyznaczają kres nadzieji na nieśmiertelność. (...)"
Powiedziałabym. jakiego to jest autora, ale zapomniałam, a możliwości sprawdzenia nie mam:))
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Longina
post 22.07.2003 21:54
Post #16 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: NDM

Płeć: Kobieta



Hej! Pozdrowienia dla Alisi i odpowiedzi na jej pytania (nie wszystkie):
Knot nie jest ministrem magii, ale nie rozpisujemy się na ten temat i nawet nie wymyślałyśmy nazwiska nowego ministra.
Syriusz mieszka sobie beztrosko na Jawie, został oczyszczony z zarzutów już dawno temu, nie ma żony, mieszka w rezydencji niedaleko plaży, więcej nie zdradzimy.
QUOTE
Pozdrowienia dla ciebie, i wytłumacz mi co znaczy MY NAPISAŁYŚMY?

Bo jesteśmy dwie Ellie i Longina i jest to nasz wspólny fick
O tym jak Harry pokonał Voldzia przekonasz się z siódmej części. smile.gif My piszemy o córce Harry'ego i zamierzchłe czasy nas nie interesują. Co znaczy "normalny czarodziej'? smile.gif

A to jest nowa część rozdziału ósmego:

Nadejście poczty przerwało chichoty i żarty. Do Wielkiej Sali wleciały setki sów. Emmy nie spodziewała się od nikogo przesyłki. Jednak wypatrzyła w górze Pestkę i Hedwigę, które trzymały w dziobach dużą paczkę. Zrzuciły ją na stół, wprost na talerz Andre. Owsianka wylądowała na jego idealnie zawiązanym krawacie. Pestka zaczęła dziobać krawat, zjadając z niego owsiankę.
- Andre nie masz czasem ochoty na bekon albo tosta z dżemem? - spytała się Holly.
- Mama mówiła mi, że dzięki owsiance urosnę - powiedział Andre.
Był to chłopiec o niskim wzroście (pewnie dlatego tak często jadł owsiankę) o piegowatej twarzy i czarnych, kręconych włosach, mówiący z francuskim akcentem.
- I ty wierzysz mamie? - zadrwiła z niego Holly.
Emmy nic nie mówiła, tylko rozwiązywała sznurek ze znajomej paczki. Chwilę później na blacie stołu leżała najlepsza miotła na świecie. Miała polerowaną rączkę, na której widniał napis: Sky Turbo. Miotła zaczęła się wyginać i podskakiwać, tak jakby była zrobiona z gumy.
- Niby tylko sprzęt do quidditcha, ale z jakim charakterkiem - powiedział Mike.
- Chodź Holly zaniesiemy ją do dormitorium i pójdziemy na zielarstwo.
Wstając od stołu, Emmy powiedziała sama do siebie:
- A więc mecz na swojej miotle.
Na te słowa miotła się wygięła i lekko drgnęła.
Kiedy szły przez Wielką Salę, oczy wszystkich uczniów zwrócone były w ich stronę. Rozległy się szepty:
- Czy to jakiś nowy model?
Cora Malfoy jak zwykle była złośliwa:
- Trzeba jeszcze umieć latać na takiej miotle - powiedziała.
Ale nawet ta uwaga nie zdołała popsuć dobrego humoru Emmy.
Na zielarstwie pani Sprout pokazała im zaklęcie przycinające rośliny.
- Powtórzcie: Catus flores!
Wszyscy powtórzyli słowa zaklęcia.
- Dobrze, a teraz pójdziemy na skraje lasu. Tam będziecie mogli poćwiczyć.
Holly, odkąd wyszli z zamku, mówiła tylko o tym, co drużyna osiągnie z taką miotłą.
- Znicza będziesz łapać w przeciągu kilku sekund.
- Holly zamiast ruszać językiem, poruszaj trochę różdżką. - wtedy Emmy coś świsnęło koło ucha.
Dotknęła głowy i odwróciła się. Zobaczyła przerażoną twarz Andre.
- Prze - pra - szam - wydusił.
Emmy spojrzała na chłopca, jakby miała go rozszarpać.
- Emmy spokojnie, odrosną - powiedziała szybko Holly, stając między nią a Andre, by ta nie rzuciła się na niego z różdżką.
- WIEM! - odpowiedziała Emmy z zaciśniętą pięścią.
- W sumie to dobrze się stało, już dawno powinnaś je ściąć. Będzie ci wygodniej na meczach - stwierdziła Holly i spojrzała na Andre, który wyglądał jakby kamień spadł mu z serca, niestety na nogę.
Wracając do zamku, Emmy i Holly spotkały Corę i bliźniaczki Cragg. Jak zwykle musiały się czegoś czepić, tym razem włosów Emmy.
- Potter, to jakaś nowa moda - krzyknęła jedna z bliźniaczek.
Emmy i Holly i tak nigdy nie wiedziały, która do nich mówi, Mildred czy Minnette.
- Chodź Emmy - powiedziała Holly. - Z tym trzeba iść do fachowca.
- Fachowca?
- Tak jest, fachowca i specjalisty.
- Możesz powiedzieć o kogo chodzi? - poprosiła grzecznie Emmy z pewną obawą w głosie.
CDN...
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Tajemnicza
post 22.07.2003 23:00
Post #17 

Prefekt


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 385
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: Tureeeek/Poznań

Płeć: Kobieta



Bardzo mi sie podba wasz Fick. Jest taki miły i ciekawy. Niektóre sprawy są tajemnicze, a ja lubie wszystko co tajemnicze =D Bardzo lekko się czyta to opowiadanko i nie ma błędów. Znalałam tylko kilka zjedzonych literek. Macie jakis taki lekki "dryg"do pisania. Zebym ja tak miała... wink.gif Ale dosyć rozczulania hehehe^^ Czekam na nastpnego ciekawego pościka. Pa i pozdraffiam wszystkich.!


--------------------
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 24.07.2003 14:47
Post #18 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



" który wyglądał jakby kamień spadł mu z serca, niestety na nogę "<-- to mi sie spodobalo =) takie wesole...

Co do textu, tak jak powiedziala Taj, baardzo sympatyczny... Ale naprawde wkurza mnie, ze Emmy to zywa kopia Harry'ego. Pootter mial Blyskawice, najszybsza miotle swiata, Potterowna ma cos tam jakiegos, najszybsza miootle swiata. I to mnie w tym opowie dreczy. Nie klonujcie!! Nie warto =P




--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Longina
post 25.07.2003 19:39
Post #19 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: NDM

Płeć: Kobieta



My nie klonujemy, to było uwarunkowane genetycznie smile.gif Ale nie będziemy ci pisać o tym skąd się biorą dzieci wink.gif co do miotły, to niedługo dowiesz się paru interesujących szczegółów na temat tego modelu, który się zwie Sky Turbo.

A to kolejny króciutki fragment

Holly ciągnęła ją za rękaw szaty, aż dociągnęła ją do drzwi, przez które Emmy wcale nie chciała przechodzić. Były to drzwi do klasy Madame Le Rouge.
- Ale ja nie chcę. Poradzę sobie - powiedziała Emmy, jakby szła na skazanie.
Holly wepchnęła ją do klasy. Madame Le Rouge właśnie zmieniała kolor firan z różowych w fiołki na różowe w róże.
- Witaj Emmy. Zaraz coś z tym zrobimy. Nie przejmuj się, będzie wszystko dobrze.
Dziewczyny zdębiały. Madame Le Rouge, nawet nie odwracając się w ich stronę i dalej spokojnie zmieniając firanki, wiedziała o co chodzi.
- No, wygląda lepiej - stwierdziła, patrząc na firanki. - Ten fiolet mnie drażnił. No wiecie dziewczynki, róż to taka ostoja spokoju. - dziewczyny rozejrzały się po wściekle różowej klasie, dalej nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
Madame wzięła różdżkę, dotknęła głowy Emmy i wypowiedziała zaklęcie.
- I po kłopocie. A teraz zmykajcie, bo spóźnicie się na trening.
Dziewczyny odeszły bez słowa. Uznały, że nie warto tego komentować.
Trening miał być dla Emmy niesamowity. Mogła latać na swojej miotle, ile się da. Na boisku wszyscy chcieli dosiąść jej miotły, choćby na chwilę wzbić się na niej w powietrze, ale Jimmy rozgonił miłośników nowoczesnego sprzętu do quidditcha. Pierwszy mecz w tym roku miał odbyć się z drużyną Ravenclav.
- Koniec tego dobrego. Teraz parę informacji o przeciwniku. - cała drużyna od razu się uspokoiła i zwróciła w stronę Jimmiego. - Krukoni mają nowego szukającego - pierwszaka, podobno dobry - mówiąc to spojrzał na Emmy miotłę, którą trzymała w ręku. - Dziś będę ćwiczył z Emmy, a reszta niech poćwiczy sama, tylko solidnie - tak żeby wyglądało to na trening.
Jimmy i Emmy poszli na jedną stronę boiska, a reszta na drugą.
- No dobra. Widzę nowy sprzęt w rękach. Zobaczymy jak latasz na tej miotle. Chyba nie miałaś jeszcze okazji na niej latać. Jesteś już na tyle szybka, że możesz ćwiczyć z prawdziwym zniczem. Zobaczymy.
Emmy pstryknęła palcami nad leżącą na ziemi miotłą, która od razu znalazła się w jej rękach. Jimmy nie mógł uwierzyć w to co widzi. Kiedy Emmy odleciała, powiedział sam do siebie:
- Nawet nie powiedziała "do mnie".
- Wypuszczaj go! - krzyknęła.
Jimmy otworzył skrzynię z piłkami i wypuścił znicza.
Emmy powiedziała cicho do miotły:
- No dobrze mała, za zniczem. - i miotła ruszyła w stronę błyszczącego w oddali światełka.
Emmy bardzo szybko złapała znicza i z triumfującą mina podleciała do Jimmiego.
- To za łatwe dla ciebie, więc to trochę utrudnimy. Ty się odwrócisz, żebyś nie wiedziała, gdzie odlatuje znicz.
Emmy obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i zawisła głową w dół.
- Wypuszczaj! - krzyknęła Emmy.
I tym razem szybko uporała się z zadaniem. Potem Jimmy utrudnił jej zadanie, ponieważ podczas lotu próbował zrzucić ją z miotły. Ćwiczyli, aż się ściemniło. Po ćwiczeniach Emmy ścigała się z Jimmim po całym boisku.
- Emmy zwolnij! Nie dogonię cię!
Emmy zatrzymała się w powietrzu i odgarnęła włosy z czoła.
- Ładnie ci w nowej fryzurze - powiedział Jimmy, rumieniąc się na całej twarzy.
Emmy, podobnie jak on, zarumieniła się i nie wiedziała, co powiedzieć. Jimmy przerwał niezręczną ciszę, krzycząc:
- Teraz ty gonisz!
Rano Emmy zwlokła się z łóżka z wielkim trudem. Po prawie trzygodzinnym chrzcie nowej miotły i zabawie z Jimmim nie miała siły na nic. W jej dormitorium nie było żadnej z dziewczyn. Emmy, nie spiesząc się zbytnio, ubrała się i zeszła do pokoju wspólnego.

cdn
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Longina
post 09.08.2003 20:26
Post #20 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: NDM

Płeć: Kobieta



Oto ciag dalszy, no moze jego niewielka czesc:
dementi.gif
- Cześć Emmy. Ładna fryzura - powiedział Andre, stojąc w bezpiecznej odległości, jakby się bał, że Emmy się na niego rzuci.
- Dziękuję. W sumie nic się nie stało. Możesz spać spokojnie, już się nie gniewam.
- Cześć Andre. Cześć Emmy.
- No nareszcie jesteś, gdzie byłaś? - powiedziała Emmy do Holly, która właśnie weszła.
- Na śniadaniu. Nie chciałam cię budzić, bo wyglądałaś, jakbyś ścigała Jimmiego więcej niż te parę razy, o których mi mówiłaś.
- Oj cicho bądź. Jestem głodna, chodź - powiedziała i pociągnęła Holly za sobą.
Po zjedzeniu śniadania Emmy zgarnęła parę dropsów dla Tykona.
- Muszę go wypuścić na trochę dłużej, bo ostatnio chorował - powiedziała Emmy o elfie.
Przez ostatni miesiąc zmiana pogody nie sprzyjała elfowi, który całe swoje dotychczasowe życie spędził na egzotycznej wyspie.
Rozmowę o Tykonie przerwał Walter.
- Dzień dobry Emmy! Słyszałem że, zamęczyłaś znicza wczoraj na treningu.
- O Wolter! Masz dzisiaj wyjątkowo dobry humor. Coś się ciekawego stało? - spytała się Emmy.
- Nie, dlaczego tak sądzisz? - powiedział takim tonem, jakby nie chciał się dzielić przyczyną swojego dobrego humoru. - Chciałem tylko dać ci do przeczytania Proroka Codziennego. Jest w nim ciekawy artykuł o twojej miotle.
- Dzięki - odpowiedziała i wzięła do ręki gazetę.
Szarpiąc stronami, dotarła do artykułu, który zajmował niecałe pół strony.
"Ministerstwo Magii, a konkretnie wydział sportu, wstrzymał produkcję nowego modelu mioteł "Sky Turbo". Minister Działu Sportu stwierdził, że miotły są niespokojne i drapieżne. A oto relacja zdana przez niezadowolonego klienta.
- Zrzuciła mnie i pobiła - stwierdził.
Obecnie zanotowano, że miotły posiadają tylko cztery osoby w całym kraju. Ich miotły nie sprawiły większych problemów. Resztę wycofano ze sprzedaży. Przewodniczący Związku Działaczy Ligi Quidditcha, Dunbar Oglethorpe , stwierdził że cztery zadowolone osoby, posiadające Sky Turbo, przypadły im do gustu. Według niego te miotły zachowują się jak konie albo wielbłądy."
- Cztery osoby, oswoiłaś miotłę, zmęczyłaś znicza, nic więcej nie trzeba - ten mecz wygramy - powiedziała z pewnością w głosie Holly po przeczytaniu artykułu.
- Uspokój się, skąd wiesz, że tej miotły nie ma ktoś ze szkoły?
- O tym nie pomyślałam.
- Chodź, oddam Walterowi gazetę i zaniosę Tykona do pokoju taty. Dam mu witaminę C. A potem muszę wysłać Pestkę do mamy.
Po południu Jimmy zwołał całą drużynę do siebie.
- Bierzcie miotły i idziemy na trening.
- Jimmy! Odpuść! - powiedziała Emmy. - Wczoraj chyba wystarczająco długo ćwiczyliśmy?
Jimmy popatrzył się na proszącą Emmy, a potem na chichoczącą drużynę.
- Noo... dobrze. Odpocznijcie. Ale w poniedziałek macie dać z siebie wszystko.
- Tak jest, kapitanie James! - krzyknęła chórem cała drużyna i rozeszła się.
Holly poszła gdzieś z Mike'm, a Emmy udała się do szkolnej sowiarni, by dać Pestce list do mamy.
CDN
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 18.08.2003 12:47
Post #21 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Taa, Longina, wiemy, ze mamy fajne emoty =P

Poza tym: Ty nie masz co robic, tylko posty nabijac, jaki masz aktualnie nastroj? Sorry, ale nie sadze, by to kogos specjalnie interesowalo... W dodatku jakby kazdy pisal, jaki ma nastroj, toby sie niezly smietnik na forumie zrobil. Wiec nastepnym razem sie zastanow, jak z czyms takim wyskoczysz

Co do ficka: Czyli ze ta cala Sky Turbo leci, jak jej sie powie? Jesli tak, to jest to idiotyzm. Jakby lud w szkole mial Sky Turbo, toby wszyscy lapali znicze w trymiga... I zero Quidditha.

Czyzbyscie chcialy tu zrobic romantyka? James i Emmy... Moim zdaniem juz za dlugo sie znaja, by pomiedzy nimi cos zaiskrzylo...

A te dwie ostatnie czesci byly troche nuzace. A moze jakies niespodziewane zwroty akcji? Czytelnika trza czyms przyciagnac, a nie, ze prawie wciaz jest swiadomy, co za chwile sie stanie...


--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Longina
post 18.08.2003 21:20
Post #22 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: NDM

Płeć: Kobieta



wacko.gif Poniedziałek był wietrzny. Całą noc padało, a nad ranem pojawiła się mgła, która potem opadła.
- Piękna pogoda. Nie ma co - powiedziała Emmy przy śniadaniu, patrząc na niebo, które zawsze odzwierciedlało to, co się działo na zewnątrz.
- Jak utrzymam się na miotle to będzie dobrze - powiedziała Amanda.
- Będzie znosić kafla - dodał Elijah.
Narzekanie na pogodę przerwało przyjście poczty. Niektóre sowy wyglądały, jakby ktoś je wrzucił do pralki i ustawił na wirowanie. Emmy wyraźnie wypatrywała Pestki.
Czekasz na coś konkretnego? - zapytała Holly, kończąc rozmowę z Mike'm.
- Tak... - złapała małą paczuszkę.
- A można wiedzieć na co?
Emmy powiedziała szeptem:
- Mama sporządziła lekarstwo dla Tykona. Idę do pokoju taty, zmuszę Tykona do wypicia tych ziół. Jak nie będzie chciał wypić, to go zwiążę i wleję mu to do gardła.
- Chyba za pomocą lejka - uśmiechnęła się Holly.
Gdy Emmy wyszła z Wielkiej Sali, Mike zapytał się Holly:
- Co za pomocą lejka?
- Nic, nic, absolutnie nic.
Emmy znalazła krótszą drogę do pokoju taty, nagle gdy już miała skręcać, usłyszała głosy.
- ... Clifford, zmykaj do dormitorium.
- Tak Madame, już idę - powiedział piskliwy głos, po czym ucichł.
- Clifford - u niego od małego widać że, ma tendencję do złego. - powiedziała do siebie Madame Le Rouge. Dobrze, a teraz Emily gdzie jesteś?
Emmy coś podskoczyło w żołądku. "Skąd ona wiedziała, że tu jestem i że się ukrywam" - pomyślała.
- ... Emily. - Madame zawołała jeszcze raz.
Emmy odskoczyła i schowała się za ścianą. Potem zauważyła światło bijące zza ściany i usłyszała trzask zerwanych kabli, wrzuconych w wodę oraz poczuła lekki powiew wiatru. Stała za ścianą jeszcze chwilę. Gdy wszystko ucichło wychyliła głowę. Zobaczyła tylko pusty korytarz, korytarz który już kiedyś widziała. Ten, na którego końcu, za makatą była dziwna płaskorzeźba. Dziewczyna wyszła z ukrycia i podeszła do makaty. Odchyliła róg. Pod spodem wszystko się poruszało. Małe, dziwne znaki zmieniały miejsce tak, jakby były żywe.
- Tu się coś dzieje i to coś poważnego - powiedziała sama do siebie, przykrywając makatą płaskorzeźbę.
Poszła dalej korytarzem. Doszła do zwykłej, szarej, zamkowej ściany i zaczęła się jej przyglądać. Nagle przestała przyglądać się ścianie i wyjęła różdżkę. Dotknęła nią ścianę w miejscu, gdzie był mały, wyskrobany czymś ostrym znicz.
- Disendium - powiedziała cicho, a w miejscu znicza, pojawiła się zwykła klamka. Emmy nacisnęła na klamkę, a fragment ściany otworzył się jak drzwi. Za ściennymi drzwiami był pokój Harry'ego.
Abaska bądz wyrozumialsza jestem sama Ellie
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Abaska
post 18.08.2003 23:13
Post #23 

Uczeń Hogwartu


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 240
Dołączył: 06.04.2003
Skąd: a nie wiem, tak z powietrza.

Płeć: Kobieta



Boze!! To ja az taka wredna jestem?? A myslalam, ze takie potulne ze mnie dzieciatko... Cholercia, ze wzgledu na to, ze przerazilas mnie faktem, co tez ze mnie wyroslo teraz bede wyrozumialsza ;]

No, ten part byl lepszy, bo cos sie dzialo. Ale pod koniec mogloby byc "sekretny pokoj Harry'ego", czy cos takiego, bo wychodzi na to, ze ona trafila do jego dormitorium (czytalam to mojemu piecioletniemu bracholkowi i wlasnie dzieki niemu zwrocilam uwage na to potkniecie wink.gif ). A tak ogolnie to moze byc. Fajnie, ze byl znicz. Takie symboliczne to troche =)

Uaa, mi tez sie nudzi. Mimo, ze sa wakacje i trza troche rodzine pomeczyc, to nuda wieje w tym moim domostwie =P Tylko ksiazki, internet, TV, muzyczka, jedzenie i spanie wink.gif Niecierpie takiej monotonii... I chyba mi sie powoli na leb rzuca, ale zaczynam tesknic za szkola...



--------------------
uhm.
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Longina
post 12.09.2003 21:04
Post #24 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: NDM

Płeć: Kobieta



Oto następny part:
Na krześle na przeciwko kominka siedział i kichał mały Tykon.
- Cześć malutki - powiedziała pieszczotliwie do elfa.
Tykon odwrócił główkę w jej stronę. Był okryty małym kocem. Nos świecił mu się na fioletowo.
- Tykon źle się czuć, Tykon być chory - powiedział ochrypniętym głosikiem i pociągnął noskiem.
- Zaraz coś na to poradzimy, nie martw się - powiedziała i zaczęła wyciągać wszystko z paczki od mamy. Były w niej jakieś suszone rośliny i butelki o podejrzanej zawartości. List dołączony do rzeczy zawierał przepis na przyrządzenie eliksiru.
- Skąd mama to wytrzasnęła?
- Wujek Syriusz jej pomagał - odpowiedział jej tata, który właśnie wszedł do pokoju. - Trudne do przyrządzenia? - zapytał.
- Nie, ale ta ilość jest niesłychanie mała. Kropla tego, gramik tego. Nie ma co, końska dawka.
- Tykon wybacz mi, ale podam ci to później. Muszę najpierw jakimś cudem zmniejszyć kociołek - powiedziała, dalej patrząc na ilości składników.
- Ja się zajmę kociołkiem i resztą, a ty zmykaj do szatni i wciągaj ochraniacze na nogi. Ten mały z Ravenclawu jest podobno dobry - powiedział Harry i prawie że wypchnął córkę za drzwi.
Emmy patrzyła jeszcze minutę na ścianę.
- Czyżby tata wiedział o czymś, czego ja nie wiem? Ta szkoła jest coraz dziwniejsza. Jak tylko wygram ten mecz to muszę się dowiedzieć, o co chodzi.
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Druga taka na meczu.

- No, już jesteś. Co tak długo? - zapytała Holly, stojąca w sali wejściowej.
- A, znów sp... - ale przerwała, patrząc na przyjaciółkę. - Oj, spotkałam tatę i gadaliśmy.
W szatni wszyscy sprawdzali, czy Emmy na pewno ma miotłę.
- Mam kilka słów dla was - krzyknął Jimmy, nie mogąc uspokoić reszty. - wszyscy zwrócili głowy w stronę kapitana. - Dajcie z siebie wszystko i postarajcie się wygrać.
Jimmy był naprawdę zdolnym zawodnikiem. Jeszcze rok temu, razem z Mike'm byli najmłodszymi w drużynie Gryfonów. Po pierwszym meczu, który Gryfoni wygrali dzięki strategii Jimmiego, chłopak zyskał uznanie starszych kolegów, którzy mianowali go kapitanem drużyny.
Po krótkiej przemowie Jimmiego drużyna wyszła z szatni i ustawiła się na boisku. Emmy spojrzała na rączkę swojej miotły.
- Wygramy, wygramy - szepnęła do siebie i wzięła głęboki wdech.
Nagle drużyna zaczęła głośno o czymś rozmawiać i kręcić głowami na wszystkie strony.
- Co się stało!? - zapytała Emmy, a w jej brzuchu dochodziło do erozji wulkanu.
- Spójrz na sprzęt ich szukającego. - powiedział Elijah.
Emmy przecisnęła się na przód i zobaczyła chłopca z taką samą miotłą, jak jej.
- Emmy i reszta, uspokójcie się! I tak mamy większe szanse na wygraną.
- Przy takim wietrze? U nich prawie cała drużyna to piąto-, szósto-, a nawet siódmoklasiści - powiedziała Holly z lekkim przerażeniem w głosie.
W tym momencie usłyszeli głos Harry'ego.
- Dosiądźcie mioteł. Na mój gwizdek wzbijecie się w powietrze. Gra rozpocznie się w momencie wyrzucenia kafla.
Emmy popatrzyła w niebo z wielkim niepokojem.
- Uda się, uda się - powtarzała.
Gwizdek ledwo było słuchać w szumie wiatru. Wszyscy wznieśli się w górę. Szaty niespokojnie powiewały.
- Zaczęło się. Kafel w powietrzu, przejmuje Amanda Blake, podaje do Jenny Fletcher. Kafel nadal w posiadaniu Gryfonów. Jenny podaje piłkę do Elijaha. Pałkarz Ravenclawu, Peter Grant, odbił tłuczka na ścigającego Gryfonów. Gryffindor stracił kafla.
Emmy patrzyła z góry na grę. W tej chwili coś świsnęło jej koło ucha. To tłuczek, odbity przez Granta przeleciał i o mały włos nie uderzył jej w głowę.
- Uważaj! - krzyknęła Holly i mocno odbiła go w stronę zawodnika Ravenclavu.
Kafel znowu przejęli Gryfoni, a sprawna akcja Jenny i Amandy sprawiła, że kafel przeleciał przez bramkę Krukonów.
- Dziesięć punktów dla Gryffindoru! - krzyknęła do mikrofonu komentatorka, Puchonka z siódmej klasy.
Na trybunach Gryfonów rozległy się oklaski i okrzyki, zagłuszone przez wiejący wiatr.
- Kafel w posiadaniu Krukonów ... ale uwaga ...
tongue.gif CDN
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post
Longina
post 13.09.2003 15:08
Post #25 

Tłuczek


Grupa: Magiczni Forumowicze
Postów: 35
Dołączył: 16.05.2003
Skąd: NDM

Płeć: Kobieta



Ja wiem kiedy przerwać co? tongue.gif oto następny kawałek:
... przejmuje go Amanda, podaje do Jenny, ta do Elijaha ... i bramka! Następne dziesięć punktów dla Gryfonów, co za błyskawiczna akcja! Pogoda nie sprzyja dziś Krukonom. Mali Gryfoni sprytnie pokonują wiatr.
Emmy rozglądała się po boisku, ale znicza ani śladu. Później zerknęła na Szukającego Krukonów, Clifforda.
- Nie do wiary, następne dziesięć punktów dla Gryffindoru! Wiatr coraz bardziej utrudnia grę. Gryfoni prowadzą 30 do 0.Gryfoni przy kaflu. Znicz się jeszcze nie pokazał. Dzisiaj czeka nas także niezwykłe starcie między szukającymi. Obydwoje mają super sprzęt... Ale co się dzieje! Krukoni przechwycili kafla... zbliżają się do bramek, Scott rzuca i... Jest, jest - pierwsze dziesięć punktów dla Ravenclawu w dzisiejszym meczu!
Przez następne dwie godziny Emmy nie zauważyła znicza, a żadna z drużyn nie zdobyła punktów. Nagle rozległ się gwizdek.
- Przerwa! - krzyknął Harry. - Macie pięć minut - zmykajcie do swoich szatni.
W szatni, w porównaniu do boiska, panowała błoga cisza. Ścigający byli tak zmęczeni, że z trudem łapali oddech.
- Emmy, złap go wreszcie, bo już długo nie pociągnę - powiedziała Jenny, ciężko dysząc.
- Ja też - dodali Elijah i Amanda.
- Ja nie chcę nic mówić, ale minęły już dwie godziny. Gusty na pewno złapałby już znicza - powiedział Mike ze spuszczoną głową.
Holly, widząc że Emmy zmarkotniała jeszcze bardziej, dodała szybko:
- Gusty to pierdoła. On też musiał się rozgrzać zanim złapał znicza. Nie bez kozery ma takie przezwisko.
- Ale nie rozgrzewał się przez dwie godziny. Ja widziałem znicza już ze trzy razy, a ona ani razu.
- Spokojnie Mike, jesteś zmęczony, ale nie musisz wyżywać się na Emily- krzyknął Jimmy. - Na boisko! Jest ciężko, ale sobie poradzimy.
Przed gwizdkiem wznawiającym grę, Emmy podleciała do Holly.
- A tak w ogóle to co to za Gusty?... CDN
User is offlineProfile CardPM
Go to the top of the page
+Quote Post

4 Strony  1 2 3 > » 
Closed TopicTopic OptionsStart new topic
 


Kontakt · Lekka wersja
Time is now: 23.11.2019 04:15